Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Błękitny staw
AutorWiadomość

Błękitny staw

To wyjątkowo czarujące, choć niewielkie jezioro położone w północnej części hrabstwa, w pewnym oddaleniu od miast i miasteczek, jest lubianym miejscem wypoczynku czarodziejów zmęczonych zgiełkiem codzienności. Jego nazwa wzięła się stąd, że w pogodne, bezchmurne dni powierzchnia wody wydaje się niebieska. Szczególnie upodobały je sobie pary; w znajdującej się przy nim przystani można wypożyczyć łódkę, i w pogodne dni łatwo dostrzec na jeziorze jakąś zakochaną parę urządzającą sobie mały, romantyczny rejs. W tym stosunkowo niewielkim jeziorze nie żyją kelpie, można za to spotkać łabędzie oraz srebrzyste, drobne rybki, które kryją się wśród wodorostów, gdy nad nimi przepływa łódka. W głębszych częściach jeziora podobno znaleźć można również druzgotki, więc amatorzy kąpieli mimo wszystko muszą zachować ostrożność. W noc przesilenia letniego niektórzy czarodzieje świętują ten moment poprzez puszczanie na wodę lampionów i splecionych z okolicznych kwiatów wianków. Przy jednym z brzegów można znaleźć wyjątkowo dorodne lilie wodne, stanowiące dodatkową atrakcję tego miejsca.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

21 kwietnia

Daleko od domu. Niełatwo było tu dobrzeć. Pozamykany Londyn marniał, gniótł gnijących w nim czarodziejów. Nigdy dotąd nie przeżyła czegoś takiego, nigdy nie potrzebowała tak bardzo się stąd wydostać, porzucić port, znów. A przecież ledwie chwilę temu wróciła do braci i sióstr, by znów głaskać tłuste główki i rozlewać ulubiony rum nad szerokim kontuarem. Po powrocie dotarło do niej wiele wiadomości, brakowało niektórych twarzy, a zalane towarzystwo nie przestawało udawać, że nie jest poruszone tym, jak obce buty szurają im w domostwach. Przestali palić w piecach, wystawiali brody na słońce, a białe prześcieradła powiewały na długich linkach między oknami, łapiąc bawełniane sieci ścigające się pasma dymu. Normalność, na pierwszy rzut oka nie zmieniło się nic. Wiosna wciskała się promieniami między szarawe firanki, a dzieciaki przekrzykiwały się na podwórzach. Taki port zostawiła, nim wybrała się w drogę do Kumbrii. Jaki port miała zastać? Przelotna wyprawa, wyrwanie się na parę godzin z ogarniętej wojną stolicy miało na nowo złączyć ze sobą dwie braterskie dusze. Trochę w tym podstępu, więcej jednak tęsknoty, desperackiej potrzeby ujrzenia go już. Nawet jeśli dobrze wiedziała, że tak jak Johnatan, radził sobie bez niej, gdziekolwiek przywołał go świat.
Stopy w lekkich bucikach uderzyły w wilgotne, trawiaste podłoże zaraz po tym, gdy magiczny trzask przerwał wiosenne świergotanie natury. Stanęła pewniej, wzięła wdech, a później poprawiła zieloną sukienkę. Brązowe guziki układały się wdzięcznie, rozcinając Philippę na dwie części. Była jednak całością, czasem tak absurdalną i niemożliwą do pojęcia, ale jednak stałą, mocną, nieporuszoną niebezpiecznie przez wojenną zawieruchę.
– To wcale nie była ognista, to był rum – rzuciła pogodnie, przystając przy Keatonie. Chyba nie schudł, chyba nie stracił zbyt wielu włosów. A zęby? Miała się zaraz przekonać. Nie otworzyła mu jednak bezczelnie buzi, ale porwała go w ramiona, nagle, szybko, ale dość krótko. Ledwie musnęła nosem jego zdecydowanie mniej portowe zapachy. Co za gamoń. Nim zdołał odwzajemnić uścisk, mknęła już w przeciwnym kierunku, a on mógł wspomnieć, jak fala sukienki musnęła jego kolana. Wyciągnięta różdżka rwała się do ataku. – To czego nauczyli cię twoi przyjaciele z Proroka, co? – powiedziała wkrótce, stając dumnie naprzeciw niego. Skłoniła się najpierw wdzięcznie, a potem przelotnie jeszcze zerknęła na widok utkanego z romantycznych snów obrazka. On piękny, elegancki, silny. Ona tak zwiewana, stęskniona, choć rwąca się do najprawdziwszej bijatyki. Jak w którejś z mugolskich opowiastek dla tych udręczonych kur domowych? Popatrzyła na brata z odległości tych kilkunastu kroków, a później wysoko uniosła różdżkę. W tej samej chwili uroczy wietrzyk przesunął jej loki na twarz i nieco zirytowana szybko je stamtąd odgarnęła. – Pokażesz mi? – zapytała, kontynuując tę prowokację. Keat dobrze wiedział, jak działa Philippa. Nie wzruszała się specjalnie raczej obcymi widokami rozkwitającej natury, choć dobrze było tak po prostu i nagle znaleźć się w zupełnie innym otoczeniu. Może i na słodkie wspominki przyjdzie pora. Może jeszcze będzie... nostalgicznie. Ale nie teraz.– Ignitio!
Po co zwlekać?
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

The member 'Philippa Moss' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 48
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Niesamowicie silne zaklęcie Keatona pomknęło z jego różdżki wprost na Philippę, która kawałek dalej chybotała się na drugiej łódce. W momencie, w którym wiązka światła wydostała się z różdżki czarodzieja buchnął w Keatona potężny, ciepły wiatr, który zerwał pajęczynę otaczającą jego stopy. I wszystko skończyłoby się zapewne dobrze, gdyby wtedy nie zarwała się ławeczka, na której balansował Keat.
Burroughs runął w dół, dziurawiąc dno łódki i spadając w chłodną wodę. Uszkodzona łódka momentalnie zaczęła nabierać wody, grożąc przygnieceniem mężczyzny do dna: musiał prędko wypłynąć na bok (i nie zakrztusić się przy okazji ślimakiem), żeby nie skończyć pozornie niewinnego treningu w tragiczny sposób.

| Jest to jednorazowa interwencja spowodowana wyrzuceniem przez Keata krytycznego sukcesu i porażki w szafce zniknięć. W związku z tym wyczynem Keat otrzymuje osiągnięcie: Fortuna kołem się toczy (Na kości k100 wyrzuć jednocześnie krytyczną porażkę i krytyczny sukces).
Mistrz gry nie kontynuuje z wami rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

stąd

Zaryzykowała, stawiając wszystko na jedno zaklęcie, a intuicja podpowiedziała mu, że zaraz od Fils oberwie, bo wkurzyła się mocno, więc spora szansa, że miotać będzie nie tylko spojrzeniem, ale też czymś, co może go porządnie przeciorać. No i doczekał się kolejnej bombardy, tym razem jednak - szczęśliwie dla niego - coś nie wyszło.
- Dobra, już dobra, nie zaczynam tego tematu, skończyłaś z bombardami przynajmniej na dzisiaj? Czy chcesz mnie jeszcze jakąś poczęstować? - rzucił z przekąsem, a skoro już o tym mowa, to przekąsiłby coś, bo chyba zgłodniał od tego walczenie (mieli coś ze sobą?). I umierania pod łódką, w której zrobił dziurę ciężarem swojego ciała. Czy to pływające ustrojstwo chciało mu zasugerować, że jest gruby? Pod tym kątem jeszcze tego nie rozkminiał, nie za bardzo miał na to czas, kiedy zaczął tonąć.
- Nie wątpię... chyba że akurat marzy ci się wygrać ze mną pojedynek, to musi trochę poczekać na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią - jakby się nie pochwalił wygraną, to nie byłby samym sobą. Poza tym miał prawo być dumny, całkiem nieźle mu szło z tą tarczą - nawet kiedy rzucone przez Moss zaklęcia powinny go zmieść z ziemi, rozdrabniając na pył, którym niegodzien byłby nawet zabrudzić jej butów.
- W sumie to mamy kwiecień... kolejny rok za pasem, a my chyba nie zmądrzeliśmy ani trochę, co? Myślisz, że jest dla nas jeszcze jakaś nadzieja? Nie mówię, że już zaraz, ale tak... w ogóle? Kiedykolwiek? - no więc dumnie rozłożył się na plaży nad stawem, zamiast papierosa wsadzając sobie do ust źdźbło trawy i opierając się na łokciach. Sielsko tu.
I jakoś tak spokojnie. Aż dziwnie się poczuł.
- Bojczuk też jest z kwietnia? Bo już się pogubiłem, ta cholera co miesiąc mi pisała, że ma urodziny tylko po to, żeby pić na nasz koszt w Parszywym, ale te nieurojone to chyba ma w kwietniu? - święta trójca kwietniowa. - Czemu my tak właściwie nigdy nie obchodziliśmy razem urodzin? Przecież to się aż prosi o jakąś wspólną imprezę - wojna to świetny moment, żeby nadrobić takie zaległości. - Może powinnaś to dopisać do tej swojej nieistniejącej listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią, najlepiej nad wygraniem ze mną w pojedynku, dałoby radę wrzucić tam jakiś priorytet? - uczepił się tej myśli, jak rzep psidwaczego ogona, ale tak właściwie - czemu by nie?
Naprawdę mogliby to zrobić.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

– Skończyłam, ale obiecuję, że następnym razem dowalę mocniej – rzuciła ostrzegawczo, trochę w obietnicy, która jak zaklęcie pomknęła prosto w jego oczy. Do następnego, bracie. Bo wiedziała, że przed nimi tygodnie prób i nieprzyjemności, nasączone wojennym aromatem nieprzyjemne potyczki, których nie będzie można przerwać ot tak, w dowolnej chwili. Rozgrzane różdżki gasły, ale Moss wcale się nie poddała, chociaż to spotkanie należało do niego. Nie zamierzała udawać, że było inaczej. Kiwnęła lekko głową, uśmiechając się dość łagodnie, z cieniem dumy. Dobrze wiedzieć, że umiał się bronić, że był gotowy. Nie wątpiła w to, ale z tego pojedynku obydwoje mieli też wyjść dodatkowo wzmocnieni. Gdziekolwiek się chował, szykował się na coś, co nie było kolejną nudnawą walką w dokach. Czuła to.
A jednak cudowne męskie ego musiało z niego wypełznąć. Prychnęła więc, odwracając spojrzenie. – To się stanie szybciej, niż myślisz – odparła gorzko. Też coś, naprawdę wierzył, że już zawsze tak będzie? Ktoś tu miał bardziej wygórowane marzenia od niej. – Przed śmiercią… mam ważniejsze rzeczy do zrobienia. Śmierć musi poczekać – oznajmiła pewnie.
Popatrzyła, jak wygodnie usadowił się na piasku. To nie zmęczenie, raczej nagła nuta nostalgii, o którą by go nie podejrzewała, nie w tej chwili. – Nie ma nadziei. Chyba że to całe bagno, ta wojna da nam po dupie i po wszystkim nie będziemy już Keatem i Philippą. Byłoby szkoda, lubię moje imię – spróbowała rozmyć nieco ponurość sytuacji, ale to raczej niemożliwe. – I nie myślę, by czegokolwiek nam brakowało, Keat. Jak masz zgorzknieć i spoważnieć, to lepiej mnie uprzedź, zatrzymam cię – zastrzegła, przysiadając w końcu przy nim. W chłodnym piasku zatopiły się palce. Kiedy ostatnim razem znaleźli się poza przeklętą stolicą? Teraz, gdy nie mogła jej opuszczać, obce kawałki kraju kusiły ją jeszcze bardziej.
– Jakbyś go nie znał. Zawsze coś kombinuje. Gdyby co miesiąc miał urodziny, to chodziłby dziś z białą głową, dziadek Bojczuk. Mam nadzieję, że w końcu odbije się od dna, pomyśli i wróci. Tęsknię za nim, wiem, rozbił się, potwornie – mruknęła, składając nogi i opierając brodę na kolanach. – I tak, kwiecień. Powinniśmy być razem i pić razem, ale widzisz, co się dzieje. Zamykają nas, pozbawiają resztek wolności. Niewiele by wyszło dziś z tej imprezy, ale za rok możemy tak zrobić. Może wtedy te mroczne stwory przestaną łazić po dokach. Jak myślisz, ile to potrwa? Jak się skończy? – zapytała, przychylając głowę w jego stronę. Tkwili ledwie w prologu, a ona pytała o finał. W domu robiło się zbyt duszno i wolała sobie nawet nie wyobrażać, z czym przyjdzie im się mierzyć za miesiąc, dwa. – Nie mam nastroju, ta gówniana sytuacja odbija się na wszystkim – mruknęła pod nosem. Wojna była znakomitym usprawiedliwieniem dla tego płaszczu melancholii, który nagle przykleił się do jej ramion. Keat najwyraźniej dość mocno rozochocił się tym pomysłem, ale Philippa od jakiegoś czasu notowała wyraźny spadek energii. Kamuflowała to dość sumiennie, ale czasami już nie chciała… niczego nie chciała. – Ale w porządku, masz u mnie ten priorytet. Zrobimy kiedyś w końcu jakąś dobrą posiadówę. Zatrzęsie się całą okolica – odparła z migającym nikle uśmiechem na ustach. – Kogo najbardziej chciałbyś na niej ujrzeć?
O kim marzysz, Keat? - O, a tu coś masz, od Cristiny. To chyba drobniaki na zabawki dla małego Keata - rzuciła, wyciągając z kieszeni parę monet. Tak, od Cristiny... Philippie się powodziło, ale czuła, że Keatowi już niekoniecznie. Ubrania się pruły, serce łamało, a gdziekolwiek tam był, wcale nie nosił się jak dumny panicz. Chociaż z tą dumą...

Przekazuję 35 pm
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

- Nie obiecuj, skoro nie jesteś w stanie dotrzymać tej obietnicy - rzucił tylko niemniej chełpliwie, przeświadczony o tym, że kolejne starcie to dla niej skończy się zimnym prysznicem, choć niekoniecznie akurat w błękitnym stawie. Leniwie przewrócił się na drugi bok, tak, by mógł podziwiać Moss w pełnej wkurwionej krasie, a na wzmiankę o tym, że śmierć ma niby na nią poczekać, spojrzał na siostrę z politowaniem człowieka, który niejedno już w życiu przeżył.
- A jeśli to kobieta, kapryśna i niecierpliwa - bo przecież płeć męska o takich przywarach co najwyżej tylko słyszała, szczególnie ten tu osobnik - i nieszczególnie lubi czekać? To całkiem niewdzięczna fucha, mało kto zaprasza cię z otwartymi drzwiami, wszyscy tylko ci je przed nosem zamykają, albo nawet zaryglowują się w środku i wciąż tylko dopraszać się musisz o uwagę, pewnie nawet grzeczne pukanie nic nie pomoże. Ja na jej miejscu to bym się już w żadne dogadywanie nie bawił, na powitanie kopniak w drzwi i nie ma, że nie zapraszają - z buta wjeżdżam. - Swoją drogą, opowiadał ci kiedyś nasz duch - z Parszywego - jak to z samą śmiercią grał o swoje życie w kości? - jak się po finale można domyślić, przegrał. A przynajmniej taką bajeczkę wszystkim wciskał. - Właściwie to nawet nie wiem, czy on tak zawsze ściemnia, czy po prostu wszystko mu się popierdoliło i nie za bardzo łapie, co się naprawdę wydarzyło, a co mu się tylko w zaświatach przyśniło, o ile masz tam czas na spanie, ale skądś się chyba ten sen wieczny wziął? A, tak w ogóle, to co miałaś na myśli mówiąc o tych rzeczach do zrobienia przed śmiercią? Superważnych... Dajesz trzy najważniejsze - gdzieś w międzyczasie sam się trochę zadumał, co dokładnie chciałby zrobić, nim go starość zastanie, ale nieszczególnie spodobała mu się perspektywa bycia przykutym do łóżka, więc odepchnął od siebie te myśli czym prędzej.
- Nie daj mi zgorzknieć i spoważnieć - dodał, przekornie, śmiertelnie poważnym tonem. - Ja chyba niekoniecznie się do niego przywiązałem, lubię wymyślać sobie nowe - w porcie mało komu przestawiał się jako Keaton. - Ale w gruncie rzeczy chyba całkiem mi pasuje - ewentualnie - zupełnie nie przeszkadza. - Nie martw się o niego, a przynajmniej nie za bardzo... Bojcz to ten rozbitek, który ostatecznie zawsze znajdzie drogę do swojego portu, on potrzebuje tylko czasu, niczego więcej, zobaczysz, nie minie miesiąc, a będzie znów zaglądał do kieliszków w Parszywym, opowie nam coś potem, bo pewnie po drodze będzie miał tyle przygód, że nocy nie starczy, żeby nam wszystko wyśpiewał. Wciąż mam tę gazetę, na której jest na okładce, może powinien mi ją podpisać, bo za kilka lat pewnie będę mógł to opylić i dom sobie, kurwa, kupię w Kensington & Chelsea - parsknął śmiechem, a potem ułożył sobie dłonie pod głową i wzrok utkwił gdzieś w chmurach, leniwie przemykających po niebie. - Za rok nie ma zmiłuj, cokolwiek by się nie działo, nawet gdyby to... - wciąż nie oswoił słowa wojna, minie trochę czasu, nim mu się to uda - nie ma opcji, po prostu robimy urodziny stulecia, takie, żeby każdy je zapamiętał... Wiesz... nie chcę tego, nie chcę, żeby wszystko trzeba było odkładać na później, bo teraz to nie wypada. A co jak całe życie będziemy się z tym pieprzyć? Na kiedy odłożymy sobie życie? Na po śmierci? Nie bawię się w coś takiego - zabrzmiało niemal zgorzkniale, może to już czas, żeby zasadziła mu porządnego szturchańca. - Wiem, Fils, teraz to faktycznie bez sensu, musimy się jakoś... nie wiem, odnaleźć w tym wszystkim? - to możliwe? Otulił się wraz z nią tym samym płaszczem melancholii, a płaszcz ten był wystarczająco duży, by pomieścić ich dwójkę.
- Port, bez tych kurewskich podziałów, naszą ekipę, wszystkich co do jednego... - i żeby nie musieli się zastanawiać, kto komu różdżkę do gardła może przystawić - do czego ty zmierzasz? Skąd ten uśmiech, spodziewasz się jakiejś konkretnej odpowiedzi? Po cholerę zadajesz pytania, skoro odpowiadasz sobie na nie sama, zanim jeszcze w ogóle padną - dodał nieco poirytowany, bo nagle zrozumiał, o co tak właściwie chodziło. A raczej o kogo. - Błagam, nie rozmawiajmy o tym dzisiaj, nie mam na to ochoty - ani siły. Nie było sensu wałkować w kółko tego, co wydarzyło się wieki temu.
- Phillie, daj spokój, nie powinienem... - usta zaprzeczały, ale dłonie nie odsunęły się ani o milimetr, nie oponował przesadnie, kiedy drobniaki znalazły drogę do jego kieszeni. - Powiedz... Cristinie - aha, już w to uwierzy - że oddam jej wszystko za niedługo... - dziękuję dopowiedziały jeszcze oczy, ale potem zamilknął, czując palący wstyd, że w ogóle pozwolił na to, żeby dała mu pieniądze, na które harowała pewnie pół miesiąca.
Jak pierdolony pasożyt, co tylko żerować na innych potrafi.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

–  A jeśli to kobieta, to schowam się za tobą, Burroughs – stwierdziła cwaniacko i puściła mu oko. Już powinien przeczuwać, co takiego mogła zaraz zasugerować. – Zajmiesz się nią dobrze, rozproszysz i tak nas nie zgarnie. Rozpieścisz – podsunęła, unosząc znacząco brwi. – Bawiłbyś się, Keat? Tak ze śmiercią? A może już to robiłeś? Nie musiałabym długo szukać, by znaleźć ślady jej pazurów, no nie? – podpytała, choć wcale nie potrzebowała wielkich potwierdzeń. Śmierć z pewnością była kobietą, chętnie zaczepiała takich balansujących na cienkiej linii chłopczyków. Takich łobuzów, łajdaków i cwaniaczków. W porcie miała pełne ręce roboty. Philippa mogła się zatrudnić jako jej sojusznik, pomocnik, jako ta, która kusiła, zaprowadzała prosto w odmęty mroku, prosto w ramiona bardzo niecierpliwej kobiety. Podobały jej się wariacje ich wyobraźni. – Rzadko słucham tego bajdurzenia – oznajmiła, wywracając lekko oczami. A może stosowniejszym określeniem było po prostu pieprzenie. Pieprzenie o życiu, które było mocno już nieaktualne. – Gdybym miała słuchać każdego chłopa – żywego czy martwego – którego fantazja ponosi, to zapełniłabym całą londyńską bibliotekę tymi opowieściami, chociaż pisarzyna ze mnie żadna. Historie samego Keata Burroughsa to pewnie ze trzydzieści tomów. A wcale nie znamy się od pieluchy – zakpiła, kręcąc lekko palcem wskazującym przed jego nosem. – Wiesz, jak jest. Powiedzą wszystko, by być fajnym i zawojować w towarzystwie dobrą historyjką. Średnio co drugą łajbę atakują nagie syreny i biedni marynarze muszą je zaspokoić, by pozwoliły im płynąć dalej. Pozostała połowa napotyka na morskie bydle albo piracki statek. Sztormy, abordaże, magiczne anomalie i samotne księżniczki dryfujące bez wiosła w dziurawej łodzi. Przecież trzeba je ratować! – zadrwiła, kręcąc głową.
– Trzy najważniejsze? – spytała, po czym wypuściła powietrze z ust. Czy chciało jej się aż tak nad tym główkować? – Zabić Boyle’a. Doczekać twoich bachorów. Założyć swoją własną tawernę. Wygonić z portu pieprzonych misjonarzy ministerstwa. A, chwila… dobra, to jednak więcej niż trzy. I jeszcze ze dwa tuziny bym znalazła. Za wcześnie, by konać. To z pewnością. Pochwal się i ty, Keatonie. I, wiesz, dobrze się zastanów… - rzekła z uśmiechem i wysunęła zaczepnie brodę w jego stronę. Wyczekiwała, słuchała, liczyła na to, że nie pominie jednego z jej przedśmiertnych marzeń. – Nie mogę uciec od myśli, że skończy zafajdany w jakimś rowie. Przećpany i zrozpaczony, wytargany przez życie. A ja go znajdę i złoję dupsko. Tu wróci zawsze. Choćby się zawalił cały świat. Wróci, a my go postawimy na nogi – stwierdziła ponuro, choć w sumie nie był to aż tak fantazyjny scenariusz.
– Jak sobie kupisz dom, to się wprowadzam. Prawie mnie nie zauważysz. Jedno skrzydło dla mnie, drugie dla ciebie. Zrobimy imprezę stulecia. I niech te kilka lat minie szybko, póki jestem młoda i zgrabna. Potem będziemy za starzy na balowanie… Chociaż, Keat, wspólna pięćdziesiątka brzmi nieźle. Tylko większość starych portowych pryków pomacha nam z cmentarza. Port zatonie w gówniakach, które będą sobie przypisywać nasze numery… Cholera, nie, nie czekajmy. Róbmy to już dziś, zaraz. Zaraz po tym całym syfie. Londyn się jakoś pozbiera, będzie co świętować. Oby – podsumowała w końcu, pozwalając sobie na domieszkę ponurych myśli. – Ludzie zmieniają sojuszników częściej niż gacie. Przyjaciele stają się wrogami. Brzydzą mnie te podziały. Brzydzi mnie wywoływanie konfliktu w największym zjednoczeniu. Bo żadne gniazdo w Londynie nie jest tak jednomyślne jak my. Przynajmniej byliśmy – rzuciła gorzko i prychnęła pod nosem. Ohydne opary zatruwały dusze z doków. Jeden wrzeszczący głos przekabacał te inne, te słabe ogniwa, boidupy bez własnego zdania. Takimi mogłaby gardzić, ale wiedziała, że po prostu się bali i wybierali tego, kto szczekał głośniej. Dawniej nie było takich problemów.
– Znam odpowiedzi, masz rację. I wcale nie musisz nic mówić – odpowiedziała z satysfakcją. Nie, nie chciała drapać jego ran. Wkurzało ją to, że nie było go stać na szczerości. Że nie mogli o tym porozmawiać tak po ludzku. O niej. Trudno, może piekło wciąż za mocno. A może powinna podsunąć mu kogoś, kto wypali dawne smutki? Albo machnąć na to ręką. Gdyby zrobił podobny numer jej, byłaby niesamowicie wściekła. Tawerna już się nauczyła, by jej nie wciskać chłopów pod kieckę. Sama potrafiła takowego tam przywołać. Bez nich. – Oddasz, ale pamiętaj, jaką ona ma czasami sklerozę… I cóż, może wcale nie chce, by te drobniaki wróciły– brnęła w to dalej, niby tak niewinnie. Co moje, to i twoje, głupku.
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

- To ten rodzaj zabawy, który portowi chłopcy lubią najbardziej - jego usta leniwie rozciągnęły się w kocim uśmiechu, w podobnym zresztą tempie przeciągnął się, pozwalając, by ręce wydłużyły się, sięgając gdzieś za niego, muskając rośliny pochylające się nad wymęczonymi ciałami; przypadkiem w jego dłonie wpadła lilia wodna, jedna z wielu, które pyszniły się u migocącego błękitem brzegu. Nie zerwał jej jednak, została na swym miejscu, strażniczka brzegu. - Tylko trzydzieści? Jakbyś się postarała, to spokojnie wycisnęłabyś z mojego bełkotu trochę więcej - co, jak co, ale bajdurzyć to on potrafił. Nieskromnie mówiąc. - O tak, to z syrenami to klasyk, chociaż wersji tego, jak to... zaspokajanie wygląda, słyszałem już wiele, do dzisiaj nie mam bladego pojęcia, w co oni te swoje kutasy wsadzają, właściwie jak rozmnażają się syreny? Przez ikrę? - obstawiałby, że tak, ale jakoś trudno było mu sobie to zwizualizować. - Któryś kiedyś tak poleciał, że zarzekał się, że jedna syrena oszalała z miłości do niego i płynęła za statkiem aż do portu, a potem musiał specjalnie dla niej skombinować uzdrowiciela. No, a ten uzdrowiciel przeciął ją na pół, nie pytaj, czym, bo nie wiem, on zresztą też udawał napady głuchoty, kiedy ktoś o to zapytał. W każdym razie, jak już na to pół przeciął, to potem niby doczepili do niej nogi jakiejś mugolaczki, ponoć wybierał te nogi z tydzień, żeby były takie, no, długie... w sensie, wybierał je, zanim rozpołowili tę syrenę, bo chyba nie wytrzymałaby siedmiu dni w oczekiwaniu na... swoją drugą połówkę... - roześmiał się głośno, kiedy tylko, po chwili, załapał, że w sumie to przypadkiem mu z tego żart wyszedł. Taki na jego poziomie akurat. - Jak znaleźli już te nogi, najlepsze w porcie albo w kraju, która z tych wersji to była, to już nie pamiętam... to uzdrowiciel cudotwórca oczywiście tak je dopasował, że nawet nie widać miejsca, em, łączenia - absolutnie uwielbiał słuchać opowieści portowych bywalców, gdy ich wyobraźnia szarżowała po spożyciu takich ilości trunku, które niejednemu w miejscu wątroby zostawiłby czarną dziurę.
- I co oni potem z takimi księżniczkami robią? Wspominają coś, czy opowieść urywa się na tym, jak ją znajdują? Ewentualnie jak dogłębnie się z nią zapoznają? - księżniczki to on by chyba nie chciał. Nie jego typ zupełnie, ale gusta a gusta, nie jemu osądzać.
- No trzy - przekręcił się na bok, czekając na te jej typy. - Zabić? - zagwizdał przeciągle. Ależ się te dziewczęta na pijaczynę zawzięły. Co to za komitywa jajników; jak staruszek się przekręci, to on będzie następny w kolejce? - Aż tak? - czemu?
Zaraz potem udławił się niemal śliną, kiedy płynnie i bez ostrzeżenia przeszła do podpunktu drugiego.
- No nic mi o żadnych dzieciach nie wiadomo, kandydatki do noszenia mojej spuścizny - nie mógł sobie darować - przez dziewięć miesięcy we własnym ciele też na horyzoncie nie widzę, pewnie trochę sobie poczekasz - albo w ogóle się nie doczekasz. - Nie możesz sobie sama dzieciaka skombinować? Przygarnąć jakiegoś z ulicy? - rzucił, zanim w porę ugryzł się w język. Taktowny jak zawsze. - Ohoho, panno Moss, konkurencję Parszywemu zrobisz? - uniósł zaczepnie jedną brew, czekając na resztę. - Gdzie ci się marzy? Poza Londynem? - bo właściwie czemu nie? - A z ministerialnymi przydupasami to w sumie możemy się pobawić razem, pewnie jakichś sojuszników z portowej braci byśmy znaleźli, żeby pokazać Ministerstwu środkowy palec, tylko w nieco bardziej dosadny sposób, najlepiej tak, żeby się zastanowili dwa razy, zanim wrócą do portu - w telegraficznym skrócie - siedem, zamiast ośmiu, gwiazdek, wypierdalać, ewentualnie: oddalić się pospiesznie. Tylko tyle miał im do powiedzenia. - Hmmmm... no dobra - czy musiał się jakoś specjalnie długo zastanawiać nad swoimi typami? Chyba nieszczególnie. - Chcę skończyć ten staż, jaram się okrutnie, w sensie, na szczęście jeszcze niedosłownie, jarać się od smoczego ognia chyba bym nie chciał, to paskudnie bolesna śmierć - jedynka odhaczona - w sumie od tego powinienem zacząć, chciałbym znowu zobaczyć... Londyn taki jak dawniej, bez bandy oszołomów u władzy, bez śmierci na ulicach - ich Londyn. Po prostu. Dwójka odhaczona. - No i wiesz, właściwie... nie miałbym nic przeciwko tym dzieciom. Rodzinie. W pakiecie z psidwakiem i drzewem przed domem - mógł skłamać i nie przyznawać się do czegoś, czego z jakiegoś powodu się wstydził, ale... po prostu nie tym razem; uciekł wzrokiem gdzieś w bok, zażenowany samą sobą i tym wyznaniem. - A bonusowo niech będzie wygranie w fight clubie i przepierdolenie całej wygranej na jakieś skrajne głupoty - taktyka rozproszenia i odwrócenia uwagi; na ile skuteczna? - Chyba całkiem oszalałaś, jaka za stara? Dopiero za jakieś dziesięć, dwadzieścia lat odkryjemy, co to oznacza dobrze się bawić, zobaczysz - niemal ostentacyjnie przewrócił oczami, gdy wjechała mu z tą śpiewką 'jak skończę trzydziestkę, to mogę żegnać się ze światem'. - Po trzydziestce zostanę królem parkietu, po czterdziestce nauczę się robić własny alkohol... wiesz, że znam kogoś, kto robi prawdziwą Ognistą? - niepiwniczną; mógł nie paplać na prawo i lewo o tym, że zna Macmillana, ale jakoś tak z rozpędu mu się powiedziało. - A po pięćdziesiątce zostanę najseksowniejszą barmanką w twojej tawernie - plan na sześćdziesiąt plus obmyśli może później, jak już trochę bliżej tej daty będzie.
- Jesteś pewna? Tej jednomyślności? Skoro tak łatwo było nas ze sobą skłócić, może ona wcale nie istniała? - gdzieś zagubił się radosny ton, ale Keat starał się usilnie, by rysy jego twarzy nie stały się na powrót poważne. Niech nie wpuszczają już tutaj wojny, nie dzisiaj, to miał być dzień z dala od tego wszystkiego. Czemu więc, niezależnie od tego, jak bardzo się starają, wciąż wracają do tego tematu?
Chwilę później stał się także cięższy o ujmę na honorze, i pieniądze Moss, które nigdy w rękach Cristiny nawet się nie znalazły.



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

- Ej, mistrzu, nie chciałbyś, żebym się postarała. Spisanie tego wszystkiego nie byłoby dobre dla twojej… - zamyśliła się i wysoko uniosła brwi. – Reputacji. Mam cię bronić, a nie pogrążać. Taka rola starszych sióstr. Choć może jako baba powinnam i przestrzec inne baby – skwitowała szorstko, tłumiąc śmiech. Poniekąd wyginała i rozciągała aż nadto niektóre wątki z życia Burroughsa, ale jakby tak przyjrzeć się temu bliżej, to niektóre cnotki powinny omijać go z daleka. Nawet jeśli był kawałem przystępnego kawalera – i wcale nie pomyślała o dość krzywym profilu. Była jednak jego siostrą, a nie całego świata. Choć może dla niej port przypominał jedną, wielką rodzinę pełną pokłóconych gęb i lepkich dłoni. – A bo ja wiem. Zapytaj Morgana. Podobno zna kilka. Może coś podejrzał. A może i brał w tym udział… Pewnie powie ci więcej. Chociaż jak to takie święte stworzenia, to raczej jest sprawa o wiele bardziej tajemnicza – zaczęła głośno rozważać. Historie głębokich i głębszych dyskusji z Morganem mogły przypominać gadki z pierwszym natchnionym marynarzykiem, ale czasem wydawało jej się, że akurat ten typ mógł faktycznie zbliżyć się do syren nieco bardziej od wszystkich pozostałych.
– Pieprzenie – odpowiedziała krótko, a palce ostro wcisnęły się talię. – Keat, spędzasz z nimi tyle czasu, a mimo to dalej cię przejmują takie historie? Mam nadzieję, że nie dałeś temu wiary. Nie chciałabym spisywać cię na straty. Pilnuj się, bracie. Obyś ty sobie takiej syrenki nie przygruchał. Tyle żywych lasek wokoło, bez doszywanych nóg i bez rybiego smrodu – burknęła nieco oburzona wizjami Keata rozkochanego w syrenich ogonach. – Ech, w sumie to czuję ulgę, bo wiem, że masz łeb na karku i nie przyniesiesz mi nigdy takiej historii. Prędzej uwierzę w jakieś morskie skarby. Mam wrażenie, że za dużo już się nasłuchałam, by te zapijaczone bandy mogły mnie czymkolwiek zaskoczyć. By życie mogło – rzuciła dość melancholijnie, choć miało być zupełnie pod… kontrolą. Czy naprawdę życie nie szykowało dla niej żadnych ekscesów? Nigdy nie była poszukiwaczką ckliwych historii, skandali czy dymów na pół portu. Nigdy też nie wypatrywała poruszenia. Chciała w sumie tylko… worka pełnego galeonów i szczęścia dla rodziny i przyjaciół. Swoje własne miejsce miała. Obawiała się jednak, że ani Keat ani Frances jeszcze nie znaleźli go. Być może to kwestia czasu, a może po prostu przed nimi jakieś przełomowe historie. Cokolwiek ma być – po prostu przyjdzie. Póki co musieli się jakoś trzymać kupy. – Niektórym prędzej pysk spłonie ze wstydu, niż podzielą się z kobieta tą najostrzejszą fantazją. Prędzej ty mi powiesz, co z nimi robią, Burroughs – rzuciła lekko i odgarnęła garść rozwianych loków z czoła. – I pomyśleć, że są sprawy, których nawet butelka rumu nie potrafi mi sprzedać… - prychnęła pod nosem wyraźnie oburzona na nieskuteczne metody wyciągania z marynarzy ich niegrzecznych sekretów. – Bo mnie wkurwia, stary zgred. Żaden partner dla pani Boyle, żaden szef. Gdyby nie ona, to Parszywy by padł po pierwszej poważnej zadymie. I nikt by nie chciał tam pracować. No i drań trzyma połowę doków w garści. Albo i jeszcze więcej. Sam wiesz – oznajmiła jadowicie. Pamiętała sprawunki jego… panny Hanny. I to, z jaką żarliwością o nie dbał. A może akurat o tym powinna jak najszybciej zapomnieć?
Zaśmiała się o wiele za długo, o wiele za głośno, kiedy tylko odpowiednio zareagował na jej wyraźne, jakże złośliwe, sugestie. – Twojej spuścizny, Keaton? – Tak, Philippa też nie mogła sobie darować. – Tak się to teraz nazywa? – Uśmiech nie chciał zejść z jej warg, a oczy świeciły się wciąż tak szyderczo. – Nie będę mieć dziecka, Keat. Ani teraz ani nigdy. Ani przygarniętego ani własnego. Ty mi wystarczysz, smarku – dorzuciła zupełnie pewnie. Nie zdołał jej wytrącić z równowagi i nie dowiedział się też niczego nowego. Philippa nie mogła być matką. Jej dziecko tylko by cierpiało, być może wiodłoby życie sieroty – wpisane tak głęboko w jej spuściznę. – Może zrobię, jak już tutaj nie będzie czego zbierać, to będę musiała zwiać. Nie spodziewasz się chyba, że ten burdel przetrwa do końca naszych dni, co? – przyznała ponuro, choć dało się wyczuć, że akurat jej nadziei nie brakowało. Mimo to powinna dmuchać na zimne. – Temu nie odmówię. Wołaj, gdy będzie trzeba. A i ja obiecuję wołać ciebie, jak się jakiś przydupas napatoczy. Pogonimy ich – oświadczyła z odwagą, zupełnie nieświadoma tego, że za kilka miesięcy to oni ją pogonią. Pogonią i zagonią aż do Tower.
Wysłuchała tego, pilnym, czułym uchem, które jak gąbka wciągało w siebie wszystkie wilgotne fakty. Rezerwat. Smoki. Pokój. Dzieci, rodzina, a w końcu i ten psidwak. – Wszystkie mają szansę się ziścić, Keat. A na pierwsze i trzecie masz największy wpływ, wiesz? Może tak być. Tylko musisz się trochę o to postarać. Wybacz, bracie, nic się nie bierze znikąd. Na wszystko musimy pracować. To niewygodne, ale prawdziwe – oznajmiła pokrzepiająco. – Fight club? Biorą tam dziewczyny? Mogę wejść i popatrzeć? Widoki pewnie niezłe. Krew się leje, samczy gniew tryska. Opowiedz mi o tym więcej. Albo nie… po prostu mnie tam zabierz następnym razem. Jak masz się zepsuć, to ktoś powinien mieć na ciebie oko – stwierdziła trzeźwo, chociaż podstępnie. A może ktoś miałby i oko na nią? – Kto robi? Czy ją wypija? – podpytała, by się upewnić, czy nie poplątał mu się język w tym alkoholowym wątku. – Będziesz robił alkohol w piwnicy pod tawerną? Własne, parszywe źródełko… kasa wpadnie, a tawerna zyska unikatową etykietę. Albo i zostaw ją w cholerę. Rób na swoje. To bardziej opłacalne. Tylko chyba powinieneś się zdecydować. Mistrz walki, pan smoków czy twórca alkoholi? Mierzysz wysoko, Keatonie – przyznała z dumą. Podobało jej się to, że miał tyle pomysłów na siebie, choć było i w tym coś bardzo niepokojącego. Rozsadzana przez rozmaitości głowa mogła wybuchnąć niekontrolowanie. – Brednie. Nigdy nie będziesz najseksowniejszą barmanką w mojej tawernie, młotku. Marzenie! – zawołała, wbijając w niego ten oskarżycielski palec. – Najpierw ty odpowiedz mi, czy ja kiedykolwiek byłam… niepewna – odpowiedziała jedynie i puściła mu oko. – Pora się zmywać.
A jej dłoń objęła go w pasie i pociągnęła dalej od brzegu. Jeszcze chwila, jeszcze ostatnie spojrzenie na jezioro, a potem wrócą między zabrudzone ulice Londynu.
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

- Można zaszkodzić czemuś, co nie istnieje? Dla kolegi pytam - zafalował brwiami, posyłając jej rozbawione spojrzenie. Chociaż może każdy ma jakąś tam reputację. Po prostu niekoniecznie najlepszą. Nie za bardzo zaprzątał sobie głowę podobnymi kwestiami. - Myślisz, że ściemnia? Z tymi syrenami? Morgan, w sensie... na serio jakieś poznał? - gdzieś, kiedyś, w trakcie jednej z licznych (bądź nie) wypraw po ocenach kłamstw.  
- No może pieprzenie, ale przyznasz, że nad kuflem piwa dobrze się takich historii słucha, o czym innym mieliby mówić? Że kolejny dzień minął i rybę jedli na śniadanie, a podam zaharowywali się do nocy? W Parszywym serwujemy piwo i chwilę oddechu od burej codzienności, wymyślenie takich opowieści to trochę taka... sztuka? - wyższa sztuka jak nic! Na portowe standardy - jak najbardziej. - Po tych wszystkich wrażeniach życiu może być trudno czymkolwiek cię zaskoczyć, chyba że... taką zwykłą normalnością? - czy ułożona codzienność w ogóle do nich pasowała? Nie odnaleźliby się w niej, ale może z czasem by do niej przywykli - może kiedyś okazałoby się, że do wspomnień przesiąkniętych portem dobrze wraca się z innej perspektywy? Z miękkiego fotela?
- A gdyby nie on, nie byłoby tego wszystkiego - całego pieprzonego dokowego imperium; Parszywego - jej by tu nie było - przypomniał tylko, nie do końca potrafiąc znaleźć w sobie tę samą złość, którą emanowała Fils; Boyle bywał łajdakiem, ale gdzieś tam za tą zapijaczoną facjatą kryło się sumienie, które nie pozwoliło zostawić na ulicy owdowiałej siostry z czwórką dzieci; w chwilach trzeźwości zdarzało mu się nawet w jakiś karykaturalny sposób zastępować Keatowi ojca.
Kąciki ust zadrgały w rozbawieniu, gdy podchwyciła kiepskawy dowcip. Udał jednak, że obruszył się, gdy tylko nazwała go smarkiem.
- Teraz tak mówisz, kto wie, jak będzie kiedyś... może uznasz, że to nie jest taki fatalny pomysł? I nie mów mi, że nie, że nie ma nawet takiej opcji - nawet jeśli teraz tak myśli, to wystarczy rok, albo dwa - by wszystko stanęło na głowie. Dla niej również.
- Parszywy? Tej sterty desek nic nie ruszy, przeżyje nas wszystkich, zobaczysz - nie wierzył w to - chciał wierzyć; że ich mały portowy dom nie zniknie z powierzchni ziemi jeszcze długo; że na ścianach w pokoju numer 8 pozostaną na zawsze ich podpisy, same inicjały; że w tym samym łóżku, które niegdyś okupował, spokoju, niepokoju i pospiesznej czułości szukać będzie jeszcze wiele dusz, które się tam zabłąkają.
Rozciągnął się leniwie na trawie, jedno źdźbło wciąż tkwiło w ustach, gdy próbował zagrać na nim coś nieumiejętnie. - Jeszcze jedno, nauczyłbym się grać na perkusji - rzucił znienacka, jakoś tak go olśniło tu i teraz - znasz kogoś, kto potrafi? - błogo i leniwie przytulił się do ziemi, bokiem, moszcząc się i poprawiając, wciąż nie mógł znaleźć wygodnej pozycji.
- Widziałam tam kobiety, nie na ringu, na to ego tych wszystkich samców - nie to, żeby sam był inny - nie pozwala, wyobrażasz sobie, że któregoś pokonuje kobieta? W walce na pięści? Byłby skończony... w każdym razie, przewijają się przez widownię, ale za chętnie nie są tam widziane, ponoć tak jak i na łajbę, tak na widownię kobiety wstępu mieć nie powinny, bo to przynosi pecha walczącym - wzruszył z lekka ramionami; mogła się przejść, ale niech nie liczy na to, że przywitają ją tam serdeczne spojrzenia. Tam królowało męskie pragnienie dominacji, tak wielkie, że niewiele miejsca pozostało dla innych. Nie-mężczyzn. - Możemy iść, ale pewnie będę walczył, więc albo mnie zniosą z ringu, albo będę cały czas na nim, w jednym i drugim przypadku... kiepski ze mnie byłby kompan, może zgarniemy jeszcze kogoś, kto dotrzyma ci towarzystwa? Morgana albo Bojczuka? - wolałby, żeby nie oglądała go w takim stanie, w jakim czasem opuszczał ring; oślepiony, dławiący się własnymi zębami i krwią, skamlący niemo z bólu. Ale to jej wybór.
- Robi, znaczy pracuje dla firmy produkującej Ognistą - wyszczerzył się poufale. - Cicho, to tylko... bezsensowne rozkminy, jak sama nazwa wskazuje, nie muszą mieć sensu - uśmiech spełznął z jego twarzy, gdy wytknęła mu oczywisty fakt. Nie roztroi się. - Alkohole to mogłoby być tylko hobby, a na to, czy skończy się na żelaznych pięściach, czy podbijaniu smoczych przestworzy... czekaj, to też się da szybko rozwiązać - sięgnął dłonią do kieszeni wyciągając z nich knuta i rzucił monetą, uprzednio przypisując rewers do tego, że zostanie panem żelaznych pięści, a awers do tego, że skończy jako smoczy król. - No, to wszystko jasne, jednak ring - podniósł rękę, pokazując jej osiadłą na dłoni monetę. - To co, rzut na twoją przyszłość? - podsunął jej knuta, zachęcająco.
- Będę, tylko najpierw musiałbym się pozbyć takie jednej, ale dla tego tytułu... brzmi kusząco - uśmiech rozciągnął się szerzej, w fałszywej groźbie. - Muuuuuuuuuuusimy? - jęknął, dźwigając się do pionu; i on objął ją w pasie, przez chwilę jeszcze wpatrując się w błękitnie skrzący się staw. - Wrócimy tu jeszcze kiedyś?



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189

Powrót do góry Go down

- Normalność… - powtórzyła za nim dość sceptycznym tonem. – Co to w ogóle jest? Codziennie w Parszywym jest normalnie. Normalne rozwodnione piwsko, normalne potłuczone szkło i normalne krzywe ryje zawieszające spragnione oczy nad barem. A potem normalnie strach iść ulicą w nocy do domu, bo nigdy nie wiesz, czy jakiś pieprzony aur…dureń nie nabierze ochoty na zabawę. Szkoda tylko, że normalnie dziewczyny z portu nie są biegłe w różdżce na tyle, by wieprza wepchnąć do Tamizy – stwierdziła, objawiając mu te tajemnice normalności. – Więc, Keat… masz może jakiś pomysł na naszą normalność? – Uniosła wyżej brwi. Ułożenie sobie w głowie teorii o dziwactwie i nie-dziwactwie było dość skomplikowanym zabiegiem dla niewymagających myśli barmanki. – Nie od dziś tkwimy w parszywym życiu. Ale tak, przynajmniej coraz rzadziej bywa nudno. Patrole dbają o naszą rozrywkę. Ta wojna swoje robi. Gdzie będziemy za rok? Może powinnam poszukać Jennfier. Może ona wie – przeciągnęła jeszcze temat. Jasnowidzka już jakiś czas temu rozproszyła się w powietrzu. W porcie jednak normalnością byli znikający w tajemniczych okolicznościach ludzie. Kto będzie następny? Nie chciała okazać się prorokiem. Oby tylko Leach miała się gdzieś dobrze, w bezpiecznej norze.
Cholerną miał rację. Mogłaby knuć, jak na sto sposobów wykurzyć stąd starego pirata, ale ostatecznie… było coś, co wszyscy mu zawdzięczali. Dawał ludziom szanse – gdy tylko nie wyciskał z nich ostatniego złamanego knuta. – Ani nas – szepnęła ciszej, kapitulując wyraźnie. Co jak co, ale Boyle był dość istotną w dokach personą i może dzięki temu Parszywy się tak dobrze trzymał. Brud, smród i tanie piwo, ale za to ludzie i śpiew, którego nie dało się podrobić w żadnym innym lokalu w dzielnicy. Tego była pewna. Króla się nie znosiło, ale król był siłą, która strzegła porządku. Gdyby jednak pewne postacie chciały, mogłyby go stąd dawno wygonić. Pośród nich była także pani Boyle, ta najbliższa i ta, która dysponowała najszczerszym życzeniem śmierci. Z jakiegoś powodu jednak wciąż żył.
Wzruszyła ramionami, mając ochotę zepchnąć z nich niewygodę przedłużającego się tematu. Niech spada, niech znika. Niech on da już spokój. – Opcja jest zawsze, Keat, ale ja wiem, że akurat ta byłaby marna – odpowiedziała dość sucho, by pojął, jak bardzo ją drażni ten temat. Matka-sierota była widmem. Karykaturą marzenia i najpodlejszym lękiem. Nie umiała tego wytłumaczyć. Wygodnie spychało się na bidulowe korzenie i nieotrzymaną nigdy miłość. To było to? To ten powód? Czy może tkwiło w niej coś jeszcze?
Co? Perkusja? Pociągnęła za to wymlaskane źdźbło, które tkwiło mu w ustach. Popatrzyła na nie przez chwilę, jakby co najmniej kryło w sobie narkotyczną magię. – Nie znam, nie wiem, czy u nas kiedykolwiek stanęła perkusja. Odkrywasz w sobie pasję muzykowania, Keat? Śmiało, jak się nauczysz, to załatwię ci koncert. W jednej takiej…spelunie – puściła mu oko i wypuściła łodyżkę z palców. Opadła gdzieś na trawy. W zapomnienie. – Pecha przynoszą – powtórzyła jego słowa. Nawet się temu nie dziwiła. – Wszędzie, gdzie toczycie bój, jesteśmy niemile widziane. A wiesz, Keatonie, kto stoi za męskim sukcesem? B a b a – zakomunikowała jasno, wyraźnie, powoli – tak w razie gdyby miał problem ze zrozumieniem. Tyle razy kłóciła się na ten temat z marynarzami, tyle razy próbowała wbić pewne treści do tych betonowych głów. Cóż, może nie miała jeszcze dostatecznej ilości męskich argumentów. – Pomyśl sobie, byłabym tam, rozpięłabym te dwa guziczki więcej akurat w chwili, gdyby twój przeciwnik się zagapił… No i po nim – wymyśliła nagle. Ostatnie zadanie brzmiało, jakby mówiła o zjedzonym cukierku, a nie rozkwaszonej mordzie. – Właśnie dlatego gadacie potem, że przynosimy pecha. Nie możecie się skupić na robocie i tyle. I bez obaw, znalazłabym sobie towarzystwo, szybko. Twój siny pysk też już widziałam – podsumowała krótko i przymknęła powieki. Wygodnie, choć dalej trochę mokro.
Błysnęła wróżba monety, ale Moss nie ujrzała tego rzutu. Przysłuchiwała się jego dumaniom z lekkim uśmiechem w rozleniwionym spojrzeniu, z którego wcale nie chciała wychodzić. – No dobra, żelazny pięściarzu. Rzucaj. Barmanka czy barmanka? O, albo lepiej, chociaż może gorzej, w każdym razie… żona czy kochanka? – wiadomo, że żona, ale niech sobie chłopak pomarzy, skoro już pokrętnie kusił ją dzieciakiem. – Albo sam wybierz. Kim mogę być. Chyba masz lepsze pomysły ode mnie – przyznała, rozprostowując nieco porzucone ciało. – O tak, smoczku. Musimy. Dość się już nażarliśmy dzisiaj ślimaków. Czas zjeść coś normalnego.
Póki jeszcze mogli.


zt :pwease:
Philippa Moss
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss

Powrót do góry Go down

7 XII 1957

Czekał nieopodal stosunkowo niewielkiego jeziora, rozglądając się po najbliższej okolicy uważnie, już teraz czyniąc wstępny rekonesans. Nie zjawił się tu bez powodu, od początku przyświecał mu wyraźny cel, którym było objęcie dziś patrolem chociaż fragmentu północnej części hrabstwa. Wiele się słyszało o malowniczości Krainy Jezior, która ponoć stanowiła główną przyczynę tego, że ród Fawley panujący na tych ziemiach zajmował się sztuką. Dla Kieran wzgórza były wzgórzami pokrytymi trawami czy wrzosami, zaś jeziora pozostawały wodnymi zbiornikami, co najwyżej różniły się rozmiarami i stopniem zarośnięcia dna.
Miał jeszcze chwilę, aby obserwować dość szybko odcierające do gruntu płatki śniegu, które w mgnieniu oka traciły stałą formę i przemienione w wodę wsiąkały w ziemię lub łączyły się z ledwie zmąconą taflą wody. Było zimno, ale jeszcze nie lodowato, gorsze mrozy miały dopiero nadejść, czuł to w kościach. Pobliski staw zwany był Błękitnym, lecz w ten pochmurny dzień niewiele miał wspólnego z ta barwą, nie pływały po nim żadne łódki, przy brzegu nie czekały panny gotowe puszczać kwietne wianki. Nawet tutaj, w taka pogodę, nie dawało się zapomnieć o wojnie, a przynajmniej Rineheart nie był w stanie zapomnieć, wciąż próbując odnaleźć się w tej strasznej zawierusze, jaką zastał po powrocie. W prawej dłoni mocno ściskał różdżkę, często poruszając palcami, jakby bał się, że ręką mu całkiem skostniała, przez co prześpi moment należytej reakcji w czasie ataku.
Odwrócił się, gdy tylko wyczuł obecność drugiej osoby, słysząc coraz wyraźniej stawiane przez kogoś kroki. Nie spodziewał się nikogo inne, widok znajomej twarzy przyniósł mu ulgę, bo uwolniony został od samotności. Jednak prewencyjnie uniósł różdżkę, nie spuszczając uważnego spojrzenia za czarownicy. – Stała czujność – wymamrotał pod nosem, a potem wzruszył ramionami i opuścił rękę, jakby zabrakło mu argumentów, gdy tak naprawdę ten jeden najważniejszy wystarczył. – Możemy zrobić rundkę wokół jeziora, rozejrzeć się wokół – taki przynajmniej był plan, ale po drodze mogło wydarzyć się wiele.
Zastanawiał się, co Justine przeszła w Tower, ciekaw też był, co nią kierowało wtedy na placu, lecz nie śmiał zadać żadnego pytania, zbyt dobrze pamiętając o swojej ostatniej porażce, wciąż w niej tkwiąc z powodu irracjonalnych lęków przed ciszą, zamkniętą przestrzenią, przez zostaniem ze sobą sam na sam. Prędzej czy później musiało dojść do ich spotkania, musieli ze sobą współdziałać, może od nowa uwierzyć we wzajemną rozwagę.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780

Powrót do góry Go down

The member 'Kieran Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Błękitny staw EeroVMZ
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Błękitny staw Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Anglię zaczął obejmować zimowy nastrój. Biały puch sypał się z nieba, jednak daleko temu było do pocztówkowej zimy. Wahające się temperatury, utrzymujące się w granicy zera doprowadzały do roztopów, które pluskiem dawały o sobie znać pod zimowymi butami, które miała na nogach. Mróz siekał po policzkach, wprowadzając na nie zarumienienie. Wokół szyi nosiła już szalik, przyjmując go w tym roku z ulgą. Zasłaniał to, czego nienawidziła w sobie najmocniej. Odwieczną pamiątkę popełnionego błędu. Musiała się go pozbyć, wiedziała, że tak - w końcu podjąć kroki, które jej to umożliwią. Najpierw właściwie zorientować się, czy zadanie które stawiała - nie przed sobą a przed kimś, kto posiadał jakąkolwiek wiedze - było w ogóle wykonalne. Możliwe, że nie - zakładała taki obrót spraw. Fakt, że zostanie z tym oznaczeniem do końca swoich dni nie napawał jej dobrą myślą. Właściwie całkowitą niechęcią. Ale wiedziała, że sposób na pozbycie się tego znanymi jej sposobami nie istniał. Szorowała skórę aż do krwi, zdzierając jej pierwsze warstwy, jeszcze praktycznie nie działającymi rękami, kiedy tylko patrzyła w lustro. Ból był w jakiś sposób kojący, tak samo jak łzy, których nikt nie widział. Ale później widziała zawód w jego oczach, kiedy dostrzegał poranioną skórę nie tylko szyi - ta za każdym razem cierpiała najbardziej - ale też rąk, nóg i wszystkiego, co skrywało się pod za dużymi swetrami. Szorowała całe ciało z uporem maniaka, ale żadna ilość wody i mydła, żadna siła nie ściągała z jej ramion uczucia, że była brudna. Nieczysta, skalana. Nocami nadal czuła ich dotyk, odbierający ostatki jakiejkolwiek godności. Na samą myśl niezmiennie robiło jej się niedobrze. Wzięła drżący wdech w płuca, mrugając kilka razy, skupiając się na drodze w locie, zwalniając trochę. Zaciskając mocniej dłonie obleczone w skórzane rękawiczki na trzonku miotły. Zimne powietrze było orzeźwiające, przywróciło skupienie, które na chwilę odsunęło się na bok. Ciemne włosy splecione wstążką na plecach podnosił wiatr. Kilka kosmyków powiewało wokół twarzy. W końcu obniżyła lot, odnajdując pojedynczą jednostkę która wcześniej wysłała jej list z krótką informacją. Potwierdziła swoją obecność nie rozpisując się bardziej. Zeskoczyła z miotły płynnie, ciało naprawdę coraz wyraźniej wykonywało jej polecenia, mimo tego, że nawet pod grubym płaszczem było widać, że jest chuda. O niezdrowej aż chudości świadczyły wystające kości policzkowe, na których zdawała się opinać jedynie skóra. Przeszła kilka kroków w jego stronę, miotłę zarzucając na lewe ramię, prawą rękę wkładając do kieszeni, zaciskając na różdżce. Kiedy wypowiedział pierwsze słowa ku niej skupiła spojrzenie na twarzy należącej do niego. - Stała czujność. - zgodziła się, skinąwszy krótko głową. W ten sposób właściwie się witając. Zaciśnięte w wąską linię usta nie powiedziały nic więcej, nie posłały żadnego wyznania, ani nie zadały pytania. - Jak postanowisz. - zgodziła się, zrównując z nim krok. Zaczynając maszerować u jego boku, przesuwając spojrzeniem wokół. Milcząco. -Sprawdzamy tylko staw i okoliczne lasy, czy myślisz o wizycie w wiosce obok? - zapytała, tym razem nie zamierzając sama rozpoczynać czegoś co mogłoby w jakikolwiek sposób podejść pod określenie prywatnej rozmowy. Dokładnie pamiętała jak potraktował ją Skamander, niczego więcej nie powinna się spodziewać. Zawiodła. Korzystali z jej umiejętności, bo była silna i na tym powinna się jedynie skupić - na działaniu, nie była niczym więcej jak narzędziem, które w końcu naoliwiło zawiasy i wymienić zepsute części. Rozproszyły ją własne myśli. Nie zauważyła ruchu za sobą, ale poczuła wyraźnie poruszenie pod lewą ręką. Prawa wystrzeliła praktycznie machinalnie, łapiąc za nadgarstek ręki, która lądowała właśnie w jej kieszeni.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Błękitny staw D
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Błękitny staw

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach