Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Pokój dzienny

Ciepłe i przestronne pomieszczenie, które pełni ważną rolę w życiu Macmillanów. To tutaj, przy kominku, najwięcej czasu spędzają członkowie rodziny, popijają herbatę lub rodzinne wyrabiane alkohole, dyskutują na temat ostatnich meczów Quidditcha, zwykłych problemów lub po prostu odpoczywają po ciężkim dniu pracy, lub ciężkiej nocy.
Ze względu na bardziej „intymny”(tzn. domowy) charakter pomieszczenia, na ścianach znajdują się różnego rodzaju obrazy, w tym członków rodziny. Na półkach, naprzeciw kominka, znajdują się skromne puchary Quidditcha. Najważniejszy z nich wszystkich jest mały, srebrny puchar, który był pierwszą zdobytą przez Sorphona Macmillana nagrodą. Znajduje się on pod herbem rodowym i małym obrazem znikacza. Wokół niego porozstawiane są pozostałe „pierwsze” puchary obecnych członków rodziny.
Z okien, za dnia, zauważyć można polanę. Wiosną, latem i jesienią dostrzec też można Macmillanów pojedynkujących się na szable lub uprawiających zapasy, jeżeli akurat dopisuje pogoda i nie ma mgły.
Do pokoju dziennego zapraszane są osoby blisko spokrewnione z Macmillanami lub te, którym ród ufa.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Już był pewien, że Anthony zapomniał. Nie winił go, w pewnym sensie lubił w nim te luźne podejście do punktualności, sumienności, konwenansów, etykiety i innych spraw, dla których większość szlachty poświęcała jednak za dużo czasu. Anthony był w tym świecie pozorów kimś autentycznym, komu można zaufać.
- Mare może bała się chochlików kornwalijskich, postanowiła odwiedzić rodzinę - oznajmił, po chwili nachylił się konspiracyjnie. - Podejrzewam, że robią coś teraz okropnie nudnego, w najlepszym razie kłócą się kto ma bardziej morskie imię - zażartował bez skrępowania.
Chciał pogadać z Anthonym w cztery oczy, sądził, że obaj tego potrzebują.
- No proszę, Archibald. Co u niego? Jakoś nie mogę się z nim ostatnio zgadać - zainteresował się wizytą szwagra.
Coś gryzło Anthonego, nie było wątpliwości. Miał zamiar mu pomóc, przynajmniej na ile potrafił. Czy skończy się to przy szklance czegoś mocniejszego - prawdopodobne, choć miałby chyba po podsłuchanej rozmowie jakieś wyrzuty sumienia.
- Wiesz jak to mówią - z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciu. Chyba te przysłowie wymyślili mugole, wiele możemy się od nich nauczyć - przyznał wesoło, próbując trochę poprawić kuzynowi humor.
Chwilę zajęło mu skojarzenie o jakiej okazji mowa. Ach ten Festiwal Lata, wydawał się teraz taki odległy. Echo spokojnych dni, ale nawet na nim brutalna rzeczywistość przypomniała o swoim istnieniu.
- Przyszło nam żyć w dziwnych i trudnych czasach, nie zaprzeczę - zaczął, spoglądając przy tym przez okno na skąpany w słońcu ogród. - Szkoda, że u nas, szlachty znaczy, nie może być normalnie, tylko dalej bawimy się w aranżowanie sobie życia... jakby to wszystko było przedstawieniem teatralnym - wyznał zmęczonym tonem.
Jego małżeństwo było udane, odnalazł w nim szczęście, ale było... cóż, bez miłości, przynajmniej na razie. Wiele par w arystokracji mogło co najwyżej pomarzyć o takim związku.
- Wiesz jakbym ja postąpił na twoim miejscu, jak w sumie postąpiłem. Nie uważam jednak, że mam monopol na nieomylność i właściwą drogę. Jeśli naprawdę wierzysz w swoje postanowienie, to się go trzymaj. Nikt za ciebie nie będzie żyć, więc bądź w życiu choć zgodny z sobą - powiedział z nieznacznym uśmiechem, spoglądają prosto na swoje kuzyna.
Artur rozumiał jego wątpliwości, nie miał zamiaru się z tym kryć. Mimo wszystko, już luźnym, trochę żartobliwym, tonem dodał:
- Tylko nie mów nikomu, że usłyszałeś to ode mnie. Twoja matka chyba złoiłaby mi porządnie skórę - poprosił z udawanych strachem w oczach. - Na pewno żadna arystokratka nie wpadła ci w oko? - spytał. - Może oświadcz się jakiejś Nottównie, to by się rodzinka ucieszyła.
Zerknął na wskazany egzemplarz "Walczącego Maga", który ktoś elegancko przebił nożem.
- Widzę, że wiesz jak się z nim obchodzić. Niestety, wielu traktuje go jak zbiór prawd objawionych - zauważył. - Longbottomowie zwykli uważać politykę za bagno, teraz wiem co nasi przodkowie mieli na myśli.
Chciał w pierwszej chwili powstrzymać Anthonego od przyniesienia alkoholu, ale coś go powstrzymało. Chyba obaj potrzebowali dobrej whisky.

Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Uśmiechnął się, słysząc o chochlikach kornwalijskich. Głupie poczucie winy i świadomość tego, że Longbottom mógł być chociaż częściowym świadkiem kłótni pomiędzy lady Macmillan a nim odeszła (jak mogło się wydawać) w niepamięć. Było mu jednak żal tego, że Mare nie przyszła razem z Arturem. Okazja do bliższego poznania się minęła… ale jeszcze było dużo czasu i dużo okazji na odwiedziny! Nawet pomimo stanu wojennego.
Ha, ha – zaśmiał się, gdy tylko usłyszał żart.  – Pewnie tak. Wszystko w porządku u niego, myślę. Trochę porozmawialiśmy. Aż mi trochę żal, że Festiwal minął bardzo szybko – odpowiedział Arturowi. Rozmarzył się przy tym, przypominając sobie to, co się działo w sierpniu. Gdyby tylko ta zabawa trwała dłużej… Może wtedy wszyscy choć trochę ostudziliby swoje nerwy i nie zmierzali do kto wie jakiej wojny. Zaraz jednak przypomniał sobie o jeszcze jednym Prewetcie… a właściwie lady Prewett. – A skoro mówimy o Prewettach... Pojawisz się na ślubie u Ollivanderów? – Zapytał, chcąc dowiedzieć się czy może zobaczą się za kilka dni… chociaż on sam nie był aż tak chętny do zabawy. Nie chciał psuć nikomu dnia, a z całą masą alkoholi dookoła… to mogłoby się źle skończyć. Z drugiej strony, wypadałoby chociażby na chwilę pojawić się, życzyć wszystkiego dobrego i zniknąć.
Poczucie winy szybko wróciło. Sam uaktywnił temat, który przynosił mu najwięcej negatywnej energii. Przytaknął kuzynowi, co do wspomnianego przez niego przysłowia. Rzeczywiście coś w tym było, że najlepiej wychodziło się z rodziną na fotografiach, no i na obrazach. Każdy chyba chciał jednak jakiegoś domowego spokoju, którego on, niestety, nie potrafił odnaleźć. Nie było to wcale związane z jego podróżami… po prostu coś sprawiało, że czuł się dziwnie pomiędzy tymi ścianami. Uczucie to wzrastało za każdym razem, gdy ktoś przypominał mu, że w jego wieku powinien mieć co najmniej jedno dziecko, jeżeli nie dwa.
Prawda – przytaknął na kolejne słowa Longbottoma dotyczące metafory życia szlachty. On sam czuł się czasami jak w złotej klatce. Tylko kilkuletnia wyprawa trochę pomogła mu w rozwinięciu skrzydeł i wyrwaniu się ze swego rodzaju więzienia. Dalsze słowa Artura jednak go ostudziły. Czarodziej mówił tak, jak powinno być. Anthony doskonale zdawał sobie sprawę, że właściwie powinien przystać na to, co szykowała dla niego matka… z drugiej strony nie potrafił się zmusić. Echo dawnego zakazanego związku wciąż nad nim wisiało i pomimo lat nie chciało odejść. Tu jednak Longbottom miał dla niego niespodziankę. Nie spodziewał się po nim porady, w której stwierdziłby, że mimo wszystko lepiej będzie, jeżeli zrobiłby to, na co miał ochotę. – Tego się nie spodziewałem – zauważył na głos. – Ale nie martw się, nie powiem jej. Wystarczy, że to mi suszy głowę każdego dnia – zaśmiał się, a na kolejne pytania reagował jeszcze głośniejszym śmiechem. Tak, tak, Nottówna… bo żadna inna arystokratka nie byłaby lepsza niż one. – Coś ty pił przed przyjściem tutaj? Żarty cię w ogóle nie opuszczają.
Musiał jednak przyznać samemu sobie, że może w tym całym zawirowaniu była jedna arystokratka, która wpadła mu w oko. Głupio było mu jednak przyznać to przed samym kuzynem. Przez chwilę chciał nawet coś powiedzieć, w nawiązaniu właśnie do dyskretnych sympatii, ale zaraz się powstrzymał. Lepiej to przemilczeć. A i dobrze, że sam Artur natychmiast zmienił temat.
Spojrzenie Macmillana natychmiast padło na „Walczącego Maga”. Taki sposób traktowania tego typu czasopism był lepszy niż zwyczajne rzucenie go na jakąś stronę. Sam nie rozumiał celu tak głupiego marnowania papieru. I kto miał to czytać? Sama szlachta? Jaki był w tym cel?
Przynajmniej można wykorzystać to jako rozpałkę do kominka – odpowiedział po chwili. – A sam teraz rozumiesz dlaczego tak bardzo nienawidzimy polityki i bagien. I tego, i tego mamy dookoła w zbyt wielkich ilościach – skomentował uwagę Longbottoma. Natychmiast zapełnił dna obu szklanek bursztynową barwą Ognistej. – Nasze zdrowie i oby ci wszyscy zapatrzeni w siebie szlachcice spojrzeli w końcu gdzie indziej niż na lustro – wzniósł toast, po czym sam, ciągiem, wypił wszystko, co sobie nalał.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Artur nie domyślał się, że Anthony mógł chcieć bliżej poznać Mare. Sądził nawet, że może jej obecność nie byłaby najlepszym rozwiązaniem, najlepiej było pogadać w cztery oczy. Czy była kiedyś w kornwalijskim dworku rodu Macmillanów - właściwie nie był pewien, jeśli nie, to powinien w końcu pokazać jej tak urokliwe miejsce.
- Cóż, takie wydarzenia mają w zwyczaju, że kończą się za szybko - stwierdził ze zrozumieniem. - Musze się pojawić, inaczej Mare pokazałaby mi, że potrafi być rozgniewana niczym morze - zażartował. - Cieszę się, że oboje tak się dobrali, choć nigdy bym nie zgadł, że Julia pewnego dnia wyjdzie za Ulyssesa - przyznał szczerze. - Mam nadzieję, że ciebie też tam spotkam.
Złota klatka... bardzo trafne porównanie. Pewnie wielu niższego stanu zazdrościło szlachcie, która z ich perspektywy musiała pławić się tylko w luksusach, nie mając na głowie żadnych zmartwień. Życie nie lubi jednak takiego stanu rzeczy, tam gdzie brakowało problemów, to arystokracja wymyśliła sobie własne. Dławili się w dziwnych normach i tradycjach, które nie służyły niczemu prócz interesom lub, co gorsza, próbom wywyższania się ponad innych. Miał tego dość, coraz częściej zastanawiając się jakby wyglądać mogło inne życie, pełne innych wyzwań oraz nowych trosk, ale może oferujące coś więcej.
- Jak mógłbym coś pić bez ciebie?! - udał teatralnie oburzonego takimi sugestiami. - Chyba masz mnie na co dzień za strasznego nudziarza...
Prasa, kolejne pole walki, te akurat skoncentrowane na czarodziejskim społeczeństwie. Artur nie bagatelizował tego frontu, zwycięstwo na nim mogło decydować o tym kto utrzyma władzę. Jego stryj, obecny Minister Magii, miał wielu przeciwników, otwarcie oskarżających go o różne brednie. Niestety, wielu ufało takim słowom, przez co starania Harolda Longbottoma mogły nic nie dać. Czarodzieje na własne życzenie gasili promień nadziei.
- Nie liczyłbym na taki cud, ale wypić zawsze za to można - zgodził się i dołączył do toastu.
Nie zdecydował się na tempo kuzyna, zadowalając się połową zawartości swojej szklanki. Poczuł dobrze znane ciepło, które stopniowo przenikało przez jego przełyk. - Tęskniłem - stwierdził, spoglądając na bursztynowy płyn. - Widzę, że chyba ci się gdzieś spieszy. Spokojnie, mamy cały dzień - dodał ze śmiechem. - Pewnie podczas swoich podróży próbowałeś różnych specjałów, jaki był najdziwniejszy? - spytał, spoglądając ciekawskim wzrokiem na kuzyna.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Nie chciał nikogo zmuszać do odwiedzin. Być może rozmowa w cztery oczy była lepszym rozwiązaniem. W końcu, kobiety, z całym szacunkiem dla ich piękna i mądrości, nie zawsze były w stanie zrozumieć mężczyzn… i vice versa. Kto wie, może to i lepiej, że Longbottom zjawił się tutaj sam.
Niestety – przyznał z uśmiechem. Może i w tym wyjątkowo szybko mijającym czasie, podczas zabawy, tkwił klucz tego, że tak dobrze się wspominało niektóre zdarzenia. – Chociaż pewnie dlatego tak przyjemnie jest sobie o tym wszystkim przypomnieć.
Na odpowiedź Artura i możliwej reakcji jego żony na ewentualny, choć wykluczony już z góry, brak pojawienia się na ślubie, zaśmiał się głośno. No tak, więc to znaczyło być z kimś związanym. Kaprysy, kompromisy. W tym przypadku wszystko wychodziło na dobre.
Longbottom miał rację co do tego, że kolejna para arystokratów dobrze się dobrała. Anthony nie miał co do tego wątpliwości, choć nie poznawał dobrze ani panny młodej, ani pana młodego. Wiedział jednak, że połączenie Prewett i Ollivander brzmi dobrze i nie przyniesie wstydu całej społeczności czarodziejów, która szła ku polepszeniu świata.
Pojawię się, pojawię się… – zapewnił, choć w rzeczywistości czuł swego rodzaju smutek. Lubił czyjeś śluby, ale sam fakt tego, że rodzina sama suszyła mu głowę w tej kwestii trochę mu przeszkadzał. Wiedział, że po ósmym września napięcie tym bardziej wzrośnie. – Nie wiem jedynie co lubią. Myślałem o jakimś wyjątkowym alkoholu… ale z drugiej strony pomyślałem, że może przygotowałbym dla nich kilka czterdziestoletnich whisky – westchnął z bólem. Zawsze miał problem z prezentami. Nigdy nie potrafił trafić w „dziesiątkę”. – Boję się, żeby nie wzięli mnie za szaleńca, który tylko podarowuje alkohole, jak gdybym chciał rozpić wszystkich dookoła – dodał, zwierzając się tym samym ze swoich podejrzeń i obaw. – A wy? Przygotowaliście już coś?
Na oburzenie Longbottoma natychmiast zareagował obronną gestykulacją. Kręcił głową, machał dłońmi jak gdyby odpędzał od siebie oskarżenia. Oczywiście, że nie uważał Artura za nudziarza, nawet w żartach!
Musiał przyznać też rację, co do braku wiary w to, że niektórzy się zmienią. Niestety, niektórzy aż nad to uwielbiali swoje tytuły, żeby przekroczyć barierę abstrakcyjności i spojrzeć na zwykłe życie innych. Mimowolnie wypił jednak za wzniesiony przez samego siebie toast, mając cichą nadzieję, że i to może za dwieście lat się zmieni chociaż w małym stopniu.
Wybacz – zawstydził się, słysząc uwagę kuzyna. Nie chciał wyjść na pijaka. – To moje… zwyczajne tempo – przyznał cicho. Zaraz jednak na twarz powrócił mu uśmiech, kiedy usłyszał pytanie o alkoholach. Długo myślał, próbując przypomnieć sobie wszystkie trunki z którymi zdołał się spotkać. – Jest taki jeden – zaczął, ale znowu się zamyślił. Na czole pojawiło się kilka zmarszczek, które świadczyły o tym, że usilnie próbował przypomnieć sobie nazwę tego jednego dziwnego alkoholu. – Byłem wtedy w Rosji. Piłem w jednej z tawern, chyba w Leningradzie… lub jak wolisz, Sankt Petersburgu… zwał jak zwał. Upijałem się prawie codziennie. Jeden ze stałych bywalców to zauważył i zaproponował mi pewien alkohol, który powalił mnie po jednym łyku. Bardzo ostry w smaku… ale zapomniałem jak się nazywa. Znalazłbym w notatniku, gdybym miał go przy sobie… – stwierdził. – Nie bierz mnie tylko za pijaka. Wtedy po prostu musiałem pić. W każdym razie, nie wiem z czego zrobili ten alkohol, ale jest praktyczny – wyjaśnił połowicznie, nie chcąc wracać do swojej przeszłości. Głupio by mu było, gdyby teraz zaczął roztrząsać się nad sobą przez kuzynem.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

- No to za Festiwal i wspomnienia! - wzniósł szklankę do góry i wypił resztę jej zawartości. - Co będziesz najdłużej wspominał z tegorocznego? - zapytał niewinnie, dopiero po chwili przypominając sobie, że Festiwal Lata nie był w tym roku wcale taką spokojną sielanką.
Śmiał się razem Anthonym, tak, związek to dziwna sztuka kompromisów, przynajmniej ten udany. W końcu w szczęśliwym nikt nie powinien tylko i wyłącznie brać lub dawać.
- Doskonale, więc będzie z kim się pogadać - stwierdził z uśmiechem, mając nadzieje odegnać ciemne chmury nad głową Anthonego. - Prezentem zajmuje się Mare, dałem jej wolną rękę, w końcu najlepiej zna siostrę. Jeśli ja miałbym wymyślać, to pewnie młodzi państwo Ollivander skończyliby z rocznym zapasem Czekoladowych Żab - oznajmił, puszczając przy okazji oko do rozmówcy. - Alkohol to opcja uniwersalna, nikt nie każe przecież wszystkiego od razu wypijać - zauważył. - Choć jeśli chciałbyś coś innego, to może twoje podróże okażą się pomocne. Co na świecie daje się z okazji ślubów? - spytał zaciekawiony, przy każdej okazji lubił wracać do tematów wojaży kuzyna.
Chwilę się powygłupiali, zupełnie jakby znów byli nastolatkami pełnymi dziwnych pomysłów, bez całego tego bagażu smutków dorosłości. Dzieliły ich cztery lata, ale chyba ta różnica nie miała nigdy większego znaczenia.
- Zwolnij na chwilę - zasugerował ze śmiechem, świadom, że przyjaciel może być zawstydzony poprzednią uwagą. - Sam mnie kiedyś uczyłeś, że należy się delektować. - Chciał wierzyć, że Anthony znajduje w tym wszystkim umiar, ale miał wątpliwości. Powinien z nim o tym porozmawiać? Nawet jeśliby spróbował, to nie wiedział za bardzo jak się za to zabrać.
Nalał sobie i wygodnie się rozsiadł, słuchając ze szczerym zainteresowaniem opowieści kuzyna. Zazdrościł mu tych podróży, zobaczył w swoim życiu ładny kawałek świata.
- Zrozumiałe, smakowałeś innej kultury - zauważył rozbawiony. - Przypomina mi to legendy o żywej i martwej wodzie, chyba właśnie słowiańskie. Może właśnie miałeś okazję spróbować rzeczywistej wersji? - zasugerował w żartach.
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Za festiwal i wspomnienia! – powtórzył radośnie za Arturem i upił whisky. Warto było wspominać coś dobrego. Kto wie co mogło na nich czekać po Stonehenge, tym bardziej, jeżeli organizował je ktoś taki jak lord Malfoy. Nie było ważne to, że Festiwal nie był samą sielanką… ważne było to, że może wiele osób będzie je dobrze wspominać.
Uśmiechnął się, gdy kuzyn potwierdził swoją obecność na ślubie Ollivanderów. Skoro powinien przyjść z żoną… to i ją Anthony będzie w stanie w końcu poznać. Oczywiście, o ile wytrzyma uroczystość i nie upije się gdzieś w samotności. Jakby na to nie patrzeć, właśnie towarzystwo Ognistej Macmillan umiłował ostatnio najbardziej.
Masz farta – odpowiedział mu. Sam chciałby mieć kogoś, kto poradziłby mu co powinien sprezentować młodej parze. Longbottom oczywiście miał rację w tym, że alkohol był opcją uniwersalną… ale jednocześnie pozbawioną jakiegoś specjalnego dodatku. Może naprawdę powinien dorzucić coś od siebie, związanego z podróżą? Ale co? – Widziałem różne rzeczy, ale sam rozumiesz, byłem obecny przy zwykłych, wyjątkowo skromnych ślubach. Ludzie ze wsi podarowywali krowy lub owce. Inni przynosili pieczenie… sam rozumiesz, to nie ten sam poziom co my. Wśród czarodziei z tych stron widziałem różne niesamowite gadżety ostrzegające przed niebezpieczeństwem, pomagającym w pamiętaniu ważnych dat… ale oni wszyscy dobrze się znali, no i znali młode pary. Ja niestety nie znam dobrze zarówno Julii, jak i lorda Ollivandera. Nie wiem co by im odpowiadało. Poza tym, ta sytuacja to nie to samo, co widziałem tam, podczas podróży. Tam nigdy nie byłem zapraszany, tylko po pewnym czasie ściągani byli wszyscy ze wsi, a i przejezdni, tacy jak ja – Po tych słowach wyraźnie się zamyślił. Patrzył tępo w swoją szklankę. – Pomyślę nad tym, choć przyznam tobie, że najchętniej, żartuję oczywiście, pożyczyłbym twoją żonę. Moja matka proponowała kwiaty. Wrzosy, jak łatwo możesz się domyślić. Tylko boję się tego, że jeżeli my je lubimy, to nie muszą je lubić wszyscy – westchnął ciężko. Głowił się nad prezentem i nie potrafił określić co tak właściwie chciałby podarować. – Coś wymyślę – dodał już bardziej optymistycznie.
Po słowach Longbottoma wyraźnie zwolnił tempo picia. Uśmiechnął się wspominając dawne rozmowy. Kiwnął głową, chcąc potwierdził, że kuzyn miał rację. Powinni zwolnić. Gdyby tylko Artur wiedział, że nawet w myślach Artur miał rację w swoich wątpliwościach związanych z brakiem umiaru.
Możliwe – odpowiedział, ale spoważniał. W głowie pojawiło się pewne pytanie, które chciał zadać. Bał się jednak, że ponownie wraca na nieprzyjemny dla nich obu temat. – Wybacz, że pytam – zaczął – ale jak myślisz co planuje Malfoy?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

- Aż żal za coś takie nie wypić - przyznał po wszystkim, świadom jak cennymi chwilami mógł być dla nich Festiwal. Co mogła przynieść przyszłość? Kto wie, może to były ostatnie chwile sielanki...
Był jeszcze nadchodzący ślub, oby okazał się dla wszystkich chwilami szczęścia. Julia zasługiwała na to, aby tak ważny dla niej dzień był pomyślny, niech tylko jakieś zło spróbuje się tam zbliżyć!
- Mam farta - przyznał, choć sprawny słuchacz mógłby nieco zwątpić w jego przekonanie. - Myślę, że mogliby docenić jakiś ciekawy gadżet, zwłaszcza taki ostrzegający przed niebezpieczeństwem. Jak tak opowiadasz, to zaczynam bardziej żałować, że się z tobą nie zabrałem - wyznał szczerze. - Może to wcale nie byłby taki głupi pomysł, Mare pewnie chętnie ci coś doradzi, jeśli oczywiście byś chciał - zadeklarował, chcąc tym samym poprawić nastrój przyjaciela, który przesadnie się zamartwiał. - Nie dziwi mnie proponowanie wrzosów, choć co byś powiedział na jakąś weselszą roślinę? Ja bym wybrał skrzeloziele, w końcu Julia tak lubi trytony. Kiedyś zamieni nogi na ogon i odpłynie w siną dal - dodał ze śmiechem.
Pili teraz obaj spokojnie, rozważnie, jak prawdziwi dżentelmeni. Właśnie tak powinno się obchodzić, zdaniem Artura, z zacnymi trunkami. Jeśli miałby szukać w żartach zalet ich znajomości, to na pewno byłby to dostęp do takich alkoholi.
Rozmowa przeszła na Stonehange, sprawę, która niepokoiła ich obu. Od szczytu mogło wiele zależeć, to właśnie tam kształtował się los ich świata, pokazując jednocześnie niesłabnącą dominację szlachty.
- Trudno powiedzieć, to sprytny i bezlitosny gracz, tacy są właśnie najgorsi - przyznał, skupiając swój wzrok na jakimś nieokreślonym punkcie za oknem. - Na pewno będzie chciał osłabić lub obalić Ministra Magii, tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jego działania zbyt mocno godzą w podejrzane interesy i dominację rodów - wyjaśnił, pamiętając o ich własnym pochodzeniu. Też byli tego częścią, na szczęście byli też inni szlachcice, którzy potrafią postępować słusznie. Niestety, chyba stanowili mniejszość. - Może stać się coś niedobrego, dlatego musimy uważać, rozegrać wszystko ostrożnie - oznajmił ściszonym głosem. - A ty jak sądzisz?
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

Będziesz miał jeszcze okazję – odpowiedział natychmiast, w nawiązaniu do tego, że Artur żałował, że nie pojechał z nim. – Co prawda, nie będę już jeździł na tak długie okresy, ale chciałbym dalej kontynuować choćby tygodniowe podróże. Tylko teraz chciałem pomóc w domu. Myślę, że wybiorę się jeszcze na Bałkany w tym miesiącu, muszę coś tam sprawdzić – wyjaśnił. Brakowało mu notatek dotyczących destylacji kilku mugolskich alkoholi. Pech chciał, że na półwyspie spędził kilka lat, ale nigdy nie zagłębił się w domową produkcję. Jedynie co wiedział o tym alkoholu to, to że był dobry, mocny i od owoców. No i że nie piło się go w dużej ilościach, że był całkiem dobry na przeziębienia. Zupełnie jak gdyby był uniwersalnym lekiem na wszystko.
Powinien wysłać do Mare list, ale nie chciał zajmować czasu żonie Artura. Zresztą, gdyby ona mu coś doradziła, to byłoby to widoczne przez parę młodą, a na pewno przez lady Prewett. Trochę obawiał się tego, że w takim przypadku prezent, który należało podarować, okazałby się sztuczny i pozbawiony swego rodzaju… uroku.
Może masz rację – odpowiedział po chwili kuzynowi. Pomysł ze skrzelozielem był trafny, choć Anthony nie miał pojęcia, że lady Prewett interesuje się trytonami. Na nieszczęście, niewiele o niej wiedział. Pozostawała jeszcze kwestia lorda Ollivandera. – Pomyślę jeszcze nad tym – dodał, wyraźnie zaaferowany rozmyślaniem o prezencie ślubnym. Ocknął się dopiero na żarcie o ogonie i zaśmiał się zaraz za Longbottomem.
Śmiech jednak zniknął, gdy Artur odpowiedział mu na pytanie dotyczące lorda Malfoya. Anthony momentalnie spoważniał. Nie znał się na polityce tak, jak inni lordowie. Wiedział jednak kto był wrogiem, kto mógł być potencjalnym zagrożeniem lub sojusznikiem. Wiernych rodów nie musiał się obawiać. Longbottomie, Prewettowie i Selwynowie zawsze byli traktowani jak rodzina. Zachowanie lorda Malfoya było jednak wysoce podejrzane i śmierdziało zgnilizną na jardy.
Nie podoba mi się to. Milczeli tyle lat, a teraz nagle śmią się w ogóle odzywać – odezwał się wyraźnie niezadowolony. – Najchętniej pokazałbym im gdzie jest ich miejsce – Nie trzeba było wyjaśniać tego, że Macmillanowie nie potrafili siedzieć cicho i kiwać lub przeczyć głową. – Ale może masz w tym wszystkim rację, że powinniśmy być ostrożni. Obyśmy tylko nie stracili cierpliwości na Stonehenge – dodał zaraz, a nie wiedział jak bardzo prorocze mogły być jego własne słowa. – Tak czy siak… jeżeli będą próbowali obalić Harolda, to ja się z tym nie zgodzę. A jak będą wyraźnie wchodzić mi za skórę, to pokaże im gdzie pieprz rośnie – stwierdził, a w jego głosie dało się usłyszeć nieco agresywny ton.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Zainteresował się na samą wzmiankę o okazji, ciekaw gdzie może się teraz Macmillan wybierać.
- A więc jednak masz trochę z domatora - zauważył. - Bałkany to ciekawy wybór, miały bardzo burzliwą historię. Kocioł bałkański, tak to ładnie nazywają. Słyszałeś kiedyś taką nazwę? - spytał, tak naprawdę nie interesując się tamtejszymi alkoholami, a zamiast tego całą resztą. - Co musisz tam sprawdzić, jeśli można wiedzieć?
Rozmyślania Tonika mogły okazać się trafne, istniało ryzyko odkrycia pomysłodawcy. Artur nie sądziłby, żeby Julii w jakiś sposób to przeszkadzało, ale było coś ujmującego w poszukiwaniu uroku prezentu.
- Nie krępuj się - zapewnił.
Z bardziej pogodnych tematów przeszli na politykę, która ostatnimi czasy nie należała do wesołych.
- Mieli dużo czasu na knucie - zauważył ponuro. - Może kiedyś dożyjemy czasów, gdy to nie w Stonehange decyduje się o losach magicznej Wielkiej Brytanii, ale na razie się na to nie zanosi - stwierdził, nie będąc oczywiście świadomym, że na najbliższym szczycie krąg zostanie zniszczony i nie będzie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek szlachta się tam ponownie zbierze. Nie był też świadomy, że w pewnym sensie będzie to między innymi zasługa jego rozmówcy. - Cierpliwość to cenny surowiec, który strasznie szybko może się wyczerpać - dodał wyraźnie rozbawiony. - Doceniam, naprawdę - przyznał, przechodząc na poważniejszy ton. - Wiem, że nie jest łatwo postępować słusznie, właściwa droga potrafi być bardzo trudna. Sojusznicy się wykruszają, ale dobrze, że na ciebie możemy liczyć.
Jego myśli powędrowały ku wszystkim, którym poglądy Ministra Magii mogą wydawać się bliskie. Niestety o tej bitwie miała decydować czystość krwi, relikt dawnych czasów, do którego przywiązywano zbyt wielką wagę. Wiedział, choćby przez udział w Zakonie Feniksa, że to nie pochodzenie decyduje o wartości czarodzieja. Przez myśl przeszło mu, że może pewnego dnia Anthony do nich dołączy, w końcu miał serce po właściwej stronie i chciał działać. To jednak nie było wszystko, jego kuzyn miał do przejścia jeszcze własną drogę do przejścia, nim będzie mógł dołączyć do ich wspólnej. Przed walką musiał najpierw zwyciężyć z samym sobą.
- Jak myślisz, Weasley'owie się zjawią? - rzucił pytanie, z pozoru obojętnym głosem, jednak kryła się tam jakaś nadzieja. - Stronią od spraw szlachty, ale tak ważne wydarzenie...
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down

O Bałkanach wiedział jedynie tyle z tego, co widział i co słyszał od tamtejszych mieszkańców. Pamiętał, co prawda, że ktoś wspominał mu o jakimś kotle z tego rejonu. Nie był jednak osobą, która nie była szczególnie zainteresowana ni polityką, ni historią. Prawdopodobnie z tego powodu, że po prostu był Macmillanem i brzydził się politycznym bagnem. Mugolskiej polityki tym bardziej nie rozumiał. Kiedy ktoś tłumaczył mu coś komunizmie on tylko się uśmiechał. Coś może z tego wszystkiego wyniósł, ale nadal nie rozumiał po co ludzie tak bardzo komplikowali sobie żywot.
Mało. Coś mi tam o tym mówili… i o wojnach. Ale wiesz, że mnie… no… mnie to tak jakoś bardzo nie interesowało. Wiele z tego w ogóle nie rozumiałem. Ich język znam tylko na tyle, żeby się komunikować. A oni z kolei niby znają rosyjski… ale nie wszyscy, więc czasem było ciężko – poczerwieniał ze wstydu. Głupio mu było przyznać, że czegoś nie wiedział, ale nie chciał przecież kłamać, bo tego zupełnie nie potrafił. – Brakuje mi informacji o destylacji rakii. Zupełnie tak jakby coś zjadło mi moje notatki – wyjaśnił, twarz jednak wciąż miał delikatnie różową od wstydu.
Ponuro przyjął słowa Artura dotyczące tego, że konserwatywne rody miały wyjątkowo dużo czasu na knucie. Nie podobało mu się nic z tego, co się działo w Anglii. Chciałby doczekać się takich czasów, o których mówił mu kuzyn. Może byłoby wtedy lepiej, gdyby każdy obywatel miał coś do powiedzenia, a nie tylko szlachta, tak byłoby sprawiedliwie. Z drugiej strony bał się, że mogło znaleźć się wielu głupców podążających za „przepychem”, którym otaczały się niektóre rodziny. Pewna kobieta z Rosji powiedziała mu kiedyś zresztą, że gdyby te wszystkie piękne budowle, nazywane cerkwiami, nie wyglądałyby na bogate, to nigdy nie znalazłyby swoich wyznawców. Co prawda, nadal nie pojmował dlaczego ludzie wyznawali „religię” i czym ona tak naprawdę była. Tym bardziej nie pojmował dlaczego ludzie chodzili do tej całej „cerkwi”, bo było to dla niego czymś niewytłumaczalnym i niepojętym, nawet z jego dość przystępną wiedzą o mugolach. Myślał jednak, że równie dobrze, w ten sam sposób, można by było potraktować niektóre idee, szczególnie te szerzone przez czarowników posiadających pieniądze i żądających władzy nad wszystkim, co się ruszało. Piękne rezydencje, kipiące złotem, zgrabne maniery i inne elementy szlacheckiego i „szlachetnego” życia przyciągały biedniejszych, którzy na siłę chcieli być częścią tego świata. Wszystko po to, żeby choć pięć minut usiąść na bogato zdobionym fotelu i patrzeć w drogie zaczarowane lustro. Nie było niczego gorszego niż ludzkiego egoizmu i narcyzmu. Wychodziło na to, że czarodzieje prawie niczym nie różnili się od zwykłych mugoli. Tak czy siak masa była podatna na wszystko, co się błyszczało.
Oby nam tej cierpliwości starczyło – dodał, wznosząc kieliszek i chcąc tym samym dać znak do toastu. – Najważniejsze, żeby nasi sojusznicy pozostali niezmienni. – Macmillanowie zresztą nie cieszyli się zaufaniem wśród wielu rodów, ale wiernie trwali przy trzech rodzinach, oczekując tego samego od nich. Przyjaciół nie zdobywało się paktami, tylko czynami, przez wiele lat szlachetnie pielęgnując relacje. – Nie sądzę – odpowiedział mu na pytanie o Weasleyów. Zresztą, wśród nich miał kuzyna i mniej więcej znał jego podejście do szlacheckich wydarzeń. – Może to i lepiej. Gdybym mógł decydować, pewnie też bym się nie pojawił… sam nie wiem… ale w grę chodzi pokazanie tym żmijom, że Harold ma poparcie, że jesteśmy jak jedna rodzina.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Tak po prawdzie, sam Artur nie orientował się dobrze w specyfice kulturowo-politycznej tego regionu, ale nie przyznawał się głośno do tego. Longbottomowie zwykli uważać, podobnie zresztą jak Macmillanowie, politykę za bagno, które potrafi skalać dobrego człowieka. Artur sądził, że jest w tym trochę racji, ale nie można było tak po prostu jej odrzucić, w końcu kształtowała panujące realia. Poza tym te wszystkie intrygi miały coś z tajemnic, a te zdecydowanie lubił.
- Anthony, nie ma nic złego w niewiedzy, nikt nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego - stwierdził pogodnie, chcąc w ten sposób odpędzić niesłuszne zawstydzenie. - Pewien grecki filozof, podajże Sokrates, powiedział: "Wiem, że nic nie wiem". Świadomość własnej niewiedzy to ważny krok ku mądrości - kontynuował swój wywód, może przesadnie przekombinowany. - Może rzeczywiście coś zjadło twoje notatki, sekrety alkoholi potrafią być smakowite - zażartował.
Gdyby Artur znał myśli kuzyna, to zgodziłby się z nimi w pełni. Ludzie lubili marzyć o lepszym życiu, może to ciągnęło ich ku szlachcie, zwiększając tym samym wpływy rodów. Jeśli miało się coś na lepsze zmienić, trzeba było zacząć od podstaw - od sposobu myślenia. Tylko jak to zrobić?
- Oby. Potrzeba jej co raz więcej. Jakby miała fizyczną formę, to potrzebna cierpliwość wypełniłaby wszystkie skrytki bankowe Gringotta - zażartował, samemu też wznosząc kieliszek. - Nie odmówiłbym nowym sojusznikom, ale masz rację, najważniejsza jest nasza jedność - przyznał, ciesząc się w głębi serca, że ma w Anthonym sojusznika i przyjaciela. Był tym wszystkim zmęczony, dobrze, że przybył dzisiaj napić się z Anthonym. Problemy wydawały się teraz trochę bardziej odległe, jakby omawiali jakiś teoretyczny problem. - Chyba masz rację. Nie podoba mi się cały ten szczyt, ale musimy pokazać naszą jedność. Za nas i za Harolda! - Artur wzniósł toast, opróżniając całą szklankę. Chciał pozbyć się złego przeczucia, które nękało go co do nadchodzącego wydarzenia...

| ztx2
Artur Longbottom
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
*Zmieniłem imię żony na Matylda, takie małe ogłoszenie :D*

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495

Powrót do góry Go down


18 października

Wydarzenia ze Stonehenge odbiły się głośnym echem w świecie czarodziejów. Nie było jej tam. Nie widziała na własne oczy tego co się stało, nie słyszała własnymi uszami słów wypowiedzianych przez jego uczestników. Jedyne co miała to pogłoski, skrawki z gazet. Ciężko było wydać jej jednoznaczny osąd (zresztą czy była osobą, która mogła kogokolwiek sądzić?). Wiedziała jednak, że doszło do tragedii, a Lord Voldemort wyszedł z cienia.
Przerażało ją to co się działo dookoła niej. Nie raz i nie dwa myślała o tym, żeby zabrać Melanie i uciec gdzieś daleko stąd . Być może do domu? Nie. Nawet ciepło rodzinnego ogniska było teraz zagrożone. Zdawała sobie sprawę z tego, że ten terror dojdzie i tam. Może do Ameryki? Byłaby to wielka zmiana, ale poradziłaby sobie. Gdy była już prawie, że pewna decyzji przypominała sobie jednak o ludziach, których pozostawi za sobą. I wstydziła się wtedy samej siebie. Z jednej strony chronienie córki było dla niej najważniejsze, z drugiej strony… Nie potrafiła po prostu uciec, nie odwracając głowy, porzucając rodzinę i bliskich. Zniknąć i żyć od listu do listu, drżąc w strachu za każdym razem gdy Furia zapuka dziobem do okna i zastanawiając się czy przynosi złe wieści. Nie potrafiła tego zrobić. Jeszcze nie. Czasami odwiedzała ją myśli, że kiedyś może być już za późno.
Niezwykła dawać wizyt domowych. Nie z wyboru. Po prostu nie miała wielu “stałych” pacjentów, dlatego wezwanie lady Macmillan ją zaskoczyło. Wszakże była świadoma zażyłości i nici wiążących ich rodziny, ale nie spodziewała się że kobieta najzwyczajniej zdaje sobie sprawę z tego, że Roselyn jest uzdrowicielką. Niemniej jednak nie ociągała się z wypełnieniem prośby seniorki.  
Pamiętała, że kiedyś była w Puddlemere, jeszcze jako dziecko. To miejsce utkwiło w jej pamięci. Być może dlatego, że nigdy wcześniej nie widziała szlacheckiego dworku. Teraz odwiedzając go jako osoba dorosła, zdała sobie sprawę że wywiera równie wielkie wrażenie co kiedyś, tylko że w zgoła inny sposób.
Obserwowała wystrój tego miejsca, przechodząc przez kolejne pokoje, aż w końcu zaprowadzono ją do pokoju dziennego, gdzie miała spotkać się z Anthonym.
Uśmiechnęła się ciepło, gdy tylko go ujrzała. - Dzień dobry - powiedziała na powitanie i przez chwilę przeszło jej przez myśl, że nie wie co powinna powiedzieć. Widząc go tutaj od razu w jej głowie pojawiło się tak wiele pytań związanych ze Stonehenge. Zganiła się jednak w myślach.
- Twoja matka mnie wezwała, abym sprawdziła twój stan zdrowia - rzekła nieco niepewnie, wzruszając ramionami. Poczuła się strasznie niezręcznie, bo zawsze dobrze myślała o Anthonym. Pamiętała go z Hogwartu oraz jako kompana jej kuzyna Josepha. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że teraz mogła myśleć tylko o tym co się stało tydzień temu.


jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Roselyn Wright
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Powrót do góry Go down

Od dwóch dni pogrążał się w swoich myślach, próbując dobrze ocenić propozycję swojego kuzyna. Czy aby na pewno nadawał się na kogoś, kto mógłby pomóc takiej organizacji jak Zakon? Był chyba za bardzo lekkomyślny i porywczy, ale z drugiej strony teraz miał wrażenie, że robi dobrze. Martwił się, że był nieodpowiednią osobą, bo doskonale znał swoje słabości. Nie chciał tym bardziej zawieść wszystkich tych ludzi, którzy należeli do Zakonu, szczególnie że wśród nich były bliskie mu osoby, zaczynając od dwójki Wrightów, a kończąc na Rii i Archibaldzie. Prawdopodobnie myślał tak też ze względu na swoją rodzinę, jej najbardziej nie chciał zawieść.
Tego dnia też siedział przy kominku i podpierał głowę dłonią, a przy tym opuszkami palców masował sobie skroń. Głowa pobolewała go od czasu do czasu, pewnie ze względu na nieprzyjemne wizje i trudny do zidentyfikowania ból. Inna sprawa, że zwyczajnie znajdował w tym swego rodzaju relaksację. Nie przejmował się otoczeniem dookoła. Wszyscy zdążyli też zmienić swoje nastawienie tak, jak gdyby nic złego nigdy się nie wydarzyło i zupełnie tak, jak gdyby nie było wojny. Oczywiście, wszystko zmieniało się wtedy, kiedy jakikolwiek mały buntowniczy Macmillan próbował samotnej przechadzki do lasu, ale poza drobnymi alertami wszystko zdawało się być jak dawniej. To trochę denerwowało Anthony’ego, choć czasem znajdował w tym swego rodzaju uciechę.
Z zamyślenia wyrwał go przyjemny damski głos, którego od razu nie rozpoznał. Najpierw zresztą zdawało się, że w ogóle go nie dostrzegł, ale kiedy przypasował go w pamięci do właścicielki, a potem i potwierdził swoje przypuszczenie zerknięciem w stronę Rosalyn, natychmiast skupił uwagę na jej osobie. Długo jej nie widział. Zresztą, jak wielu Wrightów. Jej akurat jednak nie widział szczególnie długo i to ze względu na swoją długą podróż, która wyraźnie osłabiła wiele jego kontaktów. Jak bardzo by się zdziwił, gdyby wiedział, że i ona należała do Zakonu, o którym wiedział od niedawna, zaledwie dwóch dni.
Witaj panno Wright – przywitał się, a za tym wstał z fotela i podszedł do niej, jak gdyby chciał się jej bliżej przyjrzeć. Zdawało się, że nawet trochę się uśmiechnął, ale grymas ten szybko zniknął, kiedy wytłumaczyła swoją wizytę. Natychmiast spochmurniał, a przy tym kiwnął jedynie głową. Miał wrażenie, że czarownica była trochę oschła, choć tutaj nie miał jej nic za złe. Pewnie i on sam gniewałby się na kogoś, kto wywrócił Anglię do góry nogami. – Jak to ona, nic mi o tym nie powiedziała – przyznał, ale z drugiej strony doskonale wiedział, że matka zniżała się do takich chwytów ze względu na jego brak chęci do kontaktowania z uzdrowicielami. – Herbaty? Whisky? – zaproponował, nie chcąc wyjść na nieprzyjemnego domownika, a przy tym nie chciał tak szybko przechodzić do kwestii tego, co stało się na Stonehenge, a co za tym idzie nie chciał tak szybko przechodzić do tematu swojego zdrowia. Bał się oceniania, a najbardziej tego, które nie było wypowiadane na głos, w dodatku przez członka sojuszniczej i oddanej rodziny.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Ponad dwa miesiące temu stała przed podobnymi wyborami co on. I również wątpiła w samą siebie i w to czy aby na pewno jest odpowiednią osobą. Czy na pewno jest w stanie dzierżyć ciężar tak wielkiej tajemnicy i czy w ogóle się do tego nadaje. Jej sytuacja nie pozwalała jej na decydowanie jedynie o samej sobie, konsekwencje jej wyborów miały odbić się także na Melanie i to czyniło jej decyzję tak trudną. Niemniej jednak pojawiła się na najbliższym spotkaniu Zakonu decydując, że będzie postępować zgodnie z własnym sumieniem i wykonywać zadania, które były zgodne z jej kompetencjami. I nie wiedziała co będzie dalej. Szczególnie teraz, gdy sytuacja kompletnie się zmieniła. Wszystko stało się trudniejsze, bo zagrożenie nabrało nowych kształtów, stało się wyraźniejsze, przybrało formę tajemniczego Lorda Voldemorta, który nie bał się być już w cieniu, a jego poplecznicy otwarcie go popierali.
- Witam, lordzie Macmilian - przywitała się z nim ponownie, bo zdała sobie sprawę, że poprzednim razem kompletnie zapomniała o manierach, którymi rządził się świat arystokratów. Nie żeby miały dla niej jakiekolwiek znaczenie, ale nie chciała być w stosunku do niego niegrzeczna. Uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego niewyraźny uśmiech. Zapomniała o tytułach, ponieważ gdzieś w jej głowie utrzymywał się obraz młodego chłopaka, który uczęszczał z nią do Hogwartu. Teraz w świetle ostatnich wydarzeń, wydał jej się znacznie bardziej wyraźny niż dotychczas. Być może dlatego, że zawsze starała się dostrzegać w ludziach te dobre strony i takie wspomnienie chciała zatrzymać. Nie znała go tak dobrze jako dorosłego mężczyzny, ale znała Puchona z rocznika powyżej i przez to nie potrafiła otwarcie, a nawet przed samą sobą spojrzeć na niego jak na czarny charakter. Być może była to naiwność, a może po prostu wiara w ludzi. Być może nawet oba. Usilnie starała się jednak nie oceniać nikogo, bo nie znała faktów. I do niej należało wydawania osądów na temat tego co się stało. Przerażało ją, że zginęło tak wielu ludzi. Niemniej przerażała ją również postać samego Lorda Voldemorta, z którym musieli stanąć twarzą w twarz.
Chrząknęła krótko. - Być może z racji na to, że większość mężczyzn niezbyt przepada za uzdrowicielami i usilnie zapiera się, że wcale go nie potrzebują do momentu, gdy nie padną trupem. - zażartowała niezręcznie, próbując w ten niezgrabny sposób rozluźnić nieco atmosferę. - Herbata wystarczy. - odpowiedziała mu.
Wzięła głęboki wdech. - Nie musisz się stresować moją wizytą. Twoja matka zaprosiła mnie tu, abym sprawdziła czy dochodzisz do siebie i czy nie potrzebujesz dodatkowej opieki. Jeśli nie życzysz sobie tego, nie będę naruszać twojej prywatności - zaczęła spokojnie, starając się nie brzmieć ostro. Nie chciała jednak narzucać mu swojej obecności i wiedziała, że wielu w ciężkich momentach nie toleruje towarzystwa obcych. - Niemniej przybyłam tu z własnej woli i jeśli mogę w jakikolwiek pomóc to zrobię to.


jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą. Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą. Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła — Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.
Roselyn Wright
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Isn't all that rage so ugly?
And isn't it mine still?
Good god, isn't it mine?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Powrót do góry Go down

- Daj spokój, panno Wright - dodał, gdy usłyszał jak zwraca się do niego jako do lorda. - Przecież Wrightowie i Macmillanowie przeszli razem więcej niż jakiekolwiek inne rodziny. Nie jesteśmy podczas Stone... - zaczął wyjaśniać, ale ostatnie słowo utkwiło mu w gardle. Czuł się nieprzyjmnie przypominając nie tylko sobie, ale i uzdrowicielce to, co stało się kilka dni temu. Zamknął na chwilę oczy, jak gdyby próbował w ten sposób zebrać myśli lub uspokoić się. Każdy moment wspomnienia tego strasznego doświadczenia przyprawiał go o swego rodzaju strach, paranoję, którą ciężko było powstrzymać. - Sama rozumiesz, co mam na myśli, mam nadzieję - dokończył, skracając swoją myśl do postaci domysłów. Chciał jednak powiedzieć przez to, że nie patrzą na nich inni przedstawiciele rodów. Roselyn miała zresztą do czynienia z dość (jakby się zdawało) postępowymi Macmillanami, a nie konserwatywnymi, np. Blackami czy (tfu!) Malfoyami. Ich (tzn. Anthony'ego i Roselyn) spotkanie zresztą nie miało charakteru oficjalnego, żeby rzucać tytułami na lewo i prawo. Nie mówiąc. Macmillan zwyczajnie chciał uniknąć używania tytułu lorda tak długo, jak tylko było to możliwe. Jego samopoczucie i tak było fatalne. Miał jednak nadzieję, że mimo wszystko nie zrazi swoją osobą jakiegokolwiek Wrighta. W przeciwnym razie pozostałoby mu tylko zakopanie się żywcem. Tak czy inaczej, bał się. Miał przed sobą kobietę, którą zawsze uważał za dobrą, a przy tym oddaną Wrightównę. Może właśnie ten fakt, plus to, że znali się od czasów szkoły pogłębiał stres.
- Być może - dodał, ponownie niemrawo się uśmiechając. To nie tak, że bał się uzdrowicieli, tylko znowu, bał się tego, co ludzie mogli o nim pomyśleć. Sam i tak nie miał o sobie dobrej opinii, nawet jeżeli starał się usprawiedliwić swoje czyny wyższymi celami. W myślach zresztą dodał sobie, że może lepiej by było, gdyby wtedy padł trupem. - Zabawne - stwierdził, słysząc jak Roselyn się śmieje. Wyraźnie chciał podtrzymać jej dobry nastrój, choć dało się odczuć, że żart wcale go nie rozbawił, a wręcz przeciwnie, skłonił go do myślenia.
W salonie z kolei pojawił się skrzat, który natychmiast pobiegł w stronę kuchni, żeby przygotować herbatę. W tym czasie Macmillan starał się przedłużyć rozmowę z panną Wright. W ten sposób naiwnie liczył na to, że może jego dawna znajoma zapomni o celu swojej obecności, a tym samym Anthony obejdzie się przed przeglądu jego stanu zdrowia.
- Jak mała? - miał na myśli jej córeczkę. Uznał to za dobry temat do odłożenia faktycznego celu wizyty czarownicy. - Ile ma lat? - Ale to jednak nie pomogło. Schylił głowę, gdy Roselyn wróciła do właściwego tematu, zupełnie tak, jak gdyby chciał skryć emocje na swojej twarzy. Kiwał jedynie głową. Wiedział jedynie tyle, że pewnie w pobliżu i tak czaiła się jego matka, gotowa do przepytania czarownicy, gdyby tylko zakończyła swoją pracę. Nie chciał przez to zmuszać Roselyn do nieprzyjmności. - Myślę, że z moją matką na karku, nie mam innego wyjścia.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Pokój dzienny - Page 2 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Pokój dzienny

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach