Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 22 ... 39  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wybrzeże   08.11.15 13:03

First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.


Puszczone wianki:

Ophelia Nott
Lyanna Zabini
Lunara Greyback
Sybilla Vablatsky
Jean Desmond

Wyłowione:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : 0
UROKI : 2
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   10.11.15 23:16

Potrafię dojrzeć pewne zalety tej konkurencji. Trzeba było magicznie wywołanej ślepoty, by nie dojrzeć komizmu tej całej sytuacji - bójki, przepychanki, walki z morskimi istotami, niefortunne upadki, to wszystko wygląda jak jakieś zaaranżowane przedstawienie, ku uciesze pań zebranych na brzegu. Jak tu nie uśmiechać się na widok mężczyzny zalanego własną krwią, tego plującego morską wodą, lecz wielce ucieszonego z dzierżonego w ręku wianka. Oh, tak, to obłąkane, choć w powietrzu wisi aura pozytywnych uczuć.
Zapatrzona w śmiałków, nie skupiam się na swoim wianku, który, jak na złość!, przetrwał spotkanie z największymi falami przy brzegu i podryfował dalej. Nie zwracam uwagi na dwójkę śmiałków, którzy polegli w starciu ze złośliwością morza, przecież dużo tutaj panów, nie sposób wszystkich ogarnąć wzrokiem! Choćby taki Soren, spodziewałam się, że spotkam swojego bliźniaka, lecz za nic nie jestem w stanie odnaleźć tej jasnej czupryny wśród tłumu innych, która powinna przyciągać mój wzrok niczym magnes. Być może nie powinnam odpuszczać poszukiwań brata, bo oto właśnie widzę, jak Amodeus z Sylvainem próbują złapać wianek... Nieskutecznie, na szczęście. Prince nie jest dla mnie zaskoczeniem, lecz Crouch...? Właśnie w tej chwili mogłabym się zapaść pod ziemię z wrażenia. Czy nie powinien zająć się połowem innych wianków? Nie, nie! Nie chcę go tutaj spotykać! Nie teraz, gdy wszystko wyklarowało się w mojej głowie... Gdy pozwoliłam sobie odpuścić, a to przecież stanowiło pierwszy krok do zaakceptowania warunków swojego ślubu. Czy to zemsta za te lata milczenia? Znów wracasz, żeby zamieszać mi w głowie, tak jak ja tobie wtedy w to przypadkowe popołudnie na Pokątnej? Jak mamy zacząć tworzyć przyszłość, skoro wciąż i wciąż, z każdą sekundą przeznaczoną na przyglądanie się tobie na nowo otwierają się rany sięgające wgłąb samej duszy? I nie ważne, jak bardzo to bolesne, nie potrafię oderwać wzroku, przerwać tego cierpienia. Chyba po prostu nie chcę... Dopiero, gdy widzisz, że morskie fale stają się coraz to bardziej nieznośne i porzucasz próbuję schwytania wianka, odwracam wzrok. Nie potrzebuję twojego spojrzenia pełnego obrzydzenia, przecież w tej kwestii nic się nie zmieniło, nawet gdybym znalazła magiczny sposób, by zrehabilitować się w twoich oczach.
Już zamierzam odejść, nie wymieniając z nikim ani słowa. Cała zabawa nagle straciła na uroku i co dziwniejsze... Traci jeszcze bardziej, gdy widzę Alexandra, który jak gdyby nigdy nic wybiera jeden z wianków, ten należący do mnie. Właśnie w tej chwili powinnam odwrócić się na pięcie i uciec z plaży. Przecież z takiego połączenia nie mogło wyjść nic dobrego.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : 0
UROKI : 18
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   10.11.15 23:25

Najprawdopodobniej należy mi się tytuł najlepszego towarzysza wszech czasów, skoro w założeniu lekkie i przyjemne tradycje wiankowe potrafiłam sprowadzić na tory posępnych rozważań i rozliczeń przeszłości. Wmawiałam sobie, że zamyślona, nieobecna Selina w znacznie gorszym humorze niż w momencie naszego spotkania to moja zasługa, tłumacząc sobie, że jej skomplikowane relacje z Rudolfem znalazły swój może mało szczęśliwy finał już dawno, a panna Lovegood wyszła z tego obronną ręką, by wcześniej czy później wrócić do swojego życia kobiety wolnej od większości stereotypowych ograniczeń. Stałyśmy na brzegu, otoczone beztroskimi, rozemocjonowanymi młódkami, lecz kiedy nasze wianki zostały poniesione dalej przez coraz to kolejne fale, przestałam śledzić ich dalsze losy i spojrzałam na blondynkę, odcinając się na chwilę od całego okolicznego zamieszania, łącznie ze zmaganiami śmiałków.
- Nie jestem negatywnie nastawiona, ale skoro nie widziałam tu jeszcze Zaima, raczej nie powinnam oczekiwać wiarygodnej odpowiedzi. - stwierdziłam lekkim tonem, jakby wianki kiedykolwiek można było uznać za wiarygodne. - Niektórym jednak dopisuje szczęście. - zaśmiałam się, wskazując głową przepiękną scenkę, w której trzech kawalerów ruszyło po wianek panny niewątpliwie będącej czarującą połwilą, a kiedy zwycięzca tego nierównego wyścigu po plątaninę kwiatów odwrócił się, rozpoznałam w nim Tristana. - To tylko niewinne żarty. Przecież wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej. - odpowiedziałam Selinie, powracając do niej spojrzeniem, gdy wspomniała o moich dość nieudolnych próbach swatania, zaraz jednak z ust mojej kuzynki padło kolejne słowo, a właściwie imię, niezmiennie przyprawiające mnie o trwające ułamki sekundy zatrzymanie akcji serca. Odwróciłam się w kierunku, w którym patrzyła Lovegood, by wbić spojrzenie prosto w Bena dzierżącego wianek, którego raczej nie dało się pomylić z niczyim innym i tylko mieć nadzieję, że zza fasady lekkiego uśmiechu nie da się dojrzeć tego, że wszystkie moje wnętrzności zatańczyły właśnie kankana.
- Jaimie, łapiesz wianki w imię starych, dobrych czasów? - zapytałam, gdy Wright znajdował się już w zasięgu naszych rozmów. Siliłam się na beztroski ton, jakbyśmy nigdy się nie spotkali przypadkowo w parku, nigdy burzliwie się nie rozstali, nigdy nie wiązali ze sobą żadnych nadziei i nigdy nie wykroczyli poza bezpieczną granicę przyjacielskich pogawędek. Czy byłam już dla Seliny otwartą księgą, z której bez trudu wyczytać można motywy moich wcześniejszych pytań, czy miało minąć jeszcze parę minut, nim wszystko stanie się do bólu oczywiste?




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 0:00

Fortuna kołem się toczy, najwyraźniej więc jestem na dnie. Już od jakiegoś czasu. Zabawy trwały w najlepsze, na brzegu rozchichotane panny obserwowały zmagania młodzieńców, którzy z mniejszym lub większym poświęceniem drałowali po śliskim, zdradzieckim dnie w kierunku wianków, kilka osób poślizgnęło się, tym samym swój wygląd upodabniając do nieco zmodyfikowanej przy moim udziale twarzy Cezara z dnia poprzedniego, kilka połowów wzbudziło zachwyt, kilka wzburzenie, kilka rezygnację. W jakiej kategorii mieściła się więc moja tragiczna porażka, gdy wianek Rosalie odżeglował w przeciwnym kierunku, a ja, zamiast go gonić, wyciągnąłem z kieszeni chwilowo mi nieodłączną piersiówkę, by wspomóc się moim lekiem na rzeczywistość? Nie czułem już zimna wywoływanego przez coraz chłodniejsze fale, po moim ciele rozbiegało się dobrze znajome ciepło, a kiedy wyczłapałem z morza, stąpając ostrożnie po kamiennym brzegu, byłem już lekki jak piórko. I jak piórko pomknąłem w kierunku przepięknej Evandry i jej okropnego towarzysza, by zaśmiać się chrapliwie, gdy Rosier całował dłoń niezbyt zachwyconej półwili.
- Przyozdabiasz swoje najnowsze trofeum, Rosier? - zapytałem pogardliwie, widząc jak Tristan bezpardonowo wkładał na głowę panny Lestrange wianek, zupełnie tak, jakby już była jego własnością, z której życzeniem nie trzeba się liczyć. - Droga Evandro, życzyłbym ci miłego dnia, ale to chyba mało możliwe, zważywszy na okoliczności. - zwróciłem się jeszcze do blondynki, brnąc dalej w trwającym już któryś dzień bezsensie swoich zachowań i wypowiedzi.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Zaim Naifeh
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1413-zaim-naifeh http://morsmordre.forumpolish.com/t1508-alfons#13822 http://morsmordre.forumpolish.com/t1426-przystojny-w%20s http://morsmordre.forumpolish.com/f170-canterbury-honey-hill http://morsmordre.forumpolish.com/t1494-zaim-naifeh#13425
Zawód : Auror
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
KAŻDY Z WONSEM JEST ALFONSEM
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 0:47

Festiwal Lata doprawdy skrywał w sobie wiele tajemnic. Oprócz pięknych widoków, które podziwiałem na pewno dość regularnie, jak na tego typu spędy, nie zaskoczyła mnie wcale mnogość atrakcji, a także i skandali, które wybuchały co jakiś czas. Nic dziwnego, skoro tyle tu było osób. Głównie z arystokracji, a ci byli przecież najbardziej zepsuci. Mniejsza o to, nie zamierzałem rozmyślać o ludziach niewartych splunięcia. Tęskniłem trochę za Sethem i za pracą, od której wziąłem sobie wolne, najpewniej na prośbę małżonki. Która uwielbiała wszelkiego rodzaju przyjęcia, na których mogła olśniewać innych swą osobą. Wszystkich, włącznie ze mną, bowiem wciąż zakochiwałem się w niej na nowo, nawet, jeżeli bywało u nas różnie, głównie wybuchowo.
Nie sądziłem jednak, że dojdzie to tak wysoce absurdalnej sytuacji!
Harriett mówiła coś o tym, że będzie pleść wianek. Zgodziłem się jej towarzyszyć, chociaż trudno to tak nazwać, zważywszy na to, że czekałem wśród tłumu mężczyzn, nie widząc jak sobie radzi. Kiedy z kolei wszyscy zebrali się, aby rozpocząć wyławianie tychże cudów natury, popędziłem wraz z nimi w kierunku... morza. Naprawdę? To znaczy, na pewno uczestniczyłem w podobnych przedsięwzięciach, ale mimo to byłem lekko zdziwiony. I do pewnego czasu miałem nawet dobry humor. Dopóki przede mną nie wyrósł eks narzeczony mojej żony, który wpadł do wody jako jeden z pierwszych i zwędził wianek mej żonki! Natychmiast rzuciłem się za nim, nie patrząc, że nie zdjąłem nawet butów, a mój super aurorski wąs poruszył się bardzo groźnie.
- Za bardzo się zagalopowałeś, Wright. Oddaj to, co nie należy się tobie - rzuciłem oschle, acz stanowczo, wyciągając rękę po wianek. Moje zmarszczone czoło, usta zaciśnięte w wąską linię i gniewny wąs powinien zmusić go do przyznania się do błędu i zwrócenia zagrabionej rzeczy. Bo co on sobie wyobrażał niby!




this is the last goodbye

To these memories I will hold, with your blessing I will go to turn at last to paths that lead home. Night is now falling, so ends this day. The road is now calling and I must away. Under cloud, beneath the stars, over snow and winter's morn I turn at last to paths that lead home.
Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange https://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 https://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 https://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 https://www.morsmordre.net/t4210-skrytka-bankowa-nr-5#85655 https://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 0:50

Nie odejmowała od niego gniewnego, nienawistnego wzroku, kiedy podążał w jej kierunku, choć może lepiej zrobiłaby, gdyby odwróciła się na pięcie i odeszła, okazując mu lekceważenie - takie samo, jakie on okazał jej dnia poprzedniego. Powinien stropić się, zwątpić, utracić trochę tej przeklętej pewności siebie, która wciąż pchała go do przodu... Lecz nic nie wskazywało na to, by Rosier mógł odczuć choć odrobinę wstydu; naprawdę nie widział, w jaki sposób ją traktuje? A może wierzył, że właśnie na to zasługuje? Na brak poszanowania, protekcjonalność i pogardę? Na obnoszenie się ze swą wydumaną wyższością? Kolejne siniaki?
Nie odezwała się do niego nawet słowem, gdy stanął blisko, zbyt blisko, i wbrew etykiecie sięgnął ku jej dłoni, by złożyć na niej fałszywy, przesiąknięty samczą dominacją pocałunek. Drżała z dojmującej złości, bezsilności i wstydu, mając nadzieję, że tę zdradliwą reakcje ciała uda się zrzucić na coraz to silniejsze powiewy wiejącego od morza wiatru - wszak mieli już wieczór, a ona była jedynie kruchą, schorowaną kobietką.
Nie wydobyła z siebie słowa nawet gdy ułożył na jej włosach wilgotny wciąż wianek, z godnością znosząc kolejne poniżenie - nie wystarczył mu pierścionek, musiał oznaczyć i w ten sposób, musiał pokazać, że jest jego własnością. I choć z jej ust nie padło choćby wzgardliwe prychnięcie, Rosier musiał dostrzegać bijące od niej wyniosłość i odrazę. Była Lestrange i żaden mężczyzna nie sprawi, że się ugnie.
Miała ochotę otrzeć spływające po licu kropelki wody, lecz nie poruszyła się, próbując tkwić tam niczym posąg - czy nie tego chciał? Trofeum pozbawionego głosu, woli, zdolności sprzeciwu? Jedynie nerwowe drżenie zdradzało siłę, z jaką działał na nią znienawidzony mężczyzna.
Kiedy wykonał gest wgłąb plaży, nie zrobiła nawet kroku w tamtym kierunku, nadal patrząc na niego chłodno, bez krztyny życzliwości. Co mieliby sobie powiedzieć po tym wszystkim? Było to pierwsze spotkanie od oficjalnych, przeżytych w gronie rodziny zaręczyn, pierwsze samotnie spotkanie od tamtej feralnej wizyty, w trakcie której...
Nie mieli sobie nic do powiedzenia. Nie mogli sobie tego wyjaśnić.
Ile oddałaby za to, by Cassandra mogła zainterweniować i porwać sprzed nosa Rosiera - lecz było to jedynie naiwne marzenie zdesperowanej panienki. Musiała poradzić sobie sama, tak mówiła jej krew, tak mówiło wychowanie.
Wtedy też pojawił się Perseusz, ten sam Perseusz, z którym widziała się dzień wcześniej na plaży. Nim jednak zdążyła go powitać, Avery przemówił pogardliwym tonem, tytułując ją najnowszym trofeum, rozniecając i tak potężny płomień urazy, narażając się tym samym Rosierowi. Czy wiedział o czymś, o czym nie wiedziała ona? Czy miał dowody na inne trofea? Albo czy zdawał sobie sprawę z tego, jak porywczym człowiekiem potrafił być Tristan?
Wyraz jej twarzy zmienił się - była zaskoczona, wzburzona, ale i zlękniona tego, co niewątpliwie nadchodziło wielkimi krokami, a z czego chyba tylko ona zdawała sobie sprawę. Chciała go przestrzec, nakłonić, żeby odszedł, zniknął, żeby nie prowokował dalej, chciała przekazać to wszystko wzrokiem, krótkim gestem głową... Lecz czy Perseusz chciał ją zrozumieć?


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 43
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 1:18

Na nic twój upór, Evandro, pójdziesz ze mną i dobrze o tym wiesz. Pójdziesz, bo tego wymaga tradycja. Pójdziesz, bo jesteś moją narzeczoną. Pójdziesz, do jasnej, pieprzonej cholery, bo tego chce od ciebie twoja rodzina. Była damą, miała w sobie królewską godność i pawią dumę, ale ulegnie - wiedział o tym. Jej kruchość, drżenie podczas kolejnego podmuchu wiatru, jedynie podkreślało jej kobiecą słabość, przewagą, jaką nad nią miał i jaką przecież mógł wykorzystać, kiedy tylko zejdą ludziom z oczu. Jej okrutna beznamiętność rozjuszała tylko złość przyćmiewającą jego umysł, Tristan nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielki zachwyt budziła w nim jej wyniosłość, z tego, że z każdym jej gestem kochał ją i pragnął jej coraz mocniej.
Nie musiał się odwracać, dobrze znał ten głos - i o tym głosie myślał od dłuższego czasu. Dorwał ten chrzaniony wianek przed nim, ozdobił palec Evandry zamiast niego, i tak stan rzeczy miał już zostać, dziś, jutro, na zawsze. Jakkolwiek głupia nie byłaby ta tradycja, w tym momencie Tristan poczuł, że wianek urósł do rangi najcenniejszego diademu, jakim przyozdobił głowę swojej królowej, do rangi trofeum, diamentu, który obydwoje chcieli posiąść.
- Avery - wycedził krótko, a w jego głosie w jedno zbiły się gniew, oczywistość i paląca złość. Patrzył wciąż na Evandrę, prosto w jej oczy, spojrzeniem drapieżnika - wygłodniałego i gotowego na długą, okrutną zabawę ze swoją ofiarą. Źrenice błyszczały złowrogo, jest usta trwały w kamiennym wyrazie, ni to uśmiechu, ni grymasie, a wymuszonym zobojętnieniu. Skąd on się tutaj wziął, Evandro? Dlaczego akurat teraz rzucił się po twój wianek?
Naprawdę chcieli bawić się z nim w taki sposób? Nie miał zamiaru dać sobie na to pozwolić, ani Perseus, ani Evandra, nie będą grali mu na nosie. Półwila należała do niego, wszystko było już postanowione - nawet, jeśli w istocie miała trwać u jego boku jedynie jako piękne trofeum. Boleśnie prawdziwe słowa Avery'ego przelały szalę goryczy, nic mu do tego, jak spędzą razem czas - byli narzeczeństwem - lecz lęk w oczach Evandry jedynie upewnił go, że jego pierwotne podejrzenia nie były wyłącznie wyrazem chorobliwej zazdrości graniczącej z szaleństwem. Naprawdę, Evandro? Wolałaś spędzić czas z nim przez ostatnie dni? Jej próby wykonania porozumiewawczych gestów jedynie mocniej go rozsierdzały.
Milczał, stał, patrzył w jej oczy, jego mięśnie napinały się we wściekłej furii, którą zapewne tylko stojąca przed nim Evandra potrafiła dostrzec. Niezwykle miło cię widzieć, Avery, ale to zły dzień na takie rozmowy.
Bez słowa odwinął się i cisnął zgięty łokieć prosto w twarz zbliżonego wzrostem Perseusa. Chciał mu złamać mu nos? Nie, właściwie to chciał go zabić.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown


Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 11.11.15 1:58, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 1:18

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością

'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 41
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 12:32

Wokół niego panował istny płynny armagedon. Fale stawały się coraz wyższe (zapewne przez wejście do akwenu kilkudziesięciu barczystych mężczyzn, którzy podnieśli poziom wody - tak, Ben miał zawsze najlepsze oceny z mugolskiej fizyki), muskając już pianą nie tylko łydki ale i kolana. W przypadku Jaimie'go, bo reszta kawalerskiej ferajny znajdowała się w różnym stanie skupienia, głównie przewracając się, fikając koziołki, lądując pod powierzchnią i wypluwając słoną wodę barwionymi na czerwono fontannami. Wśród tego chaosu, wzbogacanego tylko piskami co młodszych i słabiej wychowanych panienek, Wright wydawał się wręcz morską skałą, spokojnie tkwiącą przy brzegu z praktycznie suchym wiankiem w dłoni. Nie przyglądał się mu specjalnie, po prostu wpatrując się w twarz Harriett, widoczną dość słabo z tej odległości. Cóż. Więcej szczęścia niż rozumu? Czy powinien zaufać temu podszeptowi (ba, krzykowi!) losu, pozwalającemu mu złapać makowo-niezapominajkowe dzieło bez żadnego problemu? Żałował, że nie jest kompletnie pijany, mógłby wtedy swój gest złożyć na karb nachlaństwa totalnego. Ale nie, był trzeźwy, był zakonnikiem, był godnym człowiekiem. I może dlatego właśnie, ciągle napędzany tą wiarą w siebie i w kompletną odmianę swojej podłej niemoralności, próbował coś naprawić?
Oczywiście takie ckliwe podejście do sprawy w ogóle nie pasowało do rozmyślań Benjamina. Nie lubił bić się z myślami, wolał konkretne działania, dlatego po prostu ruszył ku Hattie, widząc ją coraz wyraźniej i coraz mocniej czując to niemiłe pulsowanie gdzieś za którymś żebrem (miał zawsze słabe oceny z biologii). Coś mówiła, jej usta ułożyły się w sztucznym uśmiechu, ale...nie słyszał, co powiedziała, bo przed nim wyrósł jakichś druzgotek czy inny arabski tryton.
Skrzywił się na widok Zaima i popatrzył na niego z pogardą. Podniósł wianek do góry, znacznie wyżej, niż mógł dosięgnąć Zaim, i pomachał kwiatkami nonszalancko, pilnując, by ten nie spadł do wody.
- Ten wianek z pewnością należy się mnie. Przecież ja odebrałem go Hattie pierwszy - powiedział powoli, wyraźnie, uśmiechając się zbyt podle i dwuznacznie, by mogło to zabrzmieć w stylu przyjacielskiej przekomarzanki. - Lepiej łap wianek jakiegoś wielbłąda, może tam ci się poszczęści - dorzucił, dalej mierząc go typowo nokturnowym wzrokiem.
No, to byłoby na tyle bycia godnym człowiekiem.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t3514-skrytka-bankowa-nr-290#61348 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
Zawód : ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
OPCM : 5
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 36
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 13:04

Zawodniczka Quidditcha w ostatnim czasie doprawdy miała iście sentymentalny humor. A wszystko zaczęło się od deszczowego meczu na Queerditch March. Od tego czasu miała dziwną skłonność do rozmyślań i ckliwych myśli, które tylko wprawiały ją w złość. I dlatego nigdy nie rozważała ich zbyt dogłębnie. Bo nie znała odpowiedzi na większość pytań, które jej się wtedy nasuwały. Jak się rozpoznaje czy się kogoś kocha? Ile to trwa? Czy to mija, ma swój okres ważności? Czy można kochać więcej jak jedną osobę czy też serce przeskakuje z kwiatka na kwiatek, pozwalając poprzedniemu obiektowi westchnień przeminąć? Czymże była miłość, do diabła?! Bo Selina naprawdę nie miała pojęcia jak się czuje. Kocha, nie kocha? Była kompletnie zagubiona! I ta niepewność wprawiała ją właśnie w takie przedziwaczne, zmienne, kapryśne nastroje. Jak teraz. I nie było w tym winy jej towarzyszki, w której - mimo wszystko - zawsze widziała wsparcie. Sam widok jej osoby wystarczył, by coś ścisnęło jej narząd pompujący krew, a ona była podniesiona na duchu.
Uśmiechnęła się do siebie na jej stwierdzenie, choć nieco smutno. Bo jej słowa, jej poprzednie pytanie, jej postawa, wyraz jej twarzy... to wszystko zaprzeczało temu, że to właśnie jego jej serce chciało ujrzeć w tym momencie.
-Przyjmujesz, że to Zaim jest twoją odpowiedzią? Więc po co jej szukasz, skoro ją znasz?-odezwała się, by zmusić upartą krewną do myślenia.-Oczywiście. Tylko twoje najlepiej niekoniecznie się do mnie odnosi, kuzynko.-powiedziała, nadając głosu rozbawienie.
Benjamin dokładnie wiedział w którym momencie się pojawić. Tylko na wzgląd na Harriett, druga Lovegood nie zasypała go słowami i nie przytłoczyła swoją osobą w podekscytowaniu na jego widok. Tak rzadko mieli szansę się widzieć od kiedy Wright zszedł z murawy. I po raz kolejny ze złością mogła wypomnieć sobie sentyment.
Nagłe pojawienie się męża wili z pewnością... pokomplikowało sprawy. Zwłaszcza, że ten nie wydawał się zadowolony z przebiegu wydarzeń. Lovegood sama była gorącogłowa, więc rola mediatora definitywnie jej nie służyła. A mimo to zrobiła kilka kroków do przodu.
-Panowie dali się nabrać na nasz żart.-powiedziała pewnie, kompletnie ignorując napiętą atmosferę.-Zamieniłyśmy się wiankami z Harriett. Jej ciągle dryfuje na wodzie.-wskazała swój, kłamiąc nawet bez mrugnięcia.-Wright, mogę cię zapewnić, że mojego wianka w rękach jeszcze nie miałeś. Pamiętałabym.-oświadczyła, kładąc mu rękę na ramieniu z zamiarem zasugerowania mu, by się cofnął i stanęła między tymi dwoma kogutami.
Selina Lovegood rozjemcą. Dobre sobie. Obejrzała się jednak na panią Naifeh, z lekką obawą. Wszystko, byleby tylko włos nie spadł z jej głowy, a usta nie wygięły się w smutną podkówkę. Wszystko, byleby tylko ten domek z kart, który tak starannie sobie układała, nie zburzył się przez tych dwóch knurów. Wszystko, byleby tylko była szczęśliwa.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 13:24

Naokoło wciąż rozbrzmiewały śmiechy, gdy brnąłem w zaparte, nie czując absolutnie żadnych granic. Co z tego, że byliśmy na festiwalu, co z tego, że najprawdopodobniej psuliśmy lekką atmosferę wianków, co z tego, że powinienem swoimi gorzkimi słowami raczyć Cezara, który porzucił już moją narzeczoną, by biegać za innymi wiankami, co z tego, że Evandra już dawno przestała być mi obiecana. Patrzyłem na niewzruszoną półwilę, na jej pozorny spokój i kamienną twarz, gdy z mokrego wianka zimna woda rzeźbiła lśniące ścieżki na jej licach i z każdą chwilą nienawidziłem Tristana coraz bardziej. Przyozdobił jej dłoń tym cholernym, krzykliwym rubinem, a wciąż mu było mało, więc upokarzał ją publicznie, traktując jak swoją własność, zmuszoną mu do posłuszeństwa, a nie życiową partnerkę.
Zaledwie dzień wcześniej spacerowaliśmy z panną Lestrange po wybrzeżu i był to pierwszy dla mnie dzień festiwalu, który nie zakończył się obezwładniającą falą złości. Zdaje się, że teraz przyszło mi wyrównać średnią i dobić do wyznaczonej normy, bo każdy oddech Tristana, każdy jest nawet najmniejszy gest zalewał mnie gorącą jak lawa wściekłością, tłumioną przez tyle lat i osiągającą swoje apogeum właśnie teraz. Widziałem spojrzenie Evandry skierowane w moją stronę, sugerujące odwrócenie się i odmaszerowanie, zanim obaj upokorzymy się małą bitką, ale skrzywiłem się na samą myśl zostawienia jej z tym szarpiącym jej rękę troglodytą, który nie miał do niej ani krzty szacunku jej należnego.
- Ile jeszcze zakłamanych dziwek musiałeś posłać w świat, żeby zostać dosłownie jedynym możliwym kandydatem? - zapytałem gniewnie, wypluwając pojedyncze słowa, które nigdy wcześniej nie padły z moich ust pod adresem Rosiera, chociaż powinny. Może wypiłem już dziś nieco trunku, by nie zamarznąć na kość podczas stania w wodzie jak ostatni idiota, jednak refleks wciąż miałem całkiem niezły. A przynajmniej na to liczyłem, gdy próbowałem złapać szybujący nagle w kierunku mojej twarzy łokieć Tristana i pociągnąć go w przeciwnym kierunku, co w najlepszym ze scenariuszu kończyłoby się wywinięciem przez Rosiera spektakularnego orła. A może jednak nakarmione etanolem synapsy mnie myliły.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 13:24

The member 'Perseus Avery' has done the following action : rzut kością

'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 44
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 13:24

Choć wszystko dookoła wydawało się być tak strasznie głośne, wręcz hałaśliwe, jego przestrzeń skupiała się na czarnowłosej istocie, która swoimi słowami, wielkimi taflami źrenic, wyciszała każdy dźwięk. Pozwalała, by usłyszał jej słowa, choć równie dobrze, mogłaby swoim spojrzeniem zmiażdżyć jego myśli, zmieszać z wiatrem, który hulał nad wodami i plecionymi wiankami, które wciąż jeszcze unosiły się na ciemnych falach. Huśtały się na morskiej toni, niby kolorowe kolibry, które znikały przy najlżejszym poruszeniu.
Gdzie ostatni raz widział te oczy? Które zamiast - jak kiedyś - uciekać od jego spojrzenia, wwiercały się w ciemność, dotykając niejasnych wspomnień, przewracając w jego myślach bariery, które pieczołowicie, od wielu lat stawiał.
W szkole? Kiedy na ostatnim roku w końcu usiadła z nim i Józkiem? czy może gdzieś w ich mieszkaniu, kiedy pochwycił ukradkowe spojrzenie, gdy wędrował do pokoju? Zawsze tak milcząca, odpowiadając zdawkowo...czy wiedział, co kryła się w jej myślach? Czy chłonął jej zawstydzenie, jak wielu innych, wpatrzonych w niego dziewcząt? czy był na prawdę tak głupi, brawurowo niespokojny, by nie dostrzegać takiego spojrzenia?
Dłonie miał wyciągnięte przed sobą, rozwarte palce wisiały nad kolczykiem, niczym szpony, gotowe go schować. Zerknął nieśpiesznie na leżące przed nim przedmioty i każdy wydawał się być dziwnie ciężki. I gorący. Nawet, jeśli wciąż czuł płynącą strużkami wodę, której chłód powinien przecież go orzeźwiać. zamiast tego, wyczuwa dziwną, tłumiącą siłę, która miesza myśli i nie daje wartkiego skupienia.
- Chyba w takim razie Twoje oczy są bardzo mądre - głos miał stłumiony, tak jak jego odruchy, ale uśmiech, który dawno temu jej posyłał, znowu zakwita na wargach - obietnica zapamiętana, choć trudno będzie mi ją przyjąć, gdy się o niej uprzedza - głos w końcu nabrał mocy, dźwięczności, która tak łatwo kiedyś zjednywała sobie uśmiechy kobiet. Chwycił raz jeszcze spojrzenie Mathildy..., a może to on sam został schwytany?
Wieszczka poruszyła się w końcu, wyciągnęła smukłe dłonie, by ledwie muśnięciem zaszczycić rękę, w której spoczywał błyszczący kolczyk. Nie zamknęła go jednak pod przykryciem swoich palców. Maleńki haczyk wpięła w jego koszulę, pozostawiając i tu słaby ślad dłoni. Schylił głowę, obejmując wzrokiem kremową biel perły.
- Na szczęście - poprawił ją, wciąż jeszcze będąc pochylonym nad maleńką ozdobą na jego piersi - na szczęście ja go złowiłem - uniósł brodę, by zrobić krok bliżej. Podniósł dłoń, a wianek w końcu spoczął na głowie prawidłowej właścicielki. Kropelki wody opadają na jej włosy, ale nie płyną na policzki. Większość przecież, znalazła swoje senne miejsce na jego koszuli.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 13:36

Z cichym westchnieniem patrzyła, jak jej wianek wciąż kołysze się na wodzie, nie budząc jednak zainteresowania mężczyzn, którzy wbiegali do wody i wyławiali wianki innych kobiet, ten należący do niej skwapliwie ignorując. Może był zbyt skromny? Lub może w tych historiach, jakoby łowienie wianków było wróżbą dotyczącą przyszłych uczuć, krył się choć cień prawdy i Lyry najzwyczajniej w świecie nie miała spotkać prawdziwa miłość, zanim spełni obowiązek wobec rodziny i poślubi mężczyznę, który zostanie dla niej wybrany?
Ruszyła więc wzdłuż brzegu. Zauważyła kilku mężczyzn wykłócających się o coś, jednak nie zaszczyciła ich szczególną uwagą. Nigdy nie interesowały jej cudze spory. Szła dalej, zauważając znajomą twarz młodego aurora, którego poznała w niezbyt ciekawych okolicznościach. I choć jego widok przywołał nieprzyjemne wspomnienia z tamtego dnia, ostatecznie zagryzła wargę i powoli ruszyła w jego stronę. Była w końcu ciekawa, jak on się miewał po tamtych wydarzeniach. Musi go później o to zapytać.
- Witaj, Samuelu – powiedziała do niego, zauważając, że ściskał w dłoni wianek, a obok stała inna, nieznana jej młoda kobieta. I wtedy Lyra pierwszy raz poczuła delikatne uczucie zazdrości, może dlatego, że ją i Samuela łączyły wspólne nieprzyjemne przejścia i choć prawie go nie znała, przez króciutki, ulotny moment poczuła się dziwnie, widząc, jak patrzył na tę kobietę? – Miło cię widzieć – rzekła jednak, nie dając nic po sobie poznać. W końcu sama była zaskoczona tym uczuciem, które pojawiło się zupełnie nagle i niespodziewanie, wywołując na jej bladej, nakrapianej twarzy leciutki rumieniec.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Weasley dnia 11.11.15 20:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Zawód : malarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 0
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 14:26

Co się działo poza waszym światem, nie umiałabyś powiedzieć. Skupiałaś się całą osobą na nim i na tym, by spomiędzy pięknej osobowości w pięknym ciele, w pięknych okolicznościach przyrody, by wchłonąć w siebie wszystko to. Dźwięk chlupoczącej wody i rozbryzgiwanych nogami młodzieńców fal, zapach kwiatów, rześkie kropelki spadające na plażę. - Mam nadzieję, że nigdy w to nie wątpiłeś - zaczynasz, przygryzając lekko usta, co nie jest twoją normalną cechą, gdyż dopiero teraz wiesz dlaczego tak robisz. Rozbawiła cię jego niepewność wobec tego, czy woli widzieć rumieńce, czy wolich ich nie widzieć. - Jak już się coś obieca, to trudno z tego zrezygnować - odpowiadasz, a Wasze spojrzenia krzyżują się i wspominasz co ty obiecałaś sobie, kiedy dawno temu miałaś przez niego złamane serce. Że nigdy więcej nie będziesz żyła złudzeniami, że wreszcie weźmiesz życie w swoje dłonie. Że kolejne wasze spotkanie nie skończy się fiaskiem, że powiesz mu wszystko. I kiedy wkłada ci wianek na głowę, czujesz się, jakby wkładał ci koronę. On, książę, będzie mógł wreszcie usłyszeć bicie twego serca, niecierpliwisz się, chcesz złapać jego usta w swoje i tak przypieczętować tę scenę, która wzrusza cie do cna. - Na moje szczęście - teraz już ciszej mówiąc, wspinasz się na palce, ale znieruchomiałaś słysząc czyjś głos. Jak gdyby nigdy nic, zakołysałaś się i już normalnie stoisz.
Kiedy ktoś wam przeszkodził, ty nie odrywałaś spojrzenia od jego twarzy. Czy ucieszy się, że już nadszedł koniec męczarni? Odsuwasz się, kiedy i on się odsuwa. Patrzysz pewnie w twarz przyjaciółki Samuela i wyobrażasz sobie, skąd ten rumieniec. Jest bardzo podobna do typu, który się podoba Skamandrowi. Urocza, jasna i uśmiechnięta. Nie to co ty, ciemna smutna dziewczynko. Wianek znów ciąży we włosach twych, może lepiej go zdejmiesz i włożysz na jej głowę? Nie chcesz tego robić, lecz cóż masz począć, kiedy przeszkodzono wam w tak brutalny sposób tę intymną chwilę. Umiesz uciekać, to jedna z tych rzeczy, które wychodzą ci nader dobrze. Rozproszona chcesz odnaleźć się w rzeczywistości, dostrzegasz kilka wzburzających wodę par męskich, wyrywających sobie wianki z rąk. Dziwi cię, że i Samuel nie bije się o wianek pięknej damy ze szlacheckim pochodzeniem, że nie ma do tej damy całego sznureczka chętnych, a on w końcu go wygrywa. Dajesz mu znać telepatycznie o swoich myślach, kiedy na chwilę znów unosisz swój wzrok na niego. Nie uczestniczysz w nowej sytuacji. Milczysz, oczekując aż dostaniesz informację gdzie masz odebrać swoją nagrodę i że to już koniec tych miłych chwil nad wybrzeżem - żebyś już szła i zapomniała o obietnicach i uśmiechach, które przepełniają emocje wszelakie.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : 0
UROKI : 18
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.11.15 14:31

Zabawne, jak czasem kilka chwil może diametralnie wszystko zmienić. W jednym momencie śmiałyśmy się beztrosko, a w kolejnym zagłębiałyśmy w melancholijnych rozmyślaniach, by już po chwili cała, może nawet i pozorna radość zamarła na naszych ustach. A przynajmniej moich na pewno. Słowa Seliny jak zwykle trafiły w punkt, odsłaniając nielogiczność mojego rozumowania, które może nabrałoby więcej sensu, gdybym wyłożyła wszystkie karty na stół, przed czym chwilowo się wzbraniałam, czekając na odpowiedniejsze ku temu sposobności.
- Jeśli go tu nie ma, na starcie odbieram mu możliwość bycia moją odpowiedzią. - wyjaśniłam skwapliwie, w myślach dodając, że wcale nie obraziłabym się za potwierdzenie, skoro ostatnio sezon na wątpliwości trwa w najlepsze. - W takim razie wezmę pod uwagę nasze różnice w rozumieniu najlepszego. - zaśmiałam się, chyba już po raz ostatni szczerze tego dnia, bo chwilę później wydarzenia nastąpiły lawinowo. Uniosłam brwi w nieskrywanym zdziwieniu, gdy na horyzoncie dosłownie znikąd pojawiła się sylwetka Zaima i próbowałam sobie przypomnieć czy parę dni temu nalegałam, by i w wiankach wziął udział, poświęcając na ich rzecz kolejny dzień roboczy, czy może po ostatnich burzliwych wydarzeniach z serii młodej dziennikarki szantażującej mnie i oskarżającej o naruszanie jej nietykalności osobistej, wszystko pokręciłam, skoro całe popołudnie byłam przekonana, że mój drogi mąż jest zbyt zapracowany. Przez parę sekund obserwowałam z brzegu, jak Zaim zaprzestaje walczenia z falami i kieruje się prosto w stronę Bena, by stanąć pomiędzy nim a plażą i nawet jeśli nie słyszałam wyraźnie jego słów, wiedziałam doskonale, że i jemu wyczerpał się limit dobrego humoru, kiedy wyciągał rękę po wianek, a Ben ów wianek uniósł wysoko, jak złośliwy chłopiec, nie pozwalający niższemu dziecku sięgnąć po ulubioną zabawkę. Słowa Wrighta były już jednak przeraźliwie wyraźne, a ja poczułam się tak, jakby właśnie coś mnie uderzyło prosto w nieco pobladłą twarz.
- To nie ma prawa skończyć się dobrze. - wyszeptałam przerażona do Seliny, jakbym miała zemdleć i dostać zawału serca jednocześnie, Lovegood jednak wykazała się większym refleksem niż ja, szybko przywołała na usta lekki uśmiech i zgrabnie wskoczyła pomiędzy dwójkę mężczyzn. - Sel, zwracam honor, naprawdę nie myślałam, że ktoś się nabierze. Cóż, najwyraźniej jednak mój wianek był zbyt koślawy, skoro podryfował w stronę Francji. - zaśmiałam się, podłapując szybko pomysł kuzynki, ratującej mnie z opresji i chociaż wciąż nie byłam pewna czy to wystarczy, by załagodzić wybuch dwóch napakowanych testosteronem jednostek, nie ulegało najmniejszej wątpliwości to, że bez panny Lovegood sprawy miałyby się o wiele gorzej. - Proszę was, nie marznijcie już w tej wodzie, chodźmy świętować. - zwróciłam się jeszcze do obu panów, naiwnie licząc na to, że usłuchają moich słów, chociaż chyba sama do końca nie wierzyłam w ten scenariusz. Slyszałam aż nazbyt wyraźnie, jak Ben obraża mojego męża prosto w twarz, a skoro mnie przyprawiło to o skok ciśnienia, szanse, by puścić tę zniewagę płazem były raczej znikome.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 39Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 22 ... 39  Next

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże
» Dzikie wybrzeże, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18