Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Leśny park niespodzianek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Leśny park niespodzianek - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime02.05.15 3:45

First topic message reminder :

Leśny park niespodzianek

Park niespodzianek to ogrodzony teren nieopodal plaży, gęsto zalesiony, głównie drzewami liściastymi. Kręte, przyjemne dla oka ścieżki widokowe są idealnym miejscem na odprężające piesze wycieczki. Rośnie przy nich wiele gatunków rzadkich ziół, kwiatów i grzybów, jest to jednakże rezerwat przyrody i wynoszenie z niego czegokolwiek, niszczenie roślinności, jest kategorycznie zabronione. Na wysokich gałęziach drzew da się zaobserwować nieme, błękitnoskrzydłe memortki, ponad nimi szybują dzikie ptaki drapieżne. Czarodziej z czujnym okiem wypatrzy między krzakami wozaka albo kuguchara - te ostatnie, wyjątkowo inteligentne stworzenia, często zbliżają się do ludzi. Nauczyły się już, że tutaj nie uczynią im krzywdy, przeciwnie - podrapią za uchem, a może nawet podrzucą coś na ząb. Szczególną atrakcją parku są jednak magiczne jelenie o biało-złotym umaszczeniu, które nie występują nigdzie indziej w Europie. Są inteligentne i, choć płochliwe, zbliżają się do ludzi; odbiegają jednak od razu, gdy dostrzegą jakikolwiek niepokojący gest ze strony czarodziejów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400 https://www.morsmordre.net/t8608-cora-howell
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime29.07.20 22:47

Zaklęte miejsce. Prawie jak w rezerwacie Parkinsonów, ale tutaj zabrakło przechadzających się dumnie pośród pięknych drzew jednorożców, zabrakło błyszczących smug magii. Ona jednak była, niedostrzegalna w przelotnym, zbyt łakomym i nagłym spojrzeniu. Aby ją dostrzec, należało nauczyć się patrzenia. Urok, finezja, sztuka natury czasami nie ujawniały się oczom w kolorach i światłach, nie tak po prostu, nie, gdy mogły manifestować swoją obecność zupełnie w innej formie. Rodzice Cory i Leo dbali o to, by dzieci nauczyły się współistnienia z przyrodą, zatonęły w niej, stały się częścią, a nie ostrym balastem, który matka natura próbuje zwalczyć. Wrośnięta głęboko w ziemię chatka w Little Witcombe przypominała stare drzewo – istniała od zawsze, nie płoszyła ptaków odnajdujących swój azyl pod dachami, nie zdzierała ze ścian wijącego się chętnie bluszczu. Kłębek zatrzymał się w czasie, Kłębek nie potrafił nadążyć za współczesnością, nie zadawał pytań o zawiły, szorstki świat, o społeczność ściśniętą w krwawych łańcuchach wojny. Po prostu trwał. A w nim Cora, jak zaczarowana postać przemierzająca lasy, pełna spokoju, pochłaniająca każdą wstęgę zieleni, każdą ptasią nutę. Tak jak teraz. Najmniejszy krok wiązał się z dziesiątkami obserwacji. Zwierzęta potrafiły się chować, pędzące oko człowieka zerkało zbyt płytko, pragnęło za wiele. Tutaj ludzie wypatrywali zachwytów, połykali świeżość wolnej, wijącej się do słońca flory. Park przypominał skrzynie wypchaną niezwykłymi skarbami. Tej wartości nie dało się wycenić. Piaskowe ścieżki zlewały się w wielką mapę łap. Czegoś takiego nie dało się wytargać z pamięci. Być może z boku obraz wydawał się komiczny, dłoń głaszcząca drzewa, plecy wyginające się ku widokom, w których nie chowało się przecież nic nadzwyczajnego. Czy jednak na pewno? Nos pana Howella wyłapałby jakże różną mieszankę zielonych zapachów, jego but poczułby różnicę w miękkości mchu, jego oko, jak ciekawska lupa, wywęszyłoby ślady najsprytniejszych stworzeń, których próżno szukać wokół chatki nad rzeką. Tęskniła za nim. Zachwycał miłością i opowieścią utkaną z tajemnic świata przyrody.
Z pewnością zdołałby gagatka postawić do pionu i raz dwa wykaraskać z drewnianej pułapki. Zwinny, drobny malec próbował za wszelką cenę odpędzić dłonie zuchwałej wybawicielki(!). Ząbki odnalazły skórę łatwą do pokąsania, kilka wściekłych odgłosów przerwało litanię barwnych epitetów. Gdzieś w tej szamotaninie Cora wyłapała ostry kawałek pnia wbijający się głębiej w ciało wozaka. Jest ranny, jest zaklinowany. Ból męczył zwierzę, ale pewnie nie tak bardzo jak usłużne dłonie czarownicy. Oczywiście, że wolał radzić sobie samotnie ze swoją udręką. Wojowniczo machał łapami, jeszcze chętniej wgryzał się w skórę jasnowłosej, wścibskiej kobiety. Nie przyszło jej do głowy, że ta scenka może przyciągnąć dodatkową parę oczu, nie skupiała się na otoczeniu, mierzyła się z drobnym potworkiem, który tak naprawdę był kupką lęku i potokiem paskudnych słówek. Akurat dzięki tej niepowstrzymanej potrzebie przeklinania wozak musiał się w końcu oderwać od jej ciała. Wtedy też zwróciła uwagę na nieoczekiwanego towarzysza. Popatrzyła na kobietę, przelotnie, krótko. Brakowało czasu na długie uprzejmości i szczegółowe spojrzenia. – Tę dziurę w drzewie wyobraził sobie chyba jako nieco większą – odparła, nie odpuszczając próby wymanewrowania drobną postacią tak, by bez większego bólu wydostać ją z pułapki. Wiedziała, że kobieta komentowała wulgarne okrzyki fretki. – Myślę, że uciszenie go byłoby całkiem niegłupie. Nadział się na wystający kawałek kory. Bardzo go boli. Pomogę mu, ale najpierw trzeba go wykaraskać. Nie jest zadowolony i bardzo się rzuca, a to tylko mu szkodzi – skomentowała, ignorując piekący kawałek ręki. Później będzie musiała nałożyć na podgryzioną skórę maść, ale już wcześniej pocieszne zębiska okazywały jej przyjaźń. Ta nieprzyjemność wpisana była w jej profesję. Wolała nie błyskać różdżką, nie wiedziała dokładnie, jakiego doznał urazu, czy rana jest bardzo głęboka. – No, mały, poczekaj jeszcze chwilę, wydostaniemy cię – odparła ciepło, nie czując gniewu. Właściwie to nigdy nie czuła gniewu. Nie wobec stworzeń. Podejrzewała, że mało kto z przechodniów zwróciłby uwagę na ten dramat. Miał szansę, gdzieś tam pałętały się rodziny wozaków. Cora obiecała sobie, że ten mały wróci do swoich, zdrowy.


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime29.07.20 23:36

Stworzonko w opałach wiło się niesamowicie, z przejęciem, każdy drobny ruch sprawiał, że nadziewało się jeszcze bardziej na odłamek zaostrzonego drewna i Wren nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w podobnych okolicznościach najpewniej zareagowałaby podobnie. Klnąc głośno i siarczyście, na wszystkich, nawet tych pragnących udzielić bolesnej - ale koniecznej - pomocy. Ząbki wyłoniły się z kobiecej skóry, by i ją powitać wiązanką niewyszukanych określeń - świnia! łajza! szmata! -, co czarownica potraktowała jako swoiste zaproszenie by zbliżyć się jeszcze bardziej w kierunku całego zamieszania. Stawiając uważne kroki, ciche, powolne, by niepotrzebnie nie rozsierdzić przelęknionego zwierzęcia gwałtownością ruchów, skierowała dłoń do kieszeni i wydobyła zeń różdżkę, skłonna urzeczywistnić wcześniej zadeklarowaną gotowość. Nie mogłaby przecież przejść obok tak dantejskiej sceny obojętnie; nie kiedy na szali spoczywały już dwa istnienia, w końcu nieznajoma kobieta też odniosła rany, a sumienie Chang nie miało zamiaru nieść na swych barkach odpowiedzialności za podwójnie nieudzieloną pomoc. Nie dzisiaj, nie kiedy pogoda była przyjemna a inwestycja spoczywała w bezpiecznym miejscu, z daleka od paszczy wielkomiejskiego zagrożenia. Jeszcze zmąciłoby to perspektywę słodkiego, zasłużonego wypoczynku tej nocy.
- Jest pani magiwetem? - spytała odruchowo, zaciekawiona deklaracją. Melodia jej głosu nie sugerowała, by cokolwiek w zainteresowaniu uznała za nietaktowne. Spodziewała się przecież, logicznie zresztą, że nie każdy wiedział, w jaki sposób postępować ze zranionym wozakiem, gatunkiem, którego nie dało się udomowić, ukochać: a to sprawiało, że nie stał się dotąd raczej popularnym domownikiem. Takim, z którym można było mieć do czynienia bez większego trudu, porównawszy go do kuguchara, psidwaka czy nawet żałośnie zwyczajnej plumpki. Samej Wren brakowało owej specjalistycznej wiedzy na pewno, o ile podstawowe informacje o gatunkach nie były jej całkowicie obce, zatem zaoferować mogła jedynie pewną biegłość zaklęć ułatwiających przebieg niefortunnego zdarzenia. I to też zrobiła.
- Silencio - nadgarstek poruszył się delikatnie w wyuczonym ruchu, inkantację wypowiedziała spokojnie, a działanie zaklęcia można było dostrzec błyskawicznie. Cóż, nie tyle dostrzec, co usłyszeć - wokół nich zapadła bowiem cisza nawet pomimo kłapiących zawzięcie szczęk wozaka, który nie mógł dosłyszeć już ciskanych przez siebie obelg. Niewątpliwie potęgowało to jego irytację i zajadłość, bo zaraz potem zaczął jeszcze bardziej wiercić się w swych kleszczach, uwydatniał swoją dzikość; na ten widok Wren zmarszczyła brwi, zaniepokojona. - Postaram się go uspokoić, choć nie wiem, na ile to pomoże - przyznała czarownica, kolejnym gestem posyłając w kierunku zwierzęcia wypowiedziane z koncentracją amicus. Ocenę jego skuteczności pozostawiła nieznajomej, podchodząc bliżej i kucając nieopodal. - Jak jeszcze mogę pomóc? - zapytała w skupieniu, pierwszy raz przyglądając się nieznanej jak dotąd twarzy kobiety. Skoro już tkwiły razem w tym bałaganie, niepoprawnym byłoby wycofać się w połowie przedsięwzięcia i zostawić ją z tym samą - instynkt podpowiadał, że powinna przytrzymać tylne kończyny wozaka by łatwiej było wyciągnąć go z dziury w drewnie, lecz wolała nie wybiegać zanadto z sugestiami. Szczególnie, że z własnej woli użyła już zaklęcia, którego działania na magicznych stworzeniach dotąd nie znał - toteż praktyczniej zatem było zawierzyć wyrokom magiweta, bardziej doświadczonego, niechybnie zaznajomionego z podobnymi kłopotami, jeśli w swej praktyce nie była nowicjuszką.





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400 https://www.morsmordre.net/t8608-cora-howell
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime30.07.20 0:58

Omijała wiele spraw, odwracała spojrzenie kierowana lękiem, niewiedzą, dziwnym przeczuciem, że to nie jest coś, w co powinna się zaangażować Cora Howell. Przystawała na bezpiecznym poboczu, kryła się między porośniętymi gęsto gałęziami. Blask oczu rozmywał się pośrodku obrazka pełnego elementów o wiele bardziej żywych i wyrazistych od niej. Umykała przed kwestiami wielkiej wagi, przed historią, która nie dawała o sobie zapomnieć, przed aktami przemocy i głośnym wołaniem o wsparcie. Wspierała pojedyncze jednostki zaplątane w chwili wyjątkowego nieszczęścia, nie odmawiała azylu przyjaciołom owiniętym w płaszcz przybłędy. Nade wszystko trwała na straży zwierzęcego królestwa. O nie walczyła, ono śniło jej się nocami, ono pozwalało jej żyć bardziej życiem krainy, która nie jest przeznaczona czarownicy. Tylko czy to wszystko dokądś prowadziło? Czy nie pogłębiało tej udręki, w której zanurzyła się aż po kolana? Pytania obijały się głucho o twarde, wieczne drzewa.
– Tak – odparła krótko, cicho, gdzieś przelotnie w tej walce z nieustępującą energią stworzenia. Konkret bez zastanowienia, wątpliwości, niepewności, o którą wołała skromność głaszcząca zbyt napięte plecy Howellówny. Pamiętała tamto lato. Rodzice długo walczyli z tym, by mała Cora nie powtarzała za wozakiem paskudnych słówek. Leo znalazł ich norę. Zakradali się tam zaciekawieni futerkowymi krzykaczami, aż w końcu ojciec chwycił ich za fraki i wytłumaczył, że te stworzenia wolą, kiedy się ich nie podsłuchuje. Długo jeszcze między rodzeństwem wybrzmiewały zapożyczone od wozaków plugastwa. Podobało się małej Corze to, że potrafiły przemawiać w języku ludzi, chociaż nie umiała pojąć wypowiadanych słów. Z jakiegoś powodu ogromną frajdę sprawiło im powtarzanie tamtych kwestii. Dopiero później świat stał się bardziej zrozumiały. Dziś wiedziała o tych istotach o wiele więcej, ale wciąż nie zamykały buzi. Nie dało się tego powstrzymać inaczej niż przez dość brutalne zaklęcie, po które Corze byłoby dość niewygodnie sięgać w obecnej sytuacji. Na szczęście nie była sama. Wdzięczna kobieta postanowiła wesprzeć sprawę małego cwaniaka. Dobrze, że nie potrafił obronić się przed wyciszającym urokiem. Zamilkł wkrótce zaskoczony tym, że z nieustannie rozwierającego się pyszczka nie wydostają się żadne dźwięki.
I może właśnie to zaskoczyło go na tyle, że przestał się szarpać, odpuścił na krótką chwilę zdzieranie z jasnowłosej skóry, zastygł ogłupiony nieco tak niespodziewanymi okolicznościami. Gdzieś głęboko w myśli odetchnęła, przeczuwając, że to ta chwila, idealna okazja do ostatecznego wybawienia fretki z resztek tego drzewa. Pomyliła się, bo wkrótce ruszył do ataku ze zdwojoną siłą, manifestując swój szał i niezadowolenie z jeszcze większym zaangażowaniem. No nie! Zacisnęła usta, manewrując przy tym dłońmi tak, by miał jeszcze bardziej utrudniony dostęp do podjadania jej ciała. Amicus zadziałał? Na pewno skupił spojrzenie wozaka na nowej… przyjaciółce. Ten jakby stracił zainteresowanie Corą, choć dalej irytowały go obce łapy przy grzbiecie. Coś się zmieniło, ale dzikość tego serca pozwalała jej zakładać, że sytuacja wcale nie została ostatecznie opanowana. – Chyba wystarczy… jeszcze tylko trochę i zaraz będzie wolny – odparła, tym razem wykorzystując całkiem chwilową falę futerkowej łagodności. Wreszcie stworzenie zostało uwolnione i dopiero wtedy oczom kobiet ukazała się naprawdę wąska szpara o brzegach dość ostrych. Jak mógł być tak nieostrożny, by pchać się w tak ciasny przesmyk? Nie roztrząsała tego bardziej. Natychmiast ułożyła wozaka na dywanie z miękkiego mchu. Odnalazła wilgotne od krwi miejsce na futerku i przyjrzała się ranie. – Szarpał się i tylko pogorszył sprawę – mówiła bardziej do siebie, choć pamiętała o obecności nieznajomej. Po opuszczeniu drzewnej przeszkody nieco złagodniał, ale Howell spodziewała się kolejnego napadu furii. Dlatego trzymała go tak, by w razie co nie mógł się wymknąć. Przyglądała się ranie przez chwilę, analizując, czy wystarczy odpowiednie zaklęcie. Ostatecznie mogłaby go zabrać do lecznicy, ale istniało ryzyko, że po powrocie nie odnajdzie się w tym parku. Wyrywanie go z otoczenia nie było raczej dobrym pomysłem. Dalej uparcie prezentował swoje uzębienie, mając wciąż sporo do powiedzenia. Niestety dalej bezgłośne były to ballady. – Przytrzymaj go, proszę, pod łapkami, ale uważaj, może się zaraz znów wzburzyć – odezwała się wreszcie, unosząc głowę, by odnaleźć oczy sojuszniczki. Wyciągnęła różdżkę, ale nim cokolwiek zrobiła, poświęciła więcej uwagi pozostałym częściom drobnego ciała. Możliwe, że urazów było więcej. – Jak masz na imię? – zapytała dość niespodziewanie, ciepła nuta wyraźnie wybrzmiała w spokojnym głosie. – Miałaś kiedyś do czynienia z wozakiem? Są takie piękne i takie pyskate… - Westchnęła, odgarniając sierść w miejscu, które należało zaszyć.


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime30.07.20 20:56

Potwierdzenie profesji w pewnym sensie okazało się przyjemnie pocieszające. Gdyby obydwie bazowały na wiedzy stricte książkowej, pochodzącej z opasłych rozdziałów traktujących o magicznych stworzeniach, wiedzy przekazywanej zaledwie w szkolnej ławie, mogłyby wyrządzić stworzeniu więcej krzywdy niż pożytku. Sama Wren nie posiadała praktycznego doświadczenia w tej dziedzinie. Jej wykształcenie opierało się na zapamiętanych z lat szkolnych informacjach i kilkukrotnym stanięciem twarzą w twarz z magicznym zwierzęciem na ulicy Pokątnej, podczas odwiedzin lokalnych menażerii - głównie podczas konieczności zakupu nowej sowy -, lecz umieszczone tam stworzenia nie biegały wolno. Miały kojce, klatki, a nawet wówczas pozostawały blisko niedostępne. W dziczy również pozostawały w bezpiecznej odległości, na swych własnych warunkach, czarownica nie próbowała naruszać panującej w ichnim świecie harmonii; zachowywała odpowiedni dystans, ciesząc wzrok jako jedyny zmysł - teraz kucała jednak przed prawdziwym wozakiem, wystosowywała w jego kierunku zaklęcia, niepewna, czy okażą się skuteczne, czy nie zaszkodzą jeszcze bardziej... I na powrót poczuła się niczym niewyszkolony uczniak na oficjalnym egzaminie semestralnym. Coś w usposobieniu nakazywało zaimponować kobiecie - przydać się, pomóc, okazać się nieocenionym towarzystwem w niesieniu zbawienia istotce o ogromnym zasobie ulicznych epitetów, coś sprawiało, że pragnęła się wykazać. Zdrowy rozsądek nakazywał jednak rozwagę. Nie brnij za daleko w coś, na czym się nie znasz. Nie udawaj, nie mędrkuj, zdaj się na wiedzę i bagaż praktyk towarzyszącej ci kobiety, ucz się od niej, jeśli chcesz. Zapamiętaj jak najwięcej. Przynajmniej nigdy więcej nie zaskoczy cię w ten sposób podobna sytuacja.
- Gdyby nie rynsztokowe naleciałości, byłby uroczym materiałem na zwierzę domowe. Choć domyślam się, że i z tym językiem ma swoich amatorów - przyznała Wren, opinię bazując wyłącznie na prezencji wozaka. Przypominał jej odrobinę przerośniętą fretkę o bystrym spojrzeniu i błyszczącym futrze, nawet jeśli wiele z jego kosmyków pokrywało się teraz czerwienią rozlewającą się po nadszarpniętej zranieniem skórze. Uciszony zaklęciem sprawiał wrażenie całkiem niewinnego. Owszem, paszcza kłapała zawzięcie, struny głosowe napinały się co rusz w poszukiwaniu odebranych dźwięków a ramię magiweta również płynęło szkarłatem - musiały oczyścić ranę dość szybko, nim z ząbków dzikiego stworzenia wda się poważne zakażenie -, Chang rozumiała jednak, że nawet najbardziej udomowione zwierzę, najbardziej lojalne, zareagowałoby w podobny sposób na przeszywający wnętrzności ból. Czasem ulegała myśli, jak w sytuacji cierpienia zareagowałby Yuan. Wyszczerzyłby w jej kierunku zębiska, kłapnął, ugryzł raz czy dwa? Oby nigdy nie musiała tego sprawdzać. Doberman, o dziwo, stał się jedynym prawdziwym przyjacielem w samotności ściągniętej na barki z wyboru; w ciszy przyglądał się temu, o czym nie mówiła otwarcie nawet tym zaufanym, wiedział, ile przelała krwi, ile niefortunnie uśmierconych mugolek pochowała w zimnej ziemi. I trwał przy niej wiernie. Wren szybko odegnała od siebie teraz tę myśl; uwaga ponownie powróciła do rzeczywistości i czarownica kucnęła obok nieznajomej, skinąwszy na wystosowaną w chęci pomocy prośbę.
- W ten sposób? - Dłonie ułożyły się z uwagą pod łapkami wozaka, spróbowała łagodnością pokazać mu, że nie wiodły za sobą żadnych złych zamiarów. Zwierzę przyglądało się jej wciąż z nieodgadnionym zaciekawieniem, zastanawiała się, czy było to działaniem zaklęcia uspokajającego, czy może mały jegomość wciąż nie wyszedł z pierwotnego szoku na widok kogoś tak bezczelnie ośmielającego się rzucić na niego jakąkolwiek inkantację. Nawet często uczęszczany przez człowieka las musiał wykluczać tego typu scenariusze; jeśli wozaki pojawiały się w zasięgu wzroku, zapewne nie zaskarbiały sobie popularności bezmyślnymi wiązankami, nie zachęcały do nawiązania bliższego kontaktu. Czarownica odetchnęła głęboko, nie ukrywając, że zadanie było przejmujące; nie chciała wyrządzić mu przecież większej krzywdy, niż ta, której klątwę teraz odczuwał. - Wren. Wren Chang. A ty? - Spojrzenie powędrowało w kierunku twarzy towarzyszki, a mimika przybrała odpowiednio cieplejszy wyraz, choć nie odpowiedziała jej jeszcze uśmiechem. - Pracujesz może w jednej z londyńskich klinik? Na Pokątnej? Mam wrażenie, że moja sowa zatruła się czymś podczas ostatniego polowania i nie wiem do kogo się zwrócić - wyznała z pewnym zażenowaniem, w końcu spotkały się w środku magicznego parku, pomagały poszkodowanemu zwierzęciu, a ona postanowiła przepytać kobietę z zakresu jej praktyki. Słysząc to, matka z pewnością uniosłaby się na brak przejawu dobrego wychowania wpajanego do czarnowłosej głowy przez tyle lat. - To mój pierwszy raz. Są rzeczywiście... pyskate. - Słowom towarzyszyło ciche parsknięcie gdy Wren skinęła głową. Mogłaby wiele nauczyć się z kreatywnego doboru słów wozaka. - Twoje rany też wymagają opatrzenia. Rzezimieszek wgryzł się dość głęboko, mogę spróbować coś z tym zrobić, kiedy postawimy go na nogi - zaproponowała nie tyle bezinteresownie, co pragnąc również przetestować swe umiejętności z zakresu magii leczniczej. Nie były spektakularne - ale były, a nawet nikłe talenty należało pielęgnować, by nie zanikły śmiercią naturalną.





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400 https://www.morsmordre.net/t8608-cora-howell
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime05.08.20 19:48

Nie ma dwóch identycznych wozaków, nie ma dwóch jednakowych sytuacji, w których można odegrać dokładnie tę samą rolę. Oswojenie z cwanymi iskrami w tych fretkowych oczach ułatwia bliższe i dalsze spotkania, ale nie daje pewności. Cora również jej nie posiadała, kiedy zagłębiała dłonie w bokach futerkowego ciała. Zwierzę można spróbować rozszyfrować, można nauczyć się zachowania, przewidzieć możliwe reakcje, ale nigdy nie zakładała, że to jedyny scenariusz. Dzikie ogony i za każdym razem inne środowisko – tu nie można wierzyć całkowicie, że zadziała ten schemat, wyuczone przez lata obrazy. Wiele wozaków przemknęło przez jej dłonie, każdy kolejny zaskakiwał mniej, ale tylko do czasu. Zawsze trafił się jakiś bardziej psotny, głośniejszy, wredny i wyskakujący z żelaznego uścisku z mocą, której nikt się nie mógł spodziewać. Znała czary, pułapki, kryjówki i przyzwyczajenia, nie bała się także zadrapanych rąk i oplutej sukienki. Chwytała pewniej, niż te dziesięć lat temu, kiedy jej praktyka była o wiele mniejsza, ale nigdy nie lekceważyła żadnego ze stworzeń, nie traciła czujności i nie osłabiała uścisku. Należało uważać i obserwować. Zgodnie z tymi postanowieniami zbliżała się do gagatka, a ten nie mógł jej zrobić potencjalnie aż takiej krzywdy.
– Słowa nie są najgorszym, co potrafi zaprezentować – oświadczyła, trochę przestrzegając dziewczynę przed zbyt śmiałymi fantazjami. Miała jednak rację. Nawet i tak groźny, opryskliwy gatunek znajdywał swoich fanów. Pozostawała przeciwniczką zakleszczania stworzeń w klatkach swoich ludzkich pragnień, ale zdarzało jej się na własne oczy ujrzeć, jak człowiek i stworzenie łapią więź niesamowitą, sprzeczną z naturą, zachwycającą i jednocześnie napawającą lękiem. Niektóre stworzenia dotknięte raz ręką czarodzieja wracały i wracały, jakby nie potrafiły zapomnieć. Miała też do czynienia z przypadkami nieco smutnymi, gdy kudłacz po tragicznych przeżyciach już nie potrafił obejść się bez pomocy ludzi. Takie oczy można było spotkać pod dachami Kłębka. Nie poradziłyby sobie w naturalnym środowisku, a w nieodpowiednich łapskach czekała na nie tylko krzywda. Na to Cora nie zamierzała się godzić, więc gromadziła je, gromadziła ich wokół siebie jak najwięcej. Ten tutaj potrzebował tylko uleczenia. Rwał się, by uciec od nich i zakopać się w swojej norce. – Ćśśś, no już, już. Nagadałeś się, a teraz przez chwilę zapiecze, a potem wrócisz do swoich. Obiecuję – mówiła, do stworzenia. – Tak, jest dobrze. Zaraz go puścimy. Muszę tylko… - i urwała, różdżkę przykładając do przybrudzonego rozcięcia. Merlin jeden wie, jakie paskudztwa łasiły się do krwawiącej rany. Mglista stróżka wydostała się z końca różdżki, objęła przecięte miejsce na małym ciałku, a potem rozmyła się. Wozak szarpnął osłabionym ciałem, ale Cora odruchowo pomogła Wren go przytrzymać. Wren, właśnie. Uniosła głowę i przemknęła jej krótka myśl: to prawdziwe nazwisko czy bezpieczny przydomek, który prowadził donikąd? Przyjaciele pouczyli Corę, by była ostrożna w rozmowach z obcymi. Wojna polowała na mugolską krew – tylko to wiedziała, o szczegółach bała się pomyśleć. – Mów mi, Cora, Wren – odparła naturalnie, nie potrafiąc na poczekaniu rzucić losowym imieniem, które nijak nie chciałoby się przykleić do jej postaci. Cora. Po prostu Cora, ostrożnie i prawdziwie. Nie było czasu na rozważania. Szarpiący się wozak tracił cierpliwość, a rana wymagała jeszcze jednego zaklęcia. Mimo to…  – Daleko od Londynu, panno Chang. Jeśli faktycznie tak jest, nie powinnaś czekać ani chwili dłużej. Pomóż jej, zanim będzie za późno. Możesz wpaść do mnie. Do Gloucestershire – odparła, znów nieco nierozważnie zdradzając region, z którego pochodziła. Ostatecznie kiepska z niej tajniaczka. Próbowała, brodziła w wygodnych ogólnikach, ale zdradzała coraz więcej i więcej. Michael na pewno nie byłby z tego zadowolony. Michael… Dość. Teraz zaklęcie połączyło rozerwane kawałki skóry. Krew przestała lecieć. Zaraz wozak obmyje się z czerwonych zakrzepów, zaraz jak tylko dwie upierdliwe baby dadzą mu spokój. – Leć, no, leć – dodała ciepło, by zachęcić dość zszokowaną fretkę. Chyba nawet pysk porzucił próby przekrzyczenia własnego bezgłosu. Pomknął wściekle, nagle. Gęste trawy zaszeleściły, a już po chwili jedynym śladem po dramacie były poharatane dłonie Cory. Popatrzyła na zaniepokojoną towarzyszkę.
– To chyba nic… -
zaczęła nieco speszona. Wahała się. W pierwszej chwili chciała opuścić rękawy w dół i odejść. Kobieta jednak była bardzo miła. – Moje ręce zawsze budzą zainteresowanie dużych i małych pazurów, zębów jeszcze większe. Przywykłam, choć dziś chyba nie odmówię pomocy – odezwała się w końcu. Dopiero teraz, gdy zwierzę było bezpieczne, mogła pomyśleć o siebie i piekących rankach. – Czy jesteś medyczką? – zapytała mimowolnie.


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime06.08.20 0:25

- Wierzę na słowo - odparła prędko, otrzymane tego dnia doznania w obecności wozaka w zupełności wystarczyły by zaspokoić ciekawość gatunkiem, przynajmniej na jakiś czas. Zdarzyło jej się odwiedzić kiedyś magiweta, który jednym tchem pragnął podzielić się ze światem całą swoją wiedzą, mówił dużo i mądrze, jednak cierpiała na tym uwaga; w jej ocenie zbyt mocno rozproszyła czarodzieja historia o lelkach wróżebnikach, które miał okazję leczyć w swym gabinecie, by postawić prawidłową diagnozę nad dolegliwością jej ostatniej sowy. Nie miała do nich szczęścia - lub one do niej. Pierwsze lata upływały w zdrowiu, we wspólnej beztrosce i przykładnym traktowaniu, następne przywodziły za sobą piętrzące się choróbska, nad którymi należało odpowiednio się pochylić. Sowa nie otrzymała wtedy koniecznej pomocy. Po tygodniu zmarła, choć Wren próbowała jeszcze konsultacji u innego magiweta, gdy terapia zalecona przez poprzednika okazała się sprawę tylko pogarszać, i nie było już czego ratować. Mogła oczekiwać nieuniknionego, a później pochować swą szkolną towarzyszkę w urokliwym miejscu na łonie natury, w Dolinie Godryka, nieopodal domu rodzinnego. Konieczność korespondencji wymusiła na kobiecie zakup Yue, która po ostatnim polowaniu wyglądała na nieswoją. Letarg i niezainteresowanie przekąskami wprawiały Wren w niepewność, w lęk, nie chciała przecież, by i ten oddany jej ptak podzielił ponury los swego poprzednika.
- Dystans nie ma znaczenia. Potrafisz poradzić sobie z wozakiem, z dzikim stworzeniem, mogę tylko zakładać, że sowy znasz jeszcze lepiej - stwierdziła szczerze, bez cienia lukru fałszywie upiększającego słowa. Listowne ptaki posiadał chyba każdy szanujący się czarodziej, w jej mniemaniu oczywistym było zatem, że ich leczenie musiało być również powszechną praktyką. Ale, jak ukazywali po swych działaniach niektórzy, nawet i popularne dziedziny nie zwalniały od głupich, ludzkich błędów. - Nie chciałabym tym razem iść do byle kogo - dodała tonem troszkę już posępnym, zabarwionym urazą. Młodość rządziła się innym prawem, wtedy z wymuszoną przez matkę potulnością przyjęła informację o losie swojego pupila, teraz odniosłaby się do sytuacji zupełnie inaczej, nauczona doświadczeniem, gotowa stanąć do obrony jednej z niewielu istot, na której dobru mogło jej zależeć. - A twoje podejście do zwierząt już znam. Coro. - Nie każdy z podobnym zaangażowaniem podjąłby próbę ratunku uwięzionej w drewnie fretki o ponadprzeciętnej wiedzy na temat wyzwisk, nie każdy zechciałby wytrzymać wgryzające się w skórę zębiska futrzaka; to wystarczyło, by kobieta przekonała do siebie Wren. Nie znaczyło, że nie będzie patrzeć jej na ręce podczas potencjalnej wizyty w lecznicy, ale mogło gwarantować, że przynajmniej posłucha profesjonalnej oceny zanim zacznie produkować własne mądrości.
Stworzonko siłowało się w uścisku jeszcze chwilę, nim cała ta werwa zaczęła je opuszczać wraz z krwią cieknącą z rany - tą zajęła się Cora, szybko i sprawnie. Kilkoma zaklęciami oczyściła poszarpane miejsce, później złączyła ze sobą tkanki i wyswobodziła wozaka z ich wspólnego uścisku, pozwalając mu czmychnąć w zielone przestworza, bezpieczne od maltretujących go olbrzymów - nim zniknął na horyzoncie bezpowrotnie, Wren przerwała jeszcze działanie silencio i pośród dźwięków poruszanych gałązek i krzewów ponownie rozległa się pełna niezadowolenia tyrada wyzwisk, którymi żegnał je fretkowy hultaj. Czarownica pokręciła z niedowierzaniem głową, westchnęła, nagle zmęczona po niespodziewanym wysiłku i towarzyszącym mu emocjom; najchętniej odpoczęłaby chwilę w objęciach łąki, jednak jej spojrzenie powróciło do Cory i jej nieszczęsnego ramienia.
- Bynajmniej. - Nie była na tyle zdesperowana, by dołączyć do grona służby zdrowia. W zasadzie związane z magią leczniczą umiejętności również nie kwalifikowałyby jej do podjęcia jakiegokolwiek stażu, lecz wiedziała o ranach to i owo, najczęściej samodzielnie zasklepiając uszkodzenia własnego ciała. Sięgnęła zatem po różdżkę i skierowała ją w stronę rany. - Ale nie jestem też kompletnym laikiem, powinnam sobie z tym poradzić - zapowiedziała spokojnie, płynnym ruchem nadgarstka rozpoczynając inkantacje. Pierwszą był purus mający oczyścić ranę. Na zębiskach wozaka z pewnością czaiła się cała masa bakterii. Pomijając proces odkażenia i skupiwszy się jedynie na ponownym złączeniu tkanek niechybnie zamknęłaby w środku organizmu ich kolonie, sprawiłaby, że rozpoczęłyby infekcję otaczających ugryzienie wnętrzności, skaziły krew. Tego nie chciała żadna z nich. - Curatio vulnero maxima. - Utrzymana koncentracja pozwoliła zaklęciu poskutkować, odciski po zębach zabliźniły się twardszą tkanką, ale i ta powinna ustąpić po upływie pewnego czasu. - I gotowe. - Wren podniosła się z kolan, w których kości zgrzytnęły nieprzyjemnie. Wcześniejsza pozycja na ziemi nie należała do najwygodniejszych.





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400 https://www.morsmordre.net/t8608-cora-howell
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime08.08.20 1:37

Dobre słowo od przypadkowej osoby. Opinia wystawiona dość śpiesznie, pisana mocą przyuważonego obrazka, w którym kobieta z parku pełnego przypadków próbuje wycisnąć maleństwo spomiędzy kajdan wąskiej szpary w pniu. Czy to nie brzmiało zabawnie? Cora nie wiedziała. Raczej należała do tych nudnawych osób, przechodziła przez życie powoli, brodziła w mętnej rzece. Doglądała nieustannie tych samych zakątków, chociaż przewijały się przez nie setki różnych oczu, długich i krótszych pazurów, srebrzystych grzyw i wykudlonych grzbietów. Rozwijała się, nieustannie, wciąż z tak wielkim entuzjazmem i zachwytem odkrywała sekrety różnorodnych stworzeń. Posiadała wiedzę ogromną, wiedziała o tym, choć nie lubiła myśleć o sobie jako o mistrzu dziedziny, kroczyła w szacie skromności. Zawsze będzie istniało zagadnienie nowe, nieustannie rozwijająca się praktyka uzdrawiania magicznych stworzeń wymagała ciągłego poszerzania wiedzy, ciągłego przekraczania granic. Istniały gatunki, do których nigdy nie udało jej się dotrzeć, specjalizowała się w mniejszych stworzeniach, ale kochała je wszystkie, ciekawiły ją nawet smoki, ogromne, wszechmocne, piekielnie przerażające istoty. Któregoś dnia chciała stanąć u boku smokologa, przeżyć kolejne doświadczenie. Brakowało jej siły do okiełznania wielkich bestii, ale umysł pozostawał głodny, chętny, a serce otwarte, gotowe bohatersko rzucić się na pomoc każdej niewinnej istocie. – Przyjdźcie do mnie, kiedy tylko chcecie. Rzeka w Little Witcombe zaprowadzi was do chaty, nasłuchujcie psich głosów – oznajmiła tajemniczo, choć raczej serdecznie. – Ale nie zwlekaj z tym, Wren. Każda godzina zwłoki powiększa tragedię w maleńkim sercu stworzenia.
Nie znała doświadczeń kobiety, wolała też nie rozliczać i nie oceniać pozostałych magicznych weterynarzy. Zdawała sobie sprawę z tego, że są różni, że u niektórych dawno wygasł zapał, a innym brakowało nowatorskiego podejścia do sprawy. Pochodzili z różnych zakątków świata, proponowali rozmaite praktyki, z jednymi pewnie by się zgodziła, z innymi nie. W swoich działaniach kierowała się spokojem, nieustępliwością, podejmowała próby stworzenia dróg tam, gdzie ich nie było. Nie poddawała się. W niektórych przypadkach to działało. Dobro zwierząt stawiała na pierwszym miejscu, niekiedy należało powiedzieć dość. Nie chciała, aby przypadek sowy młodej kobiety był jednym z nich. Była bardzo miła, zatrzymała się, przejęła, choć mogłaby przecież pójść dalej, czyniąc ten obraz wozaka niewidzialnym dla swoich oczu. To wiele o niej mówiła. Obudziła zaufanie Cory.
Przez chwilę trwała w zamyśleniu. O uszy obijały się coraz cichsze przekleństwa uwolnionego, wyleczonego gagatka. Chyba nawet uśmiechnęła się do swoich myśli, ignorując całkiem ten tępy ból. Po chwili przytaknęła Wren, która nie była uzdrowicielką, ale zaoferowała leczniczą moc swoje różdżki. Cora umiałaby sobie z tym poradzić, ale nie potrafiła jej odmówić. W ciszy obserwowała jej działania, dobrze wiedząc, że zwykle nadgorliwość prowadzi do rozproszenia i irytacji. Sama wolała, gdy rozemocjonowani właściciele stworzeń nie zalewali jej wodospadami teorii i wątpliwości – choć akurat to było nieuniknione i winna dawno przywyknąć do natłoku słów. Emocje świadczyły jednak o więzi. Lubiła wiedzieć, że przychodzi do niej ktoś, kto nie kieruje się jedynie fałszywym uczuciem lub nagim poczuciem obowiązku wobec bytującego pod jego dachem stworzenia. – Wyobrażam sobie, jak skomentowałby tak szybko znikające ślady zębów. Ja mogę tylko podziękować za twą dobroć. I wobec wozaka i wobec moich ran – oznajmiła, również wstając z kolan, powoli. Poczuła mrowienie w łydkach. – Spotkajmy się jak najszybciej, Wren Chang. Do zobaczenia – odparła, kierując się wreszcie w swoją stronę. Było jeszcze kilka ścieżek, którymi powinna się zainteresować. Zdawało się, że żadna z nich tak szybko nie zapomni o czarującej fretce.


zt :pwease:


Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Leśny park niespodzianek - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Leśny park niespodzianek [odnośnikLeśny park niespodzianek - Page 4 I_icon_minitime08.08.20 22:57

Rzeka w Little Witcombe zaprowadzi was do chaty, nasłuchujcie psich głosów. Polecenie niemalże wyjęte z przygodowej baśni; słowa kobiety sprawiły, że Wren mimowolnie wyczekiwała momentu, w którym ta wręczy jej podstarzałą, pożółkłą mapę nakreśloną leciwym tuszem, z czerwonym krzyżykiem w miejscu, do którego powinna się kierować. Nic takiego jednak nie miało miejsca, całe szczęście, wobec czego czarownica skinęła głową, zapamiętując uważnie instrukcję. Lecznica musiała być niewielka, bardzo prywatna, jeśli Cora nie podzieliła się z nią nawet nazwą ulicy, zamiast tego zakamuflowała jej położenie w zagadkowej trasie; co mogło to oznaczać? Przeróżne wizje nawiedzały wyobraźnię, lecz Wren nie zdecydowała się zwerbalizować żadnej z nich, uważała, że większość sekretów stanie przedeń otworem kiedy już pojawi się na miejscu i na własne oczy oceni sytuację. Ukrywała się? Nie kojarzyła twarzy kobiety z żadnego z plakatów wywieszonych w gablotach Ministerstwa czy na ulicach, jej wizerunek nie podkreślał oficjalnego komunikatu o poszukiwaniu; może naraziła się prawu czymś innym, niż mugololubstwem? Może zwyczajnie preferowała kameralną samotność? Coś w Chang wezbrało się buntem, sugerowało, że może nie warto było ryzykować wyprawą do tego miejsca, ale zdrowie sowy spędzało sen z powiek, domagało się rychłej interwencji, nie ufała też klinikom z Pokątnej. Już nie.
- Odwiedzę cię niebawem, Coro - zdecydowała, surowością traktując pojawiające się w głowie domysły. Nie były jej potrzebne; cokolwiek ponurego zastanie na miejscu, z tym zmierzy się jak dumna czarownica, nie przelękniony mugol. - Niech tylko psy nie przestają szczekać, niech będą głośne i wyraźne - dodała już łagodniej, głosem o na powrót miękkim zabarwieniu, świadoma, że zwierzęta te miały stać się jej głównym przewodnikiem w zlokalizowaniu chaty, jeśli ta nie znajdowała się bezpośrednio przy linii brzegowej.
Po udanym zasklepieniu ran Cory czarownica schowała różdżkę do kieszeni płaszcza, wygładziła go również odrobinę niedbałym ruchem, zauważając, że materiał pokrył się niewielką liczbą gałązek do tej pory zalegającej na ziemi. Najwyraźniej podczas klęczek pozbierała je niczym magnes, każdą z nich strzepując z powrotem na leśną ściółkę i w tym samym czasie kątem oka dostrzegła tego samego kuguchara, który zaczepił ją wcześniej na głównym szlaku ciągnącym się po całej długości parku. Liczył, że w czasie rozłąki odnalazła smakowity kąsek, którym mogłaby go uraczyć?
- Och, lepiej sobie tego nie wyobrażać. Wciąż bolą mnie uszy. - Kącik ust uniósł się w niewielkim uśmiechu, uniosła dłoń ku górze w odpowiedzi na podziękowanie - nie uczyniła przecież nic spektakularnego, pomoc była typowo ludzkim odruchem - i ruszyła w kierunku, z którego nadeszła wcześniej, krokiem powolnym i uważnym, by nie nadepnąć żyjątek skrytych pośród ziemnej zieleni. - Bywaj, Coro. Nie pakuj się w szczęki kolejnych złośników - rzuciła przez ramię, by po chwili pochylić się i podrapać kotowatego kompana za uchem. Kuguchar zamruczał wdzięcznie i, najwyraźniej nie mając w zanadrzu innego zajęcia, towarzyszył jej aż do wyjścia z leśnego parku.

zt <3





it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Powrót do góry Go down
 

Leśny park niespodzianek

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Norfolk, Cliodna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21