Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet
AutorWiadomość
Gabinet [odnośnik]03.05.15 1:54
First topic message reminder :

Gabinet

Gabinet  jest miejscem, które rzadko użytkowane jest zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem; tylko czasem, wieczorami, czarodzieje przeglądają tu traktaty o smokach lub rodowe księgi. Nieduży regał wypełniony jest tomiszczami nie tylko z zakresu smokologii, ale również tomikami poezji, głównie francuskojęzycznymi. Tuż przy nim stoi fotel obity miękkim jasnym jedwabiem. Pod ręką znajduje się również wysoki stolik, podstawiony, by móc na nim ułożyć szklankę lub inną podręczną rzecz. Na przeciwległej ścianie wisi kilka skrzyżowanych ze sobą zabytkowych szpad należących do rodziny. Ścianę zdobi barwny arras ze sceną ogrodową, a centralne miejsce zajmuje solidne, ciężkie biurko.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gabinet [odnośnik]29.05.21 18:31
Bezgłośnie wypuścił z ust powietrze z westchnieniem, jakby zastanawiał się w duchu, czy na pewno nie mogli podjąć tego ryzyka, na pewno, Mathieu miał racje, ale jakiś to żal, że te majestatyczne stworzenia wciąż musiały pozostać na uwięzi. Przeciągnął dłonią po brodzie, zastanawiając się nad słowami Mathieu - czy to byłoby możliwe, przyuczenie odizolowanego smoka do posłuszeństwa? Sama próba trwałaby dziesiątki lat, czy miałaby szansę zakończyć się powodzeniem, tego nie mogli wiedzieć w tym momencie. - Zakładając, że to zachowania czysto behawioralne, tak - zastanowił się na głos. - Ale do głosu dochodzi również instynkt, zachowania będące konsekwencją wielokrotnej wymiany pokoleniowej. Generacje czerpią z poprzednich, podstawowych wzorców nie wyzbędziemy się ani w jednym ani w pięciu pokoleniach. Eksperyment miałby chyba marne szanse powodzenia za naszego życia, lecz gdyby był kontynuowany przez pokolenia - może nasi prawnukowie by na nim skorzystali? - zadumał się, nie musiał wcale mieć racji, badawcze prace zawsze warto było przeprowadzić, nawet, a może zwłaszcza w tematach, które wydawały się w tym momencie mało wiarygodne. Wyniki niekiedy zaskakiwały, czasem bardzo. - Gdyby tylko czasy były spokojniejsze - mruknął od niechcenia, strzepując popioły z papierosa i upijając łyk alkoholu, by ponownie zaciągnąć się dymem. Pasje musiały odejść na dalsze plany, kiedy ważyły się losy kraju. Losy, o których mieli przecież przesądzić. Czy warto było w tym wszystkim poświęcić czas na podobne badania, pewnie tak, czy on sam miał na to czas, z pewnością nie. - Gdybyśmy tylko pomyśleli o tym wcześniej, Azael byłby wdzięcznym obiektem badawczym. Jego deformacje i tak nie pozwalają w pełni zasymilować go z pozostałymi smokami w tym momencie. Ale młody skończył już rok, jest za późno  - Wzruszył nieznacznie ramieniem, nie lubiąc zbyt długo pogrążać się w żalu za tym, co konieczne. Zamiast rozpamiętywać przeszłość, należało nauczyć się spoglądać w przyszłość: dziś mieli skupić się na planach Mathieu. Skinął głową, potwierdzając jego słowa o obrońcach, drobna manipulacja słowem nikomu nie zaszkodzi, a mogła przynieść wiele korzyści. Tristan lubił stawać w centrum wydarzeń, tym bardziej lubił zabierać głos wtedy, kiedy wszyscy mogli go usłyszeć - czuł się jak ryba w wodzie, ale wiedział, że tym razem nie powinien odbierać pierwszych skrzypiec Mathieu. Nie czuwał nad tą ziemią sam, a ludzie powinni zacząć to zauważać.
- Destabilizację regionu pogłębiają przedłużające się walki. Ogniska rebeliantów wstrzymują handel, prowokują do ostrych reakcji Ministerstwo Magii, a ich działania mają przecież swój wpływ na cywili. Skup się na szkodach, które wywołuje wojna, którą rozpętaliśmy  - W zasadzie nie wstydził się własnej hipokryzji. - Podkreślając, że to oni przeciągają jej zakończenie, choć mogliby skapitulować, podkreślisz ich desperację, a desperacja - podkreśla słabości. Beznadziejność walki nie wzbudzi przychylności - wypowiadał swoje myśli na głos, podążając za ich strumieniem; Mathieu oczekiwał od niego rady, zastanawiał się nad tym, co sam powiedziałby w podobnej sytuacji. - O zagrożeniach, jakimi są mugole, mówiliśmy już dużo, choć wciąż niektórzy zdają sobie nie zdawać z tego sprawy w pełni - dodał, wciąż z zastanowieniem.  - Poprzez odcięcie dostaw - odparł na jego wątpliwości. Nie powiedział jednak więcej, wsłuchując się zamiast tego w słowa kuzyna - i podążając za jego myślą. To zadanie należało do niego. - Muszą pamiętać, że nie będziemy w stanie ich ochronić, jeśli będą wspierać zdrajców. Każdy przejaw nieposłuszeństwa, unikania rządowych restrykcji, musi zostać surowo ukarany. To w istocie dla ich dobra, zarobaczoną jabłoń można już tylko ściąć, by uchronić świeżość sadu - zamyślił się znów, wspierając na podłokietniku ramię z tlącym się między palcami papierosem.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]30.05.21 12:21
Smok, którego chcieliby podporządkować własnej woli musiałby od samego początku żyć w odosobnieniu i nie mieć możliwości obserwowania zachowania innych, podobnych sobie. Tylko w ten sposób można byłoby podjąć próbę zatarcia naturalnych odruchów, które istniały w każdym, bez znaczenia jakim stworzeniem był. Czy to nie działało nawet u nich? Czy Mathieu jako młodszy z Rosierów nie czerpał wzorców właśnie z Tristana? Wcześniej oczywiście z własnego ojca i wuja, którzy byli autorytetem za jego najmłodszych lat. Niemniej jednak, w przypadku smoków nie chodziło tylko o możliwość obserwowania zachowania innych, ale o geny, w których zapisane były pewne informacje.
- To ingerowanie w ich naturę. – odparł spokojnie, patrząc gdzieś w bok w zamyśleniu. Czy posiadali w sobie na tyle mocy, aby móc zmieniać naturę tych wspaniałych stworzeń? Czy ktoś dawał im prawo, aby to robić? Tristan miał rację. To długotrwały proces, którego efektów mogliby nie doczekać osobiście. Niemniej jednak, wart rozważenia, w kontekście możliwości dla przyszłych pokoleń zrodzonych z ich krwi. – Być może wyklują się nowe smoki i dane nam będzie podjąć się tego. Jeśli będzie taka możliwość chciałbym zająć się tym osobiście. – powiedział, wracając wzrokiem do kuzyna. Mathieu był gotów prowadzić badania, próby, aby osiągnąć ten cel. Gdyby w przyszłości udało się doprowadzić do tego, aby smoki stały się im posłuszne, Rosierowie mieliby broń, której nie miał nikt inny. Problem polegał na tym, że tak wytrenowany smok mógłby być słabszym od innych, nie mieć tyle energii i sił, tyle mocy. Musieli to przemyśleć.
Wsłuchał się w słowa Tristana. Wiedział, że jego zdolności przywódcze i umiejętność przemawiania do tłumu są nieocenione. Chciałby kiedykolwiek posiadać takie umiejętności lawirowania między słowami, jakie posiadał jego kuzyn. Wiedział co powiedzieć, jakich słów użyć, jakiś określeń. To oni byli odpowiedzialni za tą wojnę, wywołali ją i wszystko co działo się wokół nich było efektem ich działań. Niemniej jednak, należało to ubrać w słowa tak, aby lud myślał, że rebelianci są odpowiedzialni za to wszystko, co ich spotyka. Za problemy w dostawach jedzenia, za braki żywieniowe, za każdy problem, z którym muszą się borykać. Tyle wiedzy, tyle informacji mógł od niego czerpać. Wiedział, że ma w nim wsparcie i wiedział, że może na niego liczyć. Dla kuzyna zrobiłby dokładnie to samo. Czasem taka rozmowa okazywała się bardziej przydatna niż czerpanie lekcji z starych ksiąg, które często traciły na aktualności, bo czasy płynnie zmieniały się w każdym nowym pokoleniem.
- Przeanalizuję wszystko, co mi przekazałeś. – powiedział, dopijając zawartość szklanki. Alkohol przyjemnie palił przełyk i pozwalał na koncentrację uwagi. – Na nikim innym nie mogę polegać tak, jak na Tobie, w najważniejszych kwestiach. – dopowiedział jeszcze, aby podkreślić wagę tego wszystkiego, co przekazał mu Tristan. Miało to dla niego ogromne znaczenie. – Nie chcę więcej zabierać Ci czasu, ale mam nadzieję, że niebawem spotkamy się w celach… mniej służbowych. – dodał z lekkim uśmiechem. Powinni od czasu do czasu po prostu usiąść i porozmawiać, mieszkali w jednym domu, ale natłok obowiązków nie pozwalał im, odbierał możliwości. – Jeśli będzie coś, co mogę zrobić by wesprzeć naszą sprawę, daj mi znać. – mruknął, przyglądając mu się uważnie. Mathieu był gotów podjąć każdego działania, bądź co bądź, zaangażował się w to wszystko.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]05.06.21 1:10
Po chwili zamyślenia skinął głową na słowa Mathieu. Smocza natura w istocie niosła destrukcję i dzikość, te potężne stworzenia doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jak poęzne były i lubowały się w podkreślaniu tej potęgi. To dlatego tak często pozostawiały po sobie zgliszcza, jeśli nie dzisiaj, to przed laty. Czy ich mniejsza aktywność teraz mogłaby by być świadectwem zmienności tych genów, czy może jednak problem jest mniej skomplikowany i chodzi bardziej o konsekwencje przetrzebienia populacji? Druga z myśli, choć bardziej przykra i mniej wygodna, wydała mu się bardziej prawdopodobna.
- Zabaw się - odparł lekko, nie zamierzając w żaden sposób powstrzymywać kuzyna. Jeśli pod natłokiem codziennych obowiązków był w stanie zagospodarować czas na zajęcie się podobną sprawą, nie powinien tego czasu marnować. Kwestia małych smocząt wdawała się nieco bardziej problematyczna, oprócz Edrei żadna ze smoczyc nie złożyła w ostatnim czasie jaj. A Edrea - wciąż była postawiona pod znakiem zapytania.
Mathieu był mu niezwykle bliski, jako cioteczni bracia byli dziś w pełni odpowiedzialni za te ziemie i przebieg rebelii w obrębie Kentu walczyli ramię w ramię o dziedzictwo pozostawione im przez przodów. Jeśli tylko mógł przysłużyć mu się poradą - robił to - i nie miał najmniejszych wątpliwości, że ten to samo uczyniłby dla niego. Chciał - robił to - wyjść z jego cienia, ściągnąć na siebie większą uwagę i zostać silniejszą figurą na wojennej szachownicy. Podobne zagranie mogło wyłącznie wzmocnić ród: Tristan wspierał go całym sobą, zapewniając pomoc wszędzie tam, gdzie tylko tej pomocy mógł udzielić. Skinął głową, kiedy Mathieu zaczął dziękować mu za pomoc. Analiza słów była ważna, czasem podświadomość mówiła więcej niż świadomość - tym bardziej warto było się temu wszystkim odpowiednio mocno przyjrzeć.
- Dobrze wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć - zapewnił go, bo pewne słowa winny chyba wybrzmieć między nimi na głos. Nie miał wiele większego doświadczenia od kuzyna, ale różnili się od siebie charakterami. Nie zaprzeczył jego uwadze o zabieraniu wolnego czasu tylko dlatego, że przeszło mu przez myśl, iż Mathieu używa tych słów, aby  oswobodzić siebie: nie zamierzał mu tego utrudniać. Miał przed sobą naprawdę dużo pracy. Pewnie dlatego - finalnie po prostu skinął głową. - Możemy napić się Ognistej po kolacji - odparł na jego propozycję, wspólne posiłki były podstawą, ale zbyt tłumne umykały rozmowom. - Zawsze - odparł, bez zawahania. Mathieu wiedział przecież o działaniach na południu kraju, już niebawem będą musieli zabrać się za nie na poważniej. Wstał razem z nim, wkrótce rozchodząc się korytarzem w odmienne strony, po drodze polecając mu jeszcze kilka pozycji francuskojęzycznych autorów, w których znajdowały się najwyższej jakości mowy publiczne. Naturalnie, Mathieu msiał ułożyć sowją własną, ale inspiracje mogły w tym pomóc.

/zt x2



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]15.06.21 20:56
9 grudnia 1957
Wciąż nie dowierzał, że Zakon Feniksa włamał się do Tower of London: w centrum Londynu, kiedy oczy i uszy rycerzy najmocniej skierowane były na stolicę. Czystki w więzieniu to za mało, przygotują lochy na przyjęcie większej ilości więźniów, potencjalnie powstrzymają kolejne podobne ruchy pod groźbą kolejnej rzezi, ale wcale nie sięgało sedna problemu. A sednem było to, że uliczki miasta wciąż zalewał szlam, wdzierał się kanałami tam, gdzie nie powinien, opadał na dnie głębokiej Tamizy i pleśniał, zatruwając rzeczywistość swoim odorem. Dawno już chyba nic nie wyprowadziło go z równowagi równie mocno - złość przelewała się żalem wraz z krwią, napinała mięśnie, nim jednak odda się odpoczynkowi i poszuka ujścia dla tych emocji, musi przejść do działania. Odwet już miał miejsce, ale to dopiero początek porządkowania tych wszystkich niepoukładanych spraw. Sedno sprawy było oczywiste, zabezpieczenia londyńskiego więzienia zostały naruszone i miał zamiar osobiście sprawdzić, co zawiodło. Strażnicy więzienni zostali już ukarani, jednak najwierniejsza kadra zda się na nic, jeśli magia opowiedziała się w tym miejscu po stronie rebeliantów. Należało się upewnić, że było inaczej. Należało przepędzić z tamtego miejsca każdego, kto sądził, że mógł bezkarnie kpić sobie obecnej władzy w twarz, ot tak po prostu.
Miał przed sobą rozpostarte listy, dwa z nich zamierzał wysłać do rycerzy, którzy zechcieli zgłosić się do pomocy w trakcie spotkania początkiem listopada: Friedrich Schmidt i Cillian Macnair. Wobec obu miał wysokie oczekiwania, Austriak wsławił się niezwykłą skutecznością jako szmalcownik, podczas gdy Macnair - był przecież krewnym Drew. Ostrożnym w ocenach działalności krewnego, ale wciąż krewnego. Dwa pozostałe skierowane zostały do Augustusa Rookwooda i Maghnusa Bulstrode'a, jako osób, które były w stanie wykryć nieprawidłowości w magicznych tkankach na więziennych murach. Coś z tym miejscem musiało być nie tak - należało to dokładnie sprawdzić.
Vespasien siedział na żerdzi przy oknie, oczekując poleceń, strosząc ciemne pióra. Do listów Tristan dołączył skórzane sakwy z eliksirami - specyfiki należały do Rycerzy Walpurgii, pozostawił je po sobie jeszcze Valerij. Jeśli znajdą ich kłopoty, musieli być gotowi - gotowi na wszystko, to miejsce było zbyt ważne, by odpuścić je od tak.

/zt



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]02.11.22 14:02
7 kwietnia 1958 roku, wczesny wieczór
Podczas popołudniowego spotkania z teściową zdawała się być nieobecna. Podążała za nią ogrodowymi ścieżkami, tylko połowicznie słuchając wskazówek dotyczących pielęgnacji róż. Ścinając kwiaty do jadalni na dzisiejszą kolację zraniła się jednym z kolców, a po palcu spłynęła szkarłatna kropla. Lady Cedrina posłała synowej gromiące spojrzenie, a półwila dopiero wtedy zorientowała się, że nieopatrznie ukróciła nieotwarty jeszcze pąk. Wymamrotała słowa przeprosin, na co starsza czarownica westchnęła z rozczarowaniem, Evandra zaraz oblała się rumieńcem. Ciche przebąkiwanie w połączeniu z przygarbionymi plecami nigdy nie uchodziły płazem w towarzystwie seniorki, o czym w całym swym umartwianiu zdążyła zapomnieć. Wyłgała się złym samopoczuciem i obiecała pomóc w ogrodzie następnego dnia, pospiesznie oddalając się w stronę pałacu.
O tym, że swojego stanu nie będzie trzymać w tajemnicy zdecydowała natychmiast, nie chcąc bić się samotnie z myślami, które z każdą chwilą wprowadzały ją w coraz gorszy nastrój. Problemem były słowa, w jakie miała ubrać szczęśliwą nowinę, jaka męczyła ją od momentu poznania wyroku.
Nieśmiało nacisnęła klamkę drzwi prowadzących do gabinetu. Nie chciała mu wcześniej przeszkadzać, a przynajmniej tak tłumaczyła sobie kolejne godziny zwlekania, kiedy to krążyła po swojej komnacie, nerwowo przygryzając wargę i zapętlając się w zwiastujących tragedię myślach. Na półwilej twarzy gościł blady uśmiech, który nie sięgał błękitu oczu. Dostrzegłszy sylwetkę męża przystanęła pierw wpół kroku, jakby wahając się czy aby na pewno jest to dobry moment, by wreszcie zamknąć za sobą drzwi.
- Pamiętasz jak prosiłam cię o kontakt do zaufanego uzdrowiciela? - zagaiła ostrożnie, podchodząc bliżej biurka, nad którym się pochylał. - Odwiedziła mnie dziś Belvina Blythe, bardzo sympatyczna czarownica. Chciałam skonsultować się z nią w pewnej nurtującej mnie kwestii, by rozwiała moje wątpliwości. - Szczupłe palce oparły się lekko na blacie, a spojrzenie lady doyenne zawieszone było na błyszczącym w blasku świec drewnie. Temat jaki zamierzała z nim poruszyć zdawał się być prosty i przyziemny, jednak w ich przypadku nie było to ani łatwe, ani też przyjemne. - Zaniepokoił mnie mój stan, nic nadzwyczajnego czy przesadnie skrajnego, ale… - posłużyła się drobnym kłamstwem, bo przecież nie chciała przyznać, że gdyby nie artykuł w Czarownicy i list od Primrose, zapewne jeszcze przez długi czas nie miałaby świadomości, że nastąpiła znacząca zmiana. Urwała wpół zdania, szukając odpowiednich słów. - Chciałam mieć pewność. - Wyschnięte gardło wprowadzało głos Evandry w drżenie, jakie z marnym skutkiem starała się opanować. - Jestem brzemienna. Wedle opinii mademoiselle Blythe dziecka spodziewać się możemy wczesną zimą. - Próżno doszukiwać się radości w kobiecym tonie i niepewnie uniesionym na twarz Tristana spojrzeniu.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Gabinet [odnośnik]08.12.22 14:24
Pochylał się nad pergaminami przywiezionymi z Wyspy Węży, dokładnie studiując przeprowadzane tam badania oraz przechwytywane okazy gadów. Samo umiejscowienie tego terenu było ciekawe ze względu na bliskość morskich granic, ale jeszcze bardziej interesowała go naukowa wartość tego miejsca. Było jeszcze za wcześnie, by zastanawiał się nad jej ekonomicznym wykorzystaniem, lecz kolejne zapiski coraz mocniej rozbudzały apetyt na przyszłą eksplorację. Objęta tajemnicą wyspa kryła wiele sekretów, podarek od Ministerstwa Magii uznał za niezwykle cenny. Początkowo na krótko tylko podniósł wzrok, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi i Evandrę u progu, jednak jej niepewne gesty szybko wzbudziły jego niepokój i skutecznie odciągnęły wzrok od zapisków. Gdy wsparła dłonie o biurko w pierwszej chwili rzucił mu się w oczy opatrunek na jednym z palców, nie odezwał się jednak, zamiast tego wsłuchując się w to, co do powiedzenia miała ona. Nie przerywał jej, pozwalając kroplom deszczu dzwoniącym o szybę wypełnić ciszę, która przetykała urywane zwierzenia, choć naturalnie dostrzegł, że to właśnie dotarcie do sedna sprawiało jej trudność.
I choć wieści nie mogły być zaskakujące, to konfrontacja z faktami nie była tym samym, co wyobrażenia. Wyczekiwali drugiego dziecka. Nietrudno było jednak dostrzec jej niepewności i wahania. Tak jak nietrudno było je zrozumieć, pamiętał jej pobladłą twarz otoczoną złotą aureolą włosów na jasnej miękkiej pościeli, bez żadnej pewności, czy z tego snu kiedykolwiek zdoła się jeszcze przebudzić. Nie słyszał wtedy jej krzyku, ale widział krew, pot i łzy, gdy wszystko dobiegło końca. W walce o czystą krew ryzykowali tym samym, własnym życiem, a bez jej poświęcenia przyszłość byłaby czarniejsza, niż bez jego. Żaden grymas nie przeciął jego twarzy, źrenice kryły powagę, gdy przyglądał się jej zakłopotaniu uważnie, jakby spodziewał się czegoś jeszcze pomimo tak oczywiście przedłużającej się ciszy.
- To wspaniałe wieści - odparł w końcu, choć i obrany ton głosu radość zawierał wyważoną. Odsunął się od biurka wraz z krzesłem, bokiem, wspierając ręce na podłokietnikach i wyciągając ku niej prawą dłoń, by podeszła bliżej niego, na jego stronę gabinetu. Wiedział, że była na nią gotowa, ale każda walka wymagała wcześniejszego skupienia. - Przyniesiesz mi dumę, mon ciel etoile. Już przynosisz. - Ciężko wsparta o oparcie krzesła głowa wypatrywała jej bliskości, wysunięta dłoń chciała pochwycić jej dłoń. - Ty i Evan. - On też był dzieckiem zimy. Było jej trudno. Bardzo trudno. Wiele przeszła, ale ostatecznie podołała, ze swojej słabości czerpiąc nieprawdopodobną siłę. Wierzył w nią, nie chciał mieć w głowie myśli, że tym razem mogłoby stać się inaczej. Tristan nie zwracał co prawda na swojego pierworodnego syna większej uwagi, ale doskonale wiedział, że jego nieskazitelnie czystokrwiste życie było ich przyszłością, przyszłością rodu. Nikt nie mógł mieć jednak pewności, czy słabe zdrowie lub fatalne zrządzenie losu nie sprawią, że zwyczajnie nie zdąży sięgnąć wielkości. - Jak się czujesz? Czy panna Blythe powiedziała coś więcej?  - zapytał, po części wyrazem troski, po części chcąc nabrać pewności, że przekazała mu już wszystko.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]21.12.22 13:56
Wyważona radość w głosie Tristana świadczyła i o jego zaskoczeniu. Czy poprawiłby jej nastrój, głośno i z pełnią ekspresji wyrażając zadowolenie? Czy czułaby wtedy, że ma w nim oparcie, dzieląc się obawami. Niejednokrotnie przecież powstrzymywała podobne wyznania i zachowywała je dla siebie, by nie stawiać między nimi dodatkowego muru, finalnie uzyskując odwrotny efekt. Odczuwała skutki tych wszystkich niedopowiedzeń, cierpiąc przez wybiórcze zaufanie do męża, a jakie tak bardzo chciała przecież wzmocnić. Należała mu się szczerość, a kto mógł ją najlepiej wesprzeć, jeśli nie on?
Na drżących wciąż nogach obeszła ciężkie biurko, przechodząc na jego część gabinetu i podała mężowi chłodną od strachu dłoń.
- Zmieszana, zaniepokojona - odparła ze ściśniętym gardłem i zbliżyła się bardziej, by usiąść na jego kolanach, przylegając doń bokiem. - Radziła skonsultować się z Zacharym, który opiekował się mną podczas poprzedniej ciąży. Uzgodnić czy należy ograniczyć eliksir na serpentynę czy też przyjmować inne, wzmacniające dziecko. Szczególnie na siebie uważać. - Westchnęła cicho, dość machinalnie wymieniwszy kolejne zalecenia, jakie nie były dlań niczym nowym. Doskonale wiedziała co oznacza dla ogarniętego chorobą organizmu zmiana przyjmowanych dawek. Wzmożona częstotliwość ataków i osłabienie mogły zdecydowanie zaburzyć codzienność, a tego przecież nie chciała. Zachowała milczenie przez krótką chwilę, bijąc się z napływającymi myślami, które naraz, mimo iż wcześniej ułożone w spójną całość, zaczęły mieszać się w chaos.
- Gdy na świat miał przyjść Evan byłam pogodzona z myślą, że może się to dla mnie skończyć śmiercią. - Powstrzymywanie się przed użyciem tego słowa było błędem. Zdążyła się z nim oswoić, nawet jeśli utrata kolejnych bliskich sobie osób nadal była trudna. - Przestałam obawiać się tego, co może nadejść. Uczyłam się cieszyć każdym dniem, jakby miał być ostatnim, akceptując taką kolej rzeczy. - W myśl tej zasady pokonywała postawione sobie granice, popychając ku coraz to śmielszym doświadczeniom. Wiele z nich dzieliła także z mężem i nie chciała ich porzucać - nie teraz, kiedy zdawali się odnaleźć mocniejszą nić porozumienia. - Nie sądziłam, że ten strach znów mnie dosięgnie, jednak… Oh, Tristanie, nie chcę się tak czuć, jakbym rezygnowała z czegoś na rzecz rodziny, bo przecież wcale tak nie jest. - Sięgnęła wzrokiem jego twarzy, próbując podeprzeć swe słowa bladym uśmiechem. Z czułością przesunęła palcami po szorstkim policzku czarodzieja. Jego bliskość pomagała zebrać się w sobie i podzielić obawami. - Nie chcę porzucać swoich zadań i zobowiązań. Nie chcę zamykać się znów w komnacie w obawie przed słabością. Nie mogę odsuwać się w cień, by przeczekać kolejne miesiące. - Co z planem jarmarków, w jakie zamierzała zaangażować się wraz z Odettą i Primrose? Co z szerzeniem wrażliwości na sztukę wśród niższych stanem czarodziejów? Co ze Smoczym Rezerwatem i budową pawilonu dla węży? Nie wspominając już o prywatnych zainteresowaniach i skupieniu się na rozwoju w kierunku transmutacji czy numerologii, do jakich czuła niegasnącą dotąd fascynację? Teraz gdy wreszcie stanęła na nogi, czując że może zdziałać wiele, a świat stoi przedeń otworem, wszystko miało się zmienić. Nie miała czasu na to, by z czegokolwiek rezygnować.





show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Gabinet [odnośnik]07.01.23 15:08
Objął ją ramieniem w talii, gdy wsunęła się na jego kolana, a podaną dłoń przyciągnął do swojej twarzy, by ucałować jej wierzch; zamkniętą we własnej zatrzymał przy ustach dłużej, w milczeniu wsłuchując się w jej słowa. Podobno skóra zmieniała zapach po śmierci, lubił jej zapach, a myśl, że mógłby go utracić, była dla niego druzgocząca. Śmierć była piękna tylko krótką chwilę. Zachary dobrze zajął się nią ostatnim razem, i ona i Evan byli dzisiaj zdrowi. Tristan odczuwał pewność, że mogli zaufać jego wiedzy, a jednak w jej relacji dźwięczało coś niezwykle ponurego. Ograniczyć jej leki, wzmocnić dziecko, tak należało, niedopowiedzenie wisiało boleśnie, jak sznur serpentyny zapętlający się wokół jej szyi. Nigdy wcześniej nie mówiła przy nim tak otwarcie o śmierci. Nie miał jak wyprzeć tych słów, gdy oczekiwała od niego wsparcia.
- Dziś jesteś znacznie silniejsza, niż wtedy - odparł, odwzajemniając jej spojrzenie, kiedy poczuł na twarzy pieszczotę. Bardzo się zmieniła przez ostatni rok. Rozwinęła skrzydła i odnalazła swoją drogę, otworzyła się - nie tylko na niego. Stała się bardziej świadoma, świadoma tego, kim była i jaką zajmowała pozycję. Wcześniej była jego żoną, teraz stała się lady doyenne u jego boku, tylko ślepiec by tego nie dostrzegł. - Bardziej gotowa, niż wtedy. - Czy można ją było winić za odczuwany lęk? - Tylko głupiec nie odczuwa strachu. Jesteś córką Izabeli Bawarskiej, mon ciel etoile. Masz w sobie siłę i odwagę - stwierdził z przekonaniem, którego nie musiał udawać, przez ostatnie miesiące udowodniła mu swoją wartość. Nie odjął spojrzenia od jej oczu, intensywnie przy tych słowach wpatrując się w jej jasne tęczówki, czy sama tego nie czuła? Nieśpiesznie pokręcił przecząco głową, gdy wspomniała o rezygnacji. - To nasza przyszłość. Nic nie miałoby sensu bez tego - stwierdził, oswobodziwszy jej dłoń, by przesunąć własną na jej brzuch, wciąż płaski. W żaden sposób nie dało się jeszcze wyczuć, że w gabinecie było ich już troje. - Wszystko, co robisz, jakie miałoby to znaczenie, gdybyś była tylko pyłem na wietrze, chwilą, która trwa i znika? Nasza krew jest naszą siłą, a my w tej krwi trwać będziemy wiecznie, jak w tobie trwa dziś Izabela. Twoje zadanie jest ryzykowne  - wahał się przed użyciem ostatniego zwrotu, ale rozpoczynając tę rozmowę od śmierci pragnęła przecież szczerości, dłoń ześlizgnęła się jej brzucha na udo. - Łatwo popełnić błąd, gdy nad głową piętrzy się zbyt wiele. - Czy nigdy tego nie odczuł, oczekiwań ze zbyt wielu stron? Czy nigdy z tego powodu nie zawiódł, jak w Warwick, patrząc, jak zaczynały kruszyć się mury pradawnej twierdzy, którą miał ochronić? - Nie pozwól temu, co mniejsze, cię zdekoncentrować - poprosił, nie mogła się teraz przepracowywać. Nadwyrężać sił ani narażać. Będzie musiała zapewne odpoczywać więcej, niż dotąd, nie chciał ani nie mógł jej stracić. - Masz jeszcze czas - oznajmił, powoli, ze stanowczym zdecydowaniem, nie odejmując spojrzenia od jej oczu. - Wszystko, czego nie zdążysz dokonać, poczeka, aż odzyskasz siły. - To brak wiary był ojcem porażki. A oni nie mieli dziś nic prócz wiary.
- Nikt nie musi wiedzieć - dodał po chwili, zastanawiając się nad jej słowy, wyraz jego twarzy był wpół zatroskany. Lubił na nią patrzeć taką, chwytającą dzień, nie chciał, by znów zaczęła oglądać się za siebie. Przeszłość nie miała znaczenia, przyszłość była niepewna. To, co mieli dziś i teraz, wydawało się jedynym pewnym fragmentem rzeczywistości. - Nie musimy tego potwierdzać, możemy utrzymać to w sekrecie do ostatniej chwili. Będzie ci lżej, nie pociągnie się za tobą sensacja. - Przynajmniej przez jakiś czas, póki nie opadniesz z sił. Ile to miało potrwać? Oboje mogli tylko zgadywać.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]07.02.23 20:12
Był dla niej oparciem, od pierwszego przecież dnia, w którym przekroczyła próg rezydencji Róż. Okazywał to może na swój specyficzny sposób, lecz przecież nigdy specjalnie nie ułatwiała mu tego zadania, wątpiąc w każdy gest czy dobre słowo. Doświadczyło nauczyło ją oszczędnej ufności wobec mężczyzn, by samej stawiać granice i samej też decydować kiedy i w jaki sposób ją przesunąć, Tristan nie był tu wcale wyjątkiem. Dopiero kiedy pozwoliła mu się oswoić i podejść doń z ufnością, mogli zacząć nadrabiać cenny czas.
Na twarzy Evandry pojawił się lekki, pobłażliwy uśmiech. ”Wszystko, czego nie zdążysz dokonać, poczeka, aż odzyskasz siły.” Widać wierzył w nią bardziej, niż ona sama. Jakże mogła mu odmówić racji, kiedy odwoływał się do przodkini Izabeli Bawarskiej? Zbyt dobrze znała historię swojego rodu, jak i magii w ogóle, by nie zrozumieć odniesienia do czarownicy, której siła i niezłomność pozostawały wciąż na ustach, kiedy wspominano o jej czynach. W Thorness Manor nauczono ją do szacunku do przeszłości, jak i dumy ze szlachetnych korzeni. Czy naprawdę chciała zawieźć słabością także swoich przodków?
Powiodła wzrokiem za zsuwającą się dłonią, opiekuńczym gestem, świadczącym o wsparciu oraz oddaniu. Nigdy dotąd nie uznawała sprowadzania na świat potomka za zadanie ryzykowne. Była w tym jednak prawda, wynikająca bardziej z przykrej choroby, niż samej istoty brzemienności. Uznawała ją za słabość, pozwalała aby ogarniał ją lęk, przemożna obawa, czy jej dzieci także urodzą się z przekleństwem, jakie padało cieniem na jej życie, owijając się ciasną pętlą na szyi, ciężko dysząc w kark.
Wróciła błękitem spojrzenia na przystojną twarz męża, wyłapując drgnienie płytkich zmarszczek okalających czerń jego oczu. Wdzięczna mu była za tę troskę, którą zawsze ją obdarzał. Nawet jeśli nie od razu dostrzegała jasną stronę jego słów, stał za nią murem i dodawał otuchy. Dbał, aby rosła w siłę, by stawała się lepsza, dla nich. Odpowiedziała mu uśmiechem. Czy naprawdę zdołają to ukryć przez kilka najbliższych miesięcy? A co z artykułem w Czarownicy, który ukazał się przed dwoma tygodniami i już zdążyli zacząć pisać do niej przyjaciele z pytaniem o potwierdzenie plotek? Co z uwielbiającymi rozsiewać nowinki czarownicami, które artykuł przeczytały, lecz miały w sobie na tyle przyzwoitości - bądź wstydu - by jeszcze do niej nie napisać? Podskórnie czuła już na sobie te wszystkie baczne spojrzenia, czujnie przesuwające się wzdłuż jej talii, by dostrzec dodatkowe funty wagi.
- Tak będzie najlepiej - stwierdziła z cichym westchnieniem, przyznając mu rację. Nikt więcej nie musiał wiedzieć, a plotki niech żyją własnym życiem. Poza tym, czy nie staną się one wkrótce dźwignią do zwiększenia rozpoznawalności? Ta mogła przecież przynieść szersze zainteresowanie organizowanymi przez nich wydarzeniami, co zaś mogło przełożyć się na ich sukces. - U twojego boku nic mi już niestraszne. - Uśmiechnęła się cieplej i wtuliła twarz w jego zgięcie między ramieniem a szyją. Choć prawda była to połowiczna, tak szczerze chciała w nią wierzyć i każdego dnia starać się, by stała się rzeczywistością. - Mam cichą nadzieję, że tym razem będzie to córka. - Cała i zdrowa. Silna. Dość już mieli w życiu zmartwień, zbędne były dodatkowe troski. Należało z optymizmem spojrzeć w niepewną przyszłość, wkroczyć weń z odwagą i uniesioną głową. Nie mieli nic, prócz wiary.

| zt x2



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Gabinet [odnośnik]13.07.23 19:53
17 lipca

Wysiadła przed znajomym zamkiem; krucze spojrzenie przesunęło się po znanych zamurowaniach. Aetonany za nią zarżały, a potem stajenny poprowadził je ze sobą do miejsca w którym miały odpocząć. Łagodne westchnienie wypadło z jej warg, ręka uniosła się kiedy odgarniała ciemny kosmyk ruszony wiatrem z twarzy. Uśmiech mimowolnie rozciągnął jej wargi. Znajomy zapach morza i róż zatańczył wokół. Znów była w domu. Ale dziś nie wracała tutaj jako gość, nie jako siostra nawet - choć po części z pewnością - ale jako pewnego rodzaju zdobywca.
Miała naprawdę dobry nastrój, od kilku dni nie odstępował jej na krok - cóż, może poza dość niefortunną wizytą w Banku Gringotta, która całkowicie i niepodważalnie postanowiła sprawdzić, jak wielkie miała pokłady cierpliwości. Ale to co się tam stało było ledwie ważnym incydentem - choć, niespodziewanie dość w pewien sposób pozyskała informacje, które kiedyś mogą okazać się przydatne. Niemniej, po miesiącach przepełnionych frustracją, niezrozumieniem, odsunięciem, pozostawaniem na boku wreszcie wywalczyła dla siebie jakieś miejsce. A jeśli - odnieść się do nomenklatury z rozmowy, którą podjęli jeszcze przed odejściem - to i rzec by można, że w tym swoistego rodzaju wyścigu, spokojnie wysuwała się na prowadzenie.
Nie zapomniała. O błędzie, którego była przyczyną. Ani o obietnicy, którą złożyła. I choć, niewiele znajdowało się w niej pokory skutecznie wypieranej przez arogancję i butę, to nie śmiała nawet poruszać tych konkretnie tematów, kiedy - zdawać by się mogło - najważniejszy z jej obowiązków leżał odłogiem. Tristan uznałby ją za niepoważną, skupioną nie na tym, co ważne było dla dobra sojuszu, a na tym, by uznał swój błąd. Byłaby ślepa, nie dostrzegając tego, co powinna. I poruszając się bez wiedzy i zgody własnego męża. Z Manannanem, pozostawiającym jej wiele swobody mogła się rozwijać, a teraz, wraz z jego pozwoleniem nie tylko Tristanowi, ale i jemu musiała coś udowodnić. Szczęśliwie dla siebie samej w miesiącach małżeńskiej suszy nie zamykała się w komnatach szlochając z rozpaczy. Rozpacz, była nie była produktywna. Rozczarowanie tylko gorzkie w smaku. Nie okłamała własnego męża, kiedy sennym już głosem oznajmiła mu, że nie marnotrawiła czasu. Tego, czego nie chciał, wzięła dla siebie; w czasie który mijał, mogła badać i rozwijać myśli odnajdując drogę, która mogła okazać się właściwa. Zawierać w sobie wszystko, czego chciała, pięknie rezonować z jej nowym nazwiskiem - przynieść dumę, obu mężczyznom. Temu za którym podążała odkąd sięgała pamięcią i temu, przy którym miała trwać.
- Idź, Anitho, Prymulka poinformuje cię, gdy będę wracać do Corbenic. - odprawiła służkę kilkoma machnięciami dłoni, po prawdzie mogła zostawić ją w Norfolk, miała jednak w sobie jakąś empatię - jej służka, przez wiele lat funkcjonowała z nią tutaj, miała znajomości a może nawet i przyjaciół. Wspaniałomyślnie więc, postanowiła ofiarować jej z nimi chwilę czasu samej witając się z wychodzącym im naprzeciw służącemu informującą ją o tym, gdzie odnajdzie swojego brata. - Poradzę sobie. - powiedziała mu krótko, rozciągając usta w uśmiechu. Była zadowolona - ukontentowana słowami, które skreślił ku niej i szybkiemu zaproszeniu. I widać to było w spojrzeniu. Jednocześnie, spalony zgodnie z poleceniem list niósł też informację, która wlała w nią niepokój. Coś się wydarzyło, gdy nie było jej tutaj. Coś złego, burząc spokój, którego nikt nie powinien ośmielać się dotknąć. W końcu znalazła się przed drzwiami prowadzącymi do nestorskiego gabinetu - a może, po prostu, tego który należał do Tristana. Zapukała w drzwi, swoim własnym zwyczajem, rozpoznawalnym, wybrzmiewającym lekkim zawieszeniem po dwóch pierwszych puknięciach. Odróżniającym ją od innych, anonsując jej obecność, jeszcze zanim wsunęła się do środka.
- Tristanie. - przywitała się, rozkładając ręce na boki gdy zbliżała się by przywitać brata. Dłonie miała obleczone w srebrne, misterne ozdoby należące do Traversów w jednej z nich trzymała niewielkie, obite aksamitem pudełko. Suknia, choć lżejsza, mniej formalna, uszyta z lekkiego materiału, wykonana była kunsztownie, swoim kolorem przypominała morskie fale. Okalała ją, dodając wrażenia spokoju. Ciemne włosy w większości pozostawały rozpuszczone, Anitha spięła jedynie przednie pasma z tyłu, na głowie osadzając wianek wykonany ze srebra, nawołujący do gwiazd które prowadziły żeglarzy. Widocznie towarzyszyło jej dobre samopoczucie. - Rada jestem mogąc spotkać się dziś z tobą. Ale najpierw, uspokój mnie; Evandra - wszystko w porządku? - zapytała, zamykając za sobą drzwi gabinetu. Lubiła bratową, połączyła je cicha nić porozumienia a fakt, że starała się sprostać niebotycznym wymaganiom, poznać ich wszystkich, wspomóc Tristana, opowiadał tylko za nią. Choć z niej samej, szwagierka może w istocie była marna, gdy skrywała przed nią sekret Tristana o innej. W żaden sposób nie burzyło to jednak jej spokoju, ani nie sprawiało, że nie chciała otoczyć jej troską. Była istotna dla jej brata dla ich rodu - więc i jej zależało na jej dobrym zdrowiu. Zerknęła za okno, na rozpościerające się klify. Łagodny uśmiech objął ją wargi. - Zatęskniłam za widokiem, rozciągającym się z mojej altany. - oznajmiła pozwalając sobie na lekkie westchnienie. W ciepłe dni, kiedy bywała w domu, przeważnie spędzała czas w jej okolicy. Zawiesiła na niej na chwilę wzrok, zanim zwróciła onyksowe tęczówki w stronę brata. Skierowała się też w jego stronę, wolną dłonią oplatającą tą w której trzymała pudełko. - Od których spraw chciałbyś zacząć? - wspominał w liście, że również posiadał tematy, które chciałby poruszyć. Pozostawiała jemu decyzję dotyczącą tego od czego zacząć, skora dopasować się do wyznaczonego toru rozmowy.



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.

Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Gabinet [odnośnik]19.08.23 23:10
Pukanie do drzwi niosło melodię przeszłości. Jeszcze nie tak dawno wybrzmiewało codziennie, a teraz - teraz wydawało się, że minęły całe wieki. Corbenic znajdowało się daleko stąd, widywał ją zdecydowanie rzadziej niż powinien i niżeli pragnął, przed kilkoma tygodniami przeżywając prawdziwy kryzys - pragnąc jej obecności bardziej, niż kiedykolwiek indziej. Ciche dni z żoną, niepewność nowej mieszkanki Chateu Rose, Corinne, zezłoszczone spojrzenia najmłodszej z sióstr, świat sprzysiągł się przeciwko niemu, rzucając pod nogi kolejne kłody. Był pewien, że miałaby wtedy dla niego dobrą radę lub rozrzedziła atmosferę przy stole własnym uśmiechem, ale tak trudno było oswoić się z myślą, że nic nie będzie już takie jak wcześniej, że Melisande tu nie wróci. Podkreślała to całą sobą, gdy przestąpiła próg jego gabinetu, przywdziewając strój, który nie miał w sobie ni jednego elementu, który mógłby się skojarzyć z dawnym domem. Ciężko i trudno było ujrzeć ją w takim wydaniu, lecz jednocześnie Tristan wiedział - że taka właśnie była kolej rzeczy.
- Melisande - wypowiedziawszy jej imię bez zawahania powstał, porzucając przeglądane księgi - głównie rachunkowe, opisujące sytuację hrabstwa - by ująć ją w ramiona, w czuły powitalny uścisk; ostrożny na tyle, by nie zniszczyć jej uczesania, bliski na tyle, by poczuć ciepło i zapach jej ciała; komnaty wywietrzały z tego zapachu zaskakująco szybko. Jego dłonie zacisnęły się na jej talii na ułamek zbyt długo, gdy przypomniał sobie, kiedy robił to po raz ostatni, kiedy pierwszy raz witał w dawnym domu Marianne, równie szczęśliwą mężatkę. Nie była już pod jego opieką i choć ufał Mannanowi, który od dnia ślubu zdążył się przecież wykazać lojalnością wobec sprawy, nie potrafił opędzić się od demonów przeszłości. Wracały w szczególności ubiegłego miesiąca, gdy trwał w samotności, a jedyne wsparcie znajdował w ramionach Deirdre, jadowicie zazdrosnej o żonę. - Wyglądasz kwitnąco - przyznał, wciąż trzymając za dłoń odprowadzając do spoczynku. - Daruj, gdybyś się zapowiedziała dokładniej, przyjąłbym cię w cieplejszym miejscu. To już zawsze pozostanie zimne. Nie wolno było nawet zbliżać się do drzwi, kiedy zamykał się tu ojciec. - Jego też już nie było, choć pustka po nim zdawała się naturalnie pierzchnąć, kiedy sam zajmował jego przestrzeń. Czasem mu go brakowało. Częściej jednak wygodnie było mu z władzą i przywilejami, które po nim odziedziczył. - Ale ty nie wyglądasz, jakby trzymał cię sentyment do tego miejsca - zauważył, odnosząc się do jej ozdób.
- Już tak - westchnął, opadając ciężko na krzesło po drugiej stronie biurka, wyłożył nogi na jego blat, szukając w szufladach papierośnicy; znalazł, niemo zadając pytanie, czy jej nawyki nie uległy zmianie i czy i ona nie chciała się poczęstować; zaciągnął się mocno i gęsto, bo pytała o sprawy trudne. - Prymulko, wina! - rzucił w przestrzeń, doskonale wiedząc, że skrzatka odgadnie jego życzenia. Dwa kryształowe kieliszki objawiły się na stole między nimi, wkrótce wypełniły się szkarłatnym trunkiem; uważne oko bez trudu by spostrzegło, że w kielichu Melisande woda ledwie zabarwiła się na czerwono kilkoma kroplami alkoholu. - Dostała się w ręce rebeliantów - rzucił niechętnie, jeszcze parę tygodni temu mówiłby o tym inaczej, przerzucając na żonę ciężar odpowiedzialności za tamte zdarzenia, teraz tlił się w nim gniew wyłącznie wobec wroga. - Trzymali ją przez kilka dni - Pokręcił głową, nie mógł napisać jej o tym w liście bardziej wprost, nikt, ale to nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Plotki rozpierzchły by się bardzo szybko, stawiając go w roli nie tylko słabego zarządcy tych ziem, ale i niezbyt rozgarniętego męża i nieudacznego obrońcę własnej rodziny. - Jest cała i zdrowa, bezpieczna, dziecku też nic nie zagraża - kontynuował z westchnieniem, wciąż trudno było mu o tym mówić.
- Od twoich - odparł bez ogródek, gdy spytała o sprawy. - Moje nie są tak istotne - sprecyzował, ostatnie rodzinne rewelacje były dość zaskakujące, lecz nie ważyły o losach świata. - Możemy przejść do altany, jeśli masz ochotę - zaproponował też, sięgając po kielich.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]20.08.23 19:54
Z uśmiechem pozwoliła się objąć, wpadając w znajome ramiona brata. Tak inne, od tych, które otaczały ją ostatnio. Przymknęła na krótką chwilę powieki, nie potrafiąc ściągnąć pozytywnego grymasu z ust. Znajomy zapach owinął się wokół jej sylwetki. Dopiero teraz uświadamiając sobie, że tęskniła za nim. Widywali się, to nie tak że nie rozmawiali w rezerwacie o jego sprawach, czy na znaczących wydarzeniach. Ale to nie było to samo. To nie były te chwile w których odnajdywała go tutaj, czy kiedy zasiadali razem na altanie - czasem prowadzącą ekscytujące rozważania innym razem po prostu w milczeniu ciesząc się własnym towarzystwem. Ta ważna część jej całego świata uległa zmianie i nie miała już wrócić na dawny tor.
- Zadowolenie dodaje mi uroku. - powiedziała żartobliwie na padający z jego ust komplement pozwalając się prowadzić na miejsce, które zajęła. Ale nie mijała się z prawdą. Emanowało z niej wprowadzając ją w szampański nastrój który nie opuszczał jej od kilku dni. Machnęła łagodnie objętą ozdobami dłonią.
- Zawsze oddawał się jej całkiem. - zgodziła się z bratem. - Znów z drugiej strony, to tutaj zapadały prawie wszystkie ważne dla mnie decyzje. - rozejrzała się ze spokojem po znajomym miejscu. To tutaj przedstawiała ojcu pomysł roli, którą obejmie w ich rodzinnym rezerwacie i to tutaj Tristan rozmawiał z nią po szczycie na którym ukłoniła się Czarnemu Panu. Jej uśmiech pogłębił się w odpowiedni na własne myśli wracając wzrokiem do Tristana. Pozwalając, by jej brwi uniosły się ku górze, choć wargi pozostawały wygięte w ten sam spokój.
- Okrutne. - powiedziała z teatralną manierą unosząc rękę, żeby przyłożyć ją od piersi, jakby jego słowa ją zabolały, choć wygląd jej twarzy nie zmienił się ani trochę. - Sentyment źle się prezentuje, drogi bracie, w walce o serca które kazałeś mi zdobyć i miejscu do którego sam mnie wysłałeś. - przekrzywiła odrobinę głowę, przypominając mu że niejako to on sam wybrał dla niej właśnie te barwy. Wargi Malisande wydęły się z niezmiennie podciągniętymi ku górze kącikami. Dla podkreślenia własnych słów - choć raczej mimowolnie - jej brwi drgnęły unosząc się w górę i dół.
Odetchnęła. Uśmiech zmienił się w powagę, kiedy uspokoił jej obawę. Ciemne spojrzenie przesunęło się po jego twarzy, kącik ust drgnął lekko kiedy układał nogi na blacie biurka. Pokręciła przecząco głową na wyciąganą ku niej papierośnicę. Sama pozwoliła sobie na luźniejszą pozę, zarzucając jedną z nóg na drugą. Obserwowała Prymulkę, a jedna z jej brwi uniosła się wyżej na serwowany jej napój, nie skomentowała tego jednak w żaden sposób - przez chwilę chciała, malinowa wargi rozchyliły się lekko, ale padające zaskakujące stwierdzenie kompletnie ją zamurowało. Uniosła zaskoczone spojrzenie na Tristana. Ale kolejne słowa uniosły w zdziwieniu jej brwi ku górze. Zacisnęła wargi w końcu je zamykając. Marszcząc brwi, unosząc rękę, której pozwoliła przemknąć po dolnej wardze nie odrywając od niego spojrzenia wypełnionego niezrozumieniem. Kiwnęła półprzytomnie głową na zapewnienie o tym, że wszystko jest w porządku, ale jedno słowo dźwięczało jej w głowie.
- Jak? - chciała wiedzieć. Centrując spojrzenie na twarzy brata, nadal marszcząc brwi. Jak to się stało. Dobrze, że wieść o tym nie poniosła się szerzej. Ta informacja, mogłaby im zaszkodzić. Nie, nie mogła - zaszkodziłaby bardzo. Ale w takim razie - po co?. Drgnęła, wypadając z zamyślenia, kiedy Tristan postanowił od czego zaczną. Pokręciła lekko głowa, żeby wyciągnąć się z rozmyślań. Odwróciła na bok tęczówki zastanawiając się, od czego chciałaby zacząć. A kolejna propozycja sprawiła, że zaprzeczyła gestem.
- Może później. - wypadło gdy wzrok zawisł znów na wspomnianej altanie. - Gdy sprawy, które pozostaną będą lżejsze i mniej ważkie. - zdecydowała, prostując się, opierając o krzesło. Dobrze więc, od czego powinna zacząć? Zmrużyła na krótką chwilę brwi, w końcu łapiąc za pudełko, które trzymała na swoich nogach.
- Zacznijmy od tego. - powiedziała, układając pudełko przed bratem. Złożyła ze sobą dłonie i klasnęła w nie kilka razy widocznie podekscytowana. W środku znajdowała się prosta prostokątna zawieszka wykonana ze srebra. Właściwie dość skromna jak na ich standardy, ale jednocześnie na tyle niezauważalna, że mogła stać się częścią jakiejś ozdoby, spinki, naszyjnika nawet. Nachyliła się, sięgając po kielich, spoglądając na brata. - Chcesz spróbować zgadnąć? - zapytała zadzierając odrobinę brodę unosząc zachęcająco brwi. Nawet nie próbowała ukrywać samozadowolenia, które obejmowało ją całą. - Podpowiedź: może pomóc umknąć nieoczekiwanemu niebezpieczeństwu. - zostawienie go bez niej tylko przeciągnęłoby sprawę, a chciała żeby dowiedział się, do czego udało jej się dotrzeć skupieniem i ciężką pracą.
- Musimy porozmawiać też o Rezerwacie, mojej roli w nim i tego w jaki sposób przebudujemy ją i mnie, żeby nie było to dla nikogo stratne i nie wpłynęło na jego pracę zanim nadejdzie to co nieuchronne. Myślałam nad tym trochę. - przyznała zgodnie z prawdą unosząc kielich, żeby się z niego napić. Odwróciła na trochę wzrok, jej usta drgnęły. - Dalej… - zastanowiła się. - Cóż, to chyba odpowiedni moment by przedstawić Ci wizję mnie samej, tej która pogodzi to kim jestem i skąd jestem z tym kim winnam się stać. Bo nawiązuje też do tego co poruszyłam przed chwilą. - mówiła ze spokojem, odkładając kielich na stół wykrzywiając wargi. - Do tego, postanowiłam się nią zająć. - brodą wskazała jaśniejącą na niebie kometę. - To ekscytujące. Słyszałam o różnych zdarzeniach, które wystąpiły. Choć mnie samą zdawało się to ominąć. - orzekła, unosząc rękę, żeby odrzucić ciemne pasma włosów na plecy. Choć jeśli udałoby się zdobyć jej informację stanęła by przed dylematem nad który nie myślała wcześniej. Odsunęła tęczówki, a jej wargi rozciągnęły się w uśmiechu, choć innym nacechowanym pewnego rodzaju niewypowiedzianym nie tylko zadowoleniem ale i przebiegłością. Nie został jednak na długo, kiedy wróciła myślami do chwili obecnej. Zaplotła ze sobą dłonie układając je na nogach. - Zaoferowałam Deirdre swoją pomoc podczas rozmów w portach - słyszałam też o objawionej magii, gratulacje jak mniemam będą na miejscu? - wtrąciła zawieszając spojrzenie na Tristanie, przekrzywiając głowę, przerywając na krótką chwilę nim kontynuowała dalej.
- Opowiesz mi o tym co się działo pod powierzchnią tego co widoczne kiedy porządkowałam sprawy? O walce którą stoczyliście przed paroma tygodniami. Wprowadzisz w to, co powinnam wiedzieć albo w to, nad czym chciałbyś bym się pochyliła? - postawiła kilka pytań, na ten moment urywając w tym punkcie. Zastanawiając się, czy wspomniała o wszystkim z czym dzisiaj przyszła - a przynajmniej czy poruszyła każdy z tematów który chciała poruszyć. Choć uśmiech nie zszedł z jej twarzy, mimowolnie wstrzymała oddech. Tristan zaprosił ją na rozmowę, a Manannan wyraził zgodę by działała i udowodniła mu swoją wartość. Jednak, nie miała pewności czy - i jak daleko - zamierzał pozwolić jej podjeść.

| przekazuje Tristanowi: świstoklik typu I (prosta prostokątna srebrna zawieszka)



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.



Ostatnio zmieniony przez Melisande Travers dnia 11.11.23 18:01, w całości zmieniany 1 raz
Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Gabinet [odnośnik]21.08.23 0:06
- To prawda - odparł, bo choć mówiła żartem, z prawdą się nie mijała. Melisande przede wszystkim wyglądała na pewną siebie, a to nie byłoby możliwe, gdyby w nowym domu nie odnalazła siebie. Choć tęsknił, a obce barwy u niej, należącej przecież do tego domu, budziły w nim sprzeciw, cieszył się, że widział ją taką. - Nie lubiłem tu przychodzić. Czułem się jak na szlabanie w szkole. Zawsze zastanawiałem się, czy ten obraz - Odwrócił się przez ramię, by spojrzeć w oczy sędziwego czarodzieja o wyjątkowo srogim spojrzeniu, błyszczącym w półcieniach malujących półmrok niby oko węża lub smoka; był ich praprzodkiem, nie pamiętał imienia, pamiętał za to, że zabił trzech swoich starszych braci, którzy zbłądzili w przestrzeganiu prawidłowych wartości. Wuj, gdy był jeszcze nestorem, opowiedział mu kiedyś tę historię. Był wtedy bardzo młody. I bardzo głupi.  Może na to zasługiwał. - Czy wisiał tu od zawsze, czy powiesił go ktoś, kogo znamy. - Chichotem historii było to, że sam go nie zdjął, doceniając z czasem jego walory.
Westchnął, gdy usprawiedliwiła swój strój, bo choć podskórnie znał prawdę, to godzić się z nią nie chciał.
- Właściwie, to... - zaczął z zastanowienie, sięgając do jednej z szuflad, wyjął z niej drewniane puzderko i przesunął je w kierunku Melisande. - Odrobina sentymentu ci nie zaszkodzi. I tak zamierzałem ci to dać. - Otworzył jego klapę, wewnątrz leżała subtelna srebrna bransoletka, lekki łańcuszek z pośrodku splecionymi ze sobą dwiema gałązkami róż, tak delikatnymi, że wzór ten wcale nie rzucał się w oczy. - Znalazłem ją ostatnio, kiedy porządkowałem ostatnie rzeczy po ojcu. Wreszcie był na to czas. Pamiętasz? - On pamiętał. Marianne dostała ją od ojca, gdy ukończyła Akademię Magii i od tamtej pory zawsze miała ją przy sobie. Musiała do nich wrócić razem z kilkoma innymi drobiazgami. - Nie wyobrażam sobie, by mogła trafić do innych rąk - Była właściwie pamiątką po nich obojgu. Pochwycił ją między palce, oczekując jej dłoni, by móc ją na niej zapiąć.
Chwilę później papieros zatlił się w jego dłoniach gęstym dymem, którym Tristan mocno się zaciągnął; jeszcze kilka tygodni wytłumaczyłby dokładnie, że jego żona zachowała się lekkomyślnie, teraz nie chciał już tego robić, nie szukając jej winy.
- Matemorfomagia - odparł krótko, wypuszczając z ust gęsty dym. - Poszukiwana rebeliantka zlała się z tłumem i dopadła ją w dogodnej chwili. Zdążyła tylko zostawić mi list z personaliami porywaczki. Trzy dni jej szukałem, Melisande. Zabrnąłem na półwysep, rozmawiałem z tamtejszymi, ale nikt nie potrafił wskazać mi drogi do tej suki. Rozważałem spopielenie najbliższego miasta, zrównanie go z ziemią, kiedy... - Kiedy ona dała mi znak, objawiła się w najdziwniejszej chwili. Znak na niebie kazał mu wrócić tutaj. Czy to miało sens? Im więcej czasu mijało, tym mocniej zdawał sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to brzmiało. - Zrozumiałem, że tracę czas. Przeczesałem wybrzeże, znalazłem ją w opuszczonym wiatraku. Zabrałem ją, zanim spotkała ją krzywda, ale kiedy pomyślę, ile przeszła... Musisz zachować to dla siebie, wiesz, ile złego mogłaby uczynić podobna pogłoska. Milczenie jednak nie zbywa faktów. Pozwoliłem na to. - I powinien się zemścić, jak? Mordując setki, tysiące cywili? Zawieszenie broni skutecznie hamowało jego instynkty, a rodzący się zmysł polityczny przy nieco ochłoniętych emocjach pozwalał uświadomić sobie, że nie było to najlepsze możliwe posunięcie. Ta zemsta powinna być cicha, ale znacząca. Chętnie odciągnął od tego myśli błyskotką, która pojawiła się na stole.
- Świstoklik - zgadnął, jak sądził bez trudu, posiłkując się jej podpowiedzią. Bez niej ten niepozorny kształt wydałby mu się nijaki. Nie wyciągnął dłoni, nie wiedząc, czy mógł go dotknąć bezpiecznie. - Dokąd prowadzi? - Nie do końca jednak rozumiał, do czego zmierzała, ani dlaczego tak bardzo ją cieszył.
- I co wymyśliłaś? - dopytał, gdy wspomniała o swojej roli w rezerwacie. Badawcza praca Melisande była bardzo ważna, była bystra, jej inteligencja pozostawała atutem, ale Tristan wiedział, że gdy odpocznie na kilka miesięcy lub zacznie bywać w ogrodach rzadziej, ciążące na niej obowiązki będą musiały zostać przekazane w inne ręce. Domyślał się, że było jej z tym trudno, tym bardziej nie zamierzał akcentować tej konieczności pierwszy. - Zatrzymaj się, droga siostro, mniej zagadek, a więcej konkretów. Co wspólnego mają ze sobą świstokliki, smoki i te wszystkie cuda, które dzieją się wokół nas? - Zmarszczył brew bez zrozumienia. - Co się tyczy naszych ogrodów, Evandra w dużej mierze przejęła na siebie kwestie organizacyjne, ale chcę, byś przejrzała węże wytypowane do serpentarium z naszej nowej wyspy. Nasi ludzie złapali okazy, które wydawały im się ciekawsze i bardziej imponujące. Przydasz się do ich dokładnej obserwacji. Nie mogą okazać się zainfekowane ani w inny sposób ułomne. Ich zachowania powinny być wzorcowe. Chciałbym, byś spędziła z nimi trochę czasu - podjął, wiedząc, że codzienne obowiązki nie pozwolą mu podjąć się tego samodzielnie. Oddelegował jednego ze smokologów do dalszego tropienia węży, ale Melisande mogła z powodzeniem wesprzeć na miejscu tych, którzy zajęci byli pracą w terenie.
Nie od razu też zrozumiał, o czym, o kim mówiła Melisande.
- Ach, moje dzieci - wymknęło mu się, skinął lekko głową, przyjmując gratulacje. Nie nazywał tych istot ani dziećmi ani tym bardziej swoimi nigdy wcześniej. - Dziękuję. Z nimi też mam ostatnio problem. Czuję, że powinienem wyznać prawdę o nich Evandrze, lecz martwi mnie, jak ją przyjmie.  - Prawda była jednak faktem, a faktom nie dało się zaprzeczyć. Najpewniej nikomu innemu nie wyrzekłby tych słów z podobną swobodą i uczciwością, ale siostrze wiedział, że mógł ufać - mimo obcych barw, które dziś nosiła.
- Pytasz mnie o bitwę w Warwick? - Upewnił się, ciężko opierając głowę o oparcie krzesła. - Nie znajdziesz tam odpowiedzi. To historia o mugolskim okrucieństwie. Odrąbywali czarodziejom prawe ręce, by nie mogli sięgnąć po różdżki, a potem zmuszali ich do upokarzającego usługiwania. Gwałcili czarownice, pozbawiali dumy czarodziejów. I wciąż nawet wśród najbardziej świadomych, wśród arystokratów, pojawiają się głosy, że ta wojna powinna zostać zakończona. Nie ma w tych tchórzach krzty honoru. - Pokręcił głową z niesmakiem. - Wtedy, gdy Czarny Pan wysłał nas po druidzki artefakt, musieliśmy oswobodzić coś, co... Coś, co zostało z nami aż do teraz. Coś, co chyba chce zostać już na zawsze i stać się częścią krajobrazu. Czym są te cienie? Nie wiem. Skąd się wzięły? Też nie wiem. W Warwick pojawiło się ich pełno, a potem zmył je krwawy deszcz ściągnięty przez jednego z tych potężnych duchów. Zniknęły, przepadły. Co mnie jednak zastanawia, to fakt, że nie widzą we mnie zagrożenia. Nie widzą we mnie wroga. Nie atakują mnie. - Ani Evandry, która nosi przy sobie fragment jego duszy. - A gdy skupię się wystarczająco mocno... Potrafię nawet zmusić je do posłuszeństwa. To ja, ja to robię, ale uwolnione tamtego dnia moce mają na to wpływ. - Sam tego nie rozumiał. - Czy to, co dzieje się teraz, ma z tym cokolwiek wspólnego? Czasem wydaje mi się, że ta kometa wisi nad nami jak wyrok. Kto go wydał? Nie wiem. Co ja chciałbym, byś zrobiła? Też nie wiem. A co potrafisz? - spytał przewrotnie, wydawało mu się, że kometa pozostawała poza ich zasięgiem, wymykała się z ram nauki, była inna. Pochylały się nad nią wielkie umysły, Horyzonty Zaklęć opublikowały artykuł, z którego nie wynikało właściwie nic.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Gabinet [odnośnik]21.08.23 19:40
Wargi Melisande rozciągnęły się w zadowolonym grymasie mocniej, a ramiona zatańczyły w tej emocji od jednej strony do drugiej, kiedy Tristan potwierdził. Brwi na chwilę uniosły się łagodnie i opadły. Zasiadła na fotelu przekrzywiając trochę głowę, zawieszając ciemne tęczówki na bracie kiedy mówił tylko po to, by przenieść spojrzenie na obraz za nim. Zmrużyła lekko oczy z westchnieniem opierając się o podparcie za sobą.
- Widocznie miałeś coś na sumieniu. – rzuciła z lekkim rozbawieniem, choć sama rozumiała o czym mówił. To miejsce miało swój własny, odrobinę ciężki trochę chłodny klimat. Zwłaszcza przed laty, gdy nie zajmował go Tristan. Przekrzywiła głowę nie odejmując spojrzenia od obrazu. – Nie potrafię sobie przypomnieć. – powiedziała zgodnie z prawdą nadal pozostawiając swoje skupienie na portrecie. Odsuwając tęczówki dopiero z kolejnymi słowami i ruchem, który je przyciągnął skupiając uwagę na wyciągniętym puzderku. Z milczącym zaciekawieniem obserwowała kolejne ruchy w końcu spoglądając na to, co znajdywało się w środku. Brwi Melisande uniosły się, a oczy rozszerzyły kiedy mimowolnie prostowała się w fotelu ściągnięta bliżej znajomym widokiem.  
- Odrobina nie. – powiedziała ciszej, właściwie szepnęła, poruszona widokiem znajomej ozdoby. Ile czasu minęło odkąd widziała ją ostatnio? Nie była pewna, zbyt długo – co do tego jednego miała pewność. Pustka którą po sobie zostawiła – którą oboje zostawili – nadal zdawała się nie zapełniać. Kącik jej ust drgnął na krótkie pytanie, dopiero teraz uniosła tęczówki na brata. – Pamiętam. – potwierdziła prostując się trochę. – Marie się z nią nie rozstawała. – stwierdziła z nostalgicznym uśmiechem rozciągającym się po jej twarzy. Już miała powrócić do wcześniejszej pozycji, kiedy słowa Tristana ją zatrzymały. Przez kilka sekund jej wzrok błądził po znajomej twarzy. W końcu wyciągnęła lewą przed siebie, porzucając pytanie, czy był pewien swojej decyzji. Musiał być, jego postawa, słowa i gest o tym świadczyły. – Dziękuję. – wypadło z pomiędzy warg, kiedy przyciągała dłoń do siebie, przesuwając palcami po znajomej ozdobie. Części wspomnień, może nawet duszy. – Oh, tęsknie za nimi. – wyrzuciła z siebie, opadając plecami na oparcie, niemal niechlujnie, trochę jednocześnie zła i poruszona. – Marie by mi się ostatnio przydała. Potrzebowałam rady. – powiedziała unosząc rękę, palcami drugiej przesuwając po łańcuszku.
Metamorfomagia. Brwi powędrowały wyżej, kiedy milcząco słuchała wyjaśnień Tristana nie zauważając nawet kiedy, jedna z jej dłoni zacisnęła się mocniej na podłokietniku a mięsień drgnął na jej twarzy. Dogodnej chwili? Jej brew drgnęła. Usta zasznurowały się a oczy zmrużyły. Kiedy takie są dla nich?  Odwróciła w końcu spojrzenie słuchając dalej ponurego sprawozdania. Trzy dni z dala od domu w niepewności i strachu przez co? A może dlaczego? Albo po co? Pytania pojawiały się w jej głowie wraz z padającymi słowami.
- Więcej na to nie pozwolisz. Chciałabym umieć ściągnąć to z twoich ramion. – przyznała w jakiś sposób prostolinijnie niezmiennie wierząc w niego. Cieszyło ją, że udało mu się znaleźć Evandrę. Nigdy nie wątpiła w siłę Tristana. Ale nigdy też nie brała na poważnie możliwości, że ktoś z rebeliantów wyciągnąłby ku nich tak bezwstydnie ręce. – Zachowam. I zapamiętam by nie pozwolić im na dogodną chwilę w moim przypadku.  – potwierdziła jeszcze, wiedziała dokładnie jak wiele złego ta informacja mogła przynieść, gdyby się rozprzestrzeniła. Poddałaby pod wątpliwość siłę Tristana, jego kompetentność. Może właśnie o to chodziło? O to, by to zrobić, ale… jeśli tak, dlaczego nikt nie rozgłosił tego do tej pory? Zamrugała kilka razy wyciągając się z myśli z chęcią przechodząc na inny tor bo ten tor skupiał się na niej.
- Świstoklik – potwierdziła z zadowoleniem, które wykwitło na jej twarzy niczym róże zakwitające z pąków. – Na moje tarasy. – odpowiedziała od razu, nawet nie zauważając, że przywłaszczyła sobie w krótkim zdaniu część zamku. Trochę się z nim bawiła, widząc, że nie do końca rozumie, co wprowadzało ją w tak wybrzmiewające zadowolenie. Na chwilę tylko, zaraz i tak wszystko będzie wiedział, bowiem nie skrywała przed nim niczego.
- Hmm… - wypuściła z warg krótkie westchnienie opadając na oparcie. – Z której strony bym nie spojrzała z czegoś muszę zrezygnować. – przyznała z niezadowoleniem marszcząc nos. – Najlogiczniejsze zaś będzie usunąć się dyplomatycznych działań i kształcenia w tym w kierunku. Cóż… w jakiś sposób chyba od zawsze zdawałam sobie z tego sprawę i ty pewnie sam to widzisz. Choć małżeństwo z Manannem sporo mi dało, to jedno zdaje się odsuwać dalej. Oczywiście, chętnie wspomogę cię w działaniach które już trwają i z przedstawicielami, którzy już mnie znają. Jednak potencjalna potrzeba tłumaczenia komuś kim jestem w mojej opinii burzyć będzie pierwsze wrażenie, wzbudzi niepotrzebne niezrozumienie którego lepiej jest po prostu uniknąć. – westchnęła trochę ciężej. Lubiła rozmowy i pertraktacje. Słowne przeciąganie liny, walki na argumenty – nie tylko o rację, ale o to, czego potrzebowali. Lubiła wracać z intratnym kontraktem.  Najbardziej zaś lubiła mieć rację. – Chciałabym też dostać dwójkę stażystów – kobietę i mężczyznę. – powiedziała w zastanowieniu, splatając dłonie na brzuchu. – Mam ochotę na mały eksperyment. – dodała rozciągając usta. – Wprowadzę ich w to co wiem, zanim będę musiała pozostać w Corbenic na dłużej. Cóż, może nie wszystko, ale najistotniejsze rzeczy by nie zaburzyć systemu pracy powinni być w stanie pojąć. Wszystko zależeć będzie od tego, jak pojętni się okażą, czyż nie? – postawiła pytanie, na chwilę wydymając usta. Mówiła dalej i mówiła dużo  bo kiedy miała o czym pozwalała sobie płynąć – a może czasem zatracała się, zwłaszcza gdy ufała rozmówcy. Wstrzymujące ją słowa, kiedy zahaczyła na raz i o wszystko w końcu dochodząc do głosu sprawiły, że uniosła brwi, by po chwili zaśmiać się zasłaniając usta dłonią. Podniosła się obchodząc fotel, by stanąć obok niego. Rozkładając dłonie w niemej prezentacji.
- Mnie. – wyrzuciła rozciągając usta w rozbawionym uśmiechu. – Głównie. Sporadycznie Manannana. Ale poprawną odpowiedzią jest, że właściwie to nic. – przyznała, przysuwając się do biurka nie martwiąc się tym, że jej odpowiedzi były sprzeczne ze sobą. Oparła rekę o nie, nachylając w stronę Tristana. Palcem drugiej postukała w przyniesiony przedmiot. – Sama go zrobiłam. – przyznała w końcu zadzierając lekko brodę. – Co prawda – zaczęła prostując się, zaplatając dłonie za sobą kiedy stawiała kilka kroków w głąb pomieszczenia. – nie jestem jeszcze ukontentowana całkowicie, ale możesz być pewien, że działa odpowiednio. – nie przyniosłaby czegoś, co mogłoby posiadać choć znamiona skazy. Zawróciła na pięcie z zainteresowaniem spoglądając na niego. - Postanowiłam sobie coś kilka miesięcy temu – wyjawiła mu, uśmiech nie schodził z jej twarzy. – Będę lady Travers nie zatracając przy tym zapachu róż. To jedna z części mojego planu, cóż miałam ostatnio trochę wolnego czasu. - orzekła gdy wracała na swoje miejsce słuchając wypowiadanych przez brata słów.
- Z przyjemnością. – odpowiedziała mu, lubiła zwierzęta, gadom – jakby nie spojrzeć – poświęciła większość część swojego zainteresowania. Dlatego bez większego zawahania czy pytań przyjęła polecenie – wiedziała co robić, nie musiał mówić nic więcej. Westchnęła łagodnie spoglądając za okno. – Evandra jest coraz pewniejsza w działaniach, cieszy mnie, że cię wspiera. – w zgłoskach tańczyła szczerość. Brzemię, które niósł jej brat było wielkie i miała nadzieję, że Evandra będzie kimś, na kim będzie mógł się wesprzeć.  
- To ciekawe. – wymknęło się z jej ust unosząc łagodnie brwi. Nie rozmawiali o nich wcześniej. Miało z nimi stać się to, co zdecyduje Tristan – nic więcej. Prawie nikt o nich nie wiedział, a Black złożył jej wieczystą przysięgę i razem z nią informacje o istnieniu bękartów zabrał ze sobą do grobu. Rozciągnęła wargi na podziękowanie padające z jego ust. Brew drgnęła na wyznanie. Problem? Głowa przekrzywiła się odrobinę wraz z niemym pytaniem, ale chwilę później sprawa była już jasna. Milczała marszcząc czoło w zastanowieniu. Ponownie zarzuciła nogę na nogę. – Z całkowitą pewnością wiem tylko jak ja bym przyjęła informacje o tym, że mój mąż zdecydował się poszukiwać innych ramion, a na dodatek sprowadził na świat dzieci z łona które nie należy do mnie; nie byłoby ładnie. Podsumowuje – nie oceniam. – wtrąciła - unosząc na chwilę dłonie w geście poddania - jej twarz nie wskazała na najmniejszą dozę złości czy potępienia. - Zwłaszcza, że skoro Deirdre nadal jest w naszym życiu i Białej Wili musi znaczyć dla ciebie więcej ponad przeciętną zabawkę. A fakt, że głowisz się na wyznaniem prawdy o dzieciach, nie wspominając nic o romansie, każe mi podejrzewać, że w tym temacie sprawy między wami są już jasne? – postawiła pytanie sięgając po kielich. Jeśli się nie myliła, to w jaki sposób Evandra zareagowała na tą rewelacje? Przekrzywiła odrobinę głowę. Jej własne odczucia, czy postrzegania - choć myślała, że możliwie podobną sytuację przyjmie inaczej - ostatnio zweryfikował list, który znalazła.
Potwierdziła krótkim skinieniem głowy. Informacje, które uzyskała od Deirdre nie zaspokoiły jej całkiem. Była ciekawa. I lubiła posiadać różne spojrzenia, inne perspektywy. Obróciła trzymany kielich w dłoni wędrując za jego słowami. Zmarszczyła nos, kiedy od razu stwierdził że nie tam powinna poszukiwać odpowiedzi. Ale snuta dalej opowieść powoli wprowadzała na jej twarz swojego rodzaju złość, która odbiła się w zaciśniętych ustach. - Ta wojna, powinna się skończyć, kiedy sięgniemy zwycięstwa. Nie wcześniej. - wtrąciła się, wzdychając. Faktem było, że przedłużający się konflikt nie wpływał dobrze na Anglię. Ale walczyli o zmianę tego świata. A zmiany, nie przychodziły łatwo. - Ktoś sądzi inaczej? - zapytała, marszcząc odrobinę brwi. Westchnęła kręcąc głową. Opis tego, do czego byli zdolni mugole jedynie utwierdzał ją w tym przekonaniu. Poprawiła się na siedzeniu, kiedy nawiązał do innej sprawy. Jej oczy rozbłysły zaciekawieniem a brwi powędrowały łagodnie ku górze, usta drgnęły trochę w nieokreślonym grymasie.
- A my - podjęła przeciągając trochę słowa. - chcemy żeby się nią stała? - częścią krajobrazu. Czy byłoby to dla nas korzystne? Tego się nie spodziewała. Prawa część górnej wargi zadarła jej się mimowolnie. Ta moc, o której mówił musiała być wielka - wielka skoro potrafiła dokonać czegoś takiego a do tego niewiadomego pochodzenia. Tajemnica, zagadka. Brwi uniosły jej się jeszcze trochę gdy mówił dalej. Wzrok przesunął się po bracie. Nie atakują go? Dlaczego? Dłoń mimowolnie uniosła się, palec wskazujący odnalazł swoje miejsce na wardze a kciuk ułożył się pod nią. - Fascynujące. - wypadło cicho z jej ust. - Jak myślisz dlaczego?. - zapytała, spoglądając ponad nim, nie koncentrując wzroku w żadnym miejscu, bardziej skupiając się na przebiegających myślach. Wnioskach, tezach, pytaniach. Znów ściągnął ją stwierdzeniem. Potrafił nad nimi zapanować. - Może są ze sobą w jakiś sposób skorelowane. - wyrzuciła z siebie marszcząc mocniej brwi. Gdyby łączyła ich jakaś zależność, może potrafiłby oddziaływać na siebie wzajemnie. Odciągnęła rękę, splatając dłonie na piersi, mimo trzymanego wciąż naczynia. - Opowiesz mi o nich więcej? Tych duchach? - zapytała, nie potrafiąc ukryć skrzącym się w tęczówkach zaciekawieniu.
- Wszystko, czego zapragnę, czyż nie? – odpowiedziała z rozciągającymi w niemal przebiegłym uśmiechu ustami, które zaraz wydęła rozplatając dłonie, by uderzyć w dolną wargę kilka razy palcem wskazującym. Wiedzieli oboje, że posiada własne ograniczenia - co frustrowała Melisande strasznie. – No, może poza pojedynkami z akromantulami, w tym poległam sromotnie o czym dane było nam już się przekonać. - rzuciła, wzdychając lekko. Mimowolnie zacisnęła mocniej usta, nie panując nad momentem w którym je wykrzywiła. Miał rację, wiele miesięcy temu, ale pewne kwestie, musiała przepracować sama. Dziś postanowiła z tego zażartować. Nie przychodziło jej to lekko, tamte wydarzenia nadal smakowały gorzko i pewnie, gdyby nie znajdował się tutaj razem z bratem, pozostawiłaby temat dalej. Ale właśnie tutaj i z nim, mogła spróbować czegoś, czego wcześniej nie robiła. Dziś, bardziej świadoma tego, że nie wszystko zawsze pójdzie zgodnie z jej planem.



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.

Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Gabinet [odnośnik]27.08.23 17:17
Wzruszył nieznacznie ramionami, w istocie zwykle zapraszano go tutaj, gdy nikt nie był zadowolony z jego zachowania. Istotne decyzje w jego sprawie - jak choćby przekazanie mu władzy nad rodem - odbyło się już w okolicznościach bardziej celebrujących chwilę. Wyzywano go tutaj od niepoważnych bawidamków, gdy na salonach pierzchły się kolejne plotki o jego miłosnych, niekoniecznie chlubnych podbojach, od nieudacznych młokosów, gdy po raz kolejny sięgnął go smoczy ogień w Ogrodach, od mało ambitnych leni, gdy po powrocie z Beuxbatons pragnął wrócić do Francji i zasmakować się jeszcze w życiu paryskiej bohemy, na co zresztą nigdy mu nie pozwolono, a także od naiwnych marzycieli, kiedy kolejny raz zapewniał, że ożeni się z niechętną mu Evandrą. Nikt nie był wobec niego tak delikatny jak wobec jego sióstr - notabene nie tak niesfornych - ale nigdy się na to nie skarżył. Dziś rozumiał więcej, z tamtych nauk i z tamtych reakcji, bo historia, jak to zwykle bywa, zatoczyła koło. Wiedział, że wiele zawdzięczał temu wychowaniu, a ściganie niedościgniętego wzorca miało zbliżyć go do gwiazd. Nie znaczyło to jednak, by wspominał czasy zakazów, nakazów i wiecznego strofowania z jakimkolwiek sentymentem. Znacznie przyjemniej było być panem własnego losu.
- Też tęsknię - przyznał, zatrzymując wzrok na przekazanej siostrze ozdobie. - Zostawiła nas zbyt wcześnie.  - Czy ona wyciągnęłaby Evandrę z jej marazmu wcześniej? Czy dopuściłaby do konfliktu między nimi? Czy oswoiłaby Vivienne z jej przyszłością? Czy byłaby remedium na wszystkie ich problemy? Wierzył, że tak, ale nie lubił się otwierać. Nie wolno mu było się otwierać. - Uważaj na siebie - poprosił, unosząc ku niej spojrzenie ciemnych oczu; w tym kontekście jeszcze trudniej było mówić o porwaniu Evandry. Życie było kruche, wojna powinna była mu to uświadomić już wcześniej, ale w istocie Tristan nie stracił na niej nikogo bliskiego. Nie sądził, by ktokolwiek miał odwagę poważyć się uderzyć w Evandrę. Wiedział, że jakiekolwiek pogłoski o porwaniu nie zostaną potraktowane poważnie, gdy jego żona była bezpieczna i zdrowa, a oni będą temu konsekwentnie zaprzeczali, wiedział też, że zdążył ją ocalić, nim rebeliantka uczyniła jej krzywdę. Tak samo jak boleśnie odczuł, że mógł nie zdążyć.
Kiwnął głową, gdy zapowiedziała rezygnację ze starań dyplomatycznych. Jej pomoc była przydatna, ale jej decyzja została podyktowana naturalną koleją rzeczy.
- Zdecydowałem, że zwiążemy Smocze Ogrody z tym, co mogą nam zaoferować Rumuni, silniejszym węzłem, niż przyjaźnią - odparł, wymiana ich korespondencji okaże się znacznie mniej czasochłonna, gdy ziści swoje plany. Sprawy, o których Melisande, były bardziej niż oczywiste, był na to gotowy. - To piękny kraj. Mam nadzieję, że Vivienne się tam spodoba - dodał, tonem, jakby już się nad tym nie wahał, bo nie wahał. Najmłodsza z sióstr jeszcze o tym co prawda nie wiedziała, ale był pewien, że wykaże się zrozumieniem. Z Anglią i tak łączyło ją dzisiaj niewiele. Na jej dalsze słowa - jego brew uniosła się nieznacznie wyżej. - Dwójkę? - dopytał, zastanawiając się nad zasadnością podobnych działań. W ostatnim czasie zmuszeni byli raczej ciąć koszty, niżeli zatrudniać dodatkowych ludzi, nawet jeśli stażystom płacili głównie doświadczeniem. Stażyści byli w jego odczuciu zbędnym kurzem, ale nawet kurz należało sprzątać. Należało mieć ich na oku, zanim narobią coś, czego odwrócić nie będzie się już dało. Czy aż dwójka potrzebna była samej Melisande? Miała rozległą wiedzę, lecz brakowało jej doświadczenia z terenu. Nadrabiała ją naturalnym instynktem, niezwykłym wyczuciem, o którym wierzył, że wywodzi się z jej krwi - a którego wszak i tak nie przekaże nikomu innemu. - Wystarczy jeden - podjął zatem negocjacje. - Oddeleguję do ciebie tego dzieciaka, który miał wypadek w zeszłym tygodniu. Jak mu było... - zamyślił się, usiłując przypomnieć sobie imię. - Sam? Seon? Shane? Nieistotne, niebawem wypuszczą go z Munga, ale ponoć jest w stanie, w którym jeszcze długo nie będziemy mogli wypuścić go do smoków. Planowałem się go pozbyć, ale skoro tak... może sprawisz, że jeszcze się do czegoś przyda. Pochodzi z rodziny Arcand, z Westerham. Powinni docenić tę łaskę za lata oddanej służby naszemu domowi, więc dopełnisz także ostatniej dyplomatycznej misji. - Przetarł dłonią bok brody, wahając się nad sensem sprowadzenia do Ogrodów stażystki. Nie odniósł się do propozycji zatrudnienia stażystki. Melisande wywalczyła u ojca swoje miejsce w Ogrodach, ale Melisande nie była zwykłą czarownicą. Smokologowie, w szczególności początkowo, otaczać ją musieli nadmierną uwagą, by upewnić się, że będzie pośród nich bezpieczna. Czy ten zachód warty był ryzyka wobec przypadkowej czarownicy? Melisande przecież nie zajmowałaby się nią cały czas, musiałby zawrócić jej osobą czyjąś jeszcze głowę.
Przyglądał jej się z należytą uwagą, gdy zaczęła tłumaczyć swoje dalsze słowa - aż wróciła jego uwagę ku świstoklikowi.
- Tym się teraz zajmujesz? - dopytał, obracając pudełeczko, w którym mieścił się bibelot. - Gratuluję - odparł, unosząc ku niej spojrzenie. Była bystra i inteligentna, bardzo rezolutna, fakt, że pojęła podobny mechanizm nie zaskoczył go wcale. - Skąd ten pomysł? - Nigdy dotąd nie interesowała się podróżami, czy to odległość od rodzinnego domu pchnęła ją w tym kierunku?
- Musiałbym cię wydziedziczyć, gdybyś utraciła zapach róż - stwierdził poważnie, choć uniesiony w górę kącik ust zdradzał brak powagi, siostra znała go zresztą na tyle, by wiedzieć, że nie wyparłby się jej nigdy z tak błahego wobec ich więzi powodu. Po prawdzie trochę bawiła go jego pozycja, gdy chodziło o Melisande i Mathieu, od których wiekiem dzieliło go niewiele, a którzy towarzyszyli mu całe życie jak rodzeństwo i wobec których nie do końca odczuwał powagę swojej pozycji. - Zrobiłbym to - odgroził się. - Poważnie - podkreślił, zamykając wieczko pudełka  ze świstoklikiem.
- Bardzo się zmieniła - podjął poważnie, gdy wspomniała o Evandrze jako lady doyenne tego domu. Od ślubu towarzyszył jej marazm, zamknięta w czterech ścianach niechętna była czemukolwiek. Tolerowano to, wiedząc, jak źle znosi ciążę - choć wszyscy wiedzieli, że nie tylko ciąża była tu problemem. Jeszcze kilka, kilkanaście dni temu uskarżyłby się na jej lekkomyślność, która znów ich podzieliła i zakryła ich codzienność cichymi dniami, ale ta złość już przeminęła. - Jest dla mnie tym, czego potrzebuję. Zaczyna rozumieć, kim jest i jakie są jej obowiązki. A kiedy się ich podejmuje, czyni to z taką gracją, że i tak nikt nie pamięta jej błędów. Czarodzieje w Kencie są w stanie pokochać ją za jeden uśmiech. Nie wiem, co bym bez niej zrobił, Melisande - Powaga, jaka nagle wdarła się do jego głosu zdradzała, że nie był wolny od myśli o jej porwaniu. I nie tylko o tym, serpentyna przecież snuła się za nią długim cieniem. Nieustannie. - Nie ogłaszaliśmy tego publicznie, jest brzemienna - oznajmił, ni to z lękiem, ni z radością. - A Manannan? Jak ci się żyje w Corbenic? Z doświadczenia wiem, że twoje ważne wieści niekoniecznie znaczą udany początek wspólnej drogi - spytał, spoglądając na siostrę.
Nie zdumiała go swoim wyznaniem, znał przecież temperament siostry. Spodziewał się po własnej żonie podobnego zachowania, ale ona kolejny raz zaskoczyła go własnym. Czy to wila krew, ogień płynący zamiast krwi? Czy jej łagodne spojrzenie, kojące jak wody pod klifami Dover? Może gołębie serce, zawsze pełne czucia i zrozumienia.
- Wie o niej - przytaknął słowom siostry. - Nie wiem skąd. Polubiły się - mówił dalej, nie wchodząc jednak w szczegóły tej relacji, nie chcąc nadto odsłonić serca małżonki. - Wie, że razem możemy zdziałać więcej, niż osobno. Szuka porozumienia, nie konfliktu. Nie chcę jej oszukiwać - westchnął, bo była to rzecz ostatnia, o której Evandra nie wiedziała. - Mój syn w bardzo młodym wieku wykazał się czymś, czego wielu dwie dekady starszych czarodziejów nie zdołało dokonać. Bliźnięta przestały być niewygodną zabawką znudzonej kochanki, to czarodzieje. Czystej krwi. A ja nawet nie wiem, jak powinienem celebrować z nimi ten dzień. Nie mogę przecież otworzyć przed nimi rodzinnego skarbca - Czy jego siostra mogła mieć dla niego radę?
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie brednie wygadują czasem eleganccy czarodzieje po kilku szklaneczkach ognistej whisky - żachnął się, gdy spytała o osoby, które sądziły inaczej. Alkohol rozwiązywał języki. Nie zatrzymał się jednak przy tym myślami na dłużej, dumając nad pytaniem, które zadała Melisande.
- Nie wiem  - odparł w końcu, szczerze. - Jeszcze do niedawna nie miałem pojęcia, że da się nad nimi zapanować. Lecz jeśli się da, oznacza to, że można je też wykorzystać. Do naszych własnych celów - Był to fakt. Niezaprzeczalny, cienie usłuchały go i pognały za rebeliantką. Było to igraniem z ogniem? Być może. Czy wartym zachodu? Tego nikt jeszcze nie wiedział. - Jeden z nich jest przy mnie - wyznał, gdy spytała o potężniejsze duchy. - We mnie. W moim ciele. To kobieta, czasem ją słyszę, czuję, czasem przejmuje nade mną kontrolę. Jest potężna. Potrafi popełniać czyny wielkie, ale straszne. Jej moc drzemie we mnie, może to jej skrawki, może to we mnie wciąż płynie... - Pokręcił głową. Co więcej mógł jej powiedzieć? Nic o niej nie wiedział. - To duch starej druidki. Potężnej czarownicy. Miała związek a artefaktem, którego poszukiwaliśmy, ale legendy, które poznaliśmy, rozmijały się z tym, co nas spotkało. Uwolniliśmy je tamtego dnia, Melisande. Czy tego pragnął Czarny Pan? Nie wiem. Czy zostanie ze mną już na zawsze? Też nie wiem - Nie mówił o tym. Był dowódcą, jednym ze śmierciożerców, nie mógł ulegać słabościom. Mógł wyznać prawdę siostrze, ale to, co się z nim działo, nie było sprawą Rycerzy. Wspomnienia Morrigan sprawiły jednak, że odeszła mu ochota na żarty. Gdyby wiedział, jak zbadać cienie, jak się nad nimi pochylić, w jakim kierunku powinni działać, już by to zrobił. Nie wiedział. Działał na innym obszarze, nie miał dla niej gotowych odpowiedzi.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Gabinet - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Gabinet
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach