Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]04.08.21 16:06
First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia jest połączona z jadalnią i mieści się w długim, prostokątnym pomieszczeniu. U szczytu drewnianego sufitu wiszą haki, na których suszą się zioła — dziś pokryte kurzem, nienadające się do spożycia. Zastawa w szafkach jest kwiecista, kobieca. Wiele filiżanek jest szczerbionych choć dzięki magii łatwo można je naprawić. W głównej części kuchni stoi piec opalany drewnem.


Przystawki i dania

Picie na pusty żołądek jest nie tylko niezdrowe, ale grozi także katastrofą i ogromnym kacem. Właśnie dlatego najlepsi kucharze w całkiej Wielkiej Brytanii postanowili zebrać to, co mieli w swoich kuchennych szafkach i przygotować z tego wybitne specjały. Castor, Finley, Sheila, Demelza i Neala zadbali o pełne brzuchy wszystkich gości sylwestrowej zabawy.

W kuchni, na stole wyłożonym czystym, gładkim obrusem, na różnej wielkości talerzach wyłożono talerzyki, choć z różnych kompletów i sztućce, zduplikowane magią tak, aby każdy mógł nabrać dla siebie pyszności:

▲ Królik pieczony w ziołach razem z pieczonymi ziemniakami i cebulą.
▲ Sałatka z sałaty masłowej, przypraw i jadalnych kasztanów.
▲ Małe bułeczki drożdżowe z suszonymi śliwkami w środku.

Dodatkowo, przez wzgląd na szczególny charakter imprezy i jej gościa specjalnego — szanownego jubilata, kucharze własnoręcznie przygotowali wyśmienity tort biszkoptowy przekładany frużeliną zrobioną z mandarynek i żelatyny, ozdabiany migdałami.


Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kuchnia [odnośnik]31.10.22 17:26
Nie miała okazji by po ognisku, spróbować porozmawiać z Nealą. Następnego ranka, miała inne sprawy na głowie, a główną z nich było upewnienie się, że najmłodsza z Doe wróciła bezpiecznie do domu. Przez kolejne dni, znów zajmowały ją inne rzeczy, aż w końcu machnęła na to ręką. Sprawy niewyjaśnione zawsze odzywały się później, wracały w niespodziewanych momentach, ale przywykła, że wśród bliskich zwyczajnie nie ruszało się już tego, co powodowało napięcie. Z czasem było po prostu jakoś ani źle, ani dobrze, ale na tyle, by przejść do porządku dziennego. Nie zależało jej już na wyjaśnieniach ani rozmowach, nie próbowała rozumieć, a jedynie nie pytać i nie dociekać. Weasley stała się tego przypadkową ofiarą. Jednak kiedy sowa przyniosła list, nie miała nic przeciwko, aby podjęły temat. Wolała rozmawiać, poruszać trudne kwestie, jeśli wiedziała, że do czegokolwiek sensownego to doprowadzi i będą z tego jakiekolwiek wnioski poza goryczą.
Wiedząc, kiedy zjawi się Neala, od samego rana czuła lekkie zdenerwowanie. Sama nie wiedziała, co ją niepokoi, ale próbowała to zdusić w sobie, ogarniając cały dom. Zajmując się wszystkim, byle nie móc usiąść i zastanawiać się. W końcu jednak siadła przy stole w kuchni, czując to nieprzyjemne napięcie w ciele, które ostatnio dokuczało jakoś bardziej, im więcej stresu kumulowało się w niej. Zamknęła oczy, ukrywając twarz w dłoniach, by na moment odciąć się od świata. Słuchała własnego oddechu, płytszego niż zwykle. Odsunęła dłonie, słysząc charakterystyczny dźwięk, jaki towarzyszył wskakiwaniu kota na blat. Przyglądała się kocurowi, kiedy ten jak gdyby nigdy nic zaczął ocierać się o jej przedramiona. Zapominała o nim często, był tym najbardziej pomijanym przez nią stworzeniem w domu. Może dlatego nie pojmowała, czemu sam z siebie przychodził i szukał kontaktu. Wyciągnęła dłoń, by pogłaskać miękką sierść, ale zatrzymała się w pół gestu słysząc pukanie do drzwi wejściowych. Zamiast pieszczoty, zgoniła kota ze stołu i podniosła się z miejsca. Otworzyła chwilę później, posyłając dziewczynie lekki uśmiech.
- Cześć.- przywitała się z pogodnością, która przylegała do niej, gdy tylko była w towarzystwie. Kąciki ust unosiły się odruchowo, ukrywając wiele emocji, które pozostawały jedynie dla niej.- Śmiało... wejdź.- dodała z lekkim rozbawieniem, zauważając, że Weasley stała nieco dalej od drzwi niż normalnie.- Usiądziemy w salonie, nikt nie będzie nam przeszkadzał, bo wszystkich wywiało z domu.- zamknęła drzwi za dziewczyną, by zaraz przejść do wskazanego pomieszczenia. Nie pytała, czy ta wiedziała, gdzie jest salon... czy pamiętała. gdzie się znajdował. Odruchowo wskazała kierunek i poczekała, aż Neala zajmie sobie miejsce.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kuchnia [odnośnik]03.11.22 22:25
I kiedy tak stałam, czekając, aż drzwi nie otworzą się przedmną, nieświadomie przesuwając palcem dłoni zaciśniętej na nadgarstku po czerwonej wstążce, którą miałam charakterystycznie uwiązaną na ręce, doznałam olśnienia. Zrozumiałam, skąd to ściskające się wewnątrz mnie serce i nerwy które oplatały mnie całą. Nie, nie dlatego, że się zakochałam czy coś - mimowolnie wywróciłam w myślach oczami. To dlatego, że się bałam. Bałam się tego, że Eve wiedziała. Wiedziała o tych wszystkich absurdalnych zarzutach, postawionych mi na początku kwietnia przez Sheilę. Wtedy - w maju - na ognisku nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogłaby. Ale Sheila zniknęła nagle, nic nikomu nie mówiąc. A ja byłam pewna, że to musiało być przeze mnie. Czy przez to, co jej się wydawało. Bo jednego byłam pewna przecież - nie latałam za Jamesem. Nie kleiłam się do niego jak lep jakiś straszny. Celine potwierdziła, że nie latałam. A ona wiedziała - znała się na pewno. A mimo to, poczułam wstyd tak okropny, palący wręcz żar rozlokowany w środku i w krótkiej chwili zaczęłam naprawdę rozważać ucieczkę. Cofnęłam się krok jeszcze. Co jeśli ona też tak uważa? Że jestem jakimś natrętem? Nikomu niepotrzebnym elementem? Wzięłam chaotyczny wdech czując, jak myśli napędzają mi się same.
Stop. Przestań. Skończ, Neala. To nic takiego, przecież powiedziałaby wcześniej, gdyby tak myślała. Prawda? Prawda. Tak, na pewno właśnie tak. Wzięłam kolejny wdech, już na następny szykując powietrze, kiedy drzwi otworzyły się przede mną a ja wyrwana z własnych myśli podskoczyłam lekko. Spoglądając z kompletnie niepasującym zaskoczeniem.
- Oh. Tak. Cześć. - odpowiedziałam, niewyraźnie dźwigając kąciki ust. - Zamyśliłam się. - przyznałam zgodnie z prawdą, przesuwając spojrzeniem po Evem od góry do dołu. Mimowolnie poprawiłam czerwoną spódnicę, nie chcąc chociaż wyglądać niechlujnie, choć i tak nie miałam wyglądać tak pięknie. Wyglądała na… szczęśliwą? Może Jim znalazł jakiś sposób - przemknęło mi przez myśl krótko. - Oh... Hm... - rozejrzałam się kiedy padła jej propozycja na chwilę marszcząc brwi, by w końcu skinąć głową. - Dobrze. - zgodziłam się, zafalowałam w miejscu by zebrać się przekraczając próg domu, który już znałam. Ten fakt ścisnął mi serce kiedy przypomniałam sobie słowa Marcela. Kiedy przypomniałam sobie, że tak naprawdę o tym, że mieszkają tutaj dowiedziałam się dopiero od niego. NIEWAŻNE, NEALA. Wzięłam wdech w płuca. - Jesteś pewna, możemy… iść na dwór. - zaproponowałam. Było w sumie ładnie. Ale nie kłóciłam pozostawiając jej decyzję, jako gospodyni. A kiedy ta zapadła już, zajęłam swoje miejsce, poprawiając spódnicę. Splatając nogi w kostkach i układając na bok. Wyprostowałam się, mimowolnie, jakbym w ten sposób miała zebrać więcej odwagi nagle odkrywając, że nie wiem jak zacząć. Wypuściłam powietrze z płuc. Po prostu zacznij, Neala. To nie takie trudne. Nie wiedziałam, nie rozumiałam, czemu jej obecność tak mnie peszyła. Przy Celine tak nie miałam. Może powinnam była przyjść z nią?
- Erupcja. - rzuciłam jako pierwsze. Świetnie. Genialnie. Tak. No. - Znaczy wulkan. - spróbowałam ponownie, bez większego sensu. Wzięłam wdech w płuca. - Ja jestem jak wulkan, w którym często dochodzi do erupcji. - zaczęłam po raz trzeci. Lepiej, Neala. Tylko właściwie po co? - I wtedy zalewam wszystko, co znajdzie się obok. - tłumaczyłam się dalej spoglądając w jej stronę. - Nie zawsze nad tym panuje. Ale… - zawiesiłam głos, czując łomoczące się w piersi serce. - … tocozrobiłaśbyłoniekulturalne. - wyrzuciłam na jednym wydechu łącząc przypadkiem ze sobą słowa.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchnia [odnośnik]13.11.22 15:01
Kącik jej ust drgnął minimalnie, kiedy Neala wytłumaczyła się z tego chwilowego braku reakcji i późniejszego zaskoczenia. Przyjrzała jej się, gdy poprawiła spódnicę i w końcu przekroczyła próg domu, by znaleźć się w środku. Wydawała się niepewna, ale nie zamierzała poruszać tej kwestii, a przynajmniej nie teraz. Nie sądziła, że ktokolwiek może mieć coś przeciwko, że zajęli ten dom na dłużej. Stał pusty od długich miesięcy, nikt nie mieszkał tutaj i nie wyglądało na to, aby ktoś wcześniej to planował… ani później. Wiele było takich miejsc w Anglii, nie wątpiła w to, a nawet niektóre widziała sama, znajdując tam schronienie, kiedy jeszcze była sama.
Korzystała z chwili, gdy w środku nie było nikogo, dlatego nawet nie pomyślała, by wyszły do ogrodu. Dopiero propozycja, jaka padła do Weasley sprawiła, że zawahała się, ale dziewczyna zajęła już miejsce. Właśnie dlatego nie zmieniła planu, a jedynie usiadła na drugim skraju kanapy, tak dla wygody obydwu. Poprawiła materiał blado brzoskwiniowej sukienki, by zasłaniał długie nogi i ułożyła dłonie na udach. W domu nie dbała, by ukryć postępująca ciążę, często zapominała o tym, czując się tutaj swobodniej niż poza pozornie bezpiecznymi ścianami. Poza tym nadal nie było to po niej wyjątkowo widoczne, zawsze była chuda, smukła.
- Jeśli chcesz, możemy faktycznie przenieść się do ogrodu, ale nie jest tam najładniej. Trzeba byłoby tam trochę popracować, a nikt nie ma na to czasu albo chęci.- wyjaśniła, nawet jeśli nie było to istotne.
Obserwowała dziewczynę, czekając, aż ta powie coś, bo wyraźnie zbierała się w sobie. Nie pospieszała jej, czekała cierpliwie, co ostatnio wchodziło jej w nawyk. Uniosła lekko brew, kiedy padło pierwsze słowo, a zaraz kolejne. Nie rozumiała o co chodziło Neali.
Rozchyliła usta, chcąc się już odezwać, uspokoić dziewczynę, że to nic złego i nie musi się przed nią z tego tłumaczyć. Ludziom czasami puszczały nerwy, coś odbierało spokój i doprowadzało do wybuchu. Rozumiała to chyba dość dobrze, czasami słuchając takiej złości, a innym razem dając się temu ponieść.
Pozostała jednak milcząca, kiedy wybrzmiały ostatnie słowa. Szybko wypowiedziane, jakoś tak bez przerwy. Cisza przedłużała się, gdy nie wiedziała w pierwszej chwili, co mogłaby powiedzieć. To co zrobiła, było niekulturalne? Próbowała rozmawiać z mężem, zamienić z nim kilka słów, by upewnić się, że da sobie radę. Martwiła się. To było tak złe? Tak ciężko było Weasley strawić, że nie rozumiała o czym rozmawiali? Czy James też usłyszał ten absurd? Czy jemu też miała za złe, że rozmawiał z Nią po romsku? Czy chodziło, że poszła stamtąd, nie chcąc kontynuować tej farsy? Może szukała winy w złym momencie tamtego ogniska?
- Niekulturalne… co dokładnie? - spytała ze spokojem, trochę wymuszonym. Tym, którym broniła się od pewnego czasu przed kłótniami, przed bezsensownymi sporami, które do niczego nie prowadziły.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kuchnia [odnośnik]16.11.22 15:05
Najgorsza byłam w myślach sama dla siebie. A może sama dla siebie. Kiedy jedna myśl z durugiej wychodziła. Albo kiedy z jednej dwie wyciągałam inne od razu - to nawet gorsze było. Bo kiedy jeden wątek zdawał się do końca doprowadzony, to pozostawał drugi, na który myśli moje mogłam od razu przerzucić. I tak zaczynała się toczyć cała machina z nieskończoną ilością wątków które można było i dało się podjąć. Nic więc dziwnego, że kiedy w myśli swoje własne wpadłam, to nagłe - wcale nie nagłe skoro na to czekałam, ale jednak - otworzenie drzwi sprawiło że drgnęłam zaskoczona jakby. Ruszyłam za nią, po wytłumaczeniu się. W końcu zasiadając mimo padającej propozycji. Zerknęłam przez okno marszcząc na krótką chwilę rudę brwi. Nie umiało nie przejść mi przez myśl, że Thomas, albo Eve to mogli chociaż ten ogród zrobić, skoro nie pracowali. Chyba, że zaczęli a ja znów nic nie wiedziałam. Ale nie ważne. Nie mój ogród. Nie moja sprawa. Właśnie.
- Zostańmy. To… bez znaczenia. - powiedziałam więc, bo żadna różnica to dla mnie była. Czy tu wszystko powiem, czy na zewnątrz. Ułożyłam dłonie na kolanach. Właśnie, powiedzieć, wyjaśnić, rozwiać wątpliwości i iść do domu. Sheila chyba jednak nic Eve nie mówiła o tych rzepach. Bo gdyby Eve wiedziała, to by albo już na mnie krzyczała, albo w ogóle rozmawiać nie chciała i tłumaczenie i tak by nie pomogło. Nawet, jeśli to wcale prawdą nie było. Sheila w to wierzyła aż za mocno. Nie o tym, nie o tym, Neala. Skup się. Skup… no nie bardzo mi to skupianie poszło, skoro tą erupcją zaczęłam. Potem nie szło wcale lepiej. Ale powoli mozolnie jakoś dobrnęłam do brzegu, jeśli zlepek kilku słów w jedno jakimkolwiek brzegiem można było nazwać. Cisza zakwitła między nami a powietrze wyraźnie stężało. W końcu uniosłam spojrzenie z końcówki wstążki, którą się bawiłam spoglądając prosto na Eve. Mrużąc odrobinę oczy, unosząc brodę.
- Zignorowałaś moją prośbę. Musiałaś słyszeć, jak prosiłam na początku, żebyście rozmawiali w języku, który każdy potrafi zrozumieć. Skierowałam wtedy słowa do Jamesa i Sheilii, ale byłaś obok. Potem, tą samą prośbę skierowałam prosto do ciebie. Zignorowałaś je, Eve - zignorowałaś je obie. Świadomie i z wyboru. - broda mimowolnie uniosła mi się jeszcze trochę. Jakby miało mi to pomóc. Palce nie bawiły się już nerwowo. Niebieskie tęczówki wpatrywały się prosto w te ciemne Eve. - I to było niekulturalne. Nieposzanowanie zasad i próśb gospodarza. Mówienie w obcym języku przy wszystkich, ignorując to w jaki sposób mogli się poczuć - czy może nie interesując się tym, jak się poczują. Ja się interesowałam, dlatego się uniosłam. Alkohol… tylko w tym pomógł. Za wybuch się kajam, a me serce krwawi na myśl, że znów dałam ponieść się emocjom. - wiele pracy było przede mną jeszcze samą. Może nigdy nie miałam stać się spokojem, zawsze być ogniem i wulkanem, który sam na koniec zostanie. - Ale za powód, nie mogę, nie będę. - zapowiedziałam od razu. Nadal nie czułam się jakoś pewnie, ale wiedziałam, że mam rację. Zamilkłam, nie dodając na razie nic więcej. Może zaraz mnie wyrzuci po prostu. Nadal też nie umiałam nie zastanawiać się, czy Sheila nie podzieliła się z nią własnymi odczuciami w moim własnym temacie. Znaczy tego biegania. Jej słowa rozdzwoniły się w mojej głowie na nowo. Zacisnęłam trochę usta.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchnia [odnośnik]23.11.22 21:11
Milczeniem skomentowała słowa dziewczyny. Skoro było to bez znaczenia, nie widziała powodu, aby zmieniać kanapę na oświetlony słońcem ogród. Rzadko tam zaglądała, często nie mając czasu, a innym razem chęci. Wystarczyło jej zajęć w domu, który sam się nie sprzątał, podobnie, jak wszelkie posiłki nie robiły same. Poza tym dla żadnego z domowników nie miał znaczenia ten kawałek zieleni za budynkiem; chłopaki wpadali do domu, by się przespać i znikali równie szybko, co w jednym przypadku jej nie przeszkadzało, lecz w drugim budziło gorycz. Za to Ona i Sheila, szukały wytchnienia gdzieś indziej, wśród ludzi, a nie roślin. Przynajmniej ona tak robiła, potrzebując towarzystwa innych, czasami bez znaczenia czy obcych, czy znajomych jej osób.
Bez nacisku wyczekiwała wyjaśnień dziewczyny, mimo że powoli sama odczuwała tą napiętą atmosferę. W ciszy, jaka zapadła po pytaniu, zmierzyła wzrokiem swą rozmówczynię, a ciemne tęczówki zawisły na wstążce, którą bawiła się Neala. Patrzyła na czerwień materiału, gdy powoli docierała do niej pewna myśl. Poczucie, że wyglądała znajomo. Na krótką chwilę czuła jak oddech grzęźnie jej w płucach. To głupota, przypadkowe podobieństwo, prawda? Próbowała odtrącić tą myśl. Takie wstążki nie wyróżniały się niczym, mogło być ich setki lub tysiące. Poza tym, dlaczego Jimmy miałby kryć w swoich rzeczach durny czerwony skrawek od Neali? Nieco nerwowo zacisnęła palce na materiale sukienki, by zaraz wygładzić. Uniosła wzrok na twarz Weasley, podejrzliwie i niechętnie. Jednak te emocje wymalował się w oczach na krótko, stłamszone przez sztuczny spokój. Przekrzywiła głowę odrobinę, swoboda zniknęła z jej sylwetki, lecz wątpiła, aby było to mocno widoczne. Kąciki ust drgnęły lekko, ale zaraz namiastka uśmiechu zniknęła.
Nie pamiętała czy słyszała wtedy słowa dziewczyny. Nie potrafiła sobie tego przypomnieć i chyba nawet nie chciała skupiać się na tym. Nie miało to żadnego znaczenia, bo dotarły do niej późniejsze, które puściła mimo uszu.
- Masz rację, zignorowałam. Nie powinnam, skoro byłaś tam gospodarzem, ale nie cofnę czasu. Jeśli chcesz przeprosin, dobrze. Przepraszam.– nie dawała się porwać emocjom. Nauczyła się tego w ostatnich tygodniach, szczere emocje nie były jej sprzymierzeńcem, przynajmniej nie w otoczeniu w którym dotąd sądziła, że może mówić więcej.- Zaskakuje mnie tylko twój żal, gdy nikt inny nie wydawał się poruszony tą krótką wymianą zdań między mną a Jamesem. Z ciekawości, też usłyszał, że zachował się niekulturalnie? – spytała, nawet jeśli przypuszczała, że nie.- Kiedy uniosłaś się podczas ogniska, nikt ci nie przytaknął, że poczuł się urażony... chyba nikt do tego momentu nawet nie zauważył, że w tle brzmi język romski. Chociaż może dlatego, że część zna Nas dłużej i wiedzą, że cokolwiek pada między nami, nie jest obrazą dla nikogo w pobliżu.- dodała z delikatnym wzruszeniem ramionami.- Przykro, że najwyraźniej za takich nas masz. Czy może mnie?- nie wiedziała sama, czy chce tej odpowiedzi. Odwróciła na chwilę wzrok, gdzieś ponad ramieniem dziewczyny. Zastanowiła się nad tamtym wieczorem, nad tym, co działo później.
- Skoro jednak jesteśmy przy tym, co niekulturalne, pozwolisz, że przypomnę jedną rzecz? – spytała, ale wcale nie oczekiwała potwierdzenia. Nie chciała też jej dopiec ani tym bardziej atakować, nie takie intencje nią kierowały. Skoro teraz była chwila szczerości, cóż jej szkodziło.- Równie niekulturalne jest chodzenie gdzieś na bok z cudzym mężem. Nie wygląda to dobrze ani wśród Anglików, ani wśród Romów.- wytknęła.- Nie odbieraj tego jako atak. Lubię cię, od stycznia niewiele się w tej kwestii zmieniło i nie chciałabym nadal, aby coś się zmieniło.- słowa dobierała nieco ostrożniej, ale tak to przecież wyglądało.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kuchnia [odnośnik]25.11.22 0:52
W końcu - jakoś - zaczęłam mówić. Mimowolnie, niekontrolowanie, prostując plecy i unosząc brodę. Przestając bawić się wstążką, splatając dłonie na kolanach a jedną ze stóp zahaczyłam o kostkę drugiej, przesuwając je trochę na bok, dokładnie tak, jak należało. Miałam wrażenie że mówię i mówię dużo i trwa to długo. Ale jakoś - w końcu - dobrnęłam do końca milknąc. Nie odejmując wzroku od Eve. Nie uciekając nim już w momencie, kiedy rozpoczynałam w jakiś sposób własną walkę o zrozumienie. Brew mimowolnie mi drgnęła kiedy Eve wspomniała o przeprosinach. Nie po nie tutaj przyszłam, nie dla nich. Zaraz jednak brwi uniosły mi się w zaskoczeniu kiedy wspomniała coś o żalu. Otworzyłam usta mając już odpowiedzieć na zadane pytanie, ale kontynuowała. Zmarszczyłam lekko brwi. Ale zaraz znów je uniosłam, jakbym przeprowadzała właśnie jakieś wymyślne ćwiczenia. Urażony? Poruszony? Pozostawiona bez poparcia i to miało tłumaczyć wszystko? Już widziałam, że Eve dalej nie rozumie. Nie rozumiała wtedy i nie potrafiła zrozumieć też teraz, za problem obierając moje urażone uczucia a nie zachowanie samo w sobie. Wzięłam wdech w płuca i wypuściłam powietrze. Spróbuj jeszcze raz Neala. Dokładniej, celniej, odpowiednio. Potrafisz przecież.
- Nie przyszłam tutaj, po przeprosiny. Nie noszę też w sobie żalu. Przyszłam wyjaśnić Ci sytuację, bo wtedy zdawałaś się nie rozumieć powodu mojego uniesienia i mam wrażenie, że nie pojmujesz go nadal. - odezwałam się w końcu zadzierając nos, otwierając oczy, które skupiłam na niej. - Nie ma znaczenia, czy przytaknął mi tłum, czy nie odezwała się żadna żywa istota. Nie potrzebuje potwierdzenia innych, żeby wiedzieć co właściwie. - orzekłam trochę zbyt dramatycznie i może zbyt buńczucznie, ale na to nic poradzić nie mogłam. Po kolei, Neala. Powtórzyłam sobie. Wzięłam wdech. Rozprostowałam palce zaciśniętej w pięść ręki. Kiedy ją zacisnęłam? Nie byłam pewna. Jeszcze nie skończyłam. Teraz wytłumaczę to dobrze. - Zmieniając język w grupie osób która go nie zna, świadomie wykluczacie ich z rozmowy. Nie ma znaczenia, czy zdradzacie sobie największe sekrety, czy chwalicie obiad na stole. Nie ma znaczenia jak bardzo ich lubicie, albo jak bardzo oni lubią was. Ktoś zostaje pominięty, a wy zdajecie sobie sprawę z tego, że nie każdy jest was w stanie zrozumieć. Coś postanawiacie przekazać tylko sobie, ale nie na osobności tylko w obecności innych. I to, nie jest właściwie. Na pewno nie wśród grupy przyjaciół. - oznajmiłam z pewnością. Nie dało się budować między sobą, jeśli stawiało tam się ściany. - To tak nie działa Eve - że jeśli nikt nic nie mówi, to wszystko jest w porządku. Niektórych rzeczy ludzie nie mówią, żeby kogoś nie urazić. Nawet jeśli sprawiają, że czują się nieswojo. Może wtedy nikt nie zwrócił na to uwagi, a może nikt inny nie miał odwagi przyznać, że mu to nie odpowiada. Może ktoś uznał, że tak już się sprawy mają. Ale niestety dla mnie samej, ja mówię co czuję i jak myślę. - wzięłam wdech w płuca. Kolejna sprawa. - Jimmy nie jest wyjątkiem. Usłyszał na początku. I usłyszy za każdym razem kiedy będę mieć mu coś za złe albo zachowa się nie tak. Taka jestem i prawdopodobnie taka będę. Inaczej nie umiem funkcjonować. - dodałam jeszcze marszcząc odrobinę brwi w rozdrażnieniu i niezadowoleniu, zaspokajając jej ciekawość. Przy nim mówiłam co czułam i jak uważałam. On robił to samo. Czasem. Mówiliśmy, dyskutowaliśmy, sprzeczaliśmy się, krzyczeliśmy, czasem milczeliśmy. Tak było i mi to nie przeszkadzało.
Jej pytanie o przypomnienie czegoś mnie sprawiło, że zamarłam na chwilę marszcząc na nowo brwi. Celine mówiła, że nie zrobiłam nic złego. Zrobiłam? W końcu przytaknęłam niepewnie głową. I bardzo szybko pożałowałam, że wyraziłam na to zgodę. Chodzić gdzieś na bok?! GDZIEŚ? Z cudzym mężem? Nie potrafiłam nic poradzić na to, że moją twarz wykrzywił wyraz gorzkiego zaskoczenia. Powariowały obie? A może… Może Eve jednak wiedziała o wszystkim co myślała Sheila. Mieszkały razem, rozmawiały przecież. Brwi poszybowały mi tak wysoko, że wyżej już nie mogły. Usta otworzyły się i zamknęły kilka razy, w końcu nabrałam powietrza w płuca. Właściwie nabierałam go, nabierałam i nabierałam i myślałam że nie skończę. W końcu wypuściłam powietrze. I wypuszczałam je równie długo, co nabierałam.
- C-chodzić na bok?! - powtórzyłam po niej a głos mimowolnie mi się uniósł. - Z cudzym m-mężem?! - pokręciłam głową z niedowierzaniem. Poczułam że zachodzę czerwienią. Absurdalne. - Powariowałyście. - szepnęłam rozwierając oczy w niedowierzaniu. Uniosłam ręce i przetarłam sobie nimi twarz. Po kolei Neala. Po kolei. Przymknęłam na chwilę oczy, ale nie potrafiłam nic poradzić na rodzącą się wewnątrz mnie złość. - Co ma do tego wszystkiego bycie mężem? To z mężami nie można rozmawiać? Czego jeszcze nie wolno? Dajcie mi listę najlepiej. - wzięłam wdech, czując że gorąc rozpala mnie od środka. Irytacja osiadła na ramionach. Oszalały, obie oszalały. Nagle okazywało się że z mężami nie można było chodzić, tańczyć, być miłym nawet - dopuszczalne było tylko powitanie. A może chodziło tylko o niego? Spokój, Neala, tylko spokój cię uratuje. Chociaż po nim, nie było nawet śladu. - Odeszłam z nim - uprzednio was przepraszając - poza zasięg waszego słuchu, jednocześnie pozostając w zasięgu waszego wzroku, tylko i wyłącznie - te trzy słowa podkreśliłam dokładnie. - po to, żeby uzyskać odpowiedzi co do tego jakim cudem moje Ognisko Wyzwolenia stało się koedukacyjną imprezą. - wyjaśniłam całą sytuację nie potrafiąc zrozumieć tych zarzutów, uznać ich i się z nimi pogodzić. Nie zniknęliśmy z zasięgu wzroku. A nawet z daleka musiało być widać jak się piekle. - Z całą pewnością, niezależnie od przynależności o wiele bardziej nieprzyjemnie i nieodpowiednie byłoby zrobienie mu wyrzutów przy wszystkich. Wprawiłoby to w niezręczny nastrój nie tylko jego, ale i wszystkich gości. Jeśli Anglicy i Romowie, wolą zawstydzać ludzi w towarzystwie, to wolę pozostać sobą i prywatne sprawy załatwiać w obrany przeze mnie sposób. - zadarłam nos wyżej. Brew mi się uniosła w niezrozumieniu na to lubienie i nie atakowanie. Nie odbierać tego jako atak? Lubiła mnie mimo, że chodziłam gdzieś na bok z jej mężem? Na bok, dobre sobie. - Właśnie zarzuciłaś mi, że łażę na boki z twoim mężem. Jak to powinnam odebrać? Co to lubienie właściwie w tym kontekście znaczy? - chciałam wiedzieć i oczekiwałam odpowiedzi. Pogubiłam się. Lubiła mnie kiedy? Kiedy Jim nie stał obok? Kiedy z nim nie rozmawiałam, albo nie chodziłam na te boki, bo jak pójdę - nawet jeśli po to, żeby zrobić awanturę, unieść się znowu - to już mniej, bo świat uważa że to nie takie być powinno? O co chodziło i jak do tego doszło? Nie byłam już pewna. Ze zmarszczonymi brwiami i niezbyt zadowoloną miną spoglądałam ku niej w oczekiwaniu. Nie opuszczając brody.


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchnia [odnośnik]06.12.22 22:22
Nie mogła pozbyć się wrażenia, że ta rozmowa była bezsensowna. Obie trzymały się swoich racji, obie spoglądały na sytuację z innej perspektywy i nie zapowiadało się, aby znalazły gdzieś pośrodku wspólny wniosek. Neala miała rację, a przynajmniej w jakimś stopniu. Nie rozumiała, jednak już nie tyle wybuchu dziewczyny tamtego wieczora, co sensu robienia problemu z czegoś, co popadło w zapomnienie i nie miało żadnego większego znaczenia. Minęły tygodnie, a one siedziały teraz tutaj i sukcesywnie dążyły do kłótni o głupotę. Zdusiła w sobie westchnienie, powstrzymała przewrócenie oczami. W tej rozmowie była tą starszą, więc chyba wypadało nie zachowywać się jak dziecko. W próbie opanowania emocji spokojnym gestem raz jeszcze wygładziła materiał sukienki, która okrywała smukłe nogi. Przez krótką chwilę zastanawiała się, ile dzieliło ją od momentu, gdy ten spokój pryśnie. Ciąża jej przeszkadzała, sprawiała, że burzliwy temperament wyostrzał się czasami, a kiedy indziej wywracał wszystkie emocje i uczucia. Odetchnęła cicho, unosząc z powrotem spojrzenie na Weasley.
Skąd było w niej takie przeświadczenie, że to co uznawała za właściwe, właśnie takie było? Dlaczego to ona miała mieć racje, a nie ktoś inny?
- Skąd ta pewność, że to właśnie twoje racje są właściwe? – spytała w końcu, bez nawet cienia zaczepki. Nie chodziło o podburzenie jeszcze bardziej, nie miała ochoty robić z tego gruntu pod spór. Właśnie dlatego w jej głosie pobrzmiewał spokój, bez żądania odpowiedzi. Nie zamierzała naciskać, jeśli dziewczyna postanowi to przemilczeć. Nie zależało jej aż tak bardzo na wyjaśnieniu. Słuchając jej teraz, chyba nawet domyślała się, co usłyszy w kontrze i wolała się jednak pomylić.
- Może masz rację, a może nie. Nie chce się o to wykłócać. Racja, że nie rozumiem, gdy parę zdań, które padły, kiedy inni byli zajęci sobą wyciągnęłaś do poziomu katastrofy. Coś, co przeszłoby niezauważone lub bez poświęcenia więcej niż paru sekund, tknęło cię, by zrobić scenę i przyciągnąć uwagę każdego na tamtym ognisku. Masz prawo do swojego zdania, ale w tej kwestii nie szukaj u mnie zgody. Mówisz o grupie przyjaciół, ale przyjaciele nie zachowują się w podobny sposób, nie próbują linczować innych za coś takiego. Rozumiem, gdybyśmy przez większość czasu rozmawiali po romsku, siedząc jeszcze przy ognisku wspólnie... w takim gronie, jak podczas gry. Wtedy to byłoby wykluczenie i to dość bezczelne. Wtedy zrozumiałabym twoje zarzuty i już tamtego wieczoru przytaknęła ci oraz przeprosiła, że zapomniałam się.- nie była pewna, skąd ta naiwność, że jej słowa trafią, że nie odbiją się od dziewczyny, która usilnie chciała postawić na swoim.
- Nikt inny nie miał odwagi? Naprawdę? Dlaczego mieliby jej nie mieć, jeśli coś im nie pasowało? Skąd w ogóle pomysł, że mogliby jej nie mieć? Tak bardzo nie pasuje ci myśl, że po prostu nie miało to dla nich żadnego znaczenia? – argument odwagi, nie trafiał już do niej kompletnie. Brzmiał jak wymysł na szybko, byle na czymś oprzeć swoje słowa. Przemilczała już kwestię Jamesa i jego reprymendy. Nie chciała jednak w to brnąć, nie było sensu czepiać się tego tematu i drążyć z zaciekłością.
Kiedy przyszła jej kolej, by dać Weasley posmakować podobnych zarzutów, wcale nie oczekiwała na jej zgodę. Mając okazję, zamierzała i tak o tym wspomnieć, wyjaśnić, co jej się nie podobało.
Uniosła lekko brew, a w ciemnych tęczówkach zawitało zaskoczenie.
- Powariowałyśmy? – spytała z niezrozumieniem. Nie była jedyną żoną, której nie podobało się zachowanie Neali? Wokół ilu jeszcze mężów kręciła się i zachowywała w podobny sposób? Spięła się lekko, czekając na wyjaśnienie. Jakąkolwiek odpowiedź na niewypowiedziane pytania.
- Wszystko. Gdyby to był jakiś przypadkowy chłopak, jakikolwiek inny, nie obchodziłoby mnie, co robisz i jak. To twoja sprawa, jak później patrzą na ciebie inni.- odparła ze spokojem, lecz coraz mocniej był on już tylko pozorny.
- To niewiele zmienia, że odeszliście tylko poza zasięg słuchu, zostając w zasięgu wzroku innych. Mówisz mi, że wymieniając parę zdań po romsku, mogłam urazić innych i fakt, że nikt się nie odezwał, nie zmienia, że jest to złe. Jednak Ty w swoim zachowaniu nie widzisz nic złego? Odchodzenie na bok z żonatym facetem, jest w tej chwili tak samo złe albo tylko gorsze i nietaktowne. Nie istotne jest po co, to zrobiłaś.- miała wrażenie, że wyjaśnianie tej kwestii to strata czasu, że złudnie liczyła na zrozumienie.- Cudownie, bądź jaka chcesz i rób co chcesz, Nealo, ale nie z moim mężem.- dodała poważnie z naciskiem na ostatnie słowa.- Poza tym, czy ty słyszysz, co mówisz? Zamierzasz pozostać taka, jak teraz i swoje prywatne sprawy załatwiać po swojemu, jednak nie pozwalasz na to innym? Uznajesz, że inni robią źle, będąc sobą i mając własne zdanie oraz metody działania, ale Ty wręcz przeciwnie? – nie wierzyła wręcz w to, co słyszy. Mogła zachować te słowa dla siebie, ale irytacja sięgnęła poziomu w którym zwyczajnie się przelała.
Milczała chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Parę słów wcześniej, wiedziała, jak to skontrować, ale teraz nie miała ani odrobiny pewności. Odetchnęła, by opanować emocję, zejść z tonu i nie brzmieć tak ostro, jak przed momentem. Nerwowym ruchem potarła kark dłonią, chłodne palce zetknęły się z gorącym karkiem, niosąc ze sobą dreszcz i w końcu ukojenie.
- Jak prośbę, byś tego nie robiła. Nie chcę się denerwować i skupiać na takich kwestiach, nie w obecnym stanie. To najpewniej nie jest dobre ani dla mnie, ani dla dziecka.- wyjaśniła nieco łagodniej. Nie miała pojęcia czy Neala wiedziała o tym... o ciąży. James jej się pochwalił, że zostanie ojcem? Wątpiła. Zawsze była jeszcze szansa, że wspomniała o tym Sheila, ale i tutaj nie było pewności.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kuchnia [odnośnik]08.12.22 23:39
- Moje racje? - powtórzyłam po niej unosząc brwi. Jakie racje? Nie przyszłam się z nią sprzeczać o to, kto ją miał. Sprawa była jasna i klarowna. Nie dlatego, że tak sobie wybrałam. Tylko dlatego, że tak przyjęte funkcjonowały normy społeczeństwa. To co zrobiła, było po prostu, zwyczajnie, niekulturalne i to próbowałam jej wyjaśnić.
Otworzyłam oczy w zdumieniu i zamrugałam kilka razy. Może mam rację, a może jej nie mam? Ona mówiła tak na poważnie, czy żartowała? Brwi uniosły mi się jeszcze bardziej. Wyniosłam do poziomu katastrofy? Cóż, trochę wyniosłam, ale za swoje uniesienie przeprosiłam - coraz mocniej czułam, że z tego wyjaśniania, wyjdzie coś jeszcze gorszego niż w ogóle zakładałam. Zmarszczyłam brwi.
- L-linczować? - powtórzyłam po niej niedowierzająco rozwierając znów szerzej oczy. Wzięłam wdech zaciskając drżące dłonie w pięści. Zagarniając materiał sukienki, którą miałam na kolanach. Jeśli w ten sposób wyglądały rozmowy Jamesa, powoli zaczynałam rozumieć, o co mu chodziło. Uspokój się Neala. Nie unoś się. Przyszłaś jedynie wyjaśnić to co wiedziałaś. I to dlaczego się uniosłaś. Przymknęłam oczy. Nie twoją winą jest, że ktoś po prostu nie rozumiał co szło i jak. Wzięłam wdech w płuca. Spokój, Neala. Klasa. Zachowaj się, jak mama by chciała.
- Nie wiem, Eve. Co za różnica kto miał odwagę a kto jej nie miał, kiedy byliście zwyczajnie niekulturalni. Tylko tyle. Wytłumaczyłam dokładnie, dlaczego wasze zachowanie takie było chwilę wcześniej. Sytuacja w jakiej to było nie ma znaczenia. Fakt, że było bliżej ciebie mniej osób też nie. Ile ona trwała też nie. Nie dlatego, że sobie to wymyśliłam. Tak zwyczajnie nie wypada. Po romsku, francusku, trytońsku czy prywatnie wymyślonym kodem. Uniosłam się, bo mnie zignorowałaś Eve, stałam obok i chwilę wcześniej poprosiłam żebyś tego nie robiła. I to było bezczelne. Nie rozumiem, jak możesz tego nie pojmować. Fakt, powinnam zachować się lepiej, odpowiedniej, poprosić was na bok i od razu wyjaśnić sprawę. - spojrzałam za okno, rozluźniając palce, wygładzając materiał sukienki. Tego jednego wina, leżała całkiem na moich barkach. - Zachowałam się karygodnie, to prawda. I brzemię własnego występku nosić będę w pamięci pilnując, by następnym razem zachować się odpowiednio. - orzekłam, składając przed nią swojego rodzaju przysięgę. Alkohol niczego nie tłumaczył. Tak powiedziałam Marcelowi, więc i sama nie zamierzałam za nim się schować. - Po prostu… jakieś zachowanie jest albo kulturalne, albo nie. Nie zależy od jakiś… jakiś wyjątków. - wzięłam wdech w płuca. - Nie przyszłam cię tu linczować. Wręcz przeciwnie, przyszłam w dobrej wierze, chcąc ci to wyjaśnić jeśli nikt wcześniej nie zwrócił wam na to uwagi, teraz już posiadłaś świadomość, że takie zachowanie jest zwyczajnie nieodpowiednie. Czy postanowisz z tej wiedzy skorzystać, to już nie moja dola. - oznajmiłam, zamierzając zakończyć temat. Nic więcej nie mogłam zrobić. Trochę zrobiło mi się smutno, że Eve nie rozumiała tego po prostu. Może rodzice jej tego nie wyjaśnili, może cyganów wychowywano inaczej. Mieli inną kulturę, może też inne zachowania społeczne? Może nie obchodziło ich, czy ich zachowanie kulturalne było, czy nie. Dużo tych może, ale zrobiłam już to, co chciałam. Mimo to rozmowa nie szła dobrze, atmosfera robiła się coraz gorsza.
Ale to nie było wszystko. Prawie się zadławiłam słuchając podających zarzutów. Wszystko? WSZYSTKO? Co to za niewymierny absurd?! Teraz rozumiałam jeszcze bardziej, jeszcze mocniej ból w jego głosie, żal, kiedy mówił o tym, że chciał mieć rodzinę, ale też przyjaciół. Zaczynałam coraz mocniej pojmować, dlaczego brzmiał jakby czuł że nie mógł. Powód siedział naprzeciw mnie wprost to przyznając. Jedna z najpiękniejszych kobiet jakie poznałam, obwiniała mnie za jedną rozmowę z jej mężem. Jedną rozmowę, nic nie znaczącą, miała wszystko do wszystkiego widocznie. Brwi zaczęły mi wędrować ku górze. A potem padło zdanie, które sprawiło, że rozchyliłam w zaskoczeniu usta. Zamarłam, jakby fizycznie strzeliła mi w twarz. Musiałam najpierw poblednąć, bo zrobiło mi się zimno. Mrugnęłam raz, a potem drugi. Oszalała kompletnie.
- JAK PATRZĄ NA MNIE INNI?! - zapowietrzyłam się tak, że właściwie nadęłam się cała. Czerwona byłam jak cegła. Zrobiło mi się ciepło. Oczy wybałuszyłam całkowicie w niedowierzaniu i niewypowiedzianej, niemożliwej aż do ubrania w słowa emocji. - KTO I JAK NIBY NA MNIE PATRZY? - chciałam wiedzieć nie potrafiąc powstrzymać unoszącego się głosu. Dobrze wiedziałam, o co jej chodziło. Już było za późno. Erupcja raz. Podano do stołu.
Ale nie skończyła tylko na tym. Niewiele zmienia?! Zmówiły się tak? Siedziały i wymyślały te całkowicie abstrakcyjne oskarżenia. Otwierałam i zamykałam usta na przemian. Czułam że ze złości zaczynam trząść się cała.
- DOŚĆ. - powiedziałam, unosząc brodę. Zaciskając wargi. Spoglądając na nią już bez wcześniejszego speszenia. Tego było już za wiele. Miałam okropny charakter. Unosiłam się czasem niepotrzebnie. Dzisiaj jednak przyszłam tu w dobrej wierze. Nie miałam zamiaru pozwolić jednak na to, żeby ktoś mnie tak znieważał. - Jak świat stoi, ludzie odchodzą na bok, przekazać sobie poufne informacje, wyjaśnić sprawy. Stan cywilny nic do tego nie ma i mieć nie będzie. Na Rowenę! Mężczyzna - mąż nawet - ma prawo rozmawiać z innymi, wymieniać się informacjami a NAWET sekretami, i to uwaga - niebywałe kto by się spodziewał - też z kobietami. - mimowolnie zaczęłam ironizować. - I to nie stawia w złym świetle ani jego, ani żadnej kobiety której nie przyrzekł a z którą spędzi chwilę! - lawina poszła, wulkan wybuchł, nie dało się już z tym nic zrobić. - A z niego? Z niego co robi to chodzenie na boki, hm? Don Juana jakiegoś? Czy może tylko biednego męża, którego jakieś natrętne dzierlatki na boki zaczęły ciągać? Taki biedny, siły nie ma, żeby na miejscu zostać. - mówiłam, trzęsąc się ze złości. Niebywałe. Niezrozumiałe. Cudownie wybrzmiało wcześniej dokładnie, było kolejnym policzkiem. - To jakieś bzdury wierutne. - zapiałam, podniesionym głosem. Świat stawał na głowie przez jednego cygana. - Nie jestem jakąś… w-wy-wywłoką! I Celine też nie! - z przejęcia aż się zacięłam na słowie, które nie chciało wyjść mi przez gardło obleczone w nieprzyjemną nutę. Wytykała mi chodzenie na bok z jej mężem, nie zamierzałam pozwolić, żeby ten sam absurdalny absurd usłyszała Celine. Rozmawiali z Jamesem na Ognisku, sami, o niej też tak myślała? Czy chodziło tylko o mnie? Nie wiedziałam, nie byłam pewna. O mnie mogła myśleć co chciała, Celine była łagodna, dobra i miła, nie zasługiwała na takie słowa. - I nie zgadzam się, żeby ktokolwiek próbował z nas zrobić jakąś. Bo… - co, są zazdrosne? Wzięłam wdech w płuca. Uspokój się. Ale… Może naprawdę o to chodziło? Tylko o co? O mnie? To przecież było niebywałe i było po prostu śmiesznie. Siedziałam naprzeciw pięknej kobiety, przy niej byłam blada, nijaka, zwykła, mogłabym stopić się ze ścianą. Irracjonalne. Do domu, Neala. Im dłużej ta rozmowa będzie trwała, tym gorzej będzie. Właśnie to zrozumiałam. Dlatego zamilkłam, przymykając na chwilę oczy, oddychając ciężko. - Powiedziałam co miałam do powiedzenia. - strzepnęłam w złości jakiś pyłek ze spódnicy zamierzając się już podnieść, ale jej słowa sprawiły że zostałam w miejscu unosząc na nią tęczówki. Zamarłam lekko uniesiona nad siedzeniem na kilka długich sekund, rozszerzając w zdziwieniu oczy.
- Odrzucam tą prośbę. - powiedziałam od razu w złości podnosząc się. Co to miało znaczyć właściwie. O co mnie prosiła? O to, żebym więcej nie rozmawiała z Jamesem, czy tylko nie chodziła z nim na boki? Może żeby nie przystawała obok, tak na wszelki wypadek. JAKI WYPADEK NA MERLINA ZNOWU, NEALA? Bądź poważna. Chociaż co to miało w ogóle za znaczenie jak nie obchodziło jej co o mnie myślą, tak? Nieważne, nie zamierzałam spełnić tej prośby. Pójdę z nim na tyle boków na ile będę chciała. Postanowiłam. - Na TAKICH kwestiach? - nie wierzyłam, pokręciłam głową. Wiedziałam dokładnie co insynuuje, dlatego pozostawałam nadal nieprzyjemnie czerwona. Co oczywiście musiało gryźć się strasznie z rdzawą barwą moich włosów. NIEWAŻNE. Ale ruch zatrzymał się na chwilę kiedy zmarszczyłam brwi odrobinę. Stanie? Była chora? Jak Sheila? Dziecka? Jakiego znów dziecka? Nie wiedziałam. Rozejrzałam się na boki - nie dostrzegając żadnego. Nie zrozumiałam zbyt zajęta tym jak mnie obraziła i jak poniżona się czułam. Uniosłam brwi, ale to było najmniej ważne. Wzięłam wdech w płuca. - Zamierzam przyjaźnić się z Jamesem. - powiedziałam do niej unosząc brodę, spoglądając na nią z góry. - Bo poza tym, że jest twoim mężem, jest też moim przyjacielem. Nie zamierzam z tego zrezygnować. Myślałam, że możemy przyjaźnić się wszyscy razem, ale oszalałyście z Sheilą obie, Eve. - przeszłam kilka kroków w kierunku wyjścia. Ale odwróciłam się gwałtownie zawracając na pięcie. Oddychając ciężko. Będziesz tego żałować, Neala. - Nie zrobiłam nic złego. - za wiele, tego było już za wiele po prostu. Teraz już wiedziałam, byłam pewna - sam mi powiedział. Pomogłam mu, wtedy w sylwestra i potem w lutym. Chciał mnie znać i nie sprawiałam mu problemów. No, może do dziś. - Myśl sobie o mnie co chcesz, cały świat niech sobie myśli, nie zrezygnuje z przyjaciela przez jakieś banialuki. - rozłożyłam dłonie bezradnie marszcząc brwi. Odwróciłam się mając wyjść, ale nie skończyłam jednak. Wróciłam się. - A denerwować to możesz się zacząć, jak pójdziemy razem na romantyczny spacer w świetle księżyca, a nie - na Merlina - za wymienienie kilku zdań na TWOICH oczach. Na Godryka, gdyby to jeszcze boższyszcze jakieś było co piękna duszy i ciała w słowa ubrać się nie da. - wyrzuciłam z siebie słowa, coś we mnie pękło. Pokręciłam głową, wyprostowałam się. - Nie odbieraj tego jako atak. Nadal cię lubię Eve, tylko nie dzisiaj. Odprowadzę się do wyjścia sama. - powiedziałam na koniec z rozmysłem używając praktycznie tych samych słów co ona wcześniej, odwracając się na pięcie. Nie dam sobie wmówić kolejny raz, że zrobiłam coś nie tak. Znaczy zrobiłam, znów się uniosłam, dałam ponieść wybuchłam. Za chwilę będę tego żałować. Ale nie względem Jamesa.
Wykrzywiłam lekko usta. Może powinnam sprawie po prostu się rozwiać? Znów coś psułam.
To mój nowy firmowy znak.

| ja chyba zt :think:


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Kuchnia [odnośnik]30.12.22 23:00
Milczała, słuchając nadal brzmiącego wywodu dziewczyny. Ta rozmowa zdawała się bezcelowa, gdy ciągle miały odmienne zdanie wobec poruszanych kwestii. Przytaknęła jej raz, więcej nie zamierzała. Czuła powoli rosnącą irytację i zmęczenie tym tematem. Nie pojmowała po co, dalej brnąć w to. Zdusiła w sobie ciężkie westchnięcie, przymykając na moment oczy i ściskając palcami nasadę nosa. Jej argumenty nie miały znaczenia, ale te wyrzucane przez Nealę tak. To brzmiało, jak kiepski dowcip na który nawet nie próbowała się zaśmiać. Z trudem powstrzymała nieco kpiący uśmiech, gdy słyszała, jak wiele rzeczy nagle nie miało znaczenia. Zaskakujące. Wszystko było nieistotne, poza racjami dziewczyny. Skupiła spojrzenie na niej jeszcze raz, kiedy coś w jej tonie się zmieniło.- Nie przyszłaś po to... więc dlaczego to właśnie tak brzmi? – spytała, ale wcale nie chciała od niej odpowiedzi. Zwyczajnie nie interesowało ją to już, atmosfera była zbyt gęsta i ciężka, aby uwierzyła teraz w jakiekolwiek słowa zaprzeczenia. Nieufność i niechęć dominowały w jej emocjach oraz odczuciach. Ta rozmowa nie mogła doprowadzić już do niczego dobrego, zbyt wiele słów padło pospiesznie i nieprzemyślane.- Cóż najwyraźniej dotąd przebywaliśmy albo Ja przebywałam w samym niekulturalnym środowisku. Niestety, jestem tylko cyganką, a nie lady.- odparła z pozornym spokojem, nie za dobrze tłumiąc ostrość.
Dalej było jednak gorzej, spadały w dół, ku coraz gorszej atmosferze. Straciła cierpliwość, kiedy Weasley najwyraźniej nie widziała nic złego w swoim zachowaniu. Punktowała innych za brak kultury, ale siebie widziała w ideałach. Oceniała, ale nie radziła sobie z oceną innych. Nie miała pojęcia, dlaczego spodziewała się po dziewczynie czegoś innego. Nie odpowiedziała na jej pytanie, nie zamierzała się z nią przekrzykiwać. Nie miała pięciu lat, by się dawać wciągnąć w krzyki. Obserwując Nealę, zastanawiała się, kiedy ta zacznie tupać nogami, wyrażając tylko więcej złości. Zachowywała się, jak rozzłoszczone dziecko, a w tym nie zamierzała jej dotrzymywać towarzystwa.
Grymas wykrzywił jej usta, kiedy zaczęła mówić o Jamesie. To była inna kwestia, ale taki był zawsze. Pierwszy był do dotrzymywania towarzystwa panną, ale przecież o tym dobrze wiedziała. Przez lata szkoły słuchała o kolejnych, które wpadały mu w oko, w których się zakochiwał i które finalnie go zawodziły. Nie liczyła na jego rozsądek w tej kwestii. Jednak o tym nie musiała wiedzieć Ona. Uniosła nieco brew, kiedy usłyszała o półwili. Tak nagle, chociaż jej temat nie wyszedł ani razu.
- A co Celina ma do tego? – spytała z nieukrywanym zdziwieniem.- I nie nazywam Ciebie ani jej wywłoką. Proszę jedynie, abyś...- urwała, kiedy ta odrzuciła prośbę. Niech i tak będzie. Nie miała na to nerwów ani chęci.
- Cieszę się, bo najlepiej będzie, jak stąd pójdziesz i darujesz sobie jakiekolwiek odwiedziny tutaj... kiedykolwiek.- odparła, kiedy usłyszała, że Neala sama odprowadzi się do wyjścia. Nie chciała jej tu widzieć, nie teraz, najlepiej nigdy. Nie powinna się denerwować, a teraz czuła, jak gotuje się wewnątrz. Nie pojmowała skąd w niej te pokłady fałszywego spokoju, dzięki którym opanowała się na tyle, aby nie podnieść głosu. Wypuściła powietrze z płuc, gdy trzasnęły drzwi i została sama. Ukryła twarz w dłoniach, czując, jak ciało drży jeszcze ze złości. Może za dzień czy dwa tego pożałuje, ostrości i pewnych słów, oskarżeń, jakie padły. Teraz jednak była tego pewna, ktoś musiał w końcu uświadomić Neali, że nie była chodzącym ideałem, który wszystko mógł, a któremu nie można było powiedzieć nic w zamian, bo zaczynała krzyczeć.
Wróciła do przerwanych zajęć, chcąc jak najszybciej wyprzeć z pamięci to spotkanie.

| zt disgusted tak bardzo



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Kuchnia [odnośnik]27.02.24 12:20
| 27 sierpnia

Usiadła na podłodze, bliżej miejsce, gdzie kiedyś, musiały być suszone zioła. Z jakimś smutkiem otoczyła spojrzeniem już do niczego nie nadające się składniki, które uprzątnęła, by wirujący pył, nie przeszkodził a procesie warzenia. Podwinęła spódnicę dla wygody. Kociołek przed nią, postawiła bezpośrednio na podstawce i przenośnym podgrzewaczu. Z lekkim przejęciem, z wykorzystaniem gestu różdżką, rozpaliła pod wypełnionym czystą wodą - kociołku. Odetchnęła głąbiej, gdy sięgnęła po mieszadło w postaci muszli wieżycznika, jaką udało jej się zdobyć jeszcze podczas festiwalu lata. Obróciła w palcach, sprawdzając, czy żaden niepotrzebny proch nie osiadł we wnętrzu, po czym zanurzyła go w źródle, zataczając kilka wolnych kręgów. Nim skończyła mieszać, początkowe spięcie opuszczało ramiona, wypłukiwało niespokojność myśli. Pozwoliło jej to przesunąć się na bok, gdzie na wyczyszczonych wcześniej deskach znajdowały się wybrane ingrediencje. Musiała zacząć od wodnej gwiazdy, znalezisku, które w pobliżu plaży i podczas wodnych atrakcji, jakie zapewniało lato - mogła zdobyć. palcami rozdarła na części kruche listki, by finalnie wrzucić całość do moździerza i dokładnie zgnieść. Żywo zieloną papkę zabarwiła półprzeźroczystą zawartością słoiczka, w którym znajdował się zabezpieczony żabi skrzek. Wymieszała dokładnie i odstawiła do lekkiego zwarcia.
Tymczasem woda, zdawała się lekko parować, dlatego Aisha wykorzystała moment, by na powierzchnię sypnąć garść suszonych niezapominajek. Kwiaty zatańczyły w gorącej toni, gdy zakręciła koło mieszadłem i pozostawiła je wirujące, powoli też opadające niżej, przy czym, nadając wodzie lekkiego poblasku niebieskiego koloru. Uśmiechnęła się na ten widok, ale nie dała sobie miejsca na roztargnienie. Nie, kiedy ostrożnie musiała wyjąć pijawki, które oczyszczone, ale w całości, wrzuciła do powoli bulgoczącego wywaru. Czarne, obłe obiekty, zwinęły się, gdy tylko opadły na dno kociołka, ale cyganka nie czekała na efekt, sięgając w końcu po serce eliksiru, jakim były jagody jemioły. Każdą kolejno, zgniatała w palcach, trzymając dłonie tuż nad parą unoszącą się z naczynia i wrzucała do środka. Patrzyła przez moment, jak zawartość drgała lekko, nabierała konsystencji, gęstniała lekko. I tymi samymi palcami, wybrała zieloną papkę z moździerza, tym samym - miała nadzieję, finalizując proces. Pozwoliła, by ciepło skropliło z palców resztki pasty, a wilgotne dłonie otarła w materiał, który znajdował się obok, na tę okazję.
Zmniejszyła ogień niemal do delikatnego pełgania, mieszała gęstniejącą maść nie dając czasu na powstanie grudek, które w ostatnim etapie, miały tendencję się pojawiać. Gorąc, pomagał w ich rozbiciu. Na koniec, zgasiła płomyk, a kociołek odstawiła, czekając na pierwszy efekt jej pracy.

| zt


| Maść z wodnej gwiazdy, ST 50, Ast I, trzy ingrediencje roślinne, dwie zwierzęce
|Ingrediencje:
jagody jemioły, wodna gwiazda, suszone kwiaty niezapominajki
żabi skrzek, pijawki


A drop of blood
and now you’re taken for all time

Aisha Doe
Aisha Doe
Zawód : tancerka, przyszły alchemik, siostra
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Prick your finger on a spinning wheel
But don’t make a sound
OPCM : 4
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 22
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11832-aisha-doe#365247 https://www.morsmordre.net/t12177-poczta-aishy#375018 https://www.morsmordre.net/t12269-aisha-doe https://www.morsmordre.net/f386-dom-bathildy-bagshot https://www.morsmordre.net/t12176-szuflada-skrytka-aishy#375010 https://www.morsmordre.net/t11838-aisha-doe#365410
Re: Kuchnia [odnośnik]27.02.24 12:20
The member 'Aisha Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 46
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]17.03.24 14:50
31 VIII 1958


Dni gubiły się jej między palcami, podobne do ziaren piasku, które próbowała pochwycić raz za razem, bez większego skutku. Gdzieś pomiędzy tamtym feralnym dniem, powrotem do Londynu, pogrzebem, próbami normalnego życia, wszystko zlewało się w jeden, przymglony obraz. Instynkty wzięły górę nad umysłem — nie pozwalały jej zgubić rytmu dnia, mięśnie i kości, całe ciało poruszało się jakby bez szczególnego impulsu z jej myśli czy chęci, dlatego wciąż ranki rozpoczynała od mycia się i rozczesywania skołtunionych we śnie włosów, od niechcenia wciskała w siebie mierną namiastkę śniadania, najczęściej owsiankę, na wodzie, bo mleka było szkoda, bez przypraw, bo przydadzą się kiedy indziej, bez owoców, bo nie było czasu ich zbierać. Wszystkie sukienki, które miała w szafie, poddane zostały bezwzględnemu działaniu Coloritum. Zniknęły więc kolory pasteli, zniknęły biele, tak bardzo z nią kojarzone, że niemal wrośnięte w jej osobowość. Została tylko czerń, żałobna czerń, czerń ekspansywna, zabierająca coraz to więcej przestrzeni, im bardziej opadały emocje. Prosto było żyć w szoku. W niedowierzaniu, że to stało się naprawdę. Chyba tylko dlatego w jakiś sposób wytrzymała całe to zamieszanie, nawet jeżeli częściej płakała, niż mówiła. Powrót do zmysłów był podobny do wybudzenia się z koszmaru.
Tylko koszmar nie przestawał trwać.
Miała wokół siebie kilka życzliwych osób. Była im wdzięczna za troskę, ale przede wszystkim, niemalże niezmiennie, trwała w groteskowym sporze o to, czy chciała ich towarzystwa, czy wolała pozostać sama. Nie znała odpowiedzi na to pytanie, wydawało jej się, że każda z nich była zła na swój własny sposób. Czy tak wyglądały początki szaleństwa? Przecież podskórnie, gdzieś na dnie swego serca, zawsze marzyła o tym, by nie zostać samej. Wrażenie, że była dla innych ciężarem, że gdzie nie przychodziła, wraz ze swoją czernią rozsiewała smutek, ból, żal, niemalże ostentacyjnie — przecież nie tylko ona straciła bliskich, nie tylko ją osierocono — krępowało ją jeszcze bardziej, przechylając szalę ku zamknięciu się w domu, późnym odpisywaniu na listy, próbie jak największej izolacji. A jednak wciąż i wciąż pojawiał się ktoś, kto do tego ciemnego kąta wpuszczał promyk światła. Kto naprawdę chciał się z nią widzieć, komu zależało na jej obecności.
Takim kimś była Eve Vause. Właściwie to Eve, na razie tylko Eve, przecież tylko listownie zdradziła, że już nie była panną, w dodatku od trzech lat. Reszty miała się Maria dowiedzieć już na miejscu, w Dolinie Godryka.
W Dolinie Godryka, którą odwiedzała już kilka razy. Mgliście kojarzyła okolice domu, który miała odwiedzić, dlatego też spacer po uliczkach niewielkiej mieściny zajął jej trochę czasu. Co jakiś czas poprawiała zawiązaną pod brodą, czarną chustę, która skrywała jej jasne włosy. Nie chciała dodatkowo przyciągać spojrzeń, przez większość czasu patrzyła więc pod nogi, tylko na kolejnych skrzyżowaniach dróg rozglądając się za domem, który wreszcie ukazał się jej oczom, zupełnie jakby dotarcie do niego wymagało pewnej szczególnej wiary, że owo przedsięwzięcie w ogóle mogło się udać.
Pokonała schodki przed wejściem do domu z zaskakującą szybkością, choć od niemalże dwóch tygodni wydawało jej się, że jest na przemian coraz to bardziej ociężała lub odwrotnie — traciła czucie w nogach. Zatrzymała się jednak przed drzwiami, z ręką uniesioną w górę, knykciami skierowaną w stronę drewna. Może nie powinna przychodzić? Może Evie nie obrazi się, gdy przełożą termin ich spotkania, za miesiąc albo dwa, gdy wszystko się uspokoi? Może, gdy wreszcie ją zobaczy, okaże się, że nie były już tymi samymi dziewczynkami, których losy poplątały gwiazdy w trakcie pewnego upalnego lata? Czy w ogóle mogła rościć sobie jakiekolwiek prawa do takiej wizyty, jeżeli przez trzy lata nie miały ze sobą żadnego kontaktu? Eve... Eve sama ją zaprosiła, chciała, aby doszło do tego spotkania, aby mogły spędzić trochę czasu w swym towarzystwie i porozmawiać. A jednak czerń myśli nie odstepowała Marii nawet o krok.
Stuk, stuk, stuk.
Knykcie zderzyły się z drewnem, aby następnie oddać się kojącemu dotykowi opuszków palców z drugiej dłoni. Serce przyspieszyło bicie, wzrok znów wbił się w ziemię. Ostatnie sekundy na podjęcie ostatecznej decyzji mijały prędzej, niż blondynka była tego świadoma.
Jak rozpocząć rozmowę? Jak dobrze cię widzieć? Przepraszam, że milczałam tyle czasu? Cieszę się, że jesteś...?


Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 12 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12111-maria-multon https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.24 23:43
Powrót do Doliny, chociaż wiązał się z powrotem do domu, spowodował, że czuła się tu po prostu obco. Jakoś nieswojo, gdy nie potrafiła znaleźć sobie miejsca wśród znajomych ścian. Dotąd w miarę bezpieczny dom, wydawał się już tego pozbawiony. Nie rozumiała tej zmiany, coraz częściej zastanawiając się nad tym, czy to nie za sprawą małej duszyczki, która teraz swym płaczem wypełniała ciche przestrzenie pomieszczeń. Minęły dwa tygodnie, odkąd Marcia była na świecie, a jej codzienność wywróciła się do góry nogami. Zmęczenie dawało jej w kość, gdy nieprzespane noce zaczęły się mnożyć, a samopoczucie pogarszać, jakby leciała po równi pochyłej. Radziła sobie, jak mogła, zaciskała zęby i z wdzięcznością patrzyła na Aishę, kiedy ta pilnowała swej małej bratanicy. Dawała jej wtedy szansę odespać, złapać kilka nerwowych drzemek z których wyrywały ją dźwięki otoczenia. Nie potrafiła spać sama, pozbawiona gorącego ciała obok, które koiło samą obecnością. Dopiero teraz łapała się na tym, wcześniej marudna i zła, że tak mało było go w domu, a teraz przeklinała sama siebie, bo docierało do niej, że i tak było go wystarczająco. Dość by nie wchodzili sobie w drogę i nie irytowali na siebie za cokolwiek. Niedziela spotęgowała poczucie, że coś jest nie w porządku. Od rana nie potrafiła znaleźć sobie miejsca, wyczekując z niecierpliwością pojawienia się Marii. Kręciła się bez celu, aż osłabiony organizm zaczynał protestować, dając jej brutalnie odczuć, że czas było usiąść na tyłku i dać sobie odsapnąć. Nie przywykła do takich ograniczeń, do świata, który potrafił niespodziewanie zawirować przed oczami, aż dłoń w panice szukała podpory. Bez celowość kończyła się wraz z kolejnym przebudzeniem noworodka, kolejną płaczliwą symfonią w której raz czy dwa zawtórowała małej, przytłoczona tym, co się działo. I teraz krótko przed rozbrzmiewającym pukaniem do drzwi, kołysała Marcię. Nucąc jej stare cygańskie kołysanki, które każde pokolenie w taborze usypiały. Miała to szczęście, że zdążyła je poznać, pomagając swym kuzynkom, które wcześniej niż ona miały okazję zostać matkami.
Uniosła wzrok na drzwi, kiedy usłyszała stukot o drewnianą powierzchnię. Uśmiechnęła się lekko pod nosem i odłożyła córeczkę do kołyski. Przykryła ją kocykiem, by oddzielić od chłodu, który mógł dostać się do środka przez nieszczelne okna. To był jeden z mankamentów tego domu, lecz mimo usilnych prób, nie potrafiła nic z tym zrobić, aż w końcu zaakceptowała ten stan rzeczy.
Zeszła po schodach, dłonią muskając delikatnie poręcz w obawie, że wszystko znów przewróci się przed jej oczami, zawiruje niebezpiecznie i pociągnie ją niekontrolowanie w dół. To mogło skończyć się tragedią, której wypadało uniknąć.
Nacisnęła na klamkę, przywołując na usta lekki uśmiech, który jakoś naturalniej przychodził, odkąd bliskie jej duszy osoby, pojawiały się w wejściu do domu. Dziś jednak poza uśmiechem, młodą twarz wątpliwie zdobiły sińce pod oczami, niepodważalny dowód zmęczenia, które starała się zignorować.
- Maria.- odezwała się dźwięcznie, chociaż nie dała rady nadać głosu dawnej pogodności. Takiej beztroskiej, zwyczajnej.- Dobrze cię widzieć.- dodała, zanim przyjrzała się dziewczynie. Ciemne tęczówki objęły powoli całą drobną sylwetkę, czarne ubrania, chustę na głowie i pociemniałe spojrzenie. Nie widziały się długo, lecz wiedziała dobrze, jak na twarzy odciska swe piętno ból płynący z duszy. Spoważniała, pozwalając, by na wierzch wypłynął smutek i zrozumienie. Nie musiała słyszeć, co się wydarzyło, kogo straciła dziewczyna. Mogła za to przypuszczać, kiedy i jak te okropne wydarzenia, które dotknęły kraj, połamały to delikatne serce.
- Promyczku.- szepnęła, wyciągając do niej ramiona, po prostu i tak zwyczajnie.- Nie musiałaś przychodzić w takich okolicznościach. Mogłyśmy to przełożyć.- dodała również szeptem, zamykając ją już w uścisku.- Wejdź do środka. Chodź, usiądziemy.- szepnęła przy jej uchu.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Eve Doe
Zawód : Tancerka, młoda mama
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Learn your place in someone's life, so you don't overplay your part
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 15+5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica
Kuchnia - Page 3 92ee6b3904dfb2e68b02766685bfb56d31aa6f42
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t12284-eve-doe#377725 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach