Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Brick Lane Market
AutorWiadomość
Brick Lane Market [odnośnik]17.07.17 1:39
First topic message reminder :

Brick Lane Market

Targowisko na Brick Lane słynie z tego, że można znaleźć na nim dosłownie wszystko. Mieszczą się tu nie tylko stoiska z antykami lub starymi książkami, ale najróżniejszej maści handlarze i kupcy, którzy nie są dość majętni by posiadać własne sklepy. Brick Lane znana jest jeszcze z innego powodu: przylegające do niej kamienice zamieszkiwane są tłumnie przez rodziny pochodzące z Bangladeszu, które osiadły w Londynie po podziale kraju w 1947 roku. Razem z nimi na Brick Lane zagościły niewielkie budki serwujące curry, z których dania serwowane przez jedne są wyśmienite, a drugie zagrażające żołądkom klientów.
W jednym z zaułków Brick Lane Market znajduje się osłonięty kolorowymi płachtami materiału przybytek, którym zarządza mówiący łamaną angielszczyzną, siwiejący już Bengalczyk. W jego namiocie znaleźć można... magiczne lampy. Istnieje pogłoska, jakoby jedna z nich miała stanowić dom magicznego dżina, który spełnia życzenia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:13, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Brick Lane Market [odnośnik]09.12.20 13:38
Zazwyczaj czerpała z tego typu rozrywek skrajną przyjemność, rozpływała się wręcz w nastrojowym okrucieństwie, czerpiąc z niego siłę i – paradoksalnie – wielkie pokłady wewnętrznego spokoju. Inni, normalni ludzie z westchnieniem ulgi zasiadali przed buzującym w kominku ogniem wraz z bliskimi, Deirdre zaś relaksowała się w bardziej krwawych okolicznościach, choć faktycznie czasami to płomienie grały główną rolę - pożerając żywcem ciała ofiar, a nie drewniane szczapy, pieczołowicie ułożone wcześniej w stosiki przez głowę rodziny. Ciekawe, czy stojący przed nimi, pozieleniały mugol też tak dbał o domowe ognisko; czy martwił się ciepłem, wyżywieniem i schronieniem dla gromadki zasmarkanych dzieci, brudnych i skazanych na słuszną zagładę. Rodzice często zachowywali się jak obłąkane upiory, wszystko, by chronić swoje potomstwo, i właśnie na tym niezrozumiałym wciąż instynkcie bazowała, wyczekująco spoglądając na kobietę, rozpaczliwie wyciągającą rękę w stronę odbierającej jej niemowlę śmierciożerczyni.
Mericourt przesunęła spojrzeniem po trzymającej zawiniątko Sigrun; w innych okolicznościach może pozwoliłaby sobie na towarzyski żart, że czarownicy całkiem do twarzy z pulchnym, płaczącym tobołkiem, ale nie miała teraz czasu na długotrwałe zabawy. Na szczęście finezyjna motywacja zewnętrzna okazała się skuteczna; gdy do kwilenia niemowlęcia doszedł krzyk bólu oraz krew wylewająca się z ust trzęsącego się mężczyzny, pozbawionego przez Zachary’ego zęba, mugolka prawie osunęła się na kolana, a łzy spływające coraz szybciej zaczęły czyścić jej brudne policzki. – Za…zabiliście wszystkich, zabiliście ich, oni nam pomogli…Już nikt nie pomoże, nikt nie przyjdzie – wyszlochała, na moment zakrywając twarz dłońmi, lecz przesłoniła oczy tylko na kilka sekund, by później błagalnie zerknąć na płaczące dziecko, które oderwano od jej piersi. – Pro-proszę, pozwólcie im odejść, możecie je wziąć, do siebie, dla was, byleby tylko żyły – kontynuowała błagalnie, ale Deirdre nie wzruszył ani charkot mugola trzymającego się nerwowo za zakrwawione usta, ani matczyne jęki rozpaczy. Przyglądała się tylko rozczochranej, brudnej szlamie z góry, oceniająco i badawczo, chcąc sprawdzić, na ile może jej zaufać. Pomimo ataku paniki i prymitywnego przerażenia brzmiała rzeczowo, szczerze i beznadziejnie, jakby naprawdę ci, których bezwładne, martwe ciała leżały teraz na ziemi, byli ostatnimi mogącymi im pomóc. Macki Zakonu Feniksa rozrastały się szerzej, ktoś musiał stać za tą trójką, lecz…czy na pewno? Mericourt westchnęła, niby od niechcenia odkopując bezwładną rękę jednej z ofiar. Oszalała matka brzmiała wbrew wszystkiemu wiarygodnie, głównie dzięki bezdennej pustce jaką ziały wilgotne od łez oczy. Widocznie mieli do czynienia z grupką samozwańczych bohaterów, a nawet jeśli nie – ci i tak nie pomogą już w niczym miłośnikom szlamu. – No cóż, będziemy obserwować jakiś czas to miejsce; jeśli skłamała, będziemy wiedzieć, czy ktoś kręci się dookoła magazynu – powiedziała w końcu po przedłużającej się chwili ciszy, kierując swe słowa do Sigrun i Zachary’ego. Później obróciła się powoli w stronę mężczyzny plującego krwią. – Sectusempra – zainkantowała beznamiętnie, zaciskając palce na fioletowym drewnie różdżki, celując w jego szyję, chcąc ją rozciąć aż do aorty. Krew trysnęła intensywnym strumieniem, rozcięcie pogłębiło się, a śmierciożerczyni ponowiła klątwę, przenosząc różdżkę na jedno ze stojących ciągle obok matki dzieci: kilkuletnia dziewczynka nawet nie pisnęła, gdy niewidzialne, czarno magiczne ostrze przesunęło się głęboko po brzuchu, rozcinając znacznie więcej od brudnego materiału sukni. – Możecie się zająć resztą, mnie, niestety, wzywają pewne obowiązki – powiedziała pogawędkowym, nonszalanckim tonem, posyłając Sigrun i Zachary’emu beznamiętne spojrzenie; mogli pobawić się dziećmi i matką, zapewnić sobie wykwintną rozrywkę, albo zakończyć szybko cały wieczór. Ważne, by nie roznieśli krwi przed ukryty magazyn – to mogło odstraszyć innych potencjalnych opiekunów, którzy po kilku dniach bez wiadomości o swych szczurach postanowią zajrzeć do środka. A jeśli takowi się pojawią, w co wątpiła: również zginą. Rycerze Walpurgii wykonali tu swoje zadanie, sprawdzili pogłoski i wyczyścili teren pomimo sporych trudności napotkanych na ścieżce posługi u Czarnego Pana.

rzuty kością

| Dei zt


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Brick Lane Market [odnośnik]13.12.20 20:53
Trzymając w ramionach pulchne zawiniątko, które wyczuwszy, że nie trzyma go matka, zaczęło kwilić i szlochać coraz głośniej, wyraźnie przestraszone i zaniepokojone. Nie czuła się dobrze z dzieckiem w rękach, lecz właściwie nie postrzegała go jako dziecka, urodziła je wszak mugolka, brudny robak, niegodny, by na nich patrzeć. Do niemowlęcia czuła więc jedynie pogardę i nienawiść, choć nic jej nie uczyniło - wystarczyło, ze pojawiło się na świecie. Kołysała dziecko niemal czule, z rozbawieniem spoglądając na mugolkę; robiła to umyślnie, świadoma, że wzbudzi to w niej jeszcze większe skonfundowanie i lęk. Niepewność tego co się stanie.
- Och, doprawdy? To ciekawe - odpowiedziała Shafiqowi z żywym zainteresowaniem,
Nie sądziła, że to możliwe. Sigrun myślała dotąd, że celem magii leczniczej jest przynoszenie ulgi w bólu i cierpieniu, zaleczenie ran, wyleczenie chorób, przywrócenie zdrowia. Można było wręcz określić ją jako szlachetną. Może nawet szlachetniejszą od białej magii, utożsamianej z dobrem, choć nie zawsze wykorzystywanej w dobrych celach. Sama Rookwood opanowała ją więcej niż świetnie, zgłębiła wiele jej tajników i władała potężnymi zaklęciami z tej dziedziny, a rzucała je z intencjami okrutnymi i podłymi.
Przyglądała się jak Shafiq wyrywa ząb unieruchomionemu mężczyźnie z ciekawością, po czym zaśmiała się głośno i perliście, co wywołało jeszcze większe przerażenie na twarzach dzieci i coraz bardziej histeryczny szloch u matki. Zaczęła tłumaczyć, że nie ma już nikogo kto mógłby im pomóc, że błaga o życie dla dzieci. Wszystkie były jej? Ciekawe. Sigrun nigdy nie potrafiła zrozumieć miłości matki do dziecka. Zdolności do poświęcenia się całkowicie dla pasożyta, który z niej wyszedł. Na miejscu tej kobiety błagałaby o życie własne, a nie dzieci, które nawet sobie nie poradzą.
Brzmiała jednak dość szczerze, byłaby szalona, gdyby teraz kłamała, kiedy na szali leżało życie dzieci. Decyzję pozostawiła jednak Deirdre, do niej wszak należała, miała spośród ich trójki największą władzę i moc. Sigrun skinęła jedynie głową, przyjmując rozkaz i potwierdzenie. Będą patrolować to miejsce, aby mieć pewność, że mugolka nie kłamała.
Nadal kołysząc niemowlę w rękach patrzyła jak czary Deirdre pozbawiają mężczyznę życia. Teraz pozostała jedynie mugolka i łkające dzieci. Dziewczynka zaczęła krzyczeć. Niemowlę płakało bardzo głośno.
- Błagam, nie rób mu krzywdy... - zaszlochała kobieta.
- Szkoda. Będziemy czynić honory w twoim imieniu - odparła Rookwood lekko na słowa Deirdre.
Żałowała, że Śmierciożerczyni, wypełniwszy obowiązki, musiała tak szybko się ulotnić. Miały wszak okazję do wspaniałej zabawy, a Sigrun zamierzała ją wykorzystać, niezależnie od tego, czy sama czy z nimi, Zerknęła pytająco na Shafiqa, ale nie czekała na niego. Położyła niemowlę w prowizorycznej kołysce, ale kiedy mugolka rzuciła się ku niemu, zatrzymała ją zaklęciem. Unieruchomiła, ale pozostawiła przytomną - zmusiła do tego, aby patrzyła na to, co zrobiła z dziećmi.
Zaklęciem Imperio przejęła władzę nad starszym chłopcem, który uklęknął przy dziewczynce zabitej przez Deirdre i wsunął dłonie w ranę, otwierając ją coraz szerzej. Nakazała mu robić rzeczy tak obrzydliwe, że mugolka zwymiotowała i zaczęła dławić się własnymi wymiocinami,
- Zajmij się tym ostatnim - nakazała Shafiqowi.
Na kobiecie zatrzymała pełne politowania spojrzenie. Chyba nie myślała, że dotrzymają słowa? Dlaczego mieliby pozwolić szlamom żyć? Śmieszne. Zginęli wszyscy. Matka na końcu - kiedy błagała już o śmierć, kiedy napatrzyła się na to jak w agonii giną owoce jej łona.

| zt


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Brick Lane Market [odnośnik]20.12.20 21:32
Z niemałą satysfakcją dla własnego, uzdrowicielskiego ego przyjął pytanie postawione prze Rookwood. Kąciki ust uniosły się ku górze nieznacznie, na bardzo krótki moment przełamując do bólu obojętny wyraz twarzy przecinany jedynie przez jasne, błyszczące spojrzenie. Śmiech Śmierciożerczyni, odczytany przez Zachary'ego jako całkowita aprobata dla tortury, którą poczynił na mugolu, sprawiła, że rzeczywiście uśmiechnął się, wykrzywiając wargi w niewielkiej, groteskowej imitacji. Jedno z niewielu zaklęć leczniczych, właściwie jedyne, jeśli dłużej się nad tym zastanowić, które zadawało bezpośredni ból, choć w istocie jego celem było ratowanie uzębienia zeżartego chorobą.
Żałosne — skomentował cicho, praktycznie dla samego siebie, nie ustając w skrupulatnych obserwacjach reakcji mugoli na to, co działo się z resztą. Nie spodziewał się tak słabych umysłów; nie wiadomo, jak długo ukrywali się tutaj, lecz każda minuta spędzona w tej norze winna ich wzmacniać, hartować ducha w oczekiwaniu na najgorsze. Najwyraźniej ułuda bezpieczeństwa zapewniona przez plugawych zdrajców zapuściła korzenie – a cena za to została właśnie zapłacona. Dość niemrawo poruszył barkami, doznając dziwnego powiewu chłodu w wilgotnej piwnicy. Nie chciał znać źródła tego zdarzenia, może wymysłu własnej świadomości wystawionej na tak obskurne miejsce niegodne lordowskiej obecności. Nie podjął dalszych rozważań w tej kwestii. Spojrzenie skierował w stronę Deirdre oświadczającej opuszczenie ich małej rozrywki po spełnieniu należytego obowiązku; w milczeniu skinął głową, ręce opuszczając wzdłuż ciała, różdżkę luźno trzymając w palcach. Z wyraźnym przejęciem patrzył na mugolkę próbującą ratować dzieci, na chłopca spełniającego wyuzdane fantazje Sigrun, zastanawiając się, skąd w Śmierciożerczyni pojawiały się te wszystkie pomysły. Muszę zapytać, przemknęło przez myśl, gdy uświadomił sobie, że nie był człowiekiem skorym do oddawania się wodzom wyobraźni. Praktyczne i logiczne podejście – szybkie załatwienie sprawy okupowało szczyt priorytetów Zachary'ego na równi z perfekcyjnością wykonywanych zadań. W zasadzie nic innego nie liczyło się, a wytwarzanie dodatkowych ścieżek realizacji nie stanowiło czegoś, z czym Shafiq utożsamiał się. Tym razem, będąc nadal zmęczonym po pojedynku, nie sięgnął po magię, by dobić chłopca. Zaczekał jedynie, aż polecenie Sigrun zostanie odwołane, by naciskiem podeszwy buta na klatkę piersiową zmusić go do położenia się i w tej pozycji obserwować bezgraniczne posłuszeństwo przez dłuższą chwilę, powoli zwiększając nacisk nogi na mostek oraz żebra. Wyciskanie tak potrzebnego do życia powietrza traktował nie było tym, co zamierzał zrobić, a przynajmniej nie w dłuższej, przemyślanej skrupulatnie perspektywie. Mógłby całymi godzinami stać i patrzeć, jak bezradny mugol próbuje oddychać. Zamiast tego, by zadowolić nie tyle własne ego, co dać kolejną porcję satysfakcji Śmierciożerczyni, butem nacisnął na gardło chłopca, niemal od ręki obserwując pożądane efekty. Nie musiał podejmować przy tym wyjątkowego wysiłku – naturalny ciężar ciała robił swoje, choć z kolejnymi, upływającymi minutami tortura ta była stała się dla Zachary'ego dosyć męcząca. Wzrokiem ani przez chwilę nie błądził po pozostawionej mu ofierze. Nie chciał mieć w sobie wątpliwości powodowanych wyłącznie wzrokowymi wrażeniami. Dźwięki duszącego się dziecka były dla niego wystarczająco przytłaczające, gdy raz po raz naciskał nogą na gardło i krtań, brudząc tak buty jak i własne sumienie.
Gdy odstąpił, opuścił beznamiętne spojrzenie, jednocześnie doświadczając wyjątkowo potężnego potoku nieskładnych myśli. Chłopiec nie żył – nie miał co do tego wątpliwości, obserwując nabrzmiałe obszary na szyi oraz wgniecenie w okolicach grdyki. Patrzył w martwe oczy bez cienia wątpliwości, jednocześnie odnosząc wrażenie, że był obserwowany, oceniany przez obcą, nieznaną mu siłę.
Muszę się napić — stwierdził, gdy mugolka dołączyła do gromadki trupów. — Idziemy do Macnaira? — Zaproponował Śmierciożerczyni, wycofując się powoli w stronę drzwi. Przepuściwszy czarownicę przez próg, trzasnął nimi zdecydowanie zbyt mocno niż się tego po sobie spodziewał i podążył za nią z powrotem na powierzchnię, zamierzając na krótko wtopić się w targowisko, a finalnie zrealizować swoje pragnienie i zasiąść w Mantykorze. Nie miał najmniejszej ochoty tkwić w lokalach ekskluzywnych czy wykwintnych. Nagła potrzeba, zrodzona z nabranych doświadczeń, skłoniła Zachary'ego do przyczajenia się w lokalu na Nokturnie i porzucenia rozważań o tym, co miało tutaj miejsce.

z/t



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Brick Lane Market [odnośnik]12.01.21 1:17
Jedna z licznych szarych sów przemierzała tej nocy Londyn. Nie wyróżniała się niczym od innych pocztowych ptaków. Przeciętnej wielkości i szybkości, niosła w dziobie starannie zapieczętowany list. Leciała wysoko, nie zniżając lotu i nie zważając na świszczący dookoła wiatr. Gdy pod nią zaczęły migotać światła latarni, zapikowała w dół. Przez chwilę krążyła nad ulicami miasta, aby ostatecznie otworzyć dziób i wypuścić z niego list, który po chwili tańczenia w powietrzu opadł na ziemię.
Jeśli przechodzisz tu jako pierwszy pomiędzy 30 września a 4 października, możesz dostrzec na targowej ulicy niewielki list. Jest zapieczętowany i zamknięty, wyraźnie w dobrym stanie. Jeśli go podniesiesz i przyjrzysz się tyłowi korespondencji, dostrzeżesz wypisane ładnym, ozdobnym pismem: Do Ciebie, przechodniu. Gdy otworzysz kopertę zalakowaną pieczęcią w kształcie gwiazdy, ujrzysz list, a w nim:



Przeczytaj Do Ciebie
Mieszkańcu Londynu! Wojna odbiera to, co najcenniejsze.
Ostatnio z powodu działań prowadzonych na terenie Anglii życie stracili:

  • Bertie Bott – cukiernik i urzędnik Ministerstwa Magii, właściciel “Cukierni Wszystkich Smaków”. Został zamordowany w trakci
  • Rody Ogden – mugolski urzędnik, znaleziony martwy na poboczu jednej z dróg, jego ciało posiadało ślady po czarnomagicznych torturach.
  • Chłopiec w Pudełku – kilkuletni chłopiec, znaleziony w niewielkim kartonie na rogu ulicy, które stało tam przez kilka dni, nim ktoś zauważył, że unosi się z niego nieprzyjemny odór. Na rękach dziecka zidentyfikowano czanomagiczne runy.

Łączymy się w żałobie i smutku z rodzinami, nie mogąc jednak powstrzymać się od pytania: kto będzie następny?




I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Brick Lane Market - Page 4 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Brick Lane Market [odnośnik]06.02.21 16:09
wskakujemy stąd

Chyba gdzieś wewnątrz, w duchu, łudził się, że Steffena ogarnęła nadmierna panika, że w pośpiechu przesłana wiadomość nie zdradziła aż tyle; słowa Keata utwierdziły go w przekonaniu, że było odwrotnie - że w liście, który dostał od przyjaciela, nie pojawił się ni gram przesady. Nie skomentował tych słów w żaden sposób, przerażenie, które przed momentem mógł ujrzeć na twarzy Steffena, wydawało się mówić samo za siebie. Jego myśli skupiły się na działaniu, na tym, co zrobić trzeba, na wyjaśnieniach Ketaona. To musiało dać się jeszcze zatrzymać - a jeśli miało to choć w części zależeć od nich, musieli wyjść z siebie, by dać z siebie wszystko.
- Co z pozostałymi miejscami? - zapytał jeszcze między jednym susem a drugim, nie tracąc czasu. Nie wiedział, czy Steffen zwrócił się tylko do nich - czy zaangażował w to więcej osób, może gdyby wzięli miotłę, zdołaliby dotrzeć też dalej. Dobrze latał, nawet z obciążeniem wciąż mógł próbować - być może nieprawdopodobnego, ale lepiej było spróbować zrobić cokolwiek, niż nic. Poruszanie się miotłą po mieście, w nagłym pośpiechu, wzbudziłoby niewątpliwie czujność patrolujących miasto, na którą nie mogli sobie pozwolić - jedna próba wylegitymowania ich zabrałaby im zbyt dużo cennego czasu.  Słowa, które Keat wypowiedział do dwójki czarodziejów, wybrzmiały z nierealną mocą, chyba dopiero wówczas w pełni uświadamiając mu, o co toczyła się stawka. Wszystko pozostałe wydarzyło się zbyt szybko, a on został bez ostrzeżenia rzucony w wir wydarzeń, które nie do końca jeszcze pojmował: nic to, zamierzał się w nim odnaleźć jak najprędzej. Działać - bez namysłu, w tym w zasadzie był najlepszy; bladość na twarzy czarodziejów zebranych w piwnicy pomogła mu uzmysłowić sobie, jaką wagę miało to zadanie. Nie wtrącał się w rozmowę między nimi, Keat wiedział i rozumiał więcej od niego - a on usiłował ze strzępów słów wydrzeć dla siebie jak najwięcej, by dzielące ich różnice nadrobić. Pułapki - dreszcz grozy przeszedł jego ciało na myśl o ludziach, którzy mogli tam zmierzać; przejrzał przecież tę stronę, nim spalił gazetę przesłaną przez przyjaciela. Nie wahał się, podążając za swoim towarzyszem w kierunku wyjścia - wynurzając się na powierzchnie przez otwarte przez niego wyjście.
- Brick Lane - powtórzył za nim pośpiesznie, targowisko uchodziło za mekkę kieszonkowców, James bywał tam na okrągło. Jeszcze przed zamknięciem Londynu Marcel lubił wyczuć nocne tętno miasta, ćwicząc akrobatyczną formę w jego miejskiej przestrzeni - może z łobuzerskiej nuty przekory, może dla własnej satysfakcji; przeskakiwał z dachu na dach, z muru na mur, z wiaty na wiatę, po śmietniskach, mugolskich samochodach, pod i nad mostami - odkrył, że te umiejętności są niezwykle przydatne, odkąd pół roku temu wprowadzono te wszystkie śmieszne obostrzenia, a policyjne patrole czaiły się co krok. Musiał umykać przed legitymacją, póki nie zarejestrował różdżki - ale i dziś wolał ich unikać. Znał tę przestrzeń jak własną kieszeń, a może nawet lepiej. - Tędy - rzucił, nie tracąc ni chwili, bo jej nie mieli, momentalnie wbijając w jedną z bocznych uliczek między kamienicami. - Na most, w kierunku London Eye. To niedaleko, wciąż ścisłe centrum miasta - dodał, mając nadzieję, że Keat zaufa mu na tyle, by nie nalegać na wspomniane przez siebie drogi. Most musieli minąć dwukrotnie, wpierw tutaj, rzeczywiście biegnąć za migoczącym w oddali diabelskim młynem, następnie przemykając przez parki - złudna i daleka droga, dech zaczynał ciążyć, ale stawka była wysoka. - London Bridge - rzucał półsłówka, gdy znów znaleźli się nad Tamizą; zajęło to kilkanaście cennych minut. Musiał przyznać, ze bez mugolskich samochodów i generowanego przez nich hałasu to miejsce przypominało miejską pustynię. Ledwie stopy znalazły się poza mostem - gnał dalej, wskazując drogę Keatowi, jako pierwszy wbiegając w jedną z bocznych uliczek. Główna droga wiodła obok Tower of London, ale mogli to zrobić szybciej. Prosto do końca, co tchu, skręcając między budynkami w szeroki pasaż pod łukiem, zaciemniony, płosząc ze środka dwa bezdomne koty; wieńczyła go brama, którą otworzył kilka zręcznymi ruchami dłoni, wysuwając z kieszeni magiczne wytrychy. Wewnętrzne podwórko otoczone budynkami miało trzy wyjścia, dwa prowadzące na ulice i jedno ku zieleńszym terenom zdobiącym plac zabaw dla dzieci - to tam pobiegli, mijając matkę z dziewczynką, których spłoszone spojrzenia mogli wychwycić w krótkie ułamki sekund, w jakie przemykali przez te tereny - wypadli prosto na ulicę opisaną jako Brick Lane, nieopodal rozlegał się gwar targowiska. Przeniósł spojrzenie na Keata, zostało znaleźć odpowiednie stanowisko.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Brick Lane Market [odnośnik]06.02.21 17:39
Co z pozostałymi miejscami? To dobre pytanie; pokręcił tylko przecząco głową, nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi. Sam chciałby wiedzieć. Ale choć pospiesznie nakreślony list od Steffena miał długość co najwyżej kilku linijek, w lakonicznie przekazanej treści zawierała się wiadomość, która wystarczyła do tego, by Burroughs zrozumiał, co mniej więcej leżało w gestii portowego duetu. Mało kto z Zakonników poruszał się wciąż po Londynie, bez wątpienia reszta musiała zostać oddelegowana do miejsc wymienionych na stronie szóstej bądź znanych Zakonowi punktów, w których poza stolicą dystrybuowano Proroka.
Wiedział tylko tyle, że jeśli zawiodą we dwójkę, najpewniej na czas nie znajdzie się nikt, kto mógłby ich zastąpić. I ciężar tej wiedzy tyleż przerażał, co motywował. Bez śladu nieufności niemal na ślepo, jak dziecko prowadzone może nie przez mgłę, lecz po zamglonej w pamięci trasie, ruszył za Marcelem; ten zdawał się kroczyć pewnie, błysk w jego oczach tylko potwierdził, że zna dobrze tak samą nazwę targowiska, jak i drogę do niego. - Jeśli wiesz, jak, prowadź nas bocznymi uliczkami - nie mogli kluczyć, lecz powinni próbować prześlizgnąć się po mieście niezauważenie, z dala od szerokiej, wystawionej na widok promenady nad Tamizą; z dala od głównych ulic, na których najłatwiej natrafić na patrole.
Nic więcej już nie powiedział, ledwie zauważalnie kiwał głową, gdy Marcel wtrącał półsłówka; nigdy nie przykładał wagi do nazw poszczególnych ulic, most był tylko mostem, i choć po Londynie krążył większą część swojego życia, to jednak gdyby nie pomoc sojusznika, nie miałby najmniejszych szans, by dotrzeć do celu tak szybko. Zapomniał też zresztą, jak szybki był Marcelius; ledwie dotrzymywał mu kroku, a przez większą część drogi odnosił wrażenie, że chłopak dostosowuje swoje tempo do podążającego za nim Keata.
Oddech stawał się niemal świszczący, kiedy zarysowały się przed nimi stragany targowiska tętniącego nutą orientu; zerknął kontrolnie na zegarek, odnotowując w myślach, że nie wybiła jeszcze nawet dziewiąta, a oni pokonali te trzy mile w rekordowym tempie. Nie wiedział jednak, co dalej; jak znaleźć ten właściwy punkt, nie był tu z rok. - Przejdźmy się pomiędzy tymi straganami, może jakiś charakterystyczny element utkwił mi w pamięci - to nie był czas na zapewnienie, że wszystko będzie dobrze; ani mamienie kłamstwem. Stali na grząskim gruncie niepewności, zapadając się w nim coraz bardziej. A on po prostu nie miał najmniejszego pojęcia, czego tu dokładnie szukać. Gdzieś w miejscu, gdzie woń kadzideł drażniła gardło, pyszniły się także zdobne magiczne lampy; skrzyżował wzrok z podstarzałym jegomościem, który na niskim trójnogu siedział za wystawką, czytając jakąś rozsypującą mu się w dłoniach książkę. Nie był pewien, który z nich poznał tego drugiego szybciej. Może to staruszek przypomniał sobie jego twarz najpierw, zdradzając się ekspresją na własnej, może było zupełnie na odwrót. Sam Keat, choć nie miał pamięci do nazwisk ni nazw, bez trudu przywoływał obrazy; ludzkie twarze, detale tworzące konkretne miejsca. A tę twarz już widział. W Pod Raptuśnikiem.
Rozejrzał się dyskretnie, wychwytując sylwetkę sprzedawczyni ze stanowiska obok oraz dwójkę przechadzających się nieopodal osób. - To pióro jest na sprzedaż? Można je wypróbować? - zapytał więc tylko, a gdy przyglądający mu się uważnie starzec kiwnął przyzwalająco głową, sięgnął po jedną z kartek na których naszkicowana była plansza magicznych szachów, cała pobazgrana; ciekaw był, które jego ja wygrało tę partię. Na niezapisanej przestrzeni pospiesznie nakreślił tylko to - wszystkie miejsca ze strony numer sześć spalone, niech Pan zniszczy tę wiadomość i nie przekazuje nikomu swoich egzemplarzy gazety. - Stalówka jest wykrzywiona, kiepsko się tym pisze - dodał po chwili, odsuwając kałamarz i pióro, po czym złożoną w pół kartkę przysunął do mężczyzny. Sam sięgnął jeszcze po książkę, wertując ją dłonią, choć nie zarejestrował ani jednego słowa, które migało mu przed oczami; upewnił się, że staruszek sięga po wiadomość i odczytuje ją. A gdy ledwie zauważalnie skinął głową, Burroughs odłożył książkę na miejsce, tym razem wymieniając znaczące spojrzenie z Marcelem. Zrobili tu już wszystko.
- Mam ochotę coś zjeść, myślisz, że w tej budce, która znajduje się na obrzeżu magicznej części dzielnicy portowej, niedaleko doków, wciąż jeszcze można dostać świeżą rybę i dobrze wysmażone frytki? - nie miał najmniejszych wątpliwości, że Marcel, który z samym Keatem nie jeden raz krążył po porcie, doskonale wie, o której budce mowa; ustawiały się do niej niegdyś długie kolejki, może nawet ich dwójce zdarzyło się tam kupić frytki na współkę. Dopiero, gdy oddalili się od targowiska, i znaleźli się w miejscu, gdzie mogli rozmawiać swobodnie, dopowiedział coś jeszcze. - Dostarczałem tam raz Proroka z Ukrytego pubu, kiedyś trzeba było się nakombinować, żeby zgarnąć stamtąd gazetę jakoś dyskretnie - nie przerywał marszu, intuicyjnie kierując się niemal bez większego zastanowienia w stronę doków; do domu potrafił wrócić z każdego miejsca, być może jednak Marcel znał bezpieczniejszą i szybszą trasę - jeśli tak, podążył za nim bez słowa - sprzedawca owijał w jakieś stare gazety rybę, frytki też, potem najczęściej mówił, że za dużo tłuszczu, i przyda się dodatkowa warstwa, podkładając zgiętego Proroka tak, żeby nie było widać strony tytułowej... hasła się zmieniały, najczęściej to było coś w stylu czy codziennie łowicie w Tamizie świeże... i tu padała nazwa jakiejś słonowodnej ryby, takiej, o którą nikt by nie zapytał przypadkiem... wydaje mi się, że najlepiej będzie, jeśli tym razem się rozdzielimy, ja stanę przy okienku, zacznę zastanawiać się nad zamówieniem, ty możesz w tym czasie podejść do budki, jeśli skinę ci głową, że sprzedawca to faktycznie człowiek, którego już wcześniej tam widziałem... teraz w lewo? - upewnił się, na chwilę odrywając się od pospiesznie układanego planu - wtedy zapukasz do bocznych drzwiczek budki i powiesz mu cicho wszystko, co wiemy? - zerknął na Marcela, czekając na potwierdzenie lub inną propozycję - jakkolwiek nie przekażą tej wiadomości, muszą to zrobić dyskretnie.
Nie spowalniali tempa, zmierzając do kolejnego punktu.

ztx2; idziemy tu



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Brick Lane Market [odnośnik]15.02.21 15:10
Wyjątkowa sytuacja wymagała wyjątkowych działań. Nie wiadomo było, w czyje dokładnie ręce trafiło wysłane przez Steffena Cattermole wydanie Proroka Codziennego, w którym znajdowały się informacje dotyczące kryjówek — ani co znalazca postanowi z nią zrobić. Dzięki gazecie Zakon Feniksa mógł dotrzeć do ludzi poszukujących schronienia, ich pomocy lub potrzebujących szybkiej ucieczki z zagrożonych terenów, a teraz, kiedy informacja znalazła się w rękach rodzin otwarcie sympatyzujących z aktualną władzą i popierających działania Lorda Voldemorta, wszystkim, którzy gromadzili się w tych, a także innych znanym rebeliantom lokacjach, groziło potworne niebezpieczeństwo. Zaalarmowani przez samego sprawcę Zakonnicy, dowiedziawszy się o dramatycznej sytuacji od razu podjęli odpowiednie kroki i wyruszyli do jednego z takich miejsc.

Marcelius i Keaton dotarli na Brick Lane Market, gdzie znajomemu Burroughsowi handlarzowi przekazują informację o zaprzestaniu dystrybucji Proroka Codziennego ze względu na niebezpieczeństwo spowodowane wyciekiem informacji. Mężczyzna przyjął ją do wiadomości i zdecydował się zniszczyć posiadane egzemplarze, kiedy już skończy pracę.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Brick Lane Market - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Brick Lane Market
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach