Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

1958 | Rodzina Tonks
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Rozmowy kuchenne
Rodzina Tonks1958
Kerstin Tonks, Michael Tonks, Gabriel Tonks, Justine Tonks, Vincent Rineheart i spółka
Szafka na rozmowy i rozmówki pomniejsze



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


A on lubił jej obecność; przypominała mu o prawdziwiej przynależności, skrawku ziemi, który w końcu mógł nazwać swoim domem. Akceptowała go, była tu tylko i wyłącznie dla niego. Nie zauważył, że kubek trzymany w kobiecych dłoniach, skrywał jego ulubione mieszanki. Nie zdążył wyrazić gromkiej aprobaty zaoferowany dokładnymi poszukiwaniami. Każdy, gwałtowniejszy ruch sprawiał przenikający ból; niewidzialny grymas krzywił usta, marszczył czoło ukazując wąskie zmarszczki. Odetchnął cicho, aby uspokoić nadwyrężony organizm, lecz lekki śmiech oderwał go od zajęcia. Odkręcił głowę i zmarszczył brwi zaskoczony: – Oczywiście, że poważnie. – odparł pewnie, nie rozumiejąc dlaczego snuła jakiekolwiek wątpliwości. Każda jednostka, która traktowała ją bez szacunku, z wyraźną dezaprobatą wypowiadała się na temat jej ponadprzeciętnych umiejętności, powinna zostać postawiona do pionu. A on mógłby się tym zająć: – Wiem, że sobie poradzisz, ale jeśli powie jeszcze jedno słowo… Masz mnie poinformować. – nakazał ostrzej. Prawie wyciągnął w jej stronę ostrzegawczy palec, lecz powstrzymał się w odpowiedniej chwili, naciągając materiał swetra. – Można tak powiedzieć. – odpowiedział równie krótko, dostrzegając lekki ruch, przysunięcie w jego stronę. Zamknął drzwiczki i westchnął zrezygnowany. Poszukiwana rzecz musiała mu gdzieś umknąć; może Kerry robiła ostatnio generalne porządki? Dłonie zwinięte w pięści, oparł o biodra obserwując działania blondynki. Zmarszczył brwi nie mając pojęcia dlaczego sięga właśnie tam. Po chwili trzymała w dłoniach jego upragnioną zdobycz: – Jeszcze jakiś czas temu stało na górze… – żachnął niezadowolony. Chciał zabrać pudełeczko i przenieść się dalej, lecz zaskoczyła go swą nadmierną ciekawością. Podszedł do pakunków i najważniejszy z nich przepchnął jeszcze dalej. – To wszystko dla was. – poinformował. – Mieszkając sam nie potrzebuję wiele. Przecież nie wyrzucę, prawda? – co jakiś czas, niektóre produkty dostawał od swoich klientów. Zgromadził zapasy, których nie będzie w stanie zagospodarować. Dzielnie się było teraz na porządku dziennym: – Ostatnio zaniosłem trochę rzeczy Jacqeline. Nie była zadowolona… – przekręcił oczami. – Wysłałem też coś – spojrzał na Justine z dość nietypowym smutkiem i zatrzymał się na moment: – wysłałem trochę ojcu. O dziwo, jeszcze nic mi nie odesłał… – zaśmiał się głupkowato i wzruszył ramionami. Podszedł bliżej, aby wziąć w ręce srebrne opakowanie. – W torbach są jajka, trochę świeżych warzyw, butelka zsiadłego mleka, chleb i trochę kawy dla ciebie. Zaraz to rozpakuję, pójdę tylko na chwilę do łazienki. – poinformował i odkręcił się na pięcie, aby niepostrzeżenie wymknąć się z pomieszczenia i dokonać samotnej operacji. Im dłużej czekał, tym efekt klątwy mógł być gorszy.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Obserwowała go, bo coś zdawało się inne – nie do końca takie. Ale patrząc nie potrafiła dostrzec, jedynie przeczucie nieśmiało trącało ją w ramię, pozostawiając trudne do wyjaśnienia przeczucie. Coś w ruchach było inne, bardziej napięte. Zmarszczone czoło widocznie musiało świadczyć o czymś, o czym nie mówiły usta.
- Żebyś mógł zrobić co? – zapytała przekrzywiając głowę z zastanowieniu mrużąc odrobinę oczy. Connor z pewnością miał powiedzieć jeszcze słowo, a nawet kilka zdań.
Przesunęła się, żeby wyciągnąć wspomnianą puszkę i pokazać swoją zdobyć. Wzruszyła ramionami komunikując, że nie jest pewna jak o dlaczego przedmiot zmienił swoje ulokowanie. Schowała pudełko za plecami, próbując wydobyć z niego odpowiedź po co właściwie go szukał, ale nie otrzymała odpowiedzi. Spojrzała na dziwnie ułożone dłonie na biodrach. Zaraz jednak kierując zainteresowanie na stolik.
- Nie wyrzucisz. – zgodziła się, przesuwając tęczówkami po siatkach. – Dlaczego nie była? – pojawiło się pytanie. – I dlaczego miałby? – zadała kolejne, to dotyczące ojca. Skupiona na siatkach na chwilę straciła uwagę, orientując się, ze odbiera pudełko, kiedy nie była w stanie chwycić go w palce na tyle mocno, by pozostało w jej posiadaniu. – Hej..! – zaprotestowała przenosząc tęczówki na dół, na nie i na jego rękę obserwując szybki ruch w którym też jej coś nie pasowało. Dłonie? Nie była pewna. Nie próbowała jednak odzyskać zdobyczy pudełka. – Mój wybawca. – zażartowała krótko na wzmiankę o kawie. A jej ręka pomknęła do jego, by spróbować złapać za nadgarstek żeby zatrzymać go jeszcze na chwilę zanim zniknie. – Coś się stało? jesteś jakiś... – zaczęła szukając słowa, od samego wejścia coś jej nie pasowało i ostatecznie zdecydowała, ze lepiej zapytać, niż zgadywać.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Czuł, że spogląda na niego podejrzliwe, wyczuwa zmienione zachowanie, spięcie mięśni rysujące się pod płachtą hebanowego swetra. Zerknął na nią przelotnie, asekuracyjnie, brnąc w niewielkie kłamstwo, którego nie musiała poznawać. Nie potrzebowała na swej drodze kolejnych, zdecydowanie zbyt błahych zmartwień. Zmarszczył brwi zaskoczony, analizując pytanie, które wypadło z jej słodkich ust: – Żebym mógł ustawić go do pionu… I żeby w końcu się od ciebie odczepił. – zakomunikował oczywistość, choć odrobinę niechętnie. Przekręcił jasne tęczówki; jego postawa wyrażała zazdrość, której za żadne skarby świata nie potrafił utemperować. Potencjalni przeciwnicy czaili się na każdym kroku. Westchnął krótko, gdy blondynka schowała pudełko; zamierzała się z nim droczyć? Ręce oparte na biodrach poruszyły się miarowo, a ramiona powędrowały do góry w delikatnym ruchu: – Bo przecież jest zbyt dumna, żeby przyjmować jakąkolwiek pomoc… – wyrzucił z rozczarowaną pretensją kręcąc głową z dezaprobatą. Siostra nie zrozumiała jego bezinteresownych intencji, próby odnowienia relacji, zbliżenia w dość niezobowiązujący sposób. – Bo to Kieran… – żachnął niezadowolony i korzystając z chwili dziewczęcej nieuwagi, przesunął się zwinnie i ukradł zagubione pudełko trzymane w dłoniach wybawczyni. Uśmiechnął się kącikiem ust rejestrując jej reakcje i odchodząc na bezpieczną odległość. Prezentując produkty, już odwracał się na pięcie, kiedy ta szybko ujęła go za nadgarstek. Nie zamierzał się wyrywać. Uniósł wzrok krzyżując go z bliźniaczymi tęczówkami. Mina, która jeszcze przed chwilą ukazywała zadowolenie, wykrzywiła się w bolesnym grymasie, gdyż jej palce musnęły skrawek oparzonej rany. Wypuścił powietrze bezgłośnie – nie zamierzał oszukiwać, był złapany w potrzasku. Spojrzał w jej oczy i powoli odsłonił rękawy swetra, zakrywające dłonie czerwone od ciężkich oparzeń, pełne podrażnień oraz białych bąbli. Nie był to zbyt przyjemny widok: – Nie chciałem cię martwić… – zaczął ciszej. – To nic takiego. Nałożę tylko kilka specyfików i przejdzie… – nie był pewny jak długo lecznicze zioła będą rozprawiać się ze skutkami czarnej magii. O tej kwestii wolał jej nie mówić.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Lustrowała go z przekrzywioną głową, czekając na odpowiedź który dźwignęła odrobinę jej brew ku górze. Wyprostowała głowę a wargi oblekła w łagodny uśmiech. - Tak mi nie pomożesz. Mężczyzna stający w moim imieniu tylko utwierdzi go w przekonaniu, że sama nie potrafię. - wyjaśniła ze spokojem podchodząc do szafki, która miała znajdować to, czego szukał. Zanim do niej zajrzała, odwróciła się podpierając na chwilę dłońmi o blat. - Ale… to miłe. - przyznała po krótkim zawahaniu, jakby zastanawiając się, czy wypowiedzieć na głos te słowa. Zaraz odwróciła się, odnajdując pudełeczko, wypuszczając krótkie pytania, drocząc się chwilę. Spoważniała jednak na wypowiedziane słowa. - A może musi na nowo przywyknąć, do twojej obecności i opiekuńczości? - odpowiedziała pytaniem. Nie posłała pocieszającego uśmiechu, po prostu podsuwała jedną z możliwości. Na temat Kierana nie zdążyła już odpowiedzieć. Coś chciała, na chwilę zamilkła i skupiła się za mocno na dobrze słów w tej… delikatnej sprawie, że zwyczajnie dała się zaskoczyć.
Wyciągnęła dłoń, szczęśliwie zdążając palcami ująć męski nadgarstek. Jasne spojrzenie szukało tego tak podobnego do jej, a wykrzywione usta jedynie potwierdziły przypuszczenia. Opuściła spojrzenie unosząc w zaskoczeniu brwi na widok nieciekawych poparzeń. - Nie chciałeś… - powtórzyła po nim łapiąc w płuca powietrze w jednoczesnym zaskoczeniu ale i oburzeniu. Zmarszczyła na chwilę nos widocznie niezadowolona. - Siadaj. - poleciła krótko, brodą wskazując na krzesło. Uniosła rękę, dotykając nią ramienia i pilnując żeby zajął miejsce. Łagodnie ujęła za zewnętrzną część dłoni, układając je na kuchennym stole. - Co właściwie zamierzałeś z tym zrobić? - zapytała, wyciągając różdżkę. Nie unosząc na niego tęczówek, a przekrzywiając odrobinę głowę i przykładając różdżkę do prawej dłoni. - Cauma Sanavi Maxima. - zaczęła wypowiadać inkarnacje, przesuwając różdżką wzdłuż obrażeń. Nie zawsze różdżka posłuchała, ale po którymś razie poddawała się jej woli. Kiedy skończyła uniosła tęczówki, a potem przeniosła wzrok na niego. Wolna, lewa dłoń uniosła się ku górze, żeby przesunąć po policzku mężczyzny. - Blizny się zagoją i zregenerują. Nie będzie po nich śladu. - zapewniła. - Następnym razem Cię stłukę najpierw. - mruknęła przysuwając się bliżej. - Pozwól mi też się martwić. - poprosiła krótko.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Domykając szafkę opuścił ręce zrezygnowany, spoglądając w jej stronę z odrobiną zdziwienia, a także zażenowania; przecież wiedział, że mógł spodziewać się właśnie takiej odpowiedzi. Wszystko musiała robić sama, zabierając i zabraniając jakiejkolwiek inicjatywy: – Wątpisz, że zastraszyłbym go wystarczająco? – zapytał poważnym tonem, przyglądając się jej pobieżnie. On widział te sytuację z zupełnie innej strony. Mogła być najsilniejszą, niepokonaną, najgroźniejszą wojowniczką w całym, czarodziejskim wszechświecie, jednakże świadomość, iż nie stąpa po tej ziemi samotnie, mogła skutecznie odstraszyć zbyt pewnego siebie przeciwnika. Był gotowy ruszyć mu naprzeciw – choćby zaraz. Ścisnął usta w ciasną kreskę i wzruszył ramionami odpowiadając ciszej: – Nie miłe, a prawdziwe. – jasne tęczówki zaświeciły się niemą ulgą, gdy ukazane znalezisko spoczęło w drobnych dłoniach blond oblubienicy. Odetchnął spokojniej, a gdy odpowiedziała dość dziwnym pytaniem, uniósł brwi w niezrozumiałym geście i zastanowił się nad wypowiedzią: – To co mam zrobić, tak po prostu przychodzić z pustymi rękami? – zapytał zaraz, dość wyrywnie, odrobinę bezmyślnie, nie rozumiejąc stwierdzenia gospodyni. Ciemnowłosa miała przecież czas, wiedziała, że stara się naprawić każdy najmniejszy błąd. Podchodzi coraz bliżej, zwraca na siebie uwagę, dopomaga, wspiera w tak trudnych i niemożliwych czasach. On sam nie wiedział jednak żadnej poprawy. Powoli tracił też nadzieję. Udało jej się unieruchomić jego nadgarstek. Nie miał wyjścia, nie chciał udawać, a może zwyczajnie nie potrafił? Podciągając rękawy zauważył niezadowoloną minę, wstrzymany oddech, złość krążącą między jaśniejącym błękitem. Nie protestował. Usiadł na drewnianym krześle, posłusznie, bez słowa. Wzrok utkwiony w poranionych kończynach nie przenosił się na kobietę; napawał się jej bliskością i wywarzonym dotykiem. Wiedziała co robi, miała przecież doświadczenie: – Chciałem zaparzyć kilka ziół; żywokost, dziurawiec, trochę rumianku. – westchnął głośno. – Miałem je w tym pudełku. Zrobiłbym opatrunek. – wyjaśnił zgodnie z prawdą zerkając na przedmiot pozostawiony na stole. Nie musiałaby tracić swojego cennego czasu. Musiał tylko przeboleć błędy, których dopuścił się z samego rana. Nieznane inkantacje rozbłyskały nad jego dłońmi czyniąc niesamowite cuda. Skóra mrowiła, rozciągała się, bolała w najgorszych miejscach powodując skrzywienie. Zamknął powieki, aby nie skupiać się na dyskomforcie. Kiedy skończyła rozchylił je powolnie, widząc przed sobą te drugie, tak bardzo podobne źrenice. Dłoń gładziła zarośnięty policzek, a kącik ust wykrzywił się nieznacznie: – To groźba czy obietnica? – zapytał zaczepnie, aby po chwili złapać ją za przedramię z wyważoną lekkością, zmusić do opadnięcia na jego kolana. Objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Przysunął się bliżej twarzy z odpowiedzią wyrzuconą praktycznie w jej usta: – Zastanowię się. – po czym pocałował ją czule w ramach nieocenionych podziękowań. Prawa, wolna dłoń przesunęła się po bladych kosmykach oraz linii szczęki. Po krótkiej chwili niestabilnego upojenia, ożywił się nieznacznie, przypominając sobie o istotnym fakcie: – Mam coś dla ciebie. – fioletowa zdobycz, przez cały czas spoczywała między papierowymi torbami. Musiała prezentować się nienagannie podczas nieokazyjnego wręczenia.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Kiedy pytanie wydobyło się z jego ust jej brew mimowolnie uniosła się do góry, mierząc się z nim spojrzeniem. Zaraz jednak na jej usta wpłynął krótki, filuterny uśmiech.
- Oh, myślę widziałam już namiastkę tego, co potrafisz. - przyznała ze spokojem myślami wracając do ich wspólnej wizyty w Londyńskich kanałach. - I nie zamierzam zawahać się w prośbie o pomoc - gdy zajdzie potrzeba. - przyznała ze spokojem na chwilę splatając dłonie na ramionach. - Ale biuro to specyficzne miejsce, muszę wypracować swoją pozycję sama i zasłużyć na nią. Nie ma innej drogi. To tak jak z twoimi klientami, ufają ci, bo masz już pewną renomę, prawda? - zapytała retorycznie, powracając do krótkich poszukiwań. Wyprostowana spojrzała na niego łagodnie, kręcąc lekko głową w zaprzeczeniu. - Przychodź tak jak zawsze i bądź taki jak jesteś. Nic więcej, poza czasem nie trzeba - moim zdaniem. - przyznała ze spokojem. Rozumiała niecierpliwość, może wątpliwości - a może bardziej domyślała się ich. Jackie jedenaście lat polegała głównie na sobie, możliwe, że miała wokół siebie jeszcze szczelniejszy mur niż ona.
- Chciałeś zaparzyć je w łazience? - zapytała, uśmiechając się półgębkiem, spoglądając na niego spod kotary włosów, kiedy te zsunęły się w dół. Na chwilę przerwała leczenie, żeby unieść je i założyć charakterystycznym gestem za ucho. Trochę czasu zajęło zaleczenie ran, blizny miały zejść, a ból nie doskwierać tak, jak do tej pory. Choć do zagojenia miało minąć trochę czasu. Dłoń uniosła się, obejmując męski policzek, mimowolnie szukając kontaktu. Wywróciła oczami, na padające z jego ust pytanie. - Może oba. - odpowiedziała na zaczepkę, już mając odchodzić, kiedy poczuła lekki dotyk na ramieniu, pozwoliła się przyciągnąć. Otworzyła już usta, mając w zamiarze oburzyć się na padające słowa, ale rozkojarzył ją dość szybko złączając ich wargi. Zamrugała kilka razy na nagłe stwierdzenie. - No kawę, tak? - spytała głupkowato, zerkając w kierunku pakunków, które ze sobą przyniósł.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Popatrzył na nią podejrzliwe, odrobinę udając, iż nie ma pojęcia jaką sytuację przedstawiła jako znakomity przykład: – Co masz na myśli? – rzucił krótko, zdając sobie sprawę, że jego druga natura, czasami przejmowała całkowitą kontrolę. Wysłuchał jej wypowiedzi ze skupieniem, odkładając absorbujące poszukiwania. Słoik trzymany w dłoniach zawisł w powietrzu, a głowa kiwała się z w miarowym rytmie. Nabrał pokaźny haust powietrza i powiedział: – Wydaje mi się, że to odrobinę inna sytuacja. Twój kolega dopuszcza się do jawnej dyskryminacji, nie ze względu na renomę, a inne przeszkadzające mu czynniki… Czy nie powinnaś zgłosić tego – odchrząknął krótko nie zapominając, iż głównym przewodniczącym całej jednostki był przecież jego ojciec. – do Kierana? Co z tego, że biuro jest specyficzne, ale chyba są tam jakieś zasady… – żachnął poddenerwowany nie rozumiejąc tej dziwnej hierarchii, podchodów, przyzwalania na nieodpowiednie traktowanie. Skrzywiona mina wyrażała niesmak; nie posunął się do szerszego komentarza, który nie zmienił się od jedenastu, długich i bardzo mozolnych lat. Znów popatrzył na nią wymownie, przeciągając spojrzenie. A jeśli to nie wystarczy? – Tylko, że ten czas upływa, a nic się nie zmienia… A co jeśli w końcu go zabraknie? Nie wiem czy tak powinno być. – wątpliwość rozdrgała struny głosowe, a słoik z czerwoną zawartością powędrował na swoje miejsce. Posmutniał lekko, gdyż sprawy rodzinne od miesięcy nie dawały mu spokoju. Były rozgrzebane, niespójne, niekompletne. Ich relacje nie posunęły się nawet o krok. – Chciałem… W sumie, eee, nie wiem co chciałem. – wyjaśnił zagubiony robiąc zmieszaną minę. Twarz zniknęła w kotarze jasnych włosów, mógł poczuć ich zapach, przyjemne łaskotanie na zarośniętym policzku. Nie przemyślał tak sprytnego, odkrytego planu. Westchnął tylko kręcąc lekko głową, lecz doprowadzony do porządku, mierzył się z bólem i karcącym gestem. Gdy skończyła, pozwolił na czuły gest, skrzyżowanie tęczówek, przysunięcie do siebie, zamknięcie w szczelnym uścisku, którego nie zamierzał rozluźniać. Jedną ręką przytrzymywał jej talię, druga zaś spoczywała w okolicy uda, głaszcząc je w jednostajnym, powolnym ruchu. Roześmiał się, gdy zapytała o kawę: – To później… – rzucił zaoferowany. Delikatnie zsunął ją ze swoich kolan. Wstał pospiesznie podchodząc do toreb i jak najbardziej niewidzialnie, wciągnął pęczek fioletowych, ciężkich do zdobycia wrzosów. Schował je za plecami, podszedł do blondynki i z grymasem unoszącym kącik ust, wyrzucił odpowiednie sylaby w patetycznym tonie: - Justine Tonks, czy zostaniesz moją partnerką na weselu Steffena i Isabelii? – zbieranina wonnych kwiatów pojawiła się tuż przed jej sylwetką, siedzącą na drewnianym krześle. Miał nadzieję, że nie odmówi. Ostatnia uroczystość, zakończyła się dość niefortunnym zdarzeniem.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

- To, co widziałam. – odpowiedziałam, wzruszając łagodnie ramionami. Łapiąc na kilka chwil znajome spojrzenie w którym nie niosło ze sobą żadnych karcących nut, wręcz przeciwnie, wydawało się spokojnie, a przy wargach zdawało się nadal krążyć echo łagodnego uśmiechu.
- Nie jest ani pierwszym, ani jedynym, ani ostatnim. – odpowiedziała mu nie tracąc spokoju. Brew jednak drgnęła łagodnie kiedy wspomniał Kierana, a to prawie ją rozbawiło. – Nie łamie zasad wyrażając własne zdanie, czy nie przepadając za mną – niezależnie z jakich powód. – upomniała Vincenta wzruszając łagodnie ramionami. – Mamy być w stanie wspólnie skutecznie współpracować. Prywatne animozje nie mają znaczenia. Ja potrafię odłożyć niechęć na bok i skupić się na zadaniu – jeśli on nie będzie potrafił, nie skończy kursu. Uwierz mi, obserwują nas na tyle uważnie, że wątpię, aby jego zachowanie zostało niezauważone. – zakończyła na krótką chwilę odciągając od niego tęczówki. By unieść je, kiedy przenieśli się na inny z tematów. - Jest jak jest Vinnie, jeśli zaczniesz naciskać, możesz uzyskać odmienny efekt od tego na którym ci zależy. – bo tak też sądziła. Jackie potrzebowała czasu, widocznie jeszcze i więcej, by na nowo zaufać bratu. Kącik ust drgnął kiedy przyznał, że ten misterny plan który posiadał, wcale nie był tak… misterny. Po leczeniu pozwoliła się przyciągnąć i złączyć ich usta korzystając z chwili samotności w kuchni. By niewiele później pozwalać się podnieść i usadzać na krześle, które sam zajmował wcześniej. Przesuwała za nim tęczówkami, unosząc jedną z brwi ku górze, a kiedy zjawił się przed nią – a może pojawił przed nią bukiet wrzosów uniosła w krótkim zaskoczeniu brwi i przeniosła spojrzenie z kwiatów na niego.
- Tylko na nim? – zawadiacko uniosła kącik ust ku górze, zaraz unosząc rękę, żeby odebrać kwiaty. – Zostanę. – zgodziła się zaraz podnosząc kwiaty do nosa i zaciągając się ich zapachem, na kilka krótkich chwil przymykając powieki. Uwielbiała ich zapach. – Nie musiałeś się kłopotać z kwiatami. – dodała jeszcze krótko, podnosząc się, żeby unieść rękę i objąć nią delikatnie jego brodę za którą pociągnęła go ku sobie by cmoknąć krótko. – Dziękuję. – powiedziała cicho, zakładając kosmyk jasnych włosów za ucho.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

– Nie wiem co widziałaś. – odpowiedział bez żadnych emocji, wzruszając ramionami, podkreślając fakt, iż nie było to przecież nic znaczącego. Przyglądał się jej z uwagą, słuchając dalszych odpowiedzi dotyczących nieprzyjemnego kolegi. Brwi marszczyły się w niezadowoleniu, lekkim niezrozumieniu tej całej, pokręconej instytucji. Pokręcił głową przecząco, dając sygnał, że nie zrozumiała go do końca: – To nie jest wyrażanie własnego zdania Justine, tylko jawne dyskryminowanie i obrażanie współpracownika. – zauważył unosząc brew. – Czy jeśli wróg, ma czelność wyzywać was od szlam, to też wyraża swoje zdanie? – zapytał zaraz dość retorycznie, podając kontrowersyjny i niezbyt przyjemny przykład. Jasne tęczówki zawiesiły się na twarzy kobiety, domagając się choć delikatnego zrozumienia. Miał wrażenie, że traktuję te sprawę zbyt błaho, przyzwyczaja się do standardów, które nie powinny mieć miejsca nigdzie. Na kolejne wyjaśnienie, zmarszczył tylko rysy twarzy. Nie podchodził do kolejnych, głębokich przemyśleń, przypominających spór. Wzruszył jedynie ramionami, odstawił wyciągnięte produkty i rzucił: – Skoro tak uważasz. Pewnie nie znam się na aurorach. – sfinalizował zamykając szafkę i wzdychając ciężko. Jednostka, od której uciekał tak zawzięcie, pojawiała się w jego życiu niemalże codziennie. Może faktycznie nie rozumiał niektórych postępowań i źle je interpretował? – Nie powiedziałbym, że naciskam… – odpowiedział z lekkim zażaleniem, zerkając na nią przelotnie. Chciał jedynie odbudować relacje, znaleźć właściwe porozumienie. Czas kurczył się nieubłaganie; nie miał pojęcia, czy przeżyją kolejny dzień. Czyżby naprawdę stał się zbyt nachalnym? Zdążył podnieść się z miejsca, oddając jej wygodę krzesła. Podszedł bliżej wręczając jej bukiet świeżych wrzosów i zadając dwuznaczne pytanie. Na jej odpowiedź zawahał się na moment, a wnętrzności wykręciły się we wszystkie strony. Co miała na myśli? Zmieszał się, zdobył na jedynie wątły cień uśmiechu odpowiadając gwałtownie: – No wszędzie. – patrzył jak odbiera bukiet, sprawdza jego zapach, przygląda się ulubionym łodygom. – Cieszę się, a kwiaty to drobiazg. – dla niego coś bardzo znaczącego. Przyjął aprobatę i wątłego całusa. Westchnął ponownie, machając rękami, zastanawiając się co robić dalej: – Rozpakuję zakupy. – rzucił nagle wracając do blatu. Zapomniał już o swoich dłoniach pokrytych białymi, gojącymi się bliznami.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Jej wargi rozciągnęły się - w nadal jeszcze wątłym - ale mimo to odrobinę kokieteryjnym uśmiechu. Jedno z bioder uniosło się wyżej, kiedy rozstawiała nogi i układała na nim rękę. Lewa brew uniosła się. - Nawet cię lubię, Rineheart. - odpowiedziała więc kompletnie bez związku, a kiedy temat wszedł na mniej przyjemne tory pozwoliła sobie na lekkie westchnienie. - Słowa mają moc wtedy, kiedy im na to pozwolimy. To czyny staram się sądzić. Znam swoją wartość i kilka słów gówniarza jej nie zmieni. - odpowiedziała podchodząc bliżej. Przysunęła się wsuwając palce w szlufki spodni, przyciągając go lekko bliżej. Kolejne słowa sprawiły, że uniosła znów brwi zabierając ręce. Zaśmiała się krótko, żeby palcem wskazującym lekko dotknąć go w nos. - Pewnie nie, paradoksalnie przebywając z nimi od dzieciaka. - z uniesionymi wargami przesunęła się, żeby odnaleźć poszukiwane pudełko, przesunąć się do tematu przyjaciółki. Rozchyliła wargi, żeby odpowiedzieć, zaraz je zamykając żeby zmarszczyć lekko brwi. - Pamiętasz…? Ja też uciekałam. - przed tobą, przed emocjami, przed samą sobą. Nie dodała nic więcej już w tym temacie. Rozumiała frustracje Vincenta, ale rozumiała też nie przyzwyczajenie Jackie, obawy która mogła posiadać i przez które oboje musieli przejść.
- Wszędzie brzmi odpowiednio. - posłała mu krótki uśmiech znad bukietu kwiatów, który trzymała. - Siadaj. - poleciła układając dłonie na jego barkach i czekając aż się nie podda, żeby mogła poprowadzić go z powrotem na krzesło na którym siedział wcześniej. - Miałeś cięższy dzień i masz ręce, którym masz dać odpocząć. - wyszła na chwilę na korytarz, żeby zgarnąć jego torbą. - Na pewno masz jakąś książkę, poczytaj, zrobię ci ten napar Twój. - powiedziała, jeszcze raz pozwalając, żeby jej dłoń przesunęła się po męskim policzku. - Najlepiej w ogóle idź do salonu, przyjdę tam jak tu skończę. - zapowiedziała, wyganiając go z kuchni. A kiedy się podniósł chwilę popychając go, układając ręce na męskich plecach. Kiedy wszystkie zakupy odnalazły swoje miejsce sama przeniosła się do salonu, poprawiając nałożony na ramiona sweter. Usiadła obok, podciągając nogi pod siebie i odnajdując swoją własną książek. Ten wieczór, miał być spokojny.

| zt x2



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 57
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Tonks - Page 3 D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

1958 | Rodzina Tonks

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach