Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wioska Lavedale
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wioska Lavedale

Pośrodku pól rolnych i licznych farm znajduje się niewielka mugolska wioska. Mieszkańcy zajmują się głównie rolnictwem, głównie słyną z produkcji różnych rodzajów mąk, ale również z hodowli trzody i bydła. Dostarczają żywność na tereny hrabstwa Staffordshire, a samo miasteczko wspierane jest przez osoby popierające Zakon Feniksa. Równowaga mieszkańców wioski została zachwiana przez trwającą wojnę, zmuszeni są do większej ostrożności, jeśli chodzi o ochronę magazynów, tartaku i młynów, które znajdują się na jej terenie.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Lavedale - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Uśmiechnął się szeroko, widząc jak Castor się rozpromienia, jak nie odtrąca jego pomysłu, słysząc jak w młodzieńczym głosie wybrzmiewa szczery entuzjazm - nieudolnie maskowany jakimiś profesjonalnymi pouczeniami, magia życie ratuje i odbiera, tak, tak. Pokiwał potulnie głową, grając w tą grę i przygryzając lekko wargę, by nie wybuchnąć szczerym i przyjaznym śmiechem. Przez chwilę znów było jak wcześniej, przed wojną.
Tylko Castor był sporo szczuplejszy, w Michaelu coś umarło, a Fenrir dowiedział się o życiu zbyt wiele.
-To ty w nagrodę otrzymasz sparing! - zaprotestował żartobliwie. -Stoi. Dzięki, Cas. - uścisnął mocno jego dłoń - odruchowo, być może za mocno, ale wpół gestu przypomniał sobie, że od paru miesięcy przyjaciel jest przecież odrobinę delikatniejszy.
Aż do pełni.
-Jak to w ogóle podać? W walce lepiej byłoby rozpylić, żeby wróg się nie zorientował? Chyba, że to eliksir żon dla krnąbrnych mężów. - uśmiechnął się krzywo, po fakcie uświadamiając sobie, że jego myśli najpierw biegną ku wojnie, a dopiero potem ku rodzinnej normalności. No tak...

Castor natychmiast pozyskał zaufanie alchemika, a Mike słuchał ich rozmowy grzecznie potakując głową i dziwiąc się, jak małe było to środowisko. Wspólny kurs, wspólni mentorzy, te same podręczniki. Normalnie jak aurorzy.
Wyobraził sobie swojego młodego przyjaciela pracującego w szpitalu, uczącego innych alchemików - Castor miał przecież do tego dryg - i poczuł ukłucie winy. Od Pomony Sprout mógł się przecież odciąć, gdyby nie spotkał Michaela i pozostał w Londynie i nie poszedł do tamtego lasu mógłby tyle osiągnąć, żyć tak normalnie...
Niszczę każdego, kogo spotykam - przemknęło mu przez głowę bez zaskoczenia i już któryś raz z rzędu, bo podobne myśli potrafił odpędzić jeszcze jesienią, ale teraz już nie. Co prawda, Castor wyglądał równie promiennie jak zwykle, a podczas rozmowy z potrzebującym wydawał się szczęśliwy, tak jakby znalazł cel w pomocy, jakby wcale nie był zniszczony, a jakby dopiero rozkwitał. Mike widziałby to wszystko, gdyby nie ciemne chmury nad jego własną głową. Nieco zamyślony, ocknął się dopiero, gdy alchemik wspomniał o śmierci czyjejś córki, a na twarzy Castora pojawiła się ta mina.
-Dziękujemy za pana uwagę i... informacje. Zna pan jeszcze kogoś, kto mógłby mieć radio i być godny zaufania? - szybko przejął stery, wtrącając się do rozmowy.
-Beesbury przyjaźnili się z taką muzykalną rodziną, ale... - alchemik odchrząknął nerwowo. -Proszę ich pytać, czy tamci nadal tu są. - umknął wzrokiem, a uwadze Michaela nie umknęło, że nie zdradził im nazwiska ani profesji tamtych ludzi. Mugole? To możliwe, by jacyś tu pozostali? - na razie to jedynie hipoteza, musiał porozmawiać o tym z piekarzami. O ile zdradzą mu cokolwiek po śmierci córki.
Prędzej jemu, niż Castorowi. Bowiem to na niego patrzyli jak na ducha, gdy Sprout dzielnie się produkował i był sympatyczny. Musieil gdzieś widzieć list - w Stoke on Trent, po tym jak stanęło w ogniu i wietrze zmian? Przed tym całym koszmarem, na początku stycznia?
No dobrze, czas mówić prosto z mostu.
-Słyszałem o państwa córce. - wtrącił jakże subtelnie, a matrona pobladła jeszcze bardziej. -Mnie zabili matkę. - dlatego jestem na tych listach, rozbrzmiało w niewypowiedzianej aluzji, gdy ostrożnie krzyżował spojrzenia z piekarzem. W jego wzroku - trochę zrozpaczonym, trochę gniewnym - odnalazł iskrę zrozumienia. -Myślę o niej, o niewinnych ofiarach, gdy tylko biorę różdżkę do ręki. Jestem aurorem. - nie znajdę bezpośredniego odpowiedzialnego, ale ją pomszczę.
Fałszoskop nadal tkwił w kieszeni nieruchomo.
-Byliśmy w..wtedy na targu w Stoke-on-Trent, nie wróciliśmy na czas i... Ona nie potrafiła czarować, wie pan. Dlatego tu mieszkaliśmy, wśród mugoli. A teraz, w tym hrabstwie, w tej wiosce, już nic dla nas nie ma. Ten dom, ona tu... Wie pan, w powietrzu czasem nadal czuć spaleniznę. Wynieślibyśmy się, ale ta akromantula...
-Zabiłem tą akromantulę. - przerwał Michael. -Przybylibyśmy wcześniej, gdybyśmy o niej wiedzieli. Zakon Feniksa stara się wspierać te ziemie. Cały czas. Komunikacja jest utrudniona z wiadomych przyczyn, ale jesteśmy tu właśnie w tej sprawie. Jeśli mają państwo odbiornik radiowy, to od trzydziestego pierwszego stycznia może w nim rozbrzmieć głos Ptasiego Radia, z Półwyspu. Nadawać będziemy na częstotliwości 101,1, ale aby móc usłyszeć audycję, potrzeba tego urządzenia. - pokazał pluskwę, a potem - podobnie jak Castor w innych chatach - wyjaśnił małżeństwu, jak działa, jak zamontować urządzenie (co, na prośbę kobiety, ostatecznie zrobił za nich), jak je zdemontować (co zdawał się zapamiętać piekarz) i jaki jest tajny kod, który ochroni ich i utajni prawdziwe zastosowanie pluskwy w razie odkrycia urządzenia.
W niektórych ludziach żałoba wzbudzała paraliż, a w innych - niespodziewaną determinację. Gdy komuś niewiele już w życiu zostało, a pojawiał się przebłysk nadziei - dwójka jasnowłosych mężczyzn, martwa akromantula, połączenie z innymi hrabstwami - niektórzy mogli stać się zdolni do większego ryzyka, do odważnych czynów, których nie podjęliby się w przeciwnym wypadku.
-Bardzo nam pan pomógł. Tym radiem i... ubiciem tej akromantuli, całej wiosce. Pająk naprawdę nie wróci...? - upewnił się piekarz, ewidentnie mając coś na myśli.
-Nadziałem ją na lodowe kolce i upewniłem się, że jest martwa. Przekazaliśmy nawet jej włosie tutejszemu alchemikowi. - potwierdził Mike, a właściciel spojrzał na niego z determinacją.
-Jeśli my moglibyśmy jakoś pomóc...
Mike uśmiechnął się blado, choć spojrzenie miał bardzo poważne.
-Prawdziwi panowie tych ziem na pewno ucieszyli by się z aktualnych informacji. Szczególnie, jeśli bywają państwo na targu w Stoke on Trent. -kilka słów, dosadny podtekst. Wystarczyło.
Dobrze poinformowani piekarze wskazali Michaelowi i Castorowi kolejne adresy, wreszcie potwierdzając przypuszczenia, jakich Mike nabrał po wizycie u alchemika. Jedna mugolska rodzina, których syn był mugolakiem - i miał radio - zdążyła się schronić w lesie, pod zaklęciami ochronnymi krewniaka. Podobno wrócili, nie mieli dokąd indziej wrócić. Tonks skinął głową Sproutowi (o śmierci też musisz nauczyć się rozmawiać... ale nie dziś, dziś ja się tym zająłem...), by iść dalej. Wioska musiała dowiedzieć się, że okolice są już względnie bezpieczne i komu zawdzięczali to bezpieczeństwo, a pluskwy zostać rozdane.
Czekał ich długi dzień.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 13.10.21 0:01, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You and me, baby, ain't nothing but mammals.
OPCM : 46
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Wioska Lavedale - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

— Jeżeli mnie dobrze nie wyleczysz, nie będzie sparingu, dlatego to nagroda dla Ciebie — potrząsnął kilkukrotnie głową, a jego wątłe ciało zatrzęsło się od z trudem powstrzymywanego śmiechu. Nawet pomimo tego, że chichot nie wydostał się spomiędzy jego warg, oczywiste było, że śmiał się całym sobą. Radośnie iskrzyły oczy, kąciki ust drgały prawie bez kontroli, a twarz jego rozpromieniła się zupełnie tak, jakby promienie słoneczne nie spływały spomiędzy kłębiących się na niebie chmur, ale źródło swe miały w jego twarzy, tak przecież rozanielonej.
Nawet mocny — za mocny — uścisk dłoni nie przerwał radości, która płynęła z niego bez większego zastanowienia. Poświęcił jednak chwilę na rozmasowanie bolących kości, uśmiechając się porozumiewawczo.
— Tak jak każdy eliksir — powiedział bez zastanowienia, wyciągając niepogryzioną rękę przed siebie. Podbródek Tonksa prędko znalazł się w przerwie pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Kciuk oparł o prawy policzek, resztę palców ułożył na lewym. Dopiero po tym zdecydował się na lekki nacisk, wyczuwając pod sobą zęby przyjaciela. Przy odrobinie dobrej woli i z uwzględnieniem elementu zaskoczenia, Mike powinien otworzyć usta, przynajmniej odrobinę — O tak.
Uśmiech nie znikał z jego warg, gdy powoli i z typową dla Sprouta delikatnością wypuszczał twarz przyjaciela z uścisku. Jeżeli kiedykolwiek miał wątpliwości, jak podaje się komuś szkodliwy eliksir, teraz znał najprostszą i najskuteczniejszą metodę.

Proste rozwiązania chyba przylgnęły do Michaela, stając się jego drugą naturą. Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć to, w jaki sposób rozmawiał z Beesburymi? Castor przyłapał się na ostrzegawczym, choć nieco spanikowanym otworzeniu drżących ust, z których jednak nie wypadło żadne słowo. Nerwowym wzrokiem sunął pomiędzy piekarzem, jego żoną, a Michaelem, gotów w każdej chwili sięgnąć po różdżkę i raz jeszcze próbować swych marnych sił w próbach obrony, czy też ucieczki. Ludzie trafieni żalem, stratą i tragedią potrafili być przecież nieprzewidywalni, ale...
Rozmawiali. Beesbury z Tonksem Troutem, dialog trzymany był w wymęczonych szwach spokoju, a Castor nie mógł przez ten czas oderwać wzroku od przerażonej matrony. Czy było coś, co mógł zrobić, by choć na moment zdjąć ciężar bólu po utracie dziecka?
— Zakon Feniksa pamięta. O żywych i poległych. Pamięć o państwa córce nie zginie, obiecujemy — powiedział wreszcie, ściągając przy okazji czapkę z pomponem z głowy. Przycisnął ją wtedy do płaszcza, do serca, przymknął nawet oczy, kłaniając się przed rodzicami biednej dziewczyny. Martwi żyli tak długo, jak długo pamięć o nich tliła się w sercach ludzkości. Był zdecydowanym zwolennikiem czynów, nie słów, lecz dziś... Dziś to słowa mogły ponieść ich dalej, doprowadzić do najszczęśliwszego z dostępnych zakończeń, choć i te najczęściej trudno było postrzegać w pozytywnych barwach.
— Pamiętajcie o George'u. Jego rodzice to mugole, nasi drodzy przyjaciele... Mieszkają prawie po sąsiedzku, to ten trzeci dom za nami, z zielonymi drzwiami. Na pewno panowie trafią — kobiecina miała głos dość słaby, jednak pomimo tego dość prosto było wyczuć przepływającą przez niego troskę. Straciwszy swe jedyne dziecko, nie chciała, by rodzice tegoż George'a przechodzili przez to samo. W odpowiedzi Castor pokiwał krótko głową, składając kolejną, niewerbalną już obietnice. Będą pamiętać i odwiedzą go za chwilę.
Gdy tylko wystąpili poza próg piekarni, Sprout raz jeszcze zwrócił swe spojrzenie w kierunku Michaela. Zbierał się w sobie kilkukrotnie, próbując zabrać głos w sprawie ich wcześniejszej rozmowy, tak bezpardonowo poruszającej życiowe tragedie, ale chyba przypomniał sobie szarlotkę pani Tonks, którą kiedyś częstował go Mike, a z której przepisu korzystała później Justine z Vincentem i znów żołądek się mu ścisnął, a oczy zeszkliły niespodziewanie. Z trudem przełknął ślinę, bo przez moment widział tamtego Michaela. Pogrążonego w żałobie, niemej furii, której Sprout nie potrafił opanować, nie potrafił pomóc. Ale gdy mrugnął, Mike znowu był ten sam, jak przed chwilą. Opanowany, ściśle aurorski, dający wsparcie, miast go potrzebować. Choć potrzebował, co do tego nie było wątpliwości.
Dotarli wreszcie do zielonych drzwi, które opisywała pani Beesbury. Raz jeszcze zapukał, lecz tym razem nie musieli przeprowadzać rozmowy zza uchylonych, czy też zamkniętych drzwi. Drzwi bez zawahania otworzył młody mężczyzna, na oko niewiele tylko starszy od Castora. Mokre włosy kleiły mu się do twarzy, roztargnięty uśmiech jeszcze przez moment tańczył na szczupłych wargach, lecz oczy prędko zdradziły jego tajemnicę.
Spodziewał się zastać kogoś innego.
Bał się.

Nozdrza Castora rozszerzyły się nieco, bo znał przecież zapach strachu; nie chciał jednak znów patrzeć na Tonksa, dawać biednemu George'owi sygnału, że coś może być tutaj nie tak, że każdy nieznajomy w Lavedale to zło.
— Cześć, George. Pani Beesbury prosiła, byśmy cię odwiedzili, zresztą pan alchemik tak samo — zaczął łagodnym głosem, troszkę tylko od najmniej ważnej strony. — Podobno jesteś całkiem muzykalny, a to dobrze się składa. Zakon Feniksa będzie uruchamiał własne radio, wiesz?
Mówił głosem nieco ściszonym, tak, by wiatr nie porwał jego słów do nieodpowiednich, nadsłuchujących uszu. George prędko potarł dłonią swą twarz, ścierając z niej kropelki wody, po czym bez zastanowienia zagestykulował tą samą mokrą dłonią, by prędko wchodzili do środka.
— Ech, cholera, zaskoczyliś... Zaskoczyliście mnie panowie. Czekałem na kogoś... innego — pąsowiejące coraz to poważniej policzki wydawały się być wystarczającą podpowiedzią odnośnie charakteru spodziewanej wizyty. George musiał dopiero co brać kąpiel, pachniał solami do takowej, czego wyczulony węch Castora nie potrafił przeoczyć. — Ale jak ciocia Edith i pan Henry panów przysłali, to zamieniam się w słuch. No, o Zakonie Feniksa nie wspomnę.
Nonszalanckie oparcie się o jedną z belek rozpoczęło spokojny proces powracania do pełnej pewności siebie, który to był dla Castora czymś niesamowicie fascynującym. Przyglądał się młodemu mężczyźnie tak przejęty, że dopiero po chwili mógł powrócić myślami do planu, jaki mieli do wykonania i przejść do kolejnej kwestii rozmowy.
— Od trzydziestego pierwszego stycznia koniec ciszy w eterze. Zaczynamy nadawanie Ptasiego Radia, byłbyś zainteresowany?
— Co to za pytanie w ogóle! Jak będziecie grali prawdziwego rock and roll'a, takiego do tańczenia, to oczywiście, właśnie złapaliście nowego słuchacza — No czarujący ma ten uśmiech, cholera. Jak jeszcze trochę posiedzimy, to może poznamy jego dziewczynę. — Gdzie was szukać, co?
— Aaa, no to teraz przejdziemy do konkretów — Castor klasnął radośnie w dłonie, które potarł niedługo później. Wykład rozpoczął tak samo, jak zawsze. Od podania odpowiedniej częstotliwości, na której nadawali, przez sam mechanizm działania pluskwy, którą tym razem sam zamontował oraz wymontował, by następnie przekazać ją w już suche dłonie George'a. Ten poradził sobie z zadaniem bez zarzutu, a słysząc pochwałę padającą z ust Sprotua, uniósł spojrzenie orzechowych oczu na Michaela zupełnie tak, jakby był łasy na komplementy również ze strony starszego z blondynów. Z ust mugolaka wciąż nie schodził ten sam, niemalże kokieteryjny uśmiech, a uwaga, z którą słuchał słów Castora, była naprawdę dojmująca. Do tego stopnia, że speszyła nieco biednego Sprouta, który uciekał przed spojrzeniem George'a, sprawiając mu przy tym wyraźną radość.
— Powtórzysz? — wreszcie odważył się zadać pytanie, choć zrobił to niezwykle wręcz cicho i Michael dobrze wiedział, że jego przyjaciel był po prostu onieśmielony prezencją prawie—nieznajomego mugolaka. George'owi taka sytuacja była szczególnie na rękę, ponieważ odbił się wtedy od belki, o którą stał oparty, okrążył najpierw Castora, później Michaela, aż wreszcie zasiadł wygodnie na wytartym fotelu, którego kolor mógł sugerować, że lata, długie lata temu, w dniu zakupu, był koloru musztardowego.
— 101,1. Urządzenie w środku. Gałką wpisuję kod, którego nie mogę wyjawić nikomu, więc nie powiem nawet wam — krótki, lecz szczery śmiech odbił się od ścian pomieszczenia, a jeszcze silniej odbijał się od bladych kości czaszki Sprouta. Ech, chyba będzie musiał odpocząć przez trochę od aromatu soli do kąpieli. — W każdym razie! Po wpisaniu kodu przekręcam gałkę znowu na 101,1 i słucham, ile wlezie. Po wyłączeniu gałka na dowolną częstotliwość. I słyszymy się trzydziestego pierwszego stycznia.
Gdy Tonks i Sprout ruszyli w kierunku wyjścia, wcześniej oczywiście nie szczędząc kolejnych pochwał za tak prędkie posiądnięcie wiedzy, George raz jeszcze ich okrążył, by tym razem własnym ciałem uniemożliwić im dotarcie do drzwi.
— Ale mam jedną prośbę, panowie. Dwie uliczki stąd jest taki dom, poznacie państwo na pewno, bo płot się wywrócił, gdy byliśmy w lesie, ale to nieważne. Mieszka tam moja dziewczyna, Caroline i jej starszy brat, okropny palant. Jakbyście mogli do niego wpaść, bo też ma radio i zająć mu trochę czasu, byłbym zobowiązany — i nawet z tak szelmowskim uśmiechem było George'owi do twarzy. Puścił jeszcze porozumiewawcze oczko każdemu z dzielnych czarodziejów, choć te dłuższe i wymowniejsze poleciało w kierunku Michaela, którego uznał pewnie za bardziej doświadczonego od wychudzonego i uciekającego przed nim spojrzeniem Castora.
— Trzymaj się, George. Przytrzymamy go — Castor nie zdążył dokończyć myśli, gdy rozległo się stukanie do drzwi. Gospodarz prędko otworzył je na oścież, wpuszczając do środka drobną rudowłosą dziewczynę z siateczką piegów rozpostartą na jasnej skórze pokrywającej kości policzkowe. Dziewczyna wyglądała na zaskoczoną, lecz Castor pociągnął prędko Michaela za rękaw płaszcza, kłaniając się jej w pas. — Do widzenia i udanej zabawy, my już wychodzimy!



Wiem, że nie chce się już dłużej bać. Nie chcę tańczyć do melodii, którą znam. Jestem wolny, już mnie porwał wiatr. Daleko, gdzie mleko rozlewa się wśród gwiazd.


Ostatnio zmieniony przez Castor Sprout dnia 12.10.21 23:59, w całości zmieniany 1 raz
Castor Sprout
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów
Wiek : 23/24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
so i ate myself,
bite by bite,
and the tears washed me,
wave after cowardly wave.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999

Powrót do góry Go down

Roześmiał się równie szczerze jak Castor, całym sobą (oprócz tej jednej części duszy, w której ciemności nie mogło rozgromić żadne światło) chwytając się tej radosnej chwili, strzępu normalności, deja vu z lepszych czasów. I dał się zaskoczyć, a może chciał dać się zaskoczyć. Uniósł lekko brwi, z ust wyrwało się krótkie "O!", aż wreszcie cofnął lekko głowę i potrząsnął nią z rozbawieniem.
-Tak to można dawkować w walce z przeciwnikiem na pięści, wymyśl jeszcze jak wcisnąć to komuś do ust za pomocą różdżki. - roześmiał się, bo - choć czuł się nawet pewnie w bezpośrednim zwarciu - to jednak magiczną ofensywę ćwiczył przez całe życie.

Intuicja go nie myliła, gdy wyczuł pragnienie zemsty - choćby subtelnej, choćby manifestującej się w donosicielstwie i pomocy mugolakom - starego piekarza. Czuł to samo, gdy stracił matkę, a śmierć córki musi boleć jeszcze bardziej. Nawiązał z mężczyzną nić porozumienia, radio wlało nową nadzieję, odpowiednio dobrane słowa - początkową motywację do rozglądania się w Staffordshire. Nie naciskał dalej, na owoce trzeba będzie poczekać, a Castor wniósł w tą odrobinę zbyt wykalkulowaną wymianę zdań powiew ludzkiej empatii. Może nie powinien wykorzystywać czyjejś żałoby, ale zrobił już to w Dziurawym Kotle ponad pół roku temu (choć córkę tamtych barmanów Zakon Feniksa mógł uratować i Michael dopilnował, by informacje o dziewczynie trafiły do grupy kontrolującej wówczas wyjście z Tower). Hamulce i własne serce traci się powoli, niepostrzeżenie. Przynajmniej Castor nadal miał swoje, a Michael odruchowo unikał jego spojrzenia. Mają mugolskich przyjaciół, przeżyli cudem. Niesiemy nadzieję, nie zagrożenie. - powtórzył sobie samemu, próbując w to wierzyć.
Poszli dalej. Drzwi otworzyły się raptownie, niespodziewanie. Wyraźne zaskoczenie, zapach niedawnego potu, jeszcze bardziej niedawnej kąpieli i nagłego strachu. Castor pewnie też to czuł - pomyślał Michael, prześlizgując wzrokiem po zaskoczonej twarzy, mokrych włosach i lepiącej się do ciała koszuli gospodarza. Napięte mięśnie i błysk przestrachu w oczach przeczyły nonszalanckiej pozie, ale wtem i George zaczął maskować strach pozorną nonszalancją. Dobry był, w zgrywaniu twardziela. Słowa o Zakonie Feniksa zdawały się autentycznie uspokoić młodzieńca - czy Castor wiedział, jak działa na ludzi?
Ludzi, którzy uśmiechali się wprost do Sprouta tak czarująco?
Odruchowo postąpił o krok do przodu, zajmując przestrzeń pomiędzy George'm i Castorem. Temu pierwszemu zdawało się to sprawić trochę uciechy i trudno powiedzieć, czy speszony Castor zauważył tą ochronę. Ech.
-Tak, brawo. Wszystko pan zapamiętał. - rzucił krzyżując ręce na ramionach, z minimalnym jedynie przekąsem. Gospodarza nie wytrąciło to jednak z równowagi, posłał Michaelowi promienny uśmiech, przytrzymując jego spojrzenie na minimalnie zbyt długo.
Tonks westchnął w duchu. Fenrir też.
Ruszyli do drzwi, ale George odważnie zastąpi im drogę, z jeszcze jedną prośbą. Rekomendacją. Właśnie tak działali, zdobywając polecenia zaufanych osób, ale tym razem jedna kwestia zaniepokoiła Michaela.
-Palant? To radio, to wszystko - to nie zabawa. Musimy mieć pewność, że rozdajemy pluskwy zaufanym osobom. - przypomniał George'owi surowo, a ten rozszerzył oczy, szybko wznosząc ręce na znak protestu.
-Nie, nie, to miałem na myśli! Palant, bo... ma Caroline za małą dziewczynkę, ale znamy się od lat, ostrzegł nas... no, w...wtedy, popiera... panów sprawę. - dopiero teraz cień wojny zakradł się na moment na twarz rozmówcy, wspomnienie tamtego pożaru, początku stycznia. -Ma też dobrych przyjaciół w sąsiednich wioskach, on zawsze trzymał się bardziej z czarodziejami. Może panu... wam coś doradzi. - wyjaśnił szybko, pokorniejąc. Na moment, bowiem zaraz potem puszczał im perskie oko.
Mike zawahał się. Ten chłopak miał charakter.
-Mówmy sobie po imieniu. - sprostował szybko, bo to dopiero jemu George zaczął mówić per pan. Młodzieniec rozpromienił się wyraźnie, a Mike dodał - niezobowiązująco, ale po tej krótkiej rozmowie będąc zdolnym ocenić pojętność, twardy charakter i silne ciało rozmówcy:
-Musisz trochę znać się na białej magii, skoro ochroniłeś wtedy rodziców. Jeśli zapragniesz walczyć skuteczniej, Biuro Aurorów będzie organizować szkolenia. Odezwę się. - zaproponował, zostawiając młodego mężczyznę z uśmiechem, obietnicą i (faktycznie śliczniutką) Caroline.

Ruszyli do chaty jej brata, który otworzył drzwi równie szybko, z pytaniem -Car...? na ustach. Zamarł, ale Michael szybko pośpieszył z wyjaśnieniem.
-Nie, sąsiedzi polecili nam kilka zaufanych domów. Po pierwsze, podobno ma pan odbiornik radiowy? - młody człowiek wyglądał na bardzo poważnego, grzecznościowy zwrot lekko poprawił mu humor. -Przybywamy z ramienia Ptasiego Radia, nadawanego przez Zakon Feniksa. Zaczynamy trzydziestego pierwszego stycznia, mamy bezpieczne urządzenie, które umożliwi panu zasięg i zakoduje radio tak, by na kanał nie trafił nikt niepowołany. - zaczął ściszonym głosem, obserwując mieszankę zaskoczenia i kiepsko skrywanej ciekawości na twarzy mężczyzny. Fałszoskop tkwił nieruchomo w kieszeni, George się nie mylił. -Po drugie, zabiliśmy grasującą pod wsią akromantulę. Chcieliśmy dać znać, że jest bezpiecznie - dopilnuje pan, by reszta sąsiadów się dowiedziała? - uśmiechnął się promiennie, a potem z cierpliwością przyjął grad pytań. Charlie, brat Caroline, strasznie niepokoił się o siostrę i jej wyjścia z domu, wiadomość o zabiciu pająka odrobinę ukoiła jego nerwy. Uspokojony, pozwolił sobie zademonstrować działanie radia, zapamiętał kod, z pomocą Michaela zamontował pluskwę.
-Jeśli mają ich panowie więcej, mam przyjaciół w kilku sąsiednich wsiach. Same zaufane osoby, już wam powiem jak ich znaleźć... Przyda im się trochę pokrzepienia, po... no, po piątym stycznia. Z dwójką widziałem się w zeszłym tygodniu, reszta... może... mogliby mi panowie dać znać, czy przeżyli. Jeśli ich znajdziecie. - zaproponował poważnym, ściszonym tonem. Michael obiecał mu zarówno wiadomości, jak i dyskrecję, a potem w skupieniu wysłuchał nazwisk i adresów.
Przed nim i Castorem jeszcze długi dzień - który spędzili na rozdawaniu reszty pluskiew.



/zt x 2


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You and me, baby, ain't nothing but mammals.
OPCM : 46
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Wioska Lavedale - Page 4 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Wioska Lavedale

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach