Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wyspa Achill
AutorWiadomość
Wyspa Achill [odnośnik]22.04.16 14:58
First topic message reminder :

Wyspa Achill

Wyspa Achill jest jedną z pereł znajdującego się na zachodnim wybrzeżu hrabstwa Mayo. Mugole zdają sobie sprawę z istnienia czterech wiosek na południu wyspy, ale dwie pozostałe, zamieszkane wyłącznie przez czarodziejów, pozostają poza zasięgiem ich wzroku. Ze względu na bogatą florę wyspy, w magicznych osadach można spotkać głównie alchemików pozyskujących stąd rzadkie składniki potrzebne do uwarzenia skomplikowanych eliksirów.
Wśród młodych, śmiałych czarodziejów szczególnie popularna jest wyjątkowo stroma część wybrzeża zwana Klifem Zdobywców. Plotki głoszą, że gdy odłoży się różdżkę na bok i skoczy na główkę do wody, to na samym dnie zatoki odnajdzie się niezwykły skarb. Niebezpieczeństwo stanowią jednak langustniki ladaco, homaropodobne stworzenia żyjące nieopodal wybrzeża; ich ugryzienia są niezwykle niebezpieczne, skutkują bowiem pechem trwającym przez cały tydzień.
Ale kto wie, może jeżeli zdecydujesz się skoczyć, uda ci się wyłowić nagrodę?

1-20 - Złośliwy langustnik kąsa cię w jedną z kostek - wygląda na to, że najbliższy tydzień nie będzie dla ciebie najszczęśliwszy (-5 do wszystkich rzutów do końca fabularnego tygodnia).
21-50 - Coś mieni się złotem i choć z początku wydaje ci się, że to tylko gra świateł, podpływasz bliżej i okazuje się... że to kilka złotych monet! Twoja radość nie trwa jednak długo: po kilku godzinach odkrywasz, że odnaleziony skarb zniknął, będąc tylko złotem Leprokonusów.
51-90 - Na dnie zatoki dostrzegasz niezwykłą roślinę, którą kojarzysz z zamierzchłych zajęć z zielarstwa; nie mylisz się, to skrzeloziele!
91-100 - Wydaje ci się, że tym razem nie dopisało ci szczęście - dostrzegasz tylko kępy wszechobecnych wodorostów. Nie poddajesz się jednak i nurkujesz nieco głębiej, by wkrótce dostrzec Zwierciadło Niechcianej Prawdy jakby czekające na to, aż je wyłowisz.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wyspa Achill [odnośnik]26.01.21 8:17
Myślała, że opuszczą budynek po cichu, w spokoju – wyglądało jednak na to, że wydostali Carolyn w odpowiednim momencie, w ostatniej chwili. Dearborn pośpieszył je, wspominając przy tym o miotłach. I o ile nie bała się o siebie, choć buty uwierały, każdy kolejny krok był niewygodny i trudny, a o będącą w szoku, uparcie milczącą dziewczynę. Pociągnęła ją za sobą w odpowiednim kierunku, oglądając się przez ramię, próbując podchwycić wzrok – i w ten sposób przekazać, że naprawdę nie mogą pozwolić sobie teraz na odpoczynek, na zwłokę. Nie była pewna, czyje nadejście zwiastują dobiegające z oddali głosy, wolała jednak tego nie sprawdzać. Nie wierzyła, by mogli stawić czoła wszystkim tym, których obserwowali ze swej kryjówki. Tylko czy to naprawdę byli oni? Czy ktoś zupełnie inny? Skrzywiła się, nie nawykła do biegu, mimo to nie zatrzymywała się, uparcie powtarzając sobie, że to już blisko, że pamięta te krzewy, ten kamień.
Pozwoliła, by Cedric przejął opiekę nad Carolyn. Zachęcił młódkę, by zajęła miejsce tuż za nim – ona zaś miała nadzieję, że dziewczyna jest odpowiednio silna, by utrzymać się na miotle i nie poluzować uścisku. Skinęła krótko głową na znak, że jest gotowa i odbiła się od ziemi, nie spuszczając towarzysza z oka. W powietrzu nie czuła się szczególnie pewnie, pamiętała jednak plan. Droga do sąsiedniej miejscowości nie była daleka, bezpieczniejszym rozwiązaniem było wsiąść na statek i na jego pokładzie ruszyć w dalszą podróż.
Wylądowali po kilkunastu nerwowych minutach, wyglądało jednak na to, że nikt ich nie zauważył, nikt nie śledził. Zawsze to jakieś pocieszenie. Wydostała z kieszeni szaty swe pomniejszone buty, krótkim ruchem różdżki przywróciła je do normalnych rozmiarów i zmieniła obuwie, by przestać tonąć w za dużych, zabranych unieruchomionemu mężczyźnie pantoflach. – Porozmawiam z kapitanem – mruknęła tylko, biorąc na siebie ciężar ugadania miejsc i ceny. Wolała, by to Dearborn zajął się przypilnowaniem Carolyn; może dziewczyna zrozumiała już, że nie zamierzają jej skrzywdzić, a może nie miała siły stawiać oporu. Bezwolna i wiotka, bez choćby słowa sprzeciwu poddawała się ich woli.
Nie pozwoliła czekać na siebie długo, wciąż nie byli bezpieczni; bez większego problemu porozumiała się ze starszym jegomościem, który wypływał w odpowiednim kierunku, a który nie miał obiekcji przed wzięciem na pokład trzech kolejnych pasażerów. Teraz musieli już tylko odstawić czarownicę do domu i niechętnie rozmówić się z jej ojcem w kwestii zapłaty.

| 2xzt


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Wyspa Achill [odnośnik]05.02.21 14:51
| 06.10.1957 - Akcjaewakuacja

Blask poranka powitał klify wyspy Achill, malowniczego skrawku zieleni oddzielonego od Irlandii. Krainy przesiąkniętej celtyckimi mitami, które przetrwały tu cudem wędrówki ludów, lata najazdów i ognia. Tak, to stara kraina przesiąknięta pradawną magią, choć dziś może trudną do dostrzeżenia.
Tak się bowiem składało, że współczesność niosła ze sobą zagrożenia, które szybko z mego umysłu przegnały takie rozważania.
- Żałuję, że w takich okolicznościach tym razem odwiedzam Irlandię... - szepnąłem do Vincenta, zaraz jednak wróciłem do poważnego tonu, musieliśmy być skupieni.
Wszystko wydarzyło się nagle, spokój zmącił list wysłany przez Steffena Cattermole'a. Zakonnika, znawce klątw, zdolnego reportera i jak się okazywało - głupka.
... Prorok Codzienny dostał się w niepowołane ręce. Jako, że Irlandia jest moim domem, zostałem poproszony o pomoc przy ewakuacji spalonych lokacji właśnie w tym kraju.
Przypomniałem sobie dokładnie fragment listu, który dziś przyniósł mi Elidor. Nie było jednak czasu na złość, nie było czasu na gniew - nadszedł czas działania. Ludzie byli w wielkim niebezpieczeństwo i tylko sprawne działanie Zakonu Feniksa mogło jeszcze uratować sytuację.
Tak więc poranne słońce powitałem w Irlandii u boku Vincenta Rinehearta, prowadząc grupę uciekinierów wśród zielonych traw smaganych morskim wiatrem. Nie ukrywam, cieszyłem się z towarzystwa syna Kierana. Nie tylko z sympatii, bowiem musicie wiedzieć, że był mi drogim druhem. Nie, chodziło tym razem o coś innego, mili moi. Ufałem Vincentowi, na jego rozsądku, umiejętnościach oraz woli można było polegać jak na niczym innym na tym świecie. Ludzie różnie o nim mówią, różnie oceniają jego błędy, ja jednak widziałem w nim kogoś, komu mógłbym powierzyć życie.
Odwróciłem się, przeliczając ludzi. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyśmy kogoś zostawili na pastwę Rycerzy lub innych sług wroga.
- Są wszyscy - poinformowałem.
Rozumieliśmy się bez słów, wcześniejsze rady Vincenta przygotowały mnie na takie sytuacje. Ustawiłem się od południowej strony, wyciągając przy tym różdżkę. Musieliśmy ukryć się, przynajmniej tymczasowo, przed niepożądanym wzrokiem. Chcieliśmy otoczyć nas wszystkich barierą, która uczyniłaby zebranych niewidzialnymi dla obserwatorów.
- Salvio Hexia - wypowiedziałem w skupieniu, w końcu nie było to proste zaklęcie.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Wyspa Achill [odnośnik]05.02.21 14:51
The member 'Artur Longbottom' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 91
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Achill [odnośnik]05.02.21 16:45
/pędzę z kuchni Stevie'ego

6 X Akcja-Ewakuacja

Szalona teleportacja, połączona z lotem na miotle, pomogła Steffenowi uporządkować trochę myśli. Chłopak żył w końcu w pośpiechu i dobrze odnajdywał się w biegu.
No, nie zawsze. Czasami mógł zwolnić i pomyśleć, a nie płonąłby teraz ze wstydu. Na szczęście, chłodne irlandzkie powietrze trochę go otrzeźwiło. To nie czas na dramatyzowanie i smutek, to czas na działanie. Wszyscy zdążą go ochrzanić po fakcie, a wyjec od Alexandra nadal dzwonił mu w uszach.
Zasapany wpadł na klif, widząc że Vincent i Artur zdążyli już zebrać grupę ludzi.
Pojawił się na miejscu w sam raz - akurat, gdy Artur rzucał zaklęcie. Gdyby się spóźnił, nie zobaczyłby już grupy za barierą, za którą sam się teraz skrył.
Zaparło mu dech z podziwu - grupa była dość spora! Najwyraźniej ruszyli do akcji, gdy tylko dostali jego list. Napisał do nich w końcu jako do jednej z pierwszych grup.
-Mam dla was świstoklik do kuchni mojego wuj... do kuchni naszego sojusznika w Dolinie. - wysapał, podchodząc do Vincenta i Artura. Starannie unikał ich wzroku, bo wiedział, co wyczyta w ich oczach.
-Musi go uruchomić ktoś, kto zna podstawy numerologii. Zadziała tylko dla dwóch osób, więc to w razie... problemów. Vincencie, wyślij mi patronusa, jeśli mogę zorganizować coś jeszcze, teraz pędzę do stolicy. Dziękuję wam, tak strasznie wam dziękuję i przepraszam i... dobra, to lecę! - wyjaśnił na jednym wydechu, wciskając Vincentowi w ręce szpulkę czarnej nici.
Nie miał czasu do stracenia. Ruszył dalej, dotarcie do Londynu było w końcu trudniejsze niż do Irlandii...

przekazuję Vincentowi świstoklik z księżycowego pyłu, typ I, prowadzi do kuchni Stevie'ego.
/zt


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Wyspa Achill [odnośnik]07.02.21 0:50
Stukot obcych pazurów otartych o blaszany parapet wybudził go z niespokojnego snu. Ostry dziób uderzał w zakurzone okno, podczas gdy ciemnowłosy gospodarz wydobywał się z rozkopanej, zmiętoszonej pościeli. Białe światło wczesnego poranka przebijało się przez resztki granatowych obłoków, wnikając do wnętrza chłodnej sypialni. Nocował w niej po raz pierwszy, od kilku, ulotnych i niespokojnych dni. Mrużąc zaspane, obolałe powieki, czując wyraźny, wewnętrzny niepokój zbliżył się do drewnianej okiennicy wpuszczając nieznajomego przybysza. Rozemocjonowane ptaszysko wyglądało na zniecierpliwione; wyciągając czerwoną nóżkę, rozpostarło skrzydła szykując się do odlotu. Mężczyzna zmarszczył brwi odwiązując zwitek papieru, aby po chwili obserwować jak sowa znika w rozbudzonych przestworzach. Pozwalając, aby rześkie powietrze przedostało się do dusznego wnętrza, przysiadł na skraju posłania rozwijając niewielki rulonik. Błękitne tęczówki prześlizgnęły się po niezgrabnych słowach, a stres zacisnął wszystkie wnętrzności; to niemożliwe. Poderwał się do góry odrzucając pergamin. W pospiechu naciągnął na siebie wczorajsze odzienie wierzchnie i pędząc do pracowni, cmoknął na śnieżnobiałą Płomykówkę. Zajął brzeg krzesła rozgrzebując notatki w poszukiwaniu czystego arkusza. Sytuacja, o której poinformował go młody Zakonnik wytrąciła go z równowagi; nielegalne wydanie Proroka Codziennego znalazło się w rękach wroga. Mieli naprawdę niewiele czasu, aby powiadomić tutejszą ludność. Byli w ogromnym i niespodziewanym niebezpieczeństwie. Dłoń drżała od nadmiaru emocji, gdy koślawe litery spływały z końcówki wiecznego pióra. List wystosowany do dawnego znajomego musiał natychmiastowo trafić w jego ręce. Instruując osobistego listonosza, pozwolił, aby udał się w nieznaną podróż. W między czasie pozbierał najpotrzebniejsze rzeczy, starając się ułożyć plan działania. Musieli pomóc w ewakuacji masy ludności, odnaleźć nowy teren godny całkowitego zaufania. Gdy odpowiedź znalazła się w bliskim zasięgu, kiwnął głową na znak zrozumienia. Przygotowując miotłę poczekał na młodego szlachcica, aby następnie przedostać się na teren zachodniego wybrzeża hrabstwa Mayo.
Lądując na zielonym skrawku irlandzkiej ziemi, przypomniał sobie jak we wczesnym dzieciństwie przybywał tu z rodziną, wędrując szlakami wyznaczonymi przez zaborczego ojca. Niewielki sentyment rozgościł się w skupionym umyśle, lecz powaga sytuacji nakierowała go na właściwy tor. Zamrugał kilkukrotnie chłonąc widok ciasnego obozu uciekinierów. Czy to na pewno wszyscy? Praktycznie nie dosłyszał słów, które skierował do niego partner, lecz zdobył się na lekkie kiwnięcie głową, mówiące, że o takich sprawach porozmawiają później. Zwodniczy los, po tylu latach, zetknął ich w sytuacji kryzysowej. Nie zdążył nawet przyjrzeć się rosłemu osobnikowi, którego pamiętał z kamiennych murów czarodziejskiej szkoły. Wiedział jednak, że wspólnie dadzą sobie radę wspierając tą samą stronę barykady. Przełknął ślinę i wciskając miotłę za pasek torby, ruszył w najbliższy tłum gotowy do działania. Widział jak nieznajome, nieufne tęczówki ogniskują się na przybyszach, czując dziwnie podburzoną atmosferę: - Proszę się nie rozchodzić, tylko zebrać się w jednym miejscu, zaraz wszystko wam wytłumaczymy! – zaczął głośnym, donośnym głosem, prosząc, aby ci najbardziej oddaleni zbliżyli się do rosnącego okręgu. Przebiegł kilka metrów zawracając pojedyncze jednostki i ponownie wykrzyczał: – Jesteśmy tu żeby wam pomóc! Wasza obecna lokalizacja została wydana w ręce wroga, który może pojawić się lada chwila. Musimy was ewakuować w trybie natychmiastowym! Zanim to zrobimy musimy was również przeliczyć oraz zabezpieczyć teren. Weźcie tylko najpotrzebniejsze rzeczy, nie mamy czasu! – krzyknął rozważnie, widząc jak przerażony tłum zabrał się do działania. – Wszystko będzie dobrze! – dodał odrobinę niepewnie wzdychając ciężko. Wspierał w sprawnym przeliczeniu, kiedy znajomy trzask teleportacji odwrócił go w stronę nadchodzącej sylwetki. Nie miał pewności z kim ma do czynienia. Gdy chłopak wyrzucił z siebie salwę słów, zrozumiał. Skupił na nim dość ostre, karcące spojrzenie i kiwał głową porozumiewawczo: – Dobrze. – wypowiedział na koniec gdy mała szpulka czarnej nici znalazła się w jego dłoniach. Przyjrzał się jej przez chwilę i schował do skórzanej torby. – Oby nie była nam potrzebna. – szepnął w stronę towarzysza, mając nadzieję, iż przesiedlenie odbędzie się bez żadnych zakłóceń. Nie chciał, aby oprawca przeszkodził im w działaniu zsyłając czerwone światło śmiercionośnych zaklęć. Za porozumieniem Longbottoma, przebiegł na północny skrawek wybrzeża, ukrywając obóz przed niepowołanymi oczami: - Salvio Hexia! – wyrzucił kreśląc koliste linie w przestworzach powietrza. Przeszedł na wschód szepcząc dalej: – Salvio Hexia! – skoncentrował olbrzymie pokłady magii zamienione w przezroczystą barierę.

| Pierwsze Salvio Hexia: tutaj

[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 07.02.21 22:02, w całości zmieniany 5 razy
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Wyspa Achill [odnośnik]07.02.21 0:50
The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 10
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Achill [odnośnik]07.02.21 14:21
Tak, zdecydowanie mieliśmy się czym martwić. Wydawało się, że ostatnio udało się nam wywalczyć odrobinę spokoju, może nie wyraźnie wygrywać, ale zapewnić nieco stabilności. Dużo się wcześniej działo, więc z ulgą przyjąłem pozorne bezpieczeństwo... co było zupełnie nieroztropne. Kto mógł się spodziewać, że nagle tylu niewinnych ludzi znajdzie się w takim niebezpieczeństwie, narażonych przez głupi błąd. Oczywiście, był on podszyty słusznymi intencjami, co może w tym wszystkim było najbardziej ironiczne.
To miejsce chyba znaczyło dla Vincenta więcej niż myślałem, taktownie dałem mu chwilę na odrobinę wspomnień. Oczywiście była ona krótka, na więcej nie mogliśmy sobie pozwolić. Później moglibyśmy się wybrać na pieszą wędrówkę pośród zielonych wzgórz, pamiętających jeszcze czasy Tuatha Dé Danann. Dziś jednak gonił nas świat doczesny, objawiający się w strachu zebranych tu uciekinierów. Doskonale ich rozumiałem, mieli się czego bać.
- Proszę zachować spokój, wszystko jest pod kontrolom - zapewniłem, starając się nadać pewność słowom wypowiedzianym przez Vincenta.
Skinąłem głową do pojawiającego się niespodziewanie Steffena, sprawcy tego całego bałaganu. Wyglądał jakby po piętach deptało mu nundu, co w sumie było chyba trafnym spostrzeżeniem. Musiał się spieszyć, nie pozwolić sobie na kolejne błędy, inaczej ktoś mógłby to przypłacić życiem.
Ruszaj więc, panie Cattermole. Przed tobą niełatwe zadanie i obyś mu sprostał. Dla dobra nas wszystkich.
- Mądry król nie dąży do wojny, ale jest na nią gotów... - odparłem cicho do Vincenta, również spoglądając na szpulkę czarnej nici. - Musimy być przygotowani na najgorsze - wyszeptałem tak, żeby nikt inny nie usłyszał.
Moja bariera chyba musiała na razie wystarczyć, w końcu nie była to magia, która była łatwa w użyciu.
- Zbierzcie się wszyscy tam, będziecie niewidoczni - poleciłem, wskazując miejsce gdzie sam rzuciłem Salvio Hexia.
Chyba na wieść o tym, że byli niewidzialni morale się podniosło. Dobrze, ostatnie czego potrzebujemy to panika.
- Czy wszyscy mają swoje różdżki? - zapytałem głośno, skupiając uwagę zebranych na prostych rzeczach, aby nie myśleli o niebezpieczeństwie. Poza tym, różdżki były najważniejszą rzeczą dla czarodzieja. - Macie leki? Potrzebujecie pomocy z rzeczami? - zainteresowałem się.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Wyspa Achill [odnośnik]07.02.21 20:21
Seria niefortunnych i niekontrolowanych działań nie opuszczała dobrze prosperującego, zorganizowanego ugrupowania. Pojedyncze jednostki wchodzące w skład rebelianckiej organizacji podejmowały dość bezmyślne i nieprawdopodobne ryzyko. Jako członek, który pełnoprawnie zasilił szeregi Zakonu dopiero kilka dni temu, nie potrafił zrozumieć ów sytuacji. Minął niespełna tydzień od okrutnej misji w podziemiach Azkabanu, w której o mały włos nie stracili cennego żywota. Czyżby nie wyciągnęli żadnych wniosków? Nie nauczyli się niczego, co mogłoby uchronić przed kolejną omyłką? Zdawał sobie sprawę, że to co działo się w obrębie niemalże wszystkich Wysp zostanie podciągnięte do odpowiednich konsekwencji. Sprawca zamieszania zostanie obarczony winą. Mimo sympatii do zabieganego młodzieńca, wiedział, że za błędy trzeba jednak zapłacić. Martwił się utratą czasu, który w tym momencie był na wagę złota; godzin mogliby przełożyć na strategiczne planowanie, zabezpieczenie Oazy, czy dezaktywację wroga. Nie był jednak zobligowany do tego typu przemyśleń. Przez chwilę, stojąc na skraju zielonej połaci poczuł jak niepokój uderza w okolice klatki piersiowej. Obcy tłum wzmagał strach, czuł się nienaturalnie, nieswojo; nieznajome źrenice przepalały lekki materiał płaszcza. A jeśli ktoś go rozpozna, zaatakuje, wymierzy sprawiedliwość? Zaciągnie w odmęty więziennego piekła, grzebiąc na resztę dni? Przełknął ślinę, starając się opanować paraliżujące konsekwencje. Przyłożył dłoń do skroni masując miarowo. Wzmożone głosy dochodziły ze wszystkich stron. Ludzie przekrzykiwali się wzajemnie, biegali we wszystkie strony próbując odnaleźć najpotrzebniejsze rzeczy. Vincent wyrwał się z amoku mrugając kilkukrotnie. Pojedynczy promień słońca oślepił go na moment. Zakrył czoło wierzchem dłoni i idąc w tłum mówił donośnym głosem: – Tylko najpotrzebniejsze rzeczy, które jesteście w stanie ze sobą zabrać! – zdążył zatrzymać kobietę ciągnącą pokaźną walizkę pełną ubrań i dziwnych bibelotów. Pokręcił głową dodając spokojniej:
– To się pani nie przyda. – wyjął z jej rak zgięta rączkę walizki i unosząc kącik ust w pokrzepiającym grymasie, pomógł powyciągać kilka, nadprogramowych warstw. Przeprosił ją zaraz gestem dłoni idąc dalej: – Użyjcie magii do zmniejszenia przedmiotów. Zabierzcie przede wszystkim ciepłe ubrania, leki, najważniejsze ingrediencje oraz jedzenie. – pokiwał głową partnerowi, który starał się skierować ludzi na północy, dobrze ochroniony brzeg. Jego magia nie chciała dziś współpracować; był zdenerwowany, rozproszony, zbyt zaoferowany porannymi wydarzeniami. – Przeniesiemy was na wschodni brzeg za pomocą świstoklików. U podnóża Parku Narodowego Irishtown znajduje się inny obóz, który na pewno przyjmie was pod swoje skrzydła. – zakomunikował uspokajając najbardziej niepewnych. Ludzie zadawali mnóstwo pytań, przekrzykiwali się, lecz musieli nad nimi zapanować. Na pytanie o różdżki, kiwali głowami twierdząco. Rineheart wmieszał się w skupiska wspierając w przenoszeniu pakunków, ponaglaniu zagubionych dzieci. – Szybciej, szybciej, niech pierwsze idą kobiety i dzieci… – westchnął zrezygnowany przecierając zmęczoną twarz. Martwił się, że coś pójdzie nie tak. Ale dlaczego?

[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 17.02.21 23:39, w całości zmieniany 1 raz
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Wyspa Achill [odnośnik]07.02.21 23:23
Dobrze rozumiałem obawy Vincenta, podobne myśli towarzyszyły mi od dawna. Obaj wynieśliśmy naszą truciznę z Azkabanu, choć przy różnych okazjach tam zawitaliśmy. Strach był chorobą powoli wyżerającą człowieka od środka, niepokojem mącąc codzienne myśli. Tu cień, tam szept, gdzie indziej niepokojące spojrzenie. Nagle człowiek odkrywał, że znajduje się sam, otoczony ze wszystkich stron przez wrogów, obojętne czy tak naprawdę realnych. Wystarczył wtedy jeden gorszy dzień, niespodziewany cios, aby z pozoru mocne drzewo złamało się jak sucha gałązka. W środku zaś okazywało się, iż pień dawno spróchniał, przeżarty przez cienie zalęgłe w duszy.
Kto wie, może pewnego dnia pomówię z Vincentem tak samo jak w lipcu rozmawiał ze mną Anthony Macmillan, nasz wspólny przyjaciel. Nie boję się stwierdzić, że Tonik mnie wtedy uratował, więc może ja zdołałbym pomóc Rineheartowi uporać się z własnymi demonami. Dziś niestety nie mieliśmy na to czasu. Spojrzałem jedynie zmartwiony na Vincenta, który przyłożył dłoń do skroni jakby borykał się z natrętnym bólem głowy.
- Wszystko w porządku? - zapytałem cicho.
Mimo widocznego niepokoju mój druh ruszył pomagać innym, co nie powiem, było pokrzepiającym widokiem. Zaraz poszedłem w jego ślady, kierując uciekinierów do zabezpieczonego miejsca.
- Proszę tędy - poleciłem zebranym. - Tylko niezbędne rzeczy, proszę się niepotrzebnie nie obciążać - przypomniałem wyrozumiałym tonem, widząc że Vincent musiał zwrócić uwagę jakiejś kobiecie. - Zaklęcie pomniejszające brzmi "Reducio", nie "Reducto" - zwróciłem uwagę jakiemuś nierozgarniętemu młodzieńcowi, który próbował pomniejszyć swoje rzeczy. Dobrze, że "Reducto" mu nie wyszło, inaczej miałby rzeczy w nie najlepszym stanie.
Wszystko zdawało się iść po ich myśli, co może trochę za bardzo usypiało moją czujność. Na szczęście Rineheart zdawał się mieć więcej rozsądnych obaw, w końcu ich wróg był przebiegły. Powinienem brać z niego przykład, wiele się widzę mimo lat nie zmieniło. Zbyt lekko podchodziłem do sprawy, a przecież ktoś mógł się czaić niezauważony.
- Homenum Revelio - spróbowałem dyskretnie rzucić, jednak zamiast magii przyszło jedynie rozczarowanie, może jednak nękał mnie większy stres niż chciałem przyznać?
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Wyspa Achill [odnośnik]11.02.21 0:23
Nie spodziewał się, iż skutki ciężkiej, podziemnej wyprawy będą towarzyszyć mu przez kolejne, zapracowane dni. Niewyleczony umysł nie potrafił przywyknąć do codziennej normalności przywołując zbyt świeże wspomnienia oraz okrutne, realistyczne obrazy. Czuł wyraźny, wewnętrzny niepokój, nieufność skoncentrowaną na zabieganych, rozkrzyczanych jednostkach. Wzmożone dźwięki przebijały się przez warstwę ochronną w postaci zgrzytliwych szeptów, paskudnych wyzwisk, nieprzyjemnych trzasków. Schylił się przyciskając palce do obolałych skroni. Dziwna niedyspozycyjność trwała jeszcze krótką chwilę. Troskliwy głos partnera przebił się przez ciasną wizję długich i krętych korytarzy: – Tak, tak… – wymamrotał siłowo unosząc głowę i uśmiechając się blado; nie było czasu na roztrząsanie osobistych problemów, niezrozumiałych bolączek: – Wybacz. – dodał krótko nabierając haust świeżego, porannego powietrza. Czyżby faktycznie potrzebował pomocy? Czy potrafił przyznać się przed sobą, że coś było nie tak? Pokręcił głową z dezaprobatą. Skoncentrował się na obecnej sytuacji, która nie mogła wymknąć się spod kontroli. Był naprawdę zaniepokojony. Jak wiele podobnych obozów znajdowało się na terenach kraju? Czy dzisiejsza ewakuacja zażegna problem? Czy paskudny błąd nie będzie kosztował ich naprawdę wiele? Oddali się w ręce wroga z tak bezmyślną łatwością. Przekazali formę przeciwstawnej propagandy, która rozjuszy poszczególne osobistości. Prędzej czy później, będą musieli za to zapłacić. Starał się popędzać tłum, kierować na północną, zabezpieczoną część klifu. Pierwsze osoby rozpływały się w powietrzu niesione mocą niewielkiego świstoklika. Poczuł ulgę, ewakuacja odbywała się w całkiem sprawnym tempie. Rozglądał się po pustoszejącym terenie, aby wesprzeć pozostałych. Pomógł dopakować kilka toreb, przebrać pokaźny zbiór ingrediencji, odprowadzić zagubione dziecko wyrwane z rąk zatroskanej matki: – Szybciej, szybciej! – ponaglił pozwalając, aby przeszli poza główną kolejką. Odwrócił się w poszukiwaniu blondyna, który uwijał się z nie lada zaangażowaniem. Przystanął na miejscu zastanawiając się czy o czymś nie zapomniał. Było zbyt spokojnie, a może niepotrzebnie się martwił? Błękitne tęczówki prześlizgnęły się po nieuporządkowanym terenie; na pierwszy rzut oka widać było, że jeszcze jakiś czas temu stacjonowała tu pokaźna grupa. Westchnął sam do siebie, postanowił odrobinę posprzątać: – Chłoszczyść! – szepnął po raz pierwszy kierując różdżkę na pozostawione i porozrzucane przedmioty. Longbottom kończył nadzorować przenoszenie ludności, jego pomoc była nieoceniona. - Chłoszczyść! – rzucił po raz drugi lustrując efekty pracy. Zacierał ślady, nie chciał, aby ktokolwiek nabrał podejrzeń, trafił na zbyt wyrazisty trop. Wróg mógł pojawić się w każdej chwili wykorzystując stworzoną okazję. Gdy ostatnia osoba przeniosła się z głuchym trzaskiem, podszedł do młodego szlachcica i klepnął go po ramieniu mówiąc: – Dobra robota, ale czeka nas jeszcze jedno zadanie. W gazecie była mowa o pubie Stepujący Leprokonus. Mimo tego, że jest zamknięty, musimy go sprawdzić. – zakomunikował na jednym wdechu rzucając mężczyźnie porozumiewawcze spojrzenie. Zaproponował, aby jeszcze raz, kontrolnie przeszli się wokół nadmorskich terenów. Kilka minut później, bez słowa wzbili się w wirujące, chłodne powietrze smagające rozemocjonowane twarze. Miotły niosły ich do nowego miejsca docelowego.

| zt x2



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Wyspa Achill [odnośnik]15.02.21 9:50
Wyjątkowa sytuacja wymagała wyjątkowych działań. Nie wiadomo było, w czyje dokładnie ręce trafiło wysłane przez Steffena Cattermole wydanie Proroka Codziennego, w którym znajdowały się informacje dotyczące kryjówek — ani co znalazca postanowi z nią zrobić. Dzięki gazecie Zakon Feniksa mógł dotrzeć do ludzi poszukujących schronienia, ich pomocy lub potrzebujących szybkiej ucieczki z zagrożonych terenów, a teraz, kiedy informacja znalazła się w rękach rodzin otwarcie sympatyzujących z aktualną władzą i popierających działania Lorda Voldemorta, wszystkim, którzy gromadzili się w tych, a także innych znanym rebeliantom lokacjach, groziło potworne niebezpieczeństwo. Zaalarmowani przez samego sprawcę Zakonnicy, dowiedziawszy się o dramatycznej sytuacji od razu podjęli odpowiednie kroki i wyruszyli do jednego z takich miejsc.

Na Wyspie Achill mieścił się tymczasowy obóz grupy uciekinierów. Vincent i Artur, którzy dotarli na miejsce poinformowawszy wszystkich o zaistniałej sytuacji pomogli ewakuować wszystkich ludzi z okolicy, dbając o to, by zabrali ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Za pomocą stworzonych przez jednego z sojuszników świstoklików zniknęli z obozowiska, częściowo ukrywając wcześniej wszystko to, co zostało, choć uporządkowane i poukładane, wciąż pozostawione samo sobie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Achill [odnośnik]11.04.22 15:25
04/04


Ostatnie miesiące spędzone za biurkiem pod nawałem dokumentów, rozliczeń i zestawień sprawiły, że Roratio poświęcał znacznie mniej czasu swoim eskapadom niżby tego chciał. Ograniczał się jedynie do rutynowych treningów w pobliżu Weymouth. Teraz jednak postanowił nadrobić swoje zaległości. O wyspie Achill, a dokładniej o Klifie Zdobywców słyszał już wcześniej i od dawna chciał się z nim zmierzyć - naturalnie trzymając resztę rodziny w niewiedzy. Roratio kochał ich całym sercem i byłby zdolny zrobić dla nich naprawdę wszystko, ale zdawał sobie również sprawę, że nie jest przez nich rozumiany, nie w pełni i mimo tego co mówią, nie do końca darzą go pełnym zaufaniem. Dlatego podobne wycieczki urządzał sobie gdzieś poza ich zasięgiem bo jak to mówiło stare, ale mądre porzekadło: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A Rory po roku sumiennie spędzonym przy biurku potrzebował adrenaliny, której nie dostarczało już znajdujące się blisko Weymouth wybrzeże. Być może mógłby się wstrzymać aż pogoda się poprawi, ale to właśnie to jeszcze zimne powietrze wbijające się w powierzchnię skóry dodawało nieco adrenaliny, tego dreszczyku emocji, którego w ostatnich dniach szukał. Szczególnie, że wciąż nie umiał poradzić sobie do końca z frustracją, która zrobiła się ponad miesiąc temu podczas rozmowy z Elroyem. Chociaż młodzieńcza, gwałtowna złość już minęła, to sam Roratio z ostatniej wizyty w Derby wrócił niespokojny i nieco rozbity. Jakby nowa wersja jego samego, którą w pocie czoła wraz z Archibaldem zdołali wykreować zapadała się pod naporem buzującej energią i chęcią do działania w terenie młodzieńca jakim przecież jeszcze był. A podobno nie ma nic lepszego na ostudzenie głowy i ciała niż kąpiel w zimnej wodzie. Tym bardziej, że Roratio chciał się przekonać na własne oczy, czy na dnie faktycznie znajdował się skarb, o którym tak wiele słyszało się w szeptanych od ucha do ucha opowieściach. Stanął na krawędzi klifu i zerknął w dół, a uśmiech mimowolnie formował się na piegowatej twarzy.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : 17
UROKI : 13
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Wyspa Achill [odnośnik]11.04.22 15:25
The member 'Roratio J. Prewett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Achill [odnośnik]24.04.22 22:13
Irlandia wzywała ją zawsze, nie tylko w kwestii odwiedzin Vincenta, ale portów, podróży…działania tak jak chciała. Dla niej nie wszystkie porty były takie same, nie każde miejsce można było porównać. Kiedy znajdowała się w różnych zakątkach świata, poznawała nowe rzeczy – to wszystko wybrzmiewało w niej tak jakby syreny kusiły ją do podróży. W końcu była przeznaczona morzu, a przynajmniej tak o niej mówiła jej różdżka, może więc kryło się za tym coś więcej, niż by jej się mogło wydawać? Niczym dziki koń kochała biec przed siebie, niczym jej własna orlica łapała w wiatr skrzydła. A teraz przemierzała zieloną Irlandię, ciekawa, kogo uda jej się spotkać i czy będzie musiała walczyć o swoje przeznaczenie, czy może jednak będzie to przyjazna osoba.
Jak widać, otchłanie morza wzywały dziś nie tylko ją, ale również kolejną rudą osobę. Przez chwilę stała, trzymając różdżkę w pogotowiu, tak na wszelki wypadek, ale w tym momencie nie wydawało się, aby ze strony mężczyzny czekało ją zagrożenie. A mimo tego…był mężczyzną i nie mogła czuć się przy nim bezpiecznie tak do końca, wiedząc, czego nauczyły ją wszystkie ostatnie miesiące. Wąskie grono zaufanych osób wcale się nie powiększało, a i sama potrzebowała pogodzić się z własnymi problemami: klątwą, bólem, rozdrażnieniem. Spoglądając na mężczyznę, podeszła bliżej, uśmiechając się lekko kiedy tylko spoglądała na niego, chociaż w każdej chwili mogła sięgnąć po nóż.
- Spoglądanie nic nie da, trzeba skoczyć. – Uśmiechnęła się szerzej kiedy dostrzegła dokładnie, z kim miała do czynienia. Młody Prewett…żywiołowość niektórych lordów dalej ją zaskakiwała, a tego już szczególnie. Ale to dobrze, może jak zobaczy coś więcej z życia niż głupie mury głupich dworków zrozumie, jak bardzo jest uprzywilejowany i jak bardzo obowiązki ciągną go w życiu. Wychyliła się jeszcze, pozwalając aby wiatr rozwiał jej włosy, zaraz też spoglądając na Roratio. Zamierzał skakać czy nie? Uśmiechnęła się, nie złośliwie, ale zaczepnie, gotowa nawet skoczyć pierwsza gdyby miało to jakoś dodać odwagi delikatnemu sercu męskiemu.
- Ostatni na dole płaci pięćdziesiąt galeonów! – Podsumowała wszystko śmiechem, od razu skacząc do wody i czekając, aż pęd powietrza przerodzi się w chłodna morską toń.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Achill [odnośnik]24.04.22 22:13
The member 'Thalia Wellers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 93
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Achill - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Wyspa Achill
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach