Wydarzenia


Ekipa forum
Kiosk z gazetami
AutorWiadomość
Kiosk z gazetami [odnośnik]28.08.22 22:24

Kiosk z gazetami

Znajdujący się nieopodal Mostu Demimozów kiosk z mugolską prasą jest od dawna zamknięty – szyld na drzwiach głosi, że przeznaczony jest na sprzedaż, a na frontowej witrynie wciąż zobaczyć można pierwsze strony mugolskich gazet, donoszących o targających krajem, niewyjaśnionych anomaliach. Mało kto zdaje sobie sprawę, że zamknięte na cztery spusty wejście jest zaczarowane, i prowadzi tak naprawdę do jednego z budynków podziemnego Ministerstwa Magii – mieszczącego siedziby Oddziału Łączności oraz Biura Informacji i Propagandy. Żeby otworzyć przejście, wystarczy odczytać na głos fragment jednego z prasowych artykułów – dla bezpieczeństwa zmieniających się co kilka dni.
W pobliżu kiosku znajduje się również słup informacyjny, na którym członkowie obu wydziałów wywieszają przeznaczone dla wszystkich mieszkańców ulotki i wiadomości z kraju; znaleźć tam można między innymi skróty najistotniejszych, wojennych wydarzeń, broszury z poradami dotyczącymi zabezpieczenia domu i zachowania się w przypadku ataku szmalcowników, portrety pamięciowe najgroźniejszych przestępców i różnorakie ostrzeżenia. Słup zawiera również sekcję ogólnodostępną, na której mieszkańcy wywieszają własne ogłoszenia: niektóre dotyczą poszukiwanej lub oferowanej pracy, inne zaginionych członków rodziny, czy ofert zakupu lub sprzedaży. Wiadomość zostawić może każdy, ich treść jest jednak regularnie sprawdzana przez członków magicznego podziemia – ogłoszenia brzmiące podejrzanie są szybko zdejmowane.

Postać, przeglądając ogłoszenia, może wykonać rzut kością k100 i zinterpretować wynik zgodnie z poniższą rozpiską. Reakcja na odnalezione ogłoszenie nie jest wymagana.

2 - 20 – Znajdujesz ogłoszenie, w którym mieszkanka Plymouth poszukuje pomocy przy uprzątnięciu mieszkania zdemolowanego w trakcie rabunku. Jeżeli na nie odpowiesz i rozegrasz odpowiedni wątek, możesz dopisać sobie do skrytki 30 PM (wątek nie wlicza się w limit wątków z pracą).
21 - 40 – Znajdujesz ogłoszenie z ofertą sprzedaży kurzych jaj z własnej hodowli (10 PM za tuzin).
41 - 60 – Znajdujesz ogłoszenie o organizowanej w najbliższy weekend potańcówce, która odbędzie się w lokalu niedaleko. Z ogłoszenia można oderwać specjalny kupon, który – po okazaniu przy barze – gwarantuje zniżkę na Czarne Ale.
61 - 80 – Znajdujesz ogłoszenie o zaginięciu ukochanego, starego kuguchara o imieniu Puszek. Jeśli rozegrasz wątek z poszukiwaniami i postanowisz zwrócić zwierzaka, właścicielką okaże się wiekowa staruszka, która w ramach podziękowania podaruje ci domowej roboty placek z wiśniami i kruszonką. Próba przywłaszczenia sobie zwierzęcia zakończy się dotkliwym podrapaniem i ucieczką kuguchara.
81 - 99 – Znajdujesz ogłoszenie z ofertą zakupu wywaru wzmacniającego. Jeśli go posiadasz, możesz go sprzedać za 20 PM (jedną porcję).
1 lub 100 – Dziwnie brzmiące ogłoszenie zwraca twoją uwagę. Wymaga interwencji mistrza gry – zgłoś wyrzucenie w aktualizacjach.

Jeśli postać zdecyduje się odpowiedzieć na którekolwiek z ogłoszeń, fakt ten należy zgłosić w aktualizacjach, żeby mogło zostać ściągnięte i wymienione na inne.

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kiosk z gazetami Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]31.08.22 5:02
29.05

Jak przed każdą pełnią, złożył w Biurze Aurorów szczegółowy raport z ostatniego miesiąca - na wypadek gdyby akurat w trakcie tej jednej nocy ktoś musiał przejąć jego śledztwa - i upewnił się, że domknął wszystkie najważniejsze sprawy przed krótkim urlopem. Jak przed każdą pełnią, miał nadzieję, że zdoła spędzić chociaż dzień lub dwa w spokoju, w samotności. Ambicja kazała mu pracować aż do końca, zwłaszcza, że po wszystkim naprawdę potrzebował kilku dni odpoczynku. Fazy księżyca uczyły pokory. Po pełni - wobec własnego ciała, bolących mięśni, wilczego głodu i niepowstrzymanej senności. Przed pełnią - wobec nadpobudliwości, rozdrażnienia, nadwrażliwych zmysłów. Kiedyś łudził się, że z czasem będzie lepiej, ale już przestał. Może być lepiej, bo to ja decyduję, jak do tego podchodzę - zapisał kiedyś podczas głupich ćwiczeń zleconych mu przez magipsychiatrę, ale potem, po wyjątkowo męczącej pełni, nie mógł zwlec się z łóżka nawet na śniadanie. Wtedy uznał te motywacyjne frazesy za pierdoły, choć nadal starał się podchodzić do terapii poważnie, rozkaz to rozkaz. Niektóre ćwiczenia zresztą faktycznie pomagały, jak te oddechowe, na uspokojenie.
Wdech, wydech, policzyć do trzech. Gdy po złożonych meldunkach wyszedł z Biura Aurorów, przystanął pod kioskiem z gazetami i przymknął oczy, by wziąć głęboki wdech i opanować narastającą irytację.
Czasami udawało mu się dopasować terminarz do własnego ciała i psychiki i liczył, że w tym miesiącu też się uda. Nie udało się. Ktoś od Hipogryfów przekazał meldunek o masowym grobie i śladach czarnej magii w Yorkshire, opis był podobny do sceny zbrodni, którą Mike już sprawdzał. Poprosił, by innego aurora odesłano do Hipogryfów, by ktoś sprawdził to jak najpilniej, ale nikt nie chciał podjąć się zastępstwa, wszyscy mieli pilniejsze patrole. Sprawdzisz ten grób po urlopie, skoro i tak nie żyją, ale to nie mogło czekać. I musiało zaczekać aż do jutra - już-nie-wolnego dnia przed pełnią - bo przed zmrokiem nie zdąży dolecieć do West Yorkshire.
Raz, dwa, trzy. Może i dzisiaj nie zdąży, ale poleci tam jutro, o wschodzie słońca. Właściwie to nic skomplikowanego, wyrobi się w kilka godzin, zbierze dowody i tyle. Przekaże informacje Hipogryfom, ale zwięźle, przecież nikt nie będzie oczekiwał od niego dłuższej rozmowy. Jeśli nie będą wiedzieć, że jest wilkołakiem, uznają go za gbura i tyle, nic wielkiego (tak próbował sobie wmówić, irracjonalnie zirytowany tym, że jutro będzie musiał pokazać się zupełnie-nie-w-formie młodym ludziom, dla których powinien być wzorem). Nie będzie miał wolnego dnia na samotne polowanie (i przygotowania do pełni, ale te miał już opracowane), ale dziś zyskał wolne popołudnie, z którym nie wiedział co zrobić.
Ostatnio nie znosił wolnego czasu, pustka przytłaczała.
Otworzył oczy, odliczanie trochę pomogło. Przed sobą miał tablicę ogłoszeń, którą dotychczas mijał raczej obojętnie, gnany pilniejszymi sprawami.
Teraz czekał na niego tylko powrót do domu - a nie lubił rozmawiać z siostrami w takim stanie, choć przecież o wszystkim wiedziały, choć rozumiały. Wolał być przy nich po prostu Michaelem, nie Michaelem nerwowo odliczającym godziny do kolejnej nieludzkiej nocy.
Litery na tablicy przez chwilę tańczyły przed oczyma, ale zmusił się do skupienia na nich wzroku. Podświadomie wolał unikać złych wieści, tak jakby bał się, że każda wiadomość okaże się tragiczna. Tych miał dość i bez przeglądania ogłoszeń - w pracy śmierć towarzyszyła mu na każdym kroku, w jesieni kły wilkołaka złamały życie jego przyjaciela, a gdy w domu wszystko zaczęło się układać Justine...
Nie, nie będzie o tym myślał. Powinien za to pomyśleć o tych, od których od dawna nie mieli wieści - i których mogą szukać rodziny. Był im to winien, a gdy szukał na kartkach kolejnych znajomych nazwisk, aż zakłuło go sumienie na myśl o tym, jak długo uciekał od myślenia o nich. Szczególnie, że powinien, na pewno po artykule "Walczącego Maga." Wiedział już, że wymienieni tam z nazwiska nie zginęli naprawdę, ale co z resztą? Z tymi, z którymi od dawna nie było kontaktu? Czy szukają ich bliscy?
Wreszcie - co z Corą? Ta myśl nie opuszczała go od kwietniowego patrolu w Gloucestershire. Dół wykopany w ziemi, szmalcownik czyhający na ofiarę, nóż przytknięty do pleców młodej dziewczyny. Tonks dopilnował, by tamten mężczyzna zawisł, ale to tylko jedna z historii wojennych potworności - w maju wpadł z Lucindą na bestie, które sięgnęły po staruszkę, niecały rok temu cudem ochronił Corę przed bandą z Wistmans Wood.
Wiedział, że nie zabije ich wszystkich. Dzień po tamtej interwencji w Gloucestershire poleciał do Kłębka, ale zastał tylko pustą chatę.
Miał nadzieję, że wyprowadziła się już dawno temu. Czy mógł jeszcze mieć nadzieję?
Nie widział na tablicy znajomych nazwisk i powinien czuć ulgę, ale z jakiegoś powodu go to zirytowało. Skupił na moment wzrok na najbliższym ogłoszeniu, próbując odnaleźć tam cokolwiek użytecznego, a potem obejrzał się nerwowo przez ramię zanim jeszcze uświadomił sobie dlaczego to robi. Ciało zareagowało pierwsze. Obcy zapach, czyjaś obecność, intruz.
Zatrzymawszy spojrzenie na twarzy przypadkowego przechodnia uświadomił sobie jednak, że los bywa przewrotny - jednak dowie się dziś czegoś o kimś znajomym, kogoś kogo znał słabo, ale wystarczająco by mu ufać. Kogo nie widział od bardzo dawna, chyba od lipca.
-Ty. - rzucił z wyraźnym zaskoczeniem, niepewny, czy powinien pogratulować mu, że żyje czy może unieść kąciki ust w wesołym uśmiechu.
Nie, na wesoły uśmiech nie mógł się zdobyć. Nie dziś, nie przed pełnią. A może pełnia to tylko wymówka, może uśmiech Michaela nie sięgał oczu już od bardzo dawna.

rzucam na ogłoszenie!


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]31.08.22 5:02
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kiosk z gazetami Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]08.10.22 20:21
Wciąż orbitował gdzieś wokół najważniejszych zdarzeń, odwlekał moment, w którym przyjdzie mu wysłać raport, a może złożyć zeznania - nie był wcale pewien, jak wygląda procedura. Kilka dni temu dowiedział się, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia, co on; że przez sumę błędów - również tych jego - trzy rodziny opłakiwały bliskich, których ciała nie spoczęły nawet w grobach.
Wiedział też, że w końcu będzie musiał wysłać list, od którego może zależeć właściwie wszystko to, co się z nim stanie w najbliższym czasie - i choć zaadresowana do Longbottoma koperta spoczywała w tymczasowym miejscu, w którym się zatrzymał, to schowany w niej pergamin nie zapełniła ani jedna litera. Chyba bał się tego, że może okazać się już niepotrzebny; że jedyny cel, jaki miał w życiu, tak naprawdę nie istnieje.
Na razie zebrał się na odwagę, by zacząć od przygotowania sterty listów, które dotrzeć miały do najbliższych. Pierwsze dwa odnalazły drogę do Devon, do Kreciej Nory. To tam udał się dzisiejszego dnia, gdy tylko otrzymał kilka linijek rozemocjonowanych słów od Phillie. I, zgodnie z tradycją, stempelek odciśnięty atramentem przez Szantę, a raczej jej łapę.
Zdrowotnie dochodził już do siebie; choć przy gwałtowniejszych ruchach wciąż odczuwał wyraźną ścieżkę, zarysowującą się pieczeniem w poprzek pleców, to trudno mu było jednoznacznie stwierdzić, czy to ból fantomowy, czy ten prawdziwy. W gruncie rzeczy nie miało to znaczenia, którykolwiek by to nie był, gdy się odzywał, pozostawał piekielnie dotkliwy.
Te kilka godzin, które spędził z siostrą, minęło zbyt szybko; od momentu, gdy zamknął ją w mocnym uścisku, nie zważając na to, że nieświadomie zaplotła swoje dłonie na najdłużej gojącym się fragmencie rany - aż do niekończącego się przesłuchania, w którym każde z nich pełniło rolę przesłuchującego. Jak zawsze.
Odprowadzili ją z Szantą do pracy; gdy zniknęła na zapleczu baru, wyszedł na ulicę, przeciągniętym gwizdem przywołując do siebie psidwaka. Dwa ogony zamerdały żywiołowo, a potem psie łapy pomknęły przed siebie; musiał znacznie przyspieszyć, by dotrzymać jej kroku - właściwie to ona go prowadziła. Przez miasto, które zmieniło się bardziej, niż mógłby przypuszczać.
Dźwięki muzyki zawirowały w powietrzu, gdy przechodzili Mostem Demimozów; co jakiś czas jego sylwetkę przysłaniały przemykające po niebie cienie sowich skrzydeł. Nie miał pojęcia, dokąd dotrze; Szanta zatrzymała się na wysokości słupa ogłoszeniowego, obwąchując intensywnie pożółkłą kartkę, do której ledwie sięgał ciekawski nos.
Prześlizgnął się wzrokiem po kilku ogłoszeniach, zbyt szybko, by wychwycić sens zamieszczonych tam wiadomości - szukał kluczy; imion, które zdałyby mu się znajome; może zdjęć?
Ty.
Drgnął nieznacznie, wyrwany z zamyślenie. Intuicja podpowiedziała mu, że nie chodziło o nikogo innego. A o niego właśnie. Trudno byłoby przegapić ponadprzeciętnie wysoką sylwetkę, jeszcze trudniej to burzowe spojrzenie; nie był pewien, czy w tej barwie kryje się spokój przed burzą, czy może jest to już kolor rozszalałego żywiołu.
Podchwycił je; z początku odpowiedział tylko tak. Nie był pewien, co - o ile cokolwiek - mógł słyszeć Tonks - od Justine bądź Hipogryfów. Najbardziej prawdopodobne było jednak to, że aż do dzisiaj pozostawał dla niego tylko kolejnym Zakonnikiem, którego koniec nie był znany.
Wyciągnął w jego stronę dłoń, na powitanie, gotów ścisnąć mocno tę należącą do aurora. Być może mocniej, niż powinien. W demonstracji siły, zaprzeczając własnej słabości, przez którą dochodził do siebie aż tak długo. Nie dając po sobie w żaden sposób poznać, że cokolwiek mu dolega.
- Coś wartego uwagi? - pospiesznie przeniósł ciężar uwagi na ścianę pamięci, na rozpaczliwe poszukiwania, a może na próby odnalezienia się w wojennej codzienności - czymkolwiek były zgromadzone tu fragmenty czyjegoś życia, enigmatycznie pytał o to, co istotne okazać mogłoby się dla Zakonu. Choć może i auror był tu dziś prywatnie, a pośród nagromadzonych świstków wypatrywał czegoś zupełnie innego?
Zdał sobie sprawę z tego, że właściwie nie wiedział o nim zbyt wiele; poza tym, jak szaleńczo oddany był zakonnej sprawie; i jakimi magicznymi zdolnościami mógł się popisać. Nie miał jednak pojęcia, kim stawał się, gdy różdżka znajdowała się już w kieszeni, a krew można było zetrzeć z twarzy. Gdy odgłosy walki cichły.
Kątem oka wyłowił, że Szanta zbliżyła się do nogawek aurora, chcąc zaznajomić się z jego zapachem; i choć Keat nie skomentował tego w żaden sposób, to jej jasna sierść, przypominająca kotłującą się pianę morską, pokrywała całą ciemną szatę Burroughsa, odznaczając się na niej wyraźnie, pozostawiając wyraźny trop łączącej ich relacji; na mozaikę składały się także trzy inne odcienie, niuchacze również się za nim stęskniły. Chyba bardziej niż on za nimi.
Niecierpliwe spojrzenie zaczepiło się na dłużej o jedno z ogłoszeń. I przez chwilę pozostawali w ciszy, która nie wydawała mu się niezręczna, miał bowiem wrażenie, że żaden z nich nie garnął się do kurtuazyjnej rozmowy. A tu, w otoczeniu zatrzymujących się przy tablicy nieznajomych, nie powinni chyba pozwolić sobie na więcej niż badawcze spojrzenie.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]08.10.22 20:21
The member 'Keat Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kiosk z gazetami Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]12.10.22 23:22
Uniósł lekko brew, gdy brunet zamknął jego dłoń w żelaznym uścisku - i podświadomie spróbował uścisnąć jego rękę jeszcze mocniej, co jeszcze trzy lata wcześniej przyszłoby silnemu aurorowi bez trudu. Chyba nie odniósł rezultatu, to dłoń Keatona wydawała się imadłem. Likantropia wyssała z Michaela nawet resztki sił potrzebne do manifestowania własnej męskości przed młodszymi bojówkarzami, ale czuł się zupełnie dobrze, pracował normalnie. Zbliżająca się pełnia drażniła nerwy, wzmagała irytację nawet tak prozaicznymi sprawami jak własna kondycja.
Ogłoszenie o zbliżającej się potańcówce i zniżkach na Czarne Ale było największe na tablicy i jako pierwsze rzucało się w oczy. Ono też wzbudziło w Tonksie irytację (czy cokolwiek nie wzbudzało w nim dziś irytacji?), proza zabawy wydawała się zupełnie nie na miejscu w zestawieniu ze świstkami o zaginionych osobach. Zabawy, z której nie mógł i nie chciał skorzystać. Może i jego listy gończe nie zniknęły z miejskich murów, ale poczucie paranoi zdążyło zakorzenić się na dobre w jego sercu. Nie będzie nikogo narażał swoją obecnością.
Pomimo pozornego niezainteresowania potańcówkami, nachalne wspomnienia z młodości same cisnęły się do jego głowy - gorące piwnice, w których każdy zapach nie drażnił wtedy nozdrzy, głośna muzyka, dziewczęta, których oczy rozjaśniały się na wieść o jego pracy. Dotyk ciała przy ciele, wykorzystanie naiwności tancerek przy odrobinie szczęścia, bliskość na jedną noc. Nie zazna już podobnie anonimowej bliskości, blizny na barku i ciężary na sumieniu skutecznie to uniemożliwiały - ale głupie ogłoszenie wzbudziło w nim tęsknotę, słabość, złość.
-Jeśli lubisz Czarne Ale. - wzruszył ramionami w odpowiedzi na pytanie Burroughsa, on był młody i zdrowy i przystojny i jego twarz nie kojarzyła się jeszcze każdemu z rebelią. Mógł się bawić, cieszyć życiem, proszę bardzo.
Westchnął i nachylił się, by pogłaskać psa - nie okazał strachu przed nastrojem i zębami zwierzęcia, podświadomie wyczuwając chyba, że to jego zapach wzbudza w nich czasem lęk większy od agresji.
Pies, jako jedyny, go nie drażnił.
-Co z nim zrobisz jak zg... będziesz zajęty obowiązkami? - zapytał jakże taktownie. Sam nie miał własnego zwierzęcia właśnie z tego powodu, choć Oliver sprowadził do domu psa, a Kerstin nieznoszącego Michaela kota, a z dobrodziejstw kur korzystali wszyscy. Wyprostował się i podniósł na Burroughsa jasne spojrzenie - dopiero teraz przyszło mu na myśl, że może nie widział go od dawno, bo Keaton zdecydował się n i e być zajęty obowiązkami. Był tak zaślepiony własnym oddaniem sprawie - ścieżką, z której nie było już powrotu - że zapomniał, że inni ludzie mogą wybrać normalność. Wycofać się, mieliby przecież do tego prawo. Z drugiej strony - Burroughs wyraźnie go poznawał, a był w strukturach na tyle wysoko, że musieliby mu wymazać wspomnienia.
-Wszystko w porządku? - dodał łagodniej, bo to zostawiało tylko jedną przyczynę jego nieobecności, a Tonks pamiętał z własnego doświadczenia, jak długo lizało się niektóre rany.
I że niektóre nigdy się nie goiły.
Zmienił nieco pozycję, a to wystarczyło, by kątem oka dostrzegł znajomą nazwę wśród ogłoszeń.
Downs Bank, Staffordshire, szukam wieści o rodzinie Smith... zaginęli, kwiecień...
Zacisnął usta w wąską kreskę, rozpoznając mugolskie nazwisko.
Zaginęli. Kojarzył z patroli, że szmalcownicy nadal pozwalają sobie w Staffordshire na z b y t wiele, korzystając z chaosu w hrabstwie.
-Skurwysyny. - wyrwało mu się przez zaciśnięte zęby. Przeniósł wzrok na Keata i zamrugał, przypominając sobie o jego obecności. Pozostało im jednak pożegnać się milcząco, ruszyć w swoją stronę.

/zt


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]10.11.22 21:41
data do ustalenia

Po roku pracy w terenie szczerze polubił Plymouth - miasteczko, w którym do niedawna nie miał powodu bywać. Nowa kwatera Ministerstwa Magii była o wiele mniej spektakularna od dwóch poprzednich - dawnego (spalonego częściowo) Ministerstwa i nowych budynków odbudowanych przez uzurpatora Malfoya (by kupić opinię publiczną, bez wątpienia - myślał ze złością Mike) - ale spełniała swoją rolę. Brakowało mu tego wszystkiego - mijania aurorów na korytarzu, podłej kawy, domu poza domem. Poczucia, że nie jest tylko rebeliantem, a funkcjonariuszem na służbie, żołnierzem wiernym prawowitemu Ministrowi.
Teleportował się na obrzeża Devon, by po drodze wstąpić jeszcze pod budkę z kawą. Podziemne Ministerstwo nie miało takich luksusów jak stołówka, ale lokalni przedsiębiorcy szybko zauważyli napływ czarodziejów, a ciemna siekiera błyskawicznie stawiała na nogi. Kierując się w stronę przejścia do kwater aurorów, przystanął jeszcze przed słupem z ogłoszeniami. Odruchowo zlustrował wzrokiem nowe informacje, podświadomie szukając znanych miejsc i nazwisk. W noc wybuchu wojny, gdy aurorzy zbuntowali się przeciwko rozkazom Malfoya, stracił kontakt z wieloma starymi znajomymi. Z jednymi całkiem świadomie i chętnie, o innych - tych o mugolskiej krwi - często się martwił. Nie zdołasz pomóc każdemu - powtarzał sobie, ale bez przekonania.
Do obowiązków młodszych stażem członków Ministerstwa, przeważnie bojówkarzy lub początkujących szpiegów, należało też przeglądanie treści ogłoszeń i zgłaszanie tych podejrzanych. Plymouth było względnie spokojne, to dlatego stało się siedzibą podziemnego Ministerstwa, ale wrogowie mogli czaić się wszędzie, mamić zwykłych obywateli chytrymi podstępami. Skoro już tu przystanął, mógł sprawdzić, czy nic z ogłoszeń nie brzmi podejrzanie.
Jego myśli pobiegły jednak gdzie indziej - ku podobnym słupom w innych częściach kraju, na których do niedawna wisiała jego podobizna. List gończy z wymyślnymi epitetami, niebezpieczny przeciwnik rządu, szlama, poszukiwany żywy lub martwy. Zapomnieli dopisać, że był wilkołakiem, ale najwyraźniej pisali te propagandowe treści na jedno kopyto - albo może naprawdę mugolska krew była w obecnych czasach gorsza niż dożywotnie przekleństwo?
Usiłował ignorować tamte plakaty, usiłował też zignorować wiadomość o własnej śmierci - ale propagandowe zabiegi Ministerstwa ugody w jego dumę niczym cierń. Całe życie pracował na swoją pozycję w elitarnej, służącej czarodziejom jednostce - czy po to, by zostać zapamiętanym jako anarchista? Ktoś, kto - zgodnie z kwietniowym wydaniem "Walczącego Maga" - podpalił las Szatańską Pożogą, by uniknąć aresztowania i zabrać ze sobą do grobu policjantów? Właściwie, chyba właśnie to chciałby zrobić w przypadku wpadki: skończyć ze sobą, by nie wydać na przesłuchaniu sekretów bliskich i Zakonu, pokonać przy okazji jak najwięcej ludzi Malfoya. Ale Szatańska Pożoga była jedną z najbardziej plugawych i niszczycielskich czarnomagicznych klątw - czy czytelnicy naprawdę wierzyli, że właśnie tak zachowują się teraz aurorzy?
Od posępnych wspomnień odciągnęła go czyjaś obecność. Trudno powiedzieć, czy najpierw zobaczył kątem oka ciemnowłosą kobietę, czy może wyczuł zapach perfum - dziwnie znajomy, ale tylko mgliście. Przed laty nie miał w końcu nadwrażliwego węchu.
Odsunął się odruchowo, by zrobić dla niej miejsce - może szukała tutaj pilniejszych wieści niż on - i wtedy wzrok ześlizgnął się po elegancko upiętych włosach, smukłej sylwetce, boleśnie znajomym profilu.
Instynktownie zapragnął odwrócić się i odejść jak najprędzej, ale stał zbyt blisko, a i ona już podnosiła na niego wzrok.
Szlag.
-Adriana. - przywitał się chłodno, lustrując ją podejrzliwym, zaalarmowanym spojrzeniem. Co tu robiła? Nie miał pojęcia, co robiła przez ostatnie lata - kojarzył tylko, że podczas pożaru nie było jej w Ministerstwie (tym akurat się zainteresował), podobno wyjechała. Nie wiedział, że wróciła, że pracowała teraz dla ich strony - w jego oczach była w Plymouth intruzem, w dodatku piekielnie zdolnym. Kimś n i e b e z p i e c z n y m.
Odruchowo zsunął dłoń na pas, muskając palcami drewienko różdżki. Nie spodziewał się nigdy, że będzie tak reagował akurat na jej widok, ale wszystko się przecież zmieniło. Zmienił się także on - może mogła przypisać szczuplejszą twarz i cienie pod oczyma ciężkiej zimie, a może nie. Likantropia spustoszyła jego organizm, a wojna odebrała resztki młodzieńczej beztroski.


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]10.11.22 21:41
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kiosk z gazetami Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]10.11.22 23:00
Nie była pewna, jak długo pracuje w roli podwójnego szpiega.
To, czego była pewna, zamykało się natomiast w pewnym prostym stwierdzeniu, które powtarzała sobie samej aż do znudzenia: była zmęczona. Pracą, narastającą paranoją, ciągłym strachem, który może nie przejmował nad nią kontroli, ale uwierał. Był jak kanciasty kamyk wpadający do buta, jak źle uszyte ubranie ― dało się z nim żyć, ale na dłuższą metę budził frustrację.
Może dlatego ostatnio była taka uszczypliwa, pomyślała niechętnie, obserwując słup z ogłoszeniami z pewnej odległości. Może to dlatego ostatnio miała halucynacje i zaczynała widzieć ludzi, którzy dawno już…
Moment, co.
Aż przetarła oczy palcami, ucisnęła nasadę nosa, policzyła do trzech. Kiedy podniosła powieki ― duch nadal tam stał. Stał i przyglądał ogłoszenia.
Adda poczuła się tak, jakby ktoś przyłożył jej kociołkiem w głowę. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś się spotkają, a już na pewno nie w takich okolicznościach, nie po wiadomościach dotyczących jego rzekomej śmierci. Zdążyła go już przecież opłakać (nie przyznała się do tego nikomu), zdążyła się pogodzić, zdążyła…
Westchnęła cicho; wspomnienia zalały ją niezbyt przyjemną falą. Chłodną, wyważoną, niosącą coś na kształt zwątpienia. Nigdy nie była pewna tego, czy dobrze zrobiła. Z drugiej strony ― czy była mu cokolwiek winna? Niczego mu nie obiecała, łączyła ich praca, najpierw dla jednego Ministerstwa, teraz dla podziemia. Powinni się zachowywać jak profesjonaliści, bez żadnych… sentymentów.
Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się przy słupie. Kogo ona próbowała oszukać.
Michael ― odpowiedziała w podobnym tonie, skrzyżowała ramiona na piersi. Przez krótką chwilę udawała jeszcze, że jest żywo zainteresowana którymś ogłoszeniem, potem porzuciła tę taktykę. Odwróciła się w jego stronę, nieśpiesznie przeciągnęła spojrzeniem po jego sylwetce. Kawałek po kawałeczku, poddała go wnikliwej analizie, porównała obraz teraźniejszy z przeszłością. Coś uległo zmianie ― subtelnej, trudnej do odczytania, wychwycenia. Nienazwanej.
Wciąż jednak miał te same oczy. Przyjemnie chłodne, w szarobłętkinym odcieniu, mieniące się uporem i determinacją, którą kiedyś ją ujął. Dawno temu. Nie powinna o tym myśleć.
Zsunęła wzrok na jego dłoń, uniosła nieznacznie brwi. Coś ją ominęło? Odwróciła głowę.
Aż tak źle mnie zapamiętałeś? ― spytała słup. Nie powinna o to pytać.
Dziwne, że do tej pory jeszcze na siebie nie wpadliśmy. ― Ściągnęła jedno z ogłoszeń, zmrużyła oczy, próbując odczytać fikuśne pismo. Kuguchar? Puszek? ― Chociaż biorąc pod uwagę krytycznie małą ilość czasu, jaką poświęcam papierologii - może wcale nie jest to takie dziwne.
Odwróciła ogłoszenie, obejrzała je z każdej strony, ale nie zawierało w sobie absolutnie nic podejrzanego. No i ten kuguchar… Dobrze wiedziała, jak to jest martwić się o ulubione zwierzątko.
Spojrzała znów w kierunku aurora, kącik jej ust drgnął do uśmiechu.
Idę szukać Puszka, zostanę bohaterką osiedla. ― Puściła do niego oczko. ― Idziesz też, czy…?


Mam niespełna trzydzieści lat
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy


Adriana de Verley
Zawód : szpieg, szelma
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Sumienie jest jednak jak ciało: da się hartować.
A każdy kij ma dwa końce.
OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t11443-shape-of-lies#353853 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]16.11.22 23:43
Mimowolnie drgnął na dźwięk własnego imienia. Jej głos nadawał temu zaskakującemu spotkaniu realności, a jej zapach uparcie wdzierał się do nozdrzy, niosąc ze sobą zbyt żywe wspomnienia. Myślał, że zakopał tamte chwile głęboko w sercu, ale wciąż pamiętał ją taką, jak przed laty. Trochę tajemniczą, czarującą, uśmiechniętą. Suknię wirującą w rytm rock-and-rolla, błyszczące oczy, szminkę rozmazaną po...
Zamrugał. Może i Addy nie mógł z nikim pomylić, ale mężczyzny, który towarzyszył jej w tamtych wspomnieniach już prawie nie poznawał. Złoty chłopiec o roziskrzonym spojrzeniu, szelmowskim uśmiechu i niezachwianej (jeszcze) pewności siebie - był wtedy taki beztroski, taki radosny, taki naiwny, że chyba aż zazdrościł dawnemu sobie.
Odwrócił wzrok, czując na sobie jej spojrzenie. Przenikliwe, jak zawsze. Obydwoje obserwowali ludzi zawodowo. To, co kiedyś zdawało mu się pociągające - zrozumienie dla jego pracy, pewne podobieństwo - teraz odpychało, budziło niepokój. Nie chciał, by czytała go jak otwartą księgę, a przecież im lepiej go znała, tym było to łatwiejsze. Niestety, niegdyś znała go bardzo dobrze.
Nie wiedział nawet, że tamta znajomość wcale nie ułatwia jej sprawy, że jedyne co zauważy, to zmianę. Nienazwaną, ale ewidentną nawet dla kogoś mniej spostrzegawczego. Michael Tonks przygasł, to było widoczne gołym okiem. Przełknął prędko ślinę, irracjonalnie rozgniewany. Na siebie, na nią, na świat. Z jednej strony nie chciał wcale, by o nim myślała i wmawiał sobie, że go to nie obchodzi - gdy myślał, że jest we Francji, że jest daleko, że jest bezpieczna, łatwo było zresztą o niej nie myśleć. Z drugiej strony - chyba chciał by zapamiętała tamtego jego, młodszego, przystojniejszego, w pełni formy. O ile tamte cechy dawnego Michaela mogły przyćmić jego b r u d n ą krew - uwierzył wtedy w jej kłamstwa. Wtedy boleśnie kłuły w męską dumę, teraz działały niczym sól na wojenne rany, godząc w poczucie przyzwoitości. Co u twojego ojca, Adda, podoba mu się nowy reżim? - chciałby spytać, ale nie miał zamiaru się poniżać. Ani nazywać jej Addą.
Aż sprowokowała go sama. Zorientował się, że mimowolnie zsunął dłoń na różdżkę, ale czując na sobie ciężar wzroku Addy Adriany tylko mocniej zacisnął palce na drewnie z dzikiego bzu. Chyba z czystej przekory.
Z pewną satysfakcją (i zdziwieniem - nie wierzysz, że podniósłbym na ciebie różdżkę?) zauważył, że Adda patrzy na słup, więc samemu spojrzał wprost na nią. Myślał, że tak, bez kontaktu wzrokowego, będzie łatwiej. Mylił się - świadomość, że niewiele się zmieniła była dziwnie irytująca.
-Zapamiętałem, że twoja rodzina powinna być z tej wojny zadowolona. - odpowiedział z bolesną szczerością, wracając do tego, co powiedziała mu w trakcie ich ostatniej rozmowy. Uniósł lekko podbródek, choć nie musiał - był wysoki, i tak patrzył na Addę z góry - przyglądając się brunetce niemalże wyzywająco. Nie to wtedy powiedziała, nie dała znać, że jej rodzina jest przeciwna obecności mugolaków w magicznym świecie - nie chcieli ich po prostu widzieć kogoś takiego swojej rodzinie, przy swojej córce. Takie poglądy nie oznaczały, że przymyka się oczy na mordowanie niemagicznych - ale Mike stracił cierpliwość do kompromisów, stracił cierpliwość do Addy, miał zły dzień, zły rok, złe dwa lata.
Kto nie był z nimi, był wrogiem.
-Wpadliśmy? - powtórzył z irytacją, bo z wrażenia nie wziął pod uwagę najbardziej oczywistej przyczyny obecności Addy w Plymouth. Urażona przed laty duma kazała mu dopatrywać się tylko zagrożenia. -Wcześniej byłbym warty pięć tysięcy galeonów. Za donos też pewnie dobrze płacą. - wycedził jadowicie. Nie pamiętała go takiego, przed laty nie bywał ani złośliwy ani podejrzliwy.
Nie odwzajemnił uśmiechu - zamrugał tylko z bezbrzeżną konsternacją.
Jaki, Merlinie, Puszek?
-Co robisz w Plymouth? - postąpił o krok do przodu, najwyraźniej nie zamierzając zostawić jej w mieście rebelii samej, ani nie pojmując oczywistego. Nie widział Adriany de Verley po ich stronie, nie po tym, co mu powiedziała - ani o tym, czego dowiedział się później o jej mężu.


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]17.11.22 17:55
“Kłamstwo ma krótkie nogi” ― powtarzał jej ojciec w dzieciństwie. Dźgał ją przy tym w brzuch, potem pod żebra (wiedział doskonale, gdzie ma łaskotki), śmiał się. Zawsze podkreślał, jak ważna jest prawda; w związkach, w relacjach, w życiu. Wiedziała, gdzieś głęboko, na dnie serca, wiedziała, że kłamstwo jest złe. Że nie popłaca. Buduje fałszywy obraz, równie fałszywe relacje, utrudnia życie, kiedy nieustannie trzeba mieć się na baczności, pamiętać doskonale, komu nakłamało się na jaki temat i w jaki sposób.
Czasami nie potrafiła zrozumieć tego, jak doszła do obecnego momentu. Dlaczego coraz głębiej zapadała się w sieć własnych łgarstw, dlaczego tkała kolejne, dlaczego karmiła nimi ludzi, którzy chcieli dla niej jak najlepiej. Ostatecznie ― dlaczego zaniedbywała bliskich, dlaczego miała tendencje do uciekania z relacji. Dlaczego bała się prawdy.
Z cichym westchnieniem spojrzała jeszcze raz na ogłoszenie, powoli złożyła je na pół, potem jeszcze raz, na ćwiartkę. Może dlatego, że kłamstwo było w pewien sposób proste; smakowało ryzykiem, budowało jej obraz w kontrolowany sposób. Dozowała tylko te informacje, które były potrzebne i w sposób, który był potrzebny. Prawda była niestabilna. Prawda była bolesna. Prawda była ― nade wszystko ― niewygodna.
Wsunęła ogłoszenie do kieszonki w ciemnym żakiecie, przymknęła na moment oczy. Już zapomniała, jak mocno na nią działał; jak szybko potrafiła znaleźć się na niebezpiecznym polu, gdzie każde kolejne słowo i decyzja musiały zostać czterokrotnie przemyślane.
Nie zapamiętała, żeby zachowywał się w ten sposób. W jej pamięci zachował się ― oni zachowali się ― inaczej. Może dlatego w pierwszej chwili tak beztrosko do niego podeszła, jakby ostatnie spotkanie nigdy nie zaistniało, jakby rozłąka nigdy nie miała miejsca. Jakby nadal był dla niej kimś więcej oparciem. Osobą, do której mogła przyjść nawet w środku nocy z przekonaniem, że jej pomoże, nie zostawi samej.
Ile by się zmieniło, gdyby wtedy spróbowała powiedzieć mu prawdę? Gdyby podjęła próbę rozstania z Chernovem polubownie, zamiast czekać aż sytuacja pogorszy się na tyle, że stanie przed wyborem: albo ona zabije jego, albo on ją? Miałaby wtedy szansę na swój happy end?
Kiedy otworzyła oczy, Michael nadal trzymał dłoń na różdżce, nadal był tak samo nieufny jak chwilę temu. Nadal tak samo odległy, nadal tak samo obcy, obojętny. Uśmiechnęła się gorzko, samym kątem warg. Gdyby spróbowała grać według zasad, pewnie już by nie żył. Igor nie puściłby jej płazem tego, że ośmieliła się wybrać brudną krew zamiast niego.
Teraz ― choć niewątpliwie odmieniony ― przynajmniej żył. Nie wiedziała ile w tym jej zasługi, ale chociaż w tej jednej sprawie jej sumienie pozostawało choć odrobinę mniej brudne niż zazwyczaj. Nie zniosłaby myśli, że coś mu się stało z jej powodu.
Może ― odparła na jego słowa o donosie. Ton pozostawał miły, przyjazny, choć podszyty chłodem. Znał go ― zresztą ― znał ją. Bardzo dobrze. Kiedyś. Dawno temu. Powinna być podwójnie, nie, potrójnie ostrożna, kiedy z nim rozmawia. ― Nigdy nie bawiłam się w donosy ― jej oczy błysnęły niebezpiecznie ― przecież wiesz, że wolę wystawiać cele od razu.
Miałaś się pilnować, upomniała samą siebie. Ostatnie czego potrzebowało podziemne Ministerstwo to bezsensowna bójka tuż pod jedną z kryjówek. Powinna odpuścić, opanować się, przestać go prowokować.
Przecież wiedziała, że w otwartej walce nie ma z nim żadnych szans.
Przysunął się do niej, jeszcze bardziej podejrzliwy niż chwilę temu, padło kolejne pytanie. Adda postąpiła pół kroku do przodu, stanęła na palcach dla efektu, choć trochę się z nim równając, zajrzała mu w oczy. Skrzyły się gniewnie, doszukując się drugiego dna, którego nie było. Nie dzisiaj, nie tym razem, nie tutaj.
Pracuję ― wycedziła. ― Obserwuję, tropię, szukam. Przynoszę informacje, przekopuję się przez propagandę, usiłując wyłowić coś, co może mieć znaczenie. ― Celowo mówiła w sposób niejasny, jakby ciągle badała, jak daleko może się posunąć, kiedy tak właściwie Michael straci cierpliwość.
Kiedyś wiedziała, gdzie była granica.
Zawsze byłeś bystry, dlaczego teraz niczego nie dostrzegasz? Dlaczego nie łączysz faktów? ― Odsunęła się od niego, odwróciła, trochę przygasła. Spojrzała w kierunku mostu, przez chwilę obserwowała kręcące się przy nim osoby, dostrzegła jedną, czy dwie sowy z wiadomościami. Czuła się tak, jakby zeszło z niej całe powietrze. Może na jego widok powinna się odwrócić i odejść, zamiast szukać… w zasadzie sama nie wiedziała, czego.
Jestem tu, bo tu jest moje miejsce. Bo jestem Demimozem. ― Obejrzała się przez ramię. ― Bo należę do rebelii.


Mam niespełna trzydzieści lat
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy


Adriana de Verley
Zawód : szpieg, szelma
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Sumienie jest jednak jak ciało: da się hartować.
A każdy kij ma dwa końce.
OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t11443-shape-of-lies#353853 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]18.11.22 20:46
Mike nie potrzebował zasłony kłamstw, by zbudować między sobą i światem niewidzialne mury - choć w przypadku Adriany najchętniej ukryłby się za kurtyną milczenia, obszedł szerokim łukiem upokarzającą przeszłość. Ostatnie lata rozpatrywał w kategoriach wstydu, tracąc po kolei wszystko, co wydawało mu się kiedyś niezachwiane. Własną karierę, bezpieczeństwo, zdrowie, tożsamość. Tuż po ugryzieniu zamknął się w sobie, zamknął się na wszystkich, nie rozmawiał nawet z własną rodziną. Alergicznie reagował na wszystkich z przeszłości, tak jakby bał się, że będą w nim widzieć dawnego Michaela, oczekiwać kogoś innego. W końcu jakoś to wszystko ustabilizował, po powrocie do pracy, oswoił się na powrót z ludźmi, oswoił się nawet z plotkami - ale Adda była wtedy daleko, a teraz była chodzącym duchem, ukłuciem dumy, nieokreślonym wyrzutem sumienia. Choć przecież on nie miał swoim zdaniem za co przepraszać, na pewno nie za dłoń zaciśniętą uparcie na różdżce ani za zawziętą minę.
Najchętniej udałby, że ostatnie lata nie istniały, ale w przeciwieństwie do Andy - nie mógł udawać, że ich ostatnia rozmowa nie istniała. Wtedy był bardziej prostolinijny i nie próbował przejrzeć kłamstw ludzi, którym ufał ani szukać we wszystkim drugiego dna. Wtedy miał się za niepokonanego i chyba nawet prawda - albo choćby sugestia, że powinien bać się Igora Chernova - mogłaby go urazić. Może zrozumiałby teraz, odarty z idealizmu, przekonany, że świat przesiąkł złem. Tyle, że teraz nie chciał chyba o tym rozmawiać.
Przez moment nie spuszczał z niej wzroku, ale gdy zaczęła prowokować i mówić, że nie bawi się w donosy - prędko omiótł wzrokiem okolicę. Dłoń na różdżce drgnęła, jakby naprawdę spodziewał się policyjnej obławy.
-Wiem - i grać o wysoką stawkę. - wycedził, zastanawiając się, czy wcześniej widział na swojej drodze kota, czy śledziła go dłużej. Przez ostatnie kilka miesięcy wciąż oglądał się przez ramię, zaszczuty listem gończym. Doszukiwał chciwości w twarzach nieznajomych, zagrożenia za plecami. Zganił się w myślach za to, że nie wpadło mu do głowy, że to dla starych znajomych z Ministerstwa jest oczywistym celem.
Znali się na tyle, że wiedziała, jak go sprowokować. Zmrużył oczy, roziskrzone gniewem - ale starał się pozostać opanowany, ważyć na każdy krok i słowo.
-Też pracuję. Doprowadzam zbrodniarzy wojennych przed oblicze sprawiedliwości. - odpowiedział, wymownie, krzyżując z nią spojrzenia. Kiedyś obserwatorom daleko było do czarnoksiężników, kiedyś informacje nie równały się zbrodniom - ale teraz to donosy stały za falą płonących domostw, to zdrada w Staffordshire umożliwiła Rycerzom Walpurgii krwawe czystki, to stojący murem za uzurpatorem pracownicy Ministerstwa byli współwinni temu wszystkiemu. Kilka miesięcy temu miał dla nich więcej wyrozumiałości, starał się pamiętać, że nie każdy był gotów zrezygnować z własnej pracy, bezpieczeństwa, życia. Ale miesiące płynęły, Mike widział coraz więcej, wyrozumiałość powoli się ulatniała.
Adriana przygasła nagle, odwróciła wzrok, nie stała już na palcach. Czyżby właśnie ją nastraszył, czyżby przesadził w swoich podejrzeniach? Chyba umyślnie dobrał tak słowa - nie, by wybadać sytuację, a by zranić, odgryźć się jak kopnięty pies. Nie czuł jednak satysfakcji, w szermierce słownej nigdy nie radził sobie równie dobrze jak w magicznych pojedynkach - a w jej smętnej minie coś mu nie pasowało.
-Fakty są takie, że... - zaczął butnie, ale przerwała mu niemalże wpół słowa zanim zebrał argumenty.
Jestem Demimozem.
Zamrugał, a potem otworzył oczy szeroko, z niedowierzaniem.
-...dlaczego? - wyrwało mu się, a zdziwiona mina potwierdzała, że uwierzył - i chyba nadal wierzył - w jej kłamstwa o czystości krwi. Chwilę patrzył na nią osłupiały, a potem wyciągnął rękę, jakby chciał złapać ją za ramię.
Wspomnienie księżyca, śniegu, krwi.
Opuścił dłoń zanim zdążył jej dotknąć.
-Zwariowałaś, Adda? - to niebezpieczne.
Spojrzał znów na słup z ogłoszeniami, zdając sobie sprawę, że nie zareagowałby podobnie w obawie o bezpieczeństwo kogoś innego z dawnej pracy.
-...w takim razie nie powinnaś być ze mną widziana, nie po tym, jak moja twarz była na tych cholernych plakatach. - wymamrotał, jakby na swoje usprawiedliwienie. Podniósł różdżkę, ale skierował drewno na własną twarz. -Sphaecessatio. - mruknął, mając nadzieję, że minione tygodnie choć trochę zatarły wspomnienie jego podobizny wśród mieszkańców Anglii. Zaklęcie nie gwarantowało całkowitej anonimowości, ale utrudniało innym zapamiętanie jego twarzy, uniemożliwiało też wydobycie wspomnień za pomocą legilimencji. Otaczało aurą niepozorności, nieszkodliwości. Przechodnie powinni zwracać teraz uwagę na Adrianę, nie na towarzyszącego jej mężczyznę.
-Potrafisz znaleźć... kota? - zapytał, powracając myślami do ogłoszenia - i w rozkojarzeniu sądząc, że może animagowie mają na to jakieś... kocie sposoby.


rzut na zaklęcie


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]18.11.22 22:57
Stare sztuczki wciąż działały; Adda z mieszaniną zadowolenia i rozczarowania obserwowała, jak auror próbuje nad sobą zapanować, rozegrać to we właściwy sposób. Iskra gniewu w oczach, zimna kontra w słowach. W tej konkretnej dziedzinie musiała przyznać punkt na jego konto ― w porównaniu z obrazem w jej pamięci, był teraz o wiele bardziej opanowany, stonowany. Co jeszcze uległo zmianie?... Niezdrowa ciekawość na krótką chwilę wypełniła jej umysł i duszę, prawie wzięła górę, prawie jej się poddała, nim opanowanie spłynęło na nią jak lodowata fala. Nie powinna go porównywać do obrazu z przeszłości. Tak samo, jak śladów dawnej Addy ciężko było się doszukać w tej nowej, tak samo musiało być z nim. Oboje swoje przeszli, oboje mieli swoje tajemnice.
Przelotnie przypomniała sobie o tej karteczce, którą znalazła w kurtce, o tym, co tam napisała. Kiedyś chciała się przyznać. Powiedzieć. Poszukać u niego zrozumienia na jeszcze jednej płaszczyźnie, spróbować ― chociaż raz ― czegoś innego. Opowiedzieć o tym, że niektóre siniaki wcale nie brały się z niefortunnego skoku w kocim ciele, a z regularnych szarpanin z Igorem. Że jeśli nie przeszkadza mu życie na kocią łapę i mieszkanie gdzieś poza Londynem, to mogłaby z nim nawet uciec.
Teraz nie miałaby nawet tyle odwagi, żeby chociaż spróbować.
Wiedziała, że jakiekolwiek argumenty sobie naszykował ― będzie w stanie wybić mu je z ręki. Nakręcił się, był gotowy bronić terenu. Wcale nie wątpiła w to, że gdyby posunęła się o jeszcze jeden krok dalej ― w ruch poszłyby zaklęcia. Czas, kiedy mogła czuć się przy nim swobodnie, bezpiecznie, minął.
Zagrała swoje karty, dokładnie w takiej sekwencji w jakiej sobie to zaplanowała, tym samym unikając katastrofy i jednoznacznie podkopując sobie resztki dobrego nastroju. Powróciło przemożne uczucie zmęczenia, oczy znów szczypały, jakby miała piasek pod powiekami. Pojawiła się tutaj, żeby zdać ostatnie raporty i w końcu zaszyć się w Gajówce, we wschodnim Balmoral. Potrzebowała odpoczynku, tak po prostu, najzwyczajniej w świecie.
Jego “dlaczego?” zabrzmiało dziwnie, nie pasowało do napiętej sytuacji, do palców zaciśniętych na różdżce, do rzuconych między słowami oskarżeń, ale pasowało do wyciągniętej dłoni. Przez chwilę chciała ją złapać ― coś powiedzieć ― pociągnąć go do siebie ― zatrzymać.
Nie zrobiła nic. Mike cofnął dłoń, opamiętał się.
Każda rodzina ma swoją czarną owcę ― odparła zagadkowo, gdzieś na pograniczu prawdy i kłamstwa, jak zawsze stosując się do swojej uniwersalnej zasady: jeśli już łgać w żywe oczy, to trzymać się jak najbardziej faktów, zmieniać szczegóły. Tak prościej było nad wszystkim zapanować.
Kolejne słowa rozsypały się w jej głowie, nim zdążyła je wypowiedzieć. “Adda” w jego ustach brzmiało inaczej, miało większe znaczenie, przynajmniej dla niej. Po tylu latach ― nadal dwoma słowami potrafił ją uciszyć.
Szalone czasy wymagają szalonych rozwiązań ― odparła, siląc się na żartobliwy, lekki ton. Dobrze wiedziała, że jej zawód jest niebezpieczny z natury. A kiedy wykonuje się robotę dla dwóch wrogich instytucji jednocześnie, to ryzyko tylko rośnie z każdym dniem. Przez chwilę zastanowiła się, co stałoby się, gdyby na jaw wyszła jej krecia robota w Londynie. Ile byłaby warta? Więcej niż auror? Mniej?
Chyba nie chciała wiedzieć.
Uprzejmie przypominam, że to nie moja twarz wisiała na plakatach, więc jeśli kogoś mamy już pytać, czy zwariował, to ciebie ― wytknęła mu, całkiem zresztą beztrosko, szybko odbijając się od dna swojego nastroju. Uważała, że lepiej żartować i robić dobrą minę do złej gry, niż topić się w smutkach i czarnych myślach.
Posłała mu ukradkowe spojrzenie spod rzęs, kiedy rzucał zaklęcie. Nie musiał przecież tego robić, nikt tego nie wymagał. A jednak ― formuła została wypowiedziana, magia przepłynęła w powietrzu. Uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi; trochę figlarnie, trochę wdzięcznie. Drobne gesty zawsze ceniła najbardziej.
W kociej formie mogłabym poszukać jego zapachu, może spytać inne koty ― odparła rzeczowo. ― Będąc czarownicą, mogę co najwyżej polegać na zebranej wiedzy i doświadczeniu. Kot, który jest poza swoim terenem najczęściej się boi, wciska w jakąś klitkę i tam siedzi, aż paraliż minie. Musielibyśmy się rozejrzeć po okolicy, może zachęcić go do wyjścia kawałkiem czegoś dobrego ― wyjaśniła.
Przemiany nawet nie zaproponowała ― była na nią zbyt zmęczona i nie ufała sobie na tyle, by jej spróbować. Animagia była szalenie trudną sztuką do opanowania, a ona ― mimo lat nauki ― nadal miewała problemy ze zmianą kształtu, nawet będąc w pełni wypoczętą.


Mam niespełna trzydzieści lat
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy


Adriana de Verley
Zawód : szpieg, szelma
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Sumienie jest jednak jak ciało: da się hartować.
A każdy kij ma dwa końce.
OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t11443-shape-of-lies#353853 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]22.11.22 3:08
Buntowniczo odcięty od mugolskich korzeni i niezakorzeniony w czarodziejskim świecie, bywał nowoczesny, nie przejmował się społecznymi konwenansami. Długo liczyła się kariera, tylko kariera. I zabawa. W tamtym życiu rzadko miał czas na marzenia o rodzinie, o pannie młodej w białym welonie, co dopiero o dzieciach. Żal zaczął czuć dopiero, gdy wilkołacze kły odebrały mu możliwość snucia podobnych marzeń. Kilka lat temu nie przeszkadzałoby mu chyba życie na kocią łapę. Tyle, że kilka lat temu bywał bardziej ślepy, niefrasobliwy we własnej beztrosce, niepodejrzewający zła czającego się pod dachem domu przyjaciółki ani kłamstw w ustach bliskiej osoby.
Może zresztą nigdy nie potrafił odnaleźć ekwilibrium, nigdy nie był umiarkowany. Wrażliwszy niż mu się zdawało, czerpał z życia pełnymi garściami, popadając zarazem ze skrajności w skrajność. Od mugolskich znajomych odciął się w dzieciństwie całkowicie, a by zagrzać miejsca w czarodziejskim świecie rzucił się w najbardziej ryzykowną i najbardziej elitarną ścieżkę kariery - choć był zdolny i odnalazłby się bez trudu w spokojniejszym fachu, choć wbrew temu co sobie ubzdurał, Biuro Autorów nie było jedyną alternatywą. Podobny był w kontaktach z ludźmi - niegdyś nadmiernie optymistyczny, prostolinijny. Teraz podejrzliwy aż do granic paranoi, wycofany najpierw z powodu społecznego piętna, potem jako poszukiwany zbieg. Czasem miał wrażenie, że żyje we własnym koszmarze z czasów pierwszego roku w Hogwarcie - w świecie, w którym na powrót jest szlamą, w którym nie umie już być do końca sobą.
-Nie wydawałaś się czarną owcą. - odciął się, wspomnienie ich ostatniej kłótni rozmowy dźwięczało lodowato w jego słowach. Zmarszczył leciutko brwi, uświadamiając sobie, że przecież on też się zmienił. Owszem, zezłościł się, gdy sprawa brudnej krwi dotknęła go osobiście, gdy Adda użyła akurat tego jako argumentu do rozluźnienia ich znajomości - ale pamiętała przecież doskonale, że w Ministerstwie puszczał mimo uszu niewybredne dowcipy o mugolakach. Że nie interesował się polityką, że dbał o własną karierę, że kiedyś był ostatnią osobą, którą wzięłaby za twarz rebelii walczącej o los niemagicznych.
Przelana krew (tyle krwi) tak wiele zmieniła. A skoro zbrodnie Ministerstwa były zdolne zmienić jego, to może...
-Nie odeszłaś oficjalnie po Bezksiężycowej Nocy - uświadomił sobie nagle, ściszonym głosem, szerzej otwierając oczy. Nazwiska tych, którzy przestali przychodzić do pracy, były londyńskiemu Ministerstwu znane - i większość z nich zagrzał do buntu dawny szef Biura Aurorów, Michael pamiętał ich poważne i skupione twarze tamtej nocy, pamiętał, że już nie wrócili do Londynu. -Czyli... - czy mogła? Czy po prostu odeszła później, albo rozminęła się z nim tamtej nocy, czy zostawiła Londyn za sobą? Jako Michael, chciałby wierzyć, że była rozsądna. Jako Zakonnik, zdawał sobie sprawę jak desperacko potrzebowali wtyk w stolicy, w Ministerstwie. -Nie, nie chcę wiedzieć. - zdecydował prędko, zanim mogła potwierdzić jego przypuszczenia. Przez surową twarz przemknął grymas strachu - a lęku wcześniej u niego nie widywała, przed laty wydawał się niezniszczalny. Teraz nieco zmądrzał. Życie zniszczyło nie tylko jego, w sierpniu zeszłego roku jego własna (i podobnie bezkompromisowo ryzykancka odważna) siostra została aresztowana, brutalnie przesłuchiwana. Pamiętał, do czego posunęło się Ministerstwo, by wydobyć z Justine zeznania - przyszyty język (własny odgryzła w chwili aresztowania, nie chcąc niczego zdradzić), legilimencja, Veritaserum, nawet Imperius, którego sam z niej zdjął po wyczerpującej odsieczy. Odsieczy, która i jego i innych kosztowała trochę zdrowia psychicznego - nikt nie powinien zapuszczać się w czeluście Azkabanu, nawet wiedziony światłem Feniksa.
Drgnął, słysząc słowo zwariował - i wziął głębszy wdech, próbując sobie przypomnieć, że dla Addy to tylko zwrot retoryczny, że nie wie i nie może wiedzieć, że po starciu z dementorami i przebudzeniu się wilkołaczej natury w najmniej odpowiednim momencie faktycznie bał się, że oszalał.
-Mam na nazwisko Tonks, jestem na celowniku i bez plakatów. - odciął się z posępnym uśmiechem, choć obydwoje wiedzieli, że to nieprawda. Mógłby po prostu się ukryć, wyjechać.
Umknął wzrokiem, widząc jej uśmiech - najwyraźniej wciąż spięty, albo (o zgrozo) speszony. I jego kąciki ust drgnęły, choć jedynie na krótką chwilę.
-Nie krępuj się. Byleby nikt nie widział. - mruknął, gdy wspomniała o kociej formie. Wzrokiem odruchowo poszukiwał już bocznych uliczek, odludnych zaułków, prywatności - albo kąta, w którym mógłby rzucić Salvio Hexia. Przeceniał chyba nieco możliwości Addy jak zawsze, animagia wydawała mu się fascynująca i tajemnicza, a transmutacji używał tylko w razie potrzeby i w życiu codziennym, rzadziej w pracy - mylnie zakładając, że ta dziedzina magii męczy tylko jego.
-Nie znajdziemy każdego zaułka w mieście. - zaprotestował, słysząc ten plan, ale i tak ruszył za Addą wzdłuż rzędów kamienic, usiłując ignorować zapach gruszek i frezji.
I może powinien uważać, czego sobie życzy, bo nagle poczuł ohydny smród, nie do pomylenia z niczym. Znaczy, do pomylenia, ale nie przez kogoś o nadwrażliwym, nieludzkim, utrudniającym życie węchu. Kogoś, kogo siostra sprowadziła do domu niesfornego, czarnego kota, który załatwił się już kilka razy na tarasie. Świeży mocz, koci.
Nozdrza drgnęły lekko.
-Może tam? - wskazał dłonią boczny zaułek, usiłując sprawiać wrażenie, że wybrał drogę całkowicie losowo. Nerwowo przestąpił z nogi na nogę.


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Kiosk z gazetami 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Kiosk z gazetami [odnośnik]22.11.22 19:13
Nie wydawałaś się czarną owcą.
Adda zmrużyła nieznacznie oczy, przechyliła głowę w bok, pozwalając by niesforny kosmyk włosów wymknął się jej z misternego upięcia, zaplątał na policzku. Echo przeszłości nadal drzemało w jego głosie, niosło chłodem, może żalem? Nie była pewna, nie chciała ferować wyroku zbyt pochopnie.
Wiedziałeś od początku, kim jestem i co robiętego jednego przed tobą nie ukryłamże kłamię. ― Powolny krok do przodu. ― Manipuluję. ― Znowu krok. ― Żyję z tego, że codziennie jestem kimś innym.
Chciała… właściwie, co konkretnie chciała mu przekazać? Zawahała się wyraźnie, na moment zgubiła wątek. Odgarnęła kosmyk z twarzy, zaczesała go za ucho. Czy na pewno chciała się pchać akurat w ten temat? Teraz? Tutaj?
Ale system wartości od lat pozostaje taki sam ― wyjaśniła spokojnym głosem, może podszytym melancholią, jakby zmęczonym. Wydawało jej się, że tak naprawdę robi mu tylko coraz większy mętlik w głowie.
Dostrzegła ruch w powietrzu, skupiła na nim uwagę. Obserwowała w milczeniu, jak niewielki, puchaty pyłek osiadł na jego ramieniu; z pewnym ociąganiem wyciągnęła dłoń, strzepnęła go wprawnym ruchem, dokładnie tak, jak robiła wiele razy. Dawno temu.
Są pewne rzeczy, których żałuję, Mike ― dodała, znów odwracając głowę, spoglądając na słup. Nie mogłaby teraz znieść jego spojrzenia, wyrazu jego oczu. Co by w nich odnalazła?... Bała się sprawdzać. ― Ale nigdy nie byłeś jedną z nich.
Zgodnie z jego życzeniem, nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła. W zasadzie, im mniej wiedział na temat tego, z czym przyszło jej się mierzyć w Londynie ― tym lepiej. Nie zamierzała się skarżyć, nie zamierzała szukać wsparcia, uznała, że z tym musi poradzić sobie sama. Chociaż, musiała przyznać przed sobą samą: dzień po dniu, cel za celem, coś w niej umierało. Jej kręgosłup moralny zanikał i Adda nie była pewna, do czego byłaby obecnie zdolna. Czy praca dla podziemnego Ministerstwa była wystarczająca, by zrekompensować zło, którego musiała się dopuścić pracując dla londyńskiego odpowiednika? Jak miała równoważyć wystawianie celi dla podziemia z wystawianiem celi… przeciwko niemu? Merlin, Morgana i wszyscy wielcy czarodzieje jej świadkami ― starała się, jak mogła. Minimalizowała szkody, tam, gdzie tylko się dało, wodziła ministerialne psy za nos, ale jeśli miała utrzymać swój kamuflaż, jeśli miała nadal być wtyczką w stolicy ― musiała być wiarygodna.
A ta wiarygodność zaczynała kosztować coraz więcej.
Poszukiwanie zaginionego kuguchara w tym wszystkim wydawało jej się przyjemnie zabawne. Lekkie, bez poważnych decyzji, bez tragicznych skutków. Poprawiało jej humor, wyrywało ― choć na chwilę ― z ponurych rozmyślań na temat kolejnych akcji, kolejnych zadań, które będą na nią czekały, kiedy tylko stawi się w biurze. Jednym, albo drugim.
Masz lepszy pomysł? ― rzuciła przez ramię. ― Możemy też chodzić po całym mieście i drzeć się “Puszek!”. Ale to chyba godzi w próby wtopienia się w tłum. Można byłoby popytać ludzi z ulicy na której mieszka-…
Przystanęła w pół kroku, słysząc jego propozycję. Spojrzała w kierunku zaułka, potem na niego i znów w szparę między rudymi kamienicami.
Czyżby ci się nie chciało, Mike? ― rzuciła nieco zaczepnie, nie podejrzewając, że za jego wyborem stoi cokolwiek więcej niż ślepy wybór, może zniecierpliwienie sprawą. Może chęć ucieczki od niej.
Sprawdźmy ― mruknęła, uznając, że w sumie nie mają nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Weszła pomiędzy kamienice, omiotła okolicę wzrokiem. Przepełniony śmietnik, jakiś zaniedbany ogródek, czyjeś pranie. Dużo drewnianych palet, postrzępione strony gazet, które przywiał wiatr. Mdły zapach gotowanych podrobów.
Żeby złapać kota, trzeba myśleć, jak kot ― poinstruowała go pół-żartem, pół-serio. Przykucnęła przy stosie palet, zajrzała między szpary, ale nie dostrzegła tego charakterystycznego, pustego błysku kocich ślepi. Spróbowała za śmietnikiem, ale tam też nic. Niech to. Jeszcze jedno spojrzenie po zaułku, potem pytanie zadane samej sobie: co zrobiłaby ona? Gdzie szukałaby schronienia na obcym-nieobcym terenie?
Pspsps ― zasyczała w stronę śmietnika. Już dawno temu odkryła, że intrygujący dźwięk o wiele lepiej działa na koty, niż oklepane “kici-kici”.
W stercie śmieci coś się poruszyło.


Mam niespełna trzydzieści lat
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy


Adriana de Verley
Zawód : szpieg, szelma
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Sumienie jest jednak jak ciało: da się hartować.
A każdy kij ma dwa końce.
OPCM : 5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t11443-shape-of-lies#353853 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kiosk z gazetami
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach