Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Roselyn Wright

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Roselyn Wright
Roselyn Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f258-pokatna-7-3 https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#167100
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
it is both a blessing and a curse to feel everything so very deeply
OPCM : 2
UROKI : 0
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Roselyn Wright Empty
PisanieTemat: Roselyn Wright   Roselyn Wright I_icon_minitime28.08.18 15:25


Roselyn Wright

Data urodzenia: 6 lipca 1927
Nazwisko matki: Sørensen
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: uzdrowiciel w Św. Mungu (urazy pozaklęciowe)
Wzrost: 157
Waga: 61
Kolor włosów: ciemny brąz z refleksami w odcieniu jasnego brązu
Kolor oczu: ciemny brąz
Znaki szczególne:


Miałam dobre dzieciństwo. Przynajmniej właśnie tak mogę stwierdzić z perspektywy czasu. Dorastałam w malowniczej Szkocji wśród rubasznych Wrightów. Właśnie na tej ziemi stawiałam pierwsze kroki, uczyłam się pierwszych słów i poznałam smak rodzicielskiej miłości. Moja mama Elodie wychowała się w mugolskim sierocińcu, więc dokładała wszelkich starań by dwójka jej dzieci zasmakowała jak największej ilości ciepła, którego brakowało jej za czasów gdy była dzieckiem. Byłam tą młodszą. Uparcie wspinałam się po drzewach, próbując dogonić starszego brata. Nie mógł się mnie pozbyć, byłam jak jego cień. Odziedziczyłam urodę Wrightów, jednak w porównaniu z resztą kuzynostwa wyglądałam jak chuchro i chociaż uwielbiałam oglądać jak inne dzieci latają na miotłach to z zainteresowaniem zerkałam na to jak matka pędzi eliksiry lecznicze. Była okoliczną uzdrowicielką i nie jest tajemnicą, że zainteresowanie tą dziedziną magii zawdzięczam właśnie jej. Mój brat przychodził do niej cały poobdzierany po jego szalonych wybrykach na miotle, a ja próbowałam wysuwać pierwsze diagnozy jak bardzo mylne i przesadne by nie były. Z czasem i ja do niego dołączyłam jednak rzadko kiedy powodowałam, że na czole matki wyrastała mała zmarszczka, która oznaczała mieszaninę poirytowania i troski. Ja byłam znacznie ostrożniejsza. Brakowało mi trochę odwagi, a może po prostu miałam głowę na karku i nie lubiłam ryzyka. Znacznie bardziej odpowiadało mi stanowisko obserwatora. Lubiłam patrzeć. Na pierwszy mecz quidditcha zabrał mnie ojciec, który był wielkim fanem, a za czasów swojej młodości był zawodnikiem w drużynie Zjednoczonych z Puddlemere. Pokochałam ten sport, chociaż nigdy sama go nie uprawiałam. Podobnie jak w wypadku magii leczniczej to matka zasiała we mnie zainteresowanie takimi dziedzinami jak malarstwo czy literatura. Spijałam z jej ust każdą opowiadaną mi historię do momentu, gdy sama nauczyłam się je czytać. Uwielbiałam książki, a w późniejszym czasie to biblioteka w Hogwarcie stała się miejscem, które najbardziej uwielbiałam w Hogwarcie. Przez lata korespondowałam z matką, porównując nasze czytelnicze wrażenie, chłonąc jej wiadomości z tej dziedzinie. Dzięki matce dowiedziałam się też wielu rzeczy na temat świata mugoli. Świata, który po części był też światem mojej matki. Wychowała się wśród mugoli i wracała tam każdego lata do momentu skończenia Hogwartu. Jak córka czarodziei wychowana w wśród magii chłonęłam z zaciekawieniem dziwaczne historie o życiu tego zupełnie obcego dla mnie ludu. Mama nauczyła mnie akceptacji i zrozumienie dla ich inności. Pokazała mi ten świat, opowiedziała o stylu życiu jak wiodą mugole, o ich cudacznych wynalazkach, legendach, bajkach, polityce, którą jeszcze wtedy było mi trudno pojąć. Większość z tych wiadomości zapomniałam, jednak wraz z moim przyjazdem do Londynu mogłam obserwować z boku życie mugoli, dostrzegać rzeczy o których mówiła mi matka. W jakiś sposób zawsze mnie to interesowało i często szukałam okazji by dowiedzieć się więcej, bo było to częścią tego kim była. Szczególnie po jej śmierci szukałam tego skrawka jej przeszłości w mijanych na ulicach ludziach. Trochę nostalgicznie, trochę z czystej ciekawości.  Oprócz tego już we wczesnych latach mojego życia zaczęłam rysować. Jak każde dziecko rzecz jasna, jednak z czasem rozwinęłam w sobie tą umiejętność. Kochałam szkicować krajobrazy dzikiej Szkocji, które z czasem przemieniły się w rysunki londyńskich budynków, twarzy ludzi mi najbliższych lub tych, którzy w jakiś sposób mnie zafascynowali. Lubiłam to robić dla siebie. Precyzja i czas jakiego wymaga stworzenie szkicu sprawia, że właśnie w taki sposób mogłam uciekać od rzeczywistości. I robię to aż po dziś dzień, chociaż znacznie rzadziej, a moje małe dzieła zajmują honorowe miejsce w najniższej szufladzie szafy, bo nie lubię dzielić się nimi z innymi.



Ten okres w moim życiu był czasem słodkiej niewiedzy. Czasami tęsknie za tą nieświadomością podziałów w naszym społeczeństwie. Tęsknie za tą prostą. Sielanką. Życiem, którego rytm wyznaczały kolejne pory roku, wypełnionym rodziną, dziecięcymi zabawami. Nie do końca to doceniałam, ponieważ mój brat jako pierwszy otrzymał list z  Hogwartu. Codzienność bez niego wydawała mi się wtedy zbyt przygnębiająca. Dom opustoszał, a ja z niecierpliwością oczekiwałam na moją kolej. Wkrótce i ja dostałam długo wyczekiwaną wiadomość. Na długie miesiące rozstałam się z moim rodzinnym domem i tęskniłam.
Matka przewidywała, że zostanę kolejną wychowanką domu Kruka tak jak ona, jednak Tiara Przydziału po długim milczeniu wytypowała mnie do Gryffindoru gdzie dołączyłam do brata. W duszy pragnęłam należeć do tego samego domu czy brat. Nie wiem czy miało to jakikolwiek wpływ.
Wydawać się mogło, że zawsze cechowała mnie wnikliwość i zainteresowanie nauką charakterystyczne dla uczniów z Ravenclawu, Tiara zobaczyła we mnie jednak gryfońskie cechy. Ciężko mówić o charakterze dziecka, gdy jego osobowość nie jest jeszcze w pełni wykształcona, jednak patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że Tiara się nie myliła. Sprawiedliwość, szlachetność, prawość czy szczerość to wartości, które są dla mnie wyjątkowo ważne. Lojalność wobec najbliższych jest dla mnie najważniejsza, a słynna gryfońska odwaga... Nie zawsze odnosi się tylko do jawnych przejawów męstwa. Może to być cicha odwaga samotnej matki, która ryzykuje wszystko pomagając w budowaniu lepszego świata, odwaga małej dziewczynki unoszącej różdżkę w obronie koleżanki, gdy wie że prawdopodobnie srogo tego pożałuje, zdolność zachowania zimnej krwi, gdy na łóżku leży ktoś bliski śmierci.
Wkrótce nawiązałam pierwsze przyjaźnie, poznawałam świat, od którego odcięta byłam jak do tej pory. Zaczęłam być świadoma podziałów i trochę przez głupia dziecięcą zawziętość, a trochę przez własną dumę, nie tolerowałam moim zdaniem często okrutnych zachowań innych uczniów. Tych, którzy uważali się lepsi, bo w ich żyłach płynęła krew czystsza i szlachetniejsza niż w żyłach innych. Moja matka była szlamą, a jednak nigdy nie poznałam nikogo o równie czystym sercu. To oni byli brudni, małostkowi, wypchani głupotami. Czasami i nawet ja potrafiłam się wykazać niepotrzebną brawurą, gdy w obronie honoru przyjaciółki odważyłam się wyciągnąć różdżkę w stronę dwa lata starszego małego opryszka. Szybko tego pożałowałam, bo trafiłam do gabinetu pielęgniarki, trafiona paskudną klątwą powodującą nagłą wysypkę. Nigdy nie nauczyłam się pojedynkować, ani też stać z założonymi rękami. Starałam się już więcej nie pakować w kłopoty. Z wiekiem nabrałam więcej rozwagi, a może po prostu mogłam cieszyć się protekcją starszego brata, który pilnował tego, aby jego ukochanej małej siostrzyczce nie stało się nic złego.
Byłam pojętną uczennicą. Już wtedy wiedziałam jaką ścieżkę zawodową obiorę. Chciałam iść w ślady matki, być może wrócić do domu i zająć jej miejsce lecząc okoliczną ludność. Nie miałam wielkich ambicji, ale miałam cel do którego dążyłam, poświęcając się nauce do niezbędnych ku temu przedmiotów takich jak zielarstwo, eliksiry, opieka nad magicznymi stworzeniami, zaklęcia czy transmutacja.
Nie należałam do grona najlepszych studentów. Miałam swoje gorsze i lepsze strony. Znienawidzone i ulubione przedmioty. Nie potrafiłam pojąć sztuki transmutacji, a pojedynkowanie się nie szło mi zbyt dobrze. Lubiłam za to zielarstwo, eliksiry i opiekę nad magicznymi stworzeniami. Sądzę, że gdyby nie moje wczesne zainteresowanie magią lecznicą, marzyłabym o zostaniu alchemikiem. Sztuka ważenia eliksirów zawsze mnie fascynowała.



Pamiętam, że tamtej zimy mróz dawał się wyjątkowo we znaki. Chociaż być może to wspomnienia wciąż mrożące mi krew w żyłach, sprawiły że właśnie w taki sposób to wspominam. Mój brat ukończył już naukę w Hogwarcie, a mi zostało jeszcze ponad pół roku. Lubiłam wracać na Święta. Mimo tego, że w pewien sposób pokochałam Hogwart to wciąż wierna byłam mojej pierwszej miłości. To były wspaniałe święta. Chociaż być może moja pamięć również i tutaj zawodzi, starając się idealizować ostatnie dni spędzone z ukochaną matką. Pożar, który strawił nasz rodzinny dom, rozpoczął swoje żniwo w pracowni mojej matki. Nigdy nie mieliśmy stuprocentowej pewności co dokładnie go wywołało, prawdopodobnie mama popełniła jakiś błąd przy ważeniu eliksiru. Odeszła nagle, nie dając nam możliwości pożegnania się z nią. Od tamtej pory nienawidziłam i bałam się ognia, który nocą wpadł do mojej sypialni i pozbawił moją matkę życia.
Powrót do Hogwartu był ciężki. Czekały mnie owutemy i do tej pory nie wiem jak mimo trawiącego mnie od środka rozdzierającego bólu, udało mi osiągnąć wyniki, które umożliwiały mi rozpoczęcie szkolenia na uzdrowiciela. Mimo żałoby, wciąż miałam przed oczami swój cel, a chęć kontynuowania “dzieła” matki jeszcze bardziej mobilizowała mnie do tego, by przezwyciężyć własne słabości i zostać uzdrowicielem. Uczyłam się dużo i pilnie, starając się nauką wyleczyć moje złamane serce.



Szkolenie zmusiło mnie do przeprowadzki. Londyn nie przypadł mi do gustu. Był mi obcy, a nasze pierwsze spotkanie sprawiło że jeszcze przez długi czas miałam trudności z poczuciem do niego sympatii. Nie lubiłam zapachu tego miasta i zblazowanego przepychu, który ścierał się z okropną biedą. Nieśmiało zaczęliśmy naszą wspólną przygodę, krok po kroku poznając się coraz bardziej, aż w końcu i to miejsce stało się moim domem. Później już nigdy nie powróciłam do ukochanej Szkocji na dłużej niż kilka dni. Być może w taki sposób było mi łatwiej. Nie wracać do miejsca, które sprawowało pieczę nad tak wieloma żywymi wspomnieniami. Odwiedzałam je z szacunku dla mojej rodziny, by raz na jakiś czas powrócić do czasów sielskiego dzieciństwa. Moje nowe życie związałam z Londynem, bo przeskakując kolejne stopnie w mojej karierze poczułam, że pragnę więcej. Samodzielnie cegiełka po cegiełce zbudowałam swoje własne miejsce na tym świecie. Nie była to samotna wędrówka, bo dzieliłam ją z kimś kto wydawał się też podążać w tą samą stronę. Po ukończeniu trzyletniego szkolenia i dwóch latach specjalizacji, mogłam zacząć stawiać pierwsze kroki jako pełnoprawna uzdrowicielka. Rozpoczęłam pracę w Świętym Mungu i na dobrą sprawę nie zdążyłam jeszcze rozwinąć skrzydeł, bo stało się coś co odmieniło całe moje życie.



Zaszłam w ciąże. Chociaż moje położenie przez wielu mogło być uznane za skandaliczne, bo co prawda na palcu nosiłam pierścionek zaręczynowy, ale nie byłam mężatką, to cieszyłam się z perspektywy zostania matką. Byłam przerażona, jednak gdzieś tam w środku czułam, że jestem na to gotowa i  sobie z tym poradzę. Że oboje sobie z tym poradzimy. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że łatwo przyszło mi pogodzenie pracy z rodzicielstwem. Wielu nie było mi przychylnych. Nieślubna ciąża przez wielu uznawana była za najgorszą hańbę. Nie spotkałam się jednak z wrogością ze strony rodziny, chociaż mój brat gotowy był nawet siłą zmusić mojego wybranka do ślubu ze mną, to ostatecznie zaakceptował to, że sama podejmuje decyzję dotyczące mojego życia. Wiedziałam, że ojciec wstydzi się moich wyborów, ale podobnie jak brat z czasem to zaakceptował, chociaż przez długi czas namawiał mnie do powrotu do rodzinnego domu. Chyba obaj z czasem dostrzegli, że jestem dorosła i mimo niskiej pozycji w społeczeństwie, potrafię sobie poradzić.
Rodzicielstwo kosztowało mnie wiele wyrzeczeń, ale nie żałowałam. Mimo sprzyjającej temu sytuacji, ja i Anthony nigdy nie zostaliśmy małżeństwem. Na swój sposób tworzyliśmy rodzinę i wydawało mi się to wtedy wystarczające. Może sama się trochę oszukiwałam, może również chciałam oszukać i go tym że wciąż podążaliśmy tą samą ścieżką. Nie było tak. Oboje szczerze kochaliśmy to co robiliśmy i oboje się temu poświęcaliśmy. Był moją pierwszą dojrzałą miłością. Związek, który tworzyliśmy opierał się na partnerstwie, ale gdy pojawiło się dziecko przestaliśmy go pielęgnować. Przyszła codzienność. Znacznie trudniejsza do przetrawienia niż dotychczas. Być może zaczęliśmy za wcześnie, od złej strony, a może między nami brakowało spoiwa, które połączyłoby nas na dłużej. Z czasem zaczęliśmy mieć inne opinie na temat tego czego od siebie chcemy. Nasze drogi się rozeszły, a ja zostałam sama. Może nie całkiem sama, bo ogromnym wsparciem okazał się być mój brat, który bardzo pomógł mi w samotnym wychowaniu córki. Dzięki jego pomocy mogłam pozwolić sobie na pracę w moim zawodzie, a także pożycza mi mniejsze sumki gdy potrzebuje wsparcia finansowego. Nie było idealnie, ale nigdy nie byłam wybredna. Cieszyłam się, że na tej równi pochyłej udaje zachować się nam równowagę.
W Świętym Mungu zajmowałam się urazami pozaklęciowymi. Ta dziedzina lecznictwa zainteresowała mnie najbardziej podczas moich przygotowań do pełnienia funkcji uzdrowiciela i właśnie dlatego zdecydowałam się na pracę w tym oddziale. Nie wróżę sobie wielkiej kariery. Chociaż staram się wywiązywać ze wszystkich obowiązków, nie zawsze jestem w stanie poświęcić pracy tyle czasu co najlepsi spośród nas uzdrowicieli. Moja praca nie jest łatwa. Każdego dnia spotykam się ze śmiercią, strasznymi obrażeniami i ludzką tragedią. Czasami mam chwilę słabości. Czasami mam dość, ale pociesza mnie fakt, że w miarę moich magicznych umiejętności pomagam - potrafię wyleczyć, ulżyć czyjemuś cierpieniu. Gdy mam chwilę wolnego czasu, staram się rozwijać umiejętności warzenia eliksirów leczniczych.
Niestety wciąż nie nauczyłam się stać z założonymi rękami, więc gdy mój kuzyn zdradził mi sekret na temat Zakonu Feniksa, postanowiłam poświęcić się tej sprawie. Być może nie było to rozsądne, ponieważ ze względu na pięcioletnią córkę powinnam trzymać się jak najdalej od niebezpieczeństw, a jednak chciałam pomóc w budowaniu lepszego świata.



Patronus:-  


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 2 Brak
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 25 (+5 różdżka)
Transmutacja: 1 Brak
Eliksiry: 7 Brak
Sprawność: 0 Brak
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIV40
Zielarstwo I 2
NumerologiaI 2
ONMS I 2
AstronomiaII 10
Historia MagiiI2
SpostrzegawczośćI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa-1
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Malarstwo (tworzenie)I ½
Literatura (wiedza)I ½
Malarstwo (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI ½
QuidditchI ½
GenetykaWartośćWydane punkty
brak -0
Reszta: 5  

Wyposażenie

Różdżka, sowa


[bylobrzydkobedzieladnie]




You may not be interested in war
but war is interested in you.



Ostatnio zmieniony przez Roselyn Wright dnia 27.09.18 14:08, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Roselyn Wright Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Roselyn Wright Empty
PisanieTemat: Re: Roselyn Wright   Roselyn Wright I_icon_minitime03.10.18 22:08

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Szczęśliwe dzieciństwo zaprocentowało na przyszłość Roselyn - wychowywała się w kochającej rodzinie, wśród licznego kuzynostwa. W szkole cieszyła się towarzystwem rówieśników, poświęcając się nauce oraz kształtowaniu swego zadziornego, pełnego odwagi charakteru. Niestety spotkało ją wielkie nieszczęście, śmierć matki pociągnęła za sobą szereg trudności, przeprowadzek, trudnych decyzji. Panienka Wright nie poddała się jednak, dalej walczyła o to, co dla niej najważniejsze, chcąc pomagać innym jako uzdrowicielka. Nawet skomplikowane relacje prywatne, czyniące z niej samotną matkę, nie mogły zmusić jej do poddania się. Rose z gryfońską dumą radzi sobie z życiowymi przeszkodami, wychowując córkę. To dla niej walczy także o sprawiedliwy, bezpieczny świat, wierząc w idee Zakonu Feniksa. Czy zdoła odbudować więź z ojcem dziewczynki? I jak odnajdzie się w wojennym chaosie, łącząc obowiązki opiekunki z wymagającym zawodem uzdrowicielki?

OSIĄGNIĘCIA
Człowiek Mors
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzała: Deirdre Tsagairt


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Roselyn Wright Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Roselyn Wright Empty
PisanieTemat: Re: Roselyn Wright   Roselyn Wright I_icon_minitime03.10.18 22:08

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane: ślaz x3, wątroba smoka, bezoar, jagody z jemioły, ogniste nasiona, kora drzewa Wiggen, popiół feniksa, płatki ciemiernika, piołun, korzeń ciemiernika x2, skrzeloziele, strączki wnykopieńki x2, czułki szczuroszczeta, mandragora x2, liście kłaposkrzeczki

[09.10.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)
[22.02.19] Ingrediencje (wrzesień/październik)

BIEGŁOŚCI[26.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik), +0,5 PB do reszty
[30.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień), +2 PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[27.09.18] Karta postaci, -50 PD
[24.02.19] Zdobycie osiągnięcia: Syn Marnotrawny, +5 PD
[15.03.19] Wykonywanie zawodu (wrzesień/październik), +50 PD
[26.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik), +30 PD, +0,5 PB
[19.04.19] Spotkanie Zakonu Feniksa, +10 PD
[24.06.19] Zdobycie osiągnięcia (Nieugięty), +30 PD
[04.07.19] Klub Pojedynków (listopad/grudzień): +30 PD
[30.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień), +90 PD, +2 PB
[31.07.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień), +50 PD
[02.08.19] Osiągnięcia: Ostrożny sprzymierzeniec, Ibuprom wszystkich smaków, +60 PD


Powrót do góry Go down
 

Roselyn Wright

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19