Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Camden Market
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Camden Market

Każdego ranka do magicznego portu przypływają niezliczone statki z dostawami z całego świata. Ledwie zdążą zacumować, a kupcy wyciągnąć na brzeg towary i wyłożyć je na stoiskach, zanim zewsząd zaczynają schodzić się potencjalni klienci zaciekawieni tym, co dzisiejszego dnia mają do zaoferowania sprzedawcy. Trudno im się dziwić - na targu przy odrobinie szczęścia można nabyć wszystko, od egzotycznych przypraw po latające dywany. Choć niektórzy mogliby nazwać tutejsze ceny okazyjnymi, dla dużej części społeczeństwa wciąż pozostają one nieosiągalne. Lecz kto zabroni nawet biedniejszym spacerować wśród zagranicznych stoisk i marzyć o przygodach oraz odległych podróżach?
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Gdy dziewczyna przedstawiła się imieniem i nazwiskiem, Black wyciągnęła z kieszeni drobny notesik obity czarną skórą, w którym zapisywała drobne informacje. Niektóre przydatne były do książki, którą powoli przygotowywała, inne były po prostu ciekawe, a jeszcze innych nie chciała zapomnieć. Zapisała w nim dane spotkanej harfistki. - Dobrze, Sheilo - dodała, chowając kajecik. Teksty musiały być dobrze dobrane, nie pozostawiać wątpliwości, a także absolutnie nie mieć żadnego drugiego dnia. Do osób takich, jakich pełno było w porcie, trafiały najlepiej słowa kierowane do nich z ust innych o tym samym statusie społecznym. Zalety tego, że Londyn w końcu był czysty, można było dostrzec gołym okiem na każdej ulicy i w każdym domu, niektórzy musieli to jednak mocniej zaakceptować, by oni też mogli przyczynić się do zmiany świata na lepszy, na czarodziejski. Spojrzała jeszcze z lekkim uśmiechem na dziewczynę, wciąż panując, by w miejscu publicznym w trakcie żałoby, nie było widać na jej twarzy rozbawienia. Black widziała w niej potencjał, odpowiednio ukierunkowany, może kiedyś mogłaby zostać nawet poważną artystką, której obecność będzie uświetniać szlacheckie przyjęcia. W tym świecie jednak jeden błąd mógł skutkować absolutną katastrofą dla Sheili Doe. Była młodziutka, miała jeszcze czas by obrać odpowiednią i opłacalną ścieżkę. Nawet jeśli Aquila nie planowała już popełnić tego samego błędu, który popełniła z Celine wiele miesięcy temu, nie zamierzała nie oferować dziewczynie pomocy, z myślą, że tym razem będzie wszystko kontrolować. Miała przecież ku temu odpowiednie środki i sposobność. - Rada jestem, że zgadzamy się w tej kwestii - dodała, powoli odwracając wzrok na stoiska nieopodal, chciała w końcu rozejrzeć się za antyczną biżuterią lub wiekowymi zwojami prosto z Aleksandrii. - Doskonale - odpowiedziała na ostatnie słowa Doe. Sama pracowała wybrać się niedługo do Buckinghamshire, aby porozmawiać tam z okolicznymi kobietami. Primrose miała doskonały pomysł, aby zacząć rozmawiać z tamtejszymi kobietami, a sposobie, w jaki mogą wspomóc swoich prawych mężów w walce. Występ harfistki uświetniłby i rozluźnił atmosferę, a także umocnił stanowisko obrane przez Blacków nie tylko na Stonehenge, ale wiele lat temu. Stanowisko, w którym wszyscy członkowie rodu nieprzerwanie trwali. - Oczekuj mojej sowy, z pewnością cię znajdzie. Dostarczę ci odpowiednie teksty, gdy się ich nauczysz, napisz mi o tym. Zorganizujemy próbę - pstryknęła na skrzata, wskazując mu palcem na odległe o kilkanaście metrów stoisko, skąd zaświeciły się do niej szlachetne kamienie oprawione w żółte złoto, a ten pognał w tamtą stronę, oznajmić handlarzowi, że za chwilę będzie miał okazję przedstawić swoje produkty lady Black. - Do widzenia - powiedziała krótko i nie czekając na odpowiedź odeszła od dziewczyny, pozwalając jej wrócić do swojego repertuaru. Sheila miała potencjał, ale tylko Merlin jeden mógł wiedzieć, czy z niego skorzysta?

ztx2



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Świat był stanowczo za mały, a wydawało się że ten czarodziejski był jeszcze mniejszy niż mugolski. Zaskakujące było jak wiele twarzy znał czy kojarzył ze szkoły... Nawet na ulicach Londynu. W końcu to nie było tak, że kompletnie nie rozpoznawał ludzi, ale... dość skutecznie ich unikał. Mogło mu się obić o uszy, że ktoś w jakimś konkretnym miejscu pracuje, może jego twarz mu mignęła, ale to tyle. Skutecznie nie odpowiadał i nie odpisywał na żadne ze sporadycznych sów... Zupełnie jakby udało mu się zniknąć, chociaż wciąż nie był pewny czy to właśnie tego potrzebował przez ostatnie dwa lata. Mimo, że tak zakochany w Szkocji, nie potrafił się nią cieszyć... Bolała go utrata dziewczyny, o której istnieniu Finnie może nawet nigdy nie słyszała. Chociaż kto wie, może kiedyś przypadkiem wymieniły kilka zdań czy słów? Może to w bibliotece, albo na korytarzu? Tego nie mógł być pewny, w końcu nie znał wszystkich znajomych Jeanie.
Posłał jej uśmiech, widząc jak ta zaraz wystawia do niego język. Cóż, stanowczo Szkotka bardziej umiliła mu podróż, naprawdę ją polubił i aż dziw, że nigdy nie poznali się jakoś bardziej w Hogwarcie! Może wtedy nabrałaby nieco pewności siebie za szkolnych dni, może Thomas by ją wyciągnął do ludzi bardziej? A może kompletnie nie? Może to właśnie dobrze, że nie poznali się za czasów murów szkoły dla młodych czarodziejów, bo Tomek nie mógłby znaleźć w niej nieco otuchy podczas swojej podróży po kraju, z którego niegdyś pochodziła jego ukochana.
Złapał rękę dziewczyny, przewracając jednak oczami na upomnienie. No tak, prawdopodobnie wciąż miała we wspomnieniu, że jeśli była drobna szansa na popełnieniu losowej i głupiej rzeczy, cygan był pierwszy do tego. Zresztą, czy skok do Tamizy to byłby aż taki słaby plan, gdyby to dało im szansę ucieczki?
Chociaż grzecznie się posłuchał, zastanawiając się też, jak długo już dziewczyna mieszka w tym mieście. Ruszył za nią między śmietnikami, między jakimiś pudłami, a później między ludźmi takimi ścieżkami, na które prawdopodobnie sam by nie wpadł. Dość prędko sceneria się zmieniała, a pościg wydawał się być gdzieś daleko. Zamiast tego uderzyły go zapachy, stoiska, coraz to głośniejszy gwar. Przechodził kilkukrotnie tym miejscem, nie wiedziałby jak tutaj trafić w inny sposób niż przypadkiem, ale chyba mógł być wdzięczny, że jego dawna znajoma posiadała tę wiedzę.
- To co przeskrobałaś? Bo mnie gonią za niewinność - powiedział, wcale za bardzo nie oszukując pod tym względem. Wyjątkowo jak raz, mógł powiedzieć, że był niewinny...
- Zresztą, Finley i Anglia? Ba, Anglia! Sam Londyn. Co się takiego stało? - zapytał z uśmiechem, przejmując nieco inicjatywę w tym, gdzie szli i zaraz pociągnął ją gdzieś między stragany, między ludzi, nieco bliżej wody. Przy takim tłumie raczej mogli być nieco bardziej bezpiecznie...
Siadł wygodnie na kamiennym spadzie, między dwoma zacumowanym mniejszymi statkami. Za nimi ludzie, między nimi statki, a dookoła jeszcze stragany. W takim gwarze chyba nie musieli się o zbyt wiele martwić. - Wiesz, ja mimo wszystko jednak w Anglii się urodziłem. Trzeba czasem wrócić na stare śmieci... Ale ty?



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Urywany oddech ulatywał spomiędzy ust, kiedy niebo opadało coraz niżej i była pewna, że jeśli uniesie popielate spojrzenie uparcie wbite w śliski bruk i wyciągnie ku niemu dłoń, tak będzie w stanie musnąć opuszkami smukłych palców ołowiane chmury. Budynki, które mijali, powoli zlewały się w jedną szarą smugę, przybliżającą się do nich niebezpiecznie, gdy tylko zerkała nań kątem oka i wiedziała, że on tego nie dostrzega. Jak świat się kurczy, karłowacieje, ograniczając drastycznie przestrzeń, boczne ścieżki istnienia wykręcając tak, by ponownie obrało prostą drogę. I sprowadzało nań duchy przeszłości, echa zagrzebane w przestrzeni wspomnień niechcianych, wymagając od niej, by pamiętała, by zważała na kolejny ruch, by stąpała na samych czubkach palców stóp, niby po kruchym lodzie. Aby nikt nie zdołał dojrzeć, jak wiele kłamstw tańczy na krańcu języka, jak wiele rys znaczy wnętrze, jak bardzo krucha jest fasada, na której oparła swe nowe istnienie. Chłopak podążający za nią był bezpieczny, wiedziała o tym, spotkali się, kiedy los skruszył przed nią delikatne kontury przyszłości, rzucając na pożarcie teraźniejszości. Co jednak będzie, jeśli w ślad za nim pojawią się kolejne zjawy? Te bardziej uważne, nie tak zapatrzone w siebie, posiadające bystry wzrok i pamięć ostrą niczym noże, którymi posługiwał się jeden z cyrkowców? Co jeżeli inna barwa włosów, odmienna postawa, sposób poruszania się i noszenia nie będą wystarczające, by mogła ich zwieść? Przygryza dolną wargę, zaraz potrząsając głową. Tak nie będzie, tak się nie stanie, zapewniła się hardo, na szkolnych korytarzach była li jedynie cieniem, na festiwalach mignięciem skry w kąciku oka, jedynym zagrożeniem mogła uznawać krew własną, lecz i oni musieli pozostać na wyspach, wojna nie była lichym zagadnieniem, a park przyrody zawsze będzie ważniejszy niźli zniknięcie jednej ze smoczych  cór. Myśl ta dodała otuchy na tyle, by krok stał się sprężysty, klatka piersiowa ponownie przyjmowała powietrze, otoczenie raz jeszcze stało się wielkie, ogromne, nieprzeniknione i straszne. Humor też jakoś uległ poprawie, Johnny i jego naturalna umiejętność wplątywania się we wszystkie kłopoty tego świata zawsze wywoływała weń niezrozumianą wesołość, po której rzedła jej mina, gdy okazywało się, że należy mu pomóc, albo jeszcze lepiej - po prostu zwiewać. I to skutecznie, może dlatego właśnie wspomniała o Tamizie, lodowata woda pełna trupów oraz krwi, naprawdę chciałby się tam zanurzyć? Aż nią wzdrygnęło, gdy tak przeciskali się między straganami, pewni, że pościg dawno dał sobie spokój, musiał.
- Serio? - zapytała, odwracając się, aby móc tak zerknąć nań ze szczerym zwątpieniem. To nawet zabawne, iż jego prawdę odbierała jako kłamstwo, gdy tak w większości czasu karmili się fałszem wzajemnie - I tę niewinność trzymasz właśnie w rękach? - dodała, niemal parskając śmiechem. Odwróciła się zaraz, czując, jak napięcie zmusza ramiona do sztywnego wyprostu, kiedy ponownie się odezwał. Co się stało? Wszystko, stało się wszystko, stwierdziła pochmurnie, lecz po co mu to ukazywać?
- Mamy wojnę, nie jest bezpiecznie teraz kręcić się po kraju - więc osiadłam w najniebezpieczniejszym ze wszystkich miejsc, uzupełniła sobie sama - Znalazłam więc coś bardziej stałego - odpowiedziała, dając się pociągnąć między straganami i jęła balansować na piętach, kiedy John usiadł, a ona stała niczym ten kołek, którym zazwyczaj była. Fin wpakowała dłonie do kieszeni płaszcza, pozwalając gwarowi wyciszyć adrenalinę wrzącą w żyłach, serce wciąż nierówno uderzające.
- Skąd wiesz, gdzie są moje stare śmieci? - uniosła brew w rozbawieniu, nie wiedzieli o sobie nic, byli czystą kartą dla siebie i odpowiadało im to wyjątkowo. Bez ciężaru przeszłości, bez win ciążących na duszy, tylko teraźniejszość, tylko trwanie chwilą - Dobra Smith, pokazuj, co tam masz. Oby to było warte dodatkowej porcji ćwiczeń - uwagę skupiła na zawiniątku, zaciekawiona, co było tak cenne, że towarzysz ryzykował wolnością, zdrowiem i płucami, byleby to dostać.


I'm living in an age
That calls darkness light
Finley Jones
Finley Jones
Zawód : Londyński duch
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

She hides away, like a ghost
Did she run away?

OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
 Just come home
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones

Powrót do góry Go down

Ufał jej. Raczej. Sam nie był pewny czy powinien, bo w końcu rzeczywistość była taka, że nie wiedział o niej nic - tak jak i ona mogła mieć problem z podaniem prawdziwej informacji na jego temat. Ba! Kto wiedział czy Finley to było jej prawdziwe imię? Bo John Smith nie należało do Tomka. No, może kiedyś się przedstawiał jako Smith, ale kiedy uciekli za poleceniem mamy, zmieniło się to.
Jednocześnie, chyba tego właśnie potrzebował. Kogoś, o kim on nie znał wiele - i kogoś, kto i o nim nie wiedział. Mogli się karmić swoimi kłamstwami i prawdami, mieć w pełni czystą kartę... A czy mogło się to kiedyś w końcu wydać? Tak, prawdopodobnie prędzej niż później. Jednak gdyby którekolwiek z nich myślało o tym, że kłamstwo miewało krótkie nogi, raczej by się nim tak ochoczo nie posługiwało.
Może darzył dziewczynę takim, a nie innym zaufaniem głównie ze względu na to, w jakim momencie się spotkali? Może potrzebował kogoś do dzielenia się fascynacją i miłością szkockiej kultury, języka, kuchni? Może po prostu brakowało mu Jeanie, a Finley przypadkiem znalazła się w odpowiednim miejscu i czasie.
- Może wygląda to niefortunnie... Ale no jak raz tego nie ukradłem. Znaczy, miałem zamiar, ale nie zdążyłem. Zresztą... Nieważne, i tak sobie będziesz myślała, co tam chcesz - stwierdził w końcu, wzdychając i po prostu rezygnując z dalszych tłumaczeń się. Mógł sobie równie dobrze po prostu darować, bo dziewczyna jeszcze byłaby gotowa wypominać mu w przyszłości takie kłamstwa, które jak na ironię to w ich wypadku wyjątkowo były prawdą.
- [b]Och, próbujesz mi powiedzieć, że tak naprawdę wychowałaś się w angielskim dworku, gdzieś na obrzeżach Londynu, spędzając całe dnie na grze w krykieta i zajadając się herbatniczkami?
- rzucił, szczędząc się do dziewczyny jak debil. Cóż, może i nie mógł założyć, że ta pochodziła ze Szkocji... Ale nie zmieniało to faktu, że na pewno bliżej było jej sercem do tej niż do Londynu. - No już, już, maruderko. Jaka niecierpliwa... - powiedział, przewracając oczami, ale zaraz to wrócił wzrokiem do ciężkiego zawiniątka. Ułożył je na kamieniu, zaraz powoli odkrywając papier, żeby nieco z Finley się jeszcze podrażnić. Sam był równie ciekawy, co też udało mu się ukraść, jednak lekki zawód pojawił się na jego twarzy po tym jak zobaczył lustro. Cóż... Może uda mu się przynajmniej sprzedać je z jakimś zyskiem?
Uważnie zaczął się przyglądać zdobionej ramie, nie poświęcając zbyt wiele myśli co do kunsztu kowala, który spędził czas na rzeźbienie w metalu liści i kwiatów, ale zerkając na swoje odbicie. Korzystając z momentu, poprawił nieco swoje włosy, które i tak z pewnością wymagały już nieco przycięcia, bo grzywka powoli wpadała mu do oczu... No i jakoś ta angielska woda po pobycie w Szkocji nie wpływała korzystnie na jego włosy, które ostatnim czasem były jakieś bardziej przyklapnięte niż zwykle.
- Ech... Okej, to nie jest do końca coś, czego bym się spodziewał... - stwierdził, wzdychając i lekko kręcąc głową, nie do końca będąc zadowolonym z podobnej zdobyczy. Chociaż kto wie, może mu się to jeszcze na coś przyda? Chociaż... takie lustro pewnie by się mogło gdzieś w mieszkaniu ładnie prezentować.
- Nie chcesz go? - rzucił, bo skoro i tak miał je za bezcen to dlaczego by nie zaoferować koleżance.



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Ufali sobie w swym braku zaufania. Nie odkrywali wszystkich kart, nie zdobywali się na szczerość w kwestiach dla nich ważnych, nie zwierzali się z obaw, lęków, poczucia winy wżynającego się w sumienie, raniącego skórę, wgryzającego się w miękkie mięso, docierającego aż do kości. Byli obok siebie, jak te dwa obce istnienia, ciesząc się po prostu chwilą. Zatapiając się w teraźniejszości, w chwilowych kłopotach, które były ledwie pyłem wobec tego, co zwykło ich dręczyć. Pijąc, tańcząc do słyszanych melodii, wywołując popłoch u bywalców danego przybytku, kiedy oczy któregoś padły na konkretną jednostkę i jedno z nich iście teatralnie obierało postać tego, kto ma sprawić by spojrzenie, jakie osiądzie na towarzyszu, było na tyle łaskawe, aby kolejna butelka piwa pojawiła się przed nim naturalnie na równi z chęcią rozmowy, może urywanych pocałunków, które odejdą w zapomnienie. Odpowiadało jej to, taka przyjaźń ale nie przyjaźń, trochę fałszu, jaka weń wygrywała, tona beztroski, jaka przesycała tę więź pokraczną. Nie wymagali bowiem od siebie niczego, tylko trochę zabawy, tylko trochę zapomnienia. Jakby przeszłość nie miała miejsca, a przyszłość nigdy nie powinna nadejść. Dwa wolne duchy, oto kim byli, oto kim powinni pozostać. Kłamstwa jednak miały to do siebie, że lubiły wyskakiwać niczym różowe dżdżownice po deszczu i nie było pewnym, jak długo przyjdzie im nad nimi uskakiwać, nim zmiażdżą przypadkiem ich oślizgłe ciałka, a prawda wyleje się z ich wnętrza. Póki co, nic nie zapowiadało na żadne zmiany i Finnie mogła się cieszyć, że chociaż jedna stała faktycznie była niezmienna.
- Ważne - odpowiedziała zaskakująco łagodnie, mały smutny uśmiech zadrgał na pełnych wargach nim zniknął na wzór westchnienia - Ważne jest to, co chciałbyś, abym myślała, żebym nie tworzyła bezpodstawnych teorii ani nie oceniała cię za to, czego nie zrobiłeś John, kiedy rzeczywiście nie ma w tym twej winy. To jest ważne, zawsze będzie. Zapomniałeś? - zapytała, brew przy tym unosząc. Bo chociaż dziewczątko nie było najlepszą osobą, najmilszą oraz z charakteru przyjemną, nie należała do tych słodko pierdzących panien, które rumieniły się non stop, a dobrocią swego serca potrafiły przyprawić o mdłości, tak pod warstwą rzekomego okrucieństwa, będącego zdroworozsądkowym podejściem do życia, drzemała naprawdę w porządku przyjaciółka. Taka, która nie wydawała opinii, nie krytykowała aż nadto, kiedy atmosfera temu nie sprzyjała, nie zadawała kłopotliwych pytań jeśli w ogóle pytała. Po prostu była obok, czasem milcząc, czasem niezręcznie w pocieszeniu klepiąc po głowie, albo zwyczajnie odciągając uwagę na coś lżejszego, łatwiejszego dla nich. Była, to naprawdę tak niewiele? Czy to nie wystarczało?
- Nie bądź niedorzeczny - syknęła, słysząc głupoty, jakie wymyślał na jej temat, małe dłonie na bokach układając, jak gospodyni, kiedy próbowała u dziatwy posłuch wywołać - To były babeczki, nie herbatniki - burknęła święcie urażona, że jak mógłby w ogóle pomyśleć o czymś takim, kiedy świat ma tyle wspanialszych łakoci do zaoferowania, których obecnie nie mogła nawet tknąć, mając nad sobą widmo ścisłej diety. Na jego utyskiwania przewróciła tylko popielatymi ślepiami, zawieszając je na moment na pochmurnym niebie, jakby prosiła niewidoczne gwiazdy o zmiłowanie, a także o cierpliwość. Dopiero po tym przeniosła uwagę na zawiniątko, zbliżyła się o krok, kucając tuż przed zwierciadłem. Podziwiała chwilkę kunszt ramy, ładnie wykute liście, kiedy chłopak obok zajęty był poprawą włosów. Powinien je umyć, a nie macać, zauważyła z westchnieniem, bo upadek przy śmietniku nie był najbardziej higienicznym wydarzeniem ich życia. Albo w jakikolwiek sposób ujmującym, raczej obrzydliwym.
- A czego się spodziewałeś? Obrazu wartego setek galeonów? I tak byś nie rozpoznał jego wartości - zauważyła, gdy ten zwrócił się do niej a Finnie miała możliwość bezpośredniego wejrzenia w tafle. Odbicie zamigotało na moment i blondynka mogła przysiąc, że chyba do niej mrugnęło, potem poruszyło się samodzielnie i pokazało jej nad wyraz nieprzyzwoity gest. Artystka odskoczyła jak oparzona, zdjęta nagłą nerwowością. Nie wydawało się przeklęte, wyglądało nieszkodliwie. Chyba wyobraźnia jej figle płata. Albo faktycznie powoli wariowała, biorąc pod uwagę zadanie, które obrała.
- Nie, zatrzymaj jako prezent powitalny w tym mieście cudów - skrzywiła się wyraźnie przy ostatnim słowie, bo Londyn nie miał nic wspólnego obecnie z czymkolwiek przyjemnym - A najlepiej sprzedaj, po cholerę ci ono. Masz gdzie je zawiesić w ogóle? Albo czekaj, powiesz mi zaraz, znam niedaleko knajpkę, wciąż otwarta, całkiem przyzwoite ceny i wierz mi, jak na Londyn to całkiem tanio, chociaż może cię to przyprawić o zdecydowany ból wątroby. I kieszeni. Myślisz, że kieszenie odczuwają ból? - paplała tak, czekając, aż zakryje lustro na nowo i powlecze się za nią. Ponowne spotkania należało uczcić, podobnie jak przetrwanie w tych czasach, gdzie niebezpieczeństwo czaiło się praktycznie wszędzie, a oni jakże umiejętnie je wyminęli tym razem. Co planował robić tutaj John, jak w ogóle się znalazł w tym smutnym miejscu, nie było chwilowo istotne, póki w ich dłoniach nie znajdzie się odpowiednia butelka. Parszywy szczęśliwie wciąż oferował względnie porządny alkohol, chociaż jego jakość była chyba zależna od pracujących tam osób, gdzie niektóre z nich mając dziwną słabość do Finnie, oferowały coś, co nie smakowało jak woda zakrapiana piwem.

| zt


I'm living in an age
That calls darkness light
Finley Jones
Finley Jones
Zawód : Londyński duch
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

She hides away, like a ghost
Did she run away?

OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
 Just come home
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones

Powrót do góry Go down

Łatwo było się lubić i przyjaźnić, kiedy nie wchodziło się w problemy drugiej ze stron, ale czy wtedy dało się to w ogóle nazwać przyjaźnią? A może po prostu zwykłą znajomością? Chociaż oboje stanowczo potrzebowali tego, żeby od czasu do czasu gdzieś usiąść, może z jakimś alkoholem w ręce najpewniej gwizdniętym z cudzej piwniczki czy kupionym za kradzione pieniądze, i po prostu się pośmiać czy porozmawiać o niczym, albo o wszystkim - ale tak bez żadnych szczegółów, tak po prostu ogólnikowo. Nie potrzebowali wiedzieć o sobie za dużo, bo wiedza mogła być niebezpieczna. Musieli być swoją bezpieczną przystanią.
- Okej. Nie ukradłem tego... A raczej, nie zamierzałem. Chciałem ukraść coś innego, ale... to się pojawiło w moich rękach? - powiedział, doskonale wiedząc jak to wszystko brzmiało i jedynie pokręcił głową, niezadowolony sam z siebie. - To brzmi jak tani żart. W skrócie, chciałem ukraść coś innego, ale dostałem to - powiedział, wzruszając ramionami, wciąż nie będąc pewnym czy to była prawda, czy tak w końcu nie do końca. Może rzeczywiście to ukradł, ale nie zauważył? Może zapomniał? Może jego psychika już po tych dwóch latach chowania poczucia winy zaczęła nie nadążać za światem, może powoli tracił zmysły i głupiał, przestawał widzieć, co się wokół niego dzieje i nad czym ma, a nad czym nie ma panowania?
Chociaż nie, to mu stanowczo nie groziło. W końcu nigdy nie miał panowania nad swoim życiem. Tej jednej rzeczy był bardziej niż pewny.
- No tak, oczywiście. Borówkowe czy truskawkowe? A może takie, na które lady przyszła ochota? - rzucił z uśmiechem, chociaż wizja Finley w koronkowych sukniach była wręcz przezabawna dla niego - chociaż wcale nie z powodu, żeby dziewczynie brakowało urody czy uroku! Po prostu nie wyobrażały sobie niższej koleżanki w wielkiej i ozdobnej sukni, i z kuflem w dłoni. Byłby to strój przynajmniej niekonwencjonalny do baru! - Chociaż teraz widzę, musiałaś się po prostu zbuntować, prawda? Koniec z ciasteczkami na złotej tacy i koronkami, i z gorsetami? - dodał, szczerząc się jeszcze bardziej. No cóż miał poradzić, że do Finnie, którą poznał, wizja bycia damą nie pasowała. Ba! Całkiem możliwe, że by jej nie poznał, gdyby kiedyś mu powiedziała, że mijali się na szkolnym korytarzu...
- Nie wiem czego... czegoś, po prostu - powiedział, wywracając oczami. Może by i nie rozpoznał obrazu, ale zawsze mógłby wymyślić na jego temat bajeczkę, a później sprzedać za pokaźną sumkę. To był w gruncie rzeczy plan... całkiem warty realizacji.
- Nawet.... mam chyba pomysł na sprzedanie. Można dopowiedzieć jakąś historyjkę, o tym kto był jego właścicielem i... Oh, chętnie. Szczególnie jak niedrogie. To możesz mi opowiedzieć, co tutaj w ogóle robisz - stwierdził, nie mając zamiaru odmawiać alkoholu w tak doborowym towarzystwie jakim była dla niego Finley. Kto wie, może w końcu będą jeszcze na siebie wpadać w Londynie? Wspólne kłopoty są zawsze w cenie.
Nieśpiesznie owinął lustro z powrotem, rzeczywiście podnosząc się z ziemi, żeby ruszyć wraz z koleżanką i nadrobić nieco ze stanu w jakim się znajdywała - przynajmniej teraz. Nie musiał chyba dopytywać o to, dlaczego dokładnie znalazła się w Londynie, a przynajmniej nie musiał dopóki Finley sama by nie uznała podzielenie się z nim taką informacją za istotną.

| zt



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

10.XII.1957

Nie rozumiał jakim cudem market wciąż był tak oblegany. Ludzie mieli pieniądze? Naprawdę? Nie mieli na co ich wydawać?
Chociaż teraz też nie rzucał się aż tak w oczy. To było bardzo kojące. Raczej nie był śledzony, miał przynajmniej taką nadzieję, a nawet jeśli to czy ktoś pobije starca*, jako który prezentował się dzisiejszego dnia? Po spacerze i roznoszeniu ulotek ze Steffenem, wybrał się na market, aby dokończyć jeszcze nieco pracy, którą zaczęli. Przechodziło tutaj mnóstwo ludzi i sprzedawców, mógł się z łatwością wtopić w tłum oraz podłożyć nieco ulotek. Zarówno na stoiska, dzieciakom jak i ludziom do koszyków, do kieszeni.
Jednocześnie potrzebował czasu dla siebie. Wciąż się zastanowić, co mógł zrobić w sprawie, która niczym wyrok śmierci wisiała mu nad głową. Uciekać z Londynu, póki mogli? Musiał porozmawiać o tym z rodziną, uzgodnić gdzie uciekają… Wspólnie lub tylko oni. Wciąż nie był pewny, że powinien wracać. Co jeśli znów się coś stanie, w coś się wplącze i znów zaginie bez słowa? Albo będzie musiał uciekać… Znowu narazi rodzinę…
Podejmował głupie decyzje i gdzieś w głębi wiedział, że to co teraz robił, również było niepotrzebnym mieszaniem się w coś, co mogło go nie dotyczyć… Chociaż czy to prawda? Mógł równie dobrze skończyć na placu egzekucyjnym i już nigdy się nie zjawić na ulicach Londynu. James by myślał, że uciekł… Nigdy by się nie dowiedzieli. Może byłoby to łatwiejsze? Uciekł jak tchórz - zawsze uciekał, więc czym by się różniła ta sytuacja?
Chociaż dla niego była to ogromna różnica. Ściskało go w środku ze stresu na samą myśl. Dopiero odzyskał rodzinę i nie chciał jej tracić, nie chciał ich znowu narażać! Ale to zrobił jak skończony cymbał i teraz co? Znowu to robił, tym razem na prośbę Marcela. Doskonale! Powinien dostać order brata dekady, bo nawet roku nie mógł - przecież wiedział o tym, że jego rodzeństwo żyło dopiero od miesiąca, a i tak nie spędził z nimi tyle czasu, ile by chciał. Znowu zjebał…
Miał naprawdę szanse na jakiekolwiek odkupienie win? Powinien skupić się na innych rzeczach… Z drugiej strony, jeśli był obserwowany, mógł pokazać w ten sposób jak stara się grać do dobrej bramki. Do właściwej… Przecież miał się wkupić w łaski… czyje tak właściwie? Czyje łaski? Co mu robiło za różnicę? Może tyle tylko, że jeśli był obserwowany, powinien zachowywać pozory, że był grzeczny i słuchał się wydanych mu rozkazów?
To nie były prośby. To były po prostu polecenia, które niezależnie od swoich chęci musiał udawać, że wypełnia…
Podchodził do stoisk, przypatrywał się jednym, uśmiechał do kolejnych, a czasem i zagadał do kolejnych, chcąc odwrócić dodatkowo ich uwagę od swoich rąk. Musiał, powinien się postarać jak nigdy.
Na jednym stoisku wysłuchał, prawdopodobnie fałszywej, historii o pochodzeniu jednego z przedmiotów zza głębokich wód z jakiejś wyspy, na której mugole nigdy nie stanęli stopą, a on jak to starszy dziadek słuchał z zainteresowaniem młodszego mężczyzny, napomykają w międzyczasie o własnych podróżach odbytych za młodu i zadając dodatkowe pytania co to jego wypraw.
Później jakiś uliczny grajek, przechodząca obok kobieta… Był przyjazdy i uśmiechnięty, a wyglądając jak dziadek nie budził podejrzeń. Ot, starszy mężczyzna, dobry wujek możliwe że dla kogoś, który mimo trwającej wojny, starał się zachować pogodę ducha. Tutaj opowiedział znów dzieciom sekret o zupie z trupa oraz przedstawił im zabawę, którą wcześniej wymyślił jego przyjaciel Steffen, a później przechodził dalej. Stoiskami, między ludźmi, wsuwając ulotki czy to pod sprzedawane przedmioty czy do kieszeni ludzi. Tak, aby wszystko było na właściwym miejscu… Powinno być.
Że musieli się martwić czymś takim. Wojną, zupami z trupa… Był zmęczony całym stresem i wszystkimi zmartwieniami, tym że jego następny krok mógł być ostatnim! Nie panował nad tym czy robił coś dobrego, nad tym jakie mogło to przynieść konsekwencje. Kto przypuszczał, ze sytuacja w ministerstwie magii mogła pójść aż tak nie po jego myśli? Z drugiej strony… żył. To było zbawienne… Choć każda godzina, w ciągu której oddychał, sprawiała jedynie coraz to większe zagrożenie dla niego i jego rodziny, jego przyjaciół. Gdyby jakimś cudem wyszło na jaw, że Steffen z nim roznosił ulotki - i to jeszcze na jego własną prośbę - i gdyby przyjaciel poniósł za to konsekwencje, nie wybaczyłby sobie. Jak miałby spojrzeć sobie w oczy? Jebać Carterów, których wydał. Nie znał ich, nie obchodzili go. Ale Steffen czy Marcel? Nawet Castor mógłby mieć kłopoty, gdyby za bardzo zakręcił się w Londynie wokół niego. Musiał uważać, z kim się pokazywał.

Ulotka:


Do każdego, komu życie miłe

-->Connaught Square jest miejscem, w którym każdy z nas może stracić życie - i miejscem, w którym wielu z nas straciło bliskich.

Aquila Black drwi z naszych żyć, przychodząc w najbardziej uciążliwy miesiąc roku i dla własnej uciechy rozdawać jedzenie nam, którzy nie mamy go pod dostatkiem. Rozdaje jedzenie w miejscu, w którym morduje nas i z uciechą chce patrzeć jak zniżamy się i upadlamy tylko po to, aby dostać kawałek chleba - coś, czego osoby pozbawione życia nie doświadczą, a do których możemy dołączyć.

Szlachta nie ma szlachetnych serc - szuka sposobu, aby wyplenić i zabawić się kosztem tych pod nimi. Musimy zadbać o swoje bezpieczeństwo i nie pozwolić, aby drwiono w taki sposób z miejsca, w którym każdy z nas może stracić życie za niewinność.

Fałszywa dobroczynność może być zasadzką do masowej egzekucji i rzeźni. Ostrzeżcie rodziny i przyjaciół - nie ufajcie zupie z trupa.


*jestem tutaj po wątku ze Steffkiem i wciąż mam na sobie rzucone rugatio.
Do udawania dziadka używam kłamstwa II i kokieterii II.
ST 35, zręczne ręce I. Pierw ludzie, później stoiska.
2 k10 na ilość ludzi, którym podrzuciłem i stoisk, na których udało mi się zostawić ulotki.
Zt



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all


Ostatnio zmieniony przez Thomas Doe dnia 29.06.21 16:07, w całości zmieniany 1 raz
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 98, 50

--------------------------------

#2 'k10' : 10, 7
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

stąd

Zawsze to powtarzał. Nie, nie, kończył no dobra. Jakby sam siebie chciał przekonać, że to było złe — okradać tych, których było na to stać. Ludzi, czarodziejów, którzy handlowali rarytasami na wagę złota. Odwracającymi wzrok, kiedy wygłodniałe dzieci śliniły sklepową witrynę, wpatrując się w kawałek mlecznej bułki. Tej samej bułki, którą po kilku godzinach wyrzucano, bo była czerstwa i żaden fircyk nie chciał jej już kupić. Nie próbował nadawać sprzedawcom i handlarzom ludzkich cech. Przestali być zwykłymi osobami w chwili, kiedy windowali ceny do góry uniemożliwiając właśnie tym zwyczajnym ludziom wypełnienie burczących żołądków. Nigdy mu się nie przelewało. Nigdy nie mogli sobie pozwolić na egzotyczne owoce, czekoladę — tej zasmakował po raz pierwszy w życiu w Hogwarcie, jak wielu innych rzeczy. Wtedy nagle okazało się, że dało się żyć pod dostatkiem. Wtedy zrozumiał, że wystarczyło trochę się postarać, by Sheila dostała kolorową wstążkę do włosów, czy rogalika z solą. Trochę krętactwa, trochę sztuczek, mydlenia oczu, ściskającej za serce gadki, czy odwrócenia uwagi. Dało się, wszystko się dało. Życie było niesprawiedliwe, gdy jednym pewne rzeczy przychodziły łatwo bez powodu, kiedy inni musieli wypruwać sobie flaki dla bochenka chleba. Nie inaczej było teraz.
Dał mu przyzwolenie. Popatrzył na niego tak, jakby próbował go przekonać, że mu się to należało tak samo jak wszystkim innym. Nie musiał tego robić długo, Marcel miał to we krwi tak samo, jak on, po prostu posiadał resztki przyzwoitości, by nie mówić tego głośno.
W Czekoladowej Perle nie było tego, czego szukali. Widział znak, musieli się wycofać. Opuścili ją prędko, kierując się dalej, na targ. Tutaj było wszystko. Musiał być też cukier. Wchodząc między stragany wsunął dłonie w kieszenie kurtki. Zerknął na przyjaciela i tak jak on poprzednio, ruszył przodem, dając mu szansę na ewentualne podwędzenie paczki, jeśli się znajdzie. Małe, jutowe worki z przyprawami, mąką. Same sypkie rzeczy. Dalej, na końcu straganu paczki, trochę ukryte, jakby dla kogoś specjalnego. Nie był pewien, czy był to może cukier? Zatrzymał się, marszcząc brwi.
— Przepraszam panią bardzo — zaczepił kobietę z niewyraźną miną, wychylając się w jej stronę, by dojrzeć co to były tam za paczki. — Moja mam przyrządza taką potrawę, dość pikantną, w czerwonym kolorze. Tam są warzywa, fasola jakaś, wie pani? I wysłała mnie po tą przyprawę do tego, ale problem w tym, że zapomniałem, co to było, a tutaj wszystko wygląda podobnie. Musi mi pani pomóc — spojrzał na nią błagalnie. — Jak wrócę bez tego to przecież ona mnie wyrzuci z domu. — Zrobił wielkie oczy, chwilę patrząc na kobietę. No dalej, to cukier czy nie cukier?

| cukru daj złodziejowi, z magazynu wytrząśnij...
nie ma cukru, to idziemy tu


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Here comes trouble
OPCM : 3
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Powrót do góry Go down

The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

stąd

Uważne spojrzenie śledziło znacznie bledszą, angielską twarz; równie unikalną i dość nietuzinkową w urodzie, jak przekonał się dość szybko. Jasnoskórzy Anglicy zazwyczaj wydawali mu się niezwykle podobni w pewnych elementach ciała, wyglądu, a każda odmienność, z którą Zachary się spotykał, przyciągała jego uwagę tak jak teraz czyniła to, zapewne nieświadomie, jego towarzyszka, o której od czasu koncertu wymienił ledwie kilka uprzejmych, wysoce formalnych listów, popadając w wyjątkowo intensywne rozważania na jej temat. Naturalnie w zaciszu gabinetu, własnych komnat, w bezpiecznych murach posiadłości na Wyspie. Wśród społeczności stawiał w całości na twarde stąpanie po ziemi, bycie przykładem i wzorem, za którym mogli podążać, jak na syna króla Egiptu przystało. Ostatnio coraz częściej łapał się na tym, by prowadzić i przeprowadzić zamiast być jedynie podążającym. Nawet teraz, tutaj podczas jarmarku.
Mam nadzieję, że stragan oferował przedmioty warte twojej uwagi — ponownie odparł tym samym tonem, dopiero pod koniec zdania schodząc nieco z oficjalności. W milczeniu już ruszył za Primrose, w kilku krokach zrównał z nią tempo spaceru, nie chcąc, by musiała za nim biec ani aby on sam pozostawał w tyle. Grupki czarodziejów i czarownic przechodzących alejkami szczęśliwie ułatwiały uzyskanie szybkości kroków stosownych do sytuacji oraz tego, jak odwiedzający targ przy promenadzie ściskali się, utrudniając dostęp do kramów i straganów.
To naprawdę nic wielkiego — odpowiedział zdawkowo. — Cieszy mnie, że zwróciłaś się do nas, a nie do kogoś, kto popełniłby szereg błędów przy tłumaczeniu. Mam tylko nadzieje, iż moje... przekłady okazały się pomocne. — Dodał, pauzując nieco, dość niezdarnie odchrząkując, nie mając pewności, czy słowo, którego użył było właściwe. Mimo biegłej znajomości angielskiego, wciąż zdarzało się Zachary'emu trafić na słowa problematyczne w ujmowaniu znaczenia. Ojczysty język, interpretacja hieroglifów, opanowane do perfekcji w zakresie anatomii czy zielarstwa znacznie różniły się od dziedzin, w której konsultował sprawę dla lady Burke. Spoglądał na nią od czasu do czasu, upatrując luźniejszego kramu. — Może spojrzymy na tę wystawę? To chyba suszone zioła — zaproponował, lekko popadając w zamyślenie, wspinając się na czubkach palców, żeby łatwiej dojrzeć to, co zyskało jego zainteresowanie. — Tak, to zioła — powtórzył, gestem dłoni wskazując na przesmyk między ludźmi, by raptem w paru kolejnych krokach znaleźć się bliżej straganu. Ułożone w kasetkach sporych skrzynek woreczki, niewielkie słoiczki i zakorkowane buteleczki. Zapach tak wielu roślin drażnił nozdrza, jednak Shafiq nawykł do mieszanki różnorakiej esencji i nie miał problemu z chwyceniem jednego z woreczków w palce i lekkim skruszeniem jego zawartości. — Szałwia... mhm, nieco rozmarynu i szczypta mięty? — Podjął, w złożonym pytaniu zerkając na sprzedawcę. Uzyskawszy potwierdzenie, spojrzał na Primrose, a jego oczy nabrały nieco blasku. — Świetne jako napar na zimne dni. — Podsunął woreczek w jej stronę, nie wiedząc, czy świat roślin był dla niej czymś, w czym się odnajdywała. Póki co powierzchownie poznał jej pasje i był zainteresowany dowiedzieć się czego więcej.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never one
<br />
without the other
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Powrót do góry Go down

Śnieg skrzypiał pod stopami, przy każdym kroku, ale nie był to nieprzyjemny dźwięk, wręcz przeciwnie, kojarzył się lady Burke z czymś miłym i ciepłem. Kominkiem w Durham, melodią z pianina jaką wygrywała Adeline lub Lottie, opowieściami Edgara z dalekich krain gdzie poszukiwał artefaktów czy też łamał niezliczone klątwy by dostać się do zamkniętych zakamarków. Lord Shafiq na tle bieli wyróżniał się swoją urodą, niczym egzotyczny ptak, który przyciąga spojrzenia.
-Szklane wazony, każdy inny, mieniły się pięknie. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo przecież jeden z nich przyciągnął jej wzrok. - Widziałam, że twórca włożył w niego dużo swego serca.
Sama do każdej swojej pracy podchodziła z uwagą i dokładnością, ponieważ każdy artefakt był małym dziełem sztuki, noszonym na ubraniu lub we włosach. Potoczyła wzrokiem po otaczającej ich okolicy; drzewach przykrytych śniegiem, świeżym, ledwo co spadłym z nieba.
-Londyn zimową porą mało kiedy wygląda tak ładnie. -Zauważyła ponownie wyciągając dłoń w skórzanej rękawiczce przed siebie, a na jej środek spadł płatek śniegu, który po chwili się rozpuścił. -Zwykle szary i ponury dziś przypomina krainę Królowej Lodu.
Wyminęli grupkę czarodziejów, którzy o czymś zajadle dyskutowali, a kolejna stała przeglądając paczki pełne zakupionych rzeczy na targu. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc słowa mężczyzny.
-To była pierwsza moja myśl kiedy zapiski trafiły w moje ręce. Tłumaczenie było bardzo dokładne i niezwykle pomocne. Dowiedziałam się wiele na temat początków talizmanów i tego, że starożytni egipcjanie, podobnie jak celtowie, wyczuwali magię w przedmiotach, wiedzieli, że to co trzymają w dłoni posiada siłę, której nie potrafili nazwać więc korzystali z tych przedmiotów w formie talizmanów i amuletów, ponieważ podświadomie czuli, że dana rzecz zapewni im ochronę. - Mówiła z pasją i zafascynowaniem w głosie, a jej szaro zielone oczy lśniły przy każdym wypowiedzianym słowie. Każda nowa informacja, wiedza jaką zdobywała była dla niej niczym odkrycie największego skarbu. Gdyby jeszcze mogła być w tym miejscu osobiście, a nie tylko dostawać skrzynie od zaufanych klientów czy od ich dostawców, którzy raz na jakiś czas pojawiali się w sklepie.
Podążyła za Zacharym szczerze zaintrygowana tym co wzbudziło jego poruszenie. Po chwili stanęła obok niego patrząc na kram pełen roślin, ziół, słoiczków i flakoników. Przypominał stół alchemiczny rozbudzający wyobraźnie. Gama zapachów drażniła nos nieprzywykły do takiej mieszanki więc przyłożyła dłoń do twarzy kichając cicho, po czym uśmiechnęła się przepraszająco. Przyjmując woreczek od czarodzieja ostrożnie przyłożyła do nosa.
-Najmocniej czuję szałwię… - Powiedziała ostrożnie, gdyż nie znała się na roślinach, była alchemikiem, ale nie ważyła zbyt wielkiej ilości eliksirów w swoim życiu skupiając się na tworzeniu talizmanów. -Pięknie pachnie.
Spojrzała na Zacharego, a na jasnej, ozdobionej piegami twarzy ponownie pojawił się delikatny uśmiech. -Czy to prawda, że szałwia ma wiele właściwości, zwana wspaniałym darem natury?
Zagadnęła widząc ten błysk w oczach czarodzieja, słysząc w głosie tą samą pasję, jaka ją charakteryzowała kiedy mówiła o artefaktach i swojej pracy.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 26
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Camden Market - Page 9 Dd3436d291f269d9d228b8e0011b3018
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Powrót do góry Go down

Jeśli chcesz, możemy zawrócić i przyjrzysz się bliżej — zaoferował, spoglądając uprzejmie w stronę Primrose. Nie miał nic przeciwko przedłużenia wędrówki po straganach, choć jednocześnie odczuwał brak satysfakcji z potencjalnego przebywania w tak ogromnie zaludnionej przestrzeni. Nie spodziewał się, że atrakcje Ministerstwa – wbrew staraniom buntowników i zdrajców – przyniosą tak wielkie zainteresowanie. Z jednej strony cieszył się, że tradycyjne podejście oraz zrozumienie były kultywowane przez tak dużą grupę czarodziejskiej nacji, z drugiej niestety, dostrzegał pewną dysharmonię, może nawet i smutek odnośnie tego, co rzeczywiście ich tutaj sprowadziło. Przyziemne potrzeby, ot co. Już raptem po pierwszych dniach przestał oczekiwać, iż gromadzili się, a przynajmniej część z nich, w imię wspólnego, wyższego dobra. Rozumiał i nie miał w sobie ani krzty złości, że pierw próbowali walczyć o przetrwanie, zachowanie jak największej liczby zapasów na zimę, by dopiero później cieszyć się tym, co im oferowano. Mogło być, nie, miało być za późno na zabawę. Wiedział o tym doskonale i nie oszukiwał się. Z podniesionym czołem i czujnym umysłem spoglądał na feerię barw ciągnącą się promenadą przy Tamizie.
Rzeczywiście, nieco mniej ponury — przyznał powoli, wręcz cicho i ostrożnie. Wybijający się na tle Anglików Zachary, pomimo całej swojej pozycji, pomimo obecności służb zapewniających bezpieczeństwo, łatwo mógł znaleźć się pod ostrzałem nieprzychylnych spojrzeń czy wrogich reakcji nawet, jeśli te miały nie być spektakularne. Władza, którą reprezentował od niedługiego czasu, nie była w jego rękach jeszcze tak mocna i dla niektórych, a zapewne dla większości, wciąż pozostawał niegodnym zaufania obcym. Zbudowanie sojuszu opartego na małżeństwie stanowiłoby jakieś rozwiązanie... gdyby jego oferta nie została po raz kolejny potraktowana przez córkę Shackleboltów w taki sposób. Nie zamierzał żywić urazy i nie to było mu teraz w głowie ani nawet teraz. Spoglądał na Primrose, także wyróżniającą się spośród tłumu, uważnie słuchając jej, może nieco przesadnie w opinii Zachary'ego, chwalącej go za trafność dokonanego przekładu. Samo wspomnienie tego skomplikowanego procesu, choć satysfakcjonujące i pozwalające złudnie odetchnąć gorącym powietrzem pustyni, przywoływało zamyślenie, ale i w nim nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Rola nadana mu przez ojca, przez króla Egiptu, stanowiła ważniejszy aspekt niż on sam; podobnie jego praca i działania w szeregach Czarnego Pana.
Może więc odwiedzisz naszą bibliotekę na Wyspie? — Zapytał. — Nie jest, co prawda, tak okazała jak nasze zbiory w Egipcie, ale na pewno znajdziesz tam coś, co przykuje twoją uwagę. Może nawet zainspiruje? Sztuka talizmanów jest mi obca, jak się pewnie domyśliłaś, lady. Nigdy nie umiałem wyczuć tej energii w przedmiotach, o której mówisz. Choć z łatwością przychodzi mi dostrojenie własnej magii do pacjenta w szpitalu. — Uśmiechnął się, a w zasadzie uniósł lekko kąciki ku górze, dając swojej twarzy łagodniejszy wyraz. — Czy te dwie czynności nie są do siebie podobne? Na pewno znasz odpowiedź na to pytanie. — Padło wreszcie z ust Zachary'ego z wyraźnym zaciekawieniem w toczącej się rozmowie. Dostrzegał pewne podobieństwo, a i chyba wyczuwał je, oceniając kolejne woreczki z zasuszonymi mieszankami ziół. One też miały w sobie moc, lecz rządziły nią znacznie subtelniejsze i bardziej wyważone zasady niż te, które zwykł przypisywać do magii.
Byłby składnikiem pięknego kadzidła, choć wolę myśleć, że sama herbata byłaby wystarczająca. — Odłożył jeden z woreczków, po czym zajął się oglądaniem słoiczków z nieco bardziej egzotycznymi okazami. Kątem oka zerkał w stronę Primrose. Uprzejmie interesował się nią; tym, co mówiła, jakie gesty wykonywała. Starał się dzielić uwagę, choć do najprostszych to nie należało.
Hmm... — zastanowił się, wskazując na dwa kolejne słoiczki, które chciał zakupić. — To chyba zależy od tego, w którym regionie tego świata będziemy o niej rozmawiać. W Egipcie nie rosła naturalnie, ale w ciepłym klimacie Morza Śródziemnego już tak. Jeśli się nie mylę, jej zaletą jest spora uniwersalność nie tyle w kwestii schorzeń, co potencjalnych zastosowań. Składnik eliksirów, past, maści, naparów, odwarów, maceratów, delikatnych kremów. Nie ma zbyt wielu ziół, które niosłyby aż tyle sprawdzonych i skutecznych zastosowań... Chociaż, ostatnio znalazłem niszowy zielnik duńskiego pochodzenia i rozprawa o powszechnym zastosowaniu kozłka i mieszanki różnych gatunków pieprzu jest co najmniej tendencyjna. Ale to raczej nie jest twoją pasją, wybacz. — Dłuższa, znacznie rozbudowana wypowiedź Zachary'ego została zwieńczona kulturalną prośbą o zapomnienie. Nie chciał zostać zapamiętanym w ten sposób ani tym bardziej jako ktoś, kto negował dokonania ważnych postaci z kręgów Europy. Ostrożnie zerknął w kierunku sprzedawcy ziół i grzybów, ale ten najwyraźniej nie był zbytnio zainteresowany wygłoszoną opinią. Całe szczęście.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never one
<br />
without the other
OPCM : 22
UROKI : 8
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Powrót do góry Go down

-Dziękuję, nie ma takiej potrzeby. – Zapewniła mężczyznę jednocześnie będąc mu wdzięczną za zainteresowanie. Spacerując niespiesznie patrzyła na podekscytowane twarze dzieci i wciąż strapione ale jednak pogodniejsze twarze dorosłych. Jarmark odbywał się w rzeczywistości trapionej wojną i nawet jeżeli zwykła ludność nie dostrzegała szerszego obrazu, to jednak sama lady Burke była przekonana, że pewnego dnia zrozumieją, że wojna była nieunikniona, ale jej konsekwencje zostaną przekute w lepszą przyszłość. Nie była zwolenniczką wojny, uważała, że ta niesie ze sobą wiele szkód i wyniszcza kraj, który następnie należy podnosić z kolan. W czasie takim jak ten ludzie szukali chwili wytchnienia, jarmark był ucieczką od codziennych zmartwień, ona zaś sama chciała pomóc ludziom, pokazać, że arystokracja nie śpi na poduszkach z jedwabiu, ale realnie przejmuje się zwykłymi mieszkańcami. Miała jutro odbyć się akcja charytatywna w Londynie, nie wiedziała czego się spodziewać, ale liczyła, że uda im się ruszyć, zachęcić mieszkańców Londynu do współpracy. Nie miała pojęcia co się wydarzy, jak bardzo to wydarzenie wpłynie na dalsze jej działania. Dziś zaś chciała złapać oddech, na chwilę oczyścić umysł. Zerknęła na niego uważnie słysząc ostrożne zapewnienie. Czyżby lord Shafiq źle się czuł na angielskiej ziemi? Wiedziała, że wyspiarze potrafią być ponurzy i niedostępni. Nie chciała jednak urazić mężczyzny pytaniami, które mógł odebrać za nietaktowne, dlatego uznała, że nie będzie kontynuować tego tematu, a zamiast tego skupi się na czymś przyjemniejszym co wyraźnie bardziej wciągało też czarodzieja.
-Dziękuję za zaproszenie i chętnie z niego skorzystam. – Odparła z błyskiem w oku. Propozycja obejrzenia biblioteki rodu Shafiq i odkrycia zapisków jakie się tam znajdowały kusiły bardziej niż najdroższa biżuteria i wspaniałe suknie. Wiedza prosto z Egiptu była jej obca, ale przez artefakty, które trafiły do jej rąk była chętna poznać więcej. –To działa bardzo podobnie. Wyczuwanie energii w przedmiocie pozwala już nam na wstępie określić z czym mniej więcej mamy do czynienia. Zapewne jak masz pacjenta to wyczuwasz co może być nie tak, tu jest podobnie. Nie mam informacji podanej wprost ale będąc wyczuloną na konkretne znaki mogę mniej więcej określić z czym przyjdzie mi się mierzyć.
Kiedyś Perseus tłumaczył jej jak wygląda praca magomedyka, ale nie mógł też zdradzić zbyt dużo, ponieważ jego dziedzina dotykała jednak problemów bardzo prywatnych i zaufanie pacjenta stało przed ciekawością i dociekliwością kuzynki. Nagle dotarło do niej, że jak zwykle, za dużo mówiła, chcąc udowodnić, że kobieta potrafi myśleć i mieć coś ciekawego do powiedzenia. Wbijana w sztywny gorset oczekiwań społeczeństwa za wszelką cenę chciała go zerwać i odetchnąć pełną piersią. Zachary mógł to odebrać, że się wymądrza więc oblał ja lekki rumieniec wstydu zdając sobie sprawę, że mogła właśnie popełnić faux pas. Odwróciła więc wzrok aby skupić go na woreczkach z szałwią.
-Kadzidła… – Powtórzyła wolno za czarodziejem przypominając sobie jak Edgar nimi pachniał kiedy wracał z kolejnych swoich podróży. Wróciła szybko wzrokiem do Zacharego kiedy ten zaczął rozprawiać na temat tej niezwykłej rośliny. – Prawdziwie ciekawa, tyle zastosowań. – Zielarstwo nigdy nie było jej mocną stroną, ale nie zmieniało to faktu, że chętnie słuchała i chłonęła wiedzę jak gąbką. –Proszę kontynuuj. – Zachęciła go gestem dłoni skupiając się teraz na słoiczkach, które wskazał jej wcześniej. –Czym jest ten… kozłek?
W tym temacie była całkowitą ignorantką, ale dostrzegła błysk w oku mężczyzny, który należał do człowieka, który fascynował się tym o czym rozprawiał, a takich ludzi słuchało się z ogromną przyjemnością.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 26
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Camden Market - Page 9 Dd3436d291f269d9d228b8e0011b3018
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Powrót do góry Go down

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Camden Market

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach