Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Black Rocks
AutorWiadomość
Black Rocks [odnośnik]16.03.21 12:46
First topic message reminder :

Black Rocks

Sporych rozmiarów skała żwirowa, która stanowi część lasu Cromford Moor. Okolice te zawierają duże złoża ołowiu. Samo skupisko skał jest idealnym miejscem na odbycie orzeźwiającego spaceru. W ciągu lat utarły się dwie drogi na szczyt - trudniejsza i niebezpieczniejsza po wschodniej stronie, którą podołać mogą tylko ludzie o wypracowanej kondycji i druga, biegnąc łagodniejszym szlakiem, zdecydowanie bezpieczniejsza. Dotarcie na sam szczyt pozwala na podziwiania zapierających dech w piersiach widoków, znajdujące się wokół lasy i wrzosowiska z pewnością potrafią zachwycić nie jedno oko.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Black Rocks - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Black Rocks [odnośnik]30.11.21 20:25
Serce ścisnęło się ze strachu, zupełnie niekontrolowanie. Nie miała oczywiście pewności, że kobieta, która zsuwała się po śniegu (w sposób dość spektakularny, to trzeba było jej oddać) miała dobre zamiary. Nie wyglądała jednak na taką, która mogłaby stanowić poważne zagrożenie. Oczywiście, może nierozsądnie było oceniać kogoś potencjalne umiejętności po pierwszym wrażeniu, może zło potrafiło kamuflować się znacznie lepiej, niż Mare chciałaby sobie tego życzyć, lecz... Czym byłby świat bez nadziei? Mare posiadała jakieś — może nie najlepsze, ale przynajmniej przeciętne — zdolności obrony. Dawało jej to przynajmniej kilka chwil na zastanowienie się nad doborem odpowiedniej strategii, gdyby coś jednak miało mieć miejsce.
Nie chciała myśleć, że tak będzie.
Ale musiała brać to pod uwagę.
Okazało się, że nieznajoma była szybsza. Nic dziwnego, sam jej ubiór nadawał się znacznie bardziej na podjęcie pościgu. Lady Greengrass odetchnęła jednakże z ulgą, gdy zobaczyła, że potykająca się dziewczynka została w porę złapana. Gdy dotarła do kobiety oraz dziecka miała policzki rumiane od wysiłku i mrozu, lecz z całych sił próbowała utrzymać oddech na naturalnym, spokojnym poziomie.
Na Merlina, cóż ja robię...? — spytała się w myślach. Czy właśnie tak powinna postępować dama? Ganiać za nieznajomym, krzyczącym dzieckiem po lesie? Nie było to najbardziej reprezentatywne zadanie dla szlachcianki. Mare była tego jak najbardziej świadoma, gdzieś z tyłu głowy słyszała karcące słowa praktycznie wszystkich bliskich. Matki, która przypominała jej, że nie tak ją wychowała, brata, który na wieść o tak specyficznej przygodzie na pewno nie wypuściłby już więcej poza granice Dorset, męża, który na samą wieść o tym, że coś mogło jej grozić, zdolny był poruszyć niebo i ziemię tylko po to, by odnaleźć odpowiedzialnego... Lecz dziś, raz jeszcze, nie chodziło o nią.
Chodziło o to biedne dziecko w za dużym płaszczu.
Dziecko, które mówiło o próbie złapania wiewiórek na obiad — ściśnięcie żołądka z żalu, nie z głodu — oraz o panach. Znów uniosła wymowne spojrzenie na nieznajomą dorosłą kobietę. Obie chyba wiedziały, o jakich p a n ó w chodziło.
Teraz konieczne było uspokojenie dziewczynki.
Dlatego też Mare powoli podeszła do nich, ukazując im swe ręce odziane w zielone, zimowe rękawiczki. Miała przy sobie różdżkę, zdobioną na tyle misternie, by na pierwszy rzut oka wiadome było, że nie należała do byle jakiego rzezimieszka lub dorobkiewicza.
Gdy dziewczynka wybiegła, by przytulić się do niej, Mare kucnęła przy niej, chcąc zrównać się z nią wzrostem. Prędko objęła ją ramionami, by pogłaskać ją uspokajająco tak po włosach, jak i po plecach.
— Zajmiemy się tymi panami, możesz być tego pewna — odezwała się po chwili, która mogła wydawać się przeznaczona na zamyślenie. Tymczasem Mare próbowała wyostrzyć wszystkie zmysły. Chciała przynajmniej usłyszeć jakiś odgłos walki. Nie podobało jej się, gdy las taki jak ten, w obliczu widocznego w dziewczynce przerażenia, był równie cichy. Raz jeszcze posłała porozumiewawcze spojrzenie kobiecie, która zasugerowała, że dziewczynka powinna poprowadzić je w kierunku, z którego wcześniej przyszła. — Nie musisz tam iść jeszcze raz. Możesz... — wreszcie, zdawało się mówić nieco zniecierpliwione zmarszczenie brwi, gdy trzem kobietom dorównał wreszcie jeden z towarzyszy przechadzki Mare. Czarodziej działający pod rozkazami rodu Greengrass zjawił się w samą porę. Chyba żadna z nich nie chciała zostawiać dziewczynki samej. — Popatrz, kochanie. To pan Jeremy. Zajmie się tobą przez ten czas, gdy będziemy pomagać twojemu tacie, dobrze? — choć ton miała wesoły i ciepły, tak, by nie wpłynąć negatywnie na i tak skołatane serce dziecka, mina, jaką znad jej głowy posłała czarodziejowi, wyrażała wszystko, czego nie mogła przekazać werbalnie. Przede wszystkim jednak to, że nie przyjmowała odmowy. Delikatnie obróciła dziewczynkę w kierunku Jeremy'ego.
Ta natomiast otarła część łez rękawem, aby następnie spróbować wydukać.
— Dzię... Dziękuję paniom... Oni... Panowie przyszli... Stamtąd... — drżącą rączką wskazała kierunek. — Niech panie... Niech panie szybko...
— Nie zdążysz się zorientować, kiedy wrócimy, Słoneczko — Mare posłała dziewczynce ostatni z uśmiechów, podchodząc do Thalii, w której kierunku wyciągnęła rękę, chcąc pomóc jej wstać.
— Znam magię leczniczą na całkiem przyzwoitym poziomie. Jest pani w stanie się obronić? — spytała kontrolnie, gdy odeszły już kawałek w kierunku wskazanym przez dziewczynkę. Nim zdążyły dobrze przyswoić sytuację, znalazły się naprawdę niedaleko sceny, która przeraziłaby nawet dorosłego.
A co dopiero dziecko.
Ostatni raz wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z kobietą o szczególnej fizjonomii. Chyba lubiła tę specyficzną więź, która pozwoliła im porozumiewać się bez...
— Gotowa?
... słów?
Różdżka lady Mare wzniosła się w kierunku stojącego najbliżej czarodzieja. Jeżeli wierzyć ubraniu — policjanta.
Niedoczekanie wasze.
— Lancea!

| rzucam Lancea (ogniste, ST65) +7 z uroków
i spadamy do szafki


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Black Rocks [odnośnik]30.11.21 20:25
The member 'Mare Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 84
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Black Rocks - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Black Rocks [odnośnik]12.12.21 22:12
Jej oddech mgiełką uniósł się w powietrzu, kiedy odetchnęła, spoglądając na to, co wydarzyło się dookoła. Przez tę krótką chwile zapadła cisza – w momencie gdy powalony zaklęciem Isaiah upadł na ziemię, przewracając się tuż obok obalonego wcześniej Edwarda. Śnieg zawirował lekko, migocząc w słońcu przez chwilę, jakby natura rządziła się własnymi prawami, piękno przedstawiając tuż obok okrucieństwa. Thalia nie wydawała się tym przejmować – nie pierwszy raz doprowadzała kogoś do nieprzytomności, nie pierwszy raz również za pomocą pięści…i noża, chociaż tego rzeczywiście używała nieczęsto. Wycierając go o płaszcz schowała ostrze za pasek, tym razem dokładniej przyjrzała się Mare. Rzeczywiście, kiedy żadna z nich nie pędziła ani w dół zbocza, ani też nie biegła w kierunku policjantów, mogła przyjrzeć się barwom Greengrassów i ubraniu ze zdecydowanie droższych materiałów, co zdecydowanie wskazywało na osobę zamożniejszą, a skoro tamten wspomniał, że to była lady…brwi Thalii powędrowały w górę, nie zaprzątała sobie jednak myśli zasadami dobrego zachowania.
- Wszystko w porządku? Nie widziałam, aby promień któryś przedarł się w pani stronę, ale lepiej dmuchać na zimne. – Unosząc jeszcze różdżkę, Thalia spojrzała na Mare i skinęła głową w stronę mężczyzn, podnosząc wcześniej jeszcze tę, która należała do Isaiaha. – Są nieprzytomni, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby związanie ich już teraz. Mamy jakiś plan co z nimi zrobić? Nie powiem, dość mocno zależy mi na zawezwaniu amnezjatora, znam nawet jednego. – Gnieżdżąca się od jakiegoś czasu w jej umyśle paranoja sprawiała, że nie miała zamiaru pozostawić tego, że mężczyźni zapamiętali jej twarz. Głupia, następnym razem powinna przejść się już całkowicie pod metamorfomagią. Istniało niebezpieczeństwo nierozpoznania wśród swoich ale na ten moment absolutnie się tym nie przejmowała.
Wycelowała różdżką w Isaiaha, rzucając Incarcerous i z zadowoleniem oglądając, jak liny zaciskają się dookoła mężczyzny. Dobrze, jeden unieruchomiony, pozostała jeszcze kwestia nieprzytomnego Edwarda. Skrzywiła się lekko, spoglądając jeszcze na ranę która sprawiała, że krew wyciekała na ziemię wcale nie małym strumieniem.
- Może go pani opatrzeć? Mimo wszystko nie wypada, aby się tutaj wykrwawił. – Wycelowała w Edwarda, ale czerwień znów rozproszyła ją na chwilę, bo zaklęcie chybiło ciała mężczyzny. Marszcząc brwi, tym razem skupiła się, a liny na nowo wystrzeliły z różdżki, tym razem wiążąc drugiego z mężczyzn. Spojrzenie ostatecznie przeniosła na Mare, ale zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała kroki, w zaalarmowaniu unosząc różdżkę zanim nie dostrzegła mężczyzny. Zmarszczyła brwi, nie wiedząc przez chwilę, czy to kolejny napastnik czy też wspominany tata, ale szybki tupot małych stóp i mała dziewczynka, która rzuciła się na ojca, uświadomiły ją, że nie miała co się spodziewać zagrożenia.
- Tato! – szloch roznosił się po okolicy kiedy dziecko próbowało przylgnąć do ojca, ten zaś trzymał jej mocno w ramionach, raz po raz całując czoło i policzki córki.
- Już Mirabel, już, tata jest tutaj…panie ci pomogły, tak? Zaalarmowałaś panie? – Mężczyzna spojrzał uważniej na stojące przed nim kobiety, mimo wszystko trzymając córkę blisko siebie. Uratowały go, ale kim były? Nie chciał zdradzać informacji wrogowi, to mogło sprawić, że cały wysiłek i ucieczka przed obcymi poszły na marne.
- Komu…komu mam dziękować za ratunek? – spojrzał to na Thalię, to na Mare, nie wiedząc, jak się do nich zwracać.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Black Rocks [odnośnik]13.12.21 18:13
Nie wiedziała, że pojedynki wywołują tak duży hałas.
Cisza, która nadeszła po ostatnim uderzeniu — ciałem Isaiaha o ziemię — była najdziwniejszą, z jaką przyszło jej się mierzyć. Tak oto bowiem lady Greengrass w asyście rudowłosej kobiety o poznaczonej bliznami twarzy pokonała dwójkę prolondyńskich policjantów. W pierwszej chwili nie mogła uwierzyć, ale prawdopodobnie obie wyszły z tego starcia bez większego szwanku (o ile pominiemy przemianę w gęś). Dłonie lady Mare, teraz drżące przez odpływającą z jej żył adrenalinę, zacisnęły się mocniej na obu trzymanych przez nią różdżkach. Jedna, z drewna eukaliptusa, nosiła na sobie misterne zdobienia, należała do niej, odkąd ukończyła jedenasty rok życia. Drugą przywołała do siebie zaklęciem po rozbrojeniu Edwarda. Obca wsunięta została w głęboką kieszeń płaszcza niemal automatycznie.
Mare miała okazję widzieć kilka naprawdę przykrych obrazków, lecz czerwień krwi mieszająca się ze śniegiem i parująca przez różnicę temperatur nigdy nie przestawała poruszać jej delikatnym sercem. Była przede wszystkim damą, nie wojownikiem i obrazki takie jak to, konieczność prędkiego zebrania się w sobie i odwrócenia wzroku przypominały jej o tym najmocniej. Czym innym było oglądanie dokładnych rysunków anatomicznych utrwalonych na kartach książki, czym innym widzenie rany od noża na żywo. Krótki wdech, świszczący wydech.
— Dzięki pani mogę ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że nie odniosłam obrażeń — odezwała się po chwili, spoglądając na moment na stojącą przy niej kobietę. Nie wyglądała na szczególnie poobijaną. — Jeżeli jednak pani coś dolega, nalegam, by dała się pani obejrzeć.
Choć ostatnie głoski w zdaniu zadrżały alarmująco (tak, jakby dama w istocie źle zareagowała na widok krwi i czuła się przez to obdarta z sił), w dalszym ciągu poruszała się krokiem sprężystym i dynamicznym, zrównując się z pętającą oprychów czarownicą.
— Dobrze się pani spisała — powiedziała nieco ciszej, korzystając z niewielkiej odległości, którą miały między sobą. — Ojciec dziewczynki przyglądał nam się z lasu — dodała szeptem, wskazując brodą na drzewa, za którymi zauważyła uciekającego przed policjantami czarodzieja. Informacją tą podzieliła się na wszelki wypadek, bowiem nie wiedziała, czy w ferworze walki Thalia wychwyciła mężczyznę.
Choć nie przywykła do otrzymywania rozkazów, prośba Thalii trafiła na podatny grunt. Potrzebny był jednak kolejny głębszy wdech, krótkie przymknięcie oczu, policzenie do pięciu, zebranie nerwów na wodzę. Choć marzyła o zawodzie uzdrowiciela, toczyła rozmowy z praktykami, nigdy jeszcze nie miała okazji zająć się opatrywaniem ran osobiście.
— Curatio Vulnera Maxima — po ukucnięciu, Mare skierowała różdżkę na ranę Edwarda, która dzięki działaniu magii poczęła się zasklepiać. Na całe szczęście te konkretne obrażenia nie były zbyt duże, dzięki czemu wystarczyło jedno zaklęcie. Po podniesieniu się do pionu obejrzała jeszcze swe szaty, czy przypadkiem nie ubrudziła się krwią. Taka plama byłaby prawdziwą tragedią.
Dopiero po tym podjęła poruszony przez Thalię temat.
— Amnezjator przyda się, gdy już powiedzą wszystko, co wiedzą — schwytani mężczyźni nie zostali przecież pokonani i spętani dla rozrywki. Nawet jeżeli stanowili niewiele znaczące trybiki większej maszyny ministerialnej, posiadali wiedzę o imionach, nazwiskach, pseudonimach, a co ważniejsze potencjalnych planach. Nie znaleźli się w Derbyshire bez powodu, a i Mare nie zamierzała odpuścić okazji na ich przesłuchanie. Może nie osobiście, lecz wiedziała, że jej mąż odnalazłby się w podobnej roli znakomicie.
Mare również usłyszała nadchodzące kroki. Skrzypiący pod butami śnieg spowodował dość gwałtowne odwrócenie głowy w kierunku źródła dźwięku. Na całe szczęście był nim towarzyszący jej w przechadzce czarodziej wraz z małą dziewczynką, która prędko przywarła do ojca.
— A więc masz na imię Mirabel, jak uroczo — uśmiech na twarzy lady Mare poszerzył się znacząco, rozświetlając noszącą jeszcze chwilę temu ślady zmęczenia mimikę. — Pana córka jest równie odważna jak pan.
Zwróciła się bezpośrednio do mężczyzny, który stał nieco... specyficznie. Cały ciężar ciała opierał wyłącznie na prawej nodze, lewą trzymając kilka milimetrów w powietrzu. Gdy Mirabel przytuliła się do ojca i zaburzyła jego równowagę, przez twarz jej ojca przeszedł grymas bólu.
— Nazywam się lady Mare Greengrass, a to jest pani... — wymowne milczenie zbiegło się w czasie z gestem wskazującym na Thalię i przekazującym jej głos. Obie rudowłose kobiety nie miały jeszcze okazji się sobie przedstawić, zatem ich tożsamości w dalszym ciągu były tajemnicą. Mare tymczasem skróciła dystans między sobą a czarodziejem, spoglądając wprost na jego kostkę. — Jest zwichnięta, ale zaraz się tym zajmę. Mirabel, czy zechciałabyś pomóc mi w leczeniu taty? — zagadnęła dziewczynkę, która nagle wydawała się zapomnieć o horrorze, który przed chwilą przeżyła. Możliwość pomocy ojcu stała się dla niej największą atrakcją dzisiejszego dnia. Do tego stopnia, że podskoczyła radośnie w miejscu, klaszcząc wesoło w dłonie.
— Musimy najpierw podwinąć nogawkę i zwinąć skarpetę, żebyśmy miały odpowiedni dostęp do nogi — poinstruowała dziewczynkę łagodnym tonem, jednocześnie wskazując czarodziejowi kawałek skały, na której mógł przysiąść. Ten wodził jednak wzrokiem pomiędzy Mare a Thalią, najwyraźniej speszony albo faktem bycia uratowanym przez dwie kobiety, albo tym, że właśnie jego kostką zajmowała się sama lady Greengrass, której towarzyszyła druga rudowłosa kobieta, tak samo niebezpieczna w postaci ludzkiej, co w gęsiej.
— Jestem paniom... Naprawdę bardzo wdzięczny... — odezwał się wreszcie, a na starej twarzy pojawiły się pierwsze pąsy, zupełnie tak, jakby po okresie śmiertelnego lęku wracał powoli do żywych. — Ci... nie będę się wyrażał przy dziecku i damach, ale poznały ich panie... Znamy się jeszcze z przedwojennego Ministerstwa. Pracowałem w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, ale gdy stało się to wszystko... Nie mogłem, nie mogę wspierać reżimu. Zwolniłem się, przeniosłem z rodziną do Derbyshire. Myślałem, że zacieram za sobą ślady, ale jakimś cudem mnie znaleźli... Nie... Nie mam pojęcia jak. Gdyby się panie zastanawiały, ten bez brwi to Isaiah Ross, a jego kolega nazywa się Edward Pinkrett.
Czarodziej dzielił się z nimi konkretami. Wyglądało na to, że naprawdę im zaufał.


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Black Rocks [odnośnik]14.12.21 1:54
Wydawało się, że wszystkie problemy były jak bumerang – próbujesz go rzucić gdzieś daleko, ale ten wraca, próbując jeszcze ciebie uderzyć i wyłożyć na ziemi. Cóż, możliwe też, że to bardziej jej wina, ale miała wrażenie, że gdzie by nie zmierzała, tam czekały ją problemy. Możliwe, że kiedyś będzie mogła spędzić jeden dzień na spokojnej rozmowie, na ćwiczeniach czy po prostu na pójściu przez życie, a nie na toczeniu się jak po skałach. Brwi jeszcze się marszczyły, spojrzenie uważnie kierowało z jednej osoby na drugą. Ostatecznie też upewniła się, że nikt nie wpadnie na nią z nożem albo różdżką, spojrzenie ostatecznie kierując w stronę swojej towarzyszki. Nie skupiała się nawet na swoim pobieżnym byciu gęsią (chociaż po tym, jak przejdą jej emocje, rozważać o tym będzie zarówno z zażenowaniem jak i pewnego rodzaju rozbawieniem), martwiąc się raczej najpierw o lady Greengrass, potem o siebie.
Ostrożnie położyła dłoń na ramieniu kobiety widząc jak ta reaguje na krew. Nie było w tym nic dziwnego ani nieodpowiedniego; co prawda ta wspominała, że zna tajniki magii leczniczej, znajomość jednak nie oznaczała przyzwyczajenia do rannych albo widoku krwi. Z drugiej strony Thalia pamiętała też, że sama bardzo często wykorzystywała fakt, że płyny ustrojowe obrzydzały ludzi, chociaż sama nie raz poddawała się też własnym reakcjom na to. I nie widziała w tym nic złego, czasem po prostu ludzie reagowali strachem, smutkiem i łzami. W końcu to było jeszcze świadectwem, że w przeciwieństwie do wielu ludzi, pozostali jeszcze ludźmi.
- Dziękuję za zmartwienie, ale na całe szczęście, wszystko ze mną w porządku. Gdyby jednak coś się zadziało, mam znajomą która mogłaby mnie wyleczyć, gdyby jednak było to cokolwiek, co miałoby się ujawnić później. – Chciała zapewnić ją, że nie musiała się o nią martwić i gdyby jakieś problemy miały wyniknąć już po ich spotkaniu, mogła dać sobie radę, bo nie była bez opieki od kogoś zaufanego. Zmarszczyła brwi, kiedy jej towarzyszka wspomniała o tym, że były jednak obserwowane. – Cóż…przynajmniej wiemy w takim razie, że nic poważniejszego się mu nie stało.
Skoro potrafił je obserwować, to znaczy że jeszcze nie było z nim najgorzej. Uśmiechnęła się lekko, kiedy kobieta zabrała się do pracy, lecząc mężczyznę i sprawiając, że mężczyzna nie wykrwawił im się na miejscu, co w tym momencie pozwoliło jej podnieść z miejsca najpierw jednego, a po skończeniu leczenia drugiego, opierając ich o siebie. Nie chciała, aby udusili się na śniegu, pozostawieni twarzą w dół, ani też aby odparzenia twarzy potem spowodowały problemy przy przesłuchaniach. Te ostatnie postanowiła pozostawić komuś chętnemu i wprawionemu. Nie bawiły ją takie zagadnienia.
- Jeżeli będzie potrzeba, mogę przekazać informację odpowiednim osobom, które mogłyby wydobyte informacje od razu przekazać osobom zajmującym się też bezpieczeństwem na skalę kraju, Ale to oczywiście tylko propozycja. – Próbowała wyjść z postawy, gdzie zaznaczała możliwość, ale nie wymuszała wyboru. Miała wrażenie, że to ostatnimi czasy nie wychodziło jej najlepiej, starania jednak były kluczem do sukcesu. – Napiszę więc do amnezjatorki, jeżeli pani pozwoli też przekażę nieco szczegółów, pozostawiając paniom możliwość porozumienia się co do sytuacji. – Nie chciała wnikać w te ustalenia, na pewno wtedy miało jej już nie być. Chyba, że Mare chciała, ale to by było dla niej zaskoczeniem.
Obserwowała to małe połączenie rodzinne z uśmiechem, ale stojąc mimo wszystko nieco dalej, tak jakby wciąż bała się podejść. Wiedziała, że ze swoją twarzą nie budzi sympatii, a tym bardziej nie mogła być pewna, że nie chciała straszyć dziecka. Przez chwile zastanawiała się, co ma odpowiedzieć na pytanie o jej dane, nie chcąc od razu przedstawiać się z imienia i nazwiska. Wciąż nie wiedzieli, czy mogli ufać mężczyźnie, nawet jeżeli chciała.
- Wellers. – Przedstawiła się w końcu nazwiskiem, trochę też tak, że lady tych ziem powinna je kojarzyć, a jednocześnie nie wskazywała na imię. Wydawało się jednak, że jej przybrana rodzina cieszyła się tutaj na tyle „sławą”, że łatwo będzie zweryfikować, co jest prawdą a co nie. Skoro zaś Mare skupiła się na leczeniu człowieka, Thalia mogła ostrożnie przeszukać kieszenie mężczyzn. Nie znalazła wiele, widocznie planowali głównie zająć się tą sprawą aby przekazać potem uciekiniera w ręce „wydziału sprawiedliwości”, mimo wszystko znalazła tam nieco jedzenia oraz parę moment, wszystko przekazując na ręce mężczyzny, który chociaż nie protestował, spojrzał na to z zaskoczeniem.
- Wiem, że to najpewniej sporo dla pana, ale jeżeli miałby pan siłę…każda wiedza i informacja z pana strony mogłaby pomóc wysiłki wielu osób. Lady Greengrass na pewno skorzysta z pomocy do zweryfikowania słów obydwu sku- - miała na końcu języka bardzo niekulturalne słowo, ale jej spojrzenie przesunęło się po małej dziewczynce, dalej wtulającej się w ojca -…eee panów, ale też o przekazaniu co tylko pan może. Gdyby jednak pan wolał odpocząć, na pewno lady potrafi znaleźć jakieś spokojne miejsce na dojście do zdrowia.
Uciekał już od jednej wojny, angażowanie się w kolejną mogło być za bardzo wymagające. Chciała mu wskazać, że to miejsce oferowało coś, czego nie miał w Londynie – wolność wyboru. Nie wbijała w niego spojrzenia, nie chcąc w niego mierzyć, aby nie wywierać presji.
- Pomogę, oczywiście…myślę, że będę w stanie zjawić się, gdzie tylko będzie potrzeba. Proszę jednak nie zajmować mojej rodziny tym bardziej, niż to konieczne, już wystarczająco dużo sprawiłem im kłopotów. – Westchnięcie wydobyło się z ust mężczyzny kiedy przytulił mocniej córkę, całując ją jeszcze we włosy zanim nie spojrzał na Mare z oczekiwaniem.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Black Rocks [odnośnik]15.12.21 17:24
Czy był to problem, czy wrodzona wręcz niemożność odwrócenia wzroku od ludzkiej krzywdy? Gdyby pytanie Thalii zawisło w powietrzu, tembr jej głosu przerwał ciszę powstałą pomiędzy próbami nabrania oddechu i uspokojenia przyspieszonej akcji serca, Mare odpowiedziałaby, że postawa prezentowana przez Wellers była jak najbardziej pożądana społecznie, a w związku z tym nie było powodu do samobiczowania. Obie spełniły swoje zadanie — może nie były w równym stopniu przygotowane na to, co się stało (Mare nie była na pewno), ale nie mogły mieć sobie nic do zarzucenia. Były całe, napastnicy unieszkodliwieni.
— Niechże tak będzie — Mare opuściła wzrok z twarzy Thalii, przyglądając się jej czujnym okiem. Nie zamierzała co prawda zmuszać czarownicy do poddania się pełnej medycznej egzaminacji, jeżeli ta chciała upierać się, że nic jej nie jest. Kobieta pokazała jej bowiem, że jest w stanie przeprowadzić nie tylko skuteczny atak, ale również obronę. Z takimi umiejętnościami powinna poradzić sobie bez zarzutu. — Proszę tylko, by słuchała się pani zaleceń znajomej. Adrenalina będzie się trzymać nas jeszcze przez kilkadziesiąt minut, lecz później może być gorzej. Zwlekanie z pomocą tylko opóźni rekonwalescencję.
Choć właśnie upominała swoją towarzyszkę, używając przy tym języka chyba nienaturalnie formalnego, przynajmniej dla tych z czarodziejów, którzy niekoniecznie mieli stały kontakt ze szlachcicami, samo wejrzenie w jej twarz, dostrzeżenie skrzących radością zielonych oczu i ciepłego uśmiechu, w który ułożyły się wargi (oraz powracających rumieńców z wysiłku, dobrego znaku świadczącego o tym, że nerwy damy zostały przytrzymane na wodzy) dawało wyraźną wskazówkę, że rady płynęły z głębi serca i nie miały na celu podminować i tak wydającej się poważnie pogrążonej we własnych myślach nieznajomej.
Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że powinna pewnie zaoferować pomoc w usadzeniu mężczyzn. Z drugiej jednak strony sama myśl o dotykaniu obcych mężczyzn wywołała w niej obrzydzenie na tyle silne, że próby doboru odpowiednich słów sczezły na niczym, zaś ona sama przyglądała się temu procesowi w pozornym milczeniu, z rudymi brwiami ściągniętymi w zamyśleniu.
Co zrobiłby Archibald?
Ostatnimi czasy coraz chętniej i częściej powracała do tej myśli; brat zawsze stanowił dla niej wzór do naśladowania, lecz ostatnie wydarzenia toczące Derbyshire i Staffordshire wymusiły w Mare wykształcenie się innych, poważniejszych reakcji. Wyjście poza ciepłą strefę komfortu, wkroczenie (dzisiaj przypadkowe) w pojedynek, bo ktoś potrzebował pomocy. Świat zmieniał się bezustannie, a jednak lord Prewett potrafił w jakiś sposób odnaleźć metodę, która poskramia szaleństwo. Młodsza siostra chciała mu dorównać.
Archibald nie bawiłby się w to sam. Uznałby, że jest mu już wystarczająco zimno, dzień został zrujnowany, zleciłby transport komuś kompetentnemu, a sam zaprosił poszkodowanych na białą herbatę i rozmowę.
Całkiem dobry plan.
— Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że myślimy o tym samym kręgu osób — przemówiła jeszcze, choć taka konspiracja była dość zabawna. Thalia mogła mieć po prostu serce po dobrej stronie, albo upatrywać inny, pożyteczny dla niej cel w pomocy lady Greengrass. Lady, która nie zamierzała zatrzymać wiadomości uzyskanych od zbirów wyłącznie do własnej wiadomości. — Zrobiła dziś pani już wystarczająco dużo. Może pani odpocząć. Z mojej strony obiecuję, że jeżeli będzie chciała pani poznać szczegóły zeznań, pozostaję do dyspozycji. Zrozumiem oczywiście scenariusz, w którym zdecyduje się pani na wyłączenie z dalszego toku tej historii — intuicja podpowiadała jej jednak, że dość napięta sylwetka Thalii nie wiązała się wyłącznie ze zmęczeniem oraz stresem wywołanym walką. Tam musiało być coś jeszcze. Coś, czego brak zażyłości pomiędzy paniami nie pozwalał dokładnie zgłębić, chociażby ze wspólnego szacunku. — Będę zobowiązana — dodała na koniec, kiwając krótko głową w ramach ostatecznego podziękowania.
A później przyszła pora na zrzucenie z ramion płaszcza tajemnicy przy jednoczesnym ukazaniu tożsamości.
Thalia nie myliła się — nazwisko Wellers znane było Greengrassom od pokoleń, a Mare — choć to nie krew motylich lordów płynęła w jej żyłach — nie była wyjątkiem. Krótkie, a przy tym wymowne uniesienie brwi starczyło za reakcję, choć niedługo później uśmiechnęła się jeszcze z uznaniem, trochę do siebie.
W czasie, w którym Wellers kontynuowała rozmowę z ojcem dziewczynki, Mare pomogła Mirabel z uniesieniem nogawki spodni ojca.
— Teraz spójrz tylko na to, Mirabel — przemówiła łagodnym tonem, gdy kierowała różdżkę z eukaliptusowego drewna na spuchniętą kostkę jej ojca. Przed rzuceniem zaklęcia zarysowała w powietrzu niewielkie kółko, wskazując przy tym tę część nogi mężczyzny, którą będą leczyć. — Twój tata zwichnął sobie kostkę. Ale jest na to dość proste zaklęcie, które na pewno poznasz, gdy nieco urośniesz — mówiła dalej, aby następnie przejść do wielkiego finału. Odpowiedni, wyważony ruch ręką, inkantacja zaklęcia.
— Arcorecte — skręcenie nie wyglądało szczególnie poważnie — oczywiście, pewnie uciążliwość czutego przez mężczyznę bólu i opuchlizna mogły u laika wywołać inne wrażenie, lecz przekonana o swej racji lady Mare znów mogła świętować przynajmniej częściowy sukces. Sukces, który zebrał się w postaci przejętej miny dziewczynki, która w wyrazie wdzięczności rzuciła się kucającej lady na szyję.
— Bardzo, bardzo dziękuję, proszę pani! — dziewczynka zaszczebiotała wesoło, czemu z delikatnym zmieszaniem przyglądał się jej ojciec, już gotowy do podniesienia się na równe nogi by zdyscyplinować nieco zbyt entuzjastyczną córkę.
— Mirabel, na Merlina... Lady wybaczy...
— Nie ma czego wybaczać, proszę pan— —może zdołałaby dokończyć, gdyby nie wymowna przerwa na stłumienie przekleństwa po słowach Thalii. Lady wstała z kucek, wciąż jednak trzymając małą Mirabel za rękę, po czym zwróciła się na kilka sekund w kierunku swej dzisiejszej partnerki. Nie zamierzała jednak upominać jej o czystość językową. Choć wyglądała na rozbawioną, posłała jedno, wymowne spojrzenie w kierunku dziecka. To powinno wystarczyć. — Proszę pana.
Przysłuchiwała się sprawie dalej, choć wreszcie pozostawiła małą Mirabel pod opieką ojca i czujnym okiem Wellers, podchodząc do pilnującego wcześniej dziewczynki czarodzieja służącego jej rodowi. Poleciła mu jak najszybsze zebranie odpowiedniej grupy osób zdolnych do przetransportowania schwytanych magipolicjantów do stosownego miejsca odosobnienia i pilnowanie ich w tym miejscu. Machineria musiała wreszcie ruszyć, a kto wie — może informacje, które posiadali, faktycznie przydadzą się sprawie?
— Nie będziemy niepokoić pana rodziny, może być pan pewien — powiedziała wreszcie, przyglądając się z ulgą, jak podobny wyraz odmalowuje się coraz to wyraźniej także na twarzy czarodzieja. — Pod jednym warunkiem. Uczyni mi pan przyjemność podjęcia pana i Mirabel w Derby. Nawet najbardziej gruboskórni zmarzliby w taką pogodę. Napijemy się herbaty, zjemy wspólnie obiad i porozmawiamy. Mirabel nie będzie się nudzić w bawialni...
— Będzie prawdziwa bawialnia? A dostanę zabawkę? Smoka co zionie ogniem albo kolorowego motylka?
— Mirabel...
Krótkie, uspokajające spojrzenie wystarczyło, by ojciec uśmiechnął się — wdzięcznie, choć delikatnie zmieszany.
— Pani Wellers, zaproszenie rozciąga się także na panią.
Niezależnie od tego, co postanowiła kobieta z bliznami, sprowadzony przez służącego niewielki oddział patrolowy, który z poleceń rodu Greengrass dbał o bezpieczeństwo okolicy, zjawił się na miejscu, odbierając dwójkę nieprzytomnych mężczyzn. Mare, ojciec Mirabel i sama Mirabel udali się do Derby, pozostawiając Thalii swobodę do ewentualnego dołączenia. Zaproszenia dla przyjaciół rodu nie wygasały prędko.

| k8 do Arcorecte
z/t


But I got my fingers laced together
and I made a little prison
And I'm locking up everyone
who ever laid a finger on me
Mare Greengrass
Zawód : Arystokratka, mecenas nauki
Wiek : 26/27 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
it takes grace
to remain kind
in cruel situations
OPCM : 8
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
 Ab imo pectore
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10169-mare-catherine-greengrass#308845 https://www.morsmordre.net/t10364-unda#313340 https://www.morsmordre.net/t10371-przyplywy-i-odplywy#313497 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10850-szuflada-m-greengrass#330582 https://www.morsmordre.net/t10365-m-greengrass#313341
Re: Black Rocks [odnośnik]19.12.21 16:21
Ciężko było powiedzieć, aby była przygotowana na obecne wydarzenia, bo powiedziałaby, że wcale – ale gotowa była na to, że każdy, bez wyjątku na płeć albo status społeczny może mieć w sobie sporą dawkę agresji, dlatego trzeba było chronić się jak można było. Wciąż czuła się za mało przygotowana, za mało gotowa na to, aby móc się obronić, a takie sytuacje jak ta, której obydwie doświadczyła przed chwilą, pokazywały że miała jeszcze sporo do nauki. Szła za tym złość, ale szła za tym też chęć nauki i siła, aby robić co tylko się dało.
- Obiecuję nie narażać swojego zdrowia. W końcu nie mam zamiaru lądować w śniegu gdzieś, gdzie mnie nikt nie znajdzie. – Może i dziś natrafiła już na więcej osób, ale kto wie, czy ktokolwiek w okolicy by się znalazł? Nie miała pojęcia, dlatego musiała liczyć się z tym, że ktoś może na nich wypaść, a ona musiała też ostrożnie postępować, spoglądać na otoczenie i spróbować nie wpakować się w kolejne kłopoty.
Chyba by za to zwariowała, gdyby rozważała tak jak Mare, czy wypada dotykać obcego mężczyzny, skoro właśnie przerzucała ich „towarzystwo” jak szczelnie zawiązaną szynkę. W jej świecie zasady moralne mogły cię wiązać jedynie na twoją szkodę – ty mogłaś ich nie przestrzegać, ale mężczyźni nigdy nie zawahają się przekroczyć granicy, bo ta w końcu należy do nich. Teraz Mare miała szczęście, ale kolejny spacer mógł nie skończyć się dobrze. Powinna być może zainwestować w jakąś rozmowę.
- Podejrzewam, że tak właśnie jest. – Posłała jej ostrożny uśmiech, chociaż błękitne tęczówki jak zawsze pozostawały czujne. Nie musiała zdradzać więcej, imiona nie musiały padać, a lady Mare była inteligentną kobietą która wiedziała, że niektórych spraw lepiej było nie poruszać w miejscu, w którym nie miało się pewności, czy nie słucha dodatkowa, zdecydowanie nieodpowiednia para uszu. – Chętnie dowiem się więcej na temat zeznań, w dogodnym też dla pani momencie.
Oczy i uszy otwarte, musiała teraz wiedzieć i widzieć o wiele więcej niż do tej pory. Nie było łatwo, ale świat nie pozostawiał też jej wyboru.
Spokojnie oczekiwała na to, co wyniknie z tej rozmowy, nie mając jeszcze tak wielkiej sprawności jeżeli chodziło o anatomiczne problemy, aby podejmować się leczenia, wiedziała więc, że na ten moment lepiej dla niej było, aby trzymała się na uboczu. Co jakiś czas jedynie rzucała spojrzenie w stronę Mirabel, jej ojca oraz otoczenia, do ludzi rzucając uśmiech, w stronę otoczenia rzucając podejrzane spojrzenie na okolicę, jakby spodziewała się, że ktoś jeszcze nagle miałoby tu się pojawić. Mimo to okolica pozostawała spokojna i jedynie służący Mare był dodatkową osobą poza nimi. Wellers w ostatnim, nadanym samej sobie zadaniu, zerknęła jeszcze na związanych Edwarda i Isaiaha, tak aby przypilnować, aby żaden z nich się nie wybudzał.
- W takim razie, zawitam również. – Pewnie ucieknie szybko, nie bawiąc zbyt długo, ale chciała upewnić się, jak przywitany zostanie mężczyzna i czy będzie podjęty odpowiednio. Nie ufała lordom i lady, nic osobistego w stronę Mare, ale wolała wiedzieć, że skoro ktoś przylepiał sobie łatkę wyższości bo urodził się w rodzinie która parę wieków temu postanowiła sobie zawłaszczyć jakąś ziemię, tak więc Thalia przy nich zawsze oglądała się przez ramię. Mimo to kroki stawiała pewnie, raczej nie sądząc, aby coś jeszcze miało je tutaj zaskoczyć. A przede wszystkim musiała zająć się dopilnowaniem, że do dworku trafiło również dwóch policjantów.  

zt



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Black Rocks
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach