Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Philippa Moss
AutorWiadomość

Philippa Moss

Data urodzenia: 29 kwietnia 1931
Nazwisko matki: nieznane (Wadock)
Miejsce zamieszkania: Devon, okolice Plymouth, Krecia Nora
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: ubogi
Zawód: barmanka w Parszywym Pasażerze, okazjonalny szpieg
Wzrost: 160
Waga: 53
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: piwne
Znaki szczególne: brak


Nie ściskała w małej dłoni pluszowego misia. Nie było go tam – ani jego ani też nikogo innego. Jedyny szczegół, który zapamiętała, to widok własnych brudnych, skostniałych stóp w strachu przemierzających ciemną uliczkę. Kiedy miała nieco ponad trzy lata, znaleziono ją na ulicy. Opatulona była w strzępki ubrania, a na dziecięcych policzkach rozmazywały się nieprzyjemne, czarne smugi zmieszane ze łzami. Nie wiedziała, kim jest i jak ma na imię. Nie pamiętała choćby głosu rodziców i ścian izby, w której być może kiedyś spała. Podobno błąkała się od jakiegoś czasu. Wychudzona i przerażona. Trafiła do sierocińca. Tam umyto ją i ubrano, a blask ciepłego kominka odsłonił śliczną, dziewczęcą buzię. Nie posiadała imienia, więc je jej nadano – była małą Annie. Jedną z wielu takich w tym miejscu. Ustalono szybko umowną datę urodzenia, podobno odpowiadającą dniu, w którym ją odnaleziono, ale nigdy nie dowiedziała się, jak wiele było w tym prawdy. Otrzymała swoje łóżko i miskę ciepłej zupy, której smak wtedy wydawał się najwspanialszy. Dziś był wspomnieniem żałosnych pomyj.



Poprzerywane te wspomnienia, pomazane obrazki, w których jakieś cienie przesuwają się bez wyraźnego celu. Niewiele zdołała zapamiętać z tego okresu. Właściwie to wydawało jej się, że nie było nic przed sierocińcem i mieszkała tu od zawsze. Wychowywała się razem z wieloma siostrami i braćmi. Rosła, a oni rośli razem z nimi. Jedni wychodzili i nie wracali, a drudzy pojawiali się znikąd i zostawali na długie lata. Annie okazała się dziewczynką słabą i łatwo było nią manipulować. Długo nie mogła zrozumieć zasad panujących w tej wąskiej społeczności, w której się znalazła. Jako tak młoda i krucha niewiele mogła. Nie przejawiała specjalnie żadnych umiejętności i nie odznaczała się silą charakteru. Wolała schować się w szafie niż ganiać z innymi dziećmi po pokoju. Rzadko z nimi rozmawiała, ale często toczyła urojone dialogi we własnej wyobraźni. Pilnowała, by nikt tego nie słyszał. Nie chciała być wariatką. Wiedziała, co robiono z szaleńcami. Podglądała, jak ciągnięto ich w ciemną otchłań piwnicy. Wracali inni lub nie wracali wcale. Opiekunki cechowała nieskryta surowość, a czułość była czymś, czego nigdy nie doświadczyła w tamtych ścianach. Dzieci pozostawały jednak dziećmi, fantazjowały i chciały się bawić. Do tej zabawy miały jedynie siebie. Drewniane klocki i lalki – wiele sierot nie wiedziało nawet o ich istnieniu.



Słabo radziła sobie z nauką, ale i nauczyciele nie należeli do specjalnie zaangażowanych. Pisała koślawo i czytała powoli. Nie lubiła lekcji, z niektórymi nie radziła sobie wcale. Tak było w przypadku liczb. Wirowały jej przed oczami i nijak nie chciały się zgadzać. Któregoś dnia zjawił się jednak nowy pedagog, bardzo ostry. Obejmował srogim spojrzeniem klasę i nie tolerował pomyłek. Musiała się więc nauczyć, jeśli nie chciała dostać po łapach. Wciąż jednak była uczniem raczej przeciętnym, w dodatku uchodziła za dziwadło. Nocami płakała, nocami wyobrażała sobie, że jest w innym miejscu. Spoglądając przez małe okienko, obserwowała księżyc i udawała, że nie czuje bólu, który zadał jej profesorski wskaźnik. Pewnego poranka jednak zabolało zbyt mocno. Zatrzęsły się szyby w oknach klasy, drgnęły surowe, ciężkie ławki, a drewniany przyrząd nauczyciela wysunął się spomiędzy zaciśniętej dłoni i zawirował w powietrzu, aby ostatecznie mocno uderzyć w którąś ze ścian. Ze wszystkich sił pragnęła, aby już nigdy więcej nie mógł go użyć. Wydarzyła się rzecz zaskakująca, oczy sierot natychmiast powędrowały spojrzeniem w kierunku tej, która wciąż się trzęsła w plątaninie złości i strachu. Nie rozumiała, co się właściwie stało, ale pamiętała zdumione spojrzenie opiekuna i jego zastygłą w powietrzu dłoń. Dopiero później pomyślała, że może gdzieś jest ktoś, kto nad nią czuwa. To jednak nie był ktoś. To była ona sama.



Nie minęło wiele czasu od tamtego zdarzenia, gdy do drzwi sierocińca zapukał przedstawiciel niezgłębionego świata, do którego wkrótce miała dołączyć. Nikt z opiekunów nie powiedział jej o tym, ale część wyraźnie omijała małą wychowankę. Wspomnienie fruwającego wskaźnika wróciło, gdy w dniu jedenastych urodzin otrzymała list. Elegancki pergamin i zdobna pieczęć. Zaadresowany do małej Annie Scott. Wpadł przez okno do pokoju, w którym spała wspólnie z kilkoma innymi dziewczynkami. Natychmiast uznała, że to najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek otrzymała. Przeczytała go, ale słowa wydawały się splatać w jakąś bajkową opowieść. Nikomu nie powiedziała, ale i nic nie zrobiła. Nie rozumiała. Schowany pod poduszką list wydawał się tulić ją do snu przez długie letnie dni. Sekretny Hogwart pojawiał się w snach. Wkrótce zjawiła się w tych starych murach postać jeszcze bardziej tajemnicza niż tamten skrawek pergaminu. Pewna pani przyszła odwiedzić Annie. Proceder ten wzbudził niesmak wśród opiekunów. Za zamkniętymi drzwiami toczyły się rozmowy, ale ich treści nigdy nie poznała. Posłano po dziewczynkę. Stanęła przed nieznajomą kobietą, czuła dziwne przejęcie. Nie usłyszała wtedy zbyt wiele, jedynie lakoniczne, choć ciepło przekazane, informacje o pewnej szkole. Dowiedziała się, że wkrótce opuści ten pełen smutku dziecięcy dom. Nie wiedziała, jak to się stało, że sierociniec na to przystał. Może chętnie pozbyli się dzieciaka? Może jakaś intryga wkradła się w sekretne rozmowy? To jednak był dopiero początek.



Nie miała wielkiej walizy, jedynie mały tobołek. Poszła za panią. Gdy zatrzasnęły się ciężkie drzwi sierocińca, poczuła radosne ukłucia słońca na policzkach. Wyjaśniono jej, że jest czarownicą. Co może pomyśleć dziecko, które po raz pierwszy słyszy o tym świecie? Niespecjalnie zdolna, szara i raczej lękliwa. Tymczasem nagle ktoś otwiera przed nią bramy świata wywodzącego się z dziecięcej fantazji. Z naiwną ufnością akceptowała opowieści. Zastanawiała się, czy zrobiła kiedykolwiek coś niezwykłego. Przyjmowała nowy los jak ocalenie. Przed zimnymi, beznamiętnymi ścianami dawnego domu. Nagle odżyły w niej mocno pytania o to, kim jest i skąd pochodzi. Odpowiedzi nie poznała nigdy, ale jedno jest pewne: tamtego dnia zmienił się świat tej małej dziewczynki znalezionej na ulicy.



Prawdziwe przerażenie ogarnęło Annie w chwili, gdy przekroczyła bramy zamku. Szybko pojęła, że w jej historii jest wiele luk i że nie wygląda jak inni pierwszoroczni. Otrzymała różdżkę. To jedyne, co posiadała pierwszego dnia. Znaleziono dla niej stary, wielokrotnie cerowany mundurek, którego szarość wyraźnie odznaczała się na tle czarnych szat. Przybyła bez swojego zwierzątka, bez kociołka i książek, ale i te rzeczy później znalazły się gdzieś na dnie nauczycielskich szafek. Zamieszkała pośród Puchonów, choć Tiara Przydziału głośno debatowała, nie potrafiąc jej przydzielić do właściwego domu. Może już wtedy wiedziała, jak będą wyglądały jej dalsze losy?



Pierwsze tygodnie były trudne. Nie posiadała żadnej wiedzy o świecie czarodziejów. Wrzucono ją na głęboką wodę, mimo że nigdy dotąd nie pływała. Nieśmiało podpytywała inne dziewczynki, pozostawała miła, ale raczej płochliwa. Życzliwi Puchoni pożyczali jej czasem jakieś rzeczy i opowiadali o życiu w czarodziejskiej rzeczywistości. Z zachwytem podglądała magię i jej wynalazki. Dopiero tu prawdziwie uwierzyła, że to nie sen. Poza dormitorium jednak było źle. Wielu uczniów z odrazą oglądało te poszarpane szaty i zagubione oczy. Znów ją popychano. Zafascynowana słuchała na lekcjach profesorów, ale za wieloma tematami nie potrafiła nadążyć. Z miesiąca na miesiąc było łatwiej, ale i tak nie aspirowała nigdy do grona zdolnych uczniów. Pozostawała przeciętna, a nawet kiepska. Tak przynajmniej wyglądało to przez pierwsze dwa lata. Bała się magicznych stworzeń, wolała też nie zbliżać się do roślin i mioteł – poza obowiązkową nauką latania nigdy na nią nie wsiadła. Na wakacje wracała do sierocińca i przeżywała koszmar. Dusiła w sobie sekrety świata, w którym przebywała. Jej magiczne pochodzenia sprawiło, że poczuła się wśród mugolskich sierot nieco pewniej, ale dalej brakowało jej odwagi i przebojowości. Wakacje przed czwartą klasą okazały się tak nieprzyjemne i ciężkie, że coś się w niej obudziło. Zapragnęła nigdy więcej tam nie wracać, choć wiedziała, że to niemożliwe. Gdy powróciła znów do zamku, postanowiła wziąć się w garść i nie zaprzepaścić szansy, jaką otrzymała. Poprawiła stopnie, coraz pewniej czuła się wśród innych uczniów. Postanowiła, że chce stać się prawdziwą czarownicą i opanować zaklęcia, dzięki którym nigdy już nie będzie bezbronna. Przykładała się więc do uroków i obrony przed czarną magią, choć nigdy specjalnie się nie wyróżniała. Nie opowiadała raczej o swoim pochodzeniu, mimo to niektóre osoby wiedziały. Odnalazła bliższe koleżanki, ale nie mogła nigdy nazwać ich prawdziwymi przyjaciółkami. Na tle wielu niezwykłych charakterów ginęła jako szara, nic nieznacząca postać. Mimo odkrytego niedawno świata magii i nieco jaskrawszych widoków własnej przyszłości, wciąż miała wiele obaw. Była jedną z tych smutnych istot kręcących się bez celu po korytarzu. Hogwart ukończyła z wynikami zadowalającymi, choć nie otwierały one z pewnością drogi do wielu magicznych zawodów. Na tym ostatnim roku jednak wiedziała o czarodziejach na tyle dużo, że naprawdę uwierzyła. W siebie.



Nic bardziej mylnego. Na krótko jeszcze wróciła do sierocińca, ale musiała pożegnać się niedługo z tamtą rodziną. Wylądowała na progu, z różdżką, kilkoma książkami i malutką kupką ubrań. Była dorosła. Już nie musiała nikogo słuchać i poddawać się obcej woli. Przez moment pomyślała, że może wszystko. Przez moment, albowiem kroczyła ulicami Londynu, nie mając ani galeona. Żałowała, że nie wykorzystała w pełni szansy, jaką dawała jej nauka w Hogwarcie. Żałowała, że nie nawiązała tam przyjaźni. Może ktoś mógłby ją przygarnąć na te kilka dni? Zamiast tego stała się znów tamtą zapłakaną trzylatką. Siłę dawała jej magia, dzięki której łatwiej było przetrwać na ulicy. Spała w jakimś opuszczonym budynku, wkrótce odważyła się okraść mugola. Wiodła życie bezdomnej i niewiele brakowało, aby zapuściła się w te najciemniejsze zakamarki. Poczuła głęboko w duszy ogień złości. Przecież była czarownicą, to nie miało tak wyglądać. Znów zdominowała ją słabość i nie mogła się podnieść, przeklinała głęboko własną bezradność. Bezskutecznie poszukiwała pracy. Czarowała, by przetrwać, kłamała i zwodziła tych biednych mugoli. Staczała się. Szukała dla siebie drogi w magicznym świecie, ale wciąż bezskutecznie.



Któregoś dnia, niezbyt długo po opuszczeniu sierocińca, na drodze Annie Scott stanęła pewna czarownica. Przyłapała ją na kradzieży, złapała mocno za włosy i pchnęła na ścianę, wyklinając obrzydliwą złodziejkę. Jednak w tych młodych oczach dostrzega coś, co sprawiło, że nie wezwała służb i nie odeszła też w pośpiechu. Do dziś Annie nie wie, jak to możliwe. Być może dostrzegła w tej urodziwej nędzarce potencjał. Nie wahała się i ostro dała jej w twarz, uznając, że kara się należy. Nie drżał jej głos, kiedy kazała dziewczynie wziąć się w garść. Widziała różdżkę wciśniętą niedbale w ubranie. Jak to możliwe, że czarownica tak żyje? Nie pytała o zdanie. Zaciągnęła ją do swojego domu. Nie należała do bogaczy, ale wiodło jej się nie najgorzej. Nazywała się Dorothea Boyle i była kobietą sprytną oraz przedsiębiorczą. Zaoferowała pomoc, ale postawiła wiele warunków. Emanowała siłą, z którą nie sposób walczyć. Zapewniła Annie tymczasowy dach nad głową, ale w zamian zażądała, by ta po odpowiednim przyuczeniu pracowała w lokalu należącym do jej męża. Stała się tą, która miała pokazać nastolatce, jak wygląda ten parszywy świat. Postanowiła nauczyć ją żyć tak, aby nigdy więcej nie okazała tak poniżających słabości. Nauczyć zaradności, którą sama się odznaczała.



Boyle okazała się konkretna i bardzo wymagająca. Odsłoniła przed dziewczyną sekrety kobiecości. Pokazała jej, jak należy się poruszać i jak zadbać o swój wygląd. Podarowała jej pończochy i czerwoną szminkę, a wkrótce później wepchnęła pomiędzy męskie głowy w Parszywym Pasażerze. Był to lokal z klientelą szemraną, ale Dorothea i jej mąż wiedzieli dobrze, jak oskubać łapserdaków z ostatniego grosza. Annie również miała posiąść tę wiedzę. Kobieta nauczyła ją rozlewać alkohol i radzić sobie z nietrzeźwymi gośćmi. Pokazała, jak rozmawiać z mężczyznami i jak wykorzystywać swój urok. Pod jej okiem Annie rozkwitła jako barmanka i uwodzicielka. Nauczyła się grać w karty i tańczyć. Bywały momenty, kiedy wchodziła na scenę i rozpalała pożądanie w męskich duszach. Ożywiła się towarzysko, nabrała pewności siebie i zgubiła nieśmiałość. Pod dachem Pasażera pokochała taniec, więc wkrótce, gdy tylko zaczęła zarabiać, poszła na odpowiedni kurs. Umiejętności zdobyte tam wykorzystywała w pracy. Dorothea była zadowolona ze swojej podopiecznej. Odsłaniała przed nią tajniki biznesu i zdradziła sekrety pieniądza. Annie nie była już bezbronna. Któregoś dnia postanowiła zapomnieć o przeszłości i porzucić dawne nazwisko. Z nędzarki wyrosła na dziewczynę pełną temperamentu. Zmieniła nazwisko i porzuciła ohydną łatkę sieroty. Stała się Philippą Moss – postacią znaną dobrze wśród okolicznych moczymord i złodziejaszków. Pani Boyle nie była osobą prawą, chętnie wykorzystywała dziewczynę, aby pozyskać czyjś portfel lub ciekawe informacje. W jej lokalu dochodziło do podejrzanych transakcji, a Philippa brała w nich udział. Wiedziała, że dziecko, które dzięki niej żyje, pozostanie wierne. I nie myliła się. Każdy kolejny rok pracy czynił dziewczynę silniejszą i bardziej świadomą własnych możliwości. Nie pozwalała sobie na zniewagę i obijała mordę, jeśli tylko zaistniała taka potrzeba. Świdrujące wokół niej dłonie gotowa była odciąć, bo zasady mówiły jasno: chociaż w tym barze działo się wiele rzeczy, to jednak nie istniało przyzwolenie na obcowanie z dziewczętami pani Boyle.



Philippa była niezłą kłamczuchą – dlatego jej poglądy wobec mugoli bywały różne. Z nimi się wychowała, ale też nie były to doświadczenia najprzyjemniejsze. Zdanie zmieniała dla dobra sytuacji, w której się znalazła. Umiała pluć w niemagów jadem i mogła również otaczać ich życzliwością. Interesowała się dobrem biznesu swej mentorki i własną sprawą. Świat stawał się coraz bardziej mroczny, ale kiedy lały się strumienie alkoholu, kiedy karty fruwały po stole, znikało widmo tych problemów. Niemniej jednak była spostrzegawcza i, lawirując zalotnie między stolikami, podsłuchiwała, jak przy kieliszku wódki toczą się rozmowy o życiu i o śmierci. W ten sposób pozyskiwała mnóstwo cennych informacji. Typy użalające się nad swym losem nad szklanką piwa z chęcią zwierzały się pięknej barmance. Philippa poczuła, że znalazła swoje miejsce. Głośna i podejrzana klientela nie była taka straszna, jeśli wiedziało się, jak z nią postępować. Dorothea zastąpiła jej matkę, a Parszywy Pasażer stał się domem, którego nigdy nie miała. To nie sierociniec ją wychował, ale to miejsce, ci przeklęci żeglarze, ten margines społeczny, morska pieśń i wolność, którą po raz pierwszy poczuła właśnie tutaj. Tu błyszczała, tu przeobraziła się w kobietę. Przez siedem lat zdołało się wiele zmienić. Zrozumiała, na czym tak naprawdę polega ten świat. Nie wierzyła w wielkie zbiorowe ideologie, wydawało jej się, że tak naprawdę każdy walczy tylko o swoje. Z tą też myślą kroczyła przez życie.



Patronus: Philippa nie znajduje na tyle szczęśliwego wspomnienia, aby móc wyczarować patronusa.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 111 (amulet wyciszenia)
Zaklęcia i uroki:266 (rożdżka, amulet wyciszenia)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:00
Sprawność:5-
Zwinność:10Brak
Reszta: 5
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
Język angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
AnatomiaI2
KokieteriaIII25
KłamstwoI2
ONMSII10
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćII10
Zręczne ręceII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
MugoloznawstwoI0
Odporność magicznaI5 (+23,5)
Wytrzymałość FizycznaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (wiedza)I1/2
GotowanieII7
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec współczesnyII7
PływanieII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 4,5

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Philippa Moss dnia 06.07.19 0:47, w całości zmieniany 7 razy
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down


listopad '56 - październik '57

Orientacja polityczna: Długi czas Philippa pozostawała neutralna. Chaos i ciąg wydarzeń, jakie od wiosny zaczęły mieć miejsce w Londynie, pozwoliły jej zauważyć niesprawiedliwość. Związana z portową społecznością nie chciała godzić się na krzywdę braci i sióstr. Oficjalnie nie poparła jednak żadnej ze stron, choć pozostaje przeciwniczką działań ministra. We wrześniu odwiedziła Tower po starciu z magiczną policją. Tam została zmuszona do rejestracji różdżki.
Ścieżka kariery: bez zmian
Rozwój: Rozwinęła swoje zdolności w urokach. Znacznie lepiej wojuje różdżką. Odkryła w sobie także serce do magicznych stworzeń. Perfekcyjnie opanowała sztukę zaskarbiania sobie przychylności innych, kuszenia i zdobywania upragnionego dzięki atutom ciała i właściwemu podkreślaniu wdzięków.
Więzy krwi: Wciąż próbuje przywołać do porządku znikającego Keatona, wciąż gubi więź z Frances, wciąż pozostaje sierotą. Latem zaszła w ciążę, ale przerwała ją wraz z początkiem jesieni.
Zyskane znamiona: -



Ballada ta, ballada o stu uderzeniach ciężkiej płetwy, o piracie, który pożarł bestię i o pełnej piersi ni to ryby, ni dziewczyny, tejże właśnie, która rozkołysała melodią szorstkie gardła, kamienne serca. Ballada ta, ballada o rytmach fal i cmentarzysku połamanych masztów gdzieś w zaklętych skałach i wiecznych głębinach. Jestem tu. Niosą się pieśni, legendy porastają ciężkie buciory marynarzy topiących się w mulastych płyciznach. Jestem tu, szczerzą się dwa szkła, cztery fikające po stole monety i zachlapana rumem karta o złotych brzegach i odgniecionych historiach. Wyskakuje spomiędzy zgrabnych, wyraźnych palców, spomiędzy złotych bransolet i ciemnych spojrzeń. Ona im wróży, a ja im polewam. Nic się nie zmienia. Pory roku, pory przypływów i odpływów. Zjawiają się twarze, zaciemnione kapturami, kuszące brzęczącym dobrem. Biorę to wszystko, zgarniam, obiecuję, czaruję i tworzę tak lepszy świat. Tu jestem panią, partnerką, tu łączę w ponurym biznesie dwie bezimienne dusze. Tu przechadzam się, hacząc miłym palcem o siwiejące brody i mokre spojrzenia. Tu ścieram z kątów zupę wytryskającą z zepsutych żołądków i nierozsądnych warg. Jestem tu i tu będę. Z nimi i dla nich.

Kiedy jednak nadejdzie wiosna, zachwieje się portowy zegar, przekrzywią wskazówki i zaśpiewają rdzawe maszty. Obce głosy wybiją się ponad stan, a ja zacznę kląć bardziej niż kiedykolwiek. Przepadnę, czy dopiero się narodzę? Nadeszła. Obserwowałam mnożące się patrole, które łaziły jak chłopcy po ulicy córek, kiedy rozniosła się wieść o nowej, egzotycznej dziwce na stanie. Widziałam walące się mury i krzyk małych gardeł. Tak rodzą się sieroty, powiadają, tak rodzą się bezimienni kalecy. Tak czyści się zachwaszczone tyły domu, bo bez tego nie można mówić o pięknych ogrodach. Nowe warunki, nowe zasady. Oto bijący dzwon, gdzie każde uderzenie oznaczało kolejnego uwikłanego w niewybaczalnych rubryczkach. Albo jeszcze jednego szlamowatego trupa. Pustoszał Londyn, czarne cienie manifestowały władzę. Pośrodku tego jestem ja, pośrodku tego jest nasz port. Nabite na pal twarze, powołani królowie i odwołane żagle. Biedniały ulice, po języku rozlewały się gorzkie smaki. W Parszywym Pasażerze pito dalej, a ja chodziłam za jednymi oczami, które surowo oceniały każdy mój ruch, które chciały mnie stąd wyrwać, kiedy obiecałam sobie, że zostanę tutaj już na zawsze. Oczy z porwanych pergaminów, ze świstków groźnie spoglądających z miejskich słupów. Oczy wojownika. Ośmielałam się myśleć o nim coraz więcej. Coraz bardziej. Jakie to było głupie. Może powinnam wtedy polać i siebie. Uwolnić duszę i przestać wierzyć w historie pozamykane dla takich jak ja.

W tamtym czasie wędrowała ze mną zgraja małych łap. Drzemały w kieszeniach wiosennego płaszcza, i brzęczały w oczach. Coś się stało, że porzuciłam ciepłe futra i pogardliwe spojrzenia kierowane do wszelkich czarodziejskich stworzeń. Coś się stało, bo w kącie nędznego saloniku rosła klatka, budowała się coraz większa nora z miedziaków i tanich pierścionków. Sprawiły, że zaczęłam się nawet uczyć. Uwielbiałam te ich kwiczące pieśni. Zawsze na mnie czekały. A potem zaczął czekać jeszcze Johnatan. Wyciągnęłam go z rynsztoka, wytargałam za szmaty i zmusiłam, by wziął się w garść. Zamieszkaliśmy razem. Pohańbiony malarzyna, kilka kretów, psidwak czekający na zagubionego brata. Londyn śmierdział. Śmierdział rozkładającym się w letnim skwarze trupem i potem cholernych służbistów, którzy tracili oddech, by dogonić tego pyskatego dzieciaka z doków. Byli obrzydliwi. Patrzyłam, jak świętują urodziny ministra. Patrzyłam, kiedy wdzierali się do naszej portowej speluny i wskazywali palcami. Wszyscy mieliśmy być dla nich, wszyscy potracić mieliśmy głos, wolność, pragnienie jedności. Przemianom w mieście nie dało się przeciwstawić. Byłam tam, ale moje myśli pochłaniało pogubione rodzeństwo i zawiedzione nadzieje. Zostałam sama, ale przecież to był los sierot. Żaden dom nie był dany na zawsze. Znalazła się jednak siostra, znalazł brat wytargany przez psie zębiska z podmokłych piwnic. Coś mogłam świętować, o czymś mogłam wreszcie zapomnieć. Nie wiedziałam wtedy, że wewnątrz mnie zaczęło rozwijać się życie. Owoc któregoś ponurego romansu. Niewinne, niezasługujące na samotne dnie i noce. Nie mogło podzielić mojego losu. Przyszła jesień. Zapomniałam o aurorskich głosach prawiących chore morały. Zatrułam się, by dziecko mogło odejść, nim przyjdzie. Nie miałam wyboru. Te ulice przestawały być moje. Rozrastało się bezprawie, własne ściany stawały się obce. Coraz mniej gęb wołających za mną w tawernie. Trzymaliśmy się razem, my, portowe duchy. Dzieliliśmy się chlebem i ostatnim knutem. Czy to wystarczyło?

Październik był smutny, październik przerażał. Coś się ze mną stało, gdzieś się zgubiłam. Bladły ślady po wstrętnym pojedynku. Zacierało się wspomnienie więziennej celi. Dopisali mnie do hańbiącej listy, ale ja wewnątrz gdzieś zaczynałam umierać. Czy to była ta wojna? Czy to było to dziecko? Mało spałam, marniałam, ignorowałam ból, pamiątki po chaosie. Gdzieś zniknął ten błysk w oczach, gdzieś rozmył się czarujący głos. Pod stopami niebezpiecznie zadrżała ziemia. Mogłam jeszcze na niej zatańczyć? Nigdy się nie poddawałam, byłam wojowniczką. Zawsze gdzieś szłam. Tamtego dnia dotarłam na balkon, między okna jakiegoś portowego kmiotka, jednego z wielu. Ale pierwszego takiego. Tamtego dnia ktoś mnie przejrzał. Ktoś zauważył. Nie podejrzewałam, że tak bardzo potrzebuję tych cytryn, ale on wiedział. Był jak ostatnia załatana szalupa, jak ostatni dobry podmuch wiatru. Listopadowy sztorm miał wkrótce pogrążyć nas wszystkich.



Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Philippa Moss Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Percival Blake
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Philippa Moss Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTY proszek Fiuu x4, róg garboroga

[06.07.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)
[19.08.19] Ingrediencje (styczeń-marzec)
[24.10.19] Zdobyto: odłamek spadającej gwiazdy
[16.02.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[29.07.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)
[16.04.21] Październik/grudzień
[26.07.21] Styczeń/marzec

BIEGŁOŚCI[23.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień): +2 PB do reszty
[18.08.19] Rozwój biegłości: ONMS (0 -> I), -2 PB (w reszcie zostało 1)
[12.10.19] Wsiąkiewka (sty/lut/mar) +2 PB
[01.03.20] Wsiąkiewka kwiecień-maj-czerwiec +2pb
[22.05.20] Rozwój biegłości, Odporność Magiczna I, Anatomia I (7 pb z reszty)
[21.11.20] Wsiąkiewka (lipcowrzesień) +3 PB do reszty
[16.04.21] +8 PB; ONMS (I na II): -8 PB z reszty (zostaje 0,5)
[09.05.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3 PB do reszty
[10.08.21] +1 PB do reszty (Minął fabularny rok...)

HISTORIA ROZWOJU[06.07.19] Karta postaci, 0 PD
[11.07.19] Utrata różdżki
[11.07.19] Zakup nowej różdżki (+5 do uroków), -0 PD
[14.07.19] [G] Zakup niuchacza, -20 PM
[20.07.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień): +50 PD
[23.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień): +90 PD, +2 PB
[25.07.19 Zdobycie osiągnięcia: Deflorator, do wyboru, do koloru; +60 PD
[15.08.19] Zdobycie osiągnięcia: Obieżyświat, +30 PD
[16.08.19] Klub pojedynków (styczeń-marzec), +10 PD
[30.08.19] [G] Zakupy: niuchacz, -20 PM
[30.08.19]Wykonywanie zawodu: styczeń-marzec, +50 PD
[12.10.19] Wsiąkiewka (sty/lut/mar) +90 PD
[03.11.19] Lusterko, +3 PD
[29.12.19] Zdobycie osiągnięcia (Mały pędzibimber), +30 PD
[08.03.20] [G] Zakupy: lusterko dwukierunkowe, -200 PM
[12.03.20] Otrzymano: sowa (od Keata)
[12.03.20] Przekazano: jedno lusterko dwukierunkowe (dla Keata)
[23.03.20] Osiągnięcie (Nieugięty): +30 PD
[02.04.20] Ain Eingarp: +4 PD
[05.04.20] Klub pojedynków (marzec): +30 PD
[20.04.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień-maj-czerwiec): +50 PD
[01.03.20] Wsiąkiewka kwiecień-maj-czerwiec +90 PD; +2 PB
[08.05.20] [G] Zakupy: psidwak, -200 PM
[11.05.20] Osiągnięcie: Wywłoka; +5 PD
[24.05.20] Rozwój postaci: +5 U, -400PD;
[06.07.20] Osiągnięcie: Weteran, Ty druha we mnie masz; +130 PD
[05.08.20] Wydarzenie: Na kogo wypadnie, na tego bęc; +60 PD
[07.08.20] Zakup magicznych wytrychów: -50 PD
[07.08.20] [G] Zakup zaklętych pantofli: -300 PM
[07.08.20] Osiągnięcie (Lekką ręką): +60 PD
[17.08.20] Przekazano: magiczne wytrychy, zaczarowane pantofle
[18.08.20] Otrzymano: oko ślepego, odbiornik czarodziejskiej rozgłośni radiowej, woreczek ze skóry wsiąkiewki
[21.11.20] Wsiąkiewka (lipcowrzesień) +120 PD, wykonywanie zawodu (lipcowrzesień) +20 PD
[03.01.21] Rejestracja różdżki
[04.01.21] Osiągnięcia (Pracoholik, Księżniczka na wieży): +60 PD
[05.01.21] Zdobyto: psidawk; -100 PD
[12.01.21] Przekazanie psidwaka Keatowi
[14.01.21] Otrzymanie od Keata niuchacza
[21.01.21] Aktualizacja postaci
[29.01.21] Zakup zaczarowanej torby; -300 PD
[03.03.21] Zakup biegłości -350 PD
[11.04.21] Wykonywanie zawodu (październik - grudzień); + 20 PD
[16.04.21] Zakup 8 PB: -400 PD
[09.05.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120 PD
[14.05.21] Zużycie eliksiru Rue
[31.05.21] Zakup: skóra wsiąkiewki, -15 PD
[11.06.21] Przekazanie Reggiemu czarnej perły
[14.06.21] Otrzymanie zaczarowanej torby od Keata
[19.06.21] Osiągnięcia (W pocie czoła, Maratończyk, Wór pełen ziół): +230 PD
[01.07.21] -40 PD zdobyto: ozdobne sznury
[27.07.21] Zdobyto osiągnięcia: Towarzyski, 50 pierwszych randek, Domator, Weteran; +260 PD
[16.08.21] Zakup Sowy: -50 PD
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Philippa Moss Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Philippa Moss

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach