Wydarzenia


Ekipa forum
Hodowla testrali w Dartmoore
AutorWiadomość
Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]22.10.18 8:20
First topic message reminder :

Hodowla testrali w Dartmoore

★★★
Spory kawałek lasu w okolicach Dartmoore, na północnym pograniczu Kornwalii, wykupiony już kilkanaście lat temu przez rodzinę Baldwinów i przeznaczony pod hodowlę testrali. Spora inwestycja będąca równocześnie zamiłowaniem, nieżyjącego już Archibalda Baldwina, przechodząca z pokolenia na pokolenie, dzisiaj traktowana już jedynie jako źródło dochodów. Całość ogrodzona i zabezpieczona magicznie, na jej terenie można znaleźć niewielką stajnie, zbitą z drewna budkę administracyjną z dwoma pomieszczeniami służbowymi oraz szopę z narzędziami. Poszycie jest rzadkie i ubogie w przeciwieństwie do bujnych, gęstych koron, które skutecznie odcinają dopływ promieni słonecznych, pozostawiając las w delikatnym półmroku nawet w samym środku dnia, z gruntu czyniąc natomiast wilgotne grzęzawisko, wydzielające intensywny, grzybiczy zapach.
Porozwieszane na drzewach lampiony wyznaczają trasę pomiędzy wysokimi drzewami do wejścia, przy którym ustawiona została wykonana w drewnie, pełnowymiarowa rzeźba testrala. Na prawo dostrzec można niewielką polanę- wybieg, jedyny nasłoneczniony punkt w okolicy, na którym odbywają się prezentację na życzenie, oczywiście głównie dla tych, którzy mogą zobaczyć to co niewidoczne dla innych.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]26.02.21 13:16
-Ja nie.. - aż mnie zatkało na to pytanie, czy szpiegowałem. Czy troskę wynikającą z potrzeby serca gorącej nazwać można było bardziej okrutnie? Od kiedy Aurora aż za takiego złoczyńce ma mnie. Odkąd wydukałem, że to już koniec i że dalej nie możemy się spotykać? W jej wspomnieniu powiedziałem to z całą swoją zimną siłą i możliwe, że na zewnątrz właśnie takie chłodne wrażenie sprawiałem. A jednak nie tak wyglądało wtedy moje wnętrze, kiedy czując skręt kiszek, ból w klatce piersiowej, duszność jakąś i gardła suchość, ledwo zdołałem jej przekazać nasz brak przyszłości. Było tak, jakby organizm chciał oprzeć się wypowiedzeniu tego okropnego życzenia. Aurora dziś wspomina, że kiedy zasypialiśmy jeszcze wszystko było dobrze, a kolejne dni jawiły nam się niby kolejne niebiańskie, zlokalizowane gdzieś na siódmej chmurce. Ale ja już zasypiając trzymałem ją mocno przy sobie, wiedząc że możliwe że to ostatnia do tego możliwość. Nasycić się nią na zapas nie można, a jednak każdy pocałunek był jak małe spełnienie. Żegnałem te okryte misterium miłości chwile, które oddałem za pieniądze i stajnie, by kolejnego dnia złamać jej serce. I od wtedy stałem się złoczyńcą, który tylko chce ją prześladować. - Po prostu chciałem zabać, o to, żebyś była tam bezpieczna, więc wynająłem kogoś kto miał tego dopilnować... ale widzę, że źle dobrałem człowieka, bo nic nie wiedziałem o tym, że uciekłaś do Anglii -i tutaj pojawia się też u mnie nuta wyrzutu skierowanego w jej stronę. Znów uważałem, że w Irlandii byłaby bezpieczna. Czy aż tak trudno jej zrozumieć, że to właśnie jest dla mnie ważne. A czy powinienem się dziwić.
Nawet jej kolejne słowa specjalnie mnie nie zdumiały, rozumiałem, że ma pełne prawo być na mnie zła. Ja, gdybym miał postawić się na jej miejscu, to zaraz bym siebie samego znienawidził. Ale już i tak mam sam w sobie wielkie wyrzuty sumienia. Oskarżony o kłamstwo mogę w tym momencie tylko zagryźć zęby i dać jej cedzić ten niesmak w moją stronę. Sam sobie winny jestem, że Aurora tak bardzo mnie znieść nie może. Teraz należało przyjąć na klatę jej nienawiść i uzbroić się sięw żelazną ochornną postawę zamkniętego serca Chociaż za tą powłoką wydaje mi się, że już nic nie dycha w środku. Wyobrażam sobie je dziś jak zczerniałego trupa, wokół którego już nawet nie ma zaschniętej krwi, bo przez te kilka tygodni zdążyła wyparować.
- Do Doliny..- powtarzam, a jakaś wyższość zmalowała się na moim obliczu. Dolina była pod rządami Abbotów, rodu który pozostawał z nami we względnie neutralnych stosunkach, ale niestety ich pro mugolskie nastawienie nie sprzyjało zacieśnieniu więzów. - Wiem, że nie mam na to większego wpływu, ale na twoim miejscu zastanowiłbym się nad przeprowadzką - i unoszę brew. - Na przykład do Yorkshire - czy na prawdę jej to zasugerowałem? Nie dbam o to, że pewnie się oburzy. Niech wie, że mógłbym zadbać o jej bezpieczeństwo, jeżeli tylko by mi na to pozwoliła.
Nie będę mógł tego zrobić, jeżeli będzie dalej taka uparta jeżeli chodzi o uczestniczenie w wojnie. Aż pocieram skronie, bo wyraźnie się zmartwiłem. Gdzieś wewnątrz samego mnie szalał niepokój o drogą mi osobę. I wiedziałem, że jej zachowanie podyktowane jest bólem po tym co ja sam jej zgotowałem.
- Przestań, Aurora - proszę ją w odpowiedzi na ten przytyk. Czy nie cierpiałem tygodni w jej ramionach, opowiadając o tym, że kiedyś pewnie i po mnie wyślą okrutnego lorda Aarona, który zniweczy nasze plany na przyszłość. Pozbywała się z mojej głowy tych myśli, zapewniając, że przecież możemy ułożyć sobie naszą wspólną przyszłość. A ja przytakiwałem na to, bo przecież jak najbardziej bym tego chciał, że zaklinałem te słowa, jakbym miał nadzieję, że w ten sposób staną się prawdą.
-Jeszcze nie biorę ślubu - ale może to dobry moment, żeby poinformować, że to nie jest wcale coś, co jest wciąż tak nieodległe? - Ale pod koniec miesiąca odbędą się moje zaręczyny. To na razie tajemnica, ale myślę, że może lepiej żebyś dowiedziała się ode mnie a nie z prasy - czułem, że nadchodzi moment na poważniejszą rozmowę pomiędzy nami, ale też może skończyć się na poważniejszej kłótni. Zawiedzione nadzieje? Tak, moje też.
- Nie będę się tłumaczył nikomu - żachnąłem się, pomysł ze służbą byłby kuszący tylko jeżeli odgrywalibyśmy przy okazji jakieś gierki, które mogłyby nas poprowadzić do łóżka. Ale chyba nie o to jej chodziło tym razem.

Ares Carrow
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]27.02.21 20:02
- Co Ty nie? - Aurora skrzyżowała ramiona na piersiach, wyraźnie oczekując od niego jasnej odpowiedzi. Czy nie było ironią, że on ze wszystkich ludzi na świecie, chciał się troszczyć, żeby nikt jej nie skrzywdził, podczas gdy w rzeczywistości właśnie, to on wyrządził jej największą dotąd krzywdę w jej życiu?
Czemu traktowała go jak wroga? Być może podświadomie to czyniła, chcąc bronić się przed kolejnym spotkaniem z nim — już nawet nie to było najgorsze, że wiedziała, jaki wpływ na nią miał. To to, że on wiedział, jak wielką ma do niego słabość stanowiło problem. Był jej pierwszą miłością, pierwszym pocałunkiem, pierwszym kochankiem… Jeśli ktokolwiek przyjdzie po nim, będzie musiał mierzyć się z tym, by być porównywanym do pierwszego zachwytu młodzieńczej naiwności. Jednak co mogła poradzić, że on wiedział gdzie składać pocałunki, wiedział jak obejmować, gdy spała. To w jego ramionach odnajdowała spokój i pocieszenie. A on odebrał jej to wszystko. Bardzo więc możliwe, że demonizowała go, dla własnego spokoju, nadawała wspomnieniom nieco cech złych, żeby nie tęsknić tak rozpaczliwie.
- Ostatnie czego potrzebuje w życiu, to ochrony od ciebie… - Bo jeśli miała być szczera, wolałaby z nim być w tym domu, a nie, żeby jakiś obcy człowiek kręcił się jej pod oknem. - Chciałeś wiedzieć, czy nikt do mnie nie przychodzi, prawda? O to ci chodziło, jak szybko się pocieszę po twoim wyjeździe? - Patrzyła na niego chmurnie, pozwalając, by słowa płynęły z jej strony — jeśli on zacznie mówić więcej, miała marne szanse, żeby się opanować i zachować zdrowy dystans. - Ares błagam cię… Czemu mi to robisz, co? Chciałeś odejść? Odszedłeś… To miał być koniec, a nie że chciałeś wysłuchiwać raportów o mnie od jakiegoś kogoś, kto wystawał pod moim oknem. - Żachnęła się, przestępując z nogi na nogę. Jedyne czego musiała pilnować, to tego, żeby nie patrzeć w jego stronę. Ta linia żuchwy… te oczy. Czuła, że jej silna wola słabnie z każdą chwilą, gdy jest tak blisko. A najbardziej żałosne w tym wszystkim było to, że on nawet nie mówił nic o tym, że ona i on mieli jakiekolwiek szanse. Na cokolwiek.
Przyjaźń? Po czymś takim?
Absolutnie nie wchodziła w grę. Kim ona była, żeby spędzać z nim czas, gdy on już oficjalnie będzie czyimś mężem? Miała być powierniczką jego sekretów? Tego ile razy z innymi kobietami sypiał? Czy może, jak w łóżku sprawuje się jego żona? Żadna z tych opcji nie wydawała jej się dobra. A wiedziała, że magia między nimi, jest niemal równie silna, jak ta, którą mogli przekładać na różdżki.
Czy on podczas ich spotkania dał po sobie poznać, że cokolwiek go obeszło? Nie. Być może grał jak ona teraz? Bo to, że go nienawidziła, było jedynie pozorem, manifestacją tego, że jest teraz bardzo wrażliwa, możliwe potknięcia i połamania.
Jakieś zwierze, którego ona nie mogła zobaczyć, trąciło kopytem w swoim boksie, wznosząc wokół nich zapach siana.
Pachniało więc latem, jak wtedy gdy się rozstawali — ona nie miała pojęcia, co on przeżywał w poprzedzający rozstanie wieczór. Próbowała wmówić sobie, że celowo raz jeszcze zaciągnął ją w pościele, by następnego poranka upokorzyć. Nie wiedziała, że to pożegnanie dla miłości, że żegna jej ciało, jej usta, jej spokojny sen.
Dostrzegła jednak wyższość i sama momentalnie wyprostowała się jak struna.
- Do Doliny… Skąd zawsze pochodziłam… - Potwierdziła mu dumnie, patrząc hardo w jego oczy. Nigdy nie wstydziła się swojego pochodzenia i nie zamierzała zaczynać, tylko dlatego, że on twierdzi, że coś nie przystoi. - Nie bój się, nie jesteś tam zaproszony. - A nawet lepiej będzie, jak będzie się trzymać z dala. Zwłaszcza po tym, co właśnie powiedział. Aurora z początku aż zamurowało — mrugnęła kilka razy, próbując doszukać się na jego twarzy oznak żartu, a chociaż go nie dostrzegła, wybuchła śmiechem sama.
- Ty chyba sobie ze mnie kpisz Ares… - Powiedziała, gdy nerwowy chichot zamarł zastąpiony chłodnym głosem. - Miałabym mieszkać w hrabstwie, które nie dość, że należy do twojej rodziny, to jeszcze każdy patrzyłby na mnie jak ty przed chwilą na myśl o Dolinie. Tego dla mnie chcesz? Wystawić na jeszcze większe pośmiewisko? A co z mężczyznami, jeśli bym jakichś przyprowadziła? Kazałbyś ich przegonić? A może wolałbyś, żebym ja patrzyła, jak prowadzasz się ze swoją żoną? - Zbliżyła się do niego o krok, ledwo powstrzymując się jednocześnie przed tym, by wskazującym palcem nie dźgnąć go w tors, ale też przed tym, by jego przystojną twarz, nie złapać w dłonie i nie pocałować w gniewnym uniesieniu. Zwykle płonęła przy nim z namiętności. Dziś targała nią jedynie wściekłość.
Zaręczyny pod koniec miesiąca.
Słowa te zabolały, chociaż przecież ich się spodziewała…
Odwróciła wzrok, który nie mógł już płonąć, gdy do oczu napłynęły łzy. I powiedzieć mu mogła słów tysiąc i jeden, tyle samo co nocy było w baśniach. Czy którąś z tych baśni była opowieść o nich? A może to ich noce liczone były bajkami, które opowiadali sobie wzajemnie.
Opanowała jednak łzy, zanim chociaż jedna spłynęła po jej rumianym policzku.
- Niech ci… Wam znaczy się — niech wam się wiedzie Ares. - Bylebym nie musiała oglądać cię już nigdy. - To chciałeś usłyszeć? Że chociażbym chciała, to nie umiem cię nienawidzić, a co za tym idzie, nie umiem życzyć ci źle. - Głos jej drżał, ale ona wciąż nie mogła zmusić się, żeby na niego spojrzeć. - Jedyne czego chce, to to, żeby to szczęście dosięgnęło cię, jak najdalej ode mnie.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]27.02.21 21:16
- Przyznaję, że to też przemknęło mi przez głowę. Ale nie miej mnie za potwora, Auroro, wiem, że nie mam prawa pozyskiwać tych informacji bez twojej zgody. Dlatego zabroniłem mu mi o tym relacjionować. - pomijam, że gdzieś na przełomie lipca i sierpnia, kiedy miałem chyba największy poziom od dobrych miesięcy, smutku za Aurorą, to praktycznie prawie doszło do tego, że rzucałem imperio na detektywa, żeby zmusić go do wyjawienia mi czy Aurora ma już kogoś. Wyolbrzymiam może trochę, bo jeszcze nigdy mi to zaklęcie nie wyszło, ale Merlin miał w opiece jegomościa, bo akurat przy scenie obecny był Daniel Wroński, który mnie przed podobnymi działaniami powstrzymał. Daniel obiecał zachowywać odpowiedzialność przy takich sytuacjach, chociaż pewnie sam chętnie by wydobył na moje polecenie te informacje. Ale on musiał trzeźwo myśleć, bo ja już nie mogłem. Beznadzieja naszej sytuacji polegała na tym, że nie mogłem ujawnić Aurorze ogromu mego cierpienia. Wiedziałem, że gdybym to zrobił, użyłaby wszystkich sił swoich, by pomóc mi odejść od rodziny. Pomóc, bo przecież w porównaniu z życiem przy niej, to co mnie czekało jawiło się niczym więzienie. Ale nie mogłem na to pozwolić, wiedząc, że ostatkiem siły powstrzymuję się przed powrotem w jej ramiona. - Miał mnie tylko poinformować o tym, czy aby nie znajdujesz się w niebezpieczeństwie. Myślę, że tyle powinnaś pozwolić mi dla siebie zrobić - już wołam ją o to, by nie przesadzała z tym obrażaniem się, żby pomyślała logicznie. Przecież ja mam większą szansę n to, by objąć ją opieką, która faktycznie mogłaby działać. Ale widzę, że jej to nie pasuje, wzdycham, wewntrznie wywracając oczami i chodząc po całej głowie wykrzykując przekleństwa. Dlaczego ona robi mi to? - Nie martw się, do Doliny nie będę mógł nikogo posłać, tam nie sięgają moje wpływy - odwróciłem wzrok, skupiając go na testralu, który podszedł do nas. Zastanawiające, że przyszła tutaj. Czy je widziała? Co jeszcze wydarzyło się przez te ostatnie pół roku, czy widziała czyjąś śmierć? Przemyka mi przez głowę pewien podstęp i wyciągam dłoń, by poklepać testrala po łbie. Nie przepadam za tym, chociaż kiedy byłem tu ostatnio, zdołałem nabrać jakiegoś większego szacunku do tych stworzeń. Ale może był to wpływ panny Kornwalia. Odsuwam dłoń i pokazuję jej, żeby sama to zrobiła, a skoro mogła go zobaczyc, to wiedziałaby, że bliżej niej znajduje się zadek zwierzęcia. Jeżeli go jednak nie widzi, to poklepie powietrze, jasno rozwiewając moje obawy.
- Ty zaś jesteś zaproszona do Yorkshire - odpowiadam równie hardo i tak się sztyletujemy spojrzeniami, ja mam jednak założoną swoją niewzruszoną maskę. Gdybym ją zdjął, pewnie przeczytałaby odrazu wszystko i cała ta maskarada poszłaby na nic. Jej śmiech mnie zbił z pantałyku. Poruszyłem się, kiedy wybuchła. Nagle jej groźba, że ktoś mógłby postawić mnie w pozycji w której musiałbym się tłumaczyć, zaczeła być realna. Oparłem dłoń o belkę oddzielającą nas od zagrody zwierząt. Szukam ponad jej spojrzeniem oznak czy ktoś nas podsłuchuje, ale zdaje się, że prócz testrali nie ma tutaj nikogo.
- Rory, nie to miałem na myśli - palce zaciskają się na drewnie, ale z pozoru wciąż jestem opanowany. - Zrozum, że wolałbym nie stracić cię nigdy z pola widzenia, rozumiesz - mówię przyciszonym głosem. Tak bardzo chcę jej jakoś to wyjaśnić, ale póki nie jesteśmy w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, nie moge wyjawić mego planu. Zresztą sam nie jestem jego pewny. Nie wyobrażam sobie wchodzić w narzeczeństwo z kochanką, szczególnie, że Aurora zdaje się być daleka od zaufania mi po raz kolejny. Ale mógłbym jej to zaproponować, może mógłbym... Nie, nie, wiem, że teraz się łamię, bo zapach jej ciała znów czasami trafia do mnie i aż czuję od tego mrowienie w okolicach karku. Tak, i to też kwestia tej ślicznej buzi, którą po raz pierwszy od czerwca znów widzę. I jej głosu, którego dźwięk jest mi milszy od którejkolwiek piosenki, którą grałem jej na fortepianie. Ale kiedy wrócę do rzeczywistości, znów przypomnę sobie o moich zbliżających się wielkimi krokami zaręczynach. O tym, że nie chcę tak na prawdę robić przykrości mojej przyszłej żonie. O tym, że jest młoda i ma przerażających starszych braci.... tak, ta myśl o Burke'ach nieco mnie otrzeźwia. Znów mam plan jasno przed oczmami.
- Też uważam, że powinnaś wyjść za mąż. Ale obawiam się, że niechcący nasza relacja pozbawiła cię pewnej równości wobec tysiąca innych dziewcząt, liczących na dobre małżeństwo. Dlatego czuję się Auroro... panno Sprout - aż przymykam oczy, czując jak mnie boli to wycofywanie się do oficjalności. Dlaczego to aż tak bardzo boli? - w obowiązku, żeby zadbać o ciebie i znaleźć ci męża, który byłby dla ciebie dobry, zapewniłby ci wygodne życie... nawet w Dolinie, jeżeli tak uzgodnicie - podobno jak się kogoś kocha, to się potrafi go wypuścić. Nie wiem co za wariat pierwszy powiedział owo stwierdzenie, bo chociaż właśnie to robię, to wcale nie czuję się lepiej. Czuję się jakbym znów przeprowadzał z nią najtrudniejszą rozmowę, a przecież miała nią być ta w której mówię, że jednak nie weźmiemy ślubu i że wracam wypełnić obowiązek zesłany przez Nestora Aarona Carrowa.
Nigdy nie byłem wrażliwym człowiekiem, nie na tyle, by pokazywać łzy publicznie. Jedyny raz, kiedy sobie na to pozwoliłem, to było daleko poza Anglią, kiedy razem z Danielem podróżowaliśmy po gorących pustyniach. Wtedy upalony opiatami tak wzruszyłem się muzyką, że łzy same płynęły.
Teraz nie płyną. Moje czarne zwęglone serce odgrodzone od uczuć. Wpatruję się w nicość obok jej głowy i mówię głucho: - Też tego dla ciebie chcę
Ares Carrow
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]28.02.21 1:53
Ares był mistrzem w wielu dziedzinach, o których głośno nie wypada mówić. Doświadczenie miał o wiele większe od Aurory, to zdecydowanie nie ulegało wątpliwości. I nie chodzi bynajmniej jedynie o sprawy łóżkowe — w kłamaniu też był świetny. Jednak to, że okłamał ją w sposób tak perfidny, sprawił, że podawała w wątpliwość każde słowo, które padało z jego ust. W tym wypadku nie było inaczej.
- Och doprawdy bardzo szlachetne z Twojej strony Aresie, że teraz tak nagle respektujesz moje zdanie. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę. - Powiedziała, nawet nie próbując nadać twarzy bardziej przyjaznego wyrazu. - Jak widać, potrafię poradzić sobie lepiej, niż mógłbyś chcieć. Nie jesteś za mnie odpowiedzialny… Już nie. - Cokolwiek miał w głowie, cokolwiek sobie wyobrażał, Aurora ze wszystkich sił próbowała wyrwać się spod jego wpływów. Może dlatego zostawiła większość rzeczy w Irlandii? Bo każda faktura kubka, każdy szelest pościeli przypominałby jej jego. - Daniel może organizować ci więc schadzki z kimś nowym. - Specjalnie mówiła te wszystkie rzeczy. Żeby pomóc sobie, żeby krzyknął na nią i kazał jej się wynosić i żeby w ten sposób utwierdzić ją w przekonaniu, że już nic ich nie łączy i nie będzie łączyło.
Aurora z każdą chwilą tej przedłużającej się rozmowy czuła, że Ares tak naprawdę nie chciał oddawać kontroli nad jej życiem. Chciał mieć nad nią kontrolę, która sprawiałaby, że będzie wiedział co i z kim robi? Kto wie, czy tutaj teraz zjawił się przypadkiem, czy może któryś z jej ogonów doniósł mu o tym. Może nawet sam Daniel. Wszystko z resztą jedną, który to był. Aurora, gdy go poznała, wierzyła w przeznaczenie. Teraz był to raczej złośliwy chichot losu, który drwił z niej w sposób okrutny.
Widziała, co robi, ale nawet gdy zachęcił ją gestem, nie spróbowała zrobić z tym nic. Nie obchodziła go więcej niż kupa łajna tych zwierząt, więc dlaczego miałaby klepać powietrze obok niego. Niedoczekanie jego. Wszystko, co dotyczyło jej życia, w tym, czy widziała czyjąś śmierć, powinno zostać tylko dla jej informacji.
Nie wątpiła więc teraz, że jej noga nigdy w życiu nie postanie w hrabstwie York. Może i nie urodziła się jako szlachcianka, może i miała w głowie marzenia o romantycznej, spełnionej miłości, ale była też czarownicą niezwykle dumną, którą on wystawiał na pośmiewisko — pokazywał jej głupotę, bo czym innym był fakt, że oddała mu się w całości. Z cnotą oddała mu serce, myśli, pocałunki. Jednym słowem oddała mu wszystko, zostając najwyraźniej w jego oczach nikim.
Jeśli jednak myślała, że ból, który czuła, nie może być większy niż do tej pory, to bardzo się myliła. Jego postawa i słowa sprawiły, że jej nerwy zerwały więzi, jak pradawny wilk Fenrir, który zerwał się z łańcuchów, żeby rozpocząć koniec świata.
Niechcący??? NIECHCĄCY Niechcący odebrał jej dziewictwo? Co za pech, że gdy ona akurat leżała, on przechodził obok, potknął się i w tym samym momencie rozpoczęło się trzęsienie ziemi. Był od niej starszy, onieśmielający. Doskonale wiedział, co podziała na młodą dziewczynę, która zakochała się bez pamięci w cudownych jego oczach, czułym uśmiechu. Przekonał ją, że to wyraz miłości. Uwierzyła mu.
A teraz okazało się, że miłość obniżyła jej wartość. Była dla niego towarem jak tysiące innych podobnych jej czarownic. To było gorsze niż policzek wymierzony otwartej dłoni. To był smagnięcie bicza, powodujące jednocześnie ból i pieczenie. Zebrało jej się na wymioty. Była rzeczą, którą oddawało się innemu, gdy już się jej nie chciało. Na wszystkie rośliny polne Aurora, jaką ty byłeś kretynką!
Sama nie wiedziała, gdy znalazła się zupełnie blisko niego z dłonią uniesienioną do wymierzenia ciosu w twarz. Zamachnęła się nawet, ale wtedy przypomniała sobie, co powiedział jej ktoś kiedyś mądrzejszy od niej. Jej dotyk miał być zaszczytem, nagrodą nawet. Ares w żaden sposób nie zasłużył na żadną z tych rzeczy.
Jej twarz spoważniała, żeby nie powiedzieć, że przybrała lustrzany do niego wyraz twarzy. Równie oschły i beznamiętny.
Dłoń potrzebowała chwili, by przetworzyć informacje, a potem bezwładnie opaść wzdłuż ciała.
Niewartościowa
Gorsza od tysięcy
Śmieć
Rzecz
Skoro była dla niego jak byle kto, to on dostanie każdy możliwie największy zaszczyt. Ukłoniła mu się, chociaż w życiu nikomu nie służyła. Zrobiła to sztywno, jakby właśnie spotkała na swojej drodze obcego człowieka.
- Lordzie Carrow. - Aurora ledwo poruszyła ustami, bojąc się, że każde kolejne słowo przyczyni się do łez. A może rzeczywiście w tym momencie stał się dla niej obcy?
Czuła, że całe ciało jej drży z nerwów, że wszystko jest grą takich pozorów, że jeszcze moment, a nie pohamuje nerwów. Zamiast tego decyduje się na to, co może zaboleć go najbardziej. Dystans.
Aurora usłyszała w tym momencie, jak ciężkie krople zaczynają tłuc się o dach budynku stajni. Jakby całe to cholerne niebo chciało wyć zamiast niej, gdy wyminęła tego, którego kochała wtedy, gdy pierwszy raz na niego spojrzała. Wtedy gdy po raz pierwszy ją pocałował wśród letnich pól. Gdy wyznawali sobie miłość po raz pierwszy. Kochała go też, teraz gdy kolejny raz roztrzaskał jej serce.
Zostali więc oficjalnie obcy. Obcy zatem dla siebie umrą. Spojrzała niepewnie w bok, ale wciąż nie było testrala. Czemu ta agonia miała trwać tak długo?


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]02.03.21 20:08
Jej uniesiona dłoń nie umknęła mojemu spojrzeniu. Z pewnym niepokojem spędziłem kolejne kilka sekund, oczekując siarczystego policzka. Ale on nigdy nie nadszedł. Mimo, ze należało mi się, to on nie nadszedł. Dlaczego? Patrzę w bok na miejsce w którym jeszcze przed chwilą zawisła i serce zwalnia rytm, kiedy isę obniża, ale wcale nie ku mojej twarzy. Opadła głucho przy jej boku, a ja uniosłem pytające spojrzenie w oczy Aurory Sprout. A więc nawet policzka nie chcesz mi wymierzyć, moja droga. To, że tego nie zrobiła, bardzo mnie zabolało, chyba bardziej niż mogłoby fizycznie. A następnie zwróciła się do mnie tak, jak tylko robiła to, gdy była na mnie zła. Kiedy była zła, że nie sprzątam po sobie w kuchni - a ja liczyłem na medal, że sam osobiście zrobiłem sobie kanapkę bez pomocy skrzata. Kiedy rzucałem ubrania gdzie popadnie, zamiast złożyć je do szafy. Tyle, że teraz za zwrotem "lordzie Carrow" nie krył się lekki uśmieszek. Ton jej głosu był zimny niczym lód, a ja stałem uderzony nim i przebierałem niepokojnie palcami. Moje spojrzenie spadło w przestrzeń gdzieś pomiędzy jej uchem a ramieniem. Zastanawiałem się nad tym, czy jest jeszcze sens mówienia czegokowliek. Chyba nie było. Nagle niebo rozwarło się i wylała się na nas ulewa. Z początku były to tylko pojedyńcze krople. Stałem w nich uparcie, kiedy Aurora wyminęła mnie i ruszyła w tym kierunku z którego przyszedłem. Ale deszcz padał coraz mocniej, jakby pokazując to, czego ja nie pokazałem na twarzy. Teraz zresztą ociekałem już wodą i nikt nie dowie się, czy połowa z tej wody to moje łzy, czy wcale nie. Wiadomo, że mężczyźni nie płaczą. Więc to oczywiście woda z nieba.
Odwracam się i idę śladem Aurory. Ale tym razem jej nie dogonię. Zniknęła w deszczu. Docieram do miejsca w którym zostawiłem pracowników. Pan Baldwin widząc mnie całego zmoczonego jak ostatniego psa, wybiega na podwórze z parasolem wuformowanym z zaklęcia wyrzuconego z różdżki. Mężczyzna ślizga się na błocie, ale po chwili jest już nieopodal mnie. Widzę jego wystraszony wyraz twarzy, on zaś widzi, że mi też coś się nie podoba. Zaprasza mnie do środka i wchodzę na jeszcze jednego kieliszka. Będę pił go długo i to tylko początek, przecież czeka mnie jeszcze cały wieczór zastanawiania się, czy przypadkiem nie przesadziłem z tym, co powiedziałem. Czyżbym... miał wyrzuty sumienia? Czyżbym miał sumienie.

/zt2.
Ares Carrow
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]05.04.21 11:05
20 października 1957 roku
Przyszedł trochę za wcześnie na zastanie tutaj Ronji, ale punktualnie na rozmyślania, bo czy jest na świecie lepsze miejsce do kontemplacji nad własnym istnieniem niż okolice zagrody dla zwierząt, które widzieli jedynie ci będący świadkami czyjejś śmierci? Cilliana akurat ta nieprzyjemność ominęła - nie dane mu było widzieć życia gasnącego w czyichś oczach, ale śmierć sama w sobie stanowiła dla niego czegoś niewyobrażalnego. Dotknęła jego matki, dotknęła wielu innych jego bliskich, próbowała przytulić też jego samego i chociaż nie zrobiła tego z powodzeniem, to jakieś widmo tego wspomnienia wciąż nad nim wisiało. Nie paliło w gardło już tak bardzo, nie spędzało mu snu z powiek tak często jak kiedyś, ale wciąż tam było i zdawało się czekać na odpowiedni moment.
Kiedy Silly spoglądał na wyrzeźbione oblicze testrala, gdzieś w odmętach duszy rysowała mu się postać brata. Ten Billy stojący w kuchni, wsparty rękoma o blat, wyglądający jakby widział coś tak złego, że od samej myśli ciężko mu podnieść głowę w górę - oto obraz, który przywiał do niego widok zwierzęcia, które same w sobie nie przerażało tak mocno, jak kiełkujące wokół niego mity i legendy. Za dużo się jednak naczytał książek i za dobrze pamiętał zajęcia szkolne, by się na to nabrać. Stał więc tutaj ze świadomością, że chociaż w literaturze traktowano je niemal jako zły omen, w rzeczywistości prędzej to człowiek go zabije w tym lesie niż testral.
Potarł o siebie dłońmi. Wyczekiwanie na przybycie czarownicy w kompletnym bezruchu dobitnie przypomniało mu, że nadchodzi zima. Chociaż odziany był w ciepły płaszcz, chłód mocno o sobie przypominał. Na szczęście miał odgonić go spacer.
Kiedy tylko panna Fancourt pojawiła się w zasięgu jego wzroku, Cillian uśmiechnął się do niej ciepło. Wzrok miał zmęczony, przybyło mu od ich ostatniego spotkania kilka zmarszczek, nie wyglądał też na kogoś w pełni sił, jakby się nie wyspał. Widać było, że nie czuje się najlepiej. Zawodziły go ciało lub dusza, a może oba? Cillian jednak nie dawał za wygraną temu nastrojowi - może i było to jedynie uniesienie kącików ust, może świat mu się posypał na głowę, z powodu który wydawał mu się być iście absurdalny, ale wciąż był sobą. Głupawy, ale naprawdę szczery uśmiech tkwił na tej gębie już ponad ćwierć wieku i nigdzie się nie wybierał. Łatka szkolnego błazna rozciągnęła się u niego na starość, tylko teraz musiał śmiać się po cichu, żeby go szpony nienawiści z Londynu nie sięgnęły.
- Ronjo!
Powitał ją radośnie. Wiedział dobrze, że zbyt mądra była na uwierzenie w piękny obrazek radosnego mugolaka, któremu przyszło żyć w kraju opętanym tego rodzaju konfliktem, ale wiedział też, że była zbyt spostrzegawcza już od młodości, aby go z wieczną maską na twarzy kojarzyć jeszcze ze szkoły. Spotkanie kogoś, kto tak dobrze cię rozumiał, było odrobinę przerażające, ale jednocześnie zabawne - to zwykle on przeszywał na wylot spojrzeniem, a oni uciekali wzrokiem. Przy niej te role mogły się odwrócić.
- Naprawdę nie wiem, jak mogliśmy wcześniej spotykać się w barach. Na mapie świata czekały na nas przecież takie... ekhm... perły.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]05.04.21 20:17
W prawej dłoni trzymała “Migdały”. Ten konkretny egzemplarz był już chyba jej trzecim, którego poprzednicy niechlubnie zaginęli podczas wielu lat intensywnego czytywania. Aktualna wersja również prezentowała widoczne gołym okiem śladu użytku, poczynając od lekko zżółkniętych, momentami zgiętych na rogach kartek, a kończąc na nieco zszarganej okładce. Wewnątrz, wybrane strony nosiły znamiona odcisków po kubkach z herbatą, a co ważniejsze dla niej cytaty zakreślone były atramentem pióra. Lektura niosła za sobą dziwne ciepło roztaczające się po całym ciele i przekonanie o spokoju, jakie doświadczyć można jedynie w zaciszu własnego domu i bezpieczeństwie otoczenia. Znajoma radość. Ronja nie stanowiła przykładowej sylwetki czytelnika. Chociaż jej londyński księgozbiór, połączony z zapasami ojca plasował się na całkiem sporej powierzchni, to natłok obowiązków uniemożliwiał jej regularne oddawanie się pasji. Zamiast tego, miała w niezdrowym zwyczaju, rzucanie wszystkiego wobec najbardziej intrygującą kobietę w danym momencie pozycji i zrywaniu całej nocy na rzecz czytania w świetle topiącej się świecy.
Cillian Moore miał w sobie to światło od początku ich znajomości. Nie tylko przyciągał ludzi do siebie, to potrafiło wielu, ale też sprawiał, że mieli ochotę zostać z nim na dłużej, wsłuchując się w to co pisarz miał do powiedzenia. Z rękawa sypał trafnymi żartami, rozbrajał niewygodne sytuacje komentarzami, które zamiast obrażać i szokować, rozjaśniały twój nastrój do końca dnia, jednym zdaniem - miał dar. Dar, którego Ronja nigdy nie posiadła, co najwyżej, ucząc się kilku z jego akcentów do użytku w swojej profesji. Szal, którym otuliła szyję, uniósł się pod wpływem podmuchu powietrza. Październik nadszedł dużo szybciej, niż się spodziewała, a wszystkie wydarzenia minionego roku zdawały się pędzić na łeb na szyję do grudniowego zakończenia roku. Gdyby tylko i jej wspomnienia mogły zniknąć z nadejściem nowego. Moore od zawsze należał do innego świata, a zapytana o początki ich znajomości, nawet sama Fancourt nie potrafiła dokładnie określić, co doprowadziło ich do wielu wspólnych rozmów. Może istotnie, z budującym się doświadczeniem, Ronja weszła nieco bardziej w rolę magipsychiatry, narzuconą jej przez życie? Ich konwersacje nabrały na głębszym znaczeniu, kiedy sama powoli uczyła się odnajdywać je w obserwacjach innych, czymś, co Cillian potrafił od samego początku. Nawet kiedy oboje mieszkali w Londynie, Fancourt czuła jakby funkcjonowali w zupełnie innych światach. Ten jej wypełniony był surowym gmachem Ministerstwa, krwią i brudem aurorskich ekspedycji, a wcześniej sterylnymi korytarzami Munga. Świat jej przyjaciela nabierał tylu barwnych wrażeń, że ona sama momentami nie rozpoznawała niektórych kolorów. Teatralne sceny, artystyczni przyjaciele ubrani w wymyślne stroje i mówiący językiem prawdziwych poetów, Ronja nie tyle nie umiała się odnaleźć sama w ich otoczeniu. Po prostu nigdy miała do niego wstępu, nie pasowała tam.
Krocząc wzdłuż wybiegu testrali, po raz kolejny Fancourt musiała zmrużyć oczy uderzona powiewem chłodnego powietrza, a czerwony szal wysunął się z jej szyi, unosząc niczym latawiec daleko ponad głowę kobiety. Nie miała czasu go gonić, tak jak nie mogła gonić wielu ze swoich marzeń. Musiała zostać na ziemi, była zresztą prawie spóźniona na spotkanie.
- Cillian! To prawda, Londyn Londynem, ale kto nie lubi starego dobrego Dartmoore? Czujesz ten zapach grzybów? Wdycham go i podekscytowanie samo przychodzi do głowy, zapominam o jakiś dawnych zabawach i potańcówkach. -  Uśmiechnęła się szeroko na jego widok, z łatwością przymykając oko na szalejącą za bramami hodowli wojną, swoją chorobę i wreszcie całą resztę problemów, którymi powinna się teraz przejmować.
Objęła wzrokiem sylwetkę mężczyzny, z przyzwyczajenia szukając widocznych ran, albo obrażeń, a zaraz potem przenosząc uwagę na jego radosny wyraz twarzy. Coś było nie tak. Poprawka, wiedziała, że wszystko było nie tak, zwłaszcza dla niego, czarodzieja mugolskiego pochodzenia, nigdy jednak nie przypuszczała, jak bardzo odbije się to na znajomych rysach.
- Wybrałam to miejsce na spotkanie ze względu na jego spokój. Chodź ze mną. - Machnęła ręką i powolnym spacerem ruszyła przed siebie, w stronę obłożonej z obu stron lampionami ścieżki dla zwiedzających. - Co u ciebie? Jak się czujesz? - Zaczęła niezobowiązująco, pozornie więcej uwagi przywiązując do mijanej przez nich rzeźbie testrala, ale w praktyce niecierpliwie wyczekując dalszych słów towarzysza.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]08.04.21 23:17
Mężczyzna odetchnął głęboko, jakby pragnął wręcz zachłyśnięcia się zapachem, który tak pięknie opisała. Zrobił to w sposób teatralny. Chciał, aby zachwyt, jaki wylał się na jego twarz, dobrze współgrał z jej słowami.
- Istotnie, praktycznie w ogóle nie tęsknię już za stolicą. Poza tym pewnie nic ciekawego się tam beze mnie nie dzieje. Na cóż mogła wpaść nowa władza? Gotowanie ludzi w kotle? Publiczne dźganie widłami wrogów ojczyzny? A tutaj proszę - możemy założyć hodowlę pieczarek. Brzmi jak całkiem dochodowy biznes.
To ociekanie sarkazmem i ton, jakiego się dopuścił, wywołały wrażenie kogoś nieprzyjemnego w obyciu. Widać było, że sam to zauważył - przez moment zamiast na Ronję patrzył się w bok, wydawał się przy tym zupełnie nieobecny. Przeniósł się gdzieś indziej, zastanawiając nad tym czy na pewno warto było ubierać akurat to w żart. Pokręcił głową. Nie, nie było warto. Nie powinien był wspominać o żadnym okrucieństwie, żadnych kotłach, bo jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało, to przecież... nie było aż tak nierealne jak by się mogło wydawać. Podczas tej chwilowej ciszy wyraźnie posmutniał. Przygryzł wargę. Momentalnie czar tej wesołej maski prysł, bo o tym zażartować jakoś nie potrafił. Nie pozbył się jednak ani uśmiechu, ani opanowania, z jakim przyszedł na to spotkanie - następne słowa wymówił tak, jakby opowiadał komuś fabułę książki, a nie coś, co go dotknęło przez ostatni rok.
- Większości rzeczy pewnie możesz się domyślić...
Jak ma się czuć? Zostało mu w życiu tyle, że on i jego rodzina nadal żyli. Tylko i aż - niby to cieszyło, że jeszcze powietrze w płucach im nie zabrakło, ale jak długo stan ten miał się utrzymać? Sytuacja, w jakiej się znaleźli, stawiała mu pod nosem o wiele więcej pytań niż odpowiedzi, a to wzbudzało w nim lęk. Kiedyś obserwowanie świata i wyciąganie wniosków szło mu tak dobrze, a dzisiaj... zapytaj go o to, co przyniosą najbliższe miesiące, to cię zbędzie przydługim milczeniem. Niewiele mu pozostało ze wzruszeń poza wzruszeniem ramionami. I chociaż czerpał z każdego momentu tyle radości i uśmiechu ile mógł, to przecież nie był aż tak dobrym kłamcą, aby ukryć, jak przeraża go nowy ład, który go czynił gorszym nie przez to jak żył, ale kim był jego ojciec.
- Miałem to szczęście w nieszczęściu, że mnie pobili i uciekłem z miasta jeszcze na długo przed tym jak zaczęło się najgorsze, więc jak widzisz - żyję. Tak z dnia na dzień i po cichu, ale żyję. Kiedy mnie dosięgły wieści o tym jak ten żar rozchodzi się wpierw po Londynie, a później po całej mapie, to się kurowałem ze złamań i trochę nie wierzyłem w to co mi przekazywano. Tak szczerze, to... wciąż się trochę czuję, jakby mi się to śniło, bo to wszystko zdaje się być tak piekielnie nierzeczywiste, jakbym to sobie wymyślił. Pewnie dopiero jak mnie ktoś ciśnie jakąś klątwą i wyzionę ducha, to do mnie dotrze, że to dzieje się naprawdę.
Nie pytał nawet o to czy tak się psychika ludzka broni przed przyznaniem sobie, że ciało tonie w bagnie. To było bardziej oczywiste niż fakt, iż jutro wzejdzie słońce. Proste, przyjemne, zdejmujące jakiś ciężar z barków udawanie jakby cię cała ta wojna nie dotyczyła. Szkoda, że to tylko wrażenie, jakby się stało obok, a tu proszę - trzeba było zmierzyć się z tym wszystkim na poważnie. Ewidentnie gotowy na to nie był.
- Mam nadzieję, że tobie czas mija choćby odrobinę spokojniej.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]09.04.21 21:04
Nic się nie zmienił. Początkowo przyjęła tę realizację z ulgą w sercu. Jak mieliby łudzić się na poprawę sytuacji, gdyby najlepsi z nich poddali się złamaniu. Obserwowała z łagodnym uśmiechem charakterystyczne u Moore’a gesty, dłużej zastanawiając się dopiero nad głosem zaskakująco pełnym sarkazmu. Musiał wiele stracić, a negatywne uczucia mieć całkowicie uzasadnione źródło.
- Mogę się domyślić. Ale lubię słyszeć też twoje słowa, z nas dwojga zawsze miałeś z nimi lepszą relację od samego początku. - Minęli masywny pomnik, stworzenie na nim uwiecznione zamarło w połowie dostojnego ruchu, obserwując ich nieruchomymi oczami z kamienia. To będę ja. Uświadomiła sobie po chwili, korzystając z krótkiej ciszy w konwersacji. Może nie dzisiaj ani jutro, ale za te kilkanaście lat tak właśnie skończy. Pomnik dawnego życia, do którego mogą już nigdy nie wrócić, a na pewno nie z nią, jeśli choroba dopnie swego.
- Pobili cię? Coś ci dolega? Wiesz, że zawsze mogę pomóc. - Rozmyślania przerwało zaskoczenie wymalowane twarzy Fancourt, które szybko zastąpiło badawczą analizę sylwetki swojego rozmówcy. Nieco bledszy, oczy nie tak jasne jak kiedyś, ale wydawał się fizycznie w dobrym stanie. Nie było już dawnego Cilliana, którego tego poznała, zachwycając się poezją jego pisma, czegoś, czego ona sama nigdy nie potrafiła pojąć. Na szczęście hodowla nie obfitowała dzisiaj w gości, zatem spokojnie mogli rozmawiać bez oglądania się za ramię, ale mimo tego, kiedy Ronja poprowadziła ich pod jeden z padoków, na których pasły się testrale, zapobiegawczo spojrzała po bokach.
- Nie wiem, czy nawet pisarze mogą mieć na tyle bogatą wyobraźnię, by wymyślić coś tak… Tragicznego. - Westchnęła, ramiona opierając na drewnianej beli tworzącej górną część ogrodzenia. Nie widział ich, nie mógł dostrzegać mroczne sylwetki i nie wspomnieć o nich ani słowem. Po plecach przebiegł dreszcz, kiedy samica testrala podniosła skórzasty łeb kilka kroków od nich.
- Sen to ciekawe zjawisko. Wiedziałeś, że przez jego większość jesteśmy sparaliżowani, po to, by nie odgrywać czynności na jawie? Trochę tak czuje się ostatnio. Sparaliżowana, bez możliwości ruchu. Mogę tylko patrzeć i słuchać. - Głos stopniowo starał się coraz cichszy, kiedy w skupieniu przyglądała się powoli zbliżającemu się do nich testralowi.
- Uważasz, że to dobrze jeśli mi czas mija spokojniej? Że to sprawiedliwe jak bardzo nasze traktowanie różni się na bazie, czego? Pochodzenia mojej rodziny? Nie budzi to w tobie złości? Na nich? Na mnie? - Spytała z ciekawością, wodząc wzrokiem po wysuszonej sylwetce zwierzęcia, od którego dzieliło ich kilka metrów. Fancourt autentycznie ciekawa była jego odpowiedzi, czując się na tyle komfortowo w towarzystwie, żeby część uwagi skupić na testralach. Nie posiadała wybitnych zdolności opieki nad magicznymi stworzeniami, ale orientowała się w podstawach ich pochodzenia. Widziane jedynie przez tych, którzy byli kiedyś świadkami śmierci i zyskali emocjonalne zrozumienie tego, co ona oznacza.
- Wyzionięcie ducha nigdy nie powinno być odpowiedzią na żadne wydarzenie. Żałuję, że tak wielu ludzi lekką ręką podchodzi do śmierci. Czarodzieje nie powinni mieć nad nią żadnej władzy, tym bardziej udzielać lub zabierać. - Spoważniała, wyciągając lewą dłoń przed siebie w geście zachęty. Ronja nie obawiała się mówić szczerze, wiedząc, że cokolwiek by nie powiedziała, mężczyzna wysłucha jej z uwagą.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]11.04.21 19:45
Pokręciwszy głową, Cillian od razu zaprzeczył.
- Nie, nie dolega mi nic, oprócz lekkiego bólu istnienia - powiedział, wyraźnie akcentując słowa tak, aby zaznaczyć, jak wielkim były niedopowiedzeniem, po czym zrobił sobie przerwę na głębsze odetchnięcie. Uśmiechnął się też do niej ciepło w odpowiedzi na ofertę pomocy.  - To było już dobry rok temu. Wydobrzałem, po prostu... kiedy podniosłem się z kolan, okazało się, że nie za bardzo mam do czego wracać.
Niby człowiek wiedział, że takie rzeczy się działy. Nie była to ani pierwsza, ani ostatnia wojna w historii świata (a przynajmniej tak zakładał). Czytał już wielokrotnie książki pełne wspomnień tych, którzy już to przeżyli. Jednego dnia wszystko wydawało się w porządku, a drugiego, nie licząc tych, którzy pociągali za sznurki, nikt nie wiedział, co przyniesie jutro. Mimo tego jakoś nie umiał przyjąć tego stanu rzeczy do świadomości. Nie potrafił się z tym pogodzić, zaakceptować faktu, że to wszystko, na co pracował przez ostatnie lata, posypało się jak domek z kart. Ale to była prawda - nie miał do czego wracać, nie zapowiadało się też, aby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Ryzyko śmierci w walce zdawało się być bardziej prawdopodobne, niż powrót do stanu rzeczy sprzed wojny. Nic już nigdy nie będzie takie samo. W istocie - tragicznym to było, nie zdobył się jednak na komentarz inny, niż uniesienie w górę warg, ciche przytaknięcie.
Kiedy Ronja oparła się o drewnianą belkę, on stał spokojnie, ze splecionymi rękoma, wpatrując się uważnie w jej oblicze. Będące omenem śmierci stworzenia pozostawały dla niego zagadką, mógł dostrzec jedynie odbijające się na ziemi ślady kopyt, nie wydały mu się jednak na tyle interesujące, aby odwrócić wzrok od panny Fancourt. Znał je z rycin, poznał już posąg stojący nieopodal.
- Tak. Uważam, że to dobrze - potwierdził. - Nikomu nie życzę przechodzenia przez to, co musieliśmy i musimy znosić jako Moore'owie, w szczególności ludziom, których sobie cenię. Nie masz wrażenia, że gniewanie się na kogoś przez to, że jest mniej wykluczony niż ja, byłoby na podobnie żenującym poziomie, co niszczenie mi życia tylko za to, że mój ojciec nie potrafi czarować? Nie uważam, żeby było to sprawiedliwe, ale jak miałbym kogokolwiek ocenić za coś, na co nie miał żadnego wpływu? Jeżeli mam kogoś nienawidzić, to ludzi głodnych mocy do tego stopnia, że postanowili doprowadzić do... - urwał na moment, nie za bardzo wiedząc jak krótko podsumować stan, w jakim wszyscy teraz tkwili - czegoś tak absolutnie nikomu niepotrzebnego.
Wzrok czarodzieja przeniósł się na jej dłoń wyciągniętą zapewne w stronę stworzenia. Dla niego wyglądało to tak, jakby wskazywała nicość. Zamrugał nawet, jakby chciał dostrzec coś malującego się w powietrzu, choćby zarys sylwetki, ale nawet światło lamp padało na ziemię tak, jakby nie napotykało na swojej drodze absolutnie nic. Wiesz, że one są mięsożerne? Pewnie wiedziała, była przecież Krukonką. Plotki mówiły, że żeby wejść do ich wieży, trzeba było odpowiedzieć na zagadkę. Jako człowiek, który ledwo radził sobie z dotarciem na odpowiednie piętro, Silly zareagował na to niemałym przerażeniem.
- Jest jakiś konkretny powód tego, że czujesz się tak bezsilna? - Pytanie zadał półszeptem, z nutą troski ukrytą gdzieś pomiędzy sylabami. Głos zniżył automatycznie, wtórując jej w tym, sam nie był tego do końca świadomy. - Uczucie brzmi trochę znajomo.


no beauty shines brighter
than a good heart


Ostatnio zmieniony przez Cillian Moore dnia 15.04.21 13:19, w całości zmieniany 1 raz
Cillian Moore
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]13.04.21 22:24
Przerażającą realizacją był fakt, że ich wojna nie była jedyną wojną. Świat na ich oczach rozpadał się w kawałki, rozdzierając rany konfliktu o abstrakcyjnym podłożu, na który wpływ mieli mniejszy niż żaden. Ciężko było w takim momencie uświadomić sobie, jak niewielką częścią układanki byli, a co dopiero pojąć swoje znaczenie w toku wiecznie trwającej historii.
Nie skomentowała głębiej pierwszej wypowiedzi przyjaciela, będąc świadomą jak niewielkim doświadczeniem w podobnych odczuciach, które przeżywał on, może się podzielić. Testral zarżał cicho, a jego suche chrapy rozchyliły się, kiedy ostrożnym stukotem kopyt na trawie zbliżył się wreszcie do jej wyciągniętej dłoni. Tak piękne dziedzictwo śmierci, której była świadkiem. Bo w końcu to zostanie po nich wszystkich, ledwie wspomnienie, czyjś dotyk na ramieniu, uroniona łza i minione czasy spędzone razem. Bez innych ludzi, którzy by ich dostrzegli, oni sami stawali się niewidzialni.
- Nienawiść jest trudna. To uczucie ważne. Tak naprawdę nierozerwalnie związane z naszą naturą drapieżników, ale ta złość, gniew... Granica, w której oddajemy władzę przemocy, jest niezwykle cienka i trudna do dostrzeżenia na czas. Nienawidzimy, bo wiemy, że druga osoba zrobiła źle, ba, czyni źle nadal. Kiedy jednak nasza usprawiedliwiona odpowiedź na czynny innych, staje się po prostu kolejnym atakiem? - Mówiła cicho, wolno, ważyła każde słowo, nie jako magipsychiatra, ale człowiek człowiekowi opowiadający o własnych przemyśleniach. Wierzyła, że Moore zrozumie jej punkt widzenia, miał w sobie w końcu znacznie więcej naturalnej finezji myśli niż Ronja kiedykolwiek mogła sobie przypisać. Palce sunęły po spierzchniętej powierzchni testralowego łba, a kiedy ten w pełni już przyzwyczaił się do obecności kobiety, Fancourt powoli wróciła na swoje miejsce przy oparciu ogrodzenia. Zwierzę chwilę jeszcze patrzyło na nią, doszukując się przyjaznego dotyku, albo smakołyka, po czym bez zainteresowania wróciło do wąchania niskiej trawy.
- Pomyślałby ktoś, że to ja tutaj jestem specjalistą od terapeutycznych rozmów. - Roześmiała się, z tylko odrobinie wyczuwalną goryczą, po czym zwróciła wzrok w stronę mężczyzny. Ciemnobrązowe włosy poruszał lekko wiatr, a zadane przez Cilliana pytanie pozostawiło na jego twarzy nieprzeniknioną minę. Ronja przełknęła ślinę, odwracając głowę w przeciwnym kierunku, patrząc daleko poza pastwisko hodowli. - Czy jeśli powiem ci teraz coś, obiecujesz nie zadawać pytań? - Oczywiście, że powinien je zadać. Fancourt sama zapewne byłaby za to wdzięczna, za otwarcie się, możliwość wypowiedzenia słów na głos przed kimś innym niż samą sobą. - Jestem chora. - Słowa wymsknęły się z ust kobiety, zanim zdążyła ugryźć się w język. - Dotyk meduzy, genetyczne i nieuleczalne. - Już po wszystkim. Powiedziała i nie musi się dłużej tym przejmować. Dłonie opierające się na belkach wciąż jeszcze miały znajomą barwę jej skóry, może odrobinę zaczerwienioną od chłodu. W kieszeni płaszcza ciążył znajomy obrys "Migdałów". Pozornie wszystko było na miejscu, żyła.
Ronja przypuszczała, że Moore może nie wiedzieć wiele na temat schorzenia, tym bardziej orientować się, na czym ono polega, chyba że dotknęło kogoś z jego najbliższych. Sama zresztą nie ufała swojej reakcji, kiedy otwarcie będzie musiała przyznać, iż za kilkanaście lat, w porywach do kilkudziesięciu zamieni się w żywy posąg. Dokładnie taki sam, jak ten mijany przez nich na początku spaceru, ale znacznie mniej majestatyczny.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]20.04.21 0:35
Moore nieco bezwiednie uniósł brwi w górę, kiedy tak mówiła o ludzkiej naturze. Doszukiwał się w tym czegoś więcej, niż zostało wypowiedziane na głos - jakby nie pchnęła jej do tego wcale analiza ludzkiego umysłu, która była jej tak bliska, lecz jakieś wydarzenie. Nie znalazł jednak żadnego punktu zaczepienia, więc postanowił tematu nie poruszać.
Wciąż stał kawałek od Ronji, nie zbliżając się do drewnianego płotu na odległość, którą na oko określił jako potencjalny zasięg łba stworzenia. Testrale nie wywoływały u niego strachu, ale na pewno zasiewały w sercu jakiś niepokój - nie widział ich w końcu, nie wiedział czego się spodziewać, gdzie się znajdują. Nie chciał też tych tajemniczych stworzeń urazić czymś więcej niż trzymaniem ich na odległość. Nie ruszał się więc, wpatrywał jedynie w pannę Fancourt i ogrzewał zmarznięte dłonie w głębokich kieszeniach.
- Podobny problem: czy skoro czasami nachodzą mnie myśli tak potworne, że by się ich nie powstydzili ci, którzy krzywdzą bez zastanowienia, czy skoro kogoś zraniłem, nawet wielokrotnie, to czy nadal mogę nazywać się dobrym człowiekiem? Osobiście doszedłem do wniosku, że tak, bo zły człowiek nie zastanawiałby się, czy robi dobrze, a już na pewno nie myślałby o tym co zrobił pod kątem tego, co mógłby w swoich działaniach naprawić. Myślę, że z tą nienawiścią jest podobnie. To jest zbyt ludzkie, żeby tego uniknąć. Szczególnie po tym, jak ktoś odbiera ci wszystko. Problem pojawia się wtedy, kiedy do tej nienawiści nie mamy żadnego sensownego powodu - po prostu unosimy się emocjami, dajemy ponieść się temu uczuciu pustki-
Ton głosu wcale nie wskazywał na to, że chciał urwać wypowiedź, a jednak zrobił to - wszedł przypadkiem na temat o wiele masywniejszy. Jeden z tych, przez które ciężko mu było oddychać, chociaż normalnie rozmowy o emocjach przychodziły mu naturalnie. Jej śmiech skwitował swoim - delikatnym i szczerym. No bo przecież była nim. Oczywiście, że nim była, ale wciąż...
- Oh, zdolność przyznania się przed sobą i innymi, że też się z czymś mierzy, to chyba właśnie cecha dobrego terapeuty?
Pozostawała kwestia zaufania. Niektóre rzeczy nie chciały przejść przez duszę, a co dopiero przez gardło. Był chodzącym dowodem na to, że te największe demony trzymało się głęboko, w środku, pod kluczem. I niby były, niby dyszały, niby człowiek wiedział, że prędzej czy później znajdą wyjście na zewnątrz, ale ignorowanie ich, duszenie tak długo jak się dało i utrzymywanie samego siebie w niepewności były o wiele łatwiejsze niż stanięcie im naprzeciw. Opowiedzenie o nich komuś, kto nie dawał gwarancji, że się z nimi obejdzie należycie, uważał za nierozważne. Cillian wierzył jednak w to, że byli do siebie z Ronją naprawdę podobni, a komuś nadającemu na tych samych falach łatwiej przychodziło powierzyć pewne rzeczy - ich działania napędzały potrzeby naprawy jakiegoś fragmentu świata, lub przynajmniej ciekawość, nigdy lub rzadko korzyści z tego płynące. Ale nie uważał też, że ją dobrze znał. Wątpił w to, aby miał poznać w pełni. Ludzie byli dla niego zbyt złożeni, żeby dało się ich rozpracować w czasie jednego życia - dano mu zdecydowanie za mało czasu. Wyłapywał głównie to, co okazywali na zewnątrz.
- Oczywiście - powiedział od razu, nie bardzo wiedząc, czego mógłby się spodziewać, chociaż wcześniejsze podejrzenie znów nawiedziło jego głowę. Jak się okazało, zrobiło to niesłusznie. Na początku milczał. Później otworzył usta, ale zdał sobie sprawę z tego, że chciał zadać pytanie. Zamknął je, zastanowił się jeszcze raz, znów otworzył usta i... nie, to też było pytanie. Powtórzył tę czynność jeszcze kilka razy, cudem powstrzymując się przed złamaniem obietnicy sprzed dosłownie paru sekund. Ostatecznie się udało. - Nie miałem pojęcia. - Raczej nietrudno było się tego domyślić. Tak samo jak tego, że na medycynie znał się tyle, co wyczytał z książek. Jego obraz niektórych chorób był przez to tak koślawy, jak wiedza tych, którzy spróbowali przelać je na karty swoich opowieści.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]22.04.21 11:50
Splotła obie dłonie ze sobą, w milczeniu słuchając wywodu Moore’a. Odpowiedzi nigdy nie były proste. Niezależnie od tego co powiesz, zawsze istniała szansa, że nie wiesz wszystkiego, że czegoś nie rozumiesz wystarczająco dobrze, aby oferować rozmówcy pełne zrozumienie sytuacji. Zazwyczaj Ronja lubiła te wyzwania, motywację do zgłębienia cudzych pragnień i pojęcia w pełni co kieruje takimi, a nie innymi słowami wychodzącymi z ich ust. Czasami jednak, była tym zwyczajnie zmęczona. Jak każdy człowiek potrzebowała niekiedy mówić rzeczy bez ładu i sensu, wyrzucać z siebie żal bez konkretnego ukierunkowania, a wreszcie wysyłać w eter te wątpliwości, które nie znajdą tak łatwo gorliwego słuchacza.
- Nie ma dobrych i złych ludzi Cillianie. A przynajmniej nie łatwo takich znaleźć. Dla nas ktoś może być mordercą, ale za zasłoną widzimy, że wychowywany był w środowisku bez miłości i uczuć, od dziecka uczony swojej wyższości nad innymi, którzy są zaledwie pyłem pod czyimiś trzewikami. Czy taka osoba sama zawiniła, kiedy jej charakter ukształtował się z biegiem lat dokładnie na taki sposób, jaki miał możliwość: zimny, bezwzględny i spragniony krwi? Ty nazywasz to pustą nienawiścią, oni prosto, dążeniem do celu bez baczenia na środki. Moneta wygląda inaczej w zależności od której strony patrzysz. - Przymknęła oczy, milknąc na chwilę. Żałowała, że nic nie może być tak proste, jak było kiedyś. Kiedy największe zmartwienie stanowił wybór Tiary Przydziału, albo to czy polubią ich starsi uczniowie z poprzednich roczników.
- Żałuję, że nie możemy żyć normalnie. Że nie możesz być w Londynie i dalej tworzyć wolny od zmartwień. Żałuję, że niewiele mogę zrobić, by polepszyć sytuację kogokolwiek, ale wiele może ją pogorszyć. - Wtrąciła niespodziewanie, kilka zdań zupełnie wyrwanych z kontekstu. Bo naprawdę żałowała. Tych scenek jak z pięknego obrazu, kiedy bez zastanowienia po ciężkim dniu stażu zmieniała niebieski płaszcz uzdrowicielski na normalne ubrania i wraz z dawnymi przyjaciółmi z roku ruszała na podbicie londyńskich nocy. Zawsze nieco z tyłu, ta która piła mniej niż inni, śmiała się rzadziej i ciszej, ale kiedy już - to szczerze i autentycznie. Lubiła tak obserwować ich niewinną radość, wspomnienia tworzące się przy każdej byle ławce w podrzędnym barze. Ciepło towarzyszące niepokornemu dialogowi, wesołym docinkom i licznych spontanicznych przygodach nie opuszczało jej serca jeszcze przez długie miesiące.
Chwilę stali w ciszy wspólnie, chociaż był to zupełnie inny rodzaj ciszy niż ten, którego Ronja doświadczała w Londynie. Tutaj wydawało się, że nie potrzebują momentami większej ilości słów niż te wypowiedziane, oboje bowiem we własnym zakresie rozumieli i analizowali słowa drugiej osoby. Cillian zauważając to, co kryją pod niewyraźną miną, ukrytym drżeniem dłoni, albo fałszywym tonem. Fancourt zaglądając głębiej i mniej przyjemnie, bo wręcz w głąb czyjejś duszy.
- W każdym razie, to co chciałam powiedzieć, to że kiedyś… Nie da się tego ująć bardziej poetycko, wybacz... Zamienię się w kamień. - Patrzyła się prosto w jego oczy, wypowiadając te słowa grobowym tonem i zaraz zdając sobie sprawę z ich niedorzeczności, wybuchnęła ciepłym śmiechem. Może zamierają nie tylko stawy i kości, ale też umysł? Miała nadzieję, że pisarz nie weźmie jej za wariatkę, chociaż nie mogła po sobie spodziewać się już czegokolwiek. Może faktycznie taka była? Wariatem wyjątkowo dobrze maskującym się pod przykrywką kogoś opanowanego i zdolnego do racjonalnej oceny sytuacji. Liczyła, że Moore posłyszane nowinki wrzuci gdzieś do faktów mniej ważnych, zapomni o drobnym sekrecie Fancourt w codziennym rozrachunku. Fancourt nie chciała, by traktował ją inaczej, patrzył z litością, zauważał te słabości, które nie czyniły jej wcale bardziej interesującą, ale wręcz przeciwnie. Bardziej żywa, bo “bardziej martwa”. Ironiczne te ich ludzkie słabości, tak łatwo nabierają na znaczeniu wypowiedziane na głos do drugiej osoby.
- Też nie miałam pojęcia, do całkiem niedawna. Ale teraz wiem i ja i ty, zatem oczekuję, że za te kilka dekad, jako dobry przyjaciel, znajdziesz na mnie eleganckie miejsce w swoim ogródku. Będę wyjątkowo atrakcyjnym krasnalem ogrodowym. - Uśmiechając się szeroko, kilka drobnych zmarszczek w kącikach oczu uniosło się wyżej, kiedy Ronja wyobraziła sobie potencjalne pozy, w jakich dojdzie do jej ewidentnego końca. Łatwiej było myśleć o dotyku, kiedy mogła się z niego śmiać, wyobrażając sobie tysiąc sposobów, na jakie spotka się ze śmiercią. Nie podejdzie do tego zajścia zaskoczona, nie będzie również odmawiała prawdy. - Teraz twoja kolej na żenujące tajemnice, aczkolwiek nie wiem, czy coś przebije potencjalną zamianę w kamień podczas jedzenia obiadu. Musisz się mocno postarać. - Cichy głos w głowie niósł niemą prośbę. Żartuj ze mną Cillianie. Śmiej się z tragicznych losów naszych, z porażek i demonów, bo tylko tak możemy kiedyś je pokonać.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]29.04.21 2:35
Pokręcił głową.
- Nie do końca się z tym zgadzam - przyznał otwarcie i nagle zdał sobie sprawę z tego, że od naprawdę dawna tego nie powiedział. Pierwszy raz od wielu, wielu dni nie zgodził się z kimś i przyznał do tego! Trochę to absurdalne, że go to tak odświeżyło, ale poczuł coś na wzór nagłego zastrzyku energii. Chyba od dawna nie miał partnera do dyskusji, z którym mógł faktycznie dyskutować, a nie jedynie pouczać go lub krążyć pomiędzy wierszami, nie chcąc odkopać traumatycznych wspomnień. Czas spędzał teraz przecież w Oazie, odcięty od dusz aż tak podobnych sobie (nie licząc brata oczywiście, ale on niewątpliwie nie był w teraz najlepszym partnerem do rozmów o śmierci), nawet jeżeli odnalazł tam kilkoro niespodziewanych przyjaciół.
- To po prostu dowód na to, że zło rodzi zło. Nie zrozum mnie źle, wiem, że niektórzy są jedynie ofiarami tej propagandy strachu, ale... - przygryzł wargę - dla mnie ci ludzie są po prostu mordercami, nie istnieje żadna zasłona, której nie widzę. Dostrzegam i ją i wszystko, co za nią, ale nawet jeżeli pojmuję, że nie na wszystko w swoim życiu mieli wpływ, to wcale nie zdejmuje z ich pleców ciężaru odebrania komuś życia.
Może pojawi się w nim kiedyś gram współczucia dla ich dusz. Może. Na ten moment wątpił. Nie chodziło o to, że zabrakło w nim takich uczuć. Po prostu naprawdę ciężko było wczuć się w rolę ludzi, którzy wielokrotnie grozili śmiercią twojej rodzinie, a to sprawiało, że nie czuł się szczególnie zmotywowany do obdarzenia ich czymkolwiek innym poza widokiem środkowego palca. Miał swoje słabości, jak każdy.
- A jednak mierzę ludzi swoją miarą - zauważył. - Coś się we mnie zmieniło.
Tak dramatyczną wypowiedź skwitowała śmiechem. Silly traktował takie odruchy jako mechanizm obronny przed własnym umysłem. Znał ten śmiech. Śmiech człowieka, który nie dopuszcza do siebie myśli, że jest z nim bardzo źle, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia, nie wszystko w tej historii skończy się dobrze. Czuł wtedy zawsze takie dziwne napięcie w ciele, jakby spadał podczas snu. Nie rozumiał tej części siebie, nawet mimo tego, że udało mu się ją dostrzec.
Nigdy nie wiedział co w takiej chwili powiedzieć. Gdyby byli w tym przeklętym Londynie, to by ją pewnie zaprosił do tańca, bo nawet on wątpił w to, aby istniały jakieś słowa odpowiednie do wypowiedzenia w takiej sytuacji. Z braku opcji, nie chcąc pozostawić tego bez komentarza, chętny do rozwiania napięcia przypomniał:
- Przezywali mnie tak w Hogwarcie - bo istotnie, był w tych czasach niesamowicie niski - ten pseudonim jest już zajęty, musisz wybrać sobie inny. Jeżeli dożyję ostatecznej daty, masz moje pełne wsparcie.
Nie pytał o to, czy zamierzała się leczyć, czy już całkowicie straciła nadzieję. Był tego ciekawy, ale obiecał nie postawić żadnego zbędnego znaku zapytania. Najwyraźniej zechciała mu uszczknąć tylko tyle. Nie jemu było pisane poznać targające nią emocje.
- Chory na nic nie jestem, ale mam kilka historii, o których nie wiesz, chociaż przykrył je już czas. Wolisz najpierw tę, od której się wzruszysz, czy tę, od której będziesz chciała zdzielić mnie w gębę? - Zapytał, po czym przeczesał włosy palcami i wydał z siebie głośne ah. - No tak, jedna wynika z drugiej... - I znów poczuł to ukłucie wstydu, kiedy docierało do niego, że wcale nie jest taki idealny i nieomylny jak mu się wydawało. Bo to była historia o tym, jak gniew i smutek przekuł w swoją absolutną porażkę. Nie wszystko wynikało z jego winy, ale zapracował sobie na ten efekt wyborami, które podjął samodzielnie i świadomie. Aż miał ochotę zazgrzytać zębami. - Mówiłem ci kiedyś, że mam narzeczoną? - Kobietę tak piękną, że wszystkie arystokratki rwały sobie włosy na jej widok i tak ślepą od miłości, że wpadła w pułapkę tych mysich oczu i powiedziała tak, oddając swoje życie komuś, kto zamiast myśleć o przyszłości, wolał żyć w krainie fantazji. - Tak, ta rozmowa zamienia się teraz w moją paniczną prośbę o poradę terapeutki.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hodowla testrali w Dartmoore - Page 3 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Hodowla testrali w Dartmoore [odnośnik]11.05.21 20:03
Przez chwilę w spokoju przysłuchiwała się słowom Cilliana, ważąc każde i przesiewając przez własny pryzmat. Dobrze było po prostu słuchać, ale nie chłonąć. Nie tak, jak miała to w zwyczaju podczas sesji, gdy każdy szczegół musiał zostać przyjęty z suchą ostrożnością profesjonalizmu. Palcami naciągnęła rękawy na grzbiet dłoni, próbując dać sobie naiwne poczucie ciepła. - Zła energia jest pożywką dla złej energii. - Potwierdziła niekonkretnie część wypowiedzi przyjaciela. - Ale morderstwo… Brakuje nam słów, by je opisać, boimy się o nim rozmawiać. I chociaż w danej chwili czujemy, że ta osoba nie zasługuje na życie, to czy odbierając je w imię sprawiedliwości, sami nie zyskujemy tego samego ciężaru? - Ze zrozumieniem płynnie przeszła do dalszej części ich wypowiedzi, poniekąd nawet zadowolona z tego jak szybko przychodziło im obu poruszanie wielu istotnych tematów jednocześnie.
Reakcja Silly’ego na wieść o chorobie była dokładnie taka, jakiej się po nim spodziewała i to przyniosło Fancourt chyba największą otuchę. Przez chwilę śmiali się razem, podczas gdy w pamięci Ronji zagościł obraz młodszej i istotnie wyjątkowo niskiej wersji Moore’a. Pamiętała również dość dobrze siebie samą, znacznie drobniejszą, o ekspresyjniejszej twarzy i bardziej beztroskim uśmiechu. Hogwart wydawała się odległą i nieprawdziwą bajką, którą wyśniła sobie jako dziecka, a która w obecnych warunkach nie miała prawa mieć racji bytu. Nigdy nie wrócą już do tej sielanki, nawet jeśli wojna się skończy prędzej niż później. Coś w ich pokoleniu się zmieni, w pokoleniu wojowników. Tych walczących nie tylko o swoje prawa i racje, ale częściej o najzwyklejszą codzienność. Kiedy jednak Cillian kontynuował swoją historię, uzdrowicielka ponownie skupiła swoją uwagę na jego płynnym języku opowieści, łatwości, z jaką słowa stawały się kolejnymi warstwami odkrywanej tajemnicy.
- Narzeczoną? Nigdy nie wspominałeś. Czy mam szansę ją skądś znać? - Uniosła lekko brwi w geście przyjemnego zaskoczenia. Dopiero drugim instynktem, jaki nastąpił z ledwo wykrywalnym przyzwyczajeniem, było przypomnienie sobie o własnych bliskich. Wciąż jeszcze dziwiły ją tego rodzaju informacje, chociaż przecież powinna całkowicie zdążyć, przywyknąć do tych ślubów, oświadczyn i dzieci, jakie zdążyła widzieć w życiu towarzyskim przyjaciół i znajomych. Nie dlatego, że czuła się niegotowa. Droga Ronji od zawsze wydawała się oddalona od innych, równie blisko co daleko otaczających ją ludzi. Potrafiła wysłuchiwać ich najgłębszych sekretów, doradzać w niewyobrażalnych rozterkach, ale swoje własne przeżywała w samotności. Samotności wygodnej i pewnej. Uczucie nie było obce, ani też przesadnie dołujące. Z wiekiem nauczyła się interpretować swoje przeżycia, akceptować te momenty, w których tak wiele nie szło po jej myśli. - Historie, które wywołują w nas wiele sprzecznych emocji, są często tymi najbardziej godnymi zapamiętania. Nauki na własnych błędach. - Dodała, mimowolnie pozwalając, by na skojarzenie wsunęła się wizja Atticusa. Właściwie nie miała pojęcia, co teraz robił Blythe, dodatkowo była prawie pewna, że taki stan rzeczy stanowił lepszą alternatywę do jakiegokolwiek kontaktu z czarodziejem. Nie chodziło o stare rany, ale zwyczajną potrzebę ruszania dalej w życiu, do przodu. Fancourt wystarczająco już zauroczona była analizą przeszłości, by pozwalać sobie na dodatkowe wspominki, nawet jeśli towarzyszące nim uczucia wciąż jeszcze gdzieś istniały. A może zaledwie ich cień? - Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że zadaję się z tobą właściwie tylko dla darmowych książek, więc możemy uznać, że czas, żebym się odwdzięczyła chociaż trochę. - Odparła żartobliwie, zaraz jednak poważniejąc na tyle, by Cillian był pewny jej uwagi i skupienia.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Hodowla testrali w Dartmoore
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach