Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Brick Lane Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime17.07.17 1:39

First topic message reminder :

Brick Lane Market

Targowisko na Brick Lane słynie z tego, że można znaleźć na nim dosłownie wszystko. Mieszczą się tu nie tylko stoiska z antykami lub starymi książkami, ale najróżniejszej maści handlarze i kupcy, którzy nie są dość majętni by posiadać własne sklepy. Brick Lane znana jest jeszcze z innego powodu: przylegające do niej kamienice zamieszkiwane są tłumnie przez rodziny pochodzące z Bangladeszu, które osiadły w Londynie po podziale kraju w 1947 roku. Razem z nimi na Brick Lane zagościły niewielkie budki serwujące curry, z których dania serwowane przez jedne są wyśmienite, a drugie zagrażające żołądkom klientów.
W jednym z zaułków Brick Lane Market znajduje się osłonięty kolorowymi płachtami materiału przybytek, którym zarządza mówiący łamaną angielszczyzną, siwiejący już Bengalczyk. W jego namiocie znaleźć można... magiczne lampy. Istnieje pogłoska, jakoby jedna z nich miała stanowić dom magicznego dżina, który spełnia życzenia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sophia Carter
Sophia Carter

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime06.08.18 16:40

Samuel wyprzedzał wielu aurorów, często nawet starszych od niego. Był po prostu bardzo silnym czarodziejem. Anthony miał jednak inne talenty, które w tych czasach mogły okazać się bardzo cenne. Sophia też nie mogła narzekać na brak umiejętności. Bardzo dobrze radziła sobie w pojedynkach, i w tym roku tylko Samuel zdołał ją pokonać. Udzielił jej jednak cennej lekcji, którą wykorzystała później, pokazał, że czasem warto podejmować ryzyko i przekraczać własne granice, bo wcześniej wahała się przed używaniem tych najsilniejszych zaklęć. Nigdy go za to nie obwiniała i nie oczekiwała ulgowego traktowania, lekcję doceniła i przyswoiła, a po obrażeniach zadanych przez Sama dawno nie było śladu. Cieszyła się, że nie potraktował ją pobłażliwie ze względu na płeć, a zrobił to, co zrobiłby z każdym innym przeciwnikiem. Sophia pojmowała, że nadchodziła wojna i nie było już miejsca na wahanie, że musiała być pewna siebie i swoich umiejętności.
Sophia pragnęła działać i walczyć ze złem – a to uosabiały anomalie. Leżał jej na sercu los tych, którzy cierpieli, niewinnych czarodziejów i mugoli, i chciała im pomóc. Była to też kwestia dumy, chęć próbowania do skutku, póki się nie uda. Czyż nie tak nauczyła się większości tego, co dziś umiała? Próbując tak długo i uparcie, aż wyszło? Uporu jej nie brakowało.
Może też powinna podchodzić do tego z równym chłodem, bez emocji. Zawsze była jednak osobą emocjonalną i charakterną, co czasem pakowało ją w tarapaty. Anthony też z pewnością mógł to zauważyć, byli jak ogień i woda. On spokojny, ona uparta i gniewna. Po tragedii rodzinnej nie pozwoliła sobie jednak na wpadnięcie w apatię i marazm, wewnętrzny ogień pchał ją do przodu, motywował do tego, by się rozwijać, być lepszą, działać.
- Pewnie by mi się to przydało, umieć zapanować nad emocjami i oddzielić je od tego, co robię, nie pozwolić, by przejęły nade mną władanie – odezwała się, kiedy już czekali na jedzenie. – Chętnie więc przyjmę kilka lekcji, jak powinnam robić to lepiej.
Później nadeszło jedzenie. Sophia skinęła głową; teraz oboje byli zmęczeni, potrzebowała się najeść do syta, a potem wrócić do domu i przespać. Dziś miała wolne, więc, choć nie powiedziała tego Anthony’emu, po zażyciu wypoczynku miała zamiar podjąć kolejną próbę. Po upadku należało w końcu wstać i spróbować raz jeszcze. Zjadła więc całą swoją porcję ze smakiem i przepiła piwem; skoro miała wolne, to nie musiała robić sobie wyrzutów z powodu takiego luzu. A potem pożegnali się i wróciła do domu.

| zt.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
Bertie Bott

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Giphy

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime01.04.19 23:48

stąd

Spieszył się jak mógł, serce waliło mu w piersi jak oszalałe i myślał tylko o tym, by dotrzeć do celu. Zlany był cały zimnym potem, myślał szybko co robić, a przede wszystkim biegł. W jednej chwili jednak otoczyła go szarańcza, nie był w stanie dotrzeć do celu tak jak sobie zaplanował, na szczęście jednak Brendan ruszył w kierunku magicznej cieczy, czy raczej miejsca z którego najpewniej się ona wydzielała - i po chwili zniknął mu z oczu. Bertie ruszył więc w kierunku kamienic mieszkalnych, które zdawały się być źródłem szarańczy. Strzepywał z siebie pojedyncze okazy kiedy te siadały mu na rękach czy ramionach, dłoń mocno zaciskał na swojej różdżce i rozglądał się, wyczuwając wyraźnie, że jest coraz bliżej. Im bliżej, tym bardziej też było niestabilnie, grunt usuwał mu się co rusz spod stóp, materiał kruszył jak spróchniałe drewno, szarańcza była widocznie w stanie wyniszczyć wszystko. Uważał, a jednak potknął się w chwili, kiedy kawałek asfaltu doslownie skruszył mu się pod stopą. Ustał jednak na nogach i w sumie to był to idealny moment, żeby się zorientować, bo sekundę później przed nim zjawiła się o wiele większa wyrwa.
Kiedy fragment ulicy dosłownie zapadł się przed nim, Bertie musiał odskoczyć żeby nie zlecieć razem z nim. Wyrwa odcięła mu drogę do celu.
Cofając się jeszcze odrobinkę Bertie w pierwszej chwili zamierzał rozpędzić się i spróbowałć przeskoczyć przepaść, zdecydowanie bardziej ufał jednak swojej magii niż sile czy zwinności. Ilekroć spoglądał w dół, czuł że przeskoczenie przepaści może być ponad jego siły, zamiast tego skierował więc różdżkę przed siebie z zamiarem wykorzystania jej do przebycia tej wyrwy. To może być zdecydowanie lepsze rozwiązanie.
- Ascendio. - wypowiedział, zaciskając palce na różdżce znacznie mocniej i oczekując na charakterystyczne szarpnięcie związane z wystrzeleniem różdżki wraz z nim we wskazanym kierunku. Musi się tam dostać, musi zrobić co tylko w jego mocy, żeby zatrzymać tę cholerną anomalię.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime01.04.19 23:48

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 2

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Brick Lane Market - Page 2 HXm0sNX


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
Bertie Bott

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Giphy

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime02.04.19 0:30

|170 PŻ, -10 do kostki


Różdżka posłuchała, zaklęcie okazało się jednak zbyt słabe. Bertie poczuł charakterystyczne szarpnięcie, jego stopy oderwały się od podłoża, pęd z jakim wyrwał się magiczny przedmiot był jednak zdecydowanie słabszy, niż zazwyczaj. Bertie w panice zaciskał dłoń mocniej, nic więcej nie mógł jednak zrobić, zleciał w dół, boleśnie się przy tym obijając. Zacisnął jednak zęby, podnosząc się jak najszybciej. Był przerażony myślą o tym, jak wiele czasu straci przez ten wypadek, złapał jednak za kawałki gruzu i wspinał się ku górze, choć wszystko za co chwytał niebezpiecznie kruszyło mu się pod palcami, ulatywało spod butów. W końcu jednak dotarł na górę. Natychmiast ruszył dalej, byle szybciej, anomalia zdążyła bowiem rozszaleć się jeszcze bardziej.
Olbrzymia gromada owadów tworzyła coś jak chmury zasłaniające niebo. Były przerażające. Było ciemno, nie jednak na tyle by Bertie nie dostrzegł, że kolejne gromady owadów co rusz opadają na ziemię i atakują ludzi jeśli tylko dostrzegą kogoś. Widział zwłoki człowieka, zwłoki z szeroko rozdziawionymi ustami, pustymi oczodołami, coś skręciło go w środku, od razu odwrócił wzrok starając się nie dekoncentrować. Musi działać, musi coś zrobić, zanim kolejne osoby padną ofiarą tej chorej szarańczy. Uniósł różdżkę ku górze, celując w olbrzymią chmarę owadów.
- Commotio - wypowiedział najpierw chcąc porazić szarańczę prądem w nadziei, że ten rozejdzie się między nimi jak najsilniej, osłabi, czy zabije ich jak najwięcej, przeszkodzi w kolejnych atakach. Nie przerywał jednak na tym, od razu potem poruszył różdżką ponownie, tym razem chcąc owady zamrozić. Niech zdychają w mrozie, niech spadną i przestaną być dla ludzi zagrożeniem. Może i ten grad nie będzie przyjemny, jednak na pewno będzie dużą ulgą.
- Caeruleusio - mówił wyraźnie, bez krzyków choć w jego głosie dało się wyczuć silny upów, gest różdżki wykonując energicznie, choć bardzo precyzyjnie, jak miał w nawyku. Musi się udać, musi dać sobie radę - powtarzał to sobie jak mantrę.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime02.04.19 0:30

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 83

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Brick Lane Market - Page 2 V9fdhK2

--------------------------------

#3 'k100' : 93

--------------------------------

#4 'Anomalie - CZ' :
Brick Lane Market - Page 2 HXm0sNX


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
Bertie Bott

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Giphy

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime02.04.19 0:51

Udało się. Oba zaklęcia okazały się silne, wpierw olbrzymie wyładowanie przypominając piorun poraziło chmarę owadów, na ziemię upadła część z nich, tworząc obleśny, makabryczny owadzi deszcz. Kolejne zaklęcie zmroziło silniejsze okazy które wciąż unosiły się w powietrzu, część w grupie, część pojedynczo opadła na ziemię, roztrzaskując się i zdychając do reszty. Do Bertiego znów dotarło słońce przebijające się spomiędzy deszczowych chmur, kilka owadów odbiło się od jego peleryny, a choć chyba było już bezpiecznie, i tak przechodziły go dreszcze, a wzrok wciąż uciekał mu do martwego, wyniszczonego ciała. Rozglądał się uważnie. Krzyki dobiegały z miejsca w które ostatecznie ruszył Brendan, Bott mógł już tylko liczyć że udało mu się wykonać zadanie. Tutaj nie spodziewał się znaleźć nikogo żywego. Dookoła widział kilka ciał, nikt się jednak nie ruszał, a te jedne zwłoki, które wciąż jakby za sprawą jakiegoś przyciągania ściągały na siebie wzrok Bertiego dawały mu jasno do zrozumienia że zbyt bliskiego spotkania z tymi owadami po prostu nie dało się przeżyć. Ruszył więc w drugą stronę, chcąc odnaleźć Brendana i - jeśli okaże się to konieczne - pomóc mu. Obrał jednak inną trasę, nie chcąc ponownie skakać przez wyrwę która już raz go pokonała, jednak kiedy mijał inną rozpadlinę, kontem oka dostrzegł ruch. Jakaś kobieta leżała, poruszając się słabo, nerwowo i z wyraźnym bólem. Najpewniej zleciała w chwili, kiedy podłoże się załamało, miała jednak więcej niż on pecha, musiała się połamać. Choć sądząc po innych osobach w okolicy - miała właściwie sporo szczęścia.
- Proszę poczekać, zaraz panią stamtąd wyciągnę. - odezwał się widząc, że jej pełne paniki ruchy nie pomagają.
- Owady... trzeba uciekać, one są wszędzie, ci ludzie, one...
Mamrotała, a Bertie cholernie żałował że nie wie nic o magii leczniczej, bo bardzo chętnie zaserwowałby jej moc uspokajającego zaklęcia. A potem rzuciłby je na siebie, bo cholera sam wciąż był rozedrgany. Zaraz jednak zszedł na dół, by pomóc jej się wydostać, a później odprowadzić do szpitala, by tam opatrzono jej rany.


zt.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime04.04.19 1:38

Odłączenie się od towarzysza i samotne stawienie czoła rozszalałej pladze szarańczy było odważnym ruchem, który wymagał olbrzymiej pewności wobec swoich umiejętności i zaufania do dzierżonej w dłoni różdżki – martwi na skutek ataku nie pozostawiali wobec tego złudzeń. Pomimo bolesnego upadku byłeś jednak gotów i dwoma przemyślanymi zaklęciami zlikwidowałeś znaczną większość owadów. Ponadto mogłeś zauważyć, że stało się coś czego nie planowałeś; tuż po wypowiedzianej inkantacji twym oczom ukazała się krótka seria piorunów połączona z ogłuszającymi grzmotami, które skutecznie przepłoszyły pozostałe przy życiu szarańcze. Anomalie niezwykle rzadko działały na korzyść czarodzieja, więc miałeś wyjątkowe szczęście.
Tylko i wyłącznie dzięki Tobie ranna kobieta trafiła w odpowiednie ręce. Wiedziała, że zawdzięczała Ci życie, dlatego pragnęła czym prędzej odwdzięczyć się.
Służby szybko uporały się z oczyszczeniem brukowanych uliczek, a plaga zdawała się na dobre opuścić ów okolicę. Mieszkańcy nie znali twej tożsamości, ale ochrzcili Cię mianem bohatera.


Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, przewodniczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Nawet jeśli to magia.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Po co postępować z głową, skoro można bez

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime18.07.19 21:42

| 28 grudnia

To nie były najlepsze święta, jakie Gwen przeżyła.
Po spaleniu kuchni wydała właściwie wszystkie oszczędności na remont, który trwał jeszcze w Wigilię – nie mogła więc mówić o spokoju ducha. Wprawdzie została zaproszona na przyjęcie do Rudery, ale nie miała na to ani czasu, ani szczególnej ochoty. To po prostu był zły czas na grupowe, radosne spotkania.
Ostatecznie więc Gwen spędziła ten czas samotnie, rozdzielając chwile między spacery z Betty, samotne tworzenie i spacery do pobliskiej katedry. W dalszym ciągu nie potrafiła zdecydować, czy w jej odczuciu wiara ma jakikolwiek sens, ale w tej chwili msza święta przynosiła jej spokój ducha. Kojarzyła się z domem, z rodziną, z czymś ciepłym i dobrym, a tego Gwen właśnie brakowało. To była namiastka dawnych świąt, spędzanych we wspólnym londyńskim mieszkaniu.
Kilka dni po świętach Gwen zapięła Betty na smycz i wybrała się z nią na spacer. Nie była w najlepszym nastroju. Nostalgia połączona z brzydką pogodą wprawiały ją w melancholijny nastrój i nawet skacząca radośnie wokół jej nóg psina nie były w stanie rozweselić panny Grey.
Szła tam, gdzie poniosły ją nogi. Nawet nie zauważyła, kiedy dotarła na targowisko. Betty zaczęła zaczepiać idących obok ludzi, a Gwen nie miała nawet nastroju, by jej tego zabraniać. Szła przed siebie, owinięta płaszczem, myśląc tylko o tym, by jej podopieczna zaznała odrobiny ruchu. W innym przypadku nie spacerowałaby przecież przy takiej aurze.
I wtedy coś się zmieniło.
Przystanęła pośrodku targu, unosząc głowę w górę. Nie była z resztą jedyna, wiele osób wokół zrobiło dokładnie to samo. Na niebie pojawiło się przejaśnienie. Po raz pierwszy od wielu, wielu tygodni. Gwen nie pamiętała, kiedy ostatnio niebo było tak jasne, jak tego dnia. Wciąż było zachmurzone, jednak chmury były jaśniejsze niż zazwyczaj.
A chwilę później lunął deszcz śniegu i gradu.
Gwen skryła się pod najbliższym dachem, chowając Betty za własnymi nogami. Nie pozwalała jej wyjść: pieskowi mogłaby stać się krzywda. Grad, który spadał z nieba, był jednak inny od tego, który malarka zazwyczaj widziała. Marszcząc brwi, wyciągnęła dłoń i pochwyciła jeden kawałek lodu. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, gdy zorientowała się, że… to właściwie nie jest po prostu zamrożona woda. W tym krysztale było chyba coś więcej.
Przekrzywiła głowę i zastanowiła się przez chwilę nad tym, co ma zrobić z kryształem, aby ostatecznie schować go za pazuchę kurtki. Tak na pamiątkę.

| zt





Nie będę milczećani kłaniać się prawom zrodzonym z pogardy.
Powrót do góry Go down
Clementine Thorne
Clementine Thorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
'Of course you aren't scared of me. I'm not the wolf. You are!'
OPCM : 12
UROKI : 10
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Goodnight.

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime11.09.19 22:27

6 stycznia, 1957 r.

Małe obłoczki pary wydobywały się z jej ust, gdy wędrując po targowisku, łapała oddech. Mróz szczypał w policzki jak ciocia próbująca je wytarmosić. O tej porze roku na dworze bywało często zimno, co Clementine nieco przeszkadzało. Wolała zdecydowanie lato i wiosnę, ale były też dobre strony – teraz bezkarnie mogła do woli pić gorącą czekoladę! I do tego jeszcze jakieś smaczne ciasto… Zima nie była tak zła, jakby się zastanowić. Choć łażenie wszędzie w grubym płaszczu bywało naprawdę denerwujące.
Tego dnia miała zamiar zrobić lekkie rozeznanie na targu. Okoliczni handlarze czasem miewali jakieś niecodzienne składniki do gotowania zostawione gdzieś na boku, ale zwykle musiała o nie pytać. Poza tym ciężko odmówić sobie po prostu zwykłego chodzenia pomiędzy straganami, kiedy lampy i inne starocie połyskiwały tak pięknie!
Podobno w jednych z tych lamp siedziały nawet dżiny! Brzmiało to jak zwykłe banialuki, ale w coś jednak trzeba wierzyć, prawda? Chodząc od stoiska do stoiska, nie kupowała żadnej z nich, ale oglądała je z równym zaciekawieniem co ci, którzy wierzyli legendom.
Kroczyła w tę, i we w tę, aż w końcu przypadkowo na kogoś wpadła. Podniosła głowę, szykując się do nerwowych przeprosin:
Aj! P-przepraszam, nie chciałam…!
Mówiła prawdę. Zagapiła się przez chwilkę, wpatrując w różnej maści towary, aż nie zauważyła, że ktoś przed nią stoi. Zresztą, to było targowisko (i to bardzo popularne), tu każdy na każdego wpadał i się przepychał, nie można jej było winić, że na kogoś poleciała!
Um, jeżeli sobie pan życzy to mogę się jakoś zrekompensować… – zaproponowała nieporadnie. Co innego miała zrobić? Ktoś, kto przed nią stał tyłem, ewidentnie miał męską fryzurę, więc zdawało jej się, że to nie może być kobieta. Z tym że jedni mężczyźni to chodzące fajerwerki, drudzy przyjmą przeprosiny ot tak, a trzeci wyciągną z jakiegoś biedaka ostatnie pieniądze… Nie wiedziała, na kogo trafiła. Miała jedynie nadzieję, że nie złapie jej za fraki i nie zacznie jej grozić, to by było odrobinkę niefortunne!

[bylobrzydkobedzieladnie]




I'm hunger. I'm thirst.I can drink a river of blood and not burst. Show me your enemies.

Powrót do góry Go down
Coinneach Macmillan
Coinneach Macmillan

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7783-coinneach-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7860-skrytka-bankowa-nr-1869#221030 https://www.morsmordre.net/t7872-coinneach-macmillan#221867
Zawód : Pałkarz Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
A man can be des­troyed, but not de­feated.
OPCM : 5
UROKI : 7
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
Rodzina: najnowszy sport ekstremalny.

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime12.09.19 12:45

Mróz był rzeczywiście dotkliwy, jednak wydawało się, iż Coina niespecjalnie on dotyka. Mężczyzna ubrany był niecodziennie - jak na arystokratę i to jeszcze czarodzieja, ale pozwalały mu na to okoliczności - Brick Lane Market był targowiskiem, nie jakimś domem mody, poza tym znajdował się na świeżym powietrzu. A Coinneachowi nigdy jakoś nie było po drodze z garniturami i frakami - większość czasu spędzał wciśnięty w strój do Quidditcha i ochraniacze, albo tak jak dzisiaj, w jeansach, białym t-shircie i watowanej skórzanej kurtce z kożuchem - jeszcze bardziej poszerzającym jego i tak rozbudowane barki. Styl niegrzecznego chłopca - jak to nabijał się z niego Joe. Macmillan tylko wzruszał na to ramionami - było mu wygodnie, bywalcem salonów nie był, więc w czym problem? Poza tym śmiesznie było oglądać małego Heatha topiącego się w jego kurtkach, które z powodzeniem mogły pięciolatkowi służyć za płaszcz. Do kostek.
I właśnie za sprawą swojego synka znalazł się tu, a nie gdzie indziej. Do głowy wpadł mu pewien pomysł, do którego wykonania potrzebował kilku przedmiotów. A najbardziej... farb, albo barwników z których mógłby je zrobić. W końcu mały Macmillan ostatnio naprawdę dużo czasu spędzał nad szkicownikiem, zwłaszcza, że pogoda nie dopisywała na lot miotłą. W sensie, dobrze, pogoda zawsze była i d e a l n a na lot miotłą, ale może niekoniecznie dla pięciolatka.
Chciał sprawić mu mały prezent, jak na zapatrzonego w swoje dziecko ojca przystało.
Właśnie przechodził między straganami, szukając czegoś, co przykułoby jego uwagę. I przykuło. Coś co obiło mu się o plecy.
Zmarszczywszy brwi, obrócił się w tył i pierwsze co rzuciło mu się w oczy to burza rudych włosów - w pierwszej chwili miał wrażenie, że jakimś cudem wpadła na niego Gwendolyn, przez co automatycznie wyszczerzył kły w uśmiechu.
Jednak w moment zorientował się, że to nie niebieskooka malarka - i nauczycielka jego syna - choć uśmiech nie zniknął. Przekształcił się jednak z szerokiego, na nieco pobłażliwy, zwłaszcza słysząc słowa do niego skierowane.
Clemetine — zaśmiał się cicho, przywołując znane sobie imię czarownicy i przekrzywiając delikatnie głowę. — Myślałem, że już odpuściliśmy sobie tytuły.
Młodą Throne znał całkiem od niedawna - rzecz jasna przez osobę swojego syna. Z rozbawieniem zauważył, że większość osób z którymi ostatnio się zadawał poznawał głównie przez Heatha.
Jeśli bardzo chcesz mi zrekompensować ten wypadek, to możesz pomóc mi w poszukiwaniu farb dla Heatha — podsunął, proponując swoje ramię rudowłosej.




– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść?– Co wtedy?
- Nic wielkiego. Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.



Powrót do góry Go down
Clementine Thorne
Clementine Thorne

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7407-clementine-thorne https://www.morsmordre.net/t7474-truman https://www.morsmordre.net/t7475-there-was-a-girl https://www.morsmordre.net/f284-sevenoaks-riverhill-road-13 https://www.morsmordre.net/t7477-skrytka-bankowa-nr-1812 https://www.morsmordre.net/t7476-clementine-thorne
Zawód : ~ Czekoladniczka ~
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
'Of course you aren't scared of me. I'm not the wolf. You are!'
OPCM : 12
UROKI : 10
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Goodnight.

Brick Lane Market - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Brick Lane Market   Brick Lane Market - Page 2 I_icon_minitime13.09.19 20:13

Rozszerzyła oczy w osłupieniu. On? TUTAJ? Nie umiała w to uwierzyć.
Nie spodziewała się w takim miejscu wielu osób, ale ojca Heatha najbardziej. Poznali się dość niedawno, kiedy Heath wpadł kłopoty wywołane czkawką teleportacyjną. Clementine postanowiła mu wówczas pomóc i zabrała go do domu. Tam pani Thorne – a mama Clem – opatrzyła go i odpowiednio go ugościła. Nigdy nie lubiła co prawda obcych, ale cóż… to było jeszcze dziecko, a dziecka się nie poczęstuje obiadem?
To pan…! – zapiszczała. Tylko tyle była zdolna teraz z siebie wydusić. – Co pan tutaj robi? Heath zdrowy?
Popatrzyła na niego z zaciekawieniem. Przyszedł pooglądać, przewietrzyć się, a może z kimś spotkać? Było mnóstwo różnych powodów, by przebywać na bazarze. Miała jedynie nadzieję, że nie stało się nic złego, w związku z czym mężczyzna się tu pojawił.
Eech, no tak przepraszam. – odpowiedziała z zażenowaniem. Dodawała zwykle „pan” lub „pani” z przyzwyczajenia. Może i od dziecka mieszkała w lesie, ale matka od zawsze dbała o jej dobre wychowanie. Kto wie, może gdyby ojciec nie zmarł, teraz byłaby żoną jakiegoś pięknie wysławiającego się urzędnika?
Westchnęła, wypuszczając głośno powietrze. Domyślała się, że niespecjalnie się gniewa. Ale i tak miło było słyszeć, że jest się gdzieś chcianym. Tak po prostu, prozaicznie. Że jest jeszcze coś, w czym jest przydatna i może coś zdziałać. Szkoda że nie mogła powiedzieć tego samego o coraz bardziej opłakiwanej przez nią cukierni.
Chętnie! – Ujęła go pod ramię i ruszyła z nim przed siebie. – Heath miał na myśli może coś konkretnego?
Zapytała bardziej z ciekawości, nie znała się na malarstwie. Jako szkrab wolała biegać boso po lesie niż odbijać ślady łapek wszędzie, gdzie się dało. No i woda, to było dopiero coś! Nie licząc gry na pianinie i tańca nie należała do szczególnie artystycznych duszyczek. Wolała ruch, który pozwalał jej realizować się w tym, że nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu i wyżyć, przeznaczając na coś pożytecznego całą jej energię. Taka była jej natura – żywiołowa i pełna nieprzewidzianych zdarzeń, ale bardzo ją lubiła.




I'm hunger. I'm thirst.I can drink a river of blood and not burst. Show me your enemies.

Powrót do góry Go down
 

Brick Lane Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19