Wydarzenia


Ekipa forum
Wyspa Achill
AutorWiadomość
Wyspa Achill [odnośnik]22.04.16 14:58
First topic message reminder :

Wyspa Achill

Wyspa Achill jest jedną z pereł znajdującego się na zachodnim wybrzeżu hrabstwa Mayo. Mugole zdają sobie sprawę z istnienia czterech wiosek na południu wyspy, ale dwie pozostałe, zamieszkane wyłącznie przez czarodziejów, pozostają poza zasięgiem ich wzroku. Ze względu na bogatą florę wyspy, w magicznych osadach można spotkać głównie alchemików pozyskujących stąd rzadkie składniki potrzebne do uwarzenia skomplikowanych eliksirów.
Wśród młodych, śmiałych czarodziejów szczególnie popularna jest wyjątkowo stroma część wybrzeża zwana Klifem Zdobywców. Plotki głoszą, że gdy odłoży się różdżkę na bok i skoczy na główkę do wody, to na samym dnie zatoki odnajdzie się niezwykły skarb. Niebezpieczeństwo stanowią jednak langustniki ladaco, homaropodobne stworzenia żyjące nieopodal wybrzeża; ich ugryzienia są niezwykle niebezpieczne, skutkują bowiem pechem trwającym przez cały tydzień.
Ale kto wie, może jeżeli zdecydujesz się skoczyć, uda ci się wyłowić nagrodę?

1-20 - Złośliwy langustnik kąsa cię w jedną z kostek - wygląda na to, że najbliższy tydzień nie będzie dla ciebie najszczęśliwszy (-5 do wszystkich rzutów do końca fabularnego tygodnia).
21-50 - Coś mieni się złotem i choć z początku wydaje ci się, że to tylko gra świateł, podpływasz bliżej i okazuje się... że to kilka złotych monet! Twoja radość nie trwa jednak długo: po kilku godzinach odkrywasz, że odnaleziony skarb zniknął, będąc tylko złotem Leprokonusów.
51-90 - Na dnie zatoki dostrzegasz niezwykłą roślinę, którą kojarzysz z zamierzchłych zajęć z zielarstwa; nie mylisz się, to skrzeloziele!
91-100 - Wydaje ci się, że tym razem nie dopisało ci szczęście - dostrzegasz tylko kępy wszechobecnych wodorostów. Nie poddajesz się jednak i nurkujesz nieco głębiej, by wkrótce dostrzec Zwierciadło Niechcianej Prawdy jakby czekające na to, aż je wyłowisz.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wyspa Achill [odnośnik]16.05.22 19:51
Morze nie było mu obce - chociaż nie dedykował mu swojego życia to z pewnością oddał mu serce. Wychowany nad klifami, od najmłodszych lat uciekał w stronę morskiego błękitu, w stronę przyjemnego chłodu morskiej bryzy, która muskała skórę na policzkach. Nawet w jego oczach panował błękit morza w słoneczny dzień. Irlandia kusiła zjawiskowym wybrzeżem klifowym. Nie liczył na spotkanie z kimkolwiek, ale też z pewnością nie miał zamiaru od niego uciekać - głodny był nowych znajomości i doświadczeń, które mogły jedynie wzbogacić jego wiedzę. Spoglądał chwilę w morską toń, jakby chciał nacieszyć oczy widokiem, jaki się teraz przed nim rozciągał. Jedynie głupiec mógłby stwierdzić, że widok z każdego klifu będzie taki sam. Ewidentnie taka osoba nigdy nie stała na krawędzi skalnej ściany. Na dźwięk kobiecego, znajomego głosu obrócił się przez ramię, a na piegowatej twarzy widniał szeroki uśmiech, taki sięgający roziskrzonych tęczówek.
- Trzeba też podziwiać widoki - rzucił dziarsko. Prawdą jednak było, że wciąż jeszcze czający się w podmuchach wiatrów chłód przypominał o sobie, smagając odkrytą skórę. Dobrze czuł się w towarzystwie panny Wellers - chyba za swój osobisty obowiązek wziął sobie przekonanie jej, że nie każdy potomek arystokratycznej części społeczeństwa przypomina marmurową statuę, czy też nadętego do granic możliwości panicza. Roratio nie stronił od podobnych atrakcji. A zaczepny uśmiech jedynie podniósł adrenalinę i obudził w nim chęć rywalizacji. Odpowiedział zresztą podobnym rodzajem uśmiechu.
- Możesz uważać swoją sakiewkę za lżejszą - powiedział z pewnością siebie, która miała raczej wymiar żartobliwy w tym momencie, a nie bezczelny. Chociaż pewności siebie naprawdę mu nie brakowało. Niemalże od razu po rzuconym wezwaniu zerwał się, długimi susami docierając do krawędzi, odbijając się od skalnego podłoża.
Przez chwilę myślał, miał takie złudne wrażenie, że leci - nawet jeżeli spadał w dół. Było to uczucie niesamowite, trudne do opisania słowami komuś, kto nigdy tego nie przeżył. Spotkanie z trzema żywiołami; odbicie się od twardej ziemi, powiew wiatru zacinający skórę, a na koniec zderzenie z zaskakująco twardą taflą wody. Ta ostatnia chętnie przyjęła go w swoje ramiona, szczelnie go przy tym otulając. Po pierwszym zetknięciu się z wodą, otworzył oczy. Szybko przyzwyczaił się do wody zderzającej się z gałką oczną. I niemalże od razu zauważył coś mieniącego się na dnie, które nie było w tym miejscu aż tak odległe. Musiał jednak wynurzyć się chociaż na chwilę. Dopiero, gdy głowa wydostała się na powierzchnię oczy zaczęły nieco szczypać i piec, a rude włosy, rozprostowane pod wpływem wody opadły na czoło. Rozejrzał się dookoła, szukając głowy Thalii Wellers. Jeżeli miał być szczery to nie miał bladego pojęcia, które z nich jako pierwsze spotkało się z powierzchnią wody.
- Od razu lepiej - rzucił z nadal szerokim uśmiechem, który nie schodził z jego ust. - Chyba widziałem coś pod wodą, coś mieniącego się, chcesz zejść na dół? - zagadnął. Nie chciał narzucać swojego towarzystwa, może Thalia poszukiwania w dzisiejszej wyprawie samotności?
Roratio J. Prewett
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Wyspa Achill [odnośnik]19.05.22 15:36
Była morzu przeznaczona, a przynajmniej tak zaręczał Ollivander, kiedy czerwone iskry poleciały z różdżki która ją wybrała. Nigdy jednak nie uznawała morza za jedną stronę monety, znaną i bez żadnych niespodzianek, wręcz przeciwnie. Trzeba było liczyć się z tą siłą natury, zamieszkiwaną przez tak wiele różnych gatunków, gwałtowną, porywczą, nie wybierającą ani nie łagodną dla kogoś w szczególności. Uczyła rzeczywiście doceniać to, co znajdowało się dookoła, surową naturę samą w sobie, wszystko, co pierwotne, więc tak jak zawsze, zwracała swoje spojrzenie w stronę morza już od dziecka. Nawet dom wybrała na jeziorze, tęskniąc za wodą nawet wtedy, kiedy znajdowała się na stałym lądzie.
- A, to akurat prawda. Czasem w tym wszystkim przydaje się też zatrzymać i spojrzeć na to, co jest dookoła. Masz jakiś ulubiony widok? – Ciekawa była, czy to był dom, czy może coś innego. Wiele ludzi wpajało sobie młodość jako czas ideału, nie zdziwiłaby się gdyby nagle zaczął jej opowiadać z wielkim sentymentem o jakiś wytwornych pałacach czy idealnych miejscach do odnalezienia swojego lordowskiego ja. Chociaż Roratio niekoniecznie przypominał tych wszystkich bogaczy, patrzących z niechęcią na kogokolwiek niższego stanu, od razu zakładając jego niewychowanie czy braki w czymkolwiek. Nie, żeby w wypadku Thalii to było jakieś zwodnicze pojęcie, ale jednak lepiej było gdy nikt nie stawiał jej w gorszej pozycji tak na wstępie.
- Ja? To ty przygotuj się na kilka porządnych kolejek w pubie na twój koszt. – Nie trzeba było jej wcale zachęcać do tego, aby skoczyła w stronę wody, a uczucia towarzyszącego przemierzaniu przestrzeni przez te kilka sekund nie dawało się nawet porządnie opisać – pęd powietrza na skórze, rozwiewane włosy a w końcu mocne zderzenie z chłodną taflą. Przez chwilę pozostawała pod powierzchnią, leniwie obracając się to w jedną, to w drugą, pozwalając wodzie opływać się ostrożnie zanim nie wypłynęła na powierzchnie, rozglądając się za rudą (teraz już nie taką rudą w sumie) czupryną zanim nie parsknęła kiedy wspomniał o ponownym zanurzeniu się.
- Też widziałam, więc może więcej skarbów nas czeka na dnie. Najpierw popłyniemy po twój, potem po mój, co ty na to? – Uśmiechnęła się, ostrożnie poruszając się w wodzie, utrzymując głowę dumnie nad powierzchnią. Dobrze że umiała pływać, bo w innym wypadku byłoby to dość niezręczne, gdyby nagle zaczęła tonąć.


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Achill [odnośnik]21.05.22 12:44
Roratio nie znał jeszcze swojego przeznaczenia - a raczej nie wiedział co ono mogło oznaczać. Na razie był mżawką, jednoczesnym lekarstwem i powodem wszelkich rodzinnych rozterek i migren. To przeznaczenie zaklęte w imieniu ciągnęło się za nim całe życie, ale tajemnica jego wykorzystania była dla niego wciąż nieznana. Czasem zazdrościł ludziom z powołaniem, które miało szansę się spełnić. Widział, jak Mare spełnia się w roli żony oraz matki, jednocześnie chłonąc wiedzę magomedycyny. Podobnie Archibald, pnący się do pewnego czasu po szczeblach kariery w strukturach szpitala. Dla niego tymczasem furtka została zamknięta, coś, do czego wydawało mu się, że jest stworzony, okazało się leżeć poza jego zasięgiem. Teraz znajdował się w chaotycznej fazie redefiniowania samego siebie w czasach wojennej zawieruchy.
- Właściwie to tak, widok z okna na odległe klify i morze, czasem spokojne i łagodne, czasem burzące się i nieprzewidywalne - ten widok towarzyszył mu naprawdę przez długi czas. Jako mały chłopiec wdrapywał się na parapet, aby ujrzeć odległy zarys morza, które wzywało obietnicą przygody, a które znajdowało się tak daleko, poza zasięgiem jego chłopięcych dłoni. Teraz? Było to miejsce jego porannych przebieżek.
Dobrze czuł się w wodzie, nawet jeżeli ta wbijała chłodne igiełki w powierzchnię jego skóry, a sól drażniła jego oczy, szczególnie teraz, gdy wynurzył się na powierzchnię. Ciekawość go zżerała, co mogło kryć się na dnie - człowiek nieczęsto miał okazję zbadać to, co działo się pod wodą, a tam mogły kryć się najróżniejsze skarby. Nie należało mu na wzbogaceniu się - to od razu należy podkreślić - ale raczej korciła go perspektywa przygody. - Jasne, normalnie powiedziałbym, że panie przodem, ale teraz to chyba trochę nie na miejscu - rzucił, jednocześnie szczerząc się w szerokich uśmiechu, zanim zanurzył się ponownie w wodzie i skierował się w stronę miejsca, z którego dobiegało go migotanie za pierwszym zanurzeniem. Dosyć szybko udało mu się zejść na dół. znowu odnalazł to złote migotanie. Obejrzał się jedynie przez ramię w poszukiwaniu Thalii i nie zdziwił się, że ta była tuż obok. W końcu na jednej ze skalnych półek blisko dna skrzyły się złotem monety. Takiego znaleziska nie spotyka się często. Sięgnął w tym kierunku dłonią i pod palcami poczuł strukturę monety.
Roratio J. Prewett
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Wyspa Achill [odnośnik]19.06.22 13:52
Przeznaczenie bywało o tyle zabawne co i okrutne. Bywały dni, kiedy nagle wszystko wydawało się jasne, a potem lawina wydarzeń po prostu przyduszała człowieka. Nauczyła się rzucać w prąd i pozwalając mu się nieść, tylko dlatego, że w takich wypadkach tonięcie było ostatnią rzeczą na którą można było sobie pozwolić. Na innych niestety też nie można było liczyć, więc w tym wypadku trzeba było samemu sobie wydrapywać drogę, znajdując rozwiązanie. Spoglądając jeszcze na Roratio, zastanawiała się, czy on stwardnieje tak jak inni, czy jednak wojna i rodzina oszczędzi go i jeszcze trochę pozostanie entuzjastyczny, bardziej…niewinny nie było dobrym słowem, ale chyba najbardziej oscylowało w okolicy tego, co chciała powiedzieć. Spojrzała jeszcze na tę rudą czuprynę, bystre spojrzenie, lekkie pochylenie głowy kiedy spoglądał w stronę wody. Dla Rorka może jeszcze była nadzieja.
- Jeżeli kiedyś będzie burza, wyjdź na zewnątrz. Usiądź na klifach, nawet użyj zaklęcia. Ale oglądaj wszystko, nie zza okna ale na żywo. Wtedy, jak jesteś sam na sam z żywiołem, dopiero w takich wypadkach rozumiesz co się dzieje. I czujesz, jak ciekawe jest życie. – Uśmiechnęła się, przez chwilę jeszcze kładąc się na plecach, pozwalając sobie na oglądanie nieba kiedy woda delikatnie opływała jej twarz. Przymknęła oczy, dłoń wyciągając ponad taflę wody i pozwalając, aby krople skapywały na jej powierzchnię. Po chwili jednak obróciła się, spoglądając na Roratio i wyszczerzyła się – ciekawe, kto pierwszy będzie do tego celu.
Wsunęła się pod wodę, pozwalając aby chłód na nowo owinął jej twarz; kierowała się w stronę, w którą jak wydawało się Roratio, że coś widział. Na jej zdobycz była jeszcze chwila, dlatego mogli najpierw poświęcić się poszukiwaniom innych zdobyczy. Mrugnęła w jego stronę kiedy spojrzał na nią, sprawdzając czy płynie za nią, ale nawet nie była pewna, czy to widział. Mimo wszystko, bardzo dobrze wiedziała, gdzie się kierują, dlatego sama sięgnęła w stronę, w którą również wyciągnął dłonie i czuła tak samo jak on krawędzie monet pod dłonią. Ostrożnie zgarnęła wszystko, zastanawiając się, czy było to coś z dawnych czasów czy może rzeczywiście czyjś zagubiony skarb.
Ostrożnie złapała tyle, ile mogła, kiedy miała pewność, że nic nie upuści i wypłynęła na powierzchnię, odkładając wszystkie monety na pobliską skałę i spojrzała na Prewetta, przeczesując włosy dłonią, spoglądając jeszcze na drobną sumkę którą udało im się uzbierać.
- No proszę, komuś się tutaj poszczęściło. Ile z tego trafia do mnie za ten twój przegrany zakład? – Wyszczerzyła się jeszcze, spoglądając na Roratio i czekając, co może powiedzieć. Nie zamierzała nalegać, ale podrażnić się mogła. – Mój ślad teraz… - zanurzyła się jeszcze raz, płynąć niżej gdzie jej się wydawało, że natrafiła na ślad. Nie było to jednak dość oczywiste, bo ciężko było jej w ogóle podnieść przedmiot, a dłonie ślizgały się na krawędzi.


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Achill [odnośnik]30.06.22 0:34
Dopiero zaczął to dostrzegać - to, że czasem los niespodziewanie skręca w inną stronę niżby mógł się tego spodziewać, ale ostatecznie, nie mógł narzekać. Kończąc szkołę spodziewał się, że stanie w szeregach młodych adeptów w Biurze Aurorów. Tymczasem walczył z ekonomicznymi łamigłówkami, próbując wesprzeć swojego brata, który wcześnie i nieoczekiwanie przejął tytuł nestora rodu. Gdyby ktoś powiedziałby mu o tym wcześniej, z pewnością parsknąłby śmiechem. I chociaż nadal nie można powiedzieć o Roratio, jakoby dorosłość go połknęła, to z pewnością ostatni rok był rokiem wielkich zmian.
Thalia była dla niego zagadką - otaczał się w końcu kobietami o innym charakterze. Większość salonowych dam cechowała albo elegancka delikatność bądź pełna gracji powaga, przysługująca greckim posągom. Thalia była dużo bardziej prawdziwa.
- Tak zrobię - odparł jedynie, ponieważ wyobraźnia przenosiła go w zupełnie inne miejsce. Dobrze czuł się w swojej skórze, ale czasem miał wrażenie, że z uwagi na nadmierną opiekuńczość rodziców, na cień rzucany na niego przez nieszczęśliwą śmierć najstarszego z ich rodzeństwa, oglądał świat zza szyby. Jakby to wszystko o czym mówiła było dla niego na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie niedostępne. Wyjątkami były chwile takie jak ta - kiedy czuł chłód żywiołu na własnej skórze, delikatne fale jeszcze spokojnego morza rozbijały się jego ciało. Teraz czuł ekscytację, kiedy kierował się w stronę mieniących się monet. Nie miał pojęcia ile konkretnie monet udało mu się zgarnąć nim wynurzyli się na powierzchnię.
- Jedynym sprawiedliwym podziałem wydaje mi się pół na pół - zaproponował. Nie do końca zależało mu na skarbie w kwestii materialnej. Potrzeba wydawała się matką wynalazku, dlatego też materiał koszuli, która przylegała do jego ciała, posłużyła za prowizoryczną sakiewkę, w której mógł schować monety. - Panie przodem - rzucił jeszcze kurtuazyjnie, zanim jej śladem ponownie zanurzył się w całości pod wodę. Jego dłonie również po chwili błądzenia odnalazły gładką powierzchnię przedmiotu. Za pomocą dwóch machnięć pojawił się z drugiej strony przedmiotu. Ustawił stopy na nierównym podłożu i mimo odmiennego oporu, po chwili wysiłku udało się to ruszyć i wygrzebać spod naleciałości naniesionych przez prądy. Dopiero wtedy można było dojrzeć, że ten przedmiot mógł być jakąś ramą bądź lustrem?
Roratio J. Prewett
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Wyspa Achill [odnośnik]03.07.22 17:43
Roratio był jeszcze młody, młodszy od niej. Nie była aż tak wiele starsza od niego, ale bardzo wiele przeżyła w kwestii doświadczeń. Zagraniczne wojaże nie zawsze obfitowały w pozytywne wydarzenia i w wielu wypadkach radzić musiała sobie z kradzieżą, głodem czy problemami których nie można było rozwiązać zwykłym uśmiechem. Brak pieniędzy, domu czy rodziny też nieszczególnie pomagał, a ona bardzo chętnie szukała jakiegokolwiek sposobu ucieczki. A teraz spoglądała też na mężczyznę, który czas życia miał mieć przed sobą, ale wszystko przekreśliła wojna. Czy Roratio zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie bez tej otoczki? Czy jako lord miałby już żonę, tańcząc sobie na sabacie gdzie wszyscy mają kije w dupie i żrą wielogaleonowe żarcie które potem leci na zmarnowanie, bo jak można by pozwolić sobie na jakikolwiek gest? Spojrzała jeszcze na niebo, zgadując, czy pogoda zamierza ich jakoś obdarzyć deszczem, ale wydawało się, że wszystko jest w porządku. Przynajmniej woda z nieba im dziś nie przeszkodzi.
- Powinieneś pójść dziś ze mną na do pubu. Nieco podrasujemy ci wygląd, nikt cię nie rozpozna. Posiedzisz, pośpiewasz z nami szanty. Może nauczysz się pić, a nie będziesz siedzieć pijąc jakieś szczyny które nazywacie „drogim winem”. – Nie chciała wpływać na jego decyzję, ale roztaczała, w jej mniemaniu, całkiem kuszącą perspektywę. W końcu kto nie chciałby doświadczyć dobrego wieczoru nad alkoholem, gdzie czasem nawet można było potańczyć? Albo przywalić komuś w twarz w bójce. Co prawda musiałaby go jakoś połatać, tak aby nikt z jego rodziny nie zorientował się, że był w jakimś nieodpowiednim miejscu. A zdecydowanie, żeby nie doprowadziło to do niej, bo w tym momencie nie wystarczyłoby jedynie przykleić Archibalda-nie-Archibalda do krzesła.
- Weź, ty znalazłeś, są twoje. – Uśmiechnęła się do niego, ostrożnie też odkładając wszystko na pobliski kamień. Miała nadzieję, że potem też nikt nie zwróci uwagi na to, że świeci bielizną przez morką koszulę, ale na szczęście poza Roratio nie było nikogo w okolicy. Nie chciała też zabierać mu pieniędzy, które sam znalazł uczciwie…a teraz jeszcze potrzebowali zanurkować po coś nowego, dlatego na nowo z uśmiechem zanurkowała gdzieś poniżej powierzchni wody, szukając tego, czego sama dostrzegła.
Krawędzie wyczuwała palcami, ostrożnie podnosząc przedmiot aby ostatecznie, z pomocą Prewetta, unieść coś co okazało się…lustrem? Ciężko było ocenić czy dokładnie tę funkcję pełnił przedmiot, który właśnie wynosili na powierzchnię…ale jeszcze mogli się dowiedzieć czy nie ma na nim jakiejś ciekawej inskrypcji. Ostrożnie położyła je na powierzchni, podciągając mokry płaszcz i fragment koszuli aby przetrzeć powierzchnię, w której można było się przejrzeć. I wyjątkowo, nie okazało się to dobrym pomysłem.
- No i co tutaj robisz, przemoknięta i święcąca każdym dostępnym skrawkiem ciała? Myślisz, że kogoś na tym złapiesz skoro nie masz jeszcze męża? – Od razu odsunęła się, przez chwilę spoglądając na swojego towarzysza, ciekawa, czy już dostaje halucynacji czy jednak też to słyszał.
- Ktoś schował ci brata do lustra?


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Achill [odnośnik]15.07.22 1:12
Człowiek o tak lekkim usposobieniu nie rozprawiał długo nad tym co mogłoby być. Owszem, czasem pozwalał fantazji ponieść go ścieżkami, którymi nie podążył. Te jedynie przynosiły zmarszczki na czole i zmartwienia - a tych Rory wolał unikać. Zajmowały zbyt wiele czasu, a ten w obecnych czasach był na wagę złota. Dlatego ochoczo zakasywał rękawy i gnał od jednego zadania do drugiego, w między czasie znajdując chwileczkę na drobne przyjemności, jak spotkania z rodziną, która była w tych czasach największą wartością. I niezależnie od tego, czy związani byli więzami krwi, czy czymś niejednokrotnie dużo trwalszym, ważne, że mogli na siebie liczyć. Oczywiście, Roratio miał nieco więcej szczęścia od Thalii na starcie. Nie musiał obawiać się o ciepły posiłek, pierzynę i dach nad głową. Ale jak to mówiło mądre porzekadło, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
- Czy jest to wyzwanie? Jeżeli tak to z chęcią je przyjmę - chodziło oczywiście o skonfrontowanie jego umiejętności picia, a także umiejętności. I jedno, i drugie testowane było przy nielicznych i raczej nieoficjalnych okazjach, ale nie brakowało mu zuchwałości. Sam wielokrotnie włóczył się po miejscach, które mogłyby być uznane za nieodpowiednie dla młodego lorda, ale to wszystko w jeszcze nieco spokojniejszych czasach, w towarzystwie dobrych znajomych ze szkolnych lat.
- Ależ nalegam - odparł, nie zdejmując uśmiechu z twarzy. Nie miał zamiaru wpędzać jej w zakłopotanie, ale obydwoje powinni zdawać sobie sprawę z tego, że Thalia zrobi z nich może niekoniecznie lepszy, ale większy użytek. Och, gdyby tylko wiedział, że cała sakiewka wypełniona złotem za kilka godzin stanie się jedynie złudnym wspomnieniem. Rozejrzał się dookoła - podobała mu się ta samotność. Tylko ich dwójka i krótkie przygody, skryte na dnie, gdzieś wśród skał i piasku.
Dużo bardziej zainteresowało go lustro, które po nieco dłuższej, podwodnej batalii udało im się wyciągnąć na powierzchnię. Przyglądał mu się uważnie przez chwilę. I nie spodziewał się, że lustro - a raczej postać się w nim znajdująca, bo trudno było kobietę z odbicia nazwać Thalią. - To brzmi zaskakująco podobnie do Archibalda. Chętnie bym go przed takim lustrem postawił - rzucił żartobliwie. Oczywiście nie chciał, aby brat osiwiał i całkowicie stracił swoją ognistą czuprynę, ale czasem - w ramach niewinnego żartu - warto byłoby na jego drodze postawić takie właśnie zwierciadło, które - najwidoczniej - nie miało skrupułów. - A ty co tak się cieszysz rudzielcu? Taki zadowolony z siebie, a nawet na kurs cię nie przyjęli - ledwie pojawił się w zwierciadle, a to niechybnie postanowiło mu przedstawić całą prawdę, której nie do końca chciał słuchać. Pamiętał o niej aż za dobrze. - Już wiem, czego nie zabieramy ze sobą na szanty - odparł, nie pozwalając aby wygłaszana przez lustro zbyt ochocza prawda popsuła im nastroje.
Roratio J. Prewett
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Wyspa Achill [odnośnik]16.07.22 18:51
Na pewno miała w co zaangażować Roriatio. Był młody ale pełen entuzjazmu, na pewno umiałaby mu znaleźć jakieś zajęcie. Była też pewna, że cokolwiek by nie zrobiła, mógłby na pewno temu podołać gdyby wyjaśniła jak musi pomóc, ale jednocześnie na pewno podszedłby do tego nieco niestandardowo jak na lorda. Ale czy chciał? Nigdy go o to nie pytała, może była to odpowiednia chwila? Nie, potrzebowali odpoczynku. I chociaż przez chwilę nie myśleć o wojnie.
- Oho, musimy się o coś założyć. Jeżeli cię przepiję, wisisz mi przysługę, jeżeli ty mnie, to ja mam u ciebie dług. Zobaczymy, kto będzie zwycięzcą dzisiejszej nocy. – Szczerze, chyba czas było w razie czego przyklepać jakiś pokój aby potem druga osoba mogła zwlec nieprzytomnego pijanego gdzieś w miejsce, gdzie mogła odpocząć. W końcu nawet przy wszystkich wyzwaniach nie zostawiłaby Rorka samego sobie. Może jeszcze wyjdą z niego porządnie pijący ludzie? Trzeba było trzymać się tej nadziei!
- W takim razie…dziękuję… - Gdyby nie to, że była już poddana mrozowi i chłodowi, na pewno by się teraz zarumieniła. Mimo to, ostrożnie sięgnęła po magiczne złoto, którego właściwości jeszcze nie znała, ostrożnie wkładając równą połowę do kieszeni – tak, aby nie zabierać więcej. Pewnie przepije to albo postawi za to którąś kolejkę, tak aby Rorek już nie do końca pamiętał, jak zyskali to złoto i wtedy nie będzie mógł zaprotestować. Uśmiechnęła się gdy widziała, jak rozgląda się dookoła i chlapnęła na niego wodą aby zwrócić jego uwagę.
- Wiesz co, ja ci chyba chętnie pożyczę to lustro jeżeli tylko potem opiszesz mi minę Archibalda – parsknęła lekko, nie mogąc powstrzymać rozbawienia kiedy sama sobie to wyobrażała. Nie czuła do starszego Prewetta nienawiści, raczej tę drobną rywalizację z czasów szkolnych. Ale ufała mu jako człowiekowi, który mógł zaopiekować się ludźmi na jego terenie i za to go ceniła.
Ostrożnie ściągnęła z siebie już i tak przemoczony płaszcz, wiedząc że pewnie zmarznie jeszcze bardziej, ostatecznie jednak woląc zakryć lustro i nie martwić się, że to przez całą drogę będzie wrzeszczało komentarze na lewo i prawe.
- Zbierajmy się, co? Lepiej posiedzieć nad alkoholem i zastanowić się, jak możemy wykorzystać lustro przeciwko Arcziemu. – Uśmiechnęła się, wiedząc, że nic przyjemnego słuchać, co tam chciał wykrzykiwać. Poklepała jeszcze Roratio, kierując się wraz z lustrem w stronę brzegu. Czas nieco przyjemniej spędzić ten dzień.


ztx2


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Achill [odnośnik]01.03.24 23:38
13.09

Push me out to sea
On a little boat that you made out of the evergreen


Słodkie rozluźnienie idące za aromatyczną kąpielą udzielało się również Magdalene, choć zwyczajową porą ceniła sobie umiejętność zachowania skupienia w najmniej sprzyjających okolicznościach. Uważność, zaraz obok kreatywności i zręczności w sztuce słowa, była jej ulubioną własną zaletą, jedną z nie tak wielu mocnych stron. Ochoczo więc przysłuchiwała się rozmowom także tych kobiet, które nie konwersowały bezpośrednio z nią, rzucała ukradkowe spojrzenia Lucindzie, której zupełnie nie spodziewała się tu dzisiaj zobaczyć, oraz oddawała się dyskusjom na tematy bardziej i mniej istotne. Na prawdziwą powagę nikt jednak nie miał ochoty i prędzej czy później słodka woń miodu i róż pielęgnująca jej nagą skórę musiała uśpić jej czujność. Kolejny już z rzędu kieliszek znajdujący się w jej dłoniach nie wzbudził podejrzeń; wszystkie były wystarczające słabe, by mogła sączyć je powoli i bez obaw, przekonana, że nie pozwoli sobie na upicie się w towarzystwie, że przerzuci się na słodką wodę tak prędko jak prędko jej mięśnie staną się zbyt leciutkie. A rozmowa z towarzyszkami pochłonęła ją tak, że różowe wino pachnące gorzką czekoladą i czymś żywicznym nie wzbudziło jej niepokoju. Dopóki ciepło nie rozlało się po języku, a wraz z nim - nie do pomylenia z niczym innym, znajomy, skojarzony z domem - cierpki, ostry posmak smoczej siarki.
Zanim zdążyłaby zaalarmować kogokolwiek świat zawirował, przed oczami ją zmroczyło - chwila przerażenia była obezwładniająca, gdyż nie potrafiła odróżnić upojenia od ataku choroby - ale prysnęła relatywnie prędko. Zniknęła tak jak gorąc wody, jak dźwięk miękkich głosów i kojącej muzyki. Jak sen.
Przycisnęła dłoń do krtani w ataku mdłości, które ustąpiły wkrótce po tym jak jej stopy oparły się na kamienistym, twardym dnie. Nie od razu zdała sobie sprawę, że cisza i bezkresna ciemność rozpościerająca się nad jej głową oznaczają, że znalazła się na zewnątrz. Całkiem sama. Z jakiegoś powodu nie czuła lęku, tak samo jak nie czuła chłodu, choć logicznie rzecz biorąc od raz winna pokryć się gęsią skórką.
Mimo amoku udało jej się dojrzeć brzeg i rozpostarty tam ręcznik. Czy miała przy sobie różdżkę, gdy wchodziła do basenu? Nie potrafiła sobie przypomnieć. W każdej innej sytuacji zapewne zaczęłaby już panikować; była sama, była w obcym miejscu, była w niebezpieczeństwie, ale tak jak we śnie wszystko zdaje się mieć własną logikę, tak i teraz podpłynęła tę parę metrów ze spokojem, jakiego nie powstydziłaby się syrena. To ciepło wciąż rozlewające się po jej wnętrzu, chroniące ją przez zimnem i zgrozą wieczoru w zrujnowanym zakątku Wielkiej Brytanii - to ciepło mogło pochodzić wyłącznie od eliksiru, lecz powaga tej sytuacji jeszcze w pełni do niej nie docierała. Być może już nie dotrze.
Wyjście z wody po ostrych kamieniach było bolesne, zostawiło na jej drobnych, delikatnych stopach sinofioletowe ślady i kilka zadrapań; pierwsze jednak co zrobiła to rozejrzała się za różdżką (obowiązek czarownicy) i sięgnęła po ręcznik, by z wyuczoną skromnością okryć nim swoją nagość.
Wiązała go akurat w węzeł nad piersiami, gdy usłyszała szept i gwałtownie odwróciła głowę. Gwiazdka z nieba, czy to dzisiaj nie było już groźbą? Nie, skądże. Skądże, Maggie, to największy dar, podpowiadał głos wewnątrz niej, który tylko po części do niej należał.
Para spodni i... czy to była koszula? - spadły na nią znikąd, schwyciła je więc instynktownie, ściskając materiał w dłoniach i przyciskając go do piersi tak jakby mogła się nim dodatkowo osłonić.
- Kim jesteś? - spytała cicho, nieco zdławiona, obracając się znów w stronę wody, podświadomie pewna, że nie jest już sama. Szukając obcego wzrokiem łapczywie i z niepokojem, w którym jednak czaiła się jakaś nadzieja.
Nadzieja na to, że będzie szczęśliwa.

Rzut na spostrzegawczość celem znalezienia różdżki (+30)


woman

Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza

Magdalene Selwyn
Magdalene Selwyn
Zawód : Dama, żona, pisarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
tale as old as time
song as old as rhyme
OPCM : 5 +2
UROKI : 6 +3
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica
Duty
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12193-magdalene-selwyn#375375 https://www.morsmordre.net/t12208-belisama#375845 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t12209-skrytka-bankowa-nr-2615#375846 https://www.morsmordre.net/t12210-magdalene-selwyn#375850
Re: Wyspa Achill [odnośnik]01.03.24 23:38
The member 'Magdalene Selwyn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 46
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Achill [odnośnik]02.03.24 16:16
Nie spostrzegł kiedy w jego dłoni pojawił się kielich, nie spostrzegł też kiedy naczynie znalazło się przy jego ustach; zapach był znajomy, sprawił, że instynktownie obejrzał się przez ramię, poszukując wzrokiem znajomej sylwetki, sylwetek, istot, które nie powinny znaleźć się w tej części publicznych łaźni, więc skąd ten zapach? Ciężkie piżmo przeplatało się z delikatnym powabem jaśminu i dusznym opium, zapach ogrodów z klifów Dover otulił go przyjemnie w cieple parujących łaźni. Tylko szarpnięcie w okolicy pępka wyciągnęło go z tej sielanki, naczynie chyba wypadło mu z dłoni - kiedy? sam nie wiedział - nagle zaczynał tracić przytomność, ramiona rozwarły się po bokach, w karkołomnej próbie odnalezienia równowagi, ale odnalazły tylko wodę, zapach morskiej bryzy znad kielicha uniósł się intensywniej, a on po chwili dopiero zdał sobie sprawę, że znajdował się w morzu - a przed nim roztaczała się daleka linia atlantyckiego horyzontu. Zmrużył oczy, walcząc z dziwnym wrażeniem, że był tutaj sam, czy to iluzja, tylko część przyjemnych zabiegów w Kirke? Zrodziły się w nim mdłości, naturalnie połączył je z alkoholem, jeśli tracił przytomność, musiał wypić więcej. Na wodzie obok unosił się ręcznik, nie sięgnął po niego, nie widząc potrzeby; wygiął głowę w tył, kładąc ją na wodzie i zamknął oczy, delektując się tą błogością, jeszcze nim do jego uszu dotarł szept, wyginający jego usta w kocim rozleniwieniu; więc zapach go nie mylił, były gdzieś tutaj, czy to ich sprawka? Spadły na niego ubrania, dłoń instynktownie jako pierwszą chwyciła bieliznę, rozpoznając jedwabny materiał utwierdzający go w przekonaniu o poprawności pierwszego osądu, chwycił też pozostałe skrawki, niedbale, mnąc ich miękkość między palcami dłoni, część z nich się zamoczyła, nie zwracał na to większej uwagi, odwracając się za szeptem - i napotykając spojrzeniem na brzegu obiekt szczerego zaskoczenia.
Magdalene nie zwracała nigdy jego większej uwagi, choć, niewątpliwie, widział to teraz wyraźnie, kobietą była nadprzeciętnie piękną. Coś sprawiało, że oceniał ją błędnie, jako nudną, suchą i zimną, nie dała nigdy Blaise'owi upragnionego potomstwa, a wysoko cenił sobie przecież dawnego druha. Jej mąż był mu przyjacielem, ona obcą kobietą, czy ukrywał ją przed światem z lęku, że ktokolwiek więcej mógłby obdarzyć ją pragnieniem? Ach, nie, mijał ją przecież, na bankietach i wystawnych balach, był jednak ślepcem, nie dostrzegając w niej wcześniej tego, co dostrzegał teraz. Jej cichy głos przedarł ciszę, gdy zwracał się wprost ku niemu, odnalezione ubrania bezwiednie przewiesił przez ramię, na ślepo szukając dłonią unoszącego się gdzieś na wodzie ręcznika, niedbałym gestem przyciągając go bliżej ciała.
- Nie lękaj się mnie - poprosił, choć brzmiało to bardziej jak mlaśnięcie lwiego ozora. Wzrok świdrował jej twarz, odnajdując niebieski blask jej tęczówek, tak ciemny i tak głęboki, jak ciemne i głębokie potrafiły być tylko najcenniejsze szafiry. Zapylony pustynny krajobraz, który ją otaczał, podkreślał tylko jej bezbrzeżną i absolutną wyjątkowość. Absolut, tym była, lśniąc wewnętrzną siłą nad pustym szarym pyłem wszechrozległej nijakości. Gdyby tylko odrzuciła ten marny ręcznik i stanęła przed nim teraz niby grecka boginka... - Otacza cię, pani, szarość zagłady, jak na nas spadła, lecz gdy cię widzę, dostrzegam nadzieję. Stoisz przede mną jako ten li jeden ostatni kwiat przebijający się przez zgliszcza palonego domu lub topiących się połaci śniegu. Powiedz, w czym tkwi sekret tej niezwykłej aury? - pytał, z ciekawością, z jaką opisuje się zrywającego się do lotu rzadkiego ptaka; w ostatnich dniach brakowało mu natchnienia, czy oto je napotkał? Ściągnął ręcznik pod wodę, przepasając go wokół bioder, z osłoniętym ciałem z wolna wędrując ku suchemu brzegowi; podtrzymał materiał dłonią, by nie zsunął się w chwili, w której najmocniej ciążył mu opór wody.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Wyspa Achill [odnośnik]02.03.24 22:49
Różdżka odnalazła się pomiędzy dwoma luźnymi kamieniami spoczywającymi na brzegu oceanu; zdołała zaledwie westchnąć z ulgą, że eleganckie, wypolerowane drewno nie zostało porwane z falami, gdy jej uwaga na powrót uległa rozproszeniu. Czuła wszak, że nie może złączyć żadnej rozsądnej myśli, skupić wzroku na szczególe wyspy i klifów, nie posiadających zresztą cech charakterystycznych na tyle, by zdołała odróżnić je od innych klifów zachodniej Anglii i Irlandii. Świat był zaledwie pejzażem, martwą naturą rozpościerającą się za słodkim puchem rozkoszy, a złamane konary drzew i zastygła magma zwieszająca się jeszcze tu i ówdzie z przechylonych gałęzi zaledwie przydawały temu wszystkiemu romantyczności. Jej logiczna strona rzekłaby pewnie, że winna być przerażona. Kamyki i żwir pod stopami były zbyt prawdziwe by mogły stanowić wizję, morski powiew wdzierał się co rusz do płuc, racząc solą i czymś jeszcze, czymś cieplejszym i bardziej cierpkim zarazem. Smoczą siarką. To wciąż była siarka.
Odwróciła się wraz z szeptem, przytykając męską koszulę najpierw do okrytej piersi, a potem do nosa, żeby westchnąć jej słodkim zapachem; czy to właśnie ta woń sprawiała, że kręciło jej się w głowie, że każdy oddech zdawał się szybszy od poprzedniego? Serce biło jej tak, że musiała już oblać się różowym rumieńcem, kiedy odwracała się całym ciałem w stronę męskiego głosu. Na mlecznej skórze czerwień musiała sprawiać malownicze wrażenie, jak z obrazów Millaisa albo Zatzki.
Jej uroda, jakkolwiek przyciągająca wzrok za panieńskich czasów, nijak miała się jednak do urody mężczyzny, który wyłaniał się z wody; jasny i wyraźny jak słońce i księżyc podziwiane razem, choć wszystko wokół zdawało się ledwie snem. To na nim wreszcie zdołała się skupić. To on był prawdziwy wśród chłodu i cierpienia; on był ciepłem, które czuła wewnątrz siebie, które krążyło wraz z krwią w słabych, kobiecych żyłach.
Nie widziała go po raz pierwszy. Wątpiła, by w Wielkiej Brytanii istniał jeszcze czarodziej, który mógłby doznać tego przywileju; zachłyśnięcia się pierwszy raz perfekcją tak wyraźną, że wręcz obsceniczną. Tristan Rosier zwykł budzić w niej mieszane odczucia. Był dawnym przyjacielem Blaise'a i to Blaise winien przejmować się jego zdaniem. Wszystkie ich rozmowy sprowadzały się więc do grzeczności, a kiedy ją mijał, kiedy do niej mówił, zdawał się zawsze patrzeć gdzieś poza nią, błądzić myślami wokół spraw ważniejszych. Magdalene oferowała mu podobny chłód, podobną rezerwę. Być może ta niejawna niechęć pochodziła od faktu, że był śmierciożercą. Przed Stonehege wcale jej nie czuła, choć słyszała czasem braci i ojca porównujących ich rezerwaty tonem pewności siebie graniczącej z obsesją. Nie, prawdziwy lęk zaczął budzić w niej, gdy zrozumiała jak wielkie zagrożenie budził dla Elroya i jego dzieci, i całej reszty rodziny, z którą od miesięcy nie miała żadnego kontaktu.
Przytłaczała ją świadomość, że gdyby nie Blaise i kontrakt zawarty przed laty, bez wątpienia uznałby za wroga i ją.
Jak jednak zrozumiała dzisiejszej nocy, wszystko to opierało się na fałszywych domysłach, na sprawach tak przyziemnych i do znudzenia ludzkich jak polityka. Z pewnością nie byłaby zniesmaczona ani zaniepokojona, gdyby tylko miała wcześniej okazję spojrzeć wprost w jego oczy; w ten bezkres ciemności, która koiła, oferując ostateczne bezpieczeństwo. Ostateczną miłość, jakiej nigdy nie zdołała zaznać w ramionach męża. Gdyby była parę lat młodsza, gdyby on był... och, ale czy dla miłości kiedykolwiek było zbyt późno?
Chciała powiedzieć, że wcale się nie lęka. Że to tylko tęsknota tak rozpaliła jej trzewia, że nie mogła przestać zaciskać szczupłych palców na jego koszuli. Widziała, że i on zdobył jakoś jej ubrania, nawet, o zgrozo!, aksamitną bieliznę. To nie miało jednak większego znaczenia; jej spojrzenie wciąż i wciąż powracało grzesznie do połyskującej wilgocią skóry, coraz to bardziej odsłoniętej nad taflą, aż w końcu musiała wrócić wzrokiem do jego nęcącej twarzy, gdyż w innym wypadku zmiękłyby jej kolana. Szczęśliwie, prędko okrył się ręcznikiem.
Ona też była okryta, dlaczego więc naprzeciw niego czuła się tak okropnie naga?
- Panie... - szepnęła, lekkim ruchem wypuszczając z dłoni jego spodnie i różdżkę, która na powrót znalazła swoje miejsce w szczelinie. Czuła, że jej nie potrzebuje. Nie mogłaby być bezpieczniejsza niż w zasięgu jego oczu. - Schlebiają mi twe słowa, lecz wszystka nadzieja, którą widzisz opiera się na jednym tylko fundamencie; pewności, że oto znalazłam się w miejscu i czasie, które przesądzą o moich dalszych losach - Zbliżyła się do niego kilka kroków, stąpając po wypalonej, martwej ziemi, która wcześniej, przed miesiącem, a może i później, żarzyła się i skrzyła płomieniami. Dziś płomień spalał tylko ją samą. Zatrzymała się wciąż poza zasięgiem dotyku, wstydliwie i skromnie, przesuwając małymi dłońmi po odsłoniętych ramionach, odgarniając włosy, które rozpuszczone i mokre okryły większą część jej pleców. - Czy gdybym była półwilą, czy gdybym była młodsza i nietknięta... czy zasłużyłabym choć na odłamek twej uwagi, panie? - spytała cicho, z melancholią, która w przeciwieństwie do wypowiadanych słów zdawała się do niej podobna. - Czasu nie da się cofnąć, ale czas jest nieśmiertelny, rzeczywistość pisze się tu i teraz. Czy gdybym powiedziała, że nigdy nikogo nie zdołam pokochać silniej niż... - Ciebie. - ...czy mogłabym tak wpłynąć na przyszłość? - Zwilżyła usta, spojrzała na niego wstydliwiej spod zmrużonych rzęs, jej nagie kostki zadrżały w oczekiwaniu. Może chciała zerwać się do biegu.
A może i na to byłaby zbyt tchórzliwa.


woman

Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza

Magdalene Selwyn
Magdalene Selwyn
Zawód : Dama, żona, pisarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
tale as old as time
song as old as rhyme
OPCM : 5 +2
UROKI : 6 +3
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica
Duty
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12193-magdalene-selwyn#375375 https://www.morsmordre.net/t12208-belisama#375845 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t12209-skrytka-bankowa-nr-2615#375846 https://www.morsmordre.net/t12210-magdalene-selwyn#375850
Re: Wyspa Achill [odnośnik]26.03.24 22:46
W końcu wydostał się na brzeg, stopy bez przyjemności odnalazły twardy kamienisty brzeg, ale nie zatrzymał się w drodze do niej; nie odejmował wzroku od jej twarzy, jakby wyglądała dziś inaczej niż zwykle, była piękniejsza, bardziej wyjątkowa, szczególna, nie potrafił ani nie chciał odwracać wzroku. Coś go w niej zafascynowało, może to to spojrzenie, wiecznie nieobecne, czasem rozmarzone, umykające przed nim samym, dlaczego wcześniej nie zdołał dostrzec w niej tego, co widział teraz? Przewrotne są... koleje losu. Dostrzegł swoje spodnie, wypadły z jej rąk, nie był tym zainteresowany, ważniejsza była ona. Przymknął powieki na kilka chwil, delektując się szlachetnie dobranym słowem, potrafiła ładnie składać zdania. Czyż nie miała zadatków na muzę?
- Nieznośna chwila napięcia. Kim jestem, by móc decydować o twym losie? Moja pani, droga Magdalene - wypowiedział jej imię powoli, wyraźnie, smakując się jego głoskami, wypowiedział je pewnie, przekonany, że mógł sobie na tę poufność pozwolić. Blaise był mu bliski, dlaczego czynił to dopiero teraz? - U stóp twoich złożyłyłbym tu i teraz własne przeznaczenie. Zadecydujmy o swym losie wspólnie, ty i ja. Dziś, teraz, zaraz i na wieczność zaklętą w tym, co umyka ludzkiemu czuciu. Niektórzy czuć potrafią więcej. Niektórzy rozumieć potrafią więcej. - Rozumiesz, to prawda? W tym spojrzeniu zaklęta została niezwykła wrażliwość, artyzm duszy, o którym wiedział, a który lekceważył. Nie oceniał jej sprawiedliwie, nie chcąc poznać tego, co kryło się za maską codzienności. - Jeśli los wiąże nasze ścieżki w ten sposób, kim jesteśmy, by móc mu się sprzeciwić? - spytał, choć nie oczekiwał odpowiedzi, nie innej, niż ta, której tu i teraz pragnął. Nigdy nie wstrzymywał zrywów serca, nigdy nie wstrzymywał własnych pragnień. Podążał za nimi, wciąż głodny nowych doznań - a ona była czymś, czego nigdy nie poznał. Stał przed nią, z ręcznikiem obwiązanym wokół lędźwi, nieskrępowany wcale nagością, nie krępowała go od dawna, ale teraz wydawała się pozbawiona znaczenia wobec wielkości chwili. Co się z nim działo? Co działo się właśnie między nimi? Przyciągała go do niej niezwykła siła, czym była, jeśli nie przeznaczeniem? Wspominała o półwilej krwi, lecz czyż żadna z kobiet jego życia nie miała w sobie czegoś, co wyróżniało tylko ją? Nie chciał widzieć w niej Evandry, chciał, by pozostała dla niego Magdalene. Zwykle oglądał się za kobietami młodszymi od niej, lecz czy doświadczenie nie dodawało jej powagi, która czyniła ją równiejszą jemu? Nietknięta? Ileż to upodlonych kobiet stanęło mu na drodze i pozostało w jego pamięci na długo? - Dlaczego oceniasz się tak surowo? Czemu wskazujesz na to, co można uznać za przywarę, zamiast podkreślić zalety ciała i ducha? Czy nikt nigdy nie powiedział ci, jak pięknie lśni się twoja jasna cera w świetle odbitym przez gwiazdy? Jak smukłe i piękne - Wzrok prześlizgnął się po jej ciele, podążając za dotykiem jej dłoni - są twoje ramiona? Jak kusząca - ozwał się, niechętnie unosząc wzrok ku jej twarzy, zbliżając się doń pół kroku, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że słowem przekracza granicę, której przekraczać nie powinien. Nie dlatego, że była mężatką, nie dlatego, że sam był żonaty, a dlatego, że była żoną Blaise'a - jest twa pełna pierś, gdy bierzesz oddech - Odgarniała włosy za plecy, lecz przed nim stała półnaga, wykonał kolejny krok, by stanąć tuż przed nią - i wyciągnąć dłoń ku jej wyeksponowanej szyi, dotknął jej delikatnie, opuszkami palców.
- Przeszłości nie da się już zmienić, lecz przyszłość będzie tym, czym chcemy ją uczynić. Czas jest nieśmiertelny, słusznie prawisz, tak jak nieśmiertelne potrafią być szczere uczucia. Chciałbym spytać, gdzie byłaś przez ostatnie lata, Magdalene, lecz wiem, że to ja byłem ślepcem. Wiem, że czujesz, co i ja czuję, pragnienie dwóch serc, głód ciała i ducha, tęsknotę, za czymś, co mogło się wydarzyć, a czego nie było okazji poznać. Nie wstrzymuj tego, jak i ja wstrzymywać nie chcę - zwracał się do niej z coraz cięższym oddechem, palce przesunęły się wzdłuż jej żuchwy, aż kciuk odnalazł usta, rozchylając w dół jej dolną wargę. - Zasługujesz na to, by poznać prawdziwą miłość - ściszył głos do szeptu, szukając spojrzenia jej oczu. Odzienie wypadło i z jego rąk, nie dbał o nie.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Wyspa Achill [odnośnik]27.03.24 21:32
Męskie spojrzenie, pożądliwe, zachłanne, muskało jej skórę czulej i bardziej dotkliwie niż fizyczna pieszczota. Tristan Rosier miał oczy bezkresne, pełne nienazwanej energii i mocy, którą zapewne byłaby w stanie posmakować, gdyby tylko zagarnęła głębszy haust wilgotnego powietrza. Czuła się pod jego wzrokiem zarówno kochana jak i przytłoczona, piękna i niepewna. Nic z tego nie powstrzymało jej jednak przed wykonaniem ostrożnego kroku w jego stronę, gdy tylko przymknął powieki. Tęskniła. Ale ostre kamienie raniły ją w nazbyt delikatne stopy i musiała się zatrzymać, wydając z ust krótki, kobiecy syk.
Spłoniła się żywszym rumieńcem, gdy wypowiedział jej imię, długie i melodyjne w jego ustach, parę zgłosek, które w tych okolicznościach działały na nią jak krople oliwy karmiące płomienie.
- Tristan - wypowiedziała więc też powoli, dźwięcznym szeptem, słowo, na które do tej pory się nie ważyła, gdyż mimo zażyłości z jej mężem zawsze był dla niej wyłącznie lordem Rosierem, lordem nestorem. Czy naprawdę na niego zasługiwała? Czy on zasługiwał na nią? Oboje musieliby złamać wszelkie zasady, podeptać świętości, rozerwać serca bliskich. Coś w tej perspektywie, może przez jego kojącą bliskość, było jednak pobudzające. Nigdy dotąd nie pozwoliła sobie na to, by myśleć wyłącznie o tym czego pragnie, czego chce; to zawsze były obowiązki, powinności i posłuszeństwo. To właśnie Tristan zaoferował jej pierwszą drogę ucieczki od niesatysfakcjonującego życia, to on pragnął, by została jego Izoldą Złotowłosą. Niewiele myślała o zakończeniu tej tragicznej opowieści, kiedy w przypływie impulsywnej pasji zdecydowała się zgodzić na wszystko. - Jesteś tym, którego zawsze miałam odnaleźć, panie. Nasza historia nie mogłaby skończyć się inaczej, jestem tego pewna bardziej niż własnych zmysłów. Byłam, jestem i będę twoja, od chwili narodzin do dnia śmierci. Pytanie więc brzmi, czy mnie przyjmiesz? - Jej słowa były ciepłe, słodkie, lecz głos zadrżał nieco przy ostatnich zgłoskach, może po części tylko z obaw o jego odpowiedź, lecz przede wszystkim...
Każdy kolejny krok skracający dystans między nią i jej barwnym snem, każde spojrzenie błądzące zbyt długo i zbyt nisko, każde wymowne rozchylenie ust mogło przepełniać jej wrażliwe serce żarem tysięcy zakochanych kobiet, lecz w ogniu tym porozrzucano igły, które przy głębszym wdechu przekłuwały mięsień na wskroś.
- Oceniam się surowo, bo na to zasługuję - powiedziała wreszcie cicho, choć jej rumiane policzki i połyskujące w mroku burzliwe oczy nie pozostawiały wątpliwości co do efektu jaki miały na nią jego słowa, jego komplementy, których nie słyszała nawet wówczas, gdy była panną i z pewnością nie po ślubie. - Nikt - potwierdziła, gdy znalazł się nagle tak blisko, że nawet gdy jej nie dotykał czuła, że spowija ją jego gorąc, jego piżmowy zapach, jego wszechogarniająca aura. - Jeżeli zdradzę Blaise'a, Morgana się mnie pozbędzie. Nikt nie zapłacze za zdradziecką córką zdrajcy, Tristanie - szepnęła z cieniem bólu, cieniem nienazwanej tęsknoty. Niepewnie uniosła ręce, opierając je najpierw na własnym dekolcie jakby chciała bardziej się okryć, a potem zwieszając je w powietrzu między nimi, prawie muskając palcami jego nagą pierś; blisko ale nadal odlegle. - L'amour est-il plus important que la vie? - spytała w języku, który znał. Którym długie godziny uczyła się posługiwać płynnie dla męża, żeby go nie zawieść, żeby być mu godną ozdobą i towarzyszką; i czego mąż nigdy nie docenił, być może nawet nie dostrzegł.
Potem, gdy Tristan dotknął łagodnie jej szyi, pozostawiając na niej mrowiący ciepłem szlak, mówiła już wyłącznie po francusku. Jakby zmiana słownictwa miała uczynić wszystko bezpieczniejszym, mniej rzeczywistym, mniej... grzesznym. Jakby mogła udać, że są jeszcze młodzi, gdzieś nad wodami Marsylii, że ich szanse nie są tak okrutnie przeklęte.
Przyznał jej rację, przyznał, że ta miłość jest czymś więcej niż ledwie uczuciem, ledwie zachcianką chwili, choć ani ona ani on zapewne nie umieliby przypomnieć sobie jak dokładnie się tu znaleźli. Ten moment był zawieszony w czasie, zawieszony w przestrzeni, jakby strumień losu miał nagle zawrócić bieg, odmienić ich życia, dać szansę zakwitnąć czemuś co już wykiełkowało. W baśniach to zawsze działało tak pięknie.
Przymknęła powieki i westchnęła krótko, gdy przesunął palcami po jej twarzy i ustach. Lekko ucałowała opuszek jego kciuka, a potem sama - wreszcie - uległa pragnieniu i otuliła jego twarz chłodnymi dłońmi, muskając czule i gładząc od brwi do kości jarzmowych i ust, jakby chciała poznać jego fakturę i nauczyć się jej na pamięć. Był taki ciepły. Był prawdziwym smokiem.
- Czuję wszystko co i ty czujesz, a nawet więcej. Lecz gdy dasz mi się posmakować, gdy pozwolisz, bym oddała ci się cała, twoja od dziś na wieczność... skąd wiem, że jutro też będziesz pragnął właśnie mnie, a nie swojej pozycji, swojej władzy, swojego bohaterskiego życia? Jeżeli mnie skradniesz, będziesz miał w Blaise'u wroga. Lady Morgana nie odpuści póki nie pozbędzie się ciebie podstępem tak jak... - mówiła gorączkowo i z sercem w gardle, gdyż perspektywa ta, ten lęk, spadły na nią jak grom z jasnego nieba. Choć zdawała sobie sprawę z tego, że Tristan jest potężny, bezwzględność Morgany zawsze przepełniała ją niepokojem, a ten objawił się teraz. Nigdy nie poruszała tego tematu, niczego nie sugerowała, znając wagę konsekwencji. I dziś urwała w połowie, rozdarta, niepewna, pełna obaw o własne życie ale też, znacznie burzliwszych, o jego życie.
Miał rację, zasługiwała, by poznać prawdziwą miłość, choć raz. Jakże więc mogłaby wypuścić go z rąk, wziąć na siebie ten ciężar odpowiedzialności? Ciało nie podążało jednak za umysłem, władzę sprawowało serce; przesunęła drobne palce z jego twarzy na szyję i kark, otaczając je ramionami. Nie miała jednak odwagi wspiąć się wyżej, sięgnąć po więcej. Czoło oparła na jego obojczyku, przywierając policzkiem do skóry rozgrzanej nienaturalnym ogniem pod cienką warstwą chłodnej wody. Rozkoszowała się tym ciepłem, zapachem, uczuciem.


woman

Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza

Magdalene Selwyn
Magdalene Selwyn
Zawód : Dama, żona, pisarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
tale as old as time
song as old as rhyme
OPCM : 5 +2
UROKI : 6 +3
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica
Duty
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12193-magdalene-selwyn#375375 https://www.morsmordre.net/t12208-belisama#375845 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t12209-skrytka-bankowa-nr-2615#375846 https://www.morsmordre.net/t12210-magdalene-selwyn#375850
Re: Wyspa Achill [odnośnik]30.03.24 0:11
Dźwięczny szept, z którym wypowiadała jego imię, budził mrowienie jego skóry, przyjemny dreszcz mknął wzdłuż ramion, po wilgotnej skórze karku, nie rozumiał jak to możliwe, że nie potrafił dostrzec w niej tego wcześniej - była piękna. Była doskonała. Była porzucona i niedoceniona, pogrążona w marazmie, na który nigdy nie zasługiwała, a z którego musiał ją wyciągnąć. Pragnął czucia jej ramion, jej piersi, jej oddechu, jej smaku, pragnął jej.
- Czy ja przyjmę ciebie? - powtórzył po niej, drżący głos przybierał ognistej pasji, podnosił sie z wolna, składając słowa z coraz większą zaciekłością. - Magdalene, jesteś moja, a ja jestem stworzony dla ciebie. Byłem ślepy i głuchy, ale teraz widzę i słyszę, przebacz mi, że dopiero teraz. Dostrzegam twoje piękno, ciała i duszy. Nie wiem, co kreśliło moją drogę wcześniej, ale teraz wiem, że gwiazdy chcą, by prowadziła mnie ku tobie. Przyjmę cię, bądź moją, teraz i na zawsze. Nie jest to decyzja moja, nie jest też twoja, gwiazdy postanowiły za nas, że należeć będziesz do mnie - wiem, że i ty to czujesz. W twojej krwi, jak i w mojej, płynie dymiąca siarka, jak śmiesz mówisz, że zasługujesz na surowość? Przypominasz porcelanową lalkę, malowaną na alabaster, pozbawioną skazy, kruchą jak i ona. Ale wiem, że brak ci chłodu porcelany, że tli się w tobie żar namiętności. Pozwól mi wskrzesić ten ogień, dotykiem wzniecić płomień, w którym spłoniemy tej nocy oboje - Wolna dłoń sięgnęła jej biodra, zdecydowanym i zbyt pewnym siebie gestem, pogładził jej ciało przez ręcznik, mniej delikatnie niż wcześniej, coraz łapczywiej, choć nagie stopy wbijały się w kamienisty brzeg coraz ostrzej, przyjemność niczym była bez bólu. - A czym jest życie pozbawione miłości? - spytał, odpowiadając pytaniem na pytanie, równie płynnie jak i ona przechodząc na język miłości. Nie wiedział, że nauczyła go się dla męża, jego przychodził naturalnie: wymagał go francuski rodowód, szlifowany był przez osiem lat pobytu we Francji, kiedy dorastał. - Cieniem życia jedynie, to pasja, to żar, to namiętność są tym, co wprawia krew we wrzenie. Czy warto żyć i nie przeżyć nic? Czy warto żyć i patrzeć tylko na szczęście innych, obcych sobie ludzi? Zadawalać się ochłapami ze stołów tych, którzy żyją pełnią tego, co świat oferuje? Kto lęka się skoczyć w przepaść, ten nigdy nie wzleci na skrzydłach. Podaj mi rękę, a nauczę cię latać. - Nigdy nie bał się ryzyka. Gdyby było inaczej, nie osiągnąłby nigdy tego, co osiągnął, nie znalazłby się nigdy na tej pozycji, którą dzisiaj zajmował. Ucałowała opuszek jego palca, dłoń przesunęła się niżej, usztywniając jej żuchwę, zamierzał pokierować jej twarz ku sobie, jeszcze nim rozległy się jej dalsze słowa. Przymknął oczy, rozkoszując się dotykiem jej dłoni, tak innym subtelniejszym od tego, który znał. Magdalene brakowało doświadczenia, i w tym dostrzegał piękno. Mógł jej pokazać. To, czego nie znała, to, co traciła, nieustannie czekając u progu na powrót niezainteresowanego nią męża.
- Dlaczego miałbym zrezygnować z mojej pozycji? Pragnę walczyć dalej, najpiękniejsza, z twoim imieniem na ustach. Płynie w tobie cenna krew, krew czyniąca cię istotą doskonałą, zostało nas tak niewielu. Jesteśmy spadkobiercami magii. Jej dziećmi. To jej dziedzictwo czyni nas wyjątkowymi. Czujemy i rozumiemy więcej, nasze umysły sięgają dalej. Zasługujesz na wszystko, co może dać ci przyszłość. Pozwól mi podbić świat dla ciebie, a uczynię cię jego panią. - Miał żonę, lecz nie widział w tym przeszkody. Czarodzieje krwi tak starej jak ta, która płynęła w jego i jej żyłach, nie mogli sobie pozwolić na jej marnotrawienie. Mógł mieć więcej kobiet. - Nie dbam o Blaise'a. Porzucił mnie i ciebie, a tobie i tak jest niewierny. - Jego długi pobyt za granicą rozluźnił ich relację, wiedział też, że Blaise był zainteresowany wdziękami kobiet poza małżeństwem. Czy mówił prawdę, czy słowa te miały tylko pozwolić mu się do niej zbliżyć, trudno byłoby wywnioskować i po czasie.  - Morgany też się nie lękam. To ledwie jaszczurka, a ja jestem smokiem. Jej ogień nie zrobi mi krzywdy. Nie pozwolę zrobić jej tobie. Pójdź za mną, a jeśli będzie trzeba, i jej się pozbędę - obiecał, w istocie przekonany, że czarownica nie dorównywała mu potęgą, zadzierając brodę, gdy poczuł dotyk jej palców na karku. Objął ją lewym ramieniem, mocno, zdecydowanie, wolną ręką podważając jej brodę, by musiała unieść ją wyżej - uchwycił jej podbródek między palce, zadzierając go jeszcze wyżej, zamierzając złączyć ich usta w pocałunku pełnym bezbrzeżnego pragnienia zrodzonego mocą amortencji. Pragnął jej, pragnął jej ciałem, duszą i sercem, czuł, że jej potrzebował, i chciał poddać się temu czuciu w pełni i zakosztować owocu, który miał smakować braterską zdradą.
I dla niego był to nowy smak, a nic w życiu nie sprawiało mu takiej radości, jak ich poznawanie.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 10 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Wyspa Achill
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach