Wydarzenia


Ekipa forum
Wejście
AutorWiadomość
Wejście [odnośnik]08.08.15 18:58

Wejście

★★★
Wszystkie budynki na ulicy Śmiertelnego Nokturnu wyglądały podobnie - tak samo podniszczone, tak samo zaniedbane i brudne, odpychające, czy nawet mogące przerazić zbłąkanego przechodnia. Jednakże dla większości bywalców o wątpliwej moralności, te tereny są codzienne, znajome, swojskie. Nic więc dziwnego, iż sklep ulokowany pod 13B, opatrzony wypłowiałym już nieco szyldem z łuszczącym się, złotawym napisem Borgin & Burkes nie był wyjątkiem od tej niepisanej reguły.
Stojąc na zakurzonej, kamiennej ulicy trudno było ujrzeć cóż owy przybytek mógł kryć w swym wnętrzu; zmatowiałe, w niektórych miejscach osnute pajęczynami szyby łukowatych okien pilnie strzegły tajemnic właścicieli, odstraszając niechcianych gości, przypadkowych i niewtajemniczonych laików... Odróżnić dało się jedynie chłodny poblask lamp muszących znajdować się gdzieś po drugiej stronie, gdzieś kilka kroków dalej, w bliskim, lecz odległym świecie czarnomagicznych artefaktów, śmiertelnie niebezpiecznych przedmiotów niejednokrotnie sprowadzanych z odległych krajów, z przemytniczej Bułgarii, mroźnej północy. Po przekroczeniu skrzypiącego progu, do uszu dociera cichy, nieprzyjemny brzęk zaśniedziałego dzwoneczka mającego informować stojącego przy wyszczerbionym kontuarze sprzedawcę o każdym, dosłownie każdym gościu. Wnętrze sklepu jest nieuporządkowane, ciemne, brudne; w powietrzu unosi się zapach stęchlizny i kurzu. W oczy rzuca się masywny kominek, w którym to wiecznie pali się blady, chłodny ogień. Ustawione pod ścianami szafy, komody, komódki zastawione są przedmiotami drobnymi, jak i całkiem sporymi, niepozornymi, jak i już na pierwszy rzut oka powodującymi mdłości; przede wszystkim jednak wszystkie te przedmioty mrowią skórę doskonale wyczuwalną magią, magią potężną, niepojętą i śmiercionośną. Tak wielce pożądaną w tych czasach.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]22.11.15 20:09
Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam, czego mogłam się spodziewać po tej wizycie. Co prawda sklep był znany na całych Wyspach i korzystali z niego nawet najwykwintniejsze persony naszego świata... no, ale spójrzmy prawdzie w oczy - żadna z nich nie chciałaby udzielić Czarownicy dokładnych wyjaśnień związanych z ich obecnością w tym sklepie, robionymi zakupami i tym, co mnie tu właściwie sprowadzało. Magiczne używki. Och, nie, nie, nie interesowały mnie te wszystkie kawałki wili, z których wyrabiało się sławetną Śnieżkę - o tym niech sobie pisze Prorok - moją redaktor prowadzącą ciekawiły kwestie tych drobniejszych używek, które nie dawały tak wielkiego kopa (uwielbiałam nowoczesne słownictwo) i było o wiele łatwiej dostępne. Ot, podobno właśnie tutaj można się było natknąć na kogoś, kto posiadał szczegółową wiedzę na ten temat (jestem oczywiście zbyt niewinna i rozsądna, by oczekiwać czegoś więcej, niż samych informacji. Ale kto wie, kto wie...) i mógł się nią ze mną podzielić.
I właśnie dlatego kręciłam się tutaj jak smród po gaciach i wyczekiwałam na moment, w którym w sklepie nie będzie nikogo - co zajęło mi ponad godzinę. Dopiero wtedy przemknęłam się przez ulicę, otworzyłam drzwi i już, już miałam wejść do środka, gdy drogę zagrodziła mi sylwetka rudego (mama kazała mi się wystrzegać rudych, bo nie mają duszy) młodzieńca (o wystrzeganiu się młodzieńców nic nie mówiła). Biorąc pod uwagę to wszystko, wpadłam w pewien konflikt moralny - uciec od rudości czy przymilać się do mężczyzny, ale uznałam, że skoro już tu jestem i mama niczego nie widzi, to przecież nie zaszkodzi zostać jeszcze chwilę. Taką małą. No, może trochę dłuższą, bo Pan Rudy Młodzieniec z bliska wcale nie wydawał się taki zły.
- Dzień dobry - zaszczebiotałam, nie ustępując jednak ani na krok i po sekundzie wahania to rudzielec się cofnął, wpuszczając mnie do środka. Ha, kobiety górą. Wślizgnęłam się błyskawicznie, na wypadek gdyby jednak zmienił zdanie, nie omieszkując przy tym zmierzyć go spojrzeniem od góry do dołu, a potem od dołu do góry (dwa razy wystarczy, trzy to już prostactwo). - Szukam pana Barry'ego - postanowiłam nie marnować czasu, chociaż było mi trochę żal, że towarzystwo rudzielca zaraz się skończy. Nie miałam pojęcia, kim jest ten cały Barry i dlaczego moja redaktor wysłała mnie na jego poszukiwanie właśnie tutaj, ale przecież kto pyta, nie błądzi. A ten facet był jedyną żywą osobą w zasięgu wzroku, która mogła mi odpowiedzieć na moje pytania. Chyba nie wypadało go prosić o zrobienie mi herbaty, gdy będę rozmawiać z tym sławnym Barrym?
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]22.11.15 20:25
Barry spędził tę część nocy, jak każdą inną. Pilnował sklepu, sprawdzał, czy wszystko, co nie zostało kupione, pozostało w odpowiednich miejscach. Jeszcze powinien przeliczyć pieniądze w kasie i zapisać ich stan. Nie robiłby tego, gdyby nie był rudy. Mało kto ufa jemu, więc musi im wszystkim co wieczór udowadniać, że jest dobrym człowiekiem i nie okrada swego pracodawcy. W końcu zależy mu na pieniądzach, aby jakoś rodzina wyszła na prostą. A to, że jest zmuszony sprzedawać dodatkowo narkotyki - o tym tylko Weasley i Burke wiedzą. I na razie udaje jemu się to bardzo dobrze ukryć przed rodziną. Szczęśliwe szkolenia z różdżkarstwa pomagają jemu żyć w kłamstwie.
Gdy obsłużył wszystkich zainteresowanych, spojrzał na zegar. Czas zamknięcia. Barry powinien zamknąć teraz sklep, przeliczyć pieniądze i wrócić do swojego nowego mieszkania. Podszedł do drzwi i chciał je już zamknąć, gdy nagle ktoś je perfidnie otworzył. Zdziwiony spojrzał na nieznajomą, która chyba nie wiedziała, jaki mają teraz czas.
-Dobry wieczór. Zamknięte. - zdążył powiedzieć, lecz panienka była szybsza od niego i wślizgnęła się do środka. Weasley westchnął niezadowolony i założył ręce. Chciał już mieć spokój, ale ktoś jemu na to nie pozwala. Nie dane było jemu ponownie grzecznie wyprosić nieznajomą, gdyż zapytała się o niego. Czego ona chce od niego? Sklep jest zamknięty, a z klientami umawia się w innych miejscach. Nie miał zielonego pojęcia, co może chcieć od niego, tak więc zamknął drzwi od sklepu i zlustrował ją od góry do dołu.
-A pani to kto?
Zadał pytanie. Zanim powie, że jest tym, kogo szuka, to chce wiedzieć, czego może się po niej spodziewać. Nie zna jej, a ona zna jego imię. Ten fakt już samo zadawał pytanie, kim na Merlina jest owa nieznajoma.
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]22.11.15 21:06
Rozejrzałam się dokładnie po wnętrzu, chociaż z tą dokładnością to może lekka przesada, bo zbyt jasno to tu nie było, faktycznie nie dostrzegając tu nikogo. A więc byliśmy sami. Sam na sam z mężczyzną, który wcale nie padł trupem na mój widok i najwyraźniej mój francuski akcent nie zrobił na nim większego wrażenia (a szkoda). Miałam nadzieję, że nie jest jednym z tych pederastów, którzy wieczorami kręcą się po Nokturnie w poszukiwaniu rozrywek w męskich łóżkach, to wtedy to o rany, wpadłam kompletnie. W żaden sposób nie mogłabym go do niczego skłonić. Zignorowałam jego ociekające słodkością powitanie, jęk niezadowolenia i spojrzenie, które wyrażało więcej niż tysiąc słów.
- Cóż, jestem z nim w ciąży i chciałam go o tym poinformować - powiedziałam prosto z mostu, bo tylko to przyszło mi teraz na myśl. Nie mogłam przecież powiedzieć, że szukam tego Barry'ego, bo chcę z nim porozmawiać o magicznych narkotykach i dowiedzieć się, jak najszybciej sztachnąć sobie coś mocnego, by odlecieć na smokach. Nie miałam pojęcia, z kim mam do czynienia - a jeśli to jakiś zagubiony policjant, który dostał zadanie sprawdzenia sklepu? Albo jakiś inny podejrzany typ? Nie, nie, nie, absolutnie nie mogłam zdradzić powodu, dla którego poszukiwałam teraz Barry'ego na gwałt (nie dosłownie). Byłam wściekła na swoją redaktorkę, że wypuściła mnie z tak nikłą garścią informacji i wściekła na samą siebie, że zgodziłam się podjąć tego zadania. Magicznego używki? Czy ja wyglądałam na taką, która miałaby z nimi do czynienia? Odkąd przyjechałam do Londynu byłam beznadziejnie grzeczna, poprawna i do bólu nudna, a moja kartoteka świeciła wręcz dziewiczą pustką.
- Jestem Annabelle - powiedziałam po chwili gładko, gdy było jasne, że rudzielec nie odpuści, póki nie pozna moich danych. Miałam szczerą nadzieję, że samo imię wystarczy i nie zapragnie nagle oglądać z bliska mojego ciążowego brzucha, bo taka sytuacja byłaby niezręczna nawet jak na mnie. Pan Nieznajomy z bliska był nie tylko bardziej nieznajomy, ale i nieco młodszy niż początkowo myślałam. Mógł mieć kilka lat więcej niż ja i najwyraźniej czuł się tu jak u siebie. Może pracował w sklepie i przeszkodziłam mu w jakiejś ważnej czynności? Cóż, nie mogłam już nic zrobić, ale gdyby się bardzo uparł, to mogłabym mu pomóc sprzątać podłogi, gdyby tylko zechciał mi powiedzieć, gdzie znajdę Barry'ego, kim do diabła jest Barry i czy w ogóle zna jakiegoś Barry'ego.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]22.11.15 21:33
Chłopak był nieco zmęczony i bardziej myślał o swoim łóżku, niżeli o wesołych igraszkach z młodymi panienkami. Z resztą, on taki nie jest. Woli się naćpać i zapomnieć o problemach. Ale chyba żaden z jego dotychczasowych problemów nie było na tyle poważne, jak słowa panienki, które wybrzmiały z jej ust. OJCEM? Że co? Przecież jej nie zna, pierwszy raz ją widzi na oczy... musiałby być pod olbrzymim wpływem narkotyków, ale nie... Raczej TAKIEGO błędu by nie popełnił. Przecież nie stać go na dziecko! No i ten... jest za młody, aby bawić się w pieluchach.
- W ciąży? - zapytał się zbity z tropu. Będzie musiała jemu udowodnić, że jest z nim w ciąży, bo on KOMPLETNIE tego nie pamięta. Raz jeszcze ją zlustrował próbując przypomnieć, czy rzeczywiście ją kiedyś widział i gdy się przedstawiła, to skupił swój wzrok na jej brzuchu. Ciekawe, który miesiąc. Albo tydzień, bo jednak brzucha nie było widać. Chyba że się maskowała, aby nie dał się nabrać. Wszystko jest możliwe.
- To gratuluję zajścia w ciąży, ale to chyba jest pomyłka. -  powiedział spoglądając uważnie na Annabelle.  Nie da bez dowodu wlepić sobie dzieciaka. Nawet jeśli chwilę temu zbiła go totalnie z tropu mówiąc o tym fakcie.
-Przejdźmy na zaplecze. Zapraszam. - powiedział poważnie i zamknął sklep, aby nikt podobny do Annabelle nie przyszedł i nie zaczął znów mówić, ze jest ojcem kolejnych dzieci. Od tego kiedyś zbankrutuje, o ile przeżyje zawały.
Wskazał Annabelle drogę na zaplecze, i tam też się skierowali. Lepiej jest rozmawiać, gdy nikt ich nie podgląda. Jeszcze Tosiek czy Mosiek by wpadli.

z/t x2
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]02.01.16 15:11
Trzymała się przez dwa tygodnie. Pełne dwa tygodnie bez palenia, wciągania, grzania. Tylko szklaneczka Magicznego Laudanum co drugi wieczór, ale to jeszcze nic takiego. Po tych paru latach przepełnionych próbami poznania własnych możliwości, po tak wielu nocach spędzonych nawet nie na bruku a parę mil za Londynem, po niezliczonych godzinach których pamięć jest mglista ale też po tak wielu szczęśliwych dniach i nocach spędzonych na odurzaniu już wiedziała, gdzie mniej więcej te granice są. Wiedziała też, że biorąc "ten jeden jedyny raz na rozluźnienie" w chwilach skrajnie depresyjnych kończy się to na zwykłym ćpaniu niemal codziennie. A na to nie mogła sobie pozwolić. Kiedy więc nestor Nicolas Carrow wysłał jej sowę z listem z którego aż kipiała jego radość i duma, musiała się jakoś trzymać. Bowiem ona, która od zawsze najbardziej ceniła sobie własną wolność i niezależność (tak tak i siedem kotów też) nagle straciła grunt pod nogami i to bynajmniej nie z powodu narkotyków. Będąc gościem na weselu Deimosa i Megary udało mu się, jak sam napisał "po wielu skazanych na niepowodzenie próbach nareszcie znaleźć godnego Twojej, córciu, białej rączki kandydata, mam nadzieję wkrótce być gościem równie wystawnego wesela na cześć zaślubin mojej jedynej córki i mężczyzny, którego imienia na razie nie chcę Ci zdradzać. Czyż niespodzianki nie są cudowne?". Oczyma wyobraźni Marcelyn widziała kiwającego się z zadowolenia ojca. Mimo tylu "pięknych" słów wydźwięk listu zrozumiała jako "w końcu znalazł się jakiś wolny, wystarczająco naiwny facet któremu mogłem cię wcisnąć, więc lepiej się teraz sprawuj to sam zapłacę za wesele, a imienia lepiej żebyś nie znała bo rzucisz się z mostu.~Kochający tata". I bez imienia kandydata skłonna była to uczynić, naprawdę. Ale obudziła się w niej dobra córka, która jest jedynym słońcem w życiu starzejącego się, zniszczonego życiem ojca i wiedziała, że jeżeli może mu jakoś pomóc to tylko tak. Ale bez wnuków, fuj. Może mieć z tym swoim koty, ale nie dzieci, a w życiu! Choć póki co rozważa dalej ucieczkę sprzed ołtarza.
Tej nocy natłok myśli jednak ją dobił. Tak samo jak tak długa przerwa w braniu. Zaczęła się trząść i mieć problemy z koncentracją. Gdy tylko zamknęła wieczorem lecznicę niemal wybiegła z kamieniczki by jak najprędzej znaleźć się na Nokturnie. Pod osłoną nocy (i całkiem ładnie skrojonego kaptura) dotarła pod 13B i przy akompaniamencie dzwonka znalazła się w środku by ukoić nerwy. Lekko łamiącym się głosem zawołała jedyną osobę, z którą chciała teraz przebywać:
-Barry...? B. to ja, Nora... bardzo cię potrzebuję.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]02.01.16 17:51
| przed imprezą na statku

Od kilku dni bije się z myślami dotyczącymi tego, czy robi właściwie. Czy powinien kupować śnieżkę od kompania bractwa nokturnowego, który zajmuje się handlem narkotycznym. Nie ważne, że i on, rudy Weasley też należy do tego bractwa. Normalnie by tego nie zrobił, bo to jest niewłaściwe, ale chyba jemu nie odmówi. Poniekąd są rodziną. Nijaką, ale są. I  w dodatku zna się z Garrettem, więc lepiej jest mieć takiego człowieka po swojej stronie, jak i trzymać mentalnie na niego haka. Tak było bezpiecznie dla ratującego dupy Weasley'a. Starając się rozważyć bitwę w myślach, normalnie starał się pracować u Burke'a. Posegregował trochę kartonów i posprzątał na zapleczu. To mu przynajmniej pozwalało myśleć na inne tematy, bo do tego nie potrzeb zbyt wiele myślenia. Bo oczywiście Benjamin Wright nie był jedynym jego zmartwieniem. Wczoraj dowiedział się, że jego zaręczyny przeszły na nijaką Marcelyn. Tylko tyle dostał z wiadomości od swego ojca. Jakby nie mogli jemu dać odrobiny więcej czasu, aby mógł nawet sam wybrać jakąś dziewczynę spośród Carrowów, by potem przekazać wieści Nestorowi. Weasley chcąc nie chcąc, zaakceptował to i miał zamiar poczekać, aż wyślą jemu  szczegóły w następnym liście. Co ona lubi? Jak wygląda? Czy będzie podobna do Laoise, czy może inna? Co porabia? W głowie multum pytań się rodziło, a na żadne z nich nie miał ani grama odpowiedzi, czy nawet podpowiedzi.  Gorycz jego ponurych myśli przerwał dzwonek, który dla niego był niczym objawienie. Zostawił swoją prawie skończoną pracę i podszedł do lady chcąc obsłużyć klienta. Ku jego zdziwieniu, usłyszał Norę, która ewidentnie miała jakieś problemy. Podszedł do niej szybkim krokiem i przytulił do siebie, niczym zaginiony kugucharek.- Już cii... jestem przy Tobie.- cicho próbował ją uspokoić. Nie widział nigdzie nieproszony świadków, więc nie puszczał jej. Jedynie to zerknął na nią nieposkojnie. - Co się stało?- zapytał deikatnym głosem. Na domiar jego problemów, jeszcze i ją Merlin do siebie przysłał. Kiedy to się stało, że te problemy zaczęły nagle narastać. Starał się Norze nie pokazywać, jak jest jemu źle. Wolał na niej się tymczasowo skupić.
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]02.01.16 18:27
Na Nokturnie nigdy nie używała prawdziwego imienia. Tu była Norą. Po prostu Norą, bez nazwiska, bez innych danych osobowych. Koniec formularza. To nie tak, że chciała bawić się w podwójną agentkę, szpiega, cokolwiek. Zwyczajnie wolała bronić się przed podejrzliwymi spojrzeniami czy nawet plotkami. A takie mogłyby powstać, jeśli ktoś usłyszałby że kobieta która wczoraj uzdrowiła chore serce Pufka, dzisiaj kupuje ingrediencje na Nokturnie, raczej nie miałaby dobrej renomy i do końca życia musiałaby żyć na garnuszku, a to byłoby dla niej nawet gorsze niż niechciane małżeństwo. Inna sprawa to fakt, iż nazwisku nie przyczyniłoby się jej wesołe przedstawianie się jako lady Carrow przy okazji kupowania różnych zakazanych substancji. Dlatego została Norą. A kłamać umiała bez zająkniecia, właściwie lubiła to robić. Czuła się jakby pisała bajki specjalnie dla tego z kim rozmawiała. Umiała wyczuć, co rozmówca chce usłyszeć i to mówiła dodając trochę własnej fantazji. Kiedy mówiła o sobie całą prawdę, sprawiało jej to problem. Spuszczała wówczas wzrok, łamał głos, a słowa przychodziły z dużym kłopotem. Natomiast kłamiąc oczy otwierała szeroko i podnosiła na rozmówcę, mówiła z uśmiechem i pewnie. Może dlatego sama nie umie zaufać?
Choć często chciała poczuć, ze może wyśpiewać wszystko co leży jej na sercu i niczym się już nie martwić. Tak jak teraz. Wtuliła się mocno w Barrego który znacznie nad nią górował i stali tak chwilę w ciszy. Bardzo starała się nie rozkleić, w końcu udaje twardą babę.
-Wiesz czego teraz potrzebuję...-podniosła nieco rudą głowę żeby móc spojrzeć mu w oczy z niemym pytaniem, czy ma dzisiaj coś na stanie. Poczuła jednak, że dzisiaj przyszła nie tylko do Barrego ale i dla niego. Potrzebowała jego towarzystwa w ten cudownie niewymuszony sposób, kiedy spędzali razem całe noce krążąc po Nokturnie i innych dziwnych miejscach z różnymi dziwnymi używkami. Pytanie tylko z czym wylądują dzisiaj?-Cały mój świat usuwa mi się spod nóg, nie wiem co mam zrobić... ale nie rozmawiajmy tutaj.
Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i po prostu go dzisiaj wyciągnąć. -Ognista czy maasz może...?
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]02.01.16 18:56
Norę znał od jakiegoś czasu i darzył ją uczuciem. Znaczy ... no ufał jej, ale czuł jeszcze jakąś moc, której całkowicie nie rozumiał. Nie pragnął tego, ale posiadł wraz z obecnością rudowłosej niewiasty. Prawdopodobnie to się narodziło podczas wspólnego zażywania narkotyków. Nigdy tego do końca nie potrafi wytłumaczyć, bo nie wie, jak to się wszystko zaczęło. Zazwyczaj nie spoufala się ze swoimi klientami, ale tu powstał wyjątek, który wręcz kiełkuje. A co z tego będzie - tego Weasley nie ma pojęcia. Wie jedno - że prędzej czy później będzie musiał jakoś przystopować z ich relacją. W końcu będzie mieć już narzeczoną, a takie wygłupy tylko to pewnego momentu będą powszechnie akceptowane. Och, gdyby tylko znał prawdę o Norze, gdyby poznał jej doszczętnie skrywany przed nim sekret.
Czując, jak strzaskana psychicznie Nora wtula się do niego, stał w ciszy przytulając ją do siebie. Chciałby wiele słów wypowiedzieć w tej chwili, ale ile z nich byłoby niestosowne? On jest szlachcicem, a ona ... no właśnie, nawet i tego Barry nie wiedział. Ale i tak traktował ją jak przyjaciółkę, jak siostrę. Cicho westchnął nieme spoglądając na jej siatkówkę. Czy coś ma... on zawsze coś ma, jeśli chodzi o cukierki. Czasami mniej, czasami więcej, ale zawsze coś sobie zostawiał. Był uzależniony od tego i nie mógł pozwolić, aby jego szafka świeciła okrutną czystością, bądź niewinnymi okruchami bolejącej przeszłości.
Ognista, tego trunku niewiele mu zostało w mieszkaniu, ale coś się tam zachowało. - Niewiele, ale mam. Ale musisz poczekać piętnaści minut, dobrze?- powiedział spokojnym głosem głaszcząc ją po włosach. Rudych lokach. Weasley chyba nie umiał oprzeć się jego włosom, lecz po chwili przyłapał siebie na tym i puścił Norę. Zrobił krok w tył wysilając się na uśmiech. Miał nadzieję, że zrozumie, iż nie może od tak wyjść z pracy. A tak niewiele mu zostało, bo tylko okrutny kwadrans. Gdyby mógł, to by teraz z nią wyszedł.
Gdyby mógł.
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]02.01.16 19:21
Dziwne były te ich relacje, naprawdę dziwne. Nawet oni sami nie umieli się określić. Byli nawet trochę jak dzieci, które chciałyby dużo powiedzieć, a jednak nie potrafią. Sama Marcelyn nigdy nie myślała, że może ja złapać cos tak prozaicznego jak miłość. Nie i już, ona się po prostu nie wpisywała na listę do zakochania. A kiedy tak skutecznie się coś wypiera, nagle można mieć problem, taki jak ona teraz.
Ma dwóch młodszych braci a przytulając się do nich czuje się zupełnie inaczej niż tuląc się do szerokiej piersi Barrego. Jednak nie chciała zaprzątać sobie tym głowy, na pewno nie teraz.
Czy jej narzeczony też jest taki opiekuńczy? Czy też będzie potrafił uspokoić ją poprzez sam swój dotyk? Tylko dlaczego właśnie on miałby ja uspokajać, jeśli jedyne co teraz jej zagraża to właśnie utrata wolności poprzez małżeństwo? Czy to oznacza tez koniec wypadów na Nokturn?
-Czekałam dwa tygodnie, poczekam i piętnaście minut.- odpowiedziała nieco rozpogodzona wizją tak rychłego wypadu z Barrym. Była tylko ciekawa, co dziś wybierze-klasyczny trunek czy ich ukochaną Złotą Rybkę?
Kiedy sie odsunął dość niepewnie zapytała-mogę zaczekać tutaj? Będę cichutko i grzecznie, nie narozrabiam, obiecuję!- i uśmiechnęła się łobuzersko tak, jak zawsze kiedy coś razem planowali. Naprawdę nie uśmiechało jej się wychodzenie na ulicę nawet na piętnaście minut, zbyt wiele mogłaby zaryzykować.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]03.01.16 2:21
Gdyby wiedział, jak to wszystko definiować, to pewnie świat by oszalał. Bo nikt chyba nie znajdzie właściwego określenia na to, co jest między nimi. Coś niby prostego, ale jednocześnie solidnie skomplikowane. Zawiłe, pokręcone niczym schody w Hogwarcie prowadzące na którąkolwiek z wież. Nigdy wtedy nie wiadomo, czy trafi się we właściwe drzwi, przejście. Może tu potrzeba jakiegoś płomyka ognistego bądź obrazu jakiegoś mędrca, by wskazał im drogę postępowania bądź same wskazówki. Lepsze coś niż nic.
- Tylko niczego nie dotykaj. Pan Burke może być niezadowolony.- powiedział przystając na jej prośbę i zaraz wrócił do pracy. Nie zamierzał tutaj siedzieć przez ten czas i zbijać bąki bądź pająki z pajęczyn. Zaraz kazał miotle sprzątać, a jego ręce tymczasem przygarnęły kartony, które przenosił do innego pomieszczenia. Lecz w międzyczasie zastanawiał się o powodzie Nory. Nie miał zielonego pojęcia, co jej mogło się stać. coś związane z narkotykami? A może jakiś zwierzak jej umarł na rękach? A może to coś zupełnie innego, niż przypuszczał?
Niestety potrzebował kilka minut więcej, aby skończyć swoja pracę, lecz miał nadzieję że nie będzie z tego powodu się gniewała. Widziała, jak starał się sumiennie pracować, ale z drugiej strony woli być tu dłużej, niż wyjść wcześniej i zostać złapany przez szefa. Wtedy pan Burke miałby kolejny powód do tego, aby jeszcze bardziej zdołować rudzielca. Ale korzystając z tego, że wypełnił swoje obowiązki, odłożył miotełkę na miejsce i podszedł do Nory. Zaraz ją zabrał do swego mieszkania wcześniej zamykając sklep na cztery spusty.

z/t oboje [póki Tośka nie ma]
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]24.03.16 15:33
1.12.1955

Jak zwykle rano wstał, zjadł babeczkę jako swe śniadanie i udał się do Ollivandera. Tam pracy niezbyt wiele miał, więc siedział sobie przy regałach z różdżkami i rozmyślał, co zrobić. Zaraz będą święta, rodzinne spotkanie. Obawiał się jednego - że wszystko wyjdzie na jaw. Że to, co starannie ukrywał przed najbliższymi, wyjdzie i zemści się na nim. A nie mógł pozwolić sobie na to, aby prawda wyszła na jaw. Brudna, śmierdząca i okropna w smaku. Bo nie powiedział bratu. Jak cholera bał się wyznać prawdy, bo nie wie, co byłoby z nim. Ten strach wywołuje w nich ruszenie czegoś, by być jak najmniej zaplątany w tym całym gównie. Aż sobie przypomniał pewny list, którego ostatecznie zamiast wysłać bratu, wrzucił do kominka. Wtedy to było łatwe myślenie, nadzieja na wyrwanie się z dna. Teraz po roku czasu znów ma okazję to rzucić, wrócić na swój szlak.
Ale czy potrafi teraz przejść obojętnie przy narkotykach? Czy da radę odciąć się od nich? Sam wie, że to będzie cholerne ciężkie. Ale ma okazję do zrobienia dwóch trudnych kroków. Pierwszy był łatwiejszy. Drugi był nieco skomplikowany.
Plusem był fakt, że Tosiek był na razie nieobecny. Rudzielec pamiętał ich rozmowy, podczas których był szantażowany przez niego. To były niczym ciężkie jadany na jego mizernych dłoniach. Kilka tygodni niespokojny przychodził do sklepu nie wiedząc, czego może się spodziewać. Ale było nadzwyczaj spokojnie, co powoli uspokajało jego myśli i dawało motywację. Motywację do podjęcia kroku, który dawno powinien zrobić, lecz nie umiał. Co prawda to nie jest rezygnacja z narkotyków, bo teraz nie umiałby przeżyć bez nich, ale chociaż odetnę się z jeden nici. Bo muszę.
Wszedł wcześniej do sklepu i skierował się do pana Borgina, którego poprosił o rozmowę. W przeciwieństwie do rozmów z panem Burkiem, ta rozmowa przebiegłą spokojnie, bez rzucania żadnych asów z rękawa, które by zatrzymały tutaj rudzielca. Teraz tylko będzie musiał coś wymyślić, gdyby Burke nagle wrócił i zauważył jego brak w sklepie. Powie Garrettowi? A może wymyśli coś paskudnego? Póki jednak Anthony nie wróci, nie musi tym się przejmować. W końcu ma ważniejsze sprawy na głowie.
Podziękował za współpracę i zaraz nałożył na swoją głowę kaptur, a chwilę później opuścił sklep. Bez zamiaru powrotu do niego. Za to udał się do osoby, chcąc wykonać drugi krok. Potężniejszy, bo nie wiedział, w jak dobrym kontakcie jest ten człowiek z Burkiem, ale teraz czuł jakąś siłę. Skoro udało się jemu odciąć od sklepu, to czemu nie zrobi tego z dilerką? Co prawda, nadal będzie ćpać, bo od tego nie umie się odciąć, ale czy nie lepiej wykorzystać fakt nieobecności Bruke'a? Co prawda, pozostawi sobie handel śnieżką, bo z niej można naprawdę wiele zarobić. Odbył trudną i nieprzyjemną rozmowę, lecz udało mu się w całości bez siniaków wrócić do swojego mieszkania. Przynajmniej pozbył się linii łączącej jego z Anthonym Burkiem. Przynajmniej, póki on nie wróci, a na razie nic nie zachodziło, aby coś takiego miało się stać.
A tymczasem próbuje udać się ścieżką, która sprzed laty została jemu zamknięta właśnie przez tego czarodzieja.

z.t
Barry Weasley
Barry Weasley
Zawód : sprzedawca u Ollivandera
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
Wejście  Tumblr_n6gnr2EdcK1tq9875o1_400
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t3342-skrytka-bankowa-nr-330#56362 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
Re: Wejście [odnośnik]07.09.16 23:01
/19 stycznia

Wynonna teleportowała się prosto do sklepu. Tak jak zawsze, gdy wracała z podróży z nową rzeczą. Nie posiadała w domu rzeczy, które były nie zbędę, do odpowiedniego zadbania o zdobyte przedmioty. Głównie ingrediencje. Dzisiaj jednak przywiozła ze sobą równie dużo wartą skórę Tebo. Doszła do lady, na której położyła torbę ze zdobyczą, a potem sięgnęła do podróżnego plecaka, z którego wyciągnęła notatnik. Musiała opisać dzisiejszy dzień. Pamięć była zawodna, ona zaś spisywała wszystkie swoje wyprawy, będąc pewną, że kiedyś słowa wyryte na papierze jeszcze się komuś przydadzą. Jeśli nie jej, może skorzysta z nich ktoś równie wartościowy.  
Otworzyła notatnik znalazła wpis z 18 stycznia i zaczęła opisywać dzisiejszy dzień:

14 stycznia,
Godzina: 14:34, Moje komnaty, Durnham

Nie będę już bardziej gotowa. Od kilku dni wertuję książki w poszukiwaniu każdej, choćby najmniejszej zmianki o Tebo. Muszę się odpowiednio przygotować. Wyruszenie na polowanie bez odpowiedniego uzbrojenia się w wiedzę jest idiotyczne, tym bardziej, że na pięciostopniowej skali Ministerstwa gatunek ten dostaje czwórkę. Nie lekceważę zwierzęcia. Nigdy. Doskonale wiem, że trzeba mieć plan, jeśli chce się złapać stworzenie sklasyfikowane powyżej trójki.
Plan mam. Im więcej notatek pojawiało się na moim stole, tym klarowniejszy się on zdawał. Pozostało go tylko wykonać.  Jutro wyruszam, nie ma na co czekać.

15 stycznia
godzina: 9:34, pachnący stęchlizną pokój, Kongo

Jestem na miejscu. W jakimś podrzędnym barze w wiosce niedaleko Léoia. Właściciel ledwo duka po angielsku. Chyba tylko mój wzrok powstrzymał go, przed próbą wyłudzenia galeonów, za ten, wątpliwej jakości, nocleg. Dziś wyruszę w teren.

godzina: 20:12, to samo miejsce
Pogoda w tym miejscu całkowicie odbiega od tej znanej mi z angielskiej rzeczywistości. Na szczęścia zabrałam łowiecki kapelusz. Cały dzień skradania się i tropienia ujawnia się w bólach mięśni. Moje wyliczenia jednak okazały się poprawne. Trzy mile na północny wschód od wzgórz, które tutejsi nazywają Reiname znalazłam jednego Tebo. Prawdopodobnie jego położenie uwarunkowane jest wodopojem, który znajduje się niedaleko i małym występowaniem ludzi. Z tego co udało mi się dowiedzieć – rzadko zapuszczają się w tamte rejony ze strachu przed stworzeniem.

16 stycznia,
godzina:19:03, wynajęty pokój, Kongo

Wyruszyłam wraz z pierwszymi promieniami słońca. Na miejsce, w którym dostrzegłam wczoraj Tebo dotarłam po godzinie wędrówki. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że podróżowanie w środku dnia może być zabójcze. Zabrałam ze sobą niewiele. Plecak w który schowałam prowiant i różdżkę, której przez większość czasu nie wypuszczałam z dłoni. Znalazłam dogodne miejsce do obserwacji i by nie kusić losu rzuciłam na siebie zaklęcie kameleona. Zamarłam w jednej pozie nie pozwalając sobie na fałszywy ruch. Zdecydowanie nie miałam jeszcze ochoty żegnać się z życiem. Obserwując zwierzynę zastanawiałam się, czy powstały wcześniej w mojej głowie plan. Analizowałam prawdopodobieństwo sukcesu i otoczenie, w którym przyjdzie mi się z nim zmierzyć, w końcu dochodząc do wniosku, że w pojedynkę nie dam rady. Zdecydowanie nie chcę polegać na kimś i dzielić się z nim zyskiem, jednak w tych warunkach usnuty wcześniej plan nie miał racji bytu. Wróciłam więc do starej rudery, w nadziei, że wieczorem znajdę najemników, którzy za kilka galeonów pomogą mi w złapaniu i oskórowaniu zwierzęcia. Och na Merlina, jakże nie cierpiałam prosić o pomoc. Zejdę na dół, pod stopami słyszę, że ludzie zaczynają się schodzić do mieszczącego się pod moim pokojem baru.

17 stycznia
godzina: 17.52, gospoda "Pod Baranim Łbem", Kongo -tak tłumaczy się tę nazwę na angielski, Baranim łbem to tu daje cały czas, nazwę więc można nazwać adekwatną.

Zebrałam pięciu mężczyzn. Tylko jeden z nich mówi po angielsku. Za kilka dodatkowych galeonów zgodził się zostać tłumaczem. Przedstawiali mi się, ale nawet nie wysiliłam się, by zapamiętać ich imiona. Prawdopodobnie drugi raz tu nie wrócę. Widziałam jak się na mnie patrzyli. Raczej z pogardą i niedowierzaniem, że takie wątłe dziewczę może wykonywać taki zawód. Nie obchodzi mnie jednak ich zdanie o ile zrobią to, co do nich należy. Jutro idziemy zapolować. Oby wszystko poszło zgodnie z planem, nad którym spędziłam kilka godzin dzisiejszego ranka.

18 stycznia
godzina: 16:45, miejsce żerowania Tebo, Kongo

Na miejsce dotarliśmy niecałą godzinę temu. Używamy zaklęcia kameleona, by pozostać niewidocznym dla zwierzęcia. Każdy rozchodzi się w wyznaczonym kierunku. Ja zostaję na miejscu. Za piętnaście minut zaczynamy atak. Mam nadzieję, że każdy z tych mężczyzn, którzy z pewnością posiadają pewne braki w mózgu, będzie działał zgodnie z planem, który przedstawiłam im wczoraj. W innym wypadku wszystkie przygotowania pójdą na marne. A straszenie nie lubię jak się coś marnuje. Wie to każdy kto mnie zna.

19 stycznia
godzina: 21:22, Borgin&Burke, Londyn

Poszło koślawo. Pewnie gdybym mogła się sklonować i zamiast mnie i pięciu nieznajomych byłabym tam tylko ja pomnożona przez sześć wszystko poszłoby idealnie. Niestety, nie potrafiłam się sklonować. Nikt nie potrafił. A szkoda. Ale opiszę wszystko od początku.
Plan był prosty. Tebo może stawać się niewidzialny, także należało go naznaczyć by momencie, w którym wykorzysta swoją zdolność nadal pozostanie dla nas widoczny. Nie należało używać wżerających się farb – przecież to jego skóra była składnikiem, który najwięcej był wart. Wątpiłam zresztą, by naznaczenie zwierzęcia w ten sposób miało pomóc – istniało prawdopodobieństwo, że pomalowana skóra nie rozwiąże problemu. Obwiązanie liny wokół szyi przy pomocy zaklęcia lewitującego i dwóch różdżek miało załatwić sprawę. Później należało już tylko zwierzę złapać, ogłuszyć i zgładzić.
Zgodnie z założeniem o godzinie siedemnastej rozpoczęliśmy akcję. Ponumerowałam najemników, żeby było mi łatwiej. Jedynka i dwójka, przy pomocy różdżek bez większego problemu owinęli linę wokół szyi zwierzęcia, które pomimo dość szybkiego zorientowania się w sytuacji zostało już naznaczone. Stopiło się z otoczeniem, jednak lina skutecznie informowała nas o jego położeniu. Ruszyło, prosto na czwórkę, którego obleciał strach. Żadne z zaklęć, które wykrzykiwał nie działało, lub też nie trafiało. Dołączyliśmy się, zdejmując z siebie uprzednio zaklęcie kameleona – by przypadkiem nie oberwać zaklęciem współpracownika. Czwórka została stratowana. Jak się później okazało doznał wstrząsu mózgu i złamał dwa żebra. Nie zaprzątał jednak moich myśli. Chyba byłam tam jedyną trzeźwo myślącą osobą, bo dopiero moje Arresto Momentum. Pozwoliło spowolnić zwierzaka i odciągnąć od niego pokiereszowanego Czwórkę. Mieliśmy niewiele czasu, zaklęcie nie działało wiecznie. Jedynka zajęła się Czwórką, my zajęliśmy się Tebo. Kilka zaklęć ogłuszających. Nagle jakby Dwójka, Trójka i Piątka na nowo odnaleźli w sobie zdolność do rzucania czarów. W końcu zwierzę padło. Razem z utratą przytomności stało się na powrót widoczne. Piątka dokończył dzieła, podrzynając gardło złapanemu guźcowi. Resztę dnia spędziliśmy zajmując się zdobyczą. Właściwie doglądałam wszystkiego z boku. Jedynka fachowo ściągnął skórę, którą dostałam w całości. Piątka najemników zadowoliła się galeonami, pozostałościami Tebo, głównie zaś jego rogami. Z niewiadomych przyczyn jego rogi było w Kongo warte więcej niż skóra. Lepiej dla mnie. Wieczorem, zgodnie ze zwyczajem panującym w tej małej wiosce wypiliśmy kubek pędzącego na miejscu alkoholu. Potem pożegnałam się z nimi dziękując za współpracę i mając nadzieję, że więcej nie wrócę w to miejsce.


Postawiła ostatnią kropkę. Przez chwilę przyglądała się literom, po czym zamknęła notatnik. Wygładziła jego okładkę właściwie nie do końca wiedząc w jakim celu. Miała to w nawyku, jednak skąd go wzięła do tej pory nie wiedziała. Zerknęła na zegar, którego wskazówka prawie dobijała godzin 23. Nie zamierzała jednak jeszcze wychodzić. Chciała zająć się skórą, by móc jutro przekazać ją nabywcy. Zniknęła na chwilę pod ladą chowając swój notatnik i zabrała się do roboty. Niewiele po północy skóra była gotowa, ona zaś mogła wrócić do własnych komnat i oddać się w objęcia Morfeusza. Była wykończona. Ta potyczka jednak poza paroma siniakami i otarciami nie przyniosła jej większych obrażeń, więc Wynonna była zadowolona. Zamknęła drzwi, zgasiła światła i teleportowała się do domu.

/zt


You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Wynonna Burke
Wynonna Burke
Zawód : Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Snow Queen
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke https://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Re: Wejście [odnośnik]09.10.16 15:15
Podróże siecią Fiuu nie należały do jego ulubionych, bywały jednak diabelnie przydatne, szczególnie kiedy chciało się dostać do Borgin & Burkes bez poważnego uszczerbku na zdrowiu.
Tak więc kiedy wnętrze sklepu zalała poświata zielonego, magicznego ognia, dodając jeszcze większej upiorności temu miejscu, ze środka wyłonił się Lionell. Otrzepał szatę z kurzu, kaszląc przy tym mocno i rozglądając zmrużonymi oczami po pomieszczeniu. Jeszcze chwilę miało potrwać aż jego wzrok przyzwyczai się do panującego tu mroku, by można było cokolwiek rozróżnić pod warstwą kurzu oraz pajęczyn.
To nie była jego pierwsza wizyta, chociaż na miano stałego bywalca także jeszcze nie zasłużył. Ot zjawiał się tu w interesach, za każdym razem nie mniej zafascynowany, jak bardzo to miejsce swoim wystrojem wpasowuje się w klimat panujący także na zewnątrz. Za pierwszym razem był przekonany, że trafił do zwykłej, zapomnianej rupieciarni, ale nic bardziej mylnego. Takie miało to sprawiać najwidoczniej wrażenie. Nie wątpił, że właściciele byliby w stanie zaspokoić potrzeby posiadania niedozwolonych przez Ministerstwo przedmiotów, niejednokrotnie rzadkich przy okazji. To po co on przybył także było zakazane, ale nie służyło do celów kolekcjonerskich.
Chciał nabyć opium a przy okazji zapytać się o coś jeszcze i czuł, że to będzie najlepsze miejsce do zdobycia tych informacji.
Mogąc się w końcu poruszać bez obawy, że wpadnie na coś, ruszył do kontuaru. Krótkim machnięciem różdżki wprawił w ruch dzwonek wiszący u wejścia, aby zaanonsować swoje przybycie. Wierzył, że mężczyzna, z którym był tu umówiony, nie zapomniał o spotkaniu.
Zastanawiał się czy Mortimer, jego brat, kiedykolwiek tu zawędrował. On ze swoimi dziwacznymi zainteresowaniami, nie mowa oczywiście o zawodowych, zapewne znalazłby tu wiele rzeczy, które by go zainteresowały. Nie kwapił się jednak aby go o tym poinformować.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wejście [odnośnik]09.10.16 21:34
|5 stycznia?
Edgar całe przedpołudnie spędził w swojej posiadłości i nie miał na to żadnego porządnego wytłumaczenia. Nie zajmował się łamaniem klątw, choć powinien, bo czekały na niego już dwa zlecenia. Nie planował kolejnej wyprawy. Nie odpisał na żaden list, nie uważając żadnego za szczególnie ważny. Nawet nie zerknął do sklepu, zostawiając na straży jednego z pracowników. Najzwyczajniej w świecie postanowił zrobić sobie wolne, uznając, że sobie na nie zasłużył. I nie żałował tej decyzji nawet przez minutę. Po raz pierwszy od dawna naprawdę się wyspał. Zaczął czytać książkę, której tematyka może i zahaczała o czarną magię, ale to była jego pasja i nawet podczas wolnej chwili sprawiało mu to przyjemność. Jednak większość dnia spędził ze swoimi dziećmi i wtedy uświadomił sobie, że poświęca im zdecydowanie za mało czasu. W końcu był ich ojcem, od kogo miały się uczyć, jak nie od niego i Zivy? I tak sielankowo mijał mu dzień, kiedy przypomniał sobie o umówionym spotkaniu. Początkowo chciał je przełożyć, nie uważał go za szczególnie ważne, ale chwilę później stwierdził, że to jednak nie w jego stylu. Zawsze starał się być słowny i również w tym przypadku nie chciał robić wyjątku. Tym sposobem niezbyt zadowolony przygotował się do wyjścia i wszedł do swojego kominka, by wyjść już w rodzinnym sklepie na Nokturnie. Strzepał odrobiny pyłu z włosów i od razu odwołał swojego pracownika, chcąc zostać w sklepie samemu. Zdjął z siebie czarny płaszcz i zerknął w dokumenty, sprawdzając dzisiejsze tranzakcje. Przeczytał zaledwie niektóre z nich, kiedy w pomieszczeniu rozległ się charakterystyczny dźwięk dzwonka. Podniósł wzrok, mierząc spojrzeniem przybyłego gościa. Przywitanie ograniczył do minimum, jedynie skinąwszy mu głową. - To co ostatnio? - Zapytał, prostując się i odkładając stos dokumentów na bok. Nie miał zamiaru przed nim ukrywać, że chce to spotkanie jak najszybciej zakończyć. Niestety nie miał dzisiaj nastroju do zbędnych pogawędek.
Edgar Burke
Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Wejście
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach