Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Exeter, Devon
AutorWiadomość
Exeter, Devon [odnośnik]17.04.21 21:25
First topic message reminder :

Exeter, Devon

Exeter to największe miasto Devon, położone przy ujściu rzeki Exe, którą żeglować można od morza aż do centrum miasta. Rzeka wyznacza układ miasta, dzieląc je na dwie części, połączone ze sobą licznymi mostami. Najważniejszymi zabytkami są ruiny średniowiecznego zamku, oraz romańsko-gotycka katedra – reszta miasta jest dość nowa, przebudowana została bowiem po II Wojnie Światowej. Mimo sporego zaludnienia, w samym mieście można odnaleźć wiele parków albo miejsc zielonych, gdzie ludzie chętnie odpoczywają w wolnej chwili. Równie popularnym miejscem do spędzania wolnego czasu są kanały i mniejsze uliczki, gdzie można ukryć się przed skwarem albo ochłodzić w gorące dni.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Exeter, Devon - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Exeter, Devon [odnośnik]14.05.22 19:41
Radosny uśmiech wystąpił na usta Castora, gdy Yvette potwierdziła, że to nie pierwsza jej wizyta w Devon. Poszerzył się jeszcze, gdy dodała, że miała nawet okazję poznać lordostwo Weasley. W takim razie nawet lepiej — przygotowana była na to, że nie spotkają się (och, miał taką gorącą nadzieję) z oporem, który bywał charakterystyczny dla niektórych, w szczególności bogatszych, dzielnic Londynu. Gdy wspomniała o wykorzystaniu dobroci, wyraźnie posmutniał. Pokiwał jednakże głową, kilkukrotnie, w milczeniu, lecz nie zwieszał nosa. Miast tego odchylił ją w tył, szarobłękitne spojrzenie wbijając w wiszące nisko chmury. Miał jednak nadzieję, że nie będzie padać — deszcz tylko pogorszyłby sytuację. Znacznie bardziej wolał myśleć, że zachmurzenie było jakąś pochodną wiszących nisko mgieł, którymi dał poznać się początek kwietnia.
— To byłby świat idealny — uśmiechnął się kątem ust, odpowiadając na ten jej. Chwilę później kilka energicznych stuknięć poniosło się po najbliższej okolicy, a Castor wspiął się nawet na palcach, w jakiejś dziwnej próbie rozładowania kotłującej się w nim nerwowości. Sekundy przed otworzeniem drzwi, gdy zarówno pani Baudelaire, jak i on sam mogli posłyszeć szum tuż za drzwiami, przypomniał sobie, że zapomniał pożyczyć od Michaela fałszoskopu. Pół biedy, że znajdowali się w Devon, w miejscu, w którym sympatie prozakonne były raczej pewne. Musiał zapamiętać, by sprawić sobie jeden, zwłaszcza na późniejsze wypady.
Pęd myśli został przerwany, gdy drzwi się uchyliły, a zza nich wysunęła się głowa. Castor w pierwszej chwili wyłapał tylko jasne, niemal srebrne włosy wystające spod kolorowej chustki i zmęczone, choć promieniejące od mądrości spojrzenie zielonych oczu.
— Słucham państwa? — głos staruszki był raczej charkliwy, lecz jeszcze nie kaszlała. Castor spojrzał kątem oka na Yvette, postanawiając, że przejmie momentalnie inicjatywę.
— Dzień dobry, jestem Castor, a to pani Yvette — zaczął, przykładając dłoń do klapy płaszcza, w miejscu serca. Miał nadzieję, że Francuzka wybaczy mu tę panią, ale przy przywitaniu... chyba wypadało? Sam skłonił się przed staruszką, darowując jej jeden ze swych najlepszych uśmiechów. A przynajmniej ten, który według Michaela, działał na starsze pokolenie. — Pani Yvette to uzdrowicielka, ja jestem jej asystentem — nie była to zupełnie prawda, nie łączyły ich więzi zawodowe, ale dziś występował też w tym charakterze. — Więc jeżeli pani, czy ktoś z pani rodziny, sąsiadów potrzebował pomocy uzdrowiciela, jesteśmy do dyspozycji.
Wydawało się, że staruszka przez moment spoglądała na nich badawczo, więcej uwagi poświęcając jednak Yvette. Z jej twarzy nie dało się wiele wyczytać, przynajmniej do momentu, w którym westchnęła, a starą twarz rozświetlił pierwszy uśmiech. Otworzyła drzwi szerzej, gestem zapraszając dwójkę do środka. Castor przystanął przy drzwiach, chcąc by blondynka pierwsza weszła do środka. Gdy tak się stało, zamknął za nimi drzwi. Całą trójką stanęli we wciąż pachnącej wilgocią izbie.
— Wchodźcie, wchodźcie dalej. Mi nic nie jest, chwała Merlinowi, ale mój mąż i syn nie są w dobrym stanie — powiedziała, wychodząc przed nich i prowadząc dwójkę ku zamkniętym dotychczas drzwiom na wschodniej ścianie izby. — Byli u mojej córki, rozumiecie, na przedmieściach. Gdy woda uderzyła, zmiękła jedna z belek, syn zdołał pociągnąć męża, ale ta spadła mu na nogę. Napuchła, dziś rano strasznie, kazałam mu dziś leżeć i mieliśmy zobaczyć, ale jak już jesteście... — powiedziała, po czym westchnęła raz jeszcze, kręcąc głową z niedowierzaniem — Ojciec z kolei, mąż mój znaczy się, jak syn nim szarpnął, to ręką ruszać nie może. Skarży się strasznie, że boli — kobieta potarła lekko dłonią swój policzek, a później poprawiła wiązanie chusty pod szyją. — Obejrzycie ich? Już otwieram.
Castor skinął od razu głową — przecież po to właśnie przybyli dziś do Exeter. Staruszce wydawało się to wystarczyć, gdyż otworzywszy drzwi, przeprowadziła ich do drugiej izby, gdzie na łóżkach ustawionych po przeciwległych stronach leżeli mąż i syn kobiety. Gdyby Castor miał zgadywać, starszy pan miał około osiemdziesięciu lat, jego syn — o połowę mniej. Ale może to tylko zmęczenie życiem wypełnionym fizyczną pracą wpływało na prezencję starszego z czarodziejów.
— Yv, zajmiesz się panem? — spytał, mając na myśli młodszego z mężczyzn, który na ich widok uniósł się na łokciach, protekcyjnie układając dłoń na kołdrze, na jednej z nóg. Syknął jednocześnie, nieprzyzwyczajony do bólu. Sproutowi wydawało się, że przypadek tegoż mężczyzny był znacznie trudniejszy niż cokolwiek, co działo się z ręką dziadka.
Dziadka, przy którego łóżku przyklęknął od razu.
— Dzień dobry panu. Nazywam się Castor, pana żona powiedziała, że boli pana ręka? — uśmiechał się uprzejmie, spoglądając w oczy starszego mężczyzny w piżamie. Ten odpowiedział mu uśmiechem, próbując przekręcić się w jego stronę, lecz w połowie syknął dość głośno, a Castor przytrzymał go za łokieć, uważając, by szczególną uwagę skupiać na twarzy mężczyzny, aby móc zareagować na każdą oznakę bólu.
— Tak, boli jak cholera. Zwłaszcza, jak się ruszam, sam widzisz... — powiedział, wolną, prawą wykonując gest, jakby chciał rozłożyć ręce, trochę bezradnie.
— Mi to wygląda na uszkodzenie stawu ramiennego — szepnął, bowiem ból przy ruszaniu przede wszystkim zmuszał do szukania przyczyny właśnie w łączeniach kończyn. — Ale jeżeli mam rację, to zaklęcie poradzi sobie z większą częścią problemu — dodał po chwili, sięgając po różdżkę z agarowego drewna. Czytał ostatnimi czasy o zaklęciu, które dobrze radziło sobie z podobnymi przypadłościami, zastanawiając się, kiedy będzie mógł wykorzystać je w praktyce. Jak widać, nie musiał długo czekać na okazję. Arcorecte Maximazakręcił nadgarstkiem, a potem stuknął delikatnie w bark mężczyzny. Różdżka nie rozgrzała się jednak, a magia nie przepłynęła przez jego ramię. Zmarszczył lekko brwi, może popełnił błąd w ruchu? Arcorecte Maximai znowu nic.
— Oj, nie denerwuj się, młodzieńcze, krzywdy większej mi nie zrobisz — wtrącił dziadek, śmiejąc się w głos do czasu, aż nie poruszył się znowu szybciej.
— Kochany, nie wierć się tak! — syknęła starsza kobieta, spoglądając na męża karcąco, a ten posłał jej tylko buziaka w powietrzu. Cóż za uroczy widok.
— No dobrze, dobrze, nie będę się denerwował i spróbujemy jeszcze raz — oznajmił, nieco zmieszany, po czym spróbował jeszcze raz, mając nadzieję, że ostatni. Arcorecte Maxima.
Wreszcie poczuł znajomy prąd, a grymas bólu prezentujący się na twarzy starszego mężczyzny zniknął, jak ręką odjął.
Tymczasem młodszy z mężczyzn odsłonił przed Yvette swą nogę — pokryta była siniakami, nieco zaczerwieniona, obrzęk kumulował się jednak przy kostce.


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Exeter, Devon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach