Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Promenada nad Tamizą
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Promenada nad Tamizą

Długa, wybrukowana aleja, która prowadzi nad samym brzegiem Tamizy, tuż nad zazwyczaj łagodną tonią rzeki. W odróżnieniu od Alei Theodusa Traversa nie ma tu zbyt wielu sklepów, jest to miejsce głównie spacerowe i niezwykle urokliwe. Z jednej strony ograniczono je bowiem szpalerem magicznych drzew z przeróżnych stron świata - podobno w czasie zakładania Magicznego Portu każdy kapitan z przypływających tu pod obcą banderą statków mógł zasadzić jedno nasiono, charakterystyczne dla danego kraju - które zachwycają intensywnością barw, kolorów, zapachów; magicznie chronione przed warunkami atmosferycznymi Anglii, cieszą orientalnymi owocami i niespotykanymi aromatami, często kwitnąc pod ochronną kopułą nawet w środku zimy. Przez otaczającą te drzewa niewidzialną barierę można bez problemu przejść, ciesząc się smakiem niespotykanych w Wielkiej Brytanii owoców.
Druga strona ulicy to zaś po prostu brzeg Tamizy, stromy, podmurowany, czasem uderzany wysokimi falami przypływów. W tym miejscu cumują głównie statki pasażerskie, te największe, najbardziej luksusowe - to nie miejsce na portowy wyładunek, a na podziwianie jachtów z odległych krain. To tu przybijają statki ambasadorów lub oficjalne delegacje. Niewielka liczba jachtów - bo cumują tu tylko te najwspanialsze - pozwala cieszyć się nieograniczonym widokiem na sąsiedni brzeg rzeki, na Most Westminsterski; widać stąd także oświetlone atrakcje Wesołego Miasteczka, a z drugiej strony Promenady - elegancki budynek magicznego baletu, la Fantasmagorie. Nadrzeczna promenada cieszy się podobną renomą co eleganckie uliczki w Kensington and Chelsea, to idealne miejsce na popołudniowy spacer w towarzystwie przyzwoitki i przystojnego adoratora.


Stragany

Wielobarwne stragany upchane były towarami, których w zwykłych domach brakowało: owocami, nawet egzotycznymi, korzennymi przyprawami, ciasteczkami, lukrowanymi piernikami i innymi słodkościami, ciastami z marchewką i z żurawiną. Między nimi rozstawiano rękodzieła, a przy porządniejszych straganach prawdziwe dzieła sztuki, w tym obrazy, gobeliny i lodowe rzeźby wzniesione przez najwybitniejszych artystów. Szczególną uwagą cieszyły się lodowe portrety rzeźbiarza, który odpowiadał za pomnik Cronusa Malfoya, Charlesa Lafayette'a. Tłok neustannie znajdował się również w pobliżu wyrobów kuśnierskich i futrzarskich. Ceny okazały się wysokie, dokuczliwe dla przeciętnego czarodzieja. Przy straganach jednak raz za razem maszerowały pilnujące porządku patrole Ministerstwa Magii.

Zaczarowane grzańce miały być wizytówką tegorocznego zimowego jarmarku. Podawane w glinianych kubkach grzane czerwona wina dodawały odwagi, szybko uderzając do głowy. Oferowane były z różnymi dodatkami: grzanymi malinami, imbirem, goździkami, laską cynamonu lub wanilii, anyżem, kardamonem, suszoną śliwką lub jabłkiem, rodzynkami, pomarańczą, grejpfrutem, czy wreszcie miodem.

Kradzież w tym miejscu ma ST podwyższone o 15.

Zakup alkoholu lub słodkości w tym miejscu wymaga statusu co najmniej średniozamożnego (jednorazowo w trakcie wizyty, każdy kolejny zakup dowolnego produktu kosztuje 10 pm) lub bogatego (więcej niż raz).

Sztuka
Jeżeli jesteś artystą tworzącym rękodzieło i chcesz je zaprezentować, możesz napisać w tym wątku opowiadania na co najmniej 800 słów i zarobić w ten sposób 50 pm (należy je dopisać do skrytki samodzielnie, z zalinkowaniem owego opowiadania).

Zdarzenia losowe
Raz na wątek możesz rzucić kością k6:
1: Ktoś, idąc od przeciwnej strony, wpada na ciebie z impetem. Niósł w ręce gliniany kubek z grzanym winem, którego gorąca - parząca! - zawartość w całości wylądowała na twoim ubraniu, a naczynie potłukło się pod twoimi nogami. Jeżeli jesteś arystokratą, wyżej postawionym pracownikiem Ministerstwa Magii lub rozpoznawalnym Rycerzem Walpurgii, magiczna policja podejmie się interwencji. Możesz wymierzyć temu człowiekowi karę, w najgorszym wypadku rozkazać uwięzić go w Tower of London. Jeżeli nie pochodzisz z żadnej z tych grup, nikt nie zwróci na ciebie uwagi.
2: Podchodzi do ciebie jeden z artystów, gorączkowo chwaląc twój profil. Zapytał, czy zechcesz zapozować do jego portretu. Jeśli się zgodzisz, dzieło z twoją podobizną zostanie na jarmarku przez najbliższe miesiące na wystawie; będzie je można zakupić za 100 pm.
3: Mija cię przygarbiona istota - prawdopodobnie człowiek, ale może mieć w sobie domieszkę goblińskiej krwi - i w pewnym momencie chwyta cię za rękaw, ściągając ku sobie twoją uwagę. Wyznaje, że jest głodna i potrzebuje jedzenia. Możesz jej ofiarować coś do jedzenia (z zapasów, zakupione na jarmarku zgodnie z zasadami opisanymi powyżej), przekazać kilka monet (wymagane odjęcie pm ze skrytki), lub zwrócić na nią uwagę funkcjonariuszy magicznej policji. Jeśli zwrócisz uwagę policji, służby wyprowadzą istotę - a z rozmów między czarodziejami wykonującymi to zadanie pojmujesz, że istota pożałuje, że zbliżyła się do tego miejsca.
4: Przechodzący obok czarodziej usiłuje wepchnąć ci w dłonie gliniany kubek z nęcąco pachnącym grzanym winem. "Niech żyje!", krzyczy, chcąc wznieść razem z tobą toast za urzędującego Ministra Magii. Możesz dołączyć do okrzyku, przesuwając wskaźnik wojenny o 1 punkt na korzyść rycerzy lub zareagować inaczej, zwracając na siebie uwagę.
5: Obok ciebie przechodzi uprzejmy czarodziej trzymający drewnianą tacę z poczęstunkiem. Są na niej jabłka i gruszki pieczone w korzennych przyprawach, a także szklaneczki z ginem. Z szerokim uśmiechem zaprasza cię do degustacji.
6: Kątem oka dostrzegasz, jak młody przystojny kawaler lub śliczna panna przygląda ci się z zainteresowaniem. Kiedy odwracasz w jego stronę spojrzenie, puszcza ci oczko i porozumiewawczo spogląda na ścieżkę prowadzącą między namiotami. Strój czarodzieja lub czarownicy wskazuje na raczej niskie pochodzenie.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.01.21 22:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


3 stycznia 1958


Rozczarowanie przemknęło po twarzy córki Valerie, gdy okazało się, że złota kula, którą otrzymały od wiedźm, zawierała w sobie wyłącznie list. Mimika jej matki — dla kontrastu — pozostała niewzruszona. Odziane w czarne rękawiczki palce prędko uporały się z zapieczętowanym listem, którego treść przeczytała córce, gdy spacerowały dalej, zjawiając się wreszcie na promenadzie. Zapach grzańców uderzył prędko w nozdrza, powodując krótkie oderwanie jasnoniebieskiego spojrzenia od trzymanej w dłoni kartki papieru; nie wypadało jej jednak oddawanie się takim rozrywkom. Miała pod opieką córkę, wciąż jeszcze tkwiła w żałobie. W dodatku perspektywa raczenia się gorącym trunkiem w samotności wydała jej się paskudnie nieprzyjemną. Zwróciła się więc na powrót do córki, wciąż nieco urażonej loteryjną niesprawiedliwością.
— Słoneczko — ciepły głos matki zbiegł się z ułożeniem dłoni na ramieniu dziewczynki, a następnie objęciem jej ramieniem. — Miło jest otrzymać nagrodę za dobry uczynek, masz rację. Zastanów się tylko — czy gdybyśmy wspierały potrzebujących tylko dla własnego zysku i rozgłosu, czy to dalej byłby dobry uczynek? — jeżeli dziecko miało w sobie choć odrobinę krwi matki — a miało, co do tego nie mogło być wątpliwości — musiał w niej już rozkwitnąć zatruty kwiat, który każdemu z krwią Vanity kazał wzbijać się jeszcze wyżej, wspinać się na wszystkie dostępne świeczniki, z których mogli być podziwiani, doceniani i z których wszyscy mogli ich dostrzec, choć na jedną chwilę. W jej wieku była przecież taka sama; wciąż pragnęła uwagi, dobrego słowa, które motywowało ją do jeszcze cięższej pracy. — Spójrz tylko. Sam Pan Minister zwrócił się do nas z podziękowaniem. A nie robi tego codziennie i do wszystkich. Gdyby tak było, nie mógłby skutecznie rządzić — podsunęła kartkę bliżej dziewczynki, cierpliwie wskazując palcem na fragment listu z podziękowaniami. I chociaż nie mogła nie zauważyć, że podobne listy dostawał prawdopodobnie każdy biorący udział w loterii, co odbierało mu wyjątkowości, jakiej pragnęła córka. Nie musiała jednak o tym wiedzieć, a Valerie nie zamierzała wprowadzać ją w meandry kreowania wizerunku. To, co oczywiste dla dorosłych, potrafiło umykać ponad głowami dzieci.
Po chwili złożyła starannie list, na powrót chowajac go do koperty. Następnie wręczyła ją córce, raz jeszcze zwracając się do niej ciepłym szeptem.
— Pilnuj go jak oka w głowie. Gdy wrócimy do domu, znajdziemy dla niego odpowiednie miejsce, co ty na to? — lekki uśmiech był wszystkim, na co mogła sobie publicznie pozwolić, gdy obie wciąż były opatulone w żałobną czerń. Gdy powróciła do wyprostowanego pionu, jej jasnoniebieskie spojrzenie wychwyciło coś, k o g o ś, kogo miała nadzieję nigdy już nie spotkać. Kogo obecność mogła akceptować w rodzinnym Shropshire, zbyt blisko Vanity Palace, by móc być względem niej obojętnym, ale jednocześnie bezpiecznie daleko, by nie musieli krzyżować ze sobą swych spojrzeń.
Skupiła się, by jej mimika wciąż pozostawała w neutralno—smutnym rejestrze. Nie chciała, by jej córka zauważyła, że coś w postawie matki zmieniło się tylko i wyłącznie przez wzgląd na tego, czy owego jegomościa.
A jednak ich spojrzenia się spotkały.
I pomimo dzielących ich lat, wciąż miał spojrzenie równie smutne, co wtedy.
— Kochanie, nie jesteś ciekawa straganów? Przyjrzyj się, czy nie ma tam czegoś ciekawego, to sprawimy sobie jakąś śliczną pamiątkę, co ty na to? — córka pokiwała kilkukrotnie głową, po czym puściła rękę matki i pobiegła przyjrzeć się zawartością straganów.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Valerie Vanity
Zawód : Wschodząca gwiazda czarodziejskiej piosenki
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Powrót do góry Go down

stąd

Z irytacją miętosił w dłoniach list od Ministra. Kątem oka podejrzał, jak inni otwierali swoje losy i odkrywali drobne lub bardziej wartościowe nagrody. W jego kuli znajdowało się tylko oficjalne i dość nudne pismo, które nie przyniesie Deimosowi żadnej radości. Westchnął w duchu. Powinien się tego spodziewać, nigdy nie miał szczęścia w grach losowych. Właściwie, nigdy nie miał szczęścia. A nie spodziewając się niczego dobrego, trudniej było się rozczarować.
Podniósł wzrok, spoglądając w stronę straganów. Miał jeszcze czas do otwarcia Wenus, zaplanował sobie, że kupi tutaj coś dobrego. Jasnowłosa dziewczynka z zachwytem oglądała słodycze - sama, zarejestrował Hector z instynktem (nad)opiekuńczego ojca i odruchowo poszukał spojrzeniem jej matki...
...I natychmiast pożałował, gdy niechcący nawiązał kontakt wzrokowy z kobietą, do której niegdyś poprzysiągł nigdy się nie odzywać. Był wtedy młody, dumny i okrutny.
Nawet po latach rozpoznałby ją wszędzie. Może i pragnął zapomnieć, ale nie mógł. Była jego pierwszą i być może jedyną namiętnością - ich przykre zerwanie ugasiło w nim pewien płomień, którego nie zdołał rozpalić z Beatrice, a w Wenus targały nim przecież tylko pożary, trawiące wszystko na swojej drodze. Przede wszystkim, rozstanie zabiło w nim młodzieńczy idealizm - i wkrzesiło falę kompleksów, których czułość Valerie nigdy nie zażegnała. Pewnie nawet nie wiedziała, że pragmatyczne zdanie jej ojca zdołało skuć lodem wszystkie wspomnienia o cieple, które niegdyś mu ofiarowała.
Przełknął ślinę. Pomimo dumy, która kazała mu wtedy zareagować okrutnie i milczeć, wcale nie był dumny ze swojej porywczości, z podniesionej ręki. Najchętniej odwróciłby się i oddalił, chcąc zapomnieć o przeszłości i o wstydzie. Było już jednak za późno - Valerie Vanity (teraz chyba Kramer, albo jakoś tak) patrzyła wprost na niego, a on nigdy nie potrafił szybko znikać. Przełknął nerwowo ślinę, a jeśli pamiętała dawne lata, to mogła rozpoznać nagłe zażenowanie w zbyt szybkich drgnieniach długich rzęs. Mrugając nazbyt często, postąpił kilka kroków do przodu i zmusił usta do nader oficjalnego uśmiechu. Wziął głęboki wdech.
-Dzień dobry, co za spotkanie. Mam nadzieję, że mile znajduje sobie pani zimowy jarmark. Podobno w Niemczech urządzają takie co roku? - zagaił spokojnie, grzecznie. Wymienią parę uprzejmości, powiedzą sobie do widzenia (żegnaj) i będzie po wszystkim.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Od pamiętnego, ostatniego spotkania zawsze kojarzył się jej z zimnem. Przez moment, faktycznie, był ogniem. Nieposkromionym, wżerającym się w delikatną tkankę policzka, w podłym, wykręconym, plugawym odpadzie łączącej ich niegdyś namiętności. Dłoń drgnęła — chciała chyba się unieść, dotknąć raz jeszcze tego samego policzka. Dziś nie palił od uderzenia; zaczerwieniony był wyłącznie od mrozu panującego na zewnątrz, a Valerie postanowiła, że zrobi wszystko, by tak pozostało.
Nie spuszczała z niego wzroku. Okaże się tchórzem i spróbuje uciec, jak zawsze nie potrafiąc sprostać konfrontacji? A może znowu puszczą mu nerwy i jeszcze raz podniesie na nią rękę? Niemal dziesięć lat później nie byli już parą młodzieńców ze Shropshire z marzeniami większymi niż to, co mogli dostać od losu. Valerie nie była kobietą słabą. Uwolniwszy się spod jarzma męża o zbyt ciężkiej ręce, nie zamierzała znowu popaść w podobną przepaść. Byli w miejscu publicznym — ona nie odpuszczała, on skrywał jasne oczy za wachlarzem ciemnych rzęs. Pamiętała, że jeszcze jako kawaler robił tak często, że lubiła te chwile, gdy nie pamiętał, że jest obserwowany i w momencie, w którym się orientował, mrugał w ten właśnie sposób, że ciemne rzęsy smagały policzki niezwykle prędko, a ona śmiała się wtedy cicho, ledwo przepuszczając dźwięk zza bariery dłoni przytkniętej do ust.
Ale to już przeszłość. Przeszłość, która zbliżała się do niej powoli, choć stabilnie; miał nową laskę. Wcześniejsza wykonana była z jaśniejszego drewna, przecież pamiętała ją dokładnie.
— Dzień dobry — maska kurtuazyjności przywarła do twarzy Valerie w mig. Nie chciała robić scen, nie publicznie i nie wtedy, gdy córka znajdowała się w zasięgu jej wzroku, błogo nieświadoma tego, że jej matka właśnie rozmawiała ze swoim niedoszłym mężem. — Ma pan, widzę, aktualne informacje — A aktualne informacje są takie, że — na całe szczęście — niemieckie ministerstwo nie wpuszcza już na takie jarmarki mugoli. To krok w dobrym kierunku, choć jeszcze dużo przed nimi.
Skinęła delikatnie głową, kurtuazyjnie odwracając wzrok na kilka sekund. Najchętniej przygniotłaby go ciężarem swego spojrzenia, oglądała, jak kruszy się pod presją, jak spokój ulatuje z niego jak z przedziurawionego balonika, jak... jak... jak z niej. Wtedy. W Shropshire.
— Niemieckie jarmarki zapierają dech w piersiach, lecz nie mogą się równać z tym, co przygotowano dla nas tutaj — grzeczny ton i jadowity półuśmiech. Dwie pary jasnoniebieskich spojrzeń. Wiatr zawiał mocniej, porwał materiał czarnego płaszcza i kosmyki jasnych włosów wystających z czapki. — Nie wiedziałam, że rezyduje pan w Londynie, panie Vale.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Valerie Vanity
Zawód : Wschodząca gwiazda czarodziejskiej piosenki
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Powrót do góry Go down

Czuł na sobie napór jej spojrzenia, rzęsy drżały coraz bardziej panicznie. Aż mocniej zacisnął dłoń na lasce, tak jakby chciał stać się równie twardy jak hebanowe drewno, a tak kruchy, jak zdradzały to nerwowe drgnienia powiek. Czy tak czuli się czasem jego pacjenci, gdy patrzył na nich zbyt nachalnie? Cóż, jeśli tak - to metoda działała. Chciał ich przecież skruszyć, dotrzeć do dna ich podświadomości, otworzyć ich serca. Nie chciał jedynie samemu obnażać się w podobny sposób, przed nikim, nigdy.
Uśmiechnął się uprzejmie i chłodno, jak do obcej osoby. Nigdy nie czuł się jej niedoszłym mężem, marzenia o byciu potencjalnym narzeczonym dawno obróciły się w popiół. Jej ojciec o to zadbał. Zrobiło się bardzo zimno, w złamanej nodze czuł fantomowy ból, przenikający aż do kości. To pewnie wiatr, to tylko wiatr. Tylko dobre wychowanie powstrzymało go przed wciśnięciem dłoni do kieszeni. Czuł się zresztą jakoś bezpieczniej, zaciskając kurczowo palce na główce laski, na rzeźbione sowie. Nie lubił tracić kontroli, a z Valerie zawsze czuł się jakby stąpał po cienkim lodzie.
-Czy takie znowu aktualne? Niemieckie jarmarki to tradycja, a od pani wyjazdu minęło sporo lat. - uśmiech zbladł nieco. Gdyby nie oni, nie musiałaby wyjeżdżać, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Miał nadzieję, że Niemcy jej służą.
-To pani córka? - ściszył głos, podążając wzrokiem za jasnowłosą dziewczynka, której widok przykuł jego spojrzenie do Valerie. Coś ścisnęło go w sercu. Podobna. Do tamtej dziewczynki, z którą bawił się w bibliotece jako mały chłopiec, gdy ich matki rozmawiały ściszonymi głosami.
-Tak, jest zjawiskowo. - przyznał o jarmarku, choć bez specjalnego entuzjazmu. Z drugiej strony, Valerie nie pamiętała, by Hector Vale okazywał jakikolwiek entuzjazm do czegokolwiek poza książkami i może seksem.
-Rezydowałem. - poprawił, a jasne spojrzenie stało się jeszcze smutniejsze. Lubił Londyn, lubił swój gabinet tutaj. -Dla dobra syna pozostałem na stałe w Walii, gdy zaczęły się anomalie. Jestem tu tylko przejazdem. A pani? - słyszał, że podróże były utrudnione z powodu wojny, ale dla kogoś o wpływach jej męża nie było chyba spraw niemożliwych.




We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Czasami myślała, że gdyby zrodziła się w familii niezajmującej się muzyką, a kochającą zupełnie inne sztuki — klątwy na przykład, czy szeroko pojęty spirytualizm — czułaby znacznie większy spokój. Mogłaby bowiem od razu wymierzyć sprawiedliwość, zdusić wszystkie nadzieje Hectora na szczęście nim w ogóle zdążyły wzejść. Nie cierpiałaby samotnie, wtedy ich wina rozłożyłaby się proporcjonalnie, równo, bowiem nie byłoby b ł ę d u, gdyby nie dwie strony. W fakcie, że Hector został po prostu odrzuconym kandydatem nie było nic zdrożnego. Tajemnica tkwiła głęboko, zakopana w ziemi Shropshire w dniu, w którym Vale przypieczętował swój los, a pieczęć w postaci ręki złożył na policzku swej kochanki. Valerie zadrżała na samo wspomnienie. Im dłużej na siebie patrzyli, tym bardziej była zła, tym większy gorąc czuła, tym mocniej kłębiły się jej myśli, choć wiedziała, że musiała przytrzymać maskę grzeczności.
Krótka rozmowa. Wytrzymają oboje.
— Niemieccy czarodzieje idą za swymi braćmi tutaj i odbierają to, co swoje. Łącznie z jarmarkami — uśmiech zniknął z jej twarzy, a dłonie ułożyły się wzdłuż ciała. Świadomie nie zaciskała ich w pięści, choć uwaga o wyjeździe była wyjątkowo bolesna, stanowiła cios, którego mogła się spodziewać, ale wciąż chyba chciała myśleć o niedoszłym jako o niezrozumianym geniuszu. Ostatecznie dobrej osobie; dziś jednak wraz z kolejnymi słowami przekonywał ją gorąco, że dobro stanowiło dla niego wyłącznie hasło w jednej z jego mądrych książek. Pojęcie do analizy, nic więcej. — Co zaś się tyczy mojego wyjazdu, wie pan lepiej od kogokolwiek, że nigdy nie był on moją intencjąprzestąpiła jeszcze jeden krok, sycząc te słowa przez zaciśnięte zęby. Zmarszczyła delikatnie brwi, choć nagła ostrość rysów twarzy zdradzała ją zdecydowanie lepiej. Choć lata temu przy Hectorze była łagodną młodą panienką, mógł i powinien pamiętać momenty jej lodowatej złości. Była tylko i aż córką Shropshire. I na wszelkie zniewagi odpowiadała tak, jak odpowiadała ich ziemia. Żelaznym uściskiem, odcięciem wszelkich swobód, przygnieżdżeniem.
Pragnęła widzieć go na kolanach. Obu. Przepraszającego i błagającego o wybaczenie.
Wybaczenie, którego nie mogła mu dać. Którego nie chciała mu dać.
Dopiero wspomnienie córki rozpogodziło chmurne wejrzenie. Podążyła za nim wzrokiem, odnajdując jasne włosy swej córki wystające spod czapki. Gdy skupiła się na słuchu, chyba była w stanie posłyszeć jej głos. Radosny. Odetchnęła z ulgą.
— Tak, to moje dziecko — szepnęła łagodnie, z dumą. Jej córka była najpiękniejszym i najcenniejszym klejnotem jej życia; blaskiem rozjaśniającym ponure dni małżeństwa, jedyną, dla której dalej pragnęła się starać. Z trudem oderwała spojrzenie od drobnej sylwetki córki, przenosząc je ponownie na Hectora. Nie wyzbyła się jednak z niego resztek emocjonalności. Przez moment przebijał przez nie szczery smutek, zupełnie tak, jakby odruchowo przejęła ten trawiący Vale od początku jego życia.
Mogła być n a s z y m dzieckiem.
Uwagę o zachwycie zbyła milczeniem. Znali się za dobrze by wiedzieć, że to puste słowa.
Rezydowałem. Ciężar spadł z jej ramion, wydała się nawet na moment szczerze szczęśliwa. Tym, że niewielkie były szanse, że natkną się na siebie raz jeszcze. Walia była wyborem tchórzy, pasowała do zachowawczego, silnego tylko względem słabszych Vale. Niech tam siedzi, na zdrowie. Londyn odkrywał swe podwoje tylko dla tych, którzy mieli wystarczająco dużo siły, by sięgać po marzenia. Wzmianka o synu stanowiła spodziewany cios. Chyba była ciekawa kobiety, która dała mu syna. Biedaczka.
— Mieszkam tu na stałe — stalowe tony akcentu z rodzinnych stron. — Mój nieodżałowanej pamięci mąż został zasztyletowany przez szlamy. Bardzo mi miło, że przyzywa pan tak przyjemne wspomnienia w dzień tak piękny, jak ten.
Ironię tego stwierdzenia można było odmierzać wiadrami. Nie spuszczała z niego oka, niech wie, że k o l e j n y raz sprawiał jej przykrość.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Valerie Vanity
Zawód : Wschodząca gwiazda czarodziejskiej piosenki
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Powrót do góry Go down

-Oczywiście. - uśmiechnął się uprzejmie, zupełnie jakby zgadzał się z jej słowami. Ostatnio słyszał podobne opinie coraz częściej - w Wenus, w zaciszu własnego gabinetu, na ulicach. Zawsze się uśmiechał i kiwał głową, dziś zarejestrował różdżkę, przykładny czystokrwisty czarodziej. Zawsze świecił przecież przykładem. Przykładny syn, przykładny Krukon, przykładny obywatel. Z dystansu wydawał się innym doskonałym przykładem, spokojnym pomnikiem, niegdyś ułożonym młodzieńcem. Dopiero, gdy zanadto się zbliżyli, spotykało ich nieuchronne rozczarowanie - jak Valerie. Niegdyś nie był w stanie odwzajemnić jej uczucia, teraz nie potrafił wykrzesać z siebie przejęcia toczącym się w Anglii i Europie konfliktem. W odnowionym Londynie powinien czuć dumę i radość, ale - jak zwykle - czuł jedynie pustkę, przeplataną cichym niepokojem o przyszłość i Deimosa. Nie potrafił zrozumieć żarliwości Valerie, ale nigdy nie potrafił przecież zrozumieć tej kobiety.
Zmarszczył lekko brwi, gdy rysy jej twarzy stężały, a w głosie wybrzmiała... pretensja? Naprawdę? Po latach? Zacisnął mocniej dłoń na lasce i rozpogodził rysy twarzy, spoglądając Valerie prosto w oczy, bez śladu skruchy. Wiedzieli, w co brną. Obydwoje. Nie uwiódł jej podstępnie, grali w otwarte karty.
-Ani moją. - tym razem to w jego głosie wybrzmiała stalowa nuta, jasne oczy zaszły burzowymi chmurami. Był zirytowany pod maską spokoju, znała go na tyle długo, by to wyczuć. -Być może pani ojca, a po części mojego brata. - przypomniał. Dopiero wspomnienie córki roztopiło na moment lodową szybę pomiędzy nimi - Hector zawiesił wzrok na dziewczynce i drgnął dopiero, gdy znów poczuł na sobie spojrzenie Valerie.
Dziwnie smutne.
Nie podobał mu się ten smutek, niepokoił bardziej niż chłodna złość.
-Mój syn jest mniej więcej w jej wieku. - wyrwało mu się nagle, wbrew sobie, to też mu się nie podobało. Znów okrył oczy kurtyną ciemnych rzęs, jakby chcąc na sekundę odgrodzić się od jej spojrzenia. Trochę pomogło.
Gdy podniósł wzrok, zrozumiał, że najwyraźniej popełnił kolejne faux-pas. Nie, nie faux-pas. Znów wciągała go w grę emocji, w grę, w którą nie miał zamiaru grać. Nie widział na jej twarzy przykrości, jedynie ironiczne aktorstwo.
Może byli do siebie bardziej podobni niż sądził. Odpędził sprzed oczu widok zmasakrowanego ciała Beatrice, pustkę, pustkę, pustkę.
-Co za straszliwa zbrodnia. - wycedził powoli, odnajdując spojrzeniem źrenice Valerie. -Ale nie udawaj, że ci przykro, nie przede mną. Może i nie był kaleką, ale miał ponad sześćdziesiąt lat. - szepnął chrapliwie, nie mogąc się powstrzymać.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Zbył sprawę i to zbycie zdawało się dawać Valerie bardzo specyficzną ulgę. Ramiona opadły nieco, jego powściągliwość wreszcie się na coś przydała. Czasami potrafił mówić coś tylko i wyłącznie dla spokoju swoich rozmówców. Ile razy sama z tego korzystała? Gdy leżeli wśród skotłowanej pościeli pod nieobecność domowników, gdy jasne włosy rozlewała na jego klatce piersiowej, wciskając się pod rękę, w której trzymał czytaną akurat książkę. Pytała go wtedy, czy ją kocha. I choć zazwyczaj wymigiwał się od odpowiedzi, w chwilach takich jak te czasami kiwał głową lub ograniczał się do chłodnego "tak" wiedząc, że inaczej nie zazna nawet odrobiny spokoju. Valerie obracała się wtedy na brzuch, jasne policzki opierała o obie dłonie i chichotała jak na osiemnasto i dziewiętnastolatkę przystało. Nachylała się później nad nim, muskała ustami czubek nosa, raz jeszcze zaglądała w smutne oczy, a później, zaspokojona darowała mu wreszcie to, czego naprawdę potrzebował. Spokój.
Dziś pragnęła odwrotności wszystkiego, co wtedy było im drogie. By Hector nigdy więcej go nie zaznał, by uciekał z każdego miejsca, w którym się zatrzyma, by żadna inna kobieta nie cierpiała już z jego powodu.
Prędko przypomniał o swym charakterze.
— Nie pana? — powtórzyła za nim, nie wierząc, że to powiedział. Że miał czelność podnieść swoją niewinność w tym wszystkim, zrzucić winę na swego młodszego brata i jej ojca. Zbliżyła się do niego jeszcze bliżej, nie spuszczając z twarzy maski przyjemnego uśmiechu. Gdyby ktoś przyglądał im się w tej chwili, mógłby uznać ich za starych, dobrych znajomych. Gdyby zbliżył się na tyle, by podsłuchać, o czym rozmawiali, odniósłby zgoła inne wrażenie. — Oczywiście, że T w o j a. Gdybyś zastanowił się chwilę nad sobą, gdybyś porozmawiał z moim ojcem, a nie skrył się za tchórz za tymi swoimi książkami, gdy twój kochany braciszek niszczył nam życie, to wszystko nie miałoby miejsca.
Syczała, przez zaciśnięte w uśmiechu zęby. Chciała, żeby wiedział. Jeżeli dalej chował się za swym stoicyzmem, jeżeli wciąż nie dopuszczał do siebie emocji, niczym tchórz, Valerie wyciągnie go stamtąd siłą.
— Absolutnie mnie to nie dziwi — powiedziała ledwie łagodniej, odsuwając się o kilka centymetrów na tyle, by móc znów wbić stal swego spojrzenia w jego twarz. Nie chowaj się, ty podły tchórzu! Pragnęła krzyczeć, ale miała w sobie zdecydowanie za dużo kultury, by tworzyć skandal tylko ze względu na niego. Nie zasługiwał na to. Na żadną uwagę, nawet na uznanie jego obecności, lecz stanowił kolec wbity w serce, starą, niezagojoną ranę i tego Valerie również nie potrafiła ignorować.
Drgnęła lekko — chyba z zimna, bo poprawiała kołnierz przy płaszczu — gdy kontynuował temat śmierci jej męża.
— A co ty możesz o tym wiedzieć? — odpowiedziała, dalej tonąc w szeptach. W oczach rozbłysły lodowe iskry, iskry złości, której mógł się przecież spodziewać. I nie było w tym nic z aktorstwa, które zwykł zazwyczaj jej zarzucać. W ich parze maski przybierał wyłącznie on. Valerie z kolei była zbyt szczera dla własnego bezpieczeństwa. Była. Chciała uczyć się na błędach. — O tym, jak to jest stracić kogoś, kogo się kochało? — Valerie wiedziała; to, że nie mówiła o Kruegerze było zupełnie nieistotne. — Nigdy nie potrafiłeś kochać; tylko bawiłeś się mną i pewnie tą biedną dziewczyną, która ci syna powiła, również się bawisz. Jak ty możesz spojrzeć na siebie w lustrze? Ile żyć już złamałeś? W tych swoich książkach nie znajdziesz tego, jak to jest być kochającym mężem, więc daruj sobie, błagam, uwagi o moim Franzu i nie ucz mnie, jak mam się czuć.
Ledwo przypilnowała się, by nie podnosić głosu. Uśmiech zszedł jednak z jej twarzy, dłonie wciśnięte w płaszcz zacisnęły się w pięści.
— Twoja noga nigdy nie była problemem, tylko twoja dusza przegniła... [bylobrzydkobedzieladnie]


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Vanity
Valerie Vanity
Zawód : Wschodząca gwiazda czarodziejskiej piosenki
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
delicate in every way but one
OPCM : 6
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Powrót do góry Go down

Nie powinien był tego robić.
Powinien był nad sobą zapanować.
Zachować spokój, jak zawsze przy pacjentach, nawet najtrudniejszych i najbardziej rozhisteryzowanych.
Tyle, że nigdy nie był przy Valerie magipsychiatrą. Nie zdążył przećwiczyć na niej opanowania, tak jak ćwiczył przy Bei. Był tylko młodzieńcem, nieroztropnym, głupim i zauroczonym.
Może dlatego zrobił coś, czego nie powinien.
Uniósł brwi, a potem roześmiał się - gorzko i zimno.
Naprawdę go obwiniała? Naprawdę nadal miała mu to za złe?
-Byliśmy zbyt lekkomyślni, Valerie, ale obydwoje wiedzieliśmy, w co się pakujemy i na co się narażamy. - odparował, najwyraźniej bez śladu skruchy. Dlaczego miałby ją zresztą czuć? Jego małżeństwo też zostało aranżowane. Posągowo piękna Beatrice była młodsza od starego Kruegera i nie musiał wyjeżdżać dla niej za granicę, ale...
...myśl o tamtym malarzu nadal budziła irytację.
Obydwoje zapłacili cenę.
-Może nigdy nie chciałem rozmawiać z twoim ojcem. - wyrwało mu się, zanim ugryzł się w język. Nie byliby dopasowaną parą, dusił się przy Valerie, może nawet bardziej niż przy Bei. Może dusił się całe życie. Dawna Valerie podniosłaby teraz głos, ale najwyraźniej minione lata nauczyły ją opanowania. I jadu, tak do niej niepodobnego.
Co się z nami stało?
Zanim pożałował własnego ciętego języka, kolejne słowa Valerie uderzyły w niego niczym policzek. Instynktownie cofnął się o krok, zaciskając defensywnie usta.
Mógłby powiedzieć, że też odwdowiał, ale miała rację. W jasnych oczach błysnął nagle strach - co, jeśli wiedziała, jeśli znała go lepiej niż ktokolwiek inny? Nie wiedział, jak to jest, stracić kogoś, kogo się kochało. Stracił Beę, ale nigdy jej nie kochał.
Nigdy nikogo nie kochał, nie romantycznie, nie po partnersku. Tylko własnego syna, zaborczo i nadopiekuńczo.
-Cieszę się, że zaznałaś z Franzem szczęścia. - odpowiedział bezbarwnie, martwo. Przymknął oczy, usiłując zapanować nad panicznym biciem serca. Gdy je otworzył, jego twarz stężała w masce sztucznego spokoju.
-Rozumiem, że nasza burzliwa młodość mogła dać ci fałszywe wyobrażenie o mojej osobie, ale nie powinnaś insynuować, że mam nieślubnego syna. Ożeniłem się z Beatrice Potter, a w lecie zeszłego roku owdowiałem. Nigdy się nią nie bawiłem. - co najwyżej ona mną.
Wyrecytował to wszystko niczym wyuczoną formułkę, mając nadzieję, że utnie temat.
Wręcz przeciwnie.
Nozdrza zadrżały lekko, a w błękitnych oczach po raz pierwszy dojrzała ból.
I... wściekłość? Dłoń kurczowo zacisnęła się na lasce, a on wiedział już, że dziś poszuka dziwki podobnej do Valerie Vanity.
-Skoro tak uważasz... - pokręcił głową, bardzo pilnując, by nie powiedzieć o słowo za dużo. -Miłego dnia na jarmarku, Valerie. - skwitował chłodno, nie zamierzając kontynuować tej rozmowy, poniżającej dla nich obojga. Jeszcze ktoś podsłucha i...
...wtem faktycznie ktoś zakłócił ich spokój, niewysoki mężczyzna z wąsikiem i beretem.
-Madamoiselle, co za profil! Byłbym... byłbym zaszczycony, gdyby zechciała mademoiselle... albo madame... - zerknął nerwowo na Hectora, mężczyznę który zdawał się jej towarzyszyć... -zechciała mi zapolować, jeśli pan nie ma nic przeciwko? Jestem artystą malarzem!


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

6.02

Doglądanie jarmarku zimowego należało do przedziwnej sfery pomiędzy rozrywką i obowiązkiem. Wcale nie miał ochoty tu iść, po godzinach pracy, w mroźne popołudnie, ale niechęć ustąpiła gdy chwycił w przemarznięte dłonie kubek z kardamonowym grzańcem. Obecność Rzecznika Ministerstwa Magii dobrze wpływała na morale gości, a jego czujne spojrzenie pragnęło wychwycić, jak mają się sprawy na tym reprezentacyjnym wydarzeniu. Niedługo chciał poprosić redakcję "Walczącego Maga" o reportaż z jarmarku i zaproszenie dla gości, z przypomnieniem, że atrakcje trwają tylko do marca. Corneliusowi zależało, by utrzymać tutaj przepływ czarodziejów, nie tylko za stolicy. Niech mieszkańcy angielskich hrabstw odwiedzą Londyn, niech zapomną tutaj o trudach wojny i podziwiają odnowioną stolicę.
Od przykrej przygody w "Parszywym Pasażerze", zachowywał w porcie należytą ostrożność, świadom obecności mętów i kieszonkowców. Gdy dotarł do głównej promenady, pozwolił sobie jednak na odprężenie i z uśmiechem skinął głową patrolowi magicznej policji. Z zadowoleniem upił łyk grzańca, mijając scenę. Wtedy uśmiech zbladł. Cornelius miał pamięć wizualną i emocjonalną (oraz pamięć do wspomnień wykradanych innym, bez wątpienia), a widok przypomniał mu o ostatniej rozmowie z synem.
Dosłownie - ostatniej. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieli, choć może...? Coś pękło w Corneliusie, gdy Marcelius tak sprytnie urządził tamto przedstawienie bez publiką - grożąc skandalem, całkowicie bezinteresownie, tylko po to aby ocalić chłopaka, któremu Sallow groził więzieniem. Coś pękło, gdy Marcelius zaczął grozić jego karierze, a Cornelius zrozumiał, że jego syn jest niebezpieczny. Nie z powodu głupoty ani czystości krwi, tylko naprawdę. Odziedziczył chyba jego spryt i ogień Solasa i idealizm Layli, co tworzyło niebezpieczną mieszankę.
Teraz... teraz to się już nie liczyło. Jak szybko może kogoś zabić odcięta ręka w Tower? Nie był naiwny, wiedział, że może utrzymają go przy życiu i rzucą w kąt celi suchy chleb. Organizm podda się sam - tak, jak ciało tego skatowanego sąsiada z celi Marceliusa, któremu Cornelius odebrał słuch w październiku. Wtedy syn bał się, że skończy jak tamten człowiek, a Sallow kazał mu nie dramatyzować. O dziwo, okazało się, że syn miał rację.
Zamrugał, pośpiesznie upił łyk grzańca i przyśpieszył kroku. Spojrzenie błądziło po twarzach innych gości jarmarku, uporczywie chcąc zakorzenić się w teraźniejszości, zająć przygnębiające myśli czymkolwiek innym.

ekwipunek jak we wsiąkiewce, ale mam przy sobie tylko 10 PM


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Family, duty, p o w e r
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Powrót do góry Go down

The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie wiedziała czemu tu przyszła, po co zawędrowała w miejsce, które było początkiem wszelkich problemów, odkąd odnalazła bliskich. Ostatni raz, kiedy była na jarmarku, patrzyła z daleka, jak zgarniają jej rodzinę i zabierała stąd w popłochu najmłodszą z Doe. Tu nie było żadnych dobrych wspomnień, a widok tych wszystkich ludzi, uśmiechających się i spacerujących, pogłębiał smutek, który osiadł na jej barkach. Czuła łzy napływające do oczu, ale zamrugała szybko, by się ich pozbyć. Przepłakała cały wczorajszy dzień, wystarczyło już. Stojąc nieco z boku, wędrowała spojrzeniem po otoczeniu, poprawiając znoszony płaszcz, który parę miesięcy temu dostała od starej czarownicy. Tłum ludzi, którzy nie zwracali na nic uwagi i nie pilnowali zawartości kieszeni, był idealnym miejscem dla drobnych złodziei, ale tylko pozornie. Zerknęła w bok na patrol policji, uśmiechnęła się ładnie do jednego z funkcjonariuszy i delikatnie pochyliła głowę. Uprzejma i śliczna dziewczyna, nie budziła negatywnego zainteresowania. Kąciki ust opadły chwilę później, ulegając prawdziwszym emocją niż to, co prezentowała chwilę wcześniej. Ruszyła się niechętnie z miejsca, przechodząc między sylwetkami, nie bardzo wiedząc, czego tu szuka. Chociaż nie, wiedziała. Zrozumiała to w chwili, gdy żołądek po raz kolejny dał o sobie znać, skręcając się nieprzyjemnie. Głód był wiecznym kompanem, o którego towarzystwie prawie potrafiła zapomnieć w ostatnich tygodniach. Teraz powrócił, jak stary dobry przyjaciel, który nigdy nie opuszcza na długo. Ciemne tęczówki przesunęły się po kilku stoiskach z jedzeniem, skrzywiła się lekko na silny zapach grzańca. Nawet to nie było złą alternatywą, by na chwilę rozgrzać organizm. Zrezygnowała znów, dławiąc pokusę. Mogła głupio ryzykować, zapominając, że ochrzaniała Jamiego za podobne rzeczy, zwłaszcza teraz, kiedy znów była zdana tylko na siebie. Jeśli miała pociągnąć na dno kogoś to jedynie samą siebie. Mała strata, gdy nikt i tak nie zauważy. Nikogo to nie zainteresuje. Zatrzymała się gwałtownie, gdy przed nią jak znikąd wyrósł mężczyzna. Uniosła wzrok na jego twarz, spojrzenie prześlizgnęło się po nijakich rysach twarzy. Dziwne wrażenie, że powinna go kojarzyć pojawiło się, gdzieś na skraju świadomości. Był jednak obcy.
Zamrugała, orientując się, że gapi się na niego bez słowa.
- Prze... przepraszam...- szepnęła, odruchowo zaczęła po romsku, ale szybko zreflektowała się.- Nie powinnam...- urwała. Czego nie powinna? Przecież nic nie zrobiła, nawet nie tknęła go. Pokręciła głową i wyminęła go, przystając zaraz. Wokół jakby zebrało się więcej osób, zrobiło się dość gęsto, aby musiała zatrzymać się w miejscu.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Lepiej być w kajdanach z ukochanymi ludźmi,
niż cieszyć się wolnością w samotności



Ostatnio zmieniony przez Eve Doe dnia 14.01.22 17:31, w całości zmieniany 2 razy
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, złodziejka
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie wszystko złoto,
co sroka ukradnie
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
danse macabre
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Powrót do góry Go down

Prześlizgnął spojrzeniem po tłumie, po tej irytującej masie bezbarwnych i nudnych twarzy. Pamiętał, jak ciekawili go, gdy był młodym i wścibskim legilimentą, jak liczył na barwne sekrety w głowie każdego z nich, na zanurzenie się w feerii emocji nieznajomych. Po ponad dwudziestu latach tej praktyki, cudze myśli i uczucia zlewały się już w znane wzorce. Owszem, trafiały się wyjątkowo ciekawe i zaskakujące jednostki. Patrick Tremaine, o ile tak się nazywał, ten bezczelny kłamca w Ministerstwie Magii, gotów wybrać lojalność ponad korzyści. Celine Lovegood i słodki smak pierwszych dziewczęcych uniesień, perspektywa kobiety jeszcze nieświadomej swojego uroku. Prostytutki, dzięki którym Sallow poznawał krępujące sekrety ważnych osób i nabrał takiego obrzydzenia do Franza Kruegera, że wyeliminowanie męża Valerie nie przysporzyło mu żadnych wyrzutów sumienia. Layla, słodka Layla, w której głowie obejrzał całą historię ich miłości - z jej perspektywy.
Te perły wśród monotonnej masy zdarzały się coraz rzadziej. Jeśli wyczułby emocje tłumu na jarmarku, poczułby głód i wesołość i chciwość. Cudze doświadczenia przytępiły jego wrażliwość - lekarski błąd medyka Bulstrode'ów, wymazywanie pamięci komuś kto podpadł Rowle'om, przesłuchania mugolaków, to wszystko byłoby niegdyś ekscytujące, ale stanowiło jedynie zimny obowiązek. Czasem tęsknił za szczerością intensywnych emocji; za tym, co czuł słuchając śpiewu Valerie. Ekspresją.
Nagle poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Szeroko otwarte, ciemne oczy dziewczyny, która - w odróżnieniu od reszty przechodniów - wcale nie wydawała się dobrze bawić.
Uniósł lekko brew, odwzajemniając jej spojrzenie. Nie znał jej, miał pamięć do twarzy, szczególnie, że nie wyglądała jak typowa Angielka. Rozpoznała jego, polityka?
-Nie szkodzi. - zaczął, przyglądając się jej z namysłem. Pierwsza sylaba, obca, poruszyła jakieś dawne wspomnienie, ale na podstawie jednej zgłoski nie mógł jej przyporządkować do brzmienia słów usłyszanych w Tower.
-Nie jesteś stąd, prawda? - zagaił, przystając za dziewczyną i kierując się nie tyle jej językiem, co urodą i zagubionym spojrzeniem. -Wszystko w porządku? - dodał łagodniej, samemu nie wiedząc, co nim kierowało. Chyba mieszanka nudy i pragnienia udawania troskliwego polityka, wsłuchanego w głos ludu.
W emocje ludu.
Jak się czujesz, dziewczyno? - ręka odruchowo wsunęła się do kieszeni.

próbuję wyczuć smutne emocje Eve : ( st 51, +6 talizman


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Family, duty, p o w e r
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155

Powrót do góry Go down

The member 'Cornelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 3
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Promenada nad Tamizą - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie chciała niczyjego towarzystwa, wymuszonej rozmowy czy uśmiechu, który z trudem utrzymywała na ustach. Wolała pozostać niezauważona wśród tłumu, spuszczając wzrok, stać się tak bezbarwną jednostką, jak tylko się dało, a posiadała w tym wprawę. A jednak miała świadomość, że odbiegająca od standardu uroda, będzie zawsze pewną przeszkodą. Wyróżniała się na tle typowych czy przeciętnych Angielek, mimo że urodziła się w Anglii i mogłaby być nią określana przez innych. Sama siebie wolała widzieć jednak jako romską dziewczynę, cygankę i nieistotne było, że potrafiła wtedy stracić jeszcze bardziej w oczach ludzi. Nie potrzebowała przynależności do obcych, mogli nią wzgardzić, potrafiła poradzić sobie z tym. Dziś to zachowanie dystansu pogłębiało się przez emocje; dominujący smutek i rozczarowanie. Z tego powodu potrzebowała, aby wszyscy dali jej spokój, a jednak mimo to weszła w tłum. Koniec końców i tak przyciągnęła czyjąś uwagę, przez własne rozkojarzenie. Próba zejścia mu z drogi i zniknięcie wśród innych spełzło na niczym. Spięła się nieco, kiedy usłyszała jego głos za sobą. Mogła na siłę przepchnąć się przez te parę osób, ale wolała tego uniknąć. Odwróciła głowę, aby spojrzeć na tego typa przez ramię. Powstrzymała grymas na ustach, kiedy zamiast zignorować jej obecność, postanowił zagaić. Niewinna ciekawość czy trafiła na kolejnego dziwaka z którym będzie musiała się pomęczyć? W myślach błagała o pierwszą opcję, ale czuła, ze to złudna nadzieja.
- Stąd? Zależy, co ma pan na myśli- odparła, unikając odpowiedzi najbardziej naturalnie, jak tylko mogła. Odwróciła się powoli przodem do niego, krzyżując ramiona pod biustem. Samą postawą zdradzała niechęć, która wcale nie była tym, co doskwierało najbardziej. Wahała się, co mu odpowiedzieć, prawda czy kłamstwo... odetchnęła cicho, podejmując decyzję.- Dlaczego to pana interesuje? – spytała, wywijając się raz jeszcze przed konkretem. Nie zwykła mówić wiele o sobie komuś, kto był dla niej obcy, a fakt, że znajdowali się na jarmarku sprawiał, że tym bardziej nie chciała odpowiadać i pozostawała czujna, a przynajmniej na tyle na ile mogła teraz skupić myśli na tej rozmowie.


Lepiej być w kajdanach z ukochanymi ludźmi,
niż cieszyć się wolnością w samotności

Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, złodziejka
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Nie wszystko złoto,
co sroka ukradnie
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18/55
SPRAWNOŚĆ : 7/0
Genetyka : Czarownica
danse macabre
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Promenada nad Tamizą

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach