Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Hodowla testrali w Dartmoore
AutorWiadomość
Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]22.10.18 8:20
First topic message reminder :

Hodowla testrali w Dartmoore

★★★
Spory kawałek lasu w okolicach Dartmoore, na północnym pograniczu Kornwalii, wykupiony już kilkanaście lat temu przez rodzinę Baldwinów i przeznaczony pod hodowlę testrali. Spora inwestycja będąca równocześnie zamiłowaniem, nieżyjącego już Archibalda Baldwina, przechodząca z pokolenia na pokolenie, dzisiaj traktowana już jedynie jako źródło dochodów. Całość ogrodzona i zabezpieczona magicznie, na jej terenie można znaleźć niewielką stajnie, zbitą z drewna budkę administracyjną z dwoma pomieszczeniami służbowymi oraz szopę z narzędziami. Poszycie jest rzadkie i ubogie w przeciwieństwie do bujnych, gęstych koron, które skutecznie odcinają dopływ promieni słonecznych, pozostawiając las w delikatnym półmroku nawet w samym środku dnia, z gruntu czyniąc natomiast wilgotne grzęzawisko, wydzielające intensywny, grzybiczy zapach.
Porozwieszane na drzewach lampiony wyznaczają trasę pomiędzy wysokimi drzewami do wejścia, przy którym ustawiona została wykonana w drewnie, pełnowymiarowa rzeźba testrala. Na prawo dostrzec można niewielką polanę- wybieg, jedyny nasłoneczniony punkt w okolicy, na którym odbywają się prezentację na życzenie, oczywiście głównie dla tych, którzy mogą zobaczyć to co niewidoczne dla innych.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]10.06.21 10:03
- Chyba tak - odparł od razu. Chyba dodał zupełnie nie potrzebnie, bo się przy tym jakoś szczególnie nie wahał - powiedział to z wyczuwalną w głosie pewnością. - To zmienia ludzi, niewątpliwie. - Świadomość tego przerażała go najbardziej. Z jakiegoś powodu Auror był zawodem prestiżowym. To byli ludzie zdolni do uczynienia wielu rzeczy wykraczających poza wszelkie wyobrażenia, zachowując przy tym niemożliwą do opisania stabilność. Coś, czego Cillian nie opanował w choćby najmniejszym stopniu. Był bardziej typem artysty. Do przodu prowadził go chaos, wszystko przeżywał trzykrotnie mocniej niż inni. O śmierci nie potrafił mówić lekko i pewnie. Ronji musiało przychodzić mu prościej, w końcu utrzymywała się z zawodu uzdrowicielki. On... znał ją tylko z literatury, nocnych koszmarów, spokojnego oddechu odchodzącej matki i przerażenia w oczach brata, który widział o wiele więcej, niż jest w stanie udźwignąć ktoś o tak dobrym sercu.
To dobre serce można było złamać. Dobro i delikatność można było odebrać. Nie całkowicie, ale dało się - ludzie zmieniali się pod wpływem działań swoich i działań innych. Był tego żywym, namacalnym dowodem. I znał wiele osób, których egzystencja potwierdzała te myśli równie dobrze.
- Znać ją...? - Odetchnął wpierw. - Ciężko przeoczyć nazwisko Skamander, tak mi się przynajmniej wydaje. - Bo Skamanderowie byli przecież poszukiwani przez Ministerstwo. - Na imię ma Tessa. - Ale była kilka lat młodsza nawet od Cilliana. Wydawało mu się więc, że ich znajomość musiałaby być dziełem przypadku, albo znajomości z kimś z jej rodziny. Mógł jednak tylko gdybać, skoro nigdy ich sobie nie przedstawił.
Wydawało mu się, że nie musi tłumaczyć, jak wielkim ukłuciem miłości było ich pierwsze spotkanie. Skoro czytała jego książki, to wiedziała jak bardzo kochliwym i oddanym uczuciom był człowiekiem. Nie było w jego życiorysie miejsca na to, żeby się poświęcić kobiecie, na której punkcie dosłownie nie oszalał - Cillian czerpał ze swoich związków łapczywie i idealizował partnerki życiowe do granic możliwości, co prawdopodobnie było przyczyną tego, że został starym kawalerem.
- Tak, cóż... miałem ją kiedyś, rok temu dokładniej - to naprawdę tyle już minęło, co za zgroza (!) - rzecz w tym, że już nie mam, bo porzuciłem ją bez słowa. - Jakoś gorzko to brzmiało, psuło mu ten obrazek wesołego, uczciwego i oddanego człowieka, co go skrzętnie latami budował. Kłóciło się też z lojalnością i wiernością, objawiającymi się w nim do tej pory w każdym słowie, które postanowiło wydostać się spomiędzy warg. Ale to była prawda. Gorzka, niepasująca do układanki, absurdalna decyzja podjęta przez niego świadomie, nawet jeżeli widok stojącej samotnie na peronie kobiety nawiedzał go w snach do dzisiaj. - Wmawiałem sobie, że jest milion ku temu powodów. Bo się będzie musiała ukrywać jak ja. Bo ją ktoś pobije. Bo nawet jak sobie postawię nowy dom, to puszczą go z dymem jak poprzedni, a ona już zawsze będzie musiała uciekać. Bo się rodzina będzie o nią już wiecznie martwić. Bo... a niech mnie piorun trzaśnie, bo mi było wstyd, że wpadam w panikę na widok ognia i nie wierzyłem w to, że się będzie mogła przy mnie kiedykolwiek poczuć bezpiecznie. - Przy Ronji ten strach wydawał się nagle jakiś taki trywialny. Powiedział o nim bez zawahania się, bez choćby chwili zastanowienia - bo ona to wszystko jakoś dobrze przyjmowała. Rozterki innych zdawały się być jej codziennością, a tym samym nawet najbardziej skrywane sekrety potrafiły wypłynąć z niego ot, tak. Czy miało mu to kiedyś przynieść zgubę? - Wiem, tak będzie dla niej lepiej, to cytat wyrwany żywcem z jakiejś szmiry, a jednak okazuje się, że zastosowałem go w swoim życiu. I do dzisiaj zadaję sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego tak bałem się tej odpowiedzialności, że wolałem złamać komuś serce i... jak się z tym pogodzić? Jak zasypiać ze świadomością co się zrobiło? Jak do diabła ludzie sobie z tym radzą?


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 4 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]12.06.21 21:37
Dobro i zło istniało, wiedziała to od dawna. Od czasów brnięcia przez błoto rumuńskich bagien, z każdym krokiem czując się tak, jakby zaraz miała wyzionąć ducha i zniknąć pod powierzchnią brunatnej brei. Kiedy na ostatnim roku kursu pacjent w amoku szału przypiął ją do ściany sali szpitalnej siłą własnego łokcia i tylko szybkiej reakcji oraz wieloletnim ćwiczeniu wushu zawdzięczała przytomność umysłu. Ktokolwiek kto twierdził, że zła na świecie nie ma, a jedynie ludzie był w błędzie. Negatywna energia pchała ich do niebywałych czynów, których człowiek sam z siebie nigdy by nie dokonał. To zło, przybierało najróżniejsze postacie. Drgnęła zaskoczona na dźwięk nazwiska, które ostatnie zdawało się zaskakiwać ją na każdym kroku. Skamanderowe nazwisko w końcu nosił biedak złapany przez magiczną straż w parku, podczas jej spotkania z Macmillan, Skamanderem również nazywał się jej dawny pacjent w Biurze Aurorów, ale zbieżność nazwisk mogła być zaledwie przypadkiem. Przypadkiem, lub przeznaczeniem. Coś bowiem podpowiadało Ronji, że to nie był ostatni raz gdy posłyszała o owej rodzinie. - Skamander… Kojarzę nazwisko, ale istotnie jej samej nie. To na pewno dobra dziewczyna, jeśli zdecydowałeś się obdarzyć ją uczuciem, ale… - Zawahała się, nie chcąc urazić uczuć przyjaciela. Zaraz jednak przypomniała sobie szczerość, z jaką zawsze wyrażali swoje opinie i kontynuowała łagodniej, z troską wypisaną na twarzy. - Nie wiem jak bliską rodziną jest ze Skamanderami poszukiwanymi listami gończymi, ale wyobrażam sobie, że to nie może być łatwe. Żyć w cieniu tej grozy. Ty również musisz być ostrożny, nie chciałabym, żeby stało się coś złego, a William pojawia się na plakatach regularnie. - Nie zamierzała dreptać wokoło tematu, zwłaszcza takie, który musiał stale być obecny w życiu Cilliana. Na szczęście wydawał się znajdować w dobrej kondycji i nie oczekiwała od niego pod żadnym pozorem zdradzenia miejsca swojego przebywania, ale mgliste zapewnienie o własnej ostrożności, dawało Ronji odrobinę naciągane uczucie spokoju. Nie chciała tracić przyjaciół. Moore w końcu stanowił tak duże sprzeczności charakteru, odczuwał tak intensywnie i jeszcze mocniej się angażował, czytanie jego twórczości stanowiło jedno przeżycie, ale poznanie go naprawdę, dopiero przedstawiało pełnię obrazu pisarza.
- Porzuciłeś ją bez słowa? - Powtórzyła dziwną plątaninę słów. Zaraz jednak skłoniła się do całkowitego milczenia, wsłuchując w resztę historii z powagą i zaangażowaniem. Wiedziała, że istniał powód, zawsze bowiem pod warstwą tłumaczeń kryła się opowieść o ludzkich rozterkach, a każdy efekt zachowania opierał się na mniejszych czy większych pobudkach. W tym wypadku, na nieszczęście Cilliana składało się wiele czynników, które najwyraźniej swoją kulminację znalazły w trosce o dawną narzeczoną. Oddany aż do bólu.
- Jeśli jesteś w stanie powtórzyć te powody, tak jak powiedziałeś mi je teraz, to znaczy, że sobie ich nie wmawiałeś. Nawet te brzmiące teraz dla ciebie nierozsądnie w danej chwili były pewne, a zatem prawdziwe. - Zaczęła, zdejmując ramiona z ogrodzenia i oglądając się za siebie. Skinieniem głowy zachęciła mężczyznę do powolnego spaceru. - Obawa o takie rzeczy jest całkowicie zrozumiała, doświadczyłeś czegoś strasznego Silly, oczywiste jest, że nie chcesz, by podobna rzecz przytrafiła się osobie, którą kochasz. - Nawet nie zorientowała się kiedy rozmowa przybrała nieco bardziej zawodowy charakter, może i dlatego, że dawanie rady znajomym różniło się znacznie od profesjonalnej opieki uzdrowicielskiej. Tutaj nie była magipsychiatrą tylko Ronją i jako Ronja gotowa była pomóc przyjacielowi na miarę swoich możliwości. - Od jak dawna boisz się ognia? Od samego pożaru, czy nieco później? Pogarsza ci się? - Spytała rzeczowo, aż nazbyt logicznie, gdzie w ton głosu wkradł się profesjonalizm. Chyba musiał o tym wiedzieć, znał ją przecież na tyle dobrze by wiedzieć, że nie miała nic z prawdziwego artysty tak jak on. Ale jeśli miałaby do czegoś porównać swój zawód, to z ludzkich emocji i obaw wymalowałaby prawdziwą panoramę tego co skrywamy głęboko na dnie serca. Czasami sami nawet nie chcąc uwierzyć w swoje własne uczucia, co dopiero strach.
- Może i tak będzie dla niej lepiej to cytat, ale wpierw należałoby zadać pytanie, konkretnie samej Tessie. Co ona uważa, że byłoby dla niej lepsze? Nie znam twojej wybranki, to oczywiste, ale mam podejrzenie, że kocha cię równie mocno co ty nią samą. Bać się odpowiedzialności, być niedoskonałym w związku to nic złego. Wręcz dobrze jest ukazywać te słabości przed sobą nawzajem, mówić szczerze i otwarcie o tym jak bardzo się boimy, jak bardzo jesteśmy niepewni. - Przerwała na chwilę, zastanawiając się nad pytaniami Moore’a, względnie oczywistymi w takiej sytuacji, ale oczywiście wymagającymi odpowiedzi jak każde inne. - Zadajesz wiele pytań. Wiele dobrych pytań. - Uśmiechnęła się pocieszająco, klepiąc go dłonią po ramieniu. - Dla pobieżnego obserwatora to dobry znak, że ci zależy, że nad tym zastanawiasz i myślisz. Ale ani ja, ani nikt inny, nie powie ci prostej odpowiedzi “dlaczego”. Mogę pomóc wskazać drogę do jej znalezienia, którą sam musisz doprowadzić do końca.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]07.07.21 19:06
- Bliską - przyznał. - Schlebia mi, że się o mnie martwisz, ale na szczególną ostrożność tu nieco za późno. Ten ogień sięgnął mnie jeszcze zanim moja rodzina i moi przyjaciele zaczęli pojawiać się na tych przeklętych plakatach. I owszem - porzucił ją bez słowa - jakkolwiek to brzmi. - A brzmiało w jego głowie potwornie, najgorzej jak się dało. Nie potrafił się z tym pogodzić, nie potrafił zaakceptować tej części siebie w choćby najmniejszym stopniu. Było to trochę nietypowe, bo się przecież z wieloma błędami w życiu rozliczył, krytykę znosił, jakby była lekka jak piórko. W tym przypadku było inaczej, bo kogoś przecież zranił i rozczarował w sposób, który wydawał mu się być podjęty przy pełnej świadomości. Nie dopuszczał do siebie myśli, że decyzja o wycofaniu się w cień nie była czymś silniejszym od niego, bo przecież zrobił to tak wbrew sobie i swojej naturze - jego serce powinno krzyczeć głośniej niż strach. Najbardziej nie znosił tego, że wszechświat miał dla niego wiele wymówek - miał przecież prawo się bać, to nie jest tak, że jest do cna zły, po prostu jedną rzecz zawalił po całości, ale... im dłużej o tym myślał, tym bardziej rozumiał, że nie przeżyje tej ciszy. Będzie się zamartwiał, dusił tym wszystkim i zadawał sobie niezliczoną ilość pytań. On nie miał dla siebie żadnej wymówki.
- Bóg jeden wie co o na o tym sądzi Ronjo. Próbowałem już do niej wrócić, ale żaden list nie doczekał się odpowiedzi. Raz drzwi otworzyła mi jej matka i powiedziała, że Tessa dawno temu wyjechała. Za drugim razem Skamanderów już nawet tam nie było. Porzucili dom i zabrali konie, pozostawili po sobie tylko taką dudniącą w uszach i sercu pustkę.
Wolałby, żeby się pojawiła nawet tu i teraz, żeby go zdzielić w twarz i wykrzyczeć mu wszystkie barwne epitety przychodzące mu na myśl (a na skąpy zasób słów jako pisarz nie cierpiał), niż spędzić kolejną noc na przewracaniu się z boku na bok i myśleniu o tym, co może robić o tej godzinie.
Westchnął ciężko i dopiero wtedy przeniósł swój wzrok na towarzyszącą mu kobietę. Do tej pory uciekał nim trochę, jakby na ten krótki moment zwierzenia pusty plac, na którym nie był w stanie dostrzec żadnego stworzenia, stał się najciekawszą rzeczą na świecie. Jej aparycja i usposobienie były tak łagodne jak jej dusza. W pierwszej chwili nawet nie zauważył, jak wyciąga gdzieś spomiędzy wierszy jego największy lęk. Zrobiła to niepostrzeżenie, a on poczuł się przez moment jak przyłapane na czymś dziecko. Przygryzł wargę, wiedząc już dobrze, że nie ukryje na twarzy speszenia.
- A co do tego ognia, to - tym razem nie podjął się ucieczki wzrokiem - tak, ale to... tu nie chodzi tylko o pożar. - Zdawało mu się, że celowo nie wdawał się w szczegóły tego wydarzenia, zachowując się niczym niesforny syn zakrywający rozbity wazon dywanem, zanim rodzice wrócą do mieszkania. Najwyraźniej przy niej był wylewniejszy. - Zostawili mnie na podłodze, żebym spłonął żywcem, kiedy oni na zewnątrz urządzili sobie przyjęcie z palenia moich dzieł. - Skinął w stronę książki, z którą tu przyszła. - Skoro o ostrożności mówimy to, sugeruję transmutować okładkę. I jest lepiej. Tak jakby. Całkiem nieźle wychodzi mi unikanie go.
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 4 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]09.07.21 11:48
Czas leciał szybko przy wciągającej rozmowie i Ronja sama już nie była pewna ile spędzili na spacerze w  rezerwacie. Chyba wystarczająco długo, by poczuć lekkie zimno, przeszywające znieruchomiałe w zastanowieniu kończyny. Odkrywała kolejne warstwy jego osobowości, po raz kolejny zdając sobie sprawę, że wiele jeszcze o otaczających ją ludziach nie wiedziała. Twarz Cilliana przecinały emocje bólu i smutku, a chociaż doskonale potrafiła je rozróżnić, to niewiele mogła poradzić podczas tej jednej, ulotnej rozmowy. Jakże szybko z lekkich tematów zawędrowali do tak śmiertelnie poważnych problemów, fakt ten wprowadzała w serce Ronji tępy smutek. Nie lubiła obojętności, doskonale bowiem potrafiła rozróżnić decyzję o braku reakcji, od jej zignorowania.
- Czasami oczekujemy od ludzi pewnego zachowania, bo wydaje się dla nas naturalną reakcją. Gdybym to ja był w tej sytuacji, na pewno bym zareagował tak, a nie inaczej… Ale zapominamy w swoim zmartwieniu, że to nie o nas chodzi. Daj jej czas. Wytrwaj i czekaj. Tak, żeby gdy będzie gotowa powiedzieć coś, cokolwiek, nawet jeśli ma cię to zaboleć, wiedziała, że tym razem jesteś pewien. Tym razem powiesz słowa, a przynajmniej będziesz próbować. - Wysłuchując słów przyjaciela, zmarszczyła lekko brwi, by zaraz potem twarz znów przybrała spokojny wyraz twarzy. Z zewnątrz mogła się wydawać mało wzruszona, jedynie sztywność ruchu ramion i dłoni, świadcząca o złości jaka tłoczyła się na myśl o mękach bliskiej jej osobie. Nie zasługiwał na takie traktowanie przez nikogo, nie mieli prawa ani woli, by konfrontację zamieniać w tak obrzydliwy pokaz zła. Przykro mi Cillianie. Przepraszam, że nie mogłeś się obronić. Że są na tym świecie ludzie tacy jak oni.
- Jesteśmy kruchymi istotami. - Wyszeptała wreszcie znacznie ciszej niż brzmiał jej zwyczajny ton głosu. Przemawiała jednak przez niego wyczuwalna barwa wsparcia i ciepła. - Łatwo nas zniszczyć, złamać i podpalić byśmy spłonęli jak igliwie. Pośród tumanów czarnego dymu, słabi i ledwo dostrzegalni. Ale ogień się rozprzestrzenia Cillianie. - Przerwała, dostrzegając na horyzoncie bramę wejściową i mijany wcześniej pomnik testrala. - Jeśli my spłoniemy, w krótkim czasie spłoną i oni. - Zakończyła, palcami muskając okładkę “Migdałów”. - Ostrożność jest w dzisiejszych czasach w cenie. - Przytaknęła, nie poczyniając przy tym żadnego kroku, by rzucić zaklęcie. Być może zrobi to po powrocie do domu, pożegna się ze znajomą grafiką, by efekt czaru zastąpił ją propagandową przykrywką. - Gdybyś chciał kiedyś jeszcze porozmawiać, bardziej uzdrowicielsko niż teraz, zawsze wyślij sowę. “Tak jakby lepiej” i “unikanie” nie stanowią najlepszych efektów długotrwałych. - Uśmiechnęła się na pożegnanie, wsadzając książkę do kieszeni. Nie potrzebowało się być świadkiem czyjejś śmierci, by doświadczyć tragedii. Ciche testrale po raz kolejny uosabiały nie strach przed nieuniknionym, a spokój ducha, gdy powierzyło się swoje troski w zaufaniu.
| zt. x2?


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Hodowla testrali w Dartmoore
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach