Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Promenada nad Tamizą

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime16.07.19 20:51

Promenada nad Tamizą

Długa, wybrukowana aleja, która prowadzi nad samym brzegiem Tamizy, tuż nad zazwyczaj łagodną tonią rzeki. W odróżnieniu od Alei Theodusa Traversa nie ma tu zbyt wielu sklepów, jest to miejsce głównie spacerowe i niezwykle urokliwe. Z jednej strony ograniczono je bowiem szpalerem magicznych drzew z przeróżnych stron świata - podobno w czasie zakładania Magicznego Portu każdy kapitan z przypływających tu pod obcą banderą statków mógł zasadzić jedno nasiono, charakterystyczne dla danego kraju - które zachwycają intensywnością barw, kolorów, zapachów; magicznie chronione przed warunkami atmosferycznymi Anglii, cieszą orientalnymi owocami i niespotykanymi aromatami, często kwitnąc pod ochronną kopułą nawet w środku zimy. Przez otaczającą te drzewa niewidzialną barierę można bez problemu przejść, ciesząc się smakiem niespotykanych w Wielkiej Brytanii owoców.
Druga strona ulicy to zaś po prostu brzeg Tamizy, stromy, podmurowany, czasem uderzany wysokimi falami przypływów. W tym miejscu cumują głównie statki pasażerskie, te największe, najbardziej luksusowe - to nie miejsce na portowy wyładunek, a na podziwianie jachtów z odległych krain. To tu przybijają statki ambasadorów lub oficjalne delegacje. Niewielka liczba jachtów - bo cumują tu tylko te najwspanialsze - pozwala cieszyć się nieograniczonym widokiem na sąsiedni brzeg rzeki, na Most Westminsterski; widać stąd także oświetlone atrakcje Wesołego Miasteczka, a z drugiej strony Promenady - elegancki budynek magicznego baletu, la Fantasmagorie. Nadrzeczna promenada cieszy się podobną renomą co eleganckie uliczki w Kensington and Chelsea, to idealne miejsce na popołudniowy spacer w towarzystwie przyzwoitki i przystojnego adoratora.


Powrót do góry Go down
Philippa Moss
Philippa Moss

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Re: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime18.07.19 1:03

29 grudnia

Tamtego dnia wracała z targu. Było dość wcześnie, Londyn leniwie oswajał się z widokiem jaśniejącego poranka. Padało, ale to nie dziwiło już żadnego mieszkańca tego miasta. Obładowana wędrowała promenadą, marząc o tym, by jak najszybciej znaleźć się w dokach, a potem w suchym mieszkaniu. Philippa wyczerpała już zapasy poświątecznego jedzenia, które zwędziła z Parszywego Pasażera. Potrzebowała świeżych produktów, z których mogłaby ugotować wreszcie coś normalnego, co wcale nie kojarzyło się z niedawnymi uroczystościami. Nie należała do osób rozrzutnych, starała się nie marnować jedzenia, ale gdy dzisiaj po raz kolejny jadła porcję tej samej potrawki, którą miała w ustach wczoraj i przedwczoraj, to trafił ją szlag i wysunęła nos ze swojej paskudnej nory.  Nie chciało jej się tam iść, ale uznała, że to już wyższy poziom lenistwa i potrzeba koniecznie się ruszyć. Tym bardziej, że miała teraz wolny dzień i nie musiała drażnić węchu zapachami z tawerny. Wolała ugotować coś nowego, a przy okazji też przeszła się trasą, którą odwiedzała na tyle rzadko, iż zdążyła się zdziwić, dostrzegając nowy kolor jakiegoś budynku lub słup ogłoszeniowy, którego nigdy wcześniej tutaj nie widziała.
Wydawało jej się, że z promenady rozciągał się dużo lepszy widok na wodę niż zazwyczaj. I łodzie też pływały tu dużo lepsze. Na zacumowane w okolicy jachty niejeden marynarzyk by się połasił. Klienci tawerny raczej nie posiadali takich eleganckich łodzi. Przez chwilę poczuła ciekawość – chyba chciała zobaczyć, jak wygląda wnętrze takiej wymuskanej łajby. Czy było tak gładkie i sterylne jak twarze tych przemądrzałych paniczyków? Cała ta okolica pachniała na kilometr obłudą i ohydnie drogimi perfumami. Cholera, zazdrościła, ale jednocześnie nie była pewna, czy nie podusiłaby się tu na śmierć. Nigdy nie liznęła tego świata, choć czasem, gdy flirtowała z jakimś eleganckim typem, wydawało jej się, że wie o nim i o jego życiu wszystko. Próbowała zabłysnąć informacjami podsłuchanymi przypadkiem, obcymi dla niej i wyraźnie niepewnymi. Gdy okazywały się wtopą, odsłaniała zadziornie kawałek ramienia. Działało zawsze, uwaga wręcz nienaturalnie szybko rozpraszała się i ten zgrzyt w konwersacji odchodził w błogie zapomnienie.
Szła dalej, unosząc dziarsko torby z zakupami. Napchała tam mnóstwo warzyw i kupiła nawet kawę. Taką lepsza, nie takie siki, jak piła do tej pory. Jej portfel poczuł wyraźnie bogaty sezon świąteczny, wypłatę hojną i prawie dorównującą napiwkom. Ostatnie dni roku okazały się pomyślne. A ten deszcz… O, Merlinie! Prosto na głowę spadł jej nagle jakiś cięższy kawałek lodu. Zabolało. Odruchowo wypuściła torby z rąk i dotknęła pieszczotliwie głowy. Gdzie ten przeklęty kawałek? Kopnęła go z całej siły i znów ruszyła. W jej oczach zagnieździła się namiastka wściekłości. Coś jednak nie pozwalało jej odejść. Wiedziona nieznanym uczuciem cofnęła się i popatrzyła jeszcze raz na ten kawałek lodu. Czy to nie jest kryształ? Schyliła się i chwyciła go w dłoń.

z tematu

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Philippa Moss dnia 15.10.19 21:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hjalmar Goyle
Hjalmar Goyle

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Re: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime24.07.19 21:01

15 Styczeń?
Niepotrzebnie się upierał przy swoim. Normalnie odpuściłby nie chcąc brać udziału w zupełnie niepotrzebnej awanturze, ale tym razem było inaczej. Hjalmar chętnie wdał się w bójkę z jakimś bliżej nieznanym mu chłopakiem w okolicach ulicy Pokątnej. Powód był idiotyczny jak to bywa w takich przypadkach. Jeden drugiego trącić, żaden nie chciał przeprosić. No a potem… poszło już całkiem prosto. Dali sobie po razie, a potem wyszła regularna bitka. Trwała dobrą chwilę, a inne dzieciaki obserwowały całe wydarzenie zagrzewając chłopaków do walki.
Trwało to może z kwadrans, aż rozdzielił jakaś dorosła czarownica. Na pierwszy rzut oka zażywna gospodyni, która wychowała już całe stado chłopaków. Hjalmar wykorzystał tę okazję i zwinął się z Pokątnej. Odruchowo obrał kierunek na port chyba jego ulubione miejsce w całym Londynie. Teoretycznie mógłby po prostu wrócić do domu, ale nie wiedział, jak zareaguje Yana na jego widok. W końcu nie wyglądał zbyt wyjściowo. Spuchnięty nos, rozbita warga i podbite oko zdecydowanie nie dodawały mu uroku. Jedyne pocieszenie w tym, że jego rywal wyglądał równie źle, jak nawet nie gorzej. Ciężko było stwierdzić, bo poziom był dość wyrównany. Czemu nie wziął ze sobą z domu noża, który wcześniej należał do jego taty? Gdyby miał go ze sobą pewnie nikt nie próbowałby mu podskoczyć. Może powinien nauczyć się nim posługiwać? Coś wymyśli.
Hjalmar dopiero zatrzymał się na wysokości promenady nad Tamizą. Trochę zamyślony oparł się o barierki i wpatrywał w drogie jachty bujające się na wodzie. Sam tego nie zauważył, ale aktualnie średnio pasował do malowniczego otoczenia promenady. Eleganccy przechodnie omijali go szerokim łukiem z powodu jego chwilowo obitej facjaty. Bezwiednie wybrał sobie złe miejsce na przystanek, dużo lepiej wtopiłby się w tło w załadunkowej części portu, ale co poradzi, że widok był naprawdę piękny? Może jednak uda mu się zostać żeglarzem i w przeciwieństwie do reszty Goyle’ów będzie posiadaczem właśnie takiego luksusowego jachtu i wcale nie będzie musiał brać udziału w wyprawach? Byłoby pięknie.


Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Re: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime05.08.19 12:59

Magiczny port niejednoznacznie kojarzył mu się z przechadzkami brzegiem Nilu. Jak na ogrom możliwości, nad najważniejszą rzeką swych rodzinnych stron spędził niewiele czasu, ponad spokojny nurt wody wybierając prestiżowe lecznice, w których pobierał nauki. Pamiętał je jedynie z kilku samodzielnych przechadzek w towarzystwie dziadka oraz kilku towarzyskich spotkań, na których jako nastoletni szajch miał godnie reprezentować spuściznę przodków. Tu, w Londynie, promenada jawiła się w jego oczach dość odmiennie. Statki zawijające do portu przywoływały wspomnienia, nieco wzbudzały tęsknotę, która zaraz odpływała z upomnieniem, że to brytyjska ziemia była mu teraz domem.
Sentyment w logicznym, wykalkulowanym umyśle Zachary'ego nie mógł mieć miejsca. Wszelkie narzekania i kapryśności stanowiły egzotyczny element, którego się wystrzegał, pozostając cichym i stonowanym dziedzicem Shafiqów – na przekór gorącej krwi ojca i brata. Mimo to był także tutaj gościem wyróżniającym się ponad tłum. Żadna elegancja nie zdołała przykryć pochodzenia uzdrowiciela; nigdy z resztą nie próbował zlać własnej sylwetki z tłumem bladych Anglików, dumnie ofiarowując im chłodne spojrzenia jasnych oczu. Wszyscy zdawali się dla niego identyczni w mijanym pochodzie, całkowicie nijacy, niemal bez twarzy, a to oni kiwali w jego stronę, uprzejmie witając, taktownie nie próbując zatrzymać na krótką rozmowę. Nie wiedział, czy czynili to z czystej grzeczności, gdyż tego wymagało od nich znane im pojęcie kultury, czy kiedyś znaleźli się pod jego opieką w szpitalu. Twarze swoich pacjentów traktował jednakowo, jakikolwiek przejaw uczuć niestosownych do pełnionej profesji uważając za potwarz i hańbę. Ich nijakość zaburzała jedna, drobna sylwetka, którą dostrzegł gdzieś na uboczu, jakby ten ktoś próbował zlać się z otoczeniem. Dziecko, jak szybko ocenił, było mu skądinąd znane. Widział tę twarz raz, ale nie mógł jej zapomnieć z uwagi na wydarzenie, w którym przyszło mu ją spotkać.
Czyżbyś uciekał? — Postawił pytanie, znajdując się dostatecznie blisko chłopca. Przez dłuższą chwilę patrzył na niego uważnie, uzdrowicielskim nawykiem oceniając urazy na dziecięcej twarzy, doszukując się w niej czegoś innego niż zasugerował. Wiedział jednak zbyt dobrze, że dzieci rozrabiały i uciekały, nie mając pojęcia, w jaki sposób zmierzyć się z konsekwencjami. Jeśli jakiekolwiek mogły być w tym przypadku.






Powrót do góry Go down
Hjalmar Goyle
Hjalmar Goyle

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6246-hjalmar-goyle#155131 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Re: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime16.08.19 12:07

Hjalmar dał się zupełnie pochłonąć swoim marzeniom zapominając o otaczającym go świecie. Najpierw wymyślił sobie, że będzie mieć elegancki jacht, taki jak te zacumowane nieopodal, ale potem zmienił zdanie. Niby jacht to całkiem fajna sprawa, ale… na takiej jednostce nie można było liczyć na żadne przygody. No chyba, że to jego ktoś próbowałby złupić, ale takich przygód to by nie chciał przeżywać. No chyba, że to jego ktoś próbowałby złupić. Chyba jednak wolałby mieć zgrabny żaglowiec i tak jak tata poszukiwałby różnych artefaktów, a potem je sprzedawał u Borgina. To było oczywiste, że interesy by ubijał właśnie tam w końcu Eir była z Borginów, nie byłoby potrzeby szukać innych kupców.
Szkoda tylko, że te marzenia na przyszłość zostały zniszczone przez jedną natrętną myśl. Nie zostanie żeglarzem. W tym momencie nie miał jak. Będzie musiał sobie ułożyć życie na lądzie. Nie cierpiał Londynu. Nie żeby miał jakieś porównanie do innego miejsca, ale nigdy nie przepadał za Wielką Brytanią mimo, że to tutaj właśnie się urodził. Skrzywił się nieco i gdyby miał pod ręką jakiś kamień to na pewno rzuciłby go ze złością w kierunku Morza. Tak jakby robiło to jakąś różnicę dla tego akwenu.
Pogrążony w tych swoich, może nieco nawet zbyt poważnych jak na jego siedem lat, rozmyślaniach w ogóle nie zauważył gdy ktoś całkiem blisko do niego podszedł. Mały Goyle obrócił się gwałtownie gdy usłyszał za sobą jakiś głos… w sumie chyba nawet znajomy.
-Nie… dlaczego miałbym uciekać?- Zachary trafił w sedno swoim pytaniem, ale Hjalmar wcale nie miał zamiaru przyznawać mu racji. Poza tym czy to faktycznie było uciekanie? Po prostu nie chciał wracać do… tego mieszkania na Nokturnie. Nadal uważał, że jego dom był przy Grimmaud Place. Jeszcze trochę czasu będzie musiało upłynąć zanim się pogodzi z tym faktem. - Po prostu lubię to miejsce, okej?- dodał jeszcze i wzruszył ramionami. Jego głos mógł brzmieć nieco śmiesznie z powodu rozkwaszonego nosa.


Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Damaged people are dangerous.
They know they can survive.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

Promenada nad Tamizą Empty
PisanieTemat: Re: Promenada nad Tamizą   Promenada nad Tamizą I_icon_minitime11.11.19 14:32

Zadane pytanie było prostym, niemal oczywistym, gdy spoglądał w dziecięcą twarz. Twarz naznaczoną bliskim spotkaniem z czyjąś pięścią, jak uznał po krótkiej chwili obserwacji chłopca oraz bólem, który widział jedynie własnym, uzdrowicielskim spojrzeniem. Nie zaproponował jednak nic, co mogłoby temu zapobiec. Nie chciał narzucać rytmu, wtrącać się i interweniować, choć przyświecające mu całe życie niesienie pomocy aż wołało o przywrócenie należytego ładu i porządku.
Ktoś... najwyraźniej bardzo cię nie lubi — odpowiedział ze sztuczną pauzą, nie dając wiary słowom chłopca. Było to zbyt oczywiste, by tak łatwo uległ próbie dziecięcej manipulacji. Być może, gdyby był kimś innym, coś takiego byłoby możliwe, lecz nie w tym wypadku. Nawet jeśli chłopiec zderzył się z latarnią, powinien był poszukać pomocy, nie zaś znosić ból. Ale co do tego nie miał pewności. Dzieci stanowiły intrygującą zagadkę, jeśli chodziło o ich sposób rozumowania i postrzegania świata, a póki nie miał własnych, zagadki tej nie zamierzał rozwiązywać. Świadoma niewiedza ratowała Shafiqa przed nadmiarem rozmyślań, na które poświęcał już wystarczająco dużo czasu, a w przypadku chłopca stanowiłaby także retrospekcję tego, jakim dzieckiem był Zachary; jak bardzo różnił się od innych, jakie było jego życie usłane lekcjami dziadka i jakim dorosłym go uczyniło.
Wracanie do tego nie dawało mu już żadnych nowych wrażeń, z których mógłby skorzystać. Były tylko wspomnieniami, do których mógł powracać w prostych rozmowach, stwierdzeniach niemających nic wspólnego z mroczną rzeczywistością wojny, czarnymi chmurami nad brytyjskimi wyspami.
Rozumiem — odpowiedział krótko i cicho, odwracając się w stronę rzecznej toni, myślami odpływając do drogich i okazałych statków, które jasno ukazywały mu marzenie chłopca. — Chcesz być marynarzem? — zapytał, podejmując własną myśl, ponownie skupiając się na małym rozmówcy, obdarowując go całą swoją uwagą, niemal znając nadchodzącą odpowiedź, nawet jeśli nie miałaby paść głośno. Mimo wszystko chciał ją usłyszeć; poznać prawdę nieco inną od tej prezentowanej przez zastaną rzeczywistość. Chciał zdobyć wiedzę dlaczego, znaleźć źródło motywacji, nie suche fakty i deklaracje, które ofiarowywano w ramach toczenia bezcelowej dysputy.






Powrót do góry Go down
 

Promenada nad Tamizą

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19