Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pomnik Cronusa Wyzwoliciela

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime14.01.21 21:49

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela

Po całkowitym przejęciu stolicy przez czarodziejów i ustaniu walk, dla upamiętnienia zwycięstwa nad mugolami tuż przed Pałacem Buckingham postawiono wzniosły pomnik na cześć nowego Ministra Magii. Pomnik Wyzwoliciela, wyjątkowo utalentowanego autora, brytyjskiego rzeźbiarza, Aikena Cattermole przedstawia półnagą sylwetkę Cronusa Malfoya odrywającego głowę ostatniemu stąpającemu po londyńskich ziemiach mugolowi. Pomnik jest wyjątkowy — z kamiennej głowy mocno osadzonej w wyciągniętej dłoni ministra nieustannie sączy się krew. Czy prawdziwa — mecenasi sztuki nie mają pewności. Oczywiste jest jednak, że wykonana z bałkańskiego marmuru statua wzbudza ogromny podziw. Plotki głoszą, że każdy kto nabierze w dłonie sączącej się posoki i wysmaruje nią twarz sprowadzi na siebie uśmiech fortuny.


Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime25.03.21 13:11

| 04.12

Grudzień przyniósł ze sobą jeszcze zimniejszą aurę, choć niewątpliwie nie było tak źle, jak rok temu, kiedy szalały anomalie. Tegoroczny schyłek jesieni i początek zimy można było uznać za normalny, co Cressida, mimo tęsknoty za latem, powitała z ulgą. Nigdy jednak nie przepadała za tym momentem roku, kiedy z drzew opadły już barwne liście, a brzydoty i szarości świata odartego z kolorów nie przykrył jeszcze śnieg, więc kiedy początkiem grudnia pojawił się biały puch, mogła być zadowolona.
Nie przepadała też za Londynem, tym wielkim, obcym i szarym miastem. Wychowała się wśród lasów Charnwood jako lady Flint i miejskie środowisko nigdy nie było jej ulubionym, choć czasem z konieczności bywała w stolicy. W końcu to tu znajdowały się znakomite przybytki sztuki i inne ważne dla czarodziejów miejsca. Tu też miała rodzinę; siostra jej umiłowanego pana ojca poślubiła Blacka, więc siłą rzeczy Cressida od dzieciństwa była czasem zabierana przez rodziców na Grimmauld Place i tym sposobem poznała swoje kuzynostwo. Najbliższą więź wytworzyła z Alphardem, którego ledwie miesiąc temu odprowadzili na wieczny spoczynek, ale wciąż odczuwała jego brak i czuła smutek w serduszku, gdy tego dnia pojawiła się w rezydencji Blacków. Spotkanie z kuzynką Aquilą mogło jednak osłodzić jej poczucie braku drogiego Alpharda. Były sobie bliskie wiekiem, powinny spędzać ze sobą więcej czasu, co dawniej, przez edukację w różnych szkołach, było utrudnione. Aquila trafiła do Hogwartu, a Cressida do Beauxbatons, co sprawiło że każda miała własne grono koleżanek i ich relacja ograniczona była głównie do sporadycznych spotkań rodzinnych w wakacje, a później, w dorosłości, do rozmaitych szlacheckich uroczystości, podczas których nie zawsze była okazja do zamienienia więcej niż paru słów.
Cressida tak na dobrą sprawę nie wiedziała nawet, jaki Aquila miała stosunek do jej osoby, ale żywiła nadzieję, że z czasem uda im się nawiązać bliższą relację. Łączyło je w końcu tak bliskie pokrewieństwo, a krew była krwią, nawet jeśli nosiły inne nazwiska. Oczywiście nie miało to nastąpić od razu, ale spotkanie mogło być krokiem w dobrym kierunku. Jej mąż zaaprobował jej chęć odwiedzenia kuzynki, zależało mu na tym, by Cressida spędzała czas z innymi damami w podobnym sobie wieku, a nie jedynie z jego starszymi ciotkami czy ze służką. Młoda służka naturalnie towarzyszyła jej w wyprawie do Londynu, w końcu damie nie wypadało podróżować samotnie nawet do rodziny. Poza tym w tych czasach to strach, promugolska tłuszcza mogła czyhać na niewinną młodą lady, choć mówiono jej, że miasto było już spokojne i oczyszczone. Mimo to cień lęku gdzieś głęboko w serduszku się tlił.
Cressida nie wiedziała zbyt wiele o wydarzeniach w magicznym świecie. A jeśli o czymś wiedziała, to znała tylko wersję będącą propagandą i nie mającą wiele wspólnego z prawdą – ale o tym, że to wszystko co jej mówiono jest bzdurą, wiedzieć nie mogła. Mąż czasem pozwalał jej czytać Walczącego Maga, choć zapewne wcześniej wyjmował z niego artykuły nieodpowiednie dla delikatnej młódki. Wierzyła jednak w to, że przyczyną społecznych niepokojów była właśnie prymitywna promugolska tłuszcza i sami mugole, niegdyś obojętni i znajdujący się poza jej myślami, dziś budzący lęk i nieufność. Jak przystało na naiwne, żyjące pod kloszem dziewczątko łatwo wierzyła w to, co mówili jej mąż, pan ojciec oraz brat. Zawsze łatwo pozwalała się formować i wtłaczać w odpowiednie ramy, gdyż nade wszystko pragnęła spełniać oczekiwania rodziny i jak najlepiej wpisać się w to, czego oczekiwano od młodej lady Flint. Nie zmieniło się to i po ślubie. Wciąż była typowym produktem patriarchalnego chowu i jej umysłu nie kalały występne, buntownicze myśli. W jej przekonaniu rodzina była dobra i idealna, a ona musiała się z nią zgadzać. Dobry był także Alphard, a Cressie wierzyła w to, że umarł jako bohater, jak mówiono na jego pogrzebie. Chciała w to wierzyć, choćby po to by poczuć się odrobinę lepiej, lecz niewątpliwie wolałaby, żeby wciąż żył.
Odczuła też pewne braki w dostępności niektórych produktów, skrzaty w Ambleside starały się przygotowywać wspaniałe posiłki, ale niektórych potraw, niegdyś oczywistych, teraz okazało się brakować i nawet osoba będąca tak skrajną ignorantką żyjącą w swoim świecie jak Cressida mogła to zauważyć i zastanawiać się nad tym, czym było to spowodowane.
W ostatnich miesiącach jej wizyty w Londynie były jeszcze bardziej sporadyczne niż niegdyś, a jeśli już w nim bywała, odwiedzała tylko starannie dobrane miejsca, unikając tych, w których damie być nie wypadało oraz tych, w których potencjalnie coś mogło jej grozić, a ponoć wiosną zagrożenie było realne. Teraz jednak zapewniano ją, że miasto jest już czyste i bezpieczne, że mugoli przesiedlono poza jego obręb (naturalnie oszczędzono jej prawdziwej wersji wydarzeń i święcie wierzyła, że mugole po prostu zostali przeniesieni gdzieś indziej, historie o bestialskich mordach nie nadawały się dla uszu tak delikatnej młódki), a służby pilnują, by buntownicy nie zakłócali spokoju prawych obywateli żyjących zgodnie z obowiązującymi normami. Jej naiwny umysł pragnął wierzyć w to wszystko, co mówili bliscy, lubiła żyć w swojej złotej klatce i nie chciała zderzać się z tym strasznym światem na zewnątrz. Tak było łatwiej i wygodniej, nie bez powodu kobiety odsuwano od polityki i tego typu spraw, miały wychodzić za mąż i rodzić dzieci, to była ich rola.
Spotkanie z Aquilą rozpoczęło się w dworku Blacków, gdzie Cressida tego grudniowego dnia zjawiła się wraz ze służką, a wyjście na spacer było inicjatywą lady Black, na którą Cressida przystała, uznając, że może spacer dobrze im zrobi, tym bardziej że akurat przestało padać. Mimo to i tak ściskała w dłoni rękojeść parasoleczki, obecnie złożonej, a na ciemnoniebieskiej sukni miała założoną granatową pelerynę z podszytym futrem kapturem, który mogła w każdej chwili zarzucić na kasztanowej barwy włosy kontrastujące z mleczną bielą nakrapianych konstelacjami piegów lic. Suknia i płaszcz były dopasowane w talii podkreślając jej smukłość; jak na dziewczę które powiło bliźnięta Cressie wciąż mogła się poszczycić nienaganną figurą.
Było wiele rzeczy, o które miała ochotę spytać swoją kuzynkę, ale nie wiedziała, od czego zacząć. W końcu zdecydowała się zacząć dość neutralnie.
- Jak się czujesz, droga Aquilo? – spytała więc. Nie chciała na samym początku poruszać tematu Alpharda, jeśli Aquila będzie chciała o tym pomówić, pewnie sama zboczy na ten temat. Jego odejście wciąż było bolesne dla nich obu, a dla Aquili, jako siostry zmarłego, jeszcze bardziej. Cressida nie chciała sobie wyobrażać co by czuła, gdyby to jej brat umarł, nawet gdyby jego śmierć określono mianem bohaterskiej. Rozejrzała się z westchnieniem; kilka metrów za nią dreptała jej służka, a okolica wydawała się dość cicha i spokojna, widziała jedynie pojedyncze ludzkie sylwetki, wszystkie odziane po czarodziejsku. Żadnych mugoli, żadnych straszliwych machin z żarzącymi ognistymi ślepiami, które pamiętała z dawnych pobytów w mieście. Mimo że już wtedy bliscy trzymali ją z dala od mugolskich części miasta, czasem nie dało się całkowicie uniknąć ujrzenia tego i owego choćby przelotem. – To wspaniałe, że możemy przechadzać się ulicami nie bojąc się mugolskich wynalazków ani nie musząc ukrywać tego, kim jesteśmy – odezwała się, nie mając przecież pojęcia, że ta swoboda poruszania się była okupiona cierpieniem tysięcy niewinnych istnień, które wbrew jej przekonaniu wcale nie zostały pokojowo przesiedlone. Ignorancja i niewiedza bywały wybawieniem. – Nieczęsto bywam w Londynie, większość swego czasu spędzam w Ambleside, które opuszczam głównie podczas wizyt u mych drogich rodziców i rodzeństwa, choć niewątpliwie czasem wypada się tutaj pojawić.
Była lady, powinna się pojawiać na artystycznych wydarzeniach dla śmietanki towarzyskiej i to robiła, gdy była taka konieczność, zwykle w towarzystwie męża, mecenasa sztuki promującego czystokrwiste talenty.
- Co chciałabyś mi dziś pokazać, droga kuzynko? – spytała po chwili, bo w końcu to był pomysł Aquili, by opuścić mury rezydencji Blacków. Blackówna niewątpliwie znała czarodziejski Londyn o wiele lepiej od niej, skoro tu dorastała.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?



Ostatnio zmieniony przez Cressida Fawley dnia 08.05.21 13:39, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime06.05.21 20:23

Grudniowe cienie rzucane przez drzewa na dobre nawiedziły Londyn, zniechęcając do spacerów po tym pięknym mieście. Urokliwe kamieniczki, teraz zamieszkiwane były tylko przez czarodziejów, a wzrok jakiegokolwiek mugola nie mógł dostrzec wspaniałości, które skrywała nowa magiczna stolica. Aquila przełożyła jeszcze rozpuszczone włosy na lewe ramie, opryskując szyję i płatki uszu waniliowymi perfumami, tymi samymi, których używała od lat. Drogi zapach na dobre wniknął już w jej skórę, zostawiając słodką powłokę, która jako jedyna była w jej życiu niezmienna. Cały świat wyglądał teraz inaczej, a chociaż letnie słońce już od dawien dawna nie prażyło liści drzew, to atmosfera w brytyjskim mieście, zdawała się wciąż czasem wrzeć. Wydarzenia kwietniowe, gdy to mugole zostali usunięci, odcisnęły swe piętno. Było teraz czysto, spokojnie i wręcz pachnąco. Żadne mugolskie wynalazki nie jeździły po Grimmauld Place i wreszcie można było oddychać świeżym powietrzem. Ubrana w czerń, tak jak przystało w trakcie żałoby, przywitała kuzynkę na parterze wielkiej i zamieszkałej tylko przez Blacków (oraz ich służbę) kamienicy. Chociaż inne rody miały dworki, pałace, to tę urokliwą kamienicę Aquila wręcz kochała, nie mogąc sobie wyobrazić swojej przyszłości gdzieś indziej niżeli w środku stolicy Anglii. Bliskość z Ministerstwem Magii, św. Mungiem, Domem Mody Parkinson, muzeami i wszelkimi innymi ważnymi punktami na mapie Londynu, zapewniała nie tylko skrócony czas reakcji na najważniejsze wydarzenia, ale także, a może nawet przede wszystkim, najświeższe informacje w możliwie najszybszym czasie. Z okien widać było ruch lub jego brak, wszelkie plotki pojawiały się niemal od razu przy uszach Aquili. Niektóre widoki, zwłaszcza te sprzed ponad pół roku, były brutalne, ale napawały dumą i energią. Niewielu wiedziało, że patrzyła wtedy z okna z fascynacją, samodzielnie nigdy nie kierując różdżki w tego typu pojedynku. Dzisiaj Londyn był już czysty, choć oczywiście dalej było w nim kilka koniecznych dla bezpieczeństwa niedogodności. Nie musiała jednak, tak jak inne damy podróżować po całym kraju, aby spotkać się na świeżo wyciskany sok jabłkowy w Ogródku Pani Turner na Pokątnej. Nie dziwne więc było, że skoro przyzwyczaiła się do spacerów, to i swojej drogiej kuzynce chciała pokazać coś więcej niżeli tylko jadalnie lub jeden z saloników na Grimmauld Place 12. Cressida zawsze wydawała się nieco oderwana od rzeczywistości, jakby żyła wśród swoich pędzli i zapomniała o świecie dookoła. Stolica jednak była względnie bezpieczna, i tak bezpieczniejsza niż reszta kraju, ale Black na wszelki wypadek i tak nigdy nie poruszała się sama, zawsze krążyła za nią służba lub ochrona, doświadczona i gotowa bronić lady. Londyn zamieszkiwali już tylko czarodzieje, ale nie każdy był dobry i prawy. Tylko skończony głupiec myślałby, że w podziemiach nie ukrywa się nikt, kto gotów był zaatakować w imię buntowniczych i szlamich idei. Kroczyły więc czystymi ulicami, a Aquila dumnie niosła głowę w górze, aż nie znalazły się przed Pałacem Buckingham. Bywała tam wcześniej, widywała tę architekturę, kwieciste ogrody, zielone pola, jednak miasto od kwietnia wyglądało zwyczajnie inaczej. - Jest... jest w porządku - odpowiedziała na pytanie, wahając się. - Czas płynie wolniej, niż mogłabym sobie to wyobrażać, ostatnie miesiące nie były najprostsze, jednak... Jednak jakoś trwam - posłała kuzynce blady uśmiech, mijając akurat patrol policji, który kiwnął im głowami, zapewne rozpoznając, kim są lub skupiając się jedynie na drogich futrach, płaszczach i złotej biżuterii, na którą pozwolić sobie mogły tylko kobiety z najwyższych klas społecznych. - A Ty, Cressido? Wczesna zima w Ambleside z pewnością jest malownicza - kuzynka była malarką i to doświadczoną, o kunszcie, o którym wspomnieć warto było przy każdej okazji. Black nie była pewna, czemu lady Fawley z tego nie korzysta, tak jakby mogła. Jej talent i nazwisko zapewniały jej wejście do każdej porządnej galerii. Jeszcze ją o to zapyta, ale potem. - Miasto jest wspaniałe, od kiedy nie ma w nim ani jednego mugola. Mam wrażenie, że 1 kwietnia był przełomową datą w naszym kalendarzu. Właściwie to nie mogę doczekać się obchodów rocznicy Bezksiężycowej Nocy - zaczęła, gdy tuż za rogiem pokazał się pomnik. Miała okazję minąć go już kilkukrotnie, to było dobre miejsce przy przysiąść i porozmawiać się tym, co stawiał, przed dwiema, tak różnymi kobietami, los. - To - wskazała z dumą na ciężki posąg lorda Cronusa Malfoya. - To pomnik na cześć Ministra Magii - zanim usiadła, służka zdążyła podejść szybkim krokiem i skierować różdżkę na ławkę, z której od razu spadł wszelki kurz i zanieczyszczenia. Cieniutka warstwa śniegu się roztopiła i można było swobodnie usiąść, nie martwiąc się o ani pobrudzoną sukienkę, ani o zmarznięte pośladki, z racji tego, że drewno siedziska wydawało się być podgrzane do temperatury pokojowej. - Nie znam się na rzeźbie, wiesz dobrze, że o wiele bardziej lubię literaturę..., ale jeśli miałabym ocenić kunszt tego artysty, to uznałabym go co najmniej za geniusza. Co ty sądzisz? - spojrzała na Cressidę, dopatrując się w jej oczach rzeczywistej oceny. Malowała, była znacznie bliżej sztuki niż Aquila.





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime08.05.21 14:02

Cressidzie trudno byłoby sobie wyobrazić życie w mieście, choć dla Blacków niewątpliwie było ono tak naturalne i oczywiste, jak dla niej było dorastanie wśród gęstych lasów Charnwood. Czasem jednak zdarzało jej się współczuć ciotce Irmie, która z leśnego domu musiała przenieść się tutaj, do centrum miasta, choć po tylu latach siostra jej ojca zdawała się już dobrze zaadaptowana do nowego życia i rodziny. Gdyby jednak wydarzenia potoczyły się w przeszłości inaczej i jej pan ojciec postanowił wydać ją za Blacka, przyjęłaby konieczność zamieszkania w Londynie z należytą pokorą i bez żadnego sprzeciwu, choć jej serce pewnie zawsze wyrywałoby się ku znajomym lasom i naturalnym przestrzeniom, wśród których można było spacerować lub jeździć na aetonanie. Wydano ją za Fawleya, zamieszkała więc w Krainie Jezior i nie mogła narzekać na brak pięknych miejsc, mogła też kiedy tylko chciała wybierać się na przejażdżki, a latem spędzała dużo czasu w ogrodach, pokazując swoim dzieciom ich uroki.
Była szczęśliwa i spełniona, ale nie dało się ukryć, że i mocno oderwana od rzeczywistości. Tak bardzo pochłaniały ją obowiązki żony i matki oraz artystyczne zamiłowania, że nie zwracała uwagi na wiele spraw, innych zaś widzieć nie chciała, jeszcze innych widzieć jej nie pozwalano, żeby jej nie martwić. Rodzina otaczała ją ochronnym kloszem, dbając o to, by nie doznała krzywd. Nigdy też nie interesowała się zbytnio historią ani tym bardziej polityką, przez większość życia pozostawała osobą ledwo orientującą się w tym, kto aktualnie piastował urząd ministra magii, nie mówiąc o innych rzeczach. Jej historyczna wiedza dotyczyła głównie przeszłości wielkich rodów Skorowidzu, którą wtłaczano jej do głowy od dziecka, ale umykało jej wiele rzeczy dziejących się obecnie, a historia przecież wciąż pisała się na ich oczach.
Przybyła do Aquili w celach czysto towarzyskich, chcąc okazać kuzynce wsparcie po tym, jak niedawno pochowały Alpharda, poza tym zależało jej na wzmocnieniu relacji niegdyś nadwątlonych przez naukę w różnych szkołach. Teraz, w dorosłości, powinny utrzymywać regularniejszy kontakt, były bliską rodziną. Po odsunięciu się od rodziny ze strony matki tym mocniej musiała zwrócić się ku krewnym od strony ojca. Po tym, jak już ponad rok temu podczas politycznych przemian drążących przepaści pomiędzy rodami Fawleyowie nawrócili się na konserwatywną ścieżkę, tym samym zawierając ścisły sojusz z Flintami i zbliżając się do innych tradycyjnych rodów, tym bardziej musiała dbać o swoją reputację i o to, by nikt nie zakwestionował jej wierności tradycjom, nawet jeśli w głębi duszy nigdy nie darzyła mugoli nienawiścią. Jej mąż cieszył się, że pielęgnowała relacje z takimi lady jak Aquila i sam ją zachęcał do wizyt u kuzynki, choć pewnie wyobrażał sobie ich spotkania raczej jako siedzenie przy herbatce w salonie, a nie spacery po mieście.
Cressida jednak była ciekawa tego, co chciała jej pokazać Aquila, więc szła u jej boku, rozglądając się dookoła. Minął je patrol, ale nie były niepokojone, czarodzieje najwyraźniej domyślili się, że mieli do czynienia z młodymi lady.
- To… dobrze. Ja też jakoś trwam, choć brakuje mi… rozmów z nim. Mimo różnicy wieku zawsze był mi bliski – odezwała się cicho, z jednej strony niepewna czy Aquila jest gotowa na wspominki o bracie, ale z drugiej… pozostawało faktem, że Alphard kiedyś był w ich życiu obecny i nie było sensu pomijać jego istnienia i dobrych wspomnień z nim. Umarł, ale w ich pamięci miał żyć zawsze, a dobre chwile należało starannie pielęgnować. – O tak, Ambleside wygląda teraz przepięknie, Kraina Jezior jest położona o wiele dalej na północ i tam śniegu spadło więcej niż tutaj, ogrody są już ukryte pod jego malowniczą białą warstwą, a i moje dzieci w tym roku po raz pierwszy miały okazję zobaczyć i dotknąć śnieg. – Rok temu były zbyt małe, ale w tym już były w towarzystwie opiekunki, albo nawet i samej Cressidy, zabierane do ogrodów, oczywiście odpowiednio ubrane, by zimna aura nie zaszkodziła ich zdrowiu. Miały już półtorej roku, potrafiły już chodzić i rosły jak na drożdżach, więc z każdym kolejnym rokiem będą mogły robić coraz więcej. - Jeśli zechcesz, możesz wpaść do nas w odwiedziny i zobaczyć piękno zimowej Krainy Jezior na własne oczy.
O Bezksiężycowej Nocy wiedziała bardzo niewiele, w każdym razie, niewiele prawdy, a głównie wtłaczaną do głowy propagandę. Kojarzyła, że to wtedy zaczęto wysiedlać mugoli i zmieniać Londyn w miasto wyłącznie czarodziejskie, ale nie wiedziała, co naprawdę się wtedy stało. Propaganda miała brzmieć pięknie i uspokajać dobre, łagodne serduszka dam, oraz budować obraz rozkwitu czarodziejskiego społeczeństwa i powrotu do korzeni.
- Ciekawe, jak będą wyglądać obchody. Słyszałam jedynie, że teraz, w grudniu, rozpoczyna się zimowy jarmark na Tamizie, planuję się tam zresztą wkrótce wybrać – odezwała się, przypominając sobie niedawno zasłyszaną zapowiedź takiego wydarzenia. – A ty? Wiesz coś więcej o planowanych atrakcjach?
Gdy dotarły do pomnika spojrzała na niego uważnie, i choć z pewnością nie mogłaby odmówić rzeźbiarzowi kunsztu, to posąg nie przypominał ministra Malfoya, którego miała okazję widzieć podczas pogrzebu Alpharda czy niedawnego koncertu charytatywnego. Ale nawet w swojej naiwnej naturze wiedziała, że tego typu spostrzeżeniami nie wypada dzielić się głośno, mogłyby zostać uznane za niepoprawne. Może po prostu tak artysta wyobrażał sobie Cronusa Malfoya z lat młodzieńczych, i chciał go przedstawić jako młodego i silnego obrońcę świata magicznego przed prymitywną mugolską tłuszczą? Artystyczne wizje nie raz lubiły ubarwiać i idealizować rzeczywistość, i tak naprawdę wiele osób z dawnych obrazów i rzeźb w rzeczywistości mogła wyglądać zupełnie inaczej niż według tego, co ukazywali artyści. Gdy portretowała swoje krewne i koleżanki też często starała się tuszować mankamenty ich urody, wiedząc, że nikt nie chce oglądać na swoim portrecie największych przywar. Minister Malfoy też pewnie nie chciałby widzieć w centrum Londynu siebie jako czarodzieja nie pierwszej już młodości.
- I mnie wydaje się, że ten artysta jest bardzo zdolny, mój mąż na pewno chętnie by go poznał jako mecenas sztuki. Może nawet już poznał? Muszę go o to zapytać. – William był bardziej obeznany w wiedzy teoretycznej i to nie tylko malarskiej, miał też dużą wiedzę o rzeźbie, podczas gdy ta Cressidy ograniczała się do podstaw. Była malarką, nie rzeźbiarką, choć pod okiem Fawleyów zgłębiała też teorię, mieszkając pod jednym dachem z tyloma artystycznymi duszami mimowolnie nasiąkała ich światem, odkrywając coś poza ukochanym malarstwem. William był też prawdziwym lwem salonowym i znał wielu ważnych ludzi ze świata salonów oraz sztuki, był na bieżąco z nowinkami i żaden wielki, obiecujący talent nie mógłby umknąć jego uwadze. – Ten posąg jest bardzo… realistyczny. – Może nie przypominał pierwowzoru, ale wyglądał niemal jak żywy człowiek. I ta głowa w jego rękach, z kapiącą krwią wyglądającą jak prawdziwa… - Tylko ta głowa i krew są trochę… makabryczne. Zastanawia mnie, dlaczego rzeźbiarz ukazał to w taki sposób. – Leciutko zmarszczyła nakrapiany piegami nosek, przyglądając się temu, co skapywało z wyrzeźbionej głowy w rękach wyidealizowanego wyobrażenia Cronusa Malfoya.
Gdy służka przygotowała dla nich ławeczkę, Cressie usiadła obok Aquili, przygładzając materiał płaszcza i znajdującej się pod nim długiej sukni. Naturalnie długiej do samej ziemi, choć wciąż pamiętała modowy wyskok lady Lestrange podczas koncertu charytatywnego. Myśląc o niej pomknęła myślami i do samego koncertu, ciekawa, czy zebrane wtedy środki wspomogły potrzebujących czarodziejów, czy ci byli im wdzięczni za okazaną dobroć?
- Czy wiadomo coś dalej w związku z koncertem i działalnością charytatywną? Wiesz, tak sobie w ostatnich dniach myślałam… Może to dobra rzecz, wspierać potrzebujących, którzy ucierpieli przez działania mugoli i tych strasznych buntowników? Inicjatywa lady Burke była przepiękna.
Nie wiedziała jednak, co sama mogłaby zrobić, była tylko młodą lady, w pierwszej kolejności żoną swego męża i matką swoich dzieci. Nie mogła robić niczego niestosownego ani kalać delikatnych dłoni prawdziwą pracą, nie wypadało jej też spoufalać się z plebsem, ale to, co w połowie listopada zrobiły obie lady Burke, wydawało się piękne i stosowne, a jednocześnie nie godzące w reputację obu dam.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime27.05.21 3:31

Dziecięce wizyty w Charnwood, u rodziny matki Aquili, kojarzyły jej się przede wszystkim z szumem. Nie był to szum, który zwykł pojawiać się w uszach po zbyt wielu wypitych kieliszkach Cabernet Sauvignon albo gdy zbyt szybko podniosło się głowę z miękkiej poduszki wypchanej gęsim pierzem. Był to szum drzew, lasów tej krainy, które wciągały w swej tajemniczości, zwłaszcza młode dziewczę, tak odzwyczajone od głębokiej przyrody. Lasów, które odpychały niecnymi odgłosami, łamanymi gałązkami, strachem przed brudem, czy w końcu, zwierzyną, która przecież w każdym momencie mogla zaatakować bezbronne dzieci, wyskakując z lasu niczym monstrum, goniące swe ofiary. Black pamiętała jednak legendę o Blodeuwedd i tak bardzo chciała ją znaleźć. Duch odstraszał, nie był przekonujący, wręcz odpychał w swej tajemniczości, ale z drugiej strony... Tak samo jak lasy Charnwood, zachęcał mocniej, niżeli sam by śmiał. Wypatrywała więc złotych płatków żarnowca, tak jak głosiły legendy, jednak nigdy ich nie dostrzegła. Czas powoli mijał, Aquila, tak samo jak jej kuzynostwo, zaczęło dorastać, a historia o myśliwym, który odszedł od swej kochanki, została w końcu przez nią niemal zapomniana, zakopana gdzieś pod stertą książek, pergaminów i historii równie wartych opowiedzenia. Dzisiaj lasy omijała, co najwyżej wybierając się do parków, lub przechadzając po skrajach kniei. Sama Cressida zresztą też dawno opuściła Blodeuwedd i jej dzieci, udając się do Kumbrii, by tam wieźć prym. Tam jednak zgodnie z tym co Aquila mogła zasłyszeć od brata, kuzynów czy ojca, nie wiodło się tak dobrze, jak chociażby w Buckinghamshire, o Londynie nie wspominając. Nastroje na ziemiach były o wiele bardziej zróżnicowane. Black mocno współczuła kuzynce, nie była to przecież jej wina. Lordowie Fawley z pewnością robili, co było w ich mocy, aby zadbać o rodzinę, o własne tereny, ludność, która tam zamieszkiwała. Cressida jednak zdawała się być skupiona na czymś innym i za to również nie można było jej winić. Swą powinność już spełniła. - Alphard był... - za każdym razem użycie słowa był, użycie czasu przeszłego, bolało równie mocno. Nie pogodziła się z tym jeszcze, chociaż wciąż dumna była, jak wiele poświęcił jej brat, byleby tylko nieść potęgę im, czarodziejom. Oddał swe życie i został bohaterem, który nigdy nie mógł być zapomniany, o co zresztą sama Aquila zamierzała dbać z każdym dniem. Niosła wszak jego schedę, tak jak postanowiła. Świat zmierzał do przodu, a od tamtych dni mijały już ponad dwa miesiące. Żałoba miała niedługo się skończyć, chociaż serce nigdy nie zaleczyć bólu, jaki rozerwał je 21 września, gdy tylko ujrzała czarny całun otulający zimne ciało starszego brata. - Był dobrym człowiekiem - powiedziała tylko cicho, na chwilę pozwalając sobie na zdjęcie maski, wykonanej z twardego kamienia, niestrudzonego żadnym atakiem. - I dobrym bratem - mówiła dalej, rozpamiętując wciąż ostatnie ich rozmowy, chociaż miał na nie mało czasu. - I kuzynem - spojrzała w oczy Cressidy, sama jednak nie wylewając ani łzy. Te już dawno wyschły, pozostawiając po sobie gorycz, która zagłuszana była dumą. - To, co zrobił, to ile poświęcił dla nas... Alphard jest bohaterem - skończyła, skupiając się ponownie na ogrodach i pomniku, do jakiego zmierzały. Wielu lordów wiele poświęciło. Sam lord Malfoy, którego przecież pamiętała z dzieciństwa, jako poczciwego jegomościa, ojca niezwykle irytującej wtedy Cordelii, poświęcił się dla pracy nad ich krajem, wybrany przez samego Lorda Voldemorta. Black wciąż nie mogła wyjść z podziwu, jak jeden człowiek o tak ogromnej charyzmie mógł dzięki swoim słowom, dzięki czynom, swojej pasji, doprowadzić do wolności tych wszystkich ludzi dookoła. - To wszystko brzmi wspaniale, muszę przyjechać. Może uda się jeszcze przed sabatem - chociaż w związku z akcją charytatywną miała niezwykle dużo pracy. - Ale jeśli nie, to mam nadzieję, że już po nowym roku. Z przyjemnością zabiorę łyżwy i może wybierzemy się, by potańczyć na wielkiej krze? - tak dawno tego nie robiła. Ostatnia wizyta na lodzie znacząco odbiegała od jakichkolwiek przyjemnych wyobrażeń. Ubrana w domową suknię, leżała na zmarzniętej tafli szklanego lodowiska z kawałkami jego wbitymi pod paznokcie, wylewając potok łez, trzęsąc się i krzycząc. Dysząc ciężko, nie mogąc opanować nerwów, emocji i każdej drobinki serca, która rozleciała się na kawałki. - Jeśli oczywiście miałabyś ochotę - skończyła, niepewna czy Cressida w ogóle lubiła jeździć na łyżwach. Sport wydawał się niemęczący, chociaż Black nie potrafiła wyczyniać w nim najpiękniejszych figur. Jakoś jednak musiała go odczarować ze złych wspomnień, zwłaszcza po tym jak wiele się zmieniło przez ostatnie tygodnie. - Och tak! Odbyć ma się Wielka Czarodziejska Loteria. To wspaniałe przedsięwzięcie, cały dochód przeznaczony ma być na działania wojenne i wsparcie dla wdów i sierot. Ja sama nie mogę się doczekać wycieczki na tamtejszy targ i kupienia tych wszystkich pięknych rękodzieł. Mają one swój smak, nie sądzisz? - zapytała jeszcze, zastanawiając się dalej, jak będą mogły wyglądać obchody nocy bezksiężycowej. Cóż, trudno byłoby uczcić je poprzez rekonstrukcję wydarzeń, mugoli już dawno nie było w Londynie. Gdy dotarły do pomnika, wsłuchała się uważnie w słowa kuzynki, która twierdziła o jego makabryczności. Black jedynie spojrzała na nią, marszcząc brwi. Naprawdę w obliczu tego wszystkiego, co spłynęło na stolicę, głowa zaledwie jednego mugola ściekająca krwią, wydawała się być symbolem wręcz delikatnym w swej prostocie. Nie skomentowała, wpierw siadając na ławce, którą przygotowała służka, a zanim ponownie otworzyła usta, lady Fawley poruszyła temat niezwykły. - Tak! - odpowiedziała z nieukrywanym entuzjazmem - Już 20 grudnia rozpocznę akcję wydawania żywności. Wiem, że Evandra Rosier w Kent i Primrose Burke w Durham planują działać również tam - odbiła wzrok od pomnika i spojrzała na kuzynkę. - To niezwykle ważne, dlatego tak wdzięczna Ci jestem, że odpowiedziałaś na mój list. Nie możemy dopuścić do tego, aby działania zbrodniarzy wojennych, buntowników i zdrajców - te określenia wypowiadała z widoczną odrazą w głosie, marszcząc nos i brwi, wściekła za sam fakt istnienia takowych - wpływały na ludność angielską - wypuściła oddech i uniosła wyżej głowę. - Doprawdy, czy Londyn nie był dla nich wystarczającym znakiem, że powinni przestać? - nie było to pytanie retoryczne, sama zadawała je sobie od tak dawna. - Ta jedna głowa mugola to symbol, który winien mieć u stóp setki takich głów. W końcu jesteśmy wolni... - rozmarzyła się, nie chcąc wracać pamięcią do czasów sprzed dwóch lat, trzech, czterech, gdy jeszcze Kodeks Tajności istniał, a w jej mieście nie było miejsca dla takich jak ona. Cóż za potworna ironia. - Tak bardzo cieszę się, że może odbyć się Zimowy Jarmark. Z pewnością znajdziesz na nim coś dla siebie i dzieci... Jest dużo ochrony, buntownicy nie będą zagrażać - powiedziała z dumą, chociaż nie była to w żadnym stopniu jej zasługa. Czuła się jednak współodpowiedzialna za to miasto i lubiła unosić nos do góry, przypominając, że jest pierwszym tak oczyszczonym miejscem w Anglii. - Port wygląda wspaniale. Aż trudno uwierzyć, że pół roku temu wszędzie były te paskudne truchła. Mogli sami wyjechać - przewróciła oczami. - Ale nie żal mi ich życia... Spójrz jak pięknie dziś tu jest - rozejrzała się ponownie po okolicy. - A Ty, droga Cressido? Jak to rozwiązujecie w Kumbrii? - żal Ci życia szlam i niemagicznego bydła? - Sami uciekają, czy musicie ich wybijać?





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela Empty
PisanieTemat: Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnikPomnik Cronusa Wyzwoliciela I_icon_minitime29.05.21 12:00

I Cressida w dzieciństwie pragnęła odnaleźć Bloddeuwedd, a nawet podejmowała próby poszukiwania zaklętej w sowę przodkini. Niestety pomimo niezwykłego daru znajomości ptasiej mowy nigdy jej się to nie udało. Ziemie przodków darzyła jednak wciąż wielkim sentymentem, ciepło wspominając liczne wyprawy do lasu z rodzeństwem i kuzynostwem. Mimo szlacheckiego życia Flintowie pozostawali blisko natury, szanowali ją i potrafili rozważnie korzystać z jej darów. A Cressida, mimo opuszczenia domu i zmiany nazwiska, nie zmieniła krwi i w sercu zawsze miała pozostać Flintem. Była potomkinią Bloddeuwedd i żadne nowe nazwisko nie mogło tego wymazać, choć jak każda kobieta musiała wypełnić swoje przeznaczenie i wyjść za mąż, a także powić mężowi dzieci. Jej potomstwo miało nosić nazwisko Fawley, ale gdy podrosną, zamierzała zadbać o to, by poznały też jej dziedzictwo. Chciała, by Julius i Portia, a także potencjalne kolejne dzieci były dumne z tego, że płynęła w nich również krew Flintów. Ona sama niestety w dzisiejszych czasach nie mogła być dumna z krwi, która płynęła w niej za sprawą matki. Jej własna matka także wstydziła się poczynań swego panieńskiego rodu i odcinała się od nich, nie rozumiejąc, dlaczego Ollivanderowie, ród niegdyś znany z mądrości i rozwagi, tak bardzo błądzili. Było to przykre i bolesne dla nich obu, że musiały odsunąć się od krewnych przez ich złe decyzje i uparte płynięcie pod prąd zamiast z prądem. Cressida była osóbką, która zawsze płynęła z prądem i wybierała bezpieczniejsze ścieżki, byle tylko nikomu się nie narazić ani nie skalać swojej reputacji. Wolała więc odsuwać się od ludzi, którzy mogliby jej reputacji zaszkodzić, tym bardziej że musiała mieć na uwadze dobro swoich dzieci, nie mogła robić niczego, co by im szkodziło.
Odejście Alpharda pozostawiło pustkę w sercach wszystkich jego bliskich. Umarł o wiele za wcześnie, był wciąż młodym czarodziejem, który mógł jeszcze wiele dobrego zrobić i jeszcze wiele lat powinien być obecny w życiu swojej rodziny. Cressie tak czekała na jego ślub, chciała cieszyć się jego szczęściem, a zamiast tego mieli pogrzeb i tęsknotę. A ona nawet nie wiedziała, jak umarł, ale bała się o to zapytać wprost. I tak poruszały się teraz po grząskim gruncie, wspominając go.
- Cieszę się, że był w moim życiu obecny, że mogłam znać kogoś takiego jak on i nazywać go swoją rodziną – powiedziała cicho. Blackom na pewno było jeszcze trudniej, w końcu mieszkali z Alphardem, a teraz codziennie musieli patrzeć na jego puste miejsce przy stole i ze smutkiem mijać zamknięte drzwi jego dawnego pokoju. – Ale wiesz, że zawsze możesz liczyć na moje wsparcie i rozmowę, gdy będziesz tego potrzebować.
Bo były rodziną, nawet jeśli już nie nosiła nazwiska Flint.
- Byłoby cudownie, gdyby udało ci się przybyć jeszcze w grudniu, a jeśli to się nie uda, to miło będzie mi cię ugościć już po nowym roku. William z pewnością nie będzie miał nic przeciwko. Będziemy mogły spacerować i podziwiać widoki ile zechcemy, a gdy jezioro dobrze zamarznie, to możemy i pojeździć na łyżwach – zgodziła się; coś tam potrafiła, ale dobrze sobie przypomnieć, co by nie zapomniała. Jeśli chodzi o aktywności ruchowe, to zawsze najstaranniej pielęgnowała umiejętność jazdy konnej wyniesioną jeszcze z rodzinnego domu, a na salonach musiała oczywiście umieć tańczyć. – Więc tym bardziej muszę się na tym wydarzeniu pojawić i wesprzeć tych, którzy potrzebują naszej troski. Idea, którą poruszyła lady Burke na koncercie i o której pisałaś mi w liście, jest naprawdę piękna. Też chcę pomóc – odezwała się, a jej oczy błysnęły zapałem. Miała dobre serduszko i dużo współczucia wobec tych biednych czarodziejów, którzy ucierpieli przez działania mugoli i buntowników. Ideologia równości niosła wiele nieszczęść, była szkodliwa, bo zachwiała naturalnym porządkiem oraz hierarchią, która była niezbędna, by społeczeństwo było zdrowe. – Chciałabym w miarę możliwości zatroszczyć się o magicznych mieszkańców Kumbrii, by wiedzieli, że Fawleyowie o nich pamiętają i o nich dbają także teraz, w tych niepokojących czasach. – Musieli zadbać o to, żeby ich poddani widzieli ich dobroć i pozostali im wierni, by szkodliwe idee nie namąciły im w głowach i nie doprowadziły do tego, że się od nich odwrócą. – Myślę, że mój brat i jego małżonka także zatroszczą się o mieszkańców ziem Flintów. Pisałam już do nich list. A na jarmark na pewno przybędę. Nie z dziećmi, bo są jeszcze za małe, ale na pewno znajdę towarzystwo, z którym będę mogła obejrzeć to niezwykłe wydarzenie.
Mimo zapewnień o bezpieczeństwie i ochronie raczej nie zaryzykowałaby zabieraniem małych dzieci do Londynu. Były bezpieczne w Ambleside i zawsze miały dobrą opiekę nawet kiedy Cressida i William opuszczali posiadłość, by wypełniać swoje salonowe obowiązki.
Kiedy jednak rozbrzmiały kolejne słowa Aquili, Cressie zwróciła na nią wzrok, zastanawiając się, czy dobrze zrozumiała. Może Aquilę po obejrzeniu pomnika poniosła fantazja? Na pewno trochę przesadzała.
- Jakie truchła? O czym ty mówisz, Aquilo? – zapytała z niepokojem, nieco wystraszona słowami kuzynki. – Przecież mugole zostali stąd wysiedleni. Nie wiem dokąd, nigdy nie wnikałam w te kwestie, ale najważniejsze, że są daleko od nas. W Kumbrii również trzymam się z dala od miejsc, gdzie mogą być mugole, bo po prostu się ich boję. – Cressie wierzyła we właśnie taki obraz, że ci wszyscy londyńscy mugole żyją sobie gdzieś daleko stąd, nie zagrażając już czarodziejom. Może utworzono dla nich jakiś rezerwat, albo wysłano ich za granicę? Lubiła tak myśleć, bo mimo wszystko nigdy nie życzyła im śmierci, nie przeszkadzało jej to, że gdzieś daleko od niej mugole są. Całe swoje życie poświęcała niemagicznym bardzo niewiele myśli; wychowała się w odludnych lasach Charnwood, nie spotykała mugoli na swej drodze, co najwyżej mogła o nich słyszeć. Wychowano ją w niechęci do nich oraz do czarodziejów mugolskiego pochodzenia, ale nie wpajano żarliwej nienawiści. W szkole nigdy nie przyłączała się do dręczenia mugolaków, ale też nigdy się z nimi nie przyjaźniła, wiedząc że pan ojciec jej tego zabrania, dlatego przyjaciół dobierała sobie tylko w gronie uczniów czystej krwi. Mugole po prostu jej nie interesowali, bo nie byli obecni w jej codzienności i zaczęła myśleć o nich ze strachem dopiero niedawno, gdy zaczęła się wojna. Sama tej wojny za bardzo nie odczuła, poza niedoborami niektórych produktów oraz faktem, że musiała mieć obstawę podczas wyjść z dworku, ale bała się historii o rozpasanej, prymitywnej tłuszczy, która chciała palić czarodziejów na stosach niczym w wiekach średnich znanych jej z lekcji historii magii. Dla mieszkających w Londynie Blacków obecność mugoli musiała być bardziej uciążliwa, bo otaczali ich ze wszystkich stron i nie pozwalali im być w pełni sobą. Co się tyczy mugoli w Kumbrii, to prawdę mówiąc nie miała pojęcia, co się z nimi działo, bo unikała pojawiania się w pobliżu mugolskich siedlisk, a męskim krewnym nigdy nie zadawała pytań na ten temat. Naprawdę niewiele wiedziała o tym, jaki jest świat poza tymi starannie wytyczonymi dla szlachcianki ścieżkami, których kurczowo się trzymała dla własnego bezpieczeństwa. To dotyczyło też tego, że często wolała o różne rzeczy nie pytać i żyła w swojej mydlanej bańce, i teraz, przed Aquilą, zdradziła się ze swoją całkowitą ignorancją i niewiedzą o tym, co w ogóle dzieje się w kraju. Bo jej wiedza ograniczała się tylko do tego, że jest jakaś wojna, że miłośnicy mugoli próbują obalić tradycyjne porządki i sprowadzić wszystkich do swojego poziomu, a mugole bojąc się czarodziejów sięgają do średniowiecznych praktyk. Wiedziała tylko tyle, ile mąż i pan ojciec jej zdradzali, a zdradzali niewiele, wiedząc jak bardzo delikatną była osóbką, poza tym jako kobieta nie musiała wiedzieć wszystkiego, jej główną życiową rolą było małżeństwo i macierzyństwo.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
 

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21