Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wagon Marcela
AutorWiadomość
Wagon Marcela [odnośnik]26.01.22 23:00
First topic message reminder :

Wagon Marcela
Arena Carringtonów



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Wagon Marcela - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wagon Marcela [odnośnik]29.01.22 3:02
— Nie, nie powiedziała — zaprzeczył, próbując sobie przypomnieć. Dopiero kiedy Marcel wspomniał o Dolinie, jego myśli pomknęły do pierwszej wizyty tam. Do dnia, w którym Eve go tam zabrała, by pokazać mu miejsca, w których spędzała czas. Ale później znaleźli ten dom...— Koło fontanny — mruknął, spoglądając w bok, błądząc spojrzeniem po ścianie wagonu. Zapomniał, czy wyrzucił to z głowy umyślnie? Uniósł brew wysoko.— Nieważne. To i— dodał zaraz, kręcąc głową. — Jeśli Sheila komuś się zwierza ze schadzek to raczej Eve, nie mnie — spojrzał na niego sugestywnie. — Ledwo pamiętam tą imprezę — dodał zaraz. Strzępki rozmów, sam Aidan, skoki z dachu, wszystko docierało do niego po czasie, ale zdawało się być znam, jakąś marą. Nie miał pojęcia ile tego wszystkiego było prawdą, a ile jego własnym wyobrażeniem. — Więc? O co poszło? — zagadnął jednak, zerkając na przyjaciela uważnie.
Była paskudnie mocna. Paliła go w gardło. Ta wróżka. Przeczyściła mu przełyk i żołądek, walcząc z sokiem żołądkowym. Ale kiedy dostał butelkę z powrotem upił łyk i przełknął go. Drugi poszedł jakoś lżej.
— Ładna, blondynka. Naprawdę masz swój typ, stary — oświeciło go teraz. Posłał mu przeciągłe, pełne niezrozumienia spojrzenie. Było tyle ładnych dziewcząt, a on naprawdę ciągle wybierał podobne. — Zostaw je, nic dobrego nie przynoszą. — Oddał mu butelkę. — Przypomniała mi się zupa z trupa — bąknął. — Może powinniśmy spróbować zrobić Zieloną Wróżkę. Z mocarzem nieźle nam possssszzło. — Mieszkanie piwa z nią nie było najlepszym pomysłem, czuł jak powoli uderza mu do głowy. — Powinniśmy Norze zabrać jeszcze jeden słoik. Na zapas.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Wagon Marcela [odnośnik]30.01.22 17:08
- Napisała mi wtedy list, Jimmy. Kiedy już poszedłem. Że cieszy się, że ją znalazłem. - Czy jakoś tak. - Chyba za tobą tęskniła - Tak przecież brzmiała. Mimo wszystko. - Może musisz jej dać trochę czasu? Może potrzebuje go, żeby zrozumieć - Że nie powinna była cię opuszczać. Westchnął, to wszystko było popieprzone.
Ściągnął brew, podnosząc na niego spojrzenie, kiedy nazwał ich spotkanie schadzką. Sugestywnie. Pamiętał jego słowa. Wtedy, z początku stycznia. Była tutaj sama. Chwilę po oskarżeniach Aidana, których nawet w żartach nigdy nie powtórzyłby Jamesowi. Których sam nie chciał wspominać - czuł się z tym obrzydliwie. Czy naprawdę ktoś mógł uwierzyć w to, że mógłby skrzywdzić Sheilę? Powoli sam zaczynał w to wierzyć. Przez niego. - Młody za dużo wypił - odpowiedział w końcu, nie odejmując od niego spojrzenia, równe uważnego, co jego. Nie zrobiła tego, prawda? Nie skarżyła się na jego zachowanie? Nie zrobiłaby tego, nie mówiąc o tym jemu. Chyba? Sam już nie wiedział. Chciałby, żeby to był tylko zły sen. Aidan był tylko dzieckiem. Chłopcem. Znacznie od niego młodszym, może w romskiej kulturze mógł być już brany na poważnie, ale nie w kulturze, w której się wychował i która wychowała jego. Ściągnął wzrok w dół, może powinien po prostu porozmawiać o tym z Sheilą. I co jej powiedzieć: hej, jeśli czułaś się przeze mnie dotykana w niewłaściwy sposób, to przepraszam? - Pieprzył od rzeczy - dodał gniewnie, nie potrafiąc zachować tego w sobie. Odebrał od Jamesa butelkę gwałtownym ruchem i zapił te słowa, zbyt dłużym łykiem, czując, że palący alkohol wypalał mu gardło, żołądek i trzewia. Skrzywił się, tak po alkoholu, jak jego słowa.
- To dziwne, że lubię ładne dziewczyny? - zapytał, bez zrozumienia. Więcej było w tym dzieła przypadku niż preferencji. - Miała dobre serce - postawił się po chwili, bo to przecież tym, nie urodą, ujęła go najmocniej.
- I rozdać ją biednym? - zapytał, bardzo mocny alkohol zaczynał mieszać myśli, próbowal scalić zupę z trupa i mocarza w jedno. - To jest zielone, z czego to się robi? Może z żaby? W końcu to francuskie - zamyślił się. - Ten cały Tonks po wypadzie u was wysłał mi flaszkę spirytusu, żebym się znieczulił. Możemy spróbować na nim - przytaknął.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Wagon Marcela [odnośnik]02.02.22 0:35
Uniósł na niego wzrok, szybko, ale zatrzymał na nim na dłużej. Wiedział, że nie kłamał. Czy to było właśnie to, co chciał usłyszeć? Po co tu przyszedł? Zapewnienie, że po prostu oszalał, a w jego obawach wątpliwościach i strachu gnijącym wewnątrz niego od wyjścia z Tower nie było najmniejszego sensu? Był dobrzym przyjacielem. Najlepszym jakiego miał, na jakiego nie zasłużył. Kiwnął lekko głową, ledwie zauważalnie na znak zrozumienia. twarz mu się wypogodziła, złagodniała. Nie potrafił wyjaśnić tych wątpliwości, tego uczucia. Ale słowa Marcela do niego dotarły. Zrozumiał.
— Naprawdę?— On, czy my, Marcel? Uniósł brwi, przechylił głowę. Przyglądał mu się bez złości. Nie spytał. Nie załatwiali spraw w ten sposób, nie rozmawiali tak. Pamiętał go z Sheilą, wtedy, kiedy wszedł do pokoju; jego uwagę wtedy ściągnęła Eve przy Castorze, ale jeszcze pamiętał, jak się nad nią pochylał. — Jest młody, nie zna życia. Pierdolił od rzeczy — przyznał mu racje, lekko, z nonszalancją. Co by się nie stało przecież stanąłby po tego stronie. Tak myślał. Tak było. — Nie mogę go sobie przypomnieć nawet na tej imprezie. Przyszedł sam, czy ktoś go przyprowadził? — Zmienił temat, zerkając na przyjaciela niepewnie. — Pewnie Castor.
Odebrał od niego butelkę i zaśmiał się.
— Serio, Marcel? — spytał z niedowierzaniem. — Jakbyś miał je ocenić, czysto hipotetycznie — oczywiście, tylko tak, nie byli przecież dupkami. — Podaj trzy najładniejsze — zerknął na niego z rozbawioną ciekawością; wróżka szybko upijała. Za szybko. Oczy zaczęły robić mu się szkliste, przygaszenie ustępowało, chłopięcemu rozbawieniu. — Albo najlepszych pięć. Jaka ona była? — Wypalił nagle. Chodziło mu o Aurorę, tam wtedy, w schronisku. Gorąca? Niewinna? Przewrócił oczami, zerknął w sufit. — Rozdać biednym, by poprawić ich rzeczywistość. Może gdybyśmy mogli rozpylić ja na Londyn, jak deszcz — westchnął z uśmiechem. Patrzyłby na miasto pogrążone w halucynacjach, zbiorowej iluzji. — Jak francuskie to ze ślimaków. Pewnie dodają do tego jakiejś trawy, dla koloru. Albo barwników. Nie ma takiej zieleni w naturze — skrzywił się, upijając jeszcze łyk i podając mu butelkę. Klepnął go w pierś wierzchem dłoni. — Żebyś ty się znieczulił? Chyba sobie żartuje — zerknął na Marcela. — Naucz mnie chodzić po linie — dodał od razu, bez zastanowienia. Podniósł się do prostego siadu, zwrócił w jego stronę. — Albo chodźmy tresować tygrysy. Albo... Albo... Na pokątnej jest pomnik Salazara Slytherina. jest paskudny. Może potrzebuje nieco ozdób?— Uniósł brwi, w pytającym wyrazie. Była już noc, kto ich zobaczy?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Wagon Marcela [odnośnik]08.02.22 2:53
Pochwycił jego spojrzenie. Jego było pełne obaw, martwił się o przyjaciela, to przede wszystkim, ale też martwiło go to, że nie mówił mu wcale o wszystkim. Ostatnie, czego chciał stać się przyczyną, to kolejnych klinów nieporozumień wbijanych między nich. Eve przecież w końcu zrozumiała: cokolwiek kierowało nią wcześniej, wysłała mu przecież w końcu tamten list. Czy miał wobec niego coraz więcej sekretów? O żaden z nich się nie prosił - nie rozumiał zachowania jego żony tamtego dnia, tak samo jak nie potrafił zrozumieć Aidana. Było mu wstyd. Przeraźliwie wstyd za każde słowo, które wypowiedział tamtego ranka młody. Był pijany, nie wszystko pamiętał. Czy był całkowicie pewien, że tamtego wieczoru nie wydarzyło się nic, co uzasadniało jego złość? Kogo miałby o to zapytać? Chciał wierzyć, że nie był taki: ale czy potrafił zaufać samemu sobie? Czy ufał mu James? Widział przecież jego uniesione brwi, w odpowiedzi na które wciąż milczał. Czy mu powiedzieli? Powoli skinął głową, kiedy James przyznał, że Aidan mówił od rzeczy. Tak uważał, czy po prostu mu nie powiedzieli?
- Mnie o to pytasz? Kiedy Fin zaciągnęła mnie na miejsce, wszyscy już byli - Przyjęcie niespodzianka, Jimmy pamiętał i myślał o wszystkim. Nie najlepiej się to wszystko skończyło, zniknął po bojce z Aidanem. - Pewnie Castor - zgodził się z nim, choć usta nie uniosły się w uśmiech. Coś majaczyło mu z tylu głowy, mętnie. - Nie Sheila? - zapytał po chwili. - Wydawało mi się, że cos ich łączyło - stwierdził, wracając wspomnieniami nie do ich rozmowy, a do pierwszych chwil, przy schodach, kiedy bawił się kwiatami wetkniętymi w jej włosy. Potem był juz pijany.
Skrzywił się na jego pytanie, nie był przecież taki, ale krążący w skroni alkohol zachęcał do wyznań.
- Aurora była najpiękniejsza - oznajmił bez zawahania, była pierwszą, którą ujrzał nago, nie połączyla ich miłość, ale smak jej pełnych ust nawiedzał go nocami czasem jeszcze dzisiaj. Alkohol sprawiał, że świat zaczynał powoli wirować. - Stary, zjadła przy mnie banana - wyznał, bez przekonania. Czy w ogole potrafił zrozumieć? - Nie tak po prostu - Czy potrafił wytłumaczyć? - Zrobiła to... inaczej - Tak, że na samo wspomnienie zaczynało mu się robić niewygodnie. - Była przy tym wszystkim trochę zawstydzona, jakby... jakby sama z tym próbowała walczyć - Czy to miało sens? Ściągnął brew, zielona wróżka wypaczała rzeczywistość. - Rano dostałem wyjca. Od Finley. To było upokarzające. Wytknęła mi, że zraniłem Frances, nazwała ją znajdą, przypadkową dziewuchą... - Było mu wstyd. Przed Aurorą. - Jaka była teraz Eve, James? - Teraz, kiedy wszystko się ułożyło, żeby zaraz znowu runąć. - Nie miałem tylu dziewczyn - zaprotestował, niechętnie, jego życie uczuciowe rzeczywiście nie nalęzało do najszczęśliwszych. - Celine - dodal po chwili, przenosząc wzrok na okno wagonu za Jamesem. Siąpał deszcz zmieszany ze śniegiem. Wydawało mu się, że w tch kształtach widzial kobiecy ksztalt. - Celine też była bardzo piękna - Kiedy żyła. Opuścił spojrzenie na butelkę, zabierając ją, żeby upić większy, naprawdę większy łyk wróżki. Nie dałby jej drugiego miejsca, była piękniejsza od Aurory. Ale nie dała mu nigdy tego co dała mu panna Sprout. - I Frances - Tylko ze wzgledu na urode. Duszę miała brzydką. Trzecie miejsce, nie za wysoko? W zasadzie mógłby umieścić tutaj Eve, skoro rozmawiali czysto hipotetycznie, ale nie był jeszcze aż tak pijany, żeby powiedzieć to na głos. - Nosiła się zawsze jak te wszystkie damy. Miała perły i jedwabne koszule. Była ładna, nawet jeśli powierzchowna i pusta. I naprawdę dobrze... całowała. - Był głupi myśląc, że starczy jej ktoś taki jak on. Nigdy nie będzie go stać na te wszystkie rzeczy. - Anne - Była od nich skromniejsza. I bardzo śliczna. - Była jeszcze taka dziewczyna, Josie. Lubiła zwierzęta - przypomniał sobie, wzdychając. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. - Poznałem ja kiedy... - Wykonał przy krtani gest lewą dlonią, wskazując na odznaczającą się na białej skórze bliznę. A jednak znalazło się pięć. Nie liczył, zatrzymał spojrzenie na oknie, zastanawiając się, czyją twarz mogło mieć to odbicie. Miał wrażenie, że kogoś pominął.
- Teraz ty - Skinął na niego brodą. - Pięć - powtórzył dla przypomnienia, podkurczając nogę pod brodę i podając mu butelkę Wróżki. Kto będzie pierwszy: Eve czy Neala?
- Zwariowałeś? Sam nie umiem - Od utraty ręki tego nie robił, zachwiał się jego balans. Odsunięto go od wystąpień. Stał się tutaj chłopcem stajennym - do tego kalekim. Ale alkohol przetaczał się przez skronie coraz mocniej. - Chodźmy, walniemy w niego czymś czerwonym jak Gryffindor. Jak wtedy, na placu. Pamiętasz, jak się zesrali? - zgodził się w końcu. - Weź butelkę, zahaczymy o kuchnię i coś z niej zarąbiemy. Ten drań popamięta ten dzień. - A jak ich złapią - to miał to już chyba i tak gdzieś.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Wagon Marcela [odnośnik]08.02.22 12:55
Pokiwał głową, upił łyk alkoholu, mącił w głowie. A może to po prostu on, na pusty żołądek, po pierwszych przygotowaniach, wlanym w siebie piwie przestawał myśleć trzeźwo. Próbował sobie przypomnieć tamten moment, co robił, ale był zabiegany. Upewniał się, że alkohol, który udało im się zgromadzić, odpowiednio schłodzony w śniegu wylądował we właściwym miejscu, podobnie, jak i Mocarz. Nie kontrolował kto przychodzi, kto z kim. Nie wiedział nawet o wszystkich, od najbliższych zebrał tylko knuty, by zanieść je Demelzie. Miała dostęp do materiałów, mogła stworzyć coś wyjątkowego.
— Sheila?— zadumał się na moment, marszcząc brwi. Naprawdę niewiele pamiętał z tej imprezy, przebłyski, strzępki rozmów, zdarzeń — tyle ile opowiedziała mu Eve, dziwnie poirytowana. Jej bransoletki znalazł w kieszeni spodni, musiał o to spytać. jak to się stało, jak do tego doszło. Dopiero teraz, ten stan sprawiał, że coś zaczęło mu się przypominać, jakby alkohol pobudził te uśpione szare komórki. — Rozmawiałem z nim. Powiedziałem mu, że ma załatwić konie— zmarszczył brwi mocniej; jakie kurwa konie? — Nie wiem. Nie wygląda to tak, jakby ich coś łączyło. Nie mówi o nim. Nigdy u nas nie był. Jest jak... nie wiem, znajomy widmo. Gdzieś tam, w tle. — Nie potrafił skojarzyć żadnej sytuacji, która wskazywałaby na to, że siostra jest nim zainteresowana w jakiś szczególny sposób, ani jego — nie widział go nigdy starającego się o nią w jednoznaczny sposób. W jakikolwiek sposób. Gdyby między nimi coś było, gdyby miał jakieś plany, Sheila by mu o tym powiedziała. Dzisiaj przecież rozmawiali szczerze.
Kiedy Marcel przyznał, że to Aurora była na samym szczycie, uniósł brwi wysoko, w zdumieniu. Nie spodziewał się tego, a jednocześnie poczuł ciekawość tak olbrzymią, że usta wyciągnęły mu się w długim cwanym uśmiechu.
— Banana — powtórzył, ledwie powstrzymując się przed głupim komentarzem; to czego nigdy nie mówili kuzyni w taborze, przez wzgląd na pewne obyczaje, nawet jeśli wiedzieli; mówili koledzy ze szkoły, mężczyźni w miastach. Oczy mu błysnęły z niedowierzania. — Więc jest... gorąca — wyrzucił w końcu z siebie i przyciągnął zaciśniętą pięść do ust, żeby powstrzymać głupkowaty uśmiech, kiedy go słuchał. Przygryzł palec, ale kąciki i tak ciągnęły w kierunku policzków. Zaraz potem znów uniósł brwi. — Jak to wyjca od Finley? Co? Dlaczego? Przyjaźnią się? Naprawdę? — Nie znał jej z tej strony, nie znał jej za dobrze, tak naprawdę. Była miła, uśmiechnięta, całkiem ładna, ale nie spodziewałby się, że okaże się stać pomiędzy Marcelem i jego byłą dziewczyną, jak i miedzy nim i Eve. Co za potworny zbieg okoliczności. — Skąd ona wiedziała o Aurorze? — Spoważniał, skrzywił się z niesmakiem. To musiało być żenujące. Przyjaciel musiał czuć się fatalnie. — Czy Aurora była przy tym? — Otwarciu wyjca; czy słyszała to wszystko? Patrzył na niego, ale kiedy spytał o Eve na moment opuścił wzrok. Uśmiechnął się lekko, zachowawczo. — Gorąca — przyznał bez ogródek, a uśmiech poszerzył mu się samoistnie. Była jedyną dziewczyną, z którą był. — Ale inna — dodał po chwili; nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie. Czuł przy niej drżącą ekscytację, ani przez chwilę nie myślał, że jej zachowanie mogło nie być nowe; ufał jej, nie poszłaby do łóżka z nikim innym. — Pewna siebie, zdecydowana, odważna... Zupełnie jakby każdy jeden raz miał być ostatnim.— Przed tym wszystkim, zanim się stracili uczyli się siebie, po omacku poznawali. Mieli po siedemnaście lat, było w nich wtedy sporo niepewności i obaw, chaosu. Zaraz zaśmiał się, unosząc na niego wzrok, uniósł obie ręce w geście kapitulacji i odebrał od niego zieloną wróżkę. On nie miał ani jednej, ale nie powiedział tego na głos, przecież wiedział.— Jest to jakiś atut. — Dobre całowanie. Czasem łapał się na tym, że jego serce tęsknie szczypało go w bok; jak byłoby z innymi? Jak byłoby skosztować innego życia, smaku ust, ciała? Młody duch nie myślał racjonalnie, nie panował nad tym. Westchnęł, obserwując jego gest; to jak wskazuje na szyję, by zaraz jęknąć i podrapać się po skroni. — Pięć — powtórzył w zamyśleniu. To nie było trudne, w szkole co miesiąc wodził wzrokiem za inną. Ale nigdy, żadna inna nie była tak blisko. — Nie śmiej się, bo przysięgam, że znajdę tępe narzędzie i rozwalę ci nim głowę a potem zakopię pod tym wagonem...— Uprzedził go solennie, walcząc z ze sobą. Jak cienko to zabrzmi? — Eve — wyrzucił w końcu; nudno było podawać jako pierwszą własną żonę; nie potrafił przyznać, że w tych chwilach po prostu jadł jej z ręki. — Ale widziałeś jej nogi? Stopy — drobne, smukłe, szczupłe; nogi do nieba. — Merlinie, wybacz, ale nie ma ładniejszych nóg na tej ziemi. Biodra — ich ruch; jakby przepływała przez nie najpiękniejsza muzyka. Tańczyła tak, że nie mógł oderwać od niej wzroku. I to właśnie podczas jednego z tych tańców przy ognisku zdał sobie sprawę, że to właśnie ją musiał poprosić o rękę. — Celine — kontynuował, ale nic nie dodał nic więcej; była martwa, nie powinien mówić więcej. Nie była w jego typie, nie oglądał się za takimi jak ona. Dziś ledwie pamiętał jej twarz, jej uroda niepodważalnie bledła przy Eve, ale pamiętał, że przy niej działo się z nim coś czego nie umiał uzasadnić i to uczucie zapadło mu w pamięci. — Neala, Melody, Petra — dodał szybko, na jednym wydechu, bez komentarza i zatkał usta butelką. — Pięć — wyrzucił gardłowo, nie do końca przełknąwszy jeszcze alkohol.
Wstał gotów do działania, do walki. Kołyszący się, pełen sił i determinacji.
— Do boju, rycerzu. Obalmy tego węża. Weźmiemy wszystko, co macie w koszu, dostanie to, na co zasłużył — zagrzmiał bojowo, butelką niczym mieczem wskazując drzwi. — Mam cię zanieść, królewno? Ruszaj zadek, raz, raz. — Nie czekając na odpowiedź; wiedział, że nie pojawi się; chwycił go pod ramię i pociągnął do góry, pomagając wstać, bez litości kierowanej wobec kalekich, a jak pijanego kumpla. Ruszył przodem, otworzył drzwi wagonu, świeże powietrze  owiano mu twarz, zmierzwiło czarne loki. Oczy błyszczały zaciętością, nie było już śladu po żałości i poczuć beznadziei.
— Ke sera, sera, co ma być, to będzie, obalimy ścierwa, ke sera, sera, co ma być, to będzie — zaśpiewał, zeskakując na trawę.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Wagon Marcela
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach