Wydarzenia


Ekipa forum
Camden Market
AutorWiadomość
Camden Market [odnośnik]16.07.16 18:27
First topic message reminder :

Camden Market

★★★
Każdego ranka do magicznego portu przypływają niezliczone statki z dostawami z całego świata. Ledwie zdążą zacumować, a kupcy wyciągnąć na brzeg towary i wyłożyć je na stoiskach, zanim zewsząd zaczynają schodzić się potencjalni klienci zaciekawieni tym, co dzisiejszego dnia mają do zaoferowania sprzedawcy. Trudno im się dziwić - na targu przy odrobinie szczęścia można nabyć wszystko, od egzotycznych przypraw po latające dywany. Choć niektórzy mogliby nazwać tutejsze ceny okazyjnymi, dla dużej części społeczeństwa wciąż pozostają one nieosiągalne. Lecz kto zabroni nawet biedniejszym spacerować wśród zagranicznych stoisk i marzyć o przygodach oraz odległych podróżach?
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:10, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Camden Market [odnośnik]16.10.21 2:45
Nie spodziewała się, że wychodząc na spacer, na zwykły jarmark trafi się jej tak interesujący i ciekawy rozmówca, który będzie rozpalał umysł lady Burke oraz prowadził z nią ożywioną rozmowę, tak bardzo wciągającą. Liczyła, że odbędzie spacer w samotności patrząc jak ludzie cieszą się chwilą wolnego, wyrwanymi godzinami z ponurej rzeczywistości. Możliwe, że w trakcie tego spaceru nabyłaby coś na straganie, posłuchała muzyki lokalnego grajka, a następnie wróciła do Durham i zaszyła się w bibliotece z filiżanką herbaty lub prędzej z ginem ostatecznie sięgnęłaby po skrzypce aby przećwiczyć utwór, który bardzo chciała zagrać w wieczór świąteczny na urodziny Edgara. Los jednak sprawił, że trafiła na lorda Shafiqa, a ich rozmowa potoczyła się na tory, których nie oczekiwała, ale też nie marudziła z tego powodu. Na jasnej twarzy, teraz lekko zarumienionej przez mróz jaki ich otaczał, pojawił się uśmiech, a szaro -zielone oczy zaiskrzyły niczym dwa szlachetne kamienie.
-Oczywiście, będzie to dla mnie przyjemność. - Zgodziła się bez wahania w głosie przystając od razu na propozycję czarodzieja. Nawet nie znając się na sztuce lekarskiej mogła poznać pewne procesy jakie następują oraz jak Zachary je odczytywał, to zaś pokazywało różnice i podobieństwa w ich pracy. Patrzyła przed siebie ale uważnie słuchała słów jakie wypowiadał czarodziej, świadczyły o tym lekko zmarszczone brwi oraz skupiony wzrok, który nie wiedział otoczenia w jakim się znajdowała, a patrzył gdzieś zupełnie indziej szukając w pamięci i wspomnieniach czegoś, sytuacji ze swojego doświadczenia, które mogłaby przyrównać do tego o czym mówił jej rozmówca. -Jak dobrze rozumiem, praca lorda opiera się również na odpowiednim rozpoznaniu, dostrzeganiu drobnych różnic, które czasami są zmienne, a czasami stałe zależnie od tego z kim ma lord do czynienia, czy tak? - Zdawało się jej, że pojmuje co chciał jej przekazać czarodziej, ale nie była pewna czy na pewno dobrze je rozumie. -Zgadzam się, że martwa struktura jest mniej złożona i nie tak niespodziewana jak żywa. Jak wiemy, żywa tkanka zależnie od tego czyja jest może reagować inaczej na ten sam składnik. W przypadku martwej ten sam odczynnik działa zawsze tak samo, rozpuszcza, kruszy, pali czy też narusza strukturę. Różnica leży w ilości odczynnika oraz jaki chcemy uzyskać efekt. W tworzeniu talizmanów czy też w łączeniu ze sobą elementów ważne są proporcje oraz wiedza jak każdy element wpływa na inny. - Przerwała na chwilę swoje tłumaczenie aby zebrać myśl, którą chciała przekazać. Mówienie o abstrakcyjnych formach było łatwiejsze kiedy podawało się przykład. Przeniosła spojrzenie na swojego rozmówcę. - Weźmy za przykład… złoto i perły. Czy zna lord ich znaczenie? Złoto to symbol boskości, wiedzy tajemnej, majestatu, królewskości, światła słonecznego, światła życia. Perła zaś szczerość, mądrość, powiązane często z kobiecością i wodą. Czy jesteśmy więc w stanie połączyć te dwie rzeczy w talizman? Odpowiedź brzmi: jesteśmy, poprzez wzmacnianie jednego, a drugie jest jego wsparciem, podporą. Dodając do tego odpowiednią runę pieczętujemy tą cechę, którą chcemy wpisać w talizman. Wspominał lord, że kierował się logiką, w moim przypadku wiedza oraz pewna doza… intuicji, wyczucia subtelności oraz tych delikatnych wibracji, którymi otoczony jest składnik. - Nie wiedziała czy ją zrozumiał, choć stała się wytłumaczyć jak najlepiej potrafiła to na co kładzie nacisk w swojej pracy. Przekrzywiła lekko głowę i uniosła nieznacznie brwi ku górze. -Podobna do szałwi, posiada jej cechy, ale z tego co rozumiem, nie posiada aż tylu właściwości co sama szałwia? - Chciała lepiej zrozumieć jakie są różnice pomiędzy tymi dwiema roślinami, gdzie się ona znajdowała, że to jednak szałwia była bardziej rozpowszechniona niż owy kozłek, o którym pierwszy raz słyszała. Istniało duże prawdopodobieństwo, że ta wiedza nigdy się jej nie przyda, ale warto było takową zbierać, bo nigdy nic nie wiadomo, a że lady Burke była z natury ciekawską osobą i łaknącą wiedzy to z przyjemnością słuchała pasjonaty, który chciał się dzielić swoją wiedzą. Kiedy jednak temat przeszedł na podróżowanie pokręciła głową. -Dane mi było pojechać tylko raz do Asuanu. Nie udało mi się dotrzeć do Jeziora Nasera, czego bardzo żałuję. - Odpowiedziała i dało się słyszeć lekką nutę goryczy w jej głosie. -Towarzyszyłam bratu w jego ekspedycji. Zawsze gdy wracał ze swoich wypraw po gorących piaskach pustyni pachniał egzotycznymi przyprawami, a jego kieszenie były pełne złotego piachu. - Na wspomnienie tych dni rozpogodziła się, a gorycz została zastąpiona lekkim rozbawieniem. -Nie zapomnę tej wyprawy do końca życia, zafascynowała mnie starożytna kultura, jej wierzenia oraz wiedza jaką wtedy posiadali, coś niesamowitego jak bardzo była rozwinięta. Wyprawa Edgara odkrywała starożytne grobowce magów gdzie pełno było zapomnianych artefaktów, samo przebywanie w ich otoczeniu odbierało oddech. - Kiedy dzieliła się swoimi wspomnieniami głos jej lekko drżał z podekscytowania a oczy na powrót zaiskrzyły. Ruszyła we wskazanym kierunku przez Zacharego, a widząc tłum przy straganie również się zainteresowała jego zawartością. Niestety w związku z tym, że nie należała do wybitnie wysokich kobiet niewiele mogła dostrzec, ale zdawało się jej, że słyszy dźwięki dzwoneczków wietrznych, a może to tylko złudzenie?



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Camden Market - Page 10 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Camden Market [odnośnik]16.10.21 23:07
Choć Zachary wyglądał poważnie, a twarz pozostawała neutralna, to jego spojrzenie lśniło w każdym calu toczonej dysputy. Tak ciekawy i porywający bieg konwersacji nie zdarzył się od dłuższego czasu w towarzystwie prawdziwej damy. Poruszane przez nich kwestie dotyczyły dwóch różnych światów, raczej zarezerwowanych dla mężczyzn, choć i niektórzy lordowie wystrzegali się posiadania wiedzy w tym zakresie. Zachary rozumiał tę nność i na swój sposób doceniał, że Primrose posiadała szczególnego rodzaju pasje i zainteresowania.
Słuchał z ogromną cierpliwością, z należytym skupieniem i szacunkiem dla rozmówczyni. Nie śmiał jej przerywać, dowiadując się czegoś nowego w stosunku do własnej wiedzy czy doświadczenia. Jednocześnie starał się myślami nadążyć, analizując, wchodząc w rozważania, które w istocie rozpraszały uwagę Shafiqa od kolejnych słów. Raptem krótka chwila zamyślenia, od której oderwał się bez trudności, tak jak na co dzień nie miał kłopotów w panowaniu nad emocjami i kontrolowaniu ich. Świadomie skupił wszystkie myśli na kolejnych słowach padających z ust lady, własne układając w niewielki, ledwo widoczny uśmiech.
Tak. Większość przypadków, z którymi się stykam, jest powtarzalna, a to czyni je łatwymi w doborze składników tworzących antidotum czy mniej standardową kurację odtruwającą. Rozłożoną w czasie, rzecz jasna. — odpowiedział. — Możemy zatem przyjąć, że obie nasze dziedziny opierają się do pewnego stopnia o uniwersalne czynności wykonywane za każdym razem, czyż nie? — Padło w dodatkowym pytaniu, na które sam sobie odpowiadał twierdząco w myślach. Interesowało go jednak spojrzenie towarzyszki, ciekawy punkt widzenia, na którym mógł pracować dalej, w cichym zakątku gabinetu na Wyspie czy szpitalnej sali. Oba te miejsca nadawały się tak samo dobrze, choć każde oferowało inne możliwości, a tym samym dostarczały możliwość dodatkowej analizy porównawczej, dzięki której, szczególnie po czasie, dostrzegał coś, co zazwyczaj umykało w trakcie intensywnej pracy nad przypadkiem. — Nie znam, niestety — wtrącił krótko na postawione pytanie, w dalszym ciągu uważnie słuchając długiego wywodu. Wprawdzie nie zamierzał poznawać tajników skrytych w amuletach czy innych, zaklętych przedmiotach, choć te pozostawały elementem rodzinnego dobytku, to nigdy nie wykluczał, iż spojrzenie kogoś zaznajomionego z tematem nie okaże się użyteczne w pracy uzdrowiciela. Szczególnie teraz w trakcie wojny, gdzie obrażenia zdawały się inne, zupełnie nowe i niekoniecznie pochodzące od prostych uroków czy potężnych zaklęć, ale klątw nakładanych na mniejsze obiekty jak i całe przestrzenie wywołujących schorzenia tak różnorodne, że uzdrowiciele piastujący wszystkie specjalizacje w Świętym Mungu zwoływali konsylia, w których Zachary uczestniczył znacznie częściej, będąc ordynatorem.
Logika wynika z posiadanej przeze mnie wiedzy — potwierdził uprzejmie. — Intuicja wydaje się bardzo podobna, lecz ma tę emocjonalną naleciałość, której wystrzegam się w trakcie pracy z pacjentami. To zapewne kolejna różnica, o której możemy dłużej podyskutować w znacznie spokojniejszym otoczeniu. Mam jednak pytanie, czy twoja intuicja zawsze okazuje się skuteczna? Własne doświadczenie podpowiada mi, że nie raz i nie dwa logika prowadzi do mylnych wniosków w starciu z... nazwijmy to, kreatywnością — mówił, z lekką pauzą poświęconą na odnalezienie właściwego słowa opisującego odpowiednio prosto złożoność myśli towarzyszącej mu właśnie w tej chwili do spółki ze wspomnieniem wyjątkowo nieoczywistego przypadku pogryzienia przez chochliki kornwalijskie i zatrucia jednocześnie.
Cóż, w dużym uproszczeniu mogę powiedzieć, że mają niemal identyczne zastosowanie. Przynajmniej, jeśli chodzi o podstawowe kuracje wspomagające zwalczanie infekcji i zakażeń. Szałwia wspomoże ciału zwalczyć chorobę, podczas gdy kozłek odciąży umysł. Oczywiście wiele z ich właściwości są tłumione bądź wzmagane w odpowiednich recepturach i formach wykorzystania. Rzekłbym, że pośród bogactwa ziół, jakie ofiarowuje nam natura, te dwa zioła są bardzo pospolite i bez trudu poradziłabyś sobie z przygotowaniem odpowiedniego naparu. — Odpowiedział, starając się nakreślić wspólną cechę obu roślin, do której dążył. Nie oczekiwał, że odpowiedź rozwieje wątpliwości, wszak porównywanie dwóch roślin, które Zachary wykorzystywał wręcz w tożsamy sposób zważywszy na wiedzę i doświadczenie, było jego osobistym spostrzeżeniem.
Trafiliście na grobowce kapłanów? — Zapytał zaintrygowany opowieścią o egipskich podróżach, jednocześnie pokonując ostatnie kroki ku straganowi, na którym znajdowało się sporo bibelotów. W pierwszej chwili Shafiq ocenił je jako dekoracje nieszczególnie interesujące, głównie spoglądając na figurki. Czyżby jedna z nich nie była łudząco podobna do wizerunku Ptah, który w dzieciństwie widywał w trakcie wizyt towarzyskich u kairskich dostojników. — Rozpoznajesz ten symbol, lady? Czy to nie... — Spytał, wskazując na nadszarpnięty przez czas znak ankh, a przynajmniej taki wydawał się Zachary'emu.




Once you cross the line
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 10 MaPFNWM
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Camden Market [odnośnik]17.10.21 22:52
Nie miała zbyt często okazji do wymiany spostrzeżeń na temat swojej pracy, dlatego kiedy taka się pojawiała chętnie z możliwości rozmowy korzystała, a tym bardziej kiedy mogła posłuchać na temat pracy kogoś innego i porównać własne doświadczenia. Zdarzało się jej pracować ze składnikami pochodzenia organicznego, ale te były odpowiednio wcześniej spreparowane i przygotowane do dalszej obróbki; jej rozmówca zaś pracował na żywych tkankach i strukturach, co było dla niej całkowicie obce i jednocześnie fascynujące.
-Tak. - Kiwnęła głową zgadzając się wnioskami Zacharego. -Powtarzalność czynności, przede wszystkim przygotowane do wszczęcia odpowiedniej procedury, rozpoznania i podjęcia decyzji jak postępować dalej. - Towarzyszyło jej przekonanie, że praca uzdrowiciela jest zdecydowanie bardziej wymagająca i obciążająca psychicznie niż twórcy talizmanów. Lekarz był odpowiedzialny za zdrowie i samopoczucie pacjenta, za jego dalsze życie czy też komfort życia. Musieli posiadać też ogrom wiedzy na temat ludzkiego ciała oraz jak każdy lek, każdy eliksir wpływa na organizm i rozpoznawać symptomy, szybko łączyć fakty i dostrzegać drobne różnice. Alchemik i jego praca była przy tym dziecinną igraszką. Ponownie zmarszczyła delikatnie brwi w głębokim zamyśleniu, jak zawsze kiedy spotyka się z zagadnieniem, który wymaga od niej rozważnej odpowiedzi.
-Przyznaję, że czasami intuicji mnie zawodzi, zwłaszcza kiedy własna kreatywność poniesie mnie nazbyt, a rozsądek nie dostrzega wyraźnych sygnałów, że coś się nie uda. - Odpowiedziała z rozbrajającą szczerością jawnie śmiejąc się sama z siebie. -Sądzę, że też moja tendencja do eksperymentowania i szukania innych rozwiązań czy połączeń jest tego głównym czynnikiem. Okupione to zostało paroma wybuchami czy zapachem spalenizny unoszącym się w pracowni przez ponad dwa tygodnie. Wymianą stołów a nawet szyb w oknach. - Mieszkańcy Durham już się przyzwyczaili, że z domowej pracowni dochodziły różne dźwięki czy też zapachy, a to oznaczało, że lady Burke jest w swoim żywiole i testuje kolejne możliwości; nie zawsze rozsądne. -Mogę się mylić, proszę mnie wyprowadzić z błędu, jeżeli tak jest, że w lorda zawodzie kreatywność czy nieszablonowe myślenie też jest potrzebne. - Zerknęła na niego z uwagą wyraźnie ciekawa odpowiedzi jaką uzyska. Gdyby w ten sposób prowadzone były zajęcia z zielarstwa jak to przedstawiał jej rozmówca, może wyciągnęłaby z nich coś więcej niż szczątkowa wiedza, którą posiadała, a którą wykorzystywała przy tworzeniu talizmanów. Jednak nie znała się na roślinach i nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej tym samym wystawiając się na śmieszność.
-Nie były to wielkie grobowce, ale zachowane w świetnym stanie. - Wyjaśniła zbliżając się do straganu, który wcześniej zaintrygował czarodzieja.-Freski na ścianach wyglądały jakby ktoś dopiero je namalował. Zdecydowane kolory ochry oraz intensywny kobalt. Nie stosowali półtonów i cieni, wszystko miało wskazywać na to kim była ta osoba za życia. -Po tonie wypowiedzi łatwo dało się rozpoznać w Primrose osobę, która wciąż żywo wspomina tamtą wyprawę, co oznaczało, że musiała jej mocno zapaść w pamięć i być czymś nadzwyczajnym. Dla samej kobiety była to jej ostatnia wyprawa w życiu zanim ówczesny nestor rodu oznajmił, że młoda dama nie może podróżować i szwendać się po świecie, a powinna zająć się swoją edukacją i obowiązkami wynikającymi z jej pochodzenia i urodzenia. Powoli zamykano ją w złotej klatce, do której nigdy nie otrzymała kluczy, ale znalazła większa szparę między prętami i powoli się przez nią przeciskała, choć był to proces bardzo mozolny i wymagający ogromnej cierpliwości. Spojrzała na figurkę, którą wskazywał mężczyzna.
-Symbol życia… - Powiedziała rozpoznając od razu, ponieważ siedziała od jakiegoś czasu nad zapiskami o tej tematyce. Jednymi z nich były te, które uzyskała od samego Zacharego. -O ile pamięć mnie nie myli… nazywał się ankh? Tak, ankh. Również jest symbolem płodności, jego kształt miał przypominać kobiece łono. - Mówiąc to nie rumieniła się ani nie odwracała wzroku. Dzieliła się swoją wiedzą jako znawca czy też fascynatka, a w takich chwilach wstyd czy zmieszanie odchodziło w niepamięć. -Chronienie życia, zapewnienie zdrowia. Często go można spotkać na starych malunkach. Jest to jeden z symboli bardziej rozpowszechnionych w Egipcie. - Podniosła roziskrzone spojrzenie na Zacharego, które zaraz przygasło w przypływie refleksji. - Jednak to lord na pewno wie, w końcu to Twoja kultura, a ja jestem jedynie fascynatką.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, Dama
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Camden Market - Page 10 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Camden Market [odnośnik]08.01.22 21:28
Nie miał pojęcia, kiedy ani jak jego fascynacja osobą lady Burke się zrodziła. Niepodważalnym, niezaprzeczalnym faktem było samego istnienie owego uczucia, z którym nie walczył, na każdym kroku wspólnie spędzanego czasu brnąc coraz dalej i coraz głębiej w sedno sprawy. Nie zmieniało to wyrazu twarzy zbyt mocno. Uprzejme zainteresowanie emanowało z oblicza Zachary'ego, podczas gdy ciało kierował tak, aby w sposób możliwie elegancki i kulturalny nie być nazbyt nachalnym. Zniechęcanie do siebie sojuszników, czy to istniejących tylko w teorii, czy na nieustannie zmieniającym się podłożu praktycznym, nie leżało w jego naturze. Shafiq utrzymywał swój profesjonalny, a przy tym zainteresowany ton, z uwagą wysłuchując tego, co Primrose miała do powiedzenia. Absolutnie szczerze, bez cienia jakiejkolwiek nagany dla tak innego stylu życia.
Eksperymenty często wiążą się z ryzykiem, czyż nie? — Postawił pytanie, retoryczne w zamierzeniu. Charakter ich pracy wiązał jedno z drugim, zapewne wymuszając konieczność poszukiwania nowych ścieżek oraz możliwości prowadzących tylko i wyłącznie do osiągnięcia doskonałości. Nawet pomimo całej swojej wiedzy i wysoce ponadprzeciętnego doświadczenia, jak na swój wiek, Zachary zdawał sobie sprawę z tego, że wciąż leżało przed nim wiele aspektów, z którymi dopiero miał się zetknąć, których miał doświadczyć na własnej skórze, wielokrotnie ponosząc porażkę i zdumione spojrzenie. To właśnie okazał Primrose, słysząc, w jaki sposób kończyły się niektóre z jej działań.
Naprawdę? — Zapytał. — Mam nadzieję, że nie stało ci się nic, lady. — Wyraził naturalną, najprostszą z możliwych trosk, lekkim skinieniem głowy zachęcając towarzyszkę wspólnego spaceru do przemieszczenia się, ustąpienia tłumowi, a jednocześnie zyskania nieco ze swobody i braku konieczności przeciskania się pomiędzy innymi ludźmi odwiedzającymi jarmark.
Dłuższą chwilę analizował kolejne słowa damy. Zastanawiał się nad poprawną odpowiedzią, traktując ją w nieco szerszym charakterze aniżeli tylko to, czy rzeczywiście korzystał w swojej pracy z kreatywności i nieszablonowego podejścia w rozwiązywaniu kolejnych jednostek chorobowych.
Może trochę — stwierdził zdawkowo, sięgając dłonią do skroni, by pomasować skrytą pod skórą cienką żyłę. — Gdy ma się za sobą lata doświadczeń i zna na pamięć wszystkie atlasy anatomiczne, a przypadki chorób czy urazów nie mają nic wspólnego z niczym, co jest powszechnie znane i udokumentowane... być może wtedy jest tylko miejsce na kreatywność. Trudno mi powiedzieć, czy to popularne podejście. Żaden z moich uzdrowicieli nie podejmuje pochopnych działań. Życie jest, mimo wszystko, jedną z tych wartości, którą staramy się chronić i nie szkodzić. Nadmierna kreatywność i przesadna swoboda własnego charakteru zbyt szybko prowadzą do błędu. Na to, rzecz jasna, nie możemy sobie pozwolić. — Zakończył dość poważnym tonem, nieco wahając się nad tym, czy nie wybrzmiał za bardzo jak nobilitowanym profesor, którego autorytet sięgał co najmniej dziesięcioleci praktyki uzdrowicielskiej. Myśl tę jednak odepchnął od siebie, nie zamierzając roztrząsać tego rodzaju dysputy i odcinając się od rozmowy z tak fascynującą rozmówczynią.
Fakt, że Primrose miała szansę odwiedzić kraj jego przodków, jego ojczyznę oraz zajrzeć tam, gdzie niemal nikt poza Shafiqami i uznanymi łamaczami klątw nie miał wstępu. Nawet sam Zachary nieczęsto miał możliwość zejścia do wnętrza którejś z piramid; wręcz unikał ich i pozostawał na zewnątrz z notatkami, które uczyniły jego uzdrowicielską wiedzę nadzwyczajną i w pewien sposób niedoścignioną. Chciał zatem zapytać o więcej, dowiedzieć się, poznać odczucia i wrażenia Primrose, toteż słuchał niemal urzeczony jej głosem. Nie przerywał, a uprzejmym spojrzeniem i skinieniem głowy właściwie zachęcał, aby kontynuowała swoją historię. Jeśli nie dzisiaj, to w najbliższej przyszłości. Nie wątpił, że zechce spędzić więcej czasu w tak unikalnym towarzystwie, słuchając o dziedzictwie przodków oraz tym, co czarownica z niego wyciągała dla własnych korzyści.
Spoglądając na figurkę, nie miał pełnego przekonania, czy reprezentacja ankha była właściwa. Wsłuchiwał się w głos Primrose, rzucając jej zainteresowane spojrzenia, szczególnie w chwili, w której porównała kształt do łona. Brew lekko drgnęła w tym osobliwym porównaniu.
Chyba nie miałem okazji spotkać się z takim porównaniem — zastanowił się w głos. — Niemniej bardzo ciekawe, bardzo. — Dodał, patrząc, jak damy nie ogarnia żadne poczucie wstydu, gdy odważnie dzieliła się swoją pasją, wiedzą i fascynacją krajem, z którego pochodził Zachary.
Jestem niemal pewien, że w wielu sprawach będziesz wiedzieć więcej ode mnie — stwierdził szczerze, z równie szczerym szacunkiem kiwając głową w jej stronę, po czym odwrócił się w stronę sprzedawcy stoiska i wyciągnął kilka odliczonych galeonów za figurkę, nie bacząc na to, że nie wziął reszty. W zamian sięgnął do wewnętrznej kieszeni i spojrzał na kieszonkowy zegarek, lekko mrużąc oczy. Wolałby spędzić więcej czasu w jej towarzystwie, lecz pozwolił sobie na wystarczająco dużo. Nie wątpił też, że lady Burke miała też kilka swoich zajęć, w realizacji których Zachary jej przeszkodził.
Lady wybaczy — odezwał się, zwracając jej uwagę dość oficjalnym tonem. — Mam jeszcze kilka zobowiązań, które – niestety – muszę zrealizować. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję wymienić się innymi spostrzeżeniami w najbliższym czasie. Przyznam, że naprawdę brakowało mi tak ciekawej rozmowy. — Wypowiedział wreszcie, cofając się o krok, aby było między nimi nieco więcej przestrzeni i skłonił z szacunkiem głowę. Lekkie ukłucie żalu targało Zacharym, gdy pożegnał się z Primrose i opuścił targ. Nie mógł jednak poświęcić całego dnia na prywatną rozrywkę. Zbyt wiele obowiązków czekało.

z/t x2?




Once you cross the line
Zachary Shafiq
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Camden Market - Page 10 MaPFNWM
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Camden Market [odnośnik]01.04.24 12:32
| 04.10?

Wydawało się, że sytuacja w Londynie trochę się unormowała, przynajmniej w stosunku do tego, co pamiętała z połowy sierpnia. Spodziewała się, że przez ostatnie tygodnie służby dwoiły się i troiły, żeby jak najszybciej doprowadzić miasto do jako takiej formy, w końcu było to centrum czarodziejskiego życia kraju. To dobrze; w końcu i Yana czasem potrzebowała po coś tu być i wolała nie bać się, że wpadnie w jakąś dziurę po fragmencie komety.
Październik przyniósł jednak siąpiący z nieba deszcz, ale nie było to nic niezwykłego na deszczowych Wyspach Brytyjskich. Upalne lato odeszło w niepamięć, ale z dwojga złego, wolała już tę ożywczą mżawkę niż lipcowe skwary. Przynajmniej mogła jasno myśleć, a przed chłodem i deszczem chronił ją długi do ziemi płaszcz, który narzuciła na ubrania przed wyjściem z domu.
Zawsze lubiła odwiedzać Camden Market, ponieważ często można było tu znaleźć różne fascynujące przedmioty. Nie zawsze coś kupowała, ale zawsze miło było nacieszyć oczy i pobudzić wyobraźnię. Dziś pojawiła się tu przy okazji, bo później miała się spotkać z jedną znajomą ale przybyła trochę wcześniej, i uznała to za dobrą sposobność, by popatrzeć, czy nie ma tu czegoś, co można by było zmienić w talizman lub biżuterię. Z dawnych odwiedzin pamiętała, że czasem pojawiał się tutaj handlarz z egzotycznymi minerałami, jeszcze inny posiadał kolorowe pióra i włosia różnych stworzeń, które także można było używać w wytwórstwie.
Już same zapachy i widoki działały na wyobraźnię, choć stoisk było mniej niż kiedyś i także asortyment nie był tak obfity. No cóż, cieszyła się, że i tak w ogóle coś działało, choć puste przestrzenie w miejscach, gdzie kiedyś znajdowały się stoiska, przypominały o tym, że żyli w niełatwych czasach, i że minęło tylko niewiele ponad półtora miesiąca od tragedii, która mocno dotknęła ich kraj.
Przypomniała sobie przelotnie, jak parę lat temu, chyba tuż po skończeniu szkoły, była tu z bratem i razem snuli wyobrażenia tego, jak wyglądały miejsca, z których pochodziły dane przyprawy, owoce czy inne przedmioty. Oboje byli ciekawi świata i żądni wiedzy, ale świat nie traktował ich równo. Yana, jako kobieta, miała znacznie mniej swobody poznawania świata niż mężczyźni, i dlatego póki co musiała jej wystarczać wyobraźnia, oglądanie straganów czy sporadycznie kupienie sobie czegoś sprowadzonego z zagranicy.
Skręciła w kolejną alejkę, mijając odwiedzających, których także było mniej niż kiedyś. Zagapiła się na jedno ze stoisk, gdzie kątem oka dostrzegła połyskujące kamienie, i z tego powodu nie patrzyła jak należy przed siebie i nagle poczuła, że na kogoś wpada. Odbiła się od męskich pleców i odskoczyła w tył, a kaptur płaszcza spadł jej z głowy, odsłaniając burzę kręconych, ciemnobrązowych loków.
- Przepraszam… - wymamrotała, ale wtedy jej spojrzenie padło na twarz mężczyzny. Rozpoznała go, i natychmiast oblała się szkarłatnym rumieńcem, mimo że na co dzień nie należała do dziewcząt, które okrywają się czerwienią z byle powodu. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatni raz się rumieniła. Ale w tym przypadku… poczuła się bardzo, bardzo niezręcznie, kiedy przypomniała sobie spotkanie pod wpływem eliksiru miłosnego. Teraz już oczywiście nie była pod jego wpływem, uleciał dawno temu, ale pamiętała je… i co, jeśli on pamiętał także? Zamarła na moment, nie wiedząc, co robić. Powiedzieć coś? Nie powiedzieć? Czy może odwrócić się na pięcie i czmychnąć? Nie była nigdy wcześniej w podobnej sytuacji.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Camden Market [odnośnik]03.04.24 20:50
Katastrofa, katastrofą. Koniec świata, końcem świata, ale robota sama się nie zrobi. Pomimo tego, że wszystko było w rozsypce to minęły już dwa miesiące od wydarzeń z Nocy Tysiąca Gwiazd i było widać, że ludzie powoli otrząsali się, nie tylko z pyłu gwiezdnego. Londyn, podobnie jak inne miasta, zaczynał znów żyć. Odmiennym rytmem, ale parł do przodu, ludzie nie mogli wciąż rozdrapywać ran i opłakiwać zmarłych, musieli żyć dla najbliższych. W trakcie powodzi zginęli dzielni marynarze, Brzask poszedł w drzazgi. Statek, z którym wiązał go sentyment zmienił się w materiał na wykałaczki. Nie był w stanie cofnąć czasu. Nawet Niewymowni z Departamentu Tajemnic nie mogli odmienić jego biegu. Musieli się dostosować, a z tym Kenneth nigdy nie miał problemów. Potrafił dryfować po falach jakie go niosły przez życie i całkiem nieźle mu to szło jak do tej pory.
Odwiedził stare przybytki, które przetrwały feralną noc, a każdy dzień upływał mu na pracy w porcie, gdzie naprawili statki Traversów, a potem szli do tawerny by przy szantach pić i wspominać starych druhów.
Dzisiaj jednak nie miał naprawiać poszycia. Dzisiaj musiał dopilnować interesów. Pomimo końca świata te musiały kręcić się dalej, a w jego interesie było o nie dbać. Kontakty były potrzebne, dojścia i układy, a te teraz były bardzo w cenie. Na Camden Market miał się spotkać z jednym z nich. W plecaku niósł odpowiednie dobra, które miały ugruntować porozumienie jakie zostanie zawarte. Zwolnił kroku wchodząc między stragany. Tych było zdecydowanie mniej, ale handel się kręcił - musiał jeżeli chcieli dalej żyć. Spoglądał na skromne stoiska, na ograniczone zasoby, ale ludzi nie brakowało. Byli ci co chcieli sprzedać i nie brakowało tych, którzy chcieli coś kupić. Początek października to czas zbioru jabłek więc tych było najwięcej. Nie było głupim pomysłem zakupienia paru. Podchodząc do jednego ze stoisk przyglądał się owocom nim ostatecznie zdecydował się na zakup. Miał jeszcze chwilę do spotkania więc mógł czas poświęcić na tak trywialną rzecz jak zerkanie na inne towary zagryzając soczystym jabłkiem. Wtedy też poczuł uderzenie w plecy, obejrzał się przez ramię by dostrzec burzę loków. Doskonale je pamiętał z września. Na ustach pojawił się szelmowski uśmiech kiedy przepraszała nie wiedząc, na kogo właśnie trafiła. A potem świadomość napłynęła do oczu wraz z rumieńcem.
-Panna podróżniczka. - Powitał dziewczynę, z którą spotkał się w kraterze wypełnionym wodą, w jednej z dziwniejszych sytuacji. -Szukasz czegoś do talizmanów? - Pamiętał ich rozmowę jak wspominała, że zajmuje się ich wytwarzaniem. Postąpił krok do przodu i nachylił się nieznacznie w jej stronę. -Czy może szukasz nadal możliwości pożeglowania w dal?


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Camden Market [odnośnik]04.04.24 2:41
Życie kobiety w ich świecie nie było łatwe. I choć Yana wiedziała, że damy z wielkich rodów mają jeszcze gorzej i są jeszcze bardziej ograniczone licznymi zasadami i powinnościami, także ona nie była w stu procentach wolna. Jej świat był gotów wybaczyć mniej niż jej braciom. Wiele rzeczy musiało pozostawać w sferze marzeń i rozmyślań, bo choć ojciec zawsze pobłażał jej przez wzgląd na to, że była najmłodsza z czwórki, pewnych zasad musiała przestrzegać i nie mogła wystawiać na szwank reputacji swojej rodziny. Choć zawsze była mniej doskonała niż jej starsza siostra, i w Hogwarcie zdarzało jej się bywać na bakier z regulaminem, zwłaszcza kiedy była młodsza, to nigdy nie chciała zostać rodzinną czarną owcą. Pozostawała więc w pewnym rozdarciu pomiędzy tym, co wypadało a własną ciekawością świata i niespokojną duszą, starając się poszukiwać takich sposobów realizowania się, które nie godziły w opinię rodziny ani w jej reputację czystokrwistej panny z dobrego domu. To, że pod okiem ojca uczyła się tworzenia biżuterii i talizmanów oraz dziedzin pokrewnych, wpisywało się w rodzinne zainteresowania Blythe’ów i ich tradycje kultywowane od wieków. To musiało na ten moment wystarczyć, to że w ogóle mogła mieć jakieś hobby i rozwijać umiejętności, a nie musiała od razu po szkole wejść w rolę ozdoby męża i klaczy rozpłodowej, jak niektóre jej szlachetnie urodzone koleżanki. Choć gdyby jej matki nie zabrały anomalie, to pewnie i tak naciskałaby na szybki ślub Yany z mężczyzną z którejś z rodzin o zbliżonym statusie co Blythe’owie. Jednak w obliczu tego, że na przestrzeni dwóch lat połowa jej najbliższej rodziny zginęła tragicznie, zarówno Yana, jak i jej ojciec mieli inne zmartwienia na głowie.
Rozglądała się po straganach, ciesząc oczy przedmiotami, choć wiedziała, że większości z nich nie kupi. Nikt jednak nie zabraniał patrzeć i podziwiać, choć oczy poszukiwały jednocześnie tego, co mogło się realnie przydać w wytwórstwie. Z jakichś przypraw lepszy użytek zrobiłaby na pewno jej matka; choć zawsze utyskiwała i marudziła, że nie mają skrzata, i tak potrafiła wyczarować w kuchni prawdziwe cuda. Yana wolała tworzyć cuda w pracowni jubilerskiej.
Ale spotkanie, które nastąpiło po chwili, skutecznie sprowadziło ją na ziemię i przywołało wspomnienia tamtego bardzo dziwnego spotkania, podczas którego nie była sobą. Znała się na eliksirach na tyle by wiedzieć, że amortencja zaburzała zdrowy rozsądek i wymuszała uczucia, których normalnie pewnie by nie doświadczyła. Nigdy nie była kochliwa i nie miała romantycznej duszy. Kto i dlaczego ją nią spoił, tego nie wiedziała, choć była wdzięczna losowi, że między nią a Kennethem nie doszło do niczego niestosownego. Że nie straciła resztek rozsądku na tyle, by się zhańbić. Może i dobrze że poruszyli wtedy temat podróży, że wróciła do domu, by spakować rzeczy, bo zawładnięta eliksirem była pewna, że wyruszenie w podróż z mężczyzną którego pod jego wpływem pokochała, to świetny pomysł. Ale eliksir wywietrzał i stojąca pośrodku pokoju Yana zdała sobie w porę sprawę, jakie głupstwo popełnia. I nie pojawiła się w miejscu, gdzie mieli się spotkać. Prawdę mówiąc, miała nadzieję, że ich ścieżki więcej się nie przetną, żeby nie musiała wstydzić się za to, co wyprawiał z nią eliksir miłosny.
Ale los miał inne plany. Stali naprzeciw siebie w jednej z dość opustoszałych alejek, a Yana oddychała szybko, czując się zakłopotana.
- T-tak – odpowiedziała odnośnie talizmanów. To była ta łatwiejsza część… Wiedziała, że kwestia podróży będzie trudniejsza. Wciąż niekomfortowo czuła się z tym, że pozwoliła sobie wtedy na tak swobodne zachowanie i tak śmiałą propozycję, ale nie była sobą. To był eliksir. – A jeśli chodzi o podróże… Cóż, muszą one pozostać w sferze fantazji i wyobrażeń.
Eliksir odarł ją z warstwy pozorów i zasad, wydobył na powierzchnię głęboko skrywane pragnienia… Których niestety nie mogła zrealizować. Nie dla niej wyzwolone życie podróżnika. Była Blythe. Poza tym, nie mogłaby tego zrobić swojemu ojcu, który w tym roku pochował dwójkę jej starszego rodzeństwa. Nie mogła wykazać się takim egoizmem, żeby uciec z obcym mężczyzną i poznawać świat, poza tym, byłoby to wielce niestosowne dla kobiety jakiegokolwiek statusu krwi.
Może mogłaby na tym zakończyć, ale czuła, że musiała to wyjaśnić szerzej.
- Wtedy, tamtego dnia… Prawdopodobnie ktoś bez mojej wiedzy napoił mnie amortencją i sama nie wiem, jak pojawiłam się w tamtym miejscu. Ale kiedy przestała działać zrozumiałam, że… że nie mogłabym z tobą wyruszyć. To niestosowne, zwłaszcza że… jesteśmy sobie obcy – dodała po chwili cichym głosem, czując potrzebę wyjaśnienia swojego zachowania, żeby nie pomyślał, że była jakąś rozwiązłą panienką, która paradowała po odludziu w samym ręczniku i zwodziła na pokuszenie przypadkowych mężczyzn. Zdawała sobie jednak sprawę, jak dziwnie to wszystko brzmiało. I jak niezręcznie czuła się teraz, kiedy już nie było eliksiru i jego wpływu, i znowu pętały ją codzienne ograniczenia i normy obyczajowe, a także własna moralność i zdrowy rozsądek.
Spojrzała na niego ukradkiem, zastanawiając się, jak on zareaguje. Uwierzy jej? Czy może ją wyśmieje? To co myślał pozostawało dla niej niezmiennie zagadką.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Camden Market [odnośnik]12.04.24 11:32
Za każdym razem kiedy słyszał wytłumaczenie dlaczego czegoś nie można zrobić, wiedział, że to tylko wymówka. Za odmową stało coś więcej niż zwykła powinność, niż obowiązki - stał głównie strach przed zmianami. Strach przed tym, co pomyślą inni. Zwykły lęk, który należało sobie uświadomić, a mało kto miał taką odwagę.
Czegoś nie wypada, rodzice będą smutni, co sąsiedzi pomyślą - wszystko to wyśmiewał, patrzył w zlęknione twarze, zanurzał się w ciemności obaw ukrytej w spojrzeniu, po czym odchodził. Zabijanie własnego potencjału, własnych pragnień, tylko dlatego, że słowa innych potrafiły zadawać większy ból niż prawdziwe ostrza.
Za każdym razem kiedy wyruszał w morze widział ból w oczach matki. Czy kiedyś go on powstrzymał? Nigdy.
Mężczyzna ruszył żyć pełnią życia, żyć dla siebie, nie dla innych. Zmiana priorytetów pomagała w przetrwaniu i nie żałowaniu podjęcia pewnych decyzji. Często myślał o sobie jak o wolnym człowieku, ale prawda była taka, że nie był aż tak wolny jak sobie życzył. Jednak miał też świadomość, że nie pozwolił, aby związano go emocjami i oczekiwaniami innych.
Nagłe pojawienie się dziewczyny odebrał jako uśmiech losu, a ten potrafił wystawiać Kennetha na próbę i to dość często. Starała się ukryć przed nim, pod ręcznikiem, naciągając na niego halkę, a i tak ukazała mu wiele. Zaintrygowała, chociaż przecież zorientował się, że ktoś sobie z nich zażartował. Dość okrutnie, gdyby ktoś zapytał go o zdanie. Jednak czy się tym przejął? Niekoniecznie.
Patrzył teraz na nią z lekkim rozczarowaniem. Miała o wiele więcej śmiałości wtedy, pokazała, że za fasadą grzecznie ułożonej panny kryje się dusza podróżniczki. Usta wykrzywiły się w nieznacznym uśmiechu, kiedy zaświtała mu myśl, że być może, uda się wydobyć z niej ponownie tę iskrę.
-Muszą? - Zapytał zagryzając pytanie jabłkiem kiedy uciekała wzrokiem i zmieszana starała się wytłumaczyć swoje zachowanie. Dość urocze, musiał przyznać. -Wyobraź sobie na chwilę, że podróże mogą nie być ucieczką, ale odnalezieniem. - Postanowił zasiać ziarno niepewności, pożądania, tego czego sobie odmawiała. Jak wielu innych, którzy szukali wiecznie wymówek chowając się za nimi niczym za tarczą. -Czy nie warto czasem zaryzykować, by w przyszłości móc zaoferować więcej niż to, co jest teraz możliwe? Poza tym, kto powiedział, że musiałabyś podróżować z obcym? Może odkrywanie świata miałoby smak przygody, a nie skandalu, gdybyś zdecydowała się pisać nowe rozdziały swojej opowieści z kimś, kto już teraz rozumie i wspiera twoje marzenia? - Czy był taką właśnie osobą? Być może. Lubił zamęt, kiedy coś się działo, kiedy chaos można było pochwycić w swoje dłonie i ułożyć pod siebie. Tłumaczyła się eliksirem chcąc skryć swoje skrępowanie. Nachylił się ponownie w jej stronę naruszając bezpieczną przestrzeń odległości, przełamując barierę, w której każda osoba czuła się swobodnie. W kąciku ust krył się wyzywający uśmiech. Była zbyt ułożona, zbyt grzeczna - należało zamieszać w tym kotle.


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Camden Market [odnośnik]15.04.24 2:24
Yana zawsze żyła w pewnym rozdarciu pomiędzy swoim wychowaniem a skrytymi w głębi duszy pragnieniami, które musiała tłumić, żeby wpisać się w ramy tego, jaka powinna być młoda czarownica z czystokrwistej rodziny. Nie była tak idealna jak jej starsza siostra, którą matka całe życie stawiała jej za wzór, a Yanie nie wychodziło bycie taką jak ona. Nie umiała pięknie malować, grać na instrumentach ani haftować choć matka dwoiła się i troiła, żeby takie talenty z najmłodszej córki wykrzesać, wolała ganiać się z braćmi po lesie niż bawić się lalkami, w Hogwarcie (zwłaszcza w pierwszych latach) zdarzało jej się złamać regulamin, w dodatku grała w szkolnej drużynie quidditcha, czego jej matka nigdy nie pochwalała, bo przecież panna z dobrego domu nie powinna siedzieć okrakiem na kiju. To, że latała, nie opanowała gry na żadnym instrumencie albo że czasem dopuściła się drobnych uchybień wobec regulaminu, mieściło się jednak w akceptowalnych granicach nastoletniego buntu. Yana zawsze wiedziała, gdzie leży granica, której nie powinna przekraczać, żeby nie narazić się na utratę ojcowskiej pobłażliwości i w konsekwencji nałożenie niechcianych ograniczeń. Vincent Blythe zawsze podchodził do niej mniej surowo niż do starszej trójki, pozwalał jej poznawać świat i odkrywać swoją ścieżkę, zawsze podkreślał, że była i z wyglądu i charakteru podobna do jego matki, po której nosiła imię, ale z całą pewnością nie pozwoliłby jej zrujnować reputacji rodziny. Przyjaźnie z mugolakami i osobami jawnie promugolskimi nie wchodziły w grę, porzucenie rodziny także nie byłoby akceptowalne. A Yana, choć w skrytości ducha marzyła o poznaniu świata, nie zamierzała odrywać się od korzeni i porzucić swojej rodziny dla poszukiwania wrażeń. I czuła pewien dyskomfort na myśl o tym, że amortencja do tego stopnia pozbawiła ją rozsądku, i że gdyby jej działanie utrzymało się dłużej, naprawdę mogłaby popełnić głupstwo, którego później by żałowała. Może nie była tak doskonała jak Elia, ale nigdy nie chciała być czarną owcą, szanowała wpojone jej zasady, była dumna z przynależności do rodziny Blythe i jej długiej historii. Nie była też aż taką egoistką, rodzina była dla niej zbyt ważna. Ważniejsza niż skryte pragnienie poznawania świata. Jako młoda, ale już dorosła czarownica musiała umieć określać właściwe priorytety i nie stawiać dziecinnych pragnień ponad sprawami tak istotnymi jak rodzina. Zwłaszcza po śmierci matki, siostry i jednego z braci.
Wtedy miała więcej śmiałości, bo nie była do końca sobą, eliksir miłosny omamił ją i wpłynął na jej zachowanie i słowa. A dzisiaj znowu była spętana normami, w pełni świadoma tego, co jest ważne, a co musi pozostać w sferze marzeń. Nie można było zjeść ciastka i mieć ciastka. Czasem należało dokonywać wyborów, niekiedy trudnych.
- Nie zawsze życie daje nam to, czego pragniemy – odezwała się po chwili, przyglądając mu się. Czuła że próbował ją skusić, choć zakładała, że i na niego eliksir przestał już działać. Powinien przestać. Dlaczego więc to robił? – Czasem musimy myśleć też o innych, a nie tylko o sobie, nawet jeśli odrobina egoizmu czasem bywa pokusą. – Być może to kwestia tego, że dziewczęta zawsze były socjalizowane do tego, by troszczyć się o bliskich, by stawiać rodzinę ponad siebie, i tkwiło to także w Yanie. A chłopcy? Mieli swoje męskie zobowiązania, ale też bardziej wybaczano im niezależność i pewien egoizm. Mieli też większe możliwości jeśli chodzi o zajęcie, podczas gdy większość kobiet, a przynajmniej w środowiskach konserwatywnych, wychodziła za mąż i skupiała się na mężu i dzieciach. Yana może niekoniecznie marzyła o utonięciu w pieluchach, ale nie wyobrażała sobie, że mogłaby uciec bez słowa i przekreślić całe dotychczasowe życie, by ruszyć w nieznane, nie wiedząc, czy rzeczywiście odnajdzie to, co da jej szczęście, czy może pogrąży się i zrujnuje sobie życie. – Żeby poznawanie świata nie miało posmaku skandalu, musiałabym podróżować z członkiem najbliższej rodziny… albo z mężem. Ale póki co nie mam takowego, mam za to zobowiązania wobec swojej rodziny, której nie mogę porzucić i zniknąć. Amortencja, ktokolwiek mi ją wtedy podał, już nie działa i nie odbiera mi rozsądku ani pamięci o ważnych dla mnie osobach. – Póki co na rychłe małżeństwo się nie zanosiło, chyba że ojciec miał w zanadrzu coś, o czym jeszcze nie wiedziała. Podejrzewała, że najpóźniej za cztery lata będzie mężatką, jej ojciec nie pozwoli na staropanieństwo jedynej już córki, a graniczny wiek dwudziestu pięciu lat był bliżej niż dalej, choć nie było już mamy, która na pewno nalegałaby na pośpiech. Elię wydano krótko po szkole, ale tego właśnie pragnęła i była szczęśliwa aż do momentu, kiedy w styczniu tego roku mugole pałający nienawiścią do magii spalili ją żywcem wraz z jej małym dzieckiem. A Yana mimo wszystko liczyła na to, że małżeństwo nie było perspektywą miesięcy, a właśnie tych paru lat. Teraz kompletnie nie czuła się gotowa na opuszczenie rodzinnego domu i wejście w rolę żony, tym bardziej że nie wiedziała, jaki ten potencjalny mąż będzie. Mógł być kimś, kto narzuci jej ograniczenia znacznie większe niż ojciec… ale kto wie, może będzie mieć szczęście trafić na kogoś, kto doceni jej intelekt i pasje, i u czyjego boku będzie mogła zrealizować swoje pragnienia bez żadnego konfliktu z wpojonymi w rodzinnym domu zasadami? Mężatka w końcu mogła podróżować z mężem i ani ojciec, ani nikt inny nie mógł jej tego zabronić. Ale panna z obcym mężczyzną? Zdecydowanie nie, chyba że pragnęła wywołać skandal i zostać wyklęta przez rodzinę. A Yana tego nie chciała. Mimo pewnych niedoskonałości, nadal pozostawała produktem otrzymanego w dzieciństwie chowu.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Camden Market [odnośnik]16.04.24 15:41
Bali się. Ludzie tak bardzo bali się, że skrzywdzą innych, że nie potrafili szczerze i otwarcie rozmawiać o tym czego pragną. Bali się odrzucenia, odtrącenia, oceniania. Bali się wszystkiego co ich może zranić, ponieważ bali się własnych emocji.
Gryząc jabłko i słuchając w tym samym czasie słów dziewczyny uśmiechał się jedynie kącikiem ust widząc, że ma właśnie przed sobą osobę, która się bała.
Już słyszał te słowa: egoizm, rezygnacja z własnych pragnień, myślenie o innych. Westchnął ciężko czując w kościach, że ma do czynienia z panną, która jedynie pod wpływem eliksiru była interesująca, a nie to było atrakcyjne. To było nudne.
-Czy ci, o których się tak troszczysz, również interesują się tym co myślisz, czy skrywasz własne pragnienia przed nimi w obawie, że ich zranisz? - Zapytał już bez przekory w głosie. Uśmiech zszedł z twarzy zastąpiony powagą i lekkim rozczarowaniem odmalowanym w ciemnym spojrzeniu oczu. -Odrobina egoizmu, nie bywa pokusą, wręcz jest potrzebna. Bez niej zamienisz się w starą, zgorzkniałą osobę, która obwiniać będzie cały świat w zazdrości i żalu, że nie miała odwagi sięgnąć po coś dla siebie. - Takich osób było wiele, większość, jeżeli miał być szczery do bólu. Nawet ci, którzy teraz otaczali ich w trakcie skromnego targowiska wiecznie zasłaniali się dobrobytem innych. Jakiż lepszy byłby świat, gdyby każdy choć trochę był egoistą i patrzył też na siebie. Kenneth nie żałował, że posłuchał zewu jaki go wołał. Nie żałował ani jednego dnia spędzonego na morzu, ani jednej przygody, w trakcie której otarł się o śmierć. Życie było za krótkie, aby wiecznie oglądać się na innych. Zagryzł znów jabłkiem, a słysząc o skandalach zaśmiał się w głos, tak że zwrócił uwagę paru osób wokół nich. Uspokoił się po chwili wyrzucając ogryzek do stojącego nieopodal śmietnika na odpadki. -Przykre to słyszeć, że młoda kobieta, przed którą jest całe życie, zamiast choć trochę z niego czerpać woli dać się zakuć w kajdany. Zamiast choć spróbować, woli się wycofać. - Przechylił nieznacznie głowę przyglądając się Yanie z ukosa. -Pewnego dnia znajdziesz nudnego mężczyznę, który spędzając czas przed kominkiem oczekiwać będzie żony skaczącej na każde jego wezwanie. - Uniósł dłoń, aby tak jak wtedy przy kraterze, ująć w palce pukiel jej włosów. Spodziewał się, że teraz ucieknie, nie było eliksiru, który dodawał jej śmiałości. -Urodzisz mu gromadkę dzieci, i tyle będzie z marzeń, które zostaną stłamszone oczekiwaniami wszystkich dookoła. - Opuścił dłoń, poprawił torbę przewieszoną przez ramię.


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Camden Market [odnośnik]17.04.24 2:46
Może było w tym też trochę strachu. Mimo wszystko lubiła swoje życie i kochała swoją rodzinę, trudno byłoby jej to wszystko porzucić. Każda osoba i każda rzecz droga sercu były niczym lina wiążąca ją z tym życiem, uniemożliwiająca odejście tak po prostu i zaczęcie od nowa gdzie indziej. Ludziom, którzy nie mieli nikogo ani niczego, pewnie było pod tym względem łatwiej. Gdyby Yanie nie pozostał już nikt, pewnie także łatwiej byłoby jej pójść za głosem serca. Ale nadal miała ojca i jednego z braci. Dla nich musiała pozostać. Oni wiązali ją nierozerwalnie z życiem Yany Blythe – panny z dobrego domu. Wiedziała doskonale, jak bardzo boli utrata członka najbliższej rodziny, więc tym silniej trzymała się tych, którzy jej pozostali. Bo rodzina była ważniejsza niż przygody i poszukiwanie wrażeń, a ucieczka byłaby egoizmem i rażącą niewdzięcznością wobec najbliższych, którzy towarzyszyli jej przez całe życie. Yana, jak przystało na dawną Ślizgonkę, bywała egoistką, zwłaszcza wobec obcych, ale nie wobec najbliższej rodziny. Rodziny się nie porzucało. Tak postępowali tylko pozbawieni kręgosłupa zdrajcy. Wierzyła też, że jej ojcu i bratu zależało na jej dobru i szczęściu. Teraz zostali tylko w trójkę i musieli trzymać się razem.
- Kocham moją rodzinę i nie mogę jej porzucić. Nie potrafiłabym później spojrzeć na siebie w lustrze, gdybym odwróciła się od bliskich i wybrała egoistyczne spełnianie zachcianek. Egoizm jest dobry wobec obcych, ale nie wobec bliskich. Jestem pewna, że i im zależy na moim szczęściu, ale w rodzinach takich jak moja należy… przestrzegać pewnych zasad – powiedziała, czując, że mężczyzna nie był zadowolony. Że był wręcz… rozczarowany? Podejrzewała, że wolał jej wersję po amortencji. Wtedy, kiedy była otumaniona eliksirem, on także wydawał jej się bardzo atrakcyjny i interesujący. Teraz nie czuła już tego stanu wymuszonego zakochania i właściwie sama nie wiedziała, co o nim myśleć. Pomyślała sobie przelotnie, że najprawdopodobniej byli z różnych światów. Czarodziej z dobrej, czystokrwistej rodziny rozumiałby wagę zobowiązań wobec bliskich i nie zachęcałby do porzucenia ich. Sam miałby własne zobowiązania i nie mógłby wiecznie wieść żywota lekkoducha. Mężczyznom świat pozwalał na więcej, mogli dłużej korzystać z uciech życia, ale w końcu i ich dopadały obowiązki, zwłaszcza tych z dobrych rodzin. Mieszańcy z rodzin pozbawionych tradycji, zanieczyszczonych mugolską krwią zapewne podchodzili do wielu spraw luźniej. Czy i on był jednym z nich, mieszańcem? Nie znała jego pochodzenia, ale biorąc pod uwagę proporcje krwi w społeczeństwie, mieszańców wśród czarodziejów było więcej niż trzy czwarte, a takich jak ona, czystokrwistych… znacznie mniej. Istniało więc statystycznie większe prawdopodobieństwo spotykania na swojej drodze czarodziejów półkrwi niż czystokrwistych. Miała tylko nadzieję, że nie był szlamą, bo tym bardziej plułaby sobie w brodę tamten incydent z amortencją oraz własne zachowanie pod wpływem eliksiru.
Nieco niespokojnie przestąpiła z nogi na nogę, wpatrując się w niego i słuchając jego kolejnych słów.
- Miłość do rodziców i rodzeństwa oraz szacunek do nich jest twoim zdaniem zakuciem w kajdany? – zapytała. Mówił jak ktoś, kto nie miał rodziny i był na świecie zupełnie sam, robiąc to co chce i nie bacząc na nikogo. – Nie znam twojej historii ani twojej rodziny, ale… - urwała, nie chcąc chlapnąć czegoś zbyt bezpośrednio i obcesowo. Jednocześnie poczuła ukłucie żalu na myśl o tym, że pewnie to właśnie ją czekało, nudny, być może dużo starszy od niej mąż, który będzie oczekiwał rodzenia dla niego dzieci i zajmowania się domem. Czy tego pragnęła? Nie do końca, nie była swoją matką i siostrą, dla których największą życiową ambicją było bycie dodatkiem do męża i matką jego dzieci. Ale taki już los większości kobiet z dobrych domów, poza tymi, które uchodziły za zbuntowane i źle prowadzące się. A Yana nie była aż tak zbuntowana. Kiedy ojciec powie, że czas wyjść za mąż, zrobi to. Czy będzie szczęśliwa? Nie wiadomo. Bycie czystej krwi to nie tylko przywileje, a także obowiązki, choć z pewnością i tak miała trochę lżej niż panny z rodów krwi szlachetnej. Im nie zazdrościła, nie chciałaby być na ich miejscu. Jedynie przelotnie pozazdrościła mieszańcom. Ich żywot był prostszy, oczekiwania wobec nich mniejsze. – Ojciec czasem mawiał, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma – odezwała się w końcu. – Marzenia brzmią pięknie w głowie, ale nigdy nie wiadomo, jaka byłaby rzeczywistość, a czasem podjętej pochopnie decyzji nie można już cofnąć, trzeba z nią żyć po kres swoich dni.
Nie wiadomo, która opcja byłaby tą lepszą. Wybierając ucieczkę mogłaby wcale nie być szczęśliwa. Byłaby bez rodziny, z ciążącą na sercu świadomością zdrady, sama w obcym sobie miejscu i bez środków do życia. Taka perspektywa wcale nie rysowała się bajecznie ani kolorowo. Pewnie byłoby pięknie tylko na samym początku, lecz później przyszłaby szara proza życia, podjęte decyzje ciążyłyby coraz bardziej, a odwrotu już by nie było. Pozostanie przy rodzinie nie przekreślało zaś całkowicie szansy na marzenia, bo przecież mogła trafić na męża, który będzie ją rozumiał i u którego boku pozna ten świat niedostępny dla samotnej, niezamężnej dziewczyny. Musiała zaufać ojcu, który przecież nie chciałby jej krzywdy.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Camden Market [odnośnik]17.04.24 11:44
Słowa dziewczyny potwierdzały jedynie jego teorię, którą postawił dawno temu. Bała się i była związana z rodziną. Odpowiadała na pytania, twardo stawiała na swoim, przedstawiając mu swoje racje, co było godne podziwu. Mimo to, nie odpowiadała na zadane pytanie. Chociaż po części tak - wydawało się jej, że rodzina ma na względzie jej osobę, jej pragnienia, jej marzenia. Nie miała jednak pewności. To wszystko nadal były domysły.
Momentami sądził, że urodził się w innym świecie. Wśród ludzi, którzy akceptowali indywidualność jednostki i tego gdzie spogląda. Pozwalali na bycie sobą, nie wiązali swoimi oczekiwaniami. Nie dusili swoją miłością i troską.
-Czy ktoś tu mówi o porzuceniu? - Zapytał unosząc nieznacznie brwi w nieskrywanym rozbawieniu kiedy dotarło do niego o czym dziewczyna myśli. Zaśmiał się cicho kręcąc głową. Oparł się o ścianę budynku przy którym stali wyciągając przy tym paczkę papierosów. -Wyprawa, przepłynięcie morza, a potem powrót do domu. Nikt nie oczekuje… Na morskich bogów, sądzisz, że oferuję ci ucieczkę w ciepłe kraje i życie pod palmami? - Teraz do niego dotarło, że opacznie zrozumiała jego słowa. Odpalił papierosa krótkim zaklęciem z końca różdżki, którą zaraz schował do kabury przy pasku spodni. Wypuścił kłąb dymu w powietrze przez chwilę milcząc i w tym milczeniu zbierając myśli. Dziewczyna musiała pochodzić z dobrej, spokojnej rodziny. Rodziny z pewnymi wartościami, które były jej wpajane od małego. Słyszał szacunek do rodziny, słyszał przywiązanie do bliskich, ale też pewną powinność, która gdzieś uwierała, ale za słabo, aby coś zmienić. Był bękartem, jego ojciec nosił szlachetne miano, o czym dowiedział się dość późno. Matka ukrywała przed nim część prawdy chcąc chronić syna przed złem tego świata. Wujowie również milczeli na jej prośbę. Mogło się zdawać, że nie posiadał rodziny. Co było błędnym wnioskiem, jego rodzina zwyczajnie była inna. -Kajdanami się stają, kiedy sądzisz, że możesz żyć, istnieć i oddychać tylko dla nich i z nimi. - Odpowiedział zgodnie z własnym postrzeganiem świata i relacji międzyludzkich. Nie rozumiał tego strachu, że bez rodziny, bez jej zgody człowiek nie może podejmować samodzielnych decyzji. Prawdziwa rodzina akceptuje swoich członków, ale być może rodziny marynarzy podchodziły do życia inaczej. Świadome niebezpieczeństwa jakie niesie morze cieszyli się każdą chwilą spędzoną razem, bez oceniania, bez oczekiwań, które miały spełniać dzieci.
Strącił popiół z papierosa kiedy Yana starała się mu wytłumaczyć swój punkt widzenia, a dokładniej jej rodziny. To były ich wartości, wryte w nią jak w matrycę, gdzie zapominało się o sobie. Albo był w błędzie, a dziewczyna sama z siebie postrzegała świat dzieląc go na biel i czerń. -Jeżeli marzenia mają pozostać marzeniami jedynie, to nigdy nie ruszysz do przodu. - Zgasił papierosa, którego zdążył wypalić po czym przeczesał dłonią ciemne włosy. Zerkając na Yanę uznał, że dziewczyna nie chce wyjść z własnego więzienia, tylko wykuć w nim okno. Możliwe, że tyle jej do szczęścia było potrzeba. Tyle wystarczyło, a on błędnie mierzy ją przez pryzmat eliksiru jaki spożyła. -Możesz zasłaniać się amortencją, ale ta wyciągnęła na wierzch twoje pragnienia, nawet jeżeli się ich teraz wstydzisz, to one w tobie siedzą. - Utkwił spojrzenie w jasnej twarzy. - Byłaby szkoda, gdybyś je zdusiła całkowicie. - Miała w sobie jakąś ciekawość świata, ale nie pozwalała sobie nawet na marzenia na jawie. Zamykała je pod kluczem obowiązków i zasad rodzinnych nie przyjmując do wiadomości, że może chcieć czegoś więcej, ze może mówić na głos o tym czego pragnie i próbować to realizować. Smutne. Wręcz przykre.


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Camden Market [odnośnik]18.04.24 13:48
Yanie od maleńkości wpajano pewne wartości. Przestrzeganie jednych przychodziło jej łatwiej, innych trochę trudniej – ale zawsze była związana z rodziną i czuła się jej częścią, nie postrzegała więzi rodzinnych jako balastu czy zniewolenia. Nawet wtedy, kiedy musiała znosić utyskiwania i marudzenie matki, albo kiedy kłóciła się z siostrą. Przyjmowała jednak wpajane jej poglądy, a z wolności korzystała w dozwolonych ramach, czasem wystawiając za nie czubek dużego palca u nogi, ale nigdy nie wyskakując poza cienką linię obiema stopami. I tak miała tej wolności więcej niż szlachcianki, ale w dalszym ciągu nie była całkowicie wolna, bo pewne zasady były uniwersalne dla wszystkich kobiet żyjących w ich świecie, jak to, że nie wypadało ruszać w świat z obcym mężczyzną, nawet jeśli tylko na jakiś czas. Kobieta mogła podróżować z ojcem, bratem albo mężem, ale nie z obcym, zwłaszcza jeśli chodziło o wyprawy za granicę, a nie tylko małe, krótkie wycieczki w obrębie kraju. Zanim świat się popsuł, czasem zdarzało jej się uskuteczniać takie małe wypady na terenie Wysp Brytyjskich z którymś z braci albo jakąś przyjaciółką, ale to było co innego.
Może rzeczywiście trochę opacznie zrozumiała jego słowa, ale nawet to, co proponował, w dalszym ciągu mogło nosić znamiona skandalu, i ojciec z pewnością nie wyraziłby zgody. Trudno byłoby mu potem znaleźć dla niej męża, jeśli jej reputacja budziłaby poważne wątpliwości. Właściwie nawet nie powiedziała ojcu o „przygodzie” z eliksirem miłosnym, przez ostatnie dni rozmawiali głównie na tematy związane z biżuterią i talizmanami, ale jakoś pomijała tamten dzień.
- Nie, ale… W dalszym ciągu nawet taka podróż z obcym mężczyzną mogłaby wywołać skandal, zwłaszcza jeśli mój ojciec nie dałby na to swojej zgody, a na pewno by nie dał, jeśli nie towarzyszyłby mi brat – odezwała się. Nie znała go, nie znała jego zamiarów, nie wiedziała nawet jakie było jego pochodzenie i czy byłoby akceptowalne dla jej bądź co bądź konserwatywnej rodziny. Żyli w czasach, które nie były bezpieczne, co także stanowiło dodatkowe utrudnienie.
Rzeczywiście czasem pewne ograniczenia uwierały, zwłaszcza kiedy była dzieckiem i chciała bawić się tak jak bracia, a matka zmuszała ją do nauki typowo kobiecych umiejętności. Ale i teraz czasem odrobinę coś ją uwierało w życiu panny z dobrego domu, ale nie aż tak, żeby całkowicie zmienić swoje życie. Odwrócenie się od rodziny nie było tego warte, więc dla dobra swoich bliskich i swoich relacji z nimi, trzymała się pewnych ram, które przecież nie przekreślały całkowicie możliwości samorealizacji. Mogła mieć swoje hobby i rozwijać swoje umiejętności, nie musiała jedynie leżeć i pachnieć, więc nie nudziła się w swoim życiu. Tworzenie talizmanów i biżuterii nie pozwalało na nudę, bo zawsze musiała liznąć trochę wiedzy z różnych dziedzin, co stymulowało jej umysł.
Rodziny czystej krwi rządziły się swoimi prawami, nawet jeśli nie były to rodziny ze Skorowidzu; dziewczęta z tamtych miały jeszcze więcej ograniczeń i powinności. Ale Blythe’owie także mogli poszczycić się długim rodowodem i tradycjami, a jej ojciec przykładał do nich dużą wagę i nie chciał, żeby którekolwiek z jego dzieci zostało czarną owcą i zszargało reputację rodziny. Yana zawsze to szanowała i im była starsza, tym bardziej rozumiała wagę pewnych powinności. Ale też zdawała sobie sprawę, że pewnie nie wszyscy podchodzili podobnie do niej, że nie wszystkie rodziny były takie jak jej, i że nie wszyscy dobrze żyli ze swoimi rodzinami. Może Kenneth był właśnie taką osobą, kimś kto nie miał rodziny albo żył z nią w złych relacjach, przez co podróżniczy styl życia przychodził mu łatwo i nie wiązał się z żadnymi dylematami. Robił co chciał i kiedy chciał, był wolny. No i był mężczyzną, a żyli w patriarchalnym świecie, gdzie to płeć często decydowała o społecznej roli jednostki i tym, co jej wolno, a co nie. Kobietom wybaczano słabości, ale nie wybaczano uchybień wobec zasad i skaz na reputacji.
- Wierzę, że kiedyś, w sprzyjających okolicznościach, uda mi się je spełnić – rzekła po chwili. Nic nie było przecież stracone, nikt nie powiedział, że nigdy nie będzie mogła opuścić kraju. Musiała po prostu poczekać na odpowiedni moment i uczyć się cierpliwości. Za młodu była w gorącej wodzie kąpana, ale w dorosłości zaczęła rozumieć, że nie wszystko dostawało się na „już”, że czasem należało poczekać i taka wyczekiwana nagroda czasem smakowała lepiej niż coś, co przychodziło łatwo i od razu. Ale zdawała sobie też sprawę z tego, że pod pewnymi względami miał rację. Że amortencja rzeczywiście wyciągnęła na wierzch pragnienia skrywane na tyle głęboko, że będąc w pełni władz umysłowych nie chciała się do nich przyznawać nawet sama przed sobą, bo przecież kłóciły się one z tym, kim była i na kogo ją wychowano, pachniały buntem wykraczającym poza dopuszczalne ramy. Nie mogła ich spełnić w takiej formie, jeśli chciała dalej być przykładną częścią rodziny Blythe, a nie skandalistką.
- Wy, mężczyźni, macie więcej wolności. Zawsze tak było i pewnie jeszcze długo tak będzie, że wolno wam więcej i nikt nie patrzy tak uważnie na to, co robicie i z kim – powiedziała, przyglądając mu się ukradkiem. Znajdowali się w dość spokojnej alejce, nie było tu zbyt wielu ludzi, rozmawiali też na tyle cicho, że nikt nie powinien słyszeć ich rozmowy. – A my kobiety mamy pewne… ograniczenia. I gdy tylko eliksir przestał działać, uświadomiłam sobie, że to co tamtego dnia zrobiłam… Nie było zbyt stosowne.
Gdyby była szlachcianką, pewnie nawet nie wypadałoby im rozmawiać bez przyzwoitki. Mężczyźni często nie rozumieli kobiecych ograniczeń. Od dziecka wpajano im, że są panami świata, że mogą robić co chcą, bawić się jak chcą. Nawet w powieściach przygodowych bohaterami niemal zawsze byli chłopcy i mężczyźni, a dziewczynki i kobiety sprowadzano do roli tła albo czekających na wybawienie księżniczek w opałach. W dzieciństwie kiedyś zapytała mamy, dlaczego w książkach tylko chłopcy przeżywają przygody, a dziewczynki stanowią tło, ale matka ucięła jej rozważania i powiedziała, że tak działa świat. Yana nie marzyła o roli księżniczki w opałach, ale też nie czuła się gotowa do rozbijania szklanych sufitów i zmieniania świata. Chciała po prostu pogodzić bycie sobą z wiernością rodzinie. To rodzinę stawiała na pierwszym miejscu, a świat niech zbawia kto inny.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Camden Market [odnośnik]25.04.24 12:32
Pozbawiona śmiałości eliksiru była strachliwa. Jak wiele innych dziewczyn, które związane i przykute obowiązkami jedynie marzyły, ale nigdy nie miały odwagi rozprostować skrzydeł. Tego powinni ją uczyć jej bracia, najwidoczniej byli równie ślepi jak inni na potrzeby jednostki.
Pewnego dnia znajdzie nudnego mężczyznę, który nie będzie chciał poznać swojej żony, będzie skupiony na sobie oczekując, że ta będzie na każde jego skinienie. Jakby chciał mieć służącą, zatrudniłby taką, a nie się z nią żenił.
Miała trochę racji, że mężczyznom pozwalano na więcej. Mogli więcej, świat stał u ich nóg. Chociaż spotkał na swojej drodze wiele wyzwolnych, śmiałych i odważnych kobiet. Nie zważały na to, co mówią inni i odcinały się od tych, którzy śmiali mówić im jakie mają być. Póki swoimi działaniami nikomu nic nie robiły, nie odbierały życia, nie przyprawiały bólu - nie mógł im niczego zarzucić. Tym była właśnie wolność.
Yana zaś sama zamykała się w klatce i dawała innym klucz do własnej wolności. Poprawiając torbę przewieszoną przez ramię usłyszał bicie zegara. Czas pogaduszek się zakończył, miał zadanie do zrobienia, z którym się tutaj udał.
-Twoja tajemnica jest ze mną bezpieczna - uśmiechnął się do niej niefrasobliwie puszczając przy tym oko. Sekret zachowa dla siebie, jak wiele innych, które były w jego opiece. Niejedna kobieta zrobiła coś “niestosownego”. -Przynajmniej przez chwilę byłaś wolna.
Dodał jeszcze zerkając na drzwi do tawerny, gdzie zapewne zaraz zjawi się jego kontrahent. Powrócił jeszcze na krótką chwilę do twarzy czarownicy, do jej burzy loków, do jej dużych oczu. Nie był obojętny na jej urodę, wręcz widział jak morska bryza porusza jej włosami, jak zostawia na jasnych policzkach rumieńce. Gdyby tylko się odważyła…
-Obyś miała tyle szczęścia w życiu, że kiedyś spełnisz te marzenia. - Choć szczerze wątpił, jeżeli na tym etapie nie miała odwagi o nich rozmyślać inaczej niż z perspektywy podwładnej, która musi otrzymać pozwolenie, to nigdy nie ruszy dalej. Nie każdy musiał być zdobywcą, nie każdy musiał brać życie we własne ręce. Gorzej jeżeli sam siebie ograniczał, a w tym wypadku był przekonany, że rodzina była wygodną wymówką, aby nie podejmować nawet prób rozmowy z nimi i celowania w zmiany. Po prostu tak było jej łatwiej. Takie życie chciała wieść, a on nie zbawi całego świata.
Rozmowa zaczynała go nudzić. Yana pozbawiona iskry była pospolita w swoim wyrażaniu wizji świata. A to męczyło. To oznaczało, że należało ją zakończyć.
-Miłego życia, Yano. - Ukłonił się dworsko, przerysowanie i teatralnie. -Raczej nigdy więcej się nie spotkamy. - Następnie nie oglądając się za siebie skierował się do tawerny, gdzie czekały na niego interesy.

|zt Kenneth i Yana


I'm dishonest...
...and a dishonest man you can always trust to be dishonest. Honestly. It's the honest ones you want to watch out for, because you can never predict when they're going to do something incredibly... stupid.
Kenneth Fernsby
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 15 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Camden Market
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach