Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Apteka Sluga i Jiggersa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime07.09.15 19:25

First topic message reminder :

Apteka Sluga i Jiggersa

Apteka prowadzona od stuleci przez rodzinę czystej krwi, wydającą na świat świetnych alchemików. Sklep cieszy się powodzeniem nawet w dzisiejszych, mrocznych czasach; w niewielkim pomieszczeniu wypełnionym ziołami, butelkami, słojami zawsze można dostrzec klientów poszukujących odpowiednich, najlepszej jakości ingrediencji do swych mikstur. Oczywiście tych legalnych; po te o wątpliwej zgodności z prawem lepiej pytać w aptece pana Mulpeppera, zlokalizowanej na Nokturnie.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 06.04.19 23:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
Raiden Carter

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 7635f81708b3ed8ed91611278a94b52e

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime03.10.16 21:34

Raiden miał nieco obiekcje co do tego czy uświadamiać Zivę, że jego życie wcale nie jest takie mizerne jak sobie wyobrażała. Z jednej strony chętnie by jej powiedział to i owo, ale wiedział, że i tak jej to nie interesowało. Zabawne, że ciągle widział w niej tamtą zniesmaczoną jego zachowaniem dziewczynę w idealnie wyprasowanej szacie, która pojawiała się akurat w momentach, w których nie potrzebował prefekta. Była jak młodsza upierdliwa siostra, której nigdy nie chciał. Rodzice jednak sprawili mu cudowną Sophię, z którą ostatnio nie było zbyt prosto się dogadać, ale pracował nad tym. Szczególnie teraz, gdy jego życie obracało się o sto osiemdziesiąt stopni. Zaakceptował ten przewrót i to z większą ochotą niż by przypuszczał, więc może nawet i lepiej zaczynał życie rodzica niż pani Burke, która zapewne zaczęła się cieszyć ustawioną rolą jaką jej powierzono dopiero przy dziecku. Chociaż co on tam wiedział? Teraz za bardzo był skupiony na liście, którą trzymał w dłoniach jakby to był największy skarb, którego miał pilnować. Cóż... To była najważniejsza misja tego dnia prócz nakarmienia Artis.
- Kim muszę? - spytał, unosząc brwi. - Właściwe pytanie brzmi kim chcę. Twoje dzieci będą musiały się pewnie pomęczyć z jeszcze jednym Carterem w szkole - rzucił, szczerząc się do kobiety jak za dawnych dobrych czasów. Nie wiedział, że właśnie zaspokoił ciekawość pani arystokratki i spowodował, że chwilowo zapomniała o starowince, która ledwo wchodziła na pierwszy schodek drabiny. - Niech się pani tak nie spieszy! - rzucił do niej Raiden, podśmiewając się pod nosem. Wiedział, że Ziva chciała załatwić sprawy związane z lekami jak najszybciej. Byle tylko pozbyć się jego towarzystwa, ale cóż... Był pierwszy. Zamiast strzelać jej ramiączkiem od stanika po prostu irytował w ten sposób. Zaraz jednak do sklepu wparował zaaferowany młodszy mężczyzna i skinął głową na powitanie kleintom. Rzucił przeprosiny w odpowiednim tonie i zaraz zaczął zajmować się listą Raidena. W niecałe trzy minuty miał już wszystko przed sobą. Carter uśmiechnął się, zapłacił i skinął głową mężczyźnie. Krzyknął pożegnanie do starszej pani, a następnie odwrócił się do Zivy.
- Pani prefekt.
I wyszedł zadowolony z zakupów. To teraz do domu.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
Josephine Fenwick

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3519-skrytka-bankowa-nr-855#61428 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
Zawód : przyszła aurorka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime09.07.17 23:53

Żabie ślepia, igły jeża, puch ze skrzydeł nietoperza.
Wyliczanka kręciła jej się w myślach, gdy przechodziła pomiędzy rzędami zastawionych aż po sufit regałów, zapełnionych fiolkami i słoiczkami z różnymi dziwnymi paskudztwami. A przepraszam, ingrediencjami. Jednak nie zmienia to faktu, że część z nich wydzielała drażniącą woń, a dla oka także nie była przyjemna - do zapachu apteki mogła przywyknąć już po chwili, jednak dziwnie się czuła, gdy z półek spoglądały na nią gałki oczne różnych stworzeń. Tym razem nie udała się tutaj po kociołki na zajęcia, chociaż jej wyprawa miała wciąż wiele wspólnego z kursem aurorskim; zrobiła to dla siebie, by poćwiczyć warzenie jednego z eliksirów, który z wielkim prawdopodobieństwem znajdzie się na egzaminie końcowym z warzenia i rozpoznawania eliksirów, trucizn i antidotów, a którego wersja w jej wykonaniu została spektakularnie skrytykowana przez profesora. Panno Fenwick, nawet pierwszoklasista potrafiłby lepiej wykonać to antidotum. Na samą myśl zazgrzytała zębami - wywar wcale nie był taki łatwy do wykonania, a to że z jej kociołka buchała ciemnozielona chmura dymu... Zanim całkowicie utonęła we wspomnieniu, które wyprowadziło ją z równowagi, ktoś potrącił ją w ramię, a fiolka z syropem z trzminoreka wysunęła jej się z pomiędzy palców, roztrzaskując się pomiędzy ich stopami - jej i tego sieroty, co chodzić nie potrafi! Już chciała poczęstować go odpowiednim komentarzem, jednak najpierw napotkała jego spojrzenie, a słowa uwięzły na języku, jakby ktoś potraktował tę część jej ciała zaklęciem paraliżu. Widziała już wcześniej te oczy, wcześniej niż myślała, że to był pierwszy raz, widziała je wcześniej, w sytuacji tak podobnej, że prawie że identycznej. Alexander Selwyn. Jej uzdrowiciel, Zakonnik i... no właśnie kto. Nie była do końca w stanie sprecyzować, jakie to relacje - ni to profesjonalne, ni to przyjacielskie. Jednak teraz analiza istoty ich znajomości wydawała się być najmniej ważna, chociaż to prawdziwe pierwsze spotkanie mogło wywrócić ją do góry nogami. Tylko, że... On wiedział. Cały czas wiedział. Tylko ona zapomniała - o nim, o tym dniu, gdy tak potwornie się ośmieszyła. Najchętniej odwróciłaby się do wyjścia, ignorując rozbitą fiolkę i zniknęła wśród tłumu na Pokątnej. Gdyby tylko mogła się ruszyć - palący wstyd uniemożliwiał jej ucieczkę, piśnięcie chociaż najkrótszego słowa czy choćby zapadnięcie się pod ziemię; patrzyła tylko na Selwyna oczami pełnymi szoku, niedowierzania, wstydu i pretensji... Och, Alexandrze, czemu nic nie powiedziałeś?





these violent delights have
violent ends...


Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 JN1mj4G

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime10.07.17 13:45

Kwiecień wydawał się być ciągłym pasmem coraz to nowych małych tragedii i wyzwań. Lipiec był nieznośnie blisko, a wraz z nim miały nadejść egzaminy końcowe sprawdzające mój poziom wiedzy i umiejętności po stażu w szpitalu. Nie miałem najmniejszego zamiaru ich nie zaliczyć, toteż jedynym racjonalnym - i sprawdzonym - sposobem by do tego nie dopuścić było zacząć ćwiczyć na własną rękę. Nie dało się tego uczynić z wprawkami anatomicznymi, znalezienie przez kogoś w moim domu rozkrawanych na części pierwsze zwłok na pewno nie byłoby czymś przeze mnie pożądanym, toteż postanowiłem ograniczyć się do praktycznego ćwiczenia mojej pięty achillesowej. Eliksiry, z którymi zmagałem się od dawna nadal wydawały mi się największym zagrożeniem. Mimo iż trzymałem poziom i starałem się nie pozwolić im opaść w te części umysłu, w których przechowywałem tylko i wyłącznie złe wspomnienia to i tak wymagały jeszcze trochę pracy przed latem. Męczenie Archibalda o pomoc znajdowało się oczywiście równie wysoko na mojej liście eliksiralnych priorytetów co ich znajomość, jednakże przed tak niecnym wykorzystaniem dobroci mojego kuzyna musiałem upewnić się o co konkretnie postanowię go zapytać. Pierwszym krokiem by to osiągnąć było przećwiczenie tych eliksirów, co do których byłem prawie że pewien, że mogłem przez lata pozapominać istotne szczegóły ich dotyczące; szczegóły z rodzaju tych, które poznaje się właśnie w praktyce, bowiem książka czasem omija takie drobiazgi.
Kręciłem się wśród półek, nie spuszczając wzroku z tych najwyższych (do których szczęśliwie nie było trudno mi się dostać). Tam bowiem znajdowała się większość drogich ingrediencji, tym samym tych najczęściej pojawiających się w skomplikowanych eliksirach uzdrowicielskich. Świat bowiem już tak ma, że jak coś jest niezastąpione to musi dużo kosztować. Sięgnąłem bez problemu po fiolkę ze sproszkowanym rogiem jednorożca i bez zbędnych ceregieli ruszyłem do przodu, w zamyśleniu w dalszym ciągu obserwując najwyżej położone ingrediencje.
I to był błąd.
W byciu wysokim problem leży w tym, że czasem zapomina się rozejrzeć naokoło. Kiedy zadzieram głowę trochę do góry z pola widzenia tracę to, co dzieje się na wysokości głów ludzi normalnego wzrostu. Moment zderzenia był krótki, dłużej zaś trwał dźwięk rozbijanego szkła i przepadający proszek z rogu jednorożca. Spojrzałem na drugą osobę uczestniczącą w kolizji i omal nie zaśmiałem się nad przewrotnością losu. To było bardzo ironiczne z jego strony, że po raz kolejny wpadłem na nikogo innego jak Josephine Fenwick. Na chwilę nasze spojrzenia się skrzyżowały, kiedy jednak kobieta dalej stała w miejscu niczym wystraszone zwierzę spuściłem wzrok niżej, na małą katastrofę na podłodze.
- Przepraszam - powiedziałem, nim nie pochyliłem się nad zaczynającą dymić i bulgotać mieszaninę naszych ingrediencji. Niewiele myśląc otworzyłem fiolkę którą miałem w ręce, tę ze sproszkowanym bezoarem, po czym posypałem maź na podłodze. Objawy niplanowanej reakcji ustały, a ja spojrzałem z dołu na pannę Fenwick, odrobinę wykrzywiając usta w uśmiechu. - Muszę nauczyć się nie zadzierać ciągle nosa - zażartowałem, nim nie wyciągnąłem różdżki i nie uprzątnąłem całego bałaganu przy pomocy niewerbalnego Chłoszczyścia. - Co udało mi się zrujnować? - zapytałem, prostując się i sięgając po kolejną fiolkę sproszkowanego rogu jednorożca. Przy okazji udało mi się dojrzeć za plecami Josie zmierzającego w naszym kierunku sprzedawcę, zapewne zaalarmowanego dźwiękiem tłuczonego szkła.
- Bez obaw, zapłacę za wszystko - zawołałem do mężczyzny. Ten tylko obrzucił mnie podejrzliwym spojrzeniem i zawrócił do kasy, odwracając się jeszcze raz czy dwa by zlustrować wzrokiem moją osobę.
- Tak więc, co kupowałaś? - zapytałem ponownie Josephine, uśmiechem starając się zakryć wszystkie niepewności i wyrzuty sumienia. Nie wiedziałem na czym tak właściwie z nią stoję, bowiem okoliczności poprzednich spotkań nie były sprzyjające do zawierania bliżej określonego rodzaju znajomości. Zarówno ja jak i ona zdawaliśmy sobie z tego sprawę, bowiem bijąca z jej oczu mieszanka wstydu i pretensji nie mogła świadczyć o czymkolwiek innym. Odezwij się, błagam.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
Josephine Fenwick

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3519-skrytka-bankowa-nr-855#61428 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
Zawód : przyszła aurorka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime10.07.17 14:20

Czuła się jak zwierzę, które oślepiono zbyt jasnym światłem – przerażone i świadome, że już niewiele może zrobić. Nie chodziło o rozbite fiolki (chociaż sok nie należał do najtańszych), co o świadomość powracających wspomnień. Przykucnął przed nią, a jego błękitne spojrzenie świadczyło o tym, że nie przeszkadza mu ich spotkanie. Im dłużej jej się przyglądał, tym bardziej odczuwalna stawała się fala niespodziewanego gorąca, duszności i palącego wstydu. Zachowała się wtedy jak gumochłon! O na Merlina, chociaż przecież takie określenie skierowała pod jego adresem. Nie odzyskała jeszcze wszystkich wspomnień – część była zamglona, pozostałej części nie była nawet świadoma; powracały tylko w najmniej oczekiwanych momentach, niczym fala déjà vu, z tą różnicą, że one wszystkie były jak najbardziej realne – równie realne jak potrącenie w ramię. Cóż za ironia losu, że był to właśnie Alexander, osoba z którą wiązało się powracające wspomnienie. Poznali się wcześniej niż myślała – nie rozumiała, dlaczego był dla niej aż tak dobry, kiedy poznał ją od tej gorszej strony. Analizował, uporządkowywał, pomagał jej się odnaleźć, a co najważniejsze wspierał, gdy odkrywała na nowo mroczne części swojej przeszłości. Od czasu do czasu rozśmieszał, sprawiał, że polubiła jego towarzystwo. Nie pozwolił jej upaść – mimo wszystko. - Ja… To tylko syrop z trzminorka, słabe połączenie z jednorożcem… Czyż nie? – mechanicznie, ledwo świadomie wyciągnęła różdżkę, by w niewerbalny sposób usunąć ich przedziwną kompozycję, której nie pochwaliłby żaden alchemik. Po czym powtórzyła jeszcze raz zaklęcie, gdyż gdzieniegdzie pozostały resztki brunatno-srebrzystej mieszanki. - Przepraszam raz jeszcze… – pokręciła głową, starając się unikać jego spojrzenia niczym ognia. - Właściwie, to chyba jeszcze nie przepraszałam… Ja… Nie musisz, sama zapłacę… I przepraszam, ale śpieszę się… - wydukała mało składnie, cofając się o kilka kroków do tyłu, tym samym omal nie wpadając na regał, który znajdował się za jej plecami. Zachowywała się irracjonalnie, jakby znalazła się w samym środku intymnej sytuacji, w której nie powinna uczestniczyć – każdy ślepy wyczułby, że coś jest nie tak, a co dopiero stażysta magipsychiatrii. Co gorsza, wycofała się w złą stronę – kasjerzy znajdowali się za jego plecami, tak więc posłała Alexandrowi niepewny uśmiech, po raz kolejny się zbliżając z zamiarem wyminięcia mężczyzny i to bez zbędnego wpadania na siebie.





these violent delights have
violent ends...


Powrót do góry Go down
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I was once told that
walking through a doorway
could cause someone to forget
even the most precious
memories they had
OPCM : 40
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 JN1mj4G

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime06.09.17 18:57

Obserwowałem Josephine spod uniesionej pytająco brwi, patrząc jak zaczyna plątać się we własnych, niepoukładanych myślach. Musiała w końcu przypomnieć sobie kiedyś o naszym pierwszym spotkaniu, a wiedziałem że gdy tylko tamten dzień wróci do jej pamięci wszystko stanie się zupełnie inne. Miło było z nią rozmawiać kiedy nie była świadoma tej całej farsy, która miała miejsce w Ministerstwie. Obydwoje mieliśmy wtedy paskudny dzień - tak jakby Walentynki w ogóle mogły zostać obdarzone jakimkolwiek innym przymiotnikiem - co sprawiło, że osobiście wolałem nasze drugie spotkanie. Ona jednak nie miała luksusu oswojenia się z tamtą sytuację, bowiem w chwili gdy sobie ją przypomniała była dla niej zdarzeniem aż nazbyt realnym i namacalnym. I nadal takie było, kładąc się cieniem na cienką i delikatną nić współpracy i zrozumienia, którą uprzędliśmy wspólnym wysiłkiem w czasie dni, które spędziła w szpitalu; głównie przebywając wtedy pod moją opieką. Avery miał inne rzeczy na głowie niż zajmowanie się, w jego mniemaniu, zwykłą i całkowicie nieciekawą amnezją.
- Chyba rzeczywiście nie jest to połączenie marzeń, jednak... mogło być o wiele gorzej - odpowiedziałem z uśmiechem, kiedy już stałem stabilnie na obu nogach, spoglądając na świat jak zwykle: z góry. Tym samym łatwo było mi dojrzeć zmieszanie towarzyszące Josie, to jak ucieka wzrokiem od mojej sylwetki, ale wciąż nie patrząc gdzie idzie.
- Uważaj - automatycznie wyciągnąłem rękę w jej stronę, gdy zachwiała się na pięcie omal nie wpadając na regał. Poradziła sobie jednak bez mojej pomocy, toteż szybko wycofałem się na "moje" terytorium. Nie chcąc jeszcze bardziej jej konfundować milczałem, czekając aż sama zorientuje się, że ucieka w złą stronę. Była niczym zwierze zagonione w kozi róg, bez jakiejkolwiek drogi ucieczki przed depczącym jej po piętach pościgiem. Jakby czuła na plecach oddech gończych psów.
- Nonsens, nie przepraszaj. Oboje zachowaliśmy się wbrew jakimkolwiek normom społecznym, zapomnijmy o tamtym dniu. Po prostu - obserwowałem ją odrobinę zmartwionym spojrzeniem - czyżby nie radziła sobie z ogromem informacji, które niosła rzeczywistość - zarówno aktualna, jak i ta odzyskana? Uniosłem jednak kąciki ust w odpowiedzi na jej niepewny uśmiech. Kiedy mnie minęła chrząknąłem jednak znacząco. Powoli zaczynało bulgotać we mnie nieprześmiewcze rozbawienie całą tą irracjonalną sytuacją.
- Zapomniałaś o syropie - rzuciłem, sięgając na półkę po odpowiednią fiolkę, po czym wyprzedzając Josephine ruszyłem raźnym krokiem do kasy. Biorąc pod uwagę długość moich nóg oczyma wyobraźni prawie że widziałem, jak pospiesznie będzie musiała dreptać, by mnie dogonić. Zatrzymałem się dopiero przy kontuarze, na którym stała stara, zdobiona kasa. Równie stary aptekarz obrzucił mnie badawczym spojrzeniem, nim nie zaczął nabijać.
- Sproszkowany róg jednorożca, dwadzieścia jeden galeonów... bezoar, dwa sykle i piętnaście knutów... i syrop z trzminorka, dwa galeony, trzy sykle i dziesięć knutów... Wszystko razy dwa - spojrzał się na mnie z dezabrobatą znad swoich okularów, na które to spojrzenie odpowiedziałem jednym z uśmiechów z kategorii "przepraszam najmocniej, to już się więcej nie powtórzy".
- Razem będzie czterdzieści sześć galeonów, dwanaście sykli i osiem knutów - oznajmił bezbarwnym tonem aptekarz, obdarzając mnie i Josephine wyczekującym spojrzeniem. Bez słów wyjąłem sakiewkę i z uprzejmym uśmiechem podałem mężczyźnie pięćdziesiąt galeonów. W czasie gdy on odliczał resztę ja zapakowałem moje i Josephine zakupy, po czym wręczyłem czarownicy jej syrop z trzminorka.
- Masz może ochotę na gorącą czekoladę albo coś innego? - zapytałem, po czym odebrałem resztę i żegnając się z czarodziejem za ladą otworzyłem przed panną Fenwick drzwi, zerkając na nią wyczekująco. Z zewnątrz może tego nie okazywałem, jednak tak naprawdę byłem troszeczkę zdenerwowany. Nie znałem za bardzo Josie poza szpitalnymi murami i choć miałem ochotę to zmienić, to Josephine mogła powiedzieć po prostu "nie". A nie chciałem, by mi odmówiła. Potrzebowałem jakiegoś zajęcia dla myśli, bowiem w samotności myślałem tylko o jednym - o mojej nadchodzącej wielkimi krokami Próbie Gwardzisty.




- I'm made of ivory, I'm a cannibal.

- What have you done? You're not a weapon, are you?


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 29.10.17 19:19, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
Josephine Fenwick

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3519-skrytka-bankowa-nr-855#61428 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
Zawód : przyszła aurorka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime25.10.17 17:44

Chciała zapłacić, oczywiście, że chciała – za tę rozbitą fiolkę, za nową już niekoniecznie; jej zapał do poprawiania zdolności w warzeniu obrócił się w drobny mak równie skutecznie jak szkło rozbitego pojemniczka. Pozostało jej tylko zacisnąć zęby, widząc, że Alexander płaci za wszystko bez mrugnięcia okiem. Podwójnie. Wciąż miała wiele z uciekającego zwierzęcia – spoglądała nerwowo w kierunku drzwi niczym ku drzwiom klatki. Mierzwiło ją srogie, ponaglające spojrzenie aptekarza, zapach niczym ze szpitala, woń mieszających się składników, przyciszony odgłos rozmów prowadzonych między regałam. Potrzebowała powietrza, uderzenia świeżości, które oczyści ją z ciężkiej mieszaniny różnych ingrediencji składowanych w aptece; a także z zakłpotania. - Dziękuję – przyjęła od Alexandra syrop zanim ruszyła do drzwi. Może udawać, że wspomnienie wcale nie odbiło się na ich kiełkujących relacjach. Zresztą dlaczego miałoby? Wiedziała jednak, że to tylko wątła fasada, która łatwo można strącić, a cała ta sytuacja będzie równie uwierać jak drzazga pod skórą, której nie da się wyciągnąć.
Dźwięk dzwoneczka przy drzwiach oznaczał wyjście z klatki. Nawet jeśli nie wiedziała, co powiedzieć, Alexander usłużnie i taktownie przyszedł przyszedł jej z pomocą. Jeszcze przez chwilę przyglądała się osobom śpieszącym w różnych kierunkach – cała ta różnokolorowa, chociaż w zasadzie dość szara masa potrafiła się na tyle zsynchronizować, by na siebie nie wpadać. Jej tej biegłości paradoksalnie zabrakło, a przecież powinna mieć jej więcej niż większość społeczeństwa. Stopniowo ochłonęła, na tyle by uznać, że cała ta sytuacja jest po prostu śmieszna. Wpadali na siebie raz po raz, pomimo że z całym prawdopodobieństwem było to mało realne. Czyżby ją śledził? Uśmiechnęła się do swoich myśli, które odpłynęły w nierzeczywistą stronę. - Z przyjemnością – usłyszała swój własny głos, zgadzający się na tę propozycję. Jeszcze niewielka część chciała uciekać, zniknąć bez słowa w gnającym gdzieś tłumie, jednak ta większa część trwała w miejscu. - Mam nadzieję, że umiesz się obchodzić z niuchaczami – zwróciła się do Alexandra, nie dając mu szans na to, by on wybrał miejsce. Czułaby się źle wśród arystokratycznego przepychu, do którego on miał wstęp, a do którego ona pasowała równie dobrze co fragment innej układanki. Być może wybrałby coś zwyczajnego jak Dziurawy Kocioł, mając na względzie jej komfort… Najpewniej tak by było, jednak wolała nie ryzykować, potrzebowała też miejsca zacisznego, bez zbytniego gwaru. Ruszyła w odpowiednim kierunku, wiedząc, że Alexander na pewno dotrzyma jej kroku.

| zt x2





these violent delights have
violent ends...


Powrót do góry Go down
Rain Huxley
Rain Huxley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime17.02.18 12:28

2 czerwca

Rain rzadko bywała na Pokątnej. Zawsze we wszystko co potrzebowała zaopatrywała się w Magicznym Porcie lub jego okolicach. Nie przepadała za centrum Londynu. Zbyt poukładane? Nie było tam miejsc, które znała i nad którymi mogła mieć chociaż minimalną kontrolę. Nie lubiła jej nie mieć. Nie lubiła braku stabilności. I chociaż Pokątna mogła wydawać się bardzo stabilna z panującymi tam zasadami, które większość ludzi przestrzegało, to nie były to zasady, które one znała. Jej stabilność została nad Tamizą. Czasami jednak zdarzało się tak, co może niektórych zdziwić, że w Porcie nie wszystko było dostępne. Czasem trzeba było wybrać się na Pokątną, a jeśli tam się nie dostało potrzebnego przedmiotu, to w najgorszym wypadku trzeba było postawić stopę na Nokturnie. Dzisiaj jednak potrzebowała jedynie paru ziół, których akurat zabrakło u portowych dostawców i Huxley była pewna, że w aptece w centrum miasta na pewno je znajdzie. Trochę piołunu, mięty, aloesu i paru innych składników, które przyjdą jej do głowy. Niedługo planowała wynająć własnego alchemika, będzie więc potrzebować dla niego parę ingrediencji, jeszcze nie wiedziała co dokładnie, więc najrozsądniej było zacząć zbierać je od tych najbardziej podstawowych. Eliksiry i ingrediencje nigdy nie były jej mocną stroną. Nie była nawet czy pamiętała ogólne zasady warzenia mikstur. Było to przecież tak bardzo dawno temu. Dlatego też sama nie miała zamiaru się za to zabierać, a za odpowiednią opłatą zwrócić się z tym do kogoś doświadczonego. Zdawała sobie jednak sprawę, że dostarczenie składników to przede wszystkim jej obowiązek więc jeśli chciała w tej kwestii nie zawodzić i nie musieć dopłacać, to należało się tym odpowiednio zająć.
Przechodząc przez Dziurawy Kocioł nie usłyszała żadnych uszczypliwych komentarzy na swój temat, nikt nie próbował chwycić ją za tyłek ani nie pragnął by go zabawiała. Huxley ubrana w zwykłą czarną szatę nie rzucała się zbytnio w oczy, co dzisiaj niezmiernie ją cieszyło, ale też to miejsce było zdecydowanie inne niż portowe bary. Nic więc dziwnego, że i ludzie byli tu inni. Ale nie Dziurawy Kocioł był jej celem, a apteka znajdująca się w jednej z uliczek na Pokątnej. Puknęła więc różdżką w odpowiednie cegły i przeszła na drugą stronę. Przypominało jej to wakacyjne wyprawy po potrzebne jej przedmioty. A przynajmniej część, które było ją stać, aby kupić. Szybko wyrzuciła jednak ze swojej głowy obraz małej zaniedbanej dziewczynki, która niemal wszystko co posiadała w szkole było po kimś i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Nagle zaczęła zmieniać się pogoda. I w sumie nie było w tym nic dziwnego, ostatnio anomalie dawały o sobie znać w każdym aspekcie życia, nawet wpływając na warunki atmosferyczne, które zmieniały się jak w kalejdoskopie. Chmurzyło się, ale wystarczyło, że Huxley założy kaptur na głowę i uniknie pełnego zmoczenia. Miała jednak nadzieję, że uda jej się dotrzeć do apteki zanim spadnie na nią chociaż jedna kropelka wody. To nie oznacza, że jej nie lubiła. Każdy lubił deszcz, ale co innego patrzeć na niego stojąc w suchym miejscu albo siedząc w barze przy oknie, a co innego moknąć wiedząc, że do domu jest dość spory kawałek. Czarnowłosa była bardzo uważna. Nie używała magii bez powodu, nie narażała się na niespodziewane komplikacje, bo nie było jej to do niczego potrzebne.
Trochę błądziła po Pokątnej. Tak dawno jej tu nie było, że prawdę mówiąc miała malutki problem z dotarciem na miejsce, które ukryte było w jednej z uliczek. Tym bardziej, że Huxley nie do końca pamiętała, w której. Niebo pociemniało, pierwsze krople zaczęły spadać na ziemię a Rain przyśpieszyła chcąc jak najszybciej dostać się do środka apteki. Głowę miała przez większość czasu schyloną, aby deszcz nie zamoczył jej twarzy, a gdy uniosła spojrzenie trafiła wzrokiem na mężczyznę, który zagrodził jej wejście do sklepu...




There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
Robin Hawthorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime19.10.18 16:37

data?

Trzynaście sykli zapłacił za dzisiejsze zakupy - rozbój w biały dzień, ale nie czuł się na siłach, żeby wykłócać się ze sprzedawczynią o obfitych kształtach i mocno zaróżowionych policzkach. Jej ściśnięty gorstem biust wyglądał tak, jakby mógł go zadusić, czego Robin jednak nie zamierzał sprawdzać na własnej skórze. Pośpiesznie spakował ingrediencje i wyszedł bez pożegnania, ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Od tej pory koniec z uprzejmościami, chyba przeniesie się na drugą stronę ulicy, gdzie choć wybór jest mniejszy, to każdego klienta traktują poważnie. Obładowany paczkami o przedziwnych kształtach ledwo widział, dokąd idzie, a masa ludzi śpieszących Pokątną wcale nie ułatwiała mu zadania. Musiał się śpieszyć, za kwadrans miał ustawione arcyważne spotkanie, wolał nie myśleć, co się z nim stanie, jeżeli się spóźni. Stres uderzył chłopaka gorącem w tył głowy, dłonie jak na komendę zaczęły się pocić, ręce drżeć, a oko umykać z prostego toru widzenia. Pięknie, myślał, wściekły na siebie, na ekspedientkę, na wszystkich przechodniów i paczki, wyślizgujące mu się z rąk. Zmuszony został przystanąć i na ławce przeorganizować sobie sposób niesienia wszystkich pakunków tak, by na pewno niczego nie upuścić. Ciężkie to nie było, lecz niestandardowe rozmiary wymagały kombinowania. Podobnie jak życie, gdyby Robin miał tyle pomysłów na swój los, przypuszczalnie nie psioczyłby na brak możliwości dostawy z Pokątnej na Nokturn, tylko wysłałby kogoś, by to odebrał za niego. Zdaje się, że warzenie eliksirów na ulicy - kto do diabła dał na to przyzwolenie? - było bardziej dochodowe (i przyszłościowe?) niż jego interes. Spojrzał pode łba na tego alchemika od siedmiu boleści, który jakże głośno zachwalał swój eliksir upiększający, zamierzając minąć go bez zbędnych emocji, lecz na wieść o rychłym połączeniu dwóch składników pasujących do siebie jak pięść do nosa, zaregaował odruchowo, szarpiąc stojącego przed nim mężczyznę - ułamek sekundy, zdołał rozpoznać w nim lorda, który nie tak dawno wybawił go z mało komfortowej sytuacji - prosto na ziemię i zasłaniając głowę ściśniętymi łokciami, idealnie tuż przed głośnym wybuchem, stawiającym na nogi całą ulicę.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Ztya3Z4

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime19.12.18 18:52

13. lipca
Niebywałą ulgę odczuł tuż po przekroczeniu progu sklepu, tym samym opuszczając go i kończąc wszelkie zaplanowane spotkania z klientami na trzynasty dzień lipca - pech chciał, że każdy interesant, co do jednego, okazał się niezwykle irytujący. Dzień rozpoczął od jegomościa w podeszłym wieku, przygłuchego (różdżkarz nie znosił podnosić głosu, gdy sytuacja nie była ostateczna, a dziś - był niemal pewien - słyszano go cztery lokale dalej i niewiele mógł na to poradzić) i przekonanego o absurdalnym problemie z wierzbowym drewnem, kompletnie urojonym. Nim na dobre zdołał ochłonąć po dyskusji, w której czterokrotnie powtarzał każdy argument, w kąt zdążył wcisnąć się bezdomny kuguchar - przeganiany przez kolejne trzy kwadranse przez asystenta; wraz z kociskiem wnętrze ozdobiła niewydarzona para, przekonana, że Ulysses będzie w stanie przewidzieć charakter (oraz płeć, o zgrozo) ich przyszłego dziecka, analizując drewna i rdzenie różdżek zainteresowanych. Na sam koniec, gdy jego zmiennik krzątał się na zapleczu a myśli prawie uchwyciły wolność, przed ladą pojawiła się kobieta, bez różdżki, nie potrafiąca sprecyzować, na czym polega kłopot. Ostatecznie, drogą dedukcji i żmudnej analizy nerwowych ruchów i przedziwnych pytań, Ollivander uznał, że musiała kogoś okraść i zastanawiała się, czy na zdobyczy, tudzież różdżce, może skorzystać.
Chciał tylko załatwić resztę spraw, czekających na Pokątnej i wrócić do zacisza własnych komnat, gdzie mógł skupić się w spokoju na zagadnieniu zajmującym myśli. Po wskazówkach otrzymanych od ojca praca ruszyła, pobudzając nie tylko zmysł numerologiczny, ale i kreatywność, podsuwającą nowe, świeże pomysły. Pochłonięty myślami niespecjalnie zwracał uwagę na otoczenie - miał wrażenie, że kolejne rozwiązanie prawie uchwycił, klucząc między różnymi sposobami aż wreszcie, pod wpływem nagłego olśnienia, zatrzymał się na moment - jak się później okazało, o moment za długo.
Poczuł szarpnięcie, a na rozpoznanie winowajcy dostał zaledwie chwilę, choć i ta wystarczyła na rozpoznanie Hawthorne'a - po niedawnym spotkaniu nie było to trudne - kociołek, wraz z pochylonym nad nim szaleńcem, w całym zamieszaniu umknęły uwadze lorda. Po niekomfortowym upadku zdołał tylko zerknąć na Robina, zasłaniającego głowę - sam nie zdążył tego uczynić, nagły wybuch prędko pozbawił go przytomności.

Pierwszym, co dostrzegł po otwarciu oczu, było ogrodzenie, w dodatku czuł się potwornie nieswojo i z pewnością nie była to wina obitego kolana. Rozejrzał się zdezorientowany, mając wrażenie, że leży, choć na pewno stał. Potraktowali go eliksirem kurczącym?
- Co, u licha? Hawthorne? - wycedził, a przynajmniej wycedzić spróbował, bo z gardła wydobył się tylko dziwny odgłos. Spojrzał w dół, na widok swoich stóp cofając się o krok, a pech chciał, że akurat trafił parszywy korzeń i runął jak długi, lądując miękko na... pingwinie? Zerwał się na nogi, próbując podnieść dziwaczne cielsko i uwolnić ptaka, który właśnie się wybudzał. Na litość, czyżby?
- Hawthorne? - wyświergotał ponuro w pingwińskim, może mieli się zrozumieć? Był prawie pewien - czuprynę miał podobną.

ONMS na I, co daje +0 do pingwińskiego cwaniak




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime19.12.18 18:52

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 32


Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
Robin Hawthorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime20.12.18 19:43

Dzień zapowiadał się zwyczajnie, nie lepiej i nie gorzej od innych. Idealnie przeciętnie i zupełnie nieinteresująco. Zakupy, spotkanie, wylewanie łez nad buchającym kociołkiem; ostatnio podrażnił sobie spojówki i jakikolwiek kontakt z byle dymem wywoływał u Robina reakcję alergiczną. Ten jeden składnik za dużo mógł doprowadzić do niezłej masakry - doskonale pamiętał, jak na żałosnym kursie w Mungu, jednemu ze studentów do sagana wpadł włos z bujnej brody. Zajęcia przerwano na dwie godziny, każdy, kto został opryskany cieczą, trafił na obserwację. Dość zapadająca w pamięć nauczka, Hawthorne miał stanowisko tuż obok tego półgłówka i jemu oberwało się najmocniej. Poparzone ręce, część twarzy... Najgorzej, że jeszcze przez kilka dni później jego dłonie były zesztywniałe i opuchnięte, a więc niezdolne do precyzyjnego odmierzania składników. Bawienie się zapałkami, czy nawet różdżką nie przynosiło takich szkód jak niefachowe sporządzanie eliksirów, przynoszących szkody ogromne, mierzone w metrach chodników. Dach czy jakakolwiek strzecha zatrzymywała siłę eksplozji pośród ścian, ale amatorszczyzna pod gołym niebem... Robinowi od razu pachniało to katastrofą. Jaką postarał się choćby w części zażegnać, czując, jak w jego ciało wstępują niebiańskie siły. Nie podejrzewałby siebie nigdy o taki przyrost siły ani zwinności, a jednak dał radę pchnąć eleganckiego przechodnia na ziemię i razem z nim oddalić się od epicentrum eksplozji. Adrenalina zrobiła swoje, ale ledwo uchylił się ze swej bezpiecznej pozycji, aby poddać sytuację głębszej ocenie, ogłuszył go wybuch i młodzieniec poczuł, jak odlatuje.
Bolała go głowa. Słońce było stanowczo za wysoko, a powietrze było za świeże. Leżał w jakiejś wybitnie dziwnej pozycji, drażniąco odczuwał jakby brak kolan, co przecież nie miało absolutnie żadnego sensu. Wyrywkowo przypominał sobie ostatnie wydarzenia: sprawunki, tę okropną, kłótliwą babę, wybuch kociołka... Oczywiście, musiał zejść na ulicy i nikt nie zajął się jego zwłokami. Mało reprezentacyjny wygląd świadczył, że nie stać go na pobyt w szpitalu, a dla hien także nie pozostawał łakomym kąskiem. Nagle usłyszał nad sobą dość irytujący świergot. Jakaś złośliwa mucha albo inne paskudztwo musiało latać mu nad głową. Machnął ręką, chcąc się jej pozbyć i ujrzał, że jego dłoń wcale dłoni nie przypomina. Machnął jeszcze raz, tak dla pewności, po czym przeklął siarczyście w myślach. Jeśli się nie mylił, przechrzcili go w pingwina.
Zresztą nie tylko jego. Poczuł, jak cudze ciało wpada na niego, dziwnie miękkie i śliskie, kuliste w kształcie, jednocześnie zwinne i niezgrabne.
-Lord Ullivander - odświergotał w podobnym tonie, to jego ostatniego widział przed zapaścią - znajdę tego urwipołcia i osobiście zadbam, by więcej do kociołka nie zajrzał. Toż to skandal! Dyshonor dla całego cechu - złapał się płetwami za głowę i jął dreptać w kółko, wybitnie rozeźlony. Kraty, basen, dzieci dookoła podpowiadały mu, gdzie się znaleźli. Z frustracji zasyczał na małego chłopca w okularach, po czym zwrócił się do pingwina-Ulyssesa w tym dziwnym języku - to częsta reakcja na niewłaściwy dobór proporcji składników. Efekt nie powinien utrzymać się długo - zaćwierkał, choć nie w ząb było mu prażenie się w słońcu na wybiegu dla pingwinów - trzeba spróbować dotrzeć do miasta - oznajmił, popatrując ponuro na cokolwiek, co by dało im szansę wyrwania się zza krat.

|ONMS I




Ostatnio zmieniony przez Robin Hawthorne dnia 20.12.18 19:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime20.12.18 19:43

The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Ztya3Z4

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime24.12.18 15:06

Zmarszczył swoje pingwinie brwi, słysząc nietypowy zwrot, stanowiąc zgrabne połączenie imienia i nazwiska. Niektórzy pewnie nawet nie dosłyszeliby różnicy - zwłaszcza nie znając języka pingwinów, którym właśnie musieli się posługiwać. Na szczęście przekręcenie nazwiska nie ubodło zbytnio pingwina-różdżkarza, zwrócił za to uwagę na dwójkę obserwatorów za siatką, przysłuchującą się biadolącemu Robinowi. Zmierzył ich gniewnym spojrzeniem i zatrzepotał swoimi nowymi, pięknymi skrzydłami żeby gapiów odgonić, ale zareagowali na to tylko rozbawieniem i - co gorsza - wskazywali ich palcami, jak najgorszy plebs. Westchnął więc, wydając z siebie żałosny, ptasi dźwięk. Z nerwów obijał płetwonogą o podłoże, zauważając przy tym, jak przemiana odebrała kondycję. Co to była w ogóle za fałda tłuszczu?
- Pomogę - odparł markotnie, ciągle przyglądając się majaczącemu w dole, puchatemu brzuchowi z niedowierzaniem w oczach. Był naprawdę krągłym ptaszyskiem. Pingwinizm wcale nie sprawił, że nagle stał się bardziej wylewny, choć faktycznie miał ochotę ukrócić winowajcę o parę kończyn. Najlepiej tych, które połączyły ze sobą składniki. Podreptał trochę w miejscu, próbując przyzwyczaić się do dziwnego ciała i krótkich kroków, ale proces ten niekoniecznie przyniósł spokój i oswojenie z nowymi kończynami. Spojrzał na Robina nieprzekonany.
- Znajdziesz w mieście coś, co pomoże cofnąć skutki? - zapytał, niekoniecznie wiedząc, co mogłoby pomóc. Zaklęcie transmutacyjne? Eliksir? Musieliby najpierw poszukać kogoś, kto zrozumiałby pingwina. Clementine pewnie by podołała, rozumiała przecież ptaki, ale panny Baudelaire nie widział od dawna, zresztą prędzej przeczekaliby te skutki, niż zdążyli do niej dotrzeć. - Nie widuję zbyt często pingwinów na ulicy, pewnie ktoś odeśle nas do zoo, jak będziemy tak pomykać - burknął zafrasowany. - Chociaż ucieczka jest lepsza niż przemiana na wybiegu - stwierdził na głos, zupełnie nie wiedząc, czemu wypowiada swoje myśli. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. - Niedługo - to znaczy? - kilka minut? Godzin? Dzień? - Przekonajmy pingwiny do pomocy, będzie prościej - uznał, rozglądając się za braćmi.

| 32/300; współpracujemy, ale za bonus z ONMS jest 0, więc dodaje połowę sprawności Robina, co daje +1 do rzutu :v




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime24.12.18 15:06

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 3


Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
Robin Hawthorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Apteka Sluga i Jiggersa   Apteka Sluga i Jiggersa - Page 3 I_icon_minitime04.01.19 1:21

Świat z pingwiniej perspektywy, Ullivander z tej perspektywy zdał się Robinowi na tyle niedorzeczny, że przez chwilę rozważał, czy to wszystko nie jest wyłącznie wytworem jego wyobraźni, pobudzonej kruszeniem szaleju i wdychaniem oparów z czterech różnych kociołków. Dbał jednak o odpowiednią cyrkulację powietrza, pootwierał wszystkie okna, pilnował wilgotności... Surowy różdżkarz ewidentnie stał przed nim w postaci naburmuszonego pingwina, uskuteczniając w ptasiej mimice ludzkie gesty. Robin zaś obserwował to z nadzwyczajnym spokojem i ciekawością zapalczywego botanika: sposób, w jaki się poruszał, trzepotanie skrzydeł, ściągnięcia mięśni twarzy ograniczonej dziobem. Podreptał odrobinę w miejscu, kołysząc się na boki, a więc funkcje motoryczne zostały zachowane; szlachcic dalej miał w sobie jakąś sprężystość, a on pozostawał niezgrabnym kołkiem.
-Niech no tylko go przytrzyma - odmruknął, planując wyrafinowaną zemstę. Uwarzenie trucizny nie zajmie mu dużo czasu, ale po co zabijać, nawet jeśli powoli. Zasmakowanie własnego lekarstwa, tak, idealnie. Prawie się uśmiechnął, ale zjadliwy grymas nie mógł wpłynąć na pingwini pyszczek, nieprzyzwyczajony do wyrażania tak złożonych emocji. W efekcie rozczulił publiczność za ogrodzeniem, która wydała z siebie gromadne stęknięcie zachwytu.
-Upośledzone zwierzęta - burknął do siebie, popatrując krzywo na dzieci i tocząc się w stronę swego pingwiniego towarzysza.
-Jak trafię do domu, cofnę efekt. Prosty eliksir, odczynić go to żaden problem. Idzie ze mną, czy się opala?[/i] - zadał konkretne pytanie, podpierając się skrzydłami o boki. Jako człowiek nigdy tak nie robił - skąd się wzięła podobna maniera?
-Nie damy się złapać - stwierdził kategorycznie, zamknięty na wybiegu tracił nie tyle godność, ile cenny czas. A razem z nim partnerów, przyszłych zleceniodawców, kontakty. Widział, jak upada jego piramida, nakręcana jednym, niesamowicie ważnym kontaktem i ta wizja fiaska wystarczyła, by autentycznie robiło mu się niedobrze.
-Niech będzie. Ale ja nie mówię. Niech z nimi porozmawia - postawił warunek, czując, jak oblewa go zimny pot. Odezwanie się do człowieka sprawiało mu kłopoty, konwersacja z ptakami... cóż, nie czuł się na siłach - poszukajmy pod wodą - zaproponował, dając nura do basenu i rozglądając się za włazem do pingwiniego siedliska.

Ulek-pingwin

25/300


Powrót do góry Go down
 

Apteka Sluga i Jiggersa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19