Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Komnaty Mathieu
AutorWiadomość
Komnaty Mathieu [odnośnik]30.06.19 14:47
First topic message reminder :

Komnaty Mathieu

Komnaty Mathieu są bardzo charakterystyczne – minimalistycznie urządzone. Komnata Sypialniana utrzymana w ciemnej kolorystyce, najpotrzebniejsze elementy wystroju w stonowanych barwach. Na komodzie naprzeciw łoża zawsze stoi bukiet czerwonych róż. Na ścianach wisi kilka subtelnych obrazów, na regale równo ułożone książki, większość o tematyce dotyczącej smoków. Bezpośrednio do Komnaty Sypialnianej przynależy sporej wielkości łazienka, również w ciemnych barwach, z bogatymi zdobieniami elementów. Owalna, duża wanna stoi pośrodku, odznacza się jasnym kolorem na ciemnych kaflach. Drugim pomieszczeniem jest garderoba, średniej wielkości, wystarczająca na potrzeby Lorda. Komnaty Mathieu mieszczą się na końcu korytarza, a z ich okien rozpościera się piękny widok na ogrody.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Mathieu - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]11.02.21 21:56
Wyprawa z Tristanem nie była łatwa, ale od kuzyna mógł się nauczyć naprawdę wiele. Wiedział, że konsekwencje mogły okazać się tragicznie, ale dobra wspólnej sprawy był w stanie poświęcić naprawdę wiele. Zapamiętał zawziętą walkę, zaklęcia lecące w jego stronę i brak możliwości obrony. Świat w pewnym momencie zawirował nieuchronnie, a on padł na ziemię zapadając się w ciemność. Dalszy ciąg wyprawy był dla niego jedną wielką niewiadomą i choć coraz bardziej zatracał się w otchłaniach ciemności… ktoś zaczął go z tego wyciągać.
Nie miał pojęcia ile to trwało, jak wyglądał, ani co dokładnie mu było. Powrócenie do świata bardziej żywych niż był przed momentem było brutalnym zderzeniem się z rzeczywistością. Zanim otworzył oczy zaczynało docierać do niego dźwięki. Słyszał Zachary’ego? A może to omamy słuchowe, bo zapewne przyjaciel byłby mu w tym momencie najbardziej potrzebną osobą. Cholera, nie za bardzo miał siłę otworzyć oczy, czuł się tak, jakby ktoś nasypał do nich wiele kilogramów piasku. Wszystko zdawało się być ciężko i męczące. Nie czuł za to chłodu wiatru i zapachu morskiej bryzy, a to oznaczało tylko jedno – na wyspie już nie był. Odzyskał zdolność względnie logicznego myślenia, potrafił połączyć dwie kropki, dodać jeden do jednego, bo na dwa do dwóch było zbyt wcześnie. Chyba porwał się z motyką na słońce, wybierając się na wyprawę w nieznane i dopuszczając do takiego sponiewierania.
- Udało się? – ciche pytanie padło z jego ust jako pierwsze. Pal licho z zdrowiem, ważnym było to, czy Tristanowi udało się osiągnąć cel. Mógłby się zapewne wykrwawić… teraz pamiętał. Lamino. Nawet nie próbował się dźwigać, nie miał na to ani sił, ani mocy, ani tym bardziej ochoty. – Jest źle? – spytał po chwili, przesuwając zmęczone spojrzenie na Lorda Shafiqa. Nie mogło być tak tragicznie, mówił, był w domu, więc… nie było dramatu. Z drugiej strony mogli po prostu nie chcieć, żeby umierał sobie na zimnej ziemi, w łóżku w jego komnatach było przyjemniej. Tak, zaczynał to dostrzegać i coraz więcej do niego docierało. Wierzył w zdolności Zachary’ego i wiedział, że na pewno jakoś… go poskłada.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]23.02.21 19:51
Miał poczucie, że Zachary - w przeciwieństwie raczej do Francisa - wiedział, co robi, kiedy prowadził przez chmurne przestworza latający dywan; arabska magia była mu równie obca, co sama arabia, ale w tym oriencie tkwił jakiś niezidentyfikowany, wabiący czar, piękny w swej oryginalności.
- Jak to działa? - zwrócił się do Zachary'ego, kiedy jego nogi stanęły na stabilnym twardym gruncie. W trakcie podróży czuł się niepewnie, brakowało mu czegoś, na czym można było znaleźć oparcie - konia i miotły trzymało się tak samo, nogami, tu płaskie podłoże wymagało chyba przede wszystkim poczucia równowagi, a było to poczucie całkiem mu obce, odmienne i nowe. - Tka się je ze specjalnych zaczarowanych nici? Zaklina po utkaniu? -  Niewiele o latających dywanach słyszał, jeszcze mniej wiedział na pewno, to, skąd Francis wziął własny, pozostawało dla niego zagadką, której chyba nie chciał próbować rozwikłać. Szacunek dla obcych kultur wyciągnął razem z wychowaniem, zainteresowanie było naturalnym następstwem intelektu rozbudzającego chęć poznania nieznanego. Wrota posiadłości stanęły przed nimi otworem, a wkrótce, jeszcze w ogrodach, dołączyła do nich służba, poinstruowana przez Tristana, by wysłuchała poleceń uzdrowiciela. Służki rozpierzchły się po korytarzach, poszukując przymiotów, o które poprosił Shafiq. Sam poprowadził ich do komnat Mathieu, miał dość sił, by iść, choć rana na skórze wciąż się nie zabliźniała. Ból wydawał się większy odkąd opadła adrenalina, ale nie wyrywał się przed szereg - stan młodszego kuzyna był znacznie poważniejszy i to nim Zachary musiał zająć się w pierwszej kolejności. Raz po razie zerkał na profil dumnego araba, szukając w jego mimice trosk lub zwątpień, zastanawiając się nad stabilnością stanu lorda Kentu; czy jego życie wciąż było zagrożone? Wierzył, że bliskość zdolnego czarodzieja odpędzała troski w dal, że nie pozwoli Mathieu usnąć na zawsze. Gdy tylko znaleźli się w jego komnatach - Tristan odczekał, aż dywan opadnie na drewnianą posadzkę i obszedł go, opadając na pobliskie krzesło. Wkrótce do komnaty wpadła służba ze wszystkim, o co zdążył poprosić Zachary, kładąc na stole kolejne wspomniane przedmioty. W milczeniu przyglądał się rzucanym przez niego inkantacjom, nie rozpoznając żadnej z nich, ale każdej z nich ufając. Nie chciał rozpraszać go słowem, toteż podjął się jakichkolwiek dopiero, gdy miał wrażenie, że Zachary był chwilowo mniej skupiony.
- Co z nim? - zapytał, jak się wkrótce okazało - zbędnie. Doskonałe zdolności Zachary'ego dość szybko wybudziły Mathieu ze słodkiego snu. Cichy głos, który wnet przeciął ciszę, jak na syna róż przystało, na pierwszym miejscu postawił obowiązek. Dziś nie musieli rozpamiętywać porażki. - Wyspa jest nasza - odpowiedział na jego słowa, bez zbędnej zwłoki. - Najtrudniej będzie utrzymać nad nią kontrolę, ale wszystko leży w naszych rękach. Jak się czujesz, Mathieu? - Mógł mówić, powinien? Nie wiedział, ale sądził, że obecność Zachary'ego ich obu obedrze ze złudzeń, jeśli tylko zajdzie taka konieczność. W milczeniu jeszcze chwilę przyglądał się jego działaniom, nim pożegnał się skinięciem głowy, w milczeniu opuszczając komnaty - pozostawiając uzdrowicielowi wolną przestrzeń i swobodę do dalszych rytuałów.

/zt



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Mathieu - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]18.03.21 11:06
Pytania, które postawił nestor Rosierów w trakcie podróży, miały odpowiedzi bliższe prawdy niż mógłby się tego spodziewać. Sama sztuka tkania latających dywanów była złożona, bez reszty skomplikowana i wymagająca kreatywnego, niemal fantastycznego podejścia do tematu. Historyczne księgi, te egipskie naturalnie, w tym zakresie stanowiły wiedzę tajemną. Nie każdy miał do tego predyspozycje, na pewno nie miał ich sam Zachary, choć w przeszłości wielokrotnie stykał się z tkaczami i zaklinaczami. Mimo wszystko traktował latające dywany jako część dziedzictwa Shafiqów.
Jedno i drugie, jeśli mnie pamięć nie myli — podał w odpowiedzi, przez chwilę zastanawiając się nad właściwym uzupełnieniem. — Nie są to jedwabie, które nawykliśmy nosić jako ubrania, choć rzeczywiście tka się je z jedwabnych i wełnianych nici. A przynajmniej mój dywan jest taki. — Zrobił pauzę, niemal czule spoglądając na swój unikalny środek transportu. — Pamiętam, że tkacze nasączają wszystkie włókna w dziwnym wywarze, później suszą na słońcu i zwilżają wodą, by się nie zeschły. Przypuszczam, że w ten sposób czynią materiał podatniejszy na magię, która pozwala nam sterować dywanem. Podobno do pewnego stopnia czują. Czyż nie to mówią różdżkarze o różdżkach? — Padło pytanie, choć nie sądził, żeby Tristan chciał kiedyś zgłębiać domenę Ollivanderów. Zachary nie zamierzał tego robić. — Gotowy dywan trafia w ręce zaklinacza. Co z nim robi? Tego nigdy nie widziałem na własne oczy. Ponoć strzegą swoich tajemnic równie mocno jak my naszych piramid. — Uzupełnił z lekkim humorem i nie wracał już do tematu latających dywanów. Przyjaciel znajdujący się na granicy życia i śmierci był jego jedynym priorytetem.
Zgromadzenie wszystkich potrzebnych przedmiotów zajęło dość czasu. Ten poświęcił na przywrócenie Mathieu do przytomności, choć w krótszej perspektywie nie było to najmądrzejsze posunięcie. Nie był jednak tak blady jak tego oczekiwał, a rana nie krwawiła. Nie utracił aż tyle krwi, niemniej stosowne osłabienie stanowiło nieodzowny element, z którym Rosier musiał się zetknąć w ciągu najbliższych kilku dni.
Przeżyjesz — odpowiedział. — Utrata krwi, kilka siniaków i otarć, nic ci nie będzie. Przez najbliższy tydzień nie powinieneś wstawać z łóżka, później z odpowiednią asystą. Zawroty głowy, senność i zmęczenie utrzymają się nieco dłużej. Poza tym czeka nas szycie, więc mam nadzieję, że wytrzymasz. — Nie pozwalał sobie, by brzmieć przy tym towarzysko. Wciąż miał do zrobienia wiele, skupiając się przede wszystkim na rozdartej ostrzem skórze i zaognionej ranie pomiędzy.
Nie ruszaj się w miarę możliwości. Mów też jak najmniej — wydał polecenia, po czym sięgnął po przyniesione prześcieradło i począł składać je w prostokąt około trzech stóp na jedną stopę długości. Kilka chwil później zabrał się za odkrycie rany w pełni. Żadne skrawki ubrań nie mogły mu w tym przeszkadzać, po czym pod bok przyjaciela podłożył złożone prześcieradło. Nawet jeśli miało mu być przez to niewygodnie w ciągu najbliższych kilkudziesięciu minut, to dla Shafiqa było to spore ułatwienie. Dłonie obmył w ciepłej wodzie i wytarł o kolejne prześcieradło, które następnie ułożył z góry, czyniąc z niego nie tyle tymczasowe okrycie, co nieco wygodniejszy sposób na wycieranie krwi. Tej miało jeszcze upłynąć co nieco, co do tego był pewien i nie miał żadnych wątpliwości.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]20.03.21 10:53
Był gotów do największych poświęceń, jeżeli chodziło o sprawy związane z Rycerzami Walpurgii i służbą dla Czarnego Pana. Idea, która przyświecała im wszystkim była słuszna i jedyna, na którą mogli kiedykolwiek zwrócić uwagę. Ktokolwiek kto nie był w stanie zrozumieć tego systemu był niepojętnym człowiekiem, kreaturą nie mającą szacunku do magii ani do samego siebie. Nie każdy powinien mieć dostęp do magicznych zdolności, umiejętności, do czarów najznamienitszego rodzaju. Niszczyli piękno magicznego świata, kiedy swoimi plugawymi dłońmi dotykali różdżek czy innych magicznych przedmiotów. Mathieu szczerze nienawidził każdego z nich, dlatego walczył po stronie Rycerzy, popierając w pełni ideę Czarnego Pana. Był zawzięty i gotów zrobić wszystko, aby zniszczyć ich co do ostatniego żyjącego elementu. Czasem ponosiło się straty, czasem odczuwało się ból, czasem ciężar spadający na barki przytłaczał bezgranicznie. Jeśli jednak wierzyło się w coś dostatecznie mocno – stawało się możliwe.
Odzyskanie przytomności nie było niczym przyjemnym, w zasadzie wolałby jednak przeleżeć bez pobudzonych zmysłów cały okres, w którym Zachary zamierzał zszywać jego rany. Nie wątpił w zdolności przyjaciela, ani tym bardziej nie obawiał się błędu z jego strony. Ufał Lordowi Shafiqowie i miał świadomość, że ten zrobi wszystko, aby doprowadzić go do porządku, ładu, składu i zapanować nad efektami przygody na wyspie. Odczuwał wszystko dość intensywnie, jego organizm buntował się w naturalnym odruchu. Nieco zamglonym wzrokiem widział jak Tristan opuszcza komnatę, z pewnością miał teraz ważne sprawy do załatwienia, w końcu Mathieu uzyskał informacje o powodzeniu całej akcji i uzyskanych efektach. Wyspa należała do nich, teraz jedynie musieli utrzymać nad nią kontrolę i to było najważniejsze. Priorytet.
Pocieszające słowa Zachary’ego docierały do niego z małym opóźnieniem, ale docierały. Stracił sporo krwi, dokładnie pamiętał jakie zaklęcia ugodziły w niego i jakoś nie dziwił go ten fakt. Siniaki będzie w stanie przeżyć, blizny tak samo. Czekało ich szycie, więc… będzie musiał mocno zacisnąć zęby i przeżyć to jakoś.
- Rób to, co musisz. – odparł przyjacielowi bez chwili namysłu, skoro taka była konieczność to nie było innego wyjścia. Zachary wiedział co robi i z całą pewnością postara się zrobić to tak, aby Mathieu odczuł to jak najmniej dotkliwie. Kiwnął głową, miał się nie ruszać i nie mówić. To dobrze, bo i jedno i drugie sprawiało mu niemałe problemy, dlatego bez problemu dostosował się do zaleceń Shafiqa. Zacisnął mocno zęby, chciał to mieć już za sobą. Zamknął oczy i pozwolił Zachary’emu działać. To tylko chwila cierpienia, później będzie tylko lepiej.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]26.04.21 0:46
Nie miał absolutnie żadnych wątpliwości, że Mathieu nie wiedział, na co się pisał. Jego obowiązkiem wprawdzie było poinformowanie pacjenta o kolejnych, wykonywanych operacjach – co niezwłocznie już uczynił – lecz wciąż miał w zanadrzu kilka niewielkich środków, dzięki którym mógł złagodzić sytuację. Uczynić ją jak najmniejszą traumą dla Rosiera.
Purus — wyszeptał inkantację prostego czaru oczyszczającego, gdy ponownie pochwycił różdżkę. Kreśląc gest tuż nad skórą rozdartą zaklęciem, jednocześnie starał się zachować zdrowy rozsądek w mocy, a przede wszystkim w jej wpływie na otwarte ciało oraz potencjalne reakcje uboczne, niemalże alergiczne. Zbyt wiele razy dochodziło do tego rodzaju efektów w wykonaniu stażystów stawiających swoje pierwsze kroki. Jako profesjonalista Zachary nie mógł pozwolić sobie na szkolne błędy i w swój ruch różdżki włożył całą siłę, jaką w sobie jeszcze miał. Przez moment spoglądał nieco zamazanym, nieostrym wzrokiem na efekt swoich działań. Wolną, niewiodącą ręką chwycił za prześcieradło i otarł nim czoło, czując kropelki potu opierające się o brwi, powoli spływające ku skroniom oraz do oczodołów. Parokrotnie zamrugał, nie zmniejszając ucisku na akacjowym drewnie. Knykcie pobielały, lecz zignorował własną reakcję organizmu. — Ignominia — padła kolejna formuła, przy której ruch różdżki był mniej precyzyjny. Jak każde zaklęcie, wymagało skupienia i dużego wysiłku, by osiągnąć pożądany efekt. W tym wypadku lekkie otępienie zmysłów, upośledzenie nerwów czuciowych. Ręczne szycie ran w jego wykonaniu nie było czymś, z czym Mathieu miał przecież styczność, lecz w końcu nadeszła chwila, aby i tą uzdrowicielską umiejętnością mógł się pochwalić.
Zaklęcie powinno znieczulić okolice rany na czas szycia. Leż spokojnie — odezwał się do przyjaciela, odkładając różdżkę. Nie była mu potrzebna. Raz jeszcze obmył dłonie w ciepłej wodzie, po czym chwycił za jedną z mniejszych igieł oraz bawełniane nici, które Tristan był tak uprzejmy udostępnić. Nie wątpił, że nestorowi Rosierów zależało na tym, aby jego krewny jak najszybciej wrócił do zdrowia, ale na pewno musiał przeżyć, aby tej chwili dostąpić. Błąd, fiasko, klęska w takim wypadku nie byłaby już w tym wypadku osobistą porażką Zachary'ego. Polityczny afront wiele kosztował i w zasadzie tylko o tym myślał, gdy rozdzielał nić na mniejsze włókna, a po chwili nawlekał, mrużąc własne oko, żeby tylko trafić w to maleńkie w metalowej igle. Z tą uporczywą, niemalże katorżniczą czynnością walczył dobrych kilka, dłuższych chwil, nim zmęczony uśmiech zakwitł na jego twarzy, a końce niteczki związał w niewielki supeł.
Wilgotną dłonią chwycił za cienki fałd skóry Mathieu przy krańcu rany, łączący ją. Najważniejsze było udane rozpoczęcie szycia, przebicie igły w odpowiedniej odległości, by jednocześnie nie uszkodzić skóry, ale i pozostawić ciału możliwość naturalnego gojenia. Swój pierwszy ruch wykonał powoli, ze wszystkich sił starając się nie spoglądać na przyjaciela do chwili, aż nie przeciągnął nici dwa razy, za każdym razem wbijając igłę nieco z tyłu. Próbował przy tym nie naciągać jej zbyt mocno. Szew powinien być ciasny, jednak zostawienie odrobiny luzu zawsze miało swój cel. Obrzęk skóry pojawi się w ciągu najbliższych minut. Ufał, że nie pomylił się w oszacowaniu całego szycia i zdąży na czas. Kolejne elementy szwu wydawały się powstawać w jego wyobrażeniu zdecydowanie zbyt wolno. Za wolno, nie zdążę. Nie ustawał w wysiłkach, powoli przeciskając igłę przez skórę po jednej stronie, później po drugiej. Mimo bycia przy tym delikatnym, musiał wykazać się siłą, aby ranę zamknąć. Krew wysiękająca z wnętrza ciała powoli zaczęła znaczyć nici, choć Zachary skrupulatnie ścierał każdy jej nadmiar. Musiały wytrwać przynajmniej przez najbliższe godziny. Nie oszukiwał się, że wytrzymają dobę.
Za momencik skończę — poinformował przyjaciela, gdy zbliżał się do końca. Lewą ręką niezmiennie starał się ułatwić sobie pracę. Utrzymać osłabione ciało Mathieu w żądanej pozycji. Naciągnąć skórę we właściwy sposób; nie mógł poświęcać resztek własnych sił na późniejsze naciąganie i napinanie nici. Szew mógł pęknąć, nie utrzymać się, a do tego przecież nie mógł dopuścić. Gorącym oddechem owiewał własne ręce od czasu do czasu. Nawyk wstrzymywania powietrza w płucach, przygryzania języka był czymś, co towarzyszyło mu od lat, kiedy pracował w skupienia. Szczególnie w momentach, gdy do pracy przykładał się ze wszystkich sił i zbliżał się do końca. Wypuszczenie powietrza z wyraźną ulgą, uwolnienie ramion, barków i pleców z napięcia mięśni znaczyło się skończył. Resztkę nici odciął od igły, zawiązał kolejny maleńki supełek i zabrał się za oczyszczanie wykonanego szycia. — Musisz się przespać, Mathieu. Zostanę jeszcze przez kilka godzin i dopilnuję, żeby szew nie pękł. Jutro wieczorem przylecę z maściami i eliksirami na gojenie tego. — Wygłosił zmęczonym głosem, ocierając mokre ręce o przygotowane wcześniej prześcieradło i wreszcie ułożył głowę na krawędzi łóżka, zamykając oczy. Kilka minut na oddech, a później warta i ewentualna interwencja w dokonane szycie. Oby okazała się zbędna.

rzut 75 i 39 na zaklęcia



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]26.04.21 17:58
Psychicznie nastawiał się na ból, choć ten już zdążył odebrać mu świadomość. Ludzki organizm mógł znieść wiele, choć czasem granice były skrzętnie przesuwane, aż ponownie zostały przekroczone. Nie spodziewał się, że tym razem będzie inaczej, choć świadomość cicho podpowiadała mu, że chyba gorzej być nie może. Pełną wiarę pokładał w umiejętności przyjaciela, który niejednokrotnie ratował go z opresji i pozwalał zapomnieć o bólu. Nie wszystko jednak dało się zniwelować do zera, czasem jedynie załagodzić nieprzyjemne odczucia i tym razem nie spodziewał się, że będzie inaczej. To nie była powierzchowna, byle jaka ranka, to poważne obrażenia, które mogły pozbawić go życia i to wiedział doskonale. Pozostało mu czekać, liczyć na zdolności przyjaciela, bo sam w tym momencie był kompletnie bezradny. Gdyby nie Zachary i jego umiejętności pewnie dawno byłoby po nim i nie zostałby nawet ślad po obecności Mathieu Rosiera. Niepokorna dusza nie chciała jednak tak łatwo odpuszczać i był gotów poczuć najbardziej dotkliwy ból, aby móc ponownie stanąć na nogi.
Niewiele miał do powiedzenia. Zachary skrzętnie przygotowywał się do podjęcia działania i zakończenia jego cierpienia. Z jakiegoś powodu zdawało mu się, że to dopiero początek drogi, bolesnej rekonwalescencji przez którą będzie musiał przebrnąć. Każda kolejna sekunda zdawała się trwać wieczność, a on sam nie wiedział kiedy to wszystko się zaczęło. Ból był ciężki do wyobrażenia, absolutnie niemożliwy do zaakceptowania. Ciężko było mu sobie wyobrazić co czułby, gdyby Zachary całkowicie działał bez znieczulenia rany. Miał łataną skórę, kłucie za kłuciem, szew za szwem. Nici scalały jego skórę, umożliwiając jej regenerację, nie od razu rzecz jasna, to z pewnością trochę potrwa. Im dłużej jednak Zachary działał, tym bardziej Mathieu czuł się wyczerpany. Zupełnie tak, jakby jego organizm właśnie wystawiono na potężnie ciężki wysiłek i ogromną próbę, która całkowicie pozbawiała go sił i energii. Wszystko zależało od Shafiqa, ale komu innemu miałby powierzyć własne ciało do uratowania, jak nie właśnie jemu. Tristan wiedział kogo wezwać, wiedział kogo postawić na jego drodze i nie dopuścić do przedwczesnej śmierci. To nie był przypadkowy wybór, a najlepszy z wszystkich możliwych. Zbliżali się do końca, ale słowa przyjaciela docierały do niego przytłumione. Nie wiedział ile razy jęknął czy syknął z bólu, to nie miało znaczenia. Nie ruszał się, zgodnie z poleceniem, choć właściwie… nie miał na to sił. Czuł się tak, jakby jego własne ciało odmówiło mu posłuszeństwa.
Skończyło się. Cały proces dobiegł końca, ale ulga nie nadchodziła. Kiedy Zachary znów odezwał się do niego Mathieu kiwnął głową. Chciał złapać przyjaciela za ramię i podziękować, ale przerastało to jego możliwości w każdej, nawet najmniejszej mierze. – Dziękuję. – wyszeptał, bo na tyle tylko było go stać w tym momencie. Był wyczerpany, był zmęczony i w rzeczy samej miał ochotę zamknąć oczy i zasnąć, na tyle na ile tylko będzie się dało.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]26.04.21 18:58
Zmęczonym wzrokiem, z przedłużającym się zamgleniem, patrzył na świeże szwy. Osuszona skóra, pokryta kropelkami wydzieliny przypominającej krew przypominała pergamin i atrament, który kciukiem delikatnie ścierał. Doprowadzenie do zamoknięcia nici stanowiło ostatni krok, którego podejmował się ostatkiem własnych sił. Nic więcej nie mógł zrobić poza transportem Mathieu do szpitala, a to w obecnych warunkach było zbyt wielkim narażeniem jego życia.
Ciężko oddychał, prawie sapał, przez kilka dłuższych chwil nim złapał tchu w płuca i odnalazł w sobie spokój po wykonanej operacji. Był dumny z przyjaciela. Wytrzymał. Nie krzyczał, choć to zapewne było zasługą ogromnego osłabienia oraz zaklęcia znieczulającego. Szczęśliwie nadal trwało, lecz jego moc nie była nieskończona nawet po włożeniu w nie wszystkiego, co Zachary mógł zaoferować w obecnej sytuacji. Teraz pozostała tylko obserwacja i zadbanie o prawidłową bliznę. Nie mając żadnych maści potrafił jedynie obmywać ją i utrzymywać odpowiednio suchą. O nadmierną ruchliwość Rosiera nie musiał się przejmować – wycieńczony organizm, ledwie parę godzin temu na skraju śmierci, był zdecydowanie na rękę.
Jasne. Do usług — padło w odpowiedzi z ust Shafiqa po dłuższej chwili ciszy. Przez te kilka chwil pozostawał skupiony na samym sobie. Stawy w palcach bolały go niemiłosiernie. Nie miał siły, aby nimi poruszyć, choć próbował. Poddanie się bólowi nie wchodziło w rachubę tak samo jak gwałtowne działanie. Wszystko winno odbywać się powoli i spokojnie. Każdy ruch miał swoją wagę oraz kolejność, w jakiej powinien być wykonany nawet, gdy było ich naprawdę niewiele i w końcu poruszył się, z cichym stęknięciem prostując sylwetkę do tej pory opartą o łóżko.
Wygląda dobrze — wymamrotał w zasadzie do siebie, sięgając po butelkę ze spirytusem. Kawałek prześcieradła wcisnął do szklanej szyjki i przechylił, chcąc namoczyć materiał czystym alkoholem. — Może zaszczypać — odezwał się nieco głośniej, po czym zaczął ostrożnie dotykać skóry mokrą tkaniną, starając się przy tym zachować niezbędną odległość, żeby przypadkiem nie zamoczyć nici tworzących szew. Kilka minut cichej, skrupulatnej pracy wypełniło Zachary'ego doszczętnie i to na tyle mocno, iż nie spostrzegł jak jego własny wzrok robi się coraz bardziej zamglony, zmęczony. Klepnięcie w policzek niewiele pomogło, nawet po zakończeniu ostatniego oczyszczania i osuszania szwów. Nic więcej nie mógł zrobić. Cała reszta była już tylko kwestią czasu; i ostrożnością Mathieu. Jemu samemu pozostało tylko czuwać.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Komnaty Mathieu [odnośnik]26.04.21 19:59
Pokładał w nim wiarę, całą jaką miał, bo wiedział, że jego życie leży w rękach Zachary’ego Shafiqa. Tak ogromnego osłabienia nie czuł jeszcze nigdy, tak ogromnej bezradności, słabości i zwątpienia we własne możliwości. Ile to trwało? Zmęczony umysł nie był w stanie w racjonalny sposób odpowiedzieć na to pytanie. Dźwięki docierały do niego z opóźnieniem, na wszelkie obrazy przestał reagować mniej więcej wtedy, kiedy większość przed jego oczyma była rozmytą plamą. Czy patrzenie na otaczający go świat miało jakikolwiek sens? Zachary też był zmęczony, podarowanie przyjacielowi szansy musiała go kosztować ogrom energii i siły. Mathieu doceniał cały trud i ciężar, jaki Shafiq włożył w poskładanie go do kupy. Na pewno jeszcze będzie okazja ku temu, aby w odpowiedni sposób mu podziękować.
Zrobił to co musiał, a Rosier był na granicy świadomości, zapewne więc dlatego jego reakcje były tak znikome, niemal niewidoczne. Ktoś mógłby pomyśleć, że już dawno stanął nogą po drugiej stronie. Starał się wytrzymać, ale całkowicie pozbawiony sił organizm nawet nie chciał wyrywać się czy krzyczeć. W jego myślach kołatało jedynie to, że musi sobie z tym poradzić. Robota była skończona, żadnych więcej szyć, żadnych szwów, żadnego wbijania igły raz po raz. Zachary skończył i zalecił mu odpoczynek. W tym momencie Mathieu był pewien, że prześpi najmniej tydzień, a może dwa tygodnie… Był tak cholernie zmęczony, tak wyczerpany, tak kompletnie pozbawiony sił…
Nie docierało do niego nic, wiedział, że ktoś czuwał przy nim cały czas. Nie wiedział kto, wystarczała mu sama świadomość. Może to ktoś z rodziny? Może sam Zachary? Może Xavier odwiedził go w Chateau Rose? Musiał odpocząć, pragnął odpocząć, a jeśli to miało okazać się zbawiennym lekarstwem, zamierzał je wykorzystać w każdym calu. Musiał wrócić do zdrowia, musiał działać dalej, musiał… Musiał zrobić tak wiele rzeczy, w zamian za to leżał bezwładnie na łóżku, ułożony na plecach i ktoś cały czas pilnował go, czy przypadkiem nie zszedł. Zachary musiał odpocząć, ale wrócił jak obiecał. Tą drobną zmianę udało mu się wyłapać. Czy było ich więcej? A może wcale tak wiele ich nie było. Dopóki nie wrócił do sił, choć odrobinę, nie wiedział co się z nim działo.

ZT x 2



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Komnaty Mathieu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach