Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Główna scena   08.08.17 18:29

Główna scena baletowa

Główna scena baletowa wzniesiona została naprzeciw obszernej widowni, na której mieści się nie więcej, jak stu czarodziejów. Rzędy szkarłatnych foteli o skrupulatnie haftowanych w morskie motywy wzorach otacza dziesięć niedużych balkoników o delikatnych osłonkach kutych żelazem w fantazyjne wzory. W trakcie spektakli pomiędzy stanowiskami lewitują srebrne tace, na których można znaleźć szampana, przekąski - najczęściej ostrygi, ale też francuskie sery lub ślimaki - albo eleganckie omnikulary oprawione w złotą rączkę. Przedstawienie rozgrywa się na czarnym piedestale zakrytym podczas przerw ciężką szkarłatną kurtyną, na której czarna nić wymalowała syrenie sylwetki. Kiedy widowisko się rozpoczyna, kurtyna znika, rozmywa się w powietrzu, a skryte za nią iluzje przybierają na scenie kształty żywej, perfekcyjnie realistycznej scenerii - wijących się pnącz, dmących piasków pustyni lub szemrzących wód. Muzyka bogato wypełnia salę całą sobą i choć miejsca dla orkiestry znajduje się pod sceną, ponad tańcem przebijają się refleksy iluzji przedstawiające ich równoległą grę. To właśnie tutaj wystawiane są największe, najbardziej reprezentatywne spektakle. Jeśli pozostanie się na miejscu w trakcie przerwy lub wejdzie, kiedy akurat na scenie nie rozgrywa się żadne przedstawienie, da się usłyszeć śpiew syren. Trudno określić, z którego kierunku pochodzi, ale jest kojący, piękny i trudno jest ci przestać o nim myśleć. Tylko jeśli znasz język trytoński rozpoznasz słowa pieśni - jest żałobna, opowiada o dawnych dziejach syren.


Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6690-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t6702-listy-do-lady-rosier#174745 https://www.morsmordre.net/t6701-she-s-beauty-and-she-s-grace https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t6703-evandra-rosier
Zawód : Alchemiczka/malarka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
But he who dares not grasp the thorn
Should never crave the rose
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Główna scena   03.12.18 22:06

17 września
Nigdy wcześniej nie czuła tak intensywnego i obcego uczucia, jak w dniu pokazania jej przez Tristana tego miejsca. Skąd mogła wiedzieć, że człowiek w swoim ciele może odczuwać jednakowo niemierzalny zachwyt nad cudem, jakim bez wątpienia była Fantasmagoria, a jednocześnie wiązać z nim dzień swojego zniewolenia. Evandra odgarnęła złocisty kosmyk lekko upiętych włosów za ucho, by lepiej słyszeć znajomy dźwięk dzieciństwa. Śpiew syren zawsze uspokajał kobietę, pomagał w wyciszeniu się i przemyśleniach. To w jego towarzystwie podejmowała najważniejsze decyzje swojego życia, zarówno na wyspie Wight, jak również tutaj – kiedy spontaniczne zrozumiała, że go pokochała. Pokochała, ale jednocześnie nigdy nie będzie kochać. Trudno było to wyrazić słowami, a jeszcze gorzej się myślało, o człowieku, który zagarnął jej życie na własność, ale z biegiem czasu również zdobył jej serce. Wolno kroczyła między rzędami foteli, dłonią muskając atłasowe obicia siedzeń. Syrenie echo otaczały Evę niewidzialną mgiełką dźwięków, otulając nią zdobioną złotymi nićmi białą suknię, której dosyć luźny krój subtelnie ukrywał rosnący brzuch. Z każdym dniem czuła, że w jej ciele kiełkuje nowe życie, życie, za którego szczęście i dobrobyt już wkrótce będzie odpowiedzialna ona – Evandra Rosier. Wydawało się, że jeszcze wczoraj szła pod rękę ze swym bratem do sali balowej gdzie odbywał się jej pierwszy Sabat, odrzucała kolejne propozycje narzeczeństwa od zauroczonych arystokratów, albo siedziała na balkonie sypialni, malując morski krajobraz. Nie zdążyła się zorientować, w którym momencie nastały czasy nowej persony, będącej nie tylko przykładną żoną, klejnotem w koronie swego męża, ale też matką. Gdyby tylko Caius odwiedził ją w Dover, tak bardzo tęskniła za swym jedynym godnym zaufania powiernikiem, komu innemu mogła powierzyć swe strapienia i sekrety, jeśli nie bliźniakowi? Zadziwiające jak wiele w ostatnim czasie skumulowała różnorakich emocji, niektórych zaskakująco pozytywnych, innych wręcz niepokojących. Arystokratów znała od podszewki, na pamięć opanowała słodkie niczym lukier słowa, którymi lubili się nawzajem oblepiać, nie wspominając już o gracji, z jaką powtarzali do siebie kolejne kłamstwa. Wielu takich miała okazję przejrzeć i każdego zawsze coś gubiło. Pożądanie, skąpstwo, obżarstwo – to nie pospólstwo dotykało najwięcej grzechów, ale ich samych. Dostatek i luksus potrafiły sprowadzić na manowce nawet najtęższe głowy, w tej grze chodziło nie o to kto wygra, ale kto przechytrzy system i uratuje swoją przed ścięciem.
Dopiero teraz Evandra zorientowała się, że nie jest na sali sama, co po chwili zastanowienia się miało spory sens. Wybrała się w końcu na ten spontaniczny spacer wczesnym popołudniem, obsługa opery zazwyczaj działała dyskretnie, ale może opiekun sali, lub inny wyżej postawiony pracownik ustalał coś odnośnie najbliższego spektaklu? Zazwyczaj nie zauważała takich ludzi, stanowili całkowicie inną przestrzeń świata, która jakimś cudem znajdowała się w tym samym wymiarze co ona. Zajęci pracą, zerkali tylko nieśmiało na swoją panią, często z zachwytu nad urodą półwili mrugając oczami, albo wręcz wyjątkowo niekulturalnie rozdziawiając usta. Coś bowiem w patrzeniu na nim przywodziło na myśl właśnie syrenie pieśni. Tak samo hipnotyzujące, kojące i piękne. Kilkakrotnie słyszała od młodzieńców, że gdy raz już na nią spojrzeli, nie potrafili zauważyć żadnej innej kobiety. Nikt nie był godny jej piękna. Przyzwyczaiła się do tego daru, z wiekiem zauważając też jego przekleństwa. Kogo szczerości mogła być pewna? A kto kłamał jak z nut, byleby osiągnąć swój cel? W fałszywym świecie nie potrzebowała piękna, ale umiejętności odróżniania prawdy od ubranej w piękne słowa farsy.
Lekko stąpając po rozłożonym po środku alei karmazynowym dywanie dotarła do rozmawiających asystentów. Jedna kobieta stała do niej tyłem, chociaż smukła sylwetka i kruczoczarne włosy o wyjątkowym blasku wydawały się przywoływać pewne wspomnienia z lat szkolnych. Czyżby zatrudniona po śmierci poprzedniej asystentki kobieta uczęszczała w tym samym czasie co ona do Hogwartu? Zamierzała tylko zapytać o program, może zasugerować lepsze upięcie draperii kotary, ale teraz zapragnęła również dowiedzieć się kim była tajemnicza persona.




Beauty and Graceen sa beauté gît ma mort et ma vie
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Główna scena   06.12.18 17:51

W ciągu minionego dnia wydarzyło się tak wiele, że Deirdre ledwie nadążała za czytaniem korespondencji i nadrabianiem wykaligrafowanych zapytań - poświęcała całą swą uwagę Fantasmagorii, nie mając nawet wolnej sekundy na to, by przejrzeć poranną prasę. Być może znalazłaby w niej jeszcze ciekawsze - bardziej druzgoczące? - wiadomości, dotyczące spotkania arystokracji w Stonehenge, być może miałaby szansę zapoznać się z ta jedną, najważniejszą informacją, dotykająca ją także osobiście, ale nawał obowiązków odebrał jej tą możliwość. Pracowała niemalże w pocie czoła, głównie nadrabiając spowodowane śmiercią poprzedniej asystentki zaległości. Poznawała też otoczenie, zjednywała sobie sojuszników, coraz sprawniej orientując się w zakulisowych rozgrywkach baletu, także tych dotyczących niesnasek pomiędzy pracownikami. Dbała o umieszczony w magicznym porcie budynek już od prawie trzech tygodni, lecz dopiero teraz dogaszała większe pożary, czując się w eleganckim wnętrzu w miarę komfortowo. Rzecz jasna od pierwszego dnia sprawiała wrażenie opanowanej, spokojnej i pewnej siebie - doskonała umiejętność gry aktorskiej pozwalała jej roztoczyć wokół siebie odpowiednią atmosferę, tak gęstą, że niczym mgła przysłaniała drobne potknięcia. Zabłądzenie za kulisami, pomylenie nazwiska jednego z marszandów, zbyt ostry ton, którym posługiwała się wobec charakternej, francuskiej gwiazdki. Każdemu zdarzały się błędy, Deirdre akceptowała je z trudem, dzielnie stawiając czoła kolejnym problemom. Chciała go zachwycić, sprawić, by był z niej zadowolony, by napełniała go dumą, by nigdy nie pożałował tego, że przyjął ją na tak wysokie stanowisko. Starała się wypaść jak najlepiej nie tylko dla samej siebie, dla połechtania zagłodzonego perfekcjonizmu, ale głównie dla Tristana, dla zobaczenia w jego piwnych oczach ukontentowania.
Wyczuwała, że czujnie ją obserwuje, ale nie widziała go ani wczoraj ani dzisiejszego poranka. Obudziła się w Białej Willi samotnie, zziębnięta, nie mając czasu, by napisać do niego listu ani w jakikolwiek sposób zapoznać się z ważnymi wydarzeniami. Od razu poświęciła się pracy, a godziny spędzone w Fantasmagorii upływały w zadziwiająco szybkim tempie. W jednej chwili kreśliła eleganckie zaproszenia na zaczarowanej papeterii, pachnącej różami, w drugiej zaś omawiała z pracownikami technicznymi ostatnie wytyczne dotyczące najbliższego występu.
- .... i dopilnujcie, by zaklęcia zabezpieczające zostały nałożone poprawnie. Nie możemy dopuścić do zniszczenia sukien ani instrumentów, to niezwykle ważne - zakończyła prawie dziesięciominutową tyradę, prezentowaną jednak głosem tak słodkim i wdzięcznym, że słuchający ją czarodzieje, zajmujący się bezpieczeństwem podwodnych scen, spoglądali na nią jak urzeczeni, gotowi spełnić wszystkie prośby madame Mericourt. Zjednała już sobie część zespołu; uprzejma, lecz tajemnicza, wyniosła, ale nie wyrachowana - znów znajdowała się w słodkim pomiędzy, każdego oczarowując specjalnie dobraną pieśnią. - Dziękuję, to na dziś wszystko. Jutro będę oczekiwać waszego raportu oraz dokładnych specyfikacji magicznych - podsumowała, splatając przed sobą blade, smukłe dłonie. Miała na sobie szmaragdowe qipao, a przedramiona przesłaniała ciemnozłota chusta, skrywająca mroczny znak, zarazem podkreślając orientalny odcień jej skóry. Czarne włosy spięła w typową chińską fryzurę, złożoną z dwóch koków, a mocno podkreślone oczy wydawały się jeszcze bardziej kocie. Dobrze czuła się w tym wydaniu - obawy o to, że znów poczuje się stłamszona, wciśnięta w rolę egzotycznej kurewki dla wyższych sfer, zniknęły. Znajdowała się w innym miejscu - i była zupełnie inną osobą.
Chciała powiedzieć do mężczyzn coś jeszcze, ale ci zerknęli przez jej ramię, kłaniając się nisko i znikając za podwyższeniem sceny. Deirdre wątpiła, by to jej składali tak czołobitny szacunek, wyczuwała też za sobą czyjąś obecność - naiwnie sądząc, że w końcu doczekała się odwiedzin Tristana.
Odwróciła się nieśpiesznie, z twarzą zastygłą z profesjonalnie odegranym uśmiechem, lecz wzrok czarnych jak onyksy tęczówek nie napotkał przystojnej twarzy Tristana a inną, śliczną niczym obraz, piękną i aż jaśniejącą niesamowitym blaskiem. Evandra. Spodziewała się, że prędzej czy później się tutaj spotkają, nie odczuła więc ani zdenerwowania ani zaskoczenia - jedynie drobny dyskomfort, niewygodę, szarpnięcie gdzieś w okolicach mostka, wywołane głównie już mocno widocznym brzuchem brzemiennej kobiety. Uświęconym miejscem, w którym rozwijało się życie syna Tristana. Ta świadomość dziwnie ją bolała, ale doskonale ukrywała każdą zbędną emocję, posyłając półwili pełen sympatii uśmiech.
- Lady Rosier, wygląda lady oszałamiająco - powitała ją z całą uprzejmością, ponownie splatając przed sobą dłonie, obciążone obrączką i dwoma pierścieniami. Zachowywała wobec niej odpowiedni szacunek, nie przechodząc na ty - nie znajdowały się bowiem już w szkole. - Dobrze widzieć lady w tak dobrym zdrowiu i nastroju - kontynuowała gładką konwersację, nie odsuwając wzroku od gładkiej, nieskazitelnie białej cery oraz wielkich, błękitnych oczu. Była piękna i jasna; piękna i pełna życia, stanowiąc doskonałe przeciwieństwo jej samej: przeklętej, martwej, przeznaczonej śmierci; ubranej dziś w szaty opiekunki Fantasmagorii.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Główna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: La Fantasmagorie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18