Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wioska Lavedale
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wioska Lavedale

Pośrodku pól rolnych i licznych farm znajduje się niewielka mugolska wioska. Mieszkańcy zajmują się głównie rolnictwem, głównie słyną z produkcji różnych rodzajów mąk, ale również z hodowli trzody i bydła. Dostarczają żywność na tereny hrabstwa Staffordshire, a samo miasteczko wspierane jest przez osoby popierające Zakon Feniksa. Równowaga mieszkańców wioski została zachwiana przez trwającą wojnę, zmuszeni są do większej ostrożności, jeśli chodzi o ochronę magazynów, tartaku i młynów, które znajdują się na jej terenie.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


The member 'Wren Chang' has done the following action : Rzut kością


#1 'k6' : 2, 3

--------------------------------

#2 'k6' : 4, 4
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Muzyka świątecznych obchodów mugoli... nie, robactwa, trwała jeszcze dłuższą chwilę w akompaniamencie wrzasków pierwszych ofiar. Krew powoli lała się z kolejnych ofiar, a coraz więcej zainteresowanych przybywało i opuszczało swoje domostwa w zaciekawieniu, na które jedyną reakcją Zachary'ego było kpiące prychnięcie poczynione raptem kilka sekund przed potwierdzeniem rozkazu z ust Deirdre. Skinął w milczeniu i zatrzymał się. Tym razem nie mógł pozwolić sobie na słabość i niedostateczne skupienie, choć warunki zdawały się niemożliwe do wykonania tego czynu. Trenował jednak całymi miesiącami, by posiąść tę rzadką i wyjątkowo niebezpieczną umiejętność. Zamknął oczy, wsłuchując się w krzyki uciekających... ludzi. Wzbudził w sobie raz jeszcze pragnienie znalezienia się w pożądanym miejscu, rozchylił ponownie palce lewej dłoni i powoli zamknął je. Świat zawirował, znajome ciągnięcie pełne magii przeniknęło całe ciało wezyra i porwało go. Trwało ledwie ułamki sekund, nie zdołałby nawet zaczerpnąć kolejnego oddechu, kiedy podeszwy ciężkich butów uderzyły w podłoże po drugiej stronie rynku, za ogromną choinką, przez którą nie był w stanie dostrzec poczynań obu czarownic. Wiedział jedynie, że ogromny mur blokował ucieczkę jedną ze stron. Jemu pozostało zabezpieczyć drugą, wyrzekł ponaglenie w myślach, odwracając się, wprawiając abaję w zamaszysty ruch i biegiem rzucił się w wąską uliczkę za częścią domost, by jak najszybciej dotrzeć do rozwidlenia, w którym mógł przejść do szerokiej alejki. Zimne powietrze wpadało przez usta, a Zachary łykał je haustami, dysząc, prędko uzmysłowiwszy sobie, że jego kondycja nadal nie należała do najlepszych. Wysiłek związany z teleportacją osłabił go nieco, podobnie jak wcześniejsza, skuteczna klątwa. Czerń zdawała się mu towarzyszyć i przesłaniać pole widzenia znacznie dłużej niż mógłby tego oczekiwać. Nie miał z resztą większego doświadczenia w posługiwaniu się czarną magią; cały czas uczył się, sięgał po nowe i starał adaptować do panujących warunków. Tylko po to, by nieco potknąć się o własne nogi i upaść na kolana. Zaklął w ojczystym języku, unosząc ostre spojrzenie na przesmyk między budynkami. Podniósł się gwałtownie, ignorując lekki zawrót głowy spowodowany nagłą zmianą położenia i wymierzył różdżkę prosto w podstarzałego mężczyznę, próbującego ubrać wierzchnie okrycie. Dostrzegł w jego drżącej dłoni różdżkę, ale Zachary nie opuścił własnej. Wolnym, stanowczym krokiem stopniowo zmniejszał odległość, jednocześnie przemawiając poważnym tonem:
Odejdź, czarodzieju. Nie ukrywaj się więcej przed nimi, nie są nas godni. Idź i pozwól Rycerzom Walpurgii oczyścić to miejsce z brudu — Nie chciał mu wyrządzić krzywdy. Opuścił nieco różdżkę, wciąż trzymając ją w gotowości. Stanął w bezpiecznej odległości i obrócił się, czyniąc starcowi bezpieczne przejście. Trwał w tej pozycji dłuższą chwilę, aż dotarło do niego w pełnym przekonaniu, że nie zamierzał ruszyć się w jego obecności. — Pamiętaj, starcze, komu zawdzięczasz życie — wyrzekł chłodnym tonem, podchodząc do niego tylko po to, aby go wyminąć i ruszyć dalej w przejściu między dwoma budynkami. Szczęśliwie odśnieżonym z okazji świątecznych obchodów. Wyłonił się ledwie kilka kroków za trójką rosłych mężczyzn, których Zachary nie zamierzał gonić. W milczeniu uniósł różdżkę i wymierzył różdżkę w plecy mugola po środku. — Petrificus Totalus — zaintonował wyraźnie, zwracając na siebie uwagę. Jeden z nich spojrzał za siebie i wtedy Shafiq wymierzył weń, spoglądając jedynie jak wypowiedziana przed chwilą inkantacja nie odnosi pożądanego skutku. — Expulso — wypowiedział formułę, w ostatniej chwili kierując koniec różdżki w środkowego. Magiczna wiązka pomknęła prosto do celu i z mocą uderzyła w klatkę piersiową skrytą za mugolskim ubraniem, a siła odśrodkowa zadziałała natychmiast. Odrzuciła całą trójkę na wszystkie strony; dwoje z nich padło na ściany pobliskich budynków, natomiast trzeci dosłownie przeorał drogę. Czas, który dzięki temu zyskał, Shafiq poświęcił na dokładne wycelowanie w niego i sięgnięcie po czarną magię raz jeszcze: — Betula — warknął, mocno akceptując ojczystym językiem inkantację. Błysk magii pomknął mocno. Różdżka rozgrzała się zgodnie z oczekiwaniem, przynosząc nieco więcej ciepła w chwili, w której uderzenie bicza wyrwała krzyk pełen bólu z ofiary. Pozostałą dwójką, póki byli otumanieni odrzutem i bliskim spotkaniem ze ścianami, nie zamierzał się przejmować. Stanowczym, zdecydowanym krokiem ruszył w stronę obranego celu, wręcz delektując się tym, w jaki sposób zamierzał go wykończyć i pokazać pozostałym, że dokonanie żywota w ten sposób było łaską.

186/190 (4 osłabienie)
rzuty na zaklęcia



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I'm not alone in all this
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Powrót do góry Go down

Udało im się zamknąć mugoli w potrzasku, uwięzić w miejscu, które dotąd zwali sercem wioski, może nawet domem, pozornie bezpieczną oazą w zbyt promugolskim hrabstwie. Skuteczna bariera, odrzucająca każdego, kto nie posiadał przy sobie czarnomagicznego przedmiotu, odcięła drogę ucieczki od północy, zaś niezwykle skuteczne Murusio – od południa. Deirdre kontrolowała sytuację, skupiona nie tylko na miotaniu śmiercionośnymi zaklęciami, ale i na logistyce całego przedsięwzięcia. Wolała skromniejsze sytuacje, gdy popuszczała wodze fantazji, rozkoszując się zapachem krwi, pozwalając sobie na niepojęty, budzący grozę i obrzydzenie, rodzaj relaksu, kąpania się, metaforycznego, w czyimś cierpieniu, rozsmakowywania się w agonalnych wrzaskach – lecz nawet ograniczona odpowiedzialnością za wypełnienie rozkazów Czarnego Pana, potrafiła cieszyć się z dziejącego się wokół niej morderczego chaosu. Zbierającego coraz większe żniwo, docierały do niej coraz głośniejsze wrzaski, coraz więcej poranionych ciał zalegało na zaśnieżonej ziemi, a biel puchu zastępowały krwawe kałuże, rozchlapywane przez uciekających w popłochu mieszkańców. Powoli zdających sobie sprawę z braku możliwości ewakuacji z Lavedale; zderzali się z kamiennym murem, odskakiwali od niewidocznej bariery, w panice próbowali ponownie, ślepi i bezbronni, głupi, ciągle mający nadzieję na uniknięcie śmierci. Kotłowali się przy północnej części skweru, zbici w ciasną grupkę, depcząc się wzajemnie, szlochając, zdezorientowani niemożnością przebiegnięcia prześwitem między budynkami dalej, ku głównej drodze, a potem – do tymczasowo bezpiecznego lasu. Fizycznie nic nie stało im na przeszkodzie, taranowali się więc bezrozumnie, w ataku histerii wspinając się po ciałach przewróconych uprzednio towarzyszy. Bydło, niszczące się wzajemnie, tym właśnie byli. Mericourt spoglądała na nich ponad ramieniem ciągle idącego ku niej szaleńca; nie udało jej się złamać ku kręgosłupa, ale nie opuszczała różdżki, powracając do niezawodnej inkantacji. – Sectusempra/ – warknęła gniewnie, a sekundę później szyja bruneta została przecięta na pół, wyszły pobielone kości, żółtawe chrząstki krtani, rozpostarła się harfa strun głosowych, a śmierciożerczyni wpatrywała się w ten spektakl jak urzeczona, niestety, podziwiając anatomiczne tajemnice, wychodzące na wierzch, tylko kilka sekund. Później machnęła różdżką w bok, w stronę kolejnego żałośnie odważnego stworzenia, niskiego blondyna o zapłakanych oczach. – Gladium – wychrypiała, inkantacja nie musiała być głośna, ważne, że była celna, rozrywając przedramiona mugola. Ten zalał się krwią i zachwiał, padając na ziemię, wrzeszcząc z bólu. Ignorowała ten dźwięk, czuła tylko na specyficzny jęk cierpiętniczej skargi, wydawany przez Wren. Odwróciła się w stronę uczennicy akurat wtedy, gdy ta zginała się w pół, niezdrowo pobladła, skoro jednak była w stanie wydawać dźwięki, znaczyło to, że żyła. A więc mogła dalej wykonywać rozkazy. Serce Deirdre tylko na moment zgubiło rytm; nie, nie bała się o nią, to niedorzeczne – czy aby na pewno? - Gdy skończycie po południowej stronie, przyjdźcie tutaj – krzyknęła w stronę znikającego pomiędzy budynkami Zachary’ego oraz stojącej gdzieś niedaleko nowo wybudowanego muru Chang. Zajmowali się niedobitkami, lecz to tu, przy północnej granicy placu, ciągle tłoczyła się mugolska ludność, poszatkowana już, owszem, ale ciągle trzymająca się kurczowo życia niczym uparte karaluchy. – Igne Inferiori – wyartykułowała zdecydowanie, chłodno, posyłając w stronę tłoczących się pod niewidoczną barierą mugoli, chcąc, by kula fioletowego ognia spaliła ich żywcem, zraniła, zajęła płomieniami ubrania głównej ofiary, a potem przeskoczyła na resztę schwytanej w pułapkę zwierzyny, paląc włosy, ubrania, skórę. Powietrze wypełnił swąd żarzącego się ciała, ostry i ożywczy, napełniający Deirdre jeszcze większą energią, wzmagający czarnomagiczną siłę i apetyt na więcej. Na dokończenie czystki miasteczka i odebranie ziem, które należały do nich, do czarodziejów.

zaklęcia, zapomniane k8 na obrażenia, ale mugole NPC i tak umrą :/


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k8' : 3, 2, 5, 7, 8, 2, 8, 7, 5, 8, 3, 5

--------------------------------

#2 'k8' : 4, 5, 7, 1, 3, 7, 8, 1, 3, 5, 7, 4

--------------------------------

#3 'k8' : 5, 3, 2, 8, 4, 1, 1, 5, 8, 7, 1, 7
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Wren: 189/202 pż (5 tłuczone, 8 osłabienie)

Przerwane naczynie krwionośne nie było w stanie powstrzymać jej na długo. Karmił ją popłoch, karmił strach, karmiła każda nuta błagalnej pieśni, jakby w ten sposób regenerując ciało i odbudowując naruszone przez moment ściany umysłu; miesiące doświadczenia u boku Deirdre hartowały wystarczająco, by potrafiła poruszać się przez podobny ból. Niewielkim poświęceniem okupiła dziś możliwość chłonięcia makabry dziejącej się w wiosce Lavedale, wzięcia w niej udziału, podczas gdy pozostali Rycerze i ich sojusznicy uderzali w innych, pobliskich częściach Staffordshire. Greengrassowie powinni byli lepiej strzec swoich ziem, ale najwyraźniej zbyt skupili się na ochronie smoków, by pamiętać jeszcze o ludziach. Niech wiedzą, ci czarodzieje, których Wren i jej towarzysze puszczali wolno, że życie zawdzięczali wyłącznie ich łasce, bo panowie obejmujący sprawujący patronat nad hrabstwem byli obojętni na ich agonię. Jak to smakowało? Czy zalewało cierpką trucizną ich gardła od wewnątrz jak krew, gdy przygryzali własne języki?
Wszechobecna panika w akompaniamencie wrzasków, podczas gdy człowiek redukowany był do spłoszonej bestii, zachęciła do dalszego działania. Azjatka nie spoczęła na laurach; udało jej się ponownie wyprostować plecy, więc kasztanowiec dzierżony w dłoni skierował się na truchło leżące nieopodal płaczącej kobiety przyciskającej do piersi niemowlę. Poetycki koniec dla matki i dziecka, które nie zdołało nawet prawdziwie poznać świata. Dla szlam. - Coccineus - warknęła Chang. W jej głosie wciąż rozbrzmiewała złość i żądza zemsty za to, że czarna magia pokarała niedoskonałość, na barki mugoli zrzucając tę odpowiedzialność; może ją rozproszyli, może po prostu przekrzykiwali skupienie, nieważne, liczyło się tylko to, że krew w świeżych zwłokach rozgotowała się gwałtownie i wystrzeliła z otwartej rany tuż w szyję niewiasty. Gorący karmin rozerwał jej skórę, zadławił posoką od środka, a ona puściła dziecko, pozwoliła, by znalazło się pod butami uciekających pobratymców, zdeptane pod ciężką podeszwą zimowego obuwia.
Uwagę na moment przeniosła potem na zgraję przyciśniętych do ściany jednego z budynków ludzi. Nie uciekali jak reszta, wgnieceni w cegłę, z różdżkami w dłoniach na znak poddania i swojego pochodzenia, a to znów kupiło im wolność. Inaczej jednak miała się sprawa ze szlamolubnym czarodziejem, który próbował cisnąć we Wren wiązką zaklęcia, lecz chybił dosłownie o włos. Od razu odwróciła się w jego kierunku i wystosowała kontratak, - Betula! - krzyknęła wrogo, zdecydowanie, a bicz przeciął jego ciało, zwalając narwanego młodzieńca z nóg; nie powinien był tego robić, nie powinien był jej atakować, bo gdy tylko znalazł się na ziemi, i po nim zaczęły przebiegać uciekające jednostki usiłujące bezcelowo wspiąć się na mur zrodzony z jej posłuszeństwa względem Mericourt. Azjatka skrzywiła się z obrzydzeniem. Wybrał głupio, głupią także otrzymał śmierć. Heroiczną? Bezcelową, skazany na zapomnienie. - Dołączcie do nas - zawołała do tych, którzy szczycili się magiczną krwią. Do ambitnych i odważnych. - Odbierzcie mugolom to, co planowali odebrać wam. Walczcie o swoją wolność! - wołała, choć z nosa trysnęła krew i spłynęła do własnych ust. Magia znów odpowiedziała jej rykoszetem, sprowadziła na figlarne manowce, nawiedzając głowę znanym już bólem. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Migrena zapulsowała wśród myśli i Wren przełknęła szkarłat sączący się między wargi, by potem otrzeć twarz wolną od różdżki dłonią. To znów ją rozsierdziło. Sprawiło, że wycelowała między tłum napierający beznadziejnie na mur, za cel obierając sobie zwłoki przypadkowego mężczyzny. - Putredo - wycedziła z satysfakcją, a wiązka pomknęła w jego kierunku, uderzając go w bok głowy. Niemal od razu zaczął pęcznieć - i wiedziała, że niebawem wybuchnie, by zatruć uciekinierów trującym oparem. - Uważaj - zwróciła się blisko stojącego nieopodal Zacharego, gestem wskazując na bulgoczące truchło. Żadne z nich nie powinno być w bliskim pobliżu zgrai szlam, kiedy dojdzie do eksplozji; sądziła, że nie musiała tłumaczyć mu więcej, skoro również posługiwał się czarną magią. Zamiast tego ruszyła w kierunku Deirdre do północnej części placu. I w żyłach miała jedynie płynną satysfakcję.

| rzucam na otrzymane przez siebie obrażenia na cm (2k6 obrażeń psychicznych, -1 do energii magicznej)



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

The member 'Wren Chang' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3, 3
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Bariery więżące mugoli w centrum wioski musiały wystarczyć i Zachary wierzył, że wytrzymają. On sam nieco zboczył z trasy, wchodząc pomiędzy zabudowania do jakiejś pomniejszej uliczki i ogródków. Starcowi z różdżką pozwolił odejść, nie był celem. I nie stanowił dla Shafiqa żadnego zagrożenia, którym mógłby się przejmować. Nim zdoła ściągnąć ewentualną pomoc, będzie po wszystkim. Robactwo zadeptane, istnienie skończone. Oraz tych trzech, na których uzdrowiciel trafił. Tchórze próbowali wymknąć się, a on nie zamierzał im na to pozwolić. Nie mogli uciec.
Skupiony na nich nie zwracał uwagi na krzyki za sobą. Znajdował się nieco w odosobnieniu, lecz nadal dostatecznie blisko. Nie zastanawiał się w tej chwili nad tym, dlaczego nie próbowali go zaatakować. Panika oraz strach musiały mocno rządzić ich słabymi umysłami – jeszcze jeden powód ich słabości względem znacznie bardziej odpowiedniejszych i wytrzymalszych czarodziejów. Równie tchórzy, jak się okazało. Ukrywali się pośród nich. Wstydzili tego, kim byli. Niegodni przetrwania, lecz nadal mieli przysłużyć się swojej roli i roznieść wieść o masakrze na terenach Greengrassów.
Znalazłszy się nad pierwszym z obezwładnionych mugoli, przyglądał mu się w milczeniu i zastanowieniu. Przez cały ten czas mierzył różdżką prosto w jego głowę. W spojrzeniu, w wyrazie twarzy dostrzegał wyraźny strach, prawdziwy lęk i poczucie bezsilności. Nie mógł poradzić nic na to, kim Zachary był oraz co potrafił. Był całkowicie zdany na jego łaskę, a Shafiq stawiający swoje pierwsze, odważne kroki w czarnej magii miał litość. — Sangelio — wyszeptał, odsłaniając twarz zza szala. Obrócił nadgarstek, wykonując pożądany gest. Wiązka magii uderzyła policzek oraz żuchwę mężczyzny i prędko przeniknęła pod skórę. Z nozdrzy natychmiast popłynęły strużki ciepłej krwi. Klątwa była wystarczająca. Nie musiał go dobijać. Magia działała znacznie silniej na wątłe ciało u stóp dumnego wielkiego wezyra, syna króla Egiptu. Ciemnoczerwona kałuża stale powiększała się i jedynie jego dobra wola mogła ją powstrzymać. A tej w sobie nie miał. Zesłał na niego śmierć, choć wyjątkowo zimna pogoda ją spowalniała. I wbrew wszystkiemu odnajdywał w tym satysfakcję, dość łatwo odwołując się do potencjalnych myśli, które mogły towarzyszyć ofierze. Powolne konanie było podobno piękną torturą, której nie zamierzał przerywać. Jasne, niebieskie oczy karmiły się satysfakcją z pomyślnie wykonywanego zadania, a oczy wyobraźni kolejno odnajdywały kolejne naczynka w nosie, które się ku temu przyczyniły i czyniły to także wtedy, kiedy skierował różdżkę na oszołomionego odrzuceniem po lewej. Wysyczanym w jego kierunku Gladium okazało się niewystarczające i przez kilka chwil majaczyło w powietrzu. To samo stało się z Cruritus skierowanym ostatniego z całej trójki, które jednocześnie stało się powodem krótkiem zamroczenia. Przez kilka urywanych sekund Zachary tkwił w przekonaniu, iż czarna magia powoli przejmowała jego ciało, lecz nic takiego nie nastąpiło. Intensywne korzystanie z magii odnosiło swoje efekty także na nim, choć – póki co – nie było jeszcze tragiczne w skutkach. Kumulacja wszystkich tych przeżyć miała zjawić się późnym wieczorem, tuż przed snem jak zawsze działo się po wyczerpującym dniu w szpitalu.
Uniósł gwałtownie głowę, prawie ją zadarł, spoglądając na czarownicę znajdującą się w miejscu, w którym stali razem na samym początku. Ostrzeżenie dotarło wnet. Dostrzegł pobliskie zwłoki zadeptane przez innych. Widział, jak puchło i nie chciał znać tego konsekwencji. Zaparł się prawą stopą, opierając na niej ciężar całym sobą tylko po to, aby wykorzystać go i wybić się do biegu. Znaleźć jak najdalej od źródła potencjalnego wybuchu, który swoim zasięgiem miał objąć także trójkę wyłapaną przez Zachary'ego. Rzucił się w bieg, znacznie bardziej dyszący i wymagający wysiłku niż się tego spodziewał.  Potrzebował jedynie znaleźć się z dala, bliżej Deirdre, niezmiennie z różdżką w gotowości.
Wykrwawią się albo umrą z zimna — zwrócił się do Śmierciożerczyni, przez krótką chwilę spoglądając za siebie, nie kryjąc w tonie tej częstki satysfakcji, nad którą nie panował swoimi wszelkimi odruchami. Niebieskie tęczówki musiały błyszczeć, gdy na nią patrzył, choć obawiał się, co Mericourt oraz druga czarownica mogły jeszcze w nich ujrzeć. Ponad wszystko pozostawał uzdrowicielem.

zaklęcia



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I'm not alone in all this
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Powrót do góry Go down

Eksterminacja mugoli przebiegała sprawnie, prawie bezproblemowo, a przy tym tak szybko, że Deirdre prawie straciła poczucie czasu. Mogłoby się wydawać, że wyrżnięcie w pień mugolskiej wioski zajmie całe popołudnie, lecz przecież nie mieli do czynienia z godnym, zdeterminowanym przeciwnikiem czy zorganizowaną bojówką, a zgrają niespodziewających się zagłady karaluchów, pozbawionych nie tylko magii, ale i zdrowego rozsądku. Gdyby go posiadali, już dawno zniknęliby z tych terenów, ukrywając się w norach i brudnych jamach, tam, gdzie należeli. Złudna pewność, że władający tym hrabstwem Greengrassowie roztoczą nad nimi ochronę, a protekcja pałętających się tu i ówdzie popleczników Harolda Longbottoma wystarczy, by Rycerze Walpurgii nie ośmielili się przejąć zaszlamionych miasteczek i wsi, musiała zakończyć się dla mieszkańców Lavedale tragicznie. I – przynajmniej według samej śmierciożerczyni – prawie łagodnie. Wolałaby spalić całą wioskę żywcem, dać pochłonąć ją Szatańskiej Pożodze, strawić to, co złe, niegodne i plugawe aż do popiołów, posyłając wraz z dymem każde zbędne życie, przeszkadzające tylko w triumfalnym pochodzie sprawiedliwości sygnowanej Mrocznym Znakiem. Byłoby to jednak nieekonomiczne. Trwała wojna, zażarta, a pomimo wychwalającej postępy rządu propagandy, trudności ze zdobyciem dóbr dotykały także tych stojących po słusznej stronie barykady. Ciągle nie brakowało jedzenia, nie wiedzieli, co to głód, lecz odbudowa całej miejscowości ze zgliszczy wymagałaby zbyt wielu galeonów oraz cennego czasu, a te mogli przeznaczyć na bardziej pilne zadania. Wiekowe, solidne budynki miały więc zostać nienaruszone, tak, by do domów mogli wprowadzić się prawdziwi czarodzieje, zasługujący na odzyskanie pełni wolności w tym urokliwym zakątku Wielkiej Brytanii.
Obecnie przypominającym raczej krwawą łaźnię, rzeźnię, umiejscowioną na środku małego ryneczku, otulonego zewsząd rzędem domów i niskich kamieniczek. Śnieg pokrywający bruk został zadeptany, poszarzał, rozpłynął się, pomieszany z krwią; część posadzki pokrywała różowo-szara breja, może były to wnętrzności, może biały puch zmieszany z brudną, szlamią juchą. Mericourt podświadomie chłonęła takie detale, wrzaski, krzyki, inkantacje zaklęć, świsty ich efektów, płacz dzieci, głuche uderzenia o czarnomagiczną barierę, trzask łamanych kości, świst lodowatego wiatru, łopoczącego krawędziami czarnego płaszcza, oplatającego ją ze wszystkich stron, skrywającego sylwetkę w chaotycznej czerni. Nie była przecież kobietą, zwykłą czarownicą, a sługą Czarnego Pana, ostrzem jego gniewu, wagą sprawiedliwości, narzędziem, mającym odebrać jugolom to, co od wieków należało do zasługujących na dar magii. Przywracała porządek, równowagę pomiędzy światami, na razie na małą skalę, lecz krok po kroku, miasto po mieście, hrabstwo po hrabstwie, kroczyli ku zwycięstwu. I doceniała każdy etap tej walki, zwłaszcza, gdy widziała działania Zachary’ego i Wren, dzielnie stawiających czoła rozhisteryzowanym jednostkom. Nie musiała im pomagać, nie wzywali jej, nie dali się osaczyć, spętać ani wzruszyć, a wkrótce, stali tuż nieopodal niej, przed niedobitkami, skulonymi wzdłuż bariery Protego Kletvy. Niektórzy leżeli na ziemi bez ruchu, stratowani przez tłum, inni padali na kolana przy rannych dzieciach, mężach, żonach, rodzicach, kolejni błagali bezsensownie o łaskę. – Pozbądźmy się ich na dobre – poleciła Chang i Shafiqowi, nie patrząc na nich, ciągle kontrolując sytuację mugoli. Reszta, pozostawiona za ich plecami, zgodnie z przypuszczeniami uzdrowiciela, dogorywała, niewarta na razie uwagi. To ci, którzy pozostali względnie silni, zdrowi i pozbawieni zranień, stanowili teraz ich główny cel. – Vulnerario – powiedziała tym samym beznamiętnym, surowym tonem, mierząc różdżkę w pierwszą, stojącą na przedzie przerażonej grupki, kobietę o rozczochranych, czarnych włosach, chcąc przebić jej brzuch niewidzialnym mieczem. – Igne Inferiori – kontynuowała, wiedząc, że palenie żywcem przynosi jej wyjątkową satysfakcję, a siła uderzenia klątwy niszczy narządy wewnętrzne; tym razem fioletowe drewno skierowało się ku brodatemu mężczyźnie po lewej stronie zapędzonych w kozi róg mugoli. A w końcu, gdy Deirdre poczuła, że siła, która ją wypełnia, domaga się wykorzystania; gdy pogarda i nienawiść wobec szlamu osiągnęła poziom krytyczny; gdy cały żal, gniew i ból zdołała przekuć w czystą magię, mocniej zacisnęła palce na zitanowej różdżce skierowanej ku rosłemu blondynowi stojącemu na przedzie swej rodziny, skupiona na tym, jak bardzo chce pozbyć się z tych ziem niegodnych zaczerpnięcia kolejnego oddechu ludzi, jak wręcz niezbędne wydaje się odebranie skradzionych żyć. – Avada Kedavra – wypowiedziała cicho, lecz dokładnie, wkładając w inkantacje całe zgniłe na wskroś serce, cały mrok, który nagromadziła latami, każde okrutne doświadczenie, kierowana najplugawszym z pragnień: zadania śmiertelnego ciosu.

|zaklęcia w kolejności


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 54

--------------------------------

#2 'k10' : 2

--------------------------------

#3 'k8' : 3, 7, 1, 2, 8, 3, 2, 2, 3, 5, 5, 7

--------------------------------

#4 'k100' : 99

--------------------------------

#5 'k10' : 10

--------------------------------

#6 'k8' : 3, 2, 3, 6, 4, 1, 6, 6, 6, 4, 5, 6

--------------------------------

#7 'k100' : 72

--------------------------------

#8 'k10' : 8
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Wren: 183/202 pż (5 tłuczone, 8 osłabienie, 6 psychiczne)

Kierowała prędkie kroki ku północnej części placu, gdy pęczniejące ciało mugola wybuchło zgodnie z oczekiwaniem. Bulgoczące wnętrzności oderwały się od kości i przecięły skórę, uderzyły w resztki tłumu, a z truchła o odsłoniętej bieli uniosły się toksyczne opary, przed którymi nie potrafili się bronić. Trucizna wdzierała się przez nozdrza prosto do płuc. Atakowała ich organizmy, zmuszała do szaleńczego kaszlu, do miarowej utraty sił; nie działała gwałtownie ale konsekwentnie, z każdą sekundą odbierając coraz więcej wigoru nawet pomimo krążącej w żyłach adrenaliny. Na szczęście ona i Zachary oddalili się w idealnym momencie, pozostawili zgraję szlam samą sobie, skazawszy ich na pewną śmierć - w męczarniach, bo tylko to im się należało.
Z trudem dobiegła do Mericourt i zatrzymała się u boku Shafiqa; zerwane naczynie krwionośne wciąż kłuło w piersi, dając o sobie znać pulsującym bólem utrudniającym każdy poważniejszy ruch. Teraz towarzyszyła jej także migrena. Pod nosem wciąż widać było zaschnięty, przetarty szkarłat krwionośnego wybuchu, choć sama Azjatka zdawała się o tym zapomnieć, zbyt skupiona na celu, jakiego prawdopodobnie ostatni etap znalazł się przed nimi właśnie w tym momencie. Część rynku była zabezpieczona, należało zatem zająć się pozostałymi niedobitkami, którzy wymknęli się spod surowego pragnienia Deirdre.
Pozbądźmy się ich na dobre - wiedźma nie musiała powtarzać im rozkazu dwukrotnie, wystarczyłby delikatny zapalnik, by wzniecić na nowo płomienie, które od środka zajmowały ją i zapewne także Zacharego. Mężczyzna radził sobie doskonale podczas ich krwawego popołudnia, widać było, że miał talent, a walka u jego boku sprawiała jedynie przyjemność; Wren spojrzała na niego krótko, po czym przeniosła spojrzenie na Śmierciożerczynię i skinęła posłusznie, by potem znów rzucić się w wir walki ze szlamem. - Plumosa - zainkantowała pewniej niż poprzednio, wykonawszy przy tym odpowiedni ruch różdżką, a w gardło bezbronnego mugola uderzyła czarna wiązka wpychająca przez tkanki dym wprost do płuc. Tym razem jednak nie poświęciła czasu na podziwianie swojego dzieła. Działała coraz szybciej, wścieklej, z kasztanowcem w dłoni miotając zaklęciami na prawo i lewo, byle tylko od ich efektu padło jak najwięcej niepotrzebnych światu much. - Gladium - zdecydowała się na czar, którego dotychczas nie miała sposobności użyć więcej niż ledwie dwa razy - i to przyniosło jej zgubę. Różdżka rozpaliła się w jej ręce podczas gdy oliwkowa skóra twarzy zaczęła raptownie blednąć, biała niczym kartka świeżego pergaminu; wszystko wokół tańczyło powolniej. Dźwięki wydawały się rozmazane, oddalone, figury spętane w popłochu coraz mniej wyraźne... Pamiętała uczucie wstąpienia na pokład statku Haverlocka, fale trzęsły konstrukcją pod stopami, a ona drżała na nich, próbując utrzymać równowagę - i tak było teraz, gdy z jej gardła wyrwał się nagle chrapliwy kaszel. Coś ugrzęzło na dnie gardła, coś dusiło od środka, zupełnie jakby jej własne płuca zalał dym poprzedniej inkantacji, a to zmusiło Wren do tego, by opadła na kolana, kaszląc nieustannie. Czerwieniała. Tym razem na śniegu pojawiły się plamy jej własnej krwi. Wypluwała ją z siebie, bo ta stanęła w przełyku niczym kamień, grożąc odebranym na zawsze oddechem, więc czarownica kaszlała, pluła bezwstydnie, byle tylko pozbyć się uczucia krztuszenia, które zagrało w niej pierwsze skrzypce. Słabła, to jasne, ale z każdą kroplą własnego bólu nienawidziła mugoli z Lavedale coraz bardziej. I gdy w końcu burza jej wnętrza ucichła dostatecznie, pochylona na kolanach Chang uniosła powoli głowę - w oczach mając nic prócz ognia absolutnej nienawiści, która sama w sobie winna nieść niszczycielską siłę. - Z-zapłacicie za to, szlamy - warknęła pod nosem, odsłoniwszy czerwone zęby, po czym ostatni raz splunęła w bok krwią. - Cruritus! - krzyknęła. Zaklęcie było silne, mocne, ugodziło w bok jakiegoś młokosa, zrywając płat skóry z jego ciała z nadnaturalną lekkością, jednocześnie fundując mu okrutną agonię. Dobrze. Niech cierpi. Niech płacze. Kątem oka Wren spojrzała na Deirdre - w doskonałym momencie, by uchwycić jak promień zielonego światła mknie w kierunku blondwłosego bohatera, a ten pada martwy bez tchu, jak rzeźba pozbawiona kiedykolwiek bijącego serca. Jej oczy rozwarły się w zachwycie. - Wspaniałe... - szepnęła niemal lubieżnie.

| rzucam na otrzymane przez siebie obrażenia na cm (3k6 obrażeń od podduszenia i 3k6 obrażeń psychicznych)



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Powrót do góry Go down

The member 'Wren Chang' has done the following action : Rzut kością


#1 'k6' : 2, 3, 6

--------------------------------

#2 'k6' : 3, 1, 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Całun śmierci i zniszczenia pochłaniał coraz więcej i coraz mocniej tych, którzy stali się pierwszymi ofiarami, a w miarę postępu lista stawała się coraz dłuższa. Coraz bardziej kompletna, zaznaczył we własnych myślach, znalazłszy się w niedużej odległości od Deirdre, Wren i nieco większej od tłumu gromadzącego się pod niewidzialną barierą. W porę, by znaleźć się wystarczająco daleko od eksplodującego ciała siejącego jeszcze większą zarazę. Na szczęście całe to zjawisko znajdowało się za plecami Zachary'ego, który całą swoją uwagę poświęcał wzajemnie taranującym się mugolom. Wpatrywał się w nich niemal drapieżnym wzrokiem i nie ukrywał tego. Gdyby miał maskę na swojej twarzy, zdjąłby ją, by bez większego trudu napawać się tym widokiem. Na ustach błąkał się lekki uśmiech, jakby nie wiedział, czy powinien zagościć na jego twarzy w tym momencie. Mimo wszystko, jako egipski szajch, nie mógł w ten sposób okazywać emocji. Nie miał prawa godzić w żelazne zasady stanowiące trzon jego życia.
Obrócił w palcach akacjowym drewnem, na krótką chwilę podsumowując wszystkie próby, na które wystawił swoją essę. Wciąż trzymał ją pewnie w dłoni, ciepłą, wręcz palącą przez skórzaną rękawiczkę, przynoszącą ukojenie nerwów, wreszcie dającą należyte skupienie na wypełnianym zadaniu. Pragnienie, by jego dzisiejsze działania oraz te zaplanowane na później tego samego dnia, znalazły uznanie i zrozumienie. Nie tylko dla umiejętności, które nieustannie kształcił i poszerzał, lecz także, a raczej przede wszystkim, dla samego siebie. Potrzeba ta musiała tkwić w nim głębiej niż się tego spodziewał. Nie była zaskoczeniem, raczej pewnego rodzaju drogą, którą nieustannie przemierzał w swoim życiu i próbował zrozumieć. Ratując życie. Odbierając je. Wracając. Czyż nie do tego była zdolna mieszanka dwóch wymagających absolutnego poświęcenia. A teraz obie znajdowały się w jego zasięgu i wiedział, że mógł sięgnąć po znacznie więcej. Tajemnice rodzinnych grobowców, olbrzymich piramid, wreszcie samej Doliny Królów stały mu otworem. Nie miał wcześniej odwagi do nich sięgnąć, lecz teraz, posmakowawszy mocy tak odmiennej od tej, którą władał na co dzień, apetyt wzrósł. W takt potężnych klątw padających z ust Deirdre odczuwał coraz silniejszą potrzebę zgłębienia tego, co nie było przeznaczone dla słabych. Potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznego także dla niego, jeśli odda się potędze i ulegnie złudzeniom. Nie mógł łatwo sięgnąć i przeżyć. Dzisiejsza lekcja klątw uświadomiła mu, jak łatwo dało się ulec sile i stracić nad nią panowanie. Czarna magia obróciła się przeciw niemu i wciąż jak żywo miał przed oczami czerń, która się pojawiła. Nie mogła zjawić się nigdy więcej.
Skinął w milczeniu głową słowom Mericourt. Nie było nic więcej do dodania. Wycofał się o kilka kroków, chcąc objąć nieco większy zasięg swoim spojrzeniem, znaleźć się w nieco bezpieczniejszej odległości. Uniósł różdżkę i powoli wymierzył ją w najbliższego mugola, kobietę łkającą nad swoim konającym od poparzeń dzieckiem. Przeciągał tę chwilę, aż uniosła na niego wzrok pełen strachu... może nawet prośby o litość? Nie wiedział, co dokładnie czaiło się we łzy płynących wartko po policzkach. Wiedział jedynie, że w pewien dziwny, nico niepokojący sposób, nie robiło to na nim wrażenia. Uzdrowicielska praktyka nauczyła go zachowywania poważnej twarzy, niewzruszonej niczym osobowości i taką właśnie pozostawał. Nie licząc ekscytacji zionącej z jasnego, ostrego spojrzenia.
Cruritus — wypowiedział gładko i płynnie inkantację jednej z prostszych klątw. Silna wiązka wypełniona plugawą mocą uderzyła w ciało kobiety. Targnęła nią, uwidaczniając wyjątkową słabość i podatność na magię, wręcz udowadniając, że nie była godna, aby kiedykolwiek takowy dar posiadać. Kobieta oderwała dłoń od prawie martwego ciała i podrażniła skórę własnej twarzy, z której odpadł niewielki płat, odsłaniający mięsień. Jej wrzask pełen przerażenia zmroził Zachary'ego na chwilę. Nie spodziewał się tak silnej reakcji, lecz nie zamierzał pozwalać jej na wyrywanie się przed szereg. — Bucco — warknął, sprawiając, że kolejna wiązka czarnej magii wywołała uderzenie w szczękę od dołu. Krzyk zamilkł, a siła odepchnęła ją do tyłu, wyrywając z amoku tylko po to, by zaczęła obsesyjnie drapać się po całym ciele. — Cisza — odezwał się z powrotem obojętnym tonem, pod którym niewątpliwie czaiła się ekscytacja. Wzrok skierował na kolejną, nieco oddaloną postać, mężczyznę próbującego wyrwać się z tłumu. — A ty dokąd? Adolebitque — podjął, wieńcząc pytanie kolejną klątwą, która tym razem stworzyła łańcuch pętający mugola szybciej niż tego oczekiwał. Parzył. Widział jak przebijał się przez niedostatecznie grube warstwy ubrań i wpijał w ciało, czyniąc go bezwładnym i bezbronnym. A Zachary jedynie pobladł, czując wyraźną suchość w gardle. Swoim kaszlem nie mógł przebić się przez krzyki śmierci ani właściwie docenić błysku zielonego światła, który rozpoznawał każdy. Wszystko odczuwał z wyraźnym opóźnieniem, jakby świat trwał znacznie wolniej niż zwykle. Odwrócił pobladłą twarz w stronę czarownic, lecz miał wrażenie, że nie był w stanie uchwycić ich spojrzeń.

obrażenia za wyrzucenie 4 na kości k10
zaklęcia



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I'm not alone in all this
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Powrót do góry Go down

The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


#1 'k6' : 1, 2, 2

--------------------------------

#2 'k6' : 6, 4, 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

187/196 (9, osłabienie)
Wokół widziała tylko czerń, biel i czerwień, trzy główne barwy, intensywne, odcinające się od siebie nawzajem sztywnymi liniami tylko po to, by kilka sekund później zlewać się w brudną kakofonię śmierci i zabrudzonej, śnieżnej niewinności – oświetlonej nagle dodatkowym pryzmatem, szmaragdowozieloną smugą, oślepiającym błyskiem promienia, rozdzierającego nie tylko powietrze. Śmiertelna klątwa uderzyła rosłego mugola prosto w pierś, nie zostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu. Nie trzasnęły łamane kości żeber, krew nie trysnęła z rozcięcia, skóra pozostała jednolita, a twarz mężczyzny nie zmieniła wyrazu lęku i zarazem straceńczej odwagi. Runął na ziemię tak, jak stał, z rozłożonymi rękami, bezwładnie, zalegając tuż obok stratowanych i poranionych zaklęciami ciał. Deirdre dawno nie czuła satysfakcji płynącej z rzucanie udanego Zaklęcia Niewybaczalnego, z sięgnięcia po to, co niemożliwe, niezapomniane, w swym okrucieństwie: nieludzkie. Uśmiechnęła się, kąciki ust uniosły się, lecz oczy, wyzierające z lustrzanej maski, przypominającej czaszkę, pozostały puste, lodowate, prawie tak czarne, jak trzepocząca wokół niej szata. I wkrótce, także jak mrok rozpościerający się tuż przed nią, wygłodniały, potworny, pożerający ją żywcem. Poczuła, że ziemia usuwa się spod jej nóg, że bruk placu faluje, a wzrok zawodzi. Przez ułamek sekundy wszystko, co znajdowało się tuż przed nią, zniknęło w ciemnej toni. Zapadała się w nią, traciła kontrolę, zachwiała się mocniej, lecz gdy zaczerpnęła chrapliwego oddechu, zmysł wzroku znów do niej powrócił, odbierając jednak otaczającej ją rzeźni kolorytu. Krew nie lśniła już karmazynem, wszystko skąpała szarość, bezbarwna, mętna, utrudniająca skupienie. Gdzieś z boku dobiegał koszmarnie brzmiący kaszel, jęk bólu, dźwięk zachłystywania się własną krwią, lecz słabość uniemożliwiła Deirdre poczucie lęku o to, jak radziła sobie Wren lub Zachary. Zrobiła kilka chwiejnych kroków w bok, ogłuszona jeszcze ceną, jaką przyszło zapłacić za korzystanie z najsilniejszych zaklęć, jednocześnie rada, że jej twarz skrywa się pod maską. Pomylone kroki mogły być przecież kwestią ekscytacji dokonywanym mordem. Nie, żeby wstydziła się słabości, uczyła przecież Chang, że jest ona częścią złożonej ofiary. Właśnie, Chang; odwróciła się w stronę swych towarzyszy, obserwując, jak Zachary robi porządek z niedobitkami, podobnie jak Wren. Wyglądała więcej niż źle, krew oblepiła jej twarz, pobladła, wydawała się obolała, ale ciągle stała, unosząc raz po raz różdżkę, wymierzając karę i przynosząc Lavedale sprawiedliwość.
- Świetnie. Nie spodziewałam się po was takiej…skuteczności – skomentowała krótko, z uznaniem, działania Shafiqa i uczennicy, nie dotarło do jej ust pożądliwe westchnienie Wren, zachwyconej Niewybaczalnym zaklęciem. Nie było tu miejsca na pielęgnowanie więzi mistrzyni i podopiecznej, mieli do wykonania poważne zadanie, zbliżające się do satysfakcjonującego finału. – Upewnijmy się, że w domach nikt się nie ukrywa. Mamy pozbyć się wszystkich mugoli, całego zalegającego tu szlamu. Zajmijcie się budynkami od wschodu, ja ruszę wzdłuż tych po tej stronie. Nie niszczcie ich, jeśli nie będzie to całkowicie konieczne. I nie miejcie litości, nie obchodzi mnie, czy w piwnicach ukrywa się całe szlamie przedszkole, macie wyrżnąć ich co do jednego – poleciła cichym, zdecydowanym tonem, nawet rozkaz najpotworniejszych zbrodni deklamując z prawie kokieteryjną melodyjnością. Później, odchodząc już od bariery i kłębiącej się wokół niej na wpół martwej reprezentacji mieszkańców mugolskiego miasteczka, uniosła różdżkę. – Viento somnia – wychrypiała, chcąc zalać teraz wokół bariery, gdzie ciągle dogorywali przecież niektórzy z mugoli, morderczą mgłą. Nie udało się, widocznie osłabienie pozbawiło ją pełni sił, nie rezygnowała jednak, z uporem zaciskając palce na różdżce raz jeszcze. – Viento somnia – powtórzyła z warkliwym naciskiem, z satysfakcją obserwując, jak mgła punktowo rozlewa się i paraliżuje tych, którzy pozostali jeszcze przy swej marnej egzystencji. Klątwa miała objąć swym zasięgiem połowę placu, tak, by nikt z plugawców nie pozostał żywy, umierając w agonii pełnej koszmarów. – Sprawdźcie budynki dokładnie – poleciła jeszcze Zachary’emu i Wren, rzucając dyspozycję przez ramię, po czym skierowała się ku pierwszemu domowi przy zachodniej części rynku, kopnięciem otwierając niedomknięte drzwi, tak, jakby brzydziła się nawet dotknąć mugolskiej klamki przez skórzaną rękawiczkę. Dom wyglądał na opuszczony w pośpiechu, lecz mogło być to tylko pozorne. – Homenum Revelio– powiedziała, unosząc wysoko różdżkę, by objąć zasięgiem zaklęcia całość budynku, być może zahaczając także o sąsiadujące domy. Były stosunkowo wąskie, liczyła więc, że szybko upora się z ukrywającymi się tutaj szczurami, o ile takowe napotka.

zaklęcia viento somnia


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

The member 'Deirdre Mericourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 52
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Wioska Lavedale

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach