Wydarzenia


Ekipa forum
Palarnia
AutorWiadomość
Palarnia [odnośnik]13.01.19 21:46
First topic message reminder :

Palarnia

Mieszcząca się w północnej części posiadłości palarnia jest miejscem o wnętrzu nieco surowszym, niż pozostałe części dworu: brak tutaj dywanów, futer, a krzesła, choć eleganckie, nie są tak miękkie jak w wystawnych salonach, wrażenie to przecina jedynie ogień trzeszczący wewnątrz kominka. Błękitne ściany zdobią malunki, liczne lustra dają wrażenie przestronności, a porozstawiane pod ścianami i pomiędzy wysokimi stolikami krzesła zdają się być przygotowane na spotkania w liczniejszym gronie. Stoły zdobią wyjątkowe grawerowane w róże popielnice wykonane ze złota topionego smoczym ogniem.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia [odnośnik]18.09.20 23:17
Zdawało mu się, że wyczuwał między tym dwojgiem pewne niedopowiedziane napięcie, którego jednak nie będąc świadkiem, nie był w stanie uchwycić - wyglądali jednak, jakby swoje zdążyli już tego wieczora przejść. Być może jego przypuszczenia były słuszne, bowiem na słowa o raporcie przesunął spojrzeniem w kierunku Macnaira.
- Późna pora sprzyja wolności, nie trzymają mnie w tym momencie żadne obowiązki - przyznał, choć zamierzał spędzić ten wieczór z żoną - i musiał przyznać, że właściwie nie stanowili dla jej towarzystwa silnej konkurencji. Spotkaniu, istotnemu czy też nie, nie zamierzał jednak odmówić, rozpierając się na krześle wygodnie i smakując tytoniu, wypuszczając gryzący dym gdzieś w bok. Po prawdzie nie sądził, by spacer po nadmorskim miasteczku rzeczywiście niósł za sobą przełomowe wieści. - Mniemam, że Dover śpi spokojnie? Wciąż tli się we mnie żal, że jego ulice nie są jeszcze tak czyste, jak ulice Londynu, ale na wszystko przyjdzie pewnie czas i miejsce. Pewnie prędzej, niż się wszyscy spodziewamy.  - Mdły uśmiech przemknął przez jego usta, wierzył w Czarnego Pana i w jego zwycięstwo, wierzył, że czarnoksiężnik jest w stanie zapanować nad całą Anglią, każdym skrawkiem jej ziemi, nad całą Wielką Brytanią, a może nawet dalej - przed kimś tak wielkim nie stały przecież żadne ograniczenia. - Prawda - przytaknął w końcu z nostalgią Ramseyowi, krótki moment zastanawiając się nad tym, jak bardzo wszystko - jak bardzo sami oni - zmienili się przez ostatnie miesiące. Uniósł spojrzenie znów na Macnaira, gdy Ramsey przedstawił go w pełni. Zatem zjawił się między nimi nowy śmierciożerca - czarnoksiężnik, z którym połączył ich jeden cel.
- Niezwykłe - rzucił krótko w odpowiedzi, lustrując jego twarz spojrzeniem. - Rozumiem, że twoje przedramię... ? - Próba kończyła się spotkaniem z Czarnym Panem, pojawieniem się mrocznego znaku, tatuażu już na zawsze znakującego ich życia, chciał wiedzieć, czy rytuał został już sfinalizowany. - Przyjaciele moich przyjaciół są mile widziani pod moim dachem - zapewnił, podejmując słowa Mulcibera - ten dom był dawno temu jego domem, czy Macnair o tym wiedział? - Zwłaszcza śmierciożercy - sprecyzował, skinąwszy głową Drew - w niemym geście gratulacji; lekko uniósł w górę dłoń, dając znak skrzatce - która wnet ponownie zjawiła się między nimi znikąd i rozlała alkohol do szklanic, Tristan uniósł jedną z nich w półoficjalnym toaście - Za twoją i naszą służbę, Drew - rzucił, tym samym proponując odejście od tytulatury - Macnair został wyniesiony ponad innych przez samego Czarnego Pana, stał się kimś więcej. Na krótko łypnął na niego okiem, kiedy Ramsey zadał dalsze pytania, niepewny, ile wolno było mu powiedzieć przy nim - ale poręczenie Mulcibera znaczyło dla niego wiele, wychowali się jako bracia i braćmi już zostaną, niezależnie od wszystkiego, co potoczyło się - a co potoczyć się mogło - dalej.  
- Dawno niczego nie spaliła - odparł zdawkowo na pytanie o żonę. - Zastanawiam się nad wydaniem Melisande - dodał po chwili, unosząc spojrzenie na przyjaciela. - Wiecie coś więcej o Blacku? - Tylko jeden czarodziej z tym nazwiskiem znajdował się w szeregach Rycerzy Walpurgii. - Musicie wiedzieć, należał do Slytherinu - Tyle sprawdzić zdołał, waśń łącząca oba rody nie była z pewnością tajemnicą dla wychowanego wśród róż Ramseya, choć Macnaira pewnie nie obchodziła. - Ty masz siostrę? - Ściągnął brew, w szczerym zdziwieniu. Dorastał sądząc, że ojcem Mulcibera był jego wuj, niewiele tak naprawdę wiedział o jego prawdziwej rodzinie.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia [odnośnik]12.10.20 21:58
Nie dość, że robił sobie z niego jaja, to najwyraźniej znakomicie się przy tym bawił. Ramsey znał go od każdej strony, w końcu odkąd pamiętał łączyła ich przyjaźń, zatem doskonale wiedział co powiedzieć, aby wzbudzić w nim niepewność oraz powagę. Prowadząc go do dworu, gdzie należało się odpowiednio zachować, czego iście nie lubił, naruszył już sferę komfortu, a kolejne uwagi tylko umocniły w nim przekonanie, że skręci mu kark przy najbliższej, możliwej okazji. Wizja odwetu będzie mu się śnić po nocach i niczym parszywa mara pełzać tuż za plecami. -Strasznie mi przykro, że sprawiłem ci przykrość- burknął strzepując jego rękę ze swego kołnierzyka, który z pewnością był wygnieciony i do tego momentu nawet mu to nie przeszkadzało. Gdyby jegomość raczył wspomnieć, że będą gościć na salonach to by chociaż buty wyczyścił i elegantszą szatę przyodział. Pozornie zignorował jego uwagę, choć gdy tylko odwrócił się chwycił palcami niesforny materiał i wyciągnął ku przodowi by móc mu się przyjrzeć. Widok nieszczególnie go zaskoczył, Mulciber miał rację.
Było już za późno na jakiejkolwiek poprawki, nie wspominając o zaaranżowaniu dobrego alkoholu, choć dla właściciela dworu z pewnością nie byłby on niczym wyjątkowym, ale w końcu liczył się gest. Zmuszony był iść na żywioł – i co gorsze – być sobą. -Uczono mnie od najmłodszych lat- zakpił nim zjawił się Tristan.
Gdy Mulciber zaczął prawić uniósł na niego wzrok, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej posępny. Jaki u licha raport? Kłamał bez zmrużenia okiem, bez żadnego zająknięcia. Pewnie gdyby żona przyłapała go z kochanką też wcisnąłby jej kit, że miał wykład z anatomii, a ona w skowronkach zaprowadziłaby go do domu. Podła menda. Nie zamierzał zbłaźnić się przed Rosierem, był zbyt wysoko postawioną personą, aby mógł sobie pozwolić na podobną opinię. Westchnął cicho pod nosem, zaciągnął się papierosem, wypuścił wolno dym, po czym przeniósł spojrzenie na gospodarza. -Jak mniemam ten niezwykle ważny raport to noty za wygląd poszukiwanych kobiet. Chciałem udać się w kilka miejsc w celu sprawdzenia, czy aby na pewno pozostają wolne od wroga, ale mój towarzysz- wskazał Mulcibera – był nader zajęty bawieniem się w konesera- odparł z udawaną powagą, choć z pewnością Tristan wiedział, że nieco mijał się z prawdą. Nie potrafił kłamać, był w swych słowach równie przekonywujący co pijany jedenastolatek mówiący, że to puste Czarne Ale wcale nie zostało opróżnione przez niego. Ramsey pewnie potrafiłby jeszcze wcisnąć, że ktoś obcy włamał się i wypił do dna, a potem jak gdyby nigdy nic opuścił dom, ale on sam niestety nie miał takich zdolności.
Zgodził się w myślach z gospodarzem, kiedy ten wspomniał o rozszerzeniu wpływów Czarnego Pana. Anglia wolna od szlamu nie była już tylko pięknym snem, a wizją niedalekiej przyszłości. Oni mieli być tego częścią, ich różdżki miały się temu przysłużyć – był na to gotowy, wręcz spragniony kolejnych sukcesów.
Kiedy Mulciber wspomniał o próbie powrócił na moment wspomnieniami do tamtego dnia. Rozpierający umysł ból był wciąż żywy, choć nie tak odczuwalny jak jeszcze kilka tygodni wcześniej, ale nie wątpił w słuszność swej drogi. Był rad, że pozwolono mu zasiąść w gronie najwierniejszych sług i nie zamierzał nikomu nawet przez moment pozwolić zwątpić w słuszność tej decyzji.
-Owszem- odparł Tristanowi rozumiejąc, co miał na myśli, po czym przeniósł wzrok na Ramseya, który napomknął o zaufaniu. Był mu wdzięczny za te słowa, bowiem skoro łączyła go z gospodarzem braterska więź ten weźmie jego zdanie pod uwagę. -Lepiej tak nie mów, bo będę częstym gościem- rzucił zerkając na wykwintny alkohol i dopiero po chwili przypomniał sobie, że nie użył odpowiedniego tytułu. No nic, pozostanie mu łatka czarnej owcy salonów.
-Za naszą służbę- odparł unosząc szkło w geście toastu, by finalnie upić trunku z wyraźną rozkoszą. Już dawno jego kubki smakowe nie piły czegoś równie dobrego, Rosier miał niezły fart, że urodził się w dworku wypełnionym tak znakomitymi alkoholami. W końcu był przekonany, że wiele z nich było starszych od samego nestora – beczki lubiły leżakować.
-Niestety, widujemy się tylko na spotkaniach Rycerzy- odparł zaraz po tym jak w ostatniej chwili powstrzymał się przed zaproponowaniem własnej kandydatury. Może do lorda było mu daleko, ale byłby naprawdę dobrym mężem, który nie przeszkadzałby żonie w codziennych obowiązkach – szlajanie się po piwnicach zajmowałoby mu całe godziny.
Kwestia siostry wyraźnie go zdziwiła, ale najwidoczniej nie tylko jego, bowiem nim zdążył zadać pytanie zrobił to Tristan. Ściągnąwszy brwi oczekiwał odpowiedzi, gdyż najwyraźniej Mulciber zapomniał o tym komukolwiek wspomnieć.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia [odnośnik]23.10.20 22:08
Uśmiechnął się lekko, słysząc słowa Tristana. Nie śmiałby nawet konkurować z jego żoną — nie tylko dlatego, że była jedną z najpiękniejszych kobiet jakie w życiu widział. Już jako na arystokracie ciążył na nim szereg rodzinnych sprawunków; jako na nestorze z pewnością miał ich od groma. I odkąd go znał miał w sobie niebywale wielkie poczucie obowiązku. Tym bardziej rad był, że zechciał im poświęcić chwilę; moment, który mógłby wykorzystać przyjemniej lub produktywniej niż w towarzystwie dwóch niezapowiedzianych i wyjątkowo nieszlacheckich gości. Nie mieli przecież nic istotnego do przekazania, nie mieli powodów by go nachodzić, zawracać głowę, przeszkadzać.
Mruknął pod nosem zamyślony. Ale chyba nie przyglądał się zbytnio Dover podczas całej podróży. Powinien. Pewnie tak, niegdyś, dawno temu było jego domem.
— Jak skropione deszczem z eliksiru słodkiego snu.— Uśmiechnął się. — Nie mógłbyś poprosić skrzata, żeby ich grzecznie kolejno... eksmitował? Albo Claude?— Uniósł brew, snując już w myślach wizję Tristana wypuszczającego smoka na Dover, by pożarł mugoli i spalił ich domy. Ale zapewne żadna z jego sióstr nie chciałaby mieszkać w otoczeniu zgliszczy. Zachował ją więc na inną, dogodniejszą okazję, a przynajmniej lepszy moment. Choć z przyjemnością przyglądałby się lokajowi eliminującemu niegodne Dover jednostki. Był pewien, że po Londynie kolejne miasta zostaną oczyszczone. To była kwestia czasu.
Chwycił szkło lekko w dłoń i wzniósł w geście toastu wygłoszonego przez Tristana. Za sprawę, za śmierciożerców i za nich. Miał przed sobą dwóch zaufanych czarnoksiężników. Tego, który był mu jak brat od najmłodszych lat i tego, który stał się nim w Hogwarcie, daleko od Kent. Potrzebowali wśród siebie ludzi, którym mogli powierzyć sprawy wysokiej wagi. Mimo to, jego intencja dziś była znacznie bardziej błacha, nie miała nic wspólnego z chęcią lub potrzebą zapoznania ich ze sobą lepiej.
— Wyborne — przyznał przyznał z zachwytem, upijając niewielki łyk. Wciąż wierzył, że takie Toujur Pour było tylko tu. — Nie ma żadnego raportu, kłamałem — przyznał w końcu, nie zamierzając dłużej ciągnąć tej farsy. Zarówno wywołując w Drew zakłopotanie, jak i w Tristanie dziwnej podejrzliwości o tajne sprawy i niedopowiedzenia, które musiałby być przez kogoś tak czujnego szybko dostrzeżone. — Chciałem ci trochę poprzeszkadzać. — Rozsiadł się wygodniej w fotelu, bez skrępowania, choć wciąż nie tak swobodnie, jakby był we własnym małym, ciasnym mieszkaniu na Pokątnej. — Tak, tak — przytaknął Drew i wsunął papierosa do ust i wargami go też przytrzymał, szukając po wnętrzu szaty plakatu, który wziął. A może jednak zapomniał. — Analizowałem je bardzo dokładnie. Szczególnie jedna wzbudziła moje zainteresowanie. Leighton. Charlene. Wygląda na plakacie na taką, która zgubiła drogę do domu. I na taką, która nie lubi się bawić.  — Na przykład w kotka i myszkę. A on lubił wyzwania i z chęcią sprawdziłby, czy łatwo jest ją złamać.
Uśmiechnął się lekko i przechylił głowę. To chyba dobrze, nie dawał jej zbyt wielu powodów do złości.
— Przestała dbać o odpowiednią temperaturę między wami? — Nie był pewien, czy wynikało to wyłącznie z gniewu, czy może i zwykłego kaprysu. Solene nigdy nie wykorzystała przy nim swojego ognistego temperamentu — czaru, być może, nie wiedział. — Nigdy nie byliśmy blisko. Z lordem Blackiem — sprostował, podnosząc wzrok na Tristana. — Mieliśmy wspólne towarzystwo. Zawsze uważałem, że jest inteligentny. — Dlatego też we wrześniu ubiegłego roku wprowadził go w szeregi Rycerzy Walpurgii. — Brał udziału w klubie pojedynków, grał w quidditcha, jak większość — wymieniał dodając ruchem dłoni trzymającej papierosa lekceważącego tonu. — Był niespójny. Niestabilny — poprawił się, odnajdując w myślach właściwsze słowo. — W emocjach popadał ze skrajności w skrajność, choć bardzo starał się ukryć za kamienną twarzą. Jeżeli mu się to wciąż przytrafia, dobrze się z tym kryje.— Zaciągnął się papierosem, przyglądając przez dłuższą chwilę Tristanowi. — Taki sojusz byłby przełomowy — Rosierowie nie dążyli Blacków sympatią. — Melisande wie? — Czy może to ona jakimś dziwnym trafem sama poprosiła brata o tego właśnie kawalera.
Upił znów łyk, kiwając głową. Miał siostrę.
— Mam— ale była tak istotna, że nie zawracał sobie nią nigdy głowy. Aż do niedawna. — I jest bardzo atrakcyjna — zadumał się na chwilę, przywołując Tatianę z pamięci. Oczywiście ten fakt był w tej chwili mało istotny, ważniejszy był jej umysł. — I nie najgłupsza. Jest oklumentką. — Wspominał o tym na ostatnim spotkani Rycerzy Walpurgii. Zerknął kontrolnie na Tristana, a następnie Drew. — Przeznaczenie nas pcha ku sobie, nie było innego wyjścia, jak zaakceptować w końcu ten stan rzeczy.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew


Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 30.11.20 10:58, w całości zmieniany 1 raz
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny, namiestnik Warwickshire
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
My name is Death
and the end is here
OPCM : 40
UROKI : 20 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Palarnia - Page 2 Kdzakbm
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Palarnia [odnośnik]08.11.20 1:05
Kąciki jego ust wygięły się w uśmiech, a z warg wydobył się śmiech, tak krótki, że dałoby się go pomylić z warknięciem; zaciągnął się dymem, wypuszczając jego ciężki kłęb w bok. Jeśli początkowo nie był pewien, czy śmierciożercy nie przybyli do niego w kwestiach związanych z obowiązkami, o tyle wyznanie Macnaira obdarło go z tych złudzeń - i pozwoliło wreszcie porzucić oficjalny ton; uchwycił w dłoń szklaneczkę alkoholu, czerpiąc z niej kolejny łyk.
- Lady Prewett wyszła na nich dość figlarnie - stwierdził, z niesłabnącym rozbawieniem. Znalezienie się na podobnym plakacie damy, i to damy o tak istotnej pozycji, było dla niej upokorzeniem tak wielkim, że śmierć mogłaby przynieść ledwie wybawienie. Każdy rozsądny arystokrata wydaliłby ją z dworu, ale Archibald już dawno utracił rozsądek - i sam się na nich znalazł. - Była tam też dziewczyna o pełniejszych kształtach - przypomniał sobie, sięgając wzrokiem do wizerunków tych kobiet, które spamiętał najmocniej. Nie potrafił sobie przypomnieć jej imienia. - Leighton, Leighton... - powtórzył z zastanowieniem. - Moja faworytka - wspomniał, przywołując jej fotografię. Ze wszystkich tych dziewcząt wydawała mu się najładniejsza. Pospolicie, czysto i nudno, ale najładniejsza - a jego towarzysze chcieli rozdawać noty za urodę. - Większość tych plakatów przedstawia kobiety i dzieci. Za Longbottoma najwyraźniej nie ma komu walczyć - Strzepnął popiół do złotej popielnicy, uformowanej w kształt muszli.  - Nauczyłbym ją zabawy, takiej do białego rana. Nie macie ochoty się rozerwać? - zapytał, w jego źrenicy coś błysnęło złowrogo. Zastanawiał się nad postacią przywołanej przez niego dziewczyny. W zasadzie spodobała mu się ta wizja. - Wiemy o niej coś więcej? - Na przykład: gdzie mogą ją znaleźć? - Może przykładnie potraktowana zmusiłaby te szczury do pozostania w norach - Wypuszczali do walki ledwie dzieci - i powinni być świadomi konsekwencji swoich działań. Tego, że wysyłają ich na pewną śmierć. Czy ich złote serca naprawdę były temu obojętne?
- Mógłbym - odparł na pytanie Mulcibera wkrótce, Dover pozbawione mugolskiej krwi byłoby piękniejsze niż teraz. Czystsze. Spokojniejsze. Cichsze. Prymulka i Claude pozbyliby się mugolskiej tłuszczy w kilka dni. - Ale destabilizacja kolejnych regionów w momencie, w którym Londyn wciąż płonie, wydaje się nieco lekkomyślne. Chaotyczne decyzje mogą przynieść tylko porażkę. Wierzę, że to ucichnie do kilku tygodni - w imię Czarnego Pana przeniesiemy tę ekspansję dalej - Prędzej czy później  - z pewnością. Zaciągnął się papierosem w przerwie między jednym a drugim słowem. - Po prawdzie nigdy nie była w tym najlepsza - stwierdził, odnosząc się do Evandry i temperatury między nimi, gniew budził w niej ogień, ale poza tymi chwilami - była zimna jak lód, frustrująca lodowa rzeźba tak piękna i tak niedostępna, jak figury nimf zdobiące jadalną salę w Beuxbatons - wysoko w Alpach. Ale tematu nie rozwijał, nie zamierzając czynić z tajemnic alkowy tematu tegoż spotkania.
Z pewnym żalem przyjął, że ani Macnair ani Mulciber nie byli w stanie ocenić szkolnej prezencji Blacka. Lubił mieć sytuacje pod kontrolą - i trzymać tę kontrolę pod każdym względem. Tymczasem stworzenie spójnego obrazu Alpharda... nastręczało mu zbyt wiele trudności. Zastanowił się dłużej nad słowami Ramseya, on potrafił powiedzieć więcej. Nawet, jeśli wciąż niewiele, to - przynajmniej fragmentarycznie - dość znamiennie.
- Popadał w skrajności - powtórzył za nim niemal bezwiednie. - W złość? Gniew? Bywał... nieprzewidywalny? - Czy potrafił być niebezpieczny dla ludzi, wobec których takim być nie zamierzał? Sekrety arystokraty były niewątpliwie tajemnicami Grimmuald Place, poza które nigdy nie wyjdą - ale zamierzał zrobić, co może, by nie oddać siostry w ręce kogoś, kto nie doceni jej bliskości. A przynajmniej nie bez odpowiedniego przygotowania. - Na naszych spotkaniach też sprawia wrażenie bystrego. Dobrze odnajduje się w politycznych roszadach - przyznał, wspominając wystąpienia Alpharda - jego zaangażowanie w sprawy Ministerstwa, jak i w sprawy Rycerzy, przyznawało mu już pewną reputację. - Blackowie poważnie potraktowali ten konflikt. Wewnątrz naszych struktur nie ma już miejsca na dawne waśnie - każda nas osłabia - stwierdził, choć nie był pewien, czy wypowiadając to stanowisko chciał je przedstawić towarzyszom - czy może przekonać o nim samego siebie.  - Chyba nie - dodał zdawkowo, na pytanie o Melisande. - Może się domyśla, był u mnie - Czy wiedziała na pewno - na pewno nie wiedział nawet i on.
- Jak to możliwe, że nigdy wcześniej o niej nie mówiłeś?   - O siostrze, rozdzielono ich, nie odnaleźli się wcześniej? Ramsey dorastał sądząc, że jest bękartem jego wuja - był odcięty od swojej familii. Ignotus spędził długie lata w podziemiach Tower of London - jego młodość i ziarno, które zdążył zasiać, zdawało się pozostawać tajemnicą. - Zachwalasz - ją, czy... doznania? - dopytał, nieco nonszalancko, odnosząc się do atrakcyjności tajemniczej krewniaczki, zastanawiając się, czy zdążył ją poznać na tyle dogłębnie jeszcze nim zdecydował się ujawnić jej obecność. - Kiedy nas poznasz? - Kąciki ust znów uniosły się wyżej - w uśmiechu, który z zewnątrz w żaden sposób nie mógł wyglądać na zabawny, przemknął spojrzeniem po twarzy Drew, odnajdując u niego to samo zaskoczenie, jakie wymalowało się u niego. - Przeznaczenie? Chcesz powiedzieć, że natrafiliście na siebie przypadkiem? - pociągnął, ogniskując spojrzenie na Mulciberze. Nie lekceważył podobnych słów, kiedy wypowiadał je on - znał jego dar.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia [odnośnik]18.11.20 16:37
Obrócił w dłoni kieliszek wypełniony trunkiem, po czym uniósł go do góry i ponownie zasmakował zawartości. Zapewne niegrzecznym było opijać się w gościach podobną ilością, jednakże musieli mu wybaczyć – dawno nie pił czegoś równie dobrego. Ostatnim razem próbował wina na noworocznym balu i choć nie mógł mu nic zarzucić, zachwycało podniebienie w całej swej okazałości, to nawet nie umywało się do Toujours Pur. Być może lord miał kilku wrogów, którym chciał uprzykrzyć życie parszywymi klątwami – z chęcią by w tym pomógł za choć jedną butelkę tego małego cudu.
Rzucił krótkie spojrzenie Ramseyowi, kiedy ten w końcu przyznał, że żaden raport nie istniał. Pokręcił głową wyginając wargi w nieco ironicznym wyrazie, bowiem najwyraźniej gospodarz nie zamierzał z tego tytułu nader bardzo się gniewać. Zdawał się nawet podłapać dość śliski – dla samego Macnaira – ale zarazem zabawny temat. -Leighton- powtórzył bardziej do siebie, po czym zastukał wolno palcami w szklane naczynie. Próbował ją sobie wizualizować, jednakże było tyle wartych uwagi, rzecz jasna tyko dla oka, panienek, że ciężko mu było odtworzyć akurat tą jedną. -Ta Wright też jest całkiem niczego sobie- rzucił otwarcie, gdzieś z tyłu głowy mając nadzieję, że nie napatoczy się temat panny ex Selwyn. Nie chciał o niej rozmawiać uważając kwestię jako zamkniętą, doprowadzoną do samego końca i nie pozostawiającą złudzeń. Wciąż żałował, że podążyła taką ścieżką, bowiem była wyjątkowo umiejętną czarownicą i z pewnością odnalazłaby pochlebne opinie w ich szeregach. Ponadto targały nim pobudki czysto egoistyczne, lecz dostępując najwyższego z zaszczytów zdusił je w zarodku nie chcąc, aby więcej omotały jego zdrowy osąd. Stała na równi z resztą zbrodniarzy i musiała ponieść tego konsekwencje.
-Słodka i do tego potrafi pyskować- dodał odnośnie Hannah mając w pamięci ich pojedynek, który skończył się dla niego sromotną porażką. Nie miał wyjścia; postanowił na spontaniczny plan, ale zabrakło mu kilku minut by go zrealizować, a gdy oddalali się z opustoszałego budynku musiał pomóc Hesperosowi stanąć na nogi nim spotkałoby go coś znacznie gorszego niż sikający na szatę psidwak.
-Pobawiłbyś się z nią, prawda?- uniósł wymownie brew wychylając głowę w kierunku Ramseya. Kpiący uśmiech zabłądził na jego twarzy, a oczy nieco rozbłysnęły. Przeczuwał co miał towarzysz na myśli i z pewnością odbiegało to od standardowo rozumianej rozrywki – przynajmniej dla dziewczyny. -Nie mam nic przeciwko, a nawet rzekłbym, iż z chęcią wziąłby w takiej zabawie udział- przytaknął Tristanowi na propozycję imprezy do białego rana. Cóż nie dało się ukryć, że wiele było w jego słowach prawdy, albowiem ewidentnie potrzebowali nauczki, która uświadomiłaby im pewne kwestie. Nieustannie miał wrażenie, że nie czuli na swych barkach żadnej odpowiedzialności; wabili w swe szeregi młodocianych, rzekomo odrzuconych przez społeczeństwo i co gorsza na tyle zdesperowanych, iż byli gotowi iść wprost na stryczek byle w imię… no właśnie, imię czego?
-Ciekaw jestem gdzie znaleźli schronienie- zastanowił się na moment, po czym upił trunku. Zmuszeni byli budować sieć kontaktów, jeśli nadal planowali wojenne wyprawy i dywersje, albowiem miasto było znacznie bardziej chronione i zamknięte na zewnętrzne wpływy. Nie miał zatem żadnych złudzeń, iż wciąż wielu z nich krzątało się londyńskimi ulicami pod przykrywką tudzież wpływem eliksirów.
Uniósł brew prowadząc spojrzenie od Ramseya do Tristana nie kryjąc lekkiego rozbawienia. Nie znał osobiście małżonki nestora, nie jemu było oceniać ich małżeńską temperaturę, dlatego skupił się na nalewce, którą gdyby tylko mógł poprosiłby o rękę. Byłby wtem przekonany, że uczucie między nimi nie wygaśnie, a co ważniejsze zawsze będzie odpowiednio gorąco.
-Dlaczego relacje między rodami są równie napięte?- spytał nie interesując się nigdy waśniami szlachty, ich wspólnymi konszachtami, a tym bardziej wewnętrzną polityką. Być może wiązało się to z nietaktem, ale Tristan musiał mu wybaczyć. -Wydaje mi się, że jest to najlepszy moment, aby pokazać szeroko pojętą współpracę między rodzinami, która przynosi korzyści nie tylko im samym, ale też społeczeństwu, które finalnie krytycznie będzie odnosić się do tych zerkających na nich z gończych listów- zaczął mogąc jedynie przedstawić punkt widzenia osób, które ze strukturalnych nizin spoglądały na władzę błękitnej krwi. -Kto wie, może sprzeciw wobec obecnej władzy doprowadzi do utraty przez nich szlacheckich tytułów- co byłoby sensowne, a przede wszystkim sprawiedliwe.
-Interesujące- uniósł kącik ust powracając spojrzeniem do przyjaciela. -Cóż was sprowadziło na tą samą drogę? Wiedziałeś o jej istnieniu wcześniej?- spytał z zaciekawieniem w głosie.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia [odnośnik]30.11.20 11:40
Zamyślił się, gdy słowa Tristana zeszły na kształty.
— Te plakaty odsłaniają tak wiele?— spytał, zerkając na Rosiera. Nie przypominał sobie, żeby na którymś plakacie zamiast twarzy było widać twe bardziej ciekawsze to oceny fragmenty kobiecego ciała, ale możliwe, że nie przyglądał się tak bardzo, albo nie trafił na kobietę, o której wspominał przyjaciel. Nie dziwił go wybór Tristana. Przecież i jemu wpadła w oko, choć wydawała się kompletnie niepasująca do jego typów. Nie miała w sobie nic szczególnego, nic wyzywającego, żadnej ikry w spojrzeniu, żadnego błysku. Wydawała się kompletnie niepasująca do pozostałych obrazków, do bandy buntowników, dzieciaków, którym nie podobała się ostatnia lekcja w szkole. Ale może właśnie dlatego zwrócił na nią uwagę najbardziej. Jej dziecięca niewinność uderzała po oczach, raziła, konsternowała. Pokiwał głową, potwierdzając słowa lorda. Większość to kobiety i dzieci, to fakt. I do tego jakie kobiety. Krzykliwe, wrzeszczące, awanturujące się. Takie musiały być, to biło z ich twarzy. Szczególnie z twarzy Tonks, reszta musiała być tak samo impertynencka. Tylko ta jedna nie. Na pytanie o zabawę zaśmiał się, upił łyk wybornego trunku, delektując się nim, a później nabrał powietrza w płuca i zerknął na Drew wymownie. Na taką propozycję liczył
— Właśnie po to przyszliśmy — odparł, przykładając papierosa do ust, łapiąc szybko spojrzenie Tristana i zaciągając się dymym. By się rozerwać. — Nie mam pojęcia kim ona jest— odparł z żalem. Wydawała mu się dotąd kompletnie przezroczysta, ale pewnie i na ulicy nigdy nie zwrócił na nią uwagi. — Ale mogę zasięgnąć języka w ministerstwie. — Prawdopodobnie mieli o niej jakieś szczątkowe informacje. Pamiętał, że jej imię i nazwisko usłyszał kiedyś z ust Vigo, podobnie jak drugie. Vera była jej bliską krewną? Spojrzał na Drew, licząc, że może wiedział coś na jej temat. — Wright? — Zmarszczył brwi, kiedy wypowiedział to nazwisko. — Nie kojarzę. To rodzina Benjamina? — Spróbował przywołać w pamięci twarz kobiety, ale kompletnie nie mógł przypomnieć sobie tej sylwetki. Był pewien, że nigdy jej nie spotkał. — Chyba nieszczególnie interesująca, skoro nie zwróciłem uwagi — westchnął, strzepując popiół do popielnicy i zaciągnął się znów. Zerknął na Drew ponownie, kiedy wraz z powietrzem w jego krtani znalazł się gryzący tytoniowy dym. — A ta Figg? Nie jest w twoim typie?
Wypuścił powietrze nosem i uśmiechnął się szeroko do niego.
— Słusznie — odparł Tristanowi, gdy ten wyjaśnił, dlaczego Dover wciąż przypomina norę pełną robactwa, zamiast lśnić blaskiem na jakie zasługiwało. — Cóż… — mruknął, nie ciągnąć nestora za język bardziej, gdy wyraźnie zakończył temat swojej żony. Upił jeszcze jeden łyk i odstawił kielich z lekkością. — Deirdre chyba nie ma tego problemu?— spytał tonem niby przypadkowym i nic nieznaczącym, ale zerknął na Tristana kątem oka. Wiedział. Wiedział przecież dobrze o tym, co się działo, tak jak i o dzieciach, ale nigdy nie usłyszał tego od Tristana. Nie był pewien, czy zechce dzielić się jakąkolwiek wiedzą na ten temat przy Drew, ale nie zamierzał naciskać.
Zainteresowanie postacią Alpharda było zrozumiałe, ale nie był pewien, czy potrafił wyjawić Tristanowi cokolwiek, co mógłby wykorzystać — lub cokolwiek, co potrafiłby dzięki jego słowom przewidzieć. Nie wierzył jednak, by ludzie się zmieniali, zmieniały się wyłącznie ich priorytety. Kwestię wyjaśnienia powodu waśni między rodami Drew pozostawił zainteresowanemu.
— Owszem — potwierdził jego przypuszczenia, nie próbując nawet przyznać, że dziś to mogło być nieaktualne. Nie sądził, by nie było. Lata utraty kontroli nad samym sobą z pewnością uczyniły go czujniejszym, bardziej zdyscyplinowanym i surowy względem siebie. Być może panował lepiej nad własnymi emocjami i gwałtownościami, w końcu nie był świadkiem żadnego z nich, odkąd spotkali się po latach. Wtedy, w jego rodowej bibliotece prowokował go jak dawniej i nie otrzymał niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że był niezrównoważony.  Ale to nie znaczyło, że stał się przewidywalny. — Brakuje nam jego krewnych. Blackowie powinni być blisko. Jak Malfoyowie. — A żaden z nich nie zasiadał z nimi przy stole. — Lestrage — wspomniał, choć kompletnie nie wyobrażał sobie Francisa w roli Śmierciożercy. — Avery — od śmierci Samaela nie było nikogo, kto godnie mógłby go zastąpić. — Rowle — dodał na koniec i znów zaciągnął się papierosem. Od Magnusa nie miał żadnych wieści; rodzina jego matki powinna wspierać Lorda Voldemorta silniej, aktywniej. Myli pomknęły do urodziwej twarzy Tatiany. — Nigdy nie była ważna. Wciąż nie jest — wyjaśnił, gasząc w końcu niedopałek, pochylając się do przodu. — Kiedy Ignotus siedział w Tower moja matka rozwiodła się z nim i wyszła ponownie za mąż, za Dolohova. Zabrała Grahama i wyjechała z nim dokądś tam — machnął lekceważąco ręką, choć doskonale wiedział przecież dokąd. — Urodziła mu córkę, Tatianę. Uczęszczała do Durmstrangu. Spotkaliśmy się niedawno, przeszło pół roku temu.  — Nie płynęła w niej krew Mulciberów, tylko tych nieszczęsnych Dolohovów. Ledwie mu przechodziło to nazwisko przez gardło. — Nie jestem zainteresowany doznaniami — ale jednocześnie nie przeczył, by to nie mogło się z czasem zmienić. Była intrygująca, wzbudzała jego zainteresowanie. Posiadała umiejętności, które były mu obce, a zarazem wydawały się fascynujące. Zawsze lubił inteligentne kobiety; zawsze najbardziej pociągał go intelekt. — Jesteś tylko ciekaw, czy chcesz sprawdzić na własnej skórze? — pociągnął więc temat, przyglądając się Tristanowi. — Ale obiecaj, że nim owiniesz ją sobie wokół palca zapewnisz jej godziwe życie i jakąś Szkarłatną Willę — mruknął pod nosem z uśmiechem; nie mówił poważnie. Nie dbał o jej byt, przyszłość — nie wiązało ich ze sobą nic, ani nazwisko ani przeszłość. Nie miał interesu w dbaniu o jej przyszłość, a do tego kompletnie nie interesowało go, czy Tristan zaprosiłby ją do jednej z setek sypialni pod czujnym okiem Evandry. Jeśli miałby korzystać  jej wdzięków — czemu nie. — I urodził mi się syn — mruknął mniej entuzjastycznie. Nie wiedział wciąż, co to w ogóle dla niego oznaczało; co oznaczało dla niego i Cassandry. — Drew— mruknął pod nosem, i spojrzał na niego znacząco. — Co z Lucindą?



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny, namiestnik Warwickshire
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
My name is Death
and the end is here
OPCM : 40
UROKI : 20 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Palarnia - Page 2 Kdzakbm
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f440-warwickshire-warwick-niedzwiedzia-jama https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Palarnia [odnośnik]31.12.20 0:48
- Rodzina Benjamina - przytaknął na pytanie Mulcibera. - Pyskata to mało powiedziane. Tych dziewcząt nikt nie wychowuje - Hannę znał przecież dobrze, z czasów, kiedy znał Benjamina, może bardziej z opowieści, niż faktycznie, ale ich ostatnie spotkanie... - Nie wiem, jak to możliwe, że wciąż żyje. Kiedy widziałem ją ostatnio, wielka akromantula wciągała ją do swojego gniazda - nieprzytomną. Zakonnicy są jak karaluchy, wydaje ci się, że zdeptany pięć razy już się nie poruszy - a on po kilku chwilach wstaje i idzie dalej. Najlepiej to palić - wzruszył lekko ramieniem. - Po naszym ostatnim spotkaniu przysłała mi list - mówił dalej, prześlizgując się spojrzeniem z Drew na Ramseya. - Chciała ode mnie pieniędzy. Pewnie nie miała na nowe oko - Nie dość, że byli niezaradni, to jeszcze niezbyt bystrzy. Nie myślała chyba, że faktycznie prześle jej złoto? Hannah nie była w jego typie, brakowało jej dziewczęcej niewinności, jaka biła od Leighton. - To nie rozkładówka - odparł z rozbawieniem na naiwne pytanie Ramseya, strzepując pył z papierosa do popielnicy; rzecz jasna plakaty nie ukazywały odsłoniętych części ciała, nie uwypuklały kształtów i nie zwracały ku nim uwagi, słowa Tristana były wyłącznie eufemizmem: by dostrzec, że była tęższa, wystarczyło przecież spojrzeć na twarz. - Daj znać, jeśli do czegoś dotrzesz - poprosił z błyskiem w oku, na dłużej zatrzymując spojrzenie na twarzy przyjaciela, by po chwili przenieść je na Drew, sądząc, że Mulciber nie pytał o Figg bez powodu.
- Mówisz? - rzucił zdawkowo, bez emocji, w odpowiedzi na ogień Deirdre, Drew nie był nadto wylewny, Tristan nie zamierzał odsłaniać się z sekretów bez pewności, co jego druhowie z nimi zrobią. Ufał, że Mulciber to uszanuje.
- Nie będą się chować wiecznie. Prędzej czy później złapiemy trop - przytaknął na dalsze słowa Drew. Co rusz zbierali ludzi, mugoli, którzy powinni zginąć - gdzie ich wszystkich przetrzymywali? Obiekt musiałby być ogromny - niemożliwy do przeoczenia. Rozwiązanie wydawało mu się tylko jedno. - Muszą ich przerzucać za granicę, poza naszą jurysdykcję. - Wydawało się to sensowne. Czy możliwe? Dzisiaj nie dało się już nic wykluczyć. Obrócił w ręku kieliszek z alkoholem, zastanawiając się przez moment nad pytaniem Drew - było bardziej złożone, niż zapewne sądził. Rodowe konflikty trudno było sprowadzić do pojedynczych zdarzeń i zarzutów, nawarstwiały się przez setki lat. - Zawsze takie były - odparł spokojnie, opierając się o krzesło wygodniej, z większą nonszalancją. - Początek tego konfliktu sięga XV wieku, wojny domowej dwóch róż. Byli wówczas blisko spokrewnieni z Carrowami, z którymi toczyliśmy główny konflikt - oskarżali naszego krewniaka o szaleństwo, które miał odziedziczyć po genach Lestrange'ów - czy to nie śmieszne? Lecz ponieważ chodziło o angielską koronę, konflikt był poważny. Zwyciężyliśmy, ale na tym nasza wojna się nie zakończyła - to był dopiero początek rzucanych na wiatr oszczerstw. - Historię osądzali ci, którzy ją przekazywali; żadna opowieść o historii nie jest i nigdy nie będzie obiektywnym przekazem. A Tristan mówił o przeszłości własnych przodków, hołubiąc wyłącznie ich racjom. Co było przedmiotem konfliktu ciągnącego się pięćset lat wcześniej, dziś tak naprawdę nie mógł wiedzieć nikt - dziś pozostały animozje, żale i uprzedzenia, niewiele nadto. Racja nie miała większego znaczenia - w grę wchodziły emocje, które weszły w tradycję. Czy dało się je porzucić? Czy można było zaufać komuś, kto tak wiele razy wbił nóż w plecy jego dziadkom? Nie wiedział, ale Drew miał słuszność: dziś mieli przed sobą tylko jeden cel, przyszłość kreśloną przez Czarnego Pana. Alphard mógł coś zmienić. Alphard i Melisande - wspólnie, choć frustrował go brak informacji o tym czarodzieju. Po prawdzie nie miał w socjecie najlepszej opinii.
- Lestrange - powtórzył za Ramseyem gorzko. - Mój szwagier nie jest szalony - mruknął, odnosząc się do własnych słów sprzed paru chwil - ale daję słowo, że lada moment do szaleństwa doprowadzi mnie. Ma trzydzieści dwa lata i wciąż nie dorósł - Pokręcił głową, to on, Francis, powinien reprezentować swój ród przy stole Czarnego Pana. Dumnie, bezlitośnie, odważnie. Wolał płakać w poduszkę jak panna nad losem tych, których wojna sięgnęła. - Nie wiem, czy coś z niego będzie  - przyznał szczerze, choć niechętnie. Skreślić jeden z wielkich rodów - było naprawdę ciężko. Mówili o tradycji pielęgnowanej przez wiele wieków, tradycji, która była przecież podstawą ich idei. Idei czystej krwi. - Nie jest to takie proste - ciągnął dalej, zastanawiając się nad tytulaturą arystokratów, którzy sprzeciwili się idei. - To wciąż są potomkowie rodzin o najdalszych korzeniach. Bardzo cenna czarodziejska krew. Najlepiej dla nas byłoby... przekonać ich do współpracy. Jeżeli udało się z Selwynami i Traversami - dlaczego nie z pozostałymi? - Selwynowie nie mieli dobrej opinii, ale sam uważał, że Morgana radziła sobie wyjątkowo dobrze. Nie okazywała kobiecej słabości, brutalnie ścinała jałowe gałęzie swojego drzewa. To nie ona pozwoliła im wyrosnąć. Rodzin czystokrwistych nie było już na świecie wiele, ile potrafili wymienić? Macnair, Mulciber, Dołohow, Rookwood, nie można było wyeliminować żadnej z nich, na próżno rozlać czystej krwi, tylko dlatego, że wypuszczony owoc okazał się zwiędnięty. Należało go ściąć i pozwolić mu urosnąć na nowo. Upił łyk alkoholowego trunku, w milczeniu wsłuchując się w opowieść Ramseya. Dziwnie było mu myśleć o jego siostrze. Kiedyś sądził, że byli braćmi. Ale od tamtej pory minęło już wiele długich lat.
- Ostatnie ze spotkań po latach? - Odnalazł ojca, braci, wszyscy byli niewiadomą, teraz siostrę. Nie potrafił wczuć się w jego sytuację, jego tożsamość była zbudowana na rodzinie. - Jaka ona jest? - Czy wie, co jest naprawdę ważne? Pamiętał Grahama, pamiętał jego żonę. Pamiętał żal.
- Jeszcze się nie zdecydowałem - dodał po chwili, machnąwszy różdżką, by rozlać resztę alkoholu - jako gospodarz. Gestem przywołał ku sobie niedostrzegalną dotąd skrzatkę, nakazując jej przynieść więcej alkoholu. - Myślisz, że pasuje jej szkarłat? To ważne barwy dla tego domu - Kącik jego ust uniósł się w rozbawieniu, który jednak prędko wygiął się w bliżej nieodgadniony grymas. - Syn? Dopiero teraz o tym mówisz? - Było to przecież ważne - politycznie ważne. - Poniesie twoje nazwisko? - Został ojcem wcześniej, niż Ramsey, ale to właśnie to, przyszłość czystej krwi, było dla niego najważniejsze. Wówczas na stole pojawiła się kolejna butelka alkoholu - i talerz przystawek, owoców morza i francuskich serów. Gestem zaprosił gości do poczęstunku.
- Robi się późno, panowie, ale jeśli tylko przyjmiecie zaproszenie, rozkażę przygotować dla was pokoje gościnne - zaproponował bez zawahania, zwracając się zarówno do Ramseya, jak i do Drew. Ramsey nie był mu już bratem, a Drew wcale nie znał dobrze, ale dziś łączyło ich coś większego od braterstwa, coś ważniejszego, wspólna służba, życie oddane jednemu panu i znamię na przedramieniu, które pozostawało tego symbolem.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia [odnośnik]09.02.21 13:53
Zaśmiał się pod nosem na pytanie Ramseya, który najwyraźniej żałował, że nie znajdowało się na nich wystarczająco wiele. Z pewnością większe gro mężczyzn skupiłoby na dłużej swój wzrok i zapamiętało rysopisy, gdyby można było odnaleźć choć jeden wyuzdany fragment, a tak pozostało im puścić wodze fantazji i zaufać swojej wyobraźni.
-Rozczłonkować, palić- zawtórował Tristanowi zastanawiając się jak fantastycznie mógłby prezentować się stos ułożony z ciał wrogów. - Naprawdę nie wiem, co ich tak ciągnie do tych karaluchów. Tyle razy już słyszało się, że wbrew wszelkiej logice dalej stąpali po ziemi- dodał wzruszając lekko ramionami. W pamięci przywołałby kilka podobnych przypadków w ostatnim czasie i choć żaden nie był równie nieprawdopodobny, co historia mężczyzny pozostającego przy życiu po najplugawszej z klątw, to wciąż wprawiały w osłupienie. Być może mieli w swych szeregach potężnego uzdrowiciela tudzież alchemika o wiedzy godnej pozazdroszczenia i to właśnie oni stali za cudownymi ozdrowieniami.
Pytanie Ramseya sprawiło, że wygiął wargi w kpiącym wyrazie i nim cokolwiek powiedział upił alkoholu z nadzieją, że nie będzie zmuszony o tym opowiadać. Tak się jednak nie stało, bo Mulciber wlepiał w niego swe ślepia i po samym wyrazie twarzy szatyn wiedział, że oczekiwał na szczerą ocenę. -Poznałem trochę Figg nie mając pojęcia o tym, że jest szlamolubem- zacząłem z cichym westchnięciem sugerującym dość wymownie do czego dążyłem. -Dostałem jakiś list, coś mi pomieszało się w głowie i zaprowadziło wprost do lokalu, gdzie oczekiwała na mnie, choć wtem była mi zupełnie obca. Nie rozmawialiśmy zbyt długo, a rano wróciłem do siebie jak tylko otworzyłem oczy. Właściwie nie mam na co narzekać, była w łóżku całkiem niezła- chcieli to poznali odpowiedź, którą rzecz jasna mógł zachować dla siebie. Nie widział jednak ku temu sensownego powodu, w końcu nie zrobił nic złego – nie potrafił poznać ludzkich poglądów po mimice, a już na pewno nie pod wpływem amortencji. Wtem nieszczególnie brał jakiekolwiek okoliczności pod uwagę.
-Mimo wszystko nie jest w moim typie- odparł sięgając po papierosa, którego właściwie od razu odpalił.
Przeniósł wzrok od Ramseya do Tristana, kiedy zaczęli wymieniać sugestie odnośnie Deirdre. Nie miałem pojęcia z czym miało to związek, jednakże w nawiązaniu do żony całość brzmiała dość interesująco, a dosadniej mówiąc po prostu wścibsko. Przywyknął nie opowiadać o sobie, kobietach – wypowiedź odnośnie Figg można było postrzegać w ramach wyjątku – podróżach, a nawet interesach, więc nie zamierzał wypytać nestora o jego prywatne sprawy. Jeśli uzna, że warto o tym wspomnieć z pewnością to uczyni.
W ciszy wsłuchiwał się w słowa Tristana nie zamierzając wchodzić mu w słowo. Rodowe waśnie sięgające setek lat miały głębszy sens, lecz czy aby na pewno prawda grała tutaj pierwsze skrzypce? Czy ktokolwiek w ogóle takową znał? Zwykle było ich tyle ilu mówców, a mimo braku jakichkolwiek powiązań domyślał się, iż nikt nie chciał obciążyć swych barków pełną odpowiedzialnością. Nie były to jednak sprawy, na które chciał i mógł mieć jakikolwiek wpływ. Współpraca była ważna, szczególnie kiedy wojna dawała się wszystkim we znaki, jednakże z tego co powszechnie było wiadome nie wszystkie rody były za nowym Ministrem Magii. Czy udałoby się ich jakoś przekonać? Być może, Selwynowie przejrzeli na oczy, jednak zakorzeniona miłość do mugoli i tak uszczupliła znamienite grono. -Atak spowoduje kolejny rozlew krwi- był przekonany, że nikt nie odpuściłby po dobroci. -Istnieje możliwość zmniejszenia ich wpływów? Powinni odczuć konsekwencje własnych decyzji- nie leżało to w jego interesie, ale ogarniała go złość na samą myśl, że tym psidwakom mogło wieść się lepiej niżeli innym, oddanym czarodziejom tylko, dlatego że ich dupska zasiadały w dworku na wygodnej, zdobionej złotem kanapie. Powinni bratać się ze swoimi mugolskimi pobratymcami dokładnie tam, gdzie ci się ukrywali.
Nie wiedział czy bardziej zaskoczyła go wieść o siostrze, czy też dziecku. Ramsey najwyraźniej doskonale potrafił przez długi czas milczeć. -Masz syna?- uniósł brew przenosząc na niego spojrzenie. -Cóż to za tajemnicza kobieta?- spytał bez owijania w bawełnę, bowiem nie kojarzył, aby kiedykolwiek Mulciber wspominał o życiowej partnerce. Być może kierował się podobnym podejściem do jego samego, zaś może z drugiej strony zaliczył jednorazową przygodę z finalnym, dość nieoczekiwanym prezentem.
Pytanie o Lucindę wyrwało go z kontekstu rozmowy. Dlaczego zapytał o to akurat teraz? -Nic. Jak sam widziałeś spogląda na nas z listów gończych. Szkoda, piękna i mądra z niej kobieta, tylko poglądy odziedziczyła paskudne. Myślę, że doskonale zdaje sobie sprawę, że zginie w ich imię.- odpowiedział czując jak nieprzyjemna gula pojawiła się w jego gardle. Nie chciał jej śmierci, nie życzył jej tego, aczkolwiek w sytuacji kryzysowej nie mógłby postąpić inaczej. Zdrada wykraczała poza jego granice moralności i honoru, nigdy nie dopuściłby się takowej.
Nie wiedział co odpowiedzieć na zaproszenie Tristana. Winien z niego skorzystać? Nie chciał pokazać się ze złej strony, aczkolwiek większość obowiązujących zasad była mu po prostu obca. Oczekiwał więc na decyzję Ramseya, a przy tym sięgnął po talerz i nałożył sobie kilka przekąsek. Większość z nich widział pierwszy raz w życiu – szczególną uwagę przykuło coś na kształt zwiniętych glist, szatyn nie miał pojęcia, iż były to kalmary.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Namiestnik hrabstwa Suffolk, fascynat nakładania klątw
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +4
CZARNA MAGIA : 60 +7
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Palarnia [odnośnik]14.04.21 23:58
Przytaknął głową, bez zażenowania, kiedy Drew wymieniał sposoby na ostateczne pozbycie się ciał rebeliantów; zamierzali zaprowadzić w tym kraju nowy ład, wspaniały łady, i nie do końca pojmował, dlaczego niektórzy uparcie usiłowali się temu przeciwstawiać: przecież wszystko gniło, kiedy stało w miejscu, kiedy nie próbowało się zmieniać, ewoluować...
- Karalucha też jest się ciężko pozbyć. Szybko się namnażają, nie inaczej jest z Zakonnikami. Dezynsekcja musi być przeprowadzona obszernie, wielowymiarowo. Najlepiej - obejmując wszystkich w tym samym czasie. W innym przypadku nie przestaną zasiedlać kolejnych dziur, tuneli i kryjówek. Zeszli do podziemia, kiedy zaczną z niego wychodzić, będzie już za późno. Bo to będzie oznaczało, że nie mieszczą się już pod - westchnął, upijając łyk alkoholu, by ze stukotem odłożyć naczynie obok.
- Szukała mocnych wrażeń z niegrzecznym chłopcem? - roześmiał się, lekceważąco, strzepując do papierośnicy popioły. - Nie mój typ - Ze zdjęcia trochę chłopczyca - ale wygląda na ostrą - pociągnął jego słowa, zaintrygowany przygodą, o której opowiedział Macnair. O listach, o których mówił Drew, było dość głośno, sam dostał podobny. - Na mnie trafiła wyklęta lady Selwyn, niezwykła niespodzianka - podjął zatem słowa Drew, odwdzięczając się historią za historię. Wierzył, że nie musiał tłumaczyć się z tego, dlaczego nie zabił jej na miejscu: amortencja każdemu mąciła zmysły tak samo, a upierdliwy skrzat uparcie napawał nią czarodziejów w najmniej oczekiwanych momentach. I konfiguracjach. Przelotnie przemknął wzrokiem po twarzy Mulcibera, ze złośliwym błyskiem w oku, pytał o nią parę chwil temu. - To była śmiertelnie ciekawa przygoda - dodał, z wilczym uśmiechem błądzącym na ustach. Przeżyła cudem, ochroniła ja magia miłości, nim zbiegła nad ranem. Historia jak z baśni, prawie. Lucinda była piękna kobietą, choć niewiele subtelniejszą od Figg, duszę miała obrzydliwą jak ona. Zepsutą. Zniszczoną, wielka szkoda tej cennej krwi, ale było już za późno, wydała na siebie wyrok.
- Powinni - przytaknął Macnairowi. - A my powinniśmy zająć się ich wpływami jak najprędzej - mówił dalej, nie wiedząc jeszcze, że Minister wyręczy ich w tym za kilka miesięcy.
Rozmowa trwała dalej, alkohol opuszczał kolejne butelki, dźwięczało wznoszone w toastach szkło; gryzący dym papierosów gęsto wypełniał powietrze, a rzucona i pozostawiona między nimi propozycja Tristana w naturalny sposób została przyjęta, kiedy alkohol popłynął we krwi mocniej, a księżyc wzniósł się na niebo wysoko. Rozkazał przygotować dla gości pokoje, dokąd nad ranem odprowadziła ich służba.

/zt wszyscy?



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Palarnia [odnośnik]08.08.21 23:02
25 grudnia 1957

Wczorajsze uroczystości w Château Rose w urywkach przemykały przez umysł Gasparda, gdy ten zaczął się przebudzać w obcym pokoju. Inne ściany i łóżko, choć bardzo wygodne, nie było jego własnym, a tępy ból głowy nie pomagał na skupieniu się wystarczająco dobrze w tych pierwszych minutach po przebudzeniu. Wstawając z łóżka, znalazł na podłodzę swoje rzeczy, które musiał pospiesznie zrzucić z siebie przed położeniem się spać, zgarnął ubranie i założył je na siebie. Nie wyglądał tak dobrze, jak w momencie gdy zawitał w progach rodu Rosier, ale teraz nie miał do tego głowy, by się tym przejmować. Ogarnął się w miarę, zostawiając jednak muszkę i marynarkę za sobą w pokoju. Sięgnął po jednego buta i dopiero wtedy zorientował się, że drugiego mu brakuje więc porzucił pomysł obuwia i boso wyszedł w poszukiwaniu swojego tytoniu. Ostatnim wspomnieniem ze wczorajszej uroczystości jaką posiadał czarodziej, był papieros w towarzystwie wszystkich innych mężczyzn w palarni. Wodzony tą myślą, zaczął jej pieczołowicie szukać po całym domu. W końcu gdzieś tam zapewne zostawił swoje papierosy. Gdy już wszedł na odpowiedni poziom i zaczął poruszać się wzdłuż głównego korytarza, próbując znaleźć, które drzwi prowadziły do palarni, przypomniał sobie, że ma ze sobą różdżkę. Wyciągnął ją z tylnej kieszeni spodni i rzucił zaklęciem Accio papierośnica, w nadziei, że znajdzie swoją pozłacaną pamiątkę po dziadku. Niestety jego rozbiegane myśli i brak snu a pewnie i kac, spowodowały, że nie skupił się kompletnie rzucając to zaklęcie, więc nic dziwnego, że nie wyszło. Ale nie takiego początku dnia oczekiwał czarodziej.
Gaspard nie myśląc jeszcze logicznie, zdenerwował się bardzo, że jego różdżka nie chce działać i zaczął nią stukać o dłoń, jakby ten czyn miał ją naprawić. Miał też ochotę ją trzepać w powietrzu, ale uznał to za głupi pomysł. W irytacji, rzucił zaklęcie drugi raz, tym razem jednak skupił się bardzo, bo jego irytacja z braku papierosa narastała w ekspresowym tempie.
- Accio papierośnica! - warknął z gniewem i nagle coś zaczęło stukać po drugiej stronie drewnianych, dwuczłonowych drzwi na wprost niego.





In darkness one may be ashamed
of what one does,


without the shame of disgrace




Gaspard Lestrange
Gaspard Lestrange
Zawód : Asystent Dyrektora kreatywnego Opery
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hell is empty and all the devils are here.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10058-gaspard-lestrange https://www.morsmordre.net/t10117-edgar#306640 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10119-gaspard-lestrange
Re: Palarnia [odnośnik]10.08.21 20:47
Świąteczne przyjęcie trwało do późnych godzin nocnych, nic więc dziwnego, że część gości, która nie wybierała się na poranne polowanie, spędziła w sypialniach czas do momentu zregenerowania sił. Choć w Château Rose panował zwyczaj, by wszyscy domownicy śniadali o jednej porze, tak dziś postanowiono zrobić wyjątek i pozwolić gościom wyjść na korytarze wedle własnego uznania. Wśród nich byłaby lady doyenne, gdyby zwyczajowa poranna pobudka nie podniosła jej z łóżka tuż po świcie. Filiżanka kawy w towarzystwie lady Clotilde, wdowy po tragicznie zmarłym przed laty alchemiku, wprawiła ją w doskonały nastrój i zainspirowała do zorganizowania wspólnego spaceru brzegiem białych klifów. W jadalni odczekała jeszcze dłuższą chwilę, zapraszając na wyprawę tych, którzy pozostali w pałacu.
Szła właśnie korytarzem w północnej części posiadłości, a stukot obcasów niósł się głuchym echem po drewnianych parkietach. Długa spódnica w odcieniu głębokiego burgunda falowała przy każdym ruchu, wsunięta weń jasna bluzka o płytkim dekolcie w łódkę, zdobiona przy szwie delikatnym haftem z roślinnym motywem została spięta wąskim paskiem. Złote włosy upięte w elegancki, niski kok, zdobił wysadzany perłami grzebień. Dochodzący zza zakrętu trzask wzbudził zastanowienie półwili, czarownica ściągnęła brwi i przyspieszyła kroku, by sprawdzić co jest źródłem niespodziewanego hałasu.
- Gaspard? - zdziwiła się na widok kuzyna, którego wszak nie widziała przy śniadaniu. Święcie przekonana, że młody lord Lestrange wyruszył wraz innymi na polowanie, nie przypuszczała, że to właśnie on może być sprawcą tajemniczych hałasów. Zbliżyła się o kilka kolejnych kroków, dopiero wtedy orientując się, że ten paraduje korytarzem w samych skarpetach. - Coś się stało? Gdzie twoje buty? - spytała wprost, nieskrępowana zasadami dobrego wychowania. Względem gości z Francji byłaby bardziej taktowna, starając się uniknąć wprowadzenia ich w zakłopotanie, jednak z Gaspardem byli w jednym wieku, w murach Thorness Manor, a następnie i w Hogwarcie, spędzili razem niemal całe życie. Ciągły stukot dochodzący zza pobliskich drzwi nie ustawał, lady Rosier spojrzała najpierw na nie, a następnie splotła ręce na wysokości biustu i wróciła pytającym wzrokiem do czarodzieja, oczekując wyjaśnień.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Palarnia [odnośnik]30.08.21 19:12
Cały ten poranek zapowiadał się wszak wspaniale, wpierw planował zagościć do odpowiedniej pory na uroczystościach poprzedniego dnia. Wypić góra trzy kieliszki szampana, za którym w sumie nie przepadał, ale wiedział, że gdy tylko sięgnie po coś więcej, impreza nie skończy się przed północą, jak to planował. Później z rześkiego rana wstanie przygotowany na polowanie i ruszy wraz z innymi lordami na łowy. Oczywiście tak się nie stało. Gaspard już przy pierwszym toaście przerzucił się na coś mocniejszego, bo został usadowiony obok swego ojca. Oczywiście, nie byłoby to nic dziwnego, wszak zostali zaproszeni razem, a i pewnie młodemu czarodziejowi by to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że ojciec dosłownie znęcał się nad nim przez cały wieczór. Wpierw to mu się nie podobało jego późne przybycie do posiadłości Rosierów, choć był idealnie na czas, później miał problem z jego krawatem i skończywszy na jego braku apetytu do jedzenia. Oczywiście Gaspard nie mógł powiedzieć, że stracił apetyt słuchając jego ciągłych wyrzutów. A teraz jeszcze nie dość, że nie dał rady pojechać na polowanie, to przeoczył śniadanie i nie mógł nawet zapalić, bo gdzieś posiał swą papierośnicę.
I to właśnie w takim nieładzie zastała go jego kuzynka. Gdy wyszła zza rogu, Lestrange o mało nie dostał zawału serca, ale gdy zorientował się, że to Evandra odetchnął z ulgą. W końcu nie był ubrany wyjściowo, liczył, że większości gości już nie będzie w Château Rose i nie spotka na swej drodze żywej duszy.
- Nie wiem - wzruszył ramionami na wzmiankę o jego butach. W sumie to nie odczuwał wielkiej potrzeby ich znalezienia, bardziej interesował go tytoń. Więc nie zastanawiając się więcej otworzył dwuskrzydłowe drzwi, za którymi kryła się palarnia i o mało co nie dostał w twarz metalowym pudełkiem. Złapał je w ostatniej chwili zanim miało spotkać się z jego nosem i odsunął ją od twarzy. Oczywiście, nie była to jego zguba, której szukał, ale przecież nie doprecyzował o jaką papierośnicę mu chodziło, rzucając zaklęcie.
- Zapalisz? - spytał kuzynkę, pamiętając jak raz udało mu się namówić kuzynkę do zapalenia z nim tytoniu i jej krzywą minę oraz atak kaszlu, jaki to wywołało. Ale kto wie, przecież minęło już tyle lat, może się to zmieniło?
Ukłonił się jej nisko, z wyciągniętą ręką w stronę palarni, zapraszając ją do środka. W końcu mieli by okazję porozmawiać ze sobą choć chwilę, bo wczorajszego wieczoru oprócz przywitania i życzenia sobie dobrej nocy nie zamienili ze sobą nawet jednego zdania.
- Jak nie chcesz nie musisz palić, ale ja się poczęstuję - puścił do niej oczko, nie wspominając, że to nie jego tytoń. - Ale tak serio, nie masz czasem ochoty rzucić tym wszystkim i sobie zapalić? - Niby niewinny komentarz, ale miał kilka znaczeń. W końcu nie sprecyzował co Evandra mogłaby rzucić albo podpalić!





In darkness one may be ashamed
of what one does,


without the shame of disgrace






Ostatnio zmieniony przez Gaspard Lestrange dnia 06.10.21 23:32, w całości zmieniany 1 raz
Gaspard Lestrange
Gaspard Lestrange
Zawód : Asystent Dyrektora kreatywnego Opery
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hell is empty and all the devils are here.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10058-gaspard-lestrange https://www.morsmordre.net/t10117-edgar#306640 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10119-gaspard-lestrange
Re: Palarnia [odnośnik]30.08.21 21:07
Rozbrajająca szczerość młodego lorda Lestrange natychmiastowo rozjaśniła Evandrze stan, w jakim znajdował się jej kuzyn. Potrzeba dostania się do palarni okazała się być silniejsza od utrzymywania pozorów. Evandra czasem chciała się z tym choć częściowo utożsamić i móc odrzucić konwenanse na rzecz własnego dobrego samopoczucia.
Już nabrała powietrza w płuca celem zarzucenia go morałami o nieumiejętności zachowania się w czyimś domu, ale zamiast tego pokręciła tylko głową z dezaprobatą. Mogłaby się opierać sugestywnemu spojrzeniu Gasparda, lecz od samego rana miała zbyt dobry nastrój, by psuć go teraz przez takie potknięcia. Zlustrowała go wzrokiem, doszukując się kolejnych niedociągnięć w garderobie lorda, będąc żywo zaciekawioną jak w jego wykonaniu mógł przebiegać ten skomplikowany proces ubierania.
- Nie bywam w takim stanie, ale chętnie ci potowarzyszę - odparła z błąkającym się na ustach uśmiechem i choć słowa te daleko leżały od prawdy, tak czas spędzany z bliskimi zdawał się wszystko wynagradzać. Wyminęła go w przejściu i zajęła jedno z miejsc na krześle nieopodal kominka, w którym wesoło tańczyły płomienie. - Wybacz, że na czas kolacji usadziłam cię w pobliżu ojca. Liczyłam na to, że doceni jak zauroczyłeś ciotkę Etinette opowieścią o pracy w operze. Zdawała się być tobą zachwycona. - Przybyła z Francji lady Rosier była oddaną muzyce patronką, Evandra miała nadzieję, że siedząc przy jednym stole zainspirują się wzajemnie do współpracy.
Skrzyżowała nogi w kostkach i wyciągnęła ręce na podłokietnikach, wodząc wzrokiem za Gaspardem. Przystojny czarodziej był od niej niewiele starszy, mogłoby się zdawać, że w dzieciństwie byli sobie bliscy, lecz jako chłopiec nie przejawiał rodzinnego zamiłowania do muzyki. Przesiadując całymi dniami w towarzystwie harfy rozmijała się z kuzynem, więc całą swoją relację musieli budować od początku.
Na kliknięcie zakładki otwieranej papierośnicy odruchowo zerknęła na zamknięte weń bibułki. Także pamiętała dzień, w którym Gaspard poczęstował ją papierosem, a ta zakrztusiła się drapiącym w gardło dymem i raz na zawsze odpuściła podobną rozrywkę. Ledwie tydzień temu podczas rozmowy z Deirdre w La Fantasmagorie ponownie odmówiła sięgnięcia po drażniący tytoń, lecz gęstniejący wtedy w powietrzu dym zaczął u niej z wolna wywoływać inne skojarzenia, nieco zmieniając punkt widzenia. W ostatnim momencie zdecydowała się wyciągnąć rękę i przyjąć papierosa. Zaproszeni na wyprawę goście na pewno chwilę na nią poczekają.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Palarnia [odnośnik]06.10.21 23:57
Ciekawy świąteczny dzień jeszcze wczoraj zapowiadał się zupełnie inaczej niż teraz. I choć Gaspard nie należał do zwolenników polowań i od dziecka starał się ich unikać jak ognia, tak rozwinął w sobie w miarę dobre poczucie orientacji w terenie i łatwość tropienia zwierzyny przez te wszystkie nieszczęsne godzinny spędzone z samego rana w lesie. Dorastając coraz mniej opierał się takim wyprawom, gdyż to był jedyny czas jak jego ojciec nie miał mu nic do zarzucenia, poprawienia bądź wytknięcia. Po dobrym polowaniu Falco Lestrange zawsze miał dobry humor przez kilka dni i nawet raz czy dwa zdarzyło się mu zaprosić syna na cygaro i brandy do jego biura w domowym zaciszu, gdzie bez słów mogli posiedzieć w swoim towarzystwie jak ojciec z synem. Były to nieliczne momenty w życiu Gasparda od śmierci jego matki, gdy ten “dogadywał” się z ojcem. Niemniej jednak zapisały się one głęboko w sercu młodego czarodzieja i choć Lestrange wolałby mieć takich momentów więcej z ojcem, to był realistą i wiedział, że te chwile są krótkie i ulotne w swej naturze. Jak wszystko co dobre szybko się kończy. Dlatego też docenił te wspomnienia jeszcze bardziej.
Gdy weszli do palarni i zamknęli za sobą dwuskrzydłowe drzwi by dym z tytoniu nie przedostał się do korytarza i innych pomieszczeń w domostwie, Gaspard otworzył papierośnicę, i zanim wyciągnął dla siebie fajkę, podsunął ją w stronę kuzynki z grzeczności częstując Evandrę pierwszą. Z niemałym zaskoczeniem zanotował fakt, że jego kuzynka, poważana Lady Rosier, chwyciła za zwinięty w cieniutki rulon tytoń i odpaliła go zgrabnym ruchem. Bez zastanowienia dołączył do niej chwilę później wyciągając i odpalając swój papieros. Zaciągnął się dymem niczym rześkim powietrzem w piękny poranek lub jak tonący powietrzem nad powierzchnią wody i uśmiech samoistnie wypłynął na jego ustach.
- Lady Etinette była wspaniałą rozmówczynią, problem jednak tkwił w moim ojcu tego wieczoru. Zdawałoby się, że ugryzł go elf w du… yyy… w wiesz co - w ostatniej chwili Gaspard zreflektował się, że przecież jest w towarzystwie damy i nie wypada wyrażać się tak wulgarnie nawet jeśli owa dama jest jego kuzynką. Doskonale też wiedział, że uwadze Evandry nie umknie jego niestosowna garderoba jak i słownictwo, dlatego nawet nie zdziwiłby się, gdyby wywaliła go właśnie ze swojej posiadłości na brązową trawę (wszach była zimna) i nie mógłby jej nawet o to winić. Wiedział, że jego kuzynka nie miała najłatwiejszego okresu w życiu a fakt, że nie byli blisko stawiał Gasparda w niezręcznej sytuacji, gdzie też nie wiedział czy wypadało mówić o niektórych wydarzeniach minionych miesięcy. A z drugiej strony udawanie, że wszystko było idealne jednocześnie stawiało go w roli każdego innego obcego szlachetnie urodzonego Lorda, którym nie chciał być - nie dla osób, które stanowiły jego najbliższą rodzinę.





In darkness one may be ashamed
of what one does,


without the shame of disgrace




Gaspard Lestrange
Gaspard Lestrange
Zawód : Asystent Dyrektora kreatywnego Opery
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hell is empty and all the devils are here.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10058-gaspard-lestrange https://www.morsmordre.net/t10117-edgar#306640 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10119-gaspard-lestrange
Re: Palarnia [odnośnik]12.10.21 8:56
Nieczęsto bywała w tej palarni, zwłaszcza za zamkniętymi drzwiami. Nie w towarzystwie lordów, otulona tytoniowym dymem, podtrzymująca niby nieistotną rozmowę o błahostkach. Nawiązywanie do nich było jednak jedną z najczęściej stosowanych przez Evandrę technik celem oswojenia rozmówcy. Ciepły, uprzejmy uśmiech, wyciągnięcie pomocnej dłoni, sprawianie wrażenia godnej zaufania, byleby towarzysz poczuł się w jej obecności swobodnie.
Wysunęła różdżkę z wiązowego drewna i szybkim jej ruchem odpaliła końcówkę otrzymanego papierosa. Drapiący dym rozdrażnił gardło, siłą wdzierając się do płuc. Do błękitnych oczu napłynęły słone łzy, jednak żadna nie spłynęła po bladym policzku. Evandra zakasłała krótko, z wolna przyzwyczajając się do gorzkiego smaku, by zaraz unieść wzrok na zdumionego jej postawą kuzyna. Na jego słowa pokręciła głową z dezaprobatą, lecz na różanej twarzy wciąż błąkał się uśmiech.
- Oh Gaspardzie, z pewnością zależy mu na tym, by uroczystości przebiegły w najlepszej formie, z dbałością o szczegóły. - Falco Lestrange był mężczyzną zdecydowanym i lubującym się w konkretach. Ze swym rzeczowym podejściem do życia, ale i artystyczną duszą, był świetnym dyrektorem kreatywnym opery w Hampshire, trzymając repertuar, jak i artystów żelazną ręką. Nic więc dziwnego, że nie dopuszczał do siebie myśli o błędach i porażkach, zwłaszcza w wykonaniu swego pierworodnego. - Pokładają w tobie nadzieje, myślisz że możesz im sprostać? - Jedna ze złotych brwi drgnęła, niemal unosząc się ku górze w powątpiewającym geście. Nie, żeby uważała Gasparda za niegodnego, pytanie było podchwytliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan, w jakim młodzieniec się właśnie znajdował. Czy gdyby sama nie była stale wystawiona na świecznik, obserwowana przez wielu, śledzona spojrzeniem, oceniania i rozliczana z każdego ruchu, czy także pozwalałaby sobie na więcej? Lekko przechyliła głowę na bok, jakby miało jej to pomóc w lepszym zrozumieniu słów czarnowłosego czarodzieja. Przesunęła wzrokiem po zmęczonej twarzy, linii pokrytej świeżym zarostem szczęki, szczupłych palcach pianisty, w których dzierżył odpalonego papierosa. Czy aby na pewno nie mogła pozwolić sobie na więcej?
- Jak nastroje w Thorness Manor? - spytała wreszcie, wprowadzając w ton głosu spokój. Minęły już niemal dwa miesiące od dnia, kiedy odwiedziła Wight po raz ostatni, by pożegnać się z tym, który nigdy nie istniał. Najtrudniejsze było sprawianie pozorów, że wszystko wciąż jest w najlepszym porządku, że nic się nie stało, nikt nie stracił życia, nie zranił uczuć, nie zdradził. Przebywanie z dala od rodzinnego domu znacznie ułatwiało pogodzenie się z sytuacją. W Château Rose nie poruszano tematu Francisa, czy to ze względu na brak szacunku do osób kategorycznie skreślonych z rodowych drzew, czy też przez wzgląd na poszarpane uczucia Evandry, która najmocniej związana z ukochanym bratem powinna była cierpieć najbardziej. Na twarzy półwili można było dostrzec cień smutku, nieco nieobecne spojrzenie, bezwiedny, podtrzymywany dla sprawiania pozorów uśmiech, nerwowe przesuwanie opuszkami po kolejnych palcach dłoni. Niewielu jednak wiedziało, że ten skrywany żal był wyłącznie zasłoną dymną do innych, drażniących umysł doyenne wątpliwości. Kiedy zdecyduje się na podzielenie nimi z bliskimi, czy kiedykolwiek się na to odważy? - Czy wszyscy żyją już nadchodzącym sabatem? Mam nadzieję, że olśnisz nas nienaganną prezencją. - Posłała mu niepozbawiony ironii uśmiech znad smugi papierosowego dymu.



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Palarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach