Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jezioro Ripley w North Downs
AutorWiadomość
Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]16.07.19 20:46
First topic message reminder :

Jezioro Ripley w North Downs

Mieszkańcy North Downs podejrzewają, że to właśnie legenda, która znana jest od niepamiętnych czasów, nie zachęca turystów do przyjazdu nad jezioro Ripley. Mimo swojej urokliwości i niebywale sprzyjających okoliczności natury, które sprawiają, że chwile spokoju odnalazłby tam każdy udręczony sprawami codzienności, okolica nie zachęca do zostania na dłużej. Głównie przez nagłe, ale krótkie drgania ziemi, które według mieszczańskiej legendy, miały być powodowane przez wiercące się w czasie snu, zaklęte w skalne wzgórza olbrzymy. Kilka lat temu grupa badaczy z Ministerstwa Magii zdementowała te plotki, zamieszczając w Horyzontach Zaklęć artykuł o silnej żyle magii płynącej pod ziemią, okalającej w charakterystyczny sposób jezioro, ale mieszkańcy nie dali sobie niczego wmówić, a legenda pozostała żywa. Nawet jeśli okazała się tylko wymyśloną historią przekazywaną z ust do ust. Rzadko kiedy widuje się tu żywą duszę, ale warto choć na chwilę oderwać się od codziennych spraw i spędzić kilka chwil wśród ciszy i krystalicznie czystej wody, pod powierzchnią której wiją się ryby o srebrnych, brunatnych i purpurowych łuskach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jezioro Ripley w North Downs - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]02.12.21 21:05
Z jednej strony podążała swoimi ścieżkami, po prostu rzucając się naprzeciw temu, co jej się nie podobało, nie szukając akceptacji w tym, aby wybierać swoją życiową drogę, czy aby w szkole ktokolwiek potrzebował aby przyjęto ją i zaakceptowano. Z drugiej strony wcale nie była odporna na ludzkie potrzeby posiadania kogoś, kto by jej wybory akceptował i kto by cenił ją jako osobę taką, jaką była. W końcu z tego powodu zechciała ujawnić się jako kobieta swoim towarzyszom ze statku. Z tego powodu robiła co mogła, aby w szkole sprawdzać się w Quidditchu. Chciała mieć kogoś, kogo nie drażniłoby jej zachowanie, jej niewiedza, jej braki w podstawowych manierach, a kto raczej by pokazywał jej inny świat od którego by mogła się uczyć. Miała jednak wrażenie, że do tego i jej i innym osobom brakowało cierpliwości, dlatego chociaż się starała, nie do końca umiała zadowolić się rezultatami.
Uwalniała swój stres poprzez wszelkie aktywności fizyczne, ale musiała się sprawdzać sama w sobie. Bieganie czy ćwiczenia nie były najgorszym motywem, ale jednocześnie Thalia wiedziała, że prędzej czy później było to o wiele bardziej problematyczne, bo szybko się frustrowała przy nich, pozostając sama ze sobą i swoimi myślami. Nawet teraz potrzebowała coś robić, coś wykonywać…cieszyła się, że Michael potrzebował tego samego, nawet jeżeli bolał ją fakt, z jakiego powodu tego potrzebował. Podejrzewała, że to nic radosnego.
- Dziękuję, ale powinieneś posłuchać mnie po paru kieliszkach. – Uśmiechnęła się na ten komplement, spoglądając na niego z rozbawieniem, mimo to odczytując już z jego twarzy ostatnie zmęczenie pełnią, nie tak w pełni obecne, bo przecież minęły już trzy dni, wciąż jednak nie odpuszczając bladością. Podobnie jak u jej ojca – starała się wypatrywać tych drobnych sygnałów, emocji i odczytywać ślady, tak jak robiła to z tropami czy śladami.
- Nie. – Przyznała się od razu, nie zamierzając szukać głupich wymówek albo się jakkolwiek usprawiedliwiać. – Chociaż gdyby ktoś teraz miał wyskoczyć, musiałabym szczerze podziwiać to, jak czekał parę godzin tylko po to, aby upewnić się, czy może się tu z kimś spotykam. – Spoważniała jednak zaraz, wiedząc, że miał rację i nie chcąc pokazać, że ignoruje jego porady. – Wybacz, masz rację, powinnam to zrobić.
Potarła jeszcze twarz, spoglądając na niego. Wśród ciemnych zjaw wydawał się jak każdy żywy – odcinał się jakąś jasnością, która sprawiała, że tak chętnie wyciągnęła by dłoń tylko po to, aby upewnić się, że jest prawdziwy. I nie złudą.
- W domku dziesięć minut stąd są paczki. Koce, trochę ubrań, nieco leków, trochę cukru, słonina, olej słonecznikowy i nieco jajek i mleka. W razie czego dasz radę to dostarczyć? – Nie wiedziała, jak dziś uda im się wyrobić z tym i czy rzeczywiście zastaną mugoli, oraz czy w ogóle…cóż, chciała aby to mieli, a Michael miał o wiele większe możliwości kontaktu z mugolami.
- Mike…potrzebujesz tego bardziej ode mnie. A ja mam jeszcze ciocię, w razie czego mogę jeść u niej. A ty nie możesz chodzić głodny, bo jeszcze padniesz. – Spojrzała na niego, mając nadzieję, że nie będą drążyć tego tematu dalej. Naprawdę, żadne z nich nie potrzebowało litości, ale pomoc…pomoc była potrzebna.
Wyjęła ostrożnie nóż, pamiętając, że obiecała go nie używać w tej walce…chociaż na widok ostrza musiała skupić się na nim przez chwilę, przypominając sobie jedno z pytań, które przemknęło jej ostatnio po myśli.
- Uczą was jak się bronić przed nożami? – Miała aurorów na myśli, w końcu spodziewając się, że jednak bardziej polegali na magii.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]29.12.21 23:01
Wstąpiwszy na aurorską ścieżkę w wieku siedemnastu lat, zdążył uzależnić się nie tyle od wysiłku fizycznego, co od adrenaliny samej w sobie. Pokonywał kolejne bariery własnego ciała, przekraczał kolejne granice, aż codzienność nagle przestała wystarczać. Uwięziony w klatce wilkołaczej klątwy, omal nie stracił wszystkich fundamentów swojego istnienia - zawsze budował w końcu własną tożsamość na sile i kontroli nad własną magią i własnym ciałem. Paradoksalnie (i choć nigdy by tego na głos nie przyznał) wojna pomagała mu jakoś się trzymać, zapewniając nowe wyzwania i adrenalinę, poczucie bycia potrzebnym. Z pozoru spokojne pół roku, które spędził samotnie w odludnej leśniczówce tuż po ugryzieniu, było najtrudniejszym okresem w jego życiu. Gdy podnosił się po traumie Azkabanu, miał chociaż dla kogo walczyć, miał ideę, która nadawała wszystkiemu sens.
Gdyby został dzisiaj w domu, bezczynnie, znów czułby się tak jak wtedy. Dlatego był wdzięczny Thalii za dzisiejszy sparing, może nawet bardziej niż ona jemu za naukę.
-Gdybym sam wypił kilka kieliszków, wszystko wydawałoby mi się ładne. - roześmiał się. Spoważniał, gdy zaczęli rozmawiać o bezpieczeństwie - ale łagodnie skinął głową, gdy Thalia sama zrozumiała swoje niedopatrzenie.
-Derbyshire jest targane konfliktem, na takich terenach dobrze jest być nawet nadmiernie ostrożnym, a Homenum zabiera niewiele magicznej energii. Chyba, że przyleciałaś na miotle i miałaś dobry widok z lotu ptaka?
Uśmiechnął się blado, słysząc o jedzeniu.
-Jasne, że dam radę. Może nawet tam polecę, potem. - do Northumberland nie było aż tak daleko, nie na miotle, a zawsze lubił latać. -Dziękuję, na pewno będą wdzięczni. Jeśli będziesz mieć czas, zabierzmy się tam razem.
Wydał się ewidentnie speszony, gdy otrzymał paczkę dla siebie. Przez moment wyglądał, jakby miał dalej protestować, ale na dźwięk tłumaczeń Thalii pokiwał niechętnie głową.
-Ja... dziękuję. Odwdzięczę się, kiedyś. Jak upoluję coś dobrego. - zmusił się do bladego uśmiechu. Musiał przyznać, że od dawna odmawiał sobie jedzenia i odczuwał teraz tego skutki, szczególnie po pełni.
-Jasne, że uczą, podstaw. Walki wręcz, anatomii, dawkowania eliksirów leczniczych. Musimy być gotowi na wszystko - rozweselił się, gdy spytała o kurs. -A co? - chciała poćwiczyć walkę w bezpośrednim zwarciu?
-Polegamy jednak głównie na białej magii. - wyciągnął różdżkę i skupił się na znajomej energii. -Venenifer Captiona. - szepnął, a wokół niego rozbłysła na moment bariera, która po chwili stała się niewidzialna. -Chciałaś sparingu, więc śmiało - wal. Ta tarcza jest na tyle silna, że pochłonie trzy kolejne zaklęcia, o ile nie rzucisz ich z ponadprzeciętną mocą. - zachęcił Thalię gestem i oddalił się o kilka kroków, by mogła w niego wygodniej celować. -Mi pozwala wymierzyć kilka równoczesnych ataków, bez zostania zepchniętym do obrony. - wyjaśnił praktyczne zastosowanie zaklęcia, które było przydatne nie tylko w trakcie sparingów. Podczas pojedynku mogło dosłownie uratować życie, kupić kilka cennych sekund przewagi.

rzut & gdy będziesz gotowa wejdziemy do szafki


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Jezioro Ripley w North Downs - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]02.01.22 1:44
Gdy tylko ukończyła szkołę, wypłynęła, pozostawiając szare jak dla niej wybrzeża Anglii, nie widząc dla siebie żadnej przyszłości w kraju. Jej temperament skrócił się nieco, a jednak napotkała na nowe problemy, nieoczekiwane jak do tej pory. Zamiana w mężczyznę, nowa osobowość - to wszystko miało być jedynie chwilowym rozwiązaniem, które stało się rozwiązaniem na dłuższą chwilę.
Zapominała jedna. Z początku na krótkie chwile, kiedy przyzwyczajona do myślenia o sobie jako o chłopaku nawet nie zwracała uwagi kiedy przyszedł czas przemiany w kobietę. Potem po prostu nie pamiętała, że Olivier po prostu nie istniał, że Lavinia nie była mężczyzną. Dlatego chciała pływać jako ona, lecz teraz, kiedy się ujawniła, uznawała to za gorszą decyzję. Pomogłaby bardziej ludziom, gdyby tylko pozostała mężczyzną. Frustrację zaś przelewała na bójki i akty agresji, widząc w tym jedyną możliwość ujścia emocji. Nawet jeżeli nic nie miało jej wyjść w dniu dzisiejszym, przynajmniej się wymęczy. A to już coś.
- Przy tym, co piją w portach, to chyba wystarczyłby ci jeden. – Pokręciła głową, unosząc kąciki ust w rozbawieniu, poważniejąc jednak również tak jak i on. Pokręciła lekko głową, przynajmniej na ostatni komentarz. – Przybiegłam, od kilku kilometrów. – Uniosła jeszcze dłoń z różdżką, celując ponad ramieniem Michaela. - Homenum Revelio. Nic się jednak nie wydarzyło, ale to już nie powinno jej zaskakiwać. Zacisnęła mocniej zęby, wzięła głębszy oddech i na nowo wycelowała w wybrany punkt. - Homenum Revelio.
Sylwetka Tonksa rozjaśniła się przed nią, jeszcze bardziej kontrastując z tłem składającym się z ciemnych mar i upiorów.
- Jesteśmy sami. - Może to marne pocieszenie, ale przynajmniej udało się rzucić zaklęcie. Opuściła dłoń, wciąż trzymając różdżkę w pewnym chwycie.
- Nie wiem, nie muszą być wdzięczni, chcę po prostu aby mieli co jeść. Teraz o wszystko tak trudno, a oni jeszcze zostali wrzuceni w nowe miejsce, gdzie nie znają nikogo poza sobą i nie mają nic poza tym co unieśli. Minie chwila zanim się odnajdą, być może sporo chwil…potrzebują każdego wsparcia. – Wiedziała, że nie musiała tego tłumaczyć Tonksowi, ale słowa wypływały z niej tak jakby nawet się nad nimi nie zastanawiała. Albo może po prostu nie chciała aby jej gesty wsparcia miały oznaczać dług na jej poczet. – Oczywiście, ze będę mieć czas. – Siły może mniej, ale czas zawsze.
Kwestię polowania skomentowała jedynie uśmiechem. Chyba jak każdy w tych czasach zjadłaby świeże mięso, ale Michael miał do wykarmienie siebie i całą rodzinę. Jeżeli mieli braki w zaopatrzeniu, powinien najpierw zwracać uwagę na nich, potem na nią.
- Jak chcesz bronić ludzi, panie jaśnie aurorze, to nie możesz mi padać podczas treningu. Potem ktoś tu przyjdzie i będę musiała się sprzedać za pięć tysięcy galeonów, a potem uciec. Chociaż wtedy mogłabym odpalić ci jakiś mały procent z nagrody za wykorzystanie twojej twarzy. – Żartowała, oczywiście, chociaż pomysł był dość brawurowy i bardzo mocno w jej stylu. Mimo wszystko nigdy nie zrobiłaby nic takiego bez zgody drugiej osoby, tak od tego zaczynając.
- Oh matko, człowiek tego słucha i nagle czuje się wyjątkowo głupi. Cóż, głównie się zastanawiałam, czy uczą was jak się bronić przed takim atakiem jak nie masz różdżki, większość osób posługuje się jednak głównie magią. Chociaż…nie wiem czy nie wymówiłbyś się od takiego treningu tym, że jestem kobietą. – Uśmiechnęła się, chociaż w jej oczach czaiło się raczej podejrzenie. Jakby wymówka, którą słyszała, była już jej bardzo dobrze znana.
Wyciągnęła dłoń przed siebie, tak jakby próbowała sprawdzić, czy bariera Michaela obejmuje też ciosy fizyczne, tak na wszelki wypadek. A skoro Michael wyjaśnił zaklęcie i powiedział jej o zastosowaniu zaklęcia, uniosła różdżkę.

Robię hop do szafki



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]25.01.22 17:45
z szafki

Czuł, że za drugim razem Episkey zadziałało - magia zgromadziła się wokół piszczeli Thalii intensywniej niż za pierwszym razem. Przez nogawkę spodni nie widział, czy siniak zmalał, więc podniósł na rudowłosą pytające spojrzenie.
-Lepiej? - uśmiechnął się blado, prostując się. -Dobrze się bijesz, Wellers. - zwrócił się do niej po nazwisku dla podkreślenia wojowniczej atmosfery. -Nauczyłaś się tego na statku? - zapytał retorycznie, bo gdzie inaczej? Podniósł wzrok, by spojrzeć jej w oczy. Nie zauważał już blizn na policzku, przyzwyczaił się do nich, ale właśnie przypomniał sobie, że pewnie portowe bójki nie ograniczały się do pięści.
-Ten nóż, którym groziłaś szmalcownikowi w Northumberland - nim też często walczysz? - jeszcze raz obrzucił kontrolnym spojrzeniem okolicę i schował różdżkę, jakby się nad czymś namyślając. -Jest takie zaklęcie, pole antymagiczne. Wiedząc, że dobrze idzie ci walka bez magii, mógłbym je rzucić w kryzysowej sytuacji u twojego boku. - zaproponował, choć nie patrzył jej już w oczy. Kiedyś myślał o jeszcze innym zastosowaniu dla tego zaklęcia - doprowadzić emocje do wrzenia, rzucić pole antymagiczne i pożreć ich wszystkich.
Tego na pewno nie zrobiłby jednak przy żadnym sojuszniku. Odkąd nad jego głową wisiał list gończy, rozważał po prostu różne... sytuacje, w których byłby przyciśnięty do ściany.
Zmusił się do bladego uśmiechu i zmienił temat:
-Nie uczyli was pierwszej pomocy, prawda? - gdyby ją znała, Episkey nie byłoby dla niej zaskoczeniem. -Te zaklęcia są proste, dopóki zna się anatomię. Zapamiętanie inkantacji i przyłożenie różdżki w odpowiednie miejsce to już połowa sukcesu. - zachęcił. Choć nie wprowadził jej do Zakonu osobiście, to byli razem na tylu akcjach, że czuł się za nią poniekąd odpowiedzialny. Czułby się spokojniej, gdyby umiała zaleczyć proste rany. -Szczególnie, gdy sam wymierzę cios - doskonale wiem, gdzie celowałem. Kopnąłem cię w piszczel, żeby zabolało i żeby cię nie uszkodzić. Przewidziałem, że zostanie tam siniak jeśli nie wspomogę leczenia magią. - wyjaśnił swoją strategię podczas walki wręcz. -Znasz położenie najważniejszych organów wewnętrznych?


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Jezioro Ripley w North Downs - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]27.01.22 2:14
Kiedy mrowienie po zaklęciu ustało szarpnęła za nogawkę, podciągając materiał spodni i bez większego oporu spoglądając na swoją skórę aby przyjrzeć się działaniu zaklęcia. Brakowało jej pruderii i skromności panien wychowanych…cóż, najczęściej jakkolwiek wychowanych – sierocińce czy statki nie były miejscem które zapewniały jakąkolwiek prywatność, nie mówiąc już absolutnie o dyskrecji, nauczyła się więc, że nie popłacało się aby chować się z czymkolwiek albo martwić się rzeczami niepotrzebnymi. Dłonią dotknęła piszczela, krzywiąc się kiedy echo bólu, zanikającego już, jeszcze na moment się pojawiło, nie powiedziała jednak nic, na zadane pytanie odpowiadając jedynie równie skromnym uśmiechem i kiwnięciem głowy.
Podniosła się, przez chwilę wymieniając spojrzenie zanim nie odwróciła się aby skierować się w miejsce gdzie odłożyła nóż – ostrze poddało się mrozowi, co sprawiło, że dotyk po kilku sekundach przypominał raczej trzymanie rozżarzonego żelaza, nie odkładała go jednak, zastanawiając się nad pierwszym pytaniem. Po chwili jednak zostało uzupełnione i nie wiedziała nagle, jak odpowiedzieć. Pytał o to, czy często atakowała innych, czy jednak często musiała się bronić? Miała wrażenie, że ostatnimi czasy granica zaciera się niezwykle szybko.
- Michael, ja… - Westchnęła, przeczesując dłonią włosy które pod jej dotykiem na nowo zmieniały się w niesforną burzę rudych loków, tak jakby nagle ta jednak wielka zmiana miała nadrobić jej za elokwencję, której zawsze brakowało. Nie cierpiała tego, przebywać w obecności kogoś, kto po prostu był lepszy. Nie z powodu złości czy zazdrości, ale wstydu samą sobą. To bywało męczące. – To trochę bardziej skomplikowane, wiesz? Nie miałam wspierającej rodziny, która pomogłaby mi w decyzjach, nie byłam mądra, nie…sam wyciągałeś mnie wtedy z ulicy, wiesz, jak wyglądały i wyglądają moje umiejętności. Na morzu…jest okrutnie. Jeżeli mnie zapytasz czy jest warto, odpowiem ci że tak, ale to nie zmienia faktu, że szalejące sztormy są często najmniejszym problemem. A zwłaszcza teraz…w świecie statków kobieta może być mityczną syreną albo dziwką, niczym pomiędzy. Nie jestem ani jednym, ani drugim, nie ma więc mowy o jakimkolwiek bezpieczeństwie. Nazwisko kapitana nic nie znaczy, brak domu czy jakiegokolwiek miejsca do zatrzymania się też nie polepsza sprawy, a kiedy tylko postanowiłam pływać jako kobieta, straciłam szanse na awans. Osiem lat kariery jakby nigdy nie istniało. Dlatego tak, używam noża, ale wtedy kiedy bronię siebie albo innych. Bo bez broni nie jestem groźna wcale, bez walki nie jestem zagrożeniem. Bo gdyby było inaczej, nie skończyłoby się na klątwie.
Głos załamał się lekko na końcówce, ale twarz nie wyrażała emocji, jakby próbowała odsunąć je gdzieś na dalszy plan, jedynie więc oczy gościły mgliste i dalsze zamyślenie. Nie chciała wylewać tu swoich żali i problemów, nie chciała go tym obarczać. Ale musiał zrozumieć, czemu i dla niej każdy dzień był mierzeniem się z życiem i że niejako rozumiała, jak to jest. Tyle, że czuła się po prostu sama i nie wiedziała, czy jakkolwiek z tego się wykaraska. Pole antymagiczne wzbudziło w niej uniesienie brwi, a kiedy tylko zakończył swoje słowa, pokręciła przecząco głową.
- To niezbyt dobry pomysł. W portowej bójce może, czy z przeciwnikiem o wiele potężniej władającym magią jakoś by to przeszło, ale w takich sytuacjach…to twoje zaklęcia i twoja magia są atutami, nikt nie przejdzie do walki na pięści od tak. Wiesz, że zrobię wszystko aby przy mnie nie stała ci się krzywda, ale nie stawiaj wszystkiego na mnie, kiedy masz tak wielką przewagę. – Sytuacje mogły być rożne, ale sama nie starała się jeszcze z czarnoksiężnikiem, a do tej pory umiejętności Tonksa przewyższały możliwości wszystkich w okolicy, na których przyszło im wpaść. Zdawać się na nią wydawało się w takich chwilach błędem.
Ponownie pokręciła głową, tym razem jednak nóż chowając i słuchając słów które przedstawiał na temat anatomii.
- W większości wypadków możesz spokojnie założyć, że w czymś nie mam doświadczenia. No, chyba że mowa o byciu przestępcą, wtedy możesz spokojnie ominąć wstęp. – Przypomniały jej się słowa Castora, kiedy mówiła o czymś, co było dla niej trudną decyzją życiową, a okraszone zostało stwierdzeniem, że wszyscy teraz byli przestępcami. Szybko ominęła więc temat, kierując myśli w stronę organów. – Hm, serce… - dłoń przesunęła na lewą pierś, lekko klepiąc płaszcz, zaraz też przesuwając ją na okolice brzucha – i wątroba. No i płuca? Ale tak no…niewiele poza tym. No i wiadomo, że u mężczyzn łatwiej kopnąć w tą wrażliwszą część ciała. – Wymownie na chwilę zsunęła spojrzenie w dół, zaraz jednak wracając nim do twarzy Michaela.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]01.02.22 7:00
Był spostrzegawczy, natychmiast zauważył, że się speszyła. Dlaczego? Czasem zapominał, że innym niezmiernie trudno było przełknąć własną dumę i nieśmiałość w jego obecności. Był aurorem, co niegdyś dawało pewną pozycję społeczną (teraz, przynajmniej jego zdaniem, już nie), a teraz zapewniło wyćwiczone zdolności w dziedzinie białej magii i pojedynków, przewyższające przeciętnego czarodzieja i czarodziejkę. Jego zdaniem Thalia nie miała się czego wstydzić, ale jej ego nie było systematycznie łamane podczas kilkuletniego kursu aurorskiego - pokora mogła się dla niej wiązać z większą emocjonalnością niż dla Michaela.
-Thalia...? - zapytał łagodniej, marszcząc brwi z troską. Nie dopytywał dalej, sama zaczęła mówić. Opuścił ręce, schował różdżkę, spoglądając na nią z mieszanką zdziwienia i smutku. Korespondowali często, przeszli w Northumberland przez misje zagrażające życiu, ratowali razem ludzi, ale jeszcze nie rozmawiali... w ten sposób. To co innego, niż na papierze.
Westchnął cicho i położył jej dłoń na ramieniu.
-Nie myśl tak, Thalia. Jesteś już na lądzie. Nie wśród nich. Moja siostra... moja siostra miałaby w Ministerstwie ciężko, nie ukrywam, ale wśród rebeliantów cenią jej umiejętności i nie wątpię, że niedługo zostanie aurorem. - mówił łagodnie, chyba próbując ją uspokoić, pocieszyć. -W okrutnych okolicznościach wszyscy... robimy rzeczy, których wymaga od nas los, które pomagają przystosować się do sytuacji. - szepnął chrapliwie. Wziął głębszy wdech. -Ci szmalcownicy, w Northumberland, ja... - przełknął ślinę. -Przed wojną robiliśmy takie rzeczy w Biurze Aurorów tylko w ostateczności. Zbieraliśmy dowody i tak dalej. Ale wtedy funkcjonowały sądy, policja nie była skorumpowana, mieliśmy bezpieczne miejsca do izolowania przestępców, a teraz... teraz dowodem była śmierć tamtej dziewczynki, teraz nie możemy wyżywić nawet samych siebie, a oni uciekliby do Durham i mordowali dalej... - potarł czoło dłonią. Nie chciał odciągać uwagi od niej, ale chciał chyba przekazać, że... też tak się czuje? -Nie planowałem tego. Nie sądziłem, że tak będzie wyglądać moja praca. Prawie piętnaście lat w służbach, a w ciągu jednej nocy staliśmy się wyjęci spod prawa. - to nie to samo, co sytuacja Thalii gdy okazało się, że jest kobietą - on wciąż miał wspierających kolegów, dawnych szefów, Zakon. Ale mimo wszystko tkwiła w tym jakaś okrutna paralela i ironia - on zyskał list gończy, ona... klątwę?
-Klątwa? Jaka to klątwa, pomaga ci ktoś z tym? - zmarszczył brwi, chwytając ją mocniej za ramię i zmuszając, by spojrzała mu w oczy. Już od grudnia zauważał przecież, że coś jest nie tak. Dość niedopowiedzeń. Sam nie mógł jej pomóc, nie znał się na tym, ale łamacze w Zakonie mogli - a była teraz jedną z nich, walcząc z nimi w jednym szeregu.
-Myślisz dobrze, strategicznie. - przytaknął, gdy zwróciła mu uwagę na atut, magię. -Mam jednak na myśli kryzysowe sytuacje, gdy wyczerpuje się nasza energia magiczna, ale wciąż dopisuje nam kondycja fizyczna i... - zamrugał prędko, jakby odpędził od siebie jakąś myśl. Miał jeszcze jeden atut, ale niebezpieczny dla każdego. Nie naraziłby na to Thalii, choć przemiana już raz uratowała mu życie. -...i tyle. - zakończył z bladym uśmiechem. Zmienili temat na nieco przyjemniejszy, albo chociaż neutralniejszy. Thalia z pokorą przyznała, że wie niewiele, choć znała już podstawy - serce, płuca, wątroba. Te dwa ostatnie były mniej intuicyjne niż serce.
Uniósł lekko brwi, gdy wypaliła ostatnie zdanie i gdy poczuł wymowne spojrzenie na swoim kroczu.
-Nie próbuj tego ze mną. - zastrzegł, śmiejąc się nerwowo. -Ale dobrze wiedzieć, że umiesz się bronić. - dodał, siląc się na uśmiech.
-Przejdźmy do podstaw. Pokaż mi moje serce, wątrobę, płuca. Dotknij ich, precyzyjnie. A potem - znajdź nerki. - przesunął dłońmi po własnym płaszczu, pokazując na nerki. -Najpierw moje, potem swoje.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Jezioro Ripley w North Downs - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]02.02.22 3:15
Miała nieco inną pewność siebie, przypominającą krążenie dłonią nad mogąca zapalić się w każdym momencie świecą. Kiedyś moment musiał nastąpić, kiedy, sama nie wiedziała. Było to jak zagrożenie, nad którym nigdy nie miała jak się zastanowić, bo nie było czasu, a kiedy w końcu świeca płonęła, było za późno aby szybko zabrać dłoń. Gdy trafiła na statek ze swoim charakterem, dość szybko została ustawiona do pionu, zawsze jednak wmawiała sobie, że od tego nie cierpi nikt oprócz niej. A teraz była wśród ludzi na których, po raz pierwszy w życiu, tak cholernie jej zależało. Ale jednocześnie miała wrażenie, że są gdzieś obok – zmieniło ich życie, zmieniała ich wojna. Czy następnym razem, kiedy wyciągnie dłoń, będzie miał kto ją złapać?
W pierwszej chwili spuściła spojrzenie, tak jakby miała wrażenie, że nie do końca zasługiwała na te słowa. Miała wrażenie, jakby żebrała o uwagę, i to jeszcze od osoby, która miała tak wiele własnego bólu i problemów, że ciężko jej było myśleć o każdym. Nie musiała jednak być specjalistą w czytaniu innych aby usłyszeć jak bardzo bolały go następne słowa. Dopiero wtedy błękitne tęczówki podniosła aby spojrzeć na jego twarz.
- Wciąż o tym myślę, wiesz? Gdybym nie trafiła do Weasleyów, gdybym nie spotkała paru miłych osób, to ja mogłabym być tam, w lesie, ale nie obok ciebie. – I jak wtedy wyglądałoby ich spotkanie „po latach?”. Które z nich podniosło by różdżkę jako pierwsze?
Kiedy tak się zastanawiała, musiała przyznać, że odrobinę go rozumie. Nie w pełni, bo ich przeżycia nigdy nie miały być takie same, ale ten jeden element. Wystarczyła jedna chwila, a jego świat już nie był jego. Praca dająca wyzwanie ale i zarobek przestała być pracą, a stała się przeżyciem, bo tylko na tym mógł polegać, znajome miejsca były śmiercionośnymi pułapkami, a nie miał nawet wyboru, bo jego pochodzenie o tym zadecydowało – nie chodziło o to, co chciał zrobić, a o to co musiał.
- Mike… - Nie wiedziała, na ile czuł się teraz komfortowo, ale chciała jakoś pomóc, ostrożnie więc ujęła jego dłoń, ściskając ją mocniej, drugą rękę zaś przyciągając go do siebie do nieco niezręcznego i nieco niewymiarowego uścisku. Parę sekund i parę uderzeń serca, ale tyle wystarczyło, bo gdy odsuwała się, musiała przyznać, że i jej to nieco pomogło. Nieco, bo takie tematy nigdy nie były łatwe.
- Wojny można przegrywać z różnych powodów. Ekonomia, głód, warunki atmosferyczne…zatracenie. – Spojrzała na niego nieco pewniej, tak jakby w tym momencie wchodziła w rolę mentora, którym nigdy nie była. Ale czuła, że był ten rodzaj prawdy, który jakoś ciężko było usłyszeć, a trzeba było powiedzieć. – Dla wielu osób jesteś jak magiczna bariera bezpieczeństwa, chroniąc ich, chroniąc mnie. Ale nie idziesz przez to sam, więc nie bierz na siebie zbyt wiele. I tak to robisz, na pewno, ale…pamiętaj, że jak chcesz się wygadać albo pobić, to tu jestem, a to strasznie się przydaje.
Na wspomnienie klątwy, na ściśnięcie ramienia zadrżała lekko. Starała się przyzwyczajać o tym mówić, traktować to jako dzienny element jej życia, bo nie dało się tego odseparować, ale mówienie w pełni o tym, po dwóch latach, przypominało rozgryzanie źle zaleczonej rany, która wciąż krwawiła. I chyba jeszcze fakt tego, jak bardzo słaba wydawała się w takich wypadkach. W końcu kto normalny nie dawał sobie rady aż na tyle, że łapał klątwę? Zwiesiła nieco ramiona, ostatecznie jednak spoglądając na niego. Tak jak chciał.
- Nie mam pojęcia, jak to się nazywa. – Przyznała, powoli, niechętnie. Mówienie o tym było w widoczny sposób niekomfortowe, ale nie zamierzała przestać. Ta prawda poniekąd mu się należała, musiał ocenić, jak czuł się z tą wiedzą w jej towarzystwie. Sam nosił klątwę, ale znał jej limity. – Ale widzę zmarłych. Wszędzie. Zawsze. O każdej porze. Chodzą za mną. Obraz tak odbity, że widzę ich nawet jak zamknę oczy. – Zmrużyła lekko powieki, jakby zamazany obraz miał jakkolwiek wyglądać lepiej. – Vincent miał…ma…miał… - Sama już nie wiedziała, na czym w tym wypadku skończyli. Sytuacja była nieco bardziej skomplikowana.
Coś jeszcze chciał powiedzieć w tej przerwie, po tej kondycji, ale nie powiedział. Nie miała prawa tego od niego wymagać, ale z drugiej strony jak zawsze nie umiała pohamować swojej ciekawości, zainteresowanie więc odbiło się w jej oczach. Mimo to, nic nie powiedziała, wyciągając ostrożnie dłoń aby sprzedać mu drobnego pstryczka w nos.
- Nie martw się, Majki, mam nóż i jak urosnę jeszcze parę centymetrów to potrafię być groźna, obronię cię – zapewniła przesadnie pompatycznym tonem, próbując jakoś rozluźnić atmosferę, przynajmniej dopóki mowa nie była o narządach wewnętrznych.
- To groźna, prośba, czy wyzwanie? – Parsknęła lekko, przechylając głowę zanim nie spojrzała na niego, tym razem już z powagą i skupieniem wprawnego słuchacza. O wiele bardziej precyzyjnie potrafiła natrafić dłonią na jego serce, kładąc ją na jego płaszczu, zaraz też zjeżdżając niżej, dłoń nieco przechylając aby objąć nią płuca. Została jeszcze wątroba, chociaż tutaj była już mniej precyzyjna i bardziej niepewna. Ostatecznie też przejechała w okolice, w które wskazywał, kładąc dłoń na jego nerkach, tym razem papugując ruch na własnym ciele drugą wolną dłonią.
- Tutaj?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Jezioro Ripley w North Downs [odnośnik]03.02.22 6:14
-Co? - wyrwało mu się z zaskoczeniem, gdy zrozumiał jej sugestię, że w innym życiu w ogóle mogłaby walczyć po przeciwnej stronie. Zmarszczył lekko brwi, pokręcił z niedowierzaniem głową. Po pierwsze, szczerze wierzył w Thalię i w to, że miała serce po właściwej stronie, że po prostu taka była. Po drugie, nie miał duszy filozofa - nie zastanawiał się nad tym, jakby potoczyło się jego życie gdyby nie urodził się mugolakiem. W młodości kierowała nim ambicja i chęć zyskania akceptacji, może podobne cechy osobowości kazałyby mu stanąć w tej wojnie po stronie zwyciężających - gdyby miał wybór. Ale nie miał, pochodzenie zdeterminowało jego losy i poglądy. Nie zastanawiał się nawet nad tym (a szkoda, bo być może powinien), że spędził w Biurze Autorów i na przygotowaniach do tej pracy prawie dwie-trzecie swojego życia. Dyscyplina, podejrzliwość, zdecydowanie - nauczył się tego wszystkiego już jako bardzo młody człowiek, a zasiane w nim ziarno przynosiło na wojnie owoce, kształtując mentalność żołnierza. Czy gdyby dołączył do tej walki później, jak inni członkowie Zakonu bez wojskowego przeszkolenia, zabijałby z równą łatwością?
Czy gdyby spotkał Thalię po przeciwnej stronie, wykazałby się zrozumieniem? Gdyby nie podniosła różdżki pierwsza, gdyby miał pewność, że nikogo nie zabije, pozwoliłby jej odejść. Ale gdyby nie... nie, nawet nie chciał o tym myśleć!
-Nie, Wellers, nie wierzę w to. - z wrażenia aż nazwał ją po nazwisku, marszcząc brwi. -Nie masz wpływu na to, gdzie się urodziłaś i kogo spotkałaś na swojej drodze. Ale jesteś bystra, inteligentna, dochodzisz do wniosków o życiu samodzielnie. Jesteś też empatyczna dla innych, wrażliwa. Nie wierzę, że ktokolwiek mógłby to zdławić, uczynić się narzędziem w ich wojnie. Nie są.... nie są jak Weasleyowie, nie okazaliby ci ani dobroci ani szacunku. - stwierdził z pełnym przekonaniem. Może walczyła dla Zakonu, bo przyjaciele okazali jej serce i zaszczepili odpowiednie wartości. Może gdyby nie oni, trzymałaby się z boku. Ale nie wierzył, że mogłaby krzywdzić bezbronnych. Takiej lojalności - jego zdaniem - nie dało się wypracować, takie zaślepienie wymagało okrucieństwa albo głupoty.
-Nawet tak nie myśl, rozumiesz? - skonkludował, zastanawiając się, czy to klątwa podkopuje jej wiarę w siebie.
Objęła go, z typową dla siebie wrażliwością (właśnie to miał na myśli!) przenosząc temat na niego, chcąc go wesprzeć, choć sama wydawała się smutna. Przytulił ją mocniej, bez niezręczności. Bywał surowy i zdystansowany, ale wychował się w dużej rodzinie, okazywanie troski i czułości nie sprawiało mu problemów.
-Ja też tu jestem, Thalia. Dla ciebie. - zapewnił cicho, łagodniej.
-Zmarłych? - powtórzył ze zdziwieniem, w głosie obrzmiał niepokój. -Kiedy to się zaczęło? Vincent - może to ściągnąć, prawda? Niech nie zwleka, to... brzmi nieznośnie. - odsunął się lekko, ale położył dłonie na jej ramionach. Wiedział, że Thalia nie chce... sprawiać nikomu problemów, ale musiała postawić siebie na pierwszym miejscu. To, przez co przechodziła, brzmiało strasznie.
Roześmiał się lekko, gdy rozładowała atmosferę. Przewrócił oczami, nieco speszony (a może przestraszony?) myślą o kopniaku we... wrażliwe miejsce.
-Powiedzmy, że groźba. - jego lekki ton nie pasował jednak do wydźwięku słowa "groźba."
-Dobrze. - zaczął komentować, gdy precyzyjnie odszukała jego serce i prawidłowo zidentyfikowała miejsce, w którym znajdowały się płuca. -Czekaj, wątroba jest trochę niżej. - delikatnie złapał ją za nadgarstek, by naprowadzić jej dłoń na właściwe miejsce. Uśmiechnął się z aprobatą, gdy odszukała nerki.
-Masz dobrą pamięć. Teraz jeszcze żołądek... - pokazał go na sobie. -Jeśli bierzesz udział w sparingu, nie celuj w żołądek ani wątrobę i inne narządy wewnętrzne - bezpieczne są za to żebra, osłaniają klatkę piersiową. Jeśli zaś chcesz kogoś poważnie uszkodzić... - najpierw wskazał palcami śledzionę, potem splot słoneczny. -Pęknięcie śledziony może być niebezpieczne, na dłuższą metę. Z kolei cios w splot słoneczny odbierze mu dech. - pouczył, dając jej wskazówki jak łączyć wiedzę o ludzkim ciele z walką wręcz.
-Poducz się, Wellers. Porozmawiaj też z jakimś alchemikiem, poznaj podstawy dawkowania mikstur leczniczych. W razie czego, też ci to wyjaśnię, ale nie mam żadnych przy sobie, a lepiej uczyć się na przykładach. - zaproponował.
Zerknął na słońce, zniżające się na horyzoncie.
-Zdążymy jeszcze przekazać twoje zapasy tamtym ludziom w Northumberland, polecimy na miotłach. Zbierajmy się. - zaproponował, chwytając za miotłę.

/zt x 2 :pwease:


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Jezioro Ripley w North Downs - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Jezioro Ripley w North Downs
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach