Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Fish & Chips
AutorWiadomość
Fish & Chips [odnośnik]06.03.16 2:45
First topic message reminder :

Fish & Chips

Najlepsze ryby z frytkami w całym Londynie. Znajdująca się na brzegu magicznej części Dzielnicy Portowej, niedaleko doków niepozorna budka jest przyczyną kolejek, w których Londyńczycy wytrwale stoją po ten w prawdzie niezbyt zdrowy, ale też tani przysmak. Prowadzona przez charłaka jest obecnie miejscem odwiedzin tylko i wyłącznie czarodziejów, którzy liczyć mogą na krzesełka, a raczej metalowe taborety i stoliki na stałe przytwierdzone do ziemi. Niegdyś musieli delektować się rybą ukryci za budką, by tam w spokoju prowadzić dysputy o sprawach bieżących i nie musieć obawiać się łamaniem Kodeksu Tajności, teraz jednak - gdy stanowią już jedynych klientów - siadają gdzie popadnie.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:07, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Fish & Chips [odnośnik]05.05.21 1:36
14 październik 1957
Nie był mile widziany na tym świecie, no praktycznie od urodzenia, chociaż pytanie czy jego ojciec mugol w jakikolwiek sposób spoglądał na dzieci i czy spędzał chociaż minutę myślenia o nich? O tym, że były problemem, że tylko przeszkadzały i były dodatkowymi mordami do wykarmienia.
Gdyby wierzył w pechowość i gdyby tylko wiedział, że właśnie wybijała godzina trzynasta, może spróbowałby poczekać chociaż minutę lub dwie, kiedy wyciągał dłonie po pakunek z jednego straganu, kilkukrotnie upewniając się wcześniej, że nikt go nie widzi. Kobieta zajmująca się straganem odwróciła się akurat do innego klienta, ludzie raczej nie zwracali na niego uwagi w tym momencie. Chociaż dokładnie w momencie, w którym już chciał zgarnąć przedmiot ze stołu, ktoś wepchnął mu w dłonie inny pakunek. Jaki, dlaczego..?
Spojrzał w dół, nie rozumiejąc co się stało. Przedmiot na stole straganu wciąż się znajdywało pudełko, które miał zamiar zwinąć, ale za to w jego dłoniach znajdywał się jakiś pakunek. Chyba ten ułamek niepewności kompletnie go zmylił i wytrącił, tym bardziej że nie zauważył kiedy to właścicielka straganu zwróciła się w jego stronę, jakby chcąc go obsłużyć. On natomiast rzucił się bez większego namysłu w ucieczkę, wciąż ściskając w dłoniach to zawiniątko, które jakimś cudem znalazło się w jego dłoniach. Ktoś chciał go wrobić, powstrzymać, a może to był dobroduszny skrzat? Może los się jak raz do niego uśmiechnął?
Nie będąc pewnym i nie chcąc tracić czasu na rozglądanie się i szukanie czy ktoś go nie gonił, po prostu ruszył jak strzała przed siebie, starając się wymijać jak największą ilość ludzi, co szło mu całkiem dobrze. Szczególnie był zadowolony z siebie, zauważając nieco większy tłum ludzi. Fish&chips był stanowczo świetnym miejscem na zgubienie potencjalnego pościgu, co do którego istnienia Thomas nie był pewny, ale pamiętając zaskoczoną minę straganiarki, na pewno mógł przypuszczać, że spróbowała zawołać kogoś o pomoc. Chociaż może te hałasy zza pleców tylko mu się wydawało, że są słyszalne? Może to wcale nie było do niego, aby się zatrzymał?
Zdecydował się jednak zerknąć na moment przez ramię, niemalże w tym samym momencie wpadając na kogoś i mało tej osoby nie przewracając, a możliwe że i ją zdeptał. Szybko zorientował się, że miał do czynienia z kobietą, a w takim razie nie mógł pozwolić sobie na jakieś nieeleganckie zachowanie. Z drugiej strony, dostrzegł że chyba ktoś go gonił... a może to nie jego?
Wciąż jeszcze nie nauczony jak po Londynie należy biegać, a tym bardziej uciekać i że wypadałoby jednak patrzeć przed siebie w taki dużym mieście, poślizgnął się na mokrym spadzistym kamieniu, którym wyłożony był deptak niedaleko fish & chips. W próbie jakiegokolwiek ratunku, złapał się najbliżej stojącej w jego otoczeniu dziewczyny, niestety ciągnąc ją za sobą na ziemię i kończąc na tyłku, zjeżdżając nieco niżej i kończąc przy śmietnikach. Usłyszał brzęk pakunku, który uderzył również o bruk, jednak bardziej zmartwił się zatkaniem ust przypadkowej pannie, aby ta nie zaczęła krzyczeć, zwracając na nich uwagę, zaraz nasłuchując czy przypadkiem ktoś nie chciał iść w ich stronę. Może i śmietniki nie były wymarzonym miejscem, w którym chciałby się chować z dziewczyną, jednak wolał to niż ewentualne kłopoty.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fish & Chips [odnośnik]09.05.21 19:51

14 X 1957

Is a faith a prediction?
Wear our tradition until we collapse
And argue our bearings until we collapse

Nie powinno jej tu być. Każde przyspieszone uderzenie serca obijającego się o pręty klatki piersiowej, każdy urywany oddech wymykający się spomiędzy rozchylonych pełnych warg utwierdzał ją w tym, iż nie powinno jej tu być. W tym miejscu, w tym mieście, w tym życiu. Błoto, pozostałość po deszczowym poranku rozprysnęło się pod ciężkimi butami, kiedy biegnąc, wybierała najbardziej kłopotliwe uliczki, te najbardziej zaludnione a przy tym posiadające znikomą ilość patroli, chociaż czy to faktycznie mogło być możliwe? Londyn wydawał się pierdoloną fortecą, jakby władze lękały się, że Zakon w świetle dnia wkroczy na ulice, niszcząc ich tak skrupulatnie tworzony porządek, pełen krwi wyzierającej za zaułków oraz głodnych twarzy, wyciągających błagająco wychudzone ręce w nadziei, iż ci lepiej ubrani poratują przynajmniej knutem. Czy tak miało wyglądać ich zdaniem zwycięstwo? Zakręca, plecami przylegając do zimnej ściany, wstrzymując dech na moment, na całą wieczność, póki sylwetki nie przemkną obok, póki krzyki nie utoną w zwykłym portowym szmerze przyciszonych rozmów, nawoływań z nielicznych straganów. Mięśnie drżą w napięciu, żołądek skręca się pod wpływem nerwów i Finley chce po prostu zniknąć, zniknąć jak przed latami, odejść, po prostu zapomnieć, poddać się, bo w poddawaniu była równie dobra co w kłamstwie. A ledwie chwile temu była pewna, że to ma, niewielką poszlakę, ochłap nadziei mogący poprowadzić ją dalej, sprawić, iż ta żałosna maskarada posiada w sobie jakiś większy sens, że nie jest po prostu głuptasem porywającym się na coś, co jest poza zasięgiem smukłych palców, czego nie dosięgnie nigdy więcej, nie ważne, jak bardzo by się starała. Kretynka, tyłem głowy dotyka chłodnego muru, przymyka powieki, chcąc uspokoić palące płuca, adrenalinę wrzącą w błękitnych liniach żył. Skończona kretynka, powtarza w zmęczeniu, popielatym spojrzeniem sięgając kłębowiska równie szarych chmur. Czego się spodziewała? Że tanecznym krokiem podąży do Parszywego i niczym w tandetnych książkach polecanych przez pisarzynę, zaszyje się w ciemnym kącie, by stamtąd móc obserwować swój cel, a następnie podążać za nim niezauważona przez nikogo? Że typ, który zgodnie z zasięgniętymi informacjami, mający powiązania z półświatkiem nie poczuje na sobie ciężaru czyichś oczu? Nie dostrzeże, że ma na sobie ogon? Idiotka, zsuwa się wzdłuż ściany, kucając, obejmując ramionami kolana. Była zbyt naiwna, wrzucenie na głęboką wodę zdarzeń nie potrafiło wyplenić z niej tej głupiej wiary pogłębianej przez rodzinną izolację, bo nic czego się pragnie, nie przychodzi nigdy łatwo. Nie jej, nigdy nie jej. Zrzuciła z siebie kaszkiet gniewnym ruchem, pozwalając wybarwionym na blond kosmykom otulić buzię, zirytować się okrutnie, a następnie poddać się beznadziei, dobrze, że chociaż miała tyle przytomności, żeby założyć tę durną czapkę, płaszczem się nie przejmowała, setki innych przechodniów posiadało podobny, kwestią było czerwień szalika wepchnąć do zawieszonej przez ramię torby i iść dalej. Zapomnieć o porażce, udawać, że jest kolejnym przykładnym obywatelem posiadającym zarejestrowaną różdżkę, niedopatrującym się w braku tegoż szansy na ucieczkę przed rzeczywistością, przed miastem śmierci i popiołów. Wychyla się, a kiedy sądzi, że jest bezpiecznie, że dranie z doków zgubili jej ślad, zręcznie wślizguje się w prąd poruszających się ciał, tak samo zniechęconych, o martwym wyrazie, pionkach na szachownicy władzy. Powinna wrócić do cyrku, tak sądzi, wsuwając dłonie do przepastnych kieszeni, idąc po prostu przed siebie, nie bacząc na otoczenie, póki nie usłyszy `hej ty`, nakazującego zerwać się do biegu. Jednak nikt nie wskazuje na nią na razie oskarżycielsko palcem, nikt nie zamierza ścigać drobnej nastolatki, jednej z tak wielu, by móc konkretnie ją obdarzyć szczególną uwagą. Zatrzymując się przy deptaku, spoglądając malowniczo w dal, a tak naprawdę zastanawiając się, czy w skali od jednego do nieskończoności skrewiła na całego i nie zdążyła w swym zaaferowaniu dostrzec, jak ktoś przeciska się przez tłum, jak traci równowagę i palce oplatają się wokół szczupłego nadgarstka dziewczyny, pociągając ją w pędzie za sobą. Brodą uderza w czyjąś pierś, nagle świadoma posiadania wszystkich zębów, w zaskoczeniu oraz skołowaniu próbując się podnieść, bo nie znosi dotyku, ciepła drugiej osoby wnikające w jej przestrzeń osobistą bez pozwolenia, ale zanim Finnie może zorientować się, co się właśnie stało, dlaczego nagle jest w tak aromatycznym otoczeniu śmietników, dlaczego pod nią jest jakiś dzieciak, na którym nie zdążyła zawiesić wzroku, czyjaś dłoń zasłania jej usta. I chyba trochę jej niedobrze, bo jasna cholera wie, gdzie te ręce były pchane, dlatego też nie zastanawia się dłużej, w czystym odruchu po prostu uderzając napastnika łokciem w bok, wbijając go boleśnie, co pozwoli na prędkie pozbieranie się i może wycelowanie w drania różdżką, bo należał mu się jakiś podły urok.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Fish & Chips [odnośnik]13.05.21 22:56
Miejsce, w którym się znaleźli wcale nie było wymarzonym spotkaniem z piękną panią, ale jak raz to nawet i ta nie była w głowie Tomka, bo jedyne na czym chłopak był w stanie i chciał się skupić to zgubienie ogonku, przez który w ogóle przy śmietnikach się znaleźli. Zerknął tylko przelotnie na dziewczynę, posyłając jej krótki uśmiech, jakby chcąc w ten sposób przekazać, że jej nic nie zrobi - ale na ile by się to miało zdać, skoro ta już teraz mogła się poczuć uprowadzona? Nie wspominając nawet o wchodzeniu bez pytania w jej przestrzeń osobistą. Może w innych okolicznościach chłopak spróbowałby zaczarować czy zażartować z sytuacji, może nieco bardziej poznać młodą damę, którą w pewien sposób uprowadził i wyrwał z jej własnych rozmyślań, choć z pewnością równie szybko by się wtedy zorientował, że ta uprowadzona nie jest wcale mu tak do końca obca.
Nie spodziewał się kuksańca, puszczając i nie starając się dziewczyny przy sobie przytrzymać, ale chyba też po części dlatego, że nie zwrócił uwagi w pierwszej kolejności na jej gwałtowniejszy ruch. Odruchowo zabrał rękę z jej ust, również i drugą przestając ją obejmować, chcąc jej taką ucieczkę ułatwić i potencjalnie zneutralizować dodatkowe obrażenia. Bo w końcu na razie nie miał powodów, aby ją atakować... no może go i uderzyła, ale to dlatego, że była raczej wystraszona, prawda?
Chociaż zajęło mu dłuższy moment, żeby się zorientować, co dziewczyna robiła. Zmarszczył brwi, kiedy zauważył jak ta celuje w niego różdżką i zaraz zaczął szukać swojej po kieszeni, nie zdejmując jednak wzroku z tej, która była w niego wycelowana.
- Hej, hej, hej... Rozumiem, że jesteś zła, ale... - zaczął, przenosząc wzrok na twarz dziewczyny i marszcząc brwi, jakby próbując znaleźć i wskazać skąd znał tę twarz. Może to tylko przewidzenie, może tylko mu się wydawało, że ją znał, a prawda była taka, że kogoś jedynie podobnego jej wcześniej mijał? Może...
Zaraz odwrócił wzrok od niej, dobywając własnej różdżki i celując w nią, tak na wszelki wypadek. W głowie miał absolutną pustkę, nie będąc w stanie sobie przypomnieć chyba żadnego zaklęcia, które potencjalnie mógłby na nią rzucić. Cokolwiek, wszystko jakby mu wyleciało z głowy. Może, gdyby bardziej się przykładał do nauki. Chociaż też wciąż rozpraszała go myśl jakby skądś znał nieznajomą - czy może raczej w tym momencie znajomą?
Przypominając sobie o pakunku, przez który uciekał, zaczął nieco na oślep szukać go po ziemi, nie podnosząc się za bardzo z jakże pięknie pachnącego otoczenia śmietników, bo dziewczyna jeszcze byłaby gotowa rzucić w niego jakimś zaklęciem, uznając go za niebezpieczeństwo! Chociaż im dłużej ją obserwował, tym to wrażenie było silniejsze. Może Hogwart, chociaż tutaj raczej by ją zapamiętał. Miał wtedy dobrą pamięć do twarzy, ale w ostatnich latach to wszystko stanowczo się pogorszyło.
I w tym momencie jakby go coś uderzyło i wrócił wzrokiem do dziewczyny, zaraz się go niej uśmiechając. Kogo jak kogo, ale w Anglii to tej zatwardziałej panny się nie spodziewał!
- Ayye, po co tyle agresji zaraz, caile? - zawołał, nazywając ją i po gaelicku, bo czy to mogła być poznana w Szkocji panna Finley? Chociaż humor mu zaraz opadł, kiedy usłyszał, że jednak pościg jest dość niedaleko nich i sam zaraz wrócił wzrokiem do dziewczyny, przytykając palec do ust jakby chcąc jej tym przekazać, aby i ona zachowała ostrożność.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fish & Chips [odnośnik]19.05.21 15:28
Żadne, nawet najbardziej dla oka przyjemne ułożenie ust w uśmiechu, nie mogło ukoić sobą odczuwanego zaskoczenia, skrami niepewności przeradzającymi się w powoli tlącą się złość. Szarpnięcie, palce oplatające się wokół szczupłego nadgarstka, niedotykajniedotykaj, pociągnęły ją za sobą i może nieznajomy nie zamierzał wkładać w to przesadnej siły, ale dziewczyna była lekka, drobna, przyzwyczajona do tańczenia w powietrzu, nogi poddały się bezwiednie usilnemu pociągnięciu, zmuszając do mimowolnego podążenia za męską sylwetką. I nie rozumiała, dlaczego instynktownie nie próbowała się wyrwać, dlaczego głos nie wymknął się spomiędzy pełnych warg, zostając w ściśniętym gardle. Ale może to dobrze, pojedynczy krzyk mógł przykuć uwagę, ta z kolei przywołać spojrzenia tych, których wolała na dłuższą chwilę unikać, nim jej postać rozmyje się w przestrzeni pamięci na dobre. Port nie był sceną, gdzie mogła płonąć w blasku migotliwych świateł, zachwycać niezrozumiałą więzią z ognistymi językami poddającymi się jej woli. Tutaj w dokach była nikim, kolejną wiedźmą stającą się tłem dla czyichś problemów, dramatów czających się tuż obok i między gwiazdami a prawdą, nie zamierzała tego zmieniać, woląc kryć się w cieniu niźli wychodzić przed szereg, preferując zniknięcie z rodzaju tych, jakby nigdy właściwie nie istniała. I może ku temu zmierzała, kiedy śliski kamień pozbawił równowagi potencjalnego porywacza, a ciało zderzyło się z ciałem, w skołowaniu, w gorejącej wściekłości, kiedy jedna z rąk objęła ją w pasie, a dłoń zakryła jej twarz. Tym razem nie doznała zawodu, refleks odezwał się, uznając obecne położenie za nad wyraz niekomfortowe, trzepocące serce nakazywało odejść, odsunąć się i uciekać, uciekać, uciekać. Cios nie był idealnie wymierzony, acz na tyle silny, by oprawca - ? - wypuścił ją ze swych objęć, a ona zdołała stanąć na pewniejszym gruncie, wyciągnąć różdżkę w agresywnym geście, gotowa rzucić stos uroków, do których nigdy w zasadzie się nie przykładała, ale zdecydowanie mogła ich użyć, z jakim skutkiem, to już nie będzie ważne. Kiedy przemówił, coś niezrozumiałego we wnętrzu blondynki drgnęło, nie pojmując tego śmiesznego łaskotania, poczucia deja vu, zmarszczyła kształtny nosek zarówno w gniewie, jak i obrzydzeniu wobec wonnego otoczenia, w jakim się znaleźli.
- Nie ma ale, po cholerę mnie złapałeś? - syknęła, a emocje wznieciły w przyjemnym dla ucha głosie wyraźniejsze nuty szkockiego akcentu. Domagała się wyjaśnienia, wiedzy, nie potrzebowała przypadków, zwykłych zbiegów okoliczności. Finley nie mogła sobie na nie pozwolić, pozostając zawsze czujną, zawsze baczną na każdy wzrok, jaki osiadł na drobnej sylwetce. Była poszukiwana i sama była poszukującą. Popielate oczy przylgnęły do lic chłopaka, śledziły rysy, linię nosa, zieleń oczu zwróconą w stronę pakunku pomimo trzymanej w ręce różdżki. Mogłaby nawet uznać, iż młodzieniec jest kompletnym idiotą, biorąc pod uwagę, że gdyby Finley należała do przedstawicieli nowej, jakże wspaniałej władzy, to nie marnowałaby cennych sekund na czekanie, aż szanowny porywacz upewni się, iż jego własność wciąż jest na miejscu. To było dosyć zastanawiające, że istniał ktoś, kto nie wie, jak funkcjonuje nowe oblicze stolicy, że należy ugryźć, nim kły rzeczywistości zatopią się w miękkim mięsie. Jednak czy tym samym ona nie postępowała podobnie? Miast atakować, stała w bezruchu, zamiast szeptać zaklęcia, wciąż się wpatrywała weń, ostatnimi resztkami człowieczeństwa rezygnując z pochopnego ciosu, kuksaniec był słuszny, jego nie żałowała. A potem zrozumienie objawiło się, zmuszając napięte mięśnie do rozluźnienia, lecz bojowa postawa nie ustąpiła pomimo wiedzy, że ten głupiec, który zagnał ją w okolice śmietników to nikt inny, jak jej rzekomy przyjaciel, który dosyć widowiskowo postanowił wprosić się do życia panny Jones na nowo.
- Co na gwiazdy żeś myślał Johnny? - nigdy nie wyglądał na Johna, mówiła mu to nie raz, acz złość żarzyła się zbyt wyraźnie, aby mogła to teraz wytknąć, miast tego więc zaserwowała mu kopniaka w kostkę, w zadośćuczynieniu własnym - Dobber - burknęła, zły nastrój musiał ustąpić, kroki przyspieszone za nimi zmusiły ją do przykucnięcia, to rozejrzenia się za dogodną trasą, którą mogliby zwiać - Ja, czy ty? - spytała szeptem, tym samym zdradzając, że pościg równie dobrze mógł należeć artystki. To było typowe, tak pakować się w kłopoty wspólnie, ale jednak osobno.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Fish & Chips [odnośnik]19.05.21 20:57
Może gdyby nie uciekał i nie próbował w dość marny sposób uchronić się przed upadkiem łapiąc dziewczynę za rękę, może to spotkanie po dłuższym czasie byłoby znacznie przyjemniejsze? Chociaż absolutnie nie mógł narzekać na widok znajomej twarzy, nawet jeśli z Finley nie znali się znowu tak długo! Trochę tęsknił czasem za innymi znajomymi, których znał z Hogwartu, jednak obowiązek tłumaczenia się... Nie, nie był w stanie odezwać się do tych osób z Gryffindoru czy Ravenclawu, czy chociażby Hufflepuffu, które znały i jego, i jego rodzeństwo i... Nie chciał słyszeć pytań o to, co się z nimi stało. Potrafił kłamać i łgać, był pewny swoich umiejętności, ale nie był tak bardzo pewny czy to nie byłby jego limit. Wolał opowiadać zdawkowo o tamtejszych wydarzeniach, bo jeśli ktoś nie wiedział o jego żonie czy rodzeństwu, nie zadawał pytań o niuanse jak chociażby "tak ładnie wyglądaliście! Czemu się rozstaliście z Jeanie?" czy "zawsze byliście tak zgodnym rodzeństwem! O co się pokłóciliście?".
W końcu panna Finley nawet nie wiedziała o jego rodzinie, nawet nie znała jego nazsiska prawdziwego, o czym przez ułamek sekundy zapomniał, spoglądając na nią jakby nazwała go jakimś kompletnie obcym mu imieniem - a przecież dla niej był właśnie John Smith!
Otrząsnął się jednak dość szybko, posyłając jej uśmiech.
- Och... To był wypadek - odpowiedział krótko, bo i nie mieli w tym momencie zbyt dużo czasu na pogadanki, musząc się skupić na tym, aby ich nie złapano - tym bardziej, że wyraźnie znajoma mu Szkotka również nie była bez winy.
- Ty - odpowiedział nie bardzo myśląc o tym, kto był za to odpowiedzialny, łapiąc też w końcu ten pakunek, tak aby o nim nie zapomnieć. Skoro już go goniono za coś, co samo trafiło w jego ręce, stanowczo nie chciał tego zgubić! A wyzwisko stanowczo odnotował, bo jakże by mógł o nim zapomnieć? Zemsta nadejdzie z czasem, i to ze zdwojoną siłą za tak niewyparzony język młodej damy! Małe to Finnie, a jakie pyskate i szczekające na niego!
Zaraz spojrzał na nią, a po tym i na ulicę, stanowczo woląc się chować... Chociaż nie mogli zostać tutaj cały czas! Musieli się gdzieś ruszyć, pobiec w zupełnie inne miejsce...
Zaraz złapał pewniej zawiniątko pod pachą, zbliżając się znów do dziewczyny.
- Na most chcesz biec? - szepnął do niej. - Czy chcesz czekać tu? Jeszcze nie znam jakoś tej okolicy bardzo... - dodał, samemu stanowczo już przygotowując się do biegu, chociażby miał spróbować skakać wprost do Tamizy. To było chyba lepszą opcją, prawda?



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fish & Chips [odnośnik]22.05.21 1:28
Ogniska nie rzucały jeszcze snopów iskier unoszących się ku niebu, przeszłość nie sięgała lodowatymi palcami ku smukłej szyi, zmuszając dźwięczny głos do uwięźnięcia w gardle, gdy niechciane obrazy zalewały ogarnięty chaosem umysł. A jednak duchy dni minionych wydawały się wkraczać w jej życie na nowo, nim światła samhain, chociażby zdołały rozjaśnić ciemność nocy, czyniąc podobne spotkania bardziej znamiennymi. I John, najprawdziwsze echo, zjawił się z niezaprzeczalnym impetem godnym tylko jego, z błyskiem w zieleni oczu oraz zawadiackim uśmiechem, który mógł go wybronić niemal z każdych kłopotów. Ukazał się do tego w atmosferze tak właściwie żadnej, bo ciężko wymagać czegokolwiek doniosłego w otoczeniu śmietników, potwierdzając tym samym, jak bardzo nieprzewidywalną jest osobą, która nijak się ma do górnolotnych opowieści o ponownym połączeniu dwóch dusz na wspólnej ścieżce losu. I może to dobrze, bo przeznaczenie nigdy nie było dobrym partnerem do tańca na tej scenie istnienia, tak też bez niego Finley mogła się obyć całkowicie, akceptując niemo fakt, iż ktoś, kto z taką tęsknotą spozierał na szkockie ziemie, mógł pojawić się w obskurnym Londynie, gdzie wszelka nadzieja zginęła wraz z rzekomym wyzwoleniem miasta. Nie zamierzała więc pytać, jak się w ogóle tutaj znalazł, co sprawiło, że ktoś tak duchem wolny miałby kroki postawić w tej klatce uprzedzeń oraz wygładzonych okrucieństw, bo nigdy nie pytała. Nie naciskała, nie żądała wyjaśnień, wierząc, iż w zamian spotka się z podobnym traktowaniem, kiedy wszystko zdawało się być zbyt trudne, a własna skóra nazbyt ciasna. Nigdy nie rozmawiali zresztą o tym, co było kiedyś. Kiedy to barwa jej włosów miast blond odcieni obierała koloryt ciepłego brązu, a jego dłoń chwytała inną dłoń i wydawałoby się, że nie zamierza jej więcej puścić. Ich sylwetki na szkolnych korytarzach być może mijały się niezauważenie, gdy każde było pogrążone we własnym świecie, a może wcale się ze sobą nie mieli szans zetknąć. To nie było ważne, nie musiało być. Grunt, że nawet teraz, po wielu miesiącach pozbawionych swego towarzystwa, panna Jones była święcie przekonana, iż dalej będą zgodnie wzrok odwracać, gonieni przez własne widma przeszłości i wspólnie zamilkną, gdy jedno z nich pogrąży się we wspomnieniach niemówionych, a potem, tak znajomo sobie obcy, wpakują się w najgorsze z możliwych kłopoty, z których wyjdą obronną ręką oraz obraźliwym gestem. I to samo w sobie wystarczyło, by złość gorejąca najstraszliwszym ogniem gasła stopniowo, żar jej zaś przerodził się w chęć westchnięcia oraz przewrócenia popielatymi ślepiami tak mocno, iż w swej sile gotowe były ją przenieść do alternatywnej rzeczywistości. Opuściła więc niespiesznie różdżkę, prawą rękę układając na boku w prawdziwie groźnym geście, gotowa unieść brew w niedowierzaniu, jak zwykle, kiedy sądziła, iż rzekomy Smith nic głupiego wymyślić nie może, lecz zawsze jakimś cudem potrafił ją zadziwić. 
- Ehe - skwitowała jeszcze krócej, tę jakże marną wymówkę. Bo wypadki nie obierają prawie pełnej prędkości, nie chwytają za cienkie nadgarstki przypadkowe dziewczyny, aż w końcu nie ślizgają się na mokrym od deszczy oraz zalegającej na stolicy mgły bruku docierając do mało aromatycznego miejsca, tak robią tylko przypadki. Ale niech mu będzie, ten jego wypadek. Górna warga unosi się w iście zwierzęcym geście, jakby niziutkie dziewczę zamierzało warczeć na tak wybitny pokaz fałszu, a kiedy winę za ich sytuację zrzuca całkowicie na nią, tak poważnie zastanawia się, czy nie kopnąć go w kostkę raz jeszcze - Chciałbyś - burknęła obrażona, w swych dąsach mając jednak wystarczająco humoru, by móc mu pokazać język, jak przystało na dojrzałą oraz odpowiedzialną pannę, którą zdecydowanie nie była. Pościg być może się zbliżał do nich nieuchronnie, smukłe paluszki drgały jednak nerwowo, gdy zdecydowała się złamać swoją zasadę, tylko ten raz, tylko na przekór samotności odczuwanej w tłumie - Jak długo zamierzasz tu być? - stać tu jak kołek, być obok, przebywać w Londynie. Mogła pytać o tak wiele, a w zasadzie nie pytała konkretnie o nic. Potrząsa zaraz głową, łapiąc się, że to bardzo głupie tak sobie beztrosko rozmawiać, gdy niebezpieczeństwo ciąży nad nimi niby deszczowa chmura. Taka skłonna do brutalności oraz celnych zaklęć chmura.
- Ja znam - oświadczyła, wyciągając mniejszą dłoń w stosunku do jego, gotowa poprowadzić chłopaka w raczej całkiem bezpieczne miejsce - I nie skaczemy do Tamizy - uprzedziła go, jakby podejrzewała, że właśnie podobne myśli krążą w tym jego głupiutkim umyśle. Jeśli więc nie stawiał uparcie oporu, tak chwyciła go za rękę i kryjąc się za śmietnikami, poprowadziła go w gromadę przechodniów, gotowa zniknąć z oczu każdego, kto mógłby ich śledzić. Oboje byli przecież dobrzy w uciekaniu. 

| Tomek i Finnie zt. Uciekamy sobie o tutaj


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Fish & Chips [odnośnik]28.06.21 22:19
stąd

- Co..? James… - nie zrozumiał początkowo, zaraz jednak widząc w tym opcję, aby odwrócić uwagę od swojego potknięcia językowego.  - Jak tak teraz mówisz to może… W końcu opowiadał mi trochę, ale nie wspominał, że był w Tower. Może rzeczywiście coś to ma na rzeczy? - rzucił luźno, odwracając jednak wzrok od przyjaciela. Znowu kłamstwa, znowu musiał kłamać ale… Nie miał siły na tłumaczenie i wyjaśnianie, dlaczego wydał obcych ludzi.
- Nie no, raczej do więźniów uzdrowicieli nie przysyłają, nie? Słowotok mi wszedł - zbył kolegę, musząc pamietać, żeby bardziej się pilnować. Kiedyś się pogubi w tych wszystkich kłamstwach, tym bardziej przy Steffku. Dlatego zwlekał tyle czasu zanim mu powiedział, że wyszedł z Tower? Chyba… chyba wciąż był w złym momencie. Bał się, że zaraz wyda to, co powiedział o Jeanie, że wyjdzie jego kłamstwo, że sam nie da rady oszukiwać siebie samego, a co dopiero Steffena. Ale co miał zrobić skoro już w pierwszym odruchu zaczął kłamać? Powiedzieć nagle wszystko, całą prawdę? To nie było opcją, trzeba było to po prostu ciągnąć dalej!

Zostawili kobiety same, nie mając teraz na celu tego, aby je pocieszać. Mieli dużo ważniejsze rzeczy do zrobienia! I tak ruszyli do miejsca, w którym prawie już dwa miesiące temu Tomek natknął się na swoją przyjaciółkę. Cóż, czasem pojawiały się tu patrole, ale teraz chyba powinno wszystko być w porządku?
Podeszli do wcale nie tak obleganej budki z rybą i frytkami.
- Całkiem nieprzyjemne, że szlachta odbiera możliwość zarobku uczciwym ludziom… - zaczął Thomas, podchodząc do barmana, a może właściciela budki? Ciężko było to ocenić…
- Poproszę powiększony zestaw obiadowy… U tak poczciwego sprzedawcy przynajmniej wiem co dostaję! Słyszał pan, co szlachta organizuje? Rozdawanie jedzenia, za kilkanaście dni. Do tego gdzie to organizują! Na placu, gdzie są przeprowadzane egzekucje… - mówił, ściszając głos, jakby dzielił się jakimś sekretem z mężczyzną. - Ciała znikają, trupów nie ma, a egzekucje w Tower są na porządku dziennym… Oni… próbują zadrwić z nas i nakarmić nas za darmo trupami naszych przyjaciół! Jakbyśmy byli jakimiś zwierzętami, gorsi… - kontynuował, krzywiąc się niezmiernie z obrzydzenia na same słowa. Zaraz wyciągnął bardziej wymiętą ulotkę z kieszeni, rozglądając się jeszcze po okolicy jakby sprawdzając czy nikt ich nie obserwuje.
- Widzi pan to? Zupę z trupa chcą nam dawać! Blackowie całkiem postradali zmysły… Kto to widział? - mówił, chwilę kręcąc głową z niezadowoleniem. - Do tego to się będzie odbijało na uczciwych biznesach! Kto kupi jedzenie, jeśli będą sobie je rozdawać? I ludzie się pochorują od jedzenie zgniłych ciał… Czy naprawdę Londyn tak nisko już upadł? - rzucił znów, spuszczając wzrok i kręcąc głową. Zostawił ulotkę na ladzie, a wyraźnie zainteresowany barman, zwinął ja i schował do kieszeni fartucha, chcąc się bliżej zapoznać z tym, co zostało mu przedstawione. Wydawał się być zaniepokojony, tym bardziej że jak na grudniową datę, jego interes wyraźnie nie miał najlepszych obrotów…
Po tym Tomek zapłacił, zostawiając jeszcze napiwek, chociaż byłby pewny, że Sheila wcale nie pochwaliła takiego marnowania pieniędzy - tym bardziej nie na rzeczy jakiś dziwnych… rewolucji? Podrywów buntu? Nie był pewny jak miałby to nawet określić, ale spokojnie zabrał ich posiłek, kierując się wraz ze Steffkiem do jednego ze stolików, żeby mogli oboje w spokoju zjeść. W końcu po coś wziął ten powiększony zestaw, a jaki Brytyjczyk (nawet jeśli Thomas utożsamiał się bardziej z romską kulturą) odmówiłby ryby z frytkami?
Siadł, podając koledze jeden z dwóch widelców i zostawiając pudełko otwarte, aby się mógł częstować. Cóż, trochę pochodzili, trochę spędzili dzisiaj czasu i na pewno zasługiwali na odpoczynek. Spisali się… Tomek aż dziwnie się poczuł, angażując się taką inicjatywę, w taką pomoc przyjacielowi. Kiedy ostatni raz to robił? W Hogwarcie? Trzy lata temu… szmat czasu. A teraz miał jeszcze zadanie, do którego nie wiedział nawet jak podejść. Szczeniackie podrzucanie ulotek i plakatów było jednym - ale to, do czego się zobowiązał w Tower, podczas tortur jakim został poddany… Co miał zrobić? Jak zachować? Gdzie zacząć? Po prostu zapytać znajomych? Może… może po prostu uciekać? Tak, to był dobry plan, żeby po prostu uciec… Ale i to musiał zrobić z głową. Ile zostało mu czasu? Mniej niż miesiąc…
- Hej… Wiesz coś o zakonie feniksa? - rzucił nieco ciszej, wpychając sobie frytki do ust tuż po tym. Zapytał jakby to był zupełnie luźny temat, jakby nie przywiązywał do niego większej wagi…
Zawsze wszelkie pytania jakie miał w pierwszej kolejności kierował do Jeanie lub Steffena, i kiedy do tej pierwszej nie mógł skierować z wiadomych przyczyn, przyjaciela miał właśnie pod ręką.

Wręczona ulotka:


Do każdego, komu życie miłe

-->Connaught Square jest miejscem, w którym każdy z nas może stracić życie - i miejscem, w którym wielu z nas straciło bliskich.

Aquila Black drwi z naszych żyć, przychodząc w najbardziej uciążliwy miesiąc roku i dla własnej uciechy rozdawać jedzenie nam, którzy nie mamy go pod dostatkiem. Rozdaje jedzenie w miejscu, w którym morduje nas i z uciechą chce patrzeć jak zniżamy się i upadlamy tylko po to, aby dostać kawałek chleba - coś, czego osoby pozbawione życia nie doświadczą, a do których możemy dołączyć.

Szlachta nie ma szlachetnych serc - szuka sposobu, aby wyplenić i zabawić się kosztem tych pod nimi. Musimy zadbać o swoje bezpieczeństwo i nie pozwolić, aby drwiono w taki sposób z miejsca, w którym każdy z nas może stracić życie za niewinność.

Fałszywa dobroczynność może być zasadzką do masowej egzekucji i rzeźni. Ostrzeżcie rodziny i przyjaciół - nie ufajcie zupie z trupa.


Odpisuję 10PM ze skrytki; kłamstwo i kokieteria na II



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fish & Chips [odnośnik]29.06.21 18:19
-No jasne, to do niego pasuje! - wybuchnął Steff i chciał ze złością kopnąć bruk, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie, że musi się przecież zachowywać jak dystyngowany starzec. Zacisnął zęby. -Nie wkurza cię to? Że jak James lub Marcel coś odwalą to chwalą się dopiero po fakcie, albo w ogóle. Zamartwiam się o nich! Nawet nie wyobrażam sobie, co musisz przeżywać jako starszy brat... Szczególnie po tej rozłące... - syknął pod nosem, bo choć wiedział, że Thomas bywa równie szalony jak James (albo bardziej), to pozostawał przecież błogo nieświadom, że to starszy Doe sprowadził zagładę na tabor i nabroił. W świecie wyobrażeń Steffena, Thomas ustatkował się u boku Jeanie i choć nadal zdarzały mu się potknięcia (jak to Tower, chociażby) to pewnie martwił się o Jamesa jak na starszego brata przystało.
Doszli do budki z rybami, faktycznie dość pustej jak na tą porę dnia. Steff kojarzył, że w czasach pokoju bywały tutaj tłumy, a w kolejce nie dało się doczekać na te ryby. Zabrakło ryb, pieniędzy, czy klientów? Cattermole nabrał wątpliwości, czy sprzedawane tutaj ryby są w ogóle świeże w obecnych czasach, ale na szczęście nie musiał ich jeść...
...albo musiał, bo ku jego zdumieniu, Tomek zamówił zestaw obiadowy. Czy to jakiś element strategii propagandowej? Przełknął ślinę, trochę zaniepokojony, ale w sumie burczało mu w brzuchu. Ganiali w końcu po całym porcie, a maślana bułeczka wcale nie była wybitnie sycąca.
Uśmiechnął się, choć nie pokazując zębów - miał za zdrowy zgryz jak na staruszka.
-Zupę... z trupa? Jak to? - zainteresował się sprzedawca, marszcząc lekko brwi. Steffen miał nadzieję, że w jego zainteresowaniu nie ma nic interesownego, tylko tego brakowało, by sprzedawać ryby z trupa. Prędko włączył się do dialogu:
-Ano z trupa, mój kolega z łajby zjadł kiedyś trupa. Na środku morza, nie miał co jeść. - podchwycił, aby wmówić rozmówcy, że jedzenie trupów wcale nie jest aż tak nieprawdopodobne. Steff nigdy w życiu nie był na pełnym morzu, ale przeczytał o podobnej historii w jednej z książek. Oczywiście, musiał również przekonać faceta, że jedzenie trupów jest szkodliwe. -Przeżył, ale już nigdy nie był taki sam. Zjedzeniem ludzkiego mięsa ściągnął na siebie jakąś klątwę, czy coś. - westchnął ciężko, korzystając z własnej ekspertyzy na temat klątw oraz własnej wyobraźni aby nakłamać na ich temat. Nie dało się zostać przeklętym za sam akt kanibalizmu, ale przecież Alexander Farley przejął klątwę z ciała Bertiego Botta, co pomogło Steffkowi uwierzyć w część własnego kłamstwa. -Do końca życia cierpiał na niepohamowany głód, ta klątwa sprawiła, że już nigdy nie był najedzony. Może i przeżył, bo zjadł tego trupa, ale co to było za życie? Po trzech miesiącach rzucił się w morze. - opowiadał gawędziarskim tonem i westchnął ciężko. -Szkoda, to był dobry chłop. Ciekawe, czy jeśli zje się trupa w zupie tych arystokratów to całe miasto będzie potem głodować... i czy to warte jest jednego obiadu... - dywagował dalej, podtrzymując kontakt wzrokowy ze sprzedawcą. -Nie wiem, ja tam wolałbym zostać przy zaufanych stoiskach, takich jak pańskie. Ludzi też bym ostrzegł. - no dalej, dałem ci argument, który możesz powtórzyć klientom. Thomas umiejętnie przedstawił rozdawanie jedzenia jako konkurencję dla biznesu Fish n Chips, Steffen dodał do tego szczyptę strachu - pozostało mieć nadzieję, że właściciel ostrzeże swoich klientów i znajomych.
Od tego gadania aż sam sobie wmówił, że ufa rybom z budki i w dobrym humorze zabrał ze sobą obiad. Zerknął jeszcze przez ramię na właściciela - nie chciał przesadzić z tymi plotkami. Przynajmniej był pod postacią staruszka i nieprędko wróci tutaj pod własną, nikt ich nie rozpozna.
Uśmiechnął się z uznaniem do Thomasa, wspaniale im szło, wziął sobie do ust wielki kawał ryby i...
...o mało się nie udławił.
-Khhh!!! - rozkaszlał się, może to całe szczęście, bo głośny kaszel zagłuszył trochę słowa Thomasa. Chwilę łapał oddech, oczy zaszły mu łzami od zakrztuszenia, aż posłał Thomasowi mordercze spojrzenie.
-Żartujesz sobie?! Jesteśmy w miejscu publicznym! - syknął ze nadmierną jak na siebie złością, a potem machnął ręką i wskazał wiszące nieopodal listy gończe. Chcesz na nich skończyć, Tom? Jak mój kuzyn?! - pomyślał wściekle. "Szlamy" - głosiły napisy na listach, a Tomek przecież wiedział, że w Marcelu i Steffenie (o samej rodzinie Doe nie wspominając) płynie mugolska krew.
-Zjedzmy. - syknął. -I... można by zakleić te plakaty, tymi naszymi. - dodał szeptem. Do tego potrzebowali zaklęcia Kameleona.
Zjadł szybko, w pełnym złości milczeniu, nie łapiąc z Tomkiem kontaktu wzrokowego. Potem, zadziwiająco mocno, pociągnął go za ramię. I zgarbił się przezornie, byli staruszkami.

-Chodź, mam pomysł. - szepnął, zaciągając Doe w boczny zaułek. Nakierował na siebie różdżkę aby rzucić zaklęcie Kameleona, a potem zrobił to samo dla Thomasa.

płynne srebro 3/5, kłamstwo II, perswazja I

1. Kameleon na siebie & st przejrzenia
2. Kameleon na Tomka & st przejrzenia


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Fish & Chips [odnośnik]29.06.21 18:19
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 12

--------------------------------

#2 'k8' : 1, 2, 1, 1, 8, 7, 2

--------------------------------

#3 'k100' : 39

--------------------------------

#4 'k8' : 1, 2, 2, 7, 5, 1, 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fish & Chips [odnośnik]29.06.21 19:52
Dwuletniej rozłące, która była przeze mnie? Tak, z pewnością, ja miałem najciężej…, westchnął w myślach, nie mając jednak zamiaru wyprowadzać kolegi z błędu. Kiedyś to się na nim zemście, kiedyś Steffen pozna prawdę, ale pytanie czy będą mogli jeszcze nazywać się przyjaciółmi? Nie braknie mu do niego cierpliwości po tym wszystkim?
Ale jak wiele innych problemów, ten również zostawił dla Tomka z przyszłości. W najgorszym wypadku, nigdy nie dożyje złości Steffena za te wszystkie kłamstwa… Ile mu zostało czasu? Miesiąc? A później… Później nie wiadomo. Szubienica, avada, a może jeszcze co innego. Azkaban? Raczej mało prawdopodobne - ale też jakie miał szanse na to, że wymyśli odpowiednie kłamstwa na temat zakonu i dostanie ofertę nieodpłatnej pracy dla rządu?
- Okropni są z tym. Sheila zostaje później w domu, zamartwiając się czy i kiedy wrócą! Ciągle się w coś pakują… A James to już w ogóle. Koszmar z nim. Podobno wyszedł na noc, zostawił ja samą na mieszkaniu… no naprawdę, po barach się szlajać. Jeszcze w tych czasach! - zawołał, marszcząc brwi ze zdenerwowania, udając oczywiście wszystko. Nie miał za złe rodzinie chyba niczego - żadnego z ich zachowań, żadnego z ich słów czy mocniejszych ciosów, jakie mu zadali. To on był winien za to, co miało miejsce. Ba, był wdzięczny że go przyjęli z powrotem; że chcieli dać mu szansę na odbudowę, na bycie częścią rodziny znów.
A on to wszystko znów narażał.

W końcu im wychodziło… O dziwo bardzo dobrze i bardzo dużo. Może Steffen miał jakieś szczęście w tych sprawach? Może ludzie rzeczywiście się bali i szukali tylko motywu do tego, aby nie ufać jeszcze bardziej szlachcie… Nie byłoby to niczym dziwnym. Najważniejsze, żeby słowo się niosło.
Thomas jadł spokojnie i nie spodziewał się, że Steff zareaguje aż tak gwałtownie, że się zakrztusi. Tylko zapytał przecież! Zaraz uniósł rękę i poklepał go po plecach, chcąc mu w ten sposób pomóc.
Rozejrzał się po plakatach z westchnięciem. Za to byli ścigani…? Za rozmowy? Nawet nie za czyny?
Mimowolnie się wzdrygnął, przypominając sobie chłód… podziemia, celi, piwnicy? Jakkolwiek miał nazwać te lochy, tę śmierdzącą wodę. I aż przestał jeść. Nietypowy widok dla niego, ale cały apetyt jakby mu odszedł w jednym momencie na wspomnienie Tower. Wbił wzrok w stolik, zastanawiając się czy nie pogorszył jedynie swojej sytuacji tamtymi kłamstwami. Polepszył? Może rzeczywiście dzięki temu żył, a może jedynie pogorszył to wszystko?

Dopiero Steff go wyrwał z tego zamyślenie. Szybko złapał pudełko, zamykając je, bo w końcu jedzenie tam wciąż było, a nie będą go wyrzucać czy zostawiać! Mogło się jeszcze przydać. A co jak co, ale Tomek obaw co do pochodzenia swojego jedzenia nie miał.
- Oh? Jasne… - mruknął, próbując się nieco bardziej uśmiechnąć. Szlag. Nie mógł zapomnieć o tym całym Tower? Po prostu nie myśleć, nie wspominać…
Kiedy tylko przyjaciel rzucił na niego zaklęcie, zabrał się żwawo do zaklejania plakatów, które wisiały na ścianach i murach. Szło im sprawnie, a Tomek na wszelki wypadek naklejał więcej niż było potrzeba.
Nie zastanawiał sie nad tym czy to co mówili, było prawdą. Chyba nie chciał, chyba chciał po prostu wierzyć, że nie? Że to po prostu kłamstwa, bo jak blisko prawdy by mogli być z takimi absurdami? Prawda? Z drugiej strony, czym zawinił Cuthbert Mason? Próbował zrobić to samo, co on wtedy - po prostu podać fałszywe dane. Jaki miał powód? Też się bał?
- Steff, opowiedz mi coś śmiesznego - rzucił, kiedy wchodzili w jedną z uliczek. Potrzebował oderwać myśli od tego, co działo się w listopadzie. Czy to, co teraz robili w jakikolwiek sposób zmieni cokolwiek? Czy przyczyni się tylko do tego, że będzie więcej krwi na ulicach?

Plakaty:





Zt, uciekamy tutaj.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fish & Chips - Page 5 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fish & Chips [odnośnik]17.10.21 6:30
10 stycznia
Pojawił się w umówionym miejscu jako pierwszy, niecierpliwie zagryzając wąsa. Choć samemu często się spóźniał, u innych lubił punktualność. Stanął w kolejce do budki z rybami, rozglądając się ciekawie i próbując wypatrzeć sylwetkę tego całego Sprouta wśród przechodniów. Niedobrze mieć teraz takie nazwisko. Wieści o Stoke-on-Trent dotarły do Londynu i do Surrey, tamta brunetka z listów gończych była już wyeliminowana, a młody przyjaciel Frances jakby nigdy nic udawał się do stolicy. Wrońskiego korciło, by zaproponować spotkanie gdzieś indziej, ale koniec końców był zbyt wygodny. I chyba - chciał poznać lepiej tego młodziana, zanim zacznie mu udzielać dobrych rad. Może i Castor był dla Frances przyjacielem, ale dla niego był póki co nikim - i chyba zaczynał się robić trochę zazdrosny o żonę. Zdrowo zazdrosny. Każdy mężczyzna powinien być zazdrosny, prawda?
Podkręcił wąsa, a potem odruchowo musnął dłonią bok... ale szablę oddał przecież Zlacie.
Jej bardziej się przyda. Tak musi być.
W sakiewce miał pieniądze oraz składniki alchemiczne i tamten głupi kryształ z loterii Ministra. Spodziewał się, że Sprout może zażądać za talizman pieniędzy, ale prawdę mówiąc - chętniej zapłaciłby mu w towarach, kamieniach i kryształach. Potrzebował gotówki, a choć szanujący się talizmaniarz by o nią poprosił, to młodego człowieka z łatwością mógłby zastraszyć. Albo przekonać. Może wystarczy miło się uśmiechnąć i łypnąć groźnie spod brwi?
Zobaczymy.
Zielone oczy błysnęły, gdy dostrzegł w końcu chudego jak szczapa, wysokiego blondyna w okularach. Pasował do rysopisu Frances, to musi być on.
-Castor? - nie będzie mu mówił po nazwisku, nie był nieprzytomny. Ręką nakazał mu, by tamten wepchnął się do kolejki, przed nim.
-Chłopcze, czy ty w ogóle jadasz? - parsknął, brzmiąc jak Zlata i własna matka. -Zapraszam na rybę. Zjemy frytki i pogadamy. - zarządził głosem tak apodyktycznym, że nie przyjmującym sprzeciwu.
-Nikt za tobą nie szedł ani cię nie niepokoił? - burknął, o wiele ciszej.
Nie podobało mu się to, co zrobili w Staffordshire.
Nie podobało mu się to, co próbowali zrobić Frances.
Nie podobało mu się to, jak wraz z Maeve musiał ratować dzieciaki i czuć się za to bardziej ściganym niż za wszystkie naprawdę złe i nielegalne rzeczy, które zrobił.
Nie podobała mu się ta wojna.
Nie wiedział, czy podoba mu się Castor Sprout i jego zbrukane nazwisko - ale to wybada za chwilę.


Self-made man




Ostatnio zmieniony przez Daniel Wroński dnia 17.10.21 17:50, w całości zmieniany 1 raz
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Fish & Chips [odnośnik]17.10.21 14:28
Zawsze powtarzał, że nie lubił tego miasta.
A jednak co rusz go do niego ciągnęło. Zbyt duża siatka znajomości nie pozwalała zapomnieć o tym przeklętym miejscu nawet na moment, na kilka sekund, bo przecież zawsze ktoś tam był. O tyle, o ile zdarzały się jednostki faktycznie zaopiekowane, którym pobyt w stolicy zapewniał przynajmniej cień bezpieczeństwa, zdecydowana większość jego ludzi była tam czymś w rodzaju zakładnika. Niepewna przyszłość, jeszcze mniej pewne zarobki i tylko smród noszący się ulicami.
A jednak zgodził się na spotkanie z Wrońskim, mężem Frances, choć miał nieco złe przeczucia. Może to tylko naturalna drażliwość na bycie traktowanym protekcjonalnie. Może to te "bystrzaku" w drugim liście, a może sugerowanie, że Londyn z jego nazwiskiem był niebezpieczny. Gdyby faktycznie tak było, aresztowaliby go i Aurorę przy pierwszej możliwej okazji, jeszcze na początku października, gdy zarejestrowali swoje różdżki.
Był przecież czystokrwisty, podobnie jak jego dziewczyna.
Czy nie tego pragnął aparat władzy?
A dziś pojawił się tam tylko po to, by robić interesy. Była wojna, a każda forma zarobku była odpowiednia, o ile trzymała się w zgodzie z jego sumieniem. Tworzenie talizmanów dla męża Frances nie mogło oznaczać przecież nic złego. Znał się z panną Burroughs lata i wierzył, że kogokolwiek obdarzyła honorem zostania jej mężem, był to człowiek przynajmniej nieotwarcie wspierający pewne... okoliczności.
Zapach smażenia uderzył go w nozdrza dość prędko, powodując przybranie wyraźnie niezadowolonego wyrazu twarzy. Zmarszczony nos musiał zostać ujarzmiony dość prędko, choć wszystko nakazywało mu poważne kichnięcie na rozpoczęcie rozmowy. Wreszcie zdecydował sie na przekierowanie uwagi. Wygładzenie białej koszuli, co uczynić musiał po rozpięciu płaszcza, ułożenie beżowego szalika tak, by prezentował się składnie, jak na młodego rzemieślnika przystało. Aż wreszcie wyciągnął jasną szyję, poprawił osuwające się okulary i dojrzał go.
A raczej on dojrzał jego.
Cóż za wąs, nie spodziewałem się tego po tobie, Frances.
— Pan Wroński. Miło poznać — oznajmił grzecznie, dając wciągnąć się do kolejki. I chyba faktycznie musiał wyglądać dość... głodno, bo chwilę później padło pytanie, które jedynie jeszcze mocniej ścisnęło mu żołądek. Może faktycznie wyglądał niezbyt dobrze. Ale jasne brwi zmarszczyły się w pierwszym wyrazie z trudem powstrzymywanej złości. — Jadam, proszę się nie martwić... — zaczął, siląc się na utrzymanie grzeczności, ale wydawało mu się, że i tak niewiele ugra. Jeszcze to "ja stawiam"... Takim tonem...
Merlin wystawiał go na wielką próbę.
— Wie pan, że pan nie musi? Zarabiam odpowiednio, bym sam sobie... — Czy jakikolwiek dorosły, zwłaszcza ten nieznajomy, kiedykolwiek usłuchał?. Westchnął więc zrezygnowany, chyląc głowę w pokorze. Może lepiej nie stawiać się nowemu klientowi, przynajmniej jakoś agresywnie. Jeżeli chciał wydać pieniądze na człowieka, który podłubie chwilę we frytce, starając się nią nie zakrztusić... Kim był, by mu odmawiać?
— Nie, przynajmniej nie na tyle, bym zauważył... — choć znał trochę miasto, wciąż był w nim w gruncie rzeczy anonimowy. Co prawda wielu przyjaciół uczyło go wypatrywania niepokojących sygnałów wśród nieznajomych, ale wciąż nie był do końca pewien. — Ale naprawdę, jeżeli obawia się pan o mnie, możemy przejść od razu do interesów? —zasugerował również szeptem, choć w typowej dla niego, świergającej tonacji. Zawsze tak robił, gdy próbował brać kogoś pod włos swym raczej niewinnym wyglądem. Ale czy wystarczyłoby to na zagryzającego wąs pana Wroński?


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Fish & Chips [odnośnik]17.10.21 19:08
Przewrócił oczami.
Przy niektórych osobach powstrzymałby taki odruch, ale przy młodym Sproucie nie musiał - i nie chciał - sprawiać pozorów dobrego wychowania. Zresztą, był dobrze wychowany. Kiedyś. Wrońscy desperacko pragnęli się wpasować w angielskie społeczeństwo, robić interesy z elitami i takie tam.
Po to uciekł z domu, by nie musieć przejmować się tymi konwenansami, wyrwać się ze sztywnego gorsetu. Ojcowski pas zahartował skórę i serce, wzbudzając we Wrońskim alergię na słabość. Lękliwa delikatność była urocza jedynie u żony, nie u przesadnie grzecznych chłopców, którzy odmawiają dobrej ryby i afiszują się ze swoim zawodem.
-Wypominasz mi, że dorabiasz sobie przy tych swoich eleganckich talizmanach, a ja... nie? - warknął, nie wiedząc nawet, że coś w jego tonie przypomni Castorowi o zgoła innym znajomym. Daniel zmroził go lodowatym spojrzeniem, zastanawiając się, czy gówniarz próbuje mu wypomnieć, że nie umie zadbać o żonę... czy cokolwiek.
-Wolisz nie wiedzieć, jak zarabiam, ale zarabiam. - burknął, okłamując samego siebie.
Zleceń było coraz mniej. Byłoby więcej, gdyby dołączył do szmalcowników, ale przed tym miał spore opory. A jak być dalej zbirem do wynajęcia w półświatku, gdy każdy stał się zbirem? Gdy półświatek w Londynie upadł, gdy Ministerstwo doproawdziło stolicę do bezpieczeństwa i zignorowało istniejącą przestępczość po to, by skupić się na reszcie kraju?
Zamówił ryby i wcisnął Castorowi w ręce tackę - akurat gdy ten mamrotał coś o obawianiu się o niego.
-O ciebie. - powtórzył, uśmiechając się krzywo. -Należy się obawiać przede wszystkim o siebie. - spojrzał prosto w oczy młodzieńca. Ty też powinieneś.
Gestem zaprosił go na murek.
Interesy, oczywiście.
-Jakiś talizman ochronny, czy coś. Ma działać. - zarządził jakże konkretnie. -Mój stary miał takie, był przy nich, kurwa, niezniszczalny. - dodał równie konkretnie. -No i obracaliśmy różnymi... w mojej pracy, ale podobno działają lepiej jak są świeże, nie?
Wpakował do ust kilka frytek i sięgnął do kieszeni.
-Przyjąłbyś zapłatę w tym, prawda? - zapytał z naciskiem, otwierając dłoń. Spojrzał na Castora w sposób, który nie pozostawiał wątpliwości, że to nie jest prośba. -Wiem, że są wartościowe. - dodał z przekonaniem, choć nie wiedział tak... do końca. -I powinny pokryć koszt reszty składników, o ile czegoś z nich nie zdziałasz.

zastraszanie II, przekazuję Castorowi celestyn, smoczą kość, fioletowy kryształ (+3 do eliksirów)


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Fish & Chips [odnośnik]17.10.21 19:36
Spodziewałem się więcej, Frances.
Tak niegrzeczny człowiek w ogóle nie pasował do jego wyjątkowo ułożonej przyjaciółki. Jeżeli w jego umyśle p a n i Wroński malowała się jako umysł czysty, nienaznaczony w żadnym stopniu spaczeniem, o tyle jej szanowny, przewracający oczami małżonek przypominał mu poczerniałe bryły zebrane przy krawężniku, oczadziałe od dymu i zbrukane tysiącami kroczących po nich stóp. Ugryzł się w język, by nie sprawiać wrażenie szczególnie pretensjonalnego, bo przecież nie o to w tym wszystkim chodziło, prawda?
Interesy. Każdy chciał zarobić.
— Nic nie wypominam. Nie chcę od pana ciągnąć pieniędzy bez większej potrzeby — odparł stanowczo, nie odwracając wzroku nawet na chwilę. Nawet na moment, gdy warknięcie połaskotało go gdzieś pod sercem; powinno być straszne, ale przywołało cały szereg irracjonalnie przyjemnych skojarzeń, które rozluźniły napiętą lineaturę twarzy Sprouta, wciąż pozwalając na utrzymanie miny neutralnej, choć zrelaksowaną.
— Nie przyszliśmy tutaj się oceniać, ale porozmawiać w przyjemnej atmosferze podlewanej olejem z frytkownicy, czyż nie? — pozwolił sobie na kolejny uśmiech, tym razem uznając, że raczej nie ma sensu wypierać się własnych słów czy nawet próbować walczyć z czymś złym, co kotłowało się pod skórą wąsatego mężczyzny. Zdawało mu się, że znacznie lepiej wyjdzie na tym, jak przekieruje jego myśli gdzieś na bok, załagodzi sytuację i po prostu nie będzie stawiał oporu większego niż ten, którego granica wyznaczana była przez jego sumienie.
Uniósł dłoń do góry, chude palce przesunęły się od linii szczęki w dół jasnej szyi, minęły grdykę, by zatrzymać się na krawędzi szalika. Poluzowany materiał przez moment odsłonił także to, że nie wszystkie guziki koszuli Sprouta były zapięte. Wystający obojczyk mignął przez chwilę w jasnym świetle wczesnego, zimowego popołudnia, nim przykryty został ponownie.
Później poszło prędko — tacka w dłonie, brak sprzeciwu, frytura oplatająca ich mocno jak taśma krawiecka, bo właśnie zamierzali uszyć coś na tylko sobie znaną miarę.
Ruszył więc na murek, który wcześniej otrzepał ze śniegu, zanim na nim zasiadł. Skupione, może nieco ciekawskie spojrzenie szarobłękitnych tęczówek skupił na swoim rozmówcy, gdy ten mówił o dbaniu o siebie. Kolejny półuśmiech pozwolił mu na uniesienie lewego kącika ust. Już to słyszał i ponownie poczuł to dziwne mrowienie pod sercem.
— Ochronny... — powtórzył więc za Wrońskim, którego nazwiska nie chciał już powtarzać, bo raz wypowiedziane stanowiło dla niego niesamowicie duży wysiłek. — Musiałbym tylko mieć pewność czy chodzi o pomoc w walce w zwarciu, ochronę przed kłamstwem i trucizną, czy może coś jeszcze?
Tacka z jedzeniem ułożona została na kościstych kolanach Castora, który zaczesał jeden miodowy lok za ucho, nie spuszczając wzroku z jedzącego mężczyzny. Wolałby patrzeć wszędzie, tylko nie na to, co grzało mu nogi.
— Talizmany się niszczą, ma pan rację. Warto więc zadbać o zapasowe, a więc nowe... — mówił ściszonym głosem, nachylając się nieco w kierunku mężczyzny tak, by zminimalizować ryzyko ich podsłuchania. Teoretycznie wytwarzanie takich błyskotek nie stanowiło niczego nielegalnego, ale chyba wolał, aby jego zawód pozostał przynajmniej półtajemnicą. Każda informacja potrafiła być na wagę złota.
A potem dłoń Wrońskiego powędrowała do kieszeni, by wyjąć z niej...
Celestyn, smoczą kość i kryształ.
Pierwsze dwa znał doskonale. Trzeci przedmiot stanowił zagadkę.
— Tak stawiając sprawę, nie daje mi pan wyboru — Castor zaśmiał się krótko i cicho, przy okazji zasłaniając usta dłonią. Sam fakt, że w apodyktycznym tonie jego klienta mogła czaić się nutka prośby stanowił element niespodziewany, ale w pewnym sensie uroczy. Oczywiście, pieniądze byłyby wskazane, ale kiedy następnym razem uda mu się dorwać celestyn i smoczą kość od handlarza? O krysztale nie wspominając? — Miałbym tylko... jedno pytanie. Zna pan właściwości tego kryształu? — spytał z zaciekawieniem, wskazując brodą na fioletowy kryształ oprawiony w srebro. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Fish & Chips [odnośnik]18.10.21 3:11
Nie wypominał, jasne. Daniel zacisnął mocno usta, świadom, że przyjaciel jego żony (czy aby tylko?! Zazdrość nie była zdrowa - spróbował zdusić jej iskrę, zanim ją rozdmucha. Miał zbyt wiele godności, irracjonalnego polskiego honoru, by porównywać się z tym wychudzonym chłystkiem) pewnie go ocenia. Ślub był prędki i skromny, nie każdy... rozumiał.
Daniel miał to gdzieś.
Tak przynajmniej sobie wmawiał.
Miał gdzieś wiele rzeczy. Na przykład nazwisko Sprout. Albo listy gończe. Albo uciskanych na tej wojnie. Tak też sobie wmawiał - ale ilekroć pojawiało się nowe wydanie "Walczącego Maga" odruchowo szukał na nowych plakatach jeden z wielu znanych mu twarzy Maeve (kimkolwiek teraz była) i oddychał z ulgą, że Clearwater trzyma się z dala od kłopotów. Ilekroć mijał na ulicach policjantów z dumnie uniesioną głową lub szmalcowników z pełnymi sakiewkami, przypominał sobie o Frances, o tym jak potraktowano ją czarną magią - za (z tego co mu powiedziała) nic, za próbę wykonywania własnej pracy w Londynie, za spotkanie się z nieodpowiednimi wpływowymi ludźmi.
-Walkę w zwarciu. - odpowiedział bez namysłu. Wytrzymałość i te sprawy. I... jest coś, co mogłoby ochronić, na przykład przed czarną magią i urokami kogoś... zupełnie bezbronnego?[/b] - jak mogę ci pomóc, Frances? Musiał dbać o siebie, ale i o nią. -Nie wiem, takiego jak ty? - dodał bez zastanowienia, bo coś w kruchej sylwetce i kujońskim melancholijnym spojrzeniu Castora przypominało mu niejasno o delikatnej pani Wroński.
Był impertynencki, był bezczelny i złośliwy, choć to on miał do Castora prośbę. Mimo wszystko, przemawiał do niego z pozycji silniejszego, tak jak potrafił.
Uniósł brew, gdy ten - niespodziewanie - omal się nie roześmiał.
-Może jesteś odważniejszy, niż myślałem. - mruknął pod nosem, nie precyzując o co mu chodzi. -Ale - nie powinieneś chodzić tu po Londynie. Zaatakowali Frances, Castorze. Czarną magią. Po tym, jak dałem jej nowe, czystokrwiste nazwisko. - wypalił nagle, szeptem, trochę do Castora, a trochę do ryby. -Twoje jest równie stare jak moje, ale dzięki uprzejmości - kim ona właściwie dla Ciebie była, ta rebeliantka? - dzięki jej uprzejmości, jest bardziej znane. Bystrzaku. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Bierz, nie pytaj. - syknął, ściskając mu kryształy (czy kamienie, czy cokolwiek to było) w dłoń. -Nie wiem, co robi ten fioletowy. Coś pożytecznego, wygrałem go na loterii. Wydaje się rzadki, hm?


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Fish & Chips
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach