Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśne ostępy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Leśne ostępy   12.10.15 20:19

First topic message reminder :

Leśne ostępy

Głęboko w mateczniku ukryte są skarby niedostępne mugolom, zdumiewająca roślinność płata figle i zachwyca majestatem. Pradawne, olbrzymie drzewa zdają się porozumiewać szeleszczeniem liści, ponoć opodal widywano niegdyś enty - czy te drzewa to ich potomkowie? Śród ściółki leśnej odnaleźć można pękate, a czasem nawet kwitnące paprocie; Prewettowie dumnie dbają o tę część lasu. Przez cały rok latają w pobliżu migoczące świetliki, które dodają przytulnej przestrzeni uroku. Po ścieżkach biegają rude wiewiórki. Co istotne, gdzieś tutaj rosną także krzewy zaczarowanych czarnych jagód. Krzewy, które zachowują się zupełnie niepoważnie. Zamiast grzecznie rosnąć, one lubią uciekać, ni stąd, ni zowąd pojawiać się na dnie kałuży czy oczka wodnego, wyrastać na wiewiórczym ogonie. Podobno udało się je nawet zebrać ze sklątki tylnowybuchowej! Jedynym, na czym nie rosną są czarodzieje. Chętnie za to się przed nimi chowają, jeszcze chętniej im uciekają.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 12.10.15 22:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   17.05.18 19:43

The member 'Deirdre Tsagairt' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Zawód : dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
she's a saint
with the lips of a sinner

shes an angel
with a devilish kiss
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 22
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   17.05.18 21:57

Odkąd tylko zakończył się zeszłoroczny festiwal lala snuła fantazje następnym; na ostatnim bawiła się wszak cudownie - radość i tańce nie miały końca, nawet wtedy, gdy nad horyzontem jawiła się już blada łuna świtu. Nieustannie powracała do tych ciepłych, magicznych dni myślami, a w głowie pojawiały się wizje następnego lata. Jeśli tylko los nie wywróciłby życia Fantine do góry nogami, najpewniej cały lipiec spędziłaby na planowaniu tego z kim i w czym się pokaże. Plany zaczęła czynić już w maju, gdy zamawiała letnie suknie - cały czerwiec przez śnieżyce wisiały nietknięte w szafach. Większość czasu przywdziewała czerń; ścisła żałoba przeminęła, lecz rany w sercu pozostawały niezagojone. Rozdrażniła ją tragedia w czerwcu. Podstęp, którym została zwabiona na Bezimienną Wyspę nieopodal klifów Dover, gdzie zastawiano pułapki na jej życie i zdrowie. Cudem uszła z życiem. Fizycznie nic jej nie dolegało, lecz duszy... W niej nie działo się najlepiej, a sytuacji nie polepszał lipiec pełen zimnych mgieł i smutku. Nieustannie dręczyły ją koszmary z zaklętego domu, ze snu budziły ją przerażające, czerwone oczy, zrywała się z łóżka z krzykiem na ustach. Snuła się po Chataeau Rose zwykle osowiała, cienie pod oczyma z niewyspania maskowała pudrem. Ostatniej nocy spała dobrze, musiała zażyć sporą dawkę eliksiru, by tak się stało, lecz to nie konieczność - podczas pierwszego dnia festiwalu musiała prezentować się nienagannie. Czekające na wszystkich zabawy nie ekscytowały Fantine tak mocno, jak przypuszczała, lecz z drugiej strony - nie zwykła się przejmować nazbyt mocno losami świata. Ważne, że jej było dobrze, że ona była bezpieczna.
Na uroczystym rozpoczęciu pojawiła się w towarzystwie swej rodziny, trwała u boku ukochanej matki, ubrana w bogato zdobioną suknię, której zdobienia oddawały charakter święta. Ciemnobrązowe, lśniące włosy służka splotła w finezyjny, dodający niewinnego uroku warkocz; ust wyjątkowo nie pociągnęła czerwoną szminką, były naturalnie różane i słodkie - takie jak powinny być usta niewinnej panny. Wysłuchawszy przemówienia lorda Prewetta wraz z innymi, szlachetnie urodzonymi dziewczętami ruszyła usypaną p płatkami kwiatów ścieżką na skraj lasu, by wziąć udział w tradycyjnej zabawie. Otoczona wianuszkiem przyjaciółek, kroczył na ich przedzie, chichocząc i wymieniając się uwagami o nadchodzącym dniu, podczas którego miały pleść wianki. Któż złapie jej?
Dotarłszy na skraj lasu przystanęła na przedzie tłumu, z dłońmi splecionymi przed sobą; wpatrywała się w Solene Baudelaire z jadowicie słodkim, wężowym uśmiechem. Nie zapomniała Francuzce nietaktu podczas ich spotkania w Chateau Rose, nie zapomniała także jej towarzystwa podczas niedawnego kuligu - do chowania urazy miała zadziwiająco dobrą pamięć. Ktoś szepnął o zachwycającej urodzie Solene, a Fantine prychnęła kpiąco: - Mając wilą matkę łatwo być piękną - odparła przyjaciółce szeptem, uciszając ją prędko gestem dłoni. Później będzie czas na plotki.
Konkurencję czas zacząć. Lady Rosier także podeszła do stołu, aby wziąć w dłonie prosty, gliniany dzbaneczek. Miała jedynie nadzieję, ze jej sukni nie stanie się krzywda w tym gęstym lesie - nagrodę pragnęła odebrać wyglądając wciąż olśniewająco.




Niech żyje bal!

Bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszę Cię wcale.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   17.05.18 21:57

The member 'Fantine Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
L'amour
L'aventure
et la vie
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   17.05.18 23:04

Gdy sięgała po gliniany dzbanek, lekko drżały jej ręce. Była poruszona, lecz nie przestraszona, bo potrzeba było czegoś więcej, niż kolacji aranżującej jej małżeństwo, by Marine Lestrange poczuła strach. W Weymouth pojawiła się więc o czasie i z podniesioną głową, prezentując się nienagannie i przyciągając wzrok wszystkich tych, którzy nie zdążyli się jeszcze na nią napatrzeć podczas Sabatu czy debiutu w Operze. Ubrana była w suknię o nieskomplikowanym kroju, nienachalnie ozdobioną kwiatowymi motywami, a włosy splecione w obfity warkocz i rumiane policzki nadawały jej właśnie takiego wyglądu, jakiego oczekiwano po pannach mających już za chwilę wyruszyć na maliny.
Choć przybyła w towarzystwie rodziny, trzymała się nieco na uboczu, wciąż porażona wiadomościami, jakie przekazał jej ojciec. Nie mogła nadziwić mu się, że dopiero teraz informował ją o fakcie wyboru przyszłego małżonka – kolacja miała odbyć się wieczorem, tak więc Marine miała mniej niż dwanaście godzin na przetrawienie wszystkiego, a dodatkowo nie mogła pozwolić sobie na najmniejsze nawet załamanie; wątpliwości pojawiające się na jej twarzy rankiem pierwszego sierpnia niechybnie zostałyby odczytane w przyszłości jako niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.
A ona po prostu nie wiedziała, jak powinna się czuć. Była jednocześnie podekscytowana, ale i lekko zestresowana zbliżającym się wydarzeniem – niosło ze sobą ostateczność w takim wymiarze, na jaki nie była chyba jeszcze gotowa. Pozostawało tak wiele niewiadomych, począwszy od imienia i nazwiska wybranka, że nie potrafiła jak zwykle na chłodno przeanalizować sprawy, gdyż najzwyczajniej w świecie nie miała do tego niezbędnych informacji. Posiadała jedynie własne emocje, mające służyć jej za kompas, nic więc dziwnego, że rozpoczęcie Festiwalu Lata postanowiła świętować we względnej samotności.
Widziała co prawda kilka znajomych twarzy i wciąż słyszała podekscytowanie kuzynek i koleżanek, lecz myślami była zupełnie gdzie indziej. Przemowa lorda Prewetta wywołała jedynie zmarszczenie dziewczęcych brwi, ale w pobliżu nie było nikogo, z kim chciałaby przedyskutować subtelnie przemycone w wypowiedzi mężczyzny idee. Noc spadających gwiazd i wykład jej ulubionego astronoma miały nastąpić dopiero jutro, a do tego czasu wszystko miało ulec zmianie.
Zamyślona chwyciła dzbanek mocniej, a zorientowawszy się, że inne panny ruszyły przed siebie, Lestrange także skierowała się do lasu licząc na to, że czekające tam niespodzianki skutecznie odwrócą jej uwagę od zbliżającej się kolacji.

[bylobrzydkobedzieladnie]





Wizje chodźcie do mnie, blisko, najbliżej. Zostańcie w mojej głowie n a j d z i k s z e sny. Oto jest wasza scena, reflektor niżej,


wiruje, lśni...

korowód moich marzeń


Ostatnio zmieniony przez Marine Lestrange dnia 17.05.18 23:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   17.05.18 23:04

The member 'Marine Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 1:04

Stąpała ostrożnie pośród delikatnych płatków roszących ziemię, krokiem, choć wciąż lekkim tak pozbawionym zwyczajowej pewności siebie. Nie brało się to jednak z nagłej nieśmiałości, która gotowa była wprawić serce w gwałtowny trzepot oraz zmusić sylwetkę do mimowolnego skulenia się w sobie. Nie, głowę bowiem uniesioną miała dumnie, a ręce, chociaż splecione grzecznie za plecami, tak gotowe były w każdej chwili wykonać cios łokciem sprawiedliwości — ot, na wypadek, gdyby ktoś spróbowałby ją przypadkowo (mniej, lub bardziej) staranować. Czerń spojrzenia sunąca po otoczeniu wyrażała uprzejme zainteresowanie, zaś na ładnie skrojonych ustach błąkał się pogodny uśmiech. Ten brak zwyczajowej brawury brał się prawdopodobnie z faktu, iż panna Sprout wbrew swym przyzwyczajeniom oraz upodobaniom, zdecydowała się przywdziać na stopy buty na płaskim obcasie. I chociaż obuwie to niewątpliwie było urokliwe oraz dobrane z wyjątkowym smakiem — albowiem Rowan była skłonna wydać pół swego majątku w imię mody, drugie natomiast na marnej jakości literaturę kobiecą oraz gadżety związane z quidditchem — tak sprawiało, iż nieszczęsne dziewczę zmuszone zostało to mierzenia się z jedną ze swych najgorszych zmór. Którą niezaprzeczalnie był niski wzrost, przywodzący na myśl nastolatkę dopiero co przemierzającą szkolne korytarze, niźli dorosłą kobietę. I nie pomagało zapewne to, iż na widok migających w oddali elfek, była skłonna wspinać się na samiuteńkie czubki palców, byleby tylko móc się im dokładniej przyjrzeć w iście dziecinnym zachwycie, porzucając precz wyżej wspomniane uprzejme zainteresowanie. Jak przystało na dojrzałą damę. Bo przecież nią była. Oczywiście. Nie?
Och, na wszelki brak sensu we wszechświecie! Jakież to miało znaczenie? Rozpoczął się właśnie festiwal lata i jeśli kiedykolwiek istniał czas na pewnego rodzaju frywolność oraz beztroskę, to z pewnością miał on miejsce właśnie teraz. Ostatnie miesiące, ze szczególnym nasileniem na kilka dni wstecz były usłane niekończącym się zmęczeniem oraz narastającym niepokojem. Magiczne społeczeństwo otrzymywało cios za ciosem i dotąd znane realia powoli ulegały coraz to gorszym zmianom. I może właśnie dlatego Red chłonęła wręcz całą sobą atmosferę zabawy, porzucając bez chwili głębszego zastanowienia wszelkie troski oraz problemy dnia codziennego.
Czyż to nie ekscytujące? — zapytała po raz kolejny wyraźnie ucieszona uzdrowicielka, radośnie okręcając się wokół własnej osi przy zadawanym pytaniu, nie zatrzymując się nawet na sekundę. Lekko rozkloszowana spódnica do połowy łydek uniosła się przy gwałtownym podmuchu nieco, co w zasadzie nadało bardziej niewinnego niźli skandalicznego wyrazu. Lipcowy chłód nieśmiało ustępował ciepłu sierpniowych promieni słonecznych, subtelnie wydobywających ogniste refleksy pomiędzy rudymi kosmykami włosów magomedyczki. Z tego też powodu zdecydowała się przywdziać sukienkę barwy głębokiego błękitu, z rękawami do łokci oraz nieznacznym dekoltem ozdobionym białym kołnierzykiem, równie biała wstążka zakończona niewielką kokardą zdobiła pas dziewczęcia, podkreślając tym samym wąską talię. Postanowiła nie zakładać długiej do samej ziemi sukni z dosyć praktycznego powodu, las był pełen wystających korzeni oraz gałęzi i zwyczajnie byłoby jej szkoda zniszczyć materiał, o przypadkowych stłuczeniach nie wspominając. Niemniej w swej skromnej opinii — a przecież to ona właśnie przede wszystkim liczyła się dla Rowan — wyglądała nader przyjemnie dla oka, świeżo i przyzwoicie. Idealnie na zbieranie malin. Gdyby tylko nie była tak niska!
Bystre, czarne ślepia zatrzymały się na sylwetkach sunących tuż u jej boku, tchnąc nieskrępowanym w pełni podekscytowanym blaskiem. Tego dnia w zabawie miały towarzyszyć jej siostry Leighton. Panny, które darzyła szczególną sympatią podsycaną przez sentyment szkolnych lat oraz upartą potrzebą zatrzymania co milszych osób w swoim życiu. Niemalże czekała z ich strony na pobłażliwe parsknięcie śmiechem, jednak nim ten nadszedł — zdołały przybyć na skraj lasu, gdzie czekał na nie (jak i na inne niewiasty) komitet powitalny. I chociaż różowa szata czarodzieja oraz przemowa Baudelaire okraszona jej niebywałą urodą zdecydowanie przyciągały uwagę, tak Red nie potrafiła wręcz napatrzeć się na sukienkę Solene. Była zjawiskowa, zresztą podobna rzecz tyczyła się ubrań stłoczonych zewsząd arystokratek. Cała przemowa dotycząca miłości przeszła jakby bokiem, gotowa w najmniej spodziewanym momencie zawrócić i zderzyć się z wewnętrznymi rozterkami Sprout, jednak nie teraz. Jeszcze nie. Gdy rozpoczęło się dobywanie dzbanów, odwróciła się w stronę zaprzyjaźnionych czarownic z szerokim uśmiechem.
No, moje drogie! Powodzenia! Niech zwycięży ta, która najmniej dba o swój kręgosłup! — oświadczyła wesoło, zgarniając najbliżej stojące naczynie. Machnięciem dłoni ponagliła Verę oraz Charlie, gotowa w każdej chwili zagłębić się w leśny gąszcz.




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all


Ostatnio zmieniony przez Rowan Sprout dnia 18.05.18 1:14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 1:04

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Odette Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3715-odette-baudelaire https://www.morsmordre.net/t3724-skrzynka-odetki#67817 https://www.morsmordre.net/t3723-odetka#67806 https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3771-skrytk-bankowa-nr-937#69396 https://www.morsmordre.net/t3770-odette-baudelaire#69394
Zawód : śpiewaczka operowa
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Staniesz w ogniu, ogień zaprószysz,
I od ciebie dom twój się zajmie!
Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.
OPCM : 11
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 11:45

Nadal nie mogę się przyzwyczaić do pierścionka lśniącego na serdecznym palcu. Nie ciąży mi już tak bardzo jak na samym początku, teraz jest idealnie. Takie mam przeświadczenie budząc się jeszcze w domu mojej rodziny, pośród znajomych czterech ścian. Ślub już za pasem, niedługo przeniosę się do innego miejsca. Na pewno dużo bogatszego, strojniejszego oraz urządzonego z lepszym gustem niż to, do czego jestem przyzwyczajona. Krewni, którzy przeprowadzili się do Wielkiej Brytanii, żyją dużo skromniej niż Baudelaire’owie z Francji. Dość długo przekonywałam się do niemal ascetycznych wnętrz przeciętnych rozmiarów domu, zaś klitka, w której przyszło mi żyć, stanowiła dla mnie ogromne wyzwanie. W końcu się zaaklimatyzowałam. Wręcz z sentymentem myślę o opuszczeniu rodzinnych stron, chociaż nie może się to równać z ciężką decyzją o opuszczeniu ojczyzny. Teraz już wiem, że nigdy tam nie wrócę, co najwyżej na wakacje na chwilę. Ale rodzice są zadowoleni. Ba, megalomańsko dumni, że ich młodsza córka zyskuje godnego jej ręki męża. Naturalnie, że żałują, że ten nie zajmuje się uzdrowicielstwem tak jak oni, ale szybko przestali wybrzydzać słysząc jego nazwisko. Solene zaś nadal przysparza im bólu głowy swoim stanem panieńskim, ale o tym akurat nie chciałam z nimi rozmawiać. To jej sprawa. Zresztą, do tej pory się nami nie interesowali, więc ucinałam kontakt z nimi do minimum. Wciąż nie mogę im wybaczyć tego, że pragnęli dla mnie innej przyszłości i nie rozumieli, że jestem odrębnym bytem, nie ich inwestycją. To, że teraz są zadowoleni nie pociesza mnie ani trochę. Ani nie urządza. Mogli pomyśleć o tym wcześniej, wiedząc, że krzywd nie zapominam nigdy.
Ciesząc się z ciepłego lata, które ostatecznie zakończyło mroźną zimę oraz zbliżających się wielkimi krokami wyjątkowych dni, postanowiłam wziąć udział w festiwalu w Weymouth. Okolica ta jest niezwykle urokliwa i chcąc nie chcąc odruchowo przyrównuję ją do Gloucestershire. Muszę przyznać, że krajobrazy tego miejsca oddziałują na mnie niezwykle żywo. Chcę przeżyć ostatnie chwile narzeczeństwa właśnie w takim otoczeniu, pełnym przyrody oraz sielanki. Uspokoić rozbiegane myśli, zapomnieć o czarnym widmie sączącym się z nieba. Beztroskie życie, tego właśnie pragnęłam. Nie boli mnie nawet fakt, że nikt nie zaproponował mi roli śpiewaczki umilającej gościom pobyt na terenach tego wydarzenia, a tymczasem moja siostra ma świecić kwiecistą mową pośród tłumu zebranych dziewcząt. Nie mogłam sobie odpuścić tego widoku. Ani tym bardziej jakże pięknych słów rzucanych na letni wiatr nadziei. Uśmiecham się całkiem miło, nie odsłaniając jednak wszystkich swoich kart. Klaszczę, kiedy jest na to pora, przecież taki wysiłek należy nagrodzić brawami. Kończąc jednak przedstawienie razem z innymi udaję się po dzbanek, żeby chwilę później ruszyć na poszukiwanie słodkich owoców. Odnoszę wrażenie, że mój szampański nastrój może dziś wyjątkowo irytować. Z pewnością znajdę wielu wrogów, szczególnie jeśli chodzi o wili urok, ale malin nie odnajdę.




Powrócę ja - patrz, Furia zła,
Przyjdę jak
płomień gorący.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 11:45

The member 'Odette Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 1


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/33
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 12:17

Na Festiwalu Lata nie mogło zabraknąć i Charlie. Czasy były trudne, końcem czerwca wydarzyło się wiele złego (jakby nie wystarczyło anomalii!), ale należało chwytać się każdej iskierki normalności i stabilności. Festiwal Lata był starą tradycją. Bywała na nim już jako dziecko, w końcu ich rodzinna Kornwalia nie leżała daleko stąd i rodzice co roku je tu zabierali, także w letnie wakacje między kolejnymi latami w Hogwarcie. Nie wyobrażała sobie więc, że mogło jej tu zabraknąć. Nawet teraz, choć i tu, mimo radosnej atmosfery, można było wyczuć tlący się niepokój. Świat magii został ciężko doświadczony w ostatnich miesiącach, nie było to coś, nad czym można było łatwo przejść do porządku dziennego ani całkowicie ukryć przez sielankowy nastrój festiwalowych zabaw.
Skuszona perspektywą wspólnej zabawy ze swoją siostrą oraz z Rowan zjawiła się na miejscu, gdzie miało odbyć się poszukiwanie malin. Wysłuchała wstępnej przemowy o miłości w wykonaniu zjawiskowej półwili i poczuła ukłucie smutku, że w jej życiu miłości jak nie było, tak nadal nie ma. Po skończeniu szkoły zbyt mocno skupiła się na kursie alchemicznym i nauce animagii, a i później jakoś w jej życiu nie trafił się nikt, kto zostałby w nim na dłużej, choć jej matka w tym wieku była już zamężna. Na Charlie najwyraźniej nie przyszedł jeszcze czas, choć w głębi serca chciałaby znaleźć taką piękną, szczęśliwą miłość. Chciałaby czuć się kochana i założyć rodzinę. W życiu szanującej się kobiety kariera nie mogła być jedyna i najważniejsza, choć niewątpliwie dla Charlie ważna była jej praca i pasja, w końcu chciała zrobić coś dobrego dla innych. Ale nie marzyła też o smutnym żywocie zwiędłej starej panny, która nie ma nic poza swoimi eliksirami. Mogła przecież jednocześnie spełniać się na obydwóch polach, prawda?
Nie wierzyła, że uzbieranie malin cokolwiek zmieni, więc zamierzała tam iść po prostu dla dobrej zabawy w gronie innych kobiet, w tym swojej siostry oraz przyjaciółki. Chciała przejść się po lesie i zrelaksować się na łonie natury, w nadziei, że mimo kapryśnej pogody ostatnich miesięcy jakiekolwiek maliny w ogóle tu urosły. Niemniej jednak otoczenie wyglądało całkiem przyjemnie i zachęcająco.
- Bawcie się dobrze. Ciekawe, która z nas uzbiera najwięcej malin. Podobno będą potrzebne w jutrzejszym konkursie dla alchemików – zauważyła; jak przystało na oddaną swojej pasji alchemiczkę była żywo zainteresowana wszystkim co związane z jej ulubioną dziedziną.
Śladem Rowan wzięła ze stołu dzbanek, zerkając przez ramię na siostrę.
- Chodź, Vero, zanim zbiorą przed nami najpiękniejsze owoce – rzuciła do niej z rozbawieniem, idąc w stronę lasu w ślad za Rowan.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 12:17

The member 'Charlene Leighton' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Nephthys Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : 4
UROKI : 2
ELIKSIRY : 24
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 13:05

Nephthys nie udzielał się radosny nastrój festiwalu. Choć powinna cieszyć się pogodą i możliwością wzięcia udziału w całej tej zabawie, wciąż jeszcze nie potrafiła pogodzić się z myślą, że właśnie ziszczały się jej najgorsze obawy, a ich ucieleśnienie pyszniło się na palcu prawej dłoni. Problem nie tkwił nawet w samym kandydacie, nawet jeśli Shafiq czuła się do głębi oszukana tym, jak potoczyły się sprawy. Nie potrafiła zmienić nastawienia, przyzwyczaić się, że odtąd zamiast przejmować się opinią ojca, będzie musiała myśleć o narzeczonym, a lada chwila zapewne i mężu. Choć czy to była aż taka duża różnica? Jeśli o wiek chodzi, niekoniecznie. Była już jednak zmęczona myśleniem o tym, roztrząsaniem zabrania jej resztek wolności, którą mogła się cieszyć jeszcze do niedawna. Doceniała starania Ramesesa, by jakoś to wszystko ułatwić, ale to niewiele dawało. Była jednak zbyt zdyscyplinowana, by okazać choć jednym grymasem, jak bardzo czuje się zagubiona i niechętna temu wszystkiemu. Dlatego z wyprostowaną sylwetką, odziana w jadeitową zieleń sukni, skrojonej na wschodnią modłę i kontrastującą barwą z ciemnym odcieniem jej skóry, ozdobioną złotymi wstawkami w pasie i przy ramionach, z których spływał kawałek materiału udrapowany na kształt peleryny, tak, by suknia nie odsłaniała zbyt wiele, spoglądała na wszystko, co ją otaczało, z enigmatycznym uśmiechem. Korzystając z ostatnich chwil panieństwa, nie spięła włosów, pozwalając im opadać kruczą kaskadą na plecy. Towarzyszyła jej siostra, ale nie rozmawiała z nią za wiele; mogły próbować oszukać wszystkich, że ich stosunki pozostają poprawne, ale to było paskudne kłamstwo.
W milczeniu wysłuchała przemówienia Solene, prezentującej się zjawiskowo w jasnych barwach. Dostrzegła wśród konkurentek kilka znajomych twarzy, które powitała nieco szerszym uśmiechem, ale z nikim nie rozmawiała. Tak naprawdę najchętniej zniknęłaby już wśród drzew, gdzie choć przez chwilę będzie mogła przestać udawać, jak wiele radości sprawia jej dzisiejsze pogodne popołudnie. Właściwie to był główny powód, dla którego z taką ochotą przystała, by wziąć udział w zabawie. Choć należała do szlachcianek, które hołdowały tradycjom, w ubiegłym roku nie wzięła udziału ze względu na ojca, któremu niezbyt podobał się ten pomysł. W tym roku uznał, że umywa ręce, skoro oddał córkę w ręce przyszłego męża i tak Nephthys trafiła tutaj. Wszystko było lepsze, niż konieczność rozmowy ze wszystkimi ważnymi ludźmi i przyjmowanie gratulacji, których wcale nie chciała, nawet jeśli znosiła to wszystko w sposób nie pozostawiający jej niczego do zarzucenia. Nie mogła powstrzymać się od zastanawiania, czy sama panna Baudelaire wierzy w to, co mówi; czyż nie było absurdalnym, by kierować takie słowa do dziewcząt, które w zastraszającej większości nie miały żadnego wyboru? O jakiej miłości w ogóle była mowa? Przypuszczała jednak, że to nie wybór Solene, a charakter festiwalu poniekąd wymógł na niej podobne słowa.
Z ulgą przyjęła zatem ich koniec, a gdy półwila ruszyła do stołu po dzban, rozpoczynając zabawę, Nephthys poczekała, aż największy tłok przy stole się rozrzedzi i sama wybrała jeden dla siebie, by w końcu obrać obiecująco wyglądającą ścieżkę w stronę lasu. Odetchnęła, gdy tylko weszła pomiędzy pierwsze drzewa i las ją pochłonął, świadoma, że jest teraz sama ze sobą i może przestać grać.





شاهدني من فوق
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   18.05.18 13:05

The member 'Nephthys Shafiq' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Sybilla Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5842-sybilla-vablatsky-budowa https://www.morsmordre.net/t5860-lustereczko-powiedz-szczerze https://www.morsmordre.net/f166-doki-parszywy-pasazer-pokoj-4 https://www.morsmordre.net/t6086-skrytka-bankowa-nr-1440 https://www.morsmordre.net/t6087-sybilla-vablatsky
Zawód : wróżbitka
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

she walked with darkness
dripping off her shoulders;
I've seen ghosts
brighter than her soul

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   19.05.18 1:19

Mgliste strzępki ostatniej wizji wciąż jeszcze trzymały się jej umysłu, wyciągając ku myślom długie, cieniste palce, gdy przystawała na uboczu ciemnozielonego zagajnika, przemykając uważnym spojrzeniem po twarzach gromadzących się dziewcząt. Zupełnie anonimowych, lecz to, że nie rozpoznawała niemal nikogo, nie powinno jej dziwić; portowe uliczki nie były miejscem, w którym widywało się powłóczyste suknie i długie szyje przyozdobione drogą biżuterią, która migotała wyraźnie w promieniach prześwitującego przez gałęzie słońca. Jeszcze jakby nieśmiałego i świeżego, mimo że lato – teoretycznie – powinno niedługo już zacząć chylić się ku końcowi. W powietrzu nie czuć jednak było jeszcze charakterystycznego zapachu jesieni; wypełniała je za to doskonale znajoma woń liści i ziemi, jeden z czynników, który kazał jej opuścić powleczoną oparami kryjówkę w dokach.
Słuchając przemowy eterycznej dziewczyny, która – ze swoją porcelanową skórą i jaśniejącą aurą – mogłaby bez problemu uchodzić za potomkinię leśnych nimf, zliczała w myślach sylwetki pozostałych zawodniczek, na słowa o miłości uśmiechając się jedynie smutno; nie tego dzisiaj szukała, własne uczucia już dawno pogrzebawszy sześć stóp pod chłodną ziemią. Męczyło ją jednak długotrwałe oddychanie duszną, portową aurą, tym cięższą, że naznaczoną tragediami ostatnich tygodni, którym Sybilla przyglądała się zarówno parą szarozielonych tęczówek, jak i przy pomocy oka trzeciego, otwierającego się częściej niż zazwyczaj, czy to ze względu na tężejącą w powietrzu magię, czy wyjątkowo bogate nagromadzenie nieszczęścia. Czasami zdawało jej się, że wciąż czuje na sobie gorąc szatańskiej pożogi, mimo że nie postawiła nawet stopy w pobliżu Ministerstwa; obserwowała jednak rozwój wydarzeń z rosnącą fascynacją, przeczuwając podskórnie, że los nie uchylał przed nią czarodziejskiej zasłony bez głębszej przyczyny.
Skończyła liczyć wraz z końcem przemowy srebrzystowłosej; pojawiła się w konkurencji jako trzynasta, wieszcząc nieszczęście i problem z osiągnięciem celu, zmiany, ale i dążenie do zabawy. Obróciła tę myśl wewnątrz własnego umysłu, odkładając ją gdzieś na bok i poprawiając szerokie rękawy sukni. Utrzymanej w zieleni tak głębokiej, że graniczyła z czernią, odcinając się wyraźnie od kwiatowych tkanin i eleganckich materiałów, prostej, bardziej praktycznej niż ładnej, podkreślającej jedynie dodatkowo niezdrową bladość niebieskawej, odzwyczajonej od słońca skóry. Nie zaprzątała sobie jednak głowy osądami, jakie wydawali na nią inni, jako ostatnia podchodząc do długiego stołu i biorąc do rąk gliniany dzbanek. Zbieranie malin przywoływało słodko-cierpkie wspomnienia dzieciństwa, dzięki którym wiedziała doskonale, gdzie szukać owoców i jak je zrywać, chociaż podejrzewała, że organizatorzy konkurencji zadbali o dodatkowe atrakcje. Nie przejmowała się jednak czyhającymi w lesie trudnościami, nie interesowało jej zwycięstwo; w leśnych ostępach szukała raczej odpowiedzi, zastanawiając się, dlaczego powierzchnia szklanej kuli zabarwiła się ostatnio odcieniami malinowego soku – i kim była dziewczyna, której twarz mignęła jej w mlecznych odmętach.




how can you die carelessly?


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśne ostępy   19.05.18 1:19

The member 'Sybilla Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
 

Leśne ostępy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Leśne ostępy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18