Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kawiarnia z czytelnią
AutorWiadomość
Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]17.07.17 2:58
First topic message reminder :

Kawiarnia z czytelnią

★★
Niezbyt duża kawiarnia, której ściany zapełnione są półkami z książkami. W jednym rogu, na parapecie dużego okna zawsze siedzi jeden z pracowników czytając którąś z baśni i legend. Dookoła czytającego często gromadzi się spora grupka dzieci zasłuchanych w opowieści, podczas gdy ich rodzice w spokoju rozmawiają przy niewielkich, okrągłych stolikach, rozkoszując się przy tym kawą, czy herbatą. Wieczorami czytane na głos powieści skierowane już są dla dorosłych. Czasem posłuchać można romansów lub książek historycznych. Repertuar zawsze wywieszony jest przed restauracją.
W piątki mają miejsce wieczory z Księgami Zakazanymi. Wówczas zaklęte książki wciągają obecnych w kawiarni do środka opowieści. Dzięki temu na własnej skórze przeżyć można całą historię. Opowieści te są w pełni bezpieczne, jeśli tylko słucha się instrukcji obsługi.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:21, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia z czytelnią - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]10.11.20 15:14
Kolor niebieski najwyraźniej pasował obu kobietom, choć z oczywistych względów Frances była tym jaśniejszym tonem, zaś Forsythia ciemniejszym. Zespolone jednak w uścisku, zdawały się połączeniem morskiej toni, która zachwycić mogła niejednego śmiałka, ale również była niebezpieczna. Były kobietami, silnymi i niezależnymi kobietami. – Franiu, tak tęskniłam – westchnęła, wtulając się w jej ramie, lecz zapach, jaki dotarł do jej nozdrzy, zdawał się budzić dwojakie uczucia. Panna Crabbe nie przepadała za zapachem kwiatów, a wszystko przez paskudne wspomnienie o bracie i kwiatach złożonych wokół jego trumny. Niemniej przez mdły zapach przebijały się również zioła, o wiele milsze i znacznie bardziej adekwatne dla rozbudzenia zmysłów kobiety. Sama zaś pachniała ostro, wręcz męsko – dobrze czuła się z takimi zapachami, które podkreślały to, czego mogło jej brakować w wyglądzie. Czasem uważała, że ma zbyt dziecinną twarz i właśnie w takie dni, gdy spoglądała w lustro, potrzebowała tego wsparcia, które w synestezji oddałoby to, co pragnęła uzyskać. I tak drzewne nuty, z mieszanką przypraw, przenikały przez kwiecistą łąkę panny Burroughs.
Zaczesała palcami zbłądzony kosmyk za ucho i uśmiechnęła się na komplement, który najwyraźniej był szczery. Miło było usłyszeć, że praca, którą włożyła w doprowadzenie się do porządku, została doceniona. – Dziękuję, ale wiesz… przy tobie nie ma porównania – zauważyła, spoglądając na suknię, a potem na całościowy obraz alchemiczki. Osobiście wolała komplementować, niżeli być komplementowaną, dlatego najwyraźniej musiała odbić piłeczkę, w końcu nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Po wymianie uprzejmości rozsiadła się wygodniej, biorąc w dłonie ciepłą filiżankę, aby zagrzać dłonie. Choć był środek lata, to potrafiła marznąć, gdy siedziała zbyt długo w bezruchu. Palce kostniały, a mięśnie sztywniały – nie wiedziała, skąd jej się to wzięło, być może ze stresu? Możliwe, że były to reperkusje jej przeżyć ciągnących się przez ostatnie miesiące. – Nie masz za co przepraszać! Absolutnie, nie. Rozwijasz się, kwitniesz niczym kwiat, nie ma w tym nic złego – zauważyła, upijając łyk ciepłej herbaty. Odłożyła filiżankę i położyła dłoń na książce, którą wcześniej przeglądała. Paznokciem musnęła tłoczone na okładce litery, a potem uśmiechnęła się, na myśl o tym, jak się czuła. – Przyznam szczerze, że jest znacznie lepiej. Wiesz, że to głównie Twoja zasługa? – uśmiechnęła się, przyglądając błękitnym oczom, dobrej duszy, która wyrwała ją ze szponów rozpaczy. Wtedy dopiero zaczęła dostrzegać delikatne oznaki zmęczenia, jakie jawiły się na twarzy jej prywatnego dobrego ducha. Nieco wybiło ją to z rytmu, a myśli pobiegły do wcześniejszych słów młodziutkiej alchemiczki. Czyżby naprawdę, aż tak się zapracowywała? Może Forsythia powinna zapytać… dopytać? Być może panna Burroughs potrzebowała się komuś wygadać? – Franiu… jestem ci dozgonnie wdzięczna. Jeśli potrzebujesz lub będziesz potrzebować kiedykolwiek mojej pomocy albo po prostu… porozmawiać, wiesz, że jestem dla ciebie – uśmiechnęła się ciepło, patrząc wprost w oczy blondynki. Chciała jak najbardziej przekazać swą wdzięczność i szczerość! Wtem nagle wybiła pora początku piątkowych przygód w czytelni. – Och… Czyżby to już? – zapytała retorycznie, zerkając na rozedrgane od magii księgi, które poczęły wciągać czarodziejów wokół do wybranych przez nich ksiąg. Również książka spoczywająca pod dłonią Forsythii, zaczęła delikatnie drżeć. – Gotowa? Czy może wolisz inną literaturę? – zapytała podsuwając książkę w kierunku Frances.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]13.11.20 19:09
Panna Burroughs z przyjemnością zamknęła Sysię w swoim uścisku. Smukłe palce delikatnie przebiegły po ciemnych włosach w niemal matczynym geście. - Ja też tęskniłam, moja droga. - Odpowiedziała, z delikatnym uśmiechem błądzącym po malinowych ustach. Ostatnie tygodnie nie sprzyjały podtrzymywaniu towarzyskich kontaktów i gdzieś w środku Frances czuła pewne wyrzuty sumienia. Była jednak pewna, że gdy jej sytuacja zawodowa się ustabilizuje, a ona wdrąży się w systemy profesora Lacework, z pewnością znajdzie trochę więcej wolnego czasu… Jeśli znów nie przyjdzie jej zasiadywać się nad księgami oraz długimi ciągami obliczeń w poszukiwaniu czegoś, co wybije ją ponad szarą, naukową masę.
- Och dziękuję. Podoba ci się moja sukienka? Uszyłam ją niedawno, choć jest okrutnie ciężka. - Odpowiedziała z rozbawieniem w głosie, po czym obróciła się delikatnie wokół własnej osi, by zaprezentować towarzyszce dzieło swoich dłoni. W ostatnim czasie, eteryczna alchemiczka stawiała na bardziej kobiece kroje, powoli odkrywając zalety swojej figury. Frances również zasiadła w jednym z foteli, a smukłymi palcami uważnie poprawiła błękitny materiał, aby układał się odpowiednio na jej udach.
- Rozkwitam, a czuję się jakbym więdła. - Parsknięcie szczerego, dźwięcznego śmiechu uleciało z jej ust. - Nie miewam wiele czasu, na odpoczynek. - Dodała, chcąc wyjaśnić powód swojego rozbawienia. I mimo ciągłych upomnień profesora, eteryczna alchemiczka nadal nie opanowała swoich zapędów. Delikatny rumieniec przykrył jasne lico dziewczyny, gdy kolejne słowa opuściły słodkie usta jej towarzyszki. - Och, dobrze wiesz, że to nic takiego… Cieszę się jednak, że czujesz się lepiej. Niezmiernie brakowało mi Twojego uśmiechu. - Radość wypisana na jej twarzy była szczera. Nie chciała, aby panna Crabbe pogrążyła się w ciemność, spowijającą jej matkę od prawie szesnastu długich lat.
Ciche westchnienie uleciało z jej ust, a zamyślenie przez chwilę przemknęło przez jej twarz. Wahała się przez chwilę, rozważając wszelkie za oraz przeciw złożonej propozycji. - Właściwie, chyba przydałaby mi się rozmowa… ale to chyba będzie musiało poczekać. - Odpowiedziała, przenosząc spojrzenie na mężczyznę obwieszczającego rozpoczęcie wieczoru z Zakazanymi Księgami. Szaroniebieskie spojrzenie błysnęło zaciekawieniem, a panna Burroughs niemal od razu przeniosła spojrzenie na wręczaną jej książkę. Szybko przejechała spojrzeniem po tytule oraz krótkim opisie na tylnej części okładki, delikatnie się przy tym uśmiechając. - Gotowa. Lepiej z pewnością bym nie wybrała, no chyba, że chciałabyś spędzić wieczór w podręczniku do alchemii. - Och, była pewna, że wyszukałaby naukową książkę, tym samym zapewne zanudzając swoją towarzyszkę. Potrzebowała wytchnienia, odrobiny odpoczynku, a wybrana przez pannę Crabbe książka zdawała się być wyborem ku temu idealnym.
Pracownik kawiarenki podszedł do dziewcząt, aby wręczyć im listę zasad oraz odpowiednim zaklęciem aktywować książkę. Ta uniosła się w powietrze i otworzyła swoje stronice, wypuszczając z nich niewielkie, papierowe schodki. Smukłe palce alchemiczki zacisnęły się na dłoni Forsythii, by wspólnie wkroczyć do świata wybranej przez nią książki. Frances zacisnęła odruchowo zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, były już w innym świecie. Ciepły wiatr owiał ich twarze, a dziewczęta znalazły się w pośród wysokich, zielonych pagórków. Wzgórza w niczym jednak nie przypominały znajomych krajobrazów, gdyż wplecione między nie były piękne ogródki, a na każdej widocznej ściance wzgórz dało się dostrzec okrągłe drzwi.
Panna Burroughs, jako niegdyś przykładny perfekt naczelny, wpierw swoją uwagę skierowała na kartkę z zasadami.
- Witamy w przygodzie zakazanych ksiąg. Przygoda którą przyjdzie Wam przeżyć z pewnością pozostanie w pamięci. Aby zapewnić pełne bezpieczeństwo przygotowaliśmy dla Was kilka zasad: niebieska wstęga wskaże Wam odpowiedni kierunek. Nie należy zabierać nic, co nie zostanie Wam podarowane. Jedyny Pierścień musi pozostać przy swoim właścicielu, nie możecie go tknąć. Wszelkie próby zmiany historii będą skutkować katastrofą. W celu poznania zwyczajów danego regionu, proszę trzykrotnie stuknąć różdżką w kartę. W razie jakichkolwiek problemów prosimy o wystrzelenie w niebo czerwonego promienia z różdżki… Och, to brzmi odrobinę… niebezpieczne… - Frances przeczytała dokładnie wszystkie zasady powiązane z wycieczką po krainie książki. Szaroniebieskie spojrzenie na chwilę spoczęło na buzi towarzyszącej jej czarownicy, by później przesunąć się po otoczeniu. Do ich uszu dolatywały słowa rozweselonych mieszkańców tej krainy, przypominających dziwny, bardziej przyjazny rodzaj półgoblinów. Hobbity? Chyba tak o sobie mówili. Czarownice stały przed pagórkiem, którego tabliczka dumnie nosiła nazwę Bag End, a niebieska wstążka zachęcała do przekroczenia nowiutkiej białej bramki, wokół której owijała się niebieska, magiczna wstęga.
- Chyba czeka nas przyjęcie… - Rzuciła do przyjaciółki, po czym zacisnęła smukłe palce na jej dłoni, by wraz z nią ruszyć w kierunku niziołka. Bilbo Baggins, co panna Burroughs wywnioskowała ze słów, otaczających je istotek, czekał przy bramie, każdemu z gości wręczając paczuszkę z prezentem. Podniosła atmosfera mieszkańców Shire zdawała się udzielać. Co chwila dziewczęta mogły usłyszeć jakieś wiadomości, dotyczące okolicy płynące z ust mieszkańców. A to, że stary dziadunio Gumgee widział, jak poszerzali przejście; a to, że młody Tuk znów podpuszcza młodego Brandybucka, a dzisiejsze fajerwerki, z pewnością będą widowiskowe.
Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy i w ich kierunku gospodarz wyciągnął dłoń z niewielką paczuszką. Eteryczna alchemiczka nie zwykła otrzymywać podarków.
Czyżby w ten sposób kawiarnia chciała wyprawić im pamiątkę po przygodzie?

| Rzut na prezent od hobbita!
1 - Niewielka figurka w kształcie hobbita, tknięta różdżką zaczyna tańczyć.
2 - Dwie szpile do włosów, zdobione wzorem liści.
3 - Niewielki wisiorek w kształcie drzwi do hobbiciej norki; po otworzeniu wybrzmiewają z niego piosenki oraz wesołe melodie grane podczas przyjęcia.
4 - Cienka, delikatna bransoleta zdobiona elfickim wzorem i błyszczącymi kamyczkami.
5 - Brosza w kształcie zielonego listka, emanująca przyjemnym ciepłem. Przyłożona do ucha sprawia, że słyszymy szelest liści Lothlorien.
6 - Replika naszyjnika Arweny.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.


Ostatnio zmieniony przez Frances Burroughs dnia 13.11.20 19:10, w całości zmieniany 1 raz
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]13.11.20 19:09
The member 'Frances Burroughs' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia z czytelnią - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]14.11.20 17:53
- Sama ją uszyłaś? – wyrwało się ust panny Crabbe, gdy analizowała materiał, krój i wykonanie odzienia. Pytanie nie potrzebowało konkretnej odpowiedzi, stanowiło zaledwie efekt, przez szok jaki doznała. Frances miała jeszcze czas, aby samoistnie dbać o swą szafę? Dla Forsythii było to wprost niepojęte, jednocześnie zachwycające.
Fałdy sukni faktycznie wydawały się ciężkie, lecz mimo wszystko pięknie zawirowały w powietrzu. – Franiu… Jest przepiękna – stwierdziła, wciąż z błyszczącymi oczyma. – Może powinnaś się przebranżowić? Hm? Mogę się założyć, że kolejka po dzieła krawieckie spod twej ręki byłaby niemal tak długa, jak po eliksiry – mrugnęła porozumiewawczo. Zwykle zamawiała suknie, konsultując się ze swoją kochaną kuzynką, choć nie żeby całkowicie szła w jej gusta, gdyż lady Black zdecydowanie bardziej wolała strojne kreacje, pełne przepychu pokazujące, z jakiego stanu się wywodzi. Natomiast Sythia preferowała skromniejsze stroje, często gładkie, dominujące jednym mocnym kolorem. Nie zależało jej na pokazaniu złotymi nićmi, że ją i jej rodzinę było stać na takie zamówienia, raczej stawiała na praktyczność. Oczywiście, na pewne okazje posiadała te bardziej finezyjne suknie, które spływały okazałością od góry, aż do dołu sylwetki, zachwycając potencjalnych gapiów swą niezwykłością. Niemniej większe wrażenie dla Forsythii robiły takie dzieła, jak to, które miała na sobie panna Burroughs.
Kolejne słowa zmartwiły Sythię i to nie wyrażało się zaledwie w jej cichym westchnieniu, ale prawdziwy niepokój pojawił się w jej spojrzeniu. Przy Frances nie czuła nigdy potrzeby hamowania większości swych emocji, z nią było inaczej, choć zachowywała się jak dama, tak nie była kolejną szlachcianką, przy której należało ważyć słowa i uczucia.
Odpoczynek stanowił niebywały rarytas dla wszystkich, tych pracujących, ale również i tych, którzy tego nie robili. Nastroje panujące w stolicy Anglii męczyły samą atmosferą, a ciężkie tematy przelewały się z dnia na dzień, plamiąc umysły tak szczerze pragnące, choć chwili wytchnienia. Właśnie dlatego tak wspaniałym pomysłem było zanurzenie się w opowieści, odległej i nierealnej – poznać inne problemy i perspektywy, znaleźć się w miejscu, gdzie umysł będzie mógł odpocząć od trapiących go problemów.
Forsythia nie wiedziała, cóż więcej mogła rzec, a słowa alchemiczki zbiły ją ponownie nieco z tropu, powodując, że kąciki jej ust uniosły się nieśmiało, speszone wyzwaniem. – Nic nie szkodzi, możemy porozmawiać też po… podróży – uśmiechnęła się ciepło, chcąc dać pannie Burroughs tę samą możliwość, jaką ona dała jej te kilka miesięcy temu.
Roześmiała się na propozycję zagłębienia się w stronice alchemicznego tomiszcza. O ile Sythia ceniła sztukę ważenia eliksirów i naprawdę szczerze pragnęła ją zrozumieć, tak w praktyce nie wychodziło jej to absolutnie. Czasem nawet myślała, że samą swoją obecnością potrafiła popsuć eliksiry.
Ciepły dreszcz przemknął po jej dłoni w górę, aż do ramienia i podstawy czaszki, gdy Frances ścisnęła jej dłoń. Właściwie nie wiedziała skąd taka reakcja, a z lekka zdziwiona spojrzenie, zawiesiło się chwilę na splecionych dłoniach. W końcu przymknęła oczy, pozwalając księdze poprowadzić się do opowieści. Zerknęła z ukosa na wiszącą karteczkę z zasadami, ale bardziej była zaaferowana otaczającym je światem. Czuła się jak na jednej ze swoich dawnych podróży, gdy poznawała nowe krainy, obcowała z innymi kulturami i znajdowała co rusz piękniejsze miejsca. Bag End, jak przyszło nazywać tę część wykreowanego świata, zachwycał swą sielskością. – Jedyny Pierścień? – zerknęła pytająco na pannę Burroughs, zastanawiając się, o co chodziło. Lecz kobieta dalej czytała zasady, toteż Sythia po prostu stwierdziła, że dowie się o tym w trakcie opowieści i spróbuje nie ruszać żadnych napotkanych pierścionków. – Lubię, gdy coś brzmi niebezpiecznie – rzuciła zawadiacko, uśmiechając się zwodniczo, zupełnie jakby w jednej chwili cofnęła się do szkolnych lat, gdy była naczelnym rozrabiaką. Przynajmniej w tym wczesnym okresie studiowania magii w Hogwarcie. – Obronię cię – dodała, aby rozproszyć zaniepokojenie młodej kobiety.
Pokiwała wesoło głową i ruszyła zaraz za blondynką, a gdy tylko szanowny Bilbo Baggins wyciągnął w ich kierunku paczuszkę, panna Crabbe dygnęła, wdzięcznie biorąc pakunek do rąk. Podziękowała i pociągnęła ze sobą Frances na bok, rozpieczętowując natychmiast otrzymany podarek. Brosza, która znajdowała się w pudełeczku, emanowała ciepłem, a finezyjny kształt pasował tylko do jednej z dziewcząt. Nie pytając o zgodę, Forsythia wpięła broszkę w suknię Frances, przy obojczyku po lewej stronie, a następnie pochyliła się nieznacznie. – Słychać szum liści… - zauważyła, nie wiedząc jak reagować na ten świat, najwyraźniej przepełniony jeszcze większą magią niż rzeczywistość.
Zachichotała wesoło, a zaraz potem do ich uszu dobiegły głośne śpiewy z zabawy zorganizowanej na otwartej przestrzeni. Stukot kufli i dźwięki instrumentów roznosiły się radośnie po okolicy, światła drgały na wietrze, a postawna sylwetka mędrca w szarej szacie zdawała się górować nad stadem Niziołków. I tak dwie piękne czarownice, kierowane niebieską wstęgą wstąpiły w progi powieści, przyglądając się przeróżnym wydarzeniom. Mogły tańczyć, wciągać zapachy smakowitych potraw, przyglądać się niziołczym zalotom czy w końcu… uchylić się przed wielkim smokiem stworzonym z fajerwerków. Śmiechy wydawały się nie kończyć, aż przyszło do przemowy gospodarza tejże pieśni. Wokół podestu, na którym stał, wiła się niebieska wstęga, która miała przyciągnąć obserwatorki tej opowieści. – Spójrz! – podekscytowała się, pociągając pannę Burroughs w stronę niewielkiej sceny. Nikt najwyraźniej nie spodziewał się, że wiekowy nizołek postanowi… zniknąć. Sythia nie potrzebowała jednak błękitnej wstęgi, nauczona tropienia demimozów, prędko spostrzegła uginające się pod niewidzialną siłą źdźbła traw oraz odskakujące dziwnie drobne kamienie. Czym prędzej ruszyła za śladami, ponaglając alchemiczkę, ażeby poszła tuż za nią. W ten sposób opowieść toczyła się dalej, przelewając przed nimi wydarzenia, jakie zaczynały pojmować z każdym dalszym akapitem.
W niziołczej chacie jednak pozostało im zostać na dłużej, w literackim świecie minęło sporo czasu, odkąd Bilbo zniknął i pozostawił swojemu krewniakowi pierścień… Pierścień będący najważniejszym elementem tejże powieści, który miał zespalać historię przez trzy tomy.
Forsythia spoczywała oparta o stolik, gdy czarodziej Gandalf wrzucił pierścień do ognia, rozświetlającego pomieszczenie. Marszczyła brwi od dłuższej chwili, widząc niepokój Szarego Czarodzieja, który wydawał się być przerażony nawet dźwiękiem ptaków za oknem. Odepchnęła się od mebla i stanęła obok Frances, łapiąc ją jedną ręką w pasie, zaś drugą kładąc na jej ramieniu, stojąc wciąż odrobinę za nią i pochylając się do jej ucha. – Jeden pierścień, by wszystkimi rządzić – powtórzyła za czarodziejem, odsuwając się odrobinę od blondynki. – Błyskotka… - mruknęła, podchodząc w kierunku hobbita i tym razem zerkając przez jego ramię, aby przyjrzeć się jaśniejącej inskrypcji. – Tak niebezpieczna… - westchnęła, analizując pierścień, przez chwilę mając wrażenie, jakby do niej wołał. Potrząsnęła głową, odrzucając od siebie dziwne myśli, a potem odsunęła się raptownie, krzyżując ręce na piersi i wlepiając wzrok w alchemiczkę o elfickiej wręcz urodzie.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]17.11.20 5:36
Eteryczna alchemiczka kiwnęła delikatnie głową, wprawiając złote pukle w delikatny ruch. Uszycie sukni nie wydawało jej się czymś dziwnym. Jej rodzina nigdy nie miała wiele pieniędzy, a co za tym idzie nie raz z mamą musiały tworzyć stroje ze skrawków materiału bądź przerabiać ubrania po innych członkach rodziny, aby reszta mogła z nich skorzystać.
- Och, wolę kociołki… Ale czasem zdarza mi się coś uszyć, materiały są tańsze od gotowych sukien… Mogę Ci kiedyś pokazać. - Zaproponowała z delikatnym uśmiechem wyrysowanym na malinowych wargach. Popołudnie spędzone z nićmi oraz materiałami z pewnością byłoby miłą odmianą oraz sposobnością do porozmawiania w miejscu, w którym niepowołane uszy z pewnością nie mogłyby zaczerpnąć ich słów.
Wdzięczność pojawiła się w szaroniebieskim spojrzeniu, gdy kolejna propozycja opuściła usta panny Crabbe. Zapewne rozmowa pomogłaby jej uspokoić myśli. - Tak, może po podróży. -  Odpowiedziała z wyraźną dziękczynnością w głosie. Teraz nie chciała wchodzić w większe opowieści, zwłaszcza gdy książka zdawała się coraz mocniej domagać, aby wejść do jej środka.
Splecenie ze sobą ich dłoni było gestem prostym, niemal nieświadomym w pojęciu eterycznego dziewczęcia. Nie chciała, by przypadkiem książka wyrzuciła je w dwa, zupełnie różne miejsca pierwszy raz mając do czynienia z taką rozrywką.
Zajęta czytaniem wszelkich zasad ( które w jej umyśle zdawały się niezwykle, ale to niezwykle istotne) wzruszyła jedynie ramionami na pytanie, jakie zadała jej Forsythia. Sama nie miała najmniejszego pojęcia o tym, czym jest Jedyny Pierścień. Świat w którym się znalazły zdawał się mieć wiele tajemnic, zwłaszcza teraz, gdy dopiero go poznawały, nie mając pojęcia o wszelkich zawiłościach. Panna Burroughs miała jednak wrażenie, że niedługo przyjdzie im odkryć choćby część z nich.
Oddech ulgi wyrwał się z piersi eterycznego dziewczęcia. Nigdy nie była czarownicą biegłą w sztukach obronnych, głównie przez braki w odwadze. Bała się latających wokół niej zaklęć, podejrzanych typów napotykanych w ciemnych uliczkach, a na widok szczerzącego się wilka nie potrafiła się poruszyć. Jedynie w kwestiach naukowych, zdawała się odnajdywać odwagę do śmiałych działań.
- Trzymam Cię za słowo, ja co najwyżej mogę zemdleć. - Odpowiedziała z odrobiną delikatnie nerwowego rozbawienia w głosie. Gdzieś w środku miała nadzieję, iż nie przyjdzie im faktycznie doświadczać wielkiego zagrożenia. W końcu, czyż przejście przez krainę książki w przyjemnej atmosferze, nie było celem tego wieczoru?
Chwilę później stały już pod jaśniutką bramką, a gdy Forsythia dygnęła w podziękowaniu za prezent - zrobiła to również Frances, z radosnym uśmiechem malującym się na ustach. Wesoła atmosfera zabawy zdawała się przyjemnie otaczać ich osoby, tak samo jak śmiechy oraz skoczne melodyjki.
Eteryczna alchemiczka zamarła na chwilę, gdy panna Crabbe zbliżyła dłonie do jej obojczyka, by delikatnie przypiąć broszkę do jej sukienki. Nie poruszyła się nawet, gdy towarzyszka przysunęła twarz do jej dekoltu, zbliżając ucho do ozdoby. - Naprawdę? To fascynujące. - Odparła, delikatnie unosząc smukłą dłoń do broszki, by przejechać do niej opuszkami palców. Błyskotka przypadła jej do gustu, nawet jeśli nie prezentowała się w kolorze, który zwykle wybrałaby dziewczyna.
Chwilę później mogły zatopić się w zabawie, śmiechach oraz tańcach powiązanych z celebrowaniem, jak się urodzin pana Baggins oraz jego krewniaka o odrobinę dziwnym imieniu Frodo. Zachwyt wypisał się na buzi Frances, gdy zauważyła fajerwerki widniejące niebie oraz buszujące ledwie kilka centymetrów nad ich głowami. - To takie piękne… - Wypowiedziała, nie potrafiąc oderwać spojrzenia od kolorowych, błyszczących wzorów. W swoim życiu eteryczne dziewczę nie miało okazji, aby obserwować podobne cuda.
Zaskoczenie przemknęło przez delikatną buzię alchemiczki, gdy Forsythia pociągnęła ją w kierunku sceny. Sama dała się nabrać na sztuczkę starego niziołka, nie mając pojęcia, gdzie mógł się podziać. Czyżby to był jakiś dziwny rodzaj teleportacji? Zaklęcie? Eliksir? Nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zaskoczona ruszyła za panną Crabbe, zupełnie nie mając pojęcia, dlaczego ta chciała uciec z tak wspaniałego przyjęcia. Ledwie kilka chwil później, znalazły się w hobbiciej norce, przynajmniej dla panny Burroughs wyglądającej całkiem przyjemnie oraz przytulnie. W pewien sposób przypominała Szafirowe Wzgórze.
- Skąd wiedziałaś, gdzie iść? Ruszyłaś w drogę nim wstęga wskazała odpowiedni kierunek. - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze, nim jeszcze czarodziej rozpoczął swój wywód. Nie do końca znała wszelkie umiejętności towarzyszki, zwykle skupiona na jej stanie psychicznym, niż tym, co udało jej się opanować przez te wszystkie lata. Frances krążyła po pomieszczeniu, co jakiś czas zatrzymując smukłe palce na jakiejś z ksiąg, z zaciekawieniem wodząc spojrzeniem po skreślonych na grzbietach tytułach. Mimo pozornego braku zainteresowania, eteryczne dziewczę uważnie wsłuchiwało się w słowa, jakie padały z ust Gandalfa, próbując rozszyfrować zagadkę powiązaną z pierścieniem.
Frances drgnęła gdy czarownica znalazła się obok układając dłoń na jej talii. Panna Burroughs, nie była w pełni oswojona z podobnymi gestami, a jej ostatnie doświadczenia jedynie uwrażliwiły ją na przekraczanie pewnych granic ze strony innych. Dziwny, niezrozumiany dreszcz przemknął przez kręgosłup dziewczęcia gdy ciepły oddech Sysi prześlizgnął się po jej skórze. Na chwilę Frances przekręciła odrobinę głowę, by szaroniebieskim spojrzeniem delikatnie otulić twarz towarzyszącej jej kobiety. - Złoto nie pasuje do Twojej karnacji, moja droga. - Rzuciła odrobinę ciszej, niż zwykła przemawiać. Subtelnie założyła ręce na piersi, obserwując jak dziewczyna zerka przez ramię na niewielkiego niziołka. - Niebezpieczniejsza, niż może nam się wydawać. Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać. Jeśli jest czynnikiem wiążącym, z pewnością posiada silną moc. Wnioskując po twarzy czarodzieja… Zapewne potężniejszą, niż możnaby oczekiwać od zwykłej obrączki. - Z wyraźnym zamyśleniem wysnuła teorię, w tym wszystkim jednak brakowało jej głębszego, pełniejszego poglądu na całą sytuację. Istota pierścienia przykuła jej czysto naukowe zainteresowanie, nawet jeśli wolałaby mieć do czynienia z miksturą.
I już, już chciała wypowiedzieć kolejne słowa i zatopić się w całkiem interesującej biblioteczce pana Frodo, gdy czarodziej wyciągnął coś, a raczej kogoś zza okrągłego okienka. Ryży niziołek uraczył ich podniosłą przemową, dlaczego nie chciał pozostawiać drugiego niziołka samego w swym zadaniu. Ciche westchnienie uleciało z jej piersi, a wzruszone spojrzenie przeniosło się na buzię panny Crabbe. - To takie… urocze. Nie przyjaźnią się, a on chce ryzykować dla niego swoje życie… - Rzuciła, wyraźnie poruszona sceną. Sama nie była pewna, czy w swoim otoczeniu posiada choć jedną osobę, która zrobiłaby dla coś podobnego. No może jedną, która do tej pory była chętna by jej pomagać, panna Burroughs gdzieś w środku nie chciałaby jednak, by jej prywatny rycerz stawiał na szali swoje życie.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]19.11.20 20:31
Młoda czarownica parsknęła śmiechem i pokręciła głową, nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć na propozycję panny Burroughs. Choć doceniała możliwość, tak wiedziała, że nauka szycia byłaby drogą przez mękę. Parokrotnie uczono ją haftowania, kończyło się to zwykle dosyć koślawymi obrazkami, nierzadko prześmiewczymi, a nawet wulgarnymi! Pokłute palce także nie zachęcały do powtarzania tejże przyjemności, a czas spędzony na nudnym przebijaniu materiału mierzyła w ilości zmarnowanych książek, które mogła wówczas czytać. – Franiu, to naprawdę urocza propozycja, ale ja się do tego absolutnie nie nadaję. Chciałabym i doceniam, jednak wiem, że moja relacja z igłą i nicią będzie dokładnie taka sama jak z eliksirami – zauważyła, pijąc do wspomnień ze szkoły. Jeśli ktoś był antytalenciem w ważeniu mikstur to właśnie ona. W tym zakresie jej brat wiódł prym i to całe szczęście, bo bez niego najpewniej miałaby spore problemy, chociaż i tak musiała się bardzo mocno starać z zaliczeniem tego przedmiotu. – Ale chętnie popatrzę, jak szyjesz – dodała, upijając łyk herbat, lekko przymykając powieki. Nie były to słowa rzucone na wiatr, akurat obserwowanie innych przy pracy, dawało jej jakąś satysfakcję. Analizowanie wówczas ich mimikę, skupienie, które narastało wraz z delikatnymi skurczami mięśni, pozwalało to Forsythii poznawać daną osobę w innym aspekcie. Często spoglądała znad książki na swego brata, który krzątał się po pokojach, raz ważąc eliksiry, a innym razem pomagając krewnym zamieszkującym kamienicę w ich zdrowotnych problemach. Szkoda tylko, że nie przysłuchiwała się konkretnym zaklęciom, może teraz mogłaby polegać bardziej na sobie i nie potrzebowałaby tak bardzo kryć się z dolegliwościami lub na gwałt poszukiwać uzdrowiciela.
Teoretyczne omdlenie Frances sprawiło, że panna Crabbe zdała sobie sprawę, iż niewiele wiedziała o technikach pierwszej pomocy. Właściwie była całkowicie zielona w kwestii ludzkiej anatomii – mogła wskazać, gdzie leżało serce i jak łączyły się ścięgna mantykory, jak się nazywały i do czego służyły, ale u człowieka? Ponownie, tym zajmował się jej brat i to jemu pozostawiała tego typu zagadki, wierząc, że był on jej drugą połową, która uzupełniała braki wiedzy. Razem stanowili bardzo zgrany duet, lecz teraz wychodziło na to, że albo potrzebowała nadrobić tę wiedzę, albo znaleźć kogoś, kto byłby na tyle łaskawy z nią współpracować.
- I nagle Selwynowie przestali się liczyć na fajerwerkowej scenie – zaśmiała się, z lekka złośliwie, mając w myślach damę, która kilka tygodni wcześniej naprzykrzała jej się w Ministerstwie. Jednak w jej słowach było trochę prawdy; sztuczne ognie prezentowane w Bag End okazały się, zacznie bardziej widowiskowe i – o ile to możliwe – przesycone jeszcze większą magią.
Zaaferowana tropieniem śladów niewidzialnego niziołka, zapomniała poinformować o tym fakcie pannę Burroughs, toteż pytanie wytrąciło nieco Forsythię ze skupienia. Sythia uniosła brew pytająco, a na jej czole zadrgała delikatna zmarszczka, jednak po chwili rozjaśniła się, a na malinowych ustach zalśnił ciepły uśmiech. – Och… Już tłumaczę. Widzisz, kiedy coś jest niewidzialne, to wciąż posiada swój ciężar i jeśli jest nieuważne, wtedy pozostawia ślady – wzruszyła ramionami. – Gdybyś była niewidzialna, a wdepnęłabyś w błoto lub piach to i tak podłoże zareaguje na twą wagę. Nie wyprzemy się przez to naszej interakcji ze światem, nie jesteśmy duchami. Materia w pewnym sensie nas ogranicza… Uczyłam się tego tropiąc demimozy, choć one były ostrożniejsze od pana Bagginsa – wyjaśniła lekko, jakby było to coś znacznie prostszego, niż było w praktyce. Jej spostrzegawczość nie była specjalnie rozwinięta, dlatego tak ciężko było jej odszukać umykające magiczne stworzenie, potrafiące jeszcze przewidywać przyszłość. Niemniej miała na tyle wprawne spojrzenie, aby dostrzec ślady niziołka. Możliwe, że dla kogoś pokroju Frances coś takiego było… inne, ale dla samej panny Crabbe zdawało się to naturalne, zupełnie jakby wszyscy posiadali dokładnie taką samą wiedzę jak ona. Przywykła do tego podczas podróży, a przez ostatnie miesiące jednak niedane jej było testować współpracowników w tej kwestii.
Na wspomnienie o braku dopasowania karnacji i koloru metalu, zmarszczyła nieco brwi i gdyby nie jej słowa, to mogłoby się zdawać, że była niezadowolona ze stwierdzenia przyjaciółki. – Wiem, zresztą złoto czasami wygląda tandetnie – możliwe, że jej opinia była nie na miejscu, jednak naoglądała się już dostatecznie dużo szlachetnie urodzonych dam, które obwieszały się z góry do dołu żółtawymi błyskotkami. – Przynajmniej w naszym klimacie – dodała, używając skrótu myślowego. Chodziło jej przede wszystkim o fakt Wysp Brytyjskich, które miały taką, a nie inną pogodę, specyficzny krajobraz i atmosferę ociekającą dozą tajemnicy, a może nawet mroku. Cała ta mieszanina znacznie lepiej pasowała do srebra lub białego złota, ewentualnie platyny. Złoto winno zostać tradycją egzotycznych krain, podkreślając piękno tamtejszej kultury, jak i ludów pochodzących z tamtych stron. Oczywiście, każdy mógł nosić, co chciał, lecz jeśli była mowa o estetyce, to panna Crabbe miała swoją opinię w tej kwestii, zresztą chyba całkiem zbieżną z Frances. - Nie można bagatelizować mocy takich drobiazgów – przytaknęła do słów alchemiczki, a potem westchnęła na myśl o wszystkich interesach ojca, które również poruszały obszar magicznych artefaktów pokroju podobnych pierścieni. Ryzykował dla nich wiele, może nawet zbyt wiele, a to wszystko ze swojej pasji do zdobywania potęgi, tylko w imię czego? Z zamyślenia wyrwał ją drugi niziołek, który został wciągnięty za fraki do pomieszczenia. - Czasem trzeba ryzykować dla większego dobra i niewinnego życia, nawet jeśli się kogoś nie zna – stwierdziła enigmatycznie, kierując swe kroki za Szarym Czarodziejem. Zadrżała lekko na własne słowa i zmieszała, lecz jednocześnie próbowała utrzymać tajemniczą minę niezdradzającą emocji. Sama podczas podróży zaryzykowała, przez co teraz jej ciało zdobiła gigantyczna blizna po pazurach mantykory. Nigdy jednak nie przeszło jej przez myśl, aby żałować tego procederu, ba! Była z siebie dumna, choć ojciec, słysząc o tej historii zaledwie parsknął śmiechem, krzywdząco mierząc córkę spojrzeniem. Gardził takimi zachowaniami, okazywały – wedle jego uznania – słabość, trawiącą Forsythię, która – wciąż według niego – miała być blokadą, jaka nigdy nie pozwoliła Sythii w pełni rozwinąć umiejętności, szczególnie tych czarnomagicznych. Czarownica z czasem zaczęła dochodzić do tego, że być może ojciec nie miał racji, gdyż wtedy kiedy żyła i czyniła według jego wzorów, była nieszczęśliwa.
Opowieść ciągnęła się dalej, a niebieska wstęga wyznaczała kobietom kierunek, w którym powinny podążać. Czas płynął w literackiej krainie inaczej, przez co Forsythia nawet nie odczuwała zmęczenia podróżą, na jaką przystały obie panie, śledząc poczynania Frodo i Sama. Wkrótce potem do dołączyło do podróżnych dwóch kolejnych niziołków i tak przemierzali krainę.
W końcu zatrzymali się na gościńcu, chcąc odpocząć, lecz panna Crabbe z niepokojem chodziła w tę i z powrotem, nerwowo rozglądając się po przestrzeni. – Coś jest nie tak – wyrwało się z jej ust, a wówczas rozległ się tętent kopyt, zmierzający w ich kierunku.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]22.11.20 22:53
Frances kiwnęła jedynie głową na słowa, jakie opuściły usta panny Crabbe. Nie miała zamiaru jej namawiać bądź zmuszać do poznania zakamarków krawiectwa. Eteryczna dziewczyna nigdy nie należała do osób nachalnych, bądź wpływających na działania innych. W zasadzie w większości relacje z innymi czarodziejami stanowiły dla niej pewien problem, gdyż zwykle miewała styczność głównie z kociołkami oraz starymi księgami. Dopiero od niedawna jej życie towarzyskie zaczynało jakkolwiek funkcjonować, nadal jednak daleko mu było do ideału, a jej do pełnego zrozumienia funkcjonowania relacji.
- Cudownie. - Odparła, posyłając delikatny uśmiech swojej towarzyszce. Z przyjemnością przyjęłaby chociaż odrobinę towarzystwa, które odciągnęłoby jej myśli od tych posępnych rejonów, w które te zaczynały nie raz wędrować gdy samotność jej dokuczała. Teraz na szczęście, mogła zająć się badaniem nowej krainy, jakże pochłaniającym wszystkie myśli.
Eteryczna blondynka uśmiechnęła się delikatnie, gdy słowa dotyczące Selwynów opuściły usta jej towarzyszki. I Frances miała okazję spotkać pewną lady, naiwnie sądzącą iż pożarła wszystkie rozumy. A tak naprawdę nie miała najmniejszego pojęcia o tym, co wygadywała. Kobieta jednak nie wypowiedziała swoich myśli na głos, zbyt przejęta obserwowaniem pokazów oraz późniejszym podążaniem za Forsythią, tropiącą niewidzialnego niziołka.
- To… Fascynujące, naprawdę! Nigdy nie miałam do czynienia z niewidzialnymi istotami… - Odpowiedziała, wyraźnie zainteresowana poruszonym tematem. Znała eliksir, który pomagał zamaskować się w otoczeniu, nie miała jednak doświadczenia z niewidzialnością, która wydawała się być niezwykle interesującym zjawiskiem. I zapewne gdyby nie skupienie się na tym, aby nadążyć za panną Crabbe dałaby pochłonąć się rozważaniom nad tym, jak można by było to wykorzystać przy jej badaniach, powiązanych z najróżniejszymi miksturami.
Brew dziewczęcia powędrowała ku górze, a szaroniebieskie spojrzenie błysnęło wyraźnym zaciekawieniem. Przez chwilę nie była pewna, czy przypadkiem nie uraziła w jakiś sposób uroczej Sysi, lecz kolejne jej słowa zbyły to nieprzyjemne wrażenie. - W nadmiarze z pewnością. - Odparła, samej nie przepadając za zbyt wystawną, nadmierną biżuterią w jednym kolorze. - Osobiście wolę perły. - Dodała jeszcze z delikatnym uśmiechem, a smukła dłoń przejechała po jej szyi, przyozdobionej pasmem bielutkich, krąglutkich pereł jakie niegdyś dostała od swojej matki.
Eteryczna alchemiczka przez krótką chwilę trwała w wyraźnym zamyśleniu nad pozornie nieszkodliwą błyskotką, skrywającą w sobie coś wielkiego; coś czego zapewne nie były w stanie zrozumieć… Coś, czego moce z chęcią przekułaby w magiczne mikstury. Ciche westchnienie opuściło jej usta, gdy do uszu dotarły swoja towarzyszące jej czarownicy. Malinowe usta skrzywiły się delikatnie na temat ryzyka. Czuła się zagubiona w wydarzeniach, jakie działy się w ich świecie. Nie potrafiła ich rozumieć, a ryzyko umiała podejmować jedynie w kwestiach naukowych, powiązanych z eliksirami. W innych przypadkach strach wiązał ją paraliżem; sprawiał, iż nie potrafiła poruszyć choćby jednego mięśnia bądź zapanować nad łzami. Nie skomentowała słów, jedynie posyłając dziewczynie dziwne spojrzenie, po czym ruszył dalej, wzdłuż niebieskiej wstęgi znaczącej ich przygodę. Była ciekawa, gdzie przyjdzie im zajść tym razem, jednocześnie czując odrobinę żalu gdzieś w serduszku - kraina niziołków niezwykle przypadała jej do gustu. I z przyjemnością przeniosłaby tu swój domek na Szafirowym Wzgórzu. Z dala od konfliktów, problemów oraz rozterek, jakie nie raz pojawiały się w jej głowie.
Uśmiech widniał na malinowych ustach, gdy przyglądały się podróży niziołków. Było w tych istotach coś, co wprawiało eteryczne dziewczę w wyśmienity nastrój. I zapewne gdyby nie Sysia, nie wyczułaby niebezpieczeństwa. Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku z którego dochodził tętent kopyt. Niziołki poczęły uciekać, a panna Burroughs zacisnęła smukłe palce na dłoni ciemnowłosej towarzyszki. - Chodź, coś mi mówi, że nie powinno nas tu bić. - Rzuciła, po czym pociągnęła pannę Crabbe w głąb lasu. Gałęzie zaczepiały się o ich sukienki, suche patyki pękały po stopami. Do tej pory, o sytuacjach zagrożenia nauczyła się jednego - należało znaleźć ukrycie. Jakikolwiek przedmiot przysłaniający je przed wzrokiem napastnika. Nieprzyjemny strach rozpoczął owijać macki wokół jej umysłu. Uczucie dziwne, nieprzyjemne… I niestety znane. Frances weszła za jedno z wielkich drzew, ciągnąć Forsythię za sobą. Przylgnęła plecami do pnia, cały czas mocno zaciskając palce na dłoni ciemnowłosej.
- Czujesz to? Ten… strach? - Wyszeptała niepewnym głosem, przytulając twarz do jej ramienia, aby ciche słowa dotarły tylko i wyłącznie do jej uszu. Mięśnie alchemiczki drżały, a szaroniebieskie spojrzenie było przepełnione czystym strachem. - Ja… Ja kiedyś czułam, coś podobnego… Spotkałam wtedy dementora… - Wyznała, mając wrażenie, że strach jaki zaległ w tym miejscu wydawał się być niesamowicie podobny. I już chciała coś dodać, gdy do ich uszu dodarł dźwięk ciężkich kroków oraz wysoki, przeraźliwy pisk… Czegoś. - Wiesz, co to? - Wyszeptała, mocniej przywierając ciałem do sylwetki panny Crabbe, wyraźnie przerażona sytuacją, w jakiej przyszło im się znaleźć.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]24.11.20 3:32
Krocząc przez nieznaną krainę, przypominały się jej podróże, podczas których spotkała tak wiele ciekawych osób. Zaznajomiła się z dalekimi kulturami, ujrzała to, czego niedane było zobaczyć zwykłemu czarodziejowi. Prawdę mówiąc, zaczęła rozważać, czy nie powinna częściej oddawać się przyjemności podróży po literackich światach – choć tu nie groziło jej nic strasznego, tak była w stanie zwiedzać. Delikatne muśnięcie powiewu przygody podgrzewało jej wnętrzności, napawając chęcią powrotu na statek i wypłynięcia w dalekie kraje. Tęskniła za każdym miejscem, które odwiedziła, chciała w nie wrócić i może zostać na dłużej, nie pędzić tak jak, wtedy gdy była na stażu. Zresztą podróż do Ameryki, w jaką wyjechała wraz z ojcem i bratem, też była prędka, zbyt wiele się tam działo, a bardzo chętnie wróciłaby tam znów, aby chłonąć tamtejsze widoki. Chciała znów ujrzeć gromoptaka i poczuć na skórze ciepło Arizony.
- Perły są fascynujące – stwierdziła, przyglądając się pannie Burroughs, a potem naszyjnikowi, jaki zdobił jej szyję. Forsythia również lubiła perły, lecz nie jako biżuterię, a dodatek do ubioru – przyszyte perły do rękawów, wpięte we włosy lub zamieszczone na broszce, nadawało to im inny wymiar uroku. Jednak te przy rękawach często były niepraktyczne, toteż kreacje z perłami pozostawiała na wyjątkowe okazje.
Uniosła lekko brwi na spojrzenie Frances, zastanawiając się, czy powiedziała coś nie tak. Czyżby uraziła ją w jakiś sposób? Nie do końca rozumiejąc, stwierdziła, że nie będzie drążyć tematu – choć ufała i wierzyła, że panna Burroughs była dobrym duchem w jej życiu, tak, jeśli istniało ryzyko popsucia ich relacji, to wolała dmuchać na zimne.
Kiwnęła głową, zgadzając się z Frances – nie powinno ich tu być. Niebieska wstęga wskazała kierunek, w jakim winny uciekać. Biegnąc przez las, czuła się dokładnie tak jak w Hogwarcie, gdy przebiegała przez błonia, uciekając przed jakimś nauczycielem lub wtedy gdy przeczesywała się przez rosyjską tajgę. Obrazy wspomnień mąciły się w jej głowie, wywołując na twarzy ekscytację i uśmiech. Nie bała się, może to był zawsze jej błąd? Brak instynktu samozachowawczego, może dlatego tak często utrzymywała dobry kontakt z gryfonami? Wszak to oni byli tymi odważnymi, heroicznymi wręcz, a pannie Crabbe nie było do tego tak daleko. Zwykle ratował ją jednak rozum, pozwalający przeanalizować wszystko w ostatniej chwili, niwelując wadliwe instynkty.
Dostrzegła jednak panikę w spojrzeniu szaroniebieskich oczu, zbiło ją to nieco z tropu przygody. Czego Frances mogła się bać? Stanęła jak najbliżej przyjaciółki, starając się zrozumieć jej rekcję, a gdy ta zadała pytanie, Forsythia pokręciła lekko głową, a w jej oczach zatańczyły zmartwione ogniki. – Spokojnie, Frances… Nie masz się czego obawiać – wyszeptała, biorąc ją bezpardonowo w ramiona i zerkając za drzewo, tak aby upewnić się, że to COŚ najpierw będzie musiało ruszyć ją, a dopiero potem pannę Burroughs. Zerknęła również, na kryjące się niziołki i dziwne zachowanie jednego z nich wprawiło ją w konsternację. Pierścień błysnął, ale wtedy też padło kolejne pytanie blondynki. – Nie, niestety nie… - mruknęła, wpatrując się w czerń pod peleryną, jakby całkowicie pozbawiona przerażenia. – Brzmi jak Zjawa z Bandonu – dodała, przekrzywiając lekko głowę, aby lepiej widzieć stworzenie. W głowie świtało jej jednak, aby pamiętać o najszczęśliwszym wspomnieniu i w najgorszym przypadku wypowiedzieć znaczącą inkantację, której była w tej chwili pewna. Absolutnie pewna – niespełna tydzień temu udało jej się wyczarować przepięknego patronusa, może dlatego strach jej nie dotykał. Potarła ramiona eterycznego dziewczęcia, zupełnie jakby była jej opiekunką, nie bacząc już na niziołki wtuliła twarz we włosy kobiety i starała się ją uspokoić. – Franiu, to tylko historia, czysta bujda, nic ci nie będzie, a nawet jeśli… mogę wyczarować patronusa, jeśli będziesz się czuła bezpieczniej dzięki temu, co ty na to? – zapytała z uśmiechem, odsuwając się lekko od młodej alchemiczki, tak aby móc spojrzeć jej w oczy. W tym czasie opowieść biegła dalej, dziwna ciemna postać odjechała na swoim mrocznym wierzchowcu, a niziołki zaczęły się sprzeczać i uciekać wraz z niebieską wstęgą. Lecz panna Crabbe stała nieruchomo, czekając na decyzję Frances.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]25.11.20 8:24
Strach był częstym towarzyszem eterycznego dziewczęcia. Bała się już od najmłodszych lat, gdy przyszło im przeprowadzić się do paskudnego portu, przerażającego ponurymi zakamarkami. Zawsze daleko było jej do odważnych gryfonów skorych ryzykować swoje życie, samej bojąc się chociażby odezwać do chłopca, który ją zauroczył. Nic więc dziwnego, że paskudna istota, podobnie jak dementor, wywołała w niej porcję niemal panicznego strachu. Nie potrafiła nad nim zapanować, chociaż trzeba było przyznać, iż szło jej o wiele lepiej niż wtedy, gdy na swojej drodze spotkała wilka. Tym razem, przynajmniej była w stanie się poruszyć.
Wątłe ręce instynktownie owinęły się mocno wokół ciała Sysi, a eteryczna alchemiczka skryła twarz w jej ramieniu, dopiero po chwili decydując się na uniesienie jej i zerknięcie za plecy towarzyszki. W cieniach nie była w stanie dostrzec tego, co dokładnie działo się w powieści, a umysł nie chciał skupić się na czymkolwiek innym od straszliwej postaci odzianej w czerń.
- Czym jest Zjawa z Bandonu? - Spytała z nutami zaciekawienia przebijającymi się przez jej głos. Nigdy nie słyszała wcześniej podobnego określenia, zapewne dlatego, iż nie miała okazji bardziej zgłębiać się w dziedzinę magicznych stworzeń. Interesowało ją jedynie to, co dotyczyło pozyskiwanych z nich ingrediencji… I opieki nad nieśmiałkami, gdyż Nicolas wymagał naprawdę bardzo sporo uwagi. Nie odsunęła się choćby o kawałeczek, jeszcze przez długie kilka chwil, w objęciach przyjaznej czarownicy zwyczajnie czując namiastkę przyjemnego bezpieczeństwa. Czuła się zawstydzona swoimi emocjami oraz faktem, iż przy pannie Crabbe w takiej sytuacji wychodziła co najmniej niekorzystnie. Czy można jednak było winić kogoś, kto zwykł spędzać większość dni z kociołkami i podręcznikami? Nie wiedziała.
- Umiesz wyczarować patronusa? - Spytała cichutko, ze zdziwieniem wybrzmiewającym w jej głosie. Zaklęcia ofensywne nigdy nie były jej mocną stroną, pojedynki paraliżowały strachem, lecz o magii defensywnej przyszło jej troszeczkę wiedzieć. Nie na tyle jednak, aby potrafić wyczarować patronusa. Frances delikatnie odsunęła się od ciepłego ciała ciemnowłosej. Nie daleko, lecz tak, aby szaroniebieskim spojrzeniem móc objąć jej śliczną twarz.
- Ja… Przepraszam. - Zaczęła delikatnym pół-szeptem, na chwilę uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, a na delikatnej buzi pojawiły się rumieńce zawstydzenia.  - Nigdy nie byłam odważna,a ta istota… Och, wywołała u mnie podobne uczucie co te paskudne dementory. - Wzdrygnęła się na wspomnienie tamtego dnia, gdy pierwszy raz ujrzała paskudną zjawę na londyńskich ulicach. I nie wiedziała, czy gorszy był strach wywoływane przez podobne istoty czy spotkanie na swojej drodze żywego, jeżącego się wilka. Ciężkie westchnienie opuściło jej pierś, a spojrzenie powróciło do twarzy towarzyszki. - Po za tym, nie mogę ucierpieć zanim… - Przerwała, a na jej buzi pojawiło się wahanie. Czy powinna podzielić się z nią wieściami? A może nie powinna ich wypowiadać wiedząc, że są doskonale usnutym planem? Z jednej strony coś sprawiało, iż chciała się tym podzielić, z drugiej jednak strony… Obawiała się późniejszych ocen bądź rozczarowanych spojrzeń. - Zanim nie nadejdzie pewien dzień… - Finalnie zdecydowała się za odrobinę niejasne dokończenie, nadal nie mogąc zapanować nad sprzecznymi myślami.
Eteryczna alchemiczka odetchnęła, po czym zrobiła pół kroczku w tył.
- Zanim dalej pójdziemy… Może zerkniemy, co powie nam instrukcja? Niezmiernie ciekawi mnie, czym były te istoty. - Zaproponowała, z zaciekawieniem przyglądając się pannie Crabbe. Frances nie potrafiła powstrzymać się, przed zajrzeniem do jakichkolwiek notatek. Kto wie, może to co umieścili w nich pracownicy kawiarni, pomoże im lepiej zrozumieć o co chodziło w tej całej historii?


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]30.11.20 14:41
Gładziła głowę Frances zupełnie jak matka pragnąca uspokoić dziecko. Martwiła się o kobietę, w dokładnie taki sam sposób, było jej żal, że wybór książki przysporzył alchemiczce tylu negatywnych emocji, a przecież miał być to miło spędzony czas. Przekrzywiła lekko głowę, słysząc pytanie, czasem zapominała, że nie wszyscy tak nadgorliwie interesowali się magicznymi stworzeniami i istotami.
- Duch. Bardzo krzykliwy zresztą. Nawiedza miasto Bandon w Irlandii – uśmiechnęła się życzliwie. Duchy były fascynujące i choć wydawało się, że niewiele mogły zdziałać w materialnym świecie, tak stanowiły swoiste zagrożenie. Wielu próbowało przepędzić Zjawę z Bandonu, lecz póki co nikomu się to jeszcze nie udało.  
Kiwnęła lekko na pytanie względem błękitnego strażnika i wysunęła różdżkę, wciąż mając przy pannie Burroughs dłonie. – Frances, nie masz za co przepraszać. Strach to nasz naturalny towarzysz, bez niego byśmy nie przetrwali – przyznała i założyła blond pukle za ucho alchemiczki, odsuwając się na tyle, aby móc śmiało wykonać odpowiedni gest. – Expecto Patronum – wyartykułowała inkantację, przywołując swoje najszczęśliwsze wspomnienia, a z końca różdżki wydobyła się niebieskawa mgiełka, która raptownie przekształciła się w skrzydła i dziób, aż cudowronka zakrakała, krążąc wokół kobiet przez chwilę. – Nie wiem, ile się utrzyma, ale jesteś spokojniejsza? – zapytała, przyglądając się szaroniebieskim oczętom, szukając w nich, choć krzty spokoju. - Zanim? – zapytała retorycznie, ale odpowiedź nie usatysfakcjonowała jej ciekawości. – Pewien dzień… - powtórzyła cicho, jednak ostatecznie nie chciała drążyć tematu, o ile Frances nie chciała się samoistnie tym podzielić. Być może zapyta jej później.
- W porządku – stwierdziła i stuknęła w instrukcję różdżką. Analizowała tekst przez chwilę, wyłapując pobieżnie słowa. – Hm… wychodzi na to, że to Nazgule… Pozbawieni wolnej woli, poddani Saurona…  – westchnęła ciężko, po czym spojrzała wzdłuż niebieskiej wstęgi, pozostawiając resztę informacji do wyjaśnienia pannie Burroughs. Rozglądała się leniwie po okolicy, zastanawiając się, gdzie potoczyła się fabuła w czasie, w którym one pozostawały przy drzewie. – Zaczyna się ściemniać, chodźmy – stwierdziła pociągając lekko za sobą alchemiczkę.
Znalazły hobbitów w gospodzie gdzie nizołki właśnie poznawały niejakiego Obieżyświata, ale niestety ominął je pierwszy moment, w którym Frodo założył mroczną błyskotkę na palec. Od tamtego momentu czarownice były pochłonięte historią, a panna Crabbe co rusz w bardziej niebezpiecznej sytuacji stanowiła tarczę między Frances, a teoretycznym niebezpieczeństwem, choć jeszcze wtedy nie miało ono żadnych namacalnych podstaw. Wytłumaczone im również wtedy zostało, kim dokładnie był tajemniczy czarny jeździec, a także wtedy przyszło im poznać kolejnych, którzy nawiedzili gospodę. Forsythia ciągle dbała o bezpieczeństwo Frances, starając się odwracać jej uwagę w przypadku najbardziej niebezpiecznych sytuacji, a w szczególności tej na Wichrowym Czubie. Zapewniała pannę Burroughs, że zjawy ich nie widziały i mogłaby zapewniać jeszcze dłużej gdyby Frodo nie włożył przy nich pierścienia. Kobiety nie mogły spodziewać się, że gdy pierścień znajdzie się na palcu młodego Bagginsa, to one również staną po stronie innej wizji. Nazgule interesował pierścień, ale dostrzegli także dwie młode czarownice, które do tej pory były chronione magią opowieści. Jeden z Czarnych Jeźdźców dokończył dzieła i przebił pierś niziołka, lecz jego towarzysze ruszyli do ataku. Co kobiety zrobiły nie tak? Czego nie dopilnowały? Nie było czasu na przemyślenia, panna Crabbe stanęła między upiorem a Frances, wznosząc prędko różdżkę. – Protego! – tarcza powstrzymała atak ciężkim mieczem, a Frodo został obroniony przez Obieżyświata. Gdy tylko niziołkowi udało zerwać się pierścień, spanikowana Forsythia cofnęła się, trzymając kurczowo pannę Burroughs za rękę. Schowały się za zrujnowanymi kolumnami, pozwalając fabule dziać się dalej, licząc, że jakimś cudem nikt inny ich nie spostrzegł. – Czemu tak się stało? – wydusiła z siebie, patrząc to na alchemiczkę, a to na sytuację kawałek dalej, aby być pewną, że żaden z Czarnych Jeźdźców nie kieruje się w ich stronę. - Jest o tym w instrukcji? – niepokój w jej głosie drżał smagany wiatrem świszczącym między ruinami. Znalazły się w niebezpieczeństwie i przez te kilka chwil, panna Crabbe miała w głowie wizję, że ciemne zakapturzone sylwetki nie były zaledwie postaciami z opowieści, a nagle posiadały swoje rzeczywiste odpowiedniki z eleganckimi maskami. Stres ścisnął jej żołądek, czy potrafiłaby z taką łatwością obronić się przed prawdziwymi czarnoksiężnikami? – Nie podoba mi się to, Franiu. To nie powinno się wydarzyć – jej głos stał się spokojniejszy, lecz twardy i zimny. Spoważniała w ciągu kilku chwil, powściągając swe emocje, najsilniej jak potrafiła. Nazgule zawyły przepędzone, a zaraz potem dźwięk ciężkich kroków zmierzał w kierunku kobiet. Nim panna Crabbe zdążyła się odwrócić, czubek miecza groził jej, czekając między łopatkami. – Kim jesteście? – głos Obieżyświata rozbrzmiał na Wichrowym Czubie w akompaniamencie niziołczych lamentów. Może powinny w tej chwili zakończyć opowieść? Być może to wszystko wymknęło się spod kontroli z niewiadomych przyczyn? Ciemnowłosa czarownica wpatrywała się we Frances, szukając w jej oczach jakiejkolwiek wskazówki względem tej sytuacji, a różdżką musnęła lekko instrukcję spoczywającą w dłoniach eterycznej kobiety.


| Co jest napisane w instrukcji względem bycia dostrzeżonym przez bohaterów opowieści?
1 - instrukcja nic nie mówi o tej sytuacji
2 – instrukcja proponuje jedynie wyjście z opowieści
3 - w instrukcji jest zaklęcie przywołujące status świata do porządku


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]30.11.20 14:41
The member 'Forsythia Crabbe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia z czytelnią - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]30.11.20 20:50
Delikatne ruchy Forsythii sprawiały, że eteryczne dziewczę powoli zapanowywało nad strachem, jaki się w niej pojawiał. Wrażliwe dziewczę nie miało okazji do wielu przygód, a strach niezwykle często ją odwiedzał. Śmiałość odnajdywała jedynie w kwestii nowych receptur, nad którymi zdarzało jej się pracować.
Krótkie: - Och… - Wyrwało się z jej ust, gdy dziewczyna wspomniała o zjawie. Wiedza Frances w zakresie magicznych stworzeń ograniczała się głównie do tego, które części oraz w jaki sposób można użyć podczas warzenia alchemicznych mikstur. - W ten sposób brzmi to lepiej. - Odpowiedziała, delikatnie unosząc kąciki ust w nieśmiałym uśmiechu. A gdy dłoń panny Crabbe przesunęła się po jej policzku, ten okrył się delikatnym rumieńcem zawstydzenia. Eteryczne dziewczę nie przywykło do podobnych gestów bądź jakichkolwiek form czułości, nie zaznając nawet tej, matczynej jej formy. Pani Burroughs przewlekle chorowała i to Frances wchodziła w buty matki dla młodszego rodzeństwa.
Z zachwytem przyglądała się niebieskawej mgiełce, przybierającej formę niewielkiego ptaszka. Przez chwilę przyglądała się mu, by finalnie przenieść wzrok na buzię Sysii. - Tak, już lepiej. - Odpowiedziała, dodatkowo kiwając lekko głową, by potwierdzić swoje słowa. Strach powoli mijał, a towarzystwo patronusa zdawało się dodawać otuchy. Jeśli to były dementory, z pewnością nie wrócą.
Uśmiechnęła się lekko, widząc szybką rezygnację panny Crabbe w zgłębianiu instrukcji. Z wdzięcznością przyjęła skrawek kartki, uznając to za swego rodzaju naukę. A ta zawsze zajmowała jej myśli w specyficzny, intensywny sposób. Podczas drogi eteryczne dziewczę wczytywało się w instrukcję, zapewne nie raz polegając na Forsythii jeśli chodzi o kierunek drogi. - Fascynujące… - Aż nader często uciekało z jej ust, gdy wczytywała się w kolejne słowa. - Nazgule… Byli ludźmi, pożądającymi władzy. Za sprawą pierścieni podobnych do tego, który niesie niziołek Sauron zmienił ich w bezwzględne i pozbawione własnej woli upiory… Wyobrażasz to sobie ? - Wypowiedziała, zachwycona potęgą artefaktu. Groźną, niestabilną, cholernie niebezpieczną… ale i naukowo pociągającą. Panna Burroughs dałaby wiele za możliwość zbadania tak potężnego artefaktu, rozłożenia jego możliwości na czynniki pierwsze oraz przeniesienie ich na magiczne mikstury. W kwestii nauki pewna moralność odrobinę się w niej zacierała sprawiając, że Frances byłaby w stanie zaryzykować podobnym projektem, byleby dokonać osiągnięć, o jakich przyszło jej marzyć.
Podążała ścieżką za panną Crabbe, pogrążając się w wielkich rozważaniach. Wodziła spojrzeniem po otoczeniu, przyglądała się wydarzeniom, jakie miały miejsce, próbując wyłapać ich sens oraz znaczenia według całej historii, czasem dzieląc się swoimi przemyśleniami z towarzyszącą jej czarownicą. Przygoda, mimo straszliwych elementów które przyspieszały tętno eterycznego dziewczęcia, posiadała swego rodzaju piękno. Czwórka przyjaciół walcząca z losem w pewien sposób zauroczyła Frances.
Pisk automatycznie wydobył się z ust, gdy jeden z Czarnych Jeźdźców zamachnął się na nie mieczem. Eteryczna alchemiczka nierozsądnie zacisnęła oczy, chcąc uniknąć strasznego widoku. Na szczęście panna Crabbe posiadała w sobie więcej rozsądku, wyczarowując przed nimi magiczną tarczę. Smukłe palce zacisnęły się na ręce towarzyszki, ciągnąc ją w kierunku najbliższego schronienia; osłony od spojrzeń tych, którzy najwidoczniej czyhali i na nie.
- Nie wiem, coś jest nie tak… Te istoty ponoć widzą więcej w ciemnościach… Może ich magia przewyższa magię zaklęć, nałożonych na opowieść? - Wysnuła szybko pierwszą lepszą teorię, jaka pojawiła się w jej głowie. Czy jednak było to możliwe? Tego nie wiedziała. Potrzebowała pergaminu oraz pióra, by wykonać ciągi wszystkich obliczeń, jakie mogłyby pomóc odnaleźć rozwiązanie. Drżącymi dłońmi rozłożyła zwitek papieru, by stuknąć w niego jasnym drewnem różdżki, szybko wczytując się w słowa, jakie były zapisane na pergaminie. Na Merlina, z pewnością musiało u coś być! - Mi również się to nie podoba. - Rzuciła głosem naznaczonym strachem, nadal próbując odnaleźć odpowiedź. Nazgule wydały z siebie przeraźliwe piski w tym samym momencie, gdy Fances wcisnęła instrukcję w dłonie panny Crabbe. - 5 linijka. - Wskazała odpowiednie miejsce na stronie. I już, już chciała wyciągnąć różdżkę z kieszeni by wypowiedzieć odpowiednią inkantację która przywróciłaby świat do porządku, gdy ktoś wyrósł za Forsythią. Panika przez chwilę pojawiła się w spojrzeniu alchemiczki, gdy poszukiwała w głowie jakiegoś rozwiązania całej sytuacji. Żaden plan nie ujawnił się jednak w jej głowie, a to oznaczało, iż była zdana na improwizację.
- Och, jak pan śmie grozić bronią bezbronnej damie! - Wypowiedziała z oburzeniem, robiąc dwa kroki w kierunku mężczyzny. - Nawet tak przystojnym mężczyznom wypada znać choćby podstawy dobrych manier, panie Obieżyświacie. - Delikatny rumieniec przyozdobił jej lico, a panna Burroughs w zamyśleniu, odruchowo przesunęła dłonią po obojczyku. - Może być pan pewien, iż nie stanowimy zagrożenia…Zbłądziłyśmy.  Wędrujemy ku Rivendell lecz pogoda nie sprzyja nawigacji. - Zaczęła, wrzucając w wypowiedź pierwszą, lepszą nazwę jaka pojawiła się jej w głowie. Snuła sieć dziwnych kłamstw, mając nadzieję, że kupi odrobinę czasu podczas którego panna Crabbe da radę rzucić odpowiednie zajęcie. - Nasz przyjaciel, Gandalf, poprosił nas, abyśmy odwiedziły tamte strony… - Dodała, robiąc kolejny krok w kierunku mężczyzny, chcąc swym ciałem przysłonić ewentualny widok różdżki.
Obieżyświat nie zdawał się jednak być przekonanym, co do jej słów. Jego spojrzenie uważnie oraz nieufnie przyglądało się jasnowłosemu dziewczęciu, na pierwszy rzut oka nie pasującemu do otoczenia. Nie pierwszy z resztą raz.
- Gandalf powiadasz… A po co Gandalfowi dwie kobiety w Rivendell? - Spytał podejrzliwe.
Panna Burroughs uśmiechnęła się ślicznie, by ostrożnie zrobić jeszcze jeden kroczek w kierunku wędrowca. Na drżących nogach zmniejszyła dystans, jakoby chciała, by jej słowa doleciały jedynie do jego uszu. - Oboje doskonale wiemy, że cokolwiek powierzył nam Gandalf winno pozostać tajemnicą. Zwłaszcza teraz, gdy Czarni Jeźdźcy nadal mogą być w pobliżu… - Eteryczne dziewczę ostrożnie zacisnęło smukłą dłoń na dłoni mężczyzny, dzierżącej miecz wymierzony w plecy przyjaciółki. Oby tylko domyśliła się, co też alchemiczka próbowała osiągnąć. - Wasz przyjaciel cierpi, potrzebuje pomocy. Nie możecie czekać, to ważniejsze od wyjaśnień. Mamy wspólnych wrogów, pozwól nam iść. Zajmijmy się tym, co jest nam przeznaczone… Czas na tłumaczenia dopiero ma nadejść. - Mówiła ciepłym, przyjaznym głosem, ze spojrzeniem utkwionym w fikcyjnych oczach oraz palcami zaciśniętymi na nieistniejącej acz materialnej dłoni. I miała nadzieję, że pannie Crabbe uda się rzucić odpowiednie zaklęcie, na wszelki wypadek w głowie układając odpowiednie kłamstwa, które mogłyby dać im jeszcze chwilkę.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]02.12.20 22:01
Ulżyło jej widząc polepszenie nastroju u Frances, bała się, że być może przez to wszystko ich podróż skończy jako dosyć nieprzyjemne wspomnienie. A miało być tak pięknie, czyż nie? Później oddała się przysłuchiwaniu temu co alchemiczka miała do powiedzenia, względem wyczytanych informacji. – Wyobrażam… Dla potęgi niektórzy są w stanie zaprzedać swą wolność, nawet nie wiedząc, ile wówczas tracą. Ambicja i ego pcha ich do poczynań, jakich później nie są w stanie odwrócić. Mogą zaledwie żałować lub żyć w zakłamaniu, że poddaństwo jest tym, czego pragną – wymruczała pod nosem, lekko wzdychając. Miała ostatnimi czasy nosa do tego, aby dowiedzieć się, z kim spotyka się jej ojciec oraz czym zajmuje. Jego ciemne interesy widziała jako taki właśnie pierścień, który podkładał go woli kogoś… Czegoś… Nie wiedziała nigdy do końca, co dokładnie przemawiało za jego przemożną wolą bycia ważnym, a może nawet potężnym, lecz już w wieku nastoletnim dostrzegała zgubny wpływ tych działań. Nie miały one większego sensu, przynajmniej dla Forsythii, z drugiej strony przez ojcowskie błędy, była w stanie nauczyć się, że nie chce być taka jak on, nie chce popełniać takich błędów, a ślepe dążenie w takim kierunku, jakim obrał sobie Faustus było zatrważająco krzywdzące. Więc może i dobrze, że to na nim mogła dostrzec niszczycielski wpływ takiego podejścia, zamiast testować go na sobie – choć miała momenty, w których chciała udowodnić ojcu, że może być taka, jaką chciał, aby była, tak teraz… Teraz sądziła, że był bezpośrednim winowajcą śmierci Perseusa i tylko ostatnie resztki rozsądku powstrzymywały ją przed zrzuceniem go ze schodów czy zawitaniem w jego sypialni, kończąc żywot starego Crabbe’a przyciskając poduszkę do jego twarzy, odbierając tym samym ostatni oddech. Jednak czy nie byłaby wówczas taka sama jak on? Wzdrygnęła się lekko na tę myśl. – Nie dziwi mnie nawet, że tak skończyli… Cienie ludzi – pokręciła głową ze zrezygnowaniem, mając w głowie również obraz męża swojej kuzynki, który… nie parał się czystymi interesami. Wtedy zdała sobie sprawę, że jej brak faktycznego strachu przed Nazgulami, mógł wiązać się z tym, że tak na dobrą sprawę żyła z takimi cieniami ludzi na co dzień. Była do nich przyzwyczajona, krążyła między nimi, wiedząc co mówić i co robić, aby… po prostu przeżyć.   
Na Wichrowym Czubie niewiele miała czasu na myślenie, przytaknęła jedynie na teorię wysnutą przez pannę Burroughs. Choć wydawało się to niepojęte, tak na dobrą sprawę wcale nie musiało odbiegać zbytnio od rzeczywistości, kto wie, jak silna magia mogła drzemać w opowieściach. A gdyby wypuścić ją na zewnątrz? Dziwny dreszcz podniecenia przeszył w ułamku sekundy ciało panny Crabbe, gdy wyobraziła sobie wyprowadzanie w ten sposób wszelkich magicznych stworzeń… lecz nie o tym winna wtedy myśleć! Może dlatego dała się tak łatwo zaskoczyć? Wypuściła powoli powietrze, zerkając badawczo na Frances, która w jednej chwili zdołała taktem i dialogiem wykupić odrobinę czasu, tak cenną dla wyjścia z tejże opresji.
Przez chwilę była zszokowana postawą blondynki na tyle, że pergamin prawie wypadł jej z rąk. W porę go pochwyciła i prędko zmierzyła spojrzeniem, zapamiętując słowa i ruch, jaki należało wykonać. - Restitutio in integrum – wypowiedziała gładko inkantację, wykonując odpowiedni ruch różdżką. W jednej chwili po krainie zaczęła rozchodzić się przezroczysta fala, która niosła za sobą błysk sprowadzający opowieść do poziomu, na jakim powinna być, na jakiej bezpieczeństwo dwóch czarownic nie było zagrożone. – Było blisko – westchnęła ciężko, obracając swą długą różdżką między palcami. – Gdyby nie twój urok i to dyplomatyczne podejście... nawet nie chcę myśleć co wtedy by się stało – przyznała ze śmiechem, kierując swe kroki do zamieszania, jakie toczyło się między hobbitami a Obieżyświatem. – Dziękuję – rzuciła po drodze, a czubek jej różdżki przesunął się po błękitnej wstążce, a jej druga dłoń powędrowała między palce panny Burroughs, zabierając ją dalej w podróż po Śródziemiu. Kolejne wydarzenia przebiegały bezproblemowo – znaczy bezproblemowo dla czarownic, mogły obserwować całą zawieruchę, jaka się wywiązała przez wzgląd na ranę, jaka pojawiła się po spotkaniu z Nazgulami, na piersi młodego Bagginsa. Wędrowały między niebezpieczeństwami czyhającymi na drodze, aż w końcu udało im się dotrzeć do Rivendell. Wyjątkowo malownicza siedziba elfów, która swym pięknem zdawała się przewyższać nawet najcudowniejsze twory magicznego świata. Wodospady spływały kaskadami, a drzewa szumiały kojąco, wprowadzając spokój dla duszy po burzliwych wydarzeniach ze wcześniejszych rozdziałów historii. – Och, jak tu pięknie – zachwyciła się Forsythia, przechadzając po komnacie, w jakiej dwóch spokrewnionych niziołków toczyło ze sobą rozmowę. Młody Baggins, który zdążył ozdrowieć z pomocą magii elfów, rozmawiał ze swoim wujkiem, przyglądając się księdze. Młoda czarownica dokładnie analizowała tutejszą architekturę, kształt mebli, aż w końcu zatrzymała się przy Frances, przyglądając się uważnie jej twarzy i postawie. – Wszystko w porządku? Nie jesteś zmęczona? – zapytała dla pewności.
Później dziewczęta udały się za błękitną wstęgą, która zaprowadziła je na zebranie. Na ołtarzu pośrodku, leżał potężny pierścień, wokół którego rozbrzmiała przemowa ciemnowłosego elfa. Panna Crabbe krążyła pośrodku, przyglądając się kolejno zasiadającym w kole bohaterom. Zatrzymała się przy Obieżyświecie i westchnęła ciężko. – Dobrze, że już nas nie widzi… - mruknęła, zerkając w kierunku Frances. – To dar. Dar dla wrogów Mordoru – rozbrzmiał męski głos, przez który Forsythia wzdrygnęła się nieznacznie. Mężczyzna zabrzmiał dokładnie jak jeden z jej wujków, przez co przewróciła oczami, mając wrażenie, że już wie jakim typem bohatera był tak zwany Boromir.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]03.12.20 18:35
Zamyślenie pojawiło się na buzi eterycznego dziewczęcia, gdy Forsythia podzieliła się z nią swoimi przemyśleniami... Z którymi eterycznie dziewczę nie było w stanie w pełni się zgodzić.
- Uważam, że ambicja nie zawsze jest zła. Nie raz potrafi uratować życie... -Wtrąciła, spojrzeniem uciekając gdzieś na bok. Sama była osobą, odznaczającą się wysokimi ambicjami oraz jeszcze wyższymi wymaganiami względem samej siebie. Chyba tylko dlatego udało jej się wytrzymać piętnaście długich lat w portowych dokach. Przez długi czas jedynie opasłe księgi oraz marzenia o wielkich osiągnięciach i ambicja by zdobyć więcej wiedzy trzymały ją przy życiu. Gdyby nie one, zapewne towarzyszyłaby teraz bratu Forsythii. Nie potrafiła odnaleźć się w porcie, a toksyczna rodzina skutecznie odebrała jej pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. To ambicje (oraz wsparcie przyjaciela) sprawiły, że była teraz tu, gdzie była - z własnym domem, naukową karierą która jedynie czasem zaburzała poczucie moralności. - Wydaje mi się, że tu po za ambicją mają znaczenie inne czynniki. - Dodała jeszcze, zerkając w kierunku towarzyszki. Nie wiedziała, co też sprawiało iż ambitni czarodzieje parali się podłymi drogami do osiągnięcia sukcesu bądź władzy, która zwykła mamić oczy. Znała wielu czarodziejów którzy parali się podejrzanymi interesami, zwykle mieli ku temu jednak odpowiedni powód... Albo panna Burroughs tak sądziła, eteryczna alchemiczka odznaczała się dość wybiórczym postrzeganiem rzeczywistości.
Opowieść snuła się dalej i już chwilę później dwie czarownice stanęły w obliczu, tym razem prawdziwego, zagrożenia. Czubek miecza Obieżyświata spoczywał na smukłych plecach panny Crabbe. Frances podjęła się czegoś, czego rzadko przyszło jej się podejmować - improwizacji, wymieszanej z doskonale opanowanym przez siebie kłamstwem. Wypowiadała słowa, słodkie kłamstewka chcąc przesunąć uwagę mężczyzny na siebie, dając tym samym czas Sysi na rzucenie odpowiedniego zaklęcia. Przez chwilę czuła się jak w dniu, gdy zaczarowana szabla postanowiła napaść na nią oraz Daniela. I o ile tamten potrafił władać bronią, tak jej przyszło walczyć słowem, odciągając uwagę przedmiotu od jego ruchów. W końcu przezroczysta fala rozeszła się po otoczeniu. Obieżyświat wrócił do swoich towarzyszy, jakby dłoń alchemiczki wcale nie spoczywała na jego dłoni.
Frances odetchnęła z ulgą widząc, że zagrożenie odpuściło, a napięte do tej pory miejsce powoli zaczęły się rozluźniać z powodu utraconego zagrożenia.
- Nic Ci się nie stało? - Spytała, uważne spojrzenie szaroniebieskich tęczówek kierując na znajomą sylwetkę. Chwilę później delikatny rumieniec pojawił się na jej buzi, pod wpływem słów jakie wypowiedziała przyjaciółka. Nie uważała, aby jej działanie było czymś wielkim bądź w jakikolwiek sposób odważnym. Nie sądziła również, aby jej działanie odmieniło pisany bieg wydarzeń. - Och, to nic takiego, naprawdę... - Odpowiedziała nieśmiało, na chwilę uciekając spojrzeniem gdzieś na swoje pantofelki. - Nie ma za co. - Dodała jeszcze, by spleść swoje palce z palcami panny Crabbe, by ruszyć dalej z biegiem historii opowiadanej przez księgę. Obserwowała dalsze wydarzenia, pościg Naguzli za piękną elfką która zdecydowała się pomóc młodemu, prawdopodobnie umierającemu Frodo. Wspomnienie czegoś w rodzaju trucizny zaciekawiło alchemiczkę, nie chciała jednak tego po sobie poznać.
A gdy weszły do elfiego królestwa, na buzi panny Burroughs pojawił się czysty, niczym nie zmącony zachwyt. Miejsce było przepiękne, niczym wyrwane z najpiękniejszych baśni. Czyste oraz zachęcające do pozostania w nim na dłuższą chwilę. - Chciałabym tu zostać. Myślisz, że nadawałabym się na elfkę? - Rzuciła z odrobiną rozbawienia w głosie, nawet jeśli chętnie zamieszkałaby w takim miejscu. Tu z pewnością mogłaby oddać się naukowym zapędom, bez obaw o nieodpowiednią uwagę bądź kolejne, dziwne oraz nierozumiane przez nią pomysły Ministerstwa Magii.
Historia toczyła się dalej, a eteryczna alchemiczka przysiadła na jednym z pięknie zdobionych foteli, uważnie spojrzeniem przyglądając się wydarzeniom.
- Chyba tak, dziękuję. Miło jest oderwać się trochę od rzeczywistości. A zmęczenie dziś mnie nie dopadnie, rano piłam kawę z odrobiną eliksiru przebudzenia... Taki mały fortel. - Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem, szaroniebieskie spojrzenie przenosząc na buzię ciemnowłosej. - A Ty? Nie jesteś zmęczona? - Spytała, przez chwilę uważniej przyglądając się jej postaci.
Kilka chwil później przeszły na ponoć tajne zebranie.
- Ach, zupełnie jak w szkole. Odważysz odezwać się do chłopca, a ten później udaje, że nie istniejesz... - Rzuciła z odrobiną rozbawienia w delikatnym głosie. To było doskonałym podsumowaniem jej życia romantycznego, zwłaszcza w szkolnych czasach, gdy była zbyt nieśmiała aby zwrócić na siebie uwagę chłopców, którzy przypadli jej do gustu.
Zebrani rozpoczęli dyskutować na temat pierścienia. - Jeśli mogłabyś wypić herbatę w towarzystwie jednego z zebranych tu mężczyzn, którego byś wybrała? - Spytała z zaciekawieniem, gdy jeden z krasnoludów wycelował toporem w pierścień. Chwilę później broń roztrzaskała się na niewielkie kawałeczki. - Ja z przyjemnością w dałabym się w dyskusję z lordem Elrondem, gdyby było to możliwe. - Dodała ciszej, z delikatnym rumieńcem wyrysowanym na jasnej buzi. Elfi władca zdawał się być mężczyzną inteligentnym, posiadającym wielką wiedzę w dodatku takim, który posiadał urok, dobre maniery oraz ciepłe usposobienie. A to w pojęciu eterycznego dziewczęcia wydawało się być niezwykle pociągające. Palce alchemiczki bezwiednie powędrowały ku drugiej dłoni, przyozdobionej zaręczynowym pierścionkiem. Przez chwilę dziewczyna bawiła się ozdobą, szybko jednak jej uwaga powędrowała w kierunku panny Crabbe. Inne rozmyślania, wolała pozostawić na później.
Zebranie postępowało, a mężczyźni właśnie rozpoczęli się kłócić o dalsze losy fikcyjnego świata. Młody niziołek zdecydował, iż podejmie się wyzwania.
- Masz mój miecz, łuk i topór... - Powtórzyła po członkach zbierającej się drużyny. Siła fizyczna ponad siłą umysłu. - Tylko mężczyźni potrafią ignorować znaczenie wiedzy oraz inteligencji w obliczu zagłady. - Dodała z dziwnym rozbawieniem, jakie pojawiło się w jej głosie. Gdyby to od niej zależało, wysłałaby z nimi jeszcze jakiegoś naukowca, kogoś, kto odznaczał się logicznym myśleniem oraz odpowiednią umiejętnością planowania.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kawiarnia z czytelnią [odnośnik]03.12.20 21:19
Uniosła lekko brew na słowa przyjaciółki, zastanawiając się, czy aby przypadkiem nie zabrzmiała zbyt poważnie lub może jej słowa odbiegły od myśli, jakie miała w głowie. - Jak wspomniałam – niektórzy – uśmiechnęła się lekko w kierunku Frances, dając jej tym samym do zrozumienia, że nie uogólniała w swojej wypowiedzi. Zresztą sama często polegała na swojej ambicji, pozwalając, aby prowadziła ją w kierunkach, na jakich zależało jej najbardziej, dzięki czemu znajdowała w sobie tyle samozaparcia, aby zrealizować marzenia. Niemniej jednak wcześniej mówiła to tej złej ambicji, tej, która sprowadzała nieszczęście i gorycz do serca człowieka.  
Plecy miała całe, ostrze nie naruszyło ani górnej części stroju, ani delikatnej skóry. Pokręciła odruchowo głową, nawet nie sprawdzając, czy coś faktycznie było nie tak. Czasami zastanawiała się, czy przypadkiem jej nagminne przebywanie z Gryfonami w dzieciństwie, nie zaszczepiło w niej jakiegoś pierwiastka charakterystycznego dla wychowanków Godryka, ale nie chciała wyobrażać sobie scenariusza, w którym jej rodzina dowiedziałaby się o tym, że trafiła do tegoż domu. Przełamanie tradycji rodzinnej na rzecz Ravenclawu było w miarę do przyjęcia, ale jeśli miałaby trafić do domu szkarłatu i złota z pewnością spotkałaby się z widoczną pogardą, nie tylko ze strony ojca, ale przede wszystkim gałęzi matki.
Elfia siedziba wyglądała jak sceneria, która mogłaby posłużyć za scenę dla wspaniałego przyjęcia – wystawnego, lecz jednocześnie pragnącego zachować naturalną lekkość, stoicki spokój tak silnie przypięty do wyobrażenia Matki Natury. Pytanie panny Burroughs wydało się Forsythii nieco dziwne, ale zaśmiała się pod nosem, aby w tej samej chwili zmierzyć alchemiczkę wzrokiem, jakby faktycznie oceniała jej możliwość zostania elfką. – Hm… - wymsknęło jej się teatralnie, gdy przyłożyła dłoń do brody i wsparła łokieć o drugą rękę. – Wydaje mi się – zaczęła powolutku, budując napięcie, poważniejąc z sekundy na sekundę. – Że śmiało możesz zostać ich królową – dokończyła, równie poważnie co wcześniej, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. – Co więcej, nie widziałam nadal żadnej postaci, która była w stanie przyćmić cię urodą – dodała lżej, a usta wygięły się w półksiężyc, rozpromieniając twarz panny Crabbe uśmieszkiem. Właściwie Forsythia uważała, że nawet w Londynie nie było piękniejszej panny, wszak alchemiczka była doprawdy zjawiskowa, aż dziw brał, że nie miała w sobie krwi wilii.
Westchnęła lekko, opierając się o jedną z kolumn przy wielkich oknach, rozpościerających się na bajeczne widoki. Kącik ust uniósł się jeszcze wyżej na słowa wypływające z ust panny Burroughs, że też o tym nie pomyślała sama… Właściwie to jej brat czynił podobne ekscesy, czasem zapominała, jak to jest żyć z alchemikami u boku. – Mogłam się tego spodziewać – zachichotała, a na pytanie przekrzywiła lekko głowę. – Odrobinę, ale poradzę sobie – przyznała, choć czuła, że robi się śpiąca. Przysłoniła usta, ziewając delikatnie i mrużąc lekko oczy, zlustrowała młodego Bagginsa. Ciekawiło ją, co siedziało tak naprawdę w jego głowie, jak bardzo musiał przełamywać siebie i swoje nawyki, aby oddać się wyższemu celowi.
Wspomnienie o szkole wywołało w niej falę nostalgii, która uderzyła w dosyć miękkie miejsce w sercu panny Crabbe. Był taki jeden, co to po odwadze, na jaką się zebrała, przestał się do niej odzywać, lecz wiedziała dlaczego, rozumiała i w pełni to popierała – tak musiało być, innej opcji wówczas niestety nie było. Nie skomentowała tych słów, nie chcąc wracać dalej do przeszłości. Nigdy nie próbowała żałować tego co zrobiła, to wszystko miało jakiś swój cel, a inny scenariusz, mógł zakończyć się katastrofą – przekonała się o tym niejednokrotnie, czytając opowieści o tych, którzy eksperymentowali z czasem. Kolejne pytanie panny Burroughs wywołało na twarzy Sythii dziwny grymas, jakby podświadomie poczuła, że teraz miała wybrać swojego wybranka. Mimo tego nie chciała podchodzić do tego pod względem wizualnym czy romantycznym, choć mimowolnie zerknęła na blondwłosego elfa, który od jakiegoś czasu przykuwał coraz częściej jej uwagę. Przygryzła dolną wargę, przechodząc przy krzesłach, analizując zebranych, starając się ignorować pierścień, który zdawał się szeptać, odkąd topór krasnoluda uderzył w jego powierzchnię. Przy okazji analizowała również odpowiedź Frances. Cóż, nie dziwiło ją to aż nadto, wszak Elrond wydawał się elfem o ogromnej wiedzy, a także operował językiem w piękny sposób. Jednak dla Forsythii nie był on wystarczający, zatrzymała się przy czarodzieju Gandalfie. – Chciałabym poznać magię, jaką się posługuje – przyznała, całkowicie zbywając fakt herbaty samej w sobie. – Znaczy, z nim chętnie wypiłabym herbatę – uśmiechnęła się, odsuwając kawałek, gdy nastąpiła wrzawa i kłótnia, w której rozchodziło się o pierścień. Wówczas jej wzrok osiadł na niziołku oraz jego niepokojącym spojrzeniu, które wlepiał w błyskotkę na piedestale.
Gdy drużyna zaczęła się formować i padł komentarz Fances, panna Crabbe pokiwała smutno głową, przyznając rację przyjaciółce. – Przemoc winna być ostatnim rozwiązaniem – mruknęła smutno pod nosem, choć prawda była taka, że do takiej podróży jedynym powiernikiem wiedzy mógł być czarodziej, zaś reszta była zaledwie pomocnikami, chroniącym niziołka.     
Po uformowaniu się Drużyny Pierścienia błękitna wstęga poprowadziła kobiety w dalszą część podróży. Wędrowały przez góry i doliny, a krajobraz zmieniał się wraz z upływem opowieści, natomiast panna Crabbe czuła coraz bardziej znużenie, jakie ją opanowywało. Dopiero zwrot sytuacji, który zmusił bohaterów do przeprawienia się przez góry, rozbudził ją nieco. – Nie czuję temperatury - wymsknęło jej się, gdy przeprawiały się przez śniegi. Było to co najmniej dziwne, wszak mróz i chłód zdawały się nie dotykać ich skóry, choć zapach powietrza wskazywał na ostre zimno.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Kawiarnia z czytelnią
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach