Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sypialnia Herberta
AutorWiadomość
Sypialnia Herberta [odnośnik]18.12.20 18:54

Sypialnia Herberta

Pokój utrzymany w ciepłych barwach od progu zdradzał do kogo należy. Na łóżku leży kapa zrobiona z ręcznie tkanego koca, a na niej poduszki ozdobione jeszcze przez Hattie. Na ścianach wiszą półki pełne pamiątek po wyprawach Herberta, nie brakuje ozdobnych masek czy suszonych ziół, które wydzielają przyjemny zapach. W rogu ułożony został plecak podróżny, statyw do aparatu, lampa oliwna oraz zawiniątko składające się derek i kocy. Na podłoże ułożony został wypłowiały dywanik z frędzlami, a pod oknem wychodzącym bezpośrednio na las stało nie duże biurko zawalone książkami, mapami oraz słoiczkami z egzotycznymi roślinami. Tuż obok szafy wisiał szalik Hufflepufu oraz wyświechtana, skórzana kurtka, którą zawsze Herbert zabiera ze sobą na wyprawy.
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]27.12.20 21:28
23.08.1957 – popołudnie


Zanim wrócił do domu z wyprawy do lasu było już późne popołudnie. Krew pod nosem choć wytarta zdążyła już wyschnąć i zdrapał jej reszki ze skóry. Jednak zwichnięta szczęka była mocno opuchnięta, przygryziony język nadal bolał, a pod żebrami wciąż czuł ciężką pięść Szmidta. Herbert mógł śmiało powiedzieć, że pech wciąż mu towarzyszy od kiedy pojawił się w Anglii. Najpierw różdżka, potem przygoda w Londynie, a teraz obicie w Dorset. Mniej ran zdobywał w dżungli przez pół roku. Tam musiał mierzyć się z pijawkami, zabójczymi motylami czy rybami z haczykami, które wyjadały od środka swoją ofiarę, ale wciąż to były stworzenia, które nie mogły szczycić się inteligencją ludzką i nie chełpiły się tym, że są panami świata. Ludzie przysporzyli mu więcej kłopotów niż dżungla i jej niebezpieczeństwa.
Nie chcą niepokoić matki przemknął szybko obok kuchni i skierował się w stronę swojego pokoju. Oczywiście nie przemyślał tego, że zostawia na schodach ślady błota przez swoje ciężkie buty i zaraz wszyscy domownicy się zorientują, że Bertie właśnie wrócił ze swojej włóczęgi. Wyciągnął z plecaka w szklanym pojemniczku trzy grzyby, które znalazł i położył je na biurku zwalonym stosami notatek i map. Następnie podszedł do jednej z półek i wyciągnął metalową puszkę, w które trzymał opatrunki i leki. Najpierw musiał złagodzić ból i sprawdzić czy jednak nadgorliwy Austriak nie złamał mu paru żeber. Sycząc ściągnąć koszulę i podkoszulek aby obejrzeć się w lustrze. Potężny siniak już zaczął wychodzić na wierzch, a na prawym ramieniu prezentował się pokaźny tatuaż jednego z plemion Majunan. Dotknął obolałego miejsca i skrzywił się lekko, ale raczej obyło się bez połamanych żeber. Żeby cholera wzięła Szmidta i jego „bycie spiętym”. Na żarty mu się zebrało. Po co latał po lesie z wyciągniętą różdżką? To powinno dać Greyowi do myślenia, ale wtedy nie przyszło mu to pytanie do głowy. Zamiast tego umówił się z nim na picie. Bardzo mądrze, Grey. Mógłby zamienić się mózgiem z gumochłonem i nikt by nie zauważył różnicy. Szczęka powiększyła swoje rozmiary dwukrotnie i wiedział, że należy jak najszybciej temu zaradzić.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]28.12.20 16:21
Piątkowe popołudnie spędzał w biegu, wciąż wpół przytomny od natłoku spraw. Zdążył już pomylić sól z cukrem przy porannej kawie, rozsypać cenne owoce dyptamu w pracowni i wpaść na grabie, których drążek zostawił na czole Grey’a bolesny siniak póki ten nie pozbył się go zaklęciem. Spóźniona dostawa z nawozami stała jeszcze nierozpakowana w przedsionku, a wygłodniałe rośliny domagały się swojej porcji odżywki, oczywiście w odczuciu Halberta, który przemykał pospiesznie między grządkami, czując na sobie ich rozczarowane spojrzenia. Jutro! Wszystkim zajmę się już jutro!, wołał do nich w myślach, obawiając się że usłyszy go matka, a ta na pewno sama chwyciłaby za worek, chcąc zastąpić syna. Duma mu na to nie pozwalała, więc starał się unikać Hattie, by i ona nie robiła mu żadnych wyrzutów. Klął od samego świtu i nawet teraz wydobyłaby się z jego ust niewybredna wiązanka, gdyby nie kolejny, nieplanowany wypadek.
Kątem oka dostrzegł na schodach zabłocone ślady i rozejrzał się wokół w zastanowieniu. Na terenie farmy nie pojawiali się złodzieje ani zbłąkani wędrowcy. Kroki prowadziły od drzwi frontowych bezpośrednio na górę, co znaczy, że mógł to być tylko...
- Bert? Co się stało? - spytał zaniepokojony, stając w drzwiach sypialni brata. Zaraz ściszył głos i wszedł do środka, wychylając się jeszcze tylko na schody, sprawdzając czy Hattie wróciła już z ogrodu i krząta się po kuchni. Całe szczęście na parterze panowała cisza. - Módl się, żeby cię matka w tym stanie nie zobaczyła. Wiesz, że ostatnio częściej się denerwuje - fuknął ze zmarszczonymi brwiami, podchodząc bliżej posiniaczonego Herberta, by móc ocenić jego stan.
- Kto cię tak urządził? Tylko nie mów, że ten drugi wygląda gorzej... - Jedna brew powątpiewająco powędrowała ku górze, kiedy posłał bratu pytające spojrzenie. Skłonność do bijatyk cechowała ich obu z tą tylko różnicą, iż Halbert zaciskał pięści w kwestiach koniecznych, a Herbert we wszystkich bez wyjątku. W szkole nie raz wyciągał go z kłopotów, starając uchronić przed szlabanem i wyjcem od matki, ale teraz nie byli już nierozłączni i częściej musieli radzić sobie sami. Starszy Grey nie miał w ciągu dnia zbyt wiele czasu, by zastanawiać się nad tym czy aby na pewno Herbert jest bezpieczny. Po tym, co przeżyli i co działo się w Anglii, starał się być bardziej czujny. Czasem nawet dochodził do wniosku, że byłoby lepiej, gdyby Bert został w tej całej Amazonii, bo pewnie czyhało tam na niego mniej niebezpieczeństw, niż tu.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]28.12.20 19:53
Jeszcze tego brakowało aby brat czynił mu wyrzuty. Spojrzał wymownie na Hala i dał znak mu ręką aby zamknął za sobą drzwi. Sam wystarczająco czynił sobie wymówki i upomnienia, że starszy z Greyów nie musiał też tego robić. Czy ząb mu się rusza? Dotknął trójki czubkiem języka, ale na szczęście było to złudzenie spowodowane opuchlizną, która przejęła pół twarzy. Zapewne Herbert znajdował się teraz na liście Hala spraw do załatwienia nim nastanie wieczór. Mógł się założyć, że brat biegał cały dzień jak kot z chorym pęcherzem po domu i starał się nie zwariować. To on był tym obowiązkowym i dobrze ułożonym Greyem, który wyciągał ich z kłopotów, brał gniew rodziców na siebie i zawsze chronił młodszego brata. Teraz, pomimo tego, że byli dorośli, nic się nie zmieniło. Jakby cofnęli się do czasów szkolnych.
-Nie robię tego specjalnie – mruknął pod spojrzeniem Hala. - Mam tendencje do kłopotów.
Co z tego, że sam często je powodował. To już była inna kwestia, której nie chciał teraz poruszać.
Sięgnął po butelkę z wodą i opłukał posiniaczoną twarz.
-Szmidt – odpowiedział na pytanie. - Pamiętasz tego Austriaka, z którym za dzieciaka się trzymałem. To wpadliśmy na siebie w lesie.
A dokładnie to on potknął się o leżącego na ziemi Herberta i zdeptał cenne grzyby, a potem jeszcze stłukł na kwaśne jabłko botanika, za to, że śmiał się oburzyć o zniszczenie rzadkich roślin. Wiedział, że nie powinien martwić matki więc starał się uniknąć spotkania z nią jak tylko wszedł do domu. Jeszcze tego brakowało aby Hattie załamywała ręce nad stanem swojego młodszego syna. Widział jak chodzi poddenerwowana i wypatruje ich w progu domu jak zbyt długo się nie pojawiają. Gdyby dowiedziała się, że został pobity w Dorset za to, że był w lesie jakby mogła zamknęła by synów w domu albo wysłała na drugi koniec świata byle uchronić ich przed tym co się dzieje w Anglii.
-I niestety, nie wygląda gorzej ode mnie. Znacznie lepiej. - Herbert miał posiniaczoną twarz, ale przede wszystkim zranioną dumę. Dał się skopać jak leszcz i jeszcze nawet nie oddał zbyt mocno Szmidtowi. Wstyd, a przecież kiedyś był w tym niezły. Stracił swoja siłę i technikę. Było kwestią czasu jak w domu pojawi się worek treningowy a Bertie zacznie codzienne treningi celem podniesienia swoich umiejętności.
-Poskładasz mnie jakoś? - Zapytał brata z nadzieja w oczach. W końcu też szkolił się w Mungu nim nagle zmienił swoje plany życiowe.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]02.01.21 16:23
Zgodnie z poleceniem brata zamknął drzwi, by odgłosy ich rozmowy nie doszły do Hattie. Jeszcze tego im brakowało, by wszczęła dochodzenie względem zabłoconych śladów pozostawionych na schodach, ale do tego czasu może uda im się szybko rozwiązać zaistniały problem.
- Tak, pamiętam - prychnął tylko na wspomnienie nazwiska jednego ze Ślizgonów, z którymi wdawał się niegdyś w bójki. Nie raz wychodził z nich z poobijaną twarzą, ale i dumą bronionego honoru. Sam starał się trzymać od tego z dala, lecz wszystko wskazywało na to, że wraz z dniem przekroczenia przez Herberta progu szkoły, otrzymał on przekleństwo ściągania na siebie wszelkich kłopotów. Nie był w tym osamotniony, starszy Grey zawsze starał się go wspierać i pomagać, no na co mu to było? Młody niczego się nie nauczył, zamiast tego z uporem maniaka wciąż kusił los. - Co on w ogóle robił w lesie? Czyżby odkrył pasję do botaniki? - Wywrócił oczami, kiedy skończył oględziny. Brat nie wyglądał najlepiej, ale nie wymagał hospitalizacji i dało się go poskładać. Wychodził już z gorszych tarapatów i wylizywał głębsze rany.
- Nie mogę uwierzyć, naprawdę… Pytanie czy to ty masz pecha czy też on się na ciebie uwziął? - Pokręcił tylko głową z dezaprobatą i wyciągnął różdżkę, wskazując gestem, by zajął miejsce na łóżku. Proces leczenia zaklęciem był szybszy, ale i bardziej dotkliwy, mogąc zwalić z nóg nawet najsilniejszych czarodziejów. Istniało ryzyko, że w trakcie rzucania zaklęcia mężczyzna poruszy się wraz z odruchem bezwarunkowym, tym samym doprowadzając do jeszcze większych powikłań. - Widzę, że wyprawa była jednak warta swojej ceny. Co znalazłeś tym razem? - spytał, wskazując brodą na ułożone na szczycie stosu książek słoiki z grzybami. - Czy to Erubescens? - Próbował przyjrzeć się lepiej lśniącemu, białemu kapeluszowi. Nie widział go nigdy na żywe oczy, ale wiedział, że Herbert przygotowuje się do jego poszukiwań. Nie sądził, że tak szybko go odnajdzie, ale znając upór brata mógł się tego spodziewać.
- Nie ruszaj się, dobrze wiesz, że zaboli. Arcorecte. - Wypowiadając zaklęcie przytknął różdżkę do posiniaczonego brzucha. Było mu trudno o skupienie, gromadzone przez cały dzień rozdrażnienie dawało mu się we znaki, zwłaszcza na widok poobijanego brata. Dobrze wiedział, że jest wolnym duchem i nic nie było w stanie go zatrzymać przed posunięciem się wyżej i dalej, przed laty był dokładnie taki, jak on. Nie chciał mu robić z tego powodu wielu wyrzutów, by nie stracić ich więzi, ale czasem było już tego zbyt wiele. - Arcorecte. Episkey. - Z końca różdżki błyskały strużki jasnego światła, kładąc się srebrzystą powłoką na zranionym miejscu, a następnie wnikając w głąb ciała. Jego magia nie wyleczyła go jednak w pełni, wychodziło na to, że uszkodzenia były poważniejsze, niż w pierwszej chwili założył.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]02.01.21 18:31
Usiadł na wskazanym miejscu czekając aż brat go poskłada. Liczył jedynie, że ten będzie w miarę delikatny. Herbert był tym, na którym Hal mógł ćwiczyć swoje umiejętności lekarskie. Ileż to razy prostował nos. Choć raz Bertie się poruszył i przestawił mu pół szczęki, umiejscowienie jej ponownie było cholernie bolesne.
-Wierz mi bracie, zadaje sobie to samo pytanie od paru ładnych lat – mruknął. Miał coś takiego, że kłopoty same do niego lgnęły. Nie prosił się o nie. W sumie każde wyjście z domu mogłoby początkiem kolejnych problemów. Hal jednak jakoś z tego wyrósł jeżeli można to określić. Choć brat miał mocną pieść to używał jej kiedy musiał. Miał mniejszego pecha. Herbert zaczął sadzić, że ma twarz, która zaprasza ciosy. Poddał się dokładnym oględzinom, które miały na celu sprawdzenie jak bardzo jest poturbowany liczył, że nie otrzyma zbyt długiego kazania.
-W mordę! - Zawołał kiedy  poszedł pierwszy czar, a ciepło zamieniło się w palące punktowo miejsce.  Zacisnął szczęki, jednak brat nie miał zamiaru być delikatny. Nie tym razem. - Niech cię Hal...
Mruknął tylko pod nosem, ale starszy z Greyów nie skończył i wypowiadał kolejne zaklęcia. Z gardła Herberta wydobył się warkot człowieka, który właśnie odebrał, a nie zostaje leczony. Ciche chrupnięcie połączone z jękiem botanika oznajmiło, ze szczęka została naprawiona i siniaki zaczęły znikać. Pomasował szczękę, która była jeszcze obolała, ale opuchlizna zaczęła znikać. Czuł połowę twarzy, a to był dobry znak. Wstał by podejść do szafy i wyciągnąć z niej koszulę, którą naciągnął na grzbiet.
-Dzięki – powiedział przeczesując włosy dłonią i wskazał na szklany pojemnik. - Warto było za nie oberwać w twarz. Sprawdzimy czy w nocy świecą zielonkawym światłem i czy unoszą się wtedy zarodniki. Zgodnie z zapisami ma uniwersalne właściwości. Jednocześnie łatwo go uszkodzić i stracić całe składniki.
Postukał palcem w szklany pojemnik z dumą w oczach.
-Trzeba mu znaleźć odpowiednie miejsce w szklarni. Masz pomysł? A co do Szmidta... - Herbert oparł się stolik i skrzyżował ramiona na piersi. - Na pewno nie szukał kwiatów dla ukochanej. Biegł i spieszył się. Był wściekły jak na mnie wpadł. Powiedział, że przeszkodziłem mu w „polowaniu”.
Zmarszczył lekko brwi głęboko się nad czymś zastanawiając.
-Był zaskoczony moją obecnością, jak większość osób, które spotykam ostatnio... Mówił, że ma jakieś interesy do załatwienia w Anglii. - Wzruszył ramionami jakby jednak uznał, że nie warto zbytnio się nad tym zagadnieniem pochylać. - Nie ważne.
Liczył na to, że następnego dnia dowie się czegoś więcej kiedy spotka się z dawnym znajomym na kieliszku czegoś mocniejszego. Sam był ciekawy samego Szmidta, musiał od nowa wyrobić sobie kto jest przyjacielem a kto wrogiem. Byli już dorośli, każdy poszedł inną drogą i mogły być one od siebie biegunowo odległe.
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]02.01.21 19:30
Składanie ludzi było rzeczywiście jego pracą przez pewien czas, gdy rezydował w św. Mungu. Bliżej mu jednak było do warzenia eliksirów i maści, niż do magii leczniczej. Porzucając pracę w szpitalu nie sądził, że przyjdzie mu jeszcze wykorzystywać zdobyte na stażu umiejętności. Był obeznany z krzykiem pacjentów, potrafił zachować zimną krew i niewzruszonym kontynuować zabieg. Bert miał szczęście, że nie było to nic skomplikowanego, bo kilka prostych zaklęć nie wystarczyłoby, aby go sensownie złożyć. Takimi przypadkami Halbert miał się już nie zajmować. Chciał tylko dorywczo pomagać przy nagłych wypadkach i sporządzać mikstury na zamówienie. Wychodziło na to, iż Młody wyrabiał całą normę nagłych wypadków.
- Spójrz, już po krzyku - odparł beznamiętnym tonem, siląc się na ironiczny uśmiech. - Byłeś bardzo dzielny, ale niestety lizaki się skończyły. - Odsunął się na krok, dając mu możliwość przebrać się w czyste ubrania. W tym czasie przystanął obok stolika z przyniesionymi przez Herberta ingrediencjami. Przesunął jeszcze wzrokiem po tytułach książek i fragmentach rozrzuconych map z zaznaczonymi lokacjami. Czasem sam tęsknił za przygodami i wyprawami, choćby tymi najkrótszymi. Mógł zapuszczać się do lasu sam, ale nie było to to samo, warto było więc zadbać o towarzystwo. Nie chciał stale zwracać się do brata, wszak miał on wiele własnych obowiązków, a po powrocie do domu korzystał z wolnej chwili na oddech. Czyżby świat podpowiadał mu, że to najwyższa pora, by wreszcie znaleźć kogoś dla siebie?
- Też mi myśliwy… - parsknął z powątpiewaniem, ewidentnie gościa nie tolerował. - Znając życie pewnie męczył jakichś mugoli. Tacy jak on się nie zmieniają. - Nie miał pojęcia jakiego rodzaju interesy mogą trzymać Schmidta w Anglii i pewnie w dowolnym innym przypadku miałby to w głębokim poważaniu, tak teraz zamierzał drążyć temat. Przeniósł wzrok na opierającego się o blat stolika Herberta i ściągnął brwi w zamyśleniu. W jego głosie nie wybrzmiewała już złość, a zwyczajne niezrozumienie. - Ale zaraz… rozmawiałeś z nim? - zdziwił się po raz kolejny tego wieczoru. - Zaatakował cię, a ty ucinasz sobie z nim pogawędkę? Jakim cudem przeżyłeś te wszystkie wyprawy? - Sięgnął po słoik, unosząc go na wysokość wzroku, przez szklaną barierę przyglądał się strukturze zebranych okazów. Jego twarz od razu złagodniała, jakby zapomniał w jakim stanie wrócił przed chwilą Herbert. Gdy na horyzoncie pojawiają się nowe rośliny, trudno było mu się skupić na czymkolwiek innym. - Jaką mamy pewność, że nie będą szkodziły innym? Mam miejsce pod dębami, obok trufli, ale może lepiej dać im najpierw warunki kontrolowane, na uboczu? Zostało trochę ziemi piaszczystej i gliny, więc powinno im się spodobać. - Przeniósł wzrok na brata i zmarszczył brwi. - A może rozsądnym będzie je podzielić i sprawdzić oba sposoby? - Kwestia umieszczenia grzybów w ziemi była kluczowa do dalszych badań. Nie byli jeszcze na tyle sfrustrowani poszukiwaniami, by nie dopuszczać do siebie możliwości porażki, ale skoro się się udało, to dlaczego nie wykorzystać okazji i nie zrobić wszystkiego, co w ich mocy?
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]02.01.21 21:16
Herbert zrobił typową dla siebie minę, pomieszanie lekkiej irytacji z oburzeniem, podkreślonej za pomocą zmarszczonych brwi i lekko skrzywionych ust. Typowe teatralne zniesmaczenie w wykonaniu młodszego Greya. Lizaki, też wymyślił. Zapiął dokładnie guziki koszuli. Jeszcze coś go pobolewało z boku, ale zakładał, że za chwilę przejdzie, w końcu rany zwykle goiły się na nim jak na przysłowiowym psie. Mógł marudzić na brata, ale miał szczęście, że Hal był i zawsze go składał. Inaczej musiałby znaleźć sobie kogoś innego, a to wcale nie byłoby takie łatwe.
-Leżałem na ziemi i się o mnie potknął, by wpaść w grzyby i całkowicie je zdeptać – wyjaśnił wzdychając ciężko. Co Hal sobie wyobrażał, ze Szmidt rzucił się na Greya idąc po lesie, ot tak. Szmidt bywał szalony i nieobliczalny, ale jak nie miał powodu to nie atakował. Zwykle zawsze znajdował powód. - To mu powiedziałem co na jego temat myślę i wtedy się na mnie rzucił.
Opowiadał dalej Herbert nie zrażony miną oraz komentarzami starszego brata. Pamiętał, ze zawsze nie był zachwycony tym iż zna się ze Szmidtem i spędza z nim czas. Byli jednak wtedy dzieciakami, dwie gorące głowy i należało Austryjakowi oddać jedno, że parę razy Greya uratował z tarapatów gdy brata nie było obok. Teraz jednak mógł stać się jednym z kłoptów Herberta i powoli to do niego docierało. Jednak nie mógł odwołać spotkania. Zbytnio go kusiło aby dowiedzieć się czegoś więcej.
-Szlag mnie trafił kiedy zobaczyłem jak dewastuje stanowisko. Sam wiesz jak trudno je znaleźć. W zeszłym roku się nie udało. Kolejny rok stracony. - Jeżeli chodziło o rośliny nie potrafił przejść obojętnie obok tego jak ludzie je niszczyli i traktowali. Wszyscy ratowali i zachwycali się magicznymi stworzeniami, zapominając, że rośliny też zasługują na uwagę i troskę.  
-Przeżyłem dzięki mojemu wrodzonemu urokowi, kochany bracie. Następnym razem wybierz się ze mną na wyprawę bym uniknął swojego pecha– odgryzł się na prztyk ze strony Hala i spojrzał na swoje buty. - Cholera, schody!
Otworzył drzwi i zerknął czy Hattie przypadkiem nie stoi w połowie ich wysokości by skarcić synów, że buty to się zdejmuje przed domem jak są całe w błocie. Na szczęście chyba nadal była w ogrodzie. Wciągnął różdżkę i wypowiedział zaklęcie:
-Chłoszczyść – wykonał odpowiedni gest i po chwili na schodach nie było widać śladu po tym, że wlazł z błockiem do domu. Zamknął ponownie drzwi do pokoju i wskazał na swoje znalezisko, które teraz spoczywało w rękach brata. - Rosną w małych grupach, zwykle pod większym drzewem. Możemy spróbować na dwóch stanowiskach i zobaczyć przez najbliższe dni gdzie się lepiej przyjmą. Z tego co wiem nie są zbytnio inwazyjne i nie powinny innym zaszkodzić.
Podszedł do stosu książek, aby wyciągnąć z nich jedną, która traktowała o rzadkich okazach, miał już zaznaczony odpowiedni fragment.
-Owocniki nie są toksyczne dla człowieka, jednak są gorzkie w smaku, dlatego niektórzy autorzy uznają ją za niejadalną, inni jako jadalną – odczytał fragment z książki. - Rosną w małych grupach, lubią przebywać w bliskim otoczeniu drzew i mchów. Mało inwazyjne dla innych gatunków, w nocy świecą kolorem zielonkawym, ale tylko wtedy gdy za dnia występują na stanowisku nasłonecznionym. Może w południowej części je umieścimy, na różnym podłożu?
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]03.01.21 10:40
- Ignorant - mruknął pod nosem, gdy wywracał oczami, słysząc o okolicznościach ich spotkania. Dokładnie tak, wyobrażał sobie Schmidta biegającego po lesie z wyciągniętą różdżką i atakującego biednych ludzi bez opamiętania. Oczywiście, że przesadzał i podkolorowywał nawet w wyobraźni, ale zwyczajnie go nie trawił. - W porządku, ważne że nic wielkiego się nie stało. - Poza podeptanymi okazami, pomyślał zaraz, nie mogąc uwierzyć, że byli tak blisko przełomowego odkrycia i gdyby nie ten oślizgły typ, wszystko potoczyłoby się inaczej! Dobrze, że Halbert nie wiedział o planach brata względem swojego oprawcy, bo zaraz wyraziłby swój kategoryczny sprzeciw i dezaprobatę dla tych irracjonalnych decyzji. Wszystko dlatego, że za bardzo martwił się o swoich bliskich, a ci, wracając do domu z licznymi ranami, niczego mu nie ułatwiali.
Już chciał coś odpowiedzieć na rzuconą w kwestii wyprawy propozycję, ale Herbert zerwał się z miejsca, by pozbyć się wszelkich śladów swojej dzisiejszej zbrodni na drewnianych schodach. Nie zdziwiłby się, gdyby ich matka już prowadziła dochodzenie i z wyciągniętą różdżką wyszła na poszukiwania sprawców tego całego zamieszania. Hattie to cudowna kobieta, pełna ciepła, ale i pasji. Swoją pracowitością i pogodą ducha mogła zawstydzić niejednego młodzika! Wszyscy wokół wiedzieli też o jej zamiłowaniu do powieści detektywistycznych, w których zaczytywała się w wolnych chwilach, a jakie ożywiały w niej pasję do prowadzenia swoich małych dochodzeń. Zabłocona podłoga na pewno wzbudziłaby jej zainteresowanie.
Słuchał uważnie słów brata, a gdy ten otworzył książkę na właściwej stronie, zerknął na wskazany przez niego fragment. - Czyje to opracowanie? Ah, Rolfe, uwielbiam ten Romans w Świecie Grzybów. - Zaraz poznał styl autora i pokiwał głową na znak, że uznaje go za wiarygodne źródło. -No dobrze, to tak zróbmy, najlepiej wśród dębów - zgodził się na zaproponowaną opcję i jeszcze raz rzucił spojrzeniem na zamknięte w słoiku grzyby. Nie był pewien czy przetrwają do następnego dnia, może jednak warto było zająć się nimi od razu, by zapobiec ewentualnym powikłaniom? - Świetna robota, wiedziałem, że ci się uda. Tylko następnym razem ogranicz liczbę siniaków, bo inaczej dojdę do wniosku, przydałby ci się porządny trening. - Uniósł kącik ust, odkładając słoik na swoje miejsce, po czym przejął od Herberta książkę z zamiarem przewertowania kilku kolejnych stron w poszukiwaniu ciekawostek, jakie mogłyby dać im dodatkowe wskazówki.
- Miałem pytać! - Wyprostował się nagle ze ściągniętymi brwiami, odnajdując wzrok brata. - Wybierzesz się ze mną w pierwszej połowie września do Londynu? Do portu ma trafić statek z Argentyny. Zamówiłem przed miesiącem pył skał bazaltowych z Patagonii i chyba mają opóźnienie. Kiedy byłem tam ostatnim razem, odprawili mnie z niczym, pewnie dlatego, że nie mówię po hiszpańsku… - Westchnął zmęczony, bo pokłady irytacji skończyły mu się już przed tygodniem.
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]03.01.21 13:25
Herbert podrapał się po policzku i westchnął cicho. Dopiero uczył się żyć na nowo w rodzinnym domu. Czuł się tutaj dobrze, wiedział, że to jest bezpieczna przystań, w której zawsze odnajdzie spokój i wsparcie, ale wokół niej trwał chaos wojny i nie mogli go ignorować. On zaś musiał szybko nauczyć się rozpoznawać zagrożenie tak jak to robił w dżungli. Jego wzrok padł na małą fotografię, którą trzymał w pokoju. Była nim cała trójka, Herbert posiadał dość duży zarost, który wyhodował w czasie swojej podróży i obejmował z szerokim uśmiechem Hattie i starszego brata. Matka patrzyła na niego czule i z troską w oczach, a Hal jakby sprawdzał czy brat nie ma gdzieś jakiś zadrapań. Wyglądali na szczęśliwą i zgodną rodzinę, która pomimo wielu przeciwności trzymała się razem. Obok stało nieruchome zdjęcie ojca. Widział podobieństwo w spojrzeniu oraz budowie szczęki. Nie znali ojca nim się nim stał, ale matka często mówiła, że widzi w synach William i nie chodziło jej o wygląd. Postanowił już nie kontynuować tematu Szmidta, który mocno drażnił starszego brata i zaśmiał się cicho słysząc jego słowa.
-Nie jest to głupi pomysł, Hal – trącił czarodzieja lekko w ramię dłonią zaciśniętą w pięść. - Co ty na to abyśmy trochę potrenowali. Straciłeś trochę swojego wigoru, bracie.
Uśmiechnął się do niego prowokacyjnie stając w pozycji do walki na pięści.
-Jestem ciekaw, czy nadal potrafisz utrzymać długo swoja gardę. - Pamiętał jak byli młodsi często razem trenowali i nikt nie mógł pobić braci Greyów. Stanowili niezłą siłę. Siłę, której teraz potrzebowali. - A potem byśmy poszli na skały?
Herbert był człowiekiem czynu. Wszędzie go nosiło, musiał coś robić inaczej by zwariował. Sięgnął po słoik, który odstawił brat i przyjrzał się dokładniej swoim znaleziskom.
-Przenieśmy je już dzisiaj, oby choć jeden się przyjął. Będziemy mogli mieć własna hodowlę. - Szturchnął jeszcze w bok starszego brata kiedy ten wertował książkę. Otworzył drzwi aby zejść na dół, ale zatrzymał się kiedy usłyszał prośbę brata. Kąciki ust zadrżały delikatnie.
-Mówiłem przecież, że jak cię obrażają powiedz jedynie: ¡Eres un idiota! ¡Todos tus dientes te caerán, tu madre no te reconocerá! - Powiedział płynnie po hiszpańsku Herbert. - Nie ma problemu pójdę z tobą i zwyzywam kogo trzeba abyś otrzymał pył ze skał bazaltowych.
Ostatnio głównie włóczył się po okolicy, nie zaglądał do Londynu. Miasto go trochę odrzucało swym wyglądem ruiny. Mało mugoli, głównie czarodzieje. Magia była wszech obecna, na każdym rogu. Z jednej stronny winni się cieszyć, ale z drugiej wiedział jakim cierpieniem było to okupione.
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]03.01.21 17:07
Nie udało mu się wyłapać spojrzenia Herberta, gdy ten wpatrywał się w fotografie. Pamiętał za to słowa matki, gdy ta powtarzała o ich podobieństwie do ojca. Po ukończeniu szkoły spędził z nim więcej czasu, niż brat. Niestety ból po śmierci Hazel wyrządził mu wiele krzywdy i już wtedy zaczął go zmieniać. Przez te cztery lata zdążył się oswoić z kolejną stratą, co tylko dodatkowo umocniło jego więź z rodziną. Czasem zastanawiał się jak wyglądałoby jego życie, gdyby wszystko potoczyło się innym, bardziej beztroskim torem. Jakże byłoby pięknie mogąc poświęcać sto procent swojego czasu rodzinnym szklarniom, jakie zdołałby wznieść, gdyby nie wojny i utrata najbliższych. Starał się na tym nie skupiać, nie żyć przeszłością ani nierealnymi marzeniami. Wciąż miał swoje cele, które chciał osiągnąć, ale do tej pory miał zdecydowanie za wiele na głowie, by mieć czas na badania. W powrocie brata widział szansę większy podział obowiązkami i może wkrótce ruszą z planem rozbudowy szklarni?
- To brzmi, jak… bardzo dobry pomysł - odparł pomimo początkowego zawahania, nawet nie przypuszczając, że Herbert tak szybko podłapie temat. Z uśmiechem odłożył książkę z powrotem na stos innych woluminów - odłożyłby ją na półkę, gdyby takowa miała swój ustalony porządek… - Że niby ja straciłem wigor? Tylko się dolecz, a zobaczysz bardzo się mylisz! - Nie odbierał tego za prawdziwą obrazę, a za kuksańca w bok, jaki brat mu właśnie sprawił. Prawdą jednak było, że w jego obecnym życiu nie było zbyt wielu okazji do walki, więc może i ćwiczył swoją tężyznę, ale czy i odruchy będą wciąż przychodziły tak naturalnie?
- ”Idiota”, to jedyne co jestem zdolny z tego zapamiętać. - Zawsze twierdził, że, w przeciwieństwie do brata, nie ma zdolności do nauki języków obcych. Prawdziwym utrapieniem były receptury alchemiczne zapisane na starych pergaminach w wymarłym już języku, gdzie nawet wspomagając się słownikiem, z trudem rozszyfrowywał kolejne podpunkty. Może powinien w końcu rozejrzeć się za kimś, kto pomógłby mu z nauką łaciny?
- Pamiętaj, żeby zahaczyć o pracownię. Weź coś na tę twarz, może nie zauważy - mruknął tylko, mając na myśli Hattie i wyminął go w drzwiach, schodami kierując się do kuchni. - Odwrócę jej uwagę! - Rzucił jeszcze teatralnym szeptem, puszczając mu przez ramię oczko. W powietrzu unosił się już zapach pieczonych bułeczek z cynamonem, może uda mu się przed pracą w szklarni zgarnąć kilka z nich.

| zt x2
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]14.09.21 22:39
25 stycznia 1958 roku
Wrócił do domu z pracy zmęczony bardziej, niż zwykle. Mimo iż przygotowywanie nawozów dla młodych szczepek nie było skomplikowanym ani szczególnie wymagającym zajęciem, z tyłu głowy wciąż przesuwały się bieżące problemy.
Z uśmiechem na ustach odkrył zaadresowaną do siebie przesyłkę. Pospiesznie rozerwał papier i przyjrzał się lakierowanej tyczce oraz zamkniętym w pudełku spławikom. Tuż obok leżała świeżo rozpakowana skórzana nakładka na pas, o którą już dawno zamierzał się zaopatrzyć, ale miał wciąż w pamięci brata, który miał zająć się sprawą uchodźców, którzy przed dwoma dniami pojawili się u ich progu. Wierzył, że poradzi sobie z realizacją ustalonego planu, ale Halbert nie byłby sobą, gdy nie wspomógł go w takiej chwili.
Zapukał do pokoju brata, a drzwi uchyliły się, odsłaniając puste pomieszczenie. Herbert musiał być poza domem i zapewne wróci o późnych godzinach nocnych. Halbert westchnął tylko ciężko i pchnął drzwi, wchodząc do środka. Rozejrzał się przelotnie w poszukiwaniu odpowiednio dużego wolnego miejsca, aż wreszcie ułożył na blacie biurka wędkę. Tuż obok zostawił nakładkę na pas z sakwami, do których to wsunął dwie fiolki z wywarem ze szczuroszczeta.
Herbert wspominał o chęci wybrania się na ryby, a starszy Grey nie chciał, by brat sterczał długo na tym mrozie. Nie sądził, by umiejętności młodszego były wystarczające do prędkiego osiągnięcia oczekiwanych rezultatów. Sam niejednokrotnie tkwił z ojcem na brzegu pobliskiego jeziora, opatulony kurtką, kocem i szalikiem, mimo iż była wtedy późna wiosna. Pamiętał tylko karcący ton głosu ojca, gdy kazał przestać szczękać zębami, bo wszystkie ryby spłoszy. Halbert wziął sobie jego słowa do serca i starał się więcej nie chadzać z nim nad jezioro.
Teraz sytuacja była zgoła inna, ubogie zasoby nie pozwalały na zapasy, jakie umożliwiłyby im godne życie. Choć i tak byli w o wiele lepszym miejscu, niż spora część społeczeństwa zduszona pod butem antymugolskich czarodziejów, to nie znaczy, że mają przestać walczyć, także dla innych. Niejednokrotnie podczas wizyt u pacjentów widywał ich twarze zmęczone i wychudzone z niedożywienia. Halbert już wyrobił sobie nawyk pakowania dodatkowych porcji chleba i prostych przetworów, by następnie zostawiać je podczas wizyt wraz z zalecanymi eliksirami. Ich zapasy nie były nieskończone, musieli zająć się ich uzupełnieniem.
Jeszcze raz obrzucił pokój przelotnym spojrzeniem, po czym wyszedł z pokoju brata i wrócił do siebie.

| zostawiam Herbertowi 2 porcje wywaru ze szczuroszczeta, zaczarowaną wędkę i nakładkę na pas z sakwami
| zt


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sypialnia Herberta [odnośnik]28.10.21 17:31
|05.01.1958

“Pojawił się biały człowiek, który wypytywał o możliwość wynajęcia łodzi, dwóch wprawnych myśliwych oraz lokalnego przewodnika. Jak mówił interesują go dzikie rośliny, głównie orchidee rosnące w samym centrum puszczy amazońskiej i motyle ale również chciał odnaleźć pewne indiańskie plemię, o którym wiadomo trzy rzeczy: jest dzikie, krąży po dżungli stale zmieniając miejsce pobytu i zdecydowanie nie chce, aby ktoś je odnalazł.”

Herbert przestał pisać na maszynie i sięgnął po kubek z cienką herbatą, którą wcześniej przygotował. Uznał, że tego dnia najpierw popracuje nad książką i wspomnieniami, a dopiero później uda się do szklarni. Ostatnio nie miał czasu na pisanie ani na opiekę nad roślinami, a przecież je hodował dla Greengrassów oraz dla Abbottów, oprócz tego miał przygotować grządki na sadzenie warzyw, które mogłyby w jakiś sposób pomóc innym oraz miał jeszcze doglądać tojadu. Botanik przeciągnął się po czym sięgnął do swoich notatek z podróży, a po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk maszyny do pisania.

“Niechęć ta przybiera niekiedy znamiona ostentacji. Wówczas na wścibskich intruzów sypią się charakterystyczne czarne strzałki wystrugane z twardego drewna. Końcówki tych strzałek mają kolor czerwony, co oznacza, że umoczono je w gęstej, dobrze skoncentrowanej mazi, którą zwykło się określać słowem kurara. Nazwa ta wywodzi się od łacińskiego słowa curare, czyli leczyć. Bardzo ciekawie dobrana nazwa i wydaje się całkowicie nieadekwatna do tego co ta maź robi. Jednak gdy się dokładnie zastanowić to kurara w sposób natychmiastowy uwalnia człowieka od wszystkich możliwych chorób ciała i umysłu, zarówno toczących go w chwili obecnej, jak i tych, na które mógłby zapaść w przyszłości; gdyby jej dożył.
Moja przygoda zaczyna się w środku puszczy kiedy wraz z dwójką Indian spędziliśmy 48 godzin na czuwaniu, byliśmy głodni i sen mógł grozić śmiercią głodową. Udało się nam w końcu upolować wychudzonego ocelota, ledwo po jego zjedzeniu zapadliśmy w głęboki sen, który zaraz został mi przerwany szarpaniem za linkę hamaka. Otwarcie oczu groziło odkryciem pod powiekami ogromnej ilości piasku, spałem może nie całą godzinę. Kolejne szarpnięcie i syk, najwyraźniej jednak musiałem wstać. Otworzyłem na oścież powieki i wtedy zrozumiałem, że miałem pod nimi grube grudy soli, a nie piachu. Piekły potwornie, ale były tak wysuszone, że nie leciała żadna łza. Wtedy usłyszałem cichy chrzęst, wokół mnie. Były regularne, wręcz w sekwencjach i gdzieś z tyłu, za mną. Chrzęszczenie ściółki w lesie w Anglii gdzie są szyszki, liście, igliwie jest czymś normalnym, ale tu - to była dżungla, gdzie nic nigdy nie chrzęści; raczej mlaska błockiem, butwieje po cichutku, mięknie i głuszy wszelkie kroki. Co więc tak chrzęści? Czy ktoś się skrada i za chwilę dostanę czarną strzałką, lepiej aby od myśliwych niż wojowników. Kurara myśliwych sparaliżuje mnie na parę godzin, ale wojowników zabije na miejscu. Niemożliwe jednak, zawsze gdy widzieliśmy wbite dzidy w ziemię to zawracaliśmy; znaliśmy ten znak ostrzegawczy aby nie wchodzić, a Indianie są bardzo honorowi.
Nagle mnie olśniło! Jedyne co ma prawo chrzęścić, to chityna - pancerze owadów!”


Znów przerwał na chwilę pisanie aby dokładnie przypomnieć sobie wydarzenia z tamtego dnia. Grey chciał wyskoczyć z hamaka, ale jego przewodnik go powstrzymał mówiąc aby się nie ruszał; nie, on to wyszeptał, ale tym charakterystycznym szeptem, który brzmi jak wrzask. Miał udawać, że nie żyje bo inaczej mrówki ich zjedzą! W takich sytuacjach Grey wiedział, że nie zadaje się zbędnych pytań. Jak przewodnik mówi: padaj, to padasz. Kiedy mówił, że miał być cicho to siedział w milczeniu tak długo jak on. Widział już Indian siedzących godzinami bez ruchu jak posągi kiedy czatowali na zwierzęta. Nigdy nie spotkał się aby człowiek biały miał taką wytrwałość i samozaparcie, a tym bardziej czarodziej. Czarodzieje należeli do tych najbardziej niecierpliwych, chcący uzyskać efekt od razu, ponieważ magia im na to pozwalała.

“Wisieliśmy nieruchomo w hamakach. Udając martwą część okolicy, a pod nami toczyła się śmiertelna wojna. Szedł rozłożysty, dobrze zorganizowany, krwiożerczy i głodny dywan czerwonych mrówek. Chrzęsty, które słyszałem, pochodziły od węża, który zwijał się w przedśmiertnych drgawkach. Umierał najgorszą z możliwych śmiercią - wyżerany od środka. Mrówki maszerowały metodycznie przez jego wnętrzności i opróżniały go ze wszystkiego co jadalne… chrzęszczące przy tym szczękami. Na szczęście żadna z nich nie wpadła na pomysł spojrzenia w górę - to nam uratowało skórę. Mrówki, zajęte wężem, nie zwróciły uwagi na nas i poszły sobie dalej. Zaraz potem my także poszliśmy dalej. Oczywiście w innym kierunku. Biegiem! Jak najdalej od tego miejsca! Zostały po nas puste, dyndające hamaki.”

Grey uśmiechnął się do siebie, ponieważ jeszcze parę razy zdarzało mu się porzucać w ten sposób hamaki. Zrozumiał, że wożenie ich za każdym razem z Anglii jest bez sensu; musiał nauczyć się pleść takie same jak Indianie, co nie było łatwe kiedy nigdy się tego nie robiło. Podobnie jak wiele innych rzeczy musiał się nauczyć na miejscu, ale gdyby nie Indianie nigdy by tej wiedzy nie posiadł. Polubili go, ponieważ Grey nie pożerał dżungli, nie niszczył jej, a pragnął jedynie odkryć i poznać, a później opowiedzieć o niej gubiąc przy tym trochę tropy aby zbyt wielu białych jednak do niej nie trafiło. Jednak jednej rzeczy nie zapomni do końca swoich dni - Jak spotkał pierwszego Indiania. Nachylił się nad maszyną do pisania, a słowa same się układały w opowieść.

“Było to na odludnych terenach Ameryki Środkowej. W miejscu gdzie nie wiadomo dokładnie jaki to kraj, bo jeden został daleko za naszymi plecami, a drugi jeszcze nie zaczął. Takich miejsc jest jeszcze wiele, w Europie tak wielkie miejsce mogłoby być osobnym krajem, a tutaj jest to zarośnięta dżungla. Ziemia Niczyja. Oficjalnie ma właściciela, nawet jest podzielona na gubernie, ale w praktyce są to tereny dzikie i bezludne. Nigdy nie cywilizowane. Wciąż jest tam wielkie pole do popisu dla poszukiwaczy przygód i odkrywców. Jednym z nich byłem właśnie ja. Najpierw jechałem bardzo długo starym wozem, w prażącym słońcu. Kiwało i podrzucało tak mocno, że nabawiłem się choroby morskiej. Po dwudziestu godzinach wysiadłem aby przesiąść się na muła i jechałem dwie noce, bo za dnia dla muła było za gorąco, aż do miejsca gdzie zaczynały się bagna. Dalej zwierzę nie chciało iść. Zaparło się przednimi kopytami w błonie i burczało na mnie nieprzyjemnie. Ponaglany piętami, patykiem i okrzykami zachęty muł odwrócił się i ugryzł mnie w kolano. Wtedy zsiadłem, pognałem go w drogę powrotną a sam ruszyłem przed siebie. Na piechotę.
Wąska, praktycznie niewidoczna ścieżka wiła się między bajorami. Powietrze dookoła cuchnęło, prawdziwie zatykało nos zgnilizną, a do tego bzyczało i gryzło po całym ciele. W końcu ścieżka wyprowadziła mnie na drugą stronę moczarów, a tam, na skraju lasu spotkałem pierwszego w życiu Indiania. Takiego, który wciąż żyje w chacie, biega boso i zje to co upoluje. Byłem dla niego dziwnym stworzeniem, które nie powinno się tu znaleźć. Pierwszego wieczora pokazał mi tukany oraz wskazał, że dźwięk jaki wydają zwiastuje dobrą pogodę. Następnego dnia znów kazał mi słuchać tukana, był to ten sam dźwięk więc dumnie odparłem, że zwiastuje dobrą pogodę. Indianin spojrzał na mnie z politowaniem: “Nic nie wiesz, to jest trukanie na deszcz”. Dla mnie niczym się nie różniło, ale Indianin miał rację. Ostatecznie nigdy nie udało mi się rozróżnić tych trukań tukanów, ale Indianin nauczył mnie patrzeć. W końcu wystarczy obserwować świat dookoła. Morał z tego płynął następujący: Obcowanie z Indianami jest jak gra w szachy - nie wolno się irytować. Trzeba zaakceptować Takimi, jacy są - z ich tajemniczą logiką “dzikich ludzi”. Oni robią to samo wobec nas - akceptują niezrozumiale. I uśmiechają się w specyficzny sposób jak psychiatrzy, którzy widzą beznadziejny przypadek.”


Maszyna przestała klikać kiedy Herbert zakończył pisanie i sięgnął już po zimny kubek z herbatą. Zerknął na zegarek kiedy zorientował się, że powinien udać się do szklarni i zająć się roślinami. Zebrał wszystkie notatki odnośnie swoich wypraw do Amazonii i odłożył na równym stosie. To był dopiero początek pisania pamiętników z wypraw do dzikiej dżungli, ale powrót wspomnieniami dodawał mu sił do dalszej walki o wolność i życie jaką teraz toczył będąc sojusznikiem Zakonu Feniksa; miał nadzieję, że gdy to wszystko się skończy wróci do Amazonii i spotka się z pewnym Szamanem, któremu obiecał opowieści ze swojego świata.

|zt, 1341 słów


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Sypialnia Herberta
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach