Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz poległych   17.07.17 1:28

First topic message reminder :

Cmentarz poległych w I Wojnie

Znajdujący się na obrzeżach Londynu cmentarz to nieoficjalny pomnik wszystkich poległych, którzy w walce o dobro świata nie zawahali się postawić własnego życia na szali. Wojna pochłonęła wiele istnień, przyniosła też nieopisany ból po stracie ukochanych tym, którzy musieli na nowo nauczyć się bez nich żyć. Miejsce to jest upamiętnieniem ich bohaterstwa, cicho wybrzmiewającą pośród szumu drzew pieśnią żałobną nad straconymi jednostkami.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 23
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   17.08.17 12:09

Po pytaniu nieznajomej spojrzał przelotnie na nagrobek. W tym świetle nie był w stanie zauważyć wielu szczegółów, ale z pewnością nie wyglądał na grób czarodzieja. Miał inny kształt, inne rzeźby, brak imion. - Pewnie z czasów wojny - zauważył, bo akurat ta część niemagicznej historii była mu wyjątkowo bliska. Pomyślał przez moment o żołnierzach, którzy rozbijali obozowiska na plażach w Dorset, a on jako dziecko podglądał ich z wysokiego klifu. Może nawet któryś z tych mężczyzn został tutaj pochowany, po śmierci za swój kraj i swoje ideały. Miał ochotę zaśmiać się przez łzy, kiedy uświadomił sobie w jak podobnej sytuacji został postawiony jego magiczny świat. - Nie bywam na mugolskich cmentarzach - odpowiedział, odwracając wzrok od nagrobków. Nie znał się na ich świecie; z rozmysłem go omijał, czując się w nim obco. Teraz tego żałował, choć nawet jeśli, jakie istniało prawdopodobieństwo, że będzie chodził po cmentarzach? Praktycznie żadne. Mało kto chce w podobny sposób spędzać wolny czas. Już nic nie mógł zrobić.
Spojrzał na nią zaskoczony, kiedy w tak nagły sposób zwróciła uwagę na jego nazwisko. Zazwyczaj w takich wypadkach nie było to skojarzenie miłe, a raczej obtoczone niezrozumiałymi uprzedzeniami kojarzonymi z Weasley'ami. Nie robiły na Archibaldzie wrażenie, przywykł do nich przez te trzydzieści lat życia, jeszcze bardziej zdziwiło go nawiązanie do Lorraine. - Tak - odpowiedział po chwili, zastanawiając się kim w takim wypadku była ona. - Znasz Lorraine? - Zapytał od razu, chcąc zaspokoić ciekawość. Miała wielu znajomych, nie znał każdego z nich. - Nie wiem - dodał po chwili, odpowiadając na jej ostatnie pytanie. I to męczyło go najbardziej, ale nakazywało mu również narzucić szybsze tempo tego spotkania. Nie miał zamiaru całkowicie wyleczyć Yvette, nie mieli teraz na to czasu. Chciał ją jedynie podleczyć, by była w stanie wydostać się z tego przeklętego miejsca. Dlatego ucieszył się z udanego zaklęcia, choć od razu po jego rzuceniu poczuł się słabiej jakby okupował leczenie Yv swoim własnym zdrowiem. Po chwili poczuł na ustach metaliczny smak krwi, przez co mechanicznie uniósł dłoń do nosa. Co się tutaj działo? Z każdą chwilą rozumiał coraz mniej. Szczególnie, kiedy po prostym episkey na ciele kobiety zaczęły pojawiać się charakterystyczny wybroczyny. Pokręcił głową z niedowierzaniem. - Lepiej już nie czarujmy - powiedział, a po zauważeniu niewielkiej strużki krwi płynącej z jej nosa, był już pewien na co... zachorowała? Tak nagle po podstawowym leczniczym zaklęciu? Czy przez te anomalie leczenie innych okupuje się własnym zdrowiem? - Powinniśmy stąd iść - zadecydował, rozglądając się opustoszałym cmentarzu. Nie mogli się od razu teleportować; nie wiedzieli jak daleko od domu się znaleźli, a z takim osłabieniem nie mogli ryzykować rozszczepienia. - Zobaczyć gdzie jesteśmy, potem się teleportować - dodał, może nawet bardziej do siebie niż do Yvette. Zawsze lepiej mu się myślało na głos. - Ewentualnie wezwać Błędnego Rycerza - z którego nigdy w życiu nie musiał korzystać, ale przecież zawsze musiał przyjść ten pierwszy raz. Spojrzał na Yv, oczekując od niej zgody. Musieli się stąd w końcu wydostać.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe https://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 https://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe https://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 https://www.morsmordre.net/t4614-skrytka-bankowa-nr-1176#99471 https://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
Zawód : alchemiczka, baletnica
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   17.08.17 21:03

Spojrzała ponownie na majaczące w cieniu rzeźby. Jeśli wszystkie były bezimienne, rzeczywiście mogły mieć związek z wojną. Masowy grób poległych? Rozejrzała się powoli, wytężając wzrok, pragnąc dostrzec jakąś wskazówkę.
- Ja również. Czarodziejskie wyglądają inaczej - wyjaśniła swój tok rozumowania, wciąż poszukując w okolicy jakiegoś oznaczenia. Naprawdę chciała się dowiedzieć, gdzie dokładnie ich wyniosło. - Jeśli to pomniki powojenne, gdzieś powinno być oznaczenie, może jakiś większy pomnik... - zgadywała, pamiętając, że czasami w ten sposób honorowało się poległych w walce. Nie musiała to być reguła, ale dla pewności powinni sprawdzić okolice. Nawet jeśli nie oznaczało to ułożenia czegokolwiek w logicznym porządku - to, co stopniowo rosło do miana wielkiego, magicznego absurdu, wymykało się wszelkiej logice, rozum był w tym przypadku niemalże bezużyteczny.
Faktycznie skojarzenie żadną miarą nie stanowiło dla Yvette przyjemnego, nie mogła wyprzeć powiązań Prewettów z Weasley'ami oraz ich niezdrowego - a przynajmniej szkodliwego dla ich czarodziejskiej społeczności - podejścia do mugoli oraz skażonej krwi. Nie rozumiała, lecz przywykła do tego stanu rzeczy - nie starała się go zaakceptować, ale dzięki temu nie reagowała alergicznie na każdy przejaw innych poglądów. Kiwnęła głową potwierdzająco, nie decydując się na wyjaśnienia - nie były w tej chwili zbyt potrzebne. Wolałaby jednak, by Lorraine pozostała w domu cała i zdrowa. Jej dzieciom również nie mogła życzyć źle, nawet jeśli były małymi, rudymi prewetciątkami.
- Paskudna noc - podsumowała jedynie, prawie prychając na te dziwne okoliczności, ale marudzenie nie mogło pomóc. Drgnęła, dostrzegając zmiany na swojej skórze i czując krew na języku, ponownie jej stróżka ociepliła skórę pod nosem. Nie chciała wnikać, ile krwi udało jej się dzisiaj stracić. Wolała nie wiedzieć, choć i to nie pozwoliłoby jej spać spokojnie. Zacisnęła usta w wąską kreskę, nie mogąc opuścić ręki z różdżką, zaskoczona efektem niewinnego zaklęcia. Zrobiła to dopiero, gdy Archibald się odezwał. Może dlatego powinna uważać z udzielaniem pomocy innym? Nie była do tego stworzona, ale gdyby wiedziała, że sama na tym ucierpi, nie uniosłaby nawet różdżki. Odetchnęła głęboko, zniecierpliwiona. - Sinica? - upewniła się, bez żadnego znaku przyjmując jego propozycję. Czy miejsce w ten sposób działało na nich, na różdżki, na magię? Czy to krzyk szyszymory i szalony płomień? Kolejny raz potwierdziła własną zgodę skinieniem głowy. - Nie sądzę, by Rycerz mógł nas tej nocy uratować, ale możemy spróbować. Poszukajmy pomnika - zaproponowała, z trudem podnosząc się, wsparta na kamiennym krzyżu. Co on w ogóle oznaczał? Ruszyła powoli. - Przez te dziwne efekty obawiam się, że nawet Lumos może wysadzić to miejsce w powietrze - albo przynajmniej poucinać losowe części ciała. - Co, jeśli teleportacja działa tak, jak różdżki? - nie była przekonana, ale jakie mieli wyjście? Błądziła, rozglądając się po polu pełnym nagrobków. Nie była stworzona, by ginąć w takim niewdzięcznym miejscu. - Nie znamy żadnej logiki tej sytuacji.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Zawód : toksykolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 23
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   19.08.17 17:39

Magiczne anomalie były dla Archibalda niepojęte. Wciąż nie mógł wyjść z szoku spowodowanego nagłą teleportacją w to nieznane miejsce. Tak nie powinno się stać. Magia bywała kapryśna, ale nigdy w taki sposób i nie na taką skalę. Coś musiało się wydarzyć, jednak Archibald nawet nie był w stanie sobie wyobrazić co to mogło być. Błąd niewymownych w departamencie tajemnic? Nikt nie wiedział czym tak naprawdę się tam zajmowali, Archie mógł jedynie podejrzewać, że były to rzeczy wręcz mistyczne i niepojęte dla przeciętnego czarodzieja. W tym momencie tylko oni wydawali mu się w miarę rozsądnym wyjaśnieniem sytuacji. - Na to wygląda - odpowiedział, spoglądając na jej sine ręce. Tylko raz zdarzyło mu się posiadać pacjenta z tą chorobą, ale była na tyle rzadka, że doskonale zapamiętał ten przypadek. Spojrzał na zachmurzone nocne niebo, uświadamiając sobie jak dużo czarnej magii wisiało w powietrzu. Skąd się wzięła, czy to też mogło być sprawką błędu niewymownych? Czuł się coraz bardziej zagubiony pomimo większej ilości spostrzeżeń. Choroba Yvette zmusiła go do ruszenia się z miejsca, teraz naprawdę musieli jak najszybciej się stąd wydostać. - Jeżeli okaże się, że jesteśmy w szczerym polu, trzeba będzie zaryzykować - odparł, wyglądając raczej wyjścia z cmentarza niźli wielkiego pomnika. Wolał stąd wyjść i przekonać się czy w okolicy nie ma jakiś czarodziejskich domów czy pubów, w których znaleźliby kominek podłączony do sieci fiuu. W tym momencie dla Archibalda to było jedyne wyjście skoro, jak słusznie zauważyła Yvette, próbując teleportacji mogli nabawić się jeszcze większych obrażeń. - Wiem gdzie jesteśmy - powiedział nagle z dobrze słyszalną ulgą w głosie. Zaczynał kojarzyć to miejsce, jednak tutaj był. Nie na samym cmentarzu, ale w okolicy, teraz był tego pewien. - Niedaleko powinna być wieża astrologów i jakiś kominek - stwierdził, faktycznie zauważając w oddali wielki tajemniczy budynek. Miał nadzieję, że po drodze natkną się jeszcze na inne miejsce, wieża była dość daleko. Mimo wszystko zaczął iść w jej kierunku, jedynie w niej upatrując ratunek. - Dobrze się czujesz? - Zapytał kontrolnie, zerkając na bladą kobietę. Robił co mógł, by choć trochę jej ulżyć, ale anomalie w zasadzie wyrównały te starania. Jego własne obrażenia również coraz bardziej dawały o sobie znać, adrenalina pomału znikała, a zamiast niej pojawiało się coraz większe zmęczenie. Wszystko coraz bardziej go piekło, ale nie narzekał, nie kiedy nie wiedział co się stało z Lorraine i dziećmi. Kiedy wreszcie udało im się trafić do kominka, wszedł do środka i rzuciwszy zielonym proszkiem powiedział do Munga!.

|zt




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   20.11.17 12:59

/11.05

Zakon wymagał wiele pracy, każdy musiał coś robić by organizacja sprawnie działała. Jednym z zadań na ten miesiąc było zajęcie się grobami poległych Zakonników i to zadanie przypadło akurat mi. Mi i pannie Brown, bardzo miłej, choć też bardzo ułożonej kobiecie. Była ode mnie młodsza, a mimo to wstąpiła w szeregi ludzi o tej samej idei prędzej ode mnie, będąc tam od samego początku. To było godne podziwu. Szczególnie, że znała naszych zmarłych przyjaciół dużo lepiej niż ja. Cieszyłem się, że mogłem to zadanie wykonywać właśnie z nią.
Powoli zbliżało się do zmierzchu i choć droga nadal pozostawała widoczna, za jakiś czas stanie się ciemnym pasmem rozświetlanym jedynie przez kilka pojedynczych zniczy palących się gdzieniegdzie przy paru grobach. Zapomniałem już o ostatniej nawałnicy, choć zdarzyła się ledwie chwilę temu. Za to widok połamanych na cmentarzu drzew znów mi o tym przypomniał. Wzdrygnąłem się widząc kilka przygniecionych przez pnie pomników. Bohaterów poległych w walce, teraz muszących mierzyć się z warunkami atmosferycznymi. Podszedłem cicho do jednego z nich zastanawiając się czy nie powinniśmy je naprawić. Nie wiedziałem czy którykolwiek należał do jakiegoś Zakonnika, ale przecież idea była jasna; mieliśmy się troszczyć o wszystkich, nie tylko o siebie nawzajem. Może wręcz przede wszystkim o innych. Słabszych, którzy nie mogą pomóc sobie sami. Zmarli na pewno nie usuną tych zniszczeń, a władze raczej mają teraz inne problemy niż doglądanie cmentarzy.
- Myślisz, że powinniśmy im pomóc? – spytałem idącej obok koleżanki, wskazując podbródkiem właśnie na te kilka zdemolowanych przez nawałnicę mogił. Pytałem, bo to mogło być dość niebezpieczne. Raz, że mugol mógł się tutaj zjawić w każdej chwili, dwa przez panujące w powietrzu anomalie magiczne wywołane czarną magią. Dlatego mój pomysł niósł znamiona dużego ryzyka, ale nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Miałem po prostu nadzieję, że jakoś sobie poradzimy. Ręcznie niestety nie damy rady, drzewa były zbyt duże i zbyt ciężkie na próbę udźwignięcia ich na swoich barkach. Nie w dwie osoby, w tym kobietę. Dlatego posłałem jej pytające spojrzenie, by i ona mogła ocenić nasze szanse. W razie czego miałem ze sobą niewielką torbę, w której trzymałem znicze. Jeden ze znajomych ostatnio próbował mnie zaznajomić z wynalazkiem mugolskich zapałek, ale nie rozgryzłem tego do końca. Miałem nadzieję, że Brown ma z tym większe obeznanie i będziemy mogli dzięki temu zapalić je bez pomocy magii. W dłoni trzymałem też niewielką miotłę, by łatwiej pozbyć się wszelkich liści oraz innych zanieczyszczeń. I oczywiście szmatki oraz magiczne środki czystości. Dlatego w razie czego będziemy mieć co robić.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   21.11.17 13:03

Annabeth Brown była córką czarodzieja i mugolki, nic więc dziwnego, że oba te światy były jej bliskie i gdy tylko wtajemniczono ją w istnienie Zakonu Feniksa, od razu zgodziła się na pomoc. Oczywiście zdawała sobie sprawę z ryzyka, ale wiedziała też, że ta inicjatywa potrzebowała każdej pomocnej duszy. Zła i niesprawiedliwości wokół nich było wiele, i tylko jednocząc się ponad podziałami mogli próbować im przeciwdziałać. Sprawa dyskryminacji mugoli była jej też bliska przez wzgląd na mugolską matkę i część rodziny, nie mogła więc patrzeć obojętnie, jak ludzie tacy jak oni giną tylko dlatego, że urodzili się bez magii. Jeszcze zanim zaczęło się zamieszanie z anomaliami zaaranżowała wyjazd rodziców za granicę, co okazało się dobrym pomysłem, bo już nie musiała nieustannie się martwić, że pewnego dnia to oni staną się ofiarami krzywdzącego systemu. Sama została, realizując się jako uzdrowicielka i członkini Zakonu Feniksa.
Starała się pomagać organizacji w miarę swoich możliwości, zdążyła też poznać sporą część jej członków, wśród nich byli i ci, którzy odeszli. Zawsze niezwykle przykrym doświadczeniem było dowiadywanie się o tym, że kogoś spośród nich zabrakło, i choć nie minął nawet rok od początku istnienia organizacji, kilkoro z nich już pożegnało się z życiem, często w tragiczny sposób. Stanowili przykład, że ich działalność naprawdę pociągała za sobą niebezpieczeństwo, że to zagrożenie nie było tylko mrzonką, ale mimo to nie zrezygnowała i dalej w tym tkwiła, bo czuła, że tak właśnie powinna postąpić.
Zgłosiła się na ochotnika do zadbania o groby, i jak się okazało, miała mieć dość zaskakującego towarzysza. Ale cieszyła się, że nie będzie tam sama, cmentarze zawsze miały w sobie pewien smutek oraz coś niepokojącego. Nie była też pewna, czy akurat tu spoczął któryś z Zakonników; ci byli rozproszeni po cmentarzach w całym kraju. Miał to być jednak symboliczny gest zatroszczenia się o tych, którzy już nie mogli tego zrobić oraz okazja do zadumy i wspomnień na temat tych, którzy przedwcześnie odeszli. Z tego co wiedziała, duża część pochowanych tu ludzi zginęło w walce podczas pierwszej wojny, narażając swoje życie tak jak dziś robili to Zakonnicy, i należał im się szacunek.
- Na początek spróbujmy posprzątać bez użycia różdżek – powiedziała, zdając sobie sprawę, że próba podniesienia drzew bez użycia magii byłaby dość trudna, a i z magią ryzykowali, że nagle obudzą jakąś anomalię. Annabeth wciąż czuła pewne przerażenie na myśl o anomaliach, bo uczestniczyła w leczeniu ich ofiar i widziała do czego były zdolne. Choć miejsce było raczej odludne, istniało też ryzyko, że w pobliżu mógł przechodzić jakiś zbłąkany mugol. Co prawda zmierzchało, ale nadal byli widoczni.
Na kilku najbardziej skrajnych grobach leżały drzewa, ale były i inne, zaścielone połamanymi gałęziami, które łatwo byłoby podnieść ręcznie, i z przekrzywionymi tablicami, które mogliby spróbować wyprostować.
- Może najpierw oczyśćmy je z gałęzi – zaproponowała, idąc w stronę najbliższego rzędu grobów. Na wielu z nich leżały połamane gałęzie i liście zdarte z drzew po nawałnicy, kilka tablic się przechyliło, a jedna leżała wywrócona. Nie było to aż tak istotne, czy tu byli zakonnicy czy nie, i tak chciała im pomóc. Kto wie, może na którejś z tablic wypatrzy znajome nazwisko, które zapewne wywoła nieprzyjemne ukłucie żalu. Wyciągnęła z kieszeni mugolską latarkę; radziła sobie całkiem dobrze z mugolskimi nowinkami, działanie wielu z nich pokazała jej matka. Dzięki temu ograniczenia w używaniu magii nie doskwierały jej tak mocno.
- To taki mugolski wynalazek, który zastępuje im zaklęcie Lumos – wyjaśniła swojemu towarzyszowi, świecąc latarką po nagrobkach, dzięki czemu będą mogli je widzieć nawet gdy bardziej się ściemni. Podejrzewała, że ktoś taki jak Travers mógł nie wiedzieć, co to jest, ale liczyła na to, że potrafił pracować bez użycia magii. Duża część czarodziejów nie wiedziała praktycznie niczego o mugolskim świecie, byli i tacy, którzy wręcz bali się niemagicznych przedmiotów.
Przymocowała latarkę do paska torby i pochyliła się, by uprzątnąć gałęzie z najbliższego grobu. Nie uwłaczała jej konieczność robienia tego własnoręcznie, to też była pewna forma szacunku wobec zmarłych.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   23.11.17 14:22

W takich chwilach jak ta, szczególnie doceniało się powagę śmierci i ważność życia. A także siłę przyjaźni i świadomość, że każdego z nas czekało to samo. Jeśli nie z rąk wrogów w walce to później ze starości bądź innych przypadków kierujących naszym losem. Ten mrok w połączeniu z niewielką ilością płonących zniczy i zniszczonymi nagrobkami robił swoje. Wprowadzał w stan zadumy oraz zwykłego, ludzkiego smutku płynącego ze straty znakomitych osób. Leżeli tutaj nie tylko ludzie, którzy zginęli podczas wojen światowych, ale też właśnie niektórzy Zakonnicy, których grobami mieliśmy się zaopiekować. Jak na razie żadnego nie wypatrzyłem, ale to też dlatego, że widoczność była mocno ograniczona. Mogłem zaproponować spotkanie dużo wcześniej, ale niestety miałem też swoje inne obowiązki; Annabeth także miała sporo pracy skoro była uzdrowicielką. Ofiary magicznych zakłóceń nawet jak już dochodziły do siebie, to z każdym dniem przybywały nowe. Trudno oczekiwać od czarodziei, że nagle całkowicie zrezygnują z magii. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu musiał z niej korzystać. Nawet wiedząc o możliwych konsekwencjach.
Skoro jednak dało się zrobić coś siłą własnych mięśni oraz odrobiną trudu, to tak właśnie należało postąpić. Przygotowałem się do tego zadania całkiem nieźle, a głównym problemem było właśnie oświetlenie. Nawet Lumos mógł okazać się być dotkliwie raniący. Całe szczęście, że Brown zaznajomiona była z mugolską techniką, która okazywała się w tych czasach zbawienna.
- Dobrze – przytaknąłem na głos, bo nie wiedziałem, czy moje skinienie głową będzie dostatecznie widoczne. Od razu spojrzałem na mogiły pełne wysypanych gałęzi, zapewne po spadających drzewach. Momentalnie znalazłem się przy nich, zaczynając odgarniać te najcięższe konary, by Annabeth nie musiała się tym kłopotać, w końcu była kobietą; siły miałem aż nadto, nie zamierzałem jej marnować. Przed tym całym procederem położyłem miotłę i torbę na ziemi niedaleko, bez balastu na pewno było zdecydowanie wygodniej.
- Poznajesz któreś nazwisko? – spytałem, kiedy usunąłem już większość utrudniających odczytanie gałęzi, także z grobów obok. Chwilę później starałem się już poprawić widniejące na nich tabliczki. Wydawało mi się, że widzę nazwisko Potter, ale bez światła nie potrafiłem tego stwierdzić na pewno. Kiedy dosięgnęła mnie smuga jasnego promienia, wstałem i odwróciłem się. Spojrzałem na urządzenie z wyraźnym zaciekawieniem.
- Mogę dotknąć? – zadałem kolejne pytanie. Taka mała, świecąca rzecz, wyglądała interesująco. W dodatku Brown nie wypowiedziała żadnej inkantacji, może to coś działa niewerbalnie? Nie, też w takim razie szwankowałoby pod wpływem anomalii. Nie mogłem rozgryźć działania tego przedmiotu.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   26.11.17 1:31

Dorastając na granicy dwóch światów, była świadoma tego, że czarodzieje i mugole tak naprawdę niezbyt się od siebie różnili. Oczywiście jedni byli magiczni, drudzy nie, ale pod względem mentalności różnice praktycznie się zacierały, choćby pod tym względem, że i jedni i drudzy uwielbiali dzielić innych na kategorie, wartościować na lepszych i gorszych na podstawie niedorzecznych kryteriów. Nie tylko czarodziejów, ale i mugoli przed laty doświadczyła wojna, a oba konflikty były wywołane poniekąd przez podziały i niezdrową rządzę władzy niektórych jednostek. Czarodzieje z pewnością nie byli więc jedynymi, którzy kierowali się takim podejściem do życia i patrzyli na innych przez pryzmat czystości krwi. I jak pokazała historia, podziały rodziły konflikty, a te z kolei rozrastały się, dotykając wielu niewinnych ludzi.
Ale poza wypaczonymi jednostkami zarówno wśród czarodziejów, jak i mugoli byli też ludzie dobrzy. Takich poznała w swojej pracy, ale i w Zakonie Feniksa. Oni pokazywali jej, że jest o co walczyć i że nawet w ciemności można odnaleźć światło. Teraz, stojąc na odludnym cmentarzu powoli pogrążającym się w zmierzchu, przywołała te słowa w myślach i zabrała się do pracy. Za dnia pomagała żywym, lecząc ich obrażenia, teraz mogła pomóc i martwym.
- I tak roboty jest sporo. Musiała tu przejść silna wichura, spójrz, ile gałęzi – powiedziała; z początku czuła się odrobinę nieswojo, zwracając się tak poufałym tonem do obcego mężczyzny i to szlachetnie urodzonego, ale w Zakonie było inaczej, wszyscy bez względu na wiek i pochodzenie odnosili się do siebie tak ciepło i... normalnie. To także zawsze jej się podobało.
- Na razie nie, ale dopiero zaczęliśmy. Podejrzewam, że świeższe groby mogą znajdować się bliżej granic cmentarza – powiedziała, wskazując na miejsce, gdzie płyty wydawały się jakby jaśniejsze, mniej wypaczone przez lata wystawienia na kapryśną pogodę. Chciałaby trafić na grób jakiegoś Zakonnika, mogłaby oddać cichy szacunek jednemu spośród nich, którzy już odeszli, walcząc o coś, w co wierzyli. To było miejsce, gdzie spoczywały ofiary minionego konfliktu, zapewne w większości czarodzieje, ale także i inne, często bezimienne jednostki, które być może nie miały swoich rodzin, które urządziłyby im odpowiedni pogrzeb i przyszło im trafić tu.
- Pewnie – powiedziała, pokazując mężczyźnie niewielkie, metalowe urządzenie i objaśniając pokrótce zasady jego działania w taki sposób, by wydawały się zrozumiałe dla kogoś, kto nie ma styczności ze światem mugoli. – Jak widać, takie rzeczy bardzo się teraz przydają, nawet jeśli wielu czarodziejów gardzi wszystkim co stworzyli mugole. Ale kto by pomyślał, że przyjdzie czas, kiedy używanie różdżki stanie się tak... stresujące?
Pokręciła głową z ciężkim westchnieniem. Uwielbiała wynalazki mugoli, ale magia była dla niej czymś wyjątkowym i zawsze wywierała na niej ogromne wrażenie. Szczególnie silnie ekscytowała ją magia lecznicza, lubiła patrzyć, jak po rzuceniu takiego zaklęcia czyjeś rany znikają, jakby ich nie było. Magia potrafiła czynić dużo zła, ale czyniła też dużo dobra. Wszystko zależało od intencji ludzi, którzy jej używali.
Podczas gdy mężczyzna wziął się za przenoszenie grubszych, cięższych gałęzi, Annabeth szybko i wytrwale zbierała te mniejsze, składując je na stercie, którą po wszystkim mogli przenieść do pobliskiego lasku. Pracowicie oczyszczała kolejne nagrobki, zbierając z nich gałęzie i próbując wyprostować płyty i tabliczki. Niestety nie miała tyle siły co rosły Travers, więc szło jej to mozolniej.
- Pamiętasz tych, którzy odeszli? – zapytała nagle, jednocześnie próbując przywołać w pamięci twarze ludzi, których już z nimi nie było.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   28.11.17 12:30

Nigdy nie poznałem świata niemagicznego. Może czasem wędrowałem po mugolskich ulicach czy dzielnicach, ale nic poza tym. Nie miałem nawet wielu kontaktów z mugolakami, czy czarodziejami półkrwi, którzy mieli wiele wspólnego z niemagicznym życiem. Wyjątkiem był Ben, czasem opowiadał mi o różnych nowinkach ze świata jego matki, ale to nie było to samo, co doświadczyć tego. Nie spodziewałem się, że panna Brown będzie znać tamtą rzeczywistość na tyle, by móc używać ich techniki. To było całkowicie fascynujące. Zanim jednak zachwyciłem się jej znajomością skomplikowanych jak dla mnie przedmiotów, skupiłem się całkowicie na odsuwaniu najcięższych partii gałęzi. Praca fizyczna nie była dla mnie nowością, nawet jeśli nie wypadało mi jej robić. Na statku czy w porcie często trzeba było korzystać z siły własnych mięśni, to nie było zajęcie dla każdego. Ktoś, kto był w ten sposób wychowywany, czyli praktycznie każdy Travers, mógł sobie pozwolić na tego typu działania; inni przedstawiciele arystokracji, oprócz nielicznych jednostek, zapewne nie wiedziałaby nawet jak się do tego zabrać. Zakładając w ogóle, że zniżyliby się do tego poziomu. Mnie to nie przeszkadzało, nie czułem się w żaden sposób gorszy. Postępowałem zgodnie ze swoim kompasem moralnym i dobrze się z tym czułem.
- To prawda, to musiała być przerażająca noc – potwierdziłem, co jakiś czas spoglądając na groby. Kiedy rozbłysło światło z nieznanego mi urządzenia, wreszcie mogłem przeczytać frapujące mnie nazwisko. Procter, cóż, prawie się nie pomyliłem. Zaśmiałem się z siebie samego w duchu, kontynuując sprzątnie praktycznie kilku mogił na raz. Naprostowałem też parę tabliczek, w międzyczasie kiwając głową swej towarzyszce.
- Nimi też się zajmiemy – skwitowałem jedynie, nie przerywając prac. Wkrótce, kiedy przynajmniej jeden z nagrobków był oczyszczony, sięgnąłem po leżącą nieopodal miotłę i zacząłem zamiatać jego płytę, pozbywając się tym samym liści, drobniutkich patyków, gałązek oraz innych syfów, których nie powinno na nim być. Kiedy skończyłem, ochoczo sięgnąłem po niezwykły przedmiot. Dość długo obracałem go w dłoniach, przynajmniej dopóki światła nie skierowałem sobie prosto w oczy.
- I jak to działa? Trzeba je najpierw naładować zaklęciem Lumos? Nie, to byłoby bez sensu, to nadal magia – myślałem na głos, kierując snop promienia na mogiły obok, przy których pracowała Annabeth. Jej pytanie sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad odpowiedzią. – Wstyd się przyznać, ale nikogo nie znałem osobiście, jedynie z krótkich wzmianek w kwaterze – odparłem w końcu. Może gdyby Garrett lubił mnie choć trochę, to kiedyś opowiedziałby mi o zmarłych, będących jego przyjaciółmi, ale niestety życie układało się zaskakująco i musiałem chyba liczyć na wsparcie panny Brown w tej sprawie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   29.11.17 20:05

Takich czarodziejów nie było wielu, głównie mugolacy i niektórzy czarodzieje półkrwi, ale zdarzały się pojedyncze wyjątki i w wyższych warstwach społeczeństwa. Ci byli jednak postrzegani jako dziwacy, podczas gdy takim jak Annabeth wybaczano więcej, choć w ostatnich miesiącach musiała być ostrożna z powodu tych wszystkich aktów dyskryminacji osób o mugolskich korzeniach. Gardzono nimi tylko za to, że ich rodzice lub jedno z nich nie posiadali w sobie magii. W pracy nie obnosiła się więc otwarcie ze swoimi sympatiami, robiąc po prostu swoje, bo czasem lepiej było zamilknąć niż prosić się o kłopoty. Na szczęście najgorsze już minęło... ale czy na pewno? Anomalie miały chyba tylko jeden dobry skutek – ustąpienie Wilhelminy Tuft ze stanowiska i cofnięcie antymugolskich reform. Nie wiadomo jednak, co przyniesie dalsza przyszłość, było jeszcze za wcześnie by czuć ulgę.
Wspólnymi siłami całkiem sprawnie szło im oczyszczanie grobów z gałęzi. Annabeth była pod wrażeniem zaradności Traversa i cieszyła się, że nie zastała tu wychuchanego paniczyka bojącego się pobrudzić nienagannie wykrochmaloną szatę, a kogoś, kto nie bał się pracy i nawet okazywał ciekawość jej mugolskiemu udogodnieniu.
- I była. Tamtego dnia znów przeżywaliśmy istne oblężenie na oddziale, choć na szczęście nie aż takie, jak pierwszego maja – odezwała się, wspominając tamtą grozę. I ciesząc się, że mogła pomóc jej ofiarom. Tym żywym, i teraz też tym martwym.
Znów przerzuciła trochę gałęzi. Taka praca nie była jej straszna, w dzieciństwie spędziła sporo czasu, pomagając bliskim w domu i obejściu.
- Nieźle nam idzie – rzuciła, chwaląc bardziej mężczyznę, który naprawdę dobrze sobie radził z porządkami jak na kogoś, kto nosił szlachetne nazwisko i można by się było spodziewać, że nie będzie się garnął do takiej pracy i to na mugolski sposób. Ale Zakon uczył, że pozory mylą. Nie wszyscy szlachetnie urodzeni gardzili mugolami i wszystkim co z nimi związane, choć w Hogwarcie znosiła trochę nieprzyjemności i drwin z powodu mugolskiej matki.
- Zrobimy tak dużo, jak tylko zdołamy – powiedziała. Nie chciała tu spędzić całej nocy, ale przynajmniej tyle, ile mogli, żeby jako tako oczyścić groby. Cmentarz nie był zbyt duży, a gałęzie zbierało się szybko, co zresztą było dobre biorąc pod uwagę, że temperatura zaczęła po zmroku szybko spadać. Zaczęła więc poruszać się żwawiej, by się ogrzać.
- Zimno jak na maj – odezwała się, ciesząc się, że pamiętała o założeniu cieplejszego płaszcza.
Poświeciła latarką po kolejnych grobach, próbując odczytać jakieś nazwiska i zobaczyć, gdzie leżały gałęzie. Bliżej środka małego cmentarza było ich mniej niż w części z brzegu.
- Wbrew pozorom w ogóle nie ma w tym magii, w każdym razie, nie takiej czarodziejskiej – wyjaśniła, poprawiając zsuwający się pasek torby. – Mugole musieli być bardzo sprytni, żeby ułatwić sobie życie, nie znając magii. Nie trzeba rzucać na to zaklęć, to nawet niewskazane... Niektóre urządzenia nie chcą współgrać z czarami. W Hogwarcie ta latarka prawdopodobnie w ogóle by nie zadziałała, bo tam w powietrzu unosi się zbyt dużo magii.
Kolejne gałęzie wylądowały na stercie. Annabeth przeszła dalej, prostując kolejną przekrzywioną tabliczkę.
- Ja też nie znałam ich zbyt dobrze – przyznała. Kojarzyła część tych ludzi z widzenia, innych tylko ze wzmianek. Z żadnym nie była mocniej zaprzyjaźniona, ale ich tragiczne odejście i tak nią poruszyło. Bo byli towarzyszami walki, i równie dobrze to ona mogła być na ich miejscu.
Poświeciła na kolejny grób, znajdujący się w nowszej części cmentarzyka. Poświeciła na prosty, niewielki grób wyglądający na stosunkowo nowy. Była tam tylko niewielka tabliczka z nazwiskiem, które wydawało się bardziej znajome: Roger Elliott.
- To dziwne, bo o ile dobrze pamiętam, nie znaleziono jego ciała – odezwała się, przyklękając przy nagrobku. Może ktoś z rodziny postanowił pochować pustą trumnę, gdy Zakonnik został uznany za zmarłego. Teraz tabliczka z jego nazwiskiem stała w pobliżu grobów dawniejszych ofiar, a ciało było... nie wiadomo gdzie.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   30.11.17 11:13

Wszystko rozchodziło się tak naprawdę o wychowanie. Arystokraci i mnóstwo czystokrwistych czarodziejów było wychowywanych w przeświadczeniu o wyższości swojej krwi nad innymi i prawdopodobnie, gdyby mój ojciec nie był po prostu dobrym człowiekiem, byłbym taki sam jak cała reszta. To on nauczył mnie tolerancji oraz szacunku do drugiej osoby, nawet jeśli z początku rzadko bywał w domu. Jak trochę podrosłem to zabierał mnie i moich braci w podróże, gdzie współpraca z załogą była kluczowa. I nie, nie służyli nam żadni szlachcice, tylko często ludzie niebojący się wyzwań oraz pracy, zwykle niższego urodzenia. To właśnie tam zobaczyłem, że wszyscy jesteśmy po prostu istotami ludzkimi, posiadamy uczucia i marzenia. Na dodatek miałem też kontrowersyjne poglądy dotyczące kobiet, bo zawsze widziałem jak ojciec szanował matkę, kochał ją całym sercem i często prosił o porady, choć większość żyjących mężczyzn wyśmiałaby go za takie praktyki. Mi się to ich partnerstwo oparte na uczuciu i respekcie zawsze podobało, taki model rodziny uważałem za szczęśliwy. To zapewne tym się kierowali wybierając dla mnie żonę, choć różniła się jednak znacząco od reszty członków swojej rodziny. Trochę tego żałowałem, ale jeszcze wierzyłem, że mogliśmy być równie zadowoleni z życia co moi rodzice. Niestety czasy temu nie sprzyjały. W każdym razie byłem jednym z dziwaków i teraz niemal wszyscy tak do mnie podchodzili, jak do trędowatego. Mi to nie przeszkadzało dopóki nie odzywało się moje sumienie.
Czułem się wręcz zadowolony mogąc pomóc. Praca fizyczna mnie odprężała, odnalazłem pewną przyjemność w odrzucaniu gałęzi, poprawianiu tablic i zamiataniu płyt grobowych. To wszystko dlatego, że miałem poczucie, że robiłem coś pożytecznego w swoim życiu, a nie tylko chowałem głowę w piasek i czekałem na mannę z nieba. W dodatku na statku przydawała się siła fizyczna, dlatego kiedy mogłem to korzystałem z zasobu swoich mięśni, by nie słabnąć na lądzie. Zabrałem się więc za kolejną mogiłę, starannie zgarniając wszystkie śmieci miotłą (kto by pomyślał, że służą do czegoś innego niż latania?) i słuchając słów panny Brown. Pokręciłem ze zmartwieniem głową słysząc o kolejnych poszkodowanych. Całe szczęście, że zamek Corbenic opierał się wszystkim kataklizmom pogodowym. Co się dziwić skoro był twierdzą Traversów, odporną na sztormy, wichury i zamiecie, twardo stojącą w miejscu?
- Dobry z nas duet – potwierdziłem zadowolony, patrząc na pracę Annabeth. Chyba doskonale się dopełnialiśmy przy tej pracy. – Wiadomo – dodałem, spoglądając tym razem na horyzont. Robiło się coraz ciemniej, ale na razie nie mogliśmy przestać. Zabrałem się szybko za posprzątanie kolejnych grobów, wśród których znaleźli się jednak znajomi. Czy raczej znajome nazwiska. Nie zauważyłem ich jeszcze, odrywając się na chwilę od pracy i oglądając mugolską latarkę. Nie znałem się na sprzętach niemagicznych, nie byłem też typem naukowca, dlatego przestałem zgadywać jak to coś mogło działać. I tak pewnie bym tego nie zrozumiał. Ale byłem pod wrażeniem.
- Naprawdę? Nie wiedziałem. Kojarzyłem tylko, że Confundus może zaburzyć działanie mugolskiej technologii – odparłem, oddając kobiecie jej własność. Nic więcej z tego nie wycisnę. – Szkoda, że nie masz ich więcej, przydałaby się – zaśmiałem się, ale to była prawda. Skoro użycie magii jest tak ryzykowne, pokazałbym domownikom jak z tego korzystać gdyby musieli opuścić zamek. Choć wątpię, by pokazywali się z niemagicznym przedmiotem innym czarodziejom. Gdyby to jakiś arystokrata zobaczył to nieszczęście gotowe. – Kojarzę Lupinów. Byli wtedy ze mną w listopadzie kiedy dołączaliśmy do Zakonu – powiedziałem ze smutkiem. Z tego co wiedziałem, to oni też nie żyli. To straszne jak szybko można powitać śmierć.
Włączyłem się na nowo w czynności sprzątające, choć nazwisko Elliott spowodowało rosnącą gulę w gardle. Od razu przypomniała mi się Alice. Jak żyje? Czy wszystko u niej w porządku? Dobrze, że nie miałem świadomości tego, co jej się przydarzyło.
- Może rodzina i tak uznała go za zmarłego – stwierdziłem ponuro. Odkurzyłem miotłą jego tabliczkę, by ją dokładnie oczyścić. To samo zrobiłem z grobami obok, dużo świeższymi. To chyba byli właśnie Lupinowie. Poczułem się nagle przytłoczony tym wszystkim, ale dalej dzielnie odgarniałem gałęzie i sprzątałem. Choć tak mogłem uczcić ich pamięć, nawet jak nie było to nic wielkiego.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   02.12.17 0:43

Nie wiadomo, kim byłaby Annabeth gdyby urodziła się w innej rodzinie, ale była szczęśliwa że jest jak jest. Nawet jeśli słuchała czasem kąśliwych słów na temat swojej rodziny. Była mieszańcem, dzieckiem dwóch różnych światów. Które, wbrew pozorom, wcale nie musiały się zwalczać, a mogły żyć obok siebie. Zawsze była też zwyczajną, stonowaną osobą, która nie wyróżniała się z tłumu niczym szczególnym. Nawet w dorosłym życiu raczej ginęła w tłumie niż wysuwała się na pierwszy plan, ale było to bardzo korzystne w jej obecnej sytuacji. Najważniejsze, że mogła robić to, co sprawiało jej satysfakcję, czyli pomagać innym, snując jednocześnie marzenia o świecie, w którym nikt nie musiałby ginąć lub cierpieć za nieodpowiednie urodzenie.
Także czuła się odprężona i tak zajęła się sprzątaniem grobów że prawie straciła poczucie czasu. Jak na kapryśność majowej pogody wieczór był raczej spokojny, choć biorąc pod uwagę wzmagający się powoli zimny wiatr, było kwestią czasu, aż przyjdzie pogorszenie pogody. Oby tylko doszło do takiej nawałnicy jak ta, która zdemolowała mały cmentarzyk i mnóstwo innych miejsc na terenie kraju. Oby szykował się tylko zwykły deszcz.
Wiedziała też, że niektórzy mogli mieć ciekawsze zadania, ale wcale nie czuła się rozczarowana tym, że to jej przypadło porządkowanie cmentarza po anomaliach. Po gwarze korytarzy Munga i jękach chorych tutejsza cisza, przerywana jedynie odgłosami wiatru szumiącego w koronach pobliskich drzew oraz odgłosami przenoszenia gałęzi, była niemal ukojeniem.
- Hogwart jest obłożony bardzo wieloma zaklęciami, a nowoczesne udogodnienia niezbyt chętnie znoszą tak dużą ilość magii. Zresztą... to miejsce jest jedyne w swoim rodzaju. Czas płynie tam zupełnie inaczej, przez co można było odnieść wrażenie, że szkoła jest nieco skostniała i utknęła mentalnie ładnych parę lat wstecz... ale to część jej uroku – rzekła; takie właśnie miała odczucia, ale dobrze wspominała ten czas. Nawet jeśli uprzedzenia na tle krwi były bardzo żywe wśród uczniów, szczególnie przedstawicieli jednego domu.
Zamyśliła się, z nieodgadnionym wyrazem twarzy wpatrując się w parę znajomych nazwisk na nagrobkach, choć coś w środku ścisnęło ją na myśl o tych bezsensownych, przedwczesnych śmierciach osób, które przecież znała, które tak jak ona któregoś dnia pojawiły się w kwaterze głównej z nadzieją na walkę o lepsze jutro.
- Też ich pamiętam. Byli... naprawdę w porządku – przytaknęła cicho. Pamiętała ich, trudno byłoby przegapić to małżeństwo. Spotkał ich okropny koniec, chociaż los pani Lupin tak naprawdę nie był znany, przynajmniej nic jej nie było wiadomo o odnalezieniu jej ciała. Może jeszcze istniała jakaś nadzieja, nawet jeśli rodzina zdecydowała się urządzić pogrzeb?
- Zbyt wielu dobrych ludzi przedwcześnie odchodzi – rzekła, starannie porządkując znalezione groby, prawdopodobnie nawet staranniej niż wcześniejsze. – To... naprawdę ogromna strata dla nas wszystkich – dodała cicho. Zakon nie działał jeszcze nawet rok, a już kilkoro z nich nie żyło. – Oby kolejnych strat było możliwie jak najmniej.
Okropnym doświadczeniem było widzieć groby młodych, dzielnych ludzi takich jak oni. Nie bezimiennych szarych twarzy ze wspominek w gazetach, a osób, które poznali. Wyprostowała tablicę i wytarła szmatką smugi brudu. Groby wyglądały dużo lepiej, gdy nie walały się po nich połamane gałęzie. Niestety zaczynało coraz mocniej wiać, a na policzku poczuła pierwszą zimną kroplę, przywodzącą na myśl deszcz ze śniegiem.
- Chyba nie zostało nam zbyt wiele czasu – dodała, gdy poczuła kolejną kroplę, tym razem na nosie. I dookoła zaczęło być słychać coraz gęściej padające krople czegoś będącego na wpół deszczem, na wpół śniegiem. Najważniejsze jednak że zdążyli uporządkować sporą część grobów. Nawet jeśli nie udało się sprzątnąć absolutnie wszystkiego, i tak widok prezentował się dużo lepiej. Było widać, że ktoś o to miejsce zadbał, nie pozwalając mu zupełnie niszczeć.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   07.12.17 9:40

Niestety, jeśli osoby z całego świata były w czymś równe, to właśnie wobec śmierci. Każdy z nas kiedyś umrze, niestety inni umierali zbyt wcześnie i zbyt niespodziewanie. Nie mogliśmy tego powstrzymać; walka z niesprawiedliwością wymagała ofiar oraz poświęcenia. Wiedzieliśmy na co się pisaliśmy. To jednak nie zmieniało faktu, że było mi naprawdę smutno na wspomnienie tych osób, które się przynajmniej mgliście kojarzyło ze swojego otoczenia. Nigdy nie życzyłbym nikomu śmierci. Faktycznie losy Magrit nie były znane, ale chyba i tutaj rodzina uznała ją za zmarłą, skoro nagle zniknęła bez jakiejkolwiek wieści. Możliwe, że załamała się po śmierci męża i do niego dołączyła, ale to były tylko spekulacje. Równie dobrze mogła leczyć duszę na drugim końcu świata. Faktem jednak było ich nazwisko wyryte na dwóch grobach obok siebie, jakby uczczenie pamięci oddanych sprawie przyjaciół miało być dla organizacji ważne. Nie sprzeciwiałem się temu, uważałem to za słuszne. W przeciwieństwie do ciągłych prześladowań czarodziei gorszej krwi, jak wiele osób sądziło, oraz mugoli. Uważałem, że każdy miał prawo do życia, może niekoniecznie poprzez łamanie Kodeksu Tajności, który po coś istniał, ale podstawowe prawa natury oraz moralności obowiązywały każdego. To przykre, że tak wiele wartościowych ludzi musiało żyć w strachu o własne istnienie lub o istnienie najbliższych; wierzyłem, że wspólnymi siłami zdołamy temu zaradzić.
- To prawda. Będąc w Hogwarcie nie doceniałem go, marząc tylko o skończeniu szkoły i rozpoczęciu dorosłego życia, co wiązało się z własnym statkiem oraz niemal nieskończoną żeglugą. Teraz czasem tęsknię za tamtym nastoletnim życiem – odparłem, uśmiechając się dość szeroko, ale to właśnie z powodu napływających do mnie wspomnień. To ciekawe jak zmieniały się uczucia wraz ze zmianą perspektywy czasu.
Zamyśliłem się na chwilę, ale zaraz wznowiłem prace porządkowe. Poodgarniałem wszystkie gałęzie, wysprzątałem groby miotłą, przetarłem je szmatką i wyprostowałem zakrzywione tablice. Zaraz też wspólnymi siłami odrzuciliśmy te większe pnie, które uszkodziły mogiły przyległe. Nienależące co prawda do nikogo z Zakonu, ale i tak należało to zrobić. To była ciężka praca.
- Masz rację – stwierdziłem, spoglądając w niebo. Wiatr wzmagał na sile, pojawiły się pierwsze krople zimnego deszczu. A my byliśmy rozgrzani od wysiłku. – Jeszcze tylko znicze – powiedziałem, wyjmując je z torby. – Wiesz jak je zapalić bez magii? – spytałem, przenosząc wzrok na Annabeth. Na pewno miała jakiegoś asa w rękawie.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   07.12.17 18:49

Annabeth też było smutno. Wolałaby ich wciąż widzieć w tym samym, nieuszczuplonym przez tragedie gronie. Ale Zakon to nie była niewinna zabawa dla naiwnych nastolatków pragnących zbawiać świat. Niektórzy już się boleśnie przekonali, że temu wszystkiemu daleko było do błahej igraszki. Niektórzy mieli wiele szczęścia, że nie zginęli; właściwie można było powiedzieć, że anomalie mimo całej swojej tragiczności ocaliły też kilkoro spośród nich. Wśród zwykłych, szarych czarodziejów nie wiedzących o tym, że jakaś grupka samozwańczych obrońców sprawiedliwości próbowała działać w dobrej sprawie, też rozgrywały się tragedie. Widziała ich wiele w minionych dniach i pewnie nigdy nie zapomni tych wszystkich wydarzeń. Nie powinna zapominać; warto było pamiętać tych wszystkich ludzi i ich tragedie dla nich samych oraz ku przestrodze.
- Gdy jesteśmy młodzi, nie doceniamy wielu rzeczy. Często doceniamy je dopiero, kiedy już je utracimy – zauważyła. Tak było nie tylko z Hogwartem, ale i wieloma innymi aspektami czasów młodości. I nie tylko młodości. Często nie doceniało się czegoś, dopóki się tego nie straciło.
Wspólnie dokończyli porządki, udało im się nawet przesunąć kilka większych pni. Nie było to łatwe i Annabeth skończyła z porządnie podrapanymi rękami, ale zaraz po powrocie do domu mogła temu łatwo zaradzić, więc nie przejmowała się niczym.
- Teraz wygląda to zdecydowanie dużo lepiej. Przynajmniej do kolejnej wichury, ale oby już takich nie było – powiedziała, ogarniając wzrokiem niewielki cmentarzyk, przyjemnie pokrzepiona pracą którą wspólnie tutaj wykonali. I tym, że mimo wszystko natrafili na kilka grobów Zakonników. Prawdopodobnie pustych, ale stanowiły umowny znak tragedii tych ludzi i ich przedwcześnie przerwanych żyć, którym mogli w tym miejscu okazać szacunek.
- Wiem – powiedziała, wyciągając z torby kolejny przedmiot, którym była magiczna zapalniczka. Czarodzieje (przynajmniej ci o „gorszym” pochodzeniu) znali zapalniczki, więc oczywiście poznała ją i Annabeth. A w razie gdyby w deszczu nie działała, miała też zwykłe mugolskie zapałki; okazało się jednak, że magiczna zapalniczka była odporniejsza niż jej mugolski odpowiednik i łatwo zapaliła małe, gliniane naczynia.
- To raczej też jest dość mugolski zwyczaj – dodała, sama zresztą zaproponowała zabranie tych zniczy; właściwie nie znała wielu tradycyjnych czarodziejskich obrządków pogrzebowych, bo wychowała się w środowisku na wpół mugolskim, a i jej ojciec był dość postępowy.
Deszcz rozpadał się na dobre. Annabeth jednak szybko skończyła i po chwili mogli opuścić cmentarz z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku.

| zt. x 2




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sugar man
You're the answer
That makes my questions disappear
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   23.04.18 17:37

| 25 czerwca, wieczór

Nigdy wcześniej nie był w tej części Londynu. Nie było to jednak ważne - kiedy Czarny Pan każe, sługa musi. Był na szerokich wodach, kiedy planowali szturm na Azkaban; nie został wliczony w grono tych, którzy zostali wysłani na praktycznie samobójczą misję do fortecy beznadziei i strachu. Wierzył jednak, że ich Pan wiedział, co robi, co oni powinni robić i że również ten plan - plan stworzenia punktów ściągających i świstoklików mających przenieść rannych do oddanych sprawie uzdrowicieli - miał szansę powodzenia. Wszak skoro mieli pomóc im pomóc uciec z Azkabanu, znaczyło to, że nie wszyscy jeszcze zginęli.
Miał nadzieję, że jego towarzysz, Edgar Burke, znajdował się już na terenie cmentarza. Nie chciał zwlekać - musieli bowiem zająć się przygotowaniem nie tylko tego miejsca, toteż każda chwila była diabelnie cenna. Caelan wiedział, że wśród uciekających z więzienia powinien znaleźć się jego młodszy brat, Cadan. W końcu udało mu się dostrzec osamotnioną postać stojącą pod jednym z drzew. Żwawym krokiem podążył w jej kierunku, by w chwilę później przywitać się oszczędnym skinieniem głowy.
- Masz? - zapytał cicho, prawie niedosłyszalnie. Mówił o świstokliku, który artystokrata powinien otrzymać od Czarnego Pana. Był on niezbędną częścią ich planu, a przynajmniej tak mówiły otrzymane instrukcje. Kiedy jego towarzysz odpowiedział twierdząco, ponownie skinął głową, lecz wcale się nie rozluźnił.
Nim ułożył przedmiot na trawie, rozejrzał się jeszcze raz dookoła, upewniając się, że nikt nie postanowił pospacerować sobie po ich części cmentarza akurat w tym momencie. Trudno było mu przewidzieć, jak wielu ludzi odwiedzało to konkretne miejsce, dlatego łudził się, że może dla Burke'a nie był to przypadkowy wybór drzewa, a dokładniej przemyślana decyzja. Choć czy powinien wierzyć, że arystokrata będzie posiadał większą wiedzę na temat mugolskiego cmentarza?
- Confringo - zaintonował, celując różdżką w świstoklik. Naprawdę miał nadzieję, że nie wybuchnie on, a magia nie oszaleje i nie sprowadzi na nich kolejnego nieszczęścia.




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me



Ostatnio zmieniony przez Caelan Goyle dnia 26.04.18 16:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   23.04.18 17:37

The member 'Caelan Goyle' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
 

Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Cmentarz
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz
» Cmentarz Wagańkowski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18