Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Polperro
AutorWiadomość
Polperro [odnośnik]16.05.21 23:18

Polperro

Polperro to mała wieś rybacka, położona na wschodnim wybrzeżu Kornwalii. Miejscowość jest niewielka, choć dobrze znana mieszkańcom hrabstwa.
Historia tego miejsca sięga aż do XIII w. i zawsze związana była z rybołówstwem. Prócz tego, wieś od dawna słynie z przemytnictwa alkoholi i papierosów. Lokalni mieszkańcy bywają nieufni wobec obcych i wymieniają się przemyconymi dobrami tylko wtedy, jeżeli otrzymają odpowiednią cenę lub towar na wymianę.
Głównymi łowionymi tutaj rybami są przegrzebki, żabnice, mintaje, okonie i dorsze. Prócz tego można złowić tutaj kraby i małże.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polperro Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polperro [odnośnik]19.05.21 14:56

13-14.11.1957 r.


Zima powoli nadchodziła, a wraz z nią głód, który powoli (a może i bardzo szybko?) rozprzestrzeniał się po całej angielskiej ziemi. Przeklęta wojna i wszystko, co było z nią związane – chciałoby się powiedzieć. Ale bez wojny powrót do dawnej (jakby się zdawało) sielankowej rzeczywistości lub stworzenie lepszej, nowej przyszłości nie było możliwe. Niedobory niektórych produktów spożywczych były widoczne i odczuwalne nawet dla niego samego. Nie narzekał na nic. Powtarzał sobie, że nie powinien się na nic użalać, bo inni mieli gorzej. Zdecydowanie gorzej, choćby mieszkańcy Oazy, którzy odcięci byli od ciągłych dostaw.
Wiedział jednak, gdzie szukać pomocy by zapewnić mieszkańcom wyspy choć trochę pożywienia. Jego hrabstwo otoczone było z trzech stron wodą, a ta bogata była w ryby. Nie trudno było znaleźć dobrych rybaków. Wiedział jednak, że ludzie w obecnych czasach dużo wymagali w zamian. Był przyszykowany na tę chwilę i wiedział jak i co zaoferować im w zamian. Bardziej przejmował się tym, co miało ewentualnie przydarzyć się w drodze do punktu przekazaina. O ile w Kornwalii raczej nie groziło nic złego, o tyle poza nią nie wiedział czego powinien oczekiwać.
Właśnie dlatego potrzebował kogoś do pomocy. Kogoś, kto z zasady powinien wiedzieć jak obronić taki konwój… lub zwyczajnie wiedział jak poradzić sobie z potencjalnymi złodziejami lub kontrolami. I oczywiście kogoś, kto chciał pomóc innym. Urien Weasley wydawał się idealną osobą, a przekonanie go przy pomocy Rii wydawało się łatwe.
Cieszę się, że się pojawiłeś – odezwał się do swojego szwagra, czym tylko zobaczył go przy powozie z pełnymi whisky beczkami, ale i tymi pustymi, które miały posłużyć do przewozu ryb. – Zaraz ci wszystko jeszcze raz wytłumaczę – dodał, próbując się uśmiechnąć przyjaźnie w stronę Weasleya. – Najpierw zawieziemy beczki z whisky do Josepa Penhallowa i Cangora Hicksa z Polperra, z którymi udało mi się załatwić kontrakt… a potem przewieziemy beczki z rybami do Szkocji. Po tym powinienem sobie dać radę sam.
Wyciągnął mapę i zaczął naradzać się ze szwagrem co do drogi, która wydawała się najbardziej odpowiednia i najbardziej bezpieczna.
Ponoć tu – pokazał na jedno miejsce – i tu – pokazał na drugie – bywa niebezpiecznie. Pojawiają się złodzieje… a wiadomo, że na widok beczek z whisky… mogą próbować swoich sił. W tych miejscach musimy być szczególnie ostrożni – wyjaśnił. – Ale o tym potem… najpierw do Penhallowa. Im szybciej i bezpieczniej dowieziemy beczki do Szkocji, tym lepiej. Wsiadaj na powóz.
Sam wspiął się na wóz i zaczekał na Weasleya. Sprawdził czy miał przy sobie oba eliksiry byka, eliksir niezłomności i białą perłę. Potem ruszył w stronę pobliskiego wsi Polperro, do którego dotarli w ciągu godziny.

CO SIĘ DZIEJE Z NASZYM POWOZEM? kość k6
1-2 Najeżdżamy przypadkiem na wielki kamień, który rozwala nam koło. Trzeba go poprawić.
3-4 Konie nagle coś usłyszały lub dostrzegły, przeraziły się i trzeba zapanować nad wodzami. Załóżmy, że ST to 60 + jeździectwo do bonusu.
5-6 Nic się nie dzieje.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати


Ostatnio zmieniony przez Anthony Macmillan dnia 11.07.21 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Polperro 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Polperro [odnośnik]28.05.21 23:16
Powinien chyba czuć się urażony, choć nijak potrafił wzbudzić więcej tak haniebnych uczuć względem szwagra, który przecież tak wiele był w stanie znieść. Nie dodając mu kolejnych powodów do nienawiści, zgodził się przy pierwszym pytaniu posłanym w jego stronę. Niezależnie kto pytał, zawsze był gotów postarać się dopiąć zadanie do końca, przynajmniej próbował. Dobrze wiedział, że nie było to zbyt rozsądne, bo przecież nie zawsze sytuacja sprzyjała choćby namiastce sukcesu, a jednak rudzielec nie był oportunistą, zwyczajnie pomagał wbrew wszystkiemu. W przypadku pomysłu, który opowiedział Anthony, wszystko wydawało się dość proste i dość klarowne, więc podwójnie nie widział żadnej przeciwności, która mogłaby zatopić jego pewność co do świetności planu. Idealiści mieli czasem pod górkę, jednak on zdawał się tradycyjnie odnajdywać jakieś dziwacznie poskręcane drogi, którymi spadał na te przysłowiowe cztery kopyta. Głównie miał zamiar pokazać Anthonemu, że nie jest byle chłystkiem, który się poddaje, nie w przypadku ich znajomości, a tym bardziej własnego upokarzającego występku, który kosztował go wiele rumieńców.
- Cieszę się, że dałeś mi szansę. - odpowiedział nieco rozniecony samym faktem, że uwolnili się wspólnie od wszystkich tych dóbr, które wręcz nieświadomie przytłaczały go, bo przecież sam nie był w stanie tego zaoferować, nikomu niczego. Chyba należało wziąć się za siebie, ale zamiast faktycznego biznesplanu oddawał się drobnostkom, które miały miejsce od czasu do czasu, bo jak inaczej zarobić w Londynie? - Bez problemu Anthony, Ty tutaj jesteś mózgiem. - przypomniał mu, posyłając speszony uśmiech, bo przecież wciąż mimo wszystko pozostawała ta kwestia skrępowania, które odczuwał pomimo niby wyjaśnionej sytuacji. Wciąż dźwięczała gdzieś w uszach suchość jego głosu oraz ten nieprzyjemny wzrok, którym go obejmował, dokładnie tak jak zwykli patrzeć na niego inni szlachcice, jakby... faktycznie był gorszy. - Oczy dookoła głowy, pamiętam. - przytaknął z lekko uniesionym kącikiem ust, bo przecież zawsze starał się odpowiednio patrzeć i być czujnym, co nie wychodziło zawsze tak, jak powinno.
Nachylił się nad mapą, wodząc wzrokiem za palcem, który wskazywał miejsca z ewentualnymi przeszkodami. Rzadko kiedy bywało, żeby spotkał na wiejskiej drodze rzezimieszków, w rzeczywistości nigdy ich nie spotykał, dlatego dość nieswojo patrzył na to, co insynuował mu Anthony. Przytaknął tylko głową w geście zrozumienia, bo przecież to jasne jak słońce, że gdzieś tam coś musiało poprzeszkadzać. Mało potrafił połapać się w tej wiedzy terenowej, ale wierzył, że Macmillan zapamiętał wszystkie punkty, bo przecież to były jego ziemie! On w Devon z pewnością dałby radę określić jaki kamień miał własną historię... albo by szybko zdążył to zmyślić! To chyba nic złego?
- Jasne, jak będziemy blisko, daj znać. - przytaknął jedynie, obejmując spojrzeniem wóz z beczkami. Faktycznie prezentował się całkiem nieźle, nic dziwnego, jeśli napatoczą się jakieś dusze chętne coś podwędzić. Miał nadzieję, że podróż przebiegnie bez dodatkowych ekscesów.
Czuł w kieszeni fiolkę z eliksirem kociej zwinności, jednak wydawało się, że w żadnym stopniu nie będzie to tak potrzebne, oby! Podróż do Polperro wydawała się dosyć prostą, dlatego spuścił nieco z uwagi okolicy i zerkając ukradkiem na jasnowłosego, zaczął wypytywać o przeróżne pomniejsze kwestie, na które tamten mógł odpowiadać bez krępacji. Przynajmniej powinien, choć z tą dwójką to już nie wiadomo czego się spodziewać!
- ... właśnie dlatego zastanawiało mnie, jak te wszystkie butelki dostarczasz po całym kraju. - ciągnął swoje rozważania, dając mu możliwość do wykazania się w dziedzinie, która była jego źródłem dochodów. Nie miał pojęcia, w jaki sposób należało wszystko pędzić, a jednak kwestie logistyczne wydawały mu się dosyć interesujące, zważywszy na wszystkie te niedogodności aktualnej sytuacji w kraju. Kto wie, może zdołałby mu jakoś pomóc?


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Polperro [odnośnik]28.05.21 23:16
The member 'Reggie Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polperro Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polperro [odnośnik]01.06.21 12:48
W całej prośbie o pomoc, która była skierowana w stronę Weasleya, nie było mowy o „daniu szansy”. Nie musiał jej dawać. Mogli prywatnie się nie lubić lub zwyczajnie nie zgadzać się co do wielu rzeczy (gdzie głównym powodem było bezpieczeństwo Rii), ale teraz chodziło o pomoc drugim. Odłożył więc dotychczasowe niesnaski ze szwagrem na bok i zrobiłby podobnie z niemal każdym. Najważniejsze było dostać się do Szkocji, a potem jakoś do Oazy i przekazać zapas jedzenia najbardziej potrzebującym. Tak też Reggie zwyczajnie nie musiał niczego udowadniać (choć oczywiście Anthony nie był świadom tego, że ten miał takie zamiary).
Nie mów tak – zganił Weasleya natychmiast za korzystanie z takich, a nie innych słów. Nie musiał mu dawać żadnej szansy, bo wiedział, że czarodziej zwyczajnie chciał dobrze, tak samo jak Anthony. – Nie robimy tego dla siebie, tylko dla innych. Poza tym, jesteś najbardziej odpowiednią osobą, z którą mogłem się skontaktować w tej sprawie – wyjaśnił natychmiast, szczególnie chcąc podkreślić wyjątkową wartość obecności i udziału Uriena w tej misji. Jako członek Wiedźmiej Straży na pewno znał się na zachowaniu bezpieczeństwa i na pewno wiedział jak poradzić sobie z ewentualnymi przeszkodami w postaci zbójów lub nawet czarnoksiężników.
Uśmiechnął się, kiedy szwagier zdawał się wszystko przyjąć do wiadomości i rozumieć… ale zaraz i trochę spoważniał, obawiając się, że brak jakiegokolwiek „ale” mógł oznaczać przeoczenie błędu, który Macmillan być może gdzieś popełniał. A może to była tylko jego wyobraźnia? Nie wiedzieć dlaczego spodziewał się wielu przeszkód… a plan na tę chwilę wydawał się być w porządku… i to go zwyczajnie martwiło. No i Weasley nie był jasnowidzem, żeby przewidzieć to, czego przewidzieć nie mógł nikt.
Niemniej, ruszyli. Anthony był spięty, bardziej niż kiedykolwiek. To nie było zadanie, w którym miał się upić z olbrzymem. To nie tak, że inne zadania były łatwiejsze… ale miał wrażenie, że na tym ciążyła największa odpowiedzialność. Chodziło o być lub nie być dla wielu potrzebujących. Oczywistym więc było, że zwyczajnie czuł się zestresowany.
Droga zdawała się być czysta. Żadnych przeszkód. Nie spotkały ich żadne problemy. Żadnych złodziei, żadnych problemów. Anthony z początku odpowiadał na pytania Reggiego krótko, skupiając się przede wszystkim na drodze i potencjalnym zagrożeniu. Rozglądał się uważnie i w pogotowiu mał swoją różdżkę. Opuścił się (choć nie zupełnie) dopiero w połowie drogi.
Nie robię tego ja… Przynajmniej nie w większości przypadków – odpowiedział na rozważania rudowłosego. Za rozwożenie beczek i butelek odpowiednie odpowiedzialne były inne osoby. – Aczkolwiek czasami muszę to zrobić sam, jeżeli próbuję ugrabić jakiś kontrakt. Jestem odpowiedzialny za zbieranie nowych przepisów i utrzymywanie firmowych kontaktów najlepiej jak tylko potrafię. No i sprawdzam otrzymane przepisy, jeżeli nie są zbyt skomplikowane.
Do Polperro dotarli na czas. Zdawało się, że droga spędzona na rozmowie była wyjątkowo krótka. Łatwo też było odnaleźć wspomnianych wcześniej w rozmowie Penhallowa i Hicksa. Ci czekali już z przygotowanymi rybami. Rozmowa z nimi trwała kilkanaście minut, z tym, że była ona ponowieniem wcześniej uzgodnionych rzeczy. Teraz trzeba było jedynie załadować towar na powóz, zapłacić im za wysiłek w postaci whisky i ruszyć dalej w drogę.
Tak jak się porozumieliśmy. Te beczki są wasze, panowie. Mam nadzieję, że będziemy nadal utrzymywać dobre kontakty i że jeżeli tylko uda wam się wejść w posiadanie towarów z Francji, to od razu się z nami skontaktujecie. Umowy z wami to przyjemność – uśmiechnął się i wyciągnął dłoń najpierw w stronę jednego rybaka, a później drugiego.
Po załadowaniu ryb i ukryciu ich w powozie pozostała jedynie kwestia zabezpieczeń.
Praesiepta – rzucił w stronę beczek, chcąc uniemożliwić kradzież towaru w trakcie drogi. Zaklęcie zadziałało, co wyraźnie go ucieszyło. – Ruszamy w drogę – rzucił w stronę Reggiego. Na powóz wskoczył pierwszy, a następnie wyciągnął dłoń w stronę szwagra, żeby i ten mógł wejść bez problemu.




Praesiepta: 36+18 = 54

Ruszamy w stronę północną terenów paktu kornwalijskiego

CO SIĘ DZIEJE NA DRODZE? kostka k6
K1-2 Na drodze nie ma bandytów. Nie ma żadnych przeszkód ani zasadzek.
K3 Koło powozu wyskakuje. Należy je naprawić.
K4 Na drodze pojawia się widoczna przeszkoda. Trzeba upewnić się, że w pobliżu są lub nie ma głodnych bandytów/złodziei, którzy prawdopodobnie czekają na jakikolwiek transport.
K5 Na drodze pojawiają się bandyci lub złodzieje, ale są skłonni do negocjacji lub przekupienia.
K6 Na drodze pojawiają się bandyci lub złodzieje, ale nie są skłonni do negocjacji lub przekupienia. Należy ich albo jakoś zgubić, albo się z nimi zmierzyć.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Polperro 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Polperro [odnośnik]06.06.21 13:39
Każdy z nich interpretował wszystko na swój, wyjątkowy sposób. Jako emocjonalny idealista często gubił się w tym, co rzeczywiście do niego mówiono, dlatego ani myślał przestać spoglądać na sytuację w taki sposób. Chciał pomóc, zawsze chciał pomagać, szczególnie komuś, komu wyrządził krzywdę. Przełykał zawstydzenie na rzecz sojuszu nie tylko ich rodzin, ale również faktu, że miał to być ojciec jego siostrzenicy, toteż należał mu się pewien przywilej sympatii, już nie wspominając o ich wspólnej koleżeńskiej historii. Mieli wiele do przepracowania, przynajmniej on czuł ze swojej strony, że należy zrobić o wiele więcej, bo tak nakazywało sumienie. Wiedział, że coś zepsuł i ani myślał osiadać na laurach.
Mina trochę mu zrzedła, kiedy powiedział, że nie robi tego dla niego, bo był to niezaprzeczalny fakt, który, nawet jeśli pojawił się gdzieś w obłokach umysłu, to jakoś niespecjalnie zajmował piedestał. Jednostka wybijała się ponad ogół, szczególnie teraz, kiedy razem jechali na powozie.
- Oczywiście, dla innych. - przytaknął nieco zmieszany, bo przecież nie taka była jego intencja. Macmillan bardzo szybko nakreślał granice. Rudzielec próbował za nim nadążyć. Po chwili jednak do jego uszu dotarł niespodziewany komentarz, który przyjął z zaskoczeniem. Najbardziej odpowiedni? Miło, bardzo miło... a on mu dał w twarz. W tamtym momencie wydawało mu się, że życie nie mogło być bardziej poplątane, niż było, a przecież gdyby tylko zamachnął się na niego tamtą butelką, może nawet nigdy by się nie spotkali. Nie zamierzał doprowadzić więcej do takiej sytuacji, nigdy. Wciąż sam nie był w stanie powiedzieć, co w rzeczywistości się takiego zdarzyło, że zareagował tak ogniście. Wydawało się oczywiste, że zawsze reagował dość... mocno, jednak nijak pokrywało się to z agresywnością. Dziwne to wszystko, bardzo dziwne. Dobrze, że się symbolicznie napił przed wyjazdem. Krew pulsowała w normalnym rytmie, jak gdyby nigdy nic, chociaż kiedy tak sobie o tym myślał, to wargi momentalnie zasychały w pragnieniu po jeszcze troszkę.
Skupiając się na jeździe, wyszukiwał wzrokiem ewentualnych bandziorów, choć domyślał się, że ziemie Macmillanów były dość bezpieczne, to warto było dmuchać na zimne. Zaciskał różdżkę w ręku, choć nie był tak spięty, jak Anthony, który do połowy drogi trzymał ją uniesioną. Nie był to najlepszy sposób na przygotowanie się do ewentualnego rabunku, ale nie jemu było kwestionować poczynania szwagra. Zdarzało się przecież, że ktoś złamał różdżkę z całego tego spięcia sytuacją. Chyba nie był w stanie mu się dziwić, bo przecież wieźli bardzo poważny towar! I to nie dla byle kogo!
- Piastujesz ważne stanowisko. - stwierdził z uznaniem, kompletnie nie rozumiejąc, w jaki sposób można było zbierać nowe przepisy do whiskey. Nie chciał wychodzić na ignoranta, a jednak ciekawość zaważyła, szczególnie że w ogóle nie pomyślał o tym jako pytaniu nie na miejscu. - W takim razie, gdybyś potrzebował tam pomocy, to służę dłonią. Na pewno nie jeśli chodzi o jakiekolwiek przepisy i kontakty, ale całkiem nieźle daję sobie radę z miotłą. - zadeklarował się kompletnie szczerze, nie chcąc mówić, że zadania specjalne były jego ulubionymi. - W przeciwieństwie do tych kobył. - wskazał głową w stronę koni, jakby bał się, że pokazując palcem, któraś mogłaby to opacznie zrozumieć, a przecież nie zamierzał ich wytykać i obrażać! Jedynie zwrócić uwagę, że są cholernie ciężkie do okiełznania! Ciężko było zaufać czemuś o czterech kopytach pod własnymi dwoma nogami.
W trakcie, kiedy Anthony zajmował się ustaleniami, rudzielec układał beczki z rybami, starając się nie wspomagać różdżką. Praca u podstaw była dla niego czymś naturalnym, stąd nie widział problemu w kolejnym ćwiczeniu dla mięśni. Trwało to jakiś czas, jednak pot ściekający wzdłuż kręgosłupa świetnie przypominał, że wciąż żyje. Ostatnie beczki dopakowane już bez jego pomocy i mogli wyruszać dalej w drogę.
- Dzięki - przyjął jego pomocną rękę i wspiął się na powóz. Wykorzystując chwilę przed wyjazdem, postanowił na nieco własnych zabezpieczeń w postaci utworzenia dodatkowego zmysłu. Przyłożył różdżkę do własnej skroni i mruknął - Vigilia - nie wyczuwając wiązki zaklęcia przechodzącego po ciele, spróbował raz jeszcze - Vigilia - i tym razem już wiedział, że mogli ruszać dalej. Dreszcz przeszedł przez jego ciało, bo momentalnie wyczuł jakieś zaniepokojenie spowodowane nadchodzącą przyszłością. - Anthony, coś się zaraz...


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Polperro [odnośnik]06.06.21 13:39
The member 'Reggie Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polperro Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polperro [odnośnik]22.06.21 12:12
Uśmiechnął się, kiedy usłyszał przytaknięcie na swoje słowa. Robili to przede wszystkim dla innych. Nie było jednak tak, że przy pomocy tego jednego zdania chciał zmieszać rudzielca z błotem, czy też sprawić, żeby poczuł się nieprzyjemnie. Przeciwnie, po prostu chciał zaznaczyć, że jego prośba była po prostu prośbą; że to on zwracał się o przysługę, a nie, że „łaskawie dawał” mu drugą szansę. Ale oczywiście nie zamierzał też tak szybko zapomnieć o niedawnym (a może już dawnym?) uderzeniu w twarz… choć nie zamierzał też tego wypominać i sprawiać, żeby Weasley czuł się jako „ten gorszy”. To nie było w jego stylu. Poza tym oboje tego pamiętnego dnia wyrzucili swoje emocje.
Powoli prowadził powóz. Nie chciał, żeby cokolwiek stało się beczkom, a droga mimo wszystko była wyboista. Teren po prostu był ciężki, a na drodze było dużo błota. Bał się zagadania, bo wiedział, że jego podzielność uwagi jest ograniczona. Nie była najgorsza, rzecz jasna. Bywał spostrzegawczy, przynajmniej ostatnimi czasy. Ale i tak wątpił w swoje zdolności i możliwości; był momentami aż nazbyt niepewny.
Nie – odpowiedział na stwierdzenie szwagra. – Jestem tylko płotką, nikim ważnym – dodał, naprawdę tak myśląc. Przy własnym ojcu, czy też Sorphonie, czy innych członkach rodziny wyglądał co najmniej marnie. Gdyby nie utracone marzenia o lataniu, jego los nigdy nie zostałby związany z rodzinnym przedsiębiorstwem i whisky. – Ale chętnie skorzystałbym z twojej oferty. Potrzebuję kogoś, kto chciałby ocenić pewną wódkę z przepisu… Albo kogoś kto pomógłby mi pilnować nad procedurą… i żeby aparatura nie wybuchła – odpowiedział. – Chyba, że… chciałbyś zostać kurierem…
Zaśmiał się cicho, kiedy usłyszał kolejne słowa Weasleya. Owszem, miotły były dobre, wspaniałe (!), ale ciężko było na nich przewieźć kilkanaście lub kilkadziesiąt beczek. Jedna taka beczka potrafiła ważyć od pięćdziesięciu do dwustu litrów. Pokręcił głową, ale nie skomentował niczego. Konie potrafiły czasami wyczuć niebezpieczeństwo, które pojawiało się na drodze. Czasami…
Potem, gdy już pożegnali się z dwójką osób i wstawili towar na powód, ponownie ruszyli w drogę. Ponownie wodził konie powoli i ostrożnie. Naprawdę nie chciał żadnych problemów. Choć podejrzewał, że nie miało być tak łatwo, jak to chciał i oczekiwał. Milczał, kiedy Weasley próbował wzmocnić swoją podświadomość. Za pierwszym razem uznał, że pewnie wszystko było w porządku i zupełnie się uspokoił i opuścił… Drugim razem prawie nie zauważył, że szwagier rzucił zaklęcie. Dopiero nagłe upomnienie sprawiło, że natychmiast na niego spojrzał, wyraźnie zaskoczony, a przy tym przypadkiem pociągnął lejce w zły sposób. Jeden z koni prychnął głośno… a za tym wóz najpierw nagle podskoczył… a potem „zanurzył” się z jednej strony. Macmillan musiał chwycić się czegokolwiek, żeby nie obalić się, a być może i nie wylecieć z powozu. Natychmiast zatrzymał konie.
Jebem mu sve… – mruknął, przeklinając w obcym języku. Zeskoczył z wozu, żeby zobaczyć co się stało. – U tri… materine… Koło wyskoczyło! – krzyknął w stronę Weasleya.
Chwilę rozmyślał co powinien zrobić z całym tym fantem. Nie mogli przecież zaprzepaścić transportu. Obejrzał nieszczęsny przedmiot, który sprawił im problem, cmokając niezadowolony. Po chwili sięgnął po różdżkę.
Reparo – rzucił najpierw w stronę nieszczęsnego koła, chcąc być pewnym, że na pewno nie zostało złamane, a jeżeli zostało, to że zostanie poprawione.Chodź tutaj – rzucił w stronę Uriena. – Ja uniosę powóz na kilka centymetrów, a ty wstaw koło. Wingardium Leviosa – rzucił w stronę powozu i zmuszając go do uniesienia się na tyle wysoko, żeby Weasley mógł wrócić koło na miejsce.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Polperro 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Polperro [odnośnik]26.06.21 19:04
Dziwne były te powroty. Nie do końca spodziewał się własnego błędu już przy pierwszej rozmowie ze szwagrem, choć z drugiej strony ciężko było go nie podejrzewać o coś więcej niż zwyczajny szwindel. Rudzielec jedynie martwił się o własną siostrę, bo przecież była dla niego oczkiem w głowie, nawet jeśli dzieliły ich potężne odległości, to nie miał nigdy zamiaru porzucać jej na rzecz głupich konwenansów. Problem, a raczej jego brak leżał tylko w tym, że wydawała się szczęśliwa z Macmillanem, no i jak tutaj się denerwować dalej? Niestety kolejność nie grała dla niego dużej roli, co spowodowało niemałe zamieszanie, za które z pewnością jeszcze przyjdzie mu odpłacać w czasie, ale przecież gdyby urodził się inny, to nie byłby sobą, czyż nie?
Zdziwił się nieco na wyznanie Anthonego, którego blask jakby przygasł. Miał problemy? Potrzebował pomocy? Czoło metamorfomaga nabrało zmarszczek, które raczej nie mówiły niczego innego poza głębokim przejęciem. Czy tego chcieli, czy nie stali się rodziną, a w rodzinie nikt nie był nieważny, osobiście Weasley wolał nazywać tak siebie samego, dlatego widok kogoś równie niepewnego powodował, że miał ochotę nim potrząsnąć. Jasnowłosy był zawsze zbyt twardy, żeby kruszyć się w tak straszliwy sposób! Pomimo wszystkiego, co między nimi istniało, a może właśnie w szczególności, dlatego że przecież byli niegdyś dobrymi znajomymi, nie zamierzał zostawić tego bez słowa.
- Anthony – starał się zwrócić jego uwagę na siebie, był poważny zarówno jego ton, jak i mina – Oczywiście, że jesteś ważny. Teraz figurujesz jako jeden z nas i nie chodzi o jakieś tam piekielne stanowiska, przecież wiesz, każdy z nas się liczy. Razem zawsze możemy więcej. – stwierdził z jakąś siłą, którą dawała ta myśl. Nie zamierzał nawet się wahać w tym wyznaniu, choć trzeba przyznać, że zapiekło go trochę ze wstydu, że mówi o takich rzeczach, jak jakiś natchniony głupek, ale właśnie taki był. Wierzący do ostatniej kropli krwi w swoje przekonania, a te mówiły jasno – każdy był równy i ważny. Pieprzony idealista. – Myślę, że prędzej wszystko wybuchnie przy mnie… mogę pomóc przy kurierce, pomimo przerwy od pracy raczej zostały mi pewne zdolności. – zszedł nieco z tematu, odnajdując wzrokiem już nie zielono-niebieskie tęczówki, a ścieżkę, którą nakreślił wzrokiem, szukając ewentualnych przeszkód. Niecodziennie mówiło się tak poważnym tonem, a i nieprzyzwyczajony do płynnych zmian tematów przy tak poważnych emocjach sprawiało, że był nieporadny. Z nieznajomymi wszystko wychodziło jakoś płynniej, wystarczyło czasem nawet, że krzyknął tylko ‘spójrz tam’ i już była sprawa zapomniana, a tak? Jego własne słowa odbijały się w głowie, choć osobiście oczywiście nie przyjmował żadnych z nich do siebie, jakby te mądrości przeznaczone były tylko dla innych.
Sądził, że postąpił dobrze, ostrzegając, choć nie spodziewał się tak ognistej reakcji ze strony wynalazcy, który to pociągnął za lejce. Nie minęło nawet pięć sekund, a wszystko poleciało łeb na szyję, a raczej koło z wozu… koniom ciężej?
- Faens ballekuk! – odpowiedział równie ognistym tonem w trakcie, kiedy tyłek podskoczył mimowolnie i trzasnął o wóz. Przez chwilę myślał, że złamał sobie kość ogonową, co za dziadostwo! Ponownie norweskie przekleństwo wyrwało się w towarzystwie Anthonego, jakby mieli jakieś cholerne spotkanie międzykulturowe. Dziwne, że zwykle używał tych przekleństw tylko przy Macmillanie, może kwestią było jego pochodzenie? Żeby tylko nie zrozumiał brzydkich słów, które nie przystoiły wysoce urodzonemu paniczowi. Głupie, śmieszne i prawdziwe, choć rudzielec zbyt długo o tym nie myślał, mieli przecież wóz bez koła!
Poprawił się z tej niecodziennej pozy, żeby zaraz zeskoczyć i podejść do wołającego go blondyna. Omiótł wzrokiem sytuację i przytaknął prostym kiwnięciem, praktycznie od razu podciągając potężne koło do pionu, żeby zaraz poturlać je do wozu i nastawić na badyl wchodzący do środka koła. Tak proste czynności przecież nie wymagały różdżek, a i wydawało się to całkiem niezłym treningiem tężyzny fizycznej.
- Nastawione, możesz puścić. – poinformował go krótko, podchodząc do Anthonego. Znowu głupio wyszło, a wszystko przez niego… – Wybacz, nie chciałem, może łatwiej będzie, jeśli… poczekaj chwilę, nic się nie stanie, spokojnie! Vigilia. – spróbował użyć zaklęcia na szwagra, chyba w ten sposób będzie bezpieczniej!


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Polperro [odnośnik]26.06.21 19:04
The member 'Reggie Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polperro Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polperro [odnośnik]30.06.21 21:49
Nagłe zwrócenie się do niego po imieniu i to konkretnym, bardzo poważnym tonem sprawiło, że natychmiast zerknął na swojego szwagra. Nie wiedział czego oczekiwać po rudzielcu, bo ten był dla niego aż nazbyt nieprzewidywalny. To jest – nie oczekiwał niczego złego… ale zwyczajnie nie wiedział jakiej odpowiedzi oczekiwać. Kiedy jednak wysłuchał kolejnych słów, uśmiechnął się nieśmiało i westchnął. Owszem, czuł się zawstydzony komplementem i zapewnieniem Weasleya. Bo kto by się tak nie czuł? Nic nie skomentował. Nie chodziło mu o otrzymanie pochwały. Po prostu zwierzył się ze swojego odczucia, a ono niestety było dość niskie.
To, co zainteresowało go najbardziej, była kwestia załatwienia pomocy albo dla firmy, albo dla Zakonu. Chciał jak najlepiej, a skoro Michael zaufał Weasleyowi, to i Anthony był ku temu skłonny (bez względu na niedawną przeszłość). Był przecież Weasleyem i bratem Rii. Nie było innej opcji.
Cieszę się. I nie martw się. Raczej nic nie wybuchnie… dam ci później znać, kiedy będziemy organizować jakiś transport – oznajmił z uśmiechem na twarzy. Udało mu się zwerbować kolejną osobę do przesyłek. I to nie byle kogo! Kogoś, kto naprawdę chciał działać.
Skupił się na prowadzeniu powozu. Po pierwsze – prowadził dość szybko, choć momentami zwalniał. Choć ryby były zabezpieczone w odpowiedni sposób, a i temperatura była niska, co pozwalało na zachowanie ich świeżości – potrzebował przetransportować towar jak najszybciej.
Nie spodziewał się spotkać takich problemów ze strony powozu. Oczekiwał raczej jakiś złodziei; kogoś, kto być może usłyszał w jakiś sposób o przesyłce. Nagła i niespodziewana sytuacja z kołem wyraźnie go zaskoczyła. Potrzebował chwili, żeby ochłonąć.
Westchnął ciężko. Próbował się uspokoić. Ich przekleństwa rzeczywiście wyglądały jak jakieś spotkanie międzykulturowe północnej Europy z południową. Oboje zdecydowanie nie chcieli, żeby drugi z nich zrozumiał przekleństwa. Całkiem kulturalnie, jak na lordów przystało.
Podtrzymywał zaklęcie tak długo, jak długo Reginald nastawiał koło. Potem powoli spuścił powóz i zrezygnował z uroku. Drgnął na chwilę, kiedy różdżka szwagra wycelowała w niego. Uspokoił się, kiedy usłyszał inkantację.
Nic się nie stało – zapewnił Weasleya. – Mogło być gorzej… – znacznie gorzej. – Jedziemy dalej… musimy dojechać do celu jak najszybciej. A niedługo przekroczymy granice sojuszu – mruknął. To, co miało się stać poza granicami przyjaznych im terenów martwiło go najbardziej. – Musimy teraz szczególnie uważać.
Ponownie wskoczył na powóz i zaczekał na swojego towarzysza, a potem ruszył.

| przechodzimy tu


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Polperro 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Polperro [odnośnik]18.07.21 20:25
20 grudnia 1957

Zamiast w czuć w powietrzu zapach zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, świeżo ściętego drzewka iglastego, piekącego się ciasta i jemioły, to czułem silny zapach ryb, morskiej soli i wilgotnego kamienia. Silny wiatr, ciągnący z południa zanosił z portu wonie porannych połowów mieszkańców Polperro, rybackiej miejscowości na południowym wybrzeżu Kornwalii, nad którą opiekę sprawował ród Macmillan. Drażnił i nieco rozpraszał, nie bardziej jednak niż zimno grudniowego popołudnia, które ogarnęło zmierzchem cały półwysep. Z zachmurzonego nieba siąpił deszcz ze śniegiem, a ja i James, drugi auror, którego przed tygodniami oddelegowano do grupy dowodzonej przez Anthony'ego Skamandera, stroniliśmy od używania czarów, by nie przyciągnąć uwagi obserwowanych szmalcowników. Od kilku dni ich tropiliśmy, trop zaś wiódł właśnie na obrzeża Polperro, choć budziło to nasze zdziwienie. Dzięki ciężkiej pracy Macmillanów, Zakonu Feniksa i wszystkich, którzy dołączyli do rebelii Harolda Longbottoma w hrabstwie tym niemagiczni i czarodzieje mugolskiego pochodzenia mogli czuć się bezpieczni. Wszyscy dążyliśmy do tego, aby wyplenić stąd czarnoksięskie pomioty całkowicie, lecz ci byli jak karaluchy. Wepchną się najmniejszą dziurą uparcie i zacięcie.
Razem z Jamesem byliśmy przekonani, że obserwowani szmalcownicy pozostają nieświadomi tego, że siedzimy im na ogonie, że coś wiemy. Zachowywali się dość swobodnie. Bywali nawet nieostrożni. To wzbudzało moją czujność, z drugiej jednak strony - w chwili, kiedy Ministerstwo Magii (a raczej jego karykatura) stało po ich stronie, wszyscy oni czuli się bezkarni. Mogli szastać czarną magią bez oporów, mogli sięgać po najbardziej plugawe praktyki i brutalne rozwiązania, mając świadomość, że jeszcze zostaną za to nagrodzeni. Brzydziło to mnie i budziło wewnętrzny bunt. Niesprawiedliwość, przemoc i zbrodnia stały się w Wielkiej Brytanii prawem - a ja musiałem uczynić wszystko, aby ten stan rzeczy cofnąć, odwrócić, bądź chociaż zginąć próbując.
Skamander chciał, byśmy razem z Jamesem najpierw dokonali przeszukania kryjówki szmalcowników, zanim przejdziemy do obławy i próby schwytania ich. Popierałem ten pomysł, nie tyle ze względu na zebranie dowodów, które w chwili obecnej właściwie nie były potrzebne - bo jak w takich warunkach przeprowadzić jakikolwiek proces? Gdzie ich osadzić? Gdzie wymierzyć sprawiedliwość? Nie w Oazie, to pewne - lecz by sprawdzić jakie mieli plany. Miałem nadzieję, że mogliśmy znaleźć coś, co naprowadziłoby nas na inne ich kryjówki, magazyny, kolejne grupy. Kto nimi dowodził? Jaka wśród nich panowała hierarchia? Mieliśmy wiele pytań, na które powinniśmy poznać odpowiedzi.
Czułem jak dłonie marzną mi mimo noszenia grubych rękawiczek. W prawej ściskałem różdżkę, barwą przywodzącą na myśl kość słoniową, jednak kiedy ostatni - jak mniemaliśmy - mężczyzna opuścił obskurną kamienicę na obrzeżach Polperro, jeden z domów szeregowych, w okolicy, gdzie to lepiej samemu nie zapuszczać się samemu po zmroku, to James pierwszy szarpnął różdżką wypowiadając formułę: Carpiene.
- Czysto? - spytałem cicho, by się upewnić, czy na kamienicę nie nałożono żadnych zabezpieczeń, które schwytałyby nas w pułapkę.
Miałem wrażenie, że James skinął głową o sekundę za późno, jakby z ociąganiem, coś mnie tchnęło z niepokojem, lecz nie miałem powodów, aby nie ufać jego czarom. Mój towarzysz był ode mnie zaledwie rok młodszy, pracował w Biurze Aurorów niemal tak samo długo, sądziłem, że mogłem na nim polegać.
Błąd jest jednak rzeczą ludzką i zdarza się każdemu.
Upewniwszy się, że szmalcownik rzeczywiście odleciał na miotle, sądziłem, że w stronę zachodu, gdzie Anthony z Oliverem zamierzali ich zwabić, by wywabić wszystkich z kryjówki i dać mnie i Jamesowi szansę na przeszukanie, weszliśmy do środka. Ja przekroczyłem próg pierwszy, kilka chwil siłując się zaklęciami z drzwiami, podczas kiedy mój towarzysz mnie poganiał - gdyby ktoś nas przyłapał, najpewniej nie przeszedłby obok tego mimo wszystko obojętnie. Byliśmy tu obcy. Od razu poczułem, że coś jest nie tak.
- James... - powiedziałem powoli, unosząc dłoń, jakby chcąc dać mu nać, by miał się na baczności bardziej niż zwykle.
Zdążyłem jednak uczynić ledwie kilka kroków, a poczułem jak posadzka ciemnego korytarza ustępuje pod moimi stopami. Zapadła się po prostu, zaś mu runęliśmy w dół. Ledwie zdążyłem rzucić na siebie Lento, usłyszałem, że z ust drugiego aurora padła na tama inkantacja. Obaj zawiśliśmy kilka centymetrów nad wilgotną posadzką zimnej piwnicy, po czym opadliśmy na nią lekko, unikając tym samym potłuczeń, to wcale nie był jednak koniec. Nie zdążyłem się nawet podnieść, a usłyszałem jak co ze świstem przecina powietrze. Znów machnąłem różdżką, wyczarowując tarczę, nie zdołała mnie jednak osłonić z każdej strony. Kilka lodowych sopli wbiło się w mój bark i tylną stronę uda, boleśnie, a ja poczułem jak szata robi się mokra od krwi.
- Bąblogłowa, szybko - zawołał James.
Nie musiał dwa razy powtarzać. Zdążyłem poczuć coś dziwnie słodkiego w powietrzu, przez co moje powieki od razu zrobiły się cięższe; z ulgą wziąłem głęboki oddech czystego, pozbawionego trucizny powietrza, kiedy wokół mojej głowy pojawiła się magiczna bańka. Widziałem jednak, dzięki Lumos, które rozproszyło ciemności, że wokół kłębiły się chmury dymu - nie wiedziałem jakiego, nie miałem pojęcia czym jest ten gaz, jednego jednak byłem pewien: nie powinniśmy tego wdychać.
Musieliśmy wydostać się z tej pułapki. Uniosłem wysoko różdżkę, celując w próg pokoju, który zdołałem dostrzec, gdy James zawiesił świetlistą kulę Lumos maxima pod samym sufitem, po czym użyłem zaklęcia Ascendio. Różdżka pociągnęła mnie do góry, lecz za nisko - znów musiałem użyć Lento, by się nie połamać. Wziąłem kilka głębokich oddechów, by zebrać myśli, po czym spróbowałem z czymś innym. Zależało mi na tym, aby się nie rozszepić. - Abesio - powiedziałem spokojnie i pewnie, po czym rozpłynąłem się w powietrzu i pojawiłem na krawędzi pokoju, którego nie obejmowała pułapka. Na samej krawędzi. Niemal runąłem znów w dół, złapałem jednak równowagę i ruszyłem do przodu. Usłyszałem, że James pojawia się obok i wtedy...
Błysnęło zaklęcie, przed którym ledwie się uchyliłem, drugi auror już nie zdążył. Silne Everte stati wykrzyczane obcym, nieznajomym nam tonem wypchnęło go w przepaść, a ja nie mogłem mu pomóc. Poderwałem różdżkę do góry i spojrzeniem odnalazłem napastnika.
W opuszczonym, zdemolowanym salonie stał wysoki mężczyzna z zasłoniętą szalem twarzą, jego oczy błyszczały jednak od złośliwej uciechy.
- Co, skurwysyny, myśleliście, że nie wiemy co knujecie? - zakpił, po czym machnął znów różdżką i sięgnął po czarną magię. - Bucco!
Zaskoczony i zraniony nie zdążyłem się obronić. Poczułem jak niewidzialna pięść uderza mnie bardzo mocno w dół szczęki, aż głowa odskoczyła mi do tyłu, a zęby boleśnie szczęknęły o zęby. Zakręciło mi się w głowie, ale to nie był pierwszy raz kiedy dostałem tym zaklęciem. Nawet nie patrząc zacząłem kreślić własną różdżką odpowiedni gest, by odpowiedzieć atakiem na atak.
- Petryficus totalus - zawołałem, opuszczając głowę, aby zogniskować na czarnoksiężniku spojrzenie i celnie posłać promień zaklęcia petryfikującego.
On wyczarował tarczę, a ja napierałem dalej. Przez dobrych kilka minut, może krócej, może dłużej, w trakcie walki człowiek zupełnie traci poczucie czasu, okiennice salonu ciągle jaśniały od promieni zaklęć, które rozbijały się o nasze tarcze lub trafiały w ściany, gdzie wyżłopiły swoją mocą dziury.
W końcu udało mi się wyjątkowo silnym Lamino przedrzeć przez obronę szmalcownika, poszedłem więc za ciosem - prostszym zaklęciem wytrąciłem mu różdżkę z ręki, po czym skułem Esposas. Wrzeszczał, krwawiąc na ziemi, uciszyłem go więc Silencio - nie miałem jednak wątpliwości co do tego, że nasz plan na przeszukanie kryjówki jest już spalony. Wiedzieli, że ich tropiliśmy. Albo wszystko ukryli, zniszczyli, albo inni zaraz się tu zjawią. Dopadlem do krawędzi holu i ujrzałem Jamesa, który zbierał się z ziemi. Krzyknął, że chyba złamał prawą rękę. Nerwowo w myślach szukałem rozwiązania - przypomniałem sobie jednak o zostawionych miotłach nieopodal. Przywołałem jedną z nich zaklęciem Accio, dzięki czemu udało mi się wyciągnąć drugiego aurora z pułapki - i musieliśmy wynieść się stamtąd, powiadomić Skamandera i opracować inny plan na wypędzenie szmalcowników z Polperro.

| zt


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Polperro Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Polperro [odnośnik]17.08.21 1:28
12 stycznia 1958

Przyjmowała ostatnio coraz więcej prac i zadań na siebie - rzeczy do zrobienia było dużo, czasu jednak, jak to określił niejako Vincent, nie dawało się rozciągać. Rąk do pracy wydawało się zawsze za mało jak na to, co trzeba było zrobić, zima zaś zaczynała ścinać z nóg nawet najwytrwalsze osoby. Co prawda Thalia miała jeszcze możliwości schronienia się przed dotkliwszym chłodem, wielu jednak nie miało takiej możliwości, korzystając z każdego dostępnego skrawku materiału tylko po to, aby osłonić się przed chłodem. Koce i ciepłe odzienia były teraz na wagę złota, robiła więc wszystko co w jej mocy by kłaść swoje ręce na każdym towarze przypływającym (czy w jakikolwiek inny sposób pojawiającym się) do Wielkiej Brytanii. Nie samymi materiałami jednak żył człowiek, a w tych czasach ciężko było wybrzydzać z towarem, dlatego oprócz swojej pracy "dorywczej", jak ładnie nazywała służbę dla lordów Przymierza, zajmowała się również wszelkimi sprawami dotyczącymi statku, nie migając się od żadnej pracy.
Niedawny transport zwierzęcych i roślinnych ingrediencji budził kontrowersje już od samego początku - opóźnienia w dostawie, większa zapłata niż w początkowych ustaleniach, a ostatecznie też podejrzenia o podrabianie samej zawartości skrzyń. Thalia niewiele mogła powiedzieć o ziołach, oprócz tego, że nawet jadowite tentakule w szkole miały jej już dość, bardzo chętnie rozmyślając o możliwości transmutacji i zyskaniu nóg byle uciec, w wypadku zwierząt zaś bardziej interesowała się fauną morza niż jakąkolwiek inną, nie miała najmniejszego pojęcia, co i jak i dlaczego tak w zasadzie, sprawa jednak musiała być rozwiązania, bo nabywcy już czekali i nie można było im wcisnąć trefnego towaru. Większość załogi była obecnie w rozjazdach, pomagając w różnych częściach całego kraju, nic więc dziwnego, że i Thalia wzięła na siebie jakąś część przykrego obowiązku, wybierając się na spotkanie z "rzeczoznawcą". No dobrze, niekoniecznie musiał to być przykry obowiązek, oczyma wyobraźni jednak widziała już drwiący uśmiech, uniesione brwi i to pytanie, zadane już zanim druga osoba zdążyłaby otworzyć nawet usta.
Kobieta na statku?
Wywróciła oczyma, przebiegając spojrzeniem po pergaminach, które zdobiły wąskie szlaki pisma Hansa, próbując chociaż na szybko zapoznać się z aktualnym stanem i ilością składników, odruchowo dopasowując swoje kroki na melodii, którą nuciła pod nosem. Wiatr rozwiewał rdzawe kosmyki, które nie zmieściły się pod czapką, a płaszcz podszyty futrem nadawał jej nieco większej postury niż zazwyczaj. Wzięła jednak sobie do serca zmartwienia Castora i nosiła się ciepło, wiedząc, jak ten pewnie by jojczył gdyby przyszła prosić o eliksir pieprzowy. Uniosła jednak głowę, rozglądając się za osobą którą odebrać w tym momencie miała i zastygając niemal natychmiast, gdy z tłumu wyłoniła się znajoma sylwetka.
Ściśnięcie w żołądku było natychmiastową reakcją. Nie wiedziała, czy na wspomnienia tych spędzonych wspólnie dni, gdzie to spojrzenia krzyżowały się coraz częściej, uśmiechy stawały się nieco bardziej tajemnicze, a dłonie wyciągające kolejne egzotyczne danie do spróbowania coraz częściej muskały powierzchnię ust, czy może z innego powodu. Nie zauważył jej jeszcze, dlatego spojrzeniem wystrzeliła na boki, rozglądając się za miejscem, które mogłoby skryć jej sylwetkę - ot, szybka metamorfomagia i po problemie, to nie ona, to ktoś inny, kolejna twarz którą można było po prostu dostrzec w okolicy. Chichot losu postanowił jej jednak w tym wypadku nie pomagać, zostawiając ją po środku niemal idealnie pustej przestrzeni, gdzie nie mogłaby się ukryć nawet gdyby chciała.
Spojrzeniem wróciła do sylwetki, tym razem napotykając spojrzenie niebieskoszarych oczu i w końcu identyfikując swoje uczucie. Rozczarowanie. Sobą samą, za zostawienie kogoś bez słowa i bez pożegnania, za postąpienie tak, jak nigdy nie powinno się postąpić i czego nie powinno się robić przenigdy drugiej osobie. Teraz jednak spotkali się znów, na ziemi na której ich znajomość się w ogóle rozpoczęła, a ona musiała coś powiedzieć, od czegoś zacząć. Nawet otworzyła usta, próbując zebrać słowa, aż w końcu wyrwało się to jedno, zbyt wysokim głosem jak na nią.
- Cześć.
No, to powiedziała.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Polperro [odnośnik]20.09.21 21:49
Praca raz jeszcze stała się jego osobistym remedium na upierdliwy ulokowany gdzieś na wysokości piersi ból. Dostatecznie wiele razy ignorowany, by w końcu bez przeszkód móc udawać, że wszystko wróciło do normy. Przyjmował i szukał tyle zleceń, by nie mieć zbyt wiele czasu na niepotrzebne refleksje o końcówce grudnia i cieniach, które w teorii miały po niego wrócić. Nie wróciły. A on nie miał najmniejszego zamiaru się o nie upominać, omijając szerokim łukiem wszystko, co miało znamiona ciemnych spraw, sięgając pazurami na Nokturn. Tam, bez żalu czy wyrzutów, nie planował więcej postawić nogi. Niezależnie od ofert i kuszących ofert, jakie czasem otrzymywał.
Nie gardził zadaniami także tymi mniejszymi. Czasem, wystarczyło znaleźć kilka, mało rzadkich składników, czasem rozpoznać, czy klient nie został oszukany. A czasem, zdobyć coś dużo poważniejszego. Najbardziej - jak zawsze - lubił zlecenia, które powiązane były z hipogryfami, chociaż rezerwat, z którym współpracował, wydawał się zdecydowanie mniej przyjazną przestrzenią, niż była początkowo. Świadomość taka bolała go bardziej, bo musiał kombinować, by mieć odpowiednio częsty kontakt z dumnymi stworzeniami. Brakowało mu Rumunii jeszcze bardziej. Brakowało mu przeszłości, której nie znaczyła trucizna wojny. Praca, była jedynym, co wyznaczało "stary" porządek. Nawet, jeśli zmieniały się zasady.
List, jaki otrzymał, nawet go nie zdziwił. Zdążył już zgarnąć całkiem przyzwoitą opinię specjalisty łowcy, ale i znawcy ingrediencji - szczególnie tych odzwierzęcych. Doki, były też miejscem,, w których się czuł całkiem pewnie. Na tyle, by chcieć się pojawić w śmierdzących mułem i zgniłą ryba porcie. Nie na tyle jednak, by nie zabezpieczyć sobie ewentualnego wsparcia, które miało robić mu za dodatkowe, różdżkowe wsparcie, gdyby rzeczywistość okazała się mniej zachęcająca, niż wieściła treść słów na pergaminie. Rozpoznawał i nazwisko, jakim podpisał się kapitan, wcześniej potwierdzając, że podobny do opisu statek, trafił w londyńskie granice portowe.
Z informacji, jakie otrzymał wynikało, że ktoś miał po niego wyjść. Oczywistym było, że sam wedrzeć się na statek nie mógł. Tym lepiej. Wolał wcześniej złapać kontakt z przewodnikiem, wiedząc doskonale, jak duże znaczenie miało w jego wypadku "dobre" wrażenie. Szukali specjalisty, rzeczoznawcy, który pozwoli  uniknąć niepotrzebnej pomyłki. Ale - zaskarbić sobie potrafił też więcej przez swój specyficzny urok.
Zatrzymał się niedaleko trapu, mijając przemarzniętych marynarzy, którzy - jak mniemał - właśnie planowali rozgrzać nieszczęśliwe miny mocnym alkoholem w jednym, z pobliskich barów. On sam, wolałby bardziej energiczną rozrywkę. Pamiętał jak często organizowano podziemne bójki. Być może, po zakończeniu dzisiejszego spotkania, mógł sprawdzić, jak wiele ciosów mógł wyprowadzić i otrzymać, niż padnie na ziemię? W ustach poczuł przelotny posmak krwi, ale ostatnie rozbicie zdążyło się już dawno zagoić. Z pomysłu, wyrwało go wrażenie obserwacji. Bardziej niż charakterystyczne, nie mające zbyt wiele wspólnego z podejrzliwą oceną, czy specyficznego zainteresowania ze strony płci pięknej. Było znajome.
Prześledził niewielką listę sylwetek w okolicy, by trafić na tę schodzącą ze statku. natrafił na znajome, przenikliwie błękitne źrenice, które znał. Powiedziałby, że nawet bardzo dobrze. Kiedyś, w tej lepszej przeszłości. W tej samej, w której dla odmiany, to właścicielka jasnych tęczówek go zostawiła bez słowa. Spotkanie, którego nie spodziewał się jeszcze odbyć.
Z jakimś namysłem przechylił głowę, pozwalając, by ciemne włosy wyślizgnęły się zza ucha, szarpnięte podmuchem wiatru. Zmrużył równie jasne oczy, dając w końcu upust znajomemu wygięciu ust, które musiała rozpoznać równie łatwo, jako wiercące spojrzenie ślepi, w których zdecydował się uwięzić przewodniczkę - Ostatnim razem, miałaś więcej do powiedzenia. Przynajmniej, dopóki nie zamykałem ci ust - rzucił w odpowiedzi z bezczelnością, która musiała lepiej niż cokolwiek potwierdzać jego tożsamość. Nie poruszył się przez krótką chwilę, jakby czekał na względna odpowiedź - czy to na jego zaczepkę, czy to na wyznaczniki dzisiejszego zlecenia - Ale kapitanem chyba nie jesteś - odezwał się ostatecznie poważniej, przekraczając próg trapu, który prowadził na pokład.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Polperro [odnośnik]22.09.21 12:22
Nie było łatwe teraz, by mieć pracę która pozwalała wyżyć na godnym poziomie. Thalia (i załoga Shannon) nie mogła narzekać, wiedząc, że mało kto poza najbogatszymi mógł zastawić swój stół. Teraz zaś jeszcze wiele zależało od niej, skoro potrafiła się niezauważona poruszać pomiędzy kształtami. Męski czy żeński, nie czuła różnicy kiedy potrzeba było potrzeba podszyć się pod kogoś. Osiem lat udawania mężczyzny zdecydowanie pomogło jej w udawaniu ich tym razem w innych celach. Czy mogła kiedyś się ustatkować? Właśnie tego chciała! Teraz jednak nie było o tym mowy, nie w czasach wojny…nie gdy nie miała z kim, od tego można by było zacząć. Póki co też pakowała się w kłopoty (na szczęście tylko siebie samą) i rzucała się na ludzi w portach.
Jej bójki wynikały nie tylko z jej ciężkiego charakteru, ale również z sytuacji obecnej. Nie tęskniła do nich tak jak niektórzy, a po prostu używała ich jako środka do celu. Marynarze nie obchodzili się z nią łagodnie, musiała więc zdecydowanie pokazać im, że daje sobie radę. Przez to również nie leczyła swoich siniaków, wiedząc, że jeżeli zauważą ją w takim stanie, chociaż na jeden dzień odpuszczą sobie jej dręczenie. Cokolwiek, co pomogłoby jej na chociaż odrobinę spokoju. Cokolwiek, co zapewni ich, że może jeszcze coś umiała i jest przydatna i nie należy wyrzucać jej za burtę.
Krótka chwila, a jednak spowodowała, że serce zaczęło bić znacznie szybciej, nawet jeżeli…no właśnie, co jeżeli? Przez lata dojrzewała, bo nawet jeżeli skończyła wciąż na dość swobodnym podejściu jeżeli chodziło o nią samą, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo innych spoważniała i postawiła je wysoko w priorytetach. Nie zamierzała zaniedbywać nikogo, skoro już ruszyła na pomoc ludziom, teraz jednak kiedy spoglądała na innych…nie mogła zostawić tych ludzi. Weszła w szemrane towarzystwo, robiła coraz więcej dla innych, planując wszystko dokładnie. Poświęciła się ekonomii, handlowi, nauce nowych biegłości i zadań, rozwijając siebie nie tylko pod względem wiedzy, ale również kolejnych nieprzewidzianych sytuacji. Ale jak miała zachować się teraz? Nie przewidziała tej sytuacji, starając się spychać ją gdzieś na granice świadomości, aby nie musieć znów przeżywać swojego wstydu – w końcu nie wypadało robić komukolwiek tego, co ona zrobiła Kaiowi. Zostawić od tak, bez słowa.
Wyobrażała czasem sobie, że kiedyś go za to przeprosi, za to zniknięcie, ale teraz…jego bezczelność sprawiła, że naturalnie blade policzki (cholerna rudość!) pokryły się czerwienią. Przez chwilę szukała czegoś, czegokolwiek, cokolwiek, co by miała powiedzieć chociaż na chwilę, ale złapał ją na pustce w głowie.
- Mam podać formularz do skargi czy zwrotu? – parsknęła ostatecznie, chowając swoją twarz gdzieś za kolejnymi papierami, zaraz też kierując się tak, aby spokojnie mógł wejść na pokład. Tym razem już wywróciła oczyma, spokojniejsza i nieco bardziej przyzwyczajona do tego typu odzywek. – Wiesz, kobiety na statkach są tak popularne, że ciężko nam walczyć o swój własny statek, ale zapisałam się w kolejkę i może za dwa lata. – Zeszła jednak z sarkastycznego tonu, potrząsając zaraz głową i wyciągając w jego stronę spis ostatniej dostawy z wyszczególnionymi składnikami i ich ilością.
- Jeżeli jednak wolisz towarzystwo kapitana, to go zawołam.
Cóż, potrzebna im była tutaj jego pomoc, więc jeżeli preferował towarzystwo kogoś innego, nie mogła mu tego odmówić. Chociaż jeżeli miała przyznać sama przed sobą…dobrze go było widzieć.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Polperro
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach