Wydarzenia


Ekipa forum
Wejście
AutorWiadomość
Wejście [odnośnik]08.08.15 18:58
First topic message reminder :

Wejście

★★★
Wszystkie budynki na ulicy Śmiertelnego Nokturnu wyglądały podobnie - tak samo podniszczone, tak samo zaniedbane i brudne, odpychające, czy nawet mogące przerazić zbłąkanego przechodnia. Jednakże dla większości bywalców o wątpliwej moralności, te tereny są codzienne, znajome, swojskie. Nic więc dziwnego, iż sklep ulokowany pod 13B, opatrzony wypłowiałym już nieco szyldem z łuszczącym się, złotawym napisem Borgin & Burkes nie był wyjątkiem od tej niepisanej reguły.
Stojąc na zakurzonej, kamiennej ulicy trudno było ujrzeć cóż owy przybytek mógł kryć w swym wnętrzu; zmatowiałe, w niektórych miejscach osnute pajęczynami szyby łukowatych okien pilnie strzegły tajemnic właścicieli, odstraszając niechcianych gości, przypadkowych i niewtajemniczonych laików... Odróżnić dało się jedynie chłodny poblask lamp muszących znajdować się gdzieś po drugiej stronie, gdzieś kilka kroków dalej, w bliskim, lecz odległym świecie czarnomagicznych artefaktów, śmiertelnie niebezpiecznych przedmiotów niejednokrotnie sprowadzanych z odległych krajów, z przemytniczej Bułgarii, mroźnej północy. Po przekroczeniu skrzypiącego progu, do uszu dociera cichy, nieprzyjemny brzęk zaśniedziałego dzwoneczka mającego informować stojącego przy wyszczerbionym kontuarze sprzedawcę o każdym, dosłownie każdym gościu. Wnętrze sklepu jest nieuporządkowane, ciemne, brudne; w powietrzu unosi się zapach stęchlizny i kurzu. W oczy rzuca się masywny kominek, w którym to wiecznie pali się blady, chłodny ogień. Ustawione pod ścianami szafy, komody, komódki zastawione są przedmiotami drobnymi, jak i całkiem sporymi, niepozornymi, jak i już na pierwszy rzut oka powodującymi mdłości; przede wszystkim jednak wszystkie te przedmioty mrowią skórę doskonale wyczuwalną magią, magią potężną, niepojętą i śmiercionośną. Tak wielce pożądaną w tych czasach.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wejście [odnośnik]27.07.22 23:41
Wojna już nie docierała do Londynu - nie w taki sposób, w jaki to robiła przed roku, kiedy miejsce miały upragnione czystki. Ale dzisiaj, gdyby nie ekonomiczny stan stolicy, wszystko zdawałoby się trwać jak przed wojną - przynajmniej dla niego.
Ale obserwował ją, jej reakcje, jak ta młoda szara myszka pozwala z siebie czytać niczym z otwartej księgi. Bała się? Wyraźnie...
Sięgnął powoli wydania Walczącego Maga.
- Zakon Feniksa rozbity - zaczytał jeden z artykułów, zaraz znów przywołując dalej. - Na skutek planowanych od wielu tygodni, skoordynowanych działań, patrolom egzekucyjnym udało się rozbić kilkanaście grup buntowników, wśród których znajdowało się jedenastu niebezpiecznych, poszukiwanych listami gończymi członków Zakonu Feniksa - przerwał, odkładając gazetę na bok i spoglądając na dziewczynkę, znów delikatnie się do niej uśmiechając. Przyjaźnie i ciepło, choć jego wzrok był mroźny. - To dobrze, masz ogromne szczęście, że mieszkasz w spokojnym miejscu. Chociaż czasem i tam mogą pojawić się źli ludzie - przyznał, kiwając delikatnie głową. - Twój tata to mądry czarodziej - przyznał, a widząc na jak niepewny, a jednocześnie wyraźny grunt trafił, zaraz spochmurniał i posmutniał. Splótł dłonie przed sobą, jakby szukając czegoś na swojej dłoni - na palcu, na którym kiedyś nosił obrączkę. - Są okrutni i bezlitośni. Jeszcze przed wojną, miałem żonę. Piękną, kochaną i troskliwą... Spodziewaliśmy się dziecka, wiesz? - powiedział, uśmiechając się smutniej i krótko. Po tym westchnął, przenosząc wzrok z Marii na brudne okno wystawy. Starał się grać swoją mimiką i mową ciała, jakby temat który przywoływał był trudny - a nie był ze względów, o których wspominał. Tęsknił za Freyą, jednak nie dlatego, że nie uważał że nie zasługiwała na śmierć. - Zabili ją, kiedy opuściła Londyn... Nie była stąd, wiesz? Dorastała w Norwegii, a Anglia była dla niej piękna... Była artystką, poszukiwała często inspiracji dla obrazów. A ja... ja powinienem wtedy z nią być. Może gdybym był, wszystko skończyłoby się inaczej? - dodał, urywając jednak i pokręcił delikatnie głową. Uśmiechnął się przepraszająco do dziewczynki. - Wybacz, to wciąż bolesne wspomnienia... ale... Twój tata ma racje. Szlamy są złe, są agresorami i chcą mordować czarodziejów. Nie można im ufać. Na pewno zmartwiłby się, gdyby coś stało się i tobie - a nie jest to przecież niemożliwe - powiedział, mając szczerą nadzieję, że jego słowa dotrą do Marii, szczególnie jeśli była wrażliwą młodą panną. Nie wiedział czego mógł się spodziewać po kolejnej Multon - po samej Elvirze nie spodziewał się niczego dobrego, a jeśli były siostrami lub w jakikolwiek blisko spokrewnione, mogło to być bardziej niż pewne, że ta dziewucha to same kłopoty i nie posiadała empatii. Ale czy na pewno? Może powinien mieć nadzieję na coś lepszego niż Elvira?
Tym bardziej, że póki co, nie wykazywała się takim nieposłuszeństwem jak stara panna Multon. Może to mogło być wystarczającym dowodem na jej inność w tej materii?
- Och, proszę nie martwić się takimi rzeczami. Jesteś teraz moim gościem i również pod moją opieką, nie mogę pozwolić ci wrócić głodnej do domu, prawda? - zapewnił szarą myszkę, zaraz uśmiechając się do niej łagodnie. - Czuję się bardziej niż zobowiązany do tego, aby zapewnić ci bezpieczną drogę do domu, ale również nie mogę pozwolić ci wrócić o pustym żołądku. Teraz jest wojna, powinniśmy sobie pomagać, czarodziej czarodziejowi, prawda? - dodał, chcąc wyłącznie dalej zaszczepić w Marii pewnego rodzaju powinność i poczucie wspólnoty w magicznym społeczeństwie. W końcu był po jej stronie, prawda?
Nie bał się klątw, nie bał się czarnej magii - może to była zasługa dziadka, a może samego Durmstrangu? Może wszystkiego po trochu, bo od dziecka przebywał nie tylko w sklepie, ale i na samym Nokturnie - z niektórymi podzielał swoje zainteresowanie, z innymi rozmawiał na temat czarnej magii.
- Klątw? Nie, dlaczego bym miał się ich bać? - zapytał spokojnie, przesuwając wzrok do niej. - Mario, boisz się pułapek magicznych? - zadał jej kolejne pytanie z uśmiechem. - Klątwy to sztuka. Można nałożyć je na miejsce, można nałożyć je na kogoś... lub bliski nam przedmiot. Mają na celu nas bronić, ale niektóre klątwy są również samą historią - wyjaśnił spokojnie, zaraz odkładając jeden z pakunków i odwracając się do szafki za nim. Otworzył ją powoli, wyciągając z niej pudełko wyłożone skórą widłowęża, a po tym otworzył - ukazując jego zawartość Marii. Nawet niewprawione oko mogło dostrzec zapisane brunatnoszarym odcieniem rzędy run na rękojeści i tyle grzebienia wykonanego z kości słoniowej - wyraźnie przedmiotu starannie wykonanego, ale również i mającego już swoje lata.
- To zapis historii czarodziejów, inne zastosowanie magii. Proszę, nie dotykaj - potrzeba ostrożności z klątwami, ale ta ostrożność odpłaca się ukazywaniem historii - wyjaśnił, podnosząc wzrok na dziewczynkę, chcąc zobaczyć jej minę i to czy jest bardziej przerażona, czy bardziej zainteresowana. - Grzebień kiedyś, przed dwustu laty, miał być prezentem dla jednej czarownicy, która podobno knuła przeciwko swemu mężowi i popadała w szaleństwo. Dopuszczała się rzeczy, które doprowadzały jej rodzinę do ruiny, a których nie chcę przy pannie podnosić, bo nie wypada - ale była czarownicą, która stanowiła zagrożenie dla siebie, ale i dla innych - wyjaśnił z nutą smutku w głosie. - Klątwa nałożona na grzebień miała na celu ochronę innych przed nią. Ale czy historia miała dobre zakończenie? Jeszcze do końca nie odkryłem pełni historii, która skrywa się za tym grzebieniem - wyjaśnił, po dłuższej chwili zamykając pudełko i odkładając na miejsce, z którego je zabrał.
- Och, szycie jest bardzo dobrą umiejętnością dla czarownicy. Przydatną w domostwie, z pewnością twój przyszły mąż będzie zachwycony - pochwalił, chociaż słysząc o jednorożcach powstrzymał swoje skrzywienie. Nienawidził zwierząt - tych magicznych i tych pozbawionych fascynujących właściwości. Były głośno, wielkie, brudne... chociaż wcale nie gorsze od mugoli. Niewiele lepsze, a jednak wciąż odpychające. - Jak cieszy cię prawda w rezerwacie? Jestem pewny, że lordowie Parkinson dobrze dbają o swoich pracowników - przyznał, powoli zaczynając sprzątać na ladzie to czym się zajmował, ale również i opróżniony dzbaneczek, czy miseczkę. Powoli powinien zająć się Marią i odprowadzeniem jej do miejsca, z którego mogła sama dostrzec z powrotem do domu. Oraz zadbać o jej posiłek.
- Udamy się pierw do kawiarni, dobrze? Może zechcesz zabrać coś słodkiego również do domu, dla rodziców? - zaoferował, może chcąc na złość Elvirze traktować Marię jak najlepiej tylko mógł - chociaż wątpił, aby czarownica w jakikolwiek sposób miała się dowiedzieć o dzisiejszym spotkaniu w sklepie z młodą panną.


I den skal Fienderne falde

Dalens sønner i skjiul ei krøb
Oyvind Borgin
Oyvind Borgin
Zawód : Pracownik Borgin and Burkes, specjalista od run nordyckich
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Hide away the proof that I had loved you
Never see the truth, that final breakthrough
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 9 +2
CZARNA MAGIA : 16 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11114-oyvind-borgin#342285 https://www.morsmordre.net/t11189-frode https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f419-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t11191-skrytka-bankowa-nr-2433#344452 https://www.morsmordre.net/t11190-oyvind-borgin#344451
Re: Wejście [odnośnik]12.08.22 17:29
Wraz z każdym kolejnym czytanym słowem kolor odchodził z twarzy Marii, pozostawiając ją niemal zupełnie bladą. Niewiele było przecież potrzeba, by wyobraźnia młodej panny zaczęła działać, podsuwając jej obrazy niesłychanie dlań straszne. Oddychała bardzo powoli i płytko, tak, jakby nie chciała się poruszyć, a już tym bardziej wydać jakiegokolwiek dźwięku. Zupełnie jakby była naprawdę na celowniku rebeliantów gotowych odebrać jej dom, rodzinę, bezpieczeństwo, może nawet i różdżkę wraz z magią. Gdy Oyvind skończył czytać i odłożył gazetę na bok, uśmiechał się przecież uprzejmie, ale coś w jego oczach sprawiało, że uśmiech ten ich nie sięgał. Maria prędko opuściła swój wzrok na filiżankę, którą zaraz przytknęła ponownie do ust, wypijając resztę jej zawartości. Ciepła herbata przepłynęła przez usta i gardło do przełyku, dając jej przynajmniej chwilę wytchnienia i ukojenia.
— Tak pan myśli? — spytała wreszcie, drżącym ze strachu głosem odpowiadając na złowróżbne słowa Borgina o złych ludziach, którzy kiedyś mogą zjawić się w jej rodzinnych stronach. Nie chciała o tym myśleć, ani zakładać planów na taką ewentualność. Chciała... Przecież chciała wyłącznie żyć w swoim rytmie, w spokoju podróży między Okruszkiem a rezerwatem, z daleka od wojny, w ciszy starych lasów otaczających domek tak jej, jak i jej rodziców, daleko od hałaśliwych odgłosów wojny. Na słowa o ojcu pokiwała trzy razy głową. Był mądrym czarodziejem, choć rzadko kiedy — w opinii Marii — dzielił się swoją wiedzą. A jednak posiadał talent do języków i znał pewnie każdą ciekawostkę o magicznych stworzeniach. Nigdy jednak nie mówił swej córce, że wojna zbliża się do ich drzwi; trudno było powiedzieć, czy w ten sposób chciał ochronić najmłodszą z córek przed sercem ściśniętym trwogą, czy miało to jakiś wyższy cel.
Nie było jednak czasu na myślenie o tacie, gdy pan Borgin wspominał swoją żonę. Im dłużej mówił, tym łatwiej było Marii ją sobie wyobrazić, choć niewiele mówił o jej wyglądzie. Ale przed oczami panny Multon stanęła smukła blondynka o włosach układających się w starannie wykonane fale, o rozmarzonym spojrzeniu artystki, stojącej przy sztalugach, na których spoczywały jej prace. Nie takie, do których nawykła w pięknie korytarzy Beauxbatons, tam dostrzec można było jedynie sztukę francuską. Nie przypominały też obrazów angielskich, widywanych przez Multon znacznie rzadziej, były bardziej... Surowe i łagodne zarazem, zimne i orzeźwiające. Jak Norwegia stworzona w jej wyobraźni naprędce, pod wpływem nagłych skojarzeń. Wszystko jednak, co mówił, w połączeniu z tym, że oczekiwali dziecka, sprawiło, że zwilżone od łez oczy Marii wzniosły się raz jeszcze na twarz mężczyzny, spomiędzy warg wydostało się przejmująco smutne westchnienie.
— Bardzo mi przykro, panie Borgin... — szepnęła wreszcie, stosując się do prostych schematów zachowań ludzi postawionych w podobnych sytuacjach. Należało wyrazić współczucie, żal po stracie, ale czy jakiekolwiek słowa mogły na to faktycznie wpłynąć? Prawdziwie zatrzeć ślad rozpaczy, choćby na moment? Nie miała pojęcia. — Ja... będę uważać... — dodała po chwili, jeszcze raz kiwając głową, jakby na przypieczętowanie dopiero co powiedzianej obietnicy. Tak bardzo nie chciała, by komukolwiek działa się krzywda... Wojna była prawdziwą tragedią, a im więcej o niej słyszała, tym bardziej chciała, by zakończyła się jak najprędzej. Najlepiej tu i teraz. By wszyscy źli ludzie zostali ukarani, by nie grozili już nikomu, żadnej niewinnej duszy...
Ale była przecież nadzieja, skoro w miejscu takim jak to, na Śmiertelnym Nokturnie, trafiła na kogoś równie miłego i opiekuńczego co pan Borgin. Pan Borgin, który nie tylko zaproponował jej odprowadzenie w bezpieczną część stolicy, ale jeszcze posiłek i zapewnił, że nie wyjdzie od niego głodna!
— Bardzo... bardzo panu dziękuję — na wargach zadrżał niepewny, ale wdzięczny uśmiech. — Będę... mogła się jakoś odwdzięczyć? — dopytała wreszcie, raczej nie dlatego, że uważała, że pan Borgin będzie coś od niej chciał; przede wszystkim kierowała się grzecznością, oraz faktem, że w jej oczach Oyvind malował się na naprawdę przyjemnego, troskliwego mężczyznę. Nawet był odrobinę podobny do taty...
Ale tata Marii nie był biegły w dziedzinie klątw, to jedno można było stwierdzić z całą pewnością.
— Profesorowie w szkole mówili, że klątwy potrafią robić wyłącznie czarnoksiężnicy — szepnęła w karykaturalnej dla tego miejsca tajemnicy, wymownie spoglądając na pudełko, które okazało się trzymać w sobie grzebień. Przeklęty grzebień, który trafił kiedyś do kobiety, która miała knuć przeciwko mężowi. I w dodatku robić rzeczy, których nie wypadało podnosić przy młodych pannach. W takim razie najwyraźniej zasłużyła na karę, ale połączenie klątw z czarną magią wydawało się Marii wciąż zbyt brutalne. — Skoro popadała w szaleństwo... Czemu nie można było jej pomóc? Posłać po uzdrowiciela? — spytała naiwnie, odruchowo cofając dłonie z lady, by wreszcie znów położyć je na swych kolanach. Jej kuzynka Claire była klątwołamaczką, może będzie mogła odpowiedzieć jej na to pytanie?
Humor, a przynajmniej jego z trudem budowana konstrukcja, powróciły gdy Oyvind skomplementował wagę szycia w domowym życiu. Na wzmiankę o zadowolonym mężu spuściła znów wzrok w dół, wyraźnie speszona. Praca w rezerwacie dawała jej nadzieję, że może uda jej się uniknąć zamążpójścia. Lęk, który świadomie został jej podarowany przez ojca, sprawiał, że... nie chciała myśleć o małżeństwie, chłopcy w jej wieku zawsze mieli być z a g r o ż e n i e m, dlatego zwykła trzymać się od nich na dystans.
— Bardzo się cieszę, że mogę tam pracować. Bo wie pan... to prawdziwy zaszczyt — znaleźć się w grupie dziewcząt o najczystszych sercach, przyjętych do instytucji zarządzanej przez ród szlachecki. To naprawdę nie lada osiągnięcie.
Gdy Oyvind zaczął zbierać rzeczy, sama drgnęła dość wyraźnie, odruchowo chcąc zająć się tym sama. W ostatniej chwili przypomniała sobie jednak, że miała niczego nie ruszać i spokojnie siedzieć, dlatego to właśnie uczyniła. Dopiero gdy Oyvind powrócił w jej pole widzenia, wstała z zajmowanego przez siebie krzesła, kłaniając się przed mężczyzną, jednocześnie unosząc rąbki sukienki nieco do góry.
— Bardzo, bardzo panu dziękuję. Jeżeli to naprawdę nie jest kłopot, wzięłabym rodzicom ciasto czekoladowe... To ulubione mojej mamy...

| z/tx2?


Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 12 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12111-maria-multon https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: Wejście [odnośnik]31.01.23 19:41
Dziwny jest ten świat
3 lipca 1958 r.
Noc była pełna strachów. Zbudzone nad ranem oczy łaknęły dalszego snu, ale ten napawał niepokojem. Niejasne wspomnienia przywoływały czerwone światło, czy było postrzępionym fragmentem snu, czy rzeczywiście dobiegało zza okna? Niewypoczęte ciało wydawało się spięte, lekki ból głowy subtelnie stukał w czaszkę ze wszystkich stron. Każda napotkana od rana twarz wydawała się równie zmęczona. Mogły dotrzeć do ciebie pogłoski o krwawym księżycu, który nocą pokazał się na niebie, barwiąc gęste obłoki szkarłatem. Zawieszenie działań wojennych winno przynieść chwilowy oddech, a jednak...

Deirdre: Twoje dzieci były tego dnia nienaturalnie ciche. I one nie przespały nocy, o czym zapewniła cię twoja służka, lecz jak na zmęczone wydawały się dziwnie spokojne. Wiedziałaś, że magia dzieci różni się znacznie od magii dorosłych czarodziejów, że najmłodsi bywali bardziej wyczuleni na niektóre bardzo subtelne aspekty magicznego świata, a niedawna manifestacja mocy bliźniąt mogła dawać im się jeszcze we znaki. Zdawało się, że podczas zabawy spoglądały w pochmurne niebo, jakby dostrzegały w nim coś więcej - i myśl ta, jakkolwiek absurdalna by nie była, nie dawała ci spokoju, budząc nieprzyjemny dreszcz nie do końca zrozumiałego dla ciebie napięcia. W pewnym momencie w powietrze zerwało się stado czarnych ptaszysk, choć ich krakania nie słyszałaś na Wyspie często - znacznie częściej w okolicy gnieździły się białe mewy. Wrzask tych złowieszczych ptaszysk przenikał cię na wskroś, nienaturalnie, dziwnie, jakby były czymś więcej lub czymś innym, niż się wydawały. Szybowały w kierunku lądu gęstą ławicą, która nagle rozwidliła się w dwie strony; ptaki zaczęły się ze sobą zderzać i opadać w podobnie nienaturalnie wzburzone wody. Spienione morskie fale wzbijały się tego dnia wysoko, choć wiatr nie był aż tak silny. Może to wzrok płatał ci figle, a może widziałaś to naprawdę, gdy nieopodal brzegu woda zaczynała subtelnie - w miejscu zdawałoby się całkowicie przypadkowym - wirować. W powietrzu wisiało coś bardzo niepokojącego, a otaczająca cię magia wydawała się być temu podporządkowana. Nigdy wcześniej nie dopadło cię tak silne poczucie, że coś było nie tak, lecz wokół nie było nikogo ani niczego. Jeśli próbowałaś - żadne zaklęcie nie wykazało niczyjej obecności, upewniając cię, że okolica była bezpieczna. Pozornie. Nie mogłaś zostać na Wyspie dłużej, wzywały cię obowiązki.
W Londynie miałaś zająć się sprawunkami, grymuar braci Goodwin był wspominany w studiowanych przez ciebie kręgach, lecz sam pozostawał trudno dostępny - traktował ponoć o iście niebezpiecznych i potężnych aspektach praktyki czarnej magii. O jego dostępność pytałaś w Borginie&Burkesie, nie mieli go, ale obiecali dla ciebie sprowadzić. Dzisiejszego poranka nadeszła wiadomość, że mogłaś go odebrać - wiedziałaś, że nie powinnaś zwlekać, w nieodpowiednich rękach księga mogła się okazać bardzo niebezpieczna.

Primrose: Ciężka noc nigdy nie była tym, co mogło powstrzymać cię od wykonywania codziennych obowiązków. Dzień nie zaczynał się dobrze. Podczas porannej toalety, kiedy wpatrywałaś się lustro, przy jego krawędzi - wydawało ci się, czy to działo się naprawdę? - dostrzegłaś kształt czarnego pyska wielkiego brytana o krwistych oczach; jeśli twoim odruchem było spojrzeć przez ramię, zwierzę zdążyło zniknąć. Czy naprawdę pojawiło się w twojej komnacie? Znaczenie spotkania z ponurakiem nie było ci obce. Niezależnie od tego, jak zwykle reagowałaś na podobne zabobony, posępne zdarzenie tego dnia wydawało się szczególne. Inne, bardziej doniosłe, nie potrafiłaś tego jednak wyjaśnić niczym poza drażniącym przeczuciem, że coś było nie tak i jeszcze bardziej irytującym poczuciem oczekiwania.
W przybytku na Nokturnie miałaś spotkać się z interesującym zleceniodawcą, któremu zamierzałaś wręczyć talizman wykonany głównie ze srebra. Był gotowy od wczoraj, już gdy znalazłaś się na miejscu odwinęłaś kraniec chusty, w który został zapakowany, z zamiarem upewnienia się co do jego właściwości, by zamiast tego dostrzec coś całkowicie nieprawdopodobnego: srebro zaśniedziało warstwą tak grubą, jaka mogłaby się zbierać na nim przez dziesięciolecia, jeśli nie przez wieki. Twoja obszerna wiedza alchemiczna nie pozwalała rozsądnie wyjaśnić tej zagadki, przeciwnie: byłaś przekonana, że to wcale nie miało prawa się zdarzyć. I byłaś całkowicie pewna, że masz rację. Niemal czarny amulet nie nadawał się do niczego, a tobie wydawało się wątpliwe, byś była w stanie kiedykolwiek doczyścić go z tej śniedzi. Do talizmanu dostępu nie miał nikt oprócz ciebie, reakcja musiała zajść naturalnie, nawet jeśli z naturą nic wspólnego nie miała. Wtem u progu sklepu pojawił się spodziewany gość. Zamówienie dla madame Mericourt oczekiwało od pewnego czasu, wiedziałaś, gdzie je znaleźć - wuj poinstruował cię wyraźnie, nim wyszedł, zostawiając cię w sali samą.

Wasze spojrzenia się zetknęły, lecz żadna z was nie zdążyła się poruszyć, gdy w miejscu zatrzymał was drażniący dźwięk, który rozległ się nagle: bezlitośnie wwiercał się pod czaszkę przerażającymi wysokimi tonami, a gdy któraś z was spróbowała odnaleźć źródło dźwięku wzrokiem, dostrzegła rękę glorii, której pazur skrobał właśnie po wiszącym za nią lustrem. Po jego tafli spłynęła strużka krwi, a pazur wbijał się coraz głębiej, pozostawiając po sobie kruche pęknięcie. Pęknięcie, w które stukał uparcie, pozwalając mu przeobrazić się w całą sieć połączonych pęknięć - jeśli żadna z was nie spróbuje tego powstrzymać, zwierciadło pęknie na trzynaście nierównych części. Zaczarowana dłoń nigdy nie zachowywała się w podobny sposób, jej możliwości były ograniczone do kilku poleceń, a pętająca ją magia nie pozwalała nawet na tak swobodny zakres ruchu. Wpatrzone w to dziwne zjawisko - nagle - usłyszałyście kolejny stukot, nie było go trudno zlokalizować. Szkarłatne krople kapały z jednego z kredensów, na jego wierzchu leżała talia kart Tarota. Całkowicie przemoczona. Metaliczny zapach wskazywał na krew, lecz skąd się tu wzięła? Jeśli któraś z was przyjrzała się talii kart, dostrzegła, że kartą na wierzchu było Koło Fortuny. Leżąca obok książeczka mogła pomóc wam poszukać jej interpretacji - oświetlił ją blask zza okna, gdy w pomieszczeniu pojawiło się nienaturalnie dużo światła. Primrose usłyszała, jak pęka pieczęć zabezpieczająca księgę przeznaczoną dla Deirdre. Tajemniczy grimuar był nieobliczalny, widywane ostatnimi czasy cienie wydawały się najmniej przerażającą siłą, którą mógł tu przywołać.

Na niebie rozgorzała kometa, za którą ciągnął się złocisty warkocz. Przyciągała wzrok w przedziwny sposób, jakby hipnotyzowała samą swoją obecnością na niebie. Jaśniała jak drugie słońce, trwała nieruchomo, a im dłużej oko spoglądało w jej światło, tym większy budziła niepokój. Jakby to światło wnikało gdzieś w umysł, w serce, pozostawiając po sobie trwogę i przerażającą pustkę, której nie sposób było zrozumieć.

Mistrz gry nie kontynuuje rozrywki, ale jest gotów odpowiedzieć na ewentualne wątpliwości. Zakończony wątek należy zgłosić w temacie dziwny jest ten świat; jeżeli współgracz nie pojawi się w wątku lub przestanie pisać w jego trakcie postać oczekująca może zaprosić dowolną inną, która odnajdzie się w sytuacji, w zamian za uciekiniera.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]09.02.23 14:51
Przejmujący świergot ptaków towarzyszył Deirdre nawet w momencie, w którym przekraczała próg Borgina i Burkesa. Nie była w stanie się go pozbyć, wyrył się na dobre w jej głowie, zapanował nad podświadomością, męczył ją niczym powracający ból głowy. Lekki, ale przejmujący, drżący gdzieś zawsze na krawędzi zrozumienia, pulsujący mocniej, gdy się na nim nie skupiała. Powitał ją tego poranka, gdy bawiła się z dziećmi, pozwalając sobie na kilka chwil beztroski na początku upalnego dnia; beztroski względnej, obserwowała Myssleine i Marcusa bawiących się w ogrodzie, wśród bujnej zieleni poprzetykanej czerwienią róż, lecz bliźnięta nie wydawały się rozochocone, wręcz przeciwnie, coś było nie tak. Potrafiła już to wyczuć, a odkąd pojęła pełnię potencjału przeklętego potomstwa, stała się na ich odmienne nastroje jeszcze bardziej wrażliwa. Podobnie jak na morską aurę, srebrzyste przebłyski migotały na wzburzonej toni intensywniej niż zazwyczaj o tej porze, a nieregularny huk, towarzyszący uderzeniom wody o ostre klify po północnej stronie posiadłości, zdawał się narastać z każdą godziną. Razem z jej niepokojem, tłumionym dość skutecznie zdroworozsądkowym podejściem do rzeczywistości. Nic, ani zaklęcia ani rozum, nie wskazywały na to, że działo się coś złego, ot, zapewne przesadnie poddawała się działaniu kobiecej magii oraz zmęczeniu wynikającemu z przepracowania. Zdarza się. I tak zamierzała wykonywać swe obowiązki, dziś miała pojawić się w La Fantasmagorii późnym wieczorem, wcześniej zaś planowała odebrać upragnioną księgę.
Grymuar braci Goodwin krył w sobie wiedzę zakazaną, niebanalną, rzadką. Spisany w zaledwie siedmiu egzemplarzach, wydawał się niemożliwy do zdobycia, lecz koneksje podwyższały prawdopodobieństwo uzyskania dostępu do księgi, ufała zresztą Burke'om, którzy nigdy nie zawiedli ją w kwestii zdobycia czegoś niezdobywalnego. I tym razem się sprawdzili, pojawiała się więc w wąskim, ciemnym sklepiku na Nokturnie zaledwie kilka godzin po otrzymaniu listu z dobrą wiadomością. W progu zsunęła z głowy kaptur, byłaby głupia, pojawiając się na Śmiertelnym Nokturnie bez okrycia zewnętrznego; dopiero w budynku pozwoliła sobie na rozpięcie jednej z haftek płaszcza, spod którego wyłonił się drogi materiał burgundowej sukni. Eleganckiej, dopasowanej, stylizowanej na długie quipao, ze złotym wzorem smoka przemykającego wzdłuż wąskiej talii. Mocniejszy makijaż i wysoko upięte włosy wskazywały na perspektywę spędzenia wieczoru w pracy raczej towarzyskiej; miała negocjować z pewnym marszandem i wziąć udział w uroczystej kolacji, prezentowała się więc nienagannie i zarazem zdecydowanie zbyt strojnie na Nokturn. Nie zamierzała jednak spędzić tu wiele czasu, odbierze księgę i zniknie, tak szybko, jak się pojawiła, z różdzką - i całą swoją wyrafinowaną prezencją - skrytą pod zwykłą, szarą peleryną.
- Lady Burke, cóż za zaszczyt. Nie sądziłam, że się dziś spotkamy - powitała stojącą za ladą czarownicę lekkim skinieniem głowy; nie dygała, nie były w sytuacji oficjalnej, zresztą suknia, jaką miała na sobie, była wyjątkowo obcisła. Nie zdążyła nic dodać, nic dopowiedzieć, bo do jej uszu trafił potworny, irytujący dźwięk. Piskliwy, ostry; odruchowo przycisnęła lewą rękę do skroni, prawą sięgając po różdżkę. Coś było nie tak, działo się tutaj coś dziwnego; dziwnego nawet jak na realia Śmiertelnego Nokturnu. Mericourt rozejrzała się dookoła, nie znała jednak pomieszczenia tak dobrze, jak Primrose; próbowała skupić się na pochodzeniu dźwięków i...blasku. Coś trzeszczało przy komodzie nieopodal, w powietrzu uniósł się metaliczny zapach krwi, a szyba witryny nagle rozjarzyła się nienaturalnym blaskiem.
- Co tu się dzieje? Czy jakiś wasz artefakt ma takie...działanie? - spytała Primrose, bynajmniej przerażona; brzmiała na czujną i zaintrygowaną jednocześnie. Chlupocząca krew nie budziła w niej obrzydzenia. Deirdre odwróciła się przodem do frontu sklepu, tyłem do lady Burke, unosząc wyżej różdżkę. - Veritas claro - powiedziała spokojnie, próbując dostrzec to, co niewidzialne. I potencjalnie niebezpieczne.

| 1 locus, 2 zaklcie


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Wejście [odnośnik]09.02.23 14:51
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 5

--------------------------------

#2 'k100' : 65

--------------------------------

#3 'Cienie' :
Wejście  - Page 7 K2OyPK2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]16.02.23 10:46
Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale obudziła się zmęczona, nie spała dobrze, a ciężar niewyspania spadł na jej braki i utrudniał wstanie. Od jakiegoś czasu minął jej lęk przed spaniem, świt nie stanowił ukojenia, niosła je teraz noc, ale nie tym razem. Nie mogła jednak pozwolić sobie na lenistwo w łóżku i schowanie się pod kołdrę. Musiała wstać i wykonywać należycie swoje obowiązki. Nie narzekała na swoją rolę i sytuację życiową, nie miała tego w swojej naturze, choć ostatnio życie lubiło ją doświadczać na różnych szczeblach przeżyć. Wizja ponuraka towarzyszyła jej przez cały dzień, w trakcie śniadania jedynie przełknęła kawę i udała się na Nokturn. Zamówień piętrzył się stos i nie wiedziała w co ręce włożyć. Rozpoczęła od upewnienia się, że talizman ze srebra na pewno jest gotowy do odbioru. Nagła zmiana jego wyglądu zaskoczyła ją, cały zaśniedziały wydawał się zniszczony i bezużyteczny. Jego wygląd przeczył całej wiedzy jaką posiadała, a przecież jeszcze wczoraj pięknie błyszczał. Na nic się zdały środki i jej umiejętności, ponieważ osad nie chciał zejść. Od razu przypomniała sobie ponuraka. Czy możliwe, że to był znak iż nie powinna opuszczać Durham? Czy zlekceważyła tak oczywisty omen? Wykazała się ignorancją zamiast wziąć to zjawiko na poważnie. Westchnęła cicho, świadoma, że będzie musiała stworzyć talizman od nowa, a klienta przeprosić i poprosić, aby jeszcze chwilę poczekał. Na pewno otrzyma coś dodatkowego za to zamieszanie. Nie chciała tracić dobrych klientów, jego przecież nie będzie interesować fakt, że coś nieoczekiwanego się wydarzyło.
Kiedy była w trakcie pisania listu do środka wkroczyła Śmierciożerczyni oraz Namiestnik Londynu. Widząc kobietę wyprostowała się i skinęła głową na powitanie. Dyganie było niewskazane i gdyby na takowy ruch się czarownica zdecydowała, niechybnie napotaka wtedy spojrzenie zaskoczonej lady Burke.
-Madam Mericourt, miło panią widzieć. - uśmiechnęła się uprzejmie i już miała sięgnąć po zamówienie jakie na kobietę czekało kiedy przeraźliwy dźwięk zatrzymał ją w pół ruchu. Stukanie, które dochodziło pomiędzy regałami sprawiło, że wyszła zza lady. -Nie, to nie jest żaden nasz artefakt. - Odpowiedziała poważnym tonem, acz dało się w nim wyczuć nutę niepokoju. Dotarła do ręki Glorii sprawnie, ponieważ znała sklep i wiedziała co się gdzie znajduje. Patrzyła z niemałym zaskoczeniem na co ręka wyczynia. Pęknięcia w lustrze oraz spływająca kropla krwi przypomniała jej od razu ponurka z poranka. Co się dzieje? Gwałtowne pęknięcie na trzynaście kawałków sprawiło, że doskoczyła do artefaktu i odciągnęła od lustra. Ręka zastygła od razu. Drugą dłonią sięgnęła po swoją różdżkę. Metaliczny zapach i miarowy dźwięk kropel sprawił, że znalazła talię kart do tarota. Czy to był zwykły zbieg okoliczności? Czy powinna nadal ignorować sygnały? -Wydam pani księgę i zajm… - Gwałtowny rozbłysk światła przerwał jej wypowiedź kiedy grimuar się otworzył. Odstawiła rękę Glorii i natychmiast podeszła do księgi, aby ją zamknąć jeżeli tylko miała taką możliwość. Nie zabezpieczonej nie mogła oddać.
-Colloportus - wycelowała różdżkę w zamknięcie.

|Colloportus, st.45, +5 OPCM



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wejście  - Page 7 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Wejście [odnośnik]16.02.23 10:46
The member 'Primrose Burke' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 74
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]20.02.23 13:34
Deirdre spróbowała rzucić zaklęcie, a przepływająca przez jej prawą dłoń magia nie wzbudziła w niej żadnych podejrzeń — wszystko miało być dokładnie takie, jak oczekiwała tego Śmierciożerczyni. Zaklęcie błysnęło intensywnym blaskiem — dla Primrose różnica mogła być niewidoczna, ale Mericourt doskonale zdawała sobie sprawę, że światło było inne, oślepiające. Kilka sekund zmieniło się w całą wieczność. Z jednego blasku wyłoniło się siedem powstałych z martwych postaci, upiorów, które wpatrywały się w kobietę choć nie miały oczu. Oczodoły zionęły pustką, która w tej jeden chwili wprawiła cię w uczucie niepokoju i nieuzasadnionego lęku — zaraz za nimi cienie porwały się, przeistaczając w cieniste wrony. Te, prześladowały Śmierciożerczynię od świtu. Jedna z postaci wyszła przed inne. Trupia twarz nabrała ludzkich rysów przystojnego, blondwłosego młodzieńca o jasnych oczach. Jego spojrzenie było przenikliwe, przebiło cię na wskroś. Zimne jak lód, ostre jak włócznia. Wiedziałaś kim był i to sprawiło, że zimny dreszcz przemknął ci po plecach, a najprawdziwszy strach na kilka sekund sparaliżował mięśnie.
Aengus wykorzystał ten moment, chwilę bierności i obnażenia. Emocjonalna bariera opadła. Pradawny demon przebił się przez wewnętrzny pancerz prosto do głowy Deirdre i kiedy siedem upiorów z pradawnym bogiem na czele zniknęło wraz z światłem zaklęcia, poczuła to. W sobie, w ciele, w głowie, piersi — muśnięcia przypominające dotyk płatków róż, ledwie wyczuwalne wibracje jak kroki insektów wydzierających się z żołądka do otrzewnej, spacerujących między narządami. Ból w skroni, który się pojawił, był przeszywający i bezwzględny, serce zgubiło rytm, oddech się spłycił. Ciało powoli odmawiało posłuszeństwa — rozdarta w jego wnętrzu szczelina przepuszczała nowego lokatora, który wkładał Deirdre od wewnątrz, wsuwając dłonie w jej dłonie niczym rękawiczki. Materia pod obcisłą kreacją przestawała należeć do Śmierciożerczyni. Coś rozpychało się od środka, sprawiając jej ból i dyskomfort — z jednej strony kojarzący się z bestiami odwiedzającymi Wenus, z drugiej będąc czymś zupełnie bez porównania, trudniejszym, nieprzyjemnym, deprymującym. I choć z zewnątrz poza pierwszym grymasem bólu nie dała po sobie nic poznać, wewnątrz przeżywała katusze. Kończyny, które należały do niej odmawiały posłuszeństwa, myśli przestały być jej własnymi myślami, a spojrzenie zogniskowało się na Lady Burke, która choć nie potrafiła dostrzec zmiany zachodzącej w Deirdre, potrafiła ją wyczuć, tak jak magię w chwili tchnięcia jej w talizmany. To, co odczuła było niepokojące i straszne, choć nie wiedziała, co wzbudzało w niej nagle takie odczucia względem Namiestniczki.

Deirdre, nie jesteś w stanie podjąć żadnej fizycznej akcji do czasu ponownego uśpienia pradawnego ducha. Mistrz Gry będzie kontynuował rozgrywkę.
Ramsey Mulciber

Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]20.02.23 15:16
Kiwnęła krótko głową słysząc zapewnienie Primrose, lecz szybka informacja o tym, iż to nie artefakt był przyczyną tego dziwnego blasku oraz niepokojących krwawych wykwitów na jednej z komód, wcale jej nie uspokoiła. Lady Burke znała asortyment sklepu, ale czy na pewno potrafiła przewidzieć działanie każdego sprowadzanego tu przedmiotu? Mericourt już miała otworzyć usta, by zapytać, czy na pewno nie znajduje się tu nic niebezpiecznego, nic, co mogłoby mieć taki wpływ na wyciągnięty przez arystokratkę grymuar - czy to on był przyczyną? - lecz mocny blask wymykający się z jej różdżki skutecznie cofnął słowa do gardła. Zaklęcie nie powinno działać w ten sposób, wiedziała o czym, a sekundę później widziała jego skutki. Zamrugała gwałtownie, próbując pozbyć się powidoków, lecz te nasilały się, materializowały, przesłaniały szarością spojrzenie, finalnie stając się prawdą. Siedem chwiejnych cieni mrocznej świecy, siedem trupów, siedem koszmarów, z których tylko jeden pozostał na stałe. Piękny i przerażający; jakimś sposobem to błękitne tęczówki obrzydzały i budziły lęk mocniej od pustych oczodołów umarlaków. Cofnęła się o krok, instynktownie, w przerażeniu, próbując unieść różdżkę, było jednak za późno, sparaliżowane ciało nie chciało jej słuchać.
- Zostaw mnie - wychrypiała tylko prawie bezgłośnie, z napięciem, lękiem i wściekłością, lecz były to ostatnie prawdziwie jej słowa. Później nadeszło to, czego się nie spodziewała; sądziła, że wpływ Aongusa malał, że zdołała okiełznać choć odrobinę zaklętą w umyśle - a może w sercu? - istotę, pojawiała się rzadziej, lecz tym razem mityczna istota powróciła z całą siłą, wdzierając się bez łagodności do jej ciała, do jej umysłu, do jej duszy. Pochyliła się nieco do przodu, zgięta w pół bólem przejmującym nagle każdą tkankę. Coś rozłupywało jej czaszkę, rozpychało żebra, sunęło pod skórą; coś lepkiego i oślizgłego pęczniało w sercu i łonie. Nienawidziła tego uczucia absolutnej utraty kontroli, świadomości, że ktoś obcy panoszył się w jej ciele, zawłaszczał je z taką łatwością, skazując ją na tortury przemiany. Wywołujące wrzask cierpienia, nie mogący jednak znaleźć ujścia, stała się zakładniczką we własnym ciele, zbrukana, zgwałcona, uwięziona, obdarta z władzy - i na razie zbyt obolała, by próbować walczyć z rozpościerającym się wygodnie w niej Aongusem, spoglądającym teraz intensywnie na lady Burke.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Wejście [odnośnik]21.02.23 11:57
Zaklęcie zadziałało, grimuar się zamknął, taką miała nadzieję, ponieważ nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach. Taki, który podskórnie zwiastował coś złego. Zwykła ignorować takie przeczucia, sądząc, że są jedynie wytworem jej wyobraźni, ale dzisiejszy dzień, od samego początku, przeczył wszelkiemu rozsądkowi. Czuła, że nie może dziś całkowicie zawierzyć rozumowi, który mógł okazać się złym doradcą. Zajęta księgą nie zwróciła uwagi co się dzieje z czarownicą znajdującą się za jej plecami. Mimo to ponownie poczuła, to co czuła kiedy tworzyła talizmany - przepływ magii. Ta jednak była jej całkowicie obca i nie potrafiła jej nazwać.
-Słucham? - Zapytała i odwróciła się gwałtownie w stronę Deirder. Dostrzegła, że stoi nienaturalnie wyprostowana, a całe to dziwne uczucie skupia się wokół fizjonomii azjatki. -Madame Mericourt? Wszystko w porządku? - Pytanie miało na celu wybadanie sytuacji, bo widziała, że zachowanie kobiety odbiega od naturalnego. Nie znała czarownicy aż tak dobrze, ale mogła ocenić, że doszło do czegoś nietypowego, czego nie potrafiła nazwać. -Czy to karty tarota? - Podeszła szybko do miejsca gdzie krew spływała i spojrzała na rysunek - Koło Fortuny. Zupełnie się nie znając na wróżbiarstwie sięgnęła po leżącą obok książeczkę. - Jeśli w którymś momencie życie spadnie na nas zdarzenie, które przewróci do góry nogami nasze życie, możemy być pewni, że w dłoni Losu znalazła się karta Koła Fortuny. Na żadne z nich nie mamy wpływu, to musi się stać, bo zostało nam zapisane w gwiazdach, w księdze Losu, wetknięte czarnym lub złotym włóknem w nić naszego życia. - Zaczęła czytać na głos i przebiegła wzrokiem resztę tekstu. - Zataczamy koło, żyjemy cyklem – od jednej wichury do następnej, od jednego nadmiaru szczęścia do następnego. Nie zatrzymamy Koła Fortuny, ale możemy być czujni, wypatrywać okazji, by odebrać kolejne nagłe zdarzenie jako okazję do zmiany, a nie załamania się, do nauczenia się czegoś nowego. To, w jaki sposób kształtujemy podarowaną przez Los glinę, będzie zależało tylko i wyłącznie od nas. - Pęknięte lustro oraz krew raczej wskazywały na jawne szyderstwo z tej właśnie karty, zaś jej odwrócona wersja bardziej pasowała do tego czego właśnie doświadczyła.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wejście  - Page 7 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Wejście [odnośnik]22.02.23 13:18
Twarz Deirdre rzadko wykrzywiała się w szczerych emocjach, szczególnie w obecności ludzi, którzy nie byli jej bliscy. Ale chce to wydawało się niemożliwe, z bladych lic zniknęły ostatnie przebłyski kolorów, a z oczu życia. Na ułamek sekundy stała się zimniejsza niż lód — a potem pierwsze zmarszczki zdawały się wygładzić — i choć nic takiego nie wydarzyło się naprawdę, za sprawką iluzji Deirdre wydawała się młodsza, piękniejsza, przyciągająca uwagę; aura niepokoju nie opuszczała jej jednak na krok, a w oczach gościł mrok jeszcze większy od tego, który ludzie dostrzegali w niej na co dzień. Cień spowił jej twarz, kąciki warg uniosły się w nieprzeniknionym, intrygującym lecz powściągliwym uśmiechu. Nim zdążyła odpowiedzieć na pytanie Deirdre, w pomieszczeniu rozległo się krakanie. Cztery cieniste kruki zmaterializowały się z kłębów czarnej mgły, przysiadając przy różnych, czarnomagicznych przedmiotach. Ich ślepia błyskały białym światłem, jak szkiełka odbijające promienie słońca.
— Oczywiście — odpowiedziała miękko, odrywając w końcu spojrzenie od Lady Burke. Kruki się odezwały, jeden po drugim. Spojrzała na nie z miłością i oddaniem, uśmiechając się do niematerialnych istot. — Teraz już wszystko jest w porządku...— dodała melodyjnie. Gdy Primrose ruszyła w stronę kart tarota, Deirdre ruszyła powoli przed siebie, rozglądając się po pomieszczeniu. Przystanęła przy lustrze, które pękło na trzynaście nierównych kawałków i sięgnęła do niego palcami dotykając szczelin. Lustro w ułamku sekundy posypało się w drobny mak, a szkło niczym drobniuteńkie kryształki spadły na ziemię, tocząc się po podłodze, odbijając od lady i komód. Deirdre pozostała niewzruszona, ale powoli odwróciła się za siebie, przewidując już, że nie będą same i w tej samej chwili drzwi do sklepu otworzyły się. Stanęła w nich zakapturzona, czarownica, stała klientka sklepu. Wiedźma popatrzyła na Deirdre i zatrzymała się w pół kroku, choć dostrzegłszy wcześniej rozsypane szkło nie zdawała się być zniechęcona wejściem. Jej widok odmienił nastawienie Deirdre. Śmierciożerczyni, choć nie miała żadnej władzy nad ciałem poczuła wściekłość Aongusa. Kruki zakrakały, ale ich krakanie, które się nasilało z każdą chwilą zaczęło przeplatać się z szeptami, które słyszała także lady Burke. Fuamnach, zdawały się brzmieć. Choć lodowaty wyraz twarzy Deirdre nie zmienił się, emocje w niej wrzały, paliły ją od środka jak najprawdziwszy ogień. Męczyły ją swoją intensywnością, głęboko — sprawiały fizyczny ból, ale ciało pozostające pod kontrolą celtyckiego bóstwa uniosło dłoń wpierw w kierunku szlachcianki, lekko przekrzywiając ją ku górze, a potem w stronę klientki, która z zaskoczeniem przyglądała się gestom. Primrose także to poczuła. Emocje, które pojawiły się w niej bez żadnego powodu, niechęć w stronę kobiety, którą już tu widziała, która zamieszkiwała Nokturn — była trucicielką. Fuamnach krakały kruki, łomocząc skrzydłami. Wiedźma, która rozdzieliła zakochanych, sprowadziła na nich nieszczęście. Deirdre choć pierwszy raz widziała kobietę na oczy czuła, że pradawny duch łaknie dla niej kary. Kary za przewiny, które z niej wyczytał jeszcze zanim się tu znalazła. Dłoń Śmierciożerczyni zacisnęła się w pięść, a kobieta, która postanowiła zawrócić, rezygnując z wizyty w sklepie Burków, padła z krzykiem na kolana. Jej skowyt trwał tylko chwilę. Kiedy zaczerpnęła powietrza odwróciła się ku Deirdre, a w jej oczach była kompletna pustka. Wyciągnęła z wąskiej pochwy sztylet.

Deirdre, nie jesteś w stanie podjąć żadnej fizycznej akcji do czasu ponownego uśpienia pradawnego ducha. Mistrz Gry będzie kontynuował rozgrywkę.
Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]22.02.23 15:25
Wszystko było dziwaczne i niezrozumiałe dla lady Burke, a jednocześnie czuła, jakby już kiedy coś podobnego widziała. Miała wrażenie, że już się spotkała z tym dziwnym stanem, ale kiedy i gdzie, teraz nie mogła sobie przypomnieć, ponieważ jej uwagę przykuły czarne kruki.
Cienie! Pojawił się głos w głowie Primrose, która powoli pojmowała, że to co się dzieje, nie jest naturalne, a przeczucie podpowiadało jej, że za żadne skarby księga nie powinna teraz trafić w ręce czarownicy. Nic nie jest w porządku! Nie znały się dobrze, nie rozmawiały wiele, że mogła przysiąc, że coś się zmieniło w zachowaniu i fizjonomii kobiety. Od książki z tarotem oderwał ją dźwięk pękającego lustra, które teraz rozpadło się na tysiące kawałków.
-Co się… - Nie zdążyła zadać pytania, ponieważ drzwi do sklepu zostały otworzone. W najgorszym możliwym momencie, kiedy to właśnie wydarzyło się tyle przedziwnych rzeczy, że nie była w stanie dokładnie zdecydować, co powinna teraz zrobić. Kruki zaczęły krakać, jakby zwiastowały nadchodzącą katastrofę. Primrose zamknęła książkę z zamiarem wyproszenia klientki. -Fuamnach? - Rozumiała coraz mniej, a to zaczynało ją irytować. Racjonalny umysł nie lubił kiedy działo się tak wiele niewyjaśnionych rzeczy na raz. Skąd te szepty? Czy to kruki je wypowiadały? Czy to głos Deirdre? Przedziwne emocje wlały się w jej serce, takie, których nie rozumiała, bo dlaczego miała, a jednak były obecne, namacalne i tak wyraźnie prawdziwe. -Przepraszam, sklep jest zamknięty… - Zaczęła mówić, ale zamarła gdy dostrzegła przedziwne gesty wykonywane przez namiestniczkę Londynu. Postąpiła w jej stronę parę kroków. Czy to księga miała na nią taki wpływ? Kolejne pytania kotłowały się w głowie szlachcianki, ale nim zdążyła nawet zacząć szukać odpowiedzi kobieta w kapturze padła na ziemię z krzykiem, a w tym samym czasie dłoń Śmierciożerczyni zacisnęła się w pięść. Nie dało się nie zauważyć, kto zadaje ból.
-Deirdre! - Krzyknęła przerażona i rzuciła się w stronę leżącej kobiety. -Co cię opętało?! Natychmiast przestań! - Zawołała, a wzrok klientki zmroził krew w żyłach.-Proszę wyjść. Teraz! - Chciała klientkę wypchnąć ze sklepu, zamknąć za nią drzwi i spróbować dojść do ładu co się dzieje z azjatką.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wejście  - Page 7 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Wejście [odnośnik]22.02.23 20:44
Nic nie było w porządku, świat wokół Deirdre kurczył się coraz bardziej, miała wrażenie, że się dusi, że nie może nabrać tchu, okrutna tortura, tym potworniejsza, że pozbawiona ostatecznej ulgi. Utrata przytomności kończyła każde cierpienie, lecz Aongus nie pozwalał sobie na tę łaskę, utrzymywał ją czujną, niczym bierną widzkę przywiązaną do fotela, zmuszoną do oglądania koszmarnego spektaklu z własnym ciałem w roli głównej. Ciałem obcym i słodkim jednocześnie, czuła zadowolenie przejmującej ją istoty, satysfakcję, z jaką wygodnie rozpościerał się w ciele, mościł w nim, przeciągał, karmiąc się władzą absolutną. Chciała mu ją odebrać, lecz nie potrafiła, z każdą sekundą słabła, a krakanie sprowadzonych z nicości ptaków tylko wzmagało wewnętrzny chaos. Przeklęte ptaszyska, przeklęty duch, przeklęta klątwa; z całych sił starała się wyswobodzić z narzuconego mityczną mocą jarzma, zrzucić z siebie palące kajdany, wyłamać żelazne sztaby celi, w której została zamknięta. Duszna atmosfera niewielkiego sklepu wydawała się odległa, spychała ją na dalszy plan, być może niesłusznie - Aongus działał przecież w najlepsze, kierując jej ruchami, słowami, aurą, a finalnie, i magią. Trzask pękającego lustra, trzask otwieranych drzwi, trzask obcasów szlachcianki uderzających o kamienną podłogę, wszystko to zlewało się w trudną do zniesienia kakofonię, wywołującą w Deirdre niemy wrzask. Krzyk rozrywający gardło, który zamiast wydostać się na powierzchnię, powracał raniącym echem do trzewi, akcentował ból, podsycał jego płomień, wybuchający coraz wyżej z każdą kolejną porcją uczucia. Gniewu, wściekłości, pogardy, zaskoczenia; chciała - albo raczej chciał - kogoś ukarać, ta pojawiająca się tu znikąd czarownica zasługiwała na zniszczenie. Wystarczył jeden ruch dłoni, by rozpocząć celebrację destrukcji, a Deirdre, pomimo szamotaniny i znoszonych katuszy, poczuła krótki przebłysk podziwu. Chciałaby mieć w sobie taką moc, kumulować ją i eskalować, naginać do swej woli, ranić bez sięgania po różdżkę. Wszystko wrzeszczało w niej jednak, że musi się wydostać, że nie zniesie braku kontroli. Karcący krzyk Primrose docierał do niej jak zza ściany, nie obruszyła się, nie przejęła, starając się skoncentrować tylko na odzyskaniu kontroli. Odpuść. Zostaw mnie. Zniknij. Powtarzała te słowa niczym mantrę, starając się odetchnąć głębiej, sięgnąć po punkt zaczepienia, za jaki mogłaby szarpnąć, naderwać absolutną władzę, sprawowaną teraz przez Aongusa.

| próbuję się wyzwolić spod jarzma


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Wejście [odnośnik]22.02.23 20:44
The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wejście [odnośnik]01.03.23 15:10
Nie, odpowiedział jej w myślach, kiedy próbowała się zwrócić do nago z prośbą o zaprzestanie. Nie zamierzał jej zostawić, nie zamierzał dać się ponownie zepchnąć w odmęty podświadomości. Wystarczająco długo już tkwił w tej bezczynności, niedoceniony, uciszony. Palił go gniew, bo krzywdy, których doznali jego najbliżsi nie zostały odkupione. Ludzie, którzy czynili podobnie zasługiwali na karę, Deirdre to wiedziała, czuła to doskonale. I mimo przerażającej niewygody, która wiązała się z utraceniem panowania nad własnym ciałem, czuła wielką moc, potężną magię, której nie potrafiła okiełznać, a jednocześnie zdawała się być wykrzesana z niej samej, jakby pradawny byt, który w niej żył umiał wykorzystać jej potencjał stuprocentowo. Nigdy nie była tak blisko władania taką magią jak wtedy, gdy Aongus budził się do życia. Jej inność czuła także arystokratka. Miała do czynienia z artefaktami, których potęga wykraczała ludzkie pojęcie. Tak było tez tym razem. Czuła energię w powietrzu, wibrującą magię, która była równie wielka, co przerażająca. Czuła też, że do jej umysłu wdzierają się nie jej uczucia, jakby ktoś zalewał ją własnymi — nie mogła się im oprzeć. Nie mogła przeciwstawić się gniewowi, który ją wypełniał, nie mogła znieść żądzy krwi niewiadomego pochodzenia, która pogrążała Primrose w najczarniejszych zakamarkach jej duszy.
Deirdre, zgodnie z życzeniem arystokratki przestała. Opuściła dłonie i spojrzała na nią z mieszaniną zaskoczenia, rozczarowania i kpiny. Kruki ucichły, aura wokół zdawała się oczyszczać, wygładzać. Chwilowa kapitulacja, a może wyłącznie teatralna pauza na oddech nie wpłynęły jednak na zachowanie czarownicy, która znalazła się w progu. Kiedy Burke znalazła się przy niej, chcąc udzielić jej pomocy — czując, jak gniew ustępuje, a żądza krwi przez chwilę przysłaniająca jej myśli ustąpiła zdrowemu rozsądkowi, spojrzała jej w oczy, a w jej oczach ujrzała olbrzymi strach, desperację i bezwzględność. Sztylet w jej dłoni świsnął w półmroku. Ostrze prześlizgnęło się po ramieniu szlachcianki, rozdzierając materiał i bielejącą w ciemności skórę, którą zabarwiła karmazynowa posoka.
— Powinnaś była mi zaufać — odpowiedziała Deirdre miękko, zwracając się do arystokratki. Kobieta w progu, która zraniła szlachciankę warknęła wściekle, ze łzami w oczach zamachnęła się jeszcze raz, tym razem celując prosto w pierś Primrose. Sztylet wbił się miękko w materiał na jej sercu, a przynajmniej kobieta nie poczuła, jak się w nią wbija z impetem. W tej samej chwili Deirdre uniosła bowiem dłonie w górę, a cztery cieniste kruki spłynęły z mebli w dół, przebijając klientkę sklepu, jak najprawdziwsze sztylety. Krew rozbryzga się we wszystkich stronach; po drzwiach, podłodze, ścianach, gablotach i samej Burke. Sztylet upadł z ciężkim łoskotem na ziemię, odbijając się od posadzki. I choć materiał na lewej piersi był rozpruty, na skórze pozostała tylko drobna kropka, niewielkie ukłucie. Napastniczka rozdarta zginęła w ułamku sekundy, prawdopodobnie nie czując zupełnie nic. Jej tułów był zmasakrowany, ciało opadło bez życia zaraz po tym, jak odgłos sztyletu ucichł. Po krukach nie było już ani śladu.
Deirdre podeszła do Primrose i kucnęła przy niej, skrawkiem rękawa ścierając z jej twarzy krew. Oczy śmierciożerczyni były puste, jak czeluście najstraszniejszych dziur. Spojrzenie zaś głębokie i intensywne; biła od niego magia i moc, którą trudno było zrównać z mocami władanymi przez znanych czarodziejów.

Deirdre, nie jesteś w stanie podjąć żadnej fizycznej akcji do czasu ponownego uśpienia pradawnego ducha. Mistrz Gry będzie kontynuował rozgrywkę.
Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wejście  - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Wejście
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach