Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Główna sala
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Główna sala

To największa i najszumniejsza izba pubu. Wykonana z ciemnego drewna wzdłuż i wszerz chętnie gości w swoich progach zarówno amatorów ognistej whisky, jak i skuszonych pysznymi przekąskami pasjonatów bezalkoholowych odwiedzin. Mieszkańcy Doliny przy stolikach często mogą dojrzeć znajome twarze sąsiadów, którzy w spokojnym, bezkonfliktowym miejscu wypoczywają po dniach pełnych pracy i obowiązków. W dalszej części pomieszczenia znajduje się bar, gdzie samemu należy składać zamówienia, w porównaniu do bocznej sali, do obsługi której przeznaczona jest kelnerka. Przydymione światło rzuca ciepłą łunę na obrazy wiszące na ścianach, przedstawiają one zarówno krajobrazy, jak i uwiecznione sceny z festynów czy innych miło wspominanych wydarzeń organizowanych na przestrzeni lat w hrabstwie Somerset.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


- Czyli jest to poniekąd takie zboczenie zawodowe? - spojrzała na niego poprawiając kosmyk włosów, który opadał jej na twarz. - Pływanie pomaga mi w mojej pracy. Zresztą woda, to mój ulubiony żywioł, od dziecka, jakoś tak wyszło, że czuję się tam zdecydowanie lepiej niż na lądzie. - Kiedy pływała nie myślała zupełnie o niczym, jakby wszystko wokół przestawało istnieć. Pomagało jej się to uspokoić, odetchnąć. Nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez tej czynności, przyzwyczajenie z dzieciństwa.
Zauważyła jego brew, uniesioną ku górze, kiedy przyniosła butelkę pełną alkoholu. Miała nadzieję, że nie odbierze jej źle z tego powodu, jednak wydawało jej się, że dzięki temu będzie im się jeszcze łatwiej rozmawiało. Nie to, żeby jakoś mocno potrzebowała tych trunków, podczas rozmowy z nim, jednak miała dzisiaj ochotę się napić, może chciała sobie pozwolić na więcej niż zazwyczaj. Ostatnio bowiem starała się sobie stawiać granice, z racji na to wszystko, co działo się wokół, jeśli dzisiaj by jakieś przekroczyła zawsze będzie mogła to zrzucić na wypity rum.
- Nie chce mi się w to wierzyć Gabrielu. - odparła uśmiechając się promiennie. Właściwie w jego towarzystwie uśmiech nawet na moment nie znikał z jej twarzy. - Nigdy się nad tym jakoś specjalnie nie zastanawiałam. Jak dotąd nie szukałam swojej drugiej połówki, wydawało się to dla mnie stratą czasu, teraz jednak, jakby się nad tym zastanowić. Może nie ma sensu szukać, może to los łączy po prostu ścieżki, zupełnie niespodziewanie krzyżuje losy dwóch osób. - pozwoliła sobie na głośne przemyślenia. Zastanawiała się, jak to jest możliwe, że nagle, zupełnie znienacka pojawia się takie uczucie. Zaczyna brakować tchu, serce bije mocniej, wnętrzności robią się cięższe. Skoro tak naprawdę nie zna się tej drugiej osoby, może rzeczywiście jest to przeznaczenie? Sama nie do końca sobie radziła z tym, co aktualnie działo się w jej ciele. Jeszcze nigdy tak nie wariowało na widok mężczyzny.
- Skoro chcesz czynić taką funkcję, nie mogę Ci odmówić Gabrielu. Zostań moim rycerzem, jeśli tylko masz taką ochotę. Nie zamierzam negować tego pomysłu, szczególnie, jeśli będę Cię mogła dzięki temu częściej spotykać, bardzo bym chciała, w zasadzie.. - Prue chyba zbyt mocno się otworzyła, nie wiedziała jeszcze, czy powinna mówić to na głos. Z drugiej jednak strony, może warto, żeby wiedział? żeby zdawał sobie sprawę z tego, że ogromną przyjemność sprawiają jej spotkania z nim.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. - zamyśliła się na moment. Czy tak wiele go spotkało podczas pracy aurora, że postanowił zrezygnować? W czasach jak te, na pewno nie było to łatwe zajęcie, nie zamierzała jednak ciągnąć go za język. Upiła spory łyk alkoholu, który znajdował się w jej szklance. Jak się okazało niewiele go już zostało. Postanowiła więc dolać sobie kolejną porcję, nie pytała Tonksa, czy również chce, nalała mu po prostu bez słowa nie biorąc pod uwagę, że może jej odmówić. Jakoś wszystko wydawało jej się być łatwiejsze, kiedy piła kolejne szklanki rumu. Przestała się zupełnie przejmować słowami, które padały z jej ust, oby jedynie jakoś dotarła do domu, najlepiej tak, aby nikt jej nie widział, żeby nie musiała wysłuchiwać uwag na temat swojego zachowania, jednak będzie się tym martwić później.
- Rozumiem! Profesjonalizm w każdym względzie.- czy Prudence by się przestraszyła, gdyby wyznał jej prawdę? Może na początku, później zapewne byłaby ogromnie ciekawa, jak to jest możliwe, że siedzi obok niej.
Jej dłonie znalazły się na stole. Palcem wskazującym prawej ręki zataczała okręgi na brzegu szklanki, w której znajdował się rum. - Cieszę się więc, że udało Ci się uciec przed śmiercią, dzięki temu miałam szansę Cię poznać, muszę przyznać, że ogromnie się cieszę z tego powodu.- upiła kolejny łyk rumu. Jeszcze trochę i zupełnie przestanie się zastanawiać nad tym, co mówi.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Roześmiał się wesoło na jej słowa i pokiwał głową z widocznym rozbawieniem na twarzy. Nie nazwałby tego lepiej, zdecydowanie miał wiele zboczeń zawodowych. Zawsze jak gdzieś wchodził pierwszy raz to od razu rozglądał się za wyjściami, tylnymi drzwiami czy potencjalnym zagrożeniem. Bez problemu potrafił ocenić kto z obecnych był jedynie gościem lokali, a kto siedział tu w ramach ochrony danego przybytku, zawsze siadał przodem do wejścia by widzieć osoby wchodzące przez frontowe drzwi. Było to tylko kilka jego zboczeń, z wielu innych z pewnością nawet nie zdawał sobie sprawy.
- Pięknie to w słowa ubrałaś. - powiedział nadal z rozbawieniem i puścił jej oczko - To ważne mieć jakąś pasje, która sprawia nam przyjemność. Ja czasami biegam, pomaga mi to oczyścić umysł. - pokiwał lekko głową.
Nie biegał co prawda codziennie, czasami zmęczenie mu na to nie pozwalało, ale starał się przynajmniej dwa razy w tygodniu zebrać się do kupy i przebiec kilka kilometrów. Zwłaszcza, że miał las nieopodal domu.
- Musisz więcej wierzyć Pru. - uśmiechnął się łagodnie zdrabniając jej imię pierwszy raz - Czasami nie trzeba szukać, czasami to przychodzi samo. Przeważnie znienacka, w momencie, w którym się tego kompletnie nie spodziewasz. Często jest się bardzo zaskoczonym, nie do końca rozumie się o co chodzi i co się właściwie dzieje. Z czasem jednak, kiedy to przetrawisz, dojdzie do ciebie, że to właśnie to. - powiedział spokojnie nie odrywając wzroku od jej niebieskich tęczówek.
Hipnotyzowały go, jego zdaniem miały niesamowity odcień morza, takiego jeszcze nie widział. Miał ochotę wpatrywać się w nie nieprzerwanie. Ludzie na około nich się nie liczyli, w tym momencie kompletnie zapomniał o ich istnieniu. Siedzieli tu tylko we dwoje i nic innego się nie liczyło.
- Prudence... - zaczął spokojnie, jednocześnie łapiąc jej delikatną dłoń w swoją - Jako twój rycerz i obrońca, obiecuje spełniać swoje obowiązki z przyjemnością. Wystarczy słowo, jedna prośba, a ja się pojawię. - powiedział spokojnie, nadal na nią patrząc i nie puszczając jej dłoni nawet na moment.
W pewnym momencie, totalnie nie zdając sobie z tego sprawy, zaczął delikatnie miziać ją palcem po wierzchu dłoni. Nie wiedział czy to była kwestia alkoholu jaki już dzisiaj wypił czy też tego dziwnego, jeszcze nie całkiem zdefiniowanego, uczucia w stosunku do niej. Jedno było pewne, nie było to jego codzienne zachowanie.
- Ja również się cieszę, że było mi dane cię poznać. Te wszystkie niebezpieczeństwa, z którymi musiałem się zmierzyć, zdecydowanie były warte tego wysiłku, skoro finalnie spotkaliśmy się na plaży tamtego dnia. - uśmiechnął się łagodnie.
Przy niej uśmiech w ogóle nie znikał z jego twarzy.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Powrót do góry Go down

Najwyraźniej dobrze się bawili w swoim towarzystwie, zarówno z jej twarzy, jak i z jego nie schodził uśmiech, jakby znaleźli się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Przynajmniej panna Macmillan czuła się tak, jakby nic więcej poza tą ich pogawędką nie było istotne. Od jakiegoś czasu próbowała zająć się różnymi rzeczami, aby choć na moment oddalić te nieprzyjemne myśli związane z trwającą wojną, a tu zupełnie przypadkiem jej się to udało.
- Może nie pięknie, bardziej prosto, ale chyba trafiłam, a to najważniejsze.- Prudence lubiła konkrety. Nie potrafiła owijać w bawełnę, zawsze wprost mówiła to, co miała na myśli. Często miewała z tego powodu nieprzyjemności, jak widać, nie w tym momencie. - Nigdy nie ciągnęło mnie do biegania, aczkolwiek również uważam, że dobrze mieć jakąś pasję, która pozwala choć na chwilę oderwać się od tej smutnej rzeczywistości. - najlepiej taką, która nie wymagałaby myślenia, żeby raz na jakiś czas zupełnie się wyciszyć, nie myśleć, po prostu egzystować.
- Być może jest to jakieś rozwiązanie, aczkolwiek z wiarą u mnie ciężko, zdecydowanie jestem człowiekiem czynów.- odparła upijając łyk rumu ze szklanki. - Możesz mieć rację. Może czasem po prostu trzeba korzystać z tego, co los nam daje. Nie zastanawiać się, po prostu pozwolić, aby wszystko samo się działo. W moim przypadku rozsądek często wygrywa, w ten sposób zostałam wychowana, może czas najwyższy nieco zmienić podejście? Zaakceptować to, co ma się wydarzyć. Wydaje się to być ciekawym rozwiązaniem.- tak właściwie, po ostatnich rozmowach z członkami rodziny odechciewało się jej wszystkiego, miała ochotę zacząć żyć pełnią życia, nie przejmować się konwenansami. Wydawało się, że przy Tonksie nie musiała przejmować się tymi nic nieznaczącymi sekwencjami, mogła sobie pozwolić na oddech, czego okropnie jej brakowało. Miał w sobie coś takiego.. sama nie potrafiła stwierdzić, co to było, że nie chciała oddalać się od jego osoby, mimo, że to było ich ledwie drugie spotkanie.
Ich spojrzenia ciągle się krzyżowały, Prudence nie chciała oderwać wzroku od jego oczu. Jakby miała ochotę wyczytać z nich jak najwięcej. Przyglądała mu się uważnie, starając się zapamiętać jak najdokładniej jego twarz, sama nie wiedziała dlaczego. Może się bała, że już więcej się nie spotkają?
Wtedy dotknął jej dłoń, dreszcze przebiegły po jej ciele, które nie chciało udawać, że było jej to obojętne. Na jej twarzy ponownie pojawiły się rumieńce, nie zabrała jednak ręki, nie chciała. Ten drobny gest, jakby się mogło wydawać, spowodował, że emocje które się w niej tłumiły powoli zaczynały przejmować władzę nad jej ciałem. - Nadal sądzę, że to dosyć wiążące zobowiązanie, jeśli jednak sam mi to proponujesz.. Jak będę mogła Cię znaleźć? Jak się z Tobą kontaktować, wszak przypadkowe spotkania wydają się być zbyt mało prawdopodobne. - nie chciała już liczyć jedynie na szczęśliwy traf, musiała mieć pewność, że będzie dane jej go jeszcze spotkać. Zauważyła, że zaczął delikatnie smyrać jej dłoń, Prue nie przywykła do takich gestów, była zupełnym laikiem w niektórych kwestiach życia, jednak nie chciała, żeby przestawał. Podobało jej się to, jak na nią patrzył, jak nikt dotąd, zresztą ona sama jeszcze nie była nigdy aż tak zainteresowana drugą osobą. - Zupełnie przypadkowe spotkanie, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że może tak zamieszać w głowie.- nie mogła skupić swoich myśli, teraz bowiem zmierzały one głównie w kierunku jego osoby.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Na moment zamyślił się nad jej słowami, po czym uśmiechnął się łagodnie.
- Tak naprawdę rzeczywistość nie musi być smutna. - pokręcił głową - Wszystko zależy od tego jak ją aktualnie postrzegamy. Na ten przykład, w tym momencie moja rzeczywistość w żadnym wypadku nie jest smutna. Jest kolorowa, wesoła i szczęśliwa. - odparł uśmiechając się do niej, nie odrywając wzroku od jej niebieskich tęczówek nawet na moment.
Taka była prawda. Ogólnie miała racje, rzeczywistość w jakiej przyszło im żyć nie była za wesoła, jednak w tym momencie, kiedy siedział z nią w tym barze, przy tym stoliku, wszystko wydawało mu się jakieś jaśniejsze. Całkiem możliwe, że było to tylko jego odczucie, ale w tym momencie nie interesowało go to.
- Ktoś kiedyś powiedział mi coś mądrego, wtedy tego nie rozumiałem, przyszło to z czasem. "Możesz prowadzić spokojne i nudne życie bez uczuć, albo ciekawe z zawirowaniami i kaskadami uczuć". Dopiero z czasem dotarło do mnie, że zawirowania i kaskady uczuć są o wiele ciekawsze. Owszem, każdy potrzebuje w życiu jakieś stabilizacji, ale stabilizacja nie musi się wcale równać ze stagnacją i nudą. - powiedział spokojnie kiwając lekko głową. - Jest to ciekawe rozwiązanie i z pewnością nie raz by cię zaskoczyło to w jaki sposób mogą się potoczyć pewne sprawy. Jak na przykład nasze spotkanie. - puścił jej oczko, po czym uniósł jej dłoń, którą nadal trzymał w swojej i delikatnie musnął jej wierzch wargami.
Odważył się na ten gest, choć pewnie stary Gabriel by tego nie zrobił. Owszem, miał swoją przeszłość z kobietami, ale potem wydoroślał. Teraz jednak jakby zapomniał o tym wszystkim. Naprawdę chciał z nią tu siedzieć cały czas, trzymać za delikatną dłoń...przez głowę przeszło mu jeszcze kilka innych obrazów i myśli, ale na razie je odgonił. Jednak kto wie, może i one kiedyś się ziszczą.
Słysząc jej pytanie odnośnie tego jak ewentualnie będzie go mogła znaleźć zamyślił się na moment. Był strażnikiem, nie mógł jej zdradzić tajemnicy, nie teraz w każdym razie. Owszem dotarło do niego, że to jak czuje się w jej towarzystwie o czymś świadczy, ale miał również trójkę rodzeństwa, którą chciał chronić za wszelką cenę.
- Ja cię znajdę. - odparł w końcu, po czym ponownie ucałował wierzch jej dłoni - Możesz być przekonana, że moja sowa z pewnością cię odszuka...a jeśli ona cię znajdzie to i ja to zrobię. - uśmiechnął się łagodnie.
Miała racje, niby dwa przypadkowe spotkania, a jemu również namieszały w głowie. I choć wiedział doskonale do czego się to sprowadza jeszcze nie chciał mówić tego na głos, czy w pełni się do tego przyznawać. Na razie pozostawiał to dla siebie, aż to dojrzeje i będzie tego pewny w 100%.


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be
Gabriel Tonks
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Powrót do góry Go down

- Ostatnio ciężko u mnie z optymizmem. - odparła nieco zrezygnowana. - Nie da się jednak zaprzeczyć, że są pewne sytuacje, zupełnie niespodziewane, które nadały koloru moim ostatnio raczej czarno białym dniom. - uśmiechnęła się promiennie w stronę mężczyzny. Faktycznie pojawienie się jego osoby na jej drodze nieco urozmaiciło jej ostatnio raczej niezbyt porywające życie towarzyskie. Można nawet rzec, że ono zupełnie nie istniało jak do tej pory. Właściwie to nawet sama jakoś specjalnie nie szukała towarzystwa, wolała spędzać czas w samotności.
Słysząc jego kolejne słowa zmyśliła się na moment. - W takim wypadku moje dotychczasowe życie można uznać za nudne. - może coś w tym wszystkim było? Może jej życie jak do tej pory nie miało większego sensu właśnie przez to, że broniła się przed jakimkolwiek uczuciem. Była przyzwyczajona do tego, że otaczała się murem, który chronił ją przed wszelkimi rozczarowaniami. Może czas najwyższy się go pozbyć? Spróbować.
Prudence drgnęła, kiedy jego usta dotknęły jej dłoni. Nie była przyzwyczajona do bliskości, szczególnie ze strony mężczyzny. W przeciwieństwie do Gabriela, jej doświadczenie w tej dziedzinie.. Cóż nie istniało. Trzymała się z daleka od takich sytuacji, nie pozwalała nikomu przekraczać pewnych granic, które wyznaczała. W tym momencie jednak jej to nie przeszkadzało, a może nawet chciała czegoś więcej? Pierwszy raz w swoim życiu, miała ochotę zupełnie się zatracić w uczuciu, którego jak dotąd nie było jej dane skosztować.
Miała świadomość, że w czasach jak te, każdy starał się strzec swoich tajemnic. Wiele od nich zależało, szczególnie, kiedy miało się jeszcze kogoś bliskiego, nie było sensu ryzykować życia swojej rodziny.
- Mam nadzieję, że mnie znajdzie. Będę jej oczekiwała na pewno z niecierpliwością, jednak dzisiaj muszę już Cię opuścić. Myślę, że moi bliscy mogą się o mnie martwić. -Kolejny raz ucałował jej dłoń, miała wrażenie, że ją pali przez dotyk jego ust, na pewno w domu kiedy tylko spojrzy na swoją rękę sobie o nim przypomni. Wspomnienia tego spotkania powrócą. Nie chciała się z nim żegnać, jednak wiedziała, że na nią już czas. Nie mogła sobie pozwalać na zbytnie rozluźnienie. Wysunęła swoją dłoń z jego, chociaż nie miała zupełnie na to ochoty, rozsądek jednak wygrał. - Żegnaj Gabrielu, do zobaczenia, mam nadzieję, że niebawem. - serce biło jej szybciej po tym spotkaniu, musiała wyjść na świeże powietrze i odetchnąć, myśleć na trzeźwo, nie pod wpływem emocji. Jednak to nie pomagało, jej myśli ciągle były kierowane ku Tonksowi, który pojawił się znikąd i skierował na sobie całą uwagę panny Macmillan.

// zt x2


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

27.12.1957

Macmillan oczekiwała tego dnia z ogromnym entuzjazmem. Sowa, którą dostała od Thalii ogromnie ją ucieszyła. Potrzebowała wieczoru, jak ten. W towarzystwie najbliższych przyjaciółek, zupełnie bez stresu. Trafiła w idealnym momencie z tym zaproszeniem. Miała ochotę nieco się wyluzować, nie myśleć o tych wszystkich problemach, które ostatnio się pojawiły. Wiedziała o tym, że w towarzystwie przyjaciółek będzie to możliwe. Potańcówka brzmiała idealnie. Może nie była jakąś gwiazdą parkietu, kiedy jednak wypiła nieco alkoholu radziła sobie nie najgorzej. Musiała więc w miarę szybko zacząć pić i wtedy próbować zdobywać parkiet.
Miejsce, które wybrały, kojarzyło jej się całkiem dobrze. To tutaj spotkała się z Gabrielem, zupełnie przypadkowo ocalił ją przed nieznajomym. Nie bała się tu wracać, w końcu nie była sama, tym razem.
Do spotkania szykowała się dłuższą chwilę. Nie przywiązywała raczej wagi do tego, jak się prezentowała, no ale szły w końcu na potańcówkę, miała ochotę wyglądać więc ładnie. Ubrała na siebie różową, plisowaną sukienkę, która ledwie zasłaniała jej kolana, włosy pozwoliła sobie nakręcić i rozpuścić, chciała dzisiaj wyglądać dobrze. Dla samej siebie, ostatnio spotkało ją tyle nieprzyjemnych sytuacji, że cieszyła się z takich drobnych przyjemności. Jakby nieco bardziej zaczęła doceniać to, co było na wyciągnięcie ręki.
Teleportowała się w okolicy wczesnym wieczorem. Ubrana była w wełniany, czarny płaszcz. Zima w końcu trwała w najlepsze. Pojawiła się przed drzwiami pubu. Nie zastanawiając się ani chwili weszła do środka. Rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu towarzyszek dzisiejszego wieczoru, jednak nie znalazła żadnej znajomej twarzy. Pewnie pojawiła się zbyt wcześnie, jak zawsze. Tak ją nosiło, że nie mogła usiedzieć w domu. Zdjeła płaszcz i powiesiła go na wieszaku. Udała się w stronę lady, aby zamówić sobie alkohol. W końcu nie będzie tak czekać na resztę o suchym pysku, skoro miały tańczyć, musiała zacząć się znieczulać. Zamówiła szklankę rumu, był to jej ulubiony trunek. Sączyła alkohol ze szlanki i wpatrywała się w drzwi wejściowe oczekując na swoje towarzyszki.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Thalia, nieskromnie (zdecydowanie nieskromnie, bo ciężko, aby kobieta mówiła o takich rzeczach jakkolwiek pozytywnie) rzecz ujmując, dość często odwiedzała puby, bary czy inne podejrzane speluny które często trzymały się na słowo honoru, albo nienawiść do świata, jedno z dwojga. Cóż mogła poradzić, lubiła alkohol, a takie często miały też jakieś pomieszczenia do spania, tak jakby załoga zalazła jej za skórę tak mocno, że nie chciałaby ich już oglądać, ale wypiła już tyle, tak, że ledwie turlała się po podłodze. Teraz jednak chciała spróbować swoich sił w tańcu, a biorąc pod uwagę to, że niezbyt umiała, był to najlepszy czas na wypróbowanie teraz tego w najbliższym gronie.
Wiedziała, że jeżeli ktoś miał się z niej pośmiać, to przynajmniej mogły być to osoby które potem dadzą jej do ręki kufel piwa i pośmieją się wraz z nią. Problem był taki, że nawet nie odwiedzała miejsc bardziej przyzwoitych tak, aby jej ubranie budziło kontrowersje, a to mogło być w tym wypadku, dlatego musiała nagimnastykować się (no, niekoniecznie) i dotrzeć do Ronji aby poprosić ją o wsparcie…z cała sobą chyba.
Pozwoliła jej zrobić ze sobą wszystko, na co miałaby ochotę, zmieniając też swój wygląd metamorfomagią wedle sugestii i podpowiedzi, gotowa dać przeciągnąć sobie po włosach każdą szczotką i każdym pędzelkiem od makijażu (ale tym może nie po włosach, chociaż…akurat ona nie powinna tutaj zgrywać eksperta). Nic dziwnego, że na miejsce przyjechały nieco później niż Prue (w końcu też dochodziła kwestia zmycia z siebie zapachu morza i ryb, a to nie było tak łatwe kiedy całe twoje jestestwo wydawało się nimi przesiąknięte.
Znalazły miejsce, wciskając się do środka – Thalia dopilnowała, aby Ronja weszła przed nią, upewniając się w odruchu przemytnika, iż na pewno nikt za nimi się nie oglądał i się nie interesował, zaraz też zamykając drzwi i zdejmując płaszcz, odbierając też ten Ronji, niczym prawdziwy gentleman, kierując się w stronę Pru z uśmiechem na ustach, burzą tym razem blond włosów i makijażem, w sukience wypożyczonej nad którą będzie się martwić cały wieczór czy czasem przypadkiem jej nie uszkodzi.
- Prudence, wyrwałaś się!



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Dolina Godryk miała dzisiaj być świadkiem wyjątkowego spotkania trzech przyjaciółek i Ronja nie była pewna, co okoliczni mieszkańcy z tym faktem zrobią. Z wyprzedzeniem zakończyła swoje obowiązki w rezerwacie, by następnie szybko przygotować się do wyjścia, pomóc Thalii w doprowadzeniu się do porządku i czym prędzej teleportować do Somerset. Nie były to okolice, które znała dokładnie, ale też rozsądnie domyślała się, iż tak niewielka mieścina nie może liczyć sobie zbyt wielu barów. Zgodnie z przypuszczeniami, dość szybko odnalazły stary szyld baru, a szybki rzut spojrzeniem na przybrudzoną szybę upewnił Ronję, że wyjątkowo obie, prezentowały się bardzo dobrze. Przyzwyczajona do nieco bardziej frywolnych strojów przyjaciółka, uległa namowom Fancourt, która użyczyła kobiecie jedną ze swoich sukienek, a następnie pomogła czarownicy w doprowadzeniu do porządku kaskady złotych włosów i dyskretnie nałożonego makijażu, który wydobywał wyjątkowo niebieską barwę oczu Wellers. Sama Ronja zdecydowała się nie wykraczać poza ramy sprawdzonego, już przyległego do niej stylu, toteż założyła długą, ale zwiewną sukienkę o butelkowo zielonej barwie. Rękawy i zabudowanie pleców skromnie pozostawiało pole do popisu wyobraźni, natomiast uszyty w serek dekolt nie raził przesadnością, jednocześnie pozwalając na ekspozycję obojczyków kobiety. Włosy pofalowała wedle panującej mody i skrzętnie upięła dookoła głowy tak, by nie utrudniały poruszania się po parkiecie.
Właśnie, na samą myśl, o tym, że Ronja będzie musiała przy świadkach tańczyć dla zabawy, coś kłuło ją lekko w brzuchu i chociaż wiedziała, iż ma tutaj do czynienia ze swoimi przyjaciółkami, to co do reszty obecnych, miała ogromną nadzieję, że będą już zbyt pijani, by zauważyć jej podrygi.
Weszła do środka sali pierwsza, pozwalając, by długi czarny płaszcz spoczął w dłoniach Talii, a jej suknia wreszcie ujrzała przydymione światło starego żyrandola.
- Wybacz za to spóźnienie Pru, nadzorowałam starcie mojej szczotki z włosami Thalii i zeszło nam na tym dłużej, niż się spodziewałam. Na szczęście, zwycięstwo po mojej stronie i widać jego efekty. - Z nieskrywaną dumą wskazała kiwnięciem głowy nad doskonale prezentującą się czarownicę, która wyjątkowo dzisiaj mogła prawie ujść za urokliwą dziewczynę w barze, a nie jednego z najlepszych żeglarzy, których widziało morze.
Usadowiła się na krańcu taboretu, uśmiechając się zdawkowo do barmana.
- Magiczne Laudanum proszę. Co dla ciebie? - Zwróciła się pytająco do Wellers. Musiały na pewno wypić, zanim wejdą na parkiet, ponieważ raczej żadna z nich, a szczególnie Ronja, nie chciała zachować dokładnych wspomnień z tej ekspedycji. Rozglądnęła się po lokalu, któremu daleko było do elegancji barów Londynu, ale mimo tego miał w sobie jakąś iskrę własnego charakteru, zwłaszcza potęgującą się poprzez niewielką kapelę, która w kącie pomieszczenia rozgrywała żwawe kawałki. Tego wieczoru sala wypełniona była nie do przesady, jednak większość stolików miała swoich właścicieli, zanurzonych w rozmowie, lub też głośno zbierających się do podbicia parkietu.
- To co, gotowe ruszyć do tańca? Ja chyba nie bardzo, ale mówi się trudno… - Westchnęła żartobliwie, chwytając kieliszek i opróżniając jego zawartość na kilka dużych łyków. Kątem oka zauważyła obecność w niewielkiej odległości od ich miejsca przy barze trzech jegomości, najwyraźniej również przybyłych tutaj w grupie swoich znajomych, jak wielu ludzi w ich wieku, poszukujących wytchnienia od doczesnych zmartwień.

| Próbujemy szczęścia moje panie. W odległości trzech stolików od Prudence stoi trójka mężczyzn, jeszcze nam się nie przedstawili, ani nie podeszli. Zerkają niepewnie, co jakiś czas wymieniając się cichymi komentarzami, najwyraźniej motywując się do zagadania.

k3 na atrakcyjność gentlemanów

1 - Gdyby oczy mogły mówić, a nie tylko płakać to robiłyby obie te czynności jednocześnie. Panowie, chociaż gdzieś bardzo głęboko pod ich powierzchownością mogą być poczciwymi ludźmi, wizualnie równie dobrze co w barze, pasowaliby do jaskini goblinów. Dwójka z nich jest niska i wyjątkowo przysadzista, ich trzeci kolega zdał się zabrać im cały wzrost, pozostając jednak przy tym szokująco chudym i tyczkowatym. Nie ratują ich również rysy twarzy, jeden z grubszych ma duży wystający daleko poza obrys twarzy nos, którym mógłby rozbić szybę, jego znajomy pod grubymi oprawkami okularów chowa rozbiegane lewe oko, a wysoki strach na wróble zdaje się jąkać i mieć wyjątkowe problemy z koordynacją ruchów.
2 - Merlin pobłogosławił panów wyjątkowo przeciętną i niezwracającą na siebie uwagi urodą. Wszyscy troje są średniego wzrostu, najwyraźniej pracują gdzieś w miasteczku, bowiem każdy z nich nie ma szczególnie bogatego stroju ani wyćwiczonej sylwetki. Gdyby nie ewidentne zainteresowanie damami, najpewniej nikt nie zwróciłby na nich żadnej uwagi prócz wzruszenia ramionami i pójścia dalej. Jeśli ktoś nie podejrzewałby baru o jedną czynność to na pewno ziewanie, a właśnie ją ma się ochotę wykonać, patrząc na jegomości.
3 - Nie jesteśmy godne tego blasku. Z przeciwnego krańca sali patrzą na nas bogowie w ludzkich skórach, trójka mężczyzn, którzy równie dobrze mogliby rozświetlać swoją obecnością cały lokal. Powiedzieć, że są przystojni, to nie powiedzieć nic. Cała trójka jest wysoka, zarysowane kształty adonisów i olśniewające uśmiechy, które pewnie rzucają w naszą stronę. Brunet, szatyn i blondyn, poruszają się z gracją i pewnością, której nie powstydziłby się prawdziwy arystokrata, a ich przyjemna barwa głosu, z którą żartują między sobą i głośne żarty świadczy o posiadanym poczuciu humoru i doskonałej umiejętności tańczenia z nawet najmniej utalentowaną partnerką.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I hear and I forget
I see and I remember
I do and I understand

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

The member 'Ronja Fancourt' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Prudence nie była stałym bywalcem miejsc jak te. W końcu damom nie przystoi, jednak gdy tylko pojawiała się okazja to nie zamierzała odpuszczać. Szczególnie w tak wspaniałym gronie jak dzisiaj. Każda z nich była zupełnie różna, dzieliło je wiele chyba pod każdym względem, jak widać jednak nie tak wiele, żeby nie mogły się przyjaźnić. Miały całkiem podobne rozterki pomimo różnych światów, z których pochodziły. Dobrze było wiedzieć, że ma się zawsze wsparcie swoich serdecznych przyjaciółek.
Macmillan wpatrywała się w te drzwi dłuższą chwilę, kiedy się otworzyły, a w progu pojawiły się znajome twarze. Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy je zobaczyła. W końcu ten wieczór miał być wesoły, beztroski, jakby na świecie nic złego się nie działo.
Zaśmiała się w głos słysząc słowa Thalii. - Jakoś mi się udało, chociaż ostatnio z tym wyrywaniem się jest coraz trudniej!- zmierzyła przyjaciółkę wzrokiem i zagwizdała. - Jaka jesteś piękna, nie poznaję koleżanki!- Widać było, że humor jej dopisuje. Nie mogło być w końcu inaczej w tak zacnym gronie. Przeniosła spojrzenie na Ronję, która prezentowała się elegancko, jak zawsze. - Wierzę, że walka była ciężka, znam możliwości Thalii, jednak muszę przyznać, że potrafisz zdziałać cuda. - zdawała sobie sprawę, że doprowadzenie do porządku Wellers mogło być bardzo czasochłonne. - Mówią, że szczęśliwi czasu nie liczą, także nie masz mnie co przepraszać za spóźnienie, ogromnie cieszę się, że Was widzę! Siadajcie!- Przesunęła się, aby zrobić miejsce swoim towarzyszkom.
- Pijemy, a później idziemy na parkiet! Nie akceptuję sprzeciwu!- jednym haustem wypiła zawartość swojej szklanki. Nie musiały się bowiem dzisiaj ograniczać, były w dobrze sobie znanym towarzystwie, mogły pozwolić sobie na brak zbędnych konwenansów. Muzyka jak najbardziej zachęcała do tupania nóżką. Uśmiech nie schodził z twarzy Prue, może rzeczywiście był to dobry pomysł na chwilowe oderwanie się od smutnej rzeczywistości.
- Zawsze jestem gotowa! No może prawie..- nie była jakąś specjalną entuzjastką tańców, jednak dzisiaj po to się spotkały, aby zostawić gdzieś w tle trwającą wojnę i cieszyć się swoim towarzystwem. Zerknęła w stronę mężczyzn, którzy to siedzieli na przeciwko, albo jej się wydawało, albo spoglądali w ich kierunku. - Moje drogie, chyba ktoś tutaj ukradkiem na nas spogląda.- może nie do końca tak ukradkiem, bo nie dało się nie zauważyć spojrzeń skierowanych w stronę naszych panien. Mężczyźni może nie wyróżniali się niczym specjalnym, no ale jak na panujące w tym miejscu standardy i tak nie było źle. - Idziemy do nich, czy raczej nie macie ochoty moje panie? - sama wstała i powoli kierowała się w stronę parkietu.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Thalia podejrzewała, że ich cudowne, kocie ruchy na parkiecie sprawią, że całe Somerset będzie mówić o najbardziej żenującym występie dnia. Może nawet miesiąca. Przy odrobinie szczęścia wpadną do jakiejś specjalnej kategorii barowej i powieszą ich zdjęcia na ścianie. Jeżeli to miało oznaczać darmowe drinki, żeglarka zdecydowanie była postawić na szali swój brak reputacji, tę szemraną reputację czy tę zaskakującą reputację. Miała ich tyle, ile przybierała twarzy, czyli całkiem sporo.
Wyjście na miasto w sukience było jednak dość zaskakujące i dalej sprawiało, że nieco się peszyła. Nie chodziło nawet o odsłanianie fragmentów ciała które dotąd chowane były pod koszulami i płaszczami, bo po dziesięciu latach życia na statku to pruderii próżno było w niej szukać. Nawet teraz raczej nie przejmowała się spojrzeniami osób, próbujących zerkać na jej (Ronji) sukienkę. Samymi takimi strojami również nie gardziła ani nie uważała ich za „gorszy” czy „ujmujący” strój. Pracowała jednak w gorszych warunkach, w których lekką bryzę morską uznawało się z cud, więc nie było mowy aby tam nosić się w spódnicach. Dlatego codziennością jej były spodnie, a wszelka odmiana – pewnym zaskoczeniem.
Obiecała jednak, że w dzisiejszy wieczór da zrobić ze sobą wszystko, dlatego współpracowała tak grzecznie, że można było się spodziewać, że ktoś podmienił Wellers i tak naprawdę przyszedł za nią inny metamorfomag. Może jakaś inna pannica potrzebowała właśnie takiego wyjścia na miasto w towarzystwie przyjaciółek? Chyba też bawiło ją to, że każda z nich pochodziła z innego miejsca i zajmowała się tak różnymi zajęciami – panna z szanowanego rodu kończąca jako magipsychiatra, nieco butna lady kochająca morskie stworzenia i półdzika żeglarka kochająca wyprawy w dalekie strony. A jednak łączyło ich to, że każda miała w sobie odwagę i żadna nie chciała, by kobiety dogryzały sobie nawzajem, a raczej by wspólnie stały przeciwko problemom.
- Bo ty się źle do tego zabierasz, Prue! Jak chcesz wyjść to wysyłasz mi sowę, ja przychodzę zmienić się w ciebie, więc twoja rodzina myśli, że wciąż jesteś na miejscu i jak słyszysz jakieś pogłoski to robisz wielce zdziwioną minę i udajesz, że to nie ty! – Zaśmiała się, pochylając się w stronę baru i zerkając na ofertę, chociaż bardzo dobrze wiedziała, co zamówi, przynajmniej na sam początek. – Tak, przyznaję się, zdarza mi się nie śmierdzieć rybami i wyglądać jak człowiek. To jest Thalia w wersji zagrożonego gatunku, więc szybko drogie panie, aparat. Jak sprzedacie do gazety moje zdjęcie to nawet może wam sypną groszem. I hej, wcale się tak nie męczyłaś, specjalnie ci je wyprostowałam. Normalnie byś złamała na nich swoją szczotkę.
Dramatycznie przyłożyła serce do piersi kiedy jej przyjaciółki postanowiły podrzucić temat jej wyglądu, chociaż naprawdę nie miała im tego za złe. Mogły się śmiać, ale ciekawe jakby sobie obydwie spryciuly radziły codziennie podtapiane morską wodą. Spojrzenie jednak jej uciekło znów na bar, a umysł zepchnął rozmyślania, kiedy na tapecie pojawił się alkohol.
- Whisky oczywiście! Nie piję jakiejś doprawianej wody jak ty, Ronja – zaśmiała się lekko, czekając na swoje zamówienie i rozglądając się po pomieszczeniu. Kiedy tak naprawdę ostatnio dobrze bawiła się w barze? Nie pamiętała, ale przecież nowe wspomnienia mogły wypchnąć z niej smutek.
- Mnie do picia nie trzeba namawiać i o tym bardzo dobrze wiecie… - wywróciła lekko oczyma, sięgając po swoją szklankę i wypijając ją jednym haustem. Znajome i przyjemne pieczenie potwierdziło jej, że to ten z tych paskudniejszych rodzajów, ale nie miała co narzekać. Kiedy Prudence wspomniała o mężczyznach, szybko zeskoczyła z siedzenia wiodąc obydwie panny na parkiet.
- Oh nie, szybko, do tańca. Jestem jakoś milion razy za trzeźwa na odpałowe rozmowy, jeszcze od facetów. Mówię wam, nic nigdy dobrego nie ma w portowych pubach, omijajcie te miejsca! – Mówiła to pół żartem pół serio, wiedząc, że przystanie nie były najbezpieczniejszym miejscem. – Prudence, Ronja, czy uczynicie mi ten zaszczyt i zatańczycie ze mną najgorszy taniec który ten pub widział?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Nikt nigdy nie wybrałby je na przyjaciółki. Gdyby postawić rząd kobiet i dopasować je do siebie, każda z nich znalazłaby swoje miejsce daleko od pozostałych. A jednak stały dzisiaj w tym podrzędnym barze, wystrojone od stóp do głów i otoczone niczym innym jak tylko swoją przyjaźnią.
Z zadowoleniem przyjęła komplement, właściwie skierowany przez Prudence do Thalii, ale ponieważ udział Ronji w przygotowaniach był wielki, to postanowiła się do niego poczuć wedle miary. Dopiwszy swój kieliszek do końca, powiodła spojrzeniem, tam skąd w mniemaniu kobiety znajdowali się rzekomi obserwatorzy. Mało imponujący widok, przedstawiał trójkę przeciętnie wyglądających mężczyzn, którzy przyglądali się im przez jakiś czas, a następnie przeszli nad nagłym zainteresowaniem do porządku rzeczy, zająwszy się własnymi rozrywkami.
- O ile nie chcesz i z Prudence zrobić zagrożonego gatunku, to uważałabym z propozycjami uciekania z dworków. - Zaśmiała się serdecznie, kładąc dłoń na ramieniu Thalii w żartobliwym geście ostudzenia jej zapałów. Barman sowicie nalał Thalii whisky, nie omieszkując zatrzymać wzrok na klientkach i uśmiechnąć się odrobinę szczerbatym uśmiechem. Kiedy blondynka zeskoczyła ze stołka, również Fancourt zsunęła się ze swojego miejsca, nie poświęcając mężczyzną nawet odrobiny dalszej uwagi, zamiast tego, całkowicie skupiając się na przyjaciółkach. - Milion razy za trzeźwa mówisz? - Ponownie tembr głosu zadrżał w śmiechu, gdy we trójkę kierowały się w stronę parkietu. Ronja, niepewnie wygospodarowała dla nich odrobinę miejsca między innymi zgromadzonymi, a następnie poczęła niezręcznie wsłuchiwać się w rytm przygrywanej muzyki. O ile w samej sztuce odczytywania nut i gry, głównie na guqinie, orientowała się dość dobrze, o tyle wszelkie poczucie rytmu idące z umiejętności tańczenia było kobiecie całkowicie obce, szczególnie w przypadku współczesnych dla ludzi z biednego stanu i mugolskiego pochodzenia tańców. Bynajmniej nie chodziło tu o rodzaj poczucia wyższości, a wręcz przeciwnie. Chociaż zafascynowany estetykę precyzyjnych ruchów Ronja, nigdy nie miała okazji nauczyć się tańca nawet w najmniejszym stopniu, zamiast tego zajmując się pod względem aktywności, znacznie mniej popularnym wysiłkiem w postaci sztuk walki. Niestety na drewnianej podłodze “Portera Starego Sue” nie mogła popisać się swoimi pozami wushu, a cały los pozostawiała własnym, bardzo źle roztańczonym stopom.
- Jak… Jak to się w ogóle robi? - Spytała po bokach, zarówno Prudence jak i Thalię, jednocześnie w skupieniu, próbując wyłuskać z wyobraźni jakieś kreatywne ruchy. Intensywne myślenie zakończyło się próbą, poniekąd tramatyczną. Ronja wygięła obie nogi do zewnątrz, ściskając je nienaturalnie w udach, a jednocześnie wymachując rękami na obie strony. Pech chciał, żeby na drodze pozy stała Thalia. Tańcząc nieopodal Fancourt, została ona niewinnym obiektem ataku błyszczących lakierków Ronji, w które obute stopy, a zwłaszcza lewa,  w geście dramatycznego poślizgu spoczęła boleśnie na stopie Wellers, gniotąc jej piętę. - Niechcący, wybacz. - Pisnęła Ronja, odsuwając się ostrożnie i znów składając obie kończyny przy sobie, jak niezdarny ptak w locie.
| tutaj rzucam na taniec, a tutaj nokautuję piętę thalii


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I hear and I forget
I see and I remember
I do and I understand

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Prudence nie wierzyła, że może być tak źle. Na pewno przesadzały, to niemożliwe, że nie radziły sobie w tańcu. Ona sama nie posiadała nie wiadomo jakich umiejętności, jednak jako szlachcianka musiała uczyć się tańca, żeby dobrze wypadać na balach. Nie do końca to lubiła, wolała bowiem inne aktywności fizyczne, jednak coś tam potrafiła. Sądziła, że koleżanki są gdzieś na jej poziomie, takie sprawiały wrażenie.
Macmillan nie należała do typowych szlachcianek, które interesowały się modą. Liczyła się dla niej przede wszystkim wygoda, w końcu dużą część czasu spędzała biegając po lasach w poszukiwaniu magicznych stworzeń. Lubiła chodzić w spodniach, jednak Anthony tak ją ostatnio za to zrugał, że wolała nieco spasować, miała dość wysłuchiwania o tym, jaka to nie jest zbuntowana, a to były przecież głupie spodnie! Kłócić się o takie błahostki, jakby nie było większych problemów. Zdarzały się jednak sytuacje, w których po prostu chciała dobrze wyglądać, i tak właśnie było dzisiaj. Wszystkie wyglądały pięknie, widać było, że Ronja przyłożyła się do przygotowań, bo zdołała ogarnąć Thalię, a przy tym znaleźć czas dla siebie.
- Musimy zobaczyć, czy to by zadziałało. Trochę nieswojo bym się czuła, gdybyś się we mnie zmieniła.. nie sądzisz, że to dziwne?- zmrużyła oczy, aby się nad tym zastanowić. Może to wcale nie było takie głupie rozwiązanie? - Możemy to przetestować w najbliższym czasie, bo przydałoby mi się wyjść tu i ówdzie, od czasu spotkania z olbrzymem trzymałam się domu. Czas to nadrobić.- dopiła zawartość swojej szklanki.
- Thalia w każdej wersji jest piękna! Ja tam uwielbiam tą śmierdzącą rybami, przypomina mi to czasy, kiedy również wypływałam w rejsy, ech..- westchnęła, tęskno jej było za wyprawami badawczymi, brakowało jej morza, wiatru we włosach, wolności, jaką czuła będąc na statkach. Może przyjdą jeszcze dobre czasy i będzie mogła ponownie wyruszyć w świat.
- Oczywiście, tańczmy to, nie widzę innej możliwości.- Ronja całkiem sprawnie zaprowadziła je na parkiet i znalazła im miejsce do tuptania nóżką. Zapowiadało się nie najgorzej. Dosyć szybko jednak zorientowała się, że faktycznie ma do czynienia z trudnym przeciwnikiem. Zawsze wydawało jej się, że panna Fancourt jest taka delikatna, że na parkiecie musi płynąć, jak widać nie do końca tak było. Przystanęła na moment, żeby obserwować jej ruchy, była zafascynowana tym, jak bardzo jej to nie wychodzi, prawie otworzyła usta ze zdziwienia. - Moje drogie, błagam Was, nie pozabijajcie się tutaj, to miała być przyjemność, a jak tak dalej pójdzie skończycie jako kaleki.- rzeka do swoich towarzyszek. Sama zaś zaczęła również podskakiwać w rytm muzyki, zupełnie nie przejmując się, jak przy tym wygląda, nie był to w końcu żaden bal, podczas którego mogła czuć się z każdej strony obserwowana, a zwykłe spotkanie z przyjaciółkami.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : specjalistka od morskich stworzeń
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna sala - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Thalia nauczyła się podczas całej swojej wieloletniej podróży, że przyjaźnie zaczynały się w najdziwniejszych, najbardziej niepokojących miejscach, a spotkanie Ronji i Prudence było dla niej jak niejakie światełko gdzieś w jej życiu. Ceniła sobie wszystkie przyjaciółki i przyjaciół, chociaż czasem wiedziała, że męczy ludzi i często ciężko ją zrozumieć, dlatego starała się to zawsze wynagradzać ludziom, aby jej towarzystwo nie było aż tak uciążliwe. Najpierw Reggiemu, potem Vincentowi, potem niemal wszystkim, z którym miała jakąś wieź. Ale miała też swoje życie i nie mogła go układać pod innych.
- Od razu zagrożonego! Po prostu uważam, że Pru też może czasem opuścić dworek. Chociaż…nie, nie powinnam tego mówić, nie dzisiaj! – Przyszło jej parę kwestii na myśl, ale teraz wyszły na tańce i nie uważała, aby te rozmowy były na nieco zapyziały i nieco zatłoczony bar i alkohol. Zresztą nawet jeżeli były na terenach sojuszu…nigdy nie było wiadomo, kto słuchał! Spojrzała jeszcze z zaskoczeniem na Prudence kiedy ta rozmawiała o dziwności zmiany.
- Kochana, osiem lat żyłam jako mężczyzna a i tak na ten moment płynnie przechodzę z jednej postaci w drugą. Powiem ci, że dla mnie granica tego co dziwne już dawno została zatarta! – Thalia wzruszyła ramionami, zaraz też rozpromieniając się na uwagę od Prudence. – Ah, dziękuję! Chociaż ktoś!
Zaśmiała się jeszcze, przechylając jeszcze głowę zanim też nie spojrzała na Fancourt, delikatnie jak na siebie łapiąc ją pod ramię i klepiąc dłonią po drugim.
- Tak, uwierz mi, jeszcze nie miałam szczęścia w barach i nie wydaje mi się, aby dziś też to miało nastąpić. Ale może wam się uda! – Błysnęła zębami w uśmiechu, kierując się z nimi w środek burzy.
Stanęła na parkiecie zbyt pewnie, jak na osobę z jej znikomymi umiejętnościami, dlatego jeżeli Prudence chciała dzisiaj nabawić się jakiejkolwiek traumy, właśnie była na to pora! W końcu Thalia, nawet jeżeli poruszała się dość zwinnie, przemykając z jednego miejsca parkietu na drugi, a gracji nie można było jej odmówić, tak wszystkie jej ruchy przypominały raczej jakiś godowy taniec jakiejś papugi niż prawdziwe figury taneczne. Miała wrażenie, że jeżeli jeszcze jakiś mężczyzna chciał na nie popatrzeć, to właśnie teraz przeszła mu na to ochota.
Nie dane było jej jednak cieszyć się długo unikaniem innych, zwłaszcza kiedy poczuła nadepnięcie na stopę. Odwracając się, zaśmiała się lekko na te przeprosiny od Ronji, machając ręką i po prostu łapiąc ją tak, aby teraz obydwie nieco bardziej ostrożnie, tak aby żadna z nich nie skończyła nokautując jakiegokolwiek biedaka.
- Mną się nie martw, ale jak pobijesz kogoś innego to daj znać, oczywiście, że mam broń, więc będę nas pilnować!
Tańczę



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Wcale nie szło jej dobrze. Istniała wręcz dość spora szansa, że szło jej koszmarnie i wyglądała na parkiecie jak ryba łapiąca powietrze poza rzeką, ale czuła się wspaniale. Wirowała dookoła siebie, oraz swoich przyjaciółek, z szerokim uśmiechem na twarzy i lekkością, jakiej nie czuła od wielu tygodni. Potrzebowała tego, potrzebowała ich, aby wreszcie przestać myśleć, a zacząć żyć. Cenne wspomnienia stanowiły dla Ronji unikatowy wgląd w jej myśli, które miała zwyczaju zapamiętywać jeszcze na długie lata. Niczym kolekcję szlachetnych kamieni, skrywała je w zakamarkach swojego umysłu dla najcięższych chwil, podczas których każdy pozytyw niósł ze sobą nadzieję na wyjście z patowej sytuacji.
- Wszystkie jesteśmy trochę dziwne z tego co się orientuję. - Dopowiedziała do słów obu swoich towarzyszek, jednocześnie wykonując kilka dołująco złych ruchów tanecznych rękami.
- Przyznam, że wolałabym eleganckie perfumy zamiast zapachu ryb, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. A ja lubię was, więc mogę przetrzymać wiele. - Wesoła melodia przygrywana przez małą kapelę dodawała całej sytuacji nawet większego komizmu, kiedy we trójkę okręcały się wokół siebie niczym trzy, całkowicie różne, ale jednocześnie sobie bliskie, planety. Nawet niefortunne nadepnięcie na stopę Wellers nie było w stanie zepsuć ich humoru, toteż Ronja pod wpływem wszechogarniającej ulgi, zdecydowała się przekazać im inny swój sekret. - Nie mówiłam wam tego wcześniej, ale na początku grudnia spotkałam kogoś w Londynie… Mężczyznę. Był moim dawnym przyjacielem i chyba czułam do niego coś więcej, ale nasze drogi się rozeszły. Nasze... Światopoglądy są bardzo różne. - W przerwach od koślawego tańca wypiły jeszcze kilka szklanek alkoholu, ale Fancourt nie zamierzała następnego dnia żałować powiedzenia im prawdy. Dobrze było powiedzieć to na głos, zrzucić z siebie bagaż tego uczucia, które gnębiło ją od lat. - Atticus. Kochałam go. - Kocham dalej, jednak ta informacja nie miała ujrzeć światła dziennego, nawet przed jej najbliższymi. Prosta teoria psychologiczna, zaskakująco skuteczne gdy uwierzyło się w nią i przestało patrzeć przez pryzmat typowości. Po prostu powiedz to co masz na myśli, tak jak mówisz to zazwyczaj. Ułóż słowa w zdania i wykorzystaj poczucie komfortu, które przecież w dzisiejszych czasach nie jest częstym towarzyszem codzienności. - Chciałam po prostu komuś o tym powiedzieć, a wam ufam, bardzo. - Uśmiechnęła się delikatnie, policzki zaróżowione od ciepła tłocznej sali i skrzaciego wina w żyłach, nie była pijana, wystarczająco trzeźwa, żeby docenić więź prawdziwych przyjaciółek, których obecności nie odczuwała tak mocno wcześniej. W czasach Hogwartu początkowo rozmarzona, potem goniąca własne ambicje, aż wreszcie los przywiódł ją w to, a nie inne miejsce, gdzie wreszcie czuła się pewnie jak nigdy dotąd.
- I proszę cię Thalia, na Merlina, nie wyciągaj w środku baru noża z mojej pięknej sukienki. Niech was nie zmylą moje kocie ruchy na parkiecie, poza nim cieszę się dobrą kondycją fizyczną. - Dodała, chcąc złagodzić atmosferę powierzonego sekretu żartem. Nie była w nastroju na opowiadanie szczegółów rozdziału życia, który lubiła uważać za zamknięty, ale też nie mogłaby być dobrym magipsychiatrą, bez świadomości, że o swoich smutkach należy mówić głośno. Co, jednak jeśli smutek był również pragnieniem? A złość tęsknotą?
| tańczę, niespodzianka, źle


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I hear and I forget
I see and I remember
I do and I understand

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Główna sala

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach