Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Restauracja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Restauracja   08.08.17 18:31

Restauracja

Restauracja mieści się w bocznym korytarzu nieopodal głównej sali; to nieduże pomieszczenie - zaledwie sześć małych stolików - rozsypanych po lśniących połyskiem parkiecie w odległości wystarczająco dalekiej, by zapewnić pełną dyskrecję. Blaty wykonane z ciemnego drewna mają owalne kształty, na każdym - prócz kryształowego wazonu ze świeżą różą - znajdują się popielnice w kształcie muszel. Dostawione do nich krzesła to miękkie, kremowe siedziska o wysokich oparciach i bogato zdobionych nogach, które zapewniają wygodny komfort. W menu królują owoce morza, małże, ostrygi, kałamarnice, krewetki, czy ryby, ale również francuskie sery i trufle, wszech znane jest to miejsce także z potraw wykonywanych na bazie egzotycznych owoców, wyeksponowanych na srebrnych półmiskach w terrarium ciągnącym się wzdłuż ściany, wewnątrz którego zastygły żywe czarne węże. Przez okna po drugiej stronie roztacza się widok na przepiękne ogrody na zewnątrz. Dania podawane są na srebrnej zastawie, całość obsługuje młoda, małomówna, ubrana w elegancką czarną suknię dziewczyna. Sufit zakrywa płachta z czarnego aksamitu, podobne materiały ścielą podłogę. Goście, którzy mają problemy z zachowaniem, są wypraszani, wymaga się również odpowiednio eleganckiego stroju. Złoty gramofon znajdujący się w kącie sali gra Wagnera. Przy wejściu czarodzieje proszeni są o podanie nazwiska - tylko jeśli nie jest ono oczywiste - które następnie podlega weryfikacji jako czystokrwiste.
Wstęp wyłącznie dla postaci krwi czystej. Muffliato.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   18.08.17 11:21

7 maja
Nie bardzo rozumiał, jak to się mogło stać. Craig Burke pojmany. Przez członków Zakonu Feniksa, zbieraniny szlamu i pomyj, dzielnie stawiających czoło czarnej magii. To była też ich wina, nikt nie upewnił się, jak skończyła się jego misja - nikt nie nawiązał z nim kontaktu krótko po, o wszystkim dowiadując się z ust samego Czarnego Pana. Musieli go wyciągnąć - prostując własne błędy i rehabilitując się za własne grzechy. Od dnia wybuchu minął ledwie tydzień, nikt nie zdążył przeliczyć strat do końca - wieści od przewodzącego im czarnoksiężnika z dnia na dzień wydawały się jednak coraz bardziej nęcące. Umożliwił im okiełznanie tej dzikiej energii, kontrolowanie jej; teraz: wymagał wykorzystania słabości, jaka nagle ogarnęła świat. Nigdy nie odważyłby się zanegować słowa Czarnego Pana, ale i bez tego należało oddać, że było to posunięcie rozsądne. Anglią zapanował chaos, który odbijał się nawet na nim dzisiaj, biały fular zdobiony złotą różą zamienił się na czarny i pozbawiony drogocennej rodowej ozdoby - podobnie, jak czarna była jego szata. Jak wielka byłaby jego potęga gdyby władał tym chaosem? A oni - trwaliby wciąż u jego boku.
Zaprosił pozostałych do swojego przybytku. Morgoth Yaxley. Perseus Avery. Ramsey i Ignotus Mulciberowie. I Deirdre Tsagairt, niezależnie od tego, jak wielki zgrzyt i sprzeciw budziło ostatnie nazwisko - nikt więcej, powtórzył to obsłudze kilkakrotnie, nim drzwi restauracji zamknęły się przed gośćmi, dokładnie zabezpieczone wcześniej zaklęciami wyciszającymi i uniemożliwiającymi podsłuch. Przesłał towarzyszom lakoniczne zaproszenia, na których nie było ujęte nic prócz miejsca, daty i godziny. Nie chciał, by wiadomość dostała się w niepowołane ręce, to było zbyt ważne, a każdy z nich - z pewnością pojął przesłanie. Oczekiwał ich, zjawiwszy się jako pierwszy, siedząc przy jednym z niewielkich stolików - choć odległości pomiędzy nimi były duże, to przecież nie potrzebowali ciasnej czułości. Papieros między jego palcami tlił się leniwo, a kryształy wypełnione krwistym winem oczekiwały na gości zanim ci pojawili się na miejscu - jeszcze nie do końca ufał pracującym tutaj ludziom. Srebrne półmiski na stolikach, w ramach zakąski, zastawione były owocami, a w tle wybrzmiewała melodia faustowskiej uwertury Wagnera, kiedy ostatni spośród zaproszonych zjawił się na miejscu. Gasząc papierosa w popielnicy, po grzecznościowych, choć niezbyt wylewnych powitaniach i zignorowaniu Deirdre, zabrał głos jako pierwszy, zbierając myśli w słowa już od dłuższego czasu. Był specjalistą od magicznych stworzeń, a Azkaban go przerażał: bo jak nikt wiedział, czego winni wystrzegać się w środku najbardziej.
- Przede wszystkim - zaczął, jeszcze przez chwilę - przeciągając - będziemy musieli poradzić sobie z dementorami. Zapewne wszyscy wiemy, że strzegą tego miejsca. - Choć nie był pewien, czy bardziej jako gwardziści czy bardziej jako psy, byli czymś pomiędzy: magiczną mocą, istniejącą, żyjącą, żywiącą się smutkiem. Każde z nich oddało się czarnej magii zbyt mocno, by być w stanie się przed nimi ustrzec... tradycyjnymi metodami, które i tak leżały daleko poza ich zasięgiem  - białe moce nie były ich mocną stroną. Przemilczał kwestię definicji dementora, jego wyglądu, kształtu - sądził, że wszyscy to wiedzą. - Przed ich przybyciem ostrzeże nas chłód - ziąb, przejmujący lód; rozpoznacie - i mgła - pokręcił lekko głową, właśnie tracił wiarę w powodzenie. - We mgle zaczynają się przemnażać, lepiej, żebyśmy jej nie widzieli. - Przeciwko jednemu dementorowi: można było próbować zachować siły. Całe stado odbierze dech nawet najpotężniejszemu spośród nich. - Żywią się radością  - więc nie powinniśmy stanowić dla nich szczególnie atrakcyjnego pokarmu - więc jeśli ktoś wciąż ma się z czego cieszyć, radziłbym się tego pozbyć. Koncentracja na tym, co złe i negatywne, może nam pomóc pozostać poza ich zainteresowaniem. - Ostrożnie złapał spojrzeniem Morgotha, wiedział o magicznych stworzeniach nieznacznie mniej niż on - czy miał coś do dodania? - Istnieją eliksiry, które wspomagają ten stan. Memento - znów pokręcił głową, brzmiało jak desperacja - ma wysoką cenę. Istnieją również specyfiki rozjaśniające umysł, Valerij z pewnością mógłby z tym pomóc. - Był ich najzdolniejszym alchemikiem. I mądrym alchemikiem w ogóle. - Dementorów nie interesują umysły zwierząt. Trywialna zamiana w żabę może ocalić nam życie. - Umilkł, zastanawiając się nad tymi słowy raz jeszcze. - Prawdopodobnie - poprawił się, bo nie do końca znał efekty zaklęć transmutacyjnych, nie znał się na tym i nie mógł wiedzieć, jakie zmiany zachodzą wtedy w umysłach. - Żadne z nas nie jest w stanie wyczarować patronusa, a będziemy potrzebowali jego cielesnej formy. Większość rycerzy zajmie się kwestią posiłków ministerstwa, a z tych, którzy pozostali, pomoc otrzymamy... mierną. Potrzebujemy kogoś z talentem do białej magii.  - I to była pierwsza kwestia, którą winni poddać pod dyskusję. Pozostawała druga: - Minister snuje plany udomowienia dementorów, to zabawne - choć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - ale niekoniecznie niemożliwe. Niektóre źródła podają, że zawarcie paktu z dementorami jest możliwe. Pozyskalibyśmy cennych sojuszników - jeśli tylko zechcemy spróbować i sprawdzić tę tezę. - Są zrodzone z bólu i cierpienia, ciągnie ich do czarnej magii. Być może, jeśli znajdziemy dla nich drobną zachętę, zdołamy ich przeciągnąć na swoją stronę.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna


I've tasted blood and I want more


25
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Restauracja   18.08.17 16:33

Rozkazy Czarnego Pana nie pozostawiały wątpliwości - mieli dokonać czegoś, co wydawało się niemożliwe, dotrzeć do Azkabanu, wyrwać z murów najpilniej strzeżonego więzienia dwóch mężczyzn. Początkowe przerażenie związane z postawionym zadaniem, zamieniało się w pełne szacunku zrozumienie: kiedy, jeśli nie teraz? Czarodziejski świat znajdował się w ruinie, dopiero rozpoczynając leczenie otrzymanych ran. Ministerstwo Magii osuwało się w chaos jeszcze większy, niż za rządów Wilhelminy; awanse, degradacje, przetasowania na wierchuszkach władz, łączenie departamentów, brak odpowiednio prężnej - i bezpiecznej - komunikacji: wszystko to dawało nadzieję na powodzenie. Anomalie roztrzaskały w pył dawne zasady: czas więc, by ustalić nowe, by wykorzystać drżącą w powietrzu czarną magię do własnych celów. Do wyciągnięcia posiadającego ważne informacje czarnoksiężnika i wydostania Craiga. Miała upewnić się, że jest bezpieczny - cóż, zrobi to, choć w zupełnie inny sposób, niż planowała. Zdrada Russella okazała się boleśniejsza w skutkach, niż początkowo sądzili, a jeden z nich został uwięziony. Najwyższa pora, by zacząć działać i zawalczyć - otwarcie i o najwyższą stawkę.
Pojawiła się w Fantasmagorii punktualnie, zmęczona i sfrustrowana, lecz czujna. Zaproszenie, które otrzymała od Tristana, nie wywołało w niej żadnych emocji - oprócz typowego spięcia, związanego z powagą tematu rozmowy, który mieli podjąć. Bez problemu przekroczyła progi restauracji, beznamiętnie rozglądając się dookoła. Późny wieczór, zamknięte spotkanie, piątka wysoko postawionych mężczyzn, luksusowe wnętrza - przywykła do takich okoliczności, chociaż nie pojawiała się tutaj w roli rozrywki. Ubrana w czarną, nieco wymiętą suknię, blada, z podkrążonymi oczami nie przypominała zrelaksowanej Miu, którą była zaledwie godzinę wcześniej. Przybyła tu prosto z Wenus, nad kącikami oczu widniała jeszcze mgła rozmazanej kredki, zdawała sobie też sprawę z tego, że pachnie mocną, męską wodą kolońską. Trudno, nie dbała o to, nie zamierzała się spóźnić - ani tracić czasu na uprzejmości. Wyminęła witających się mężczyzn, kiwając im głowami - a Rosiera nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Widocznie nie mogli się przyjaźnić ani przejść do przyzwoitej relacji - dobrze, doskonale, skoro tak chciał: mogli się więc ignorować. Usiadła jak najdalej od gospodarza tego wieczoru, zaplatając dłonie na piersi - wciąż czujna i pomimo widocznego zmęczenia, stoicko spokojna. Nie wróciła jeszcze do pełni sił, nie zdążyła też zażyć dzisiejszego wieczora eliksiru łagodzącego ból, ale nie sięgała po kieliszek znieczulającego wina.
Skupiała się na słowach Tristana, wpatrzona jednak w boczną ścianę pomieszczenia. Cieszyło ją natychmiastowe przejście do konkretów, bez zbędnych wprowadzeń. Wiedzieli, co mieli zrobić - i powinni wymienić się wszystkimi informacjami, które mogły pomóc im w osiągnięciu sukcesu. Nie wiedziała wiele o dementorach, musiała więc usystematyzować strzępki wiadomości. Mgła. Ból i cierpienie. Zło i strach. Słuchała z uwagą, świadoma swoich braków. Cóż, musiała przyznać Rosierowi rację - nie mieli zbyt wiele dobrej energii do stracenia i do porzucenia, by stać się odporniejszymi na obezwładniającą moc potworów. Ich obraz, wyłaniający się z szczegółów opisywanych przez Tristana, nie zachęcał: nie mogli wyczarować patronusów, transmutacja także stanowiła problem, pozyskania kogoś zdolnego w obronie przed czarną magią – kłopotliwe. Opcja porozumienia się z nimi, choć irracjonalna, mogła dawać jakąś słabą nadzieję. Nie miała żadnych informacji o dementorach ani samym więzieniu, dlatego też odezwała się dopiero po chwili. – Czy wiadomo, jak można się z nimi porozumieć? – nie znała się na tych stworzeniach, wiedziała jedynie, że nie są do końca ludźmi a do końca zwierzętami. Jeśli tak – mogli zagwarantować im lepsze warunki…egzystencji. Lepszy pokarm. Jak długo mogli żywić się szczęściem tych, którzy już dawno stracili nadzieję, zamknięci w czterech ścianach więzienia? Czy nie byli wygłodniali, spragnieni prawdziwych emocji, o jakich wspominał Rosier? Emocji, które mogli im podarować – sprowadzenie dla nich ofiar, poszczucie ich na mugoli, samopas, na wspaniałej, bogatej łące głupiej nadziei – czy taka perspektywa mogłaby ich przekonać? – I czy mogą pragnąć wolności? Mugole stanowiliby doskonały pokarm, coś, na czym mogliby się wzmocnić. Opuścić mury Azkabanu – kontynuowała ostrożne rozmyślania. – o ile faktycznie bylibyśmy w stanie ich kontrolować – bo mogli przecież zwrócić się przeciwko nim w najmniej spodziewanym momencie. Pomysły syna Wilhelminy były szalone – bo i on sam był bystrym, choć szalonym czarodziejem, pozbawionym mocy, jaką posiadali oni. Była tego pewna; potrzebowali jednak czegoś więcej, informacji, które mogłyby ułożyć się w sensowny plan. Sama nie miała ich zbyt wiele, ale zamierzała podzielić się wszystkim, co zdołała usłyszeć w dusznych komnatach Wenus.
- Myślę, że warto przyjrzeć się też ludziom. Służby Kontroli Magicznej rosną w siłę – zaczęła powoli –  Oddział składa się w większości z dawnych przedstawicieli policji antymugolskiej, blisko związanych z Ignatiusem Tuftem. Możliwe, że mają wpływ na Azkaban albo, w jakiś sposób, mogłyby ułatwić nasze wejście do więzienia – ale nie była tego pewna; to, czym zajmował się Oddział Kontroli Magicznej pozostawało dziwaczną zagadką – pozornie mieli uzdrawiać anomalie, ale wychodziło im to gorzej niż tragicznie. Podlegali jednak Ignatiusowi, ciesząc się jego protekcją i zaufaniem, może wiedzieli coś o planach udamawiania dementorów. Pytań rodziło się więcej niż odpowiedzi. - Policjanci spotykali…spotykają się w Wenus regularnie, w niedziele – zostawiając ostatnie pieniądze, upijając się i odnajdując pocieszenie w wdzięcznych ramionach kobiet, słyszących często więcej, niż powinny. – Mieli swoją ulubienicę. Suzanne – dodała po chwili milczenia; nie wiedziała, czy było to w ogóle istotne, ale nieobecność kobiety wydawała się znacząca. Wesoła, słodka, niewinna złotowłosa, spętana własnymi demonami, radosna tylko pozornie. Megan, Suzie, dziesiątki innych znikających w tajemniczych okolicznościach kurtyzan; kiedy przyjdzie pora na nią? Kiedy ktoś zainteresuje się tym, co wie Miu? Kiedy ktoś odrąbie jej głowę albo w inny sposób skutecznie pozbędzie się zagrożenia? – Cierpiała na pewne problemy psychiczne, niedawno popełniła samobójstwo. Leczyła się skomplikowanym eliksirem, jego składniki były trudne do zdobycia, związane ze smokami – możliwe, że ktoś przestał je w nią zaopatrzać, by subtelnie ją uciszyć. Mogła usłyszeć zbyt wiele – ponowna przerwa, odgarnięcie włosów opadających na czoło, zaciśnięcie ust: jakie informacje złotowłosa zabrała ze sobą do grobu? - Krążą plotki, że coś ma wydarzyć się w okolicach dwudziestego maja. Najwyżsi rangą urzędnicy, stali bywalcy, szefowie niektórych departamentów, odwołali swoje wizyty, zaplanowane na trzecią niedzielę miesiąca– dodała, przypominając sobie pełne ulgi szepty dziewcząt. – Mogłabym dowiedzieć się czegoś więcej – zakończyła, nie miałaby problemu z uzyskaniem dostępu do posiadających istotne informacje mężczyzn a nawet: do uzyskania kosmyków włosów, potrzebnych do ewentualnego eliksiru wielosokowego. Jej informacje wiadomości sięgały daleko poza Azkaban, ale kto wie, co mogło być teraz przydatne - i kto mógł pomóc im w wydostaniu czarnoksiężnika i Burke'a.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   18.08.17 17:53

Morgoth jak każdy inny najbliższy człowiek Riddle'a dostał list z wiadomością o eksplozji czarnej magii na terenie całej Wielkiej Brytanii, która odbiła się na większości czarodziejskiego społeczeństwa. Również i jego samego nie ominęła ów fala, której źródło wciąż pozostawało nieznane. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo ich lider nakazał im to wykorzystać. Nastał dobry czas nie tylko dla rozwinięcia czarnej magii, ale również na podjęcie radykalnych kroków. Nikt nigdy wcześniej nie myślał nad atakiem na Azkaban, nawet jeśli oznaczało to niepozorne dostanie się do jego wnętrza. Mieli zadbać, by dwóch czarodziejów opuściło te mury wraz z nimi. Yaxleya nie obchodziłby los Burke'a, gdyby nie był jednym z nich i nie posiadał w swoich wspomnieniach wszystkich spotkań, decyzji i członków Rycerzy Walpurgii. Dla własnego dobra i dobra misji, którą wykonywali, musieli go odbić razem z Elijah Bagmanem, na którym zależało Czarnemu Panu. Jeśli go chciał, nie mieli wyjścia jak tylko wyrwać go z lochów Azkabanu i dostarczyć Riddle'owi pod nogi. Pocieszającym faktem było to, że nie musieli się martwić o ministerialny pościg, jednak blokowanie dostanie się do okolic więzienia również i im odcinało drogę ucieczki. Musieli to skrupulatnie zaplanować, jeśli nie chcieli podzielić losu Burke'a.
Zjawił się, gdy dostał lapidarną wiadomość od Tristana, w której spisane były jedynie słowa o miejscu spotkania jak i czasie. Przez wzgląd na ostatnie wydarzenia w Białej Wywernie jak i anomalie oraz następstwa musieli być tym bardziej ostrożni. Nie zadając zbytecznych pytań, przeniósł się pod wskazany adres. Nie wątpił w to, że chroniło to miejsce odpowiednie zaklęcia. Jeśli tylko jedno. W środku w różnych miejscach stało kilka otoman oraz kilka złotych wschodnich świeczników. Kiedy wchodziło się dalej, odczuwało się wrażenie zwykłych potworności; lecz w mia​rę jak postępowało się dalej i przechodziło z miejsca na miejsce, wrażenie to stopniowo pierzchało, a poczynało się dojrzewać bogactwo utkwione w szczegółach. Za oponami krążył nieu​stannie silny prąd powietrza, który otulił go, gdy zajął swoje miejsce najbardziej oddalonym na bok, by nie musieć znajdować się zbyt blisko rozmówców jak i widzieć każdego z nich. Nie przywitał się, a jedynie skinął głową znajdującemu się już w środku Tristanowi. Chwilę później Rosier zabrał głos, a Morgoth słuchał go uważnie, mając wzrok wbity w karafkę wypełnioną złocistym płynem, który spokojnie został przelany do grubościennej szklanki przed nim. Dementory... Miał nadzieję, że nigdy nie przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z tymi istotami, które odbierały nie tylko dobre wspomnienia. Tych akurat miał zbyt mało. Chodziło o rozum. Jego wuj, który siedział tam odkąd tylko pamiętał, był przerażający, gdy spotkał się z nim w Tower of London. Nigdy nie chciałby skończyć jak on - jako pożywka dla paskudnego upiora. Delikatnie zaprzeczył, widząc spojrzenie Tristana. Nic nie miał do dodania na ten temat.
- O ile to prawda, że nie mają wpływ na zwierzęce umysły tyczy się to też animagów - zaczął spokojnie, bawiąc się stojącym przed nim kielichem. - Jeśli skupicie ich uwagę będę mógł przejść koło nich - dodał, odnosząc się do słów gospodarza. Mogliby to sprawdzić, będąc w posiadaniu bogina, jednak nie mieli wystarczająco czasu, żeby go sprowadzić. Słowo prawdopodobnie nie zachęciło go za szczególnie do zbadania tej tezy, ale musieli podjąć decyzję. Czy właśnie nie po to szkolił się w tej dziedzinie magii, by w razie czego być wydajnym? Mógł i chciał to zrobić. Co go zadziwiło to poruszenie tematu udomowienia dementorów. Jeśli to naprawdę była prawda... Mogło się udać. Trzeba było jednak poruszyć kwestię tego jak znaleźli się w tamtym miejscu.
- Kiedyś zanim jeszcze było to więzienie, w Azkabanie przeprowadzano eksperymenty na mugolach. Z tego względu, miejsce to przepełnione jest czarną magią i negatywną energią. To ów cierpienie przywiodło dementory, które zdecydowały się licznie w niej zamieszkać. Dwieście lat temu Minister Magii, jeden z Rowle'ów zadecydował, że z Azkabanu uczyni się więzienie dla tych, którzy dopuścili się najgorszych przestępstw i wykroczeń. Dementorzy, którym obiecano pokarm w postaci umysłu więźniów, zdecydowali się w nim pozostać. Trzeba by im zaoferować coś równie interesującego. Mugole nie widzą dementorów. Nie wiem, więc czy efekt żywienia i satysfakcji byłby w takim samym stopniu równy, co wyciąganie wspomnień z umysłu czarodzieja - powiedział, milknąc na chwilę. W tej samej chwili rozległ się kobiecy głos. Analizował i układał sobie w myślach wszystkie informacje, których dostarczyła i odezwał się po tym jak umilkła. - Dobrze byłoby skupić się też na ludziach pracujących w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów - zaczął wolno, patrząc przez krótki czas na kobietę. - Ministrowie Magii są jedynymi ludźmi mającymi wstęp do Azkabanu. Nie wiem wszystkiego, jednak Ministrowi może towarzyszyć kilkuosobowa eskorta. Może ona liczyć nie więcej niż siedmiu zaufanych czarodziejów pracujących właśnie w tym departamencie.
To mogła być doskonała okazja, jeśli nie chcieli mieć na głowach całego asortymentu dementorów. Będąc tymi zaufanymi ludźmi samego Ministra Magii, mogliby bez problemu dostać się do środka i to jeszcze całkowicie legalnie. Powinni wziąć pod uwagę ów sposób, szczególnie że mogła być to jedna z lepszych opcji, które były im dane. Mając taką przykrywkę, sytuacja z miejsca wyglądałaby zupełnie inaczej. Powinni jednak wpierw zidentyfikować tych zaufanych pracowników... Słysząc o smoczych składnikach, znowu skierował chwilowe spojrzenie na kobietę. - Możliwe. Podobno sam asystent Ministra Magii skontaktował się jakiś czas temu z zarządcą Peak District, by złożyć spore zamówienie na wątrobę smoka. Jest to tylko plotka. Nie wiadomo, ile w tym prawdy - zakończył, przenosząc uwagę na Tristana. Było zdecydowanie za dużo domysłów w tym ich całym planie. Musieli sprawdzić swoje informacje i potwierdzić je z dobrych źródeł. Wiarygodnych. Obcowanie na samych przypuszczeniach nie mogło oznaczać nic dobrego. Było jeszcze kilka osób w tym towarzystwie, które mogły rozwiać jego wątpliwości.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja   19.08.17 1:52

Zawiedli. Banda indywidualistów, egoistów, skoncentrowanych na własnych celach Śmierciożerców. Zawiedli, nie dopilnowawszy indywidualnych sukcesów, które składały się na jeden wspólny. Czarny Pan nie był zadowolony. Któż jednak mógł przewidzieć, że lord Burke polegnie w walce z Zakonnikami, pozwoli się schwytać i uwięzić, a zdradziecka Weasley pozostawi go na pastwę losu. Nie doceniali ich — zawiedli, popełnili błąd, ale każdy z nich potrafił się doskonale na nich uczyć; to już się nigdy nie powtórzy. Nie dopuszczą do tego. Dziś światem wstrząsał chaos, anomalie od tygodnia szalały w najróżniejszych zakątkach Wielkiej Brytanii, magia płatała figle, a oni znali receptę na to, by z napęczniałych czarną magią ośrodków korzystać.
Wolno podążając za swym ojcem, wkroczył w progi La Fantasmagorie z ciężkim oddechem, a chłód, który ogarnął go jeszcze przed chwilą powoli ustępował. Powracała również świadomość, pewność miejsca, w którym się znajduje, opuszczało go także uczucie nieszczęścia i niepewności, choć drobne krople potu pojawiły się na jego skroniach. Przetarł je, doprowadzając się do porządku, nie mając ani czasu ani nastroju, by podziwiać bogate i eleganckie wnętrze restauracji. Kierując się do stolika, przy którym siedziała już znaczna większość, zastanawiał się nad tym, czy spóźnił się znowu, czy może udało mu się wejść punktualnie — zupełnie stracił rachubę czasu. Wiele rzeczy działo się niezależnie, nad wieloma nie panował, a wewnętrzne oko otwierało się zupełnie niespodziewanie, ledwie na kilka chwil przemieniając rzeczywistość w jej iluzję; namacalną, dosłowną i bardzo realną. Krótki marsz w ciszy, której towarzyszył zaledwie cichy stukot jego własnych butów pozwolił mu odzyskać spokój i wewnętrzną równowagę, której w tej chwili piekielnie potrzebował. Mieli rozmawiać o rzeczach ważnych — sprawa, którą planowali poruszyć wymagała pełnej koncentracji; nie zamierzał zawieść, potrzebował ledwie chwili, by się otrząsnąć.
Zajął wolne miejsce bez zbędnych uprzejmości, w całkowitej ciszy, której towarzyszył ledwie szelest długiej peleryny. Siedząc już wygodnie obok Ignotusa odpiął jej klamrę i odrzucił za siebie, na oparcie krzesła, opierając się przegubami o blat szerokiego stołu. Jeszcze pierwsze chwile w akompaniamencie słów Tristana spędzał na gromadzeniu energii, koncentrując się i skupiając na tym, co ujrzał i czego nie mógł zlekceważyć. Uniósłszy wzrok na młodego lorda wsłuchał się uważnie w wypowiadane przez niego słowa. Nie musiał mu przytakiwać, miał rację. Dementorzy to nie stwory z baśni; karmią się żalem i bólem, odbierając wszystkie szczęśliwe wspomnienia — na szczęście on nie był w stanie przywołać ich zbyt wiele; nic poza satysfakcjonującą śmiercią. Nigdy dotąd nie miał tej wątpliwej przyjemności spotkać żadnego z nich, lecz wiedział jak paskudnymi są stworami. To się świetnie składa, pomyślał od razu. Trafił swój na swego.
— Nie unikniemy spotkania z mgłą — wtrącił, gdy Tristan zrobił większą przerwę na oddech, pozwalając jednocześnie reszcie przyswoić swe słowa. Uniósł na niego wzrok i tylko na niego, bo tylko jemu w tym towarzystwie prawdziwie ufał, lecz przecież nie byli tu sami.— To się wydarzy. Widziałem to, czułem chłód, ból, żal i tęsknotę. Czułem ich za swoimi plecami, słyszałem ich świszczące oddechy. — Przeniósł wzrok na resztę, mówił całkowicie poważnie. — Tkwiłem w sporym pomieszczeniu o trójkątnej podstawie, na środku była trójkątna przepaść zionąca potwornym zimnem. W jej głębiach latali dementorzy. Coś się wydarzyło, dźwięczało mi w uszach, powietrze zmętniało, ona pojawiła się znikąd. Mgła. Najczarniejsza i najprzeraźliwsza jaką kiedykolwiek przyjdzie nam ujrzeć. Szukałem czegoś i wiem, że byłem blisko. Bardzo blisko celu — przerwał, nabierając powietrza w płuca. Dopadło go znów to przeraźliwe poczucie zimna i niepokój; czy właśnie tak czułby się w ich obecności?
Powoli przeniósł wzrok na Morgotha. Jego słowa nieco go zaskoczyły, lecz nie dał tego po sobie poznać. Sugestia była oczywista, posiadał bardzo rzadką i trudną do opanowania umiejętność, był animagiem — jeśli to prawda, uda mu się przemknąć pomiędzy dementorami i nie będą zainteresowane jego obecnością. To znacznie zwiększało ich szanse na powodzenie, lecz on jeden nie podoła wszystkiemu, potrzebował wsparcia; oni wszyscy musieli dostać się do środka.
Słysząc kolejne słowa Rosiera, zmarszczył brwi; do głowy szybko przyszła mu pewna myśl.
— Znam kogoś, kto może nam się przydać— odezwał się znów bez cienia wahania w głosie. Nim kontynuował podjęty wątek, zamyślił na moment, nieskromnie odnajdując aprobatę własnego pomysłu.— Nigdy nie widziałem jej patronusa, ale nie mam wątpliwości, co do tego, że potrafi go wyczarować. Obraca się w towarzystwie aurorów, była obecna na pogrzebie Potterów. — Zakonników.— Jest dziewczyną Skamandera, z pewnością potrafi się bronić— to przecież oczywiste; zapewne szuja-Skamander się o to postarał. — Nie jest trudna do kontrolowania, podatna na działanie czarnej magii — wiedział, bo przecież nie raz stała się ofiarą jego klątwy. — I zna się na magii leczniczej— dodał na sam koniec, spoglądając na zebranych. Znał czarodziejów, którzy władali białą magią w imponujący sposób, lecz wydała mu się najlepszym celem. Niezwykle przydatnym i wystarczająco bezpiecznym.
Druga poruszona przez Tristana kwestia również nie była mu obca.
— To prawda — przytaknął od razu, bez wahania, przenosząc z niego wzrok na resztę.— Departament Tajemnic na polecenie Ministra Magii zajął się opracowywaniem metod kontroli dementorów. Nie wiem na jakim etapie są te badania, ale zdobycie raportów na ten temat nie będzie zbyt trudne. Jeśli jednak okaże się, że Niewymowni do niczego nie doszli, pozostaniemy z niczym. — Czy właśnie nie zdradzał tajemnic, których przysięgał strzec, kiedy plasowali go Niewymownym? Cóż za ironią było, że za ich zdradzenie groził pobyt w Azkabanie — właśnie się tam wybierał. Od dawna wiedział, że departament ukryty przed światem nie będzie miał tajemnic przed Czarnym Panem. Był mu lojalny, a także jego sprawie.
Nie spoglądając w jej stronę, przysłuchał się również słowom Deirdre; burdel był skarbnicą wiedzy, miała dostęp do wielu informacji — niektórych z pewnością bardzo przydatnych. Morgoth potwierdził.
— Jeśli to prawda, a Ministrowi może towarzyszyć eskorta jesteśmy w stanie spróbować dostać się do Azkabanu całkiem legalnie— podjął ze spokojem, ale w jego głosie brzmiała cicha rezerwa i zachowawczość. — Jakiś czas temu alchemicy warzyli w Departamencie Tajemnic eliksir wielosokowy, z pewnością jest już gotowy. Zdobycie go wiąże się z ryzykiem, ale nie jest niemożliwe.— Z pewnością nie udałby się po niego sam, należało wykorzystać do tego innych, odsuwając od siebie podejrzenia jak najdalej.— Pozostaje jednak kwestia tego, czy to wystarczy, by oszukać dementorów, a co do tego mam wątpliwości.
Te paskudne kreatury z pewnością miały szósty zmysł, sama zmiana wyglądu mogła nie zmienić ich postępowania, a jedynie ich rozjuszyć, wzmóc ich czujność.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
14
16
0
0
0
35
4
2
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Restauracja   19.08.17 3:04

Czarny Pan nie był z nas zadowolony. Pozwoliliśmy pojmać jednego z nas, nie zainteresowaliśmy się jego losem, naraziliśmy wszystkich na niebezpieczeństwo.Zagroziliśmy Jemu. Zastanawiałem się nawet czy całe odbijanie Burke'a z Azkabanu nie było wyrafinowaną formą kary, jaką postanowił nagrodzić nas Czarny Pan za ten ciąg porażek. W końcu nikt nigdy stamtąd nie uciekł. Jeżeli na świecie istnieją miejsca, których nie chcę zwiedzać, to magiczne więzienie jest jednym z nich. Dementorzy błądzący po całej twierdzy byli perspektywą wystarczająco przerażającą, żebym nie skakał z radości na myśl o szykującej się wycieczce. Długo myślałem przed pojawieniem się na spotkaniu. Ciągle czułem jeszcze pod palcami klawisze klawesynu, który zwykle pomagał mi się skupić. Przypominałem sobie ze szczegółami wszystko, co mogłoby okazać się przydatne w Azkabanie. Było tego w gruncie rzeczy niewiele, za mało żebym w jakikolwiek sposób sam mógł zaplanować włam do najpilniej strzeżonego więzienia w Wielkiej Brytanii. Na szczęście nie byłem sam. Myślałem uważnie o wszystkim. Szedłem powolnym krokiem otulony ciemnozieloną szatą, paląc papierosa. Nie odzywałem się do Ramseya, z którym wkroczyłem do restauracji Tristana Rosiera. Usiadłem koło syna cały czas nie wypowiadając nawet jednego słowa, zaszczycając obecnych ledwie pobieżnym spojrzeniem. Zamyślony wzrok utkwiłem gdzieś na styku ściany z sufitem. Moje oczy jednak nie rejestrowały nawet zbyt dobrze bogatych ozdób, którymi ociekało to miejsce. Uszy ledwie rozpoznawały Wagnera wybrzmiewającego gdzieś z tyłu. Wbrew pozorom byłem bardzo skupiony na tym, co mówili inni i zapamiętywałem każde wypowiedziane słowo. Analizowałem każdą nową informację i porównywałem ją z tym, co sam wiedziałem. Dementorzy są okropnymi stworzeniami, to nie budzi wątpliwości. Z całych sił chciałem uniknąć spotkania ich w swoim życiu, a teraz właśnie byłem w środku planowania wejścia do ich gniazda. Wepchnięcia się tam z własnej woli. Podsunięcia im się pod kaptur. Los miał ironiczne poczucie humoru, doceniałem je, choć akurat ten żart wyjątkowo nie był zabawny. Nie teraz, kiedy wracały do mnie wszystkie wspomnienia z Tower i z procesu, z chwili, gdy złamałem różdżkę w ostatnim, rozpaczliwym geście unikając pocałunku z jednym z dementorów.
- Gdybyśmy jednak nie zdecydowali się na przebieranki, znam kogoś, kto twierdzi, że wie, jak dostać się do Azkabanu - wyciągnąłem z kieszeni mapę ofiarowaną mi przez nieznajomego. - Nie ręczę za jego informacje, ale w razie potrzeby może jednak lepiej wiedzieć, gdzie będziemy. Jeśli ktoś zna się na gwiazdach, zapraszam.
Położyłem niechlujną mapkę na stole przed sobą. Mnie nie mówiła zupełnie nic. Była wręcz większym sekretem niż sam Azkaban. Ale ktoś z większą znajomością astronomii mógłby już coś z niej wyczytać.
- Może powinniśmy wziąć jakąś przynętę do odwrócenia od nas uwagi dementorów? Zna ktoś kogoś szczęśliwego i beztroskiego, kto skupi na sobie ich uwagę na tyle, żeby nasza obecność była mniej zauważalna? - Żartowałem, ale tylko odrobinę. Porządny Imperius mógłby znacznie pomóc nam w przemknięciu się do środka. Problem w tym, że ja niespecjalnie znałem radosne osoby bez życiowych problemów, które nadawałyby się na wspólną wycieczkę. - Najlepiej żeby był to ktoś, kogo możemy w razie czego zostawić.
Czyli nie Rycerze. Czarny Pan raczej nie byłby zachwycony wymianą. Musimy dostać się do środka, zabrać Burke'a i Bagmana i wyjść. Brzmiało całkiem łatwo, gdyby nie wspominać o tym, że nie znamy dokładnej lokalizacji Azkabanu, nie wiemy, jak poradzić sobie z dementorami i jak stamtąd wyjść.
- Skoro o eliksirach mowa, ostatnio ktoś kupował na Nokturnie niezwykle dużo ropy z czyrakobulwy. Jeśli jest ktoś odpowiednio zaznajomiony z eliksirami, możemy pomyśleć o czymś wzmacniającym.
Kiedy mówiłem omiatałem zgromadzonych wzrokiem upewniając się, że nie chcą niczego dodać do moich słów. Miałem wrażenie, że informacji posiadam niewiele, ale po zebraniu ich z wiadomościami innych, stanowiły już całkiem spory arsenał wiedzy, z którym ruszenie na Azkaban stawało się jedynie próbą samobójczą, a nie promieniem avady wymierzonym prosto w serce.
- Wśród więźniów krąży też legenda o właściwościach mandragory, ponoć, niespecjalnie chce mi się  wierzyć, jej rzucie zapobiega wyssaniu duszy. Szczerze powiedziawszy jednak, wolałbym uniknąć aż tak bliskich spotkań. Z wyssaniem duszy czy bez, zdecydowanie nie powinniśmy pozwolić dementorom zbliżyć się do nas aż tak. Ale za to pomagać ma też czekolada. Może warto zaopatrzyć się w coś słodkiego.
Wydawało mi się to nieco zabawne, prawie jak planowanie pikniku. Ktoś weźmie czekoladę, ktoś wino, a kto inny ciasto. Wina i ciasta jeśli zamienimy na eliksiry, a łąkę na opuszczoną wyspę na środku Morza Północnego, wszystko się zgadza.
- Więzienny łańcuch wydzwoni melodię strachu, chłodu i beznadziei. A przynajmniej tyle mówią wróżby. - Nie wgłębiałem się w beznosą wieszczkę, która podzieliła się ze mną tą jakże uroczą wizją. - Mam nadzieję, że nie oznacza to naszego uwięzienia, ale czymkolwiek by nie było, lepiej przygotować się na najgorsze.
Wolałem nie wspominać o tym, że przyszłość przepowiedziana została mi i jeśli nawet dotyczy wszystkich, usłyszałem ją ja. A to stawiało mnie w tej najgorszej możliwej pozycji. Nie chciałem nawet myśleć o tym, że mógłbym zostać w Azkabanie, kiedy reszta go opuści. Są pewne granice strachu, a twierdza pełna dementorów leży hen daleko za nimi.
- Czy wiemy, jak stamtąd wyjść? - Powiodłem wzrokiem po zgromadzonych. To było równie istotne jak dostanie się do środka. - Z dwoma więźniami - przypomniałem unosząc brwi. Nie sztuką było tam wejść, wszak trafiali tam różni ludzie przed nami. Problem polegał na tym, że żaden nigdy nie wyszedł.
- Człowiek, który dał mi tę mapę - wskazałem na skrawek papieru na stole - twierdzi, że udało mu się uciec. Szczerze powiedziawszy mocno w to wątpię, ale może ostatni wybuch magii jakoś pozwolił mu opuścić Azkaban? Jeśli nie mamy lepszej drogi ewakuacji może warto z nim porozmawiać o tym, jak wydostać się z więzienia?
Mogłem mężczyznę znaleźć bez większych problemów, tak przynajmniej mi się wydawało. Nie wierzyłem w jego informacje, ale jeżeli lepszych mielibyśmy nie dostać, to warto łapać się każdego patronusa, szczególnie gdy pakujemy się w gniazdo dementorów łaknących naszych czarnych dusz. Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa na samą myśl o pocałunku. Tego jednego zdecydowanie nie chciałem doświadczyć w moim życiu. Nigdy. Ani teraz, ani w przyszłości.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Restauracja   19.08.17 18:57

Nie pamiętał dnia, który przyniósłby dobre wieści. Przełom miesiąca okazał się być przełomem aż nazbyt dosłownym i dalekim od szczęśliwego na ziemiach przylegających do Ludlow; już nie jedna, a dwie męskie linie Averych zostały zdmuchnięte niczym płomień świecy. Może ów płomień od dawna zaledwie się tlił, zamiast płonąć pełnią mocy i całym swoim zdecydowaniem, może należało uznać to za przejaw naturalnej selekcji i stwierdzić, że tak było lepiej, może wypadałoby odżałować kuzyna, który opowiedziawszy się po dobrej stronie konfliktu, pomimo swoich przywar, mógł im się jeszcze przydać, może jedynym słusznym wnioskiem było stwierdzenie, że lepsi martwi krewni niż niegodni - Perseus wciąż nie wiedział, co naprawdę sądzi o zdarzeniach ostatnich dni wypełnionych zawieruchą i chaosem. Ale w chaosie zaczynały się formować pierwsze kontury przyszłości, którą pragnęli budować. Wspólnie. Zapomnieli o tym, pomijając w równaniu Craiga, pozwalając, by spotkał go los wiążący się z ogromnym ryzykiem nie tylko dla niego, ale i dla ich samych i, co ważniejsze, dla ich sprawy. Dopuścili się poważnych zaniedbań, zbyt opieszale, o ile w ogóle, poszukując informacji o powodzeniu swoich współtowarzyszy - może gdyby odpowiednie kroki podjęli wcześniej, mieliby do zaplanowania szarżę na miejsce inne niż Azkaban.
Otrzymawszy zaproszenie, zjawił się pod wskazanym adresem mniej więcej w tym samym momencie, co pozostali i ograniczając się do enigmatycznych powitań, prześlizgnął spojrzeniem chłodnych tęczówek po twarzach zebranych. Na parę ulotnych sekund odnalazł ciemne tęczówki Deirdre, a w głowie zadźwięczało mu echo jej słów. Ciemne chmury zebrały się nad twoją rodziną. Czy wiedziała już jak bardzo? Odciął od siebie zbędne myśli zdecydowanie, odpalając papierosa. Od dłuższego czasu palił coraz więcej, wciąż jednak nie dostrzegał tej zmiany, nie wspominając nawet o próbie jej zahamowania. Wdychając nikotynową chmurę, przysłuchiwał się początkowi obrad. Nienapawających optymizmem.
Dementorzy nie należeli do grona, w którym pragnął się obracać; chociaż jego wiedza z zakresu magicznych stworzeń nakierowana była na stanowiące rodzinne dziedzictwo trolle, nie pozostawał ignorantem w jej pozostałych kwestiach. Najprawdopodobniej również reszta zebranych była dość sumiennie zaznajomiona z opisem wyglądu dementorów, przytaknął więc wypowiedzi Rosiera, z czymś na kształt ulgi przyjmując fakt, że nie tracili czasu na podręcznikowe formułki określające czarne peleryny i sposób poruszania się, zamiast tego próbując maksymalnie wykorzystać upływające minuty. Mgła, gwałtowny spadek temperatury, świszczący oddech, narastający lęk, ulatujące szczęśliwe wspomnienia - wszystkie punkty z listy zostały wykreślone. Jeśli dementorzy żywili się radością, czekał ich post; Avery próbował się łapać tej myśli, lecz włosy wciąż jeżyły się mu na karku. Wybierali się do Azkabanu, do miejsca, na które zostałoby skazane każde z nich, gdyby tylko zostali złapani, powagę sytuacji rozumiał aż za dobrze.
- W kwestii eliksirów i ingrediencji pomocny może być również Quentin, jego umiejętności są godne uwagi - wtrącił się w wymianę zdań, dorzucając do puli utalentowanego alchemika, dodatkowo mającego świetne rozeznanie w świecie Nokturnowym oraz dostęp do asortymentu sklepu Borgina i Burke’a. Jeden znawca eliksirów może nie zdołać zaopatrzyć ich wszystkich sowicie. - Być może będzie w stanie potwierdzić informację o żuciu mandragory. Czekolada to lepiej udokumentowany środek, lecz wyjątkowo krótkotrwały - musimy więc szukać dalej, skoro Patronus zostaje poza naszym zasięgiem. Nie unikniemy spotkania z mgłą. Słowa Ramseya wwiercały się w jego głowę, podsuwając wyobraźni niezwykle kompletną wizję tego, co ich czekało. Słysząc słowa Morgotha o animagii, zerknął na niego z zaciekawieniem, może wręcz ze swoistego rodzaju uznaniem. Wybiegające poza klasyczny kanon zdolności zawsze kusiły go niewspółmiernie, wciąż jednak brakowało mu cierpliwości i zacięcia, by opanować którąś z nich. Być może teraz miał odkryć jak olbrzymi był to błąd.
- Jeśli dementorów nie interesują zwierzęce umysły, może powinniśmy ze sobą zabrać kundla? - Samantha Weasley miałaby szansę chociaż częściowo odkupić swoje winy, porzucenie Craiga spoczywało wszak na jej barkach. - Wilkołaki są zdolne do przemiany się poza pełnią księżyca, o ile dojdzie czynnik w postaci silnych, negatywnych emocji. Tych w Azkabanie będzie mieć aż pod dostatkiem - mogłaby prześlizgnąć się razem z Yaxleyem pomiędzy dementorami i udać się do odpowiednich cel, to byłby duży krok w uwalnianiu więźniów. O ile znajdą sposób, by powstrzymać jej pierwotne instynkty, gotowe w każdej chwili zwrócić się przeciwko nim. Persona wspomniana przez Mulcibera brzmiała obiecująco, lecz czy jeden Patronus zdoła utrzymać dementorów z dala od nich? Tymczasowo wstrzymał się z propozycjami, skupiając się na kolejnych z poruszanych tematów.
- Wizyty kontrolne Ministra odbywają się zazwyczaj raz w miesiącu. Asystent Ministra lub ktoś inny blisko z nim związany z pewnością dysponuje stosownym terminarzem. Podróż do Azkabanu odbywa się za pomocą uprzednio przygotowanego świstoklika - potwierdził słowa Morgotha, żałując, że nie posiada większej ilości sprawdzonych informacji w tej kwestii. - Wizyta w Urzędzie Świstoklików może się okazać przydatna, świstoklik byłby użyteczny również jako środek ewakuacji. Być może po spotkaniu z dementorami wciąż będziemy w stanie przemienić się w kłęby czarnego dymu, lecz opcja ta może znajdować się poza zasięgiem Burke’a i Bagmana - kontynuował myśl, nawiązując jednocześnie do planów skutecznego opuszczenia Azkabanu w jednym kawałku, bez pozostawiania kogokolwiek w tyle. - Powinniśmy dostarczyć Craigowi różdżkę, będzie wtedy bardziej przydatny po uwolnieniu - a to zawsze jeden z nas więcej w starciu przeciwko stworzeniom znacznie przewyższającym nas liczebnie.
- Szlama dla odwrócenia uwagi nie może zaszkodzić - wydmuchnął papierosowy obłok od niechcenia, popierając pomysł Ignotusa. Żartował czy nie, taki drobiazg mógł się okazać kluczowy dla ich misji. A na sam koniec świat będzie czystszy o jedną szlamę - dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Jakiś czas temu dotarły do mnie pogłoski o korupcji - zaskakujące - nielegalnym handlu i niehumanitarnych badaniach prowadzonych w Ministerstwie, być może chodziło właśnie o próby okiełznania dementorów - o ile atakujący funkcjonariuszy Oddziału Kontroli Magicznej przechodzień mógł faktycznie wiedzieć cokolwiek o zgniliźnie przeżerającej mury instytucji sprawującej władzę. - Najprawdopodobniej odpowiedzi na większość naszych pytań skrywa gabinet Ministra, jednak jest to jedno z najpilniej strzeżonych pomieszczeń, nikt z nas nie zdoła wedrzeć się do środka niezauważonym i znaleźć to, czego poszukujemy - nikt, nawet nie ja, chociaż właśnie do skradania i infiltracji szkoliłem się latami. Szkoda, wielka szkoda. Słowa Ignotusa zwróciły jego uwagę po raz kolejny, skupił spojrzenie na skrawku pergaminu. - Wiele miesięcy temu mój współpracownik - szpieg, mistrz kłamstwa, jeden z tych, którym nie należy ufać, lecz który mógł mówić prawdę - wspominał o mapie, na którą natknął się w archiwach ministerialnych. Brak mi pewności co do tego czy dalej się tam znajduje - o ile w ogóle kiedykolwiek tam była, lecz nie zniechęcajmy się zbyt łatwo - nie mam również wystarczających uprawnień, by pozyskać dostęp do tych akt, gdyby jednak udało nam się do nich dotrzeć - czyli włamać się do archiwum, a to pestka przy włamaniu się do Azkabanu - moglibyśmy potwierdzić autentyczność mapy zdobytej przez Ignotusa, być może zawierałaby nawet kompletniejsze informacje, a w pozostałych aktach znaleźlibyśmy jeszcze coś, co ułatwiłoby nasze zadanie - lub po prostu uczyniło je odrobinę mniej niemożliwym do przeprowadzenia z pełnym sukcesem. - Dopuszczam do siebie jednak możliwość, że może być to wyłącznie ślepy zaułek - i to zaledwie jeden z wielu.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   19.08.17 23:12

Wpierw jego wzrok spoczął - nieco lekceważąco - na Deirdre, które odezwała się jako pierwsza. - Słowem - odparł, jakby wyjaśniał rzecz najoczywistszą na świecie - komuś, kto palnął równie wielką głupotę. - W każdym razie, można próbować. Istnieje szansa, że będziemy się w stanie z nimi porozumieć. Możliwe, że gdyby pragnęły wolności wyszłyby stamtąd już dawno. - Przeniósł wzrok na Morgotha, który przedstawił im historię Azkabanu. - Jeśli wypuścimy z Azkabanu więźniów, dementorzy nie będą tam mieli dłużej czego szukać. Pozostaje kwestia pertraktacji odnośnie ich zachowania na zewnątrz. To byłoby niefortunne, gdyby zwrócili się przeciwko nam. - Karta przetargowa, układ: to może mogło mieć szansę zadziałać, jeśli tylko udałoby im się przykuć ich uwagę. - Potrzebujemy tych raportów - spojrzał na Ramseya. Badania niewymownych będą bezcenne, był tego pewien. - I eliksirów. Wiadomo, dla kogo one były? - Niefortunnie byłoby popełnić pomyłkę, która, zamiast pomóc, przeszkodzi im w dotarciu do celu.
Usłyszawszy słowa o kontakcie z rezerwatem Peak District - z wolna skinął głową.
- To prawda - odparł z przekonaniem, odnajdując w pamięci spotkanie z tym człowiekiem; w jego oczach dotąd był tylko upierdliwym petentem - nigdy nie zarżnąłby smoka na życzenie ministerialnych urzędników. - Był tez u nas, chciał smoczą wątrobę. Dziewczyna nie mogła wiedzieć za dużo - ponownie zanegował słowa Deirdre - nie troszczono by się o nią w ten sposób. Swoją, drogą, to osobliwe, że choroba zwykłej dziwki - mogło ci się wydawać, że to rola życia, bycie królową męskich serc, Deirdre, ale w rzeczywistości dziwka to dalej dziwka - postawiła na nogi tak wysoko postawionych czarodziejów, być może jedno z drugim wcale nie ma nic wspólnego. - Na ten temat jednak nie wiedział nic więcej.  - W każdym razie, bez trudu mogę skontaktować się z nim ponownie. - Przeniósł wzrok na Perseusa: posiadał terminarz, tak? Później - na Morgotha. - Z całą pewnością mógłby zlokalizować siódemkę czarodziejów, o których mówisz. Przy odpowiedniej zachęcie - imperiusem. Na słowa Ramseya - jedynie krótko westchnął, świetnie: musieli się więc na tę cholerną mgłę przygotować. - Omijamy pomieszczenie o trójkątnej podstawie. - Nie będą w stanie ich odgonić. Kiwnął głową, nie wiedział, kim jest Skamander ani nie znał tej dziewczyny, ale prawdopodobnie nie była ani gorsza ani lepsza od kogokolwiek innego.
Mapa rysowana gwiazdami nie powiedziała mu więcej niż Ignotusowi, ale  z pewnością mogli o nią kogoś zapytać. - Weźmy mapę do Walerija, i tak musimy go odwiedzić - jeśli ktokolwiek znał się na gwiazdach - to najlepszy alchemik rycerzy. Pokręcił głową na wspomnienie Quentina, był utalentowany, ale Dolohov potrafił więcej - a oni nie mogli pozwolić sobie na błędy.
- Rozdzielenie się może nie być złym pomysłem - stwierdził z lekkim zawahaniem, bo z jednej strony - łącznie stanowili większą siłę. Z drugiej, jeśli jeden plan spali na panewce, drugi wciąż będzie miał szanse powodzenia. Nie był pewien, czy mieli dość czasu, by przygotować się dwiema drogami.
Czyrakobulwa:  nie miał pojęcia, do czego mogła służyć - ale tę wiedzę również uzyskają od Valerija. - Goshawk może wiedzieć coś więcej o mandragorze - była uzdrowicielką, znała się na ziołach, być może nawet strzęp informacji pomoże im potwierdzić lub zaprzeczyć domysłom Ignotusa. Nie skomentował rewelacji o czekoladzie, mogła dodać sił, ale nie uchroni ich przed pocałunkiem. Pokręcił lekko głową, nie miał zamiaru dać się skuć żadnym łańcuchom - wyjdą stamtąd.
- Nie możemy wyjść z Azkabanu bez Craiga i Bagmana - nie mogli mieć co do tego żadnych wątpliwości. - Droga ucieczki dla nich jest kluczowa. Nie jestem pewien, czy nie powinniśmy sprawdzić obu tych wyjść. Świstoklik będzie skuteczniejszy, ale może się zepsuć, zgubić lub zniszczyć. A droga, o której mówił ten człowiek, może już nie istnieć. - Mimo wszystko, mówili o najpilniej strzeżonym więzieniu w kraju. Na świecie?
Na wspomnienie Samanthy Weasley - pokręcił znów głową.
- Świetny pomysł - stwierdził sucho. - Odwrócimy od niej uwagę - i co dalej? - Nie mogło im to pomóc w żaden sposób, nie miał zamiaru powierzyć wykonania tego zadania wilkołakowi, który na dodatek mógł się bezwiednie zwrócić przeciwko nim samym. Było zbyt ważne. Znacznie bardziej przyda im się przynęta lub ktoś, kto sprawniej od niej posługiwał się białą magią. Musieli się skupić: wszystkie te strzępy informacji musiały się wreszcie ułożyć w jeden, spójny plan.
- Musimy odwiedzić Walerija i Goshawk - wciąż nie potrafił wymówić imienia uzdrowicielki - Potrzebujemy eliksirów rozjaśniających umysł oraz takich, które ten umysł wyleczą. Będziemy o krok od szaleństwa. Przydatne będzie Memento -jego wypicie będzie desperackim krokiem, ale jeśli to zapewni na przeżycie, powinniśmy to zrobić. - To mówiąc rzucił na stół sakwę z ingrediencją ludzkich kości - właśnie one były potrzebne - oraz kory z drzewa wiggen, składnika silnego eliksiru uzdrawiającego. - Walerij powinien wiedzieć, do czego służy ropa czyrakobulwy. - Bez wątpienia. - I powinien też być w stanie zrozumieć coś z mapy Ignotusa. - Zamilkł, zbierając myśli.  - Kwestię mandragory wyjaśnimy z uzdrowicielką, czy ktoś jest w stanie się z nią skontaktować?
Nie mieli czasu na wiele: pozostałe zajęcia musieli rozdysponować ostrożnie i mądrze.
- Musimy dostać się do raportów na temat dementorów, przedostać się do środka, sugeruję z ministrem, a więc zdobyć eliksiry wielosokowe. Gabinet ministra może przeszukać jego asystent pod imperiusem, jeśli eliksiry nie są skończone, mógłby zdobyć również włosy tych ludzi, ale może nie zdążyć. Deirdre zapewne zrobi to bez trudu. - Nie spojrzał na nią, spojrzał na Yaxleya - zastanawiając się, czy ludzie, o których wspominała jedyna wśród nich kobieta mogli być tymi, którzy będą obstawą ministra. - Omijamy trójkąty - dodał bez przekonania - Craig będzie potrzebował różdżki, minister powinien dysponować jedną - i raczej nie będzie mu już potrzebna. - Ale jeśli to zawiedzie, być może powinniśmy poprosić o przysługę jego siostrę. Jestem pewien, że lady Yaxley - ukłonił się w kierunku Morgotha - z radością użyczy swojej na wszelki wypadek. Pewnie tęskni za bratem. - Różdżka nie będzie go słuchała, nie usłucha go żadna, która sama go nie wybierze - mogli jedynie zapewnić mu minimum komfortu niezbędnego do przetrwania pomimo osłabienia. - Łapiemy dziewczynę wskazaną przez Ramseya. - Kimkolwiek była. - Jeśli z ministrem może wejść do środka siedmioro czarodziejów, nie weźmiemy nikogo więcej. - Przynęta była dobrym pomysłem, ale musieli mierzyć zamiary podług sił. Być może w ostateczności będą mogli tam zostawić tę dziewczynę. -





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna


I've tasted blood and I want more


25
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Restauracja   22.08.17 14:53

Słuchała kolejnych informacji z uwagą, przesuwając wzrokiem po wypowiadających się mężczyznach. Wiadomości, które zdołała zebrać, wydawały się jej początkowo bezsensowne, nie mające wpływu na ich sytuację, a jednak łączyły się w pewien sposób z wiedzą pozostałych Śmierciożerców, układając porozrzucane elementy w obraz. Niepełny, wątpliwy, złudnie skrzący się szansą powodzenia - ale powinni być i za odrobinę prawdopodobieństwa sukcesu wdzięczni. Wejście do Azkabanu, do miejsca, którego powinni unikać za wszelką cenę, pozbawieni możliwości obrony przed dementorami, wydawało się misją samobójczą. Mogli jednak zmniejszyć ryzyko nagłego postradania zmysłów lub duszy. Strzępki informacji i detali, zebranych głównie z okolic Ministerstwa Magii, pozwalały na wskrzeszenie odrobiny nadziei - zbędnej, jeśli faktycznie chcieli stawić czoła kreaturom wysysającym wszelkie pozytywne emocje. Na szczęście nie miała ich w sobie prawie wcale; maj okazał się miesiącem przeklętym i koszmarnym, wciskającym ją w ziemię i raniącym; odciskającym piętno nawet na obojętnej masce, jaką przywdziała, starając się z całych sił opanować irytację zachowaniem Rosiera.
Gdy odpowiedział jej tak pogardliwie, nie mogła już dłużej udawać, że nie ma go w tym pomieszczeniu. Podniosła na niego wzrok, lodowaty, lecz podszyty wściekłością. Zwykła dziwka - zwrot nie odnosił się tylko do Suzanne, wiedziała o tym. Tak to miało teraz wyglądać? Tak teraz będziesz mnie traktować? Dorośnij, Tristanie, im szybciej, tym lepiej dla nas obojga. Zacisnęła zęby, posyłając mu prowokujące, wrogie spojrzenie, lecz milczała jak zaklęta. Mogła kłócić się dalej, nalegać, że kwestia dziewczyny ma znaczenie albo jasno wysyczeć zasady wzajemnego szacunku - czyż Czarny Pan nie oczekiwał od nich solidarności? - lecz nie zamierzała wszczynać kłótni, zwłaszcza wśród osób, które - była tego pewna - nie miały pojęcia o pewnym ochłodzeniu się relacji z mężczyzną, wprowadzającym ją przecież w szeregi Rycerzy Walpurgi. Mieli ważniejsze sprawy na głowie, ona także zamierzała skupić się na odnalezieniu wyjścia z pogmatwanej sytuacji. Wiele detali mogło okazać się ślepymi zaułkami, prowadzącymi w paszczę dementorów. Mgła, trójkątne pomieszczenie, ministerialne machlojki, bliscy współpracownicy nowego Ministra Magii, kontrolne wizyty, świstoklik, mapy, siedmiu wspaniałych - wejście do więzienia jako eskorta Tufta wydawało się dobrym pomysłem, a plan, przedstawiany zbiorczo przez Tristana, miał sens. Ciągle więcej było w nim luk i niewiadomych, niż pewnych faktów, ale przynajmniej posiadali jakiś szkielet, na którym mogli oprzeć dalsze poczynania. Wiedziała, czym może się zająć, wiedziała, jak wygląda hierarchia, dlatego też nie przerywała ani nie dopytywała już o szczegóły, nie tyle usadzona w miejscu niechęcią Rosiera, co starająca się skupić na wspominanych detalach. Każdy mógł mieć wielkie znaczenie dla powodzenia sprawy.
- Wybieram się niedługo do Valerija. Mogę porozmawiać z nim o mapie i przekazać ingrediencje, niezbędne do eliksirów - odezwała się w końcu spokojnie, z wzrokiem ponownie utkwionym w terrarium za plecami Ramseya i Ignotusa. Narastająca frustracja praktycznie ją unieruchomiła, zastygła w tej samej pozie, myślami będąc jednak w Azkabanie. Wśród dementorów, szukając Craiga i Bagmana: potrzebowali eliksirów i alchemicznych zdolności Valerija. Przesunęła wzrok na siedzących mężczyzn - często cenne ingrediencje noszono przy sobie, może mogła odebrać je już teraz; im szybciej odwiedzi Valerija, tym lepiej - o ile otrzyma taką możliwość. Królowała przecież jedynie w Wenus i to tam mogła przysłużyć się sprawie. - Jeśli potwierdzimy personalia mężczyzn, mających być w najbliższej obstawie Ministra podczas tej wizyty kontrolnej, uzyskanie ich włosów nie będzie większym problemem - pojawiali się w Wenus, korzystali z usług prostytutek, czuli się tam bezpiecznie i swobodnie. Z radością przyjęliby też wizytę Miu. Jeśli wybiorą drogę eliksiru wielosokowego, uzyskanie niezbędnego dodatku znajdowało się w zasięgu dłoni - jej dłoni. - Można także zaangażować Borgię, ma większy dostęp do narkotyków i alkoholu, którymi można unieszkodliwić tych gości, a także rozwiązać im języki - i do dokładnego spisu klientów - i choć najchętniej rozpłatałaby gardło Giovanny na pół, była gotowa współpracować i poprosić ją o pomoc. Reszta pozostawała poza jej zasięgiem - ale akceptowała zarysowany szkic planu, ponownie milknąc. Jeśli zostanie przydzielone jej coś jeszcze, wykona to bez wahania: zadawała sobie sprawę ze swojej pozycji, z tego, że jest tu najmłodsza i podlega decyzjom tych, którzy trwali u boku Czarnego Pana dłużej. Kluczowe było zdobycie dalszych informacji, rozjaśnienie mroków, w jakich na razie ciągle się poruszali - widząc jednak światełko w tunelu, prowadzące ich prosto w objęcia dementorów. Zimno przeszyło ją na samą myśl o tych stworzeniach, o łańcuchach, o mgle, ale nie dała tego po sobie poznać, oczekując odpowiedzi innych.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl dorgi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Restauracja   29.08.17 16:36

Jeśli Niewymowni do czegokolwiek doszli — dowie się o tym, a gdyby udało im się na bazie czarnomagicznych anomalii opracować metodę kontroli dementorów, osiągnęliby spory sukces. Nie pozwalał sobie jednak na taki optymizm. Poznana przez nich magia wciąż była kroplą w morzu do odkrycia, nie wiedzieli jeszcze wszystkiego i pewnie nie dożyją czasów, które rozjaśnią im choćby połowę. Był sceptycznie nastawiony do treści raportów, przeczuwał, że te niezwykłe badania wciąż są na etapie początkowym, choć nawet gdyby taki przełom rzeczywiście miał miejsce w którejkolwiek sal Departamentu Tajemnic niewielu by o tym usłyszało. Lecz kto wie, może odpowiedzi na te wątpliwości są tam, wcale nie tak trudno dostępne i wcale nie takie skąpe. Wiedział, gdzie się znajdowały; mógł tam iść sam, lub mógł tam ktoś iść za niego...
— Nie. Alchemicy w Departamencie Tajemnic nieustannie coś warzą i niekoniecznie dzielą się z kimkolwiek informacjami na ten temat, a przynajmniej czynią to bardzo niechętnie. Podejrzewam, że mają służyć dalszym badaniom, modyfikacjom lub eksperymentom na kimś lub na czymś.— Któż by przewidział, co im wpadnie do głowy. — Zabranie tych fiolek nie będzie łatwe, chyba nie muszę objaśniać w jakim miejscu się znajdują. — To, co odbywało się w salach Departamentu Tajemnic pozostawało niewiadomą dla wszystkich. Wątpił, by sami ministrowie zdawali sobie sprawę, nad czym konkretnie pracują niewymowni każdego dnia. Jego zapał studziła myśl, że wykradnięcie czegokolwiek z miejsca tak dobrze strzeżonego będzie nie lada wyzwaniem; nie brał pod uwagę porażki — nie z własnej pychy, ale sprytu, który musiał doprowadzić ich wszystkich do celu. Powinni ostrożnie podejść do swoich zadań, rozważnie podjąć pierwsze kroki; nie mogli skazać się na niepowodzenie. Czarny Pan nie słuchałby ich tłumaczeń, nie zdążyliby się nawet odezwać. — Szybko ktoś się zorientuje, że czegoś brakuje. Potrzebuję czegoś na wymianę. Valerij to świetny alchemik, nie zdoła uwarzyć eliksiru wielosokowego w kilka dni, ale może wie, co wlać do fiolki, by go do złudzenia przypominało.— Nie liczył na to, że się nie zorientują, lecz może oskarżą sami siebie o nieudolność i pomyłkę.— Spytaj Dolohova o to: czy jest w stanie coś takiego przyrządzić w określonej ilości. Spytaj go również, czy jeśli spróbuje uwarzyć eliksir wielosokowy, ale go nie skończy, kiedy go znajdą niewymowni będą w stanie określić kiedy był przygotowywany. Może pozostawienie źle uwarzonej fiolki będzie w stanie zamknąć temat bez podejrzewania kradzieży. — Wolał się zabezpieczyć, nie mieć późniejszych kłopotów. Tkwiąc w Departamencie Tajemnic był dobrym informatorem i zamierzał służyć Czarnemu Panu swoją wiedzą.
Zerknął na mapę, kiedy Deirdre o niej wspomniała, a po chwili przesunął ją po blacie z cichym szelestem w jej kierunku. Nie spojrzał na nią. Wpatrywał się w stół przez dłuższą chwilę, zastanawiając nad czymś jeszcze. W końcu z kieszeni wyciągnął niewielkie pudełeczko, w którym znajdowała się ropa czyrakobulwy, i podobnie jak wcześniej mapę, przesunął to w jej kierunku. Dla Valerija.
— Porozmawiam z Goshawk— dodał po chwili, zerkając na Tristana. Od kilku dni zastanawiał się, dlaczego nie pojawiła się na spotkaniu Rycerzy; coś musiało się wydarzyć. Z pewnością znała odpowiedź na wątpliwości dotyczące Mandragory, a to wiele by im ułatwiło. Musieli spróbować wszystkiego.— Potrzebujemy pewnej drogi powrotnej. — Jeśli coś pójdzie nie tak, mogli spróbować uciec; żaden z nich jednak nie chciał i nie zamierzał opuszczać Azkabanu bez dwóch czarnoksiężników, po których się tam wybierali. Nie mogli ryzykować pozostawieniem, któregokolwiek z nich.
— Ach, prawie bym zapomniał. Mamy metamorfomaga — przypomniał lub pewnie poinformował większość zebranych o tym drobnym fakcie. Od niedawna wśród popleczników Czarnego Pana znajdował się Macnair — już wtedy wiedział, że jego umiejętności im się szybko przysłużą. — Udam się z Drew do departamentu. Będzie mógł przemienić się we mnie lub jakiegokolwiek innego niewymownego, a wiec uzyska dostęp do miejsc, do których nieupoważnieni nie mają wstępu. — Oczywiście będzie go musiał wcześniej poinstruować o wszystkim, przedstawić mu uproszczony plan i drogę, jaką będzie musiał przebyć i przestrzec go przed ewentualnymi problemami. Dzięki temu mogli w tym samym czasie być w dwóch miejscach, załatwić sprawę szybciej i miał nadzieję, równie skutecznie.
— Ta dziewczyna— o której mówił.— Justine Tonks. Jest mugolaczką— powiedział obojętnie, jedynie po twarzy przemknął mu cień niechęci. — Pracuje w Mungu, łatwo ją będzie dopaść. Zdobycie jej adresu nie powinno dla nikogo stanowić problemu.— Przeniósł wzrok na Perseusa. Wiedział, że zdobycie dla niego takiej informacji to błahostka. Wystarczyło ją dopaść, rzucić na nią klątwę i sprawdzić jej możliwości. Mogła okazać się niezwykle pomocna, o ile nie przeceniał Skamandera. Wierzył jednak, że jest wystarczająco troskliwy, a jego serce wrażliwe i dobrze zabezpieczył dziewczynkę na wypadek kłopotów.





And so Death took the brother for his own.
*
And then he greeted Death as an old friend.


Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 02.09.17 18:15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   31.08.17 9:15

Słuchał wszystkich padanych w pomieszczeniu słów, analizując i gromadząc wiedzę, która należała również do reszty zgromadzonych. Nie podobało mu się, że większość opierała się na przypuszczeniach, jednak sprawy tak niebezpieczne i oddalone od życia każdego z nich jak Azkaban nie posiadały odpowiedniej instrukcji postępowania. Nic dziwnego, że chwilowo poruszali się po omacku, nie wiedząc na czym się skupić. Musieli jednak wpierw zgromadzić całą wiedzę, wszystko co mogło się przydać i odrzucić fałszywe tropy. Gdy jako następny głos zabrał młodszy Mulciber, nie podniósł na niego spojrzenia, ale słuchał. Raczej żadne z nich nie było na tyle naiwne, by sądzić, że uda im się przemknąć przez więzienie nie napotykając żadnego z dementorów? Poważne słowa nie napawały optymizmem, ale też nie powinny. Miały im powiedzieć, co ich czeka. Czy mogli się na to odpowiednio przygotować? Ramsey potwierdził jedynie fakt, że spotkanie ze strażnikami Azkabanu nie będzie jedynie czystą formalnością i że każdego z nich, nawet najbardziej bezwzględnego, czekał bijący od nich chłód i niepokój. Zaraz jednak podał im kolejną informację, która wydawała się całkiem interesująca. Nie miał pojęcia kim był Skamander, ale dodając dwa do dwóch mógł być aurorem, a to było kolejne ale. Mimo wszystko profity które mogli zdobyć dzięki kontroli nad nią, przewyższały cenę ryzyka. Żadne z nich nie było wybitnym uzdrowicielem, nie mogli też udać się tam bez niego, licząc na coś takiego błahego jak szczęście.
Sprawa udamawiania dementorów wydała mu się absurdalna sama w sobie, ale każde kolejne słowo rzucane nie tylko przez Tristana, ale również Mulcibera zaczęło nabierać sensu. Jeśli naprawdę ktoś mógł to zrobić, oznaczałoby to niesamowite ułatwienie. Pytanie jednak czy naprawdę Niewymowni byli na zaawansowanym etapie badań czy to też była ślepa uliczka, za którą mieli zapłacić? Nie stać ich było na błędy. Jego słowa okazały się prawdziwe, bo gdy tylko skończył mówić, Ramsey potwierdził, dodając jeszcze dość istotne informacje o eliksirach wielosokowych. Nie mieli pewności czy to zadziała ani czy wewnątrz Azkabanu nie było odpowiednich zabezpieiczeń, by wydać oszustów, ale musieli spróbować.
- Nie tylko dementorów, ale i zabezpieczenia - powiedział, potwierdzając swoje wątpliwości. Jednak czy mieli inny wybór? Okazja taka jak ta - siedmioosobowy zespół z Ministrem Magii na czele? Jeszcze nie poruszyli tematu dostania się do najważniejszego człowieka w ich rządzie, gdy Ignotus podzielił się dość istotną informacją. Nikt nie wiedział, gdzie leżał Azkaban, a wraz z jego słowami ich poprzednie debaty wydawały się nie mieć sensu. Zamierzali planować, nie znając położenia tego miejsca? Na szczęście nie byli całkowicie pozbawieni nadziei na jego odnalezienie i wszystko nabierało większego znaczenia. A poruszona kwestia dywersji znowu się pojawiła. Czy dziewczyna podsunięta przez Ramseya nie byłaby odpowiednim materiałem? Instynktownie zerknął w jego stronę, po czym skupił się na reszcie. Gdy najstarszy z nich przybliżył im pewną legendę, dodatek o czekoladzie mógłby się wydać komiczny. Kto by przypuszczał, że będą o tym rozmawiać? Nie spodobał mu się pomysł wzięcia ze sobą kundla. Nie przepadał za nimi, a pamiątka, którą dostał po jednym z krewniaków rudej. Bezmózgiego psa, które wpierw trzeba było powstrzymać. Gdyby się nie udało, byłaby jedynie problemem i zagrożeniem, które musieli eliminować, a nie sobie dokładać.
- Wiemy jak wygląda Bagman? - spytał, patrząc po wszystkich i zastanawiając się czy będą jak banda bachorów krzyczeć na cały głos nazwisko mężczyzny, by dobiec do odpowiedniej celi. Wiedzieli jedynie że był więźniem i dobrym czarodziejem. Możliwe że mógłby go wytropić, chociaż wątpił, żeby ktoś na sali posiadał skrawek jego ubrania. Podczas gdy Tristan podsumował wszystkie informacje, które tu padły, sam zastanawiał się nad tym czy coś z tego nie było ślepą uliczką... Gdy usłyszał swoje nazwisko, podniósł spojrzenie. - Mamy różdżkę - odpowiedział, skinąwszy głową Tristanowi. Wciąż posiadał tę, którą zabrał Megarze. Powinna się nadać. Tak samo jak świstoklik mógł być dobrą drogą ucieczki. Musieliby tylko odpowiedni zdobyć. Jak zapewne się domyślał, musiały leżeć w Ministerstwie Magii w odpowiednim miejscu. Nie mógł być jednak tego pewny, bo nigdy nie interesował się rozkładem sal w każdym departamencie. - Nawet jeśli to musimy mieć jeden z nich - odezwał się, patrząc na Rosiera. Mógłby się tym zająć. Nie miał innego wyjścia, a i tak każde z nich ryzykowało. Tylko szaleńcy mogliby planować coś takiego, ale dla wyższych celów musieli podjąć się tego wyzwania. Przypominając sobie o wspomnianych ingrediencjach, położył jeszcze przed sobą mały woreczek ze znajdującym się we wnętrzu flakonikiem z krwią reema, kośćmi człowieka i skrzelozielem, które przydawało się przy wywarze wzmacniającym. To wszystko co miał.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   04.09.17 14:10

Uchwycił lodowate spojrzenie Deirdre, z pewnym zadowoleniem - obawiał się nieco, że jego dawna protegowana nie pojmie sensu użytego przez niego zwrotu. Zwykłą dziwką była Susanne, zwykłą dziwką była ona sama, Ministerstwo nie stawało na głowie z powodu takich jak one - bo nie były nikim, kogo nie dałoby się zastąpić; czyżby? Był tego pewien - wartki strumień jego myśli kierowany złością obijał się o skały zdrowego rozsądku, w których zaklęta była prawda - gdyby Deirdre dało się zastąpić, cała ta sytuacja nie wzbudzałaby w nim tak wiele frustracji. Ale - właściwie dlaczego? Była tylko dziwką, dobrą, ale dziwką, kobietą, którą postawił z kolan na nogi, ucząc ją wszystkiego, co potrafi dzisiaj, wynosząc ją ku chwale Czarnego Pana, zrobił to wszystko  - a ona tym wszystkim wzgardziła, wykorzystała go, kłamliwie, bezczelnie i wyrachowanie. Zasługiwała na to, co najgorsze; umiejscowienie jej zadania w burdelu, na pozycji kobiety usługującej policjantów, których musieli odnaleźć, wydawało się rozsądne - zachłysnęła się wolnością, całkowicie tracąc pokorę, której musiała nauczyć się na nowo. Patrzył na nią bez wyrazu, kryjąc upokarzające emocje, nie powinna była doprowadzić go do takiego stanu, nie powinna być w stanie zranić go w taki sposób, wsłuchując się w kolejne wypowiadane przez nią rewelacje, lekko kręcąc głową.
- Z pewnością - mruknął krótko na informację o włosach - Pamiętaj, że to wyszkoleni ludzie, Deirdre - dodał nieco pobłażliwie, odzywając się bezpośrednio do niej po raz pierwszy. - Wyszkoleni specjalnie po to, by ochronić samego Ministra, nie rozpite podlotki i nie brzuchaci arystokraci, z którymi masz do czynienia zazwyczaj. Unieszkodliwienie ich alkoholem i narkotykiem nie będzie proste, jeśli odmówią - A mogli odmówić. Oczywiście, że mogli. Mówił do niej jak niegdyś, do krnąbrnej uczennicy, której tłumaczył oczywistości związane z tajnikami najmroczniejszej magii, znów popełniała te same nieostrożne błędy, a wskazywanie jej głupoty nigdy dotąd nie sprawiało mu równie wielkiej przyjemności. Owszem, Deirdre była bardzo silna - ale nie poradzi sobie z siedmioma wyszkolonymi funkcjonariuszami służb specjalnych, nie potrafiła się przecież bronić - znał każdą lukę jej umiejętności.
Przeniósł wzrok na Ramsya, skinąwszy głową; plan brzmiał rozsądnie, a przede wszystkim - bezpiecznie. Zniknięcie fiolek od razu zaalarmowałoby Departament Tajemnic, ich podmiana mogła pozwolić im ukraść nieco więcej czasu, zanim niewymowni zorientują się w brakach. Musieli o to zadbać - nie tylko ze względu na Ramseya, ewentualny pościg bynajmniej nie był im na rękę, a każda poszlaka mogła doprowadzić prosto do nich, uniemożliwiając wykonanie zadania. Bagman i Burke nie mogli dłużej tkwić za kratami, a oni musieli zadowolić Czarnego Pana. Skinął również głową na zapewnienie, że porozmawia z Goshawk. Gdyby ta pogłoska okazała się prawdziwa, ich sytuacja wyglądałaby znacznie lepiej.
- Jeśli wejdziemy do więzienia pod przebraniem w towarzystwie ministra, ten człowiek może posłużyć nam za skarbnicę informacji, pozostanie nam jedynie kwestia perswazji - Niezbyt trudna dla całej ich grupy, Minister będzie musiał im pomóc. - Może jednak nie znać drogi wyjścia - przeniósł wzrok na Morgotha wspominającego o świstokliku, wcześniej o tym nie pomyślał. - Dopiero zaczął swoją kadencję, jeśli matka nigdy go tam nie zabrała, nie będzie znał ani tego miejsca ani procedur, przez które mieli zwyczaj przechodzić. - Kolejna luka, o której dotąd nie pomyślał - jak wiele jeszcze ich było? Coraz większe obawy wzbudzał w nim boleśnie kurczący się czas. Gdyby mieli go więcej, przygotowaliby się do tego lepiej. I na pewno skuteczniej.
Drew, nie pamiętał tego imienia, być może minęli się w trakcie ostatniego zebrania, być może nie, w każdym razie informacja o jego zdolnościach wydawała się na wagę złota - wielka szkoda, że nikt spośród nich nie posiadał podobnych umiejętności. Kamuflaż doskonały. Przeniósł wzrok na Perseusa, kiedy Mulciber zasugerował, że ten mógłby zdobyć jej adres. Brzmiało dobrze.
Pokręcił głową na słowa Morgotha, nigdy nie widział na oczy tego człowieka - nie prognozowało to najlepiej, bo milczenie potwierdzało, że nie widział go nikt spośród nich. Więźniowie musieli być w jakiś sposób opisani, będą musieli zorientować się na miejscu. I liczyć na cud, więcej nie zrobią na miejscu.
- Doskonale - odparł na słowa kuzyna, słysząc, że ten posiada różdżkę; narażanie tej należącej do lady Yaxley byłoby koniecznością i ryzykiem, na które wcale nie trzeba jej było narażać. Kątem oka obserwował Deirdre, która wstała, zebrać ze stołów ingrediencje, przeniósł wzrok na leżący przed nim worek w którym znajdowały się pokruszone ludzkie kości; niedbale uchwycił go w dłoń jeszcze zanim się zbliżyła i uniósł lekko, wygodniej wspierając się o tylne oparcie siedziska - zmuszając ją tym samym, by podeszła do niego bliżej. Wsparł rękę o podłokietnik, unosząc sakiewkę wyżej. Przez moment palec jego dłoni drgnął, zastanawiając się, czy jej nie upuścić - nie zrobił tego jednak, patrząc jej w oczy z wciąż intensywnie tlącym się we własnych zawodem, kiedy ją odbierała. Zdradziłaś mnie, Deirdre.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Restauracja   04.09.17 20:49

Słuchał. Degradował swoją rolę do tej jednej funkcji, pozwalając planom pozostałych toczyć się przeróżnymi ścieżkami i obserwując przebieg obrad z zainteresowaniem, poszczególne kropki na mapie wyprawy do Azkabanu wciąż jednak nie łączyły się w spójną całość, wciąż dostrzegał luki mniejsze lub większe - pomysłów na ich zapełnienie uchwycić niestety nie zdołał. Wyłapując uważnie padające we wnętrzu restauracji słowa, wycofał się w sferę milczenia, by podjąć próbę rozpatrzenia tkanej na gorąco agendy na innych poziomach, zestawionych z doświadczeniami wyniesionymi z pracy. Terminarz - bezsprzecznie stanowił jedno z kluczowych źródeł informacji, o ile faktycznie znajdował się w posiadaniu asystenta i o ile asystent faktycznie był na tyle wtajemniczony, na ile go posądzali. Eliksiry - niezbędne do przybrania twarzy poszczególnych osobników stanowiących obstawę wizyty kontrolnej; równie niezbędne były włosy owych osobników - lecz cóż, jeśli któryś z szanownych panów zgłosi bez ich wiedzy niedyspozycję i w zamian za niego zostanie wystawione zastępstwo lub zrezygnuje z odwiedzin w Wenus na rzecz spokojnego popołudnia z rodziną, jak wtedy mieli zdobyć jego fizjonomię? Mapa - mieli polegać na cudzej relacji, uwierzyć na słowo, że ucieczka z Azkabanu, na wypadek niepowodzenia, była w ogóle możliwa i osiągalna lub pokładać zaufanie w zawodowym kłamcy i wykraść obiecujące, lecz może zupełnie nieistniejące akta z archiwum ministerstwa. Świstoklik - był standardowym środkiem podróży ministra, środkiem mogącym również zapewnić bezpieczny powrót, wolny od trosk anomalii zakłócających teleportację czy zmianę w czarny dym, środkiem przydatnym do przetransportowania więźniów być może niezdolnych lub niechętnych (któż mógł wiedzieć jakie intencje będzie miał Bagman?) do przemieszczania się na własną rękę; pozyskanie go wymagało jednak dodatkowego nakładu sił i dodatkowego planowania, a jeśli mieli wcielić się w eskortę wizytującego więzienie ministra, dostęp do tego środku lokomocji uzyskają w pełni legalnie, lecz… czy nie pokładali zbyt dużej wiary w powodzenie tego teatrzyku? Jedna zmienna, tyle wystarczyło, by wszystko spaliło na panewce. Źle przyrządzony eliksir wielosokowy, wymykająca się spod władania Imperiusa dziewczyna, wybudzający się przdwcześnie z narkotycznego snu funkcjonariusze, przytłaczająca ilość dementorów, niepowodzenie Rycerzy w akcji w ministerstwie, zdecydowany i kradnący cenne minuty opór Bagmana, którego wyglądu nie byli nawet pewni; widział wszystkie możliwości oczyma wyobraźni i był daleki od zachwytu. I wszystkie mądre słowa, które mógłby wtrącić w wypowiedzi zebranych - zdawały się być dziwnie puste.
Justine Tonks, mugolaczka. Świetnie. Pracownica Munga - powinna być biegła w nagłych interwencjach medycznych i dawkowaniu wysoce specjalistycznych eliksirów, czyniło ją to zatem celem idealnym. - Chętnie złożę jej wizytę - przytaknął Ramsey’owi zgodnie, ceniąc jego umiejętność szybkiego wyłuskania odpowiedniej persony do zabrania na ten mały piknik na środku morza. Podążając tropem pozostałych, wyłożył na stół skórzaną sakiewkę z ingrediencjami: krwią reema, ropą czyrakobulwy, włosie buchorożca i wydzielinę toksyczka. I zamienił się w słuch ponownie, zobojętniały na wiszące w powietrzu napięcie, którego źródła nie stanowiły snute plany, lecz otoczone warstwą tajemnicy prywatne utarczki. Te nie miały już żadnego znaczenia.

przepraszam Was za dziadowską jakość i opóźnienie, ale nie chcę Was już dłużej blokować :c




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna


I've tasted blood and I want more


25
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Restauracja   04.09.17 23:22

Poważna atmosfera spotkania i zaskakująca liczba niewiadomych, pojawiających się w budowanym prowizorycznie planie, łagodziła nieco dyskomfort spowodowany przebywaniem z Tristanem w tym samym pomieszczeniu - choć niestety nie niwelowała go całkowicie. Starała się na niego nie patrzeć, jak zahipnotyzowana śledząc leniwe ruchy czarnych węży, sunących po przeszklonym terrarium, ale wystarczył krótki kontakt wzrokowy, wzmocniony następnymi kpiącymi słowami, by krew, skryta pod lodowatą, poranioną skórą, zawrzała w jednej chwili. Wbiła paznokcie w przedramię, jeszcze mocniej zaciskając ręce przed sobą, na piersi: obronnie, ale także dlatego, by w pochopnym wybuchu emocji nie wykonać zdradzieckiego gestu. Posłanie w twarz Tristana stojącego przed nią wina na pewno ukoiłoby dyskomfort, lecz tylko na chwilę - nie zamierzała zniżać się do jego poziomu, naprawdę starała się zachować pełen profesjonalizm, ale aż lepki od pogardy ton Rosiera nadwyrężał nawet jej ćwiczone latami opanowanie. - Twoja troska jest wzruszająca - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Ale doskonale wiem, z kim mogę mieć do czynienia i jakie ryzyko się z tym wiąże, dlatego nie pojawię się tam sama - kontynuowała, nie nabierając oddechu - błędnie, gdyby zatrzymała się na sekundę, zdołałaby powstrzymać dalsze słowa. - Z twojego toku rozumowania wynika, że uważasz się za jednego z nieudolnych, podpitych, naćpanych i ociężałych arystokratów. Pokora to cnota, której się po tobie nie spodziewałam - dodała obojętnie, nie mogąc powstrzymać jadu, zarówno tego cisnącego się na jej pełne usta jak i wylewającego się z krótkiego, ostrego spojrzenia, jakim go obdarzyła. Pozornie pozostawała jednak opanowana; jedynie nerwowe, miarowe kołysanie nogi odzianej mogło zdradzić poddenerwowanie, lecz jego oznakę skrywał blat stołu. Wytrzymała dwa pogardliwe ataki, trzeciego nie mogła skwitować milczeniem, niechętnie przystając na nowy, nieprzyjemny ton ich rozmów. Szybko przesunęła wzrok w bok, na Ramseya, z całych sił starając się, by złość i szumiąca w uszach krew nie przeszkodziły jej w zapamiętaniu dyspozycji. Mapa. Valerij. Eliksiry. Tak, to mogło być potrzebne a Dołohov bez wątpienia im pomoże: posiadał niezwykłą wiedzę i alchemiczny talent. Jeśli mogli zapakować we fiolki choć odrobinę sprzyjających czarów, dających im szansę w starciu z dementorami bądź w kończącej się sukcesem próbie zdobycia eliksiru wielosokowego, powinni skorzystać z takiej możliwości. - Dopytam go o wszystko - powiedziała gwoli potwierdzenia, nieśpiesznie rozplątując mocno zaciśnięte ręce: mięśnie aż bolały, ciągle czuła we włosach zapach Wenus a ból promieniujący z nie do końca zaleczonych pleców tylko utrudniał odzyskanie całkowitego spokoju. Ponownie utkwiła wzrok w młodszym Mulciberze, słuchając o metamorfomagu, którego miała wątpliwą przyjemność poznać. Cóż, może i dobrze, że nie zrobiła mu poważnej krzywdy - z pewnością był przydatny a jego zdolności odrobinę zwiększały prawdopodobieństwo udanej wyprawy do Departamentu Tajemnic. Nie skomentowała dalszych ustaleń w żaden sposób, zgadzała się z przedstawionymi planami, a na resztę poruszonych zagadnień - nie mieli żadnego wpływu. Większość podpunktów zależała nawet bardziej od szczęścia niż ich zdolności, porywali się na coś z pozoru niemożliwego, i chociaż plan dawał szanse powodzenia, to zbyt wiele chybotliwych zmiennych chwiało się nad przepaścią porażki. A do tej nie mogli dopuścić - nawet jeśli przeżyliby Azkaban, nie mieliby do czego wracać. Czarny Pan nie wybaczał łatwo tak poważnych błędów. - Dobrze, gdybyśmy przy okazji rozejrzeli się za informacjami o Bagmanie. W księgach, starszych wydaniach gazet, ministerialnych raportach - zasugerowała dodatkową pracę: trudność w ustaleniu tożsamości czarnoksiężnika mogła zostać rozwiana przez dokumentację Azkabanu, lecz nie mieli pewności, czy najpierw dotrą do miejsc administracyjnych, o ile takie w ogóle istniały w tym przeklętym miejscu.
Deirdre wyprostowała się powoli i równie leniwie wstała z krzesła, równym krokiem okrążając stół. Zwinęła w rulon mapę Ignotusa i ostrożnie schowała ją do kieszeni płaszcza,; podobnie uczyniła ze wszystkimi ingrediencjami. Na razie nie zaglądała do środka sakiewek, pewna, że Valerij zrobi użytek z każdego hojnego podarunku. Potrzebowali eliksirów wzmacniających i tych, leczących obrażenia psychiczne - te z pewnością powitają ich w Azkabanie razem z przytłaczającą rozpaczą; uczuciem bliskim Deirdre, obecnie przykrytym rosnącą frustracją. Pochwyciła worek z ingrediencjami Ramseya; pozostał jej tylko ten należący do Tristana, którego obecność ponownie zignorowała.
Nagłego gestu - ponownie, nie mogła. Zanim zdążyła opuścić palce, sakiewka zniknęła ze stołu, porwana jego szorstką - dlaczego to pamiętała? - dłonią. Przez kilka nieznośnie długich sekund wpatrywała się w puste miejsce na blacie, pewna, że kości żuchwy zaraz wypadną ze stawu: zaciśnięte zęby aż bolały. - Przestań mnie tak traktować - powiedziała lodowatym tonem, cicho, lecz zdecydowanie. Podniosła wzrok na jego twarz; znów znajdował się blisko, zbyt blisko; o ile mogła zapanować nad tonem, mimiką i ciałem, to spojrzenie wymykało się barierą, lśniące nie tylko wściekłością i lekką groźbą, ale i bólem. Wyciągnęła przed siebie dłoń, ale nie wyrywała sakiewki z jego ręki, czekając, aż sam jej ją poda. Działanie podyktowane dumą a może strachem przed cierpieniem, jakie mógł wywołać przypadkowym dotknięciem.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Restauracja   05.09.17 15:04

Skinął głową Perseusowi, obserwując kolejne składniki opadające na stół, mieli całkiem spory zapas przeznaczony dla Valerija. Robili, co mogli, zabezpieczyli się na wypadek wszystkiego, o czym mogli wiedzieć, że napotkają w środku - problemem wciąż pozostawało dostanie się do środka więzienia i opuszczenie go w sposób, który zagwarantuje im nietykalność poza kratami Azkabanu - i w sposób, który pozwoli im na oswobodzenie więźniów. Wszystko znajdowało się w ich rękach, musieli poczynić odpowiednie przygotowania, skrupulatnie przygotować się do zadania, z ostrożnością, rozwagą i bez zbędnych nerwów. Nie mieli alternatywy, Czarny Pan chciał mieć na wolności Bagmana i Burke'a. A oni ich wydostaną, niezależnie od kosztów, jakie będą musieli ponieść. Już wkrótce świat spowije mrok znacznie gęstszy od tego, który znali dzisiaj, od anomalijnych fantazji, szatańska pożoga pochłonie wszystko, budując nowy porządek. A oni - wszyscy zgromadzeni w tym pomieszczeniu - staną na czele tego nowego porządku, niosąc zmiany.
Prawie wszyscy, kątem oka spojrzał na Deirdre, w odpowiedzi przyglądając się przez chwilę, w całkowitym milczeniu, jej czarnym źrenicom spojrzeniem nieprzeniknionym, chłodnym, przesiąkniętym zimowym chłodem trzaskającego mrozu. Jej słowa były dyktowane gniewem, niczym więcej, dobrze to wiedział - i paradoksalnie sprawiało mu to pewną satysfakcję, obojętność byłaby gorsza od wszystkiego - właśnie dlatego, mimo kłębiących się w nim emocji i ścierających się żywiołów, właśnie tym chciał ją obdarzyć - mylnym wrażeniem, pustym frazesem, niewiarygodnym kłamstwem pozbawionym emocji, zbyt absurdalnym w kontekście jego wcześniejszego zachowania. Chciał.
- Na szczęście, Deirdre - wypowiedział jej imię powoli, ostrożnie cedząc głoski, z wolna obracając głowę w jej stronę, nie drgnąwszy, nie poruszywszy się z wygodnego krzesła ani o cal, z sakiewką wciąż objętymi wygiętymi palcami. - Nie jesteś tutaj od wyciągania pochopnych wniosków. Nigdy nie sądziłem, że będę musiał przypominać ci twoją pozycję - najniższą spośród wszystkich obecnych w tym pomieszczeniu. Niższą od pozycji jego - bez wątpienia. - Proponuję, żebyś dla odmiany przestała mówić i zaczęła słuchać. - W jego głosie pobrzmiewała upominająca nuta, wciąż - jak do krnąbrnej uczennicy. Słusznie nie spodziewała się po nim pokory, nie miał jej w sobie wcale, nie miał jej w sobie na tyle mocno, by wziąć do siebie którekolwiek z wypowiedzianych przez nią słów, których jednak  - zbyt bezczelnych - nie mógł całkiem puścić mimo uszu.  - Oczywiście, że nie pójdziesz sama - dodał, jakby podkreślał prawdę powszechnie znaną, kolejną oczywistość wygłoszoną przez nią jak myśl rewolucyjną, chcąc ściągnąć ją na ziemię. - Weźmiesz ze sobą którąś z kobiet, która nie bierze udziału w żadnej z wypraw - na krótko przeniósł wzrok na Ignotusa, czarnoksiężnik mógł albo szukać drogi wyjścia albo spróbować zapanować nad Deirdre na tyle, żeby jej zadanie - jakimś cudem - się powiodło, nie zamierzał jednak wchodzić w jego decyzję. Te, które wspólnie podejmowali, wydawały się wystarczająco trudne. Nie bardzo orientował się wśród nazwisk kobiet, które ostatnimi razy dołączyły do armii Czarnego Pana, ale nie traktował tego jak przeszkody, bez wątpienia była wśród nich dziewczyna wystarczająco ładna, by podać się za drugą dziwkę. Borgia mogła wpuścić do Wenus każdego, a charakteryzacja nie powinna być problemem, kiedy właścicielka zamtuzu znajdowała się po ich stronie. - Nie mamy na to czasu - dodał zdawkowo na jej propozycję, zapewne już tylko dla zasady.
Obserwował jej ruchy, kiedy zbliżała się do niego zbyt wolnym krokiem, poczuł zapach jej ciała, na który był zbyt wyczulony, kiedy znajdowała się tuż obok - czekał, aż weźmie z jego ręki sakiewkę, choć tego nie uczyniła. Napotkał jej spojrzenie, leniwie obracając w jej kierunku głowę, nie odrywając się od tylnego oparcia; wciąż siedział wygodnie, z ręką nonszalancko wspartą na łokciu i wciąż uniesionymi w dłoni ingrediencjami; pozornie - jakby chciał jej pomóc  i je podać, tylko pozornie. Spojrzał jej w oczy na krótko, słysząc lodowaty głos i cichy rozkaz, lekceważąco odwrócił się do pozostałych, całkowicie ignorując jej wyciągniętą rękę.
- Milcz - oznajmił zbyt cicho, nie grożąc, nie prosząc, z subtelną nutą rozkazu, ze zdecydowaną stanowczością i bez przygotowania na to, że mogłaby tego rozkazu nie usłuchać. Znajdował się pośród nich najwyżej, posiadał autorytet, na który sobie zapracował i miał zamiar z niego korzystać. Nie mógł pozwolić sobie na śmieszność w tym towarzystwie. Jego rozkaz - był rozkazem  stojącego ponad nią śmierciożercy. Nawet na nią nie spojrzał, choć serce siatkowały właśnie niewidzialne szpony goryczy i żalu, wyraz twarzy pozostał sztucznie obojętny. - Jeśli nie zostało nic więcej do omówienia, możemy się rozejść - zwrócił się do pozostałych, przez moment ważąc słowa w myślach; chciał mieć pewność, czy omówili rzeczywiście wszystkie aspekty nadchodzącej wyprawy. - Wykonam swoją część jako pierwszy - dodał, odnajdując wzrokiem Ramseya. Nie mógł wiedzieć, jakie dokładnie informacje uda mu się wydobyć z asystenta - mogły mieć one wpływ na późniejsze działania. Oczywistym wydawało się, że drugi w kolejności powinien być - najbardziej ryzykowny - Departament Tajemnic, dlatego to jego spojrzenie uchwycił. - Pozostaniemy w listownym kontakcie. Mam nadzieję, że szczęście postawi się po naszej stronie, będziemy go potrzebować. - Skinął głową, lewą ręką sięgając po znajdujący się nieopodal kielich z winem, smakując  alkoholu; prawa, trzymająca ingrediencje, wciąż nie drgnęła, dopiero odstawiwszy naczynie, przeniósł roziskrzone gniewem spojrzenie na Deirdre - wyczekująco, nie mając zamiaru ustąpić w tej śmiesznej próbie sił, jego dłoń nieznacznie mocniej zacisnęła się na materiale woreczka.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Restauracja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: La Fantasmagorie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18