Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zaniedbany dziedziniec
AutorWiadomość
Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]28.09.15 13:57
First topic message reminder :

Zaniedbany dziedziniec

Nokturn to nie tylko sklepy oraz sieć uliczek, w których można natknąć się na podejrzanych, często wrogo nastawionych czarodziejów. Znajdują się tutaj także kamienice mieszkalne, podziemne bary oraz karczmy połączone z pozostałą częścią alei za pomocą niedużego dziedzińca. To właśnie tutaj trafia się po wyjściu z Białej Wyrweny, a także mniejszych sklepików nie cieszących się zbyt wielką popularnością. Skwer nie jest zbyt dobrym miejscem na rozmowy, połowicznie oświetlony lichymi lampami, sprawia ponure wrażenie, szczególnie, gdy przez zaciemnioną część przemierzają przyśpieszonym krokiem nieznani czarodzieje. Budynki są odrapane, zaniedbane, na ich ścianach wiszą stare plakaty z podobiznami aurorów. Znajduje się tutaj kilka ławek, które ustawiono w pobliżu wysuszonej, niedziałającej, chyba już od lat, fontanny z posągiem czarodzieja w kapturze - mówi się, że to podobizna założyciela Śmiertelnego Nokturnu. 
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaniedbany dziedziniec - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]31.07.19 14:54
The member 'Dorian Avery' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 26

--------------------------------

#2 'k100' : 42

--------------------------------

#3 'k10' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaniedbany dziedziniec - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]31.07.19 16:47
Przeszedł go mroźny dreszcz przestrachu w chwili w której tarcza okazała się zbyt słaba, a potem jeszcze większe, gdy jego własna ofensywa okazała się niczym ponad powiewem wiatru. Duma i arogancja, która go wypełniała wyparowała. Konfrontacja inna niż misterny sabotaż była ponad jego możliwości. Ponad ich możliwości. Myśleli, że razem mogli wszystko, a tymczasem jeden z nich leżał nieprzytomny na ziemi, a drugi - on sam, upadł na nią, kiedy to jego własne nogi nie były w stanie go utrzymać. Nie tylko nie było mowy o ucieczce, lecz nawet o jakimkolwiek odejściu. Ciągle również miał przed oczami chwilę w której jeden z dwójki czarodziei na przeciw których stanął rzucił Avadę. Przez myśl im nie przeszło, że trafią na kogoś takiego.
- Proszę... - jęknął jak zbite szczenię unosząc różdżkę, jak i ręce w poddańczym geście kapitulacji. Desperacja i strach wykrzywiały karykaturalnie jego twarz - Proszę, oszczędźcie nas...Chcieliśmy tylko coś znaczyć na tej ulicy, nie przypuszczaliśmy. Zrobię co tylko chcesz, lecz oszczędź nas i pomóż memu bratu. Mam tylko jego- jego angielszczyzna łamana była przez silny, francuski akcent zniekształcający słowa, lecz utrzymujące w ryzach znaczenie. Jego sylwetka trzęsła się. Trudno powiedzieć, czy z emocji, czy wszechobecnego chłodu.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Zaniedbany dziedziniec - Page 8 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]31.07.19 17:57
Był osłabiony. Czuł na sobie lepkie macki wysysające energię, wyraźniej pokazując, jak wiele czekała przed nim nauki. Zbierane doświadczenie miało przysłużyć się tak przyszłym działaniom w Rycerzach, jak i własnej przyszłości. Wcześniejsze podekscytowanie łowami zmieniło się w przepojony adrenaliną niepokój. Nabrał się na własna arogancję i tylko czuwający nad nim los oszczędził porażki.
W prostym zaklęciu, które chlusnęło na głowę Magnusa nie było nich chwalebnego i czuł się głupio, ale gdy dostrzegł, że mężczyzna się poruszył, wiedział, że miało podziałać skutecznie, wracając przytomność. Drugi czar, chociaż ukształtował się pod palcami, mieniąc się fioletem mocy, chybił, mijając leżącego i nie czyniąc mu żadnej krzywdy.
Przez twarz młodego dziedzica przemkną grymas niezadowolenia, ale głos nieszczęśnika, którego złapał, skutecznie doprowadził go do porządku. twarzy nie wykrzywiała już wcześniejsza kpina, a pełen arogancji głos diametralnie zmienił ton. Głośno mógłby nazwać go tchórzem, gdy uniósł dłonie w końcu rezygnując z dalszej walki. Nie czuł większego współczucia wobec kogoś, kto wykazywał się nie tylko ignorancją, próbując sabotować kogoś o wiele silniejszego, ale głupotą, narażając się na gniew i słuszną karę - Zanim podejmiesz działania, mierz siły na zamiary - rzucił najpierw chłodno, słuchając skomlenia. I nic, co mówił dalej nie świadczyło o przynależności do czegokolwiek. Zwykła męta, której uderzyło do głowy coś więcej niż opium.
W pierwszej kolejności, odebrał różdżkę oprychowi, nie zdejmując zaklęcia, które trzymało go na ziemi. Dopiero potem wymusił na nim bardziej szczegółowe odpowiedzi, od tego, ze byli braćmi i bardzo nietypowych imionach. O tym, jak planowali sabotować sklep Burke. ich podejrzane szpiegi nie przyniosły im większych informacji. Wiedział, że prowadzili upadającą palarnię opium, a interesy na łeb na szyję wypadają z obiegu. Ostatecznie, dowiedział się też o tym, że nigdy, ale to przenigdy więcej nie wyściubią nosa w cudze (a przynajmniej związane z Burke) interesy oraz poza wytyczone granice handlu, a w zamian za oszczędzenie, zdobył namiary na informatorów. A na koniec uwolnił, z obietnicą szybkiej lokalizacji, jeśli zdarzy im się go okłamać - Precz - rzucił za umykającymi.
Działał niejako po omacku. Częściej walcząc z realną zwierzyną, niż człowiekiem. Zagrożenie wciąż było realne. Pamiętał o przestrodze i szpiegach z zakonu, ale dodatkowe "oczy" na Nokturnie, mogły uprzedzić fakty. Ważnym było to, że potrzebował wysłać właściwe informację i relację z przebiegu zadania. Był zmęczony, lekko ranny, ale ze świadomością, że wykonał powierzoną mu kwestie do sprawdzenia. Nie miał do czynienia z zakonem, dla pewności, kolejnego dnia nawiedzając wskazane przez mężczyzn miejsce pracy oraz informacje i tożsamość. Zdecydowanie, nokturnowe nabytki bez większych powiązań gdziekolwiek. Zwykłe szczury, które chciały nieszczęśliwie zabłysnąć.

| zt
Dorian Avery
Zawód : Łowca magicznych stworzeń
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
And he'll brace for battle in the night
He'll fight because he knows he cannot hide
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 10/40
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6775-dorian-avery#200339 https://www.morsmordre.net/t7352-anskari https://www.morsmordre.net/t7354-lowca#200811 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t7353-skrytka-bankowa-1704#200792 https://www.morsmordre.net/t7351-dorian-avery#200786
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]24.11.19 13:12
29 grudnia 56’

Początkowo mijająca już noc nie różniła się niczym od tych wcześniejszych. Spacerując wzdłuż nokturnowskich uliczek jego uszom dobiegały różne dziwne dźwięki, choć były już na tyle charakterystyczne dla owego miejsca, iż nawet nie przyszłoby mu do głowy, aby się nimi przejmować. Nie zawsze były to krzyki zagłuszane donośnym, pijackim śmiechem, nie zawsze były to też paskudne dialogi okraszone seksualnym podtekstem. Czasem najgorszą z dzielnic zajmował ponury szmer, hulający wiatr niosący za sobą woń krwi i głucha cisza, która zdawała się być o wiele bardziej zatrważająca niżeli czające się grupy rzezimieszków. Przywyknął, zapewne każdy na jego miejscu nauczyłby się ignorować pewne sygnały szczególnie wtem, gdy nieopodal znajdował się jego dom i najzwyczajniej w świecie nie mógł omijać ów alejek szerokim łukiem. Właściwie to nawet nie chciałby – od zawsze powtarzał, że w Nokturnie lubił wszystko, no może poza smrodem.
Zatrzymawszy się na zdemolowanym dziedzińcu uniósł wzrok w kierunku posągu, wokół którego od lat krążyła legenda. Nigdy nie zastanawiał się nad tym czy w nią wierzył, jednakże cała otoczka sprzyjała owemu mitowi – może faktycznie już od samego początku ktoś miał na tą część Londynu plan i ziścił się on bez żadnych przeszkód?
Naciągnąwszy zasuwający się kaptur na głowę rozsiadł się przy jednej z ławeczek i upił ognistej z piersiówki, którą następnie odstawił tuż obok siebie, aby móc sięgnąć po paczkę czarodziejskich papierosów. Nim jednak zdążył to zrobić coś rozbłysnęło na niebie biało-błękitnawym blaskiem przyciągając momentalnie jego wzrok – co u licha miało właśnie miejsce? Czyżby anomalie znów dały o sobie znać? Czyżby ktoś grzebał u ich źródła? Podnosząc się na równe nogi uniósł twarz ku górze, chciał przyjrzeć się zjawisku, które miał wrażenie, iż już kiedyś widział lecz w odmiennych barwach. Instynktownie dosięgnął dłonią różdżki, choć doskonale wiedział, że wokół nie czaili się wrogowie; a może nawet z tym przyszło mu się mylić?
Momentalnie usłyszał huk tuż za swoimi plecami i w chwili obrócenia się dostrzegł leżącą na ziemi piersiówkę, a obok niej kulkę gradu. Gdy tylko schylił się po zgubę deszcz mieszany ze śniegiem rozpętały się na dobre – czuł, że nie był to przypadek, przeczucie pewnych zmian nie dawało mu spokoju.
Coraz większe kawałki lodu uderzały o chłodną posadzkę, kiedy szatyn szybkim krokiem zmierzał do mieszkania. Starał się je ignorować i jak najszybciej dojść do celu, lecz wzrok mimowolnie skupiał się na mieniących błękitnawym blaskiem i wzbudzających nietypowe emocje gradzin. Ciekawość przegrała z zapobiegawczością i przystając na moment chwycił w dłoń jedną ze śnieżnych kul, która pod wpływem jego dotyku zaczęła nabierać kształtów kryształu. Nie był to przypadek, pierwszy raz przyszło mu z czymś podobnym się spotkać. Pozostawało jedynie pytanie co było tego przyczyną?
Schowawszy znalezisko podążył już bezpośrednio do domu chcąc nie tylko bliżej mu się przyjrzeć, ale i skonsultować ów zjawisko z innymi.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]15.12.19 18:03
1 luty '57

Patrząc na ostatnie tygodnie, Elvira do samego końca nie była przekonana, czy podejmuje właściwą decyzję. Nie wątpiła, że każdy pojedynczy człowiek z jej najbliższego towarzystwa odradziłby jej podejmowanie jakichkolwiek działań, pokręciłby głową na tok rozumowania, który zdecydowała się śledzić, być może nawet sklasyfikował prosto i bez skrupułów - wariatka. Elvira sama nie była pewna, czy nie traci rozumu, ale chociaż potrafiła przeprowadzić we własnej głowie całą masę scenariuszy rozmów i dyskusji na ten temat, w rzeczywistości nie zwierzyła się nikomu. Samodzielnie zajęła się własnymi obrażeniami, indywidualnie szukała informacji w gazetach i księgach, a także w zupełnej samotności zapiła całe te upokorzenie, które przez wiele dni nie dawało jej spokoju. Wedle praw fizjologii, organizm kobiety był mniej przystosowany do metabolizowania alkoholu; damom po prostu nie przystawało pić tyle, ile wieczorami pijała Elvira, ale dopóki wstawała rano i bez większych przeszkód szła do pracy, nie zamierzała niczego sobie zarzucać. Parę kieliszków wina, czy sherry nikogo jeszcze nie zabiło.
Nie można by jednak powiedzieć tego samego o konfrontacji z czarnoksiężnikiem. Starała się znaleźć tak wiele informacji o niuansach wojny, ile tylko znajdowało się w publicznie dostępnych środkach przekazu, był nawet taki moment, gdy rozważyła ucieczkę dla własnego komfortu, w ostateczności jednak zawsze zwyciężały pragmatyzm i silna tożsamość. Nie miała zamiaru pozostawiać za sobą wszystkiego, co ma, ale nie miała również zamiaru udawać, że wciąż jeszcze może pozostawać neutralna. Wieczorami i podczas przerw na dyżurach wartościowała własne poglądy, które do tej pory stanowiły jedynie nieskładną mieszaninę, przy okazji również przewidując efekty potencjalnych decyzji. Największą zaletą zebrania się na odwagę i pojawienia w miejscu wskazanym przez obcego podczas ich ostatniego - i nie mogła myśleć o tym bez pieczenia w gardle - spotkania, pozostawał fakt, że nie musiałaby wtedy obawiać się jego groźby. Powiedział, że znajdzie ją bez względu na wszystko, a Elvira uwierzyła w to natychmiast, jeszcze zanim zdała sobie sprawę, że jako znany uzdrowiciel na urazach wewnętrznych, do czego przecież sama się w agonii przyznała, była tak łatwa do odnalezienia, że zrobiłaby to nawet średnio rozgarnięta szlama.
Nadal pamiętała ból, ale potrzeba odzyskania godności była silniejsza niż strach. Całe ostatnie dni chodziła jakby splugawiona we własnych oczach i przyszłaby tutaj nawet, gdyby mężczyzna jej nie zagroził, po to tylko, by móc znowu spokojnie spojrzeć w lustro.
Była również ciekawa. Tę emocję jednak starała się upchnąć w najdalszym kącie świadomości, ponieważ tragiczne rzeczy działy się, gdy pozwalała ciekawości triumfować.
Podczas gdy największą zaletą pojawienia się pierwszego lutego na spotkaniu był wewnętrzny spokój, największą wadą pozostawała lokalizacja. Wstyd, czy nie wstyd się przyznać - nigdy dotąd nie trafiła na Nokturn. To było zupełnie nowe doświadczenie, piekielnie niebezpiecznie, pozostawała więc czujna, mając nadzieję, że nie zostanie wystawiona. Gdyby przyszła tutaj - na nieznajomy teren - i długo pozostawała w samotności, konsekwencje mogłyby okazać się opłakane.
Przygotowała się najlepiej jak mogła. Różdżkę miała nieustannie w dłoni, nawet na chwilę nie rozluźniając uchwytu. Na szatę i płaszcz narzuciła jeszcze kolejną warstwę czarnej peleryny - nie tylko chroniła przed chłodem, ale też okrywała w całości jej szczupłą, kusząco drobną sylwetkę, dziewczęcą twarz i czyste, spięte w warkocza włosy. Na dziedzińcu przysiadła na ławce tak, jakby robiła to nie po raz pierwszy, choć w rzeczywistości serce dudniło jej mocno, a wszystkie zmysły były wyostrzone.
Nie pamiętała, by kiedykolwiek była tak przerażona i zniecierpliwiona jednocześnie.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]27.12.19 18:58
Ciekawość wzięła górę, czy nadszarpnięte ego?- rzucił upewniając się wcześniej, czy aby na pewno na ławce znajdowała się właściwa osoba. -Może jednak wiodącym czynnikiem była siła perswazji?- uniósł kącik ust przybierając ironiczny wyraz twarzy. Rozsiadając się na drewnianym siedzisku sięgnął dłonią do wewnętrznej części szaty, gdzie znajdowała się paczka Stibbonsów i chwyciwszy jednego z nich wsunął między wargi. Pocierając kraniec opuszkiem palca już po chwili mógł zaciągnąć się ulubionym, nikotynowym dymem. Nie pytał czy miała ochotę pójść w jego ślady – zaciśnięta ręka na drewnie była jednoznacznym dowodem na to, iż wciąż czuła się zagrożona. Z resztą któż by nie mógł w podobnym miejscu? Tylko stali bywalcy uliczek przesiąkniętych wonią wilgoci, moczu i taniego piwa mogli czuć się względnie bezpiecznie, choć zapewne było to nader daleko idące stwierdzenie. Nokturn miał to do siebie, iż należało potrafić się po nim przemieszczać, podobnie jak zachowywać; wszelkie dłuższe spojrzenia, pytania, a co gorsza wciskanie nosa w nie swoje sprawy zawsze kończyły się w zbliżony sposób. Czarnoksiężnicy faktycznie byli w ów miejscu najbardziej bezwzględni, jednakże w dużej mierze to nie oni stanowili „problem”, a szczury rosnące do miana typowych awanturników. Dla nich była to po prostu rozrywka.
-Schowaj różdżkę jeśli nie chcesz wzbudzać podejrzeń. Nie mam dzisiaj nastroju na patroszenie, a tym bardziej bycie bohaterem.- rzucił ostrzejszym tonem, po czym wyciągnął ramię wzdłuż metalowego oparcia. Wbrew pozorom pozostawiał skupiony – mógł prędko dobyć wężowego drewna, gdyby dziewczyna zapragnęła rewanżu tudzież co gorsza przyprowadziła jakiś przyjaciół. Liczył, że jednak nie była na tyle głupia i mając czas na przemyślenia doszła do odpowiednich wniosków. -Zatem co Cię skłoniło do przyjścia Panno…- zagaił zerkając na nią kątem oka. Nie znał jej imienia, a tym bardziej nazwiska, dlatego dość wyraźnie podkreślił, iż z chęcią przekroczyłby tą nikłą linię znajomości. Podczas ostatniego spotkania powiedziała nader wiele, więc gdyby tylko zapragnął bez większego problemu odkryłby jej personalia. Posiadała sporo charakterystycznych cech wizualnych i uważał, że Zachary nie miałby większego problemu z odkryciem tożsamości – w końcu pracowali w tym samym miejscu. Szatyn obiecał sobie nie pokazywać się w Mungu zbyt szybko; pomijając już kwestie paskudnej anomalii i pozostawania w wyjątkowo nędznym stanie przeszło tydzień, to narobił niezłego bałaganu, kiedy szlamę wystawiono mu dosłownie na talerzu. Pieprzeni uzdrowiciele, gdyby nie oni już dawno gryzłaby piach.
-Po ranach ani śladu, coś jednak potrafisz.- dodał przecinając panującą ciszę – czyżby nie miała ochoty na rozmowę? Iście błędna byłaby to decyzja.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]30.12.19 12:29
Przez kilka ułudnych minut, gdy samotność na opuszczonym placu zaczęła wreszcie ciążyć, a każde spojrzenie przemykających się tu i ówdzie przechodniów wyzierało z mroku niczym milczące zainteresowanie jadowitego węża, odnosiła wrażenie, że początek spotkania przyniesie jej ulgę. Przyszła tutaj w celu, który był jasny i od dawna zaplanowany, jakże więc miałaby nie odczuć komfortowej przewidywalności zdarzeń? Obecność mężczyzny miała zdjąć z białych barków ciężar zarówno nienazwanego zagrożenia jak i autoagresywnego tchórzostwa. Przygotowana na wszystko mentalnie, nie pozwoliła sobie na żadne upokarzające wzdrygnięcie, gdy postać pojawiła się znikąd, opadając na miejsce obok i wszczynając rozmowę tak naturalnie, jakby od czasu feralnego spotkania nad Tamizą w ogóle nie została ona przerwana. Ulga okazała się jednak chwilowa, nie trwała nawet pełnej minuty. Gładki, znajomy ton oddziaływał na wspomnienia i w skutek nieuświadomionej traumy nie od razu miała siłę, żeby zareagować. Zesztywniała, patrzyła przed siebie tak, jakby w ogóle obecności mężczyzny nie dostrzegła. Czarny kaptur nasunięty na czoło osłaniał nieco niebieskie oczy, ale dziewczęce rysy twarzy i jasny warkocz wyzierający po lewej stronie nie pozostawiały złudzeń dla osoby, która się jej tutaj spodziewała.
Kiedy zwyciężyła nareszcie własną niepewność - na nią było już wszak zdecydowanie zbyt późno - odezwała się cichym, prawie mrukliwym głosem, ignorując zadane na początku retoryczne pytania.
- Najpierw mówisz, żeby nigdy nie opuszczać różdżki, teraz, że mam ją schować... co z ciebie za nauczyciel - przytyk był prawie złośliwy, dotychczas bardzo często pozwalała sobie na uszczypliwość i wzgardę, dlatego w tej sytuacji dawały jej one poczucie bezpieczeństwa. Mimo wszystko schowała różdżkę głębiej w kieszeni płaszcza, nie rozluźniając przy tym kurczliwego chwytu. Przezorny zawsze ubezpieczony? Najwyższa pora, żeby zapamiętała tę regułę.
Gdy mężczyzna zapytał ją o imię, przez kilka chwil rozważała kłamstwo. Lecz czy na dłuższą metę przyniosłoby to korzyść? I tak wiedział o niej więcej niżby wolała, zawłaszczył sobie te informacje siłą i mógł zrobić to ponownie.
- Elvira - odpuściła nazwisko nawet nie z powodu niechęci do utraconego przed urodzeniem szlachectwa. Nie chciała być jedyną osobą, która opowiada o sobie, choć to kolokwialne określenie pasowałoby raczej do spotkania przy kawie niż wieczornej konfrontacji oprawcy z niedoszłą ofiarą.
Przyznanie wiary jej uzdrowicielskim umiejętnościom nie było najbardziej wysublimowaną formą pochwały, ale pozwoliła sobie na ostry, pozbawiony emocji uśmiech.
- Pragnę nauczyć się czegoś więcej i oboje dobrze wiemy, że to dlatego tutaj przyszłam - dlaczego miałaby się z tym kryć? Do osobistych powodów nie zamierzała się przyznawać, a ten był równie prawdziwy, co reszta.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]15.01.20 19:56
Nie ukrywał złośliwego uśmiechu, kiedy uraczyła go niczym innym jak perfidnym przytykiem zwieńczonym dość ostrym uśmiechem, który nijak pasował do jej delikatnej buźki. Czyżby pod przyodzianą maską delikatnej kobiety kryła się prawdziwa bestia czekająca tylko na odpowiedni moment, aby zaatakować? Wszak nigdy by nie powiedział, że panny podobne jej skrywają swego rodzaju iskrę, jaką warto wykorzystać. Pewność siebie i brak jakichkolwiek nerwowych ruchów tylko utwierdzał go w przekonaniu, iż znalazła się w odpowiednim miejscu, a już wkrótce miała dowieść swej wartości pod znacznie potężniejszymi skrzydłami.
-Schowaj nie jest jednoznaczne z puść ją. Trzymaj drewno w pogotowiu, ale nie wystawiaj się na ciekawskie spojrzenia, jeżeli nie chcesz mieć problemów.- sprecyzował swoje słowa zerkając w jej kierunku z szelmowskim uśmiechem malującym się na twarzy. Nigdy nie uchodził za nauczyciela; brakowało mu predyspozycji, dobrania odpowiednich słów w ramach tłumaczenia pewnych aspektów, ogłady i cierpliwości. Szkolenie samego siebie przychodziło mu z o wiele większą łatwością, bowiem znając swe dobre i złe strony doskonale wiedział na czym skupić swą uwagę, a co najważniejsze jaki element był mu na ową chwilę najpotrzebniejszy. Od zawsze był zdania, iż czarodziej nie mógł osiąść na laurach jeśli chciał cokolwiek osiągnąć i czegokolwiek dowieść, dlatego wiele wolnych chwil poświęcał treningom. Klub pojedynków był wartościowym miejscem, jednakże tam zabroniona była dziedzina, na której przywyknął skupiać się najbardziej i właśnie z tego powodu wybierał opuszczone miejsca. Rzadko zdarzało się, aby ktokolwiek mu wtem przeszkodził – śmiało mógł stwierdzić, iż dziewczyna była pierwszą, którą potrafił przywołać w pamięci.
-Elvira.- powtórzył za nią celowo przeciągając słowo. -Elvira Jakaśtam, rozumiem?- uniósł brew zerkając w jej kierunku. Zwykle nie interesowały go personalia rozmówców, ale w tym przypadku wolał wiedzieć z kim ma do czynienia. Oczywiście mogła skłamać, dlatego nie spuszczał wzroku z jej twarzy – był spostrzegawczy i jeśli nie miała nader wielkich umiejętności aktorskich, to był w stanie wyłapać ów fakt.
-Nauka kosztuje lojalność. Stać Cię na nią?- spytał bez zawahania nie zamierzając marnować swego czasu na osoby pragnące jedynie łaknąć wiedzę, a nie ją wykorzystywać w czynnej walce. Potrzebowali solidnych sojuszników, każda różdżka wiele wnosiła do organizacji, która jak nigdy potrzebowała nowych ludzi. Wróg nigdy nie spał i z każdym dniem poszerzał swe szeregi.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]26.01.20 12:20
To przerażające, jak wiele satysfakcji przyniósł jej fakt, że zachowała się w sposób, którego mężczyzna oczekiwał. Nie rozluźniła uścisku na różdżce ani przez moment, a chociaż schowała ją głęboko w obszernych kieszeniach męskiego płaszcza, nadal oplatała białe drewno palcami w taki sposób, aby móc wyszarpnąć je bez najmniejszego oporu. Tylko czy w rzeczywistości cokolwiek by to dało? Znała formułki, których uczono ich w szkole, te, do których od tygodni powracała na własną rękę, lecz nie miała pewności, jak zadziałałaby one w ustach nawykłych do magii uzdrowicielskiej. Gdy jako młoda absolwentka wybierała drogę życiową kierując się jedynie osobistym zainteresowaniem i wysoką pozycją magomedycyny w społeczeństwie, nosiła przekonanie, że jej umiejętności są nieograniczone, że jest w stanie poradzić sobie z każdą dziedziną. To była tylko kwestia wyboru, prawie nieistotnego. Po tylu latach nie mogłaby jednak nie zdawać sobie sprawy z podstawowych różnic. Tworzenie wymagało sięgania po zupełnie inne pokłady mocy niż destrukcja. A Elvira, choć wielokrotnie oddająca się nienawistnym fantazjom, nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem wyciągnęła różdżkę z zamiarem, by skrzywdzić.
Może to właśnie było tak ekscytujące i nowe. Z tego powodu czerpała przyjemność z kontaktu z tym mężczyzną, z poddawania się jego zaleceniom - ponieważ był personifikacją wszystkiego, co do tej pory istniało jedynie w jej głowie.
Uświadomienie sobie własnych reakcji pozwoliło Elvirze bardziej stonować nerwowość. Zupełnie przestała podrygiwać nogami, usiadła wygodniej na ławce, a nawet oparła jedną dłoń w taki sposób, że palcami prawie stykała się z jego ramieniem. Zachowując środki ostrożności (wszak drugą rękę nadal chowała dyskretnie, a kaptur pozostawiła nasunięty na czoło), przyjmowała postawę aktywnego uczestnika wydarzeń, a nie tylko biernej ofiary rzuconej na zdecydowanie zbyt głębokie dla swego wzrostu wody.
- Elvira Multon - przyznała wreszcie, choć w każdej innej sytuacji zapewne zażądałaby obustronnej wymiany imion. - Z matki Parkinson - rzadko wspominała stracone szlachectwo, kiedy przedstawiała się obcym, ale tym razem podświadomie wydało jej się to ważne. - A kim ty jesteś? Jak mam się do ciebie zwracać? - nie wyobrażała sobie, by mogła dalej nazywać go "obcym" lub "mężczyzną". Nie wtedy, kiedy czegoś od siebie nawzajem oczekiwali.
Szybko wyraził własne intencje i już to żądanie w połączeniu z nadzwyczajnymi umiejętnościami mrocznej magii powinny dać Elvirze do myślenia, że wkracza w coś znacznie większego niż nowa znajomość. Być może zdawała sobie z tego sprawę już wcześniej, być może tego właśnie chciała.
- Nie jestem lojalna z natury - wyznała zgodnie z prawdą. Może i była uzdrowicielką, ale nie należała wcale do szlachetnych, do tych co ofiarowali samych siebie za ideę. - Ale jestem w stanie zapłacić lojalnością tym, którzy mają coś wartego zaoferowania.
Gdy tym razem się uśmiechnęła, więcej w tym było napięcia niż złośliwości. Przesuwała paznokciami po drewnie oparcia, wyrysowując na nim nic nie znaczące symbole, czekając na to, by nareszcie przekonać się o rzeczywistej wartości ich spotkania.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]20.02.20 23:04
Nie mógł wiedzieć, co działo się w jej głowie. Przyglądał się, próbował analizować najmniejsze ruchy twarzy, gestykulację, zachowanie, jednakże nie wyłapał nic, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek wątpliwości. Wydawała się pewna, śmiało można powiedzieć, iż zafascynowana faktem, iż przyjdzie jej poznać coś nowego, potężnego i niedostępnego dla czarodziejów miernych, pozbawionych woli walki o najwyższe cele. Dla wielu kończył się czas, należało czym prędzej wybrać odpowiednią drogę jeśli istniały jeszcze jakiekolwiek wątpliwości – choć właściwie jeśli takowe w ogóle się pojawiły to powinno być dla nich miejsce w ich szeregach? Po Ich stronie? To był zaszczyt, nie konieczność, a tchórze i marionetki nie były im potrzebne.
-Z matki Parkinson.- powtórzył unosząc nieznacznie brew, kiedy jasno dała mu do zrozumienia, iż straciła swe szlacheckie przywileje. Każdego raczyła ów informacją, czy jednak on był wyjątkiem i zwykle wolała zachować ją dla siebie? Mógł spytać, lecz sam nie lubił nader ciekawskich person, dla których podstawową wartością była inwigilacja przeszłości. Każdy jakąś posiadał; niektórzy mogli pochwalić się okraszonymi w same pozytywy wspomnieniami, zaś inni woleli przemilczeć chwile przypominające im o parszywej niesprawiedliwości. Dzieciństwo w przeciwieństwie do dorosłości było loterią i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Macnair czuł się odpowiedzialny za swe korzenia, dlatego tak wnikliwie je wyplewił.
Gdy jasno spytała o jego personalia zaśmiał się cicho pod nosem, po czym obrócił głowę w jej kierunku i upił łyk ognistej z piersiówki. -Elviro, aż w takie szczegóły musimy wnikać na pierwszej randce?- uniósł brew spoglądając na jej twarz w zastanowieniu, czy pozna się na jego kiepskim żarcie. Przywykł ironizować w trakcie dyskusji, lecz nie każdy to rozumiał, a tym bardziej szanował.
-Drew.- odparł w końcu, po czym wyciągnął w jej kierunku trunek – skoro się już poznali, mogli i napić. Rozmowy na trzeźwo zwykle nie przynosiły równie interesujących rezultatów, co te okraszone dawką cudownego płynu.
-Indywidualności nigdy nie są lojalne drugiej osobie, jeśli nie mają w tym konkretnego celu tudzież idącej za tym idei.- stwierdził, gdy jasno określiła swe przekonania. Nie był szczególnie zdziwiony; dziewczyna nie wyglądała mu na nader towarzyską, a tym bardziej otaczającą się wianuszkiem ludzi. Wbrew pozorom mieli wiele cech wspólnych – w końcu on sam początkowo nie dawał wiary słowom Ramseya, który finalnie groźbą wcielił go do Rycerzy Walpurgii. Macnair uważał, że doskonale wiedział co dla niego najlepsze i do osiągnięcia własnych życiowych założeń nie był mu potrzebny nikt inny. Wtem jeszcze nie rozumiał w jak wielkim był błędzie.
-Potęga, smak zwycięstwa, szacunek, nieustanna nauka i zdobywanie doświadczenia.- rozpoczął nieprzerwanie wpatrując się w jej smukłą twarz. -Czy to wystarczająca cena za Twą lojalność?- uniósł kącik ust, a następnie upił kolejnego łyka z piersiówki. Motał, zdawał sobie sprawę, iż nieco mamił dziewczynę, albowiem tutaj nie chodziło o własne możliwości, ale oddanie – dostała jednak szansę, zobaczył w niej coś i tylko od niej samej zależało, czy postanowi to wykorzystać, czy też zginie jak reszta wrogów. To było tylko kwestią czasu. Z nimi, albo przeciw nim.
-To nie jest prośba, ani negocjacje Elviro. Twoje umiejętności są nam potrzebne.- stwierdził w końcu, a wyraz jego twarzy znacznie spoważniał.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]23.02.20 20:46
Zagadką pozostawała dla Elviry wielka istotność tego spotkania - niezwykła wzniosłość chwili, którą odczuwała w klatce piersiowej, w kościach, w czaszce, każdą komórką ciała i której nie niwelowały ani obrzydliwa sceneria Nokturnu, ten paskudny zapach zaniedbanych ulic, szczyn i pyłu ani wciąż żywe wspomnienia tortur w dokach. Koniec końców do tego właśnie sprowadzało się ich ostatnie spotkanie, niezależnie, czy odważyła się przyznać przed sobą, że nie tylko dała sobą pomiatać, ale też upojona pragnieniem nowego życia po raz kolejny wystawiała szczęście na próbę. Lecz wciąż; bezlitosne realia, rzeczywistość przez czystą logikę zdająca się odstraszać, a ona tkwiła tutaj, coraz bardziej zainteresowana, podekscytowana, pewna.
Nie była w stanie rozgryźć, czy mężczyzna, Drew - jak się ostatecznie przyznał - budzi w niej więcej nienawiści czy sympatii. Nie, sympatia to było złe słowo, znacznie lepiej brzmiała fascynacja, choć nie taka, jaką okazywało się drugiemu człowiekowi w zdrowej relacji, tylko patologiczna, mająca korzenie poza uczuciami - w możliwościach skrywających się pod osłoną spotkania, które sarkastycznie zostało nazwane "randką". Elvira wiedziała od razu, że Drew nie mówi szczerze, ale i tak zsunęła rękę z oparcia i odsunęła nieznacznie, wykrzywiając usta z odrazą, jakby sama insynuacja była naruszeniem istniejącego tylko w jej głowie sacrum. To nie była rozmowa między kobietą i mężczyzną, lecz pomiędzy dwójką magów, którzy czegoś od siebie nawzajem chcą, z pewnością to rozumiał.
- Na pewno nie byłoby szczegółem nad wyrost, gdybyś zdradził mi swoje nazwisko - wytknęła z nutą irytacji. Znów nie byli na równym poziomie i chociaż przez moment przemknęło jej przez głowę, że być może zdradziła wiele informacji zbyt szybko, niczego nie żałowała. Nic zresztą dziwnego, tego typu poważne potyczki słowne wciąż stanowiły dla blondynki nieznajome tereny.
Wiedziała jednak w jaki sposób ważyć ton, by balansować na granicy autonomicznej pewności siebie oraz uprzejmego zrozumienia. Jeżeli nawet nie potrafiła tego wcześniej, wspomnienie fantomowego bólu działało niczym najsprawniejsza motywacja.
- Nigdy dotąd niczego nie zrobiłam dla samej tylko idei - przyznała trochę ciszej, prawie mamrocząc. To musiało zabrzmieć przewrotnie, była przecież uzdrowicielem.
Odchyliła głowę lekko w tył, ukazując więcej twarzy, cienkie usta, które przygryzła z zastanowieniem i nieznacznie zaróżowione policzki. Po chwili zawahania sięgnęła po piersiówkę i napiła się bez zbędnych kobiecych subtelności. Skoro już wzięła alkohol do ręki nie miała zamiaru się wycofywać, a zresztą nie podjęłaby się oferty, gdyby nie widziała jak Drew wcześniej sam z niej pije. Trunek był ostry, palący - Whisky, od której zazwyczaj stroniła, nie względu na smak tylko szybkość działania. Nie była jednak pisklęciem w kwestiach alkoholu, więc poza chwilowym zmrużeniem oczu nie okazała dyskomfortu. Uczucie rozpalania okazało się otrzeźwiające. Oddając piersiówkę zadecydowała, że nie wypije na tym spotkaniu więcej.
Serce Elviry zabiło szybciej, gdy nareszcie przyszło jej poznać cel podejmowanego ryzyka. Potęga, szacunek, doświadczenie... czy nie były tym, czego od zawsze oczekiwała? Czy nie tego właśnie szukała w szpitalu, zdając sobie sprawę wraz z upływem czasu, że tak wiele osób i reguł wciąż stoi jej na drodze? Tylko ze względu na wspomnienie nie zgodziła się od razu, chociaż propozycja brzmiała bardziej kusząco niż cokolwiek, co jej w życiu zaproponowano i na pewno było to dostrzegalne w sposobie, w jaki oblizała usta.
- To wystarczy i nie chcę niczego negocjować, ale powiedz mi... jaką mam gwarancję, że to wszystko się ziści? Dlaczego miałabym zaufać, że to o czym mówisz nie jest jedynie niedoścignioną utopią, pięknymi słowami bez pokrycia...?
Nie chciała uchodzić za naiwną, choć równocześnie miała olbrzymią nadzieję, że wyjaśnienie okaże się przekonujące.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]03.03.20 0:08
Istotność spotkania była niepodważalna jeśli pragnęła stanąć po właściwiej stronie, albowiem fundament stanowiła pewność oraz lojalność, którą musiała w sobie odnaleźć. Zapewne zastanawiała się, z jakiego powodu spotkali się akurat na Nokturnie – w końcu było wiele więcej znacznie sprzyjających rozmowom miejsc – jednakże Drew zależało na swobodzie, uniknięciu ciekawskich spojrzeń oraz przede wszystkim niewplątaniu się w jakiekolwiek zatarg, co wówczas nie było nader trudne. Coraz silniejsza ofensywa była odczuwalna, różdżka była potrzebna nawet na pozornie spokojnej ulicy Pokątnej, gdzie mogli czaić się wrogowie byle tylko dać kolejny pokaz swej marnej i złudnej nadziei na lepsze jutro. Dla nich Londyn winien zostać zamknięty, a wszyscy przewodzący tej bandzie popaprańców straceni na oczach zachwyconego ów widokiem tłumu. Śmierć była najłagodniejszym wyrokiem, dlatego pragnąłby poprzedzić to torturami, jednakże nie chciał być zbyt zachłanny.
Zerknąwszy na uciekające ramię, a następnie wyraz twarzy nie sugerujący nic innego jak odrazę, uśmiechnął się szeroko z bijącą z oczu kpiną. Wrażliwa, czy wręcz przeciwnie? -Myślę, że na to przyjdzie jeszcze odpowiednia pora.- skwitował nie krępując się pójść jej naprzeciw i tym samym wyciągnąć własnej ręki wzdłuż starego, zardzewiałego oparcia ławki. Nierzadko robił na złość zupełnie nieświadomie; cechował się tym, miał to w sobie dosłownie zakorzenione i nawet gdyby chciał – a wcale tak nie było – to ciężkim zadaniem byłoby pozbycie się ów przyzwyczajenie.
Uniósł brew słysząc pewny ton jej głosu. Dobrze to o niej świadczyło, albowiem nie zachowywała się jak rozchwiana emocjonalnie czarownica, której bojowe nastawienie oraz dziecięca odwaga może ściągnąć paskudne nieszczęście i finalną porażkę. Nieustannie szkolone umiejętności, wytrwałość i znajomość władnych słabych stron była im niezbędna – każdemu Rycerzowi Walpurgii – bowiem nie walczyli z miernym wrogiem, o czym niejednokrotnie przyszło im się o tym przekonać. Instynkt podpowiadał mu, że trafnie ocenił Elvirę i nie zawiedzie ona jego oczekiwań, a takowe miał naprawdę wysokie. -Co jeśli za ów ideą stoi obietnica lojalności? Zrobiłabyś to co do Ciebie należy, czy szukała własnych korzyści?- uniósł brew pytająco zastanawiając się nieco dłużej nad jej słowami. Poddanie Czarnemu Panu nie było tylko i wyłącznie dążeniem do własnych celów, choć po czasie takie wyraźnie się zazębiały z tymi wyznaczonymi przez najpotężniejszego z czarodziejów. Doskonale rozumiał to z autopsji – kiedyś indywidualista z własną hierarchią wartości, zaś dziś oddany żołnierz, którego pragnienia spoiły się z planami organizacji. Był wdzięczny za docenienie i otrzymaną szansę – to był jego prywatny sukces, prawdziwy powód do dumy.
Cichszy głos kobiety zwrócił jego uwagę – być może potrzebowała motywacji? Jeśli zrobi krok w odpowiednią stronę, to nim się obejrzy uzna, iż tak naprawdę nie jest to kwestią samej idei, samej walki w imię czegoś nieznanego. Potrzebowała czasu, ale oni owego już dawno nie mieli.
-Nie smakuje?- uniósł brew zerkając jak tłumi w sobie wszelkie odczucia związane z upitym trunkiem. Opcji podobnej reakcji było wiele, lecz nie spotkali się tu w celu alkoholowej analizy, dlatego odpuścił sobie wnikanie w szczegóły. Spytał z czystej grzeczności i rozbawienia, które mogła dostrzec na jego twarzy nim sam ponownie skosztował ognistej whisky. Była znośna – pił lepsze, ale wciąż nie otrzymał zapasów od Hesperosa, więc musiał zadowolić się swoimi zapasami.
Pokiwał wolno głową słysząc zadowalającą odpowiedź. -Nie masz żadnej.- odparł pewnym tonem zerkając wprost w jej niebieskie tęczówki. -To nie me słowa, a czyny Lorda Voldemorta są na to dowodem.- wypowiadając jego imię wyraźnie spoważniał, nie mogła już na jego twarzy dostrzec nawet cienia ironii tudzież kpiny.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]08.03.20 13:31
Złośliwość Drew nie umknęła uwadze Elviry. Nie sposób byłoby nie dostrzec tej wymowności - tam, gdzie ona zdecydowała się wycofać, w to samo miejsce on położył własną łapę, natarczywie, arogancko. Mężczyźni oraz ich żałośliwe popędy samczej dominacji od lat zajmowały wysokie miejsce na liście czynników, które wyzwalały w Elvirze najgorsze emocje. Byłaby w stanie zrobić niemal wszystko, aby udowodnić, że męskie zaczepki nie wzbudzają w niej ani podziwu ani tym bardziej strachu. I teraz, choć usta wykrzywiły się kobiecie do uśmiechu z pogranicza ironii oraz wściekłości, a jej palce stały blade i chłodne, kiedy odpłynęła z nich krew, odpowiedziała symbolem na symbol. Nie zrobiłaby tego w innej sytuacji, gdyż w rzeczywistości idea cielesnego kontaktu z Drew była dla niej najmniej zachęcająca, ale wszystko oscylowało wokół milczącej bitwy o to, kto pierwszy da się onieśmielić. Nie mogła wygrać z nim na polu magicznych potyczek, brakowało jej doświadczenia, więc korzystała z niewielkich okazji odbudowania ego i nie zamierzała dawać mu męskiej satysfakcji.
Z tą myślą wyciągnęła ramię raz jeszcze, tak jakby chwilowa ucieczka nie miała żadnego przyczynku poza rozprostowaniem kości, a potem wepchnęła się łokciem na wąskie oparcie ławki. I w ten sposób ich ręce stykały się - na szczęście przez ubrania - niemalże na całej długości od ramion do nadgarstków, a żeby zdusić niechęć Elvira wmówiła sobie, że tym razem to ona ma przewagę.
- To interesujące pytanie - Przyznała cicho, bo i w rzeczywistości potrzebowała więcej czasu na jednoznaczną odpowiedź. Dotychczas nie kryła się ze swoim egoizmem i zawsze wybierała drogę osobistego celu, nawet jeżeli była ona niechlubna, niemoralna. Nie była jednak na tyle niezorientowana, by nie domyśleć się, że pewne rzeczy wymagały ustępstw. Ustępstw, na które mogła nie być gotowa, a jednak chciała rzucić się w wir wydarzeń już teraz, natychmiast, żeby tylko nie stać dłużej w miejscu.
Lecz wciąż pozostawała człowiekiem, nie zawsze potrafiła kierować się wyłącznie chłodną logiką, a mężczyzna zdołał ją już dzisiaj rozgniewać, więc nie ofiarowała niczego jednoznacznie i sięgnęła po jego własne słowa.
- Przyjdzie jeszcze odpowiednia pora na to, byś poznał dogłębnie moje motywy. Jak bardzo naiwna musiałabym być, żeby uzewnętrzniać się tak szybko...
Na więcej słów nie mogła się zdobyć, ponieważ deklaracja Drew wybiła ją z równowagi, wyrzuciła z głowy złośliwe przytyki, alkohol i butę. Opuściła głowę i przysłoniła twarz kapturem, aby nie mógł dostrzec jak mocno zaciska oczy, a na jej czole pogłębia się zmarszczka zastanowienia... i lęku. Gdzieś przez ten samotny czas od spotkania w dokach do dzisiaj ciągle chodziła jej po głowie taka możliwość, jakoby los otworzył przed nią wrota do świata dużo bardziej złożonego niż to się na pierwszy rzut wydawało. Wszystko, co wiedziała o czynach Lorda Voldemorta wyczytała w gazetach, ale nigdy przecież do końca nie ufała mediom. Lecz ta pociągająca tajemnica, nienazwana moc... Nie miała pewności, czy chce już teraz oddawać się cała, ale jedno było pewne - pragnęła wiedzieć więcej.
- Potrzebuję czasu, jednak powiedz mi, co mam dalej zrobić, gdzie się pojawić, na co być gotową. Jeżeli się raz jeszcze spotkamy oznaczać to będzie, że jestem w pełni zdecydowana - powiedziała w końcu, cicho niczym soczystą tajemnicę.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]16.03.20 0:23
Niewerbalna kontra sprawiła, że przechylił nieznacznie głowę w jej stronę i uniósł brew w pytającym wyrazie. Zdawała się nie odpuszczać, nie pozwalać na zaburzenie osobistej przestrzeni – i dobrze, potrzebowali silnych indywidualności, których nie można było omamić, a następnie odwieść od właściwego celu dla własnych korzyści. Ludzie byli podatni na manipulacje, inteligentnie prowadzoną perswazję, a więc każde przejawy słabości należało skutecznie piętnować, aby w przyszłości nie miały więcej miejsca. W obecnych czasach zewsząd docierały różne bodźce, nie zawsze banalne oraz pozbawione drugiego dna, dlatego należało mieć oczy dookoła głowy i zachować pełną czujność.
Wpierw chciał skomentować jej działanie, lecz finalnie posłał jej wymowny uśmiech odpuszczając sobie wszelkie komentarze. Nie zabiegał o jej atencję, byli tutaj w końcu z jej powodu, nie szukał podziwu, poczucia dominacji, a także potrzeby wzbudzenia w niej strachu. Czyż to nie czyny pokazywały czego i kogo tak naprawdę należało się obawiać? Słowa były jedynie potokiem – dobry mówca był w stanie zamydlić oczy i doprowadzić człowieka na skraj, podobnie z resztą jak wyborny kłamca, lecz czy tak naprawdę miało to równie wyraźny i dosadny wydźwięk, co działanie? Nie – zdaniem szatyna hierarchia w owej kwestii była jasna.
-Owszem, lecz wiedz, że czas na stanięcie po odpowiedniej stronie już dawno skończył się.- odparł pewnym, stanowczym tonem i uniósł głowę skupiając swój wzrok na ciemnym niebie usłanym chmurami. -Wojna pochłonęła już wiele dusz, zebrała nader wiele żniw i czystej krwi. Jeśli nic z tym nie zrobimy będzie tylko gorzej, a teraz jest najlepszy moment.- rzucił zastanawiając się na ile śledziła wszelkie wydarzenia oraz ile z nich miała okazję widzieć na własne oczy. Gdy urząd Ministra Magii objął lojalny im człowiek droga do celu wydawała się o wiele prostsza, może nie usłana różami i prostymi wyborami, lecz z pewnością nową gamą możliwości. Nie musieli dłużej ukrywać swej przynależności, nie było żadnej konieczności ku temu by prowadzić misje pod przykrywką – wówczas Londyn był im przychylny, wszystko można było kreować , nawet prawdę. To oni mieli finalnie spisać karty historii, nie ich wrogowie.
-Nie musisz mi niczego ułatwiać. Uwierz, że szybko sam je zweryfikuję.- uniósł kącik ust przenosząc spojrzenie ponownie na blondynkę. Większość Rycerzy Walpurgii weszło w szeregi kierując się nienawiścią wobec mugolskiej zarazy, niezgodą na działania stawiające na równi czarodziejski świat z tym znacznie bardziej przyziemnym oraz zapomnieniem społeczeństwa o istocie szlacheckiej krwi w magicznym drzewie genealogicznym. Szatyn nie przykładał wielkiej wagi do ostatniego z punktów – przywykł gardzić sposobem bycia błękitnokrwistych, lecz dwa pozostałe były zgodne z jego poglądami. Mimo wszystko ponad to kryło się w nim pragnienie dosięgnięcia potęgi, zdobycia niemożliwego i tylko Czarny Pan mógł wskazać mu odpowiednią drogę, dać właściwe wskazówki. Lojalność była niską ceną, ceną wręcz śmieszną – Drew gotów był poświęcić własne życie.
Obserwował z uwagą jej reakcję, gdy wspomniał o Nim. Poczuła strach? Ten prawdziwy przejaw grozy nie mający nic wspólnego z werbalnymi docinkami? Nie zareagował, jak skryła swą twarz za kapturem, jeśli potrzebowała wówczas chwili mógł na to przystać.
-Na wszystko musisz być gotowa Elviro, a przede wszystkim na bezwzględne oddanie sprawie.- zaczął zachowując poważny ton. -Jeżeli jeszcze raz się spotkamy oznaczać to będzie, że doceniliśmy Twe umiejętności i oddanie.- być może pragnęła być jedynie ich sojusznikiem, lecz on widział w niej żołnierza, odważnego towarzysza na froncie, który mimo brakach w ofensywie był w stanie wiele zdziałać. Magia jaką władała była dla wielu Rycerzy obca, nieznana, dlatego jej obecność i lojalność były tak istotne. Potrzebowali silnych jednostek.
-Wiem, że podjęłaś już decyzję. Oczekuj ode mnie sowy, musisz rozpocząć trening.- dodał tuż przed tym jak dźwignął się z ławki i ruszył przed siebie naciągając przy tym czarny kaptur na głowę. Nie widział powodu, aby się żegnać, bowiem wierzył, że wkrótce przyjdzie im spotkać się ponownie.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Zaniedbany dziedziniec [odnośnik]29.03.20 15:02
Odnosiła wrażenie, że ich spotkanie skończyło się zbyt szybko. Naiwnie liczyła na to, że dowie się znacznie więcej, choć przecież niczym nie zdążyła zasłużyć sobie na zaufanie. To był dopiero wstęp, pierwszy postawiony krok w kierunku czegoś nadzwyczajnego. Znów znalazła się w tym miejscu, na przedsionku, jeszcze nie do końca wewnątrz, zbyt niedoświadczona, by ktokolwiek poważył się przekazać jej jakiekolwiek istotne zadanie. Zupełnie jak na początku stażu, gdy zmęczeni dziesięcioleciami pracy uzdrowiciele urywali zdania w połowie, byle tylko nie zagalopować się zbyt daleko z informacjami, których młode pisklęta z pewnością nie mogliby jeszcze zrozumieć.
Prychnęła pod nosem, wciskając dłonie do kieszeni i mocno ściskając materiał.
Może i była niecierpliwa, ale z pewnością nie zniechęcona. Otwierające się przed nią perspektywy, nowe ścieżki, w najbardziej adekwatnym momencie życia, gdy wciąż była jeszcze wystarczająco młoda by bez namysłu oddać się w pełni kusząco nieznanej sprawie. Wprost nie mogła się doczekać kolejnego spotkania, lecz wpierw musiała dobrze wykorzystać czas, o który sama poprosiła. Następne dni i tygodnie poświęci na trening tych rodzajów magii, których przez lata pracy szpitalnej zdążyła zapomnieć oraz - przede wszystkim - na uzupełnienie wiedzy o rzeczywistości, z każdego możliwego źródła. Nastał najwyższy czas, by przestała żyć w izolacji, daleko od ludzi, którymi pogardzała, i nauczyła się korzystać z potencjału zbiorowego. Być może to właśnie tego przez długie lata brakowało jej do wielkości.
- Masz rację. Podjęłam decyzję - szepnęła sama do siebie, gdy mężczyzna zniknął daleko i nie było możliwości, by zdołał usłyszeć jej przepełnione fascynacją słowa.
Następnie zebrała się ze starej, zakurzonej ławki, poprawiła płaszcz, nasunęła kaptur niżej na głowę i złapała za różdżkę, by mieć ją w pogotowiu. Tym razem znacznie bardziej subtelnie i niedostrzegalnie, dokładnie tak, jak jej poradził. Potrzebowała wolnego wieczoru, najlepiej przy kieliszku mocnego wina, w trakcie którego zdecyduje wreszcie kogo darzyła większą pogardą - żałosnych niemagicznych, czy rozpuszczonych arystokratów.
Odpowiedź zdawała się być oczywistsza niż dotąd sądziła.

/zt


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Zaniedbany dziedziniec
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach