Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Palarnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime13.01.19 21:46

First topic message reminder :

Palarnia

Mieszcząca się w północnej części posiadłości palarnia jest miejscem o wnętrzu nieco surowszym, niż pozostałe części dworu: brak tutaj dywanów, futer, a krzesła, choć eleganckie, nie są tak miękkie jak w wystawnych salonach, wrażenie to przecina jedynie ogień trzeszczący wewnątrz kominka. Błękitne ściany zdobią malunki, liczne lustra dają wrażenie przestronności, a porozstawiane pod ścianami i pomiędzy wysokimi stolikami krzesła zdają się być przygotowane na spotkania w liczniejszym gronie. Stoły zdobią wyjątkowe grawerowane w róże popielnice wykonane ze złota topionego smoczym ogniem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime18.09.20 23:17

Zdawało mu się, że wyczuwał między tym dwojgiem pewne niedopowiedziane napięcie, którego jednak nie będąc świadkiem, nie był w stanie uchwycić - wyglądali jednak, jakby swoje zdążyli już tego wieczora przejść. Być może jego przypuszczenia były słuszne, bowiem na słowa o raporcie przesunął spojrzeniem w kierunku Macnaira.
- Późna pora sprzyja wolności, nie trzymają mnie w tym momencie żadne obowiązki - przyznał, choć zamierzał spędzić ten wieczór z żoną - i musiał przyznać, że właściwie nie stanowili dla jej towarzystwa silnej konkurencji. Spotkaniu, istotnemu czy też nie, nie zamierzał jednak odmówić, rozpierając się na krześle wygodnie i smakując tytoniu, wypuszczając gryzący dym gdzieś w bok. Po prawdzie nie sądził, by spacer po nadmorskim miasteczku rzeczywiście niósł za sobą przełomowe wieści. - Mniemam, że Dover śpi spokojnie? Wciąż tli się we mnie żal, że jego ulice nie są jeszcze tak czyste, jak ulice Londynu, ale na wszystko przyjdzie pewnie czas i miejsce. Pewnie prędzej, niż się wszyscy spodziewamy.  - Mdły uśmiech przemknął przez jego usta, wierzył w Czarnego Pana i w jego zwycięstwo, wierzył, że czarnoksiężnik jest w stanie zapanować nad całą Anglią, każdym skrawkiem jej ziemi, nad całą Wielką Brytanią, a może nawet dalej - przed kimś tak wielkim nie stały przecież żadne ograniczenia. - Prawda - przytaknął w końcu z nostalgią Ramseyowi, krótki moment zastanawiając się nad tym, jak bardzo wszystko - jak bardzo sami oni - zmienili się przez ostatnie miesiące. Uniósł spojrzenie znów na Macnaira, gdy Ramsey przedstawił go w pełni. Zatem zjawił się między nimi nowy śmierciożerca - czarnoksiężnik, z którym połączył ich jeden cel.
- Niezwykłe - rzucił krótko w odpowiedzi, lustrując jego twarz spojrzeniem. - Rozumiem, że twoje przedramię... ? - Próba kończyła się spotkaniem z Czarnym Panem, pojawieniem się mrocznego znaku, tatuażu już na zawsze znakującego ich życia, chciał wiedzieć, czy rytuał został już sfinalizowany. - Przyjaciele moich przyjaciół są mile widziani pod moim dachem - zapewnił, podejmując słowa Mulcibera - ten dom był dawno temu jego domem, czy Macnair o tym wiedział? - Zwłaszcza śmierciożercy - sprecyzował, skinąwszy głową Drew - w niemym geście gratulacji; lekko uniósł w górę dłoń, dając znak skrzatce - która wnet ponownie zjawiła się między nimi znikąd i rozlała alkohol do szklanic, Tristan uniósł jedną z nich w półoficjalnym toaście - Za twoją i naszą służbę, Drew - rzucił, tym samym proponując odejście od tytulatury - Macnair został wyniesiony ponad innych przez samego Czarnego Pana, stał się kimś więcej. Na krótko łypnął na niego okiem, kiedy Ramsey zadał dalsze pytania, niepewny, ile wolno było mu powiedzieć przy nim - ale poręczenie Mulcibera znaczyło dla niego wiele, wychowali się jako bracia i braćmi już zostaną, niezależnie od wszystkiego, co potoczyło się - a co potoczyć się mogło - dalej.  
- Dawno niczego nie spaliła - odparł zdawkowo na pytanie o żonę. - Zastanawiam się nad wydaniem Melisande - dodał po chwili, unosząc spojrzenie na przyjaciela. - Wiecie coś więcej o Blacku? - Tylko jeden czarodziej z tym nazwiskiem znajdował się w szeregach Rycerzy Walpurgii. - Musicie wiedzieć, należał do Slytherinu - Tyle sprawdzić zdołał, waśń łącząca oba rody nie była z pewnością tajemnicą dla wychowanego wśród róż Ramseya, choć Macnaira pewnie nie obchodziła. - Ty masz siostrę? - Ściągnął brew, w szczerym zdziwieniu. Dorastał sądząc, że ojcem Mulcibera był jego wuj, niewiele tak naprawdę wiedział o jego prawdziwej rodzinie.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime12.10.20 21:58

Nie dość, że robił sobie z niego jaja, to najwyraźniej znakomicie się przy tym bawił. Ramsey znał go od każdej strony, w końcu odkąd pamiętał łączyła ich przyjaźń, zatem doskonale wiedział co powiedzieć, aby wzbudzić w nim niepewność oraz powagę. Prowadząc go do dworu, gdzie należało się odpowiednio zachować, czego iście nie lubił, naruszył już sferę komfortu, a kolejne uwagi tylko umocniły w nim przekonanie, że skręci mu kark przy najbliższej, możliwej okazji. Wizja odwetu będzie mu się śnić po nocach i niczym parszywa mara pełzać tuż za plecami. -Strasznie mi przykro, że sprawiłem ci przykrość- burknął strzepując jego rękę ze swego kołnierzyka, który z pewnością był wygnieciony i do tego momentu nawet mu to nie przeszkadzało. Gdyby jegomość raczył wspomnieć, że będą gościć na salonach to by chociaż buty wyczyścił i elegantszą szatę przyodział. Pozornie zignorował jego uwagę, choć gdy tylko odwrócił się chwycił palcami niesforny materiał i wyciągnął ku przodowi by móc mu się przyjrzeć. Widok nieszczególnie go zaskoczył, Mulciber miał rację.
Było już za późno na jakiejkolwiek poprawki, nie wspominając o zaaranżowaniu dobrego alkoholu, choć dla właściciela dworu z pewnością nie byłby on niczym wyjątkowym, ale w końcu liczył się gest. Zmuszony był iść na żywioł – i co gorsze – być sobą. -Uczono mnie od najmłodszych lat- zakpił nim zjawił się Tristan.
Gdy Mulciber zaczął prawić uniósł na niego wzrok, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej posępny. Jaki u licha raport? Kłamał bez zmrużenia okiem, bez żadnego zająknięcia. Pewnie gdyby żona przyłapała go z kochanką też wcisnąłby jej kit, że miał wykład z anatomii, a ona w skowronkach zaprowadziłaby go do domu. Podła menda. Nie zamierzał zbłaźnić się przed Rosierem, był zbyt wysoko postawioną personą, aby mógł sobie pozwolić na podobną opinię. Westchnął cicho pod nosem, zaciągnął się papierosem, wypuścił wolno dym, po czym przeniósł spojrzenie na gospodarza. -Jak mniemam ten niezwykle ważny raport to noty za wygląd poszukiwanych kobiet. Chciałem udać się w kilka miejsc w celu sprawdzenia, czy aby na pewno pozostają wolne od wroga, ale mój towarzysz- wskazał Mulcibera – był nader zajęty bawieniem się w konesera- odparł z udawaną powagą, choć z pewnością Tristan wiedział, że nieco mijał się z prawdą. Nie potrafił kłamać, był w swych słowach równie przekonywujący co pijany jedenastolatek mówiący, że to puste Czarne Ale wcale nie zostało opróżnione przez niego. Ramsey pewnie potrafiłby jeszcze wcisnąć, że ktoś obcy włamał się i wypił do dna, a potem jak gdyby nigdy nic opuścił dom, ale on sam niestety nie miał takich zdolności.
Zgodził się w myślach z gospodarzem, kiedy ten wspomniał o rozszerzeniu wpływów Czarnego Pana. Anglia wolna od szlamu nie była już tylko pięknym snem, a wizją niedalekiej przyszłości. Oni mieli być tego częścią, ich różdżki miały się temu przysłużyć – był na to gotowy, wręcz spragniony kolejnych sukcesów.
Kiedy Mulciber wspomniał o próbie powrócił na moment wspomnieniami do tamtego dnia. Rozpierający umysł ból był wciąż żywy, choć nie tak odczuwalny jak jeszcze kilka tygodni wcześniej, ale nie wątpił w słuszność swej drogi. Był rad, że pozwolono mu zasiąść w gronie najwierniejszych sług i nie zamierzał nikomu nawet przez moment pozwolić zwątpić w słuszność tej decyzji.
-Owszem- odparł Tristanowi rozumiejąc, co miał na myśli, po czym przeniósł wzrok na Ramseya, który napomknął o zaufaniu. Był mu wdzięczny za te słowa, bowiem skoro łączyła go z gospodarzem braterska więź ten weźmie jego zdanie pod uwagę. -Lepiej tak nie mów, bo będę częstym gościem- rzucił zerkając na wykwintny alkohol i dopiero po chwili przypomniał sobie, że nie użył odpowiedniego tytułu. No nic, pozostanie mu łatka czarnej owcy salonów.
-Za naszą służbę- odparł unosząc szkło w geście toastu, by finalnie upić trunku z wyraźną rozkoszą. Już dawno jego kubki smakowe nie piły czegoś równie dobrego, Rosier miał niezły fart, że urodził się w dworku wypełnionym tak znakomitymi alkoholami. W końcu był przekonany, że wiele z nich było starszych od samego nestora – beczki lubiły leżakować.
-Niestety, widujemy się tylko na spotkaniach Rycerzy- odparł zaraz po tym jak w ostatniej chwili powstrzymał się przed zaproponowaniem własnej kandydatury. Może do lorda było mu daleko, ale byłby naprawdę dobrym mężem, który nie przeszkadzałby żonie w codziennych obowiązkach – szlajanie się po piwnicach zajmowałoby mu całe godziny.
Kwestia siostry wyraźnie go zdziwiła, ale najwidoczniej nie tylko jego, bowiem nim zdążył zadać pytanie zrobił to Tristan. Ściągnąwszy brwi oczekiwał odpowiedzi, gdyż najwyraźniej Mulciber zapomniał o tym komukolwiek wspomnieć.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Jasnowidz
Palarnia - Page 2 CAJ7doh

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime23.10.20 22:08

Uśmiechnął się lekko, słysząc słowa Tristana. Nie śmiałby nawet konkurować z jego żoną — nie tylko dlatego, że była jedną z najpiękniejszych kobiet jakie w życiu widział. Już jako na arystokracie ciążył na nim szereg rodzinnych sprawunków; jako na nestorze z pewnością miał ich od groma. I odkąd go znał miał w sobie niebywale wielkie poczucie obowiązku. Tym bardziej rad był, że zechciał im poświęcić chwilę; moment, który mógłby wykorzystać przyjemniej lub produktywniej niż w towarzystwie dwóch niezapowiedzianych i wyjątkowo nieszlacheckich gości. Nie mieli przecież nic istotnego do przekazania, nie mieli powodów by go nachodzić, zawracać głowę, przeszkadzać.
Mruknął pod nosem zamyślony. Ale chyba nie przyglądał się zbytnio Dover podczas całej podróży. Powinien. Pewnie tak, niegdyś, dawno temu było jego domem.
— Jak skropione deszczem z eliksiru słodkiego snu.— Uśmiechnął się. — Nie mógłbyś poprosić skrzata, żeby ich grzecznie kolejno... eksmitował? Albo Claude?— Uniósł brew, snując już w myślach wizję Tristana wypuszczającego smoka na Dover, by pożarł mugoli i spalił ich domy. Ale zapewne żadna z jego sióstr nie chciałaby mieszkać w otoczeniu zgliszczy. Zachował ją więc na inną, dogodniejszą okazję, a przynajmniej lepszy moment. Choć z przyjemnością przyglądałby się lokajowi eliminującemu niegodne Dover jednostki. Był pewien, że po Londynie kolejne miasta zostaną oczyszczone. To była kwestia czasu.
Chwycił szkło lekko w dłoń i wzniósł w geście toastu wygłoszonego przez Tristana. Za sprawę, za śmierciożerców i za nich. Miał przed sobą dwóch zaufanych czarnoksiężników. Tego, który był mu jak brat od najmłodszych lat i tego, który stał się nim w Hogwarcie, daleko od Kent. Potrzebowali wśród siebie ludzi, którym mogli powierzyć sprawy wysokiej wagi. Mimo to, jego intencja dziś była znacznie bardziej błacha, nie miała nic wspólnego z chęcią lub potrzebą zapoznania ich ze sobą lepiej.
— Wyborne — przyznał przyznał z zachwytem, upijając niewielki łyk. Wciąż wierzył, że takie Toujur Pour było tylko tu. — Nie ma żadnego raportu, kłamałem — przyznał w końcu, nie zamierzając dłużej ciągnąć tej farsy. Zarówno wywołując w Drew zakłopotanie, jak i w Tristanie dziwnej podejrzliwości o tajne sprawy i niedopowiedzenia, które musiałby być przez kogoś tak czujnego szybko dostrzeżone. — Chciałem ci trochę poprzeszkadzać. — Rozsiadł się wygodniej w fotelu, bez skrępowania, choć wciąż nie tak swobodnie, jakby był we własnym małym, ciasnym mieszkaniu na Pokątnej. — Tak, tak — przytaknął Drew i wsunął papierosa do ust i wargami go też przytrzymał, szukając po wnętrzu szaty plakatu, który wziął. A może jednak zapomniał. — Analizowałem je bardzo dokładnie. Szczególnie jedna wzbudziła moje zainteresowanie. Leighton. Charlene. Wygląda na plakacie na taką, która zgubiła drogę do domu. I na taką, która nie lubi się bawić.  — Na przykład w kotka i myszkę. A on lubił wyzwania i z chęcią sprawdziłby, czy łatwo jest ją złamać.
Uśmiechnął się lekko i przechylił głowę. To chyba dobrze, nie dawał jej zbyt wielu powodów do złości.
— Przestała dbać o odpowiednią temperaturę między wami? — Nie był pewien, czy wynikało to wyłącznie z gniewu, czy może i zwykłego kaprysu. Solene nigdy nie wykorzystała przy nim swojego ognistego temperamentu — czaru, być może, nie wiedział. — Nigdy nie byliśmy blisko. Z lordem Blackiem — sprostował, podnosząc wzrok na Tristana. — Mieliśmy wspólne towarzystwo. Zawsze uważałem, że jest inteligentny. — Dlatego też we wrześniu ubiegłego roku wprowadził go w szeregi Rycerzy Walpurgii. — Brał udziału w klubie pojedynków, grał w quidditcha, jak większość — wymieniał dodając ruchem dłoni trzymającej papierosa lekceważącego tonu. — Był niespójny. Niestabilny — poprawił się, odnajdując w myślach właściwsze słowo. — W emocjach popadał ze skrajności w skrajność, choć bardzo starał się ukryć za kamienną twarzą. Jeżeli mu się to wciąż przytrafia, dobrze się z tym kryje.— Zaciągnął się papierosem, przyglądając przez dłuższą chwilę Tristanowi. — Taki sojusz byłby przełomowy — Rosierowie nie dążyli Blacków sympatią. — Melisande wie? — Czy może to ona jakimś dziwnym trafem sama poprosiła brata o tego właśnie kawalera.
Upił znów łyk, kiwając głową. Miał siostrę.
— Mam— ale była tak istotna, że nie zawracał sobie nią nigdy głowy. Aż do niedawna. — I jest bardzo atrakcyjna — zadumał się na chwilę, przywołując Yanę z pamięci. Oczywiście ten fakt był w tej chwili mało istotny, ważniejszy był jej umysł. — I nie najgłupsza. Zajmuje się numerologią. Prowadzi obiecujące badania. — Wspominał o tym na ostatnim spotkani Rycerzy Walpurgii. Zerknął kontrolnie na Tristana, a następnie Drew. — Przeznaczenie nas pcha ku sobie, nie było innego wyjścia, jak zaakceptować w końcu ten stan rzeczy.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Palarnia - Page 2 E63803b007b647f59bccfeee588c116c

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime08.11.20 1:05

Kąciki jego ust wygięły się w uśmiech, a z warg wydobył się śmiech, tak krótki, że dałoby się go pomylić z warknięciem; zaciągnął się dymem, wypuszczając jego ciężki kłęb w bok. Jeśli początkowo nie był pewien, czy śmierciożercy nie przybyli do niego w kwestiach związanych z obowiązkami, o tyle wyznanie Macnaira obdarło go z tych złudzeń - i pozwoliło wreszcie porzucić oficjalny ton; uchwycił w dłoń szklaneczkę alkoholu, czerpiąc z niej kolejny łyk.
- Lady Prewett wyszła na nich dość figlarnie - stwierdził, z niesłabnącym rozbawieniem. Znalezienie się na podobnym plakacie damy, i to damy o tak istotnej pozycji, było dla niej upokorzeniem tak wielkim, że śmierć mogłaby przynieść ledwie wybawienie. Każdy rozsądny arystokrata wydaliłby ją z dworu, ale Archibald już dawno utracił rozsądek - i sam się na nich znalazł. - Była tam też dziewczyna o pełniejszych kształtach - przypomniał sobie, sięgając wzrokiem do wizerunków tych kobiet, które spamiętał najmocniej. Nie potrafił sobie przypomnieć jej imienia. - Leighton, Leighton... - powtórzył z zastanowieniem. - Moja faworytka - wspomniał, przywołując jej fotografię. Ze wszystkich tych dziewcząt wydawała mu się najładniejsza. Pospolicie, czysto i nudno, ale najładniejsza - a jego towarzysze chcieli rozdawać noty za urodę. - Większość tych plakatów przedstawia kobiety i dzieci. Za Longbottoma najwyraźniej nie ma komu walczyć - Strzepnął popiół do złotej popielnicy, uformowanej w kształt muszli.  - Nauczyłbym ją zabawy, takiej do białego rana. Nie macie ochoty się rozerwać? - zapytał, w jego źrenicy coś błysnęło złowrogo. Zastanawiał się nad postacią przywołanej przez niego dziewczyny. W zasadzie spodobała mu się ta wizja. - Wiemy o niej coś więcej? - Na przykład: gdzie mogą ją znaleźć? - Może przykładnie potraktowana zmusiłaby te szczury do pozostania w norach - Wypuszczali do walki ledwie dzieci - i powinni być świadomi konsekwencji swoich działań. Tego, że wysyłają ich na pewną śmierć. Czy ich złote serca naprawdę były temu obojętne?
- Mógłbym - odparł na pytanie Mulcibera wkrótce, Dover pozbawione mugolskiej krwi byłoby piękniejsze niż teraz. Czystsze. Spokojniejsze. Cichsze. Prymulka i Claude pozbyliby się mugolskiej tłuszczy w kilka dni. - Ale destabilizacja kolejnych regionów w momencie, w którym Londyn wciąż płonie, wydaje się nieco lekkomyślne. Chaotyczne decyzje mogą przynieść tylko porażkę. Wierzę, że to ucichnie do kilku tygodni - w imię Czarnego Pana przeniesiemy tę ekspansję dalej - Prędzej czy później  - z pewnością. Zaciągnął się papierosem w przerwie między jednym a drugim słowem. - Po prawdzie nigdy nie była w tym najlepsza - stwierdził, odnosząc się do Evandry i temperatury między nimi, gniew budził w niej ogień, ale poza tymi chwilami - była zimna jak lód, frustrująca lodowa rzeźba tak piękna i tak niedostępna, jak figury nimf zdobiące jadalną salę w Beuxbatons - wysoko w Alpach. Ale tematu nie rozwijał, nie zamierzając czynić z tajemnic alkowy tematu tegoż spotkania.
Z pewnym żalem przyjął, że ani Macnair ani Mulciber nie byli w stanie ocenić szkolnej prezencji Blacka. Lubił mieć sytuacje pod kontrolą - i trzymać tę kontrolę pod każdym względem. Tymczasem stworzenie spójnego obrazu Alpharda... nastręczało mu zbyt wiele trudności. Zastanowił się dłużej nad słowami Ramseya, on potrafił powiedzieć więcej. Nawet, jeśli wciąż niewiele, to - przynajmniej fragmentarycznie - dość znamiennie.
- Popadał w skrajności - powtórzył za nim niemal bezwiednie. - W złość? Gniew? Bywał... nieprzewidywalny? - Czy potrafił być niebezpieczny dla ludzi, wobec których takim być nie zamierzał? Sekrety arystokraty były niewątpliwie tajemnicami Grimmuald Place, poza które nigdy nie wyjdą - ale zamierzał zrobić, co może, by nie oddać siostry w ręce kogoś, kto nie doceni jej bliskości. A przynajmniej nie bez odpowiedniego przygotowania. - Na naszych spotkaniach też sprawia wrażenie bystrego. Dobrze odnajduje się w politycznych roszadach - przyznał, wspominając wystąpienia Alpharda - jego zaangażowanie w sprawy Ministerstwa, jak i w sprawy Rycerzy, przyznawało mu już pewną reputację. - Blackowie poważnie potraktowali ten konflikt. Wewnątrz naszych struktur nie ma już miejsca na dawne waśnie - każda nas osłabia - stwierdził, choć nie był pewien, czy wypowiadając to stanowisko chciał je przedstawić towarzyszom - czy może przekonać o nim samego siebie.  - Chyba nie - dodał zdawkowo, na pytanie o Melisande. - Może się domyśla, był u mnie - Czy wiedziała na pewno - na pewno nie wiedział nawet i on.
- Jak to możliwe, że nigdy wcześniej o niej nie mówiłeś?   - O siostrze, rozdzielono ich, nie odnaleźli się wcześniej? Ramsey dorastał sądząc, że jest bękartem jego wuja - był odcięty od swojej familii. Ignotus spędził długie lata w podziemiach Tower of London - jego młodość i ziarno, które zdążył zasiać, zdawało się pozostawać tajemnicą. - Zachwalasz - ją, czy... doznania? - dopytał, nieco nonszalancko, odnosząc się do atrakcyjności tajemniczej krewniaczki, zastanawiając się, czy zdążył ją poznać na tyle dogłębnie jeszcze nim zdecydował się ujawnić jej obecność. - Kiedy nas poznasz? - Kąciki ust znów uniosły się wyżej - w uśmiechu, który z zewnątrz w żaden sposób nie mógł wyglądać na zabawny, przemknął spojrzeniem po twarzy Drew, odnajdując u niego to samo zaskoczenie, jakie wymalowało się u niego. - Przeznaczenie? Chcesz powiedzieć, że natrafiliście na siebie przypadkiem? - pociągnął, ogniskując spojrzenie na Mulciberze. Nie lekceważył podobnych słów, kiedy wypowiadał je on - znał jego dar.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Palarnia - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Palarnia [odnośnikPalarnia - Page 2 I_icon_minitime18.11.20 16:37

Obrócił w dłoni kieliszek wypełniony trunkiem, po czym uniósł go do góry i ponownie zasmakował zawartości. Zapewne niegrzecznym było opijać się w gościach podobną ilością, jednakże musieli mu wybaczyć – dawno nie pił czegoś równie dobrego. Ostatnim razem próbował wina na noworocznym balu i choć nie mógł mu nic zarzucić, zachwycało podniebienie w całej swej okazałości, to nawet nie umywało się do Toujours Pur. Być może lord miał kilku wrogów, którym chciał uprzykrzyć życie parszywymi klątwami – z chęcią by w tym pomógł za choć jedną butelkę tego małego cudu.
Rzucił krótkie spojrzenie Ramseyowi, kiedy ten w końcu przyznał, że żaden raport nie istniał. Pokręcił głową wyginając wargi w nieco ironicznym wyrazie, bowiem najwyraźniej gospodarz nie zamierzał z tego tytułu nader bardzo się gniewać. Zdawał się nawet podłapać dość śliski – dla samego Macnaira – ale zarazem zabawny temat. -Leighton- powtórzył bardziej do siebie, po czym zastukał wolno palcami w szklane naczynie. Próbował ją sobie wizualizować, jednakże było tyle wartych uwagi, rzecz jasna tyko dla oka, panienek, że ciężko mu było odtworzyć akurat tą jedną. -Ta Wright też jest całkiem niczego sobie- rzucił otwarcie, gdzieś z tyłu głowy mając nadzieję, że nie napatoczy się temat panny ex Selwyn. Nie chciał o niej rozmawiać uważając kwestię jako zamkniętą, doprowadzoną do samego końca i nie pozostawiającą złudzeń. Wciąż żałował, że podążyła taką ścieżką, bowiem była wyjątkowo umiejętną czarownicą i z pewnością odnalazłaby pochlebne opinie w ich szeregach. Ponadto targały nim pobudki czysto egoistyczne, lecz dostępując najwyższego z zaszczytów zdusił je w zarodku nie chcąc, aby więcej omotały jego zdrowy osąd. Stała na równi z resztą zbrodniarzy i musiała ponieść tego konsekwencje.
-Słodka i do tego potrafi pyskować- dodał odnośnie Hannah mając w pamięci ich pojedynek, który skończył się dla niego sromotną porażką. Nie miał wyjścia; postanowił na spontaniczny plan, ale zabrakło mu kilku minut by go zrealizować, a gdy oddalali się z opustoszałego budynku musiał pomóc Hesperosowi stanąć na nogi nim spotkałoby go coś znacznie gorszego niż sikający na szatę psidwak.
-Pobawiłbyś się z nią, prawda?- uniósł wymownie brew wychylając głowę w kierunku Ramseya. Kpiący uśmiech zabłądził na jego twarzy, a oczy nieco rozbłysnęły. Przeczuwał co miał towarzysz na myśli i z pewnością odbiegało to od standardowo rozumianej rozrywki – przynajmniej dla dziewczyny. -Nie mam nic przeciwko, a nawet rzekłbym, iż z chęcią wziąłby w takiej zabawie udział- przytaknął Tristanowi na propozycję imprezy do białego rana. Cóż nie dało się ukryć, że wiele było w jego słowach prawdy, albowiem ewidentnie potrzebowali nauczki, która uświadomiłaby im pewne kwestie. Nieustannie miał wrażenie, że nie czuli na swych barkach żadnej odpowiedzialności; wabili w swe szeregi młodocianych, rzekomo odrzuconych przez społeczeństwo i co gorsza na tyle zdesperowanych, iż byli gotowi iść wprost na stryczek byle w imię… no właśnie, imię czego?
-Ciekaw jestem gdzie znaleźli schronienie- zastanowił się na moment, po czym upił trunku. Zmuszeni byli budować sieć kontaktów, jeśli nadal planowali wojenne wyprawy i dywersje, albowiem miasto było znacznie bardziej chronione i zamknięte na zewnętrzne wpływy. Nie miał zatem żadnych złudzeń, iż wciąż wielu z nich krzątało się londyńskimi ulicami pod przykrywką tudzież wpływem eliksirów.
Uniósł brew prowadząc spojrzenie od Ramseya do Tristana nie kryjąc lekkiego rozbawienia. Nie znał osobiście małżonki nestora, nie jemu było oceniać ich małżeńską temperaturę, dlatego skupił się na nalewce, którą gdyby tylko mógł poprosiłby o rękę. Byłby wtem przekonany, że uczucie między nimi nie wygaśnie, a co ważniejsze zawsze będzie odpowiednio gorąco.
-Dlaczego relacje między rodami są równie napięte?- spytał nie interesując się nigdy waśniami szlachty, ich wspólnymi konszachtami, a tym bardziej wewnętrzną polityką. Być może wiązało się to z nietaktem, ale Tristan musiał mu wybaczyć. -Wydaje mi się, że jest to najlepszy moment, aby pokazać szeroko pojętą współpracę między rodzinami, która przynosi korzyści nie tylko im samym, ale też społeczeństwu, które finalnie krytycznie będzie odnosić się do tych zerkających na nich z gończych listów- zaczął mogąc jedynie przedstawić punkt widzenia osób, które ze strukturalnych nizin spoglądały na władzę błękitnej krwi. -Kto wie, może sprzeciw wobec obecnej władzy doprowadzi do utraty przez nich szlacheckich tytułów- co byłoby sensowne, a przede wszystkim sprawiedliwe.
-Interesujące- uniósł kącik ust powracając spojrzeniem do przyjaciela. -Cóż was sprowadziło na tą samą drogę? Wiedziałeś o jej istnieniu wcześniej?- spytał z zaciekawieniem w głosie.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Palarnia

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20