Wydarzenia


Ekipa forum
Polana
AutorWiadomość
Polana [odnośnik]10.03.12 23:11
First topic message reminder :

Polana

Sporej wielkości polanka otoczona kilkunastoma starymi kasztanami. Jest to w miarę bezpieczne miejsce usytuowane niezbyt blisko groźnego matecznika. Upodobali je sobie zwłaszcza podrzędni opryszkowie, choć zdarzają się i groźniejsi bandyci zamieszkujący podziemny, opustoszały bunkier z czasów wojny zakończonej jeszcze nie tak dawno temu. Oni wszyscy są doskonale świadomi obecności zbiegów - szlam, charłaków - na leśnych terenach. Spokój i cisza wprowadza tylko pozornie pewien rodzaj błogiej, spokojnej, niemalże sielskiej atmosfery, tak bardzo kontrastującej z plugawą rzeczywistością. W powietrzu unoszą się liczne pyłki kwiatowe, które utrudniają ukrywanie się wszelakim alergikom.
Miejsce to najpiękniej wygląda jasną nocą, oświetlone blaskiem bijącym od rozgwieżdżonego nieba. Jeśli wierzyć plotkom rozpowszechnianym przez najstarszych ze zbirów, czasem - z rzadka, oczywiście - przebiegają tędy pojedyncze okazy dzikich jednorożców. Na nich zapewne też czyhają; świadomi ceny za ich krew, włosie, czy błyszczące, twarde jak skała rogi. Za ile lat te stworzenia staną się tylko legendą?

Tańce na polanie

Melodia niosła się po całej polanie. I choć to cymbały i skrzypce było słychać najmocniej, nie dało się ukryć, że wyjątkowe brzmienie zawdzięczała także skrzypcom, harfie i irlandzkim bębnom. Celtycka muzyka splatała się z rytmem czarodziejom dobrze znanym, doskonałym do klasycznych podrygów i piruetów. I choć nie było nigdzie typowego parkietu, a muzycy nie przypominali orkiestr znanych z sabatów czy innych dostojnym wydarzeń, tańcom nie było końca odkąd tylko pierwsi czarodzieje znaleźli się na polanie. Muzycy ubrani w starodawne czarodziejskie stroje zajmowali miejsce przy jednym z mniejszych, trzaskających ognisk. Siedzieli na głazach i konarach, rozświetleni złotym blaskiem wznoszących się płomieni, przygrywali pod nóżkę, kłaniając się lekko nowym parom. Podczas miłosnego festiwalu Brón Trogain, nawet podczas tańców, czarodzieje składali hołd Matce Ziemi. Kobiety niezależnie od wieku i statusu zdejmowały pantofle na obcasie, które mogły wbijać się w miękką ziemię, zrzucały cienkie wierzchnie okrycia, tiary i kapelusze, by w samym środku polany ująć dłoń wybranka i zatańczyć. Pary wirowały na miękkiej, ugniecionej trawie w rzędach jak na sali balowej. Cienkie, przewiewne materiały sukni falowały na wietrze i przy obrotach, a kwiaty na głowach dziewcząt, które puściły na jeziorze splecione przez siebie wianki drżały przy każdym ruchu.

Umęczone tańcem pary mogły odpocząć przy drewnianych stołach; spocząć na ławach, na które dla komfortu gości narzucone tkane, miękkie, materiały. Stoły zastawione były syto. Pierwsze zebrane tego lata owoce i warzywa wymieszane ze sobą w misach, ziemniaki podawane na różne sposoby. Nie brakowało przede wszystkim chleba, który był symbolem pokarmu i poświęcenia Tailtiu, świeżego nabiału serwowanego na tradycyjnych paterach i przede wszystkim pieczonego na rożnie mięsa reema podawanego na drewnianych deskach — pokrojonego na porcje.



Degustacja win i innych trunków

Między wiedźmami dbającymi o to, by goście festiwalu nie byli głodni spacerowały młode dziewczęta wielu kojarzone z pierwszej, dziękczynnej uczty. Jedne widziano z dzbanami pełnymi wody lub tradycyjnego, domowego bimbru, inne na drewnianych tacach proponowały gościom alkohole z różnych części świata — spłynęły statkami do Anglii specjalnie na święto Brón Trogain wraz z handlarzami z kontynentu.

Dziewczę podsuwa ci tacę z ręcznie malowanymi kielichami. Każdy z nich przedstawia coś innego, różnią się dominującym kolorem w swych malowidłach, lecz przede wszystkim — różnią się zawartością. W celu degustacji wina, postać rzuca kością k10 na jeden z kielichów.

Wina:

Na polanie można było też spotkać około dziesięcioletnie dzieci z glinianymi dzbanami. Małe dziewczynki przemykały między dorosłymi w letnich sukienkach, z rozwianymi słowami, a ich małe główki zdobyły korony z suszonych ziół. Grzecznie oferowały napitek z dzbana, który dźwigały, ale nie pamiętały, co znajdowało się w środku. Były w stanie wspomnieć jedynie o alkoholu innym niż wino. Zawsze towarzyszyli im mali chłopcy w lnianych koszulach, którzy nosili rogi reema, służące za kielichy do tych szczególnych napojów. Rozkojarzeniu dzieci trudno się było dziwić, gdy wokół tak wiele się działo. Ludzie kosztowali potraw i win, głośno ze sobą rozmawiali, tańczyli. Same niecierpliwie przebierały nóżkami. By skorzystać z degustacji koktajlu należy odebrać róg reema od chłopca i rzucić kością k10 na zawartość jej dzbanka.

Koktajle:

Deser z niespodzianką

Starowiny z wiklinowymi koszami spacerujące po polanie nienachalnie proponują odpoczywającym gościom skosztowanie specjalnego deseru z ciasta drożdżowego z masą migdałową. W jednym z kawałków ciasta jest ukryta srebrna moneta, która wedle przesądów ma zapewnić szczęśliwemu znalazcy obfitość i szczęście. W trakcie Brón Trogain, każdy gość może zamówić specjalne ciasto i rzucić kością k100.

1-99 - nic się nie dzieje
100 - znajdujesz szczęśliwą monetę! Możesz założyć, że oddałeś ją do przetopienia w jednym z lokali na Pokątnej i zgłosić ten fakt w temacie "Komponenty Magiczne" aby otrzymać komponent srebro. Jeśli nie przetopisz monety, jednorazowo ochroni Cię przed efektem pierwszej wyrzuconej przez ciebie po festiwalu krytycznej porażki, a potem rozpadnie się w pył.
Każdy poziom biegłości szczęście obniża ST losowania srebrnej monety o 5 oczek (95 dla poziomu I, 90 dla poziomu II, 85 dla poziomu III).


[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Polana - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana [odnośnik]26.05.17 23:53
Obawiała się czasem, że popada w paranoja wszędzie dostrzegając niebezpieczeństwo. W spacerze po lesie, w nowo otwartym sklepie czy na uroczystym spotkaniu. Może to ostatnie nawet było rozsądne po wydarzeniach z Sylwestra, ale gdy wchodziła do nowego sklepu i pierwsza myśl to rozejrzenie się dookoła, by w razie czego szybko się wydostać to czuła, że musi zdecydowanie odpocząć. Może tak powinien obecnie działać jej mózg po przeszkoleniu aurorskim – dostrzegać więcej, szukać luk w obronie i je uzupełniać, nie myśleć konwencjonalnie. Tylko że wszystko to wywoływało stres – ten krótki, który ją pobudzał ale i ten długotrwały, który powoli zamęczał jej organizm. Wiedziała, że nie jest z nią znowu tak źle. Były to małe rzeczy, które ledwo dostrzegała w sobie, ale ostatnimi miesiącami stała się jeszcze bardziej czujna. Wytłumaczenie mogło być tylko jedno – bała się. Tylko czego? To było  skomplikowane pytanie, na które obecnie nie potrafiła sama szczerze odpowiedzieć. Czasami człowiek nie rozumie własnych uczuć i potrzebuje czasu, by poznać co tak naprawdę w nim siedzi. Spodziewała się, że wraz zbliżającymi się miesiącami będzie albo coraz bardziej nerwowa albo zupełnie się uspokoi. Status quo nie mógł trwać wiecznie, choć wiedziała, że niektórzy robią wszystko, by uniknąć zmian. Ona chyba pogodziła się już, że jej życie się zmieni. Wyjdzie za mąż, będzie aktywnie uczestniczyć w działaniach tajnej organizacji i do tego wszystkie łapać jeszcze niebezpiecznych czarodziejów. Czy to nie zaskakujące, że to jej praca pozostanie jej ostoją dawnego życie, choć często to właśnie ona wywoływała w nim zmiany?
Pod wieloma względami podziwiała takie osoby jak Jayden. Można by uważać, że żyją w innym świecie, ale jak się z nimi rozmawiało to rozumieli oni ten ich świat o wiele lepiej. Byli o wiele bardziej uczciwy ze sobą niż cała reszta razem i było to bardzo otrzeźwiające.
- Tak, niebezpiecznie. Cieszę się, że nic Ci się nie stało, ale następnym razem uważaj, gdyż nie zawsze możesz mieć szczęście. – ostrzegła go, gdyż naprawdę nie chciałaby stała mu się krzywda.  Ludzie mogą być okrutni i nie zważać na istnienie drugiego człowieka, właśnie tacy przedstawiciele ich gatunków znajdywali się w tych lasach. Zarazem Jayden miał racje – on sam nigdy nie odczuł, że to niebezpieczne miejsce, więc czemu miałby je za takie uważać?
- Dla szlachcianek jest to najbardziej niebezpieczne, oczywiście. – stwierdziła a uśmieszek pojawił się na jej ustach. Wszyscy uważali je za bezbronne i delikatnie stworzenia, ale nie można zapominać, że były czarownicami. No i taka Elizabeth czuła się w pełni zdolna do obrony, a nawet do ataku w pewnych sytuacjach. – Tak, najbardziej zasmucający jest stan jego rodziny. Miał niedługo wziąć ślub, a zaginął. – powiedziała zaciskając dłoń w piąstkę. Wiedziała, że świat jest niesprawiedliwy, ale czasem potrafił uderzyć o wiele mocniej niż się spodziewała.
- Nie, nic tam nie ma. Zagapiłam się, przepraszam. – spojrzała na niego skupiając się na jego osobie i nie pozwalając sobie więcej odpłynąć. – Nie, nie mam pomocy. To nie jest akcja, to była moja osobista decyzja to przyjść. Ale znasz to miejsce? Działo się tu kiedyś coś zadziwiającego lub niepokojącego? Próbuje zrozumieć dlaczego tu. – wytłumaczyła się i wypuściła głośno powietrze z ust. Czasem naprawdę nie wiedziała co powinna zrobić.
Elizabeth Fawley
Elizabeth Fawley
Zawód : Auror
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley https://www.morsmordre.net/t773-odyn https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a https://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Re: Polana [odnośnik]06.06.17 11:36
Jayden właśnie w ogóle nie widział niebezpieczeństwa. Był człowiekiem tak oderwanym od niektórych spraw, które trapiły innych, że było to aż niemożliwe. Ludzi traktował jak przyjaciół, a zwierzętami były również w połowie centaury. One za to były dla niego jak nauczyciele. Nie znał się za dobrze na samych zwierzętach z tego względu, że wolał gwiazdy. Nie bał się tych mniejszych, średnich i większych, chociaż niektórzy jego rówieśnicy podczas zajęć Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie potrafili nieźle panikować, jeśli przyszło im stanąć oko w oko z hipogryfem. Jay nie wychowywał się z żadnym zwierzakiem - Vane'owie nie mieli nawet psa, chociaż nie było nigdy specjalnej przyczyny, by go nie posiadać. A mimo tego braku kontaktu za dzieciaka nie posiadał w sobie tego strachu przed nimi. Jednak trzeba było spytać w drugą stronę - czy JJ w ogóle czegokolwiek się bał? Poza oczywistymi brutalnościami, które potrafiły wstrząsnąć jego otwartym, altruistycznym sercem. Ciężko było coś takiego znaleźć, bo nawet będąc samemu w lesie i dostając upomnienie od aurora, że znajduje się na niebezpiecznym terenie, nie przejmował się tym. Chodził swoimi drogami i pozwalał, by wszechświat się nim zajmował. Jeśli zależało mu an przeżyciu profesora Vane'a, musiał o niego dbać i tyle. Nic dziwnego że spora grupa brała go za szaleńca i nie zamierzała zmieniać zdania na jego temat. Jeśli nie bał się ani ludzi, ani zwierząt - gdzie więc było to niebezpieczeństwo?
- Jeśli coś miałoby mi się stać, już dawno by się stało - odparł z typową dla siebie optymistyczną aurą, która mogła zarówno irytować jak i podtrzymywać na duchu. I jak sam się nie przejmował możliwościami, który krył ciemny, cichy las, tak nie chciał, żeby ktoś inny wystawiał się na szwank. Zawsze uważał, że człowiek był stworzony do przygód i poznawania świata, ale czy samotna postać szlachcianki w takim miejscu i o takiej godzinie pasowała do krajobrazu? Elizabeth sama potwierdziła jego obawy, ale nie miał kompetencji, żeby mówić jej co mogła, a czego nie mogła robić. Zresztą nawet przez myśl mu to nie przeszło, bo wolał cieszyć się jej towarzystwem niż rozmyślać nad rzeczami, na które wpływu nie miał i nie chciał mieć. - To okropne. Ciągle słyszę o tym, że kolejna osoba zaginęła lub się nie odnalazła. Musisz być niezwykle odporna psychicznie - rzucił, nie będąc ani przez chwilę fałszywym. Oczywiście że ją podziwiał! Musiała sobie przecież radzić z gorszymi rzeczami, presją ze strony rodzin jak i przełożonych... Nie to co u niego, gdzie życie polegało na obserwacjach czy wpajaniu nauki młodym, chłonnym umysłom. - A - odparł jedynie i odwrócił się, by zerknąć za siebie. - Inne miejsca znam lepiej, ale tak. Całkiem nieźle sobie tutaj radzę - dodał, poprawiając pasek torby na ramieniu. - Raz słychać było wilki, które równie dobrze mogły być wilkołakami. Nie znam się na rozpoznawaniu głosów. Z tamtej strony. Prócz tego czasem znajdowałem tutaj rzeczy jak buty, ale było to związane z obozującymi tu czasem ludźmi. Zawsze po nie wracali. Dziadek mówił też, że niektórzy wypatrują tu jednorożców, ale... To jakieś legendy.


Maybe that’s what he is about. Not winning, but failing and getting back up. Knowing he’ll fail, fail a thousand times,
BUT STILL DON'T GIVE UP
Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Polana [odnośnik]10.06.17 16:49
Znała strach. Chyba każdy człowiek znał, choć zapewne niektórzy Gryfoni nigdy by się do tego nie przyznali. Nie lubiła go, lecz go nie unikała. Pracując jako auror musiała się z nim pogodzić i go udomowić. Musiała umieć go rozpoznać, okiełznać i sprawić, by nie miał znaczenia. Zarazem często powodował, że myślała szybciej, biegła dłużej i reagowała natychmiastowo. Najdłużej musiała pracować nad strachem przed bólem. W czasie akcji człowiek nie może nagle być sparaliżowany, gdy uświadomi sobie, że nie uniknie bólu. On i tak nadejdzie, zawsze nadchodzi. Gdy już człowiek uświadomi sobie, że nie może nic zrobić to wtedy go zaakceptuje. Akceptacja bólu nawet jeśli brzmi okrutnie pozwala na ruszenie do przodu. Są różne rodzaje strachu – te krótkotrwałe w czasie akcji i te długotrwałe np. przed śmiercią. Wszystkie były ważne, gdyż nawet jeśli nie lubimy strachu jest on naszą najważniejszą emocją. Gdyby nie on ludzie nigdy, by nie przetrwali. To właśnie on mówi nam, że jednak może lepiej uciekać, a nie wąchać kwiatki na łące. Niektórzy powiedzieliby, że to miłość znajduje się na pierwszy miejscu ale to idealiści, którzy chcą bardzo w to wierzyć. Ona w to nie wierzyła, choć była to miła wizja. Dorastając jednak w otoczeniu, gdy miłość miała małe znaczenie nie potrafiła zaufać temu stwierdzeniu.
- Może los zaplanował, by stało się to po spotkaniu ze mną? Bym później mogła Ci to wytknąć? – zapytała figlarnie z uśmiechem. Chyba powinna położyć się spać, gdyż następnie człowiek jest zmęczony i mówi największe głupoty. Wierzyła w wybór człowieka i przypadek, ale nigdy nie mogła niczego wykluczyć. Żyli w świecie magii, gdzie mogłeś transmutować kijek w żabę – jak mogło istnieć niemożliwe w tym świecie? Oczywiście, istniały prawa magii, które nie mogły być złamane jak wyjątki od prawa gampa, ale lubiła myśleć o nieskończoności magii.
- Na początku było ciężej, ale zawsze miałam grubą skórę. – zdradziła czując pewne zadowolenie słysząc jego słowa. – Ale ostatnie miesiące były naprawdę ciężkie, liczba spraw przytłoczyła nas wszystkich. Co pewien czas odnajdujemy nowe ofiary, również mugoli. Trudno czasem w tej próżni poszukać człowieczeństwa, ale tym ważniejsze jest utrzymanie równowagi w życiu. – stwierdziła po cichu. Już w czasie kursu powiedziano im, by nie przewiązywali się emocjonalnie do spraw i pamiętali, że jest to ich praca. Musieli mieć inne życie, by mogli odreagować stres związany z zawodem. Ona rzadko kiedy miała problemy z  emocjonalnością względem spraw – pozostawała chłodno obojętna, lecz nie oznacza, że nie pracowała równie ciężko. Było to jej taktyka radzenia sobie w pracy.
- Można to prawie powiedzieć o każdym miejscu w lesie. – zawód słuchalny był w jej głosie.– Mimo wszystko dziękuje, że mi to opowiedziałeś. Miałam głupią nadzieje, że jest to jakieś istotne miejsce, na znalezienie jakiego tropu. Muszę dalej poszukiwać, ale nie będę Cię więcej zajmować swoją osobą. Powinniśmy spotkać się w bardziej przyjaznym miejscu, bardziej dogodnym do rozmowy. – zaproponowała poprawiając szatę  w celu przygotowania się do teleportacji. Pożegnała się z Jaydenem i z różdżką w ręku zniknęła z polany.

zt serce
Elizabeth Fawley
Elizabeth Fawley
Zawód : Auror
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley https://www.morsmordre.net/t773-odyn https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a https://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Re: Polana [odnośnik]10.06.17 17:46
- Musiałabyś stanąć w kolejce - odparł, przypominając sobie Evey, która gotowała była przemówić mu do rozsądku przy każdej możliwej sytuacji. Trzeba było przyznać, że Howell matkowała mu już od początku Hogwartu, gdy się poznali. Te same zajęcia i ten sam wiek sprzyjał ich przyjaźni, a niektórzy sądzili, że mają do czynienia z bliźniakami, bo Vane ciągle dreptał za koleżanką, a ona pilnowała, żeby ten nie władował się w żadne poważniejsze lub nie kłopoty. Dobrze było mieć obok siebie kogoś tak pewnego siebie jak i odważnego. Gdyby nie Lia to pewnie szybko skończyłby w jakiejś jaskini trolla. Parsknął krótkim śmiechem pod nosem, wyobrażając sobie walkę Howell z trollem. Chociaż gdyby potrzebował jej pomocy, zapewne tak by właśnie zrobiła. Musiał się z nią niedługo znowu spotkać, bo chwilowo nie miał czasu, żeby to zrobić. Evey jednak pewnie też nie mogła narzekać na nudę. Praca aurora wykańczała i widać było to po wszystkich pracownikach departamentu związanego z przestrzeganiem prawa. Posłał jeszcze ciepłe spojrzenie Lizzie. - Domyślam się, że nie jest ci prosto. Pewnie będzie jeszcze ciężej, ale wierzę w to, że sobie poradzisz. Ty i cała reszta z waszego biura. My bezbronni szarzy obywatele potrzebujemy was - dodał, wiedząc, że bez uczciwych stróżów prawa większość czarodziejów była po prostu skazana na łaskę Ministerstwa. Była to czysta ironia, ale własnie tak to się prezentowało. Ciężko było nazwać ten czas łatwym. Oboje jednak doskonale zdawali sobie sprawę dlaczego tak było. Jednak chwilowo w Zakonie nie zapowiadały się żadne poważniejsze spotkania czy misję, więc członkowie byli w stanie spoczynku. Sysząc słowa Lizzie, Vane zmarszczył brwi, próbując zrozumieć przekaz wypowiedzi szlachcianki. Chodziło jej o jego osobę? Cóż. Akurat nie można było powiedzieć, żeby się świetnie dogadywali, ale Jay nie każdego człowieka na świecie musiał doskonale rozumieć. Wzruszył więc ramionami, robiąc kilka kroków w tył, by odłożyć torbę z powrotem na miejsce i wyjąć z niej swój ulubiony kompas. Badając ich położenie, kiwnął niemrawo głową. Miał jeszcze trochę roboty i nie zamierzał też zatrzymywać Fawley, która wyraźnie chciała zniknąć.
- Widać, że nie pomogę - odparł smutno, po czym pożegnał się i wrócił na swoje miejsce badać gwiazdy. Zaraz wyleciała mu z głowy panna Fawley, jej poszukiwania, a zostały tylko obliczenia i wspaniałe niebo, które niezwykle go uspokajało.

|zt


Maybe that’s what he is about. Not winning, but failing and getting back up. Knowing he’ll fail, fail a thousand times,
BUT STILL DON'T GIVE UP
Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Polana [odnośnik]28.03.19 15:10
1 października

To była stara miotła, bardzo stara. Czarodziej, który jej ją przyniósł uprzedzał ją, że nie należała do niego i jest pamiątką po ojcu, ale wystarczyło by opuszkami smukłych palców dotknęła chropowatego, mocno poniszczonego drewna brzozowego, by określiła jej wiek. I była pewna, że nie tylko należała do ojca, ale i bez wątpienia dziadka lub babci chłopaka. Uśmiechnęła się na samą myśl, zawsze bowiem wierzyła, że takie miotły mają równie starą duszę. Rzemieślnik, który ją wykonał oddał temu całe swoje serce. Dziś już nie robiło się tak mioteł. Markowe sklepy zajmujące się masową produkcją mioteł, szczególnie sportowych, nie przykładały takiej wagi do detali. Wszystkie były wytwarzane w ten sam sposób, na jedno kopyto, nie dbając o wartość indywidualną i predyspozycję czarodzieja, który ją dosiądzie. W trzonku tej miotły dało się wyczuć delikatne żłobienia. Niezbyt głębokie, prawie niewyczuwalne linie w drewnie miały wspomagać aerodynamikę miotły, zwiększyć jej szybkość — kiedyś w to wierzono, pamiętała, dziadek jej opowiadał o tym, jak zaczynał swoją przygodę z wytwórstwem. Ten mit później obalono, stwierdzając, że miotłę o takiej budowie trudniej jest wyważyć. Jej ciężar był za to odpowiedni, ale wraz z czarodziejem nie osiągała zadowalających prędkości, dlatego tego typu miotły nigdy nie stały się sprzętem sportowym, w których zarówno precyzja, jak i wyważenie musiały być dopasowane do jak najlepszych osiągów, często kosztem komfortu. Miotła, którą otrzymała do renowacji nie była przeznaczona do szybkich i nagłych zwrotów na boisku, ale była doskonała do dalekich podróży na wysokości znacznie większej niż zwykłe miotły sportowe. Użycie stalowego wykończenia spinającego rózgę zamiast ołowianego sprawiało, że tył wydawał się lżejszy, przez co czarodziej mógł podróżować w wygodniejszej dla siebie, nieco bardziej wyprostowanej pozycji bez użycia siły. Wiedziała, że część producentów mioteł w dzisiejszych czasach szła na skróty. W drewnianej rączce wwiercało drobne dziurki, w których umieszczano kawałki ołowiu lub mosiądzu, które obciążały mocniej przód w efekcie czego pikowanie w dół było banalnie proste, a podrywanie miotły do góry przy dużych prędkościach mogło być możliwe poprzez zaledwie wyprostowanie się i odciągnięcie do tyłu. Ale dziadek uważał, że są to miotły oszukane — lekkie i wytrzymałe drewno ustępuje nowoczesnym wypełniaczom, które gwarantowały dobre efekty podczas sportowych zawodów, ale zmniejszały trwałość produktu. I dla niej nie było tajemnicą, że gracze quidditcha często wymieniali swoje miotły. Zużywały się szybciej niż te tradycyjnej roboty, były też bardziej łamliwe, gdyż naruszona konstrukcja łatwiej poddawała się wygięciom, zmianom ciśnienia i ewentualnym uderzeniom. Mówiło się, że ołowiane wypełniacze działały jak magnes na tłuczki, które chętniej uderzały w miotłę, jej trzon, zamiast ramię zawodnika, ale nikt nigdy nie udowodnił tej tezy.
Przyjęła tę miotłę z radością, ciesząc się z wyjątkowego zlecenia, obiecując chłopakowi, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by zadbać o jego miotłę i dostosować ją do jego potrzeb. Jeszcze wtedy przed sklepem wsiadła na nią w jego obecności, a później poprosiła go o to samo, by zebrać jak najwięcej informacji o tym, czego mu było potrzeba. Zanotowała jego wagę, wysokość, a także rozstaw ramion w pamięci. Nieprawdą było, że każda miotła tak samo pasowała każdemu. Nie chciała naruszać konstrukcji miotły — była zbyt cenna i zbyt piękna, nawet jeśli mocno zaniedbana, by mogła cokolwiek w niej zmieniać. Była to też pamiątka po dziadku. Zbyt mocna ingerencja w rdzeń i budowę, kolor i ułożenie niesfornych witek mogły całkowicie zmienić sposób patrzenia na nią — byłaby już zupełnie nową miotłą, w niczym nie przypominającą tej, którą otrzymał od ojca.
Zaczęła w swojej pracowni. Miotłę ustawiła na stojaku, zabrała się za jej wyważenie. Nie uszkadzała drewna, nie nacinała go, struktura była zbita i zwarta mimo upływu czasu. Dobrze zakonserwowana miotła nie pozwalała na przedostanie się do środka szkodników, korniki nie wyżerały dziur. Przyjrzała się słojom i liniom drewno, upewniając się, że wgniecenia nie naruszyły powłoki i nie ma w żadnym miejscu dziur. Nie było nic gorszego niż stara, zaniedbana miotła, która dekady spędziła w schowku kompletnie nieużywana i zapomniana. Ale ta miotła wydawała jej się wyjątkowa. Jej struktura była w porządku; czas zabrał z niej lakier. Zabrała się więc za jej polerowanie, zdzierając każdą wygiętą i odstającą drzazgę. Matowy kij nie wyglądał ani imponująco ani dobrze, ale była przyzwyczajona do tego. Pyłki osiadły na jej włosach i nosie; nie miała na twarzy zakrywającej brak gałki opaski, tkanki już się zagoiły, zrosły. Pusty oczodół przypominał zamknięte jak do snu, nieco wklęśnięte oko. W pracy nikt jej nie widział, nie zależało jej, by wyglądać lepiej niż to było konieczne.
Drewniane witki wymagały naprawy. Większość z nich wywinęła się, gdzieniegdzie dostrzegła ułamane kawałki. Nie mogła ich dosztukować, ale przy okazji ważenia wiedziała już, z której strony ubytek jest widoczniejszy. Musiała zrównoważyć końcówkę, przycinając część z nich. Miotła nie straci na płynności, jedynie optycznie uszczupli ilość rózeg. Wgłębienia utworzone przy oryginalnym procesie produkcji pozostawiła nietknięte, chociaż doskonale już zdawała sobie sprawę, że nie wpływały wcale korzystniej na samo latanie. Uznała je za uroczy znak czasu, zupełnie jakby babcia lub dziadek tego chłopca pozostawili na tej pamiątce swój ślad. Mało kto mógł poszczycić się podobnym sprzętem, cieszyła się, że dla młodego czarodzieja był wiele wart.
Zajęło jej to kilka dni — doprowadzenie tej miotły do porządku wydawało się bardziej czasochłonne niż tworzenie nowej, ale podeszła do zadania bardzo skrupulatnie. Zależało jej, by zachować oryginalność miotły, jej kształt i wygląd, ale nieco dostosować ją do potrzeb młodego fana latania. Zmieniła nieco środek ciężkości, dopasowując go do wagi klienta i przystosowała rączkę zaklęciem antypoślizgowym w miejscu, w którym zgodnie z pamięcią powinien zaciskać dłonie. Dopasowała też siedzisko do jego sylwetki, wierząc, że dzięki temu poprawi komfort jej dosiadania. Na sam koniec zajęła się malowaniem. Siedziała z boku, kiedy pędzel z naturalnego włosia ślizgał się po wypolerowanym brzozowym drewnie za sprawką magii. Każde jego pociągnięcie odmładzało miotłę, ale i wydobywało z pięknego, starego drewna, jego dawną, właściwą barwę. Szary i nijaki kij nagle odzyskał swój blask. Zapach lakieru przyprawił ją o serię kichnięć, bliskość doprowadziła jej oko do intensywnej utraty napływających łez, ale nie potrafiła odejść ani na chwilę. Przyglądała się temu z fascynacją, a od środka zalewała ją fala ciepła na samą myśl o tym, jak przywraca ten staroć do życia.
Lakier schnął jeden dzień. Kolejnego dnia, wzięła ją ze sobą na polanę, by ją sprawdzić. Promyki słońca skakały radośnie po świeżo wypolerowanym i malowanym drewnie, kiedy szła na miejsce. Zapach brzozy był wzmocniony konserwującym środkiem, którym ją wypolerowała przed wyjściem. Nowa-stara miotła prezentowała się pięknie, nieskromnie zachwycała się swoją pracą nawet wtedy, gdy jej dosiadła. Odbiła się lekko — miotła dobrze niosła., Nie reagowała na dłonie tak czule, jak miotły, które robiła dziś, od zera, według dziadkowych sposobów, ale była miękka w prowadzeniu i nie stawiała oporów. Próba uzmysłowiła jej, że udało jej się poprawić jej ruch. Zatrzymując nogi na stopkach puściła trzonek i spróbowała powoli i na niezbyt dużej wysokości wprowadzić ją w odpowiednie figury. Była posłuszna, nie sprawiała problemów, choć wciąż zachowywała się jak wiekowa miotła, której czas reakcji był nieco wolniejszy. Ponownie chwycił kij i wykonała dwa zwinne zwroty, zapikowała w dół, by w ostatniej chwili poderwać ją do góry i zatrzymać stopy na miękkiej trawie. Mogła poprawić jej czułość, ale musiałaby uszczuplić trzonek od góry, a to zmieniłoby nieco wygląd kija.
Opuściła polanę na miotle, udając się prosto na Pokątną, do swojego już sklepu. Miotły nie opakowywała w papier, jak zwykle. Znalazła jej szczególne miejsce na stalowym stojaku. Chciała, by prezentowała się jak najlepiej, kiedy chłopiec po nią wróci. Sięgnęła po pergamin, nakreśliła do niego kilka słów — miotła była gotowa, a jej zadanie na razie zakończone. Chciała żeby przyszedł i ją sprawdził, kilka rzeczy mogli skorygować na miejscu. A jeśli będzie miał inne życzenia postara się je spełnić.

| zt


Here stands a man

With a bullet in his clenched right hand
Don't push him, son
For he's got the power to crush this land
Oh hear, hear him cry, boy
Hannah Moore
Hannah Moore
Zawód : Wiązacz mioteł
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +8
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Polana - Page 17 0a431e1c236e666d7f7630227cddec45ce81c082
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Polana [odnośnik]18.12.20 18:29
23 sierpnia 1957 roku

Polowanie jak każde inne.
Przynajmniej w pojęciu Friedricha Schmidt, dzisiejszy dzień nie różnił się niczym od wielu innych dni jego pracy. Otrzymanie zlecenia, rozpoczęcie śledztwa, poszukiwanie pierwszych informacji oraz tropów, które mogłyby doprowadzić go do odpowiedniego celu. A później rozpoczęło się to, co lubił najbardziej - składanie informacji w jedno oraz długie tropienie ofiary, za której głowę otrzyma sowitą zapłatę w czystych galeonach. Nigdy nie lubił pustych skrytek, nigdy też nie uważał, iż jest coś, za co przyjęcie złota będzie czynem niegodziwym.
Trop pewnej szalmy prowadził go do lasu znajdującego się w jednej z dalszych dzielnic Londynu, mimo iż był przekonany, że dokładnie sprawdzili już każdy, nawet najmniejszy zakątek tego parszywego miejsca. Czy te karaluchy naprawdę były tak głupie, by ponownie zalęgać się w miejscu, z którego już raz ich przepędzono? On z pewnością nie podjąłby tak paskudnej decyzji. Wkroczył do lasu spokojnie, uważnie stawiając kroki, skradając się między leśną ściółką. Uważnie wypatrywał znaków, które finalnie naprowadziły go na odpowiedni trop. Podążał w nim w głąb lasu, nie czując najmniejszych obaw przed zanurzaniem się w te odmęty. Znał je doskonale i był pewien, że wśród tych krzaków nie natrafi na gorszego potwora niż on.
Bystre, zielone ślepia zauważyły pewien ruch to też rzucił się biegiem, chcąc dopaść prawdopodobną ofiarę. I już wyciągał z kieszeni różdżkę, by rzucić zaklęcie gdy coś znalazło się koło jego nóg, sprawiając że mężczyzna runął jak długi wprost na ziemię. Nie zauważył, że wylądował wprost na jakieś rośliny, zupełnie niszcząc je swoim ciałem.
- Scheiß!! - Wyrwało się z jego ust, gdy uniósł się na łokciach, by zauważyć sprawcę jego wypadku. Ze złością wypisaną w ostrych rysach uniósł się, depcząc i doszczętnie niszcząc rośliny, na których przyszło mu wylądować. - Pojebało cię Grey?! Nie masz co robić, tylko pałętać się pod nogami? - Syknął wściekły, dłonie zaciskając w pięści, gotów nauczyć chłoptasia nie pokładania się po ziemi.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.



Ostatnio zmieniony przez Friedrich Schmidt dnia 19.12.20 18:24, w całości zmieniany 1 raz
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana [odnośnik]18.12.20 21:51
Dzień zapowiadał się idealnie na poszukiwanie rzadkiego gatunku grzyba z rodziny Erubescens wobec tego wstał skoro świt zabierając ze sobą aparat fotograficzny, notatnik i lupę. Hal mówił, że widział tego grzyba tylko w jednym miejscu. Rósł o określonej porze roku, tylko przez 2 tygodnie, a potem znikał i należało czekać cały rok aby móc go zobaczyć. Nie zostały do końca jeszcze zbadane jego właściwości i Herbert miał zamiar na tym się skupić. Na stole w kuchni leżały już przygotowane wcześniej kanapki przez matkę więc zabrał jedną celem zjedzenia w trakcie drogi. Poranek był przyjemny i wspaniale rześki. Przeczesał dłonią niesforną czuprynę brązowych włosów i pogwizdując cicho ruszył w stronę lasu. Wiedział jak przedzierać się przez gęstwinę aby nie uszkodzić roślin, zmierzał w konkretne miejsce, które jakiś czas temu znalazł. Jeżeli jego wyliczenia były dobre to właśnie dziś powinien znaleźć ten iście rzadki okaz. Wysokie buty wiązany nad kostką oraz wygodne spodnie prosto z mugolskiej mody ułatwiały zdecydowanie wędrówkę. Nie spodziewał się niechcianych gości w tej okolicy, jedynymi jego towarzyszami zapewne będą wiewiórki i sarny, a ich obecność nie była kłopotliwa. Delikatna mgła, która jeszcze chwilę temu siedziała tuż przy ziemi zaczęła unosić się w górę odsłaniając piękno otaczającej go roślinności. Porzucił Anglię na rzecz lasów deszczowych, ale musiał przyznać, że rodzima przyroda równie mocno zachwycała. Być może wcześniej nie dostrzegał tego, ponieważ wychował się w takim otoczeniu. Musiał z czasem docenić urok angielskich lasów.
Przeskoczył nad zwalonym pniem i skręcił w mały wąwóz, by następnie minąć małą jamę i właśnie za nim mógł spodziewać się znaleźć to czego szukał. Zdjął plecak i odłożył go na bok. Będąc w pozycji kucającej ostrożnie i uważnie stawiał kolejne kroki aby przez przypadek nie zgnieść i nie zadeptać roślin. W końcu go dojrzał. Tak jak opisywał go Hal – lśniący biały kapelusz w kształcie stożka, gruba nóżka w kolorze różowym. A gdy spojrzeć pod słońce zdawał się być przeźroczysty. Nic dziwnego, że tak często umykał. Herbert padł na brzuch i wyciągnął lupę aby dokładnie się przyjrzeć. Wtedy zorientował się, że przed nim rosło całe skupisko tych grzybów. Musiał zrobić zdjęcie jako dowód. Nawet nie wiedział, że za chwilę nastąpi katastrofa. Nie słyszał kroków, gdyż intruz poruszał się prawie bezszelestnie. Poczuł jedynie uderzenie w wysokości żołądka od wielkiego buciora oraz szarpnięcie. Jęknął głucho i niczym w zwolnieniu widział jak Szmidt ląduje centralnie w drogocennych grzybach. Aż zabrakło mu tchu w piersi. Kiedy usłyszał oskarżenia sam uniósł się z ziemi.
-Szmidt! Nie masz co robić, tylko, kurwa, biegać po lesie jak dziki zwierz? - Zapytał zły podróżnik wciąż czując obecność buciora na żołądku. - Patrz gdzie leziesz! Cholera! Zadeptałeś rzadki okaz grzybów, który rośnie o tej porze tylko 2 tygodnie.
Cała praca poszła na marne. Tydzień szukania właściwego miejsca zostało zadeptane przez gbura bez krzy ogłady.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Polana [odnośnik]18.12.20 22:47
Nie spodziewał się towarzystwa, zwłaszcza w tym lesie. Nie raz już biegał między tymi drzewami, nie raz tropił tu szlamy oraz niemagicznych celem wyłapania ich oraz zakończenia ich podłych żywotów. Śmiał twierdzić, że doskonale zna tamte okolice, a czyszczenie stolicy ze szlamu zdawało się nie sprzyjać jakimkolwiek wycieczkom krajoznawczym. Spodziewał się dzikiej zwierzyny, niedobitków, szlam czy szlamolubów z którymi mógłby się zabawić... oraz za których wyznaczono całkiem niezłe ceny. Był w Anglii ledwie od kilku niedługich miesięcy, szybko jednak przywykł do przeliczania wartości odcinanych głów na złoto. Doskonale wiedział, za jaką głowę ile galeonów przyjdzie mu zgarnąć i nie miał najmniejszych oporów aby w ten sposób zapełniać swoją skrytkę.
Nie spodziewał się jednak Greya, ubranego niczym pierwszy lepszy mugol, z aparatem oraz lupą w dłoni. Co też tutaj robił? Dłonie szmalcownika zacisnęły się w pięści, karmazyn przysłonił wizję rozlewając furię po austriackim organizmie.
- Ja nie mam co robić? To Ty wycierasz się po ziemi, prosząc się o zdeptanie! - Warknął, a na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas. Zielone ślepia błyszczały czystą furią. Jak śmiał rzucać w niego takimi słowami po tym, gdy zwyczajnie podłożył się pod jego nogi? W pojęciu Schmidta nie było czegoś takiego, jak możliwość błędu. Był pewien, że to on miał tutaj rację. Austriak począł chodzić to w jedną to w drugą. Jeśli na ziemi ostał się choćby jeden, niewielki egzemplarz poszukiwanego przez Herberta okazu, z pewnością nie przeżył nerwowego krążenia szmalcownika. Przypominał w tym trochę dzikie zwierzę, które wsadzono do klatki zupełnie wbrew jego jakiejkolwiek woli. - Nie obchodzą mnie twoje grzyby! Popsułeś mi polowanie! Trottel! - Wysyczał czując, jak adrenalina niemal rozrywa jego żyły. Nie powinien marnować czasu. Och, był pewien, że powinien zapomnieć o tym wydarzeniu i dalej podążyć tropem szlamy, na którą polował... Czerwień jednak zbyt mocno zalała jego wizję, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Musiał w jakiś sposób dać upust swojej złości.

| Idziemy do szafki!



Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.



Ostatnio zmieniony przez Friedrich Schmidt dnia 08.08.21 12:27, w całości zmieniany 1 raz
Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana [odnośnik]19.12.20 18:01
|Wracamy z szafki


Z nosa ciekła krew, szczęka może nie była wybita, ale bolała jak cholera, a w ustach wciąż czuł posmak krwi. Przed sobą miał zaś rozjuszonego przeciwnika, który jawił mu się niczym jaguar, którego spotkał w okolicach Paragwaju, gotowy do ataku. Stał na ugiętych nogach, z zaciśniętymi pięściami i jakby mógł to jeszcze zaczął by warczeć. Szmidt miał w sobie coś z dzikiego zwierzęcia, które lekko sprowokowane zaczyna atakować, a wtedy instynkty biorą w górę. Nie raz widział jak dawny znajomy z lat szkolnych spuszcza manto innym. Trzymali się wtedy razem. Gdy cwana gadka Herberta nie pomagała to wkraczał Szmidt, który miał perswazję cięższą, ale jakże skuteczną. I co ciekawe, nie był typowym tępym osiłkiem, choć czasami tak się zachowywał. Jak chociażby dzisiaj.
Nadal dzwoniło mu w uszach, a ból w szczęce z ostrego zmienił się w tępy, pulsujący. Opuchlizna rosła w najlepsze. Zerknął kontrolnie na przeciwnika czy się zaraz znów na niego nie rzuci, ale chyba dał sobie na wstrzymanie. Wobec tego Herbert podszedł do swojego plecach aby wyciągnąć z niego butelkę zimnej wody oraz chusteczkę. Butelkę przyłożył do opuchlizny, a chusteczką zaczął wycierać krew z nosa.
-Cholera – mruknął siadając na ziemi i zerknął w stronę stratowanych grzybów. Spojrzał z wyrzutem w oczach na mężczyznę. - Na co lub kogo polujesz?
Sprawdził czy nos jest cały. Tym razem się udało i poza obiciem nie poszło żadne złamanie. Przynajmniej tyle, nie lubił składania nosa za pomocą czarów. Bolało mniej więcej tak samo jak przywalenie w niego prosto z pięści. Młodszy z braci Greyów skrzywił się lekko. W tej walce nie ucierpiały jedynie grzyby, ale też jego duma. Bił się słabo. Praktycznie nic nie zrobił Szmidtowi, a ten jeszcze spuścił mu łopot. Wypadłeś z wprawy, kolego – pomyślał planując codzienne treningi aby odzyskać formę. Inaczej na kolejnej wyprawie będzie musiał używać czarów, a starał się tego nie robić aby nie wzbudzać zbyt wielu podejrzeń. Jednak udawanie mugola dawało pewne poczucie bezpieczeństwa. Magii używał kiedy był na trasie sam, bez lokalnego przewodnika. Istniała obawa, że Indianie potraktują go jak wroga lub gorzej, jak bóstwo. Naraziłby wtedy swój świat jak i ich. Słyszał teorię, że powinien wykorzystać swoją przewagę nad nimi, ale nie uważał tego za stosowne. Im mniej ingerował w życie tych małych społeczności tym lepiej. Dzięki temu mógł poznać ich zwyczaje, a ci nie widząc w nim wroga chętnie się dzieli tym co mieli.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Polana [odnośnik]19.12.20 20:52
Chaos był jego żywiołem. Trawił wszystko, co znajdowało się wokół odkąd tylko pamiętał, wyciągał lepkie macki, aby mocno owinąć się wokół wszystkiego, co znajdzie się w ich zasięgu. Do tego przywykł, to było jego codziennością, tak samo jak krew, pot i zwykle, proste błagania o pomoc. A gdy czerwień przysłaniała w wizję, a pięści szły w ruch, Austriak potrafił zapomnieć o bożym świecie, byleby osiągnąć swój cel pokryć dłonie czyjąś krwią i obserwować, jak nadzieja ulatuje z ich spojrzenia. Czy tym razem się zapomniał? Możliwe, choć Herbert i tak był w całkiem niezłym stanie po spotkaniu z jego pięściami. Słowa padły z jego ust, Grey odstąpił kilka kroków w tył... Austriak jednak potrzebował chwili, żeby słowa dawnego znajomego dotarły do jego umysłu. Przez chwilę wpatrywał się w niego, ze złością wciąż zapisaną w ostrych rysach jego twarzy. Dopiero po chwili mięśnie mężczyzny rozluźniły się, dając tym samym znać, że nie zamierzał wystosowywać kolejnych uderzeń. Bystre, zielone spojrzenie uważnie powiodło po postaci dawnego znajomego. Prezentował się z pewnością o wiele gorzej, niż sam Schmidt który oberwał jedynie po brzuchu, a ból nie należał do najgorszych, mimo iż śniadanie przypomniało o swoim istnieniu.
- Bywam spięty. - Mruknął jedynie na jego wyrzut, a usta wykrzywiły się w odrobinę podłym, wilczym uśmiechu. Kto jak kto, lecz Herbert powinien doskonale wiedzieć, aby nie prowokować Schmidta. - Czemu to cię interesuje? - Spytał, zakładając ręce na piersi i uważnie obserwując siedzącego na ziemi mężczyznę. Szlamolubów było pełno, a on z pewnością nie miał zamiaru po raz kolejny męczyć się z jednym z nich... A on nie był pewien co do poglądów, jakie mógł posiadać ciemnowłosy towarzysz. I odrobinę dziwiło go, iż to właśnie ta kwestia wydała się Herbertowi interesująca - wszak pojawił się w Anglii dopiero z połową czerwca, wcześniej uparcie trzymając się swojej ojczyzny.
Zielone ślepia nie odrywały się od męskiej sylwetki.
- Co tu robisz? - Spytał, odbijając pałeczkę. Nigdy nie należał do mówców, chętnych by roztaczać długie opowieści. Wolał słuchać; uważnie obserwować oraz wyłapywać choćby najmniejsze szczegóły w postawie towarzyszącej mu osoby. Nie odznaczał się również empatią, to też krew spływająca po twarzy dawnego znajomego oraz skruszone zęby nieszczególnie go poruszyły. W swoim życiu widział o wiele gorsze widoki.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana [odnośnik]19.12.20 21:26
Chusteczka cała była we krwi, ale przynajmniej ta już nie spływała po twarzy Herberta. Schował ją do plecaka i powoli wstał ze swojego miejsca kiedy uznał, że jednak utrzyma się na nogach.
-Ależ ty masz ciężką łapę – powiedział jeszcze odkręcając szklaną butelkę by wypić parę łyków zimnej wody. Ta spłukała posmak krwi w ustach i gardle. Od razu lepiej. - Wyglądałeś na wybitnie wkurwionego.
Odpowiedział jeszcze na pytanie Szmidta marszcząc lekko brwi.
-Co ty robisz w Dorset? - Zapytał zakręcając wodę i chowając do plecaka. - I w Anglii?
Kiedy pierwszy szok minął uświadomił sobie, że Austriaka nie powinno w ogóle tu być. O ile dobrze pamiętał wrócił do ojczyzny i raczej nie miał tutaj rodziny. Chyba, że było coś o czym Grey nie wiedział, a istniała taka możliwość, ponieważ sam dość niedawno osiadł na dłużej w rodzinnym domu. Szwendając się po lasach tropikalnych mogło mu umknąć parę kwestii.
-Ty się spięty urodziłeś – rzucił jeszcze botanik pochylając się po aparat i lupę, które jakimś cudem uniknęły zdeptania w czasie walki, a raczej złojenia Herberta, bo walką ciężko to było nazwać. Herbert był półkrwi więc do mugoli nie żywił żadnej urazy ani nie był im niechętny. Byli mu obojętni, no może poza rodziną ojca, której w sumie nie znał, ale jednak czasami zastanawiał się czy w ogóle o magii wiedzieli. Raczej wątpił, ojciec celowo się pokłócił z rodziną aby chronić żonę oraz swoje dzieci. Nigdy go nie zapytał czy żałował swojej decyzji, a teraz było już na to za późno.
-Mówiłem – odparł sucho. - Rośnie tu unikatowy rodzaj grzyba, tylko przez 2 tygodnie. Teraz muszę czekać kolejny rok.  Jesteś mi winny flaszkę.
Dodał jeszcze wskazując na grzyby, a potem na swoją opuchniętą szczękę. A miał być to spokojny poranek. Ledwo wrócił do Anglii i już obrywał po mordzie i to jeszcze od obcokrajowca. Jakże poetycko i patriotycznie. Powinien sobie to wypisać jako hasło nad łóżkiem, by co rano czytać ku pamięci.
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Polana [odnośnik]21.12.20 13:28
Podły, wilczy uśmiech wyrysował się na twarzy szmalcownika, słowa dawnego kumpla odbierając za nie zwykły komplement. Umiejętności bojowe zawsze były czymś, co niezmiernie lubił. Czy to uroki, zaklęcia obronne, bitwy na pięści czy strzelanie z magicznej kuszy - w podobnych dziedzinach zawsze odnajdywał się wybitnie dobrze, odczuwając specyficzną przyjemność z niesienia chaosu. Nie odpowiedział jednak na jego słowa, jedynie wydając z siebie pomruk zadowolenia. Nigdy nie należał do rozmownych typów.
- Poluję na takiego jednego, co ostatnio nadepnął mi na odcisk. - Mruknął jedynie, wzruszając silnymi ramionami. Nie wchodził w szczegóły ze zwykłej przezorności ale i swojej natury - nie zwykł do dzielenia się informacjami od tak, bez odpowiedniej zapłaty bądź odpowiednich informacji w zamian. Wiele zmieniło się od szkolnych lat, a Schmidt zdawał się coraz mocniej wpadać w kategorie nieprzyjemnego gbura oraz mruka. Jemu to w ogóle nie przeszkadzało.
- Staruszek zmarł w połowie maja, zostawiając mi kilka niespodzianek, które w połączeniu z kilkoma listami przygnały mnie w te strony. Osobiście wolałbym dalej być w Austrii, angielski jest ciężki do zniesienia, lecz chwilowo mam tu pewne... interesy do załatwienia. - Mówił obojętnie, z niezwykle silnym, niemieckim akcentem znaczącym jego słowa. Nie wyzbył się go przez siedem długich lat szkoły, nie wyzbył się go i dziś, zbyt dumny ze swojego pochodzenia... I przekonany, iż to po niemiecku winno się rozmawiać. Angielski był zbyt miękki, przypominający mówienie z kluskami w ustach. - A Ty? Przelotnie czy na dłużej? - Wiedział, że ten jeździł po świecie. I gdyby był na jego miejscu, z pewnością lepiej zwiedziłby Austrię - jedyny kraj warty zobaczenia.
Austriak prychnął pod nosem słysząc słowa, tyczące się urodzenia.
- Ponoć taki mój urok. - Mruknął, z odrobiną rozbawienia w głosie, niemal pewien, iż uroku był pozbawiony w jakimkolwiek aspekcie. Przypominał swój ojczysty język - nieprzyjemny, ostry o twardym brzmieniu. Zielone ślepia przez chwilę przyjrzały się przedmiotom, jakie przyniósł ze sobą Herbert, lecz bez większego zastanowienia.
-  Niech Ci będzie. - Bo flaszki Friedrich Schmidt nie miał zamiaru odmawiać. - Bywasz na Śmiertelnym Nokturnie? Czy pałętasz się gdzieś po innych zakątkach Anglii? Mam jutro trochę wolnego, możemy się najebać jak za starych, dobrych czasów... I porozmawiać bez szans na podsłuch... Mogę mieć pewną propozycję. - Zaproponował z błyskiem w zielonych ślepiach, niemal pewien, że po dzisiejszym laniu Herbert nie odmówi na jego propozycję. A alkohol miał być pięknym do tego dodatkiem.


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana [odnośnik]22.12.20 11:41
Zerknął na Szmidta, nadepnięcie na odcisk nie było niczym dobrym, zwłaszcza, że ten konkretny typ miał ich wiele i nigdy nie było wiadomo, który aktualnie drażni najbardziej. Nie oczekiwał historii życia, gdyż ten nigdy nie był zbyt wygadany. Ta odpowiedź mu wystarczyła. On sam w Austrii był przelotem dawno temu kiedy chciał odpocząć od lasów tropikalnych i poszukiwał szarotek w dolinie Bad Gastein. To był jeden raz kiedy zjawił się w tym kraju, jednak jego domeną były lasy tropikalne.
-Wróciłem niedawno, jakiś miesiąc temu – odpowiedział otrzepując spodnie ze ściółki, a potem schował aparat i lupę do plecaka. Nie chciał wnikać w bezpośrednie powody dla których Austriak jest właśnie w Anglii, tak było bezpieczniej. Zresztą jak już byli dziećmi, to chociaż spędzali ze sobą czas to nie dzielili się szczegółami ze swojego życia. To był zdrowy układ i Grey wolał aby tak pozostało. Jedno się również nie zmieniło – Szmidt nie odmawiał flaszki. To było znacznie lepsze niż obrywanie od niego.
-Jutro brzmi dobrze – zgodził się czarodziej i zarzucił plecak na plecy i dotknął opuchniętej szczęki. Wolała teraz nie rzucać zaklęcia, podda się w ręce brata. Ostatnio jak próbował sam siebie składać skończyło się to boleśnie. Nie chciał teraz ryzykować. Upewnił się, że różdżka jest na swoim miejscu.
-Na Nokturnie mogę bywać- dodał jeszcze. Raczej tam nie przebywał, ale cóż… słowa Szmidta go zaintrygowały i to dość mocno. Choć wraz z jego uśmiechem i tym dzikim spojrzeniem może powinien się trzy razy zastanowić. Z drugiej strony, gdyby całe życie się zastanawiałam zapewne nigdy nie odważyłby się na podróż do Ameryki Południowej. -Masz jakieś miejsce? Nie jestem stałym gościem w tamtych okolicach.
-Wyznacz godzinę i miejsce – poprawił plecak. – Wracam.
Uniósł dłoń w geście pożegnania i ruszył w drogę powrotną przeklinając w myślach pięść dawnego znajomego oraz swoje gapiostwo. Dłoń wciąż bolała, a cała ta sytuacja boleśnie go uświadomiła, że należy wrócić do regularnych treningów i ćwiczeń. Stracił sprawność i siłę. Należało to jak najszybciej zmienić inaczej przy kolejnym takim spotkaniu zostanie z niego krwawa plama i nie będzie czego zbierać. Sygnał alarmowy powinien mu się włączyć kiedy mężczyzna wspomniał o podsłuchiwaniu. Czego się obawiał? Lub kogo? I w co tym razem Herbert się wpakuje? Hal znów będzie marudził i pewnie jak zwykle będzie miał rację.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Polana [odnośnik]22.12.20 12:04
Szmalcownik kiwnął głową, przyjmując do wiadomości informacje, jakie przekazał mu dawny znajomy.
- Ja przyjechałem w czerwcu. - Rzucił jedynie, wzruszając szerokimi ramionami. Nie było to tajemnicą, pewne kręgi z pewnością zauważyły jego pojawienie się w Anglii... A inne dopiero od niedawna mogły przeklinać fakt, iż Austriak wybrał sobie na miejsce tymczasowego pobytu właśnie Londyn oraz ogarniętą chaosem Anglię. Wielu miało dopiero poczuć, z czym wiąże się zachodzenie mu za skórę. I z pewnością będą tego żałować.
- Możesz bywać, co? -Mruknął z wyraźnym rozbawieniem kręcąc głową. Był pewien, że na Nokturnie zwyczajnie się nie bywało. Nokturn, jak każda tego typu dzielnica, wciągał; owijał swoimi mackami albo topiąc, albo pozwalając nie utonąć.
- Spotkamy na Horizont Alley o dziewiętnastej. Tylko nie spóźnij się, nie lubię czekać. - Pewniejszym będzie gdy na Nokturn wkroczą razem. Friedrich Schmidt jako szmalcownik, posłaniec śmierci oraz sojusznik Rycerzy Walpurgii był całkiem dobrze znany w tamtych stronach. Wtapiał się w nokturnowskie mroki równie dobrze, co w podobne mroki podobnej dzielnicy w jego pięknym Wiedniu.
- Idź na zachód. Nie chcesz przypadkiem znów mnie spotkać... A może po drodze znajdziesz to, czego szukałeś. - Rzucił w formie osobliwego pożegnania pewien, że gdyby Grey zobaczył jak rozmawia ze swoją ofiarą, z pewnością po za przestawioną szczęką straciłby jeszcze dzisiejsze śniadanie. To nie były widoki dla porządnych, a Grey, mimo awanturniczej natury, wydawał mu się całkiem porządny. Nie popsuty przez mroki zakazanych ulic, na których odbywały się jeszcze bardziej zakazane interesy.
A gdy Grey ruszył w swoim kierunku, Friedrich podjął trop. Ruszył w kierunku, w którym zmierzał nim przyszło mu wpaść na mężczyznę. Poruszał się sprawnie, cicho, przyzwyczajony do wszelkich rzeczy, jakie powiązane były z jego pracą. Co jakiś czas rozglądał się uważniej, sprawdzając czy Herbert posłuchał jego polecenia i nie po jawił się gdzieś w okolicy, po raz kolejny psując mu polowanie.
Tym razem chyba nie umiałby przerwać.

| zt. dla Friedricha


Getadelt wird wer schmerzen kennt Vom Feuer das die haut verbrennt Ich werf ein licht In mein Gesicht Ein heißer Schrei Feuer frei!.

Friedrich Schmidt
Friedrich Schmidt
Zawód : Szmalcownik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Weil der Meister uns gesandt Verkünden wir den Untergang.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8774-friedrich-schmidt#261043 https://www.morsmordre.net/t8782-listy-do-friedrich-a#261285 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f294-smiertelny-nokturn-10 https://www.morsmordre.net/t8784-skrytka-bankowa-nr-2079#261288 https://www.morsmordre.net/t8785-friedrich-schmidt#261289
Re: Polana [odnośnik]22.12.20 12:22
Nie miał zamiaru ignorować dobrej rady, bo należała do tych, dzięki który unikało się kłopotów. Zresztą musiał się poskładać nim ruszy ponownie w las, ale tym razem pod wieczór. Wtedy wychodziły na żer najciekawsze stworzenia i miał zamiar je poobserwować. Istniała też szansa, że znajdzie inny rodzaj rośliny, która też go fascynowała choć nie miał upatrzonego miejsca.
-Dziewiętnasta, Horizont Alley- powtórzył za Friedrichem i poszedł w swoim kierunku. Tym razem szedł inną trasą niż przyszedł, mając nadzieję, że może na coś jeszcze trafi godnego jego uwagi.
Nagle zatrzymał się z nogą uniesioną tuż nad charakterystycznym kapeluszem. Kolejne, malutkie, ale jednak skupisko grzybów, które przed chwilą zostało stratowane w wyniku gonitwy i bójki. Padł na ziemię i wyciągnął cały sprzęt. Szczęka przestała boleć, w boku już nie rwało. Ważniejsze było to co miał tu i teraz przed sobą. Zamarł na chwilę i spojrzał w stronę, z której przyszedł. Zmarszczył lekko brwi jakby nagle do niego dotarło, że to co właśnie miało miejsce nie było normalne. Mając sprawy w Anglii nie biegasz po lasach Dorset mówiąc, że ktoś ci nadepnął na odcisk, nie używasz słów takich jak „polowanie” i interesy do załatwienia. Coś było na rzeczy, nie wiedział jeszcze co, ale zdał sobie sprawę, że musi mieć się na baczności. Londyn się zmienił. Świat, który znał nie był już spokojny i przyjazny. Należało ważyć słowa i uważać na to z kim się rozmawia i o czym. Słowo się jednak rzekło, następnego wieczora miał pić ze Szmidtem,  ten chciał mu złożyć propozycję. Czy będzie z tych nie do odrzucenia? Takich, z którymi będzie się babrał przez pół swojego życia? Wyciągnął aparat i zaczął robić zdjęcia. Skupiał się na dokładnym ujęciu grzyba pod różnym kątem. Następnie zaczął robić notatki oraz szkice. Wyciągnął małe słoiczki by pobrać próbę gleby na jakiej rosły grzyby, potoczył spojrzeniem po okolicy by odnotować w jakim dokładnie środowisku roślina występuje. Badania i zbieranie informacji zajęło mu jeszcze z dwie godziny nim ruszył do domu rodzinnego.

zt x2 :pwease:
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Strona 17 z 24 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18 ... 20 ... 24  Next

Polana
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach