Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Klify
AutorWiadomość
Klify [odnośnik]31.03.15 0:23
First topic message reminder :

Klify

Wysokie osławione klify pod Dover błyszczą bielą jak zęby; na przestrzeni dziejów zapisały się w historii jako inspiracja poetów, najbardziej charakterystyczne angielskie wybrzeże i siedliszcze angielskiego gatunku smoków, albionów czarnookich. Malowniczy krajobraz rozciąga się daleko ponad kanał la Manche, w słonecznie dni pozwalając dostrzec francuski brzeg w Calais. Statków na wodzie przeważnie jest dużo, to ruchliwa trasa, jednak zaklęcia konfudujące mugoli nie pozwalają im dostrzec na niebie smoków, które niekiedy przemykają między chmurami.

Rzuć kością k3:
1: Na niebie, wysoko pod chmurami, skrzydła rozpościera smok, przysłaniając promienie słońca, na krótki moment rzucając na ciebie własny cień.
2: Na niebie, spomiędzy chmur, wynurza się smok, który zgrabnym ruchem pikuje w wodę i zanurzywszy się w niej po sam ogon, wybija znów w górę, rozchlapując wodę silną wysoką falą. Czujesz niesioną przez nią wilgoć i wzniecony wiatr.
3: Jeśli jest okres pomiędzy lutym a wrześniem, możesz dostrzec dwa smoki połączone w godowym rytuale - wyglądają, jakby ze sobą tańczyły.
Lokacja zawiera kości
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Klify - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Klify [odnośnik]21.06.20 18:24
Każdy szlachcic prezentował dwa oblicza. Jedno zachowane dla bliskich, którzy jako jedyni znali prawdę na temat danej osoby. Drugie dla towarzystwa, śmietanki i reszty osób, które nie musiały wiedzieć wszystkiego. Mathieu nie był wyjątkowy w tej kwestii, Callista również, ale wiedział, że jako jego małżonka prezentowałaby ród Rosier z godnością, w końcu na jej barkach spocząłby niemały obowiązek. Był jednak pewny, że nie zawiodłaby ani jego, ani swojej rodziny, ani tym bardziej rodziny Mathieu. Godna reprezentantka, matka, kobieta... Lady Avery spełniała wszelkie warunki, aby zostać jego żoną. W prywatnych komnatach mogła mu pokazywać swoje małe rogi, jednak na salonach z pewnością dałaby z siebie wszystko. Swój ogień pokaże mu później, za czym on oczywiście niezwykle przepadał.
Chwasty należało plewić, pozbywać się ich, aby nieskazitelna, szlachetna krew mogła płynąć dalej. Callista nigdy nie zdradziłaby swojej rodziny, ani tym bardziej nie zdradziłaby jego. Był tego bardziej niż pewien i pomimo lekkich wątpliwości Tristana, mógł za nią ręczyć. Nie skaziłaby siebie zdradą, nie hańbiłaby własnego nazwiska, wystawiając najbliższych na pośmiewisko, jak niepokorna Isabella, której najwyraźniej skażony zdradą umysł kazał uczynić ten krok. Jej zdrada i hańba, którą okryła samą siebie... to przysługa wyświadczona nie tylko Mathieu, ale również Calliście. Czy jego ukochana nie była teraz zadowolona? Mathieu bez jej wiedzy zaczął działać, nie mógł pozwolić na przegranie tego wyścigu i miał nadzieję, że Avery nie znajdą kogoś, kto miałby zostać jej narzeczonym. Sojusz dwóch potężnych rodów, to wszystko brzmiało jak dobry układ, którego wszyscy mieli świadomość. Oby Julius Avery miał podobny podejście.
- Nigdzie się nie udasz. - powiedział od razu, spoglądając na nią nieco poważniej. - To polityka, najdroższa. Spotkam się z Juliusem i załatwię sprawę, żebyśmy mogli w końcu być razem. Nie zrobisz nic, Callisto. Oczekuję tego od Ciebie... Nie chcę, by Twój Nestor wyczuł w tym coś więcej. - dodał jeszcze, patrząc na nią uważnie. Wiedział, jak ta mała blondynka rwie się, aby przyspieszyć sprawy i najlepiej w kolejny weekend stać się jego małżonką. To z pewnością by ją uszczęśliwiło, jego również, ale musieli się powstrzymać, być bardziej powściągliwi, jeśli wszystko miało iść po ich myśli. A tego przecież chcieli, prawda?
- Zyskamy na tym wszyscy, a najbardziej Ty i ja. - dodał cicho, biorąc ją pod rękę i ruszając w dalszą drogę. - Tristan naprawdę chce Cię poznać. Powiedziałem mu jak wyjątkowa dla mnie jesteś. Nie mam przed nim żadnych tajemnic, jest mi jak brat. - dodał jeszcze, żeby podkreślić wagę zbliżającego się spotkania. Jednego był pewien, kuzyn zrobił mu przysługę, przystając na warunki, ryzykowne, które zaoferował młodszy z Rosierów. Jednak Mathieu był pewien tego co czyni, bardziej niż czegokolwiek innego. - Wyobraź sobie, że Morgana Selwyn zaoferowała Wandelinę zamiast tej zdradliwej... - odchrząknął, kiedy na usta nasunęły mu się słowa, których w towarzystwie damy nie powinien był wypowiadać. Przy Tristanie to co innego, ale powinien być bardziej powściągliwy przy Calliście. - Nie chcę mieć z Salamandrą nic wspólnego, od razu powiedziałem mu o wszystkim i o swoich zamiarach. - dodał jeszcze, zerkając na nią. - Co powiesz na podwieczorek w Chateau w przyszłym tygodniu? Chyba, że jednak chcesz poznać... tą, którą skradła moje serce. - nawiązał do ostatniej rozmowy i uśmiechnął się lekko. Edrea. Z pewnością Callista chciałaby poznać niezwykłą Wyspiarkę Rybojadkę.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Klify [odnośnik]22.06.20 19:28
To prawda. Od hańby wolałaby śmierć. Zdrada była w jej oczach ostatecznym aktem egoizmu oraz słabego charakteru. Tylko nieudolni szlachcice uciekali od obowiązków w świat fantazji. Rozcieńczali i zakażali swoją drogocenną krew bratając się z Mugolami, zupełnie jakby utrzymanie wielowiekowej tradycji nie było wystarczająco trudne. Pula genów zdawała się w końcu zawężać z każdym rokiem, coraz mocniej obciążając kolejne pokolenia. Callista podejrzewała, że było tylko kwestią czasu zanim brytyjska arystokracja zacznie rozglądać się za sprzymierzeńcami w czystych, zagranicznych rodach. Cóż, lepszy obcy niż szlama.  
Oby i Mathieu się z nią w tej kwestii zgadzał, bo jak widać, lubił mieć odmienne zdanie. Słysząc jego zakaz, blondynka wywróciła lekko oczami. Lord Rosier czasem zapominał, że miejsce jego wybranki było u jego boku, nie za lub pod nim. Władczy ton mężczyzny być może działał też na smoki, na Czarownicy jednak wrażenia nie robił. No, ale skoro chodziło o jej rękę, ironicznie panowie musieli to załatwić pomiędzy sobą. Przy odrobinie szczęścia może na koniec ją ktoś zapyta o zdanie.
- Pamiętaj tylko, że polityka nie jest naszą mocną stroną. Mój ród nie lubi owijania w bawełnę - zapewne stąd też jego sława jako Czarodziejów surowych i nie znoszących sprzeciwu. Czyż nie brzmi znajomo Lordzie Rosier? Na szczęście Callista zmieniła temat, wybierając ten bardziej ją interesujący.
- Jak mam go w takim razie oczarować, cherie? - zapytała, przywłaszczając sobie ramię bruneta - Mam być potulna, intrygująca a może błyskotliwa? - jak widać do wyboru miała więcej niż tylko dwa oblicza. Kolejna cecha czyniąca ją przydatną bronią w arsenale Rosierów - Ufam, że jeśli chodzi o Tristana, nie wystarczy ciasny gorset - pozwoliła sobie cicho zażartować, tylko pomiędzy nią i Mathieu. Przy nikim innym nie odważyła by się na podobnie odważny komentarz, aczkolwiek do kwestii kolejnej Salamandry podeszła już bardziej powściągliwie.
- Wendelina? Przecież ma włosy jak marchewka - jakkolwiek dojrzale Lady Avery usiłowała wyglądać na co dzień, kwestia jej młodzieńczego wieku czasem bywała silniejsza niż wyuczone gesty. Z ich dwójki to brunet zdecydowanie był tą poważniejszą stroną, ale czasem Calliście udawało się wytrząsnąć z niego resztki beztroskiego ducha - Liczyłam na to, że uda mi się ją poznać dzisiaj. Mam nadzieję, że nie zionie na mnie ogniem z zazdrości.


The most dangerous woman of all  
is the one who refuses to rely on your sword to save her  
because she carries her own
Callista Avery
Zawód : Córka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Beware, for I am fearless and therefore powerful.
OPCM : 9
UROKI : 13
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8141-callista-merle-avery https://www.morsmordre.net/t8169-athena#234774 https://www.morsmordre.net/t8159-callista-avery#233981 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8503-callista-m-avery#247860
Re: Klify [odnośnik]25.06.20 23:15
Doskonale zdawał sobie sprawę z bezwzględności rodu Avery oraz tego, że nie przepadają za gierkami. Dla niego sprawa była jasna, nie zamierzał owijać w bawełnę i bawić się w żadne gierki. Chciał Callistę na wyłączność, jako swoją małżonkę i przyszłą Lady Rosier. Tristana przekonał do swojego pomysłu, sojusz z rodziną Avery w dzisiejszych czasach był na wagę złota, a złączenie tych dwóch potężnych rodów będzie korzystne dla obu stron. A on i Callista w końcu dostaną to, czego chcieli. Wspólną przyszłość. Liczył na poparcie Juliusa, na akceptację i oficjalne przyzwolenie. Jego szanowny kuzyn z pewnością podejdzie do sprawy ostrożnie, bo pomyłce w ocenie zdradzieckiej Isabelli z pewnością będzie chciał bardziej przyjrzeć się wybrance Mathieu. Tego się jednak nie obawiał, Callista była do tego stworzona.
- Bądź sobą. Nie potrzebujemy kolejnego przedstawienia. - odparł swobodnie. Nie chciał, żeby przed Tristanem udawała kogoś, kim nie jest. Isabella dała wystarczający popis zdolności aktorskich. Callista powinna być naturalna, taka jaką była w rzeczywistości. Nie musiała przed nikim udawać, a tym bardziej nie przed osobami, które być może niebawem staną się jej rodziną. Bycie Różą to nie tylko odpowiedzialność, ale zrozumienie pewnych wartości. Tristan nie chciał kolejnej udającej księżniczki. Kobieta, z którą chciał związać się Mathieu miała charakter, który odziedziczyła w genach i to z pewnością zaimponuje jego kuzynowi bardziej niż cokolwiek innego.
Postanowił porzucić temat Isabelli, Selwynów i tego wszystkiego. O wiele przyjemniejsze rzeczy mogli omawiać podczas tego spotkania, skupić się na naturalnej rozmowie, która jak zawsze wychodziła im wybitnie doskonale. Spędzanie z nią czasu miało dla niego o wiele większą wartość niż myślenie krwi zdrajców. Najważniejsze, że Callista chętnie podjęła temat... Choć zastanawiał się zawsze skąd się bierze cały jej zapał względem smoków.
- Edrea nie zionie ogniem. Pluje jadem. - odparł na jej słowa z lekkim uśmiechem na ustach. Znał tego smoka doskonale, o wiele bardziej niż inne. Chciał ją oczywiście poznać bardziej, wciąż była zagadką. - Dziś jednak chcę ten czas spędzić tylko z Tobą... Wizytę w rezerwacie odłóżmy na inny termin, dobrze? - szepnął cicho, zerkając na nią porozumiewawczo. Chciał z tego niewinnego spotkania na Klifach wyciągnąć tyle ile mógł. Kiedy już sprawy staną się oficjalne, będą mogli pokazywać się bez szeptania za plecami w miejscach publicznych.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Klify [odnośnik]02.07.20 18:49
Miał wystarczająco dużo czasu by oswoić się z metodami Averych. Callista reprezentowała w końcu sobą wartości jakie jej ród wyznawał i tym bardziej pocieszające było to, że z Mathieu mieli sporo wspólnego. O tym, że młodszy Rosier był prawą ręką Nestora swojej rodziny też wiedzieli wszyscy. Wpływowy i wierny tradycji, czego więcej szukać u kandydata na męża? Dodatkowo Lady Avery była pewna, że ich krewni w wielu kwestiach mogli sobie nawzajem pomóc, być może nawet załagodzić konflikty z innymi rodami. Rosierowie pozostawali przecież w nienajlepszych kontaktach chociażby z Blackami czy Bulstrode'ami, których rodzina Avery postrzegała jako swoich sojuszników. Taka unia, jak widać, niosła za sobą wiele korzyści dlatego Callista starała się nie martwić zbytnio o pertraktacje Lorda Tristana z wujem Juliusem.  
- A więc czarująca - stwierdziła nieskromnie, z rozbawieniem odgarniając z twarzy niesforne kosmyki targane wiatrem. Niestety wiele zależało od pierwszego wrażenia, które wywrzeć miała na Lordzie i Lady Rosier, a nie było żadnej gwarancji, że pokochają ją na równi z Mathieu. Czarownica wiedziała doskonale jak ważne dla jej oblubieńca jest zdanie starszego kuzyna. Brunet słuchał się go w wielu kwestiach, dlatego zależało jej by podbić serce jego oraz jego małżonki. Ostatecznie w tej kwestii postanowiła posłuchać rady przyszłego męża, który przecież swoich krewnych znał najlepiej. Była dobrej myśli, bo z Evandrą miały sporo wspólnego. Nie tylko były w podobnym wieku, ale podzielały pasję zarówno do alchemii jak i muzyki.  
- Oh, w takim razie świetnie się ze sobą dogadamy - kontynuowała Callista, nie kryjąc uśmiechu. Wszystko w niej śpiewało i rwało się do świętowania. Nie mogła się też doczekać by o wszystkim opowiedzieć ukochanej Elodie. Jeśli pospieszą się z Mathieu, jeszcze nienarodzony Lord lub Lady Burke zyskają jedynego słusznego kompana do zabawy. Tak rozmarzona, Czarownica potrzebowała dłuższej chwili by odnotować nastrój, w który wpadł jej ukochany. Po tym jak wymienili wymowne spojrzenie, blondynka posłała mu kolejne, o wiele bardziej szelmowskie - Wydaje mi się, czy będziesz tęsknić za naszymi potajemnymi schadzkami, cherie? Choć sama muszę przyznać, ten dreszczyk emocji potrafi być uzależniający -trajkotała jak najęta, nie tracąc ani oddechu ani żadnego kroku. Zapomniała nawet o przyzwoitce depczącej im po piętach. Ha! Już niedługo nie będzie im w ogóle potrzebna - A może obawiasz się szarego, nudnego życia u mojego boku? Niepotrzebnie.


The most dangerous woman of all  
is the one who refuses to rely on your sword to save her  
because she carries her own
Callista Avery
Zawód : Córka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Beware, for I am fearless and therefore powerful.
OPCM : 9
UROKI : 13
ALCHEMIA : 7
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8141-callista-merle-avery https://www.morsmordre.net/t8169-athena#234774 https://www.morsmordre.net/t8159-callista-avery#233981 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8503-callista-m-avery#247860
Re: Klify [odnośnik]08.07.20 23:29
Zawsze była czarująca, przynajmniej dla niego. Szczególnie kiedy się wściekała i próbowała udawać groźną, niebezpieczną. Była nieprzewidywalna owszem, ale niespecjalnie czuł strach przed jej gniewem. Callista miała w sobie potencjał, była czarownicą zdolną i stworzoną do wyższych czynów. Nawet jeśli jej choroba utrudniała nieco wiele spraw, była dzielna i walczyła z konsekwencjami obciążenia genetycznego. On je akceptował, rozumiał i wspierał od lat, nawet jeśli uważała jego nadmierne zamartwianie się za coś zupełnie zbytecznego. Niemniej jednak, więcej ich łączyło nić dzieliło i to właśnie ją upatrzył sobie na żonę. Nie wyglądała na niezadowoloną, więc chyba trafił.
Czy będzie tęsknił za ich schadzkami? Zdecydowanie były zbyt ryzykowne, aby mogły trwać na dłuższą metę. Zapewne wszyscy w towarzystwie uznaliby ich za szaleńców, nie zważając na uczucie pomiędzy nimi. Nawet jeśli dreszczyk emocji był spory, musiał przyznać, że o wiele łatwiejsze stanie się ich życie, kiedy Avery zamieszka w Chateau Rose i będzie Lady Rosier. Wtedy nie będę musieli się kryć przed światem i udawać obojętność wobec siebie. Zapewne nie raz zatęskni za tym dreszczem emocji, ale był niemal pewien, że wynagrodzi mu to w inny sposób, już jako jego piękna małżonka.
- Jestem pewien, że nie pozwolisz mi skupiać się na przeszłości, kierując nas we wspólną przyszłość. Przeboleję brak schadzek, kiedy będę miał Cię obok, tylko dla siebie najdroższa. - szepnął cicho, licząc na to, że ta odpowiedź będzie dla niej satysfakcjonująca. Będąc jego żoną będzie tylko i wyłącznie jego. Założą rodzinę, przedłużą linię znamienitego rodu i będą szczęśliwi, wspólnie kreując przyszłość ich wszystkich. Czy nie tego oczekiwał od niego Nestor? Stawiania dobra Rodu na pierwszym miejscu. To Avery była dobrą przyszłością, bez względu na to co miało się wydarzyć i problemy, które napotkali na drodze.
- Życie u Twego boku nie mogłoby być nudne i szare. - odparł nachylając się w jej stronę, aby lekko pocałować delikatne, chłodne czoło młodej kobiety. - Wracajmy, zbiera się na deszcz... - dodał. Wilgoć było czuć w powietrzu, a chmury zwiastowały niebywale mocne opady. Dlatego wraz z Callistą skierowali się do Chateau Rose, na wspólny posiłek, po którym wraz ze swoją służką wróciła do Ludlow Castle... Zapewne oczekując na zbliżające się wydarzenia.

ZT x 2



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Klify [odnośnik]19.07.20 19:44
|28 maja

Od pewnego czasu wbrew sobie, tego co myślał, tego co podpowiadał mu rozsądek znikał z oczu światu by wyruszyć w drogę, która donikąd go nie doprowadzi, która niczego nowego już mu nie zdradzi. Bezsensowne, bezcelowe - takie to było, tak o tym myślał poprawiając ogłowie na pysku skrzydlatego wierzchowca pochodzącego z rodzinnej hodowli. Zwierze towarzyszyło mu od maja niemal nieustannie i wyglądało na to, że tak też miało już zostać. Pogładził je po miękkich, wrażliwych chrapach.
- Nie planuję niczego głupiego -  odpowiedział spokojnie leniwie zbierając wodze, ściągając je nad łęk siodła samemu ciągle stojąc na ziemi. Nie spojrzał w stronę podchodzącego w jego kierunku Kierana starając jednak wyjść na przeciw malującego się przed jego oczami obrazka - skorzystał z zaproponowanej gościny na ledwie pół nocy pod czas której i tak nie udało mu się zmrużyć oczu po to by jeszcze przed świtem próbować pokątnie, niezauważenie opuścić to miejsce. To zdecydowanie mogło wyglądać jak zwiastun czegoś nierozważnego. Po części było - Muszę po prostu polecieć - stwierdził bo nie było w tej zapowiedzi krzty wytłumaczenia, usprawiedliwienia. Nie wskazał też również kierunku, celu. Ten jak gdyby zawisł bezdźwięcznie gdzieś między nimi w sposób być może zrozumiały wyłącznie dla samego Skamandera. A może wcale nie...? Nie wiedział ile Kieran zdążył już wyciągnąć wniosków samą obserwacją. Czy wiedział gdzie, dokąd i po co zdarzało mu się lecieć, znikać? Czy zdarzało mu się go widywać lecącego wzdłuż skalistych ścian w stronę Dover? Czy coś z pozornie zwyczajnej wymiany zdań, rozmowy wyłowił potrafiąc uzupełnić brakujące w układance puzzle?
Anthony spojrzał na niego próbując wyczytać coś z twarzy dawnego mentora. Bez wątpienia wiedział o tym co przydarzyło się Samuelowi i mógł zauważyć, że miało to wpływ na samego Anthonego. Jak? Trudno było jednoznacznie powiedzieć bo sprawnie otoczył się szczelną ścianą tworzonych pozorów zwyczajności. Świat się nie skończył, a to kolejny dzień jakich wiele - zdawał się mówić całym sobą choć mętne, zmęczone spojrzenie błądzące za jakimiś niewidzianymi myślami podpowiadało co innego. Czy wyglądał jak ktoś pozbawiony nadziei? Szukający zemsty? Zrezygnowany? Powiedz mi Rineheart, kogo widzisz...? Swoje własne, zmarnowane odbicie pogrążone w poczuciu straty...? Zadał sobie pytanie po tym, jak wsiadł w siodło i tym razem z innej perspektywy spojrzał na Kierana milcząco do tej pory odwzajemniającego jego uwagę. Zawahał się być może czując strach i niepokój, że twarz człowieka na którego patrzy jest odbiciem jego własnej.
-  Leć ze mną - Wyłamał się będąc samemu zaskoczony wysnuwaną w kierunku gwardzisty nakazem, propozycją, prośbą. Zwierze przestąpiło z nogi na nogę w zniecierpliwionym geście. Nie oglądając się za siebie zaczął je prowadzić stępem by w chwili posłyszenia świstu miotły zmusić zwierze do wzniesienia się.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Klify [odnośnik]27.09.20 17:06
Śmierć Samuela wstrząsnęła właściwie wszystkimi, którzy mieli okazję walczyć z nim ramię w ramię i wspólnie kroczyć przez życie. Jego odejście było nagłe, przedwczesne i stanowiło ogromny cios, po jakim trudno było się otrząsnąć. Chwilowe oszołomienie towarzyszyło także Kieranowi, gdy zbyt wiele negatywnych zdarzeń w jego życiu zbiegło się ze sobą, czyniąc go rozchwianym, bo i bardziej podatnym na destrukcyjne emocje. Nigdy nie nauczył się do końca odseparowywać od własnej złości, ale jeszcze nigdy wcześniej nie było w nim aż tyle żalu, poczucia winy i bezsilności. W środku nocy marzył o tym, aby stać się pustym naczyniem, aby dane mu było uciec od myśli i wspomnień. Pozostawał zgarbiony boleśniej niż kiedykolwiek, czując na swych barkach ciężar wszystkich błędów. Krzywdy, jakich był sprawcą, być może nigdy nie zostaną mu wybaczone. Jak nauczyć się z tym żyć? Starał się to odkryć, nauczyć od nowa tej trudnej sztuki. Czym innym było doprowadzanie do zguby zwyrodnialców, ale on zranił dogłębnie własną rodzinę. Popchnął do ucieczki w dalekie miejsca syna, pokierował despotycznie życiem córki. Po głowie Kierana od wielu dni jak echem niosła się jedna pośród wielu drażniących myśli. Jeśli Samuel nie żyje, to czy może jeszcze wierzyć w to, że Jackie powróci do domu?
Już dawno miał porozmawiać z Anthonym o planach poczynionych dla zorganizowania w Londynie bezpiecznej przystani dla członków Zakonu Feniksa, ale odkładał ten obowiązek. Skamander zresztą również nie wyszedł z inicjatywą, a wszystko przez to, że obaj mieli swoje problemy, nad którymi nie mogli przejść obojętnie. Ludzie giną codziennie, nic nowego, ale odczuwało się to inaczej, kiedy z dnia na dzień znikały osoby bliskie. Ich dwóch nie łączyła podobna zażyłość, nie byli przyjaciółmi, nie łączyły ich więzy krwi, ale dzielili ze sobą tę samą wzajemną niechęć i zarazem upór do walki. Pomiędzy nimi od dłuższego czasu zaległa cisza, a ofiarowana gościna była czymś krępującym.
Mimo różnic Kieran wiedział, gdzie uda mu się Skamandera znaleźć. Przed teleportowaniem się nad ostry klif zgarnął zapobiegawczo kilka eliksirów i miotłę, chwilę później usłyszał za sobą donośny trzask. Wylądował w sporej odległości od krawędzi, powitał go chłodny wiatr uderzający w twarz, niosący z sobą zapach morskich fal. Dover, na tych ziemiach nie czuł się pewnie, kroki stawiał ostrożnie, a na widok aetonana trwającego przy boku blondyna sięgnął po przewieszoną przez ramię torbę. Był cichy, spokojny, czekał na ruch drugiego czarodzieja, wysłuchując jego pierwszych słów. Szczerze wierzył w to, że Anthony niczego nie planował, ale z drugiej strony obawiał się, że właśnie to stanowiło głupotę. Potem dostrzegł to spojrzenie. Kolejny raz był upewniany co do tego, że w oczach innych jest człowiekiem podejrzliwym, surowym, trudnym w obyciu, bo skłonnym wydawać wyroki wobec wszystkich. Zazwyczaj nie doskwierało mu to tak bardzo, dopóki nie spostrzegł, że nikt nie pozostał przy jego boku. Dogłębnie poznał uczucie straty, które bez problemu odnajdywał w ciemnozielonych oczach Skamandera.
Co miał mu powiedzieć? Krzykiem nakazać, aby wziął się w garść, kiedy sam ledwo trzymał gardę? Spoglądał w milczeniu na zasiadającego w siodle towarzysza, po raz pierwszy identyfikując się z nim w jakimś stopniu. – Lećmy – odpowiedział na jego wezwanie, nie chcąc pozostawiać go samemu sobie, ale przede wszystkim z chęci zwalczenia własnej samotności. Zgarnął miotłę między uda, ulokował się na niej wygodnie, a potem odbił nogami od twardego gruntu, chcąc wznieść się wysoko, oderwać się od wszystkiego dosłownie i w przenośni. Jego miotła nie mogła w żadnym razie wygrać z silnym skrzydłami wierzchowca, ale wspólny lot był stabilny, kiedy szybowali ponad słoną wodą. Świadomie milczał, dając możliwość wypowiedzenia się Skamanderowi, gdyby tego właśnie potrzebował, choć świst wiatru łatwo by zagłuszył słowa.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Klify [odnośnik]17.01.21 22:44
2.10, późna noc, stąd

Hep!
Kręciło mu się w głowie od nadmiaru wrażeń, ale nie zamierzał przestawać, nie mógł przestać, nie mógł zwolnić, nie mógł zasnąć. Wiedział, że gdy tylko straci czujność, nudziarz Michael znów przejmie kontrolę. Nie po to uciekał rano od wspomnień dementorów, nie po to próbował się przemienić, nie po to zepchnął człowieka w ciemność, by teraz oddawać władzę nad tym ciałem. Było łyse, słabe, niezdarne, ale przynajmniej mógł wreszcie je kontrolować.
Nie mógł kontrolować jedynie tej dziwnej czkawki, która dopadła go w najmniej oczekiwanych momentach i wyrzucała w nieznanych miejscach. Nie psuło mu to jednak zabawy. Magia była dziwna i trochę niezrozumiała, może jego przypadłość wcale nie była nietypowa. Każde miejsce było zaś nieznane - nawet jeśli Michael już w nim był, to Fenrir widział je nowymi oczyma. Złote iskry tańczyły w jego źrenicach, a krew i alkohol krążyły szybko w żyłach. Nudziarz miał rację, gdy przekonywał go w Azkabanie, że nie chcą umierać. Życie było wspaniałe, ciekawe, pełne nowych wrażeń i doznań. Nudne stawało się jedynie wtedy, gdy było się smętnym wilkiem, spętanym na smyczy w ciemnym kącie cudzego umysłu. Wolność upajała i nie zamierzał oddawać jej za szybko. Może nawet nie odda jej... nigdy? Ciekawe, ciekawe, jak długo nudziarz jest w stanie stawiać mu opór.
Odetchnął głęboko i przeciągnął się, gdy znów wylądował w nowym miejscu. Nozdrza zadrgały, gdy poczuł zapach morza. Już mu się podobało. Giętkim i beztroskim krokiem, nie myśląc o żadnej wojnie (niebezpieczeństwa nie były mu straszne, był w końcu alfą! A przynajmniej chciał nim być), ruszył wzdłuż klifów, co jakiś czas zerkając w dół i podziwiając fale.
Po kilku minutach z przerażeniem zdał sobie sprawę, że ciało odmawia mu posłuszeństwa. Było jakieś ociężałe, krew krążyła coraz wolniej, a im częściej mrugał, tym trudniej było mu otworzyć ciężkie powieki.
-Wrrrr. - warknął cicho. -Nie, nie, nie. - syknął do siebie z determinacją. Nie zaśnie, nie odpocznie, nie zwolni, nie ma mowy! Musiał pędzić, musiał cieszyć się kruchą kontrolą, nie mógł dać nudziarzowi żadnej sposobności na przebudzenie się. Podskórnie czuł, że sen ukróci jego zabawę. I że zaczyna się nudzić, a gdy tylko zabraknie mu wrażeń, poddał się zmęczeniu. Sfrustrowany, podrapał się po głowie, szukając jakiejkolwiek sposobności do obudzenia się. Czy powinien rzucić się z klifu...? Woda była zimna, tak kojarzył, pewnie by pomogła.
Wtem dojrzał w oddali zgarbioną sylwetkę kogoś, kto chyba siedział na klifie. O, inni ludzie też pomogą. Można było z nimi ćwiczyć rozmowy i w ogóle śmiesznie się bawić. Szybko ruszył w tamtą stronę i przyjaźnie pomachał nieznajomemu.
-Hhhhej! - "h" wciąż sprawiało mu trudność, wydostając się z gardła nieco chrapliwie i warkliwie, ale pracował nad tym. Zauważył, że ludzie jakoś się płoszyli, gdy chciał ich zjeść, ale że słowa i niektóre gesty zdawały się ich uspokajać. Przywitał się, pomachał, chyba spełnił już wszystkie zasady niepisanej konwencji. A nie, jeszcze, ten... no..., a tak, nazywali to uśmiech. Zbliżając się do nieznajomej osoby, wyszczerzył zęby w wilczym, lecz przyjacielskim w gruncie rzeczy grymasie. Światło półksiężyca padło na jego twarz, mieniącą się teraz srebrną, niemalże brokatową poświatą.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 05.03.21 22:29, w całości zmieniany 2 razy
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Klify - Page 6 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Klify [odnośnik]17.01.21 22:44
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Klify - Page 6 TDvoXmr
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Klify - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Klify [odnośnik]23.01.21 23:44
Przebywanie w tym miejscu uspokajało nerwy, naderwane przez koszmary, pustkę i ból. Śmierć brata była jak lawina, jak sztormowa fala, która zmiotła dotychczasowe życie Rigela i całej jego rodziny. Jednak Blackowie byli silni i już powoli zaczęli odbudowywać to, co zniszczył zły los.
Fale z łoskotem rozbijały się o ostre skały, a przenikliwie zimny wiatr targał włosy i ubranie, przynosząc ze sobą również krople słonej morskiej wody, które osiadały na policzkach i ustach. W ciemnościach nocy przestrzeń wody, ciągnąca się aż po horyzont, odbijając srebrzyste światło Księżyca, wyglądała jak kawałek drogiego materiału. Jak całun, którym przykryto zwłoki Alpharda.
Wiatr przegonił resztki chmur, ukazując niebo, bogato usłane gwiazdami. Cywilizacja była daleko, dlatego jesienne niebo, niezmącone światłami większych miast, dało się podziwiać w całej swojej nieskończonej okazałości. Smok, Wielka niedźwiedzica, Psy gończe, Ryś... Takich miejsc i takich widoków nie dałoby się znaleźć nigdzie w Londynie.
Rigel siedział i chłoną tę atmosferę. Zwiesił nogi z klifu, patrząc na wzburzone fale pod swoimi stopami. Zawsze lubił spędzać czas nad morzem, gdzie przyroda ukazywała pełnię swojej zimnego i morderczego majestatu. A jej piękno zapierało dech w piersiach. Przy takiej sile, tak obcej i nieludzkiej, Black czuł się lepiej. Jego problemy, przy ogromie morza były marnością, a w porównaniu z gwiazdami - w ogóle nic nieznaczącym pyłem. Był tylko małym trybikiem w wielkiej machinie. Jego emocję się nie liczyły, gdyż nie znaczyły niczego w obliczu dobra i polityki rodziny. Powinien się tego bać, ale szlacheckie wychowanie i poczucie obowiązku sprawiły, że młody lord Black się z tym pogodził. W końcu również jemu zależało na dobru rodu i przyszłych pokoleń, które już niedługo przyjdą po nim.
Po śmierci brata wiele się zmieniło. Oczekiwania ojca co do roli Rigela wzrosły po tysiąckroć. Z jednej strony - chłopak cieszył się, że ojciec w końcu go zauważył i docenił, powierzając tak odpowiedzialne zadanie. Z drugiej… z drugiej po prostu się bał i był kompletnie przytłoczony. Tego zwyczajnie było za dużo.
Właśnie dlatego tej nocy Rigel opuścił stolicę, wymykając się na miotle z okna swojej sypialni. Żeby nie zostać rozpoznanym, porządnym Capillus przefarbował włosy na biało i znacząco je skrócił, pozbywając się nieposłusznych loków. Gdyby nie ciemne oczy i ciemniejszy dwudniowy zarost, prawdopodobnie uszedłby za albinosa. Założył jeszcze duże okrągłe okulary, do torby spakował whiskey i inne używki, które posiadał - nie wiedział, na co z tych rzeczy będzie akurat mieć ochotę i w jakiej ilości. Przed opuszczeniem domu dokończył jeszcze resztki jakiegoś rumu, żeby dodać sobie odwagi. Na miejscu prawie od razu zaczął od Ognistej, gdyż przez zimny wiatr, podróż na miotle nie należała do najprzyjemniejszych.
Black pochłaniał płyn drobnymi łyczkami, od czasu do czasu rzucając kamień w wygłodniałe fale. Patrzył jak lecą w dół, nie w stanie niczego zmienić, aż uderzały w morską pianę, by zniknąć na zawsze.
Kiedy tak siedział zgarbiony, wpatrując się w dół, nagle usłyszał kroki. Powoli, podniósł głowę, próbując zrozumieć, kto się właśnie zbliża. Był już trochę wstawiony, więc jego ciało reagowało na bodźce o wiele wolniej niż zawsze.
Coś było nie tak w tej osobie. Szedł jakby zbyt energicznie oraz miał bardzo dziwny akcent, a kiedy Księżyc wypłynął zza niedużej chmury, którą nagle przygnał wiatr, i oświetlił twarz nieznajomego, ta zaczęła się mienić, jakby była oszroniona. Widok ten był niesamowity, piękny, ale i też niepokojący.
Czego on chce?
-Dobry… khm. Witam. - przywitał się ostrożnie. - Czy coś się stało?
Nagle usłyszał jakiś warkot. Dźwięk ten kompletnie nie pasował do hipnotycznej muzyki fal. Tak naprawdę, to nie pasował do niczego, co Rigel kiedykolwiek mógł słyszeć. I się zbliżał, stając się coraz głośniejszy. Wtedy zza zakrętu wyłoniło się To Coś. Coś błysnęło w stronę Blacka oślepiającym światłem, grzmiało, warczało i dymiło się jak cholera. Mimo swojego stanu upojenia, chłopak szybko zerwał się z miejsca i czmychnął w krzaki, mając nadzieję, że to Coś go nie zauważyło. Po sekundzie dopiero zauważył, że nadal ściska butelkę z alkoholem. Na wszelki wypadek zakorkował ją bardzo powoli, starając się nie narobić szumu, po czym schował ją do torby. Potwory potworami, ale nie mógł pozwolić zmarnować się whiskey.
Bestia zawarczała znowu, ale trochę inaczej niż przed chwilą - zupełnie jakby kaszlała, dławiąc się czymś... i stanęła. Dym z jej trzewi stał się gęstszy.
Sylwetka osobnika, który wcześniej szedł w stronę Rigela, odbiła światło tych jarzących się potwornych ślepi, jak by była wykonana z kawałków lustra. Bestia na pewno go zauważyła.
Czy trzeba go ratować? Może sobie jednak poradzi? A jeśli nie..?
Młody lord wydobył różdżkę, gotów, żeby ruszyć na pomoc nieznajomemu, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli.
Na trzeźwo taka myśl nigdy nie przyszłaby mu do głowy.

|piję Ognistą Whisky


The truth may be out there
But the lies are inside your head.



Ostatnio zmieniony przez Rigel Black dnia 08.08.21 13:12, w całości zmieniany 3 razy
Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Klify [odnośnik]24.01.21 2:01
Wciągnął nosem powietrze, jak zawsze, gdy stykał się z czymś nieznanym. A wszystko było przecież trochę nieznajome, a trochę znajome, odbierane przez pryzmat świeżego spojrzenia wilka i wspomnień nudiarza Michaela, trochę straszne i trochę cudowne!
Poczuł morską bryzę, neutralno-nieszkodliwy zapach młodzieńca (pachniał trochę smutno, ale nie był chyba wrogo nastawiony - tym ludzkim nosem ciężko to określić, ale zdał się na instynkt) i kuszący, ostry zapach jakiegoś napitku. Spojrzał ciekawsko na butelkę i przejechał językiem po zębach. Fajne!
Ludzie nie byli zwierzętami, więc nie mógł rzucić się na nieznajomego w walce o łup. Jeszcze ta butelka by się stłukła - podpowiadał mu ludzki rozsądek. No dobrze, załatwi to po ludzku.
-Wfitam! - powtórzył ochoczo za białowłosym (ciekawa ta sierść, inna niż u reszty przedstawicieli gatunku!). Fajne słowo! Czy coś się stało? Och, dużo się działo! -Ahh, widziałem pożar i różne... rzeczy i nie mogę zasnąć. - podzielił się ochoczo swoim ciekawym dniem. Różnymi "rzeczami" były śmieszne elfy w Dolinie Godryka, ale wiedział, jak poprawnie wymówić nazwę, którą podpowiadał mu umysł. Zamrugał, reflektując się nagle, że ludzie zabawnie akcentują różne rzeczy i że musi coś uściślić. -Nie mogę zasnąć. - powtórzył, aby zaznaczyć, że nie może. -Wtedy wszystko się skończy, o mało tak się nie stało w pożarze. - pożalił się, nudziarz Michael omal nie odzyskał wtedy kontroli, strach działał na niego jakoś pobudzająco, niestety. Łatwiej było go spychać go podświadomości, gdy nie uruchamiał się w nim instynkt bohatera.
-Wiesz, jak nie zasnąć? - zapytał z ciekawością, bo we własnej głowie nie znajdował odpowiedzi. To pewnie złośliwy nudziarz chował przed nim użyteczne rozwiązania, albo sam nie wiedział. Nudziarze pewnie sypiają regularnie. Ten młodzieniec wyglądał na kogoś interesującego, miał fajną fryzurę, fajne szkiełka na oczach i fajną butelkę.
Zanim młodzian odpowiedział, Fenrir poderwał głowę, słysząc dziwny warkot. Dziwnie znajomy. Spojrzał na dymiące żelastwo i na moment znieruchomiał, mrużąc oczy od światła. Jego własna skóra zaczęła się mienić faerią srebra, ale podskórnie ogarnął go strach. Najwyraźniej dzielił lęk z młodym, który... zniknął? Ale... zmarszczył lekko brwi.
-Wiem co to... - uświadomił sobie nagle, rozszerzając oczy. Michael, co to jest? - w obliczu niebezpieczeństwa odruchowo wezwał swojego współlokatora i natychmiast pożałował. W jednym momencie uświadomił sobie kilka rzeczy.
Że to ciężarówka, ale chyba się zepsu...
Że zna skądś twarz tego młodzieńca.
Że to pracownik Ministerstwa nie mów mu ni...
Że chwila, w ciężarówce jest mugol, trzeba mu pomó...
Że ODDAJ MI MOJE CIAŁO!
-ARGH! - przytłoczony ludzkimi myślami zgiął się wpół, czując przenikliwy ból w skroniach. Inny, niż tępe cierpienie, które rozciągało mu mięśnie podczas przemian ciała. To człowiek, ten cholerny nudziarz, nie mógł zamilknąć, walczył z nim o jaźń, krzywdzisz mnie. Głupia myśl, to jasne, że nudziarz chciał go skrzywdzić, chciał się go pozbyć. Mimowolnie, łzy stanęły mu w oczach i pociekły po policzkach, bo zrozumiał, że nadal jest na smyczy. Że może nigdy się z niej nie zerwie, poza krótkimi, wykradzionymi chwilami.
Zamknij się, a pomożemy temu mugocośtam. - zadecydował. Znał już Michaela szmat czasu, wiedział, że nudziarz będzie skupiony na kimś, kto jego zdaniem potrzebował pomocy, za kogo czuł się odpowiedzialny. Nie wiedział, czemu wybrał akurat postać w kabinie, a nie przerażonego młodzieńca, ale nie miał czasu dyskutować z czarodziejem w swojej głowie. Niechętnie ruszył w kierunku pojazdu, czując, że to uspokaja Michaela.
-WITAM - fajne słowo!!! -pomogę Ci! - zaproponował z błyszczącymi oczyma, wilczym uśmiechem, i cały świecąc się na srebrno. Dziwne słowa, w połączeniu z przejściem na "ty", zdawały się nie uspokoić starszego (o jakieś dwie dekady od Michaela, zdaniem Fenrira to szmat czasu) kierowcy.
-P...proszę, nie rób mi krzywdy, n..nie mam nic c..cennego... - z wnętrza żelaznego potwora popłynęły słowa, słyszalne również dla Rigela - jeśli się w nie wsłuchał. Gromki ton FenriroMichaela słyszał bez problemu.
-To coś... stoi a ma nie stać? - upewnił się Fenrir, słuchając cichego nawoływania w swojej głowie to wybrzeże wygląda trochę jak Kent, do cholery, każ mu się ukryć. Co to jest Kent? Nieważne, ukryjcie ciężarówkę i mugol niech ucieka! Spytaj go co tam jest! -Co tam jest? Musisz to zostawić i się ukryć, tu nie jest bezpiecznie. - powtórzył mechanicznie za nudziarzem, licząc na to, że kooperacja zapewni mu chwilowy spokój. Najwyraźniej również Michael uznał, że przekonanie drugiej cząstki siebie do współpracy ma większe szanse powodzenia niż wściekły atak na własną psychikę i na razie dyktował Fenrirowi jego kwestie.
-N...n..ie mogę tego z...zostawić, ale t..to tylko ubrania, one są p...potrzebne... - wymamrotał mugol.
Dobra, wiem jak zdobyć jego zaufanie. Ale musisz SZEPTAĆ, rozumiesz? Powiedz mu, że Twoi rodzice nie byli czarodziejami, że wiesz jak zabezpieczyć te ubrania.
No nie miej mnie za jakiegoś psa, umiem szeptać, wrrr. Nachylił się więc i szeptał, to, co podsuwała mu podświadomość. Do uszu Rigela mogły dolecieć tylko strzępy: "też... golę... uflaż...dres... ogę... utro... atwię..." Mugol wydawał się trochę przerażony, ale kiwał głową, uznając, że może faktycznie lepiej stąd uciec i nie przebywać w towarzystwie tego srebrnego ekscentryka: który właśnie zapewniał go, że też jest po części mugolem, że nałoży na ciężarówkę kamuflaż, że dostarczy ładunek pod wskazany adres, że może jutro wszystko załatwić.
Poproś go, żeby to zapisał.
-Możesz to dla mnie zapisać? - zażądał Fenrir, może nieco zbyt natarczywie. Drżącą ręką, kierowca zapisał mu adres - a że nie był naiwny, to nie podał mu od razu wszystkich kryjówek, w których ukrywali się potrzebujący, a jedną - gdzie Michael będzie mógł nawiązać kontakt, zdobyć od nowa zaufanie mugoli i adresy reszty punktów. Potem wyszedł nieufnie z ciężarówki i pomógł wyładować z niej część zapasów, tyle, ile Tonks będzie mógł udźwignąć. Następnie razem zaczęli pchać* ustrojstwo w krzaki, gdzie będzie mogło poczekać do rana. Mógłbyś jeszcze... - Michael zaczął myśleć nad magicznymi sposobami, ale mugol już uciekał w drugą stronę (zapamiętując, gdzie zostawił swój pojazd), a wilk brał ubrania w ramiona, uginając się pod ich ciężarem. Ups, chyba będą lekko srebrne! ZROBIŁEM CO CHCIAŁEŚ, ZAMKNIJ SIĘ! - warknął na tyle głośno, że w jego głowie na chwilę zapadła cisza. Wiedział, że Michael zaraz znowu zacznie marudzić, więc musiał szybko coś wykombinować.
-EJ, MŁODY! - wrzasnął. Czemu ten też zniknął, czemu wszyscy przed nim uciekali? -POMOŻESZ MI Z TYMI CIUCHAMI? - Michael zdawał się nie lubić tego gościa, więc złośliwy wilk tym bardziej ochoczo wezwał go na pomoc. Szkoda, że nie przyszło mu to do głowy gdy pchał ciężarówkę! Miał wtedy w głowie za dużo głosów. -I co tam miałeś do picia...? - dodał ciszej, jakby do siebie. Chciało mu się pić. I jeść. Wszystkiego mu się chciało.


*rzut na sprawność (53+11x2 = 75, mugol też pcha)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Klify - Page 6 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Klify [odnośnik]25.01.21 20:09
Mężczyzna budził niepokój. Było w nim coś dziwnego, jednak Rigel mimo starań nie był w stanie tego nazwać. Czy był to sposób, w jaki się poruszał, czy to jak budował zadania? Czy może to, o czym mówił? Pijany? Szaleniec? Pod wpływem innych substancji czy zaklęć? Tego nie wiedział. Na szczęście, chyba nie chciał mu zrobić krzywdy. Przynajmniej na razie.
Jednak teraz głównym problemem było to Coś. Kiedy fala strachu zeszła z jego ciała i pozwoliła umysłowi działać, Black zaczął się z ukrycia przyglądać temu czemuś, zasłaniając ręką oczy przed jasnym, oślepiającym światłem Z tej perspektywy Coś przestało być tylko dwoma jasnymi punktami, otoczonymi ciemnością. Z każdą sekundą, potwór zaczynał nabierać kształtów - był wielki, metalowo-szklany, z jakąś skrzynią z tyłu i niemiłosiernie oblepiony przez warstwy zaschniętego i świeżego błota. Oraz, co ciekawe, miał koła. Mugolska technologia.
Czy to jakiś pojazd?
Rigel już chciał wyłazić z krzaków, żeby podejść bliżej do tego kwadratowego paskudztwa, jednak to, jak zachował się ten dziwaczny mężczyzna, zmusiło go do pozostania w krzakach. Osobnik wyglądał, jakby ktoś... albo coś użyło na nim Cruciatusa. I... płakał?
Niemożliwe, żeby to mugolskie coś miało takie moce? Przecież mugole nie znają takich sztuczek!
A przynajmniej nie powinni.
Na szczęście, osobnik doszedł do siebie i po chwili ruszył wprost w stronę pokracznego mugolskiego pojazdu. Black wstrzymał oddech i zaczął obserwować, co sie dalej stanie. Miał nadzieje, że mężczyzna rozprawi się z tym czymś. Nie mógł przecież w zmowie z mugolami. A jesli tak... To by oznaczało, że Rigel musi uciekać.
Wewnątrz pojazdu ktoś był. Ten ktoś brzmiał na przerażonego, gadał coś o jakiś rzeczach, jednak dziwny warkot, jaki wydobywał z siebie pojazd, zagłuszał połowę rozmowy. Black nie rozumiał, po co ten dziwny, błyszczący mężczyzna z nim w ogóle rozmawia. Przecież to MUGOL. Niebezpieczny, czyhający, tylko żeby zabić...
A kiedy obaj wyszli i zaczęli pchać potworną maszynę w krzaki, to Rigel zupełnie się zgubił i nie wiedział, co o tym wszystkim tym sądzić. Wiedział jedno - mugol był jeden. Kamień spadł mu z serca, kiedy zobaczył, jak ten ucieka gdzies w noc. Na pewno osobnik go zastraszył i kazał zostawić majątek. Inaczej być nie mogło.
Usłyszawszy, że jest wołany, potomek Szlachetnego i Starożytnego rodu ostrożnie wyjrzał z krzaków.
Czy myśmy właśnie okradli... mugola?
-I co mamy z nimi zrobić? - zapytał ostrożnie, zerkając na górę materiału, i pilnując się, żeby mówić w taki sposób, jak mówiły osoby w klubie jazzowym, do którego udało mu się wybrać, zanim… zanim życie trafił szlag. Ubrania wyglądały bardziej jak szmaty. Ich ostry i dziwny zapach był na tyle mocny, że mimo odległości, jaka dzieliła go od dziwnego osobnika, Rigelowi chciało się kichać. Podszedł bliżej i dwoma palcami podniósł jedną z rzeczy, która upadła na mokry piasek. To chyba była jakaś bluzka.
Ohyda.
-Do picia? No mam. Przyszedłem się tu w spokoju i samotności się najebać, bo życie to gówno.
Przekleństwa ledwo przeszło mu przez gardło, ale za wszelką cenę postarał się brzmieć jak typowy biedny Anglik, który na pewno nie jest lordem.
-Ale jeśli Pa... ty nie chcesz spać, to chodź, napijesz się ze mną. Też wyglądasz na kogoś, komu to się przyda. - wzruszył ramionami. W sumie trochę bał się odmawiać osobnikowi. Jego prośba i pytania o niespanie były dość niepokojące. - Mam whiskey.
Zarzucił sobie tę bluzkę na ramię, bo co innego przykuło jego uwagę, coś o wiele ciekawsze niż sterta łachów nieznanego pochodzenia. Sam pojazd. Rigel bardzo powoli podszedł do jego przedniej części, trzymając różdżkę w pogotowiu, nie mając pewności, czy ten znowu nie zacznie dymić i warczeć. Bardzo niepewnie i powoli dotknął lodowatych metalowych drzwiczek, musnął opuszkami palców brudną szybę.
Pojazd był brzydki, tak tragicznie brzydki, że aż ciężko było oderwać od niego spojrzenie. Jak coś takiego mogło istnieć na świecie, czyj chory umysł zrodził coś tak niewymiarowego, kanciastego i odrzucającego?
Rigel zauważył, że coś błyszczącego na długiej rączce odstaje od boku pojazdu. Lusterko.
Ono było jedyna ładną rzeczą w całej tej konstrukcji, tak bardzo niepasujące do całości. Samotne.
Mody Black po prostu nie mógł się powstrzymać...
-Defodio!- wypowiedział, celując w bok lusterka, jednak nic się nie stało.
Szlag!
Szybko wydobył z torby butelkę whiskey, zrobił łyk i przetarł usta wierzchem dłoni. Za dużo nerwów jak na jeden wieczór.
-Defodio! - powiedział głośniej, poirytowany. Na szczęście, tym razem się udało - zaklęcie uderzyło w cienką rączkę, na której trzymało się lusterko, uszkadzając ją na tyle, że złamanie nie jej nie stanowiło już większego problemu, nawet jak na słabe możliwości fizyczne Blacka.
-No i pięknie. - powiedział zadowolony, podnosząc lusterko na tyle wysoko, żeby zobaczyć zarys swojej twarzy w świetle Księżyca. Wyglądał, jakby nie spał z miesiąc.
-Czemu właściwie tutaj przyszedłeś? - zapytał nieznajomego. - W ogóle, to Riley jestem. A ty?
Uśmiechając się w duchu, użył imienia, które nadała mu Forsythia, kiedy byli razem na nielegalnych tańcach. Dlaczego nic już nie będzie takie jak kiedyś?


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Klify [odnośnik]25.01.21 21:25
Rozpromienił się, widząc buzię młodego za krzakami. Już się bał, że został tutaj całkiem sam! Towarzystwo pomagało nie zasypiać - chyba, że było akurat kimś, przy kim w nudziarzu uruchamiał się bohaterski instynkt odzyskania własnego ciała. Na szczęście, tamten mugol uciekł i Fenrir odzyskał chwiejną kontrolę, kurczowo ściskając kopę ubrań. Reszta pozostała w ciężarówce, póki co. Trącił barkiem drzwi od przyczepy, zamykając w nich resztę ładunku.
Co mamy z nimi zrobić?
-Eee... - cholera, Michael znowu się budził. Oddać je potrzebującym! -No dobra, dobra... - warknął do nudziarza, żeby ten się uspokoił i dopiero potem przeniósł wzrok na młodego. -...oddać je potrzebującym, oczywiście! - Musimy tu jutro wrócić po resztę, spytaj go gdzie jesteśmy tak właściwie... OGARNIAM PRZECIEŻ, ZAMKNIJ SIĘ. -Jutro wrrrócę po rrresztę. Gdzie jesteśmy, tak wuaściwie? - no proszę, powtórzył wszystko jak jakiś tresowany pies, zasłużył chyba na chwilę spokoju?
Przekrzywił lekko głowę, usiłując zrozumieć młodzieńca. Tyle nowych słów! Najebać, jebać... Próbował przypomnieć sobie aurorski slang, ale tak bez alarmowania nudziarza, więc szło mu dość opornie.
-Najebać z kim? Kogo? - dopytał, chyba pojmując znaczenie tego słowa i nieco się dziwiąc, bo nie widział w okolicy żadnych samic. I dlaczego życie to kupa? Gówna pachniały raczej jednakowo, a życie... różnorodnie.
-Chętnie! Prrrroszę! - uśmiechnął się wilczo w odpowiedzi na zaproszenie, manier nauczył go wszak Bojczuk. Ubrania były trochę ciężkie, więc ruszył w stronę krzaków i plaży. Dopiero gdy usiadł na piasku i położył kupkę tych dziwnych futer (które wcale nie były futrami, ludzie to mają pomysły...!) obok siebie, obejrzał się przez ramię na młodego, który majstrował coś przy ciężarówce.
-Ejej, zostaw, nie chcemy go - nudziarza -obudzić! Napijmy się tej łyski! - zawołał niecierpliwie, czekając aż młody do niego dołączy. Dopiero wtedy zauważył jakiś błysk w jego dłoni i zerknął ciekawie na nieznany obiekt. Rozszerzył oczy ze zdumieniem, gdy zobaczył... nudziarza? Ale też chyba... siebie? W oczach tańczyły mu złote iskry, a skóra błyszczała jak... -...jak księżyc... - szepnął z bezbrzeżnym zachwytem. Był piękny. Przeniósł wzrok na nieświecącego znajomego-nieznajomego, potem znowu na siebie, potem znowu na niego.
-Ty nie świeciszzzz. Hep! - zauważył z nutką rozczarowania. I czknął. -Ale - zdał sobie nagle sprawę, prostując się dumnie. -On umie... ja umiem... - że też dotychczas nie wpadło mu to do głowy! Umieli przecież robić te sztuczki z kijkiem, musiał zapamiętać tą zdolność po Michaelu! Sięgnął po różdżkę, palce instynktownie zacisnęły się na drewienku, tak jakby pamięć kryła się w ciele i w umyśle, niezależnie od okupującej głowę świadomości. Skupił się na świetle księżyca i odpowiednie słowa same odnalazły drogę do jego ust.
-Fae feli! - zawołał triumfalnie i srebrny pyłek wystrzelił z różdżki w powietrze, opadając na piasek, na lusterko, na czuprynę Fenrira, na białe włosy i arystokratyczny nos młodzieńca. -PIĘKNIE. - wypowiedział z dosadną satysfakcją. Teraz byli do siebie choć odrobinę podobni.
-Przyszedłem? - zmarszczył lekko nos, zdziwiony. Nie przyszedł tu przecież. -Pojawiłem się. Dzisiaj tak się pojawiam, Rrrriley. Hep! - odpowiedział szczerze i czknął, nie do końca rozumiejąc przyczynę tego stanu rzeczy. -Wabię się Fenrrrrirrrr. Jak wilk. - przedstawił się imieniem, które podsunęła mu w smoczej  jamie Forsythia, zawijając (zbyt krótki jak na swój gust) język przy każdym rrrr. Spojrzał na Rileya pytająco i sięgnął po butelkę, biorąc pokaźnego łyka. Dziwna woda paliła gardło, ale był dużym wilkiem, musiał to znieść.
-Khee, khee! - odkaszlnął, bowiem napił się zbyt zachłannie. W skroniach nadal mu ćmiło, tak jakby nudziarz lada moment miał zepsuć mu zabawę. A przecież dopiero zaczynali się bawić! -A maszsz coś...hep!... na...ból głowy? - dopytał Rileya, który zdawał się być hojną i posiadającą wszystko osobą. W przeciwieństwie do jego gospodarza, ostatnio nudziarz nie miał w domu nawet pożywnego mięsa. Wrrr. Zapatrzył się w horyzont, fale szumiały, w głowie zaczynało mu szumieć. Przypomniał sobie, że Riley przed chwilą bredził coś o życiu i postanowił odnieść się do jego niezrozumiałych słów. Nauczył się już, że ludzie mogli mu pomagać i że czynili to bardziej chętnie, gdy wymieniał z nimi słowa. Musiał się w tym wprawić, poćwiczyć.
-Życie jest przecieżżż piękne. Jak księżyc. - zauważył, wpatrując się w półksiężyc nad morską taflą. -Przynajmniej, gdy jestem wolny. - dodał smętnie, grzebiąc butem w piasku. -Bo normalnie jestem na smyczy. - pożalił się Rileyowi, który wydawał się mieć rozwiązanie na każdy problem. -Ale jak się jest wolnym - kontynuował, sam zadziwiony własną elokwencją i tym, jak łatwo przychodzą mu słowa. Czy ta dziwna woda zwana łyski miała z tym coś wspólnego? -to jest dobrrrze. - jego dzisiejszy dzień był w końcu całkiem fajny, chociaż nudziarz obiecał mu jeszcze tańce i kobiety. Musiał to kiedyś powtórzyć!


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Klify - Page 6 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Klify [odnośnik]26.01.21 11:22
-Potrzebującym? No tak. Widziałem, że w Londynie wielu chodzi w dziurawych ciuchach. Ale czy te się nadadzą? - Black wzruszył ramionami. - Cholera wie...
Magią nawet najgorsze szmaty dałoby się przerobić w coś znośnego. Pytanie tylko - czy jest sens marnować cenny czas na próby reanimacji tej herezji krawiectwa. No, chyba że ktoś będzie czerpać z tego jakąś sadystyczną przyjemność.
-No… jesteśmy w Dover. Naprawdę nie pamiętasz, jak tu się znalazłeś? - przekrzywił głowę i spojrzał na niego pytająco. Klątwa? Może jakieś efekty uboczne eliksiru? Zaklęcia?
Co ci się dzieje, przyjacielu…? Muszę… muszę to zbadać!
-Najebać się. Upić. O tym, - pokazał butelkę. - Kogoś to można zajebać, czyli zabić. Albo jebnąć, czyli uderzyć.
Kto by pomyślał, że kiedykolwiek będzie robić komuś drobny wykład o tym, jak prawidłowo używać przekleństw. Jak by był jakimś specem od tego rodzaju “wytwornego” słownictwa, wychowanym w czeluściach Doków albo Śmiertelnego Nokturnu. Gdyby go teraz widział Francis, na pewno nie uwierzyłby własnym oczom… i uszom.
-Spokojnie, panuję nad sytuacją! Jak się obudzi, to oberwie Bombardą i po kłopocie, - powiedział rozbawiony, jakby to nie on jeszcze chwile temu chował się w panice przed tym blaszakiem w krzakach. Żeby podkreślić swoją gotowość do walki, tknął różdżką metalowe drzwi mugolskiego pojazdu, które wybrzmiały głuchym echem jak wielki metalowy bęben.
Ale mężczyzna już szedł z tymi ubraniami gdzieś na plażę, a Rigel, nie chcąc pozostać sam przy tym cudzie mugolskiej myśli technicznej, chwycił miotłę, którą zostawił, opartą o kamień, i ruszył za nim.
Pomysł, żeby te paskudne ubrania robiły za siedzisko, wydawał się najlogiczniejszym z możliwych. W końcu w tym stanie do niczego innego by się nie nadawały, no, chyba że na ognisko - ale to później, jeśli zrobi się zimniej. Kiedy tylko usiadł się obok blondyna, w tym prowizorycznym gnieździe, ten tak po prostu wyciągnął mu z rąk lusterko. Minę miał taką, jakby nie do końca wiedział, na kogo właściwie patrzy.
Amnezja? Źle wykonana Legilimencja?
-Co jest jak księżyc? - spytał go, lokując się na starcie mugolskich ubrań. Z dwojga złego wolał mieć na ubraniu ten dziwny, nieznajomy zapach, niż piasek w majtkach.
Dopiero teraz, kiedy nieznajomy był zajęty oglądaniem swojego odbicia w lusterku, Rigelowi w końcu udało się przyjrzeć jego twarzy. Wyglądał na niewyspanego, wymęczonego, ale nawet w takim stanie wydawał się całkiem przystojny. Jedynie te oczy miał dziwne - dziwnego koloru, jakieś takie ...zwierzęce?
Transmutacja? Chociaż, może faktycznie to eliksir?
Inna rzecz, która trochę zastanawiała panicza Blacka to wrażenie, że chyba już go gdzieś kiedyś widział… A może nie? Tak wielu niewyspanych Londyńczyków w niemodnych i znoszonych ubraniach widywał za każdym razem, kiedy opuszczał swój dom.
“On" umie? Czy to jakieś rozbicie umysłu? Opętanie? Robi się coraz ciekawiej…
Roześmiał się, szczerze i głośno, w chwili, kiedy błyszczący pyłek opadł na jego włosy i ramiona, delikatnie łaskocząc w twarz i osiadając na okularach. Kiedy ostatni raz się tak śmiał, zapominając o pustce wewnątrz?
“Fae feli”
Będąc jeszcze w Hogwarcie, tak bardzo chciał ozdobić swoją kreację właśnie takim kolorowym pyłkiem. Albo tym akcentem podkreślić walory szaty, przygotowanej specjalnie na Sabat… Jednak nigdy tego nie zrobił, bojąc się, że taka ozdoba mogłaby spowodować pojawienie się niechcianych pytań ze strony rodziny i niektórych znajomych. Za to teraz w końcu się udało. Może i nie był ubrany w jedwabie, tylko w powyciągany, koszmarny, stary sweter, jednak rzeczywiście poczuł się piękniej i odrobinę lepiej. A może to tylko kwestia alkoholu? A może tego, że osobnik nie rzucił jakimś paskudnym komentarzem?
-Fenrir? Ciekawe imię. Ale chyba nie powiesz mi, że przyszedłeś tutaj pożreć Odyna? - zażartował. Ciekawe czy prości ludzie czytają takie książki?
-Na ból głowy mam tylko to, - postukał krótkimi paznokciami w butelkę, którą blondyn nadal trzymał w dłoniach i sprytnie ją mu zabrał, żeby samemu się napić. Miał też inne specyfiki, które pewnie  również dały radę uporać się z bólem głowy… na swój sposób. Ale o tym później. - Chciałbym pomóc skuteczniej, ale nie znam się na magii leczniczej.
Zamyślił się chwilę.
-Czy ktoś cię poczęstował cukierkami, że masz tę czkawkę? Czy teleportacja się schrzaniła? - patrzył na mężczyznę zaciekawiony. Lusterko położył obok, żeby odbijał się w nim księżyc.
Na smyczy.
To słowo dziwnie rezonowało wewnątrz głowy Blacka. Jak to jest - być na smyczy? Czy, on, lord Starożytnego rodu też na niej był? Tak naprawdę, to Rigel tak na to nie patrzył. Konwenanse były bezpieczne, trwałe, a młody lord chciał być dostojnym członkiem swojego rodu, przynosić dumę… Jednak miewał takie dni, kiedy czuł się jak ktoś obcy. Bo w pewnym sensie tak właśnie było. Tiara Przydziału uświadomiła mu to jeszcze w dzieciństwie. A później było już tylko gorzej… kiedy okazało się, że… jest popsuty, i mimo prób, kompletnie nie wiedział, jak ma siebie naprawić. Nie miał też nikogo, kto by mógł to zrobić. Ale nie wszystko było stracone. Niedawna rozmowa z ojcem dawała nadzieje, że jednak będzie mieć szansę w końcu coś w swoim życiu zmienić, się wykazać, wyjść z cienia braci. Może to podziała terapeutycznie?
Jednak tak bardzo bał się, że temu nie podoła...
Przyciągnij kolana do siebie i uśmiechnął się do Fenrira. Czy jego życie było prostsze? Na pewno miał mniej zobowiązań przed rodziną i krajem.
-U mnie po prostu się wszystko zjebało w domu. - machnął ręką. - A co ciebie więzi?


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Klify [odnośnik]26.01.21 16:16
-No dziwne z nich futra, ale co będą wybrzydzać... Ja nie wybrzydzam. - zauważył, nie mogąc przeboleć tego, jak zimno bywało w obecnym, bezfutrzastym ciele. Jego nieliczne włosy na ciele były jakąś żałosną imitacją sierści, a te na głowie sterczały niczym sztywna szczecina. Zerknął na młodzieńca, może on miał jakieś lepsze futro? Twarz co prawda pozostawała gładka, ale burza na jego głowie wyglądała na... mięciutką. I ojej, one się kręciły! -Ty masz fajniejsze. - stwierdził prostolinijnie.
-Najpierw byłem w... hep! takiej ciemnej... łazien...łaźni? - skupił się, a po jego twarzy przemknął cień strachu. W łaźni była bardzo zła pani, którą z jednej strony chętnie by zjadł, ale która umiała robić bardzo przykre rzeczy. -A potem...hep! tutaj. - wyjaśnił pogodniej. Dover - zapamiętał w tym czasie głos w jego głowie, ale Fenrir szybko go uciszył, skupiając się na wykładzie z przekleństw. Młodzieniec był taki mądry i cierpliwy, w przeciwieństwie do nudziarza!
Zaniepokoił się lekko, gdy młody zaproponował wysadzenie nudziarza Bombardą, i to z taką nonszalancją. Miał jaja, trzeba przyznać, ale Fenrir przypomniał sobie działanie tego zaklęcia i... czy to nie skrzywdzi też jego?
Na szczęście, gdy młodzieniec dołączył do niego na plaży, nie celował w niego drewienkiem i chyba nie wysadzi niczego w powietrze. Usiadł za to na kupie ubrań, a Fenrir ochoczo skopiował ten pomysł. Bystrzak!
-To... - gestem dłoni wskazał na swoją skórę, licząc, że młody zauważy wszechobecny srebrny pyłek. -Rosło w smoczej jamie, ale... wygląda jakby spadło z nieba. - uśmiechnął się blado, trochę smutno. Tęsknie wbił wzrok w prawdziwy księżyc, ten nad ich głowami. Nie mógł się doczekać, aż na niebie ukaże się pełna tarcza. Chwila bólu - a potem cała noc wolności! Prawie wolności. Srebro piekło, a łańcuchy nieprzyjemnie wbijały się w skórę, ale przynajmniej głowa była wtedy jego.
Drgnął, słysząc dźwięczny śmiech Rileya - a potem, trochę odruchowo, mu zawtórował, swoim głębokim barytonem. No proszę. Całkiem to przyjemne. Rzadko miał okazję się śmiać, nie wiedział, czemu ludzie to robili, ale było miło.
-Teraz też wyglądasz jak księżyc. - zauważył, przesuwając spojrzeniem po białym futrze na głowie Rileya. Trochę mu go zazdrościł.
-Tu jest kt...coś do jedzenia? - ożywił się na wspomnienie Odyna. Bogowie byli dla niego zupełnie abstrakcyjnym konceptem, bogiem był księżyc. Nagle ukłuło go jednak coś wcześniej nieznanego - ambicja. Miał się nauczyć, jak przypodobać się ludziom. Nie chciał wyjść przy Rileyu na jakieś... zwierzę. -Dałbym radę Odynowi. - stwierdził więc dumnie, kimkolwiek był Odyn. Nudziarz zabraniał kiedyś mu niegdyś jeść ludzi i co pełnię skuwał ich srebrnymi łańcuchami, ale potem pozwolił mu zjeść trzech gwałcicieli (tak Michael o nich myślał, nigdy jak o ludziach) w lesie, więc Fenrir mógł chyba robić, co chciał.
"Chciałbym pomóc?"
Przekrzywił lekko głowę i wbił w Rileya przenikliwe spojrzenie, ale nic nie odpowiedział. Zwyczajnie zabrakło mu słów. Nie pamiętał, żeby ktokolwiek kiedykolwiek chciał mu pomóc. Nudziarzowi tak, ale nigdy jemu. Uśmiechnął się tylko pod nosem, czując dziwne ciepło na policzkach. Gdyby był bardziej wprawiony w byciu człowiekiem, zrozumiałby, że to zakłopotanie. Sięgnął po butelkę i upił kolejnego sporego łyka, tym razem zwalczając odruch kaszlu. Zrobiło się jeszcze cieplej - najpierw w gardle, a potem w całym ciele. Oddał Rileyowi butelkę i niecierpliwym ruchem rozpiął (albo raczej rozwali) kilka guziczków koszuli - rozchełstał ją trochę i odetchnął pełną piersią. Już lepiej. Morska bryła tańczyła na skórze, a światło księżyca i srebrny pyłek splotły się z bladymi bliznami na barku - większość z nich była schowana pod ubraniem, ale część było już trochę widać.* To dlatego nudziarz zawsze zapinał się pod szyję.
-Cukierkami nie. Widłami. - odpowiedział beztrosko, pamiętając nazwę tego, co zaproponował mu człowiek pod elfim drzewem.
-W domu... - powtórzył po Rileyu zamyślony. Miał dom, ale to nie był jego dom. -Mnie nikt nie chce w domu. - uświadomił sobie nagle. Ludzki odruch kazał mu odwzajemnić uśmiech, ale wyszło jakoś... smutno.
Bo przecież wszystko pamiętał. Strach ciemnowłosej pani, która wyprowadziła się zaraz po tym, gdy się z nią przywitał. Małą siostrę, nazywającą go chorobą. Obawy nudziarza, że Fenrir pożre w Azkabanie swoją drugą siostrę. Jasnowłosą panią, która tak bała się jego dotyku, ale próbowała namówić nudziarza, by jakoś się pogodzili, nauczyli ze sobą żyć - i wstręt, z jakim Michael zaprotestował, że nigdy, przenigdy. Może i był na smyczy, ale wszystko słyszał. Pamiętał nawet, jak nudziarz chciał go zabić, się zabić, ich zabić.
-Wszyscy chcą, żebym był kimś innym. Hep! - wyznał, oplatając kolana rękami. -Dlatego na smyczy. W głowie. Nigdy nie mogę być sobą. - westchnął ciężko, przekonany, że ludzie tego nie zrozumieją. Sam tego nie rozumiał, nie w wilczej postaci, gdy działał jedynie instynktownie. Myśli i smutne wspomnienia przychodziły do niego dopiero w ciele nudziarza. Z jego głosem w głowie trudno było się zresztą skupić.
Zerknął na Rileya, domyślając się, że jego problemy są zgoła inne.
-A u ciebie co się... zjebało? - nie wiedział, że ludzie mogą być tak uroczo smutni. Smutny nudziarz tylko się wkurzał, a Riley jakoś był w stanie dzielić się napitkiem. Znowu sięgnął po butelkę, zbliżając się tym samym do Rileya. Odruchowo wciągnął powietrze nosem, jak zawsze, gdy chciał kogoś lepiej poznać.
-Ładnie pachniesz. - jak jedzenie, ciepło, płomienna łyski-woda, morska bryza, światło księżyca i dobroć. Mało kto okazywał mu dobroć.



*st wypatrzenia blizn: 65 (jest ciemno & pyłek)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Klify - Page 6 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Klify
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach