Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Komnaty Mathieu
AutorWiadomość
Komnaty Mathieu [odnośnik]30.06.19 12:47

Komnaty Mathieu

Komnaty Mathieu są bardzo charakterystyczne – minimalistycznie urządzone. Komnata Sypialniana utrzymana w ciemnej kolorystyce, najpotrzebniejsze elementy wystroju w stonowanych barwach. Na komodzie naprzeciw łoża zawsze stoi bukiet czerwonych róż. Na ścianach wisi kilka subtelnych obrazów, na regale równo ułożone książki, większość o tematyce dotyczącej smoków. Bezpośrednio do Komnaty Sypialnianej przynależy sporej wielkości łazienka, również w ciemnych barwach, z bogatymi zdobieniami elementów. Owalna, duża wanna stoi pośrodku, odznacza się jasnym kolorem na ciemnych kaflach. Drugim pomieszczeniem jest garderoba, średniej wielkości, wystarczająca na potrzeby Lorda. Komnaty Mathieu mieszczą się na końcu korytarza, a z ich okien rozpościera się piękny widok na ogrody.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Mathieu Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]22.09.19 13:15
20 stycznia, po północy

Obcość. Lekko drażniąca, budząca niepewność w ognistym sercu, zaczepiająca duszę, wypuszczająca na bladą skórę ramion miliony maleńkich iskier wołających o coś, czego nie potrafiła zinterpretować, nazwać w żaden jasny sposób. Tak się czuła, spoglądając na sufit komnaty, która nie należała do niej. Każde pomieszczenie w pięknym Chateau Rose pachniało mieszanką nowych woni, do których przecież powinna się przyzwyczajać. Dotyk aksamitnej pościeli również wydawał się inny. Jedynie zasypiający kominek, parujący resztkami ciepła pozwał jej na odrobinę ulgi. Nie potrafiła usnąć, nie potrafiła uspokoić serca pragnącego się wznosić ponad pożądany spokój. Gościna tutaj to niezmącona przyjemność, lecz pozostawiona sama czuła, jak wirują wokół niej obawy. Kąsały, kiedy próbowała je rozwiać swoim oddechem. Zaciskające się na miłym materiale palce lekko drżały, a skulone ciało szukało w podglądanych widokach czegoś swojego. Mijały długie minuty, a ona męczyła się. Wreszcie zegar na ścianie wybił północ, ale mimo tego powieki jak na złość dalej nie chciały opaść. Usiadła i znów popatrzyła na wnętrze strojnej komnaty. Próbowała nasycić oczy pięknymi ozdobami, świeżą innością. Miała za sobą dzień długi, bardzo ważny i pełen zaskakujących wyznań. Powinna tak lekko i łatwo zanurzyć głowę w poduszce i usnąć. Po kolejnej godzinie jednak wciąż nie potrafiła. Wstała i w bosym kroku przemknęła przez cały pokój, by wreszcie dotykiem palca rozkołysać długą firanę. Spomiędzy jej mgieł mogła dostrzec księżyc. Ten sam księżyc, który oglądała z Beaulieu, te same gwiazdy. One opiekowały się nią w każdym miejscu. Nie tylko nią, Rosierem również. Znały sekrety ich obojga, potrafiły rozszyfrować zagadkowe spojrzenia, rozpuścić niepoprawne emocje.  Odwróciła spojrzenie, gdy tylko przypałętała się do niej pewna myśl. Znów przeszła przez komnatę, a długa nocna koszula ciągnęła się po wspaniałych podłogach. Otuliła ciało cieniutką podomką w kolorze niewinnej bieli. Gdy popatrzyła w lustro, dostrzegła, jak jasność materiału zlewa się z bladą, pozbawioną najdrobniejszej skazy skórą. Naga twarz, nieprzysłonięta żadnym makijażem zdradzała jej kryjącą się gdzieś bardzo głęboko melancholię. Sięgnęła dłonią do gładkiego policzka, zastanawiając się przez moment, jak widziałby ją świat bez tego wszystkiego. Bez strojnych sukien, kuszącej biżuterii i błyszczących drobinek na powiekach. Zbyt wiele myślała od pewnego czasu, czuła, że gubi swój własny ogień, tkwiąc w fałszywych klatkach. Tak nie powinno być, obiecała sobie przecież, że nigdy do tego nie dopuści.
Porzuciła fantazje zwierciadła i wreszcie nacisnęła na klamkę. Cichutko opuściła pokój mknąc korytarzami obcej warowni niczym nimfa opatrzona cienkimi powłokami bieli. Cisza tej nocy pieściła jej uszy. Im dalej jednak szła, tym bardziej stawała się przejęta swoim śmiałym pomysłem. Pilnowała, by żaden krok nie okazał się na tyle ciężki, by mógł zbudzić drzemiących na portretach przodków. Wreszcie lekko, nawet niesłyszalnie stuknęła w upragnione wrota. Nie do końca wiedziała, dlaczego to robiła, czemu zakradała się nocą do komnat narzeczonego. Brakowało jej pewności, nie wiedziała, czy znalazła się pod właściwymi drzwiami, ale chyba właśnie tak je zapamiętała. Objęła delikatnie klamkę i pociągnęła, robiąc ostrożny krok do tajemniczego wnętrza.
– Mathieu? – zapytała szeptem, obawiając się, ze spał. Gotowa była uciec i nie przeszkadzać mu w odpoczynku. Bardzo jednak nie chciała tej nocy być samą, skazaną na chłód nieznajomych przestrzeni. Wybawiłby ją od tej udręki, gdyby tylko zdołał podarować choć odrobinę uwagi. Wkroczyła tam zupełnie nie taka, jaką widywał do tej pory. Pozbawiona misternie szykowanych piękności, obdarta z sekretów urody i naturalna. Tak łatwo mógłby ją odesłać, wzgardzić tym niepojętym pragnieniem. Może nawet powinien, bo ośmieliła się przecież zakraść do jego komnat. Tylko te migoczące gwiazdy zdawały się sprzyjać jej nadziejom. Może tylko one zakradały się do ciemnej komnaty, by podglądać czyjąś historię, by ją przeżywać niemniej jak znajdująca się w smoczej jamie spłoszona Isabella.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Isabella Selwyn dnia 26.09.19 20:54, w całości zmieniany 4 razy
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]24.09.19 21:46
Emocjonujący dzień pełen nowych wrażeń i doznań. Dla Mathieu również był przełomowy. Odkrył przed Isabellą pewną część siebie, pokazują prawdziwe oblicze, a raczej to zbliżone do prawdziwego. Zawsze smoki były dla niego najważniejsze, tylko przy nich czuł się sobą i czuł, że żyje pełnią życia… nawet jeśli mogło być krótkie przez jeden, nierozważny ruch. Niemniej jednak, przy nich potrafił się otworzyć, czuć i myśleć inaczej, czego mogła w pełni doświadczyć Isabella. Zimowa pora nie była najlepsza, nie chciał, aby przemarzła, dlatego po dość długiej chwili spędzonej w Rezerwacie wrócili do jego domu, do pięknego Chateau Rose, które było mu najbliższym miejscem, zaraz po rezerwacie. Wspólny posiłek, krótka rozmowa i noc nadeszła szybciej niż mogliby się spodziewać.
Długa kąpiel przyniosła mu ukojenie. Aromatyczny zapach różanego olejku pozwolił całkowicie się rozluźnić. Mathieu potrzebował spokoju i możliwości odprężenia. W jego głowie ciągle majaczyła myśl, że to pierwsze noc Isabelli w Chateau Rose i z pewnością nie będzie należała do łatwych. Zawsze czuł się niekomfortowo nocując w innym miejscu, najbezpieczniejsze było przecież własne łoże, dające poczucie pewności i tulące do snu. W żadnym innym pałacu nie dało się tego powielić. A może Isabella podchodziła do tego zupełnie inaczej? Może dla niej miało to zupełnie inne znaczenie? Pałac Rosierów stanie się jej domem, powinna przywyknąć do tych ścian i zapachu róż. Skończył kąpiel, wdziewając komfortowe, nocne odzienie. Światło przy jego łóżku tliło się, a on przez długą chwilę zaczytywał się w stronnice księgi o smokach, szukając rozwiązań, które w przyszłości okażą się zbawienne. Północ na zegarze wybiła, a on odłożył tom i przymknął powieki. Skrzypnięcie drzwi obudziło go z tego stanu, a głos Isabelli spowodował zaskoczenie.
- Isabello. – szepnął, podnosząc się na łóżku. Zlustrował wzrokiem jej postać, odziana w delikatny materiał, tak niewinny i piękny. Nie powinien jej tak oglądać, przynajmniej nie przed ślubem. – Czy coś się stało, najdroższa? – spytał, podchodząc do niej powoli. Z jakiegoś powodu martwił się. Może łoże w komnatach gościnnych było niewygodne? Może coś obudziło się ze snu? Istniało tak wiele powodów tej nocnej, niespodziewanej wizyty… A on nie znał żadnego z nich.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.04.20 7:26, w całości zmieniany 1 raz
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]28.09.19 22:00
Dopiero jego głos. Jego widok. Dopiero one zdołały otrzeźwić jej nieprzytomne dotąd fantazje. Pofrunęła zbyt wysoko. Zupełnie jakby rzucił się z wiatrem na ten nierównomiernie rozpalający się płomień. Nie gasił, chociaż zawracał. Opuściła na moment głowę, radząc sobie z tak wielkimi emocjami jedynie ucieczką przed jego spojrzeniem. Przecież nie powinna nigdy przekraczać progu jego komnat, wypędzać Mathieu ze słodkich ramion snu. Przestraszył się, lecz chyba najbardziej przestraszyła się ona. Na chwilę rozproszył się niedawny impuls, ostatni ślad tej dziewczęcej odwagi. Kryć ją mogły niezbyt grube dwie warstwy wątpliwego odzienia, ale nie chroniły jej wcale. Poczuła się obnażona i tak bardzo chciała nagle zawrócić, czując wagę własnej decyzji. Z drugiej jednak strony chciała go ujrzeć niespodziewanie, bez całej otoczki piękna i najwyższej kontroli. Tak naturalnie, jak nigdy nie powinna ujrzeć. Lekko drgnęła jej dolna warga, a palce u stóp ścisnęły się niewidocznie dla męskich oczu. Rozbudzone drgnie głęboko pod piersią nie dawało jej spokoju. Spróbowała wziąć wdech, ale wcale nie pomogło, kiedy poczuła plątaninę zapachów. Tak pachniał Mathieu Rosier, a tutaj nie dało się tego zignorować.
Stanął przed nią wypędzony z miękkich materacy łoża, z pewnością zadziwiony obecnością narzeczonej. Ona jednak milczała długo, wystawiając jego cierpliwość na próbę. Wydawało jej się, że minęły długie chwilę, w ciągu których powietrze zdołało nieznośnie zgęstnieć. Rozumiała malujące się w oczach zdziwienie. Tak się nie zachowywały damy, ale teraz za późno na ucieczkę, na zakamuflowanie zdarzenia. Oczekiwał wyjaśnienia, które mogłoby usprawiedliwić jej obecność. Co jednak jeśli ono nie istniało? Trochę z przestrachem zrobiła niewielki krok w tył, ale w połowie zastygła i wreszcie odważyła się spojrzeć na niego emocjami, które tłumiła przez ostatnie chwile.
– Nic takiego – powiedziała, nie będąc wcale pewną tego, czy słowa te zabrzmiały kojąco, czy w ogóle wypowiedziała je na głos, ale chyba tak. – Chciałam cię ujrzeć – uzupełniła odpowiedź, zdradzając dość śmiałe pragnienie. Dama nie powinna nigdy się tak obnażać, to błąd. Jakże mocno poczuła to teraz, kiedy ciepło rozpływało się po jej twarzy, naznaczając śladem wstydu. Straszliwe uczucie, ale dziwnym trafem pobudzało ją, zamiast zachęcać do natychmiastowego odwrotu. To zgubne szaleństwo, które Rosier winien natychmiast ukrócić.  Niepotrzebnie wpędzała go w obawy. Wciąż bezgłośnie rozważała, co jej wolno, a co powinna zamykać w sobie szczelnie. – Wybacz, pójdę już – oświadczyła na koniec, modląc się, by głos nie zadrżał, by te łagodne nuty potrafiły zgasić ewentualną złość lub rozczarowanie. Nie wiedziała, jak mógłby się zachować. Mieli za sobą kilka wspólnych dni, a on wciąż był okrutnie obcy. Próbowała z tym walczyć, ale uwikłana w szaty damy nie mogła tego czynić tak, jak szczerze pragnęła. Nieodpowiednie pragnienia  popychały ją do działań niepożądanych. Obróciła się delikatnie, dziwnie leniwie z zamiarem opuszczenia komnat swojego narzeczonego. We wnętrzu jego prywatnych zakątków nie widziała niczego poza szlachetną sylwetką. Tylko jej umiała się przyjrzeć.
Nie powinnam – cisnęło jej się na wargi, ale pozostało niewypowiedziane. Jednym racjonalnym powodem jej obecności powinno być zagrożenie, ale gdy takowe nie istniało… Och, nie umiała myśleć w wirze takich emocji. Jakiejś upiornej wręcz plątaniny niepokoju, ciekawości i bardzo tajemniczego podekscytowania. Dałaby wiele, by w tejże chwili móc rozszyfrować jego myśli, przepłynąć przez strzępki jego emocji, by móc lepiej pojąć człowieka, którego wybrała dla niej rodzina, a którego wybrać pragnęła i ona sama. Miała wrażenie, że się mijają, że żadne z nich nie chce być sobą, że toną w nieufności, w nieprawdziwie, która godziła w jej rozpalone serce. Nie tak się chciała czuć jako narzeczona. Różane kolce nie zdołały jej skrzywdzić, ale jednocześnie wydawały jej się tak odległe, te kwiaty, ich pachnące, delikatne płatki, głęboka czerwień. Barwa największych emocji. Zamknęła oczy, broniąc się przed tym wszystkim. Zaraz zniknie, oddając mu należyty spokój.
W tym wszystkim czuła, że ograbiono ją z samej siebie, że dokonywała tego sama, wybierając niedobre rozwiązania, skłaniając się ku słowom i czynom, w które nie do końca wierzyła. Chciałaby któregoś dnia móc dowiedzieć się, że wolno jej przeżywać prawdziwie. Chociaż przy nim.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]05.10.19 21:47
Nocna wizyta była ostatnim czego Mathieu spodziewał się po swojej narzeczonej. Rozumiał, że w „nowym” miejscu mogła czuć się niekomfortowo, mogło jej to sprawiać problemy i być czymś zupełnie odmiennym, a jednak nie tego oczekiwali od nich wszyscy. Dokładnie wyuczone zasady nie pozwalały na prywatne spotkania, a raczej winni ich unikać jak ognia, wszak to niepoprawne, aby młoda dama odwiedzała swojego narzeczonego w jego komnatach przed ślubem. Nie złościł się na nią, był zwyczajnie zdziwiony wizytą o tej godzinie. Najwyraźniej jednak Isabella nie zdawała sobie z tego sprawy, a jej oczekiwania były zupełnie inne. Przyglądał jej się uważnie, widział drobne zakłopotanie, być może nawet zestresowała się i nie wiedziała co ma zrobić. Przyszła do niego, bo właśnie tego chciała, może nawet potrzebowała zobaczyć się z nim w innych, bardziej odosobnionych warunkach, bez wścibskich oczu i nadgorliwego patrzenia na każdy ruch. Po raz pierwszy mieli okazję zaczerpnąć odrobiny prywatności. Rosier był dobrze wychowanym mężczyzną i nie postąpi zbyt pochopnie czy głupio, wykorzystując okazję i brak czujnego spojrzenia dwórki.
Kącik ust drgnął delikatnie, kiedy powiedziała, że chciała go zobaczyć. Samotna noc w komnacie gościnnej na pewno była dla niej trudna, nic więc dziwnego, że zapragnęła chwili rozmowy czy wymiany kilku spojrzeń. Rosier nie był najbardziej przystępnym mężczyzną, nie wyrażał nadmiernie uczuć, był jak skała, którą ciężko ruszyć. A jednak, podjęła próbę poznania go i dała mu szansę. Zdawał sobie sprawę z tego jak niekomfortowa to dla niej sytuacja, a sam fakt, że praktycznie nie znała przyszłego męża jeszcze bardziej utrudniał. Może właśnie tak chciała go poznać… w samotności jego komat, zadając ciche pytania.
- Isabello… – mruknął cicho, spoglądając na jej speszenie sytuacją i nagłą chęć ucieczki. Przyszła tu, bo chciała go ujrzeć, trwało to zaledwie kilka chwil, a rozmyśliła się, bądź dotarło do niej, jak skrajnie niestosowna sytuacja miała właśnie miejsce. – Nie musisz wychodzić jeśli nie chcesz… – szepnął, ujmując delikatnie jej dłoń. Poprowadził ją w stronę kominka i usadził w wygodnym fotelu. Zdjął pled z jego oparcia i okrył narzeczoną. Troskliwe gesty, które były jednie kolejną maskaradą lub grą, do której musiał przywyknąć. Wzniecił różdżką mocniejszy ogień w kominku i spojrzał na nią.
- Mury Château Rose stanął się Twym domem, moja droga, na pewno przywykniesz… – szepnął cicho. Zdawał sobie sprawę, że to główny powód, dlaczego zawitała do niego. – Chciałabyś coś tu zmienić w przyszłości? – spytał. Nie pytał oczywiście o cały pałac, a o te komnaty, które za kilka miesięcy staną się ich komnatami. To śmiałe pytanie, ale był zainteresowany czy być może było tu coś, co całkowicie jej nieodpowiadało. Być może jakoś będą mogli na to wpłynąć.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]08.10.19 23:29
Mocą tych słabych kosmyków ognia cienie przesuwały się po jej spłoszonej twarzy. Tutaj nic się nie zgadzało. Wyrywające się w oddechach serce chciało wykonać krok w jego stronę, ale wszystkie niewidzialne dusze szeptały jej do ucha, by zawróciła, nim lord nie utraci do niej szacunku, nim sama nie zabłądzi za daleko. Zamknęła zbyt długo rozchylone usta i lekko opuściła głowę, gdy zaczął mówić. Nie pozwolił jej się wycofać, choć nigdy nie odciął drogi ucieczki. Zamiast tego otoczył ciepłem swej dłoni. Pozwoliła mu zaprowadzić się na fotel. Z ulgą przyjęła obecność koca, którym natychmiast opatuliła się szczelniej.
Dopiero wtedy popatrzyła na niego pełnym, nieumykającym nigdzie spojrzeniem. Wdzięczna była za drobne przejawy troski i ślad zrozumienia. Z jakiegoś powodu trudno jej było przetrwać tę noc i chciała znaleźć się tutaj, przy nim. Doświadczała emocji dotąd nieodkrytych, ale bardzo silnych. Na nic wszelkie rady i wyobrażenia pielęgnowane przez ostatnie lata, kiedy to tak bardzo pragnęła wiedzieć, jak to będzie – gdy już znajdzie się przy tym, wybranym dla niej. Karciła się za te śmiałości, chociaż jeszcze bardziej za to, że wciąż próbowała je w sobie zadeptywać. Trzymała na wodzy własną energię, bojąc się tego, co się wydarzy, kiedy ciemne oczy Mathieu ujrzą tak śmiałą i pogodną Isabellę. Taką, jaka próbowała się przed nim ukazać w labiryncie. Do tej pory odważnie wkraczała w każdy dzień. Tak zawsze miało być, nie mogła znieść drażniącego uczucia własnej niepewności. Obawiała się jednak, że on nie zdoła jej pomóc. Że nie zechce.
– Dziękuję, że pozwoliłeś mi zostać, Mathieu – powiedziała wreszcie, patrząc, jak tym razem światło ognia to na jego sylwetce wyrysowywało wzory. Był wspaniały, taki postawny, wyrzeźbiony przez szlachetne wieki. Znów mówił o Chateau Rose jako o jej domu, wywołując tym drobny uśmiech, choć i również trochę zagadkowy. – Jeśli tylko zechcesz mi w tym pomóc, lordzie Rosier – mówiła cicho, wplatając namiastki tej porzuconej niedawno oficjalności. Niespokojny sen był powodem, ale chyba tylko pośrednim. Trudno jej było przełknąć te nieustanne pozory i powinności. Tym bardziej przy kimś, do kogo próbowała się zbliżyć, kto miał być wkrótce najdroższą jej osobą. A dziś? Nie wiedziała, kim był dziś. Upinanie gestów i słów w moc ciasnych konwenansów przychodziło łatwo. Wewnątrz niej rozrywały się żywioły, a na zewnątrz musiała wciąż być oazą, spokojną i posłuszną. Tak bardzo pragnęła, by ją zrozumiał.
– Nie rozmyślałam jeszcze o tym – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Wciąż dzieliło ich kilka miesięcy. Miała czas, by oswoić się z tym, że wkrótce opuści kochane Beaulieu. To także czas, który podarowano im, aby mogli się poznać, ale tak prawdziwie. Zastanawiała się, czy naprawdę pragnął poznać jej zdanie o wystroju wnętrza. Czy nie był to jedynie niewielki gest grzeczności. Cieszyła się, że o niej myślał i gotowy był słuchać. Nie umiała jednak w tej chwili rozważać zmian podłóg lub cudownych żyrandoli. Bella wstała, pokonując powoli te kilka kroków, które znów zdołało ich bezpiecznie od siebie oddzielić. Wszystko, co robiła, nieoznaczone było niczym, żadnym doświadczeniem, a jednie pędem uczucia.
Stanęła przed nim. – Mogę… – urwała, nie dokańczając pytania. Zamiast tego powoli wzniosła obydwie dłonie, które wkrótce objęły Mathieu w pasie, a głowę schroniła przy jego piersi. Zbliżyła się tak jak nigdy dotąd. Chciała się przytulić, a przez cały czas wciąż wydawało jej się, że się od niej odgradzał. Potrzebowała tego, nic więcej. Przez chwilę nie zastanawiała się nad tym, czy wolno jej było to zrobić czy nie wolno. Nie ściskała mocno, nie napierała, nachalnie domagając się czułości. Przecież mógł ją odepchnąć. Jakoś by to zniosła. Jeszcze niedawno obiecała komuś, że będzie dzielna. Nie widziała niczego złego w tuleniu swojego narzeczonego i skrycie wierzyła, że lord Rosier również. Nie zamknęła oczu, wpatrywała się w kominek, chłonąc zapach przyszłego męża.
Teraz już nie można było się cofnąć.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]19.10.19 21:04
Jej śmiałość była zaskakująca. Nie miał pewności jak potoczą się ich losy, ani tym bardziej czy zazna szczęście u jego boku. Nie chciał nadwyrężać zasad pielęgnowanych przez pokolenia, choć akurat on nie przepadał za ścisłym zachowywanie tradycji i spełnianiem nadgorliwych wymagań. Jego dusza od zawsze była pozbawiona pokory, a nadmierne kombinowanie wychodziło za każdym razem, kiedy próbował coś zrobić. Niemniej jednak, nie popełniał rażących błędów, bo pragnął, aby ród Rosier był szanowany przez pozostałe rody, aby byli potęgą. Stąd ta gra pozorów… Stąd cała otoczka i udawanie kogoś, kim się nie jest. Potrafił spojrzeć z troską na Isabellę, była tak drobna i delikatna, tak niewinna w swym zachowaniu. Przyszła do jego komnat, chcąc uniknąć pierwszej samotnej nocy w murach pałacu Rosierów. To naturalne, z drugiej jednak strony, niepoprawne. Nie miał z tym problemu, nie oponował, choć ona sama nie była przekonana do swoich racji. Widział to wyraźnie.
- Postaram się, Isabello. – odparł, uśmiechając się kącikiem ust. Nie mógł jej obiecać zbyt Wiela, za to mógł się postarać. Nie chciał, aby czuła się tu obco, skoro miała niebawem zostać jego żoną i zacząć żyć u jego boku, w tym właśnie miejscu. Chciałby, aby poczuła się jak w domu, choć jego dystans nie do końca pozwalał mu na całkowite rozluźnienie się. Miał trudny charakter, z którym nie chciał lub nie potrafił walczyć. Zależało mu na tym, aby kobieta, z którą przyjdzie mu spędzić życie była szczęśliwa. Miała czas na zastanowienie się, do ślubu zostało kilka miesięcy. Z całą pewnością będą mogli zmienić zdanie odnośnie wystroju wnętrza jeszcze kilkukrotnie.
Drgnął lekko na jej pytanie, a później objęła go i wtuliła się w niego. Przez chwilę zamarł w bezruchu, nie wiedząc co powinien zrobić. Lady Selwyn pokazywała mu swe serce, jak na tacy, dając całą siebie. Chciała być blisko niego, nie miała oporów przed dotknięciem go czy przytuleniem, a on… stał przez dłuższą chwile nie ruszając się ani kawałek. Później dopiero delikatnie objął ją silnymi ramionami, zamykając w nich bezpiecznie. Isabella była tak krucha, subtelna i delikatna. Była zupełnym przeciwieństwem jego osoby, choć płonął w niej ogień. Czy podobało mu się to, co teraz robili? To zupełna nowość. Nie miał okazji przytulać kogoś, zawsze były to wyuczone, grzecznościowe gesty, nigdy nie pokusił się na nic więcej, a teraz… Stali już tak dłuższą chwilę, on chował ją w swych ramionach. To zupełnie nowe odczucie i niespotykane w jego życiu wcześniej.
- Jeśli chcesz, możesz zostać do rana… – odparł cicho. Pal licho zasady. Isabella nie chciała spędzać samotnej nocy w sypialni gościnnej, a on nie chciał wystawiać ją na tą samotność. Nie zrobi nic złego czy niepoprawnego, mogła zająć jego łoże, a on i tak postąpi zgodnie z zasadami. Mógł usnąć w fotelu, jeśli przyjemność sprawi jej sen w jego łożu, zapewniając spokój jej duszy.




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]23.10.19 19:21
Zamknięte oczy bały się patrzeć, serce bało się poczuć, ale mimo to, miał rację, próbowało się dla niego otwierać, przełamywać bariery czułością spojrzeń, głaskającymi uśmiechami, dobrocią. Chciała, aby ujrzał w niej, w Belli swoją przyszłość. Taką prawdziwą, możliwie szczęśliwą dla niego, dla ich dwojga. Surowość i sztywne powinności nie potrafiłyby rozniecić w niej ogniska. Niczego też nie oczekiwała po pierwszych próbach, gdy sama właściwie nie umiała ocenić, z kim się mierzy, co jest w nim, co w sobie skrywa. Wielką ulgą okazał się płaszcz jego ramion, dłonie tulące ją do siebie. Drgnęła mimowolnie lekko zaskoczona taką odpowiedzią. Odruchowo mocniej go ścisnęła, jakby w strachu podejrzewając, że Mathieu zaraz zniknie, wypędzi ją stąd. Długi bezruch zdołał przywołać wiele wątpliwości, nie tego przecież oczekiwał. Nie wspominając już o tym, że nie powinno jej tu być. Pierwszy raz byli tak blisko, właściwie nie wiedziała, co powinna odczuwać. Analizę postanowiły jednak zastąpić czyny i tak po chwili odważyła się pogłaskać go delikatnie po plecach, wolno i czule. Pokiwała lekko głową w odpowiedzi na jego słowa.
– Chciałabym – szepnęła, ignorując irytujące pieczenie na twarzy.  Wielu rzeczy pragnęła, potrzebowała, ale o tym, czego chciał on, nie wiedziała nic. Nic prócz łatwych do rozszyfrowania rodowych powinności. Męczył ją ten niedostatek wiedzy, niedostatek lorda Rosiera, który przecież miał wkrótce się nią zaopiekować i o którego sama również chciała dbać. Nie czuła wiele, więcej w tych emocjach było lęku i nieoswojenia z bliskością, niż uczuć, które potrafiła pojąć i które chciałaby u siebie zauważyć. Trudno jednak je wywołać, kiedy wydawało się, że pozostaje sama. Przedłużająca się chwila niegroźnej pieszczoty pozwalała jej przyzwyczaić się do śladów ciepła na plecach, do tak intensywnych zapachów i drobnych, słabych drgań jego serca, do którego przykładała przecież głowę.
Odpowiadając, wcale nie miała przed oczami wstydliwych obrazów i niepokojących wyobrażeń. Po prostu rozumiała to jako szansę. Bez dodatkowych spojrzeń świadków i otoczenia zmuszającego do określonych postaw mogli spokojnie porozmawiać. Pobyć razem. Potrzebowała go całego, oddanego jej tak, jak ona winna oddać się mu. Zapewne nie miał pojęcia, jak ciężko jej było, jak bardzo gubiła się w nowościach ostatnich miesięcy. Pozbawiona kuzyna, pozbawiona przyjaciółki, skłoniona do związania swojego losu z kimś, kto nie znał żadnego z jej szczerych pragnień. Dlatego potrzebowała to nadrobić.
Poruszyła się delikatnie w jego ramionach, a w końcu odsunęła odrobinę i chwyciła jego dłoń. – Usiądźmy – zaproponowała, ciągnąć go w kierunku łóżka. Nic nie chciała, nic złego. Jedynie móc porozmawiać albo po prostu trwać chwilę w wyjątkowym milczeniu, które mogli dzielić jedynie między sobą, do którego nikt nie mógł tej nocy zajrzeć. Prowadziła go z uśmiechem, jak ta iskra wędrująca do ogniska. Usiadła na łóżku, wsunęła się na nie głębiej i popatrzyła na swojego lorda. O czym mogliby porozmawiać? Czy o zachwycających urokach tego pałacu? A może o sekretach, które obiecał jej zdradzić? Nie o tym. Właściwie to pominęła zupełnie kwestię tego, że mógł być zmęczony i nie miał na to ochoty. Trochę się zawstydziła faktem zignorowania jego snu. Przecież jej bezsenność nie wskazywała na to, że i on chciałby odmówić sobie kolejnych godzin snu. Sięgnęła po jego dłoń.
– Śniłeś mi się kiedyś, wiesz? –
zapytała z zakłopotanym uśmiechem i uciekła spojrzeniem. – Byliśmy na balu, uśmiechałeś się, a potem… potem ktoś cię zaatakował – kontynuowała, pomijając pewne wstydliwe szczegóły. – Nie chciałabym, aby coś ci się stało – dodała, sunąc palcami po jego dłoni. Wiedziała, że świat ukrywał przed nią wiele straszliwych historii. Mathieu nigdy nie miał stać się jedną z nich. Nawet jeśli wcale nie chciała zaręczyn, nawet jeśli wciąż był niepokojąco obcy - nigdy nie poprosiłaby o jego krzywdę. We śnie zdołała go uleczyć, ale okrutny widok wielu krwawych ran nabrał nowe znaczenia, kiedy stali się narzeczonymi. Nie mogłaby mu przecież powiedzieć, że te senne wizje nawiedziły ją wiele tygodni przed świętami.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]25.10.19 22:06
Kiedy po raz pierwszy ujrzał Isabellę Selwyn na Pokątnej… wzbudziła jego zainteresowanie. Już wtedy miał świadomość, że trafił na wyjątkową kobietę, o silnym charakterze, niesamowicie ognistą i mającą wiele do zaoferowania. Był spostrzegawczy, potrafił wyłapać najmniejsze szczegóły, zauważając przy tym ogół. Isabella różniła się od innych Lady należących do znamienitych rodów, będących w podobnym do niej wieku. Mathieu poznał wiele młodych dam, wszak jeszcze kilka miesięcy temu był kawalerem do wzięcia, z wybitnym nazwiskiem. Problem leżał w nim, żadna z poznawanych Lady nie była w stanie niczym mu zaimponować. Były… pozbawione naturalnego charakteru, nie miały żadnego wyrazu. Wyuczone regułek postępowały zgodnie z wymaganiami. On nie różnił się od nich, choć on ukrywał swe prawdziwe oblicze z zupełnie innych powodów. Nie chciał dać się poznać, nie chciał, aby ktokolwiek mógł wykorzystać jego słabości przeciwko niemu. Tak, nie był idealny, również posiadał pewne mankamenty, ale nie chciał, aby świat się o nich dowiedział. Isabella za to była wyjątkowa, a on na nią nie zasługiwał. Tego wieczoru złamała sztywne, dworskie reguły i zjawiła się w jego komnatach. On sam nie odważyłby się odwiedzić jej nocą.
Trzymał ją w objęciach, stojąc w milczeniu. Nie przywykł do takich gestów, jednak wiedział, że to kwestia czasu i będą integralną częścią ich wspólnego życia. Tristan i Evandra byli ze sobą szczęśliwi, doczekali się cudownego potomka. Mathieu też zasługiwał na coś więcej, a może właśnie Isabella okaże się jego zbawieniem. Może będzie w stanie kiedykolwiek pokochać jego trudny charakter i trwać u jego boku z innych powodów niż rodowe zobowiązania. Drgnął delikatnie, kiedy odsunęła się i skierowała kroki w stronę jego łoża. Nie zawahał się, ruszył za nią, aby otulić ją ciepłą kołdrą, przesiąkniętą jego zapachem. Przepadał za snem w chłodnym pomieszczeniu i choć ogień tlił się w kominku wcale nie było tu ciepło. Podparł się jedną dłonią i spojrzał na nią uważnie, słuchając o śnie. Brutalna prawda, o której nie miała pojęcia. Rosierowie mieli wielu wrogów, podobnie jak Rycerze Czarnego Pana, więc Mathieu był podwójnie narażony na trudne sytuacja. Nie sądził jednak, by ktokolwiek pokusiłby się o taki atak na balu, choć ciężki stwierdzić co takiego mogą zrobić wrogowie. Spojrzał na ich dłonie i uśmiechnął się delikatnie.
- Nie obawiaj się, najdroższa. To jedynie zły sen. – szepnął cicho, przesuwając czekoladowe tęczówki na jej jasne oczy. Tak bardzo się różnili od siebie. Byli zupełnie inni. Isabella za kilka miesięcy miała stać się jego żoną, a on miał wrażenie, że wcale tego nie chce. Sam również nie był przekonany do ślubu. Lady Selwyn jednak poczyniła kroki, aby poznać przyszłego małżonka bliżej, starała się, a on pozostawał niewzruszony niczym ściana lodu. To nie było sprawiedliwe, ani odpowiednie zachowanie wobec niej.
- Jesteś niesamowita, Isabello. Piękna i intrygująca… – mruknął cicho, ujmując jej dłoń i całując delikatnie jej wierzch. – Chciałaś poznać moją tajemnicę… – szepnął cicho, przysuwając się do niej bliżej, aby móc spojrzeć jej w oczy. Mathieu bardzo ciężko było rozgryźć, nie do końca wiadomym było gdzie błądzą jego myśli i na czym dokładnie się skupia. Był zagadką, a on zdawała się jedyną osobą, która mogła ją rozwiązać. Może nie teraz, może nie od razu, ale po pewnym czasie. Może uda jej się poczuć do niego coś więcej, może uda jej się go pokochać, a wtedy wszystko stanie się łatwiejsze…
- Tristan obiecał mi, że będę mógł sam wybrać sobie żonę. Ojciec nauczył mnie zamiłowania do smoków, ale nie miał okazji pokazać mi razem z matką, czym są uczucia… Zginął, gdy miałem kilka lat. Nie miałem skąd czerpać wzorców, jednak rzekomo i bez tego istnieje możliwość poznania uczuć. Kiedy spotkałem Ciebie w kawiarni… wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Jako jedyna przyciągnęłaś moją uwagę i sprawiłaś, że chciałem… że chcę Cię bliżej poznać. – wyjaśnił, nie spuszczając wzroku z jej tęczówek. To była zwiła historia, on był trudnym człowiekiem, ale nie chciał, żeby jego narzeczona miała złe życie u jego boku. Isabella zasługiwała na szczęście, a on chciał zrobić wszystko, aby je miała. – Chciałem zaproponować Tristanowi, abyśmy połączyli nasze rody sojuszem, jednak dobił targu z Morganą wcześniej. Wiem, że nie jestem idealny… Wiem, że to wszystko jest dla Ciebie trudne, a ja nie zaprezentowałem się od najlepszej strony w ostatnich tygodniach. Daj mi proszę szansę. Chcę, żebyś była szczęśliwa, Isabello. – szepnął, odwracając na koniec wzrok. Mathieu nie otwierał się zbyt często, nie mówił o sobie, o swoich planach czy zamiarach. Widział jednak ją taką delikatną, zaraz obok siebie, mając jej drobne ciało na wyciągnięcie ręki. Przyszła do niego, bo chciała być obok. Może istniała szansa na to, że da mu szansę pokazać się z lepszej strony, jednocześnie rozumiejąc, że w tym przypadku potrzebny jest czas.
- Jakie jest Twoje marzenie? Chciałbym je spełnić. – szepnął, znów składając subtelny pocałunek na jej delikatnej skórze. To całkiem przyjemne uczucie, móc trzymać jej dłoń i być… sobą. Bez wścibskich oczu osób postronnych, bez tej całej wyuczonej otoczki, którą posługiwali się na co dzień.




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]30.10.19 21:44
Tak łatwo poddała się temu, choć wydostanie się ze swojej komnaty, postawienie tych parunastu kroków wydawało się wielce ciężkie, wręcz niemożliwe dla damy, która powinna dbać o dobre imię – zarówno swoje jak i rodziny. Niemniej Bella niejednokrotnie łamała ścisłe reguły, a inne mocno wyginała, wprowadzając więcej prawdy i więcej emocji w świat, który, choć ludzki, pozostawał nienaturalnie sztywny, utkany z przewidywalnych formuł i tuszowanych uczuć. Opierał się na szkielecie, w który nikt nie wierzył, a jednak każdy tej konstrukcji ufał, pozwalając, by stała się ona podstawą najdrobniejszego ruchu. Czasami Bella kochała ten świat, uwielbiała mieniące się przestrzenie i wspaniałe przyjęcia, ale później znów zapadała w niepojętne znudzenie, uświadamiała sobie absurd i wielką teatralność. Choć maskami przysłaniano twarze na wielkich scenach, to jednak i poza nimi, a już szczególnie w tej przestrzeni szlacheckiej, noszono je z nienormalną przyjemnością, a nawet i przez wzgląd na pewne wielowiekowe reguły. Piękny świat, a w nim ludzie trenowani od pierwszego oddechu do współtworzenia tej idylli. Pływała w nim, choć z roku na rok czuła większy ciężar. Chętnie zaczepiała rozmówców, prowokowała dyskusję, nie umykała przed obcymi oczami. Pewnego dnia jednak powinności zaczęły wyrywać z niej tego płomiennego ducha – strzępek za strzępkiem. Dawno już nie czuła w sobie tyle lęku, tak wielu wątpliwości. Mathieu mógłby pomóc jej się z tym uporać, ale czuła, że wciąż jest zbyt obcy. Tak nie powinno być. Nie powinna drżeć w obawie o reakcję mężczyzny, którego przyjdzie jej wkrótce poślubić. A jednak tak właśnie było.
Układała się w jego łożu, opatulana przez jego niespodziewanie czułe ramiona. Dbał o jej ciepło, spoglądał, zdawałoby się, przychylnie. Wielkie, niemogące zaznać spokoju, oczy zerkały z uwagą, doszukując się alarmujących błysków w tym obrazie. Nic. Żadnego czarnego płomienia, żadnego zrywającego ciepły ogień wiatru. Jedynie te palce przesuwające się po jej dłoni. Naprawdę mogła tutaj być? Zły sen nie był jedynie obawą, miał zdradzić sprytnie namiastkę pewnych faktów, które nie mogły być głośno wypowiedziane. Przecież ujrzała go we śnie, przecież wyrażała troskę. Nie musiała mu tego opowiadać, a jednak zdecydowała o tym, jednak się dowiedział. Słuchała uważnie, czując przelewające się co jakiś czas po ciele fale dreszczy. Nigdy wcześniej nie znaleźli się w takiej bliskiej sytuacji. Z pogodnym uśmiechem przyjęła czuły gest tych ust, a dotknięty skrawek skóry zapiekł dość przyjemnie.
Wypływające z jego ust komplementy przyjmowała nikłym uśmiechem, choć gdzieś wewnątrz niej coś zamierało, gdy tak słowo po słowie wzmacniał napięcie. Rosier mówił dużo, zaskakująco dużo! Isabella wchłaniała każde zdanie, zastanawiając się, do czego one prowadzą. Mathieu zdawał się nieco naokoło tłumaczyć swoją postawę, zdradza pewne problemy, o których Isabella nie miała pojęcia. Dziś właściwie niewiele mogły jej podpowiedzieć te słowa. Istniała jednak pewna niepisana reguła. – Mathieu, uczucia zjawiają się same. Nie trzeba się ich uczyć. Czasem możesz ich nie rozpoznać, ale one są. Wszystko to… możemy stworzyć sami. Wspólnie je oswoić, kiedy tylko przyjdzie na to pora – mówiła ciepło, nieco mocniej przy tym ściskając jego dłoń. W głosie tliła się wyraźna nadzieja, coś, w co Isa próbowała ze wszystkich sił wierzyć, ale na te roziskrzone teorie cień rzucała gęsta zasłona niepewności. Mathieu wychowujący się bez ojca zapewne cierpiał ograbiony przez los. Czy to właśnie przez to zamykał się na świat prawdy i silnych emocji, dobrych emocji? Wypowiadał się na niełatwe tematy. Naturalnie rodzące się w Belli iskry gnały wypełnione marzeniami, ale tak niewiele potrzeba, by i ona upadła boleśnie.  – Chodź – szepnęła, pociągając go lekko w dół, prosto w te miękkie, jedwabne poduszki. Chciała, aby ułożył się przy niej. Składane tłumaczenia i deklaracje wydawały się wielce ważne. – Połóż się przy mnie, Mathieu – dopełniła, przekręcając się na bok. Tak wiele sprzecznych sygnałów podpowiadały jej naprzemiennie ciało i dusza. – Obydwoje potrzebujemy czasu i wiele szczerości. Jesteśmy dla siebie nawzajem szansą, czy nie uważasz? Masz ją, Mathieu. Wierzę, że któregoś dnia zdołamy w najmilszy sposób uporządkować ten chaos i te niepewności. Ale mów mi, proszę. Jak najwięcej. Gdy tylko poczujesz potrzebę, by się ze mną czymś podzielić. Spędzajmy razem czas, tylko tak zdołamy się poznać. Możemy też milczeć. Przy mnie możesz być sobą, nie udawaj, nie uciekaj przede mną. Nie chcę czuć, że jesteś mi obcy. Przecież nie jesteś, prawda? – mówiła, dzieląc się  nim nieco naiwnymi może przekonaniami. Jakże swobodniej się czuła, pozostając z nim sam na sam. Nawet mimo dziwnego uczucia w brzuchu i niepokojącego ciepła rozproszonego po ciele. – Przez tę chwilę o tym właśnie marzę. By móc poznać choćby namiastkę twoich uczuć. Powinniśmy być obydwoje szczęśliwi.
Nie mogła zawieść Mata. Nie mogła zawieść wielu osób. Świat miał wielkie oczekiwania wobec niej i niekoniecznie interesował się jej prawdziwymi pragnieniami. Nie kłamała, zdradzając swoje odczucia. Nie istniały również żadne inne odpowiedzi, które mogłaby mu podarować. Dziś jednak wiedziała, że przed nimi długa droga i że to wcale nie jest tak lekkie, jak jej się wcześniej wydawało. Choćby zebrała w sobie wszelkie moce, to Mathieu wciąż pozostawał kimś obcym. Starała się jednak przemienić ich los. Oswoić go z sobą. Oswoić siebie z nim i z dotykiem również. Dlatego ułożyła dłoń na jego policzku i pogłaskała go niespiesznie, zaczepiając palcami o brodę.
Wciąż mogli się uratować. Pozbyć się tego chłodu, który czasami wkradał się między nich. Isabella chciała czuć. Uczucia jednak musiały nadejść same. Mathieu Rosier był jej przyszłością – jedyną, jaką miała, prawda?
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]10.11.19 22:18
Wątpliwości nie były czymś niezwykłym, to naturalne, że stojąc w obliczu niepewnej przeszłości czuła obawę i niepewność. Może gdyby trafiła na bardziej urokliwego Lorda, któremu rozmowy nie sprawiałyby tylu problemów i trudności, jej los byłby łatwiejszy. Niestety, przyszło jej się zmierzyć z Mathieu Rosierem, milczącym Lordem, preferującym słuchanie i poznawanie innych. Był zamknięty w sobie, skrywał wiele tajemnic i niebywale trudno było mu zaufać. Niejednokrotnie doświadczył sytuacji, w której zaufani ludzie wbijali nóż w plecy. Zdrada Percivala odbiła się na nim dość mocno, choć nerwy i emocje trzymał na wodzy, nie był w stanie pojąć zdrady przyjaciela. Znali się tak dobrze, spędzali ze sobą wiele czasu, wiedzieli o sobie tak dużo… A jednak. Przyjaciel go zdradził. Dlatego zaufanie było kwestią sporną. Isabella nie zrobiła mu przecież żadnej krzywdy, była kobietą piękną, delikatną, powabną, choć miała w sobie ogień. Mathieu tak bardzo chciał, aby zrozumiała to, co w nim siedzi, jednak nie potrafił tego przekazać żadnymi słowami.
- Chciałbym, aby to co mówisz, było prawdą, najdroższa. – odparł. Być może Isabella miała rację, może uczucia miały same pojawić się między nimi, tylko czy Mathieu będzie w stanie je rozpoznać, podzielić odpowiednio we własnej głowie… Dla niego to wszystko było trudne, nie był w stanie określić tego co czuje, mógł jedynie opierać się na reakcjach własnego ciała. Lubił spędzać z nią czas, była wyjątkowa, to odpowiadało mu ze względu na jej odmienność od wszystkich innych kobiet, które poznał w życiu. Miała temperament i przychodząc tu ciemną nocą pokazała go jasno i klarownie. Zapewne nawet w myślach innych dam nie pojawiłaby się chęć wyjścia i odwiedzin komnat przyszłego męża. Ona to zrobiła, wbrew wszystkim zasadom.
Spiął się, kiedy pociągnęła go za sobą, zmuszając do położenia się obok. To niepoprawne i nie tak powinno wyglądać. Przodkowie skarciliby ich za tak nieodpowiednie zachowanie, a jednak… Nikogo poza nimi tu nie było, a ściany komnaty miały pozostać strażnikami tej tajemnicy. Ułożył się, obserwując ją uważnie. Nie chciał przekroczyć granicy dobrego smaku, dlatego ograniczył się do ujęcia jej dłoni. Zbytnie zbliżenia były dla niego nowością, przynajmniej, jeśli chodziło o ten sposób. Isabella miała zostać jego żoną, piękną, noszącą jego nazwisko, wydającą na świat jego potomków. Nie była pierwszą lepszą kobietą spotkaną na Pokątnej czy w Wenus. To zbliżenie miało zupełnie inny sens, było bardziej intymne i jeszcze bardziej zakazane.
- Nie chcę być Ci obcy… – szepnął, wbijając wzrok w jej jasne oczy. – Nie przywykłem do rozmów… – dodał, uśmiechając się lekko. Każdy kto znał Rosiera wiedział, że ten odzywał się tylko wtedy, gdy zachodziła taka konieczność. Musiało minąć wiele czasu, nim znalazła się osoba, z którą mógł dzielić wiele słów. Lubił za to słuchać tego, co mówi Isabella. Lubił dźwięk jej głosy, delikatny rumieniec na twarzy, kiedy wypowiadała niepoprawne słowa. Była w tym niezwykle wyjątkowa. Chciała go poznać, namiastkę jego uczuć i tego kim jest naprawdę.
Tylko to mogłoby ją zranić. Nie mógł jej przecież powiedzieć o służbie Czarnemu Panu, o zadaniach powierzanych przez niego i wypełnianych skrupulatnie. Nie mógł powiedzieć o swoim podejściu do świata. Z jakiegoś powodu czuł, że te słowa wzbudziłyby w tak delikatnej kobiecie strach i obrzydzenie. Nie chciał, żeby uważała go za zwyrodnialca, który nie posiadał żadnych zahamowań. Przecież jej nie zrobiłby krzywdy. Za każdego członka swej rodziny dałby się spalić żywcem… Miał więcej twarzy, które dla wielu byłyby zagadką. Wolałby, aby Isabella żyła w błogiej nieświadomości, nienarażona na krzywdzącą opinię o przyszłym mężu. To mogłoby doprowadzić do jednego uczucia – nienawiści.
-Chcę, żebyś była szczęśliwa i zrobię wszystko, abyśmy mogli to osiągnąć. – mruknął zniżonym głosem, obserwując dokładnie jej reakcję. – Powiedz mi coś… zdradź marzenie, które moglibyśmy wspólnie spełnić. Tylko ja i ty. – dodał cicho. On sam nie miewał marzeń, raczej żył swym życiem, skupiając się na zadaniach i realizacji ich, aby jego istnienie miało sens.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]13.11.19 23:11
– Więc w to uwierz – szepnęła z namiastka nadziei. Patrzyła, próbując przeniknąć do głębi jego oczu, do głębi duszy, w której chować mogły się moce mogące zaprowadzić ich oboje ku prawdom, ku uczuciom jednoczących dwie postacie w całość, o której skrycie marzyła. Wyzwania wymagały, ale nie były niemożliwe. Wciąż mieli czas, wciąż przepełniały ich tajemnice, a doświadczenie ich odkrywania wydawało się Belli czymś wyjątkowym. Tym bardziej, że po raz pierwszy stawała się czyjaś. Czyjaś inaczej niż do tej pory, nie jako część rodziny, nie jako siostra, przyjaciółka czy powierniczka. Jako kobieta. Chociaż targały nią olbrzymie niepewności, nie zniosłaby zatapiającego ich marazmu. Był niebezpieczny i mógł zburzyć rozkwitające powoli marzenia o przyszłości. Wciąż nie obdarzyła go głębokim zaufaniem, mając mylące wizje i odczucia w duszy, wciąż czuła delikatne otulenie zakazanego płaszcza, ale starała się, pamiętając słowa choćby Alexandra. Była dzielna, obiecała mu to, a Mathieu również spełniał swoje rodowe powinności.
Nie do końca czuła się jednak przekonana jego słowami, płynnymi komplementami, zdobnymi słówkami schlebiającymi obiecanej mu damie. Wiedziała, że niektóre z pewnością podpowiadał mu obowiązek, bo czy mógł z głębi serca i w pełnej szczerości wypuszczać spomiędzy warg słowa tak wielkie? Łagodziły jej strach, ocieplały jego obce wciąż oblicze, ale nie pozwalała się im otumanić. Była z rody Selwynów, znała sztuczki, kłamstwa, znała teatr rozgrywający się w życiu. W życiu arystokracji pozostawał on szczególnie wyraźny. Mathieu jednak nie ignorował jej, a tego chyba bała się ponad wszystko. Gniewu, wstrętu i najpodlejszej obojętności. Ciepłe uczucia zdradzały przed nią, że zależało mu na odnalezieniu porozumienia, na odnalezieniu się wzajemnie. W sobie. Setki razy fantazjowała, przywołując wizje wspólnych chwil z potencjalnym, nieznanym wtedy jeszcze, narzeczonym. Wtedy nie wiedziała o wielu sprawach, badała co noc anatomiczne atlasy, podpytywała kuzyna, pytała o medyczne rozwiązania, kierując swoje zainteresowania w stronę nauki. Podsłuchiwane między salonami damsko-męskie sprawy malowały zdrowo dziewczęcy policzek, poruszały usta ku uśmiechom, ale nie dawały najważniejszych odpowiedzi. Nie pozwalały poczuć, co to znaczy być prawdziwie adorowaną, być tą upragnioną. Bo była nią dla niego, prawda? Lub chociaż mogła się taką stać? W myśl tradycji, w myśl miłości mieli na zawsze już pozostać blisko siebie.
Powtarzał jej słowa, nawiązywał do myśli, był blisko i mówił tak spokojnie, jakby świat zatrzymał się nagle. Byli tam sami i powiązani jedynie swoimi lękami. Dłoń ułożyła w jego włosach, pieszcząc je powoli, czule, oswajając się z ich dotykiem. Na twarzy poszukiwała grymasów niechęci, związanych z nieoswojeniem śladów, które potrafiłby nakazać jej wycofanie. – Więc nie mów – dopowiedziała tylko, rezygnując na kilka chwil z potoków słów. Przecież ich nie potrzebowali. Ta nowa chwila ogarnąć ich miała tak bezpowrotnie i w pełni. Przeczuwała, że wciąż za wcześnie, by którekolwiek z nich odważyło się mówić więcej, całkowicie szczerze i o tym, co niekoniecznie okazałoby się dobre i wygodne. Przecież sama bała się opowiedzieć lordowi Rosierowi o pragnieniach, o wielkich, wspaniałych marzeniach. Niegodnych damy, niegodnych pozycji lady. Na żadne z nich nie był gotowy. Ogarnął ją strach, by gdyby tylko ośmieliła się powiedzieć nieco więcej, mógłby odesłać ją do Morgany i zażądać zwrotu różanego pierścienia. Mgła hańby znów otuliłaby mury Selwynów, a przecież swojej rodziny chciała strzec. Kochała ją i dlatego obiecała sobie pokochać Mathieu.
Nie mogę ich zdradzić. Nie chcesz o nich usłyszeć.
– Zaśnij przy mnie, proszę – powiedziała więc, próbując znów wybrnąć. Nie chciała mówić mu o niemożnościach, które mogły okazać się przykre. Wolała więc odwrócić jego uwagę. Jakżeby się poczuł, słysząc o aspiracjach związanych z byciem uzdrowicielką? Nigdy by jej przecież nie pozwolił. Jakże by się poczuł, słysząc o tęsknocie za pewnym bliskim krewnym odseparowanym od niej tak brutalnie? Ta chwila była spokojna, miła, daleka od emocji mogących doprowadzić do katastrofy. Nie należało jej niszczyć. Ogień płonął spokojnie, lekko pieścił swym ciepłem.
Przestała obrzucać narzeczonego nieokiełznanymi potokami słów. Mogła to zrobić jutro. Będzie to robić przez kolejne dziesiątki lat.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Komnaty Mathieu A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]30.11.19 23:41
Długie lata zastanawiał się jak zachowa się będąc narzeczonym, jak spełni obowiązek i słowo rzeczone własnej rodzinie. Ród Rosier był dla niego najważniejszy, był mu całkowicie lojalny i wiedział, że dla nich zrobi wszystko. Świadomość spełnienia obowiązku wobec Rodu i wstąpienia w polityczny związek małżeński była mu dobrze znana. Nie chciał jednak trafić na damę, która swoim sposobem bycia wprowadzi rutynę i nudę, milcząc i będąc całkowicie podległa jego zdaniu. Owszem, to łatwiejsze i prostsze – mieć przy sobie marionetkę wykonującą każde polecenie bez mrugnięcia okiem. On potrzebował czegoś więcej w życiu, adrenaliny, rozrywki, nowości. Isabella nie wpisywała się w schemat nudnej damy na salonach, była wyjątkowa i on to doceniał, jednak nie potrafił jeszcze tego pokazać. Wszystkiego musiał się uczyć od podstaw, każdy aspekt ich związku był dla niego nowością, nieodkrytym lądem, nieznanym… Było w tym coś niesamowitego, w końcu nieczęsto miało się okazję na tego typu rodzaj poznania.
A ona była obok niego… Chciała go poznać, a on chciał poznać ją. Różnica polegała na tym, że nieufny charakter Rosiera całkowicie wychodził na wierzch. O wielu rzeczach też nie mógł jej powiedzieć, głównie dla jej bezpieczeństwa i spokoju umysłu. Nie był złym człowiekiem, postępował według określonych zasad i dążył ścieżką wskazaną przez Nestorów Rodu, to nie kwestia ostatnich kilku lat, a długiego czasu, w którym mogli wszystko ułożyć. Ród był potężny, a on chciał być częścią tej potęgi, nie… on był jej częścią. Isabella też niebawem miała się stać częścią tego wszystkiego. Chciał wiedzieć o niej wiele, co lubi, za czym przepada, jakie są jej ulubione kwiaty (oczywiście on nie uznawał innych niż czerwone róże), czego nie lubi… Miał tak wiele pytań, a nadal był niezdolny do układania ich w jedną całość. Zagubiony we własnym świecie, choć nikt nigdy nie powiedział, że Rosier nie jest pewny siebie… Wolałby, aby Isabella była spokojna i nieświadoma, nie okłamywał jej, a prawda, którą jej serwował miała wiele wspólnego z rzeczywistością. Wiedział jak lawirować w prawdzie, kłamstwem się brzydził…
Zaakceptowała jego milczenie. Właśnie tego potrzebował. Jej zrozumienia i możliwości decydowania samemu o tym kiedy i w jaki sposób będzie przekazywał jej informacje, jak wiele będzie chciał powiedzieć. Musiał przywyknąć do tej sytuacji i zrozumieć ją najpierw, aby móc przejść do kolejnego etapu. Czy jednak dzisiaj nie zrobili kolejnego kroku? Byli tutaj zupełnie sami, w swoich objęciach mógł trzymać kobietę, która za kilka miesięcy miała stać się jego żoną, mogli wymieniać spojrzenia, opowiadać o sobie, robić tak wiele. On jednak wybrał milczenie, chcąc przywyknąć do jej ciepła i zapachu obok siebie. Te bardziej fizyczne aspekty były dla niego istotniejsze niż słowa.
- Dobrze. – szepnął cicho wprost do jej ucha i otulił ją ramionami. Skoro tego właśnie chciała… Nie przystawało, łamali wszelkie zasady i Merlin jeden wie co jeszcze. Zapewne przyprawią jej służkę o zawał serca lub inną ciężką chorobę, kiedy tylko się dowie, że Isabella spędziła większość nocy w łożu swego narzeczonego. Ale tego właśnie chciała… A on chciał spełniać jej pragnienia i sprawiać, że będzie szczęśliwa. Nie powinien tego robić… Rozsądek to jedno, ale czy to właśnie nie on łamał wszelkie zasady? Zawsze był niepokorny i tym razem również zamierzał spełnić swoje zachcianki, a raczej zachcianki przyszłej małżonki.
Długo nie mógł zasnąć, wpatrując się w dogasający w kominku płomień. Isabella była zaraz obok niego, spała delikatnie, a on mógł obserwować ją po cichu. Sen w końcu przyszedł i był niezwykle krótki. Rankiem wstał przed nią, napisał kartkę z kilkoma słowami i zostawił na niej czerwoną różę. Mieli zjeść wspólnie śniadanie, ale do tej pory musiał jeszcze załatwić parę spraw.

ZT x 2





Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]08.02.21 16:08
wracamy stąd
Lot we trójkę na dywanie był co najmniej trudny. Choć zdarzyło się w ciągu jego życia kilka razy zabierać ze sobą więcej niż jedną osobę, to obecna sytuacja nie była dla Zachary'ego komfortowa. Zimno płynące płynące bezpośrednio znad morza wdzierało się pod kamizelkę, grubą koszulę, fular ciasno zawinięty pod szyją. Ocieplaną futrem abaję poświęcił na przykrycie Mathieu, szczelnie upychając materiał tak, aby przyjaciel nie zmarzł jeszcze bardziej podczas podróży. Własne zdrowie przedłożył ponad przyjaciela ocierającego się o śmierć z wykrwawienia i wychłodzenia. Przez całą podróż, tym razem krótszą, lecz w myślach Shafiqa ciągnąca się do samej nieskończoności, nie oglądał się za siebie. Ostry wiatr chłostał twarz, a szal owinięty wokół barków trzepotał niczym chorągiew i było to najmniejsze zmartwienie, z którym musiał zmagać się w powietrzu. Choć ze wszystkich sił trzymał za frędzle, a nawet panował nad dywanem bez trudu, to pogoda robiła wszystko, by zrzucić ich przy możliwie najbliższej, nadarzającej się okazji.
Starał się lecieć nisko, nie wkraczając ani w linię drzew, ani ewentualnych budowli, co do istnienia których nie miał pewności. Nigdy wcześniej nie miał powodu poświęcać tak wiele uwagi mapom Kentu, a dziś nie uczynił tego wcale, kierując się jedynie instynktem wiodącym go na wschód. Prawdopodobnie. Pewność ledwie ocierała się o świadomość Zachary'ego w takiej sytuacji, nawet po dostrzeżeniu na horyzoncie rozległej posiadłości Rosierów. Nie miał pojęcia, czy chroniły ją jakieś zaklęcie – nie myślał o tym, ten drobny szczegół zostawiając w rękach Tristana, gdy podjął milczącą decyzję o wylądowaniu jak najbliżej wejścia do rezydencji. Raptem kilkanaście kroków od wrót, ściskając frędzle w zdrowej ręce, zsiadł z dywanu, utrzymując go cały czas w powietrzu. Nie zamierzał targać nieprzytomnego przyjaciela noszeniem i przekładaniem w obce ręce. Dając Tristanowi czas na postawienie stóp na stałym gruncie, upewnił się, krwotok nie powrócił, a Mathieu nadal żył, w opinii uzdrowiciela sięgając właśnie zasłony oddzielającej życie od śmierci. Bez kolejnego słowa ruszył z lewitującymi noszami do posiadłości. Zmiana otoczenia dawała mu trochę czasu; niewiele, zdawał sobie z tego sprawę, ale w ciepłych murach nic im przecież nie groziło.
Wkraczając do holu, chyba pierwszy raz, nie miał wrażenia, jakby wstępował na niepewne terytorium. Z dumnie podniesioną głową ruszył przed siebie. — Potrzebuję miednicy z ciepłą wodą, czystych prześcieradeł, białych, jedwabnych nici, igieł — wyrzucił jednym tchem, w zasadzie nie wiedząc, do kogo kierował te słowa. Liczył jedynie, że ktoś był w stanie sprowadzić potrzebne przedmioty. — Gdzie są jego komnaty? — Zapytał, oczekując poprowadzenia do właściwej części rezydencji. — I dwie butelki spirytus. — Dodał głośniej, starając się zachować tempo w tym, czego musiał dokonać.
Przeniesienie Mathieu na jego łóżko, zziębniętego, zajęło chwilę. W biegu, układając nieustanny potok czynności, które na niego czekały, nie potrafił manewrować dywanem na tyle łatwo, aby posadzić go przy krawędzi skrzyni i, ściągnąwszy abaję, przesunąć ciało przyjaciela na pościel. Męczył się dłuższą chwilę, mając na uwadze przede wszystkim jego bezpieczeństwo, aż ułożył go tak, by nie spadł z łóżka, a Zachary mógł usiąść i robić swoje. Dywan posadził na wolnym kawałku podłogi, żeby nikomu nie przeszkadzał ani nikt przypadkiem go nie uruchomił. Nie chciał być świadkiem ani tym bardziej osobą, która miałaby spętać latający dywan, bo został on niewłaściwie potraktowany. W zamian wyciągnął zza poły spiętej kamizelki akacjową różdżkę, w palcach trzymając ją ponownie ze znanym tylko sobie wyczuciem i lekkością. Wziął długi, uspokajający, głęboki wdech, przysiadając na łóżku. Koniec drewna przytknął do torsu skrytego pod ubraniami. — Alti calor — szepnął, wykonując powłóczysty ruch, zakreślając nim sylwetkę Mathieu. Dał sobie także chwilę na obejrzenie obrażeń przyjaciela w znacznie lepszym świetle, dostrzegając kilka niewielkich siniaków, na które mógł coś zaradzić od razu. — Episkey — ponownie się odezwał, tym razem kreśląc gest różdżką na jednym z największych krwiaków, po czym odłożył różdżkę i przystąpił do ogólnych oględzin zranień i urazów, nieustannie zerkając w kierunku otwartej rany. Po dłuższej chwili ponownie sięgnął do ubrań, do kieszeni, wyciągając spośród nich małą fiolkę z eliksirem ożywiającym. Nie przypuszczał, że dzieło jego własnych rąk miało zostać użyte dopiero teraz i przez tyle czasu nie sfermentowało z wrażenia. Ostrożnie odkorkował buteleczkę, przysunął do ust, które dwoma palcami tej samej ręki lekko rozchylił. Drugą ręką chwycił za kark, unosząc głowę wyżej. Nie chciał przecież, żeby się udusi i przechylił szkło z miksturą, starannie odmierzając krople, które były wymagane do przywrócenia przyjacielowi przytomności.

Zużywam eliksir ożywiający z mojego ekwipunku



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]08.02.21 16:08
The member 'Zachary Shafiq' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 42, 26

--------------------------------

#2 'k8' : 1, 1, 6, 2, 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Mathieu Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Komnaty Mathieu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach