Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Galeria sztuki

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Galeria sztuki - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Galeria sztuki - Page 7 Empty
PisanieTemat: Galeria sztuki   Galeria sztuki - Page 7 I_icon_minitime10.03.12 23:16

First topic message reminder :

Galeria sztuki

Elegancki dworek oddany na użytek sztuki. Nieduży, o śnieżnobiałych ścianach i przepięknych zdobieniach, obsadzony krzewami krwistych róż. O pięciu niedużych komnatach połączonych szerokim korytarzem; w jednej z sal stoi mównica i ustawiony szereg krzeseł. Wewnątrz budynku odbywają się wystawy obrazów i rzeźb. Uznani artyści, gdy z dalekich stron przybywają do Londynu, tutaj chwalą się swymi dokonaniami, mędrcy i filozofowie wygłaszają mowy. Pospólstwo nie jest wpuszczane, szarym obywatelom pozostaje zerkanie przez szyby, przynajmniej dopóki nie przyuważy ich strażnik. Na stałe w galerii działa tylko jedna malarka, Elvira Gramp, zgorzkniała staruszka, poszukująca talentu, którego nie dali jej bogowie; usilnie pragnąca dogonić lepszych od siebie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Edgar Burke
Edgar Burke

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Zawód : łamacz klątw, B&B
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 25
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Galeria sztuki - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Galeria sztuki   Galeria sztuki - Page 7 I_icon_minitime02.10.18 12:30

Od urodzenia był uparty. Przekonanie go do innych racji niż te, które wyznawał, graniczyło z cudem. Dobrze mu się żyło ze swoimi opiniami, uważał je za słuszne, a zmiana zdania spowodowałaby upadek fundamentów, które właśnie sprawiały, że czuł się ze sobą tak pewnie. Słuchał słów mężczyzny z politowaniem, tracąc siłę na dalszą sprzeczkę. Najwidoczniej obaj nigdy nie stracą wiary w uparcie bronione przez siebie opinie. - Cóż, skoro niektórzy ludzie czują taką potrzebę, niech przychodzą tutaj i czują. Dla mnie to wciąż pozostanie niezrozumiałe - odpowiedział, po raz kolejny zawieszając wzrok na wiszącym przed nim obrazie. Doprawdy, wcale nie przedstawiał niczego pięknego czy w ogóle godnego uwagi. Artyści to wariaci. Za to następnymi słowami, które padły z ust mężczyzny, przejął się o wiele bardziej. Zmierzył go od stóp do głów - czy to możliwe, że to jeden z tych marnych popleczników sprawiedliwego świata, gdzie tęcza nigdy nie schodzi z nieba, a mugole i czarodzieje żyją ramię w ramię? - To odważne słowa - mruknął niezadowolony, choć coraz bardziej zaintrygowany nieznajomym. - Chociaż zupełnie nieprawdziwe - dodał, bo przecież nie może się zgodzić z tym, że czarodziejska społeczność wszystko zawdzięcza mugolom. Co za brednie! - Każdy ród ceni sobie inne wartości - odparł, a ta rozmowa przestała go nudzić, za to zaczęła denerwować. Nie cierpiał spędzać czasu wśród takich jak on, ślepych wielbicieli mugoli, tym bardziej cieszył się, że niedługo wszyscy zostaną zlikwidowani albo przynajmniej przestaną się wszędzie pałętać.
Z początku zdziwił się, że zna jego nazwisko, które było szerzej znane jedynie innym arystokratom lub szemranym ludziom z Nokturnu. Z pewnością nie należał do tej pierwszej grupy, opinie co prawda miał podobne do rudych, ale jego garnitur na pewno nigdy nie widział porządnego krawca. Czyżby to na niego czekał? - Najwidoczniej czekam na pana, panie...? - już nawet nie patrzył na zegarek, wiedział, że spędził w galerii za dużo czasu. - Naprawdę musiał pan marnować mój czas? Przejdźmy do rzeczy - spojrzał na niego wyczekująco, wyjmując z kieszeni sakiewkę pełną złotych galeonów. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że został zmuszony do robienia interesów z takim człowiekiem.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
władza i bogactwo są niczym,
byle było co pić
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24*
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Galeria sztuki - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Galeria sztuki   Galeria sztuki - Page 7 I_icon_minitime03.10.18 10:48

Cóż, sztuka zawsze mnie wzruszała, ale w towarzystwie lorda Burke'a to mi zostało co najwyżej wzruszenie ramion. Więc wzruszam nimi, bo dalsza dyskusja chyba zupełnie nie ma sensu, a ja już i tak palnąłem za dużo, bo teraz patrzył na mnie wyczekująco.
- White. - rzucam od razu. Raz byłem panem Białym, raz Różowym, raz Zielonym, a raz Niebieskim; im mniej osób kojarzyło moją twarz z prawdziwym nazwiskiem tym lepiej. Pierwsza, najważniejsza zasada według Lemoniadowego Joe. Faktycznie, całkiem to było rozsądne, chociaż po minie szanownego lorda to wnosiłem, że chciałby o mnie jak najszybciej zapomnieć.
- Pobudzająca dyskusja nigdy nie jest marnowaniem czasu. Przynajmniej uzupełnił pan trochę swoją - dosyć marną - wiedzę z zakresu sztuk pięknych. - śmieję się, po czym kiwam głową. Dobra, już pora. Szczególnie, że pieśń galeonów ukrytych we wnętrzu sakiewki przywołała na moje lico jeszcze szerszy uśmiech. Oczy aż mi zabłyszczały na samą myśl, chociaż pewnie z całości dostanę tylko jakiś procent. Co prawda mógłbym zawinąć całą i mieć mojego przełożonego w dupie, ale on zdecydowanie należał do tych osób, z którymi nie warto zadzierać. Rzuciłem okiem naokoło, nie dostrzegając ani jednej żywej duszy (ta Burke'owa to już chyba była martwa, skoro taka niewrażliwa na sztukę), po czym sięgnąłem po niewielki pakunek, wyciągając go z... yyyy... nieważne skąd. Tajne skrytki niechaj pozostaną tajne, a co! W każdym razie podaję go mężczyźnie, w zamian odbierając od niego sakiewkę wypełnioną złotem - cóż za przyjemne uczucie! Tak czuć pod palcami krawędzie dużych monet, skryte jedynie pod warstwą materiału. Zajrzałem do środka - oślepił mnie złoty blask, więc zmrużyłem oczy, zaciągając sznurki woreczka. Wcisnąłem go do wewnętrznej kieszeni marynarki i ponownie uniosłem spojrzenie na Burke'a.
- Cóż, to zaszczyt móc zamienić z lordem chociaż słówko. - mówię, chociaż mój ton wskazuje na to, że tak po prawdzie to żaden był dla mnie zaszczyt - Do zobaczenia, kiedyś, gdzieś. - kłaniam się lekko i odchodzę. Nie sądzę byśmy mieli okazję jeszcze kiedyś się spotkać. No chyba, że w podobnych okolicznościach.

/ztx2






Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Galeria sztuki - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Galeria sztuki   Galeria sztuki - Page 7 I_icon_minitime21.10.18 15:51

| październik

To miało być jej pierwsze, poważne spotkanie. Prawdziwa próba, pozwalająca ocenić jej zdolności retoryczne, talent do zjednywania sobie ludzi i przekonywania nieprzekonanych. Do tej pory wdrażała się w nowe obowiązki, poznając zasady rządzące la Fantasmagorią a także ludzi, którzy pracowali pod rozkazami Tristana, sprawującego pieczę nad baletem. Nadrabiała zapomnianą przez poprzedniczkę korespondencję, przedstawiała się stałym zleceniobiorcom, przejmując obowiązki tragicznie zmarłej Lindy, pozostawiającej po sobie wiele niezałatwionych spraw. Deirdre wychodziła z biurokratycznego założenia, że nawet śmierć nie była wystarczającą wymówką, by zaniedbywać pracę - z wewnętrzną irytacją sięgała do przegródek na listy i poprawiała dokumenty niedostarczone w terminie. Najgorsze były płatności: nie dość, że nie była biegła w tej sztuce, to jeszcze musiała wysyłać przepraszające listy do osób, które nie otrzymały galeonów w terminie. Opóźnienia były minimalne a artyści przywykli nawet i do dłuższych terminów spłaty, zapewne nie zauważali nawet delikatnego spóźnienia, ale Dei czuła się poważnie zakłopotana, nawet jeśli to nie ona przyczyniała się do tego faux pas. Biurowa praca była jednak czymś znanym, czymś, co oswajała szybko, odkrywając nawet w tym pewną przyjemność. Porządkowanie i naprawianie błędów przypominało jej pracę w Ministerstwie Magii, czas, w którym jej osobowość pracoholiczki rozkwitała najpiękniej - lecz nie to było obecnie głównym zajęciem. Papierkowa robota asystentki pilnującej kalendarza lorda Rosiera oraz zajmująca się dokumentacją działalności baletu była istotna, lecz nie stanowiła podstawy obowiązków Deirdre.
Miała do zrobienia coś ważniejszego, pełniła funkcję reprezentacyjną i jednocześnie kuszącą; miała dbać o negocjacje z artystami, często kapryśnymi, zblazowanymi, podlegającymi wpływom swych maestro. Śmietanka towarzyska kochanków muz piękna i sztuk stanowiła wyzwanie dla Tsagairt, ale i w tych ramach przecież już się poruszała - choć znacznie mniej biegle. Nic więc dziwnego, że przed pierwszymi oficjalnymi negocjacjami odczuwała lekkie zdenerwowanie, nie uspokojone nawet intensywnymi przygotowaniami. Od kilku dni przeglądała wszystkie ostatnie wydania francuskich periodyków dotyczących baletu a życiorys artystki, którą zamierzała sprowadzić do la Fantasmagorie, znała wręcz na pamięć, potrafiąc wyrecytować nazwy wszystkich sztuk, jakie zaszczyciła swym udziałem. Oczywiście na razie nie miała widzieć się z samą oszałamiającą Genevieve, pozyskanie tak wielkiej gwiazdy nie było łatwe ani szybkie: najpierw dyskutowała z mentorem baletnicy listownie, prowadząc zaciekłą i elegancką korespondencję, w której - po wielu umiejętnych komplementach i powoływaniu się na wspólne znajomości - udało się zaprosić go na krótką pogawędkę, mającą zadecydować o podjętej przez duet decyzji. Zabieganie o uwagę szanowanych reprezentantów wyższej artystycznej klasy niejako przypominało to, czym zajmowała się w Wenus - na szczęście w ubraniach, na zupełnie innym poziomie. Tu nie musiała się uniżać ani pozwalać na upokorzenie, znała renomę Fantasmagorii, która robiła wrażenie na rozmówcach, i nie zamierzała spuszczać z tonu ani z wymagań przez byle fanaberie - wiedziała, że potrafi znaleźć złoty środek, jaki zadowoli obydwie strony. Chciała, by dobra sława baletu sięgała coraz dalej, naprawdę zależało jej na jak najlepszym wykonywaniu swej pracy. Czuła się nie tylko potrzebna, ale i zaufana: pokładano w niej nadzieję, ufano, że nie zawiedzie, dlatego też zrobiła wszystko, by przygotować się do rozmowy z mecenasem Genevieve jak najlepiej.
Jako miejsce spotkania wybrali galerię, mężczyzna był w Londynie przelotem pomiędzy ważnym turnee, chciał więc obejrzeć kilka nowych obrazów - stronił też od posiłków, dowiedziała się, że panicznie obawiał się otrucia. Wolałaby zasiąść z nim do rozmowy przy lunchowym stole, ale gdy tylko przypomniała sobie swój brak manier i ostatnie faux pas popełnione w restauracji, szybko przewartościowała swoje pomysły. Krótka, rzeczowa wymiana zdań rzadko zdarzała się w tym światku, a wybór galerii jako przestrzeni do dopieszczania negocjacji pozwalało na poruszanie się po temacie, który znała dość dobrze. Malarstwo było jej bliższe niż muzyka.
Do Chelsea przybyła przed czasem, w nienagannym makijażu podkreślającym wschodnią urodę i eleganckiej szacie. Od razu spostrzegła Francisa Bergera, on także nie lubił się spóźniać, był gderliwy i dość mrukliwy - a przynajmniej takie krążyły o nim plotki. Deirdre nie od razu podeszła do mecenasa, stojącego akurat przy jednym z obrazów: nie chciała mu przeszkadzać w kontemplacji a niegrzeczne zachowanie na pewno nie pomogłoby jej w negocjacjach. Dopiero, gdy mężczyzna odszedł od ściany, znalazła się na jego drodze, dokonując niezbędnych powitań. Wydawał się nieco zaskoczony jej wyglądem, ale w zdziwieniu nie było nic wrogiego, jedynie artystyczna ciekawość, zainteresowanie tym, co niespodziewane, egzotyczne, obce. Pociągnęła ten temat, akcentując różnorodność występów Genevieve, subtelnie dając rozmówcy do zrozumienia, że przygotowała się do tej rozmowy, doskonale znając repertuar gwiazdy - ostatnio korzystała z wielu względnie nowatorskich pomysłów, wzbogacających jej repertuar, słyszalne były w nich nuty z Dalekiego Wschodu, może nie Azji ale już kraju Shafiqów jak najbardziej. Jeszcze dziś rano czytała pochlebny artykuł jednej z dam tego rodu, doceniającej otwartość francuskiej baletnicy i jej zespołu na muzyczne nowości. Nie było to nic kontrowersyjnego, mało kto bez specjalnego wykształcenia zdołałby wyłuskać takie drobnostki, Tsagairt sama zapewne by tego nie zrobiła, ale miała doskonałą pamięć do przeczytanych periodyków. Wraz z Francisem ruszyli główną galerią, co jakiś czas przystając przy bardziej nęcących mężczyznę dziełach - Deirdre nie powracała nerwowo do głównego tematu rozmowy, dając mężczyźnie czas na odpoczynek i przemyślenie pewnych spornych kwestii. Po dyskusjach o sztuce i o tym, jak ważna dla Genevieve była brytyjska publiczność, zwłaszcza ta szczycąca się odpowiednio szanowanym pochodzeniem, przeszli do bardziej konkretnych kwestii. Czarownica musiała jedno Bergerowi przyznać, potrafił negocjować i umiejętnie wyplątywał się z nawet najbardziej wyrafinowanych sideł. Francuska baletnica miała wiele wymagań, także tych wykraczających poza obsypanie jej galeonami - lista przedmiotów oraz udogodnień, jakie miały na nią oczekiwać w garderobie, prawie przyprawiły Deirdre i ból głowy. Nie dała jednak po sobie poznać drobnej irytacji, uśmiechała się gładko, obiecując, że uczyni co w jej mocy, by owe wymagania spełnić, chociaż część z nich była na tyle trudna, by mogła zasugerować zrównoważenie tych kaprysów zmniejszoną kwotą za występ. Nie chodziło o pieniądze, tych Rosierowi nie brakowało, ale szastanie nimi na prawo i lewo tylko po to, żeby zaspokoić gwiazdę - choć niesamowicie utalentowaną, to jednak krnąbrną - byłoby pewną słabością. A tej okazywać nie chciała, zarówno jako negocjatorka jak i reprezentantka Fantasmagorii. Trwała przy swoim, mając nadzieję, że dobrze wyczuwała prawdziwe intencje Francisa - przez moment w jego oczach zalśniło zdenerwowanie a serce Deirdre przyśpieszyło, nie mogła stracić tej gwiazdy. Sekundę później czarodziej roześmiał się jednak i machnął ręką, zgadzając się na ustalone warunki, zmniejszające kwotę za występ baletnicy. Miała rację; bycie zbyt miękkim i spolegliwym często obracało się na niekorzyść negocjatora, twarde warunki wiązały się z większym szacunkiem. Wewnętrznie odetchnęła z ulgą, dalej jednak prezentując uprzejmy, nieco wyniosły uśmiech. Złagodziła gorycz pewnej porażki komplementem Genevieve i jej niesamowitych postępów, których dokonała w tak niewielkim czasie, po czym kontynuowała rozmowę już na łagodniejszym gruncie. Pieniądze zostawili za sobą, pozostało im tylko zdecydowanie się na termin. Deirdre bardzo chciała, by ciesząca się niezwykłą popularnością Genevieve uświetniła jeden z bożonarodzeniowych występów, zależało więc jej na czasie - postanowiła jednak nie naciskać, jasno dając do zrozumienia, że grudzień wydaje się idealną porą dla zachwycenia brytyjskiej publiki talentem francuzki. Francis kiwnął głową, obiecując, że szczegóły techniczne mogą uzgodnić listownie - ale przed ostateczną decyzją musi się jeszcze skonsultować ze swą podopieczną. Tsagairt rozumiała taki wybieg, nie nalegała więc na nic, czuła się jednakże zadowolona z negocjacji i rozmowy. Trudnej, zwłaszcza w środkowej części, była jednakże bliska pewności, że wszystko powiedzie się tak, jak zaplanowała, a zgoda Genevieve jest tylko kwestią czasu.
Potowarzyszyła Francisowi jeszcze moment, oprowadzając go po galerii, po czym pożegnała się z nim uprzejmie, zachowując wszelkie zasady kulturalnego protokołu. Nazajutrz miała spodziewać się jego listu a w ciągu tygodnia ostatecznej decyzji i podpisania dżentelmeńskich umów dotyczących detali występu baletnicy.

| zt




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Galeria sztuki

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20