Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Hodowla testrali w Dartmoore

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Hodowla testrali w Dartmoore Empty
PisanieTemat: Hodowla testrali w Dartmoore   Hodowla testrali w Dartmoore I_icon_minitime22.10.18 8:20

Hodowla testrali w Dartmoore

Spory kawałek lasu w okolicach Dartmoore, na północnym pograniczu Kornwalii, wykupiony już kilkanaście lat temu przez rodzinę Baldwinów i przeznaczony pod hodowlę testrali. Spora inwestycja będąca równocześnie zamiłowaniem, nieżyjącego już Archibalda Baldwina, przechodząca z pokolenia na pokolenie, dzisiaj traktowana już jedynie jako źródło dochodów. Całość ogrodzona i zabezpieczona magicznie, na jej terenie można znaleźć niewielką stajnie, zbitą z drewna budkę administracyjną z dwoma pomieszczeniami służbowymi oraz szopę z narzędziami. Poszycie jest rzadkie i ubogie w przeciwieństwie do bujnych, gęstych koron, które skutecznie odcinają dopływ promieni słonecznych, pozostawiając las w delikatnym półmroku nawet w samym środku dnia, z gruntu czyniąc natomiast wilgotne grzęzawisko, wydzielające intensywny, grzybiczy zapach.
Porozwieszane na drzewach lampiony wyznaczają trasę pomiędzy wysokimi drzewami do wejścia, przy którym ustawiona została wykonana w drewnie, pełnowymiarowa rzeźba testrala. Na prawo dostrzec można niewielką polanę- wybieg, jedyny nasłoneczniony punkt w okolicy, na którym odbywają się prezentację na życzenie, oczywiście głównie dla tych, którzy mogą zobaczyć to co niewidoczne dla innych.


Powrót do góry Go down
Elora Wright
Elora Wright

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6549-elora-wright https://www.morsmordre.net/t6614-morgana https://www.morsmordre.net/t6563-glitter-gold https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6570-skrytka-bankowa-nr-1655 https://www.morsmordre.net/t6630-elora-wright
Zawód : Opiekunka testrali
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
„If ‚why’ was the first and last question, then ‚because i was curious to see what would happen’ was the first and last answer.”
OPCM : 5
UROKI : 15
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 .. cause I am a little wicked.

Hodowla testrali w Dartmoore Empty
PisanieTemat: Re: Hodowla testrali w Dartmoore   Hodowla testrali w Dartmoore I_icon_minitime07.11.18 20:59

10.09.1956

Ledwo jej stopy dotknęły wilgotnej, miękkiej ziemi, a Błędny Rycerz już zniknął za jej plecami w porannej mgle rozlanej po okolicy. Chłód kąsał ją w policzki, odsłoniętą szyje oraz kostki, ale o tej porze roku można to było uznać jeszcze za przyjemne przypomnienie o tym, że się  żyje. Ruszyła przed siebie ścieżką czym prędzej, aby się rozgrzać, jak chyba co rano z lekkim rozżaleniem rozmyślając nad ironią sytuacji. Ona, opiekunka testrali, musiała docierać do pracy busem, nie ma co- świetne promowanie interesu. Liczyła jedynie, że kiedyś się to zmieni, tym bardziej iż ostatnio magiczny przewoźnik zyskał tylu nowych klientów, iż trzeba było wcześniej wstawać, aby być na miejscu o czasie.
Znalazłszy się na dobrze sobie znanej polanie, otoczonej magiczną barierą, machnęła różdżką, aby rozpalić pozawieszane na drzewach lampiony i za ich mdłym blaskiem dojść do wysokiej, metalowej bramy, do której wygrzebała po chwili klucze. Zaraz dało się usłyszeć cichy zgrzyt zawiasów. Jej poranna rutyna rozpoczynała się w niewielkim budynku gospodarczym, który łączył w sobie funkcję biura oraz kanciapy. Nie zagrzała tam jednak zbyt długo miejsca. Podpaliła kominek, aby móc zaparzyć trochę wody na herbatę, zostawiła swoje rzeczy i wyszła zaraz na zewnątrz, kierując się prosto do stajni. Nie spieszyła się po to, aby czym prędzej wypuścić stworzenia, gdyż tylne drzwi pozostawały otwarte na wybieg nawet nocą, musiała się jedynie upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu, nie zagrażały im żadne anomalie i że liczba testrali się zgadza. Niektóre z jej podopiecznych już kręciły się po podwórzu, więc nie pozostawało jej nic innego, jak tylko otworzyć przejście na drugi, większy wybieg, którego granice ginęły pomiędzy rzadko rozstawionymi drzewami. Przyzwyczajone do jej obecności, nie zwróciły na nią większej uwagi, wiedząc, że to jeszcze nie pora karmienia. Zaledwie jeden z młodszych malców, z pocieszną gracją stworzenia, które dopiero przyzwyczaja się do swoich długich, chudych nóg, ni to przybiegł, niż to przybył w sarnich skokach, ciekawsko węsząc powietrze dookoła niej.
-No cześć maluchu- uśmiechnęła się pod nosem i przykucnęła, ciekawa jak blisko niej odważy się podejść.-Dasz się dotknąć, hm..?
Mruknęła pod nosem, z rozbawieniem obserwując jak ten ostrożnie, cal po calu zbliża się, wyciągając coraz bardziej swój dziobiasty pyszczek, do momentu aż ciało przechyla się niekontrolowanie w przód. Spłoszony malec stracił na chwile równowagę, pozbierał się jednak szybko i niezdarnie oddalił w stronę matki.  
-Trzeba będzie cię nazwać-westchnęła cicho do siebie.-Żebym tylko miała do tego głowę.
Zaraz też jej obserwację zakłócił nieco stłumiony, ale nadal dający się usłyszeć gwizd czajnika, który z bliska świetnie by robił za ogłuszacza z tym całym swoim jazgotem. Pozbierała się szybko i pobiegła w stronę budynku.
Około dziesiątej zaczęło się łaskawie rozpogadzać. Słońce nieśmiało prześwitujące zza cienkiej warstwy chmur, nie ogrzewało zbyt dobrze powietrza, ale przynajmniej sprzyjało poprawie nastroju, dając szansę na pogodny dzień. Jej udało się całkiem żwawo posuwać z pracą. Nakarmiła już stadko, wymieniła wodę, tylko sprzątanie przekładając na jeden z najbliższych, nadchodzących dni.
Szkoda jej było czasu, ale musiała kiedyś nadrobić raporty dla pana Pinkstona. W obawie, że zaraz znajdzie jakieś inne zajęcie, byle tylko uniknąć najmniej lubianej przez siebie części pracy, rozłożyła na pamiętającym już lepsze czasu biurku pergamin i przygotowała pióro. Niesplamiona nawet odrobiną atramentu stronica zawsze ją przerażała, a pustka z pergaminu zdawała niemalże przenosić do jej głowy, ale rozpoczęła od nabazgrania daty w prawym górnym rogu i odetchnęła głęboko.
Czas zacząć!
I ledwie koniuszek pióra zetknął się z papierem, gdy usłyszała dzwonek u bramy. Uniosła zaskoczona głowę, poniekąd nie wierząc w swoje szczęście, a poniekąd wiedząc, że to ją i tak nie ominie.
Nie zwlekając ruszyła ze swojego miejsca, by sprawdzić kogo przywiało w te skromne progi, bo nie przypominała sobie żadnych zaplanowanych wizytacji.
Za bramą stał młody czarodziej, średniego wzrostu, z bujną, rudawą czupryną oraz orzechowymi oczami skrytymi za okrągłymi okularami o prostych, drucianych oprawkach. Miał na sobie brązowy płaszcz oraz czarna teczkę przy boku.
-Johnatan? Nie spodziewałam się ciebie z wizytą- była nieco zaskoczona widokiem znanego jej już weterynarza, ale otworzyła przed nim przejście.
Mężczyzna w odpowiedzi skłonił lekko głowę, poprawiając zaraz zsuwające się szkiełka, nieco nerwowym ruchem.
-Panienka Wright, miło widzieć, jak zawsze- uśmiechnął się nie mniej nerwowo.-Dzisiaj mamy dwunastego tak? To jestem pewien, że to na dzisiaj byłem tutaj umówiony, tak to na pewno był dwunasty..
Elora uśmiechnęła się pod nosem, mając jednak na tyle dobry humor, że postanowiła nie nękać w gruncie rzeczy miłego gościa. Łatwo było go wprowadzić w jeszcze większe zakłopotanie, wystarczyłoby zaledwie jej zwątpienie, chęć uzgodnienia tego ze swoim przełożonym, ale nie widziała w tym sensu. Każdy dzień był równie dobry na jego wizytę dobry.
-No dobrze, skoro tak pan twierdzi, to zapraszam- poprawiła się szybko, przechodząc na stosowniejsze ‘per pan’, wykonując zachęcający gest dłonią.-Napije się pan czegoś?
Oczywiście, pan Johnatan nie chciał sprawiać jej kłopotu, ani z tym, ani czymkolwiek innym. Doprawdy czasem zachowywał się, tak jakby czuł się winny oddychania tym samym powietrzem co inni. Nazbytnia uprzejmość bywała dla niej męcząca i chociaż w tym przypadku potrafiła dostrzec cząstkę jej uroku, to miała nadzieję, iż nigdy przemiły czarodziej nie natknie się na nią w któryś z jej gorszych dni. Obstawiając zatem, że to pan Pinkston zapomniał ją uprzedzić, zaprowadziła doktora na wybieg, bo też i domyślała się celu jego wizyty- przebadanie młodych.  
-Niestety niedawno pojadły, więc zwabienie źrebiąt może nie być proste.
Zakomunikowała, otwierając dla nich przegrodę. I chociaż jej przypuszczenia były prawidłowe, bardzo szybko znaleźli na to skuteczny sposób: zwabili matki do stajni, a następnie oddzielili je od potomstwa boksami, tak aby doktor mógł zrobić swoje, podczas gdy ona zajęła się dorosłymi. Samice były lekko zaniepokojone, ale nie agresywne, a tak poza tym wszystko nie potrwało zbyt długo. Ot, zaledwie okresowa kontrola. Sprawdzenie wymiarów oraz wagi, motoryki mięśni, a także kilka pytań o zachowanie i nawyki żywieniowe, nic nowego.
-Tak więc źrebak od Calisto wydaje się być w coraz lepszej formie. Nabiera sił, ale przepisze jeszcze eliksir wzmacniający na kilka tygodni i.. sugerowałbym wprowadzenie nowych genów..
-Pracujemy nad tym- odparła krótko, prowadząc ich po skończonej inspekcji do pompki z wodą, aby można tam było opłukać ręce.
Nie widziała sensu w rozwodzeniu się nad szczegółami. Prawda była taka, że jej szef zgodził się na to dopiero w ostateczności, jako iż wcześniej szkoda mu była zainwestowania tych kilkunastu galeonów. Potrzeba było problemu w postaci choroby, która omal nie zabiła młodziutkiego źrebaka oraz wielu argumentów, w czym większość musiała oczywiście dotyczyć oczekiwanych zysków. Teraz także to na jej głowie było targowanie warunków dopuszczenia do ich samic. Nie czuła potrzeby przypisywania sobie wszystkich zasług, najważniejsze, że w końcu sprawa dojdzie do końca.
Po ochlapaniu dłoni, pozwoliła aby zapadła pomiędzy nimi odrobinę niezręczna cisza. Widziała jego ukradkowe spojrzenia, czuła, że ma coś na końca języka, ale był tak bardzo zdenerwowany, że wątpliwym było aby w końcu miał się przemóc. A ona nie zamierzała mu pomóc.
Lubiła go, bo był uprzejmym człowiekiem, ale nie bardzo widziała siebie z nim w eleganckim lokalu na popołudniowej kawie.
-Tak.. tak, to byłoby chyba wszystko..- rudzielec zdecydował się w końcu na zabranie głosu, nie  jednak w sposób, który by go zadowolił.-Będę się zatem zbierał..
Otarł dłonie w chustkę wyciągniętą z kieszeni, rozglądając się dookoła, jak gdyby zapomniał, że jego teczka czeka przy ogrodzeniu na drodze do wyjścia, byle tylko nie dopuścić do kontaktu wzrokowego.
Elora nie lubiła być kimś, kto okrutnie zabawia się uczuciami innych, ale nie uważała by znacząco pogarszała sytuację, która sama w sobie była wystarczająco żenująca. Pilnowała, aby jej pobłażliwy uśmiech pozostał niezauważony.  
-Tak też sobie myślałam, że to już wszystko.
Odparła, powoli kierując się z gościem w stronę wyjścia. Po drodze zatrzymali się na chwilę w budynku, aby mógł wypisać dokładnie o jaki eliksir chodzi, jego dawkowanie, a także uzupełnienić papiery do pozostawienia. Dopiero przy pożegnaniu, odważył się unieść wzrok, a i to tylko aby życzyć udanego dnia i w ten sposób straciwszy ostatnią szansę na zaproszenie jej, oddalić się do bramy.
Teraz jednak kiedy to było już załatwione, jej zaległa praca wydawała się nieunikniona. I kiedy spojrzenie niebieskich oczu spoczęło na rozwiniętym, ale niezapisanym jeszcze pergaminie, spomiędzy jej warg wymknęło się potężne westchnięcie.
Teraz albo wcale.

***

Rozpisała się, no proszę, talent do pisania milowych esejów niezachwiany, chociaż wątpliwie aby zainteresowanego to ucieszyło. Poczekawszy aż atrament wyschnie, zwinęła list i schowała go pomiędzy rzeczy, z zamiarem wysłania go z domu.
Zmierzała podjeść coś na szybko z przyniesionych i nagromadzonych już tutaj zapasów, a następnie czekała ją pielęgnacja. Dbała aby ich krótka sierść miała elegancki połysk, na który pracowała za pomocą bardzo gęstej szczotki o delikatnym włosiu, świadoma, że wiele osób nadal i tak uznałaby je za przerażające czy brzydkie. Wolała jednak w tą stronę, a nie opiekować się czymś pięknym, ale o paskudnym charakterze.
Także czas miała już idealnie rozplanowany i nie sądziła, aby miało jej się dłużyć. To była wielka rzadkość w jej pracy.


||zt




Like the moon..
When everything is known and seen by you.. but what about my dark side?
Powrót do góry Go down
 

Hodowla testrali w Dartmoore

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia, Puddlemere-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19