Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Promenada nad Tamizą
AutorWiadomość
Promenada nad Tamizą [odnośnik]16.07.19 20:51
First topic message reminder :

Promenada nad Tamizą

Długa, wybrukowana aleja, która prowadzi nad samym brzegiem Tamizy, tuż nad zazwyczaj łagodną tonią rzeki. W odróżnieniu od Alei Theodusa Traversa nie ma tu zbyt wielu sklepów, jest to miejsce głównie spacerowe i niezwykle urokliwe. Z jednej strony ograniczono je bowiem szpalerem magicznych drzew z przeróżnych stron świata - podobno w czasie zakładania Magicznego Portu każdy kapitan z przypływających tu pod obcą banderą statków mógł zasadzić jedno nasiono, charakterystyczne dla danego kraju - które zachwycają intensywnością barw, kolorów, zapachów; magicznie chronione przed warunkami atmosferycznymi Anglii, cieszą orientalnymi owocami i niespotykanymi aromatami, często kwitnąc pod ochronną kopułą nawet w środku zimy. Przez otaczającą te drzewa niewidzialną barierę można bez problemu przejść, ciesząc się smakiem niespotykanych w Wielkiej Brytanii owoców.
Druga strona ulicy to zaś po prostu brzeg Tamizy, stromy, podmurowany, czasem uderzany wysokimi falami przypływów. W tym miejscu cumują głównie statki pasażerskie, te największe, najbardziej luksusowe - to nie miejsce na portowy wyładunek, a na podziwianie jachtów z odległych krain. To tu przybijają statki ambasadorów lub oficjalne delegacje. Niewielka liczba jachtów - bo cumują tu tylko te najwspanialsze - pozwala cieszyć się nieograniczonym widokiem na sąsiedni brzeg rzeki, na Most Westminsterski; widać stąd także oświetlone atrakcje Wesołego Miasteczka, a z drugiej strony Promenady - elegancki budynek magicznego baletu, la Fantasmagorie. Nadrzeczna promenada cieszy się podobną renomą co eleganckie uliczki w Kensington and Chelsea, to idealne miejsce na popołudniowy spacer w towarzystwie przyzwoitki i przystojnego adoratora.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 22:30, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]15.01.22 16:03
| odpowiadam na post Hectora

Przyglądała mu się z mrożącą uwagą. Temu, jak zmieniała się jego mimika, jak próbował ukryć, że cokolwiek czuł. Zawsze taki był. Zachowawczy z zewnątrz, hołdujący najlepszym inteligenckim tradycjom swej rodziny — umysł ponad materią — a jednak Valerie potrafiła dostrzec to, co działo się pod lodową taflą. Znali się zdecydowanie za dobrze. Namiętności stały się ich mostem, ale także kamieniem węgielnym pod budowaną pospiesznie wieżę pychy, z której mieli spaść. Oboje wylądowali w ramionach osób, które za nic miały sobie ich integralność.
Jasne oczy Valerie zmrużyły się niebezpiecznie.
— Narażaliśmy się w najgorszym wypadku na własne towarzystwo do końca życia — syknęła, bowiem właśnie w to wierzyła w tamtym momencie. Że nawet, jeżeli ich sekret wyjdzie na jaw, najwygodniej będzie uznać, że młodzi mają się ku sobie, zorganizować odpowiednio huczny ślub, Valerie Vanity zostanie Valerie Vale i wszystko będzie w porządku. Wiedział przecież, że była w nim zauroczona, że świata potrafiła za nim nie widzieć i zawsze wybierała odpowiednie wymówki na usprawiedliwienie grymaszenia, podłego humoru powiązanego ze wciąż dolegającą nogą, że nie dopytywała, gdy nie zdejmował spodni i przyjmowała go takim, jakim był.
Nie zrobiłaby mu tych wszystkich świństw, przed którymi nie zawahała się jego małżonka.
A on nie miał tyle siły, by przyłożyć jej nóż do gardła.
Tylko tyle, by spoliczkować.
Ale teraz nawet nie musiał podnosić ręki. Słowa, które padły bez przemyślenia, za szybko, uderzyły w śpiewaczkę z całych sił, na moment głos ugrzązł w gardle, przez kilka sekund przypatrywała mu się zupełnie tak, jak wtedy. Gdy unosiła zimną dłoń do rozgrzanego policzka, gdy nazwał ją tak, jak niemal dekadę temu, gdy rozsypała się na kawałki po raz pierwszy. Klatka piersiowa uniosła się wyżej, broda zadrgała ostrzegawczo, a jasne oczy zaszły prędko łzami.
— Potworze... — wyszeptała, a choć głos miała słaby, przyduszony emocjami, w szepcie tym wybrzmiała siła podobna do trzęsienia ziemi. Zacisnęła prędko zęby, unosząc podbródek jeszcze wyżej niż wcześniej. Nie będzie płakać. Nie przez niego. Nie przez człowieka, który ją zniszczył, upokorzył, który wystawił ją na dziesięć długich lat cierpień, nie, nie, nie, nie!
Nigdy.
— Nawet słuchać nie potrafisz. Nigdzie nie zasugerowałam, że masz bękarta, choć z twoim charakterem mógłbyś mieć ich już nawet tuzin. I wiesz co, byłoby im zdecydowanie lepiej z samymi matkami, niż z ojcem, który nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za własne wybory. Proszę — zimne powietrze nie potrafiło ochłodzić złości, która wezbrała się wokół nich, bo teraz źli byli już oboje. Był defensywny Hector, który powiedział o kilka słów za dużo, była wściekła z żalu Valerie, która nie zamierzała się poddawać, pragnęła wykorzystać okazję i szarżą zdobyć to ususzone, zgniłe c o ś, które Vale mógł nazywać swoim sercem. — Proszę. Uderz mnie, tak jak zrobiłeś to wtedy. Co ci szkodzi? Niech wszyscy zobaczą, że pod płaszczykiem spokoju kryje się paskudna poczwara, niegodna nawet jednego oddechu.
Pomimo płomienności słów, wciąż operowali w bardzo cichych tonach. Valerie zaczynała na powrót być osobą publiczną, nie potrzebowała, by ktokolwiek z obecnych na jarmarku czarodziejów zamielił ozorem i wypuścił w przestrzeń jakąś plotkę.
Cofnęła się o krok.
Na posągowej twarzy nie było widać śladu wcześniejszego smutku, ani jednego pokierowanego złością drżenia mięśni.
Całą energię włożyła w to, by uspokoić emocje.
— Brzydzę się tobą — wyszeptała na koniec, a gdy obok nich zjawił się jakiś obcy mężczyzna zachwalający jej profil, Hector mógł obserwować w jak prędki sposób stalowy chłód mimiki Valerie topnieje, gdy zwraca się do kogoś zupełnie nieznajomego.
— Madame — uśmiechnęła się kątem ust, choć nie patrzyła na Hectora czując, że jeszcze moment, a naprawdę dopadną ją nerwowe mdłości. Człowiek, który ją zaczepił wydawał się być obcokrajowcem, pomylenie słowa "zapozować" z "zapolowaniem" nawet zmusiło i drugi kącik ust do uniesienia się w symetrycznym uśmiechu. — Ma pan na myśli pozowanie? Niestety nie znam się na polowaniu, więc w innym przypadku musiałabym odmówić — mężczyzna poruszył nerwowo wąsikiem, a po krótkim namyśle uśmiechnął się do nich jeszcze szerzej, wyraźnie zmieszany.
— Ach tak, madame, pardon, u nas we Francji trudno o dobrego tutora waszego języka. Ale zapraszam panią, zapraszam, to będzie przyjemność móc panią dziś namalować.
Kto by pomyślał, że artysta malarz okaże się jej dzisiejszym wybawieniem? Valerie nie zwlekała ani sekundy. Złożywszy ręce na wysokości pępka, skinęła głową malarzowi na znak zgody, po czym spoglądając wyłącznie na córkę bawiącą się przy straganie, zwróciła się bezpośrednio do Hectora.
— Zdrowia, panie Vale — ostatnia szpila miała być wbita w starannie wybrany punkt psychiki byłego kochanka. Valerie bardzo dobrze wiedziała, że Hector pogodził się z faktem, że nigdy nie będzie w pełni sił. I niech tak będzie dalej. Niech pokutuje za wszystkie zadane krzywdy.
Ona sama zaś przywołała do siebie córkę tak, by mieć nią na oku w trakcie pozowania do portretu. Efekt końcowy zaskoczył ją tak bardzo, że bez skrępowania wyciągnęła z portmonetki dość pokaźną sumę, której zażyczył sobie malarz. Dzieło było naprawdę profesjonalne, a próżna Valerie z próżnej rodziny Vanity wiedziała, że nie może zmarnować się na wystawie. Najpiękniej prezentować się będzie w domu, do którego matka z córką wróciły na krótki odpoczynek.

| z/t
cena za zakup obrazu odpisana w skrytce


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]15.01.22 18:13
Zatrzepotał gwałtownie rzęsami, gdy usłyszał opisywane przez nią konsekwencje, będące niegdyś jej marzeniem. Towarzystwo do końca życia. Cofnął się o krok, czując gorzką gulę w gardle. Ostatni kawałek układanki, nagłe zrozumienie. Dzięki Valerie, przez Valerie, zroumiał wreszcie czemu nie mógł płakać i co tak naprawdę czuł po śmierci Beatrice.
Ulgę.
Ulgę, że może umeblować mieszkanie po swojemu. Ulgę, że ich sekret się nie wyda i nie będą o nim plotkować jako o rogaczu. Ulgę, że już nie spędzi godzin nad kociołkiem i nie będzie siedział przy Bei i wannie po kolejnej dawce Rue. Ulgę, że nie będzie musiał uśmiechać się podczas rodzinnych kolacji i rywalizować z nią o miłość Deimosa.
Potworze wybrzmiało równocześnie w jego myślach i w jej ustach. Może naprawdę dobrze go znała. Na moment spuścił głowę, przyjmując oskarżycielskie słowa, ale wreszcie ciemne rzęsy znów drgnęły, a on podniósł podbródek. Postąpił o krok do przodu, laska głośno stuknęła o bruk.
-Tego byś chciała, prawda? - nozdrza zadrżały. -Żebym cię uderzył. - pamiętał, jak pisnęła cicho, gdy zbyt mocno ściskał jej palce, jak całowała go potem zachłannie.
-Biedna, znudzona Valerie. - syknął, mrużąc oczy. W głębi serca, chyba nie wierzył tak do końca, że go kochała - musiałby wtedy zmierzyć się z własnym brakiem uczucia, zaakceptować przepaść i pustkę we własnym sercu. Wolał wierzyć, szczególnie wtedy, gdy ją policzkował, że był atrakcją znudzonej panienki, kaleką, w którym łatwo się zauroczyć i którego obecność ekscytuje.
-A on, on cię kiedyś uderzył? - drążył bezlitośnie, choć tak naprawdę nie był ciekawy, chciał się tylko odciąć. Chwycić jedynej przynęty, jaka mogła zaboleć. -Nigdy nie byłaś do tego skrojona, Valerie. - próbowała go wtedy całować, ale palce miała sine, nawet dziwki w Wenus udawały sadomasochistyczne pożądanie lepiej. -Żałuję, że się w to wplątaliśmy. Przyjmij moje przeprosiny za zbrukanie twojego honoru i ciesz się wdowieństwem, utraconą niewinnością i nowymi kochankami, bo świętą nigdy nie byłaś i będziesz. - skłonił lekko głowę, przyjmując na usta jadowicie uprzejmy uśmiech. Oczy pozostały lodowate. Dziwka, dziwka, dziwka.
-No proszę. - odezwał się tylko, gdy malarz zaproponował jej portret. Posłał Valerie wymowne spojrzenie, podobno Francuzi są dobrymi kochankami. Bea na pewno byłaby zainteresowana. -Nie przeszkadzajcie sobie. - rzucił chłodno do Francuza, a potem skinął Valerie głową na pożegnanie, nie strzępiąc nawet języka na grzecznościowe formułki. Oddalił się pośpiesznie, zaciskając dłoń na lasce tak mocno, że palce aż posiniały.
Potworze.
Przyszedł do Wenus o kilka godzin wcześniej, niż zapisał w kalendarzu. Wybrał najdelikatniejszą blondynkę, jaka pracowała tego dnia. Jeszcze jej nie znał, przedstawił się uprzejmie, nakreślił reguły, zapewnił, że jest medykiem. A potem zrobił z jej plecami to, co chciałby zrobić z ciałem, twarzą i szyją Valerie Vanity.
Magia leczy każde rany, dziwki ceniły klientów-uzdrowicieli, rano była jak nowa.

/zt podkówka


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]18.01.22 23:21
Clopin był zachwycony zimowym jarmarkiem - te kolory, tłumy, jedzenie! Nazajutrz musiał wracać do Paryża, ale dzisiaj będzie balował, jakby jutra nie było! Niósł w dłoniach dwa kubki z pysznym grzańcem i nie liczył, ile już wypił. Co prawda, trunki były tutaj drogie, ale miał swoje sposoby. Wyglądał dzisiaj jak prawdziwy Francuz - jego cera przybladła w zimie, półdługie krucze loki ukrył pod modnym beretem, a akcent miał jak rodowity Paryżanin. Kilka kufli dostał od zauroczonych nim pań, a teraz wypatrywał kolejnych ofiar.
Jasnowłosa dama i jej blond-towarzysz od razu przykuli jego uwagę. Zmrużył lekko oczy, rozpoznając mężczyznę. Zdawało mu się, że widział go kiedyś w Czarownicy? Albo w "najnudniej ubranych Europejskich lordach", w rankingu francuskiej Le Sorcerie!
Voila! - pomyślał, kierując się w ich stronę. Utkwił spojrzenie w drodze, niby to zaaferowany jarmarkiem i występującymi na scenie akrobatami, a potem...
...potknął się strategicznie i rozlał gorący grzaniec wprost na szatę Abraxasa!
-Merde! Monsieur, najmocniej przepraszam... mademoiselle, przepraszam, czy ja zepsułem wam le rendez-vous? - jęknął, spoglądając bezradnie to na Malfoya, to na Malfoyównę.
Wcisnął kufel w dłonie Astorii.
-To dla mademoiselle, la rekompensata! Czy to się spierze? Chłoszczyść zaradzi, le vrai? - dopytywał nerwowo, niby to mężczyznę, ale spojrzenie utkwił w damie, one lepiej znały się na takich sprawach. Gestykulował zamaszyście, na tyle zamaszyście, by spróbować sięgnąć do kieszeni panienki. One mają takie falbany, łatwiej je okradać.
-Proszę wybaczyć, taka ze mnie niezdara, le vrai... - jęknął, robiąc z siebie ofiarę całej sytuacji. -Trochę jestem oszołomiony, widzi pani, francuski wydział de la Cultur wysłał mnie tu po projekt pomnika Ministra Cronusa Malfoya, prowadzimy też zbiórkę pieniędzy... ach, miałem je dzisiaj zbierać, ale zrobiłem takie fatalne wrażenie, czy ten projekt jest spisany na porażkę?! Le Paris zasługuje na pomnik najdostojniejszego czarodzieja we Francji, nieprawdaż?! - przemawiał z zafrapowaną pasją, czekając aż Astoria postąpi krok bliżej. Powinna mieć pieniądze w torebeczce, no dalej...


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Promenada nad Tamizą - Page 9 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]19.01.22 5:00
Magia nie zadziałała, doskonale o tym wiedział. Poczuł pustkę, emocje dziewczyny pozostały nieprzeniknioną zagadką. Mniej doświadczeni legilimenci mylili to czasem ze spokojem, ale Corneliusa było trudniej zwieść. Nabrał wprawy w obserwowaniu ludzi, jej nieco rozbiegane spojrzenie zdradzało, że czuła się tu obco (wyglądała obco), wiedział, że u tak młodziutkiej osoby poczułby coś. Rozluźnił uścisk palców na różdżce, nie zamierzając na razie próbować kolejny raz - legilimencja męczyła, a chciał pozostać skupiony na jarmarku.
Na przykład teraz, gdy oglądała się na niego przez ramię, dostrzegł kątem oka, że ktoś jeszcze się na niego patrzy. Zerknął w tamtą stronę. Tym razem napotkane spojrzenie było zupełnie inne, niż spłoszony wzrok brunetki. Rudowłosa panna, ubrana w postrzępioną sukienkę, spoglądała na Corneliusa bezpośrednio i zaczepnie. Uśmiechnęła się - musiał przyznać, że miała śliczny uśmiech i zgrabne nogi - a potem sugestywnie i wulgarnie puściła mu perskie oczko.
Oderwał od niej wzrok, zgorszony. Miał narzeczoną, a jeśli ulegał podobnym pokusom, to w Wenus. Brzydziłby się panny z ulicy, brudnej, może chorej. Nie powinno ich być tutaj, w patriotycznym miejscu. Port jest duży, niech idą gdzie indziej.
Wtem - gdy spoglądał na nieznajomą brunetkę, ubraną czysto acz ubogo, o twarzy młodej i urodziwej pomimo egzotycznego wdzięku - uderzyło go pewne podejrzenie.
-Stąd, z Anglii. Nie wyglądasz na Angielkę. - odpowiedział mechanicznie, choć jego myśli błądziły gdzie indziej. Zacisnął usta w wąską kreskę. -Interesuje mnie to, bo między innymi ja odpowiadam za bezpieczeństwo na jarmarku. A ty - co tu robisz? - wlepił w nią przenikliwe spojrzenie. Pamiętał, jak się mu przyglądała. Brakowało jej wdzięku i obycia tamtej, ale...
-Nie jestem zainteresowany. - wycedził. -Nikt tu nie jest. To miejsce dla proządnych obywateli. - dodał, Cornelius Sallow, strażnik burżujskiem moralności. -Pożarłaś się z koleżanką? - zapytał, lekkim ruchem głowy wskazując w stronę rudej ladacznicy. Może o teren? Tamta wydawała się trochę starsza i bardziej doświadczona. -Tak czy siak, powiedz jej, że nie ma tu miejsca dla żadnej z was. Ulica Zapomnianych Córek, tam możecie... zarabiać. - wygiął lekko wargi. Tam znajdował pierwsze ofiary legilimencji, gdy już nabrał wprawy na mugolach i szukał ambitniejszych celów.
Może gdyby udało mu się wyczuć emocje nieznajomej teraz, nie uznałby jej za dziwkę - ale zdany na własne obserwacje i przypadkową korelację z rudą dziewczyną, wyciągnął własne wnioski.



I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 9 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]19.01.22 10:44
Pułapki czyhały niemalże wszędzie.
Potknąć można było się o drobną nierówność stworzoną z ludzkich wyobrażeń, upaść na korzeniach wijących się dzięki plotkom i niepewnościom. Lestrange wydawało się, że zagrożenia życia w miejscu, które znała przecież tak dobrze, nigdy nie były tak wyraźne. Nazwisko wynosiło ich na piedestał, lśniło dostojnie wśród innych zbiorowisk liter wpisanych w skorowidz, a pozycja pana ojca była niczym błysk reflektorów – za wszystkimi korzyściami czaiła się jednak niepewność.
Nie przypuszczała, że pułapką może być coś tak oczywistego i żałośnie codziennego.
Gwar na jarmarku niósł się po okolicy, raz po raz przerywany śmiechami dzieci kręcących się po okolicy; wzrok Astorii wędrował jedynie w kierunku znajomych blond pasm, które wciąż lawirowały nieopodal stoiska z ozdobami. Zatrzymał się tam na dłużej, a bezgłośne westchnienie opuściło usta kobiety.
Była zmęczona. Zmęczona wieczną niepewnością i obawą o to, co powinno być przecież pewne.
Ale w realiach, w jakich przyszło im żyć nic już nie było pewne; incydent z jakimś obcokrajowcem był tego dobitnym przykładem.
Nie wydała z siebie dźwięku głośniejszego od krótkiego pomruku dezaprobaty, kiedy ciepły napój wylądował na grubym materiale płaszcza jej brata. Charakterystyczna woń grzańca uderzyła w nozdrza, oczy rozszerzyły się znacznie, lokalizując swoją uwagę w sprawcy całego zajścia.
Winowajca zachowywał się głośno; głośno przepraszał, głośno gestykulował – a ona zdała sobie sprawę, że całkowicie nie ma do tego cierpliwości. Wsunięty w jej dłoń kufel prędko odnalazł nowego właściciela - Abraxasa.
– Niechże pan uważa, cóż pan robi – rzuciła chłodno, choć wciąż głosem niepozbawionym opanowania; opanowanie zapewne było jednak czymś, czego momentalnie zabrakło Abraxasowi.
Młodsze z dzieci ministra znów spoglądnęło w kierunku stoiska, zaraz potem krótkim ruchem dłoni przywołując do siebie blondwłosego chłopca.
– Można komuś zrobić krzywdę, przecież to jest gorące – dodała krótko, nim młody panicz Malfoy znalazł się u jej boku – Abraxasie, ufam że poradzisz sobie z tym...kłopotem – krótkie spojrzenie posłane w kierunku brata mówiło wiele, wystarczająco.
Imię ich ojca padło z ust mężczyzny, który wciąż – zamiast zająć się nieszczęsnym Chłoszczyść, lub po prostu odejść – bełkotał.
– Panowie wybaczą – rzuciła krótko, choć uwagę skupiała głównie na bracie; gdzieś w środku zastanawiało ją, jak Abraxas zamierza potraktować niezdarnego mężczyznę, ale jakakolwiek reakcja by to nie była, nie zamierzała zostawać tu dłużej niż to konieczne. I obarczać syna słuchaniem takowej rozmowy – Robi się mroźnie, na nas już pora – wraz z krótkim ruchem musnęła chłodnymi ustami równie zimny policzek brata, nie zerkając już nawet w kierunku trajkoczącego Francuza.
Otuliwszy ramieniem sylwetkę chłopca zostawiła za sobą odgłos obcasów zderzających się z oblodzoną powierzchnią chodnika.

zt
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]21.01.22 2:17
Zauważyła, że mężczyzna przez moment spoglądał gdzieś w bok. Powiodła wzrokiem w tamtym kierunku, ale przez tłok, nie wiedziała, co przyciągnęło jego uwagę. Z drugiej strony nawet jej to nie interesowało, a jedynie cień nadziei zapłonął na chwilę, że może dzięki temu odczepi się od niej i zajmie czymś innym. Lubiła rozmawiać z ludźmi, gdy ci nieświadomi z kim mają do czynienia zaczepiali dla paru zdań. Towarzystwo wywoływało uśmiech na jej ustach... ale dziś wszystko było inaczej, nawet jeśli i tak podświadomie szukała tego. Przyjrzała się ponownie męskiej twarzy, gdy tylko uwaga nieznajomego powróciła do niej. Chciała przez to przebrnąć, najbardziej bezkonfliktowo, jak tylko się dało, jednak to, co miała usłyszeć za moment, musiało zmienić nastawienie. Wyciągnąć na wierzch irytację i urazę, jakich nie dało się ukryć.
- Urodziłam się w Anglii, więc to nieuprzejme.- odparła po chwili zawahania i nie kłamała. Przywykła do tego, jak szybko była oceniana i jak przeważnie nietrafione stawały się wysnuwane wnioski.- Kim pan jest? – nie wyglądał jak jeden z funkcjonariuszy, tamci nie zaczepiali przypadkowych dziewczyn w tłumie, jak już to przyglądali się z dystansu. Przynajmniej tak zauważyła, odkąd zjawiła się tutaj i nie wnikała, co mogli robić, gdy znikali innym z oczu. Rozchyliła pełne usta, chcąc już odpowiedzieć, tym razem nakłamać, co do swojej obecności na jarmarku. Zarzut, jaki padł, skutecznie ją uciszył. Porządnych obywateli? Zmarszczyła lekko brwi, słysząc zaraz o kłótni z koleżanką.- Jakiej? Którą... – umilkła, skołowana tym, co miało miejsce. Dopiero wspomnienie ulicy i zarobku, sprawiło, że pobladła wyraźnie. Przywykła do tego, jak traktowali ją inni, że w oczach wielu była nikim i nikt nie przejmował się kimś takim jak ona. Przez dwa lata poczuła wielokrotnie na własnej skórze, jak okropny jest świat, a blizny były tego najlepszym dowodem. Znała biedę, nie raz głodowała, ale nigdy... Nigdy nie sprzedała własnego ciała. Chociaż padały takie propozycje od pijanych mężczyzn, kusili dobrą zapłatą i ułudną przyjemnością, nie zrobiła tego. Resztki godności, jakie jej pozostały sprawiały, że wolała wrócić do zatęchłego, ale ciepłego kąta bez niczego. Przywitać się raz jeszcze z najbardziej nędznym stanem w jaki można było wpaść i zapomnieć, że w normalnych warunkach, potrzebowała jedzenia, by funkcjonować. Mimo to właśnie teraz została wzięta za dziwkę. Nie miała najwyższej samooceny, poczucie wartości uleciało, gdy nawet w oczach męża nie miała jej zbyt dużej. A jednak to zabolało teraz bardziej, szarpnęło za coś wewnątrz, bo czy naprawdę ludzie tak ją widzieli?
- Nie jestem prostytutką.- wycedziła, kuląc nieco ramiona, gdy dyskomfort wyszedł na pierwszy plan.- A gdybym była, wolałabym zdychać z głodu tygodniami, niż zaczepiać kogoś twojego pokroju.- dodała z grymasem, cofając się o krok od mężczyzny. Nie próbowała być już uprzejma, nie miała powodu, kiedy właśnie została tak potraktowana.- Jesteś przedstawicielem tych porządnych obywateli? – napomknęła jeszcze, kiedy wróciły do niej jego słowa.- Kiepsko to świadczy o wszystkich na około, którzy też się nimi czują.- dodała burkliwie.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Promenada nad Tamizą - Page 9 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]21.01.22 3:08
-Kim jesteś? Skąd zatem są twoi rodzice? - zapytał, doskonale świadom swojej nieuprzejmości. Nigdy nie odważyłby się rozmawiać w ten sposób z kimś o pozycji równej sobie, z kimś czyjej pomocy potrzebował. To była jednak tylko dziewczyna, młodziutka i trochę wystraszona. -To był inny język? Ten, w którym próbowałaś się odezwać? - przechylił lekko głowę, przypominając sobie pośpieszną sylabę, jaką go powitała. Najpierw myślał, że to tylko przejęzyczenie, ale akcent brzmiał jakoś obco. Równie obco, jak jej uroda.
Wzruszył lekko ramionami, nie odpowiadając na jej pytanie. Utkwił w niej wyczekujące spojrzenie, jasno dając do zrozumienia, że najpierw powinna przedstawić się ona. Osoba interesująca się polityką w kraju rozpoznałaby zresztą jego twarz z artykułów w "Walczącym Magu", noworocznego przemówienia, innej z wielu licznych okazji, przy których pojawiał się publicznie. Najwyraźniej młodociane prostytutki cechowały się ignorancją, ale czy powinno go to dziwić?
-Tą. - odpowiedział ostro, wskazując głową w stronę rudowłosej. Dziewczyna dostrzegła jego spojrzenie i wzrok Eve - jej uśmiech zbladł, zmrużyła ze złością oczy. Spiorunowała Eve wzrokiem, wykrzywiając lekko usta i mierząc Cygankę spojrzeniem od góry do dołu, a potem zarzuciła spódnicą i wycofała się w jedną z bocznych uliczek.
-Spokojnie, nie jestem policjantem. - zapewnił, choć fałszywie. Był kimś groźniejszym, kimś, komu naprawdę leżało na sercu dobro tego jarmarku. Żadna prostytutka się nie przyzna - nie, gdy nabrała podejrzeń. Nikt nie zgarnie ich z Ulicy Zagubionych Córek za kupczenie własnym ciałem, ale na jarmarku kręciło się na tyle policji, by mogły czuć się zagubione.
-Ale niektórzy odwiedzają was regularnie. Na przykład on. - uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem, spoglądając w stronę na oko pięćdziesięcioletniego, postawnego mężczyzny w mundurze. Kojarzył jego twarz - nie z Ministerstwa, ten typ nigdy nie zaszedł daleko, w tym wieku wciąż patrolował ulice. Ze wspomnień dziwek, na których jeszcze piętnaście lat temu ćwiczył legilimencję. Najpierw mugole, potem bezdomni i prostytutki. Dopiero gdy doszedł do wprawy, sięgnął po ciekawsze cele.
-Nie zdechniesz z głodu, takiej ładnej dziewczynie ktoś na pewno kupi grzaniec. - odezwał się z lekką kpiną, a wyraz twarzy nie odzwierciedlał w żaden sposób zawoalowanego komplementu. Była młoda i zgrabna, obiektywnie śliczna, ale nigdy nie podobał mu się taki typ urody. Wolał blondynki lub porcelanową skórę Deirdre.
-Jestem z Ministerstwa Magii, dziewczyno. Jedno słowo, a aresztuję cię za zakłócanie porządku publicznego i kupczenie ciałem w miejscu publicznym, policja ma tendencję do wierzenia moim zeznaniom. Dlatego waż na słowa i lepiej mów mi na pan. - prychnął, gdy zaczęła dopytywać. Oczy iskrzyły, na ustach błąkał się lekki uśmieszek. Najwyraźniej dobrze się bawił.


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 9 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]21.01.22 15:54
Musiała uważać, wiedziała o tym dobrze. Ta rozmowa przestawała być przypadkową wymianą zdań między dwójką nieznajomych, a stawała się czymś, co śmierdziało wypytywaniem... przesłuchaniem. Kalkulowała szybko, analizowała na bieżąco, by maksymalnie panować nad sytuacją. Przytłaczające emocje zeszły na dalszy tor, ważniejsze było to w co najwyraźniej się pakowała teraz.
- Mój tata jest Anglikiem, ale mama nie jest Angielką. A przynajmniej byli...- urwała, by pociągnąć lekko nosem, spuszczając odrobinę głowę i wbijając wzrok w ziemię. Nie zapierała się, że oboje byli anglikami, jej wygląd za mocno temu przeczył i miała tego świadomość. Kim jesteś? Pytanie nadal pozostawało bez odpowiedzi, a ona zawahała się przez moment. Trzy nazwiska, tylko które było teraz bezpieczne? Doe zbyt mocno wiązało ją z mężem, szwagrem i szwagierką. Vause było neutralne, nikogo nieinteresujące. Zostawało jeszcze Mulciber, przywłaszczone pod wpływem chwili i bez świadomości konsekwencji. Unosząc spojrzenie na mężczyznę, była pewna, że musiała przedstawić się pierwsza, jeśli chciała cokolwiek wiedzieć o nim, a tym samym, jak szybko powinna uciekać. Zawahała się raz jeszcze.
- Nazywam się Eveline Mulciber.- odparła w końcu, a ciemne tęczówki nieustępliwie wpatrywały się w rozmówcę. Ryzykowała, nawet bardziej niż miała świadomość, ale słowa już padły. Kłopoty mogły dosięgnąć tylko i wyłącznie ją, to mimo wszystko było bezpieczne. Pokiwała powoli głową, kiedy padło pytanie o język.- Tak, bułgarski...- odpowiedziała bez zająknięcia. Nie znała tego języka, strzeliła na ślepo, gdy z niezrozumiałego powodu, było to pierwsze, co przyszło jej na myśl.- Moja mama stamtąd pochodziła, często rozmawialiśmy tak w domu i czasami się zapominam.- wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion.
Odwróciła głowę w kierunku, który został jej wskazany. Zawiesiła spojrzenie na rudowłosej dziewczynie, nie pozostając bierna i również mierząc ją wzrokiem, ale nie podszytym podobnymi emocjami. Nie była jej konkurencją, a wręcz ucieszyłaby się, gdyby prostytutka zabrała tego dziwaka od niej. Nie zrobiła tego, tylko wycofała się. Z trudem powstrzymała się przed przewróceniem oczami.
- Nie znam jej, nie sprzedaję się jak Ona.- nie miał prawa brać jej za dziwkę, czuła się urażona, ale dusiła to w sobie. Wolała grać biedną, przestraszoną dziewczynę, póki nie miała pojęcia, kim ten człowiek jest tak naprawdę. Zmarszczyła lekko nos, usta wygięły się w grymasie rozdrażnienia.- Nie mnie.- dodała burkliwie. Mężczyzna, którego wskazał był jej całkowicie obcy... na szczęście.- Proponujesz? – spytała na wzmiankę o grzańcu. Skrawki dumy nakazywały odmówić w razie czego, ale wiedziała, że dumą się nie naje i nie napije. Organizm potrzebował czegoś, by działać w miarę, a ona coraz mocniej czuła się przemarznięta i zmęczona tym dniem. Fizycznie była słaba, może słabsza niż kiedyś. Wypuściła powoli powietrze z płuc, patrząc na delikatny obłoczek, który uniósł się, gdy ciepły oddech zetknął się z mroźnym powietrzem. Zaraz chłód przybrał na sile, stał się ostrzejszy, kiedy w powietrzu zawisły słowa nieznajomego.
Wpatrywała się w niego zaskoczona, cień strachu i niepewności rozlały się po ciele. Unikała takich, jak On. Tacy ludzie to tylko kłopoty, a ich miała już dość.
- Nie sprzedaje się, to kłamstwo.- wyrzuciła z siebie, zanim zrozumiała własną naiwność. Przecież to nie miało żadnego znaczenia. Spuściła wzrok raz jeszcze.- Przepraszam.- szepnęła, obejmując się ramionami. Nie było jej przykro, ale jeśli mówił prawdę, nie mogła ryzykować kłóceniem się z kimś jego pokroju na jarmarku.- Nie chciałam pana urazić.- jakby to jego obrażano, sugerując najstarszy zawód świata.- Ja... pójdę już.- cofnęła się o krok i dwa kolejne, chciała zniknąć mu z oczu.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Promenada nad Tamizą - Page 9 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]22.01.22 18:29
-Jesteś sierotą? - domyślił się prędko, spojrzenie wbite w ziemię, czas przeszły, pociągnięcie noskiem. Nie zdążył sięgnąć po różdżkę i sprawdzić kłamstwa, byłoby to zresztą zbyt męczące przy każdej, równie trywialnej okazji. -Zginęli na wojnie? - dopytał odruchowo, nie tyle zainteresowany jej życiem, co wartością propagandową takiej historii. Nieustannie zbierał inspiracje do artykułów, rozmówców do wywiadów, biedne dzieci do pokazania na scenie podczas publicznych przemówień. Dzięki swojej pracy oraz legilimencyjnej pasji nauczył się podchodzić do ludzi jak do historii, nie jak do osób. Dziewczę, które trafiło na ulicę po tym, jak jej rodziców wyrżnęli rebelianci... jak tragicznie i romantycznie to brzmiało! Chyba czytał coś podobnego w mugolskich książkach w mieszkaniu Layli, ale do tej inspiracji nikomu się nie przyzna.
Cwany uśmiech spełzł z jego twarzy, gdy dziewczyna się przedstawiła. Mulciber - to nazwisko nie było nic nie znaczące, choć pobrzmiewały w nim cudzoziemskie sylaby. Sallow zacisnął usta w wąską kreskę, przypominając sobie o swoim koledze i o Mrocznym Znaku na jego przedramieniu. Czy właśnie wziął za prostytutkę jakąś... jego ubogą krewną? Chciał wierzyć, że bliska mu osoba byłaby lepiej ubrana i nie zachowywała tak niepewnie. Za późno, by sprawdzić kłamstwo, nie chciał też ryzykować bezpośrednim pytaniem w liście i ewentualnym gniewem Mulcibera. Może to nieporozumienie wypłynie przy odpowiedniej okazji, a może, zawstydzony, pogrzebie je raz na zawsze.
-Wybacz, Eveline. - przeprosił miękko, rysy twarzy złagodniały jak na zawołanie. Niczym społeczny kameleon, potrafił wzbudzać w sobie emocje na zawołanie, skrucha wyglądała na niemalże szczerą. -To pomyłka, widziałem cię niedaleko tej dziewczyny - zmyślił na poczekaniu, mogły się przecież minąć, a Eveline wyglądała na rozkojarzoną i nie musiała tego pamiętać -i wyciągnąłem niewłaściwe wnioski. Dopilnuję, by stąd eskortowano, by jej obecność nie niepokoiła obywateli ani nie rzucała podejrzeń na innych.
Czy proponował jej grzaniec? Prawdziwej bliskiej Ramseya - bez wahania, ale w jej prostej sukience i spłoszonej postawie wciąż coś mu nie grało. Miał na głowie kupno pierścionka zaręczynowego i zorganizowanie ślubu, nie chciał szastać nawet drobnymi kwotami.
-Wzywają mnie obowiązki, a młoda panna nie powinna pić sama publicznie. - odmówił uprzejmie, zasłaniając się reputacją i bezpieczeństwem dziewczyny.
-Oczywiście. - skłonił się lekko. -Miłego dnia, Eveline. - najwyraźniej przeprosiny zostały przyjęte, a ona sama była wolna.
W przeciwieństwie do rudowłosej. Cornelius udał się do znanego z widzenia policjanta i szepnął mu kilka słów. Kilka minut później, mundurowy wyprowadził dziewczynę z jarmarku, brutalnie ciągnąc ją za ramię, a Eve(line) mogła to zobaczyć jeśli zerknęła w ich stronę. Zmierzali w stronę portowych magazynów, gdzie policjant zabawi się z rudą za darmo - ale to już Corneliusa nie obchodziło. Dopił grzaniec, rad z dopełnionego obywatelskiego obowiązku i ruszył w swoją stronę.

/zt


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 9 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Promenada nad Tamizą [odnośnik]22.01.22 23:22
Z trudem powstrzymała grymas, gdy dotarło do niej pytanie. Była, ale nie to ją poruszyło w tej chwili, a fakt, że mężczyznę jakkolwiek to zainteresowało. Kiedy była przypadkową dziewczyną o której nie wiedział nic, a gdyby miał świadomość, że stoi przed nim cyganka, która straciła rodzinę i prawie wszystko, co było jej drogie? Czy również wzbudziłaby ciekawość przykrą historią? Czy stała się wtedy całkowicie nieistotną jednostką z dna, marginesu społecznego? Milczała, przeciągnęła chwilę, zanim powoli pokiwała głową.- Jestem.- przytaknęła, wyrzucając z siebie to jedno słowo prawie bez emocji. Na kolejne pytanie już nie odpowiedziała zignorowała je całkowicie. Nie chciała robić z bliskich ofiar wojny, nie tak to było.
Obserwowała, jak po usłyszeniu imienia i nazwiska, mężczyzna poważnieje. Dlaczego? Czemu to nazwisko powodowało wyraźniejsze reakcje w osobach, które je słyszały. Tamta kobieta w Ministerstwie, dociekająca nagle czy na pewno tak się nazywała. Teraz On, wyglądający, jakby stało się coś, czego ona nie zauważała. Zaczynała być ciekawa mężczyzny, od którego pożyczyła nazwisko. Był kimś znaczącym? Nie wyglądał jakoś wyjątkowo, a jak jedna z wielu osób, które mogła mijać na ulicy codziennie, a które żyły na pewnym poziomie. Zdecydowanie lepszym niż ona sama.
Słysząc przeprosiny, zmarszczyła brwi, zdziwiona tym. Nie wzbudził tym zaufania, że naprawdę było mu przykro. Nie ufała osobą, które tak nagle zmieniały swoje nastawienie, to zawsze śmierdziało fałszem i przecież sama robiła tak wielokrotnie.
- Zdarza się.- odparła jedynie, kiedy wyjaśniał swoją pomyłkę. Może tak było, może nie. Wcześniej nie zauważyła nawet rudowłosej dziewczyny, będącej w tłumie najmniej interesującą osobą.- Nie wystarczy przegonić ją? – spytała, nie chciała jej bronić. Każdy musiał dbać o siebie, pilnować własnej skóry, by nie oberwać. Nauczyła się spuszczać wzrok, odwracać głowę, bo nie była kimś walecznym. Życie kopało ją zbyt często, by chciała się wychylać za kogoś.
Prychnęła pod nosem, kiedy wyłgał się w podobny sposób, ale nie odgryzła się w żaden sposób. Skoro przestał być drażliwy, nie chciała zaognić sytuacji na nowo.- Panu również.- odparła i odwróciła się już, by zaraz zniknąć mu z oczu. Tylko raz obejrzała się w kierunku rudowłosej prostytutki, zauważając, jak siłowała się z policjantem. Była jednak zbyt drobna, wobec postawnego mężczyzny. Współczuła jej, ale sama opuściła jarmark, nie chcąc więcej atrakcji. Rozmowa z nieznajomym wystarczyła, aby miała dość.

| zt



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Promenada nad Tamizą - Page 9 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Promenada nad Tamizą
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach