Wydarzenia


Ekipa forum
Jarmark
AutorWiadomość
Jarmark [odnośnik]26.09.15 22:22
First topic message reminder :

Jarmark

★★
Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:28, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jarmark [odnośnik]14.05.21 19:58
27 listopada 1957

Zawirowało jej w głowie, zupełnie jak ten wiatr jesienny tańczył z gałęziami ogołoconymi z liści, które teraz wyścielały podłoże. Mikrokosmos zmysłowej pamięci zawierał w sobie wspomnienia gorejące, palące wręcz w zaróżowione policzki, a i piętnujące proscenium myśli. Uśmiech lawirujący na jej wargach niewiele miał wspólnego z pozytywną na ogół uwerturą – jej umysł zaprzątały sprawy wagi gargantuicznej, które nijak nie mogły wpasować się w miriady myśli lotnych i subtelnych zarazem. Bo tkwiła w toksynie relacji, która stopniowo rozkładała skrzydła w zaklętym wnętrzu; powoli wyżerała zionącą dziurę pod klatką żeber, gdzieś głęboko na dnie serca. I wszelkie troski, na ogół przeganiane na wzór chmur znad rudej głowy, tym razem mościły swoją niszę, zatruwając pozytywy nastroju wiedzionego drogą wyboistą i niebezpieczną. Westchnięcie opuściło drgające subtelnie, nieprzejednane do uśmiechu wargi, aby po chwili zabarwić ciepłem eter.
Głęboki wdech i tłamszone na dnie umysłu emocje; swobodny wydech i uwolnienie powietrza z zaklętych płuc, drżącego dłońmi i myślami.
Jakkolwiek próbowała odgonić rozognione wspomnienia, które kotłowały się i spędzały sen z powiek, wyrywając ją z kojących objęć Morfeusza, było to daremne; bo te układały się w prostą sylwetę, w błękit tęczówek, w rozczochrane włosy.
Rozglądała się po jarmarku wzrokiem rozbieganym i niejako gorączkowym, szukając znajomej sylwetki; bo z nikim nie połączyła ją dotychczasowo tak głęboko osadzona pasja – Julien imponował jej na wielu płaszczyznach, a jego poetycki dryg kalał entuzjazmem myśli buzujące pod rudą czupryną. Łabędzia szyja, pachnąca wiśniami i różą, uginała się pod obliczem, którego rozbiegane spojrzenie szukało znajomej fizjonomii.
Już z daleka dojrzała jego sylwetkę, smaganą późnojesiennym wiatrem, otuloną przyjemną mocą wspomnień. Uniosła dłoń, machając doń z daleka, aby po chwili stanąć przed nim, przybierając perły uśmiechu urokliwego i figlarnego w swoim majestacie. Ściągnęła po chwili usta, przyglądając się mu zupełnie, jakby widziała go po raz pierwszy. Po chwili ujęła go pod ramię – tak ponoć damy czyniły – zaciskając dłoń na jego odzieniu.
–  Julien! Kiedy ostatnio się widzieliśmy? Stanowczo zbyt dawno! Tak okropnie brakowało mi twojej poezji i uśmiechu! – zagaiła, uśmiechając się szeroko. – Musisz mi powiedzieć, co udało ci się ostatnio stworzyć! Może przysiądziemy gdzieś nieopodal i wszystko mi opowiesz? – zabrzmiała pytaniem, zakładając za ucho rudy kosmyk, który został porwany w taniec niepokornego wiatru.
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/
Re: Jarmark [odnośnik]18.05.21 20:59
Przesunął brązowym trzewikiem po mokrym piachu, by odsłonić skryty czarny kamień, jednak nie sięgał po niego. Zastygł w bezruchu, wpatrując się w ciemną fakturę, aż jedna z fal postanowiła musnąć mokrym językiem czubki jego stóp. Może gdyby były nagie, odsunąłby się raptownie, ale tym razem stał, przyglądając się pianie otulającą kamień i buty. Gdzieś tam w oddali, za dalekim horyzontem był jego dom – rodzina, ukochana Francja. Gdzieś tam daleko mógł wieść dalej swoje życie, a jednak postanowił przybyć tutaj i pomagać, nie tylko swojemu przyjacielowi, który będąc tematem okrutnych wizji, był zapalnikiem do podróży, ale również chciał pomóc tym wszystkim ludziom, którym odebrano bezpieczny byt. Westchnął przeciągle, wygrzebując wreszcie kamień stopą i schylił się doń leniwie, zgrabnie ujmując go w dłoni. Otrzepał z piasku, a następnie zamachnął się, by puścić przysłowiową „kaczkę” po falach. Raz. Dwa. Trzy. Chlup! Kamienny pokład został pożarty przez nadbiegającą groźnie falę, sunącą niemal niczym rekin, którego płetwa przyprawiała zaginionych na oceanie o dreszcze, gdy nie mieli łodzi.
Okręciwszy się wokół własne osi, próbował obrać kierunek, gdzie leżałby kolejny w miarę płaski kamień. I był tam, kilka kroków po lewej. Tylko czy miał chęci do dalszego trwonienia czasu? Omiótł wzburzone fale Kanału La Manche. Raz. Dwa. Trzy. Odbijał wzrok od tafli, niewidzialnym kamieniem przeskakując z jednego grzbietu oceanu na drugi, aby wreszcie zatonąć – lecz w chmurach, gdy głowa zadarta do góry, wylądowała na chmurze. Gdyby tylko mógł na takiej podróżować, zamiast miotły, co za frywolna idea, latania w mglistej, miękkiej osłonie. Jako biały dym, światło wędrujące po bezkresie, czy nie było to piękne?  
Odsunął się od wody, a następnie wrócił myślami z niebios na ziemię, by udać się w kierunku jarmarku. Wcisnął dłonie w kieszenie żółtego płaszcza i ruszył na podbój drobiazgów, mogących uchodzić za całkiem intrygujące prezenty. Zbliżały się święta i młodzieniec nie wyobrażał sobie, aby nie obdarować przyjaciół nawet malutkimi drobiazgami. Chciał również kupić coś i wysłać rodzicom, z którymi próbował utrzymywać listowny kontakt. Martwili się o niego, ale kto by się nie martwił? Jednak słowa otuchy i wiary utrzymywały go w tym, że dobrze czynił. Dopiero po dłuższej chwili wędrowania po labiryncie usłanym z ludzi zaintrygowanych bibelotami, zdał sobie sprawę, że niewiele oglądał z tego wszystkiego. Był znów gdzieś dalej w odległej krainie myśli, porzucając padół nieszczęsnej rzeczywistości. Istniał, ale nie istniał. Był, ale nie był. Przeczesał włosy lewą ręką, nieco zdezorientowany własnym oderwaniem i oparł się o jedną z barierek, zatapiając zieleń oczu w tłumie. Głowy i sylwetki mijały go, raz za razem rozmywając wejrzenie na świat, gdy wreszcie dostrzegł żar ognia, iskrzący się między szarością innych twarzy. Odmachał jej natychmiast, a mgliste światło odbiło się od zwilżonych morską bryzą oczu. Zaraz pięknie się ukłonił i w iście czarownym geście udzielił swego ramienia za wsparciem – przecież tak należało, wypadało, była… damą, prawda? – Mademoiselle – westchnął rozmarzony na powitanie, aby zaraz potem zamilknąć i to jej pozwolić mówić. Jakże jej widok zmienił jego nastrój, w jednej chwili rozbiegły się niecne knowania własnego umysłu, wszak miał towarzystwo! Zaróżowione policzki uniosły się w uśmiechu, a młodzieniec odrzucił gęste loki z czoła, aby móc lepiej przyjrzeć się uroczej twarzyczce młodej fascynatki poezji. – Stanowczo za długo – powtórzył niemal na równi z nią, gdy zadała pierwsze pytanie. Zaraz potem zaśmiał się z tego przypadku i poprawił nieco ramię. – Zawstydzasz mnie, nadobna Melody, tak miłymi komplementami – przyznał, aby zaraz uciec spojrzeniem na fale. W towarzystwie wydawały się mniej nostalgiczne, a jednak wciąż inspirujące. Raz. Dwa. Wpadł mentalnym kamieniem do wody, słysząc kolejne słowa. – Och, oczywiście! – przytaknął, zerkając po promenadzie przy jarmarku. Nie wiedział, w jakich miejscach bywały damy, a i grosza miał niewiele przy duszy, toteż wyłapał spojrzeniem nadbrzeżną kawiarenkę, która wydawała się względnie przystępna, jak na jego kieszeń. – „Herbatka z rumem”… urocza nazwa. Dasz się porwać, lady, na filiżankę ciepłej herbaty? Szaruga jesienna wydaje dawać się we znaki, a nie wybaczyłbym sobie, jeśli naraziłbym cię tym spotkaniem na chorobę – przyznał, kierując już swe kroki do kawiarni, choć jeśli młoda czarownica tylko zechciałaby zmienić lokal, najpewniej miękko podążyłby za nią, nie wnosząc żadnego sprzeciwu. – Zali wżdy w nadchodzącą pluchę mamy moknąć, gdy ciepło lokalu ofiaruje tyle dobroci? – zapytał retorycznie, przykładając chłodną dłoń do jej ręki spoczywającej na ramieniu żółciutkiego płaszcza poety. Wiedział, że będzie padać.


A on biegł wybrzeżami coraz innych światów. Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów
Julien de Lapin
Zawód : poeta i wróżbita
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
je raisonne en baisers

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9230-julien-de-lapin#280581 https://www.morsmordre.net/t9250-walentyna https://www.morsmordre.net/t9252-wrozbita-julek https://www.morsmordre.net/f314-dolina-godryka-makowka https://www.morsmordre.net/t9251-skrytka-bankowa-nr-2157#281325 https://www.morsmordre.net/t9253-julien-de-lapin
Re: Jarmark [odnośnik]21.05.21 20:56
Gniewne chmury wzbierały na niebie, pokrywając je burym puchem, sugerując rychłą nagłość ulewy, która mogła zastać ich – dwojga pochłoniętych czarem poezji, nader młodych i lotnych umysłów. W istocie rzeczy lubiła deszcz; lubiła to, jak czynił z jej skóry galaktykę, płonące gwiazdy śmierci; lubiła nawet sposób, w jaki podniebna rosa sklejała włosy, tworząc z nich nieeleganckie strąki oraz kałuże, w których odbijała się szaruga miejska, a które nerwowo chlupotały w butach niejednokroć. Uśmiech rozmiękł na jej twarzy, gdy widziała go już z nikłej oddali, jego smukłą, acz niewiele wyższą odeń sylwetkę, skąpaną w lazurze wody i rozpościerających się na nieboskłonie bramach do Hadesu. Przystanęła więc na ulotny moment, obserwując jak spienione fale rozbijają się o brzeg, rwane posuwistym wiatrem – urokliwym i groźnym zarazem. Stała na tyle daleko, że te nie mogły obmyć jej butów, jednak pomimo tego czuła wewnątrz druzgoczący chłód, który ogarniał ciało szarugą. Jednak z jej warg umknęło jedynie ciche westchnięcie, to piętnujące, to kalające przestrzeń o barwach soczystych. Bo czy nie w szarościach poezja zyskiwała najdoskonalszy smak, zaczynała nabierać miłości i bólu?
Bo zawsze budził na jej ustach zaklęty w niebycie uśmiech. Może to brąz jego włosów, lokami opadających na blade czoło?; a może zgaszona, niby zroszona rosą barwa jego oczu?; czy może, wreszcie, pasja, która połączyła ich nierozerwalnie? Wiedziała jedno – cokolwiek zakwitło na kształt przyjaźni, rozciągało się na mnogość momentów, wiążąc ich życiorysy nieodwołalną nicią samych Mojr. Bo jej nic nie przeszkadzało w równej mierze, co ubóstwo światopoglądowe, do którego żywiła niemożebną niechęć – on się nim nie cechował, co wołało o aplauz w ogrodzie jej myśli.
Przeżyłam tę rozłąkę, choć nie było łatwo, Julienie! – odparła, splatając dłonie na piersi w teatralnym geście. Pociągnęła lekko nosem – istotnie, wiatr, który dął morską bryzą, szczypał gwałtownie w zaróżowione, piegowate policzki. – Będę cię dalej zawstydzać, póki nie będziesz pamiętał, aby słać mi listy – dodała po chwili ze śmiertelną powagą, marszcząc brwi w jego kierunku.
Zacisnęła mocniej dłoń na jego ramieniu wraz z kolejnym podmuchem bezlitosnej w swym kunszcie matki natury. Idąc, wpatrywała się przez ulotność bezkresnych momentów w taflę wody obmywającą piasek. Ten zaś trzeszczał pod butami agresywnie, zapowiadając wicher ich obecności.
Nie musisz mnie dwa razy zapraszać, jeśli w grę wchodzi rum – rzekła, zupełnie nie jak dama, nie jak lady. Cechy przykładnej arystokratki z każdą przemijającą płatkami kwiatów wiosną oddalały ją od archetypu, a zbliżały do butności i arogancji wobec wszechrzeczy. – Och, moim zdrowiem się nie przejmuj! Gorsze rzeczy przeżywałam – rzekła, a na jej wargi wstąpił urokliwy grymas.
Chłód jego ciała docierał nieomal do samych kości. Skierowała niepewny wzrok na ginącą pod jego dotykiem własną dłoń, nie chciała jednak zburzyć tej drobnej chwili intymności, w której się zapadli. Miała być momentem, oznaką oddania poniekąd, a i pokrzepieniem w całym swym zjawisku.
Przekroczywszy próg kawiarni, umościła się wygodnie przy jednym stoliku – naprzeciwko jego krzesła. Oparła dłoń na podbródku, wbijając igły wzroku w jego oczy, tak dojmujące, tak urzekające swoją barwą. Stanowił doskonałe w swym obrazie oderwanie od szamba związanego z osobą lorda Notta.
Melody Weasley
Zawód : Łamaczka klątw
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Je viens te retrouver comme les oiseaux
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9817-melody-weasley https://www.morsmordre.net/t9849-astrolabium https://www.morsmordre.net/t9843-love-of-my-life-fire-of-my-loins https://www.morsmordre.net/
Re: Jarmark [odnośnik]09.07.22 3:02
13/04/1958

Trzynaście straganów usłanych na piaszczystej plaży Wybrzeża Jurajskiego przyciągało dziś moją uwagę mnogością czarodziejskich produktów. Nigdzie niespotykane artefakty-samoróbki wątpliwej jakości były tyleż interesujące, co pomysłowość ich wykonania, łącząca mugolskie zabiegi technologiczne z magicznym działaniem, więc przyglądałem się im z niekrytym zainteresowaniem. Nie ubolewałem za bardzo, że nie było mnie stać, by wejść w posiadanie tych cudów techniki; zabijałem czas w oczekiwaniu na znajomego, którego coś musiało zatrzymać, bo wciąż nie zjawiał się w umówionym miejscu o umówionej porze. Spacerowałem więc alejkami jarmarku po stronie Dorset w cierpliwym oczekiwaniu. Zostałem zawołany przez pyzatego straganiarza o masywnej posturze, abym sprawdził asortyment jego najnowszych kociołków. Nie byłem zainteresowany, ale dobre wychowanie nie pozwoliło mi przejść obojętnie bez słowa, więc przystanąłem w formującej się grupie gapiów, bez entuzjazmu puszczając mimo ucha reklamę i rozglądając się po przechodniach w poszukiwaniu znajomej twarzy. Ni stąd, ni zowąd poczułem, jak jakaś substancja oblepia moją skórę, ostrzegawczy krzyk prezentera kociołków spełzł na niczym — nastąpiła eksplozja, po której straciłem świadomość.
Nie wiem, jak wiele czasu upłynęło, gdy odzyskałem przytomność. Przebudzenie sprawiło, że mimowolnie skierowałem rękę, by przetrzeć suchą, zmęczoną twarz. Dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie, że postrzegam świat w jakby innej percepcji. Moja dłoń nie była moją dłonią, a... skrzydłem, a ludzka powłoka nie była już moim ciałem! Próbowałem uszczypnąć się w nos, by upewnić się, że nie śnię, lecz zamiast tego pomacałem się po dziobie i spostrzegłem wokół podobne mi stworzenia. Byłem pingwinem! Na Merlina, pin-gwi-nem! Po chwili zalał mnie blady strach, bo nie byłem wyłącznie uwięziony w ptasiej skórze; otaczała mnie klatka ogrodu zoologicznego, a do mnie dotarła świadomość, że jestem w sytuacji bez wyjścia... — Halo! Jest tu kto? — przypomniałem sobie, w jakich okolicznościach się tutaj znalazłem. Może wśród pozostałych pingwinów był ktoś jeszcze zaklęty przez wybuch kociołka? — To przestało być zabawne, wypuśćcie mnie stąd! — chciałem warknąć gniewnie, lecz słowa, które ze mnie spływały, były wyłącznie ptasim bełkotem... miałem jednak wrażenie, że jestem w stanie komunikować się za jego pomocą, by przekazywać innym zwierzętom swoje myśli.
Do diaska, co ja teraz pocznę? Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu szczelin w kratach, przez które mógłbym się przecisnąć. Najpierw się stąd wydostanę, a potem urządzę sobie pogawędkę z tym facetem od kociołków...

Rzut k100 na próbę ucieczki (wymagana suma oczek z wszystkich rzutów: 300)
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Jarmark [odnośnik]09.07.22 3:02
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jarmark [odnośnik]31.07.22 16:57
Tego, co miało się dzisiaj wydarzyć, czarownica nie zapomni do końca życia i nigdy, ale to nigdy, w swojej krótkiej dotychczas egzystencji, nie pomyślałaby, że zostanie uczestnikiem takiego nonsensu. Kończyła już niemal swój spacer po okolicznych straganach, kiedy nagle jej uwagę przykuł samozwańczy magik z aspiracjami na niedoszłego alchemika. Każdy, kto miał chociaż minimalną wiedzę na temat warzenia magicznych substancji wiedział, że niektórych składników nie powinno się mieszać – o ile nie próbowało się popełnić samobójstwa – a kombinowanie z nowymi miksturami należało zostawić w czterech ścianach własnej pracowni, gdzie nikt inny nie ucierpi od wybuchu kociołka. Będąc jednak człowiekiem, który starał się nie odzywać w podobnych okolicznościach, z uwagą obserwowała coś, co nijak nie pasowało do sztuki warzenia eliksirów a bardziej do niezgrabnych czarów na pokaz i ognistą burzę włosów, która chyba w takim samym zainteresowaniu skierowała się do stoiska. To, co wydarzyło się później było dla niej niejasne – nie zanotowała momentu, w którym człowiek dolał kolejnej ingrediencji do podgrzewanej mikstury, ani wybuchu kociołka, którego lepka zawartość znalazła się jakimś cudem na niej.
Przez dłuższą chwilę nie rozumiała co się właściwie stało. Ostatnim co pamiętała było zamieszanie na ulicy, nagły huk i ciemność, ale miejsce, które ujrzała po otworzeniu oczu nijak nie przypominało tamtego jarmarku. Właściwie nie przypominało niczego, co widziała wcześniej a temperaturą przypominało zimę, nie zaś początek ciepłej wiosny, która dopiero co się w Anglii pojawiła. Pamiętając, że po wypadkach należy nie wykonywać gwałtownych ruchów, spróbowała poruszyć najpierw kończynami a potem sięgnąć do twarzy, żeby obmacać, czy nie miała przypadkiem rozbitej głowy. I dopiero kiedy próba dotknięcia twarzy nie wyszła a ona przed nosem zobaczyła skrzydło, zdążyła porzucić swoją opanowaną postawę. Bełkocząc coś pod nosem, poderwała się gwałtownie, mimowolnie odnotowując, że było jej podejrzanie zimno w tyłek i... wyjątkowo ślisko. W mgnieniu oka po zaledwie dwóch pokracznych krokach do przodu runęła w dół, pociągnęła za sobą pingwina–Garfielda znajdującego się na trajektorii lotu, zsuwając się po zjeżdżalni. Zjeżdżalnia swój koniec miała pod wodą; z racji tego, że nie potrafiła pływać, chciała od razu wpaść w panikę, tylko szybko okazało się, że nie dość, że umie pływać, tak teraz pływała wprost wyśmienicie pomiędzy... pingwinami. Zdołała dodać dwa do dwóch, połączyć fakty, ale resztka nadziei trzymała się tego, że to był tylko sen i wcale, ale to wcale, idiota z ulicy nie zamienił jej w ptaka.

k100 na ucieczkę


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Jarmark [odnośnik]31.07.22 16:57
The member 'Millicenta Goshawk' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 42
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jarmark [odnośnik]01.08.22 9:33
Nie wychwyciłem żadnego z alchemicznych niuansów, które rzuciły się w oko mojej późniejszej towarzyszce niedoli. Niestety za późno zrozumiałem, że wiedza straganiarza to ekwiwalent mojego beztalencia w dziedzinie, której pod żadnym pozorem nie ważyłem się dotykać jako laik, bo z taką... wybuchową magią, lepiej było nie eksperymentować bez odpowiednich przygotowań. I raczej już nigdy nie przejdzie mi przez myśl, żeby kiedykolwiek próbować. W tej chwili byłem równie zszokowany, co wkurzony i zażenowany całą sytuacją, z której przez pewien czas nie widziałem żadnego wyjścia. Znów byłem uwięziony w nieswoim ciele; tyle tylko, że teraz zupełnie świadomie i to za kratami klatki, drąc się wniebogłosy o pomoc w tylko pingwinom znanym języku.
Przez chwilę nawet straciłem nadzieję, wlokąc się po terenie wybiegu i bezradnie bełkocząc w stronę rozbawionych ludzi nieświadomych mej niedoli. Wtedy poczułem, że coś — a dokładniej inny pingwin — wpada we mnie z impetem i popycha wprost na zjeżdżalnię, która swoje ujście miała w tafli wody. Pominąwszy początkową panikę i dezorientację, zdałem sobie sprawę, że ta sytuacja wynikła z dość osobliwego zachowania tego pingwina, więc postanowiłem go zlokalizować i... zaczepić, tylko jak?
No śpiewem, oczywiście. A dokładniej czymś na pograniczu ryku osła, co w wolnym tłumaczeniu na nasze było wołaniem o pomoc. Próbowałem przy tym zakomunikować, że zostałem tu uwięziony przez straganiarza, żeby zawrzeć z kimś nić porozumienia. A w środku płonąłem ze wstydu, niezłomnie poszukując jednak ratunku.
Tyle tylko, że w panice perspektywa ucieczki jawiła mi się raczej mgliście, więc musiałem się najpierw uspokoić. Skoro potrafiłem komunikować się z tymi zwierzętami, na swój sposób co prawda — to może istniał cień szans, żeby... poderwać je do buntu. W końcu komu chciałoby się żyć w zamkniętej klatce? Może razem wymyślimy sposób, żeby stąd uciec. Najbardziej zależało mi na odnalezieniu spanikowanego pingwina, licząc egoistycznie, że to ktoś borykający się z podobną sytuacją. Problem w tym, że wymieszał mi się gdzieś w tłumie pozostałych ptaków; musiałem więc zaczepiać każdego po kolei...
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Jarmark [odnośnik]01.08.22 9:33
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 76
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jarmark [odnośnik]01.08.22 19:53
Gdyby kiedykolwiek usłyszała podobną historię od osób trzecich, raczej nie uwierzyłaby. Nie dlatego, że nie było to możliwe w ich świecie, ale dlatego, że cała sytuacja brzmiała na tyle absurdalnie, aż niewiarygodnie. A jednak była tu, na ptasim wybiegu, zaklęta w postaci średniej wielkości pingwina, pośród całego stadka, i to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że choć żyli w magicznym świecie, tak wiele w nim było niedociągnięć, niebezpieczeństw, pułapek. Nie wiedziała zresztą jak się zachować; nikt nigdy nie przeszkolił jej na podobne okoliczności, z jej wiedzą podstawową na temat stworzeń miała może niewielkie szanse na wskóranie czegokolwiek ze strony pozostałych przedstawicieli gatunku. Cieszyła się jednak, że nawet to minimalne pojęcie na temat pingwinów miała – wiedziała przynajmniej co robić, a czego absolutnie nie, aby nie zostać najsłabszym ogniwem pośród stada, czy, co do niej bardziej pasowało, czarną owcą w rodzinie. Nie zamierzała zakończyć żywota zostając zadziobaną na wybiegu zoo, na oczach spacerowiczów i małych dzieci. Liczyła od życia na więcej, niż to.
Czuła też, że narasta w niej sfrustrowanie. Była tutaj najinteligentniejszym stworzeniem z dobrze wykształconym rozumiem, jednocześnie zaś nie mogła z tego skorzystać, o ile cudownie nie natrafiłaby na czarodzieja posługującego się pingwinią mową. Sfrustrowanie wzrastało również z prozaicznej, ale oczywistej przyczyny: była kompletnie uziemiona i nie wiedziała co robić. Z początku zamierzała bezradnie rozłożyć skrzydła i jak zwykle przyjąć to, co dawało jej życie, ale nagle w głowie pojawił jej się przebłysk tuż zaraz po otworzeniu oczu a przed pojęciem, co się stało. Miała wrażenie, że słyszała podirytowane zawodzenie. Może ognista czupryna, która podeszła akurat do niedoszłego alchemika była tu uwięziona razem z nią?
Wypłynęła na brzeg basenu i rozejrzała się na tyle, na ile mogła wokół. Wszystkie pingwiny wyglądały identycznie, poza jednym, który nie dość, że zawył żałośnie, to do tego miał na głowie charakterystyczną, rudą plamę. Nie mając nic do stracenia ruszyła w jego kierunku, dalej próbując przyswoić sobie powolne tuptanie dalekie od chodu człowieka, aż wreszcie stanęła przed nim a właściwie pomiędzy nim a pozostałymi przedstawicielkami gatunku.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Jarmark [odnośnik]01.08.22 19:53
The member 'Millicenta Goshawk' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 61
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jarmark [odnośnik]02.08.22 17:52
Mogłem poddać się nieopisanej trwodze i wyklinać żałosny los po wsze czasy, lecz bezradność była wyłącznie stanem przejściowym. Wynikiem szoku, który wprowadził mnie w paraliżującą deluzję, podsuwając nawet tak absurdalną myśl, jak fałszywe przekonanie o własnej śmierci; bo może tak wygląda ta cała reinkarnacja? Nie, to nie może być — przypomniałem sobie o tym cholernym straganiarzu, przez którego musiałem się tutaj znaleźć. Kiedy się stąd wydostanę, będę musiał się z nim rozmówić — kto wie, ile osób mogło się przez niego znaleźć w podobnej sytuacji... ale najpierw musiałem się stąd wydostać i powrócić do ludzkiej formy. Miałem już niemiłe doświadczenia z przemianami, ale to chyba nie była klątwa — a ja nie miałem czasu, żeby się nad tym teraz głowić; optymistycznie założyłem, że efekt tej transmutacji da się odwrócić jakimś prostym zaklęciem. Wpierw jednak musiałem komuś zakomunikować, że w tej powłoce kryje się czarodziej, a nie zwierzę...
Nigdy nie należałem do grona osób poddających się bez walki. W pingwinim móżdżku rodził się plan; z początku mglisty, pozbawiony detali i awaryjnych rozwiązań, niosący jednakże nadzieję na wydostanie się z tego miejsca. Tyle, o ile słyszałem o obyczajach tych ptaków, więc mój plan nie był pozbawiony wad i dostosowany do bardziej rozumnych stworzeń... ale skoro ustaliłem już, że potrafię się z nimi jakoś porozumiewać, to może nie wszystko było stracone. I być może dalej bym się nad tym głowił, ale z zamysłu wybił mnie widok zbliżającego się pingwina — tego, który jeszcze przed momentem rzucił mi się w oczy, rozpościerając skrzydła na boki — a w jego oczach było coś znajomego; ludzkiego? Może sobie dopowiadałem, ale wkrótce miało się okazać, że nie byłem w błędzie — to ta sama przedstawicielka gatunku, z którą wpłynąłem do basenu. — Pierwszy raz, co? — założyłem, że mnie rozumie, siląc się na tylko dla mnie zrozumiały żart. Boki zrywać... Chociaż temat likantropii nie był mi szczególnie do śmiechu, a sama myśl o dotkliwej klątwie przyprawiała o ciarki na ciele, wychodziłem z założenia, że z problemami lepiej radzić sobie na wesoło. Nie zawsze wychodziło. — Musimy się stąd wydostać — ciekawe, czy aparat mowy pozwalał mi na wyrażanie tak precyzyjnych zdań, czy tylko dopowiadam je sobie w głowie... chyba do reszty zwariuję przez te rozmyślenia. — Jak zwrócimy na siebie uwagę kogoś z personelu, może uda nam się zakomunikować, że to jakaś pomyłka — zaproponowałem, wstrzymując się z inicjatywą wygłoszenia własnych planów, żeby się przypadkiem nie ośmieszyć — może miała lepszy.
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Jarmark [odnośnik]02.08.22 17:52
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 84
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jarmark [odnośnik]02.08.22 18:12
Czarownica przypuszczała, że kiedyś będzie wracała do tej historii z uśmiechem na ustach, opowiadając znajomym jak przez przypadek mogła sprawdzić na sobie co to znaczy być pingwinem lub wręcz przeciwnie, po wydostaniu się stąd w jej głowie pozostanie ogromna trauma, którą będzie musiała leczyć na terapii u magopsychoterapeuty jedząc pomocniczo odpowiednie medykamenty. Póki co wcale nie widziała plusów sytuacji, właściwie nawet nie starała się ich szukać dla podniesienia się na duchu, aż do momentu, w którym usłyszała jak ten z rudą plamą na czubku głowy przemówił do niej w ptasim języku. I chociaż trudno było w to uwierzyć, poczuła chwilową ulgę w związku z tym, że przynajmniej nie siedziała w tym gównie sama.
A kolega to chyba zaprawiony w boju – odburknęła lustrując wzrokiem pozostałe samice patrzące na nią spode łba, jakkolwiek było to możliwe w przypadku pingwina – mam lepszy pomysł – zasugerowała szybko, odrzucając z marszu plan Garfielda. Nie liczyła na pomoc ze strony opiekunów, bo tak naprawdę nie wiedzieli nawet czy znajdują się w czarodziejskim zoo, czy w tym drugim, mugolskim. O ile w tym pierwszym miejscu nikogo raczej nie zaskoczyłaby podobna sytuacja, o tyle obawiała się, że w tym drugim nie mieliby tyle szczęścia, dlatego wolała pozostać ostrożna i zostawić ten pomysł na koniec, gdy cała reszta zawiedzie.
Tam jest wejście na wybieg – machnęła skrzydłem w kierunku wąskiego korytarza prowadzącego między skałami lodu – jak będzie pora karmienia to się zaczaimy i uciekniemy – proste i logiczne, dopóki nie przypomniała sobie o swoim pokracznym bieganiu na dwóch stópkach. Ślizg, choć szybszy, mógł z kolei poskutkować zderzeniem głową ze ścianą. Myśl czarownicy niebezpiecznie zboczyła w kierunku pytania: czy pingwiny mają kolana?, dlaczego pingwin to ptak skoro nie potrafi latać?, ale w porę potrząsnęła głową i wróciła na ziemię. To zdecydowanie nie była pora na egzystencjonalne rozterki. – Albo udawajmy osowiałych, zabiorą nas na badania z stamtąd jeszcze bliżej do wyjścia... chyba – tylko co potem? Do kogo mieli pójść? Widok pingwina na środku ulicy z pewnością nie pozostałby nie zauważony i pozostawiony bez echa, a ostatnim czego potrzebowali to powrotu do klatki.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Jarmark [odnośnik]02.08.22 18:12
The member 'Millicenta Goshawk' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 51
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jarmark - Page 22 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 22 z 23 Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next

Jarmark
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach