Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zejście

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zejście - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zejście - Page 18 Empty
PisanieTemat: Zejście [odnośnikZejście - Page 18 I_icon_minitime23.09.20 15:51

First topic message reminder :

Zejście

Strome zejście obleczone niewiarygodną ilością schodków, prowadzących w dół. Wygładzone, proste ściany, na których zostały wyryte symbole i znaki, mające znaczenie, niektóre już całkowicie zapomniane przez upływający czas. Widocznie zadziałały tutaj duże pokłady magii a i poświecono im też odpowiednią ilość czasu by nadać im odpowiedni wygląd i kształt. Zejście prowadzi do obszernej komnaty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Hella Borgin
Hella Borgin

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8464-hella-borgin#246366 https://www.morsmordre.net/t8678-hella#256443 https://www.morsmordre.net/t8660-hellisa-borgin#255569 https://www.morsmordre.net/t8677-skrytka-bankowa-nr-1941#256441 https://www.morsmordre.net/t8676-hella-borgin#256438
Zawód : klątwołamaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Dziś jestem jak ten, którego imienia nie wolno wymawiać
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica

Zejście - Page 18 Empty
PisanieTemat: Re: Zejście [odnośnikZejście - Page 18 I_icon_minitime03.12.20 22:28

Kiedy pełny okrąg wypromieniował czernią, na ustach Helli zagościł szeroki uśmiech. Czuła, że to dzięki niej, była im przydatna, pomogła w pokonaniu wojownika, a ten pozostawił po sobie... kamień. Uśmiech na chwilę zniknął, bowiem wiedziała, że z kamieniami nie jest kolorowo i nie może być zwłaszcza wtedy, gdy sam w sobie nie ma nawet krzty koloru. Zwodnicza czerń kamienia sprawiała jednocześnie, że chciała go zabrać by inni tego nie zrobili, ale też nie miała ochoty na jego posiadanie. Lękała się jego mocy i zbyt mało było w niej altruizmu, aby zdecydować się na uchronienie reszty od jego negatywnego wpływu.
  - Uważajcie. Nie łaknijcie mocy kamieni, nie są, jeszcze, przeznaczone dla nas! Bądźcie kurierami, nie użytkownikami - ostrzegła pozostałych. Tylko na tyle było ją stać.
Pochwyciła misę z magiczną mazią, licząc, że może się jeszcze jej przydać, i ruszyła w kierunku okręgu-windy, chyba jako ostatnia. Rzuciła kątem oka na pozostałości po wartowniku i uznała, że nic tu po niej. Dotarła do pozostałych, a potem odwróciła się jeszcze na koniec za siebie, by pożegnać się z tym miejscem. Częściowo czuła przykrość, bowiem wykradła część skarbu należącego do Banku, którego starała się być wierną pracownicą. Z początku przekonana była, że robi to w dobrej wierze, lecz teraz tak pewna tego już nie była. Nie po tym, co od innych usłyszała i jakie ich czyny widziała.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zejście - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zejście - Page 18 Empty
PisanieTemat: Re: Zejście [odnośnikZejście - Page 18 I_icon_minitime10.12.20 1:58

Elvira zignorowała paskudny smród i jeszcze gorszy widok odciętych głów na rzecz szybkiego przemieszczenia się w kierunku runicznego okręgu. Wpadła w niego z impetem czując drżenie platformy pod swymi stopami i nim reszta zdążyła do niej dołączyć wypowiedziała inkantację doskonale znanego sobie zaklęcia. W jednej chwili poczuła jak magia rozchodzi się po jej ciele i wzmacnia go mimo odniesionych obrażeń.
Tuż po niej na platformę wstąpili Zachary, choć jego wzrok wciąż skupiony był na kamieniu, do którego zbliżyła się Sigrun, Edgar oraz Hella dzierżąca w dłoni misę z czarną mazią. Umysł uzdrowiciela wciąż postawał podatny na moc odłamka, pragnienie wyrwania go z rąk Śmierciożerczyni nie opuściło go ani na moment.
Wir nabrał na swej sile, drobinki obracały się coraz szybciej tworząc pomiędzy kolumnami czarne niczym węgiel poświaty. Komnata zadrżała, od podstawy wrót dzielących oba pomieszczenia zaczęła wznosić się siateczka żyłek tożsamych do tych na odłamku, do którego jako pierwsza dopadła Rookwood. Zaciskając go w swej dłoni poczuła wypełniającą ją moc; nieokiełznaną siłę, potęgę jakiej nigdy wcześniej nie czuła i była skłonna stwierdzić, że nie istniał żaden czarodziej posiadający większe możliwości. Unosząc przepełniony satysfakcją wzrok na pozostałych mogli oni dostrzec, że jej tęczówki zbladły i finalnie praktycznie znikły, a zaraz po tym począwszy od dłoni zaczęły rozchodzić się podłużne, czarne linie zgodnie z przebiegiem żył. Zajmując całą rękę przeniosły się na bark, podążyły wzdłuż obojczyka oraz twarzy, aż po drugą kończynę górną i powoli powędrowały w okolice brzucha, ud, a także stóp. Momentalnie jej organizm rozgrzał się, kropelki potu pojawiły się na czole, tętnice zdawały się wrzeć pompując z niebywałą prędkością skażoną nieznaną magią krew. Czarownica w ostatniej chwili swej świadomości zrozumiała, że była zbyt słaba, aby okiełznać moc kamienia i zaraz po tym uderzyła o chłodną posadzkę oderwana od rzeczywistości.
Runiczny krąg przyspieszył i ponadto zaczął obracać się dookoła własnej osi. Ramsey w ostatniej chwili dopadł do Rookwood i chwyciwszy ją pod ramię próbował czym prędzej dostać się do reszty. Nie był jednak na tyle sprawny, żeby nie czuć ciężaru dziewczyny, która pozostając nieprzytomna przelewała mu się w rękach na wzór pijanych kolegów, jakich przyszło mu tachać do domu po zakrapianej imprezie w Karczmie „Pod Mantykorą”. Dodatkowo jej ciało parzyło, Mulciber nie mógł odpędzić od siebie wrażenia, że paliło się od środka. Jedynym pozytywnym aspektem był fakt, iż dłoń Sigrun pozostawała zamknięta, a znajdujący się tam kamień był w ich posiadaniu.
Śmierciożerca zmuszony był zeskoczyć na obniżającą się platformę i choć nic poważniejszego mu się nie stało, to nieprzytomna Rookwood gruchnęła plecami o posadzkę. Otwarte oczy do złudzenia przypominały martwe – czego nie mogli wykluczyć nawet Elvira i Zachary. Nim jednak zdążyli chociażby kucnąć przy poszkodowanej uszu wszystkich doszedł nietypowy świst, a oczu błysk ciemnego światła, jaki mimo swej barwy zdawał się razić.
Tuż ponad powierzchnią kamiennej posadzki komnaty – którą mieliście już wysoko ponad swoimi głowami – utworzyła się czarna, gęsta chmura, która do złudzenia przypominała czaszkę pokonanego strażnika i nim cokolwiek zdążyliście zrobić runęła w dół z szeroko rozdziawionymi szczękami.
Ograniczające wąską przestrzeń ściany uniemożliwiały ucieczkę, lecz to nie miało większego znaczenia, bowiem wszystko działo się na tyle szybko, iż nawet zmiana w mgłę nie doszłaby do skutku. Było zbyt późno na jakąkolwiek reakcję. Zapadła ciemność; dym przeszył wasze ciała na wskroś, zaatakował wpierw umysł, a potem obezwładnił kończyny związując je niewidzialnymi linami. Zabrakło wam tchu, nie byliście w stanie nic powiedzieć, podobnie jak ruszyć się z miejsca. Ramsey oraz Edgar mogli odnieść wrażenie, że w ich głowie zapanował istny chaos – myśli zmiennie scalały się ze sobą i rozdzielały, wirowały wprawiając obu mężczyzn w coraz większe drgawki i ból skroni. Nie byli w stanie tego opanować, czym mocniej zaciskali powieki tym silniejsze dopadało ich otępienie. Uczucie było tożsame do negatywnych konsekwencji korzystania z zakazanego rodzaju magii, jednakże było znacznie intensywniejsze i bardziej przytłaczające. Nieznana moc  zaatakowała w podobny sposób Sigrun, jednak dziewczyna ze względu na swój stan nie była w stanie tego odczuć.
Hella oraz Elvira poczuły palące cięcie w okolicy pleców. Krew trysnęła z głębokiej rany szybko przebijając się przez wierzchnie odzienie. Ból nie ominął też Zacharego, którego lewe ramię zdawało się dosłownie wyrwać z barku; staw zajął się olbrzymim krwiakiem, w niektórych miejscach pojawiło się zasinienie i właściwie od razu opuchlizna. Uzdrowiciel zdawał sobie sprawę, że towarzyszące mrowienie i drętwienie ręki mogło oznaczać dodatkowo uszkodzenie nerwu.
Momentalnie okręg gruchnął o ziemię, a niewidzialne więzy zniknęły powalając was na chłodną posadzkę. Lewa jego część uniosła się ku górze tworząc równie pochyłą, po której sturlaliście się wprost do kolejnej komnaty. Paleta barw zaatakowała wasze oczy, sześć równomiernie rozłożonych po sklepieniu wirów emanowało kolorami legendarnych odłamków rozświetlając surowe pomieszczenie. Wzdłuż ścian i podłoża rozciągały się pulsujące, emanujące potężną magią żyłki, które skupiały się w centralnym punkcie – ołtarzu. Mogliście dostrzec stożkowaty głaz otoczony sześcioma lewitującymi kamieniami i czuliście bijącą od niego moc. Trudy podróży doprowadziły was w odpowiednie miejsce i wiedzieliście, że pozostał wam ostatni krok do osiągnięcia celu.


|
Ramsey od tej pory musisz rzucać dodatkową kością k3.
Sigrun twoja postać jest nieprzytomna, wymaga pomocy uzdrowiciela.
Elvira, Hella waszym postaciom pozostanie blizna na plecach, wasze karty zostaną uzupełnione o stosowną informację.

Rzuty na obrażenia dopasowane do kolejności postaci w ekwipunku: kilk

W tej turze macie tylko jedną akcję. Odpisujemy w nowej lokacji - tutaj.

Elvira- +5 OPCM i uniki 2/10, +50 punktów żywotności 1/5

Magicus Extremos- +11 do rzutu wszyscy poza Edgarem 2/3

W tej turze NIE rzucacie kością Gringott.

Czas na odpis do 11.12 godzina 23:59.

Ekwipunek i żywotność:
 


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : hunter, enemy of werewolves, the one who died for lost love
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Zejście - Page 18 Empty
PisanieTemat: Re: Zejście [odnośnikZejście - Page 18 I_icon_minitime10.06.21 22:44

aurora & lyall23 grudnia
Trzynaście stopni dłużyło się z tym małym goblinem, jakby szli już pół godziny. Równie dobrze mógłby ominąć tego dzieciaka i pójść sam, jednak nie był na tyle naiwny, aby wierzyć, że miało mu się udać odnaleźć drogę wśród nieskończonej plątaninie korytarzy, dźwigni, drzwi i zakrętów. Nie chciał zostawać w podziemiach banku na zawsze, dlatego po prostu musiał znieść przydługawą podróż. Już dawno zostawili za sobą kolejkę i wodospad, który zmywał wszelkie zaklęcia, jednak resztę musieli pokonać pieszo. A dla krótkich nóżek goblina nie był to najefektywniejszy sposób transportu. Lyall ślimaczył się więc jego śladem, poruszając się chyba po centymetrze na minutę. Musiał jednak przyznać, że i tak towarzystwo tego mikrusa było lepsze od tłumu przeciskającego się przez Pokątną i centralne miejsca Londynu. Nienawidził ludzi, podobnie jak nienawidził ich obecności. Sam fakt przebywania wśród nich budził w mężczyźnie wstręt i dziwny alarm, który - w formie zwierzęcej - przybrałby zapewne formę zjeżonego karku. Tego dnia był poirytowany bardziej niż zwykle - nie wiedział, czemu tak wiele czarodziejów i czarownic było na ulicach. Każdy normalny człowiek znałby odpowiedź, ale nie on. Nie łowca odgradzający się od społeczeństwa tak skutecznie, że wymazał wszelkie ślady własnej świadomości o podstawowych informacjach. Zaślepiony własnymi celami i obarczony pogardą przegapił fakt, iż zaczynały się Święta Bożego Narodzenia. Zignorował go całkowicie, nie przywiązując do niego wagi. Lyalla mogło to obchodzić tyle, co nic. Nie obchodził Świąt. Nie obchodził swoich urodzin. Nie świętował i nie celebrował żadnych rocznic. Wszystko zlewało się w jedną całość. Nie liczył już czasu, odkąd jego życie drastycznie się zmieniło. Dopiero niedawno mógł uznać, że największy pościg zakończył się, ale praca wciąż trwała. Mógł zajebać tego skurwiela - nie oznaczało to, iż reszta kundli wyginęła. Widział zresztą, jak stoczyła się brygada ścigania wilkołaków podczas jego nieobecności. Jak rozleniwiła, rozpasła i przebranżowiła w coś, co przypominało korpus szeregowych gliniarzy. Byli na absurdalne posyłki swoich przełożonych, biegając często w miejsca kompletnie niezwiązane z likantropami. Wszyscy zdawali się zapominać o własnych czynnościach, a liczyło się jedynie posiadanie obsesji na punkcie Zakonu Feniksa - czymkolwiek była ta pieprzona maskarada, do której zdecydował się przystać jego brat bliźniak.
- Powtórzy pan nazwisko? - rzucił piskliwym głosem idący na przedzie goblin, przeglądający jakąś miętoloną w pokracznych palcach mapę. Podobno byli niesamowicie inteligentni, ale brygadzista nie znał się na cyklu życiowym ich rasy. To nie była jego działka, jednak nie mógł pozbyć się złego przeczucia. Przez myśli łowcy przemknęła obawa, że ten dzieciak naprawdę mógł nie znać rozkładu własnego banku. Naprawdę wysłaliby na dół kogoś takiego? Sądząc po tym, co działo się w Ministerstwie Magii, dlaczego tutaj miałoby być inaczej? Ja pierdolę...
- Lupin. Randall Lupin - rzucił personaliami brata bez większych emocji. Od pojawienia się siostry dzień wcześniej Lyall powziął pierwsze kroki do próby odtworzenia śladów bliźniaka od czasu jego zaginięcia. Jeśli miał rację, był za dawnym gliniarzem dobre ponad pół roku i niewiele mógł zrobić w Dolinie Godryka, ale skoro Randy odszedł, potrzebował pieniędzy. Jako metamorfomag mógł swobodnie pojawić się w Gringotcie i spróbować ogarnąć resztki kasy ze skrytki. Nawet niewielkie oszczędności przydawały się, gdy nad głową wisiało zagrożenie i wyrok w Tower. I chociaż młodszy z bliźniaków nie był policjantem, wiedźmim strażnikiem ani aurorem, znał się na znajdowaniu wilkołaków. W końcu ci także przez większą część czasu znajdowali się pod ludzką postacią. Jaka to mogła być teraz różnica? Musiał podstawić jakiemuś goblinowi legitymację z Ministerstwa Magii pod sam nos, zanim udzielili mu zgody na udanie się do wyznaczonej skrytki. Siedzące na swoich stołkach kreatury patrzyły podejrzliwie na wysokiego brygadzistę, jednak nie mogły odmówić funkcjonariuszowi oddziału ścigania pomocy w prowadzonym śledztwie. Mógł im zarzucić utrudnianie szukania tropów, ale nie było to konieczne. Na szczęście coś jeszcze ta blacha znaczyła w tym mieście.
- Godzina starczy - burknął pod nosem, gdy dotarli po całej wieczności na miejsce, a mały goblin otworzył skarbiec. Wchodząc do skrytki, Lupin nie odnalazł powierzchownie niczego interesującego, ale wiedział, że pobieżność była bardzo myląca. Nie oglądał się już za siebie, tylko przeszedł do pracy. Przykucnął na środku skrytki, chcąc przyjrzeć się temu, co pozostało. Nie było tego zbyt wiele, więc nie miało mu to zająć zbyt wiele czasu. Nie zamierzał się spieszyć. Skąd miał jednak wiedzieć, że nie przebywał w skrytce brata?





no longer clung to the simplistic ideals
of right and wrong or good and evil. He understood better than anyone that dark and light were intertwined in strange and complex ways.
Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zejście - Page 18 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Zejście - Page 18 Empty
PisanieTemat: Re: Zejście [odnośnikZejście - Page 18 I_icon_minitimeYesterday at 0:27

Świąteczna atmosfera w tym roku znacznie różniła się od tego, co znała i zapamiętała. Faktycznie — dwa ostatnie lata spędziła we względnie bezpiecznej Irlandii otoczona całkiem wygodnym życiem, które zapewnił jej związek z Lordem Carrow. Nie, żeby była z nim dla wygód. Wszystko stanowiło dodatek do tego, co jak się jej wtedy wydawało było miłością. To, jak potraktował ją później, zdecydowanie jednak niszczyło cały obrazek. Dość brutalne rozstanie, jej wierne oczekiwanie, a ostatecznie żałosny powrót do domu, sprawiały, że najchętniej wszystko, nawet święta wymazałaby z pamięci. Ale nie było to możliwe. Jej wrażliwa natura sprawiała, że wciąż na nowo przeżywała każde swoje niepowodzenie, które ją spotkało, dokładając sobie bez przerwy nowe. Doszło do tego, że przed świętami, straciła poczucie czasu — chcąc pomóc wszystkim: mamie w sprzątaniu, bratu w nauce gotowania, ojcu w strojeniu choinki, niemal zupełnie zapomniała o tym, że należałoby mimo wszystko coś im kupić. Nawet po małym drobiazgu. Oczywiście, każdy z nich zapewniał, że nic nie potrzebuje, wszystko ma, ale przecież nie chciała ich obkupić. No dobrze… Chciała. Ale nie było jej zwyczajnie stać. Wciąż pomału odbijała się od dna, żeby móc zapewnić swojej mamie względnie regularny dostęp do eliksirów wszelkiej maści, co znacznie zmniejszało jej sakiewkę lub składniki na eliksiry. A święta to ostatecznie okres dawania. Wszystko inne mogło poczekać. Drobne podarki kupione w nielicznych, wciąż otwartych sklepach z pewnością poprawią rodzince humor.
Żeby móc jednak dokonać zakupów, musiała najpierw pobrać z banku nieco gotówki. Sam budynek od zawsze wzbudzał jej respekt, a na sam jego widok niemal czuła zapach wilgoci i stęchlizny, który zawsze dosięgał jej, gdy wchodziła w podziemia.
Było w tym coś dziwnie przyjemnego — musiała się w jakiś sposób uwarunkować, że ten normalnie nieprzyjemny zapach, kojarzył się z małymi nagrodami na zakupach i jej mózg reagował lekką ekscytacją, co wyraźnie irytowała prowadzącego ją goblina.
Gdy weszła, początkowo jakiś młody osobnik miał ją poprowadzić, jednak został wezwany nieprzyjemnym krzykiem do chyba swojego przełożonego.
Ostatecznie więc podążała za Goblinem, który co chwila łypał na nią nieprzyjemnie, żeby ostatecznie dotrzeć przed wejście.
Gdy się jednak zatrzymał, zaczął z dużą uwagą przyglądać się drzwiom. Kilka chwil, które zaniepokoiły Aurorę.
- Wszystko w porządku? - Zapytała w końcu, wyrywając przewodnika z zamyślenia.
- Co? Ach… Tak. Mówiłaś, że nazywasz się Sprout, tak? - Dopytał się, a przenikliwy wzrok oczu czarnych jak węgielki sprawiły, że poczuła nerwowość.
Ale przytaknęła.
Wziął jej klucz i wsadził w zamek, a zaraz potem cofając się o krok.
- Wrócę za pół godziny. - Stwierdził i oddalił się, co czarownica przyjęła z ulgą, bo jednak, mimo wszystko, było jej nieco wstyd na swój skromny dorobek, chociaż domyślała się, że gdzieś tam są skrytki, które mają jeszcze mniej środków.
Jeszcze przez chwilę miała w głowie dziwne zachowanie goblina, ale tuż po przekroczeniu skrytki, odrzuciła je, chociaż w teorii wszystko się łączyło.
Cień postaci kucającej pośrodku jej skrytki należał do mężczyzny, którego przecież sama tutaj nie zamknęła. Momentalnie, chociaż wciąż nie odruchowo sięgnęła do różdżki, żeby wymierzyć w złodzieja.
- Kim jesteś?! - Krzyknęła, gotowa drzeć się wniebogłosy, oznajmiając, że w banku jest złodziej. - Odpowiadaj, zanim cię miotnę o ścianę! - To wyrzut adrenaliny sprawił, że się tak zachowywała. Nie tylko siebie miała teraz do obrony. Jej dłoń odruchowo powędrowała do brzucha.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
 

Zejście

Powrót do góry 
Strona 18 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Bank Gringotta-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21