Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jarmark
AutorWiadomość
Jarmark [odnośnik]26.09.15 22:22
First topic message reminder :

Jarmark

★★
Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:28, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jarmark [odnośnik]14.05.21 19:58
27 listopada 1957

Zawirowało jej w głowie, zupełnie jak ten wiatr jesienny tańczył z gałęziami ogołoconymi z liści, które teraz wyścielały podłoże. Mikrokosmos zmysłowej pamięci zawierał w sobie wspomnienia gorejące, palące wręcz w zaróżowione policzki, a i piętnujące proscenium myśli. Uśmiech lawirujący na jej wargach niewiele miał wspólnego z pozytywną na ogół uwerturą – jej umysł zaprzątały sprawy wagi gargantuicznej, które nijak nie mogły wpasować się w miriady myśli lotnych i subtelnych zarazem. Bo tkwiła w toksynie relacji, która stopniowo rozkładała skrzydła w zaklętym wnętrzu; powoli wyżerała zionącą dziurę pod klatką żeber, gdzieś głęboko na dnie serca. I wszelkie troski, na ogół przeganiane na wzór chmur znad rudej głowy, tym razem mościły swoją niszę, zatruwając pozytywy nastroju wiedzionego drogą wyboistą i niebezpieczną. Westchnięcie opuściło drgające subtelnie, nieprzejednane do uśmiechu wargi, aby po chwili zabarwić ciepłem eter.
Głęboki wdech i tłamszone na dnie umysłu emocje; swobodny wydech i uwolnienie powietrza z zaklętych płuc, drżącego dłońmi i myślami.
Jakkolwiek próbowała odgonić rozognione wspomnienia, które kotłowały się i spędzały sen z powiek, wyrywając ją z kojących objęć Morfeusza, było to daremne; bo te układały się w prostą sylwetę, w błękit tęczówek, w rozczochrane włosy.
Rozglądała się po jarmarku wzrokiem rozbieganym i niejako gorączkowym, szukając znajomej sylwetki; bo z nikim nie połączyła ją dotychczasowo tak głęboko osadzona pasja – Julien imponował jej na wielu płaszczyznach, a jego poetycki dryg kalał entuzjazmem myśli buzujące pod rudą czupryną. Łabędzia szyja, pachnąca wiśniami i różą, uginała się pod obliczem, którego rozbiegane spojrzenie szukało znajomej fizjonomii.
Już z daleka dojrzała jego sylwetkę, smaganą późnojesiennym wiatrem, otuloną przyjemną mocą wspomnień. Uniosła dłoń, machając doń z daleka, aby po chwili stanąć przed nim, przybierając perły uśmiechu urokliwego i figlarnego w swoim majestacie. Ściągnęła po chwili usta, przyglądając się mu zupełnie, jakby widziała go po raz pierwszy. Po chwili ujęła go pod ramię – tak ponoć damy czyniły – zaciskając dłoń na jego odzieniu.
–  Julien! Kiedy ostatnio się widzieliśmy? Stanowczo zbyt dawno! Tak okropnie brakowało mi twojej poezji i uśmiechu! – zagaiła, uśmiechając się szeroko. – Musisz mi powiedzieć, co udało ci się ostatnio stworzyć! Może przysiądziemy gdzieś nieopodal i wszystko mi opowiesz? – zabrzmiała pytaniem, zakładając za ucho rudy kosmyk, który został porwany w taniec niepokornego wiatru.
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/
Re: Jarmark [odnośnik]18.05.21 20:59
Przesunął brązowym trzewikiem po mokrym piachu, by odsłonić skryty czarny kamień, jednak nie sięgał po niego. Zastygł w bezruchu, wpatrując się w ciemną fakturę, aż jedna z fal postanowiła musnąć mokrym językiem czubki jego stóp. Może gdyby były nagie, odsunąłby się raptownie, ale tym razem stał, przyglądając się pianie otulającą kamień i buty. Gdzieś tam w oddali, za dalekim horyzontem był jego dom – rodzina, ukochana Francja. Gdzieś tam daleko mógł wieść dalej swoje życie, a jednak postanowił przybyć tutaj i pomagać, nie tylko swojemu przyjacielowi, który będąc tematem okrutnych wizji, był zapalnikiem do podróży, ale również chciał pomóc tym wszystkim ludziom, którym odebrano bezpieczny byt. Westchnął przeciągle, wygrzebując wreszcie kamień stopą i schylił się doń leniwie, zgrabnie ujmując go w dłoni. Otrzepał z piasku, a następnie zamachnął się, by puścić przysłowiową „kaczkę” po falach. Raz. Dwa. Trzy. Chlup! Kamienny pokład został pożarty przez nadbiegającą groźnie falę, sunącą niemal niczym rekin, którego płetwa przyprawiała zaginionych na oceanie o dreszcze, gdy nie mieli łodzi.
Okręciwszy się wokół własne osi, próbował obrać kierunek, gdzie leżałby kolejny w miarę płaski kamień. I był tam, kilka kroków po lewej. Tylko czy miał chęci do dalszego trwonienia czasu? Omiótł wzburzone fale Kanału La Manche. Raz. Dwa. Trzy. Odbijał wzrok od tafli, niewidzialnym kamieniem przeskakując z jednego grzbietu oceanu na drugi, aby wreszcie zatonąć – lecz w chmurach, gdy głowa zadarta do góry, wylądowała na chmurze. Gdyby tylko mógł na takiej podróżować, zamiast miotły, co za frywolna idea, latania w mglistej, miękkiej osłonie. Jako biały dym, światło wędrujące po bezkresie, czy nie było to piękne?  
Odsunął się od wody, a następnie wrócił myślami z niebios na ziemię, by udać się w kierunku jarmarku. Wcisnął dłonie w kieszenie żółtego płaszcza i ruszył na podbój drobiazgów, mogących uchodzić za całkiem intrygujące prezenty. Zbliżały się święta i młodzieniec nie wyobrażał sobie, aby nie obdarować przyjaciół nawet malutkimi drobiazgami. Chciał również kupić coś i wysłać rodzicom, z którymi próbował utrzymywać listowny kontakt. Martwili się o niego, ale kto by się nie martwił? Jednak słowa otuchy i wiary utrzymywały go w tym, że dobrze czynił. Dopiero po dłuższej chwili wędrowania po labiryncie usłanym z ludzi zaintrygowanych bibelotami, zdał sobie sprawę, że niewiele oglądał z tego wszystkiego. Był znów gdzieś dalej w odległej krainie myśli, porzucając padół nieszczęsnej rzeczywistości. Istniał, ale nie istniał. Był, ale nie był. Przeczesał włosy lewą ręką, nieco zdezorientowany własnym oderwaniem i oparł się o jedną z barierek, zatapiając zieleń oczu w tłumie. Głowy i sylwetki mijały go, raz za razem rozmywając wejrzenie na świat, gdy wreszcie dostrzegł żar ognia, iskrzący się między szarością innych twarzy. Odmachał jej natychmiast, a mgliste światło odbiło się od zwilżonych morską bryzą oczu. Zaraz pięknie się ukłonił i w iście czarownym geście udzielił swego ramienia za wsparciem – przecież tak należało, wypadało, była… damą, prawda? – Mademoiselle – westchnął rozmarzony na powitanie, aby zaraz potem zamilknąć i to jej pozwolić mówić. Jakże jej widok zmienił jego nastrój, w jednej chwili rozbiegły się niecne knowania własnego umysłu, wszak miał towarzystwo! Zaróżowione policzki uniosły się w uśmiechu, a młodzieniec odrzucił gęste loki z czoła, aby móc lepiej przyjrzeć się uroczej twarzyczce młodej fascynatki poezji. – Stanowczo za długo – powtórzył niemal na równi z nią, gdy zadała pierwsze pytanie. Zaraz potem zaśmiał się z tego przypadku i poprawił nieco ramię. – Zawstydzasz mnie, nadobna Melody, tak miłymi komplementami – przyznał, aby zaraz uciec spojrzeniem na fale. W towarzystwie wydawały się mniej nostalgiczne, a jednak wciąż inspirujące. Raz. Dwa. Wpadł mentalnym kamieniem do wody, słysząc kolejne słowa. – Och, oczywiście! – przytaknął, zerkając po promenadzie przy jarmarku. Nie wiedział, w jakich miejscach bywały damy, a i grosza miał niewiele przy duszy, toteż wyłapał spojrzeniem nadbrzeżną kawiarenkę, która wydawała się względnie przystępna, jak na jego kieszeń. – „Herbatka z rumem”… urocza nazwa. Dasz się porwać, lady, na filiżankę ciepłej herbaty? Szaruga jesienna wydaje dawać się we znaki, a nie wybaczyłbym sobie, jeśli naraziłbym cię tym spotkaniem na chorobę – przyznał, kierując już swe kroki do kawiarni, choć jeśli młoda czarownica tylko zechciałaby zmienić lokal, najpewniej miękko podążyłby za nią, nie wnosząc żadnego sprzeciwu. – Zali wżdy w nadchodzącą pluchę mamy moknąć, gdy ciepło lokalu ofiaruje tyle dobroci? – zapytał retorycznie, przykładając chłodną dłoń do jej ręki spoczywającej na ramieniu żółciutkiego płaszcza poety. Wiedział, że będzie padać.


A on biegł wybrzeżami coraz innych światów. Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów
Julien de Lapin
Zawód : poeta i wróżbita
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
je raisonne en baisers

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9230-julien-de-lapin#280581 https://www.morsmordre.net/t9250-walentyna https://www.morsmordre.net/t9252-wrozbita-julek https://www.morsmordre.net/f314-dolina-godryka-makowka https://www.morsmordre.net/t9251-skrytka-bankowa-nr-2157#281325 https://www.morsmordre.net/t9253-julien-de-lapin
Re: Jarmark [odnośnik]21.05.21 20:56
Gniewne chmury wzbierały na niebie, pokrywając je burym puchem, sugerując rychłą nagłość ulewy, która mogła zastać ich – dwojga pochłoniętych czarem poezji, nader młodych i lotnych umysłów. W istocie rzeczy lubiła deszcz; lubiła to, jak czynił z jej skóry galaktykę, płonące gwiazdy śmierci; lubiła nawet sposób, w jaki podniebna rosa sklejała włosy, tworząc z nich nieeleganckie strąki oraz kałuże, w których odbijała się szaruga miejska, a które nerwowo chlupotały w butach niejednokroć. Uśmiech rozmiękł na jej twarzy, gdy widziała go już z nikłej oddali, jego smukłą, acz niewiele wyższą odeń sylwetkę, skąpaną w lazurze wody i rozpościerających się na nieboskłonie bramach do Hadesu. Przystanęła więc na ulotny moment, obserwując jak spienione fale rozbijają się o brzeg, rwane posuwistym wiatrem – urokliwym i groźnym zarazem. Stała na tyle daleko, że te nie mogły obmyć jej butów, jednak pomimo tego czuła wewnątrz druzgoczący chłód, który ogarniał ciało szarugą. Jednak z jej warg umknęło jedynie ciche westchnięcie, to piętnujące, to kalające przestrzeń o barwach soczystych. Bo czy nie w szarościach poezja zyskiwała najdoskonalszy smak, zaczynała nabierać miłości i bólu?
Bo zawsze budził na jej ustach zaklęty w niebycie uśmiech. Może to brąz jego włosów, lokami opadających na blade czoło?; a może zgaszona, niby zroszona rosą barwa jego oczu?; czy może, wreszcie, pasja, która połączyła ich nierozerwalnie? Wiedziała jedno – cokolwiek zakwitło na kształt przyjaźni, rozciągało się na mnogość momentów, wiążąc ich życiorysy nieodwołalną nicią samych Mojr. Bo jej nic nie przeszkadzało w równej mierze, co ubóstwo światopoglądowe, do którego żywiła niemożebną niechęć – on się nim nie cechował, co wołało o aplauz w ogrodzie jej myśli.
Przeżyłam tę rozłąkę, choć nie było łatwo, Julienie! – odparła, splatając dłonie na piersi w teatralnym geście. Pociągnęła lekko nosem – istotnie, wiatr, który dął morską bryzą, szczypał gwałtownie w zaróżowione, piegowate policzki. – Będę cię dalej zawstydzać, póki nie będziesz pamiętał, aby słać mi listy – dodała po chwili ze śmiertelną powagą, marszcząc brwi w jego kierunku.
Zacisnęła mocniej dłoń na jego ramieniu wraz z kolejnym podmuchem bezlitosnej w swym kunszcie matki natury. Idąc, wpatrywała się przez ulotność bezkresnych momentów w taflę wody obmywającą piasek. Ten zaś trzeszczał pod butami agresywnie, zapowiadając wicher ich obecności.
Nie musisz mnie dwa razy zapraszać, jeśli w grę wchodzi rum – rzekła, zupełnie nie jak dama, nie jak lady. Cechy przykładnej arystokratki z każdą przemijającą płatkami kwiatów wiosną oddalały ją od archetypu, a zbliżały do butności i arogancji wobec wszechrzeczy. – Och, moim zdrowiem się nie przejmuj! Gorsze rzeczy przeżywałam – rzekła, a na jej wargi wstąpił urokliwy grymas.
Chłód jego ciała docierał nieomal do samych kości. Skierowała niepewny wzrok na ginącą pod jego dotykiem własną dłoń, nie chciała jednak zburzyć tej drobnej chwili intymności, w której się zapadli. Miała być momentem, oznaką oddania poniekąd, a i pokrzepieniem w całym swym zjawisku.
Przekroczywszy próg kawiarni, umościła się wygodnie przy jednym stoliku – naprzeciwko jego krzesła. Oparła dłoń na podbródku, wbijając igły wzroku w jego oczy, tak dojmujące, tak urzekające swoją barwą. Stanowił doskonałe w swym obrazie oderwanie od szamba związanego z osobą lorda Notta.
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : 20
UROKI : 7
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/

Strona 22 z 22 Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22

Jarmark
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach